Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zmierzch wojny

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

RÉSEAU VOLTAIRE: W spotkaniu Putin-Trump w Helsinkach francuski dysydent Thierry Meyssan widzi początek końca obecnej trzeciej wojny światowej.

 

Jeśli uznamy wojnę w Syrii nie za pojedyncze wydarzenie, ale za kulminację światowego konfliktu, który trwa przez ćwierć wieku, musimy zadać sobie pytanie o konsekwencje zbliżającego się końca działań wojennych. Ich zakończenie oznacza klęskę pewnej ideologii, czyli globalizacji i kapitalizmu finansowego. Ludzie, którzy tego nie zrozumieli, szczególnie w Europie Zachodniej, szykują sobie wykluczenie z reszty świata.

 

Wojny światowe nie kończą się tylko na zwycięzcy i przegranym. Ich zakończenie definiuje kontury nowego świata.

Pierwsza wojna światowa zakończyła się klęską imperiów Niemiec, Rosji, Austro-Węgier i Turcji. Zaprzestanie działań wojennych było zaznaczone powołaniem Ligi Narodów (LN), międzynarodowej organizacji której zadaniem było zniesienie tajnej dyplomacji i rozwiązywanie konfliktów między państwami członkowskimi w drodze arbitrażu.

Druga wojna światowa zakończyła się zwycięstwem Związku Radzieckiego nad nazistowską Rzeszą i japońskim imperium z jego ideologią hakkō ichi’u  („osiem kątów świata pod jednym dachem”),  po którym nastąpił szalony wyścig między aliantami, by zająć to, co pozostało po pokonanej koalicji. Narodziła się nowa Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ), której zadaniem było zapobieganie nowym wojnom poprzez ustanowienie prawa międzynarodowego wokół podwójnej legitymacji:  Zgromadzenia Ogólnego, w którym każde państwo ma jeden głos, niezależnie od jego wielkości, oraz kierownictwa pięciu głównych zwycięzców - Rady Bezpieczeństwa.

Zimna wojna nie była trzecią wojną światową. Nie zakończyła się klęską Związku Radzieckiego, ale jego zapadnięciem się na siebie. Po nim nie powstały nowe struktury, ale następuje integracja państw b.ZSRR w ramach wcześniej istniejących organizacji.

Trzecia wojna światowa rozpoczęła się w Jugosławii, kontynuowała w Afganistanie, Iraku, Gruzji, Libii i Jemenie, a zakończyła w Syrii. Jej pole bitewne było ograniczone do Bałkanów, Kaukazu i tego, co teraz nazywamy "Wielkim Bliskim Wschodem” (Moyen-Orient élargi). Kosztowało to życie niezliczonej liczby muzułmanów i prawosławnych chrześcijan, bez zbytniego rozlewania się na świat zachodni. Po spotkaniu na szczycie Putin-Trump w Helsinkach wojna ta zbliża się do końca.

Głębokie zmiany, które zaszły na świecie w ciągu ostatnich 26 lat, przekazały część władzy rządów innym podmiotom, zarówno administracyjnym, jak i prywatnym - i vice versa. Na przykład, widzieliśmy prywatną armię, Daesz, która ogłosiła się suwerennym państwem. Lub po raz kolejny obserwowaliśmy, jak generał David Petraeus organizuje największy handel bronią w historii, odkąd kierował CIA, a następnie kontynuuje go  po swojej rezygnacji w imieniu prywatnej firmy, spekulacyjnego funduszu hedgingowego KKR.

Sytuację tę można opisać jako konfrontację pomiędzy, z jednej strony, ponadnarodową klasą rządzącą, a z drugiej strony rządami, które odpowiadają przed swymi narodami.

W przeciwieństwie do tego, co wmawia nam propaganda, która przypisuje przyczyny wojny bezpośredniej sytuacji, prawdziwe przyczyny można znaleźć w rywalizacji i starych.  głęboko zakorzenionych  ambicjach. Państwa potrzebują lat, aby stanąć przeciwko sobie. Nierzadko dopiero po upływie jakiegoś czasu jesteśmy w stanie zrozumieć konflikty, które nas pożerają.

Na przykład niewielu ludzi zrozumiało, co działo się podczas japońskiej inwazji na Mandżurię (1931 r.) i czekali do inwazji Niemiec na Czechosłowację  (1938 r.), aby dopiero wtedy zrozumieć, że to rasistowskie ideologie sprowokowały drugą wojnę światową. Tak samo, nieliczni  są ci, którzy rozumieli, że poprzez wojnę w Bośni i Hercegowinie (1992) sojusz NATO i politycznego islamu otworzył drogę do zniszczenia świata muzułmańskiego.

Jeszcze dziś, pomimo pracy dziennikarzy i historyków, wielu ludzi wciąż nie rozumie ogromu manipulacji, której wszyscy byliśmy ofiarami. Nie chcą przyznać, że to NATO koordynowało swoje saudyjskie i irańskie oddziały uzupełniające na kontynencie europejskim. A jednak jest to fakt, któremu nie da się zaprzeczyć.

Podobnie też odmawiają przyznania, że​​ Al-Kaida, oskarżona przez Stany Zjednoczone o dokonanie ataków terrorystycznych z 11 września, walczyła pod rozkazami NATO w Libii i Syrii. A jednak jest to kolejny fakt, któremu nie można zaprzeczyć.

Pierwotny plan, który miał na celu przeciwstawienie świata muzułmańskiego światu prawosławnemu, zmienił się wraz z rozwojem wypadków. Nie doszło do „wojny cywilizacji”. Szyicki  Iran zwrócił się przeciwko NATO, któremu służył jeszcze w Jugosławii, i sprzymierzył się z prawosławną Rosją, aby ocalić wielowyznaniową  Syrię.

Musimy otworzyć oczy na Historię i przygotować się na zaranie nowego systemu światowego, w którym niektórzy z naszych wczorajszych przyjaciół stali się dzisiaj naszymi wrogami i na odwrót.

