Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4454 posty 2018 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Z braku Iraku

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

BLISKI WSCHÓD: Wybory to jedna sprawa, a sformowanie rządu to druga. Muktada as-Sadr, szara eminencja Iraku, stoi przed diablo trudnym zadaniem…

 

Fot.1 Muktada as-Sadr

 

Muktada as-Sadr (Fot.1) jest mistrzem w wykorzystywaniu niezadowolenia Irakijczyków. To właśnie on - szyicki „ajatollah” z Iraku - w 2003 roku skierował swoich zwolenników przeciw amerykańskim wojskom, które dokonały inwazji na jego kraj. Waszyngton nie może mu tego wybaczyć. Niedawno poprowadził  także dość radykalną kampanię przeciwko wszechwładnej korupcji i wpływom zagranicznym. Jego zwolennicy splądrowali biura rządowe w 2016 roku. W wyborach 12 maja ich potężny blok nacjonalistyczny, Sairoun („ku reformie”), zdobył  55 miejsc, najwięcej w parlamencie.

Blok ugodowego  premiera Iraku, Haidera al-Abadiego  (Fot.2), zajął  drugie miejsce, uzyskując 51 mandatów. Zaraz za nim trzecie miejsce (50 mandatów) zdobyła koalicja dowodzona przez Hadiego al-Amari  (Fot.3), szorstkiego dowódcę wspieranych przez Iran (czyli też szyickich) Brygad al-Badr. Wyniki te wskazują na rosnące niezadowolenie ze starej gwardii religijno frakcyjnych przywódców Iraku. Ale widać z nich, że wcale niełatwo będzie odsunąć ich od władzy.

 

Fot.2 Haider al-Abadi

 

Od kilku miesięcy trwa zresztą ustalanie, kto faktycznie wygrał wybory. Aby wyniki uznać za ostateczne trzeba rozstrzygnąć roszczenia dotyczące zgłoszonych nieprawidłowości. Potem parlament musi wybrać prezydenta, który musi poprosić największy blok o utworzenie rządu. Wtedy dopiero zacznie się prawdziwa przepychanka o stanowiska u koryta.

Sadr, który nie może zostać premierem, ponieważ nie kandydował w wyborach, jest na dobrej pozycji, by zostać selekcjonerem. Chociaż jego najbardziej zagorzałymi zwolennikami są szyici ze slumsów i przedmieść Bagdadu i Basry, bardzo sprytnie  rozszerzył on swoje  wpływy łącząc się w sojuszu z partiami świeckimi i komunistami, oraz pozyskał  wielu sunnitów modląc się w ich meczetach i publikując realistyczny plan pojednania  pomiędzy sektami islamu. W ubiegłym roku pojechał nawet do Rijadu, gdzie spotkał się z księciem Muhammadem bin Salmanem, potężnym następcą tronu sunnickiego królestwa Arabii Saudyjskiej.

Jego blok Sairoun, jeśli ma rządzić, musiałby jednak stworzyć koalicję integracyjną, tzn. taką, do której by weszło jak najwięcej innych partnerów. W tweecie opublikowanym zaraz po wyborach Sadr wymienił  partie kurdyjskie, sunnickie i szyickie i nazwał je swoimi potencjalnymi sojusznikami. Ale opuścił na tej liście dwie zaciekłe partie szyickie najsilniej powiązane z Iranem: Brygady al-Badr, które reprezentują koalicję szyickich milicji zbrojnych, oraz Dawę, szyicką partię twardych  islamistów kierowaną przez byłego premiera Nuri al-Malikiego  (Fot.4). Są to bardzo ważni gracze, którzy mogą jeszcze zepsuć jego szanse.

