Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Tydzień siedmiodniowy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW: Dlaczego tydzień ma siedem dni i jakie jest pochodzenie oraz znaczenie ich nazw?

Dlaczego tydzień ma siedem dni? Dlatego, że wciąż regulujemy nasze życie przez prawo septymalne, ustalone przez mezopotamskich obserwatorów gwiazd i narzucone ponad 4000 lat temu przez tamtejszego władcę. Nasze piątki i świątki, weekendowe wyjazdy i przeklinanie poniedziałkowego kaca mają swój początek w wydarzeniu sprzed około 2350 pne., kiedy to Sargon I, król Akkadu, po zdobyciu świętego Ur i zhołdowaniu innych miast Sumerii, ustanowił siedmiodniowy tydzień, pierwszy zapisany taki podział w historii.

Prawdopodobnie Ur, najstarsze i najświętsze miasto chaldejskie, używało miary tygodni, mniej formalnie, już za Sumerów, na długo przed wkroczeniem Sargona. W ogóle Sumerowie byli wielkimi innowatorami w kwestiach czasu. Ostatecznie to przecież im zawdzięczamy nie tylko tydzień, ale i 60-minutową godzinę, 60-sekundową minutę, podział doby na 24 godziny i podział okręgu na 360 stopni. Takie rzeczy przychodziły łatwo ludziom, których matematyka opierała się nie na systemie dziesiętnym, lecz na sześćdziesiętnym. Wydaje się, że za wiek (epokę) uznawali oni również okres 60 lat, czyli średni okres czynnego życia człowieka.

Dlaczego jednak ci mądrzy ludzie, którzy wybrali 60, ponieważ jest podzielne bez reszty przez 2, 3, 4, 5, 6, 10, 12, 15, 20 i 30, byli tak uparcie zafascynowani kompletne niepodzielną i niewygodną przecież siódemką? W starożytnym Egipcie i w starożytnych Chinach stosowano raczej miarę „tygodnia” o długości dziesięciu dni – co jest o wiele bardziej zrozumiałe, ponieważ ludzie mają dziesięć palców u obu rąk, na których łatwo można liczyć i pewniej polegać, a nie siedem. Trzeba się tylko zastanowić, czy taki długi tydzień roboczy w kraju faraonów miał na celu zmusić do większego wysiłku ich siłę roboczą, i czy nie był to prawdziwy powód buntu Żydów zmuszanych do pracy ponad wytrzymałość, który spowodował ich wyjście z niewoli egipskiej i późniejszy wybór krótszego tygodnia – właśnie siedmiu dni.

Ważniejsze jest jednak inne pytanie: dlaczego sumeryjski system siódemkowy nie tylko przetrwał, ale stał się prawie uniwersalny w praktyce? Jak to się stało, że chaldejski system z Ur objął dziś regiony, których Sargon nigdy nie znał? Z niewolniczym posłuszeństwem został on przyjety przez Babilończyków, Greków, Rzymian, starożytnych Hindusów, współczesnych muzułmanów oraz przez większość obecnych mieszkańców Europy i obu Ameryk. Nawet Chiny poddały się temu systemowi i to już ponad tysiąc lat temu.

Rok, dzień, a także – choć już nie tak wyraźnie - miesiąc to naturalne podziały czasu. Każdy widzi kiedy się zaczynają i kiedy kończą. Tydzień to jednak istne dziwactwo. Nie wynika z podziału miesiąca na cztery fazy księżyca, bo ma się to bardzo mizernie wobec rachuby tygodni. Nie da się sprawić, by księżyc pojawiał się w nowym cyklu co 28 dni, zamiast co 29 dni, 12 godzin, 44 minuty i 3 sekundy. Sumerowie mieli jednak inny i lepszy powód sięgnięcia po liczbę siedem. Czcili siedmiu bogów, których mogli zobaczyć na niebie: Słońce, Księżyc i pięć planet widocznych już w starożytności gołym okiem. Skwapliwie nazwali więc dni tygodnia imionami tych siedmiu ciał niebieskich.