W Helsinkach to nie Stany Zjednoczone zawarły umowę z Federacją Rosyjską. To był tylko Biały Dom. Ponieważ wspólny wróg jest grupą ponadnarodową, która sprawuje władzę w Stanach Zjednoczonych.  Ponieważ ta grupa uważa siebie, a nie wybranego prezydenta za przedstawiciela USA, nie wahała się natychmiast oskarżyć prezydenta Trumpa o zdradę.

Ta ponadnarodowa grupa każe nam uwierzyć, że ideologie są martwe i że historia się skończyła. Przedstawia ona globalizację, innymi słowy dominację anglosaską poprzez rozszerzenie języka angielskiego i amerykańskiego stylu życia, jako konsekwencję technicznego rozwoju transportu i komunikacji. Zapewnia nas, że jeden system polityczny jest ideałem dla całej ludzkości - demokracja (tj. "rząd ludu, przez lud, dla ludu") - i że ten ideał można narzucić siłą całej ludzkości. Wreszcie przedstawia wolność obiegu ludzi i kapitałów jako rozwiązanie wszystkich problemów związanych z pracą i inwestycjami.

Jednak te twierdzenia, które wszyscy akceptujemy w codziennym życiu, nie wytrzymują nawet minuty refleksji. Pod osłoną tych kłamstw ponadnarodowa grupa systematycznie osłabiała władze państw i gromadziła swoje fortuny.

Strona, która będzie zwycięzcą tej długiej wojny, przeciwnie, będzie bronić idei, że aby wybrać swoje przeznaczenie, ludzie muszą zorganizować się w jasno zdefiniowane narody, oparte albo na ziemi, albo na wspólnej historii lub projekcie. W związku z tym wspiera gospodarki krajowe, a nie finanse transnarodowe.

Właśnie przeżywaliśmy Puchar Świata w Piłce Nożnej. Gdyby wygrała ideologia globalizacji, powinniśmy byli kibicować nie tylko naszej drużynie narodowej, ale także zespołom z innych krajów, zgodnie z ich członkostwem w naszych wspólnych strukturach ponadnarodowych. Na przykład Belgowie i Francuzi musieliby się wzajemnie wspierać, wymachując flagą Unii Europejskiej. Ale nie zdarzyło się to nawet jednemu kibicowi. Fakt ten pokazuje przepaść, która oddziela propagandę, którą się karmimy i którą powtarzamy, od naszych spontanicznych zachowań. Wbrew pozorom powierzchowne zwycięstwo globalizmu nie zmieniło tego, czym jesteśmy.

Oczywiście nie jest przypadkiem, że to Syria, gdzie powstała idea państwa i gdzie zaczęło się ono kilka tysięcy lat temu, jest tym krajem, w którym zakończy się ta wojna. To dlatego, że jest ona prawdziwym państwem, które nigdy nie przestało funkcjonować, że Syria, jej lud, jej armia i jej prezydent byli w stanie oprzeć się najbardziej gigantycznej koalicji w historii, ustanowionej przez 114 państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Thierry Meyssan

 

/tłum. z franc. Bogusław Jeznach/

 

KOMENTARZE

  • SWIAT URATOWAC MOZE PORZUCENIE SAMOBUJCZEGO PARADYGMATU WZROSTU GOSPODARCZEGO
    Nowy wątek w naftowym dramacie
    Opublikowano Lipiec 26, 2018 by exignorant

    Trwa termodynamiczny upadek ropy naftowej. Tymczasem przewidywany, okresowy wzrost ceny za baryłkę może być o wiele bardziej drastyczny, niż się spodziewano.

    Philip K. Verleger, starszy doradca globalnej firmy konsultingowej Brattle Group i Kongresu USA w kwestii cen towarów, opublikował raport swojej niezależnej firmy PKVerleger LLC, który prognozuje upadek gospodarczy w 2020 r. wskutek zmiany na rynku produktów ropopochodnych.

    „Katastrofalnie wysokie ceny ropy spowodują zapaść gospodarczą”, powiedział Verleger. „Światowy rynek naftowy doświadczy co najmniej podwojenia cen”. Po przekroczeniu granicy 200 dolarów za baryłkę mogą nastąpić kolejne skoki nawet do 400 dolarów. Aktualne wartości oscylują w granicach 65–74 dolarów za baryłkę.

    Inni analitycy zauważyli, że globalne rezerwy ropy są skąpe i należy oczekiwać wzrostu jej ceny do 90–100 dolarów za baryłkę, gdy wejdą w życie sankcje wymierzone w Iran. Obserwatorzy sektora energetycznego jednocześnie alarmują o nadchodzącym kryzysie zaopatrzenia w olej napędowy, na który zwrócił uwagę Verleger.

    Bank inwestycyjny Morgan Stanley przedstawił podobną prognozę, argumentując, iż świat przechodzi na olej napędowy z niską zawartością siarki, aby obniżyć emisje gazów cieplarnianych. Verleger uważa, że globalne zapotrzebowanie na niskosiarkowy olej napędowy, którym od 2010 r. zasilane są chociażby amerykańskie ciężarówki, zwiększy popyt na ropę droższą i „lżejszą”. Brak dostatecznej liczby rafinerii przystosowanych do produkcji takiego paliwa nie zaspokoi podaży i tym samym podniesie ceny.

    Większość światowego handlu bazuje na oleju napędowym, dlatego zbliżająca się zmiana przepisów wpłynie bezpośrednio na gospodarkę, twierdzi Verlenger. Skutki odczują również przewoźnicy morscy. Jeśli nic się nie zmieni, to w 2020 r. uderzy kryzys oleju napędowego, gdyż połowa światowych rafinerii nie będzie w stanie dostarczyć paliwa spełniającego nowe normy. Właściciele jednostek pływających zmierzą się z trudnymi wyborami, z zaprzestaniem działalności włącznie.

