Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Francuski tak, Francja nie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

LINGWISTYKA POLITYCZNA (08): Prezydent Macron chyba znów przestrzelił. Jego projekt ożywienia języka i kultury francuskiej napotkał na opór i zarzut protekcjonizmu ze strony frankofonów z Afryki

 

Fot.1.Leïla Slimani

 

 

Prezydent Francji Emmanuel Macron, który sam jest „diplômé en philosophie et romancier inédit” (absolwent filozofii i pisarz powieści niepublikowanych) - jak zakpił sobie kiedyś z niego lewicowy rywal Jean-Luc Mélenchon, szef ugrupowania La France Insoumise, ogłosił światu, że kulturę francuską traktuje jako narodowy skarb, a język francuski jako klejnot. „Le français est la langue de la raison, c'est le langage de la lumière” (Język francuski jest językiem rozumu, jest językiem światła), oświadczył podczas uroczystego otwarcia filii Luwru w Abu Dhabi - galerii pod srebrną kopułą na piaszczystym brzegu, którą – trzymając się tej konwencji - nazwał „muzeum pustyni i światła" (musée du désert et de la lumière). Macron przyrzekł sobie i żonie, że uczyni francuski pierwszym językiem w Afryce, a „peut-être(być może) i na całym świecie. Mianował on młodą i śliczną Leïlę Slimani (Fot.1), najbardziej dziś poczytną i najlepiej sprzedającą się pisarkę francusko-marokańską, aby poprowadziła tę misję. Jednak jego kampania na rzecz odmłodzenia francuskiego i otwarcia kraju na pisarzy, którzy piszą w tym języku na całym świecie, nieumyślnie ożywiła francuską wojnę kulturalną.

Dzisiaj więcej ludzi mówi po francusku w Kinszasie, stolicy Demokratycznej Republiki Konga, niż w Paryżu. Do  roku 2050, dzięki szybkiemu wzrostowi liczby ludności w Afryce, około 85% wszystkich frankofonów świata będzie mieszkać na Czarnym Lądzie. Macron wyraźnie promował ostatnio język francuski także podczas swoich podróży do  arabskich krajów Zatoki Perskiej, Chin i do Ghany, anglojęzycznego państwa w Zachodniej Afryce otoczonego ze wszystkich stron krajami frankofońskimi. A odwiedzając Tunezję powiedział, że chciałby do 2020 roku podwoić liczbę uczących się tam języka francuskiego.

Tak naprawdę, to 40-letni prezydent dużo mniej zażarcie broni francuskiego niż jego poprzednicy (Jacques Chirac kiedyś ostentacyjnie opuścił szczyt, gdy pewien Francuz zaczął  przemawiać  po angielsku). Nie wzbrania się przed używaniem angielskiego, nawet u siebie w kraju. Nie staje też po stronie purystów w dążeniu do ochrony języka przed zmianami. W 1635 roku kardynał Richelieu założył Akademię Francuską, po to by strzegła  „czystości” języka francuskiego. Do dnia dzisiejszego wymyśla ona i lansuje francuskie neologizmy zastępujące inwazyjne terminy angielskie, jak np. mot-dièse  zamiast  hashtag (znak #, czyli „płotek”)  lub mégadonnées zamiast  big data  (duże zbiory danych). Macron twierdzi bowiem, że „le français n'est pas une langue fermée" (francuski nie jest językiem zamkniętym) i powinien być płynny. Czytajcie  Rabelaisa, mówi Macron swoim rodakom, a dowiecie się, że francuski powstal z gwary (patois) i języków wernakularnych.

Macron nie ma też nic przeciwko redefiniowaniu francuskiej kultury. Podczas kampanii prezydenckiej przeraził tradycjonalistów oświadczając, że „culture française n'existe pas” (kultura francuska nie istnieje).Jego zdaniem bowiem „il ne s'agit pas d'un objet rigide qui doit être ramassé pour recueillir la poussière et l'exposer dans une vitrine" (nie jest to sztywny obiekt, zostawiony do zbierania kurzu i ekspozycji za szkłem) . Kultura francuska jest raczej "une rivière nourrie de nombreuses confluences" (rzeką zasilaną przez liczne dopływy), czyli w takim samym stopniu przez np. Marie NDiaye, autorkę z Senegalu, jak i przez Victora Hugo.

