Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Ominąć drona

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

LOTNICTWO: Drony stają się dla samolotów groźniejsze niż inne obiekty w powietrzu. I jest ich coraz więcej. Jak uniknąć kolizji?

 

Kolizje lotnicze w powietrzu lub w strefie manewrowej na lotnisku budzą w naszej wyobraźni zrozumiałe przerażenie. Było już trochę takich przypadków w historii a przy tej szybkości i masie pojazdów latających ich skutek jest zawsze łatwy do przewidzenia. W ubiegłym roku tylko interwencja z wieży w ostatniej chwili powstrzymała samolot Air Canada przed wylądowaniem na czterech samolotach ustawionych na drodze kołowania na lotnisku w San Francisco. Nadlatujący samolot, którego pilot pomylił drogę kołowania z pasem startowym, wypuścił koła na wysokości około 400 stóp nad ziemią i prawie się otarł o samolot gotowy do lotu i pełen pasażerów, ale jaszcze czekający na ziemi. Ci, którzy z przerażeniem słuchają takich historii powinni jednak skoncentrować się na tym, że ten wypadek się nie zdarzył.

Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa poprawiła się bowiem pod tym względem na tyle radykalnie, że obecnie większe jest prawdopodobieństwo zderzenia samolotu z ptakiem lub z dronem niż z innym samolotem. W ogóle statystycznie nadal łatwiej jest udławić się  preclem lub utopić w wannie, niż zginąć w katastrofie lotniczej. Przy proporcji jednej ofiary śmiertelnej na każde 16 milionów pasażerów, rok ubiegły – 2017 - był najbardziej bezpiecznym w historii rokiem dla podróży lotniczych. Jak to się stało, że latanie jest tak bezpieczne? I czy będzie takie w przyszłości?

Jeszcze na początku lat dwudziestych latano korzystając z niewielkiej pomocy nawigacyjnej. Piloci zagubieni w powietrzu po prostu zniżali lot na tyle, aby móc odczytać znaki na stacjach kolejowych. Polegano też na sygnałach ręcznych, flagach sygnalizacyjnych lub gigantycznych betonowych strzałach na ziemi, które pokazywały gdzie lądować. W 1935 roku, kiedy piloci mogli już komunikować się za pośrednictwem radia z kokpitu, rząd amerykański ustanowił pierwszą jednostkę kontroli ruchu lotniczego, która zarządzała niebem nad Newark w stanie New Jersey. Wynalezienie radaru, tuż przed drugą wojną światową, przyniosło jeszcze więcej korzystnych zmian, umożliwiając kontrolerom ruchu lotniczego ustalenie pozycji samolotu przez cały czas jego lotu.

Kolejna seria środków bezpieczeństwa jest już nowszej daty. Od roku 1993 w Ameryce i od roku 2000 w Europie obowiązkowe jest, aby samoloty przewożące 19 lub więcej pasażerów miały pokładowy system zapobiegania kolizjom w powietrzu (Traffic Collision Avoidance System, TCAS). Urządzenie to bezustannie i automatycznie komunikuje się z transponderami pobliskich samolotów, aby określić ich położenie, prędkość, odległość i względną wysokość. Zauważywszy zbliżający się samolot, TCAS wysyła stosowne ostrzeżenie do obu pilotów i zaleca manewr omijania, taki jak wznoszenie lub schodzenie, jednocześnie koordynując to z systemem drugiego samolotu. System ten – chociaż bardzo skuteczny - jest jednak zbyt drogi do stosowania w przypadku małych samolotów i nie można go zainstalować bez ich przeprojektowania. Wprowadzono więc tańszą alternatywę - Automatic Dependent Surveillance-Broadcast (ADS-B), która wykorzystuje satelitarny system globalnego pozycjonowania do wykrywania obiektów latających. Informacje o dokładnej lokalizacji statku powietrznego są wysyłane do najbliższego punktu kontroli ruchu lotniczego, a także do wszystkich samolotów w pobliżu.

Niebezpieczeństwo kolizji stwarzane przez inne samoloty jest obecnie mniejsze niż to, które w coraz większym stopniu stwarzają drony. Niedawny raport amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) oszacował, że zdalnie sterowane drony cywilne przelatują obok innych rodzajów samolotów, w tym liniowych samolotów pasażerskich, około 250 razy w miesiącu. Chociaż są lekkie i niewielkie, to mogą w zderzeniu uszkodzić silnik, skrzydło lub szybę samolotu pasażerskiego. Ostatni taki incydent miał miejsce w listopadzie 2017, kiedy dron w Buenos Aires uderzył w samolot pasażerski przewożący 121 pasażerów, powodując drobne uszkodzenia kadłuba. Na szczęście kolizja była niegroźna. Gdyby jednak drony wyposażyć w ADS-B o małej mocy byłyby one w stanie lepiej omijać samoloty i siebie nawzajem. Wprawdzie przepisy FAA uniemożliwiają dronom latanie w pobliżu lotnisk, ale niektórzy operatorzy ignorują te zasady, a inni po prostu nie są ich świadomi. Obecnie Wielka Brytania rozważa ustawę, która regulowałaby użycie wszystkich dronów ważących 250g lub więcej. W sytuacji gdy w samej tylko Ameryce, w ubiegłym roku drony wysłano w powietrze ponad 3,1 miliona razy, coraz pilniejsza staje się potrzeba opracowania mądrzejszej technologii i bardziej niezawodnych zasad, aby utrzymać je z dala od samolotów i od siebie nawzajem. Pewno jak zwykle, czekamy na pierwszy tragiczny wypadek z powodu kolizji drona z samolotem aby energiczniej zabrać się do roboty.