    „Załamanie gospodarcze nadejdzie, ponieważ światowy przemysł petrochemiczny nie dysponuje wystarczającą zdolnością produkcyjną, aby dostarczyć dodatkową ilość paliwa niskosiarkowego branży żeglugowej i jednocześnie sprostać wymaganiom stałych klientów: rolników, kierowców ciężarówek, kolejarzy oraz operatorów ciężkiego sprzętu”, czytamy w raporcie. „W większości państw muszą oni kupować paliwo z niską zawartością siarki, aby obniżyć poziom zanieczyszczenia. Niskosiarkowy olej napędowy będzie niezbędny do dalszego funkcjonowania gospodarek, rządów i sił zbrojnych”.

    Tłumaczenie: exignorant
    Reklamy
    Report this ad
    Report this ad
    Opublikowano Gospodarka, finanse, surowce i energia, Upadek cywilizacji
    Projekt ostatniej szansy
    Opublikowano Lipiec 18, 2018 by exignorant

    W pierwszej części opracowania wykorzystano fragmenty książki „Cybernetic Revolutionaries” autorstwa Eden Mediny.

    Trzeci kierunek

    „Dłoń pustyni” [Atakama, Chile]

    Na początku lat 70. XX w. Chile było wyjątkowym narodem Ameryki Łacińskiej. Kraj mógł pochwalić się najdłuższym na kontynencie okresem nieprzerwanych rządów demokratycznych, który trwał od 1932 do 1973. Praktykowane tam swobodne wyrażanie idei kontrastowało z sytuacją polityczną w Brazylii i Argentynie. W tych sąsiadujących państwach, wspieranych przez Waszyngton, władzę sprawowały represyjne reżimy wojskowe.

    W 1970 r. Chilijczycy wybrali drogę zmian socjalistycznych – pokojowych i zgodnych z istniejącymi demokratycznymi procesami i instytucjami. Zwrot kraju ku socjalizmowi nastąpił po serii nieudanych reform chrześcijańskich demokratów. Nowy rząd postanowił autonomicznie pokierować swoim losem obierając trzeci kierunek, który radykalnie odbiegał od polityki i ideologii USA i ZSRR – dominujących, toczących ‚zimną wojnę’ supermocarstw. Platforma społeczno-ekonomicznej reorganizacji nosiła nazwę „Chilijskiej drogi do socjalizmu”.

    Transformacja systemowa opierała się na fundamencie porządku konstytucyjnego – poszanowaniu wyników wyborów, poszanowaniu swobód jednostki (wolności wyznania, słowa, prasy i zgromadzeń) oraz praworządności. Priorytetem było odzyskanie i przekazanie społeczeństwu kontroli nad bogactwami naturalnymi kraju (wcześniej były one własnością międzynarodowych korporacji i chilijskiej oligarchii), redystrybucja dochodów i stworzenie mechanizmów zapewniających aktywny udział robotników.

    Amerykanie przyjęli „niejawny kurs” powstrzymania reformatorskich zapędów Chile. Zakres podjętych działań obejmował finansowanie opozycyjnych partii i mediów oraz sabotowanie gospodarki. USA wprowadziły niewidoczną blokadę finansową, wpłynęły na zmniejszenie międzynarodowej i dwustronnej pomocy Chilijczykom, pozbawiły ich dostępu do prywatnych kredytów bankowych, uniemożliwiły prezydentowi renegocjowanie zadłużenia, które odziedziczył po swoim poprzedniku, i drastycznie obniżyły wartość swojego eksportu do Chile. Strategia przeobrażenia ustroju społecznego i gospodarczego spotkała się również z ostrym sprzeciwem lokalnych klas uprzywilejowanych. Mimo tych skoordynowanych, torpedujących zabiegów i przeszkód, obserwatorzy z całego świata byli ciekawi, czy władzy uda się skonstruować skuteczny model funkcjonowania państwa.

    Zarządzanie najważniejszymi gałęziami przemysłu stało się poważnym wyzwaniem, podobnie jak szybkie tempo nacjonalizacji i wzrost liczby pracowników związany z programem obniżenia bezrobocia. Co więcej, brakowało wykwalifikowanych kadr, zaś produkcję ograniczały niedobory importowanych części zamiennych i surowców. Politycy chilijscy uznali, iż z problemami upora się technologia komputerowa i komunikacyjna. Okazało się, że ich koncepcja niezbędnych zmian strukturalnych była zbieżna z ideami prof. Stafforda Beer’a. Brytyjski cybernetyk uważał, że nauka nie może służyć jako narzędzie do panowania nad światem zewnętrznym, a naukowcy powinni skupić się na identyfikowaniu warunków równowagi między podsystemami oraz opracowaniu regulatorów, które pomogą całemu systemowi (gospodarczemu) osiągnąć naturalny stan stabilności. W oparciu o te założenia prof. Beer wykoncypował tzw. system realny [ang. viable system] – inaczej model struktury organizacyjnej każdego niezależnego systemu, który potrafi tworzyć się samodzielnie. System realny to dowolny system zorganizowany w taki sposób, aby mógł sprostać wymogom przetrwania w zmieniającym się środowisku. Jedną z głównych jego cech jest zdolność do adaptacji.

    Stafford Beer

    W 1971 r. chilijski rząd nawiązał kontakt z kreatorem systemu realnego. „W połowie roku odwiedzałem duże firmy, agencje i inne miejsca, gdzie prezentowałem swój model. Pewnego dnia otrzymałem list, który zmienił moje życie”, wspominał prof. Beer. „Jego autorem był dyrektor generalny rady planowania krajowego w Chile. Napisał, że przestudiował moje prace i prosi mnie o pokierowanie [ponadnarodowym] zespołem uczonych, który skompletował. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Był to początek mojej podróży”. Urzeczony inspirującą postawą swoich zleceniodawców i współpracowników, brytyjski badacz nadzorował w latach 1971–1973 powstawanie bezprecedensowego w wymiarze światowym systemu kontroli gospodarczej. Projekt Cybersyn przesunął granice tego, co było możliwe ponad cztery dekady temu i rozwiązał skomplikowane problemy inżynierskie takie jak kontrola w czasie rzeczywistym, modelowanie zachowania systemów dynamicznych i łączność sieci komputerowej. Osiągnięcia te były tym bardziej imponujące, że zostały urzeczywistnione przy użyciu ograniczonego zaplecza technologicznego.