Fot.2 Alain Mabanckou

 

Sporym zaskoczeniem, zwłaszcza dla samego Macrona, było to, że jego sprytny pomysł został odrzucony przez niektórych autorów, których pragnie on nim ogarnąć. W styczniu Alain Mabanckou, kongijski pisarz, który w 2006 roku wygrał nagrodę literacką Prix Renaudot za powieść pt. „Mémoires d'un porc-épic” (Wspomnienia jeżozwierza), zapowiedział, że nie weźmie udziału w projekcie renowacji La Francophonie, który ma objąć kraje, gdzie mówi się po francusku. Instytucja ta, jak powiedział, była jedynie „une poursuite de la politique étrangère française envers ses anciennes colonies” (kontynuacją francuskiej polityki zagranicznej wobec dawnych kolonii), która wspiera afrykańskich despotów i traktuje pisarzy frankofońskich jako egzotycznych „innych”. Również Abdourrahman Waberi, profesor z Georgetown University, pochodzący z Dżibuti,  pisząc w Le Monde wezwał Francję, by zmieniła „sa vision dépassée basée sur une hiérarchie artificielle entre artistes français et francophones” (swoją przestarzałą wizję opartą na sztucznej hierarchii między artystami francuskimi i francuskojęzycznymi).

Mabanckou wyjaśnia, że La Francophonie „nie może być po prostu instytucją ratującą język francuski; kraje frankofońskie tego się akurat nie obawiają, bo Afrykanie nie potrzebują języka francuskiego, aby istnieć” (La Francophonie ne peut pas être seulement une institution pour sauver la langue française; ce n'est pas ce qui inquiète les pays francophones. Les Africains n'ont pas besoin de la langue française pour exister).  Pyta on, ile uniwersytetów we Francji uczy francuskojęzycznej literatury afrykańskiej i stwierdza z wyrzutem, że​​ amerykańscy studenci chętniej uczą się o takich pisarzach niż francuscy. Zdaniem Mabanckou „Le monde littéraire français s'accroche à une vision centrée sur Paris, trop souvent pour ne pas considérer les écrivains des anciennes colonies comme faisant partie de la littérature traditionnelle, comme le font aujourd'hui les éditeurs et les universités britanniques” (francuski świat literacki trzyma się wizji paryżocentrycznej; zbyt często nie uznaje pisarzy z byłych kolonii za część głównego nurtu literatury, tak jak teraz robią brytyjscy wydawcy i uniwersytety). 

Podstawowym zarzutem jest to, że paryscy wydawcy i naukowcy, traktując nie-francuskich pisarzy jako „frankofońskich”, utrwalają wobec nich formę neokolonialnej arogancji i kurczowo trzymają się przypisanego sobie prawa własności języka francuskiego. Niektórzy pisarze frankofońscy nie mogą uwierzyć, że wciąż muszą toczyć tę samą walkę, co Salman Rushdie, kiedy 30 lat temu pisząc w języku angielskim rzucił wyzwanie koncepcji „literatury Commonwealthu”. Mabanckou, który woli uważać swoje pisanie za część „literatury światowej", źle wspomina taką postać jak Léopold Senghor, senegalski poeta (i prezydent kraju), który został potem wybrany do Akademii Francuskiej i ostatecznie skończył jako obrońca interesów francuskich.

Dla niektórych afrykańskich pisarzy, których językiem macierzystym jest afrykański język lokalny, sam proces pisania po francusku, w języku dawnej metropolii kolonialnej, wciąż budzi skomplikowane uczucia. Ich celem jest niezależne prawo do pisania w języku francuskim. „Littérature écrite en français n'a pas besoin de s'appeler littérature française pour exister" (Literatura pisana po francusku nie musi nazywać się literaturą francuską, aby istnieć) - orzekła Véronique Tadjo, frankofońska pisarka z Wybrzeża Kości Słoniowej (Fot.3).

 

Fot.3 Véronique Tadjo

 

Pani Slimani jest świadoma tych kontrowersji. Krytykuje paryskich wydawców za to, że nie inwestują wystarczająco w autorów piszących w języku francuskim poza Francją: „La littérature francophone est une littérature mondiale, mais l'édition est très parisienne. Nous devons décentraliser, arrêter de toujours passer par Paris" (Literatura frankofońska to literatura światowa, ale publikowanie jest bardzo paryskie. Musimy to zdecentralizować, przestać zawsze przechodzić przez Paryż). Pani Slimani dorastała w Maroku, a następnie przeniosła się na studia do Francji i czuje się swobodnie w obu kulturach. Chce poprawić wizję, w której „La France est au centre, et autour d'elle, dans une sorte de périphérie, il y a ce qu'ils appellent «le monde francophone». (Francja jest w centrum, a wokół niej na peryferiach, jest to co się nazywa światen frankofońskim). I dodaje: „Le but est de bouger, partager et valoriser la diversité” (Chodzi o to, aby pobudzać aktywność, dzielić się i doceniać różnorodność).