Fot.3 Hadi al-Amari

 

Hadiemu al-Amari nie poszło w wyborach w Iraku tak dobrze, jak w ostatnich wyborach w  Libanie  popieranemu przez Irańczyków jego odpowiednikowi Hassanowi Nasrallahowi (Fot.5), przywódcy Hezbollahu. Ale wciąż ma on wielką siłę i dużo władzy. Jego Brygady al-Badr dominują w ministerstwie spraw wewnętrznych i stanowią trzon policji federalnej. Ma on dobre kontakty ze starą kadrą przywódców z Iranu, którzy w przeszłości pracowali za kulisami, by scalić iracki rząd. A ponadto zabezpieczył  sobie tyły, regularnie spotykając się z wszechmocnym amerykańskim ambasadorem w Iraku. Wie on bowiem, że dla USA największym wrogiem jest i będzie Sadr.

 

Fot.4 Nuri al-Maliki

 

Naturalnym sprzymierzeńcem Amariego jest Nuri al-Maliki, którego frakcja Daulat al-Kanun (Państwo prawa) wewnątrz formacji Dawa wypadła słabo, zdobywając tylko  25 mandatów. Ale Maliki ma duży wpływ na Abadiego, który też wyszedł z Dawa. Są wszelakoż między nimi różnice. Abadi nie podziela szyickiego szowinizmu Malikiego i zabiegał także o głosy sunnitów i Kurdów. Co jest szczególnie godne uwagi, lista szyity Abadiego wygrała w Mosulu, sunnickiej twierdzy kontrolowanej wcześniej przez terrorystyczne Państwo Islamskie (Daesz).

Wszystko to oznacza, że​​ Abadi może stać się języczkiem u politycznej wagi. Dołączając do Amariego i Malikiego, mógłby on przywrócić dominację rozbitego obozu szyickiego w Iraku.  Gdyby jednak połączył  siły z Sairounem Sadra, mógłby skierować kraj na drogę polityki mniej sekciarskiej, czyli osłabić rywalizacje szyicko-sunnicką. Próbując go sobie zjednać, oba obozy sugerują, że mogą poprzeć Abadiego na drugą kadencję.

 

Fot.5 Hassan Nasrallah

 

Trzeba tu zauważyć, że w przeciwieństwie do poprzednich głosowań, ostatnie wybory zakończyły się bez większych aktów przemocy. Po raz pierwszy od przejścia Iraku do demokracji parlamentarnej w 2005 roku, sunnici głosowali w dużej liczbie na szyitów. Przywódcy partyjni wszystkich odcieni ograniczyli swoją sekciarską retorykę. Ale Irakijczycy są nadal rozczarowani i nie czują, że mają znowu swoje państwo. Tylko 44% uprawnionych wzięło udział w głosowaniu, w porównaniu z 62% w 2014 roku. Jeśli okaże się teraz, że ich głosy utrwalą tylko dysfunkcyjne, skorumpowane rządy starych klik, ich cierpliwość zostanie wystawiona na bardzo ciężką próbę.

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    "Ale Irakijczycy są nadal rozczarowani i nie czują, że mają znowu swoje państwo. Tylko 44% uprawnionych wzięło udział w głosowaniu..."

    Coś mi to przypomina...

    5*

    Ukłony
  • Nie po to kiedyś
    USrahell rozpirzył Irak - aby ten teraz - w niezależną od dzieci Szatana - demokraturę się bawił. Słowem - podłoży się bombki kiedy trzeba i gdzie należy - to ten wygra, który ma wygrać.
  • Państwo to przemoc
    .
    "Ale Irakijczycy są nadal rozczarowani i nie czują, że mają znowu swoje państwo."

    A Polacy czują, że mają swoje państwo ?

    - https://wps.neon24.pl/post/142893,akcja-polonii-amerykanskiej-na-capitol-hill#comment_1447937

    No, jak czują, to jest to ból urojony.

    Państwo to w pierwszym rzędzie organ przemocy. Z reguły jakaś niewielka grupa przejmuje ten organ i stosuje przemoc państwa wobec społeczeństwa, aż to ostatnie stwierdza, że musi ten organ rabunku obalić. I znowu historia się powtarza.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031