    Zastosowanych rozwiązań nie znały nawet najbardziej uprzemysłowione kraje. Chilijski system wykorzystał nowe kanały komunikacyjne do natychmiastowego przesyłania aktualnych danych produkcyjnych. Informacje te były następnie przetwarzane przez statystyczne programy komputerowe, zaprojektowane do prognozowania wyników poszczególnych fabryk, co umożliwiało rządowi identyfikowanie i powstrzymywanie potencjalnych kryzysów. Udział skomputeryzowanego symulatora ekonomicznego pozwalał testować pomysły gospodarcze przed ich wdrożeniem. Obsługujący uzyskali wgląd w bieżący stan gospodarki i podejmowali szybkie decyzje w oparciu o najnowsze dane.

    Prototyp systemu powstał w niespełna rok. Jego autorzy mieli nadzieję, że poprawi on kondycję chilijskiej gospodarki, zredukuje biurokrację i przyniesie efekt demokratyzujący – zdoła zmienić stosunki społeczne i wprowadzi sposoby na zwiększenie udziału pracowników w zarządzaniu zakładami przemysłowymi. Ponieważ oprogramowanie statystyczne oceniało wydajność fabryczną w oparciu o modele procesów produkcyjnych, pracownicy mogliby uczestniczyć w ich budowaniu, projektować samą technologię i zarządzać ekonomicznie na poziomie narodowym.

    Przerwany eksperyment

    Wybór, którego w 1971 r. dokonali Chilijczycy, był dla Waszyngtonu nie do przyjęcia. Zagrożenie, jakie stanowił dla miliardowych interesów amerykańskich korporacji, nie było jedynym powodem sprzeciwu.

    Dokumenty opublikowane przez Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego USA ujawniły, że głównym architektem amerykańskiego planu obalenia socjalistycznego rządu i późniejszego umocnienia nowej, despotycznej władzy, był sekretarz stanu USA Henry Kissinger. Kiedy omawiał tę kwestię z prezydentem Richardem Nixonem, wyraził obawę, iż pokojowe i pomyślne ukierunkowanie chilijskich zasobów ku celom socjalistycznym będzie niepożądanym, „złowieszczym wzorem” dla innych państw, które obserwując obiecujące rezultaty, podążą tym samym śladem. Świat nie mógł stać się świadkiem sukcesu Chile – „dobrze działającego eksperymentu socjalistycznego”.

    Legalność demokratycznego głosowania była niepodważalna. Prezydent Nixon zakomunikował: „Jeśli po Wietnamie nie mogę już wysyłać [do Chile] piechoty morskiej, to wydeleguję tam CIA”. Podczas rozmowy telefonicznej z Richardem Helmem, ówczesnym dyrektorem CIA, Kissinger rozkazał, by agencja zadała ból chilijskiej gospodarce. Tajni agenci rozpoczęli operację „zmiany reżimu”. Pierwsza akcja była nieudaną próbą konstytucyjnego zamachu stanu. Druga polegała na stworzeniu klimatu kryzysu w całym kraju, który miał doprowadzić do militarnego zamachu stanu. Armia mogła liczyć na aktywne wsparcie USA.

    Augusto Pinochet i Henry Kissinger [spotkanie w 1975 r.]

    11 września 1973 r. chilijskie siły zbrojne zaatakowały i opanowały obiekty rządowe. Podczas godziny policyjnej stadion miejski w Santiago wypełnił się więźniami puczystów: niektórych rozstrzelano na miejscu, innych wywieziono do obozów koncentracyjnych na pustynie Atakama na północy lub na subarktycznym południu. Doniesienia o setkach osób straconych przez wojsko Kissinger skomentował słowami: „Myślę, że powinniśmy zrozumieć naszą strategię – jakkolwiek nieprzyjemnie są ich działania, obecni rządzący są dla nas lepsi od poprzedników”.

    Fotel „prezydenta” objął gen. Augusto Pinochet. Stany Zjednoczone pomogły mu w skonsolidowaniu faszystowskiej władzy: udzieliły pomocy ekonomicznej i militarnej, wsparły go dyplomatyczne, a CIA stworzyła i wyszkoliła słynącą z okrucieństwa tajną policję DINA. Konwersując ze świeżo zainstalowanym sojusznikiem, sekretarz stanu USA nie krył zadowolenia z przebiegu wypadków w Chile. „Jak wiesz, odnosimy się z aprobatą wobec tego, co robisz”, zapewnił rozmówcę. „Chcemy ci pomóc. Wyświadczyłeś Zachodowi ogromną przysługę”. Dyktator przygotował grunt pod swoją kilkudziesięcioletnią „kadencję” rozwiązując parlament, wprowadzając zakaz istnienia partii politycznych, delegalizując związki zawodowe. W ciągu siedemnastu lat podlegli mu oficerowie aparatu bezpieczeństwa zamordowali i poddali torturom wiele tysięcy Chilijczyków – w tym kobiety i dzieci.

    Za swoją służbę przywódca chilijskiej junty został sowicie wynagrodzony przez Biały Dom. Jego rodzina zgromadziła miliony dolarów na rachunkach bankowych w USA i za granicą. Dochodzenie dziennikarzy New York Timesa ujawniło, że brudne pieniądze Pinochetów prał waszyngtoński Riggs Bank, gdzie trafiały prowizje za usługi świadczone innym państwom (w tym USA) i dochody z lukratywnej prywatyzacji przedsiębiorstw narodowych. Ustalenia te potwierdziło śledztwo komisji senackiej.

    Augusto Pinochet wymknął się sprawiedliwości i uniknął kary – po aresztowaniu w 1998 r. uznano, że jest „niezdolny umysłowo, by bronić się podczas procesu”. Zmarł w grudniu 2006 r. w wieku 91 lat.