Powieść pani Slimani pt. „Chanson Douce” (Słodka pieśń), która ukazała się w Wielkiej Brytanii jako „Lullaby” (Kołysanka), a w Ameryce jako „The Perfect Nanny” (Idealna niania), zdobyła nagrodę Goncourtów w  roku 2016. Może ona dopomóc w przełamywaniu „paryskiego protekcjonalizmu” odbieranego jako arogancki. Pomóc w tym może także pojawienie się innych nowych, bardziej pojednawczych i często kobiecych głosów. Bo póki co, nawet najlepsze intencje francuskiego prezydenta spotkały się z radykalną krytyką  pisarzy frankofońskich, którzy nie potrzebują ani przyzwolenia, ani aprobaty ze strony Francji, aby pisać na swój sposób i we własnym interesie. (BJ)

 

 

Z zakresu tematyki LINGWISTYKA POLITYCZNA na moim blogu pojawiły się jak dotychczas następujące pozycje:

01.Słowianin, czyli niewolnik (17.07.2011)

02.To tamten cham (13.08.2011)

03.Nazwisko jak penis (30.05.2012)

04.Polityka językowa Śri Lanki (5.04.2017)

05.W okopach celtyckiej mowy (19.04.2017)

06.Peru wielojęzyczne? (20.09.2017)

07.Zamiast cyrylicy (3.11.2017)

08.Francuski tak, Francja nie (15.07.2018)

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    "Kultura francuska jest raczej "une rivière nourrie de nombreuses confluences une rivière nourrie de nombreuses confluences" (rzeką zasilaną przez liczne dopływy), czyli w takim samym stopniu przez np.Marie NDiaye, autorkę z Senegalu, jak przez Victora Hugo."

    Niby tak, ALE....

    Jest jedna główna rzeka, która ma swoje ściśle określone źródło. Dopływów może być mniej lub więcej. Niektóre są większe, inne mniejsze ale królowa rzek jest tylko jedna. Wisła :-)

    5*
  • Mr B.Jeznach
    Wydaje mi sie, ze E.Macron zlosliwie nazwany "Jupiter" ma manie wielkosci, podsycana przez mamuske Brigitte.Te jego dlugie przemowienia na kazda okazje, kiedy to gledzi i gra komedie, sa nie do wytrzymania. Podobnie jest z lansowaniem kultury francuskiej, ktora nie interesuje "Francuzow" z Maghrebu, narzucajacych ich muzulmanska "kulture".
    Wiadomo nie od dzis, ze panstwa silne ekonomicznie narzucaja swoj styl zycia orbitom ( jak chociazby amerykanska subkultura i sztuka).
    Coz , Francja nie ma ju kolonii, zas mieszkancy Polnocnej Afryki mowia po arabsku, traktujac jezyk francuski jako "dodatek" przydatny do ekonomicznej emigracji. Kilkanascie osob zawziecie piszacych po francusku dla sily przebicia nie upowszecn,i kultury francuskiej.
    Bardziej moze spopularyzowac FRancje francuski futbol , czyli dzisiejsza wygrana mistrzostw swiata w Rosji...
    Wlasnie francuska "ulica" swietuje : mlodzi ( i nie tylko) ludzie jezdza z francuskimi flagami po ulicach, krzycza, trabia . Podpala troche samochodow, pojemnikow na smiecie, zbija szyby na przystankach autobusowych, popija piwa zapala "trawke" na zwyciestwo francuskiego sportu.
    Podobno po wygranym Mundialu w 1998roku wzrosla popularnosxc owczesnego prezydenta J. Chiracka, wiec Macron marzy, ze i jemu poprawia sie fatalne statystyki ...
    Zamiast zas wydawac pieniadze na nieciekawych frankofonow lepiej nauczyc dzieci emigrantow z Afryki Polnocnej poprawnie pisac i czytac po francusku, bo niedluga beda we Francji wiekszoscia.
    Ludzie swiadomi uwazaja, ze wysoki przyrost dzieci arabskich i murzynskich ( muzulmanskich) zagraza stabilnosci Francji..
    Wiec zamiat popularyzowac jezyk francuski w Afryce, niech rzad francuski wymusi poslugiwanie sie jezykiem francuskim we Francji, wiedzac, ze wiekszosc dzieci emigrantow ( oraz ludnosci pochodzenia muzulmanskiego) mowi w domu po arabsku, takze dlatego, ze matki tych "Francuzow" nie znaja jezyka kraju, w ktorym mieszkaja ...
    A to typowa muzyka francuska, czyli maitre Gims ( ktory ma niebywala sile przebicia i pomaga "swoim" muzulmanskim muzykom ...

    https://www.youtube.com/watch?v=VjMZJZdNnBE

    ( Piosenka zajmuje pierwsze miejsce na francuskiej liscie przebojow)
  • Wcale się Afrykańczykom nie dziwię
    Mówią oni lepiej po francusku niż ludność Quebeku. Nawet tutejszy akcent jest okropny i brzmi bardziej jak portugalski niż melodyjny francuski, nie mówiąc już o ich narzeczach, jakie wielu z nich używa w mówię potocznej, a którego to bełkotu żaden Francuz nie rozumie.
  • @babaraba 22:18:44
    Widzę, że jest coraz gorzej z tą „francuską” muzyką.
    Kiedyś nie było aż tak źle:
    https://youtu.be/Peklmy6CFbg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31