Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Chińczyk w samochodzie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

MOTORYZACJA: Walcząc z zanieczyszczeniem środowiska władze chińskich miast starają się ograniczyć liczbę i ruch samochodów. Używają trzech metod…

 

Liu Lei, inżynier z Pekinu czeka na zakup samochodu przez ponad siedem lat. Niestety, nie miał jak dotąd szczęścia w stołecznej loterii losowania tablic rejestracyjnych. System takiego rozdzielania  tablic rejestracyjnych wprowadzono w 2011 roku. Ma on na celu rozwiązanie problemów miasta, które wywołują wściekłość mieszkańców z powodu zatłoczenia i duszącego zanieczyszczenia powietrza. W ramach tego programu miasto narzuca skąpe  roczne limity na wydawanie nowych tablic rejestracyjnych. Kupno samochodu wymaga dowodu, że już się taką tablicę posiada. Aby ją zdoyć, trzeba stawać do losowania, które odbywa się co dwa miesiące.  W ostatnim takim ciągnieniu losów uczestniczyło  2,8 mln osób, a do wygrania było tylko 6460 tablic. Jeszcze w lutym 2011 r. szanse na wygraną  wynosiły 6%, ale odtąd stale maleją i obecnie - w roku 2018 spadły do  0,2%. Nie zanosi się, aby szybko miało być lepiej.

W Szanghaju, finansowej stolicy Chin, istnieją również ścisłe limity zezwoleń na samochody. Tam jednak urzędnicy miejscy wystawili tablice na aukcję online, która odbywa się co miesiąc. W ostatniej, miesiąc temu około 217.000 licytujących walczyło o 9855 tablic rejestracyjnych. Średnia cena wygranej na tej licytacji wyniosła 88 176 juanów (14 022 USD), czyli więcej niż kosztuje samochód wielu krajowych marek. Jest to dla miasta ogromny i zyskowny biznes. W zeszłym roku Szanghaj zebrał 12 mld juanów za sprzedaż tablic rejestracyjnych, co stanowi około 2% łącznych przychodów budżetu miasta.

Jednak najbardziej preferowanym podejściem wśród decydentów w największych chińskich miastach stał się model mieszany zastosowany po raz pierwszy w południowym mieście Guangzhou. W ramach tego systemu część tablic jest losowana przez loterię, a reszta jest sprzedawana na aukcji. Od czasu przyjęcia tego systemu przez Guangzhou w 2012 roku, przyjęły go również trzy inne duże miasta - Shenzhen, Hangzhou i Tianjin.

Żadna z tych trzech metod nie jest jednak idealna. Zacznijmy od Pekinu. Dla niektórych ludzi posiadanie samochodu ma o wiele większą wartość niż dla innych. System loterii nie bierze tego pod uwagę. To napędza czarny rynek. Strony internetowe są pełne nielegalnych ofert  zwycięzców loterii, którzy chcą wynająć swoje wygrane  tablice. Przeciętna roczna opłata za tablicę wynosi około 12.000 juanów.

System Pekiński rodzi również korupcję. Song Jianguo, ówczesny szef miejskiego biura zarządzania ruchem ulicznym, został  skazany w 2015 roku na dożywocie za to, że wymagał  łapówek w zamian za ustawienie wygranej w loterii. Trzeba było mu dać  co najmniej 200 000 juanów, aby zagwarantować sobie wygranie tablicy. Podobno Song  zebrał  w ten sposób około 24 milionów juanów, zanim został złapany. Jeszcze dziś 70% Pekińczyków (tj. ludzi, a nie piesków) uważa, że​​loteria tablic rejestracyjnych to jeden wielki przekręt.

Aukcje w Szanghaju pomagają uniknąć tworzenia czarnego rynku. Są jednak niesprawiedliwe wobec mniej zamożnych. Średnie zwycięskie ceny wzrosły o jedną trzecią w ciągu ostatnich trzech lat.  Mieszkańcy narzekają, że posiadanie samochodu stało się przywilejem superbogaczy. Miasto odpowiada na to, że wpływy z aukcji  pozwalają na większe inwestycje w transport publiczny. Ale w wyczulonym na podziały klasowe Szanghaju posiadanie samochodu jest w takim samym stopniu symbolem statusu jak środkiem  transportu. Uzyskanie tablicy z innego miejsca niewiele pomaga. Szanghaj, podobnie jak niektóre inne duże miasta w Chinach, zakazuje samochodom z obcymi, tj. nie-szanghajskimi tablicami  korzystania z dróg śródmiejskich przez większą część dnia roboczego.

Guangzhou uważa, że​​ udało mu się osiągnąć właściwy kompromis. Łącząc systemy loterii i aukcji, pragnie uszczęśliwić wszystkich. Ci z głębszymi kieszeniami mogą licytować na aukcji, a biedniejsi wciąż mają szansę na wygraną na loterii. Tak mówi teoria. Ale ostatnie badania przeprowadzone przez Jinhua Zhao i Shenhao Wanga z Massachusetts Institute of Technology pokazują, że korzyść z takiego systemu jest mniejsza niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Uczestnicy loterii w Guangzhou wciąż mają niewielką szansę na sukces; szansa wygranej wynosiła tylko 0,8% w ostatnim losowaniu loterii w br. Współistnienie aukcji wprawdzie zmniejsza liczbę uczestników loterii, ale tylko nieznacznie. Tymczasem ceny aukcyjne niekoniecznie są niższe w miastach z systemami mieszanymi. W grudniu 2017 średnia wygrywająca oferta na tablicę rejestracyjną w Shenzhen, na przykład, ustanowiła rekord krajowy  sięgając sumy 95100 juanów.

Nadal istnieje jednak nadzieja dla ludzi takich jak pan Liu. W celu zwalczania zanieczyszczeń urzędnicy niemal we wszystkich dużych miastach przydzielają oddzielne limity tablic rejestracyjnych nabywcom samochodów elektrycznych lub hybrydowych. Takie pojazdy są również mocno subsydiowane. Żona pana Liu właśnie złożyła wniosek o tablicę do samochodu z napędem elektrycznym. Są one oferowane na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy". Szanse wygranej są zatem znacznie wyższe. Tu o jedną tablicę rywalizują tylko cztery osoby. W ten także sposób Chińczycy jako naród mają szanse bardzo szybko przesiąść się do samochodów elektrycznych.

/źródło: The Economist/

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031