    Epilog

    Przewrót wojskowy w Chile oznaczał likwidację Projektu Cybersyn. Infrastrukturę informatyczną zniszczono, uczestników aresztowano, a prof. Stafford Beer musiał ratować się ucieczką. Według analityków systemowych powstrzymane zostały narodziny nowego modelu gospodarczego, który prawdopodobnie zainspirowałby światową rewolucję w projektowaniu, nauce i demokracji. Nie dowiemy się, czy przedłużyłby żywot ludzkości, spowolnił zmianę klimatu i wymieranie gatunków. Wiemy jedynie, że w latach 70. elity kontrolujące wielki kapitał i machinę przemysłowo-militarną miały ostatnią szansę, by porzucić samobójczy paradygmat „wzrostu gospodarczego”. Nie skorzystały z tej okazji, ponieważ musiałyby równocześnie zrezygnować ze swojej hegemonii.

    Imperialnemu procesowi neokolonializmu i plądrowania globu – przejmowania gospodarek i rynków, eksploatacji „surowców naturalnych” i pracy ludzkiej – nie wolno się przeciwstawiać. Nie było i nie ma zgody na alternatywny porządek społeczno-ekonomiczny wykluczający prymat klasy inwestorów. W jej interesie było i jest utrzymanie niereformowalnego i racjonalnego (z punktu widzenia maksymalizacji zysków) systemu, który ostatecznie zetrze planetę w pył.

    Opracowanie: exignorant
    Advertisement
    Opublikowano Imperialne wojny, militaryzm i terror państwowy
  • CHINSKI WZROST-KOLEJNA FAL ZNISZCZENIA ZAPROJEKTOWANA PRZEZ
    Chiny mają plan
    Opublikowano Lipiec 4, 2018 by exignorant

    „Przywrócimy spokój, harmonię i piękno przyrody. Zbudujemy ekologiczną cywilizację, która przyniesie korzyści kolejnym pokoleniom”. Xi Jinping, Sekretarz Generalny Komunistycznej Partii Chin

    „Tylko w Chinach możliwe jest zainspirowanie tak ogromnego projektu jak Jeden Pas, Jeden Szlak i przystąpienie z wigorem do jego realizacji. […] Chiny istotnie mogą pomóc we współkształtowaniu pożądanego oblicza przyszłości, ograniczając piętrzące się globalne zagrożenia i ryzyko wielkiej katastrofy, daleko wykraczającej poza obszar ekonomiczny”. Prof. Grzegorz Kołodko, „najczęściej cytowany na świecie polski ekonomista”

    Prof. William F. Laurance, australijski biolog ochrony środowiska, autor ośmiu książek i ponad 600 prac i artykułów badawczych, podzielił się 28 marca 2017 i 22 maja 2018 swoimi spostrzeżeniami na temat „zielonych” ambicji Chin.

    Jedwabny szlak zniszczenia

    Pod względem skali chiński „Jeden Pas, Jeden Szlak” (Belt and Road – BRI) miażdży wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia cywilizowanej ludzkości z zakresu „zagospodarowania terenu”. Zgodnie z zatwierdzonym planem jest to komplet 7 000 projektów infrastrukturalnych i wydobywczych o wartości 8 bilionów dolarów, rozproszonych w ponad 70 krajach. Swoim zasięgiem BRI ma objąć połowę planety – od Azji i Afryki po Europę i Południowy Pacyfik – i tym samym wywrzeć dramatyczny wpływ na każdy aspekt człowieczej działalności. Biorąc pod uwagę różnorodność biologiczną i środowisko naturalne, „wyczyn” ten będzie najgorszą rzeczą, jaka spotkała planetę na przestrzeni minionych czterdziestu lat. Wiem, o czym mówię – wraz z koleżankami i kolegami widzieliśmy w tym okresie niejedno przerażające wydarzenie w Amazonii, Afryce, Azji i na Pacyfiku.

    BRI spotęguje antropogeniczne zaburzenie klimatu poprzez niewyobrażalne zmiany w sposobie użytkowania gruntów, wylesianie i emisje gazów cieplarnianych w następstwie prac przemysłowych, transportowych i budowlanych. Nowe drogi i pozostałe obiekty zapewnią dostęp do dziewiczych obszarów, które zostaną wykarczowane, przekopane, strawione przez płomienie, poddane spekulacjom rynkowym itd. Nastąpi utrata i degradacja siedlisk rodzimych, w tym lasów. Magazynują one w swojej biomasie miliardy ton węgla i wypompowują duże ilości pary wodnej. Generując opady, niezbędne dla wzrostu roślinności i ograniczania pożarów, i tworząc chmury, odbijające znaczną część energii słonecznej z powrotem w kosmos, redukują wartość globalnego ocieplenia.

    Mapa BRI.

    Spycharka BRI wyruszy wgłąb wielu najbogatszych w węgiel ekosystemów, szczególnie w regionach tropikalnych i subtropikalnych południowej, centralnej i południowo-wschodniej Azji, na południowym Pacyfiku i w Afryce równikowej. Najpoważniejsze spustoszenie wywołają budowy, które pochłaniają beton, metale, minerały i wiele innych surowców. Beton to jeden z najdroższych w wymiarze energetycznym i węglowym produktów wytwarzanych przez ludzi. Chińczycy szacują, że jego zużycie będzie większe niż w przypadku wszystkich dotychczasowych projektów infrastrukturalnych świata. Poszukiwania piasku zdewastują liczne systemy przybrzeżne i rzeczne.

    Po przekopaniu mnóstwa „zielonej propagandy” nie dostrzegam w BRI niczego, co pozwoliłoby na osiągnięcie deklarowanych celów klimatycznych. Z pewnością Chińczycy nie poniosą żadnej odpowiedzialności za emisje uwolnione wskutek działań innych państw – nawet gdy to ich dłoń będzie uderzać siekierą lub włączać betoniarkę. Główne, szerokie korytarze BRI przebiegną przez 1739 „Ważnych obszarów ptactwa” lub „Kluczowych obszarów bioróżnorodności”, a także przez 46 z „200 najważniejszych globalnych ekoregionów”. Dla biologa jest to oszałamiająca lista – przedstawia najbogatszą biologicznie strefę na Ziemi. Jest na niej zbyt wiele godnych wyliczenia miejsc, ale nazwę tylko kilka z nich – zagrożone lasy równikowe Półwyspu Malajskiego, lasy Mjanmy, ekosystemy Himalajów, zanikające lasy tropikalne na Borneo i Sumatrze, megafauna Kotliny Konga.