Ale w ogóle siedem było dla Sumerów liczbą bardzo wyjątkową. Mieli ją w swoim siedmioramiennym Drzewie Życia (prawzorzec żydowskiej menory?) i siedmiu niebiosach, które potem w Babilonie były symbolizowane w siedmiostopniowych zigguratach lub wiszących ogrodach. Również największy sumeryjski epos o Gilgameszu opisuje siedmiodniowy stosunek płciowy jako rytuał przejścia, poprzez który dziki małpolud Enkidu, uwiedziony przez harimtu  (świątynną prostytutkę) Szamhat, wyszedłszy z lasu, przeszedł na stronę cywilizacji i stał się sojusznikiem Gilgamesza, króla Uruk (po sumeryjsku Unug), który jest pierwowzorem dla biblijnej postaci Noego. Opowieść o potopie także bowiem pochodzi z Sumeru.

Mimo to siódmy dzień pierwotnego kalendarza u Sumerów wcale nie był święty. Przeciwnie, oznaczał  niebezpieczeństwo i ciemność. Ryzykiem było podejmowanie działań i robienie czegokolwiek w tym czasie. Z konieczności więc jako dzień tabu stał się dniem odpoczynku. Dopiero Żydzi odwrócili znak wartości tego dnia zachowując jego tabuiczny charakter. Siedmiodniowy tydzień pojawił się u nich na tyle wcześnie, że posłużył do opisu Bożego stworzenia świata w hebrajskiej Księdze Rodzaju, co kapitalnie umocniło sakralny przekaz i kult szabatu. Wędrówka Abrahama z Ur na zachód oznacza, że hebrajskie tradycje powstały bezpośrednio pod mezopotamskim wpływem.

Aliści siedmiodniowy tydzień powędrował także z Mezopotamii na wschód i dotarł do Indii ponad 2000 lat temu, aby wejść także do niektórych pism hinduskich. Hinduskie opowieści o stworzeniu były o wiele bardziej złożone i bardziej fantastyczne niż hebrajskie. Poza tym Hindusi nigdy nie przyjęli szabatu, a w ich pismach, tak jak np. w Brahmavaivarta Puranie, odniesienia do tygodnia były właściwie przypadkowe:

 जब ब्रह्मा ने इस ब्रह्मांड का निर्माण किया था,तो उन्होंने अपनी सविता की पत्नी में अपनी सबसे अच्छी पत्नी को रखा। जब वह जन्म देने के लिए तैयार थी,तब वह वर्ष,महीने,सप्ताह के दिन,सात प्लीएड्स (Kiedy Brahma ukształtował ten wszechświat, umieścił swoje nasienie w Savitri, swojej najlepszej żonie. Kiedy była gotowa do porodu, urodziła rok, miesiąc, i dni tygodnia - siedem Plejad).

Hindusi byli zapamiętałymi obserwatorami nieba i także gorliwymi czcicielami siódemki.  Zauważyli Plejady (Krttika) ale zwrócili też uwagę na siedem gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy i utożsamili je z Siedmioma Mędrcami, którzy przeżyli potop. Następnie połączyli te dwie  gwiaździste siódemki i uznali Plejady za żony Mędrców. Ale przyjęli też siedmiu bogów planet, którzy przybyli wraz z oryginalnym sumeryjskim tygodniem i przynajmniej częściowo trzymają się ich nazw aż do dziś. We współczesnym języku hindi, podobnie jak w starożytnym sanskrycie, planety, które na Zachodzie nazywamy Mars i Merkury, to Mangal i Budh. Wtorek i środa, które w wielu językach europejskich wyprowadziły swoje nazwy od tych planet (np. mardi i mercredi po francusku), to w Indiach Mangalvar i Budhvar. I to od dwóch tysięcy lat!

Sumerowie nazywali swoje dni tygodnia imionami siedmiu boskich planet. Jest ciekawe, że język sumeryjski – dziś stosunkowo dobrze poznany, dzięki obfitości materiału pisanego klinami na glinianych tabliczkach  i szacunkowi, jakim język ten był otaczany w starożytności – jest językiem izolowanym tj. niepodobnym do żadnego innego i nie mającym krewnych w żadnej znanej rodzinie. Pierwsza odnotowana zmiana nazw dni tygodnia nastąpiła, gdy sumeryjski system tygodniowy został przejęty do semickiego języka akkadyjskiego używanego w imperium babilońskim. Te semickie (akkadyjskie, chaldejskie)  nazwy dni używane w Babilonie około 700 pne., idąc od naszej niedzieli do soboty to: Szamasz (Słońce), Sin (Księżyc), Nergal (bóg wojny), Nabu (bóg pisarzy), Marduk (bóg stolicy), Isztar (bogini miłości) i Ninurta (bóg rolnictwa). Po prostu bogowie babilońscy zastąpili swoich sumeryjskich poprzedników; na przykład, Isztar zastąpiła Inannę zarówno jako planeta Wenus, jak i jako bogini miłości. Gdzie indziej nowe nazwy zostały skojarzone ze starymi bogami i ich planetami. Jednak w zadziwiającym stopniu bogowie ci zachowali swoją „branżową” tożsamość, a także swoje stare miejsca w porządku dni tygodnia.

