Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3719 postów 1776 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zmiany w armii Izraela

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Armia Izraela przechodzi głębokie strategiczne zmiany, a jej potencjał wojskowy przesuwa się coraz bardziej w stronę cyberprzestrzeni. Krótka analiza.

 

Prawie 30.000 żydowskich żołnierzy stopniowo opuszcza swoje kwatery w Tel-Awiwie, największym mieście Izraela i przenosi się na południe, na Negev. Do roku 2020 większość wojska w Izraelu ma się przenieść do czterech potężnych baz w pustyni. Mając taką perspektywę deweloperzy w Tel-Awiwie zacierają ręce. W Kirya, dawnej bazie brytyjskiej w centrum miasta, gdzie przez  ostatnie 60 lat mieści się siedziba sztabu armii Izraela, planują postawić 80-pietrową wieżę, która jak wszędzie na świecie i jak zawsze od czasów wieży Babel ma być symbolem ludzkiej pychy. Zwolni się też wiele innych cennych działek pod zabudowę, dotąd zajmowanych przez koszary i wojsko w najgęściej zaludnionej, nadmorskiej części Izraela. Wojsko przeniesie się na bezdroża (midbar), jak po hebrajsku określa się pustynię. To bardzo symboliczne: armia, która dotąd dominowała bez konkurencji w życiu państwa i narodu żydowskiego, odchodzi na peryferia.

Pod względem wydatków wojskowych w przeliczeniu na głowę mieszkańca  Izrael zajmuje bardzo wysokie, piąte miejsce w światowych statystykach. Obowiązuje powszechny pobór i młodzi Żydzi (ale tylko oni, Arabów to nie dotyczy) wciąż służą w wojsku do trzech lat. Uścisk armii i jej kontrolę nad polityką nadal czuje się także w Knesecie – jednoizbowym parlamencie Izraela (120 miejsc) – ale nie jest to już tak silne jak kiedyś. Dobra koniunktura w gospodarce Izraela pozwoliła też relatywnie obniżyć bezpośrednie wydatki na wojsko: z 17,7% PKB w roku 1991 do około 6% obecnie. W najnowszym projekcie budżetu Kneset znowu ciachnął wojsku 1 miliard dolarów, co jest największą obniżką przez ostatnie 20 lat. A zanosi się na jeszcze większe zmiany. Znany jastrząb Mosze Feiglin przewodzi parlamentarnej inicjatywie na rzecz  zamiany armii poborowej na zaciężną, w pełni profesjonalną. „Powszechny pobór przynosi efekty odwrotne od zamierzonych” – dowodzi Feiglin, któremu z różnych zresztą względów przytakuje wielu posłów z różnych ugrupowań. „Wciąż polegamy na taniej sile ludzkiej zamiast na specjalizacji i technice , a to szkodzi naszej obronności już teraz i jeszcze bardziej zagraża jej w przyszłości”. Paradoksalnie, do głównych zwolenników Feiglina zaliczają się brodaci żydowscy religianci tzw. haredim, którzy jak ognia unikają poboru pragnąc bez reszty oddawać się modłom i studiowaniu Tory. Ich zwalnianie od poboru, do niedawna zawarowane specjalnym prawem, budzi wściekłość pozostałych tj. świeckich i nowoczesnych Żydów w Izraelu, którzy muszą za nich nadstawiać karku dla obrony państwa żydowskiego, w którym religiantom jest dobrze i bezpiecznie. Mają oni najwięcej dzieci, z każdym pokoleniem tworzą coraz większy odsetek społeczeństwa i powinni – jak twierdzi większość pozostałych – uczestniczyć osobiście w powszechnym obowiązku wojskowym. I tu mamy drugi paradoks: najwięksi zwolennicy powszechnego poboru do wojska chcą go zwłaszcza po to, aby zmusić do służby religiantów. Ci, którzy za utrzymaniem poboru argumentują poważniej, wskazują na to, że armia (obok kibuców) spełniła dla wczesnego Izraela ogromną rolę jako czynnik narodotwórczy. Jednak w samej kadrze oficerskiej, rekrutowanej głównie ze środowisk kibucników i twardzieli, wielkiego entuzjazmu dla pejsatych żołnierzy nie ma. Mój znajomy, Cwi R., b. pułkownik i pilot izraelski, który był kiedyś w niewoli u Egipcjan po zestrzeleniu  go nad Synajem, a dziś ma wojskową firmę technologiczną i był u nas na targach zbrojeniowych w Kielcach w ubiegłym roku (w kantynie wziął sznycel wieprzowy, bo taki z niego żyd) przy stole pomstował na sam pomysł brania haredim do wojska, co wtedy akurat było głównym tematem mediów w Izraelu: „A pies z nimi tańcował. Szkoda im nawet mundur i buty z magazynu wydawać, bo i tak pożytku z nich żadnego w wojsku nie będzie, tylko same kłopoty…”

Chociaż mimo żarliwych debat powszechnego poboru jeszcze nie zniesiono, w Knesecie przyjęto w sierpniu strategiczny program, który zasadniczo zmienia kierunek rozwoju armii. Poborowych zachęca się do wydłużania i profesjonalizacji swej służby, a armia ma odchodzić od pancernych dywizji i masówki piechoty w stronę lotnictwa, dronów, wywiadu i cyberwojny.  