    Dwie dekady „ekspansji globalnej”

    Przez ostatnie 35 lat pracowałem w Amazonii, Afryce oraz regionie Azji i Pacyfiku. Zajmowałem się głównie lasami tropikalnymi, bioróżnorodnością i czynnikami sprawczymi użytkowania gruntów i zmiany klimatu.

    Na całym świecie, praktycznie na każdym kontynencie, Chiny wydobywają surowce naturalne, spalają zasoby energetyczne, realizują operacje rolnicze i infrastrukturalne – budują drogi, linie kolejowe, zapory wodne, kopalnie. Przedsięwzięcia o niewiarygodnym rozmachu powodują bezprecedensową destrukcję ekosystemów i różnorodności biologicznej. Ich szybkie tempo nie spada, mimo niedawnego spowolnienia chińskiej gospodarki. W krajach rozwijających się powstają plany kolejnych gigantycznych inicjatyw.

    Międzynarodowa pogoń za surowcami naturalnymi rozpoczęła się na dobre w 1999 r., kiedy chińska „Strategia ekspansji globalnej” zliberalizowała politykę inwestycyjną i wprowadziła odpowiednie bodźce finansowe, by zapewnić zagraniczne inwestycje i kontrakty. Imponujące rezerwy walutowe oraz oficjalne błogosławieństwo przewodniczącego Denga Xiaopinga, zawarte w słowach „uzyskanie bogactwa przynosi chlubę”, sprawiły, że międzynarodowe inwestycje Chin – oraz ich oddziaływanie na świat przyrody – odnotowały gwałtowny wzrost.

    W latach 2004-2014 chiński Bank Eksportowo-Importowy przeznaczył blisko 10 miliardów dolarów na wschodnioafrykańskie koleje, w których budowę zaangażowane były chińskie korporacje. Chińczycy partycypują w kosztach i wykonaniu sieci kolejowych w Kenii i Ugandzie, których odnoga ma przebiegać przez Park Narodowy Nairobi. Nawet w odległym wnętrzu Kotliny Kongo chińskie koncerny są mocno zaangażowane w operacje komunikacyjne, górnicze i wycinkę lasów – byłem tego świadkiem w Kamerunie i Demokratycznej Republice Konga. Chiny proponują również położenie 5 000 kilometrów torów, które przecięłyby na wskroś Amerykę Południową – penetracja terenów zalesionych i sawann umożliwiłaby transportowanie soi, drewna i innych towarów na wybrzeże Pacyfiku, skąd trafiłyby one do Azji.

    Wielka Tama Odrodzenia w Etiopii.

    Chiny są dominującym inwestorem i budowniczym zapór wodnych. Wiele z nich powstaje w biologicznie zróżnicowanych regionach, gdzie budowle hydrotechniczne i obsługujące je dojazdy i linie energetyczne otwierają dostęp do nowych terenów pod „zagospodarowanie”. Chiny planują, sponsorują lub konstruują główne zapory w Afryce. Należy do nich Wielka Etiopska Tama Odrodzenia, której uruchomienie nastąpi w niebawem. Konsorcjum chińskich firm uczestniczy w przetargu na zaporę Grand Inga na rzece Kongo – będzie to seria tam tworząca największą hydroelektrownię na Ziemi. Chociaż prace inżynieryjne mogą zostać zainaugurowane jeszcze w tym roku, DRK jak dotąd nie przeprowadziła żadnych badań szacujących skutki ekologiczne. Na własnym podwórku Chińczycy wznoszą 20 kolosalnych zapór na Mekongu, które zredukują bioróżnorodność i łowiska w Laosie, Kambodży i Wietnamie – krajach położonych w dole rzeki.

    Szczegółowy raport przygotowany przez Global Canopy Program, brytyjską grupę badawczą, ujawnił, że chińskie firmy i organizacje finansowe są w czołówce sprawców wylesiania tropików. Chiny konsumują ogromne ilości drewna z nielegalnych wyrębów i podejmują spóźnione kroki zmierzające do zatrzymania jego napływu na rynki lokalne. W zachodniej Afryce trwa przestępczy wyrąb drzew palisandrowych, napędzany wysokim popytem w Chinach. Jeszcze gorzej jest w całym regionie Azji i Pacyfiku, gdzie nadmierna eksploatacja lasów rodzimych, obejmująca obszar od Syberii po Wyspy Salomona, karmi chińskich klientów.

    Żadne państwo nigdy nie zmieniło planety na równie dużą skalę, w tak krótkim terminie i z taką determinacją. Trudno jest znaleźć zakątek rozwijającego się świata, w którym Chiny nie odpowiadają za dramatyczne przeobrażenie miejscowego środowiska. Według przeprowadzonej przez Bank Światowy analizy chińscy inwestorzy zagraniczni i przedsiębiorstwa biorą na cel biedniejsze kraje, ponieważ nie obowiązują w nich restrykcyjne przepisy ochrony przyrody, dzięki czemu mogą one pełnić funkcję „rajów dla zanieczyszczeń”.

    Chińskie ministerstwa opublikowały w bieżącym dziesięcioleciu serię „zielonych dokumentów” opisujących wzniosłe wytyczne środowiskowe i społeczne dla korporacji narodowych. Rząd przyznaje, że z ich wdrażaniem jest kiepsko, ale nie dostrzega w tym własnej winy. Zamiast tego podkreśla, iż firmy posiadają dużą autonomię, zatem odpowiedzialność za stan rzeczy spoczywa na krajach, które nie kontrolują ich z należytą skrupulatnością. Rażące wykroczenia środowiskowe są tolerowane, ponieważ chińskie koncerny działające za granicą są szalenie dochodowe.