Ogromna większość chrześcijan i hinduistów, a również właściwie wszyscy "niewierzący", nadal codziennie składają hołd siedmiu bogom starożytnego Sumeru, chociaż, oczywiście, pod zmienionymi imionami i w różnych językach. Siedmiodniowy system przeniknął beztrosko z jednej religijnej bazy do drugiej, z Ur Chaldejskiego, częściowo poprzez Izrael, na zachód – do Europy. Kiedy Rzymianie przyjęli ten system, bogowie planet wzięli imiona już bardziej nam znane, ale wciąż w tej samej kolejności: Słońce (Sol, sun), Księżyc (Luna, moon), Mars, Merkury, Jowisz, Wenus, Saturn. Ale ich tożsamość i specjalność branżowa pozostała prawie nietknięta. Łańcuch nazw Inanna-Isztar-Astarte-Afrodyta doprowadził do Wenus. Nergal żył na Marsie, a bóg pisarzy zmutował w niebiańskiego posłańca, Merkurego.

Tak samo zachowywali się kolejni dziedzice tego systemu, wprowadzając swoje odpowiedniki i nazwy w te same role i miejsca. W języku angielskim i innych językach germańskich Mars, Merkury, Jowisz i Wenus zostały przemianowane na cześć starych bóstw germańskich. Od ich imion - Tiw, Woden (Odyn), Thor i Freya - pojawiły się nazwy dni powszednich od wtorku do piątku, np. w angielskim: Tuesday, Wednesday, Thursday i Friday, albo w niemieckim - Dienstag, (…), Donnerstag i Freitag. Tylko środa po niemiecku nazywa się logicznie tak samo jak u Słowian: Mittwoch (środek tygodnia). Mimo to łańcuch pozostał nienaruszony. Wprawdzie  angielski Wednesday i skandynawski Onsdag pozdrawiają w każdą środę boga Wodena lub Odyna, ale stało się tak tylko dlatego, że utożsamiono go z Merkurym. Podobnie też germanska bogini miłości - Freya zajęła miejsce Wenus - i jej miejsce w cotygodniowej sekwencji.

Także wśród europejskich języków romańskich i celtyckich jest oczywiste, że dni tygodnia są nazywane imionami bogów siedmiu planet tak jak było to na początku w Ur Chaldejskim i wcześniej w Sumerze. Merkury jest rozpoznawalny we francuskiej nazwie środy - mercredi, w rumuńskim mercuri  lub walijskim mercher. Wtorek – dzień Marsa – to w hiszpańskim martes,  we włoskim martedì, a po irlandzku Dé Máirt. Celowo łączę tu języki romańskie i celtyckie, ponieważ te dwie rodziny indoeuropejskie są ze sobą najbliżej spokrewnione.

 Saturn, jako jedyny wśród bogów planetarnych, oparł  się germanizacji, przynajmniej w angielskim i niderlandzkim (Saturday, zaterdag). Ale już sobota była zupełnie odmienna od innych dni powszednich na długo przed rozpoczęciem dwudniowego weekendu. W starożytnym Rzymie była dniem niepomyślnym, tak jak u Sumerów. Potem był to przez pewien czas po prostu szabat, zarówno dla Żydów, jak i dla wczesnych chrześcijan. I ta nazwa soboty się zachowała – jest to wciąż po włosku sabato, po hiszpańsku sabado, po rumuńsku sambata, a w językach słowiańskich sobota  lub subota.

