Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Żniwa błędnej polityki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

СПУТНИК: Korespondent Sputnika Leonid Sigan rozmawia z Michałem Kołodziejczakiem, „nowym Lepperem", liderem protestujących rolników i założycielem Unii Warzywno-Ziemniaczanej

 

 

 Susza zbiera żniwa na całym świecie. Zbiory są kiepskie. W Polsce oznacza to głównie problemy dla sektora rolniczego, który i bez tego ma się o co martwić. 

 

W Polsce panuje susza. Producenci warzyw i owoców mają ogromne problemy. Rzecz jasna, zwrócili się do władz o pomoc. Jakie były żądania rolników i czy zostali usłyszani?

„Po reakcji rządu można powiedzieć, że rolnicy nie zostali usłyszani. Dzisiaj w telewizji mowa o tym, że rolnicy dostaną 1000 złotych dopłaty do każdego hektara z powodu suszy. Jednak z informacji, które my otrzymujemy, wynika, że ta pomoc nikomu nie przysługuje. Na przykład moje gospodarstwo zdaniem urzędników w ogóle nie kwalifikuje się do pomocy nawet w kwocie złotówki. W tej chwili pomoc w Polsce nie funkcjonuje" — mówi Kołodziejczak.Pomimo całej różnorodności polskiego rynku rolnego kraj zderza się z problemem konkurencji z zagranicy, co również nie pomaga.

 „Konkuruje w tej chwili nie tylko Europa Zachodnia, która do tego momentu dominowała. Konkuruje również rynek ukraiński zwłaszcza, jeśli chodzi o produkcję zbóż.  Przeszkodę też stanowią głupie przepisy, które w Polsce obowiązują. Podmioty, które chcą się łatwo dorobić na handlu zagranicznym towarem, wprowadzają klienta w błąd, sprzedając zagraniczny towar jako polski. Wiedzą, że w Polsce panuje bardzo duży patriotyzm konsumencki. Polacy chcą kupować polskie produkty, a oni to wykorzystują" — twierdzi rozmówca, zwracając też uwagę na „taryfę ulgową" dla ukraińskich rolników, co jest niesprawiedliwe w stosunku do Polski.

„Unia Europejska zgodziła się na wwiezienie półtora miliona ton zboża bez cła. Jak można było się zgodzić na to, jeśli to zboże może być traktowane środkami do ochrony roślin zabronionymi w Polsce? Jak może być tak, że zboże z Ukrainy, gdzie się nie walczy z afrykańskim pomorem świń (ASF), może spokojnie wędrować po Polsce, a w Polsce ze stref ASF nie wolno sobie dowolnie przewozić zboża, aby go nie rozprzestrzeniać?" — stawia pytanie Kołodziejczak.

Zdesperowani są także polscy sadownicy. Produkowanie owoców już im się praktycznie nie opłaca. Nie słychać już hasła sprzed kilku lat, by „jeść jabłka na złość Putinowi". Na początku sierpnia miały miejsce masowe protesty. 

 

 

Polskie produkty rolne — warzywa, owoce — przed wprowadzeniem embargo były bardzo popularne w Federacji Rosyjskiej — ogromnym rynku od Kaliningradu po Władywostok. A jak jest teraz?

„Tutaj należy zwrócić uwagę na jedną rzecz. Moje gospodarstwo, gospodarstwo moich rodziców handlowało z Rosjanami — to było 100% produktów wytworzonych przez nas. Oprócz tego to były więzi przyjacielskie. To były znajomości długoletnie. Oni wiedzieli, że dostają od nas towar bardzo dobry, bardzo wysokiej jakości, który odpowiadał wymogom rynku rosyjskiego. Niestety, nieodpowiednia polityka przyczyniła się do tego, że te więzy handlowe zostały zerwane, a więzy przyjacielskie zostały mocno nadszarpnięte. Polscy rolnicy zapłacili za nieodpowiednią politykę międzynarodową polskich władz, przy czym nie tylko obecnych, lecz też i tych poprzednich. Warto tu przypomnieć słowa Churchilla, który powiedział, że wróg i przyjaciel to nie są rzeczy stałe, a interes to jest rzecz stała. My polscy rolnicy w żaden sposób nie traktujemy Rosji jako wroga i tak samo jako wroga nie traktujemy żadnego innego kraju w Unii Europejskiej. My chcemy z każdym dobrze żyć, a tym bardziej z tymi, z którymi już wypracowaliśmy odpowiednie struktury współpracy" — mówi ekspert.

Kołodziejczak był członkiem Prawa i Sprawiedliwości, jednak został wyrzucony z partii za organizowanie protestów. Kołodziejczak stawia na „kulturalne, pokojowe manifestacje", dlatego np. w Sieradzu rozsypał kilka ton kapusty, a w niedużych miastach organizował protesty na przejściach dla pieszych. 

„Za co? Za normalność. Mogę powiedzieć jasno, że wyleciałem za to, że chciałem, by było normalnie w Polsce. Za to, że podjąłem się organizowania polskich rolników, że upomniałem się o ich prawa. Niestety w Polsce nie tylko PiS, ale wszystkie inne partie skonstruowane są w ten sposób, że nie mają działać według interesu społecznego, lecz według interesu danej partii. W Prawie i Sprawiedliwości człowiek ceniący sobie normalność nie może czuć się swobodnie, bo tej swobody nie posiadamy. Nad tym bardzo ubolewam. W ludziach kreuje się ciągle zasadę dzielenia i rządź.  Dzieli się nas z całym światem. Niestety bardzo mocno robi to Ameryka" — podsumował założyciel Unii Warzywno-Ziemniaczanej.

KOMENTARZE

  • @
    Jesteśmy w UE kilkanaście lat i jest to ciągły proces niszczenia polskiego rolnictwa pod różnymi hasłami.
    Dopłaty są na poziomie uniemożliwiającym konkurencję. Brak inwestycji - zwłaszcza małej retencji, systemu nawadniania itd. To powinien być plan kompleksowy, powiązany np. z budową małych elektrowni wodnych zasilających lokalną produkcję.
    O dystrybucji niszczącej małych producentów - pisałem w lipcu.

    ASF - świadomie sprowadzona choroba (śmigłowce przywożące chore dziki).
    Skup i przetwórstwo w obcych rękach.
    Sprzedaż ziemi "związkom wyznaniowym".
    Tworzenie wielkiej własności na wsi; tylko duże gospodarstwa o monokulturze są opłacalne.

    Zanik zainteresowania produkcją przydomową żywności; zwiększenie prawa sprzedaży bezpośredniej do 40 000 PLN, ale utrzymanie różnych restrykcyjnych przepisów których nie jest w stanie rolnik spełnić - jest kpiną z ludzi.
    Do tego kupowanie zbóż i innych produktów na Ukrainie - wspiera Ukrainę, ale kosztem polskiego rolnictwa. O kontaktach z Rosją - nie ma co nawet wspominać.

    Efektem jest zapaść wsi, czego skutki mogą być tragiczne dla miasta. Powtórzenie klęski suszy, albo nadmiaru deszczu jak w ub. roku, może zachwiać bilansem żywności. Jeśli do tego dojdzie (spodziewany) kryzys na świecie sytuacja będzie tragiczna.
    "Miastowi" po prostu zaczną zdychać z głodu. I to nie jest straszenie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:41:47
    Miastowi po prostu zaczną zdychać z głodu.

    Historia Wielkiego Głodu się powtarza.

    Zakazy II kolektywizacji podobne jak na Ukrainie za I kolektywizacji.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930