    Krajowa sytuacja ekologiczna jest nie mniej krytyczna. Stopień zatrucia powietrza, wody i gleby w aglomeracjach takich jak Pekin, Szanghaj czy Xingtai należy do najgorszych na planecie. Rozległe tereny wschodnich i centralnych Chin stały się terytoriami tak toksycznymi, że panujące warunki zagrażają wszystkim żywym organizmom. Chińscy przywódcy i naukowcy przyznają, iż tamtejsza różnorodność biologiczna doznała wielkich strat.

    W ostatnim czasie nastąpiła zmiana lidera w światowej klasyfikacji krajów wprowadzających do atmosfery rekordowe ilości węgla: Chiny wyprzedziły Stany Zjednoczone [z wyjątkiem Pentagonu; przyp. tłum.] i aktualnie wytwarzają dwa razy więcej gazów cieplarnianych niż USA. Przodują też w emisjach niebezpiecznych zanieczyszczeń powietrza takich jak dwutlenek siarki i tlenek azotu. Prawdą jest, że Chiny inwestują w nowe technologie wiatrowe i słoneczne, ale nieporównanie więcej funduszy przeznaczają na pozyskiwanie ropy i węgla, generowanie energii wodnej i jądrowej.

    Fragment artykułu z International Viewpoint.

    Niereformowalny system gospodarczy

    Chińskie miasto-widmo.

    Richard Smith, historyk ekonomiczny, napisał: „Polityczno-gospodarczy system Chin charakteryzują czynniki wzrostu – potrzeba maksymalizacji wzrostu gospodarczego, wykraczającego poza jakąkolwiek racjonalność rynkową, a także potrzeba maksymalizacji zatrudnienia i konsumpcjonizmu – które są bardziej potężne i samobójcze ekologicznie niż ‚normalny’ kapitalizm w wydaniu zachodnim. Czynniki te są odpowiedzialne za irracjonalny ‚ślepy wzrost’, ‚ślepą produkcję’ i niekontrolowane zanieczyszczenie. I chociaż przewodniczący Xi opisał je jako ‚bezsensowny rozwój kosztem środowiska’, to nie jest on w stanie ich zmienić”.

    Dynamika kapitalistyczna jest już silnie zakorzeniona w chińskiej gospodarce i przybiera na intensywności z każdym rokiem. Kierownictwo partii komunistycznej zmieniło rolę rynku z „podstawowej” na „decydującą” w trakcie kluczowego plenum Komitetu Centralnego w 2013 r. Ciągłość obranego kursu została ustalona na kongresie partii w październiku 2017 r., na którym ponownie zaakcentowano „rozstrzygającą rolę” rynku.

    Chiny pożerają najwięcej surowców przemysłowych na świecie, co jest funkcją obłąkańczego tempa inwestycji kraju. Marnotrawstwo obejmuje też artykuły konsumpcyjne. Planowane ograniczenie trwałości produktów wymknęło się spod kontroli, produkcji nie determinuje rozsądne zapotrzebowanie: wznoszona jest bezużyteczna infrastruktura, która przybiera postać „miast-widm”; budynki są wyburzane po kilku dekadach; duże urządzenia (lodówki, pralki etc.) psują się i rozpadają po upływie paru sezonów.

    Reformy rynkowe zachęcają do zbędnych inwestycji, które będą kontynuowane w zawrotnym tempie. Do 2030 r. Chiny mają zamiar oddać do użytku powierzchnię mieszkalną dla 3,4 miliarda ludzi. Dziennik Shanghaist podał, że „samorządy lokalne planują 3 500 nowych obszarów miejskich”, i uznał tę strategię za „lekką przesadę”. Pojedynczy projekt o nazwie „Nowy Obszar Xionganu” po ukończeniu będzie trzy razy większy od Nowego Jorku.

    Taki system nie uczyni swoim priorytetem ochrony przyrody. Chińska gospodarka sweatshopowa opiera się na montowaniu / składaniu produktów z części tworzonych gdzie indziej – komponenty są nadsyłane z całego świata, a produkt końcowy jest eksportowany. Transport warunkujący funkcjonowanie globalnych łańcuchów produkcyjnych / dostawczych generuje zanieczyszczenia i potęguje globalne ocieplenie. Wszystkie bodźce rynkowe skłaniają Chiny do zwiększania udziału w zaburzaniu klimatu, dlatego Pekin nie przyczyni się do odwrócenia trendów prowadzących ku nieuchronnemu upadkowi ekosystemów planety.

    Oczywiście winni są nie tylko Chińczycy. Zachodnie korporacje międzynarodowe z entuzjazmem przeniosły swoje fabryki do Azji, z kolei zachodni kapitał ułatwił realizację zatrzęsienia chińskich projektów. Bank Światowy udzielił pożyczek na Zaporę Trzech Przełomów, która przesiedliła 1,3 miliona ludzi. Budowę wsparły również fundusze z Kanady, Francji, Niemiec, Szwajcarii, Szwecji i Brazylii.

    Wynik badania opublikowanego 14 maja 2018 w Nature.

    Przenoszenie emisji CO2

    Chiny – podobnie jak wcześniej Europa i Ameryka Północna – przenoszą swoje emisje dwutlenku węgla. Kraj w coraz większym zakresie żywi i ubiera swoją coraz liczniejszą klasę średnią produktami importowanymi z Bangladeszu, Wietnamu i innych państw, których gospodarki zasilane są paliwami kopalnymi. Stabilizacja poziomu lokalnej produkcji CO2 może zostać osiągnięta jedynie kosztem innych narodów – ich emisje odnotują znaczny wzrost, co będzie konsekwencją zaspokojenia apetytów 1,4 miliarda chińskich konsumentów. Na przykład Bangladesz musiałby zwiększyć swoje emisje nawet trzykrotnie w latach 2015-2030.