Przy nazwie niedzieli pojawiło się zamieszanie, czemu winien jest cesarz Konstantyn Wielki. W 321 roku ne, kiedy zarządził, aby miasta w jego imperium odpoczywały w niedzielę, jego edykt był raczej związany z kultem  słońca niż z chrześcijaństwem. Trzy wieki wcześniej August oficjalnie uznał tydzień z jego bogami planetarnymi w stylu sumeryjskim. Dies solis, dzień Słońca, był łagodnie pomyślny, ale dopiero chrześcijanie sprawili, że był to wyjątkowy dzień dla zbiorowej modlitwy, na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa i dlatego został nazwany Dniem Pańskim (Dies domenica). Konstantyn postanowił  wyróżnić ten dzień, nie dla większej czci  Chrystusa, ile raczej ku czci Niepokonanego Słońca (postrzegał  zresztą te dwa bóstwa jako jedno). W ten sposób zaspokajał  pragnienia swych chrześcijańskich poddanych bez obrażania starych czcicieli słońca.

Był to więc sprytny manewr w tym czasie. Ale jego efektem jest chaos w dzisiejszych nazwach tego dnia. W wersji germańskiej jest to nadal pogański dzień słońca (Sonntag, Sunday itp.). Ale jest to Dzień Pański, czyli Chrystusowy, w językach romańskich (domingo, domenica, dimanche, od łac. dominus) i w greckim (kyriaki od kyrios, por. Kyrie elejson). Celtowie są w tej sprawie najbardziej podzieleni: walijski Dydd Sul (Dzień Słońca) przeciwstawia się szkockiemu (gaelickiemu)  De Domhnaich (Dzień Pański). Jednakże najbardziej zduiewającą ze wszystkich nazw niedzieli jest rosyjskie woskriesienije ("zmartwychwstanie"), które przetrwało przez długie lata narzuconego ateizmu.  Do tego jeszcze wrócę.

Pierwszymi, którzy odrzucili nazwy pochodne od pogańskich bogów Babilonu – byli Żydzi. Mimo, że zachowali  imiona tychże bóstw w wielu swoich imionach własnych – np. Mordechaj (od Marduka) lub Estera (od Isztar) - to dla swoich dni tygodnia przyjęli system numeracyjny, zgodnie z przekazem Księgi Rodzaju zaczynając tydzień od niedzieli a kończąc na sobocie:  ראשון שני שלישי רביעי חמישי שישי שבת. Licząc dni w tym porządku widzimy znamienne przesunięcie w stosunku do późniejszej numeracji w językach słowiańskich:  hebrajskie jom szti (dzień drugi) to poniedziałek, jom szliszi (dzień trzeci) to wtorek, jom arbi (dzień czwarty) to środa, jom chamiszi (dzień piąty) to czwartek, a jom sziszi (dzień szósty) to piątek. Żydowski system nazywania i liczenia dni tygodnia przyjęli także muzułmanie, ale tego omawiał  tu nie będę, skupiając się na Europie. Ten sam system i kolejność odliczania przyjąło po Żydach język grecki, który stał się najważniejszym językiem pierwszych chrześcijan. Dni tygodnia po grecku noszą do dziś nazwy: Κυριακή Δευτέρα Τρίτη Τετάρτη Πέμπτη Παρασκευή Σάββατο (Kyriakí Deftéra Tríti Tetárti Pémpti Paraskeví Sávvato) i są też odliczane według żydowskiej kolejności: deftéra (drugi) to poniedziałek, tríti (trzeci) to wtorek, tetárti (czwarty) to środa, a pémpti (piąty) to czwartek.

Skopiował to od nich język gruziński, w którym zresztą każdy dzień tygodnia jest nazwany szabatem. Nazwy piątku i soboty są pożyczone z greckiego, a dni od poniedziałku do czwartku sa numerowane od drugiego do piątego: orshabati, samshabati, otkhshabati, khutshabati, p’arask’evi, shabati. Liczebniki po gruzińsku od 1 do 7 to;  erti, ori, sami, otkhi, khuti, ekvsi, shvidi. I wszystko jasne. Podobnie jest w języku ormiańskim, gdzie od greki pożyczono chrześcijańską nazwę niedzieli (kiraki), sobota to szabat,  a dni od poniedziałku do czwartku noszą nazwy  yerkuszabt’i , yerek’szabt’i , ch’vorek’szabt’i , hingszabt’i. Liczebniki od 1-7 to mek, yerku, yerek’, ch’vors, hing, vets’, yot’,  z czego wynika, że poniedziałek to „drugi dzień po szabacie”, wtorek to „trzeci dzień po szabacie” itd.