Rozbudowane siły lądowe są – zdaniem komisji parlamentarnej ds. wojska - dla armii coraz dotkliwszym i niepotrzebnym obciążeniem. Dlatego zgodnie z planem reformy w najbliższym czasie ma ona odchudzić się o 4.500 etatów, pozbyć się brygady haubic oraz setek starzejących się czołgów Merkava i M60, z których najstarsze pamiętają czasy wojny wietnamskiej. W zamian za to armia, w tym resztki pancernych, dostaną nowy wielki poligon na pustyni Negev, blisko jordańskiej granicy, który wyposażeniem ma przypominać park hi-tech, odpowiedni dla epoki, w której operator siedzący w Tel-Awiwie może przeprowadzić zza biurka atak na cel w Teheranie. „Dzisiejsze i przyszłe metody i pola walki są kompletnie odmienne od tych, jakie znamy z przeszłości” pisze na swoim Facebooku minister obrony Izraela Mosze Jaalon.  

Jedną z przyczyn najnowszych zmian w izraelskiej doktrynie wojennej jest "wiosna arabska". Armie największych sąsiadów państwa żydowskiego nie stanowią już takiego konwencjonalnego zagrożenia jakim były do niedawna. Egipt ma tak trudną sytuację wewnętrzną, że armia ledwie sobie z nią radzi, a Syria przestała istnieć jako spójne państwo. (Osobiście uważam i od dawna twierdzę, że ten efekt „wiosny arabskiej” był z góry zaplanowany i koszernie wyreżyserowany z zewnątrz, bo takie pogrążenie całego Bliskiego Wschodu w strefie zamętu jest najlepszym sposobem na zapewnienie przewagi Izraela).  „Otaczają nas państwa w stanie upadku – cieszy się Jaalon – a o armii syryjskiej lub irackiej na długo można zapomnieć.”  Z każdym rokiem powiększa się przepaść technologiczna i poziom wyszkolenia pomiędzy nimi a Izraelem, któremu armie arabskie już od dawna nie mogą dotrzymać kroku.  

Owszem, Izrael ma wielu śmiertelnych i potencjalnych wrogów dookoła: Hizbullah, Hamas, islamiści z Synaju itp. Rzymski cesarz Wespazjan, ten sam, który rozpoczął tłumienie żydowskiego powstania w 67 r n.e. (zakończone zburzeniem Jerozolimy przez jego syna Tytusa w roku 70 n.e.),  pytany o to, ilu ma wrogów, zwykł odpowiadać w charakterystyczny dla siebie sposób – zwięźle i dowcipnie: Multitudo ingens  (mnogość nieprzeliczona). W tamtym czasie w Palestynie i w ogóle na Wschodzie wrogowie otaczali go rzeczywiście  ze wszystkich stron.  Izrael od początku istnienia  może mówić o sobie to samo

Dziś nie są to już jednak tradycyjne zagrożenia wojskowe. Czołgi i haubice nie przydają się w walce z dżihadystami, a byłyby także bez sensu, gdyby Iran zbudował swoją bombę jądrową. Dowódcy izraelscy mówią więc dziś już tylko o wywiadzie, o grupach szybkiego reagowania, o małych lotnych oddziałkach canchanim (komandosów), o pilotach myśliwców, operatorach dronów, wojskowych hakerach, analitykach i tłumaczach, specjalistach od podsłuchu, od zdobywania i przetwarzania informacji, od wojny psychologicznej i cybernetycznej. Podkreśla się, że takie zespoły i ich operacje są szybsze i powodują mniej ofiar, a zatem zmniejszają ryzyko eskalacji konfliktu. Przykład: w ostatnich dwóch latach seria błyskawicznych, jednorazowych uderzeń izraelskich na cele w Syrii i Sudanie związane z dostawami rakiet dla Hizbullahu i Hamasu ani nie wywołała większego odwetu ze strony tych ugrupowań, ani nie ściągnęła na Izrael międzynarodowego potępienia, jakie zwykle rodzi się przy większych inwazjach lądowych. Nadleciało, zabiło, minęło...   

Cahal – bo tak się po hebrajsku określa armię Izraela - zmienił się ogromnie w ciągu ostatnich paru lat. Jego największa jednostka - Nr 8200 skupia się wyłącznie na środkach wojny cybernetycznej. Lotnictwo przejęło wiele zadań wojsk naziemnych. „W roku 2000 z powietrza zabito tylko 1% terrorystów  w Gazie. Dziś ginie tak 98% z nich” – chełpi się anonimowy dowódca izraelskiego lotnictwa cytowany w Jane’s Review. W listopadzie 2012 kolejna „(bez)karna ofensywa” przeciw bojownikom Hamasu w Gazie została w całości przeprowadzona z powietrza, w dużej części dronami, bez angażowania wojsk lądowych.