    W 2013-2015 r. w Chinach nastąpił spadek udziału węgla w generowaniu prądu, ale w tym samym okresie azjatyckie państwa rozwijające się odnotowały wzrost jego spalania o 10%. Ilość CO2 uwolnionego przez Bangladesz i Wietnam podczas produkcji tekstyliów i ubrań importowanych przez Chiny zwiększyła się odpowiednio o 175% i 236% w ciągu zaledwie siedmiu lat. Koncentracje dwutlenku węgla zawarte w artykułach wytwarzanych i eksportowanych przez Chiny zmniejszyły się w tym czasie jedynie o około 30%. Analiza wykazała, iż przenoszenie emisji nie ma związku z polityką klimatyczną. Chińskie gałęzie przemysłu po prostu redukują w ten sposób wydatki związane z wynagradzaniem siły roboczej, nieruchomościami lub przestrzeganiem przepisów dotyczących ochrony środowiska.

    Opracował: exignorant
  • ALE USA WOJNY POTRZEBUJA JAK POWIETRZA
    [FRAGMENT CALOSC NA STRONIE EXIGNORANT.BLOG]

    Gospodarka wojny permanentnej
    Opublikowano Czerwiec 11, 2018 by exignorant

    Struktura ekonomii politycznej Stanów Zjednoczonych zamieniła demokrację w maskaradę i uczyniła wojnę nieuniknioną. Traktuje o niej fragment artykułu Noama Chomsky’ego z 3 grudnia 2015.

    Sformułowanie terminu „gospodarka wojny permanentnej” przypisywane jest Charlesowi Wilsonowi, dyrektorowi generalnemu koncernu General Electric, który pod koniec II wojny światowej ostrzegł, że Stany Zjednoczone nie mogą powrócić do modelu gospodarki obywatelskiej i muszą trzymać się „gospodarki wojny permanentnej” – w połowie planowej, zarządzanej głównie przez szefów korporacji, nastawionej na produkcję wojskową.

    O szkodliwych skutkach podporządkowania dużej części gospodarki produkcji militarnej obszernie pisał prof. Seymour Melman. Nie wspomniał jednak o bardzo istotnym wymiarze zagadnienia. Wielki biznes wiedział doskonale, że wydatki społeczne mogą poradzić sobie z katastrofami rynkowymi, a także zastąpić wydatki na armię. Artykuł opublikowany 12 lutego 1949 r. w Business Week wskazał ich poważny „minus”: mają efekt demokratyzujący i prowadzą do redystrybucji bogactwa, podczas gdy nakłady na wojskowość są prezentem dla korporacji, ich stabilnym zabezpieczeniem, i wykluczają udział społeczeństwa. Ludziom zależy na szpitalach i szkołach, ale jeśli potrafisz „cholernie ich wystraszyć”, jak zalecał senator Arthur Vandenberg, skulą się pod parasolem władzy i zaufają swoim przywódcom, którzy priorytetem uczynią zakup odrzutowców, bombowców, pocisków, czołgów itp.

    Co więcej, wielki biznes doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sektor technologiczny nie zdoła przetrwać w gospodarce opartej na konkurencyjnej, wolnej przedsiębiorczości. „Rząd musi pełnić rolę wybawcy”, wyjaśniała prasa branżowa. Podobne rozważania doprowadziły do decyzji o prymacie wydatków militarnych nad społecznymi. Należy pamiętać, iż „wydatki militarne” w dużym stopniu obejmują też prace badawczo-rozwojowe (ang. research and development – R&D). Praktycznie cała „nowa gospodarka” wykorzystuje tę przykrywkę wojskową, aby finansowe ryzyko i koszty zrzucić na społeczeństwo, a zyski sprywatyzować, często po wielu dziesięcioleciach. Dotyczy to m.in. elektroniki, telekomunikacji, Internetu, satelitów, przemysłu lotniczego (stąd turystyka jako największy „przemysł usługowy”), konteneryzacji (stąd współczesny handel), maszyn sterowanych komputerowo. Podobnie jest w gałęziach przemysłu bazujących na biologii, choć podaje się inne preteksty.

    Tymczasem finansiści i ekonomiści lubią prawić o tym, że wszystkie powyższe zdobycze są hołdem złożonym wielkiemu duchowi przedsiębiorczości i wyborom konsumenckim wolnego rynku. Krótko mówiąc, „gospodarka wojny permanentnej” pełni zarówno funkcję ekonomiczną, jak i czysto wojskową. Obie konsekwencje – bezprecedensowa potęga militarna i zaawansowana gospodarka przemysłowa – w naturalny sposób tworzą kluczowe mechanizmy planowania polityki zagranicznej, w dużej mierze mającej na celu zapewnienie wspieranemu przez państwo sektorowi korporacyjnemu swobodnego, globalnego dostępu do rynków i surowców naturalnych oraz uniemożliwienie innym państwom podejmowania działań na rzecz niezależnego rozwoju.

    Cytat z książki Noama Chomsky’ego pt. „Rekwiem dla Amerykańskiego marzenia” z 2017 r.
  • @jan 23:11:41
    Błagam , proszę osunąć błąd w tytule.....
  • Złowrogi cień Kissingera
    .
    catuję z innego tekstu:
    "Wg. tego komentarza realizuje Trump strategię przypisywaną Henry Kissingerowi,"

    - https://marucha.wordpress.com/2018/07/31/wojna-informacyjna-w-strategii-pekinu-sun-tzu-pokonanie-przeciwnika-bez-walki-to-szczyt-umiejetnosci-wodza/#comment-771660

    Czy i ew. jaką rolę odgrywała ta strategia, nie potrafię ocenić. O tym, że konflikt pomiędzy Rosją i ChRL jest zaprogramowany, trudno wątpić. Ani Rosjanie, a cóż dopiero Chićńczycy, mowa o ich kierownictwie, nie są wszakże durniami Kissingera.
  • @jan 23:31:53
    Zrób sobie bloga i wklejaj co chcesz. Spam jest niemile widziany.
    Autor powinien usunąć te tasiemce.
  • Powroty!
    https://youtu.be/7XUupeX9pvU

    https://youtu.be/MMDRgMPFxSo

    https://youtu.be/dza-TNlTH38

    Taaaa...

    https://youtu.be/eyHRsM3mgq8

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031