 

KOMENTARZE

  • @
    "Panie B",
    proponuję (jako humaniście) zgłębić temat dronów. Są takie kilkudziesięcio GRAMOWE jak u wielo kilogramowe (śmigłowce klasy 600).
    O ile set-gramowy koptrer nie uszkodzi raczej "pasazera", o tyle kilku*nasto*kilkogramowa maszynka a jakze.

    Polecam rc-fpv.pl na początek, kopalnia wiedzy.
  • Panie Bogusławie troszkę w innym temacie.
    On jest mały i zwinny. Robi dziwne rzeczy nad naszymi głowami. To nowy rosyjski satelita Kosmos 2521, który ma potencjał, żeby sparaliżować światową gospodarkę, ze względu na fakt, że podstawowe usługi, takie jak Internet, telewizja, telefon i GPS, opierają się na satelitach. To prawdopodobnie broń anty-satelitarna. Jeżeli Rosja rzeczywiście uruchomi takie cacka w kosmosie to będzie miała możliwość „oślepienia” przeciwnika. Dodam jeszcze, że na wszelki wypadek Rosjanie trzymają w magazynach ciężkie czołgi starego typu które świetnie dawały sobie radę w terenie, w czasach, kiedy nie było GPS. Trzymają też stare radiostacje i tym podobne urządzenia do komunikacji, bo faktycznie pierwszym zadaniem będzie oślepienie wroga przez wyłączenie wszystkiego co oparte o internet i GPS. Podobno Rosjanie pracują też nad urządzeniem do generowania impulsu elektromagnetycznego takiego jaki powstaje podczas wybuchu atomówki, tylko że wielokrotnie silniejszego. Armia USA choć nowoczesna to stanie się ofiarą tej swojej nowoczesności. Trzecia wojna światowa faktycznie może odbyć się na kije i maczugi, ale nie dlatego, że wszystko będzie zniszczone przez atom, ale dlatego że cały sprzęt elektroniczny zostanie po prostu zniszczony już w pierwszej fazie. W sieci jest raport amerykańskiego generała z analiz rosyjskiego WRE w Syrii i na Ukrainie. Raport stwierdza, że gdy USA przez dziesiątki lat rozwijało się i puszyło z dumy nad łącznością i radarami opartymi o hopping częstotliwości i klucze szyfrujące, Rosjanie natychmiast zauważyli jeden słaby i wspólny punkt wszystkich amerykańskich rozwiązań: UZALEŻNIENIE OD SUPERPRECYZYJNEGO SYGNAŁU CZASU Z ZEGARÓW ATOMOWYCH, który to sygnał jest dostarczany przez GPS (tak naprawdę satelity nawigacyjne to nic więcej niż atomowe zegary nadające superprecyzyjny sygnał czasu, umożliwiający odbiornikom na podstawie znajomości orbit satelitów i różnic w czasie odbioru sygnału na obliczenie odległości od nich, a więc pozycji. Im dokładniejszy zegar tym dokładniejsza pozycja. Tak działały systemy radionawigacji już w IIWŚ, tylko zegary były gorsze, więc pozycja mniej dokładna, a przeniesienie ich na orbitę dodatkowo rozwiązało problem horyzontu radiowego. GPS to żaden przełom techniczny.) i używany (do uwierzytelniania i szyfrowania) nawet w KABLOWYCH naziemnych sieciach komputerowych. I Rosjanie ze spokojem rozwijali przemyślne elektroniczne sposoby zagłuszania lub fałszowania sygnału czasu w amerykańskich systemach (a to niejedyny rosyjski as w systemach WRE). Raport stwierdza, że bez prawidłowych sygnałów czasu amerykańskie radary z hoppingiem częstotliwości nie potrafią odczytać nawet swojego nadanego sygnału, nie działa IFF, radiostacje mające ten sam klucz nie potrafią się dogadać a nawet nie potrafią się uwierzytelnić komputery pracujące w tej samej sieci kablowej. Raport dodaje, że gdyby USA zaczęły swoje systemy WRE rozwijać dziś, to rosyjski poziom obecny osiągną za 10-15 lat…Amerykanie nie mają czasu na głupoty. Zajmują się wprowadzaniem LGBT. Płacą za lata rządów „demokratów”. Drukowany dolar,aby płacić za dobra robione w Chinach nie kupi tam uzbrojenia. Chyba, że korkowce. Amerykanie nie mają nic do gadania jeżeli chodzi o dolara. Od 70-tych lat XX wieku niepodzielnie zarządza nim FED – prywatna spółka wcale nie amerykańskich banków, globalny pejsaty pasożyt który wykańcza i wykończy Amerykę pod każdym względem..
    nczas.com/2018/08/17/amerykanie-sa-przestraszeni-rosja-prowadzi-w-wyscigu-gwiezdnych-wojen/

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930