Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4042 posty 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niemcy wybiorą

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jutrzejsze wybory w Niemczech mogą mieć większe znaczenie dla losów Unii Europejskiej niż dla samych Niemiec. Dlaczego?

 

Wybory powszechne w Niemczech, które odbędą się w najbliższą niedzielę 22 września, mają wyraźnie ogólnoeuropejski wydźwięk. Od ich wyniku zależy nie tylko przyszły rozkład sił w kraju naszych sąsiadów, ale także albo ciąg dalszy, albo odwrotnie - rewizja istniejących programów antykryzysowych Unii Europejskiej. Stawką jest w nich los strefy euro i cały projekt integracji europejskiej.

Ostatnie sondaże i badania socjologiczne jeszcze bardziej skomplikowały przedwyborczą sytuację. Wynika z nich, że „z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością” zbliżające się wybory wygra rządząca Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) urzędującej primakancleriny pani Angeli Merkel. Jednakże w niemieckich warunkach politycznych najważniejsza jest nie jedna konkretna zwycięska partia, lecz skład i bilans mandatów całej rządzącej koalicji. A z tego punktu widzenia zwycięstwo CDU może okazać się pyrrusowym, gdyż jej tradycyjny sojusznik – Wolna Partia Demokratyczna (FDP) – z najwyższym trudem pokonuje w sondażach próg wyborczy zdobywając najwyżej 6% głosów. Jest ryzyko, że może się w ogóle nie załapać.

Jeśli jednak się uda, FDP przejdzie i wniesie swoje 6% to obecna koalicja centroprawicowa otrzyma w sumie 44%. A jej centrolewicowi oponenci – o jeden procent więcej (45%). W Niemczech może zatem powstać prawdziwy klincz polityczny. To pierwsze duże zagrożenie dla Unii, a przynajmniej dla strefy euro. Ale moze być jeszcze gorzej, bowiem wyborcza arytmetykę może kompletnie pokrzyżować czający się za drzwiami niespodziewany sukces któregoś z dwóch niestandardowych uczestników wyborów – antyglobalistów z „Partii Piratów” lub eurosceptyków z partii „Alternatywa dla Niemiec”. Ci ostatni wypowiadają się za jak najszybszym wyjściem z Eurostrefy. Obie te partie cieszą się znacznym  zainteresowaniem i  mają spore szanse nie tylko po raz pierwszy w swojej historii wejść do Bundestagu, ale także wyprzedzić w wyborczym wyścigu wielu partyjno-politycznych „weteranów”. Wzrost popularności antyglobalistów i eurosceptyków wynika z jednej strony z ogólnego znużenia wyborców ofertą tradycyjnych partii oraz obniżeniem ich autorytetu, a z drugiej strony świeżością haseł i nowymi, aktywnymi metodami pracy z wyborcami, wykorzystywanymi przez politycznych nowicjuszy na scenie.

W Niemczech coraz bardziej zauważalny jest odpływ wyborczej klienteli z dużych tradycyjnych partii, które nie mogą już  zaproponować nic istotnego. Tymczasem „Partia Piratów” już pod koniec 2011 roku uzyskała w sondażach 9% na poziomie federalnym. I jeżeli w niemieckim społeczeństwie rzeczywiście da o sobie znać niezadowolenie z tradycyjnych partii, a „piraci” wypromują jeszcze jakieś nośne hasła na aktualny temat, to będą mogli wejść do Bundestagu i sporo zamieszać. Jest całkiem prawdopodobne, że coś takiego może się jutro wydarzyć.

Z tezą, że niemiecka polityka coraz bardziej oddala się od oczekiwań wyborców i od potrzeb społecznych, zgadza się Roman Ebener, przedstawiciel niemieckiej organizacji Abgeordnetenwatch. Jest to platforma internetowa stworzona dla kontaktów z wyborcami i dostarczająca dokładnych informacji o niemieckich politykach i kandydatach na polityków – o ich życiorysach, wykształceniu, zainteresowaniach, dochodach itd. Ebener mówi tak: Problem niemieckiej polityki polega na tym, że coraz bardziej oddala się od społeczeństwa. Wiele osób przestało brać udział w życiu politycznym kraju, gdyż nie uważają, że ich wybór rzeczywiście może wpłynąć na wynik. To z kolei prowadzi do tego, że z tych warstw społecznych nie ma kandydatów, nie ma świeżej krwi. A zatem odpowiednio także polityczny szczyt pozostaje bez zmian.

Zrozumiałe jest, że ani klincz polityczny w Niemczech, ani tym bardziej triumf „Partii Piratów” lub „Alternatywy dla Niemiec” nie są częścią planów kierownictwa Unii Europejskiej, które ogląda się na Berlin jako na lokomotywę która wyciągnie wszystkich z kryzysu. Jednak ani trafności diagnoz ani skuteczności niemieckich recept antykryzysowych nie należy przeceniać.  W pamiętnikach byłego kanclerza Gerharda Schrödera, które ukazały się w 2006 roku w Niemczech, zdumiewająco trafnie podana była lista krajów Unii Europejskiej, które „będą odstawać od reszty” członków Unii. Wymienia się tam Portugalię, Irlandię, Grecję i Hiszpanię. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden mały szkopuł: kraje te były wtedy wymienione … jako przykłady sukcesu i nadziei Unii Europejskiej. Być może właśnie przeciwko takiemu „sukcesowi” zagłosują w najbliższą niedzielę w Niemczech antyglobaliści i eurosceptycy.

 

Dodatek muzy:

Niemiecki gitarzysta Ottmar Liebert w utworze „Heart Still Beating”

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031