Ciekawe, że taki sam system przyjął się w języku portugalskim, gdzie dni tygodnia noszą nazwy: domingo, segunda, terça, quarta, quinta, sexta, sábado. Widać z tego, że pięć środkowych dni to liczebniki i że segunda feira (dosłownie drugi targowy, tj. powszedni) to poniedziałek, terça feira (trzeci…) to wtorek, quarta feira (czwarty…) to środa itd. Portugalczycy zanieśli ten system na  Daleki Wschód, gdzie niektóre języki też dni tygodnia odliczają i robią to w systemie żydowskim, tj. od niedzieli do szabatu. Np. język wietnamski ma następujące liczebniki od 1-7: mt, hai, ba, bn, năm, sáu, by, a dni tygodnia licząc od poniedziałku noszą nazwy  thứ hai (dzień drugi), thứ ba (dzień trzeci), thứ tư (dzień środkowy), thứ nă(dzień piąty), thứ sá(dzień szósty) i Thứ B(Dzień Siódmy, czyli sobota).  

W ślad za Grekami także Słowianie przyjęli system numerowania dni tygodnia. Ale tu już złamano żydowski system liczenia dni tygodnia, które zorientowano wokół niedzieli. Sobota jeszcze zachowała swą żydowską nazwę (właściwie babilońską, po słowo szabbatu  jest przejęte z języka akkadyjskiego), ale wszystkie funkcje świętego dnia przejęła już  niedziela, na co wskazuje także jej nazwa – „dzień, w którym się nie działa, tj. nie pracuje”. Niedziela, a nie sobota jest też u Słowian ostatnim dniem chrześcijańskiego tygodnia, wobec czego poniedziałek jest dniem pierwszym, wtorek – dniem wtórym, czwartek – dniem czwartym, a piątek – dniem piątym. Tak samo liczy się w języku  litewskim zaczynając od poniedziałku (Pirmadienis, Antradienis, Trečiadienis, Ketvirtadienis,  Penktadienis,  Šeštadienis, Sekmadienis). Nawet w języku węgierskim zastaniemy słowiańskie pożyczki liczebnikowe w tym samym porządku:  środa, czwartek, piątek i sobota to po węgiersku szerda, csütörtök, péntek, szombat.  Jednak chyba najciekawsze jest to, że „po słowiańsku” liczy się dni tygodnia w języku chińskim. Poniedziałek to „pierwszy tygodnia” (周一 [zhōuyī]), wtorek to „drugi tygodnia” (周二[zhōu'èr]), środa to „trzeci tygodnia” (周三 [zhōusān]), czwartek to „czwarty tygodnia” (周四 [zhōu sì]), piątek to „piąty tygodnia” (周五 [zhōu wǔ]), sobota to „szósty  tygodnia” (周六  [zhōu liù]) a niedziela to „dzień/święto  tygodnia” (周日 [zhōu rì]). Jest to kolejny dowód chińskiego pragmatyzmu.

Nie należy sobie wyobrażać, że siedmiodniowy tydzień sumeryjski i nazwy jego dni nigdy nie stanęły przed żadnym wyzwaniem. Rewolucja Francuska przyniosła swój dziesięciodniowy „tydzień”, którego dni były policzone dosłownie od samego początku - eksperyment trwał oficjalnie przez 12 lat, ale tak naprawdę nigdy się nie przyjął. Jak tylko bolszewicy przejęli władzę w Rosji w 1917 r. próbowali również naśladować francuskich rewolucjonistów (chociaż może raxzej faraonów, bo w starożytnym Egipcie tydzień pracy też trwał 10 dni),  ale im się to nie udało. Później, przez 11 lat, począwszy od 1929 roku, Stalin narzucił w ZSRR najpierw tydzień pięciodniowy, a następnie sześciodniowy, argumentując,  że w ten sposób będzie się pracować krócej. W rzeczywistości chodziło mu o wyeliminowanie niedzieli z jej nienawistną  dla komunistów nazwą nawiązującą do zmartwychwstania Pańskiego. Wszystkie te próby zawiodły, i była nawet teoria, że po cichu stali za tym Żydzi, dla których zamach na szabatowy tydzień, to był jednak „o jeden most za daleko”. Ostrzeżone  w ten sposób komunistyczne reżimy w innych krajach po 1945 roku już nawet nie próbowały manipulować z siedmiodniowym tygodniem starożytności. Powstało nawet przekonanie, że tydzień sześciu dni pracy z jednym dniem odpoczynku najbardziej odpowiada przyrodzonej fizjologii człowieka.