Nadal jednak Izrael potrzebuje żołnierzy w kamaszach. W szykowanej wojnie z Hizbullahem, prawdopodobnie latem przyszłego roku, piechota będzie musiała skrupulatnie  przeszukać ewentualnie zdobyty z powietrza teren w południowym Libanie, gdzie szyiccy bojownicy potrafią po mistrzowsku ukrywać się w systemie podziemnych korytarzy, tajnych wyjść, skrytek i wyrzutni, jak tego  dowiedli zwłaszcza w wojnie 2006 roku. Emerytowani izraelscy generałowie, którzy najczęściej zdobyli swe medale na polach bitew lądowych, z niepokojem i dezaprobatą potrząsają głowami widząc szybką redukcję brygad pancernych i jeszcze szybszy ubytek żołnierzy mających doświadczenie w kurzu i upale pod  ciągłym ogniem. „To nie tak ma być. To nas obnaża i pozbawia obrony w polu. Wojny zwykle wybuchają wtedy i tam, gdzie  się jest najmniej przygotowanym”.  

Ale nawet oni przyznają, że relacje Izraela ze swymi siłami zbrojnymi w ogóle bardzo  się zmieniły. Minęła epoka defilad na ulicach. Generał Benny Gantz, szef sztabu Izraela umyślnie zachowuje się jak urzędnik. „Nie ma już w Izraelu charyzmatycznych dowódców ani postaci wojskowych” – wzdycha Szlomo Swirsky, szef dyskusyjnego think-tanku Adva, specjalizującego się w myśli wojskowej. „Wojsko już nie jest tym, co nas ciągnęło kiedyś w górę jako naród, gdy było naszą dumą i miłością. Już nikt nie zapisuje w testamencie majątku na rzecz armii”. Dziś  szefami partii politycznych zostają raczej prawnicy i dziennikarze, a nie emerytowani generałowie.  Zresztą jedno z ostatnio uchwalonych praw wprost zabrania byłym pracownikom służb bezpieczeństwa i armii zajmowania się polityką przez trzy lata po odejściu ze służby.  

Także w samej polityce zmieniają się priorytety, a z nimi i stosunek do armii. Nowa generacja polityków patrzy wojsku uważnie na ręce i systematycznie tnie mu wydatki, gdzie popadnie. Już nie ma tak sutych odpraw i hojnych emerytur jak kiedyś. Także wyborcy, jak się wydaje, chcieliby żyć w bardziej normalnym, czyli mniej zmilitaryzowanym państwie przypominającym oblężoną twierdzę. Liczba osobo-dni spędzanych w sumie przez rezerwistów na obowiązkowych dyżurach i szkoleniach (kiedyś przez jeden miesiąc w roku dla wszystkich mężczyzn poniżej 40 lat) spadła w ciągu jednego pokolenia z 10 milionów rocznie do 2,5 miliona, mimo że w tym czasie liczba ludności Izraela wzrosła prawie dwukrotnie. Gdyby nie bardzo duże zapotrzebowanie na siłę żywą, związane z okupacją Zachodniego Brzegu, Izrael potrzebowałby jeszcze mniej rezerwistów na takie patrole i dyżury. Widząc jednak, jak Żydom wychodzi dogadywanie się z Palestyńczykami i znając ogrom przez pokolenia nawarstwionej krzywdy po arabskiej stronie, która tylko czeka na swe krwawe rozładowanie, nie sądzę, aby wojskowe odprężenie kiedykolwiek mogło nastąpić. Z wojskiem, czy bez, Izrael w tamtym miejscu w przewidywalnej przyszłości nie ma szans na normalność. To źle, bo może kiedyś chcieć lub musieć się ewakuować. Dokąd?

 

Dodatek muzy

Słuchamy tradycyjnej żydowskiej muzyki sefardyjskiej (utwór pt. Si verias, Gdybyś widział)

 

 

KOMENTARZE

  • @nana 23:20:12
    Piękny komentarz. Dziękuję Ci Nano.
  • x
    Hmm..
    Znaczy Tusek w ramach reformy i profesjonalizacji armii ogłosi kolejny wielki sukces, zdobywając z niebywałym poświęceniem i nie szczędząc grosza 20-30 Merkav mało bitych? To może tak być, szczególnie, że na tapecie mamy umierającego Andersa i "nowego" Andersa z nalanym styropianem na starego, żeby nikt nie poznał i zmienionym właścicielem w dowodzie rejestracyjnym z którego oczywiście nic nie będzie. Istotnie, moment wyborny.
    Ale z tymi M60, nawet jak na niego, byłoby przegięcie pały profesjonalizacji. Chyba, że mu w ramach modernizacji, gratis, Żydzi dorzucą pendolino na tym. To wtedy tak. Jakoś by się wpisało w obraz. No i zegarek..

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031