Dziś, po 4.400 latach, odziedziczony po Sumerach tydzień pozostaje triumfalnie nietknięty i bardziej pewny powszechnej akceptacji niż kiedykolwiek. Jak to wyjaśnić? Siedem jest przecież bardzo niezręczną liczbą. Daje nam rok złożony z 52 tygodni (jest to kolejna niezręczna liczba) plus denerwujący dodatkowy jeden lub dwa dni, które zmuszają nas do kupowania co roku nowych kalendarzy. Siedmiodniowy tydzień nijak nie daje się wpasować w żaden inny rytm kalendarza: ani w naturalny rok słoneczny, ani w miesiąc księżycowy. Tworzy osobny, własny, trzeci cykl - rytm tygodni szabatowych, podkreślony w kalendarzu żydowskim a potem w liturgii chrześcijańskiej.

Zdolność siedmiodniowego systemu do  rzucenia wyzwania i, z czasem, podporządkowania sobie  wszystkich innych cykli zawsze opierała się na religijnej i mistycznej inspiracji, a nie na jej praktycznej wartości. Tydzień przeskakiwał beztrosko z jednej religii do drugiej, z Ur Chaldejskiego do żydostwa, potem do chrześcijaństwa i do islamu. Infiltruje imperium rzymskie jeszcze przed chrześcijaństwem i dociera do Indii na wiele wieków przed pierwszymi najeźdźcami muzułmańskimi. Europejscy kolonizatorzy rozprzestrzenili go w całej Ameryce, ale w Starym Świecie, gdziekolwiek przeniknęły wpływy hinduskie lub muzułmańskie, nawet najwcześniejsi europejscy odkrywcy zawsze odkrywali ze zdumieniem, że tydzień był już tam przed nimi.

Dzisiaj większość ludzi przyjmuje tydzień za fakt podstawowy i niemal naturalny. Nasze plany i działania odbywają się w rytmie tygodnia. Jedni ludzie czują, że tydzień ma religijne lub mistyczne znaczenie i że jest coś świętego w rytmie jednego dnia na siedem, inni tego nie czują. W żadnej z tych grup nie ma jednak wielu ludzi, którzy wiedzą, jak tydzień powstał, lub jak nabrał tak fundamentalnego znaczenia.

Ale starożytni mędrcy wiedzieli. Mogli przeczytać to na niebie. W najstarszych pieśniach i tekstach świata znajdujemy wzmianki i nawiązania do „siedmiu gwiazd na niebie". Wszystkie wciąż tam są: Słońce, Księżyc, Mars, Merkury, Jowisz, Wenus, Saturn. Możemy już wysyłać statki i sondy kosmiczne, aby ciała te okrążać i badać, możemy odkrywać i dodawać im kolejnych towarzyszy, ale to raczej one wciąż trzymają  nas w uścisku pradawnych Siedmiu Dni Tygodnia (BJ).

 

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    "...germanska bogini miłości - Freya zajęła miejsce Wenus..."

    A fuj! Freja...
    Dobrze, że nie gorzej ;-)

    5*
  • @Autor
    Czekam na uzupełnienie o godzinach planetarnych.

    A jak Pan dojdzie do tattw - to będę całkiem zadowolony;-)))
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:20:12
    "Czekam na uzupełnienie o godzinach planetarnych."

    Dobrze się Pan czuje?
  • @Pedant 10:39:33
    A Pan takim głąbem, że nie słyszał o tym?
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:49:50 To nie tak, nie tak Panowie, bo ....
    ...tylko co do sedna sensu i meritum sprawy a wszystko ponad to od złego pochodzi
    Nie godzi się Synom i Córkom Boga postępować jakby byli
    synami szatana i córkami szatana już o wspominając o sługach szatana .
    :(

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930