Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Arszenik i stare okładki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

KSIĄŻKI I BIBLIOTEKI (01): Zatrute książki to nie tylko fikcja literacka z „Imienia róży”, ale prawdziwe zagrożenie w niektórych starych bibliotekach… Odkryto je właśnie w Danii.

 

Książki bywają  zatrute najczęściej z uwagi na ich treść, ale czasami także ze względu na ich okładki lub papier. Niektórzy z nas mogą pamiętać śmiertelną książkę Arystotelesa, która odgrywa istotną rolę w fabule powieści Umberto Eco pt. „Imię róży” z 1980 roku. Zatruta przez szalonego mnicha, książka ta sieje spustoszenie w XIV-wiecznym benedyktyńskim klasztorze we Włoszech, zabijając wszystkich czytelników, którzy podczas wertowania toksycznych stron polizali sobie palce. Czy coś takiego może się zdarzyć w rzeczywistości?

 

Fot.1. The inside of a book binding from one of the books, which dates back to the 16th century  (Southern Denmark University)

 

Dwaj duńscy badacze archiwów - Jakob Povl Holck i Kaare Lund Rasmussen z donieśli niedawno o tym, jak przypadkowo odkryli trzy trujące książki w bibliotece Uniwersytetu Południowej Danii, z których wszystkie pochodzą z XVI i XVII wieku. Holck i Rasmussen znaleźli je, próbując odczytać stary tekst ukryty w ich okładkach. Wcześniej bowiem odkryli, że okładki trzech książek zostały wykonane z materiałów pochodzących z recyklingu, a mianowicie ze średniowiecznych fragmentów rękopisów na pergaminie, takich jak kopie prawa rzymskiego i prawa kanonicznego. Introligatorzy umieścili je wewnątrz oprawy, aby wzmocnić nimi  okładki książek. Ale dla archiwistów takie fragmenty rękopisów są ukrytymi skarbami, które czekają na odnalezienie. (Fot.1)

Kaare Lund Rasmussen, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Południowej Danii wyjaśnił, że po zwycięstwie duńskiej reformacji w 1536 roku, zniszczonych zostało wiele książek katolickich. „Niektóre zostały spalone, inne wyrzucono", powiedział zauważając, że odzyskane z nich pergaminy były wtedy dość często ponownie używane w Danii do oprawiania książek z XVI i XVII wieku.

Książki te (pod skróconym tytułem) to „Anglica Historia" autorstwa Polydora Vergiliusa (1570), „Historia boiemica" Johannesa Dubraviusa (1575), oprawiona wspólnie jako jeden wolumen z dziełem pt. „Æneas Sylvius: De Bohemorum i tegoz autora  Imperatorum aliqvot origine ac gestis historia" (1575). Trzecia książka, wydrukowana w 1604 r., to „Vitæ Patrum. Das ist: Das Leben der Altväter, Zu nutz Den Predigern Göttliches Worts” autorstwa Georga Maiora.

Holck i Rasmussen próbowali odczytać łacińskie teksty na ich okładkach, ale uniemożliwiła im to gruba warstwa zielonej farby, która je pokrywała. Aby przebić się przez farbę, naukowcy zastosowali technikę skanowania znaną jako analiza fluorescencji rentgenowskiej lub mikro-XRF. Technika ta służy do badania zawartości pierwiastków chemicznych głównie w próbkach starożytnej ceramiki i starych obrazów. Za pomocą promieni Rtg odkrywa się chemiczny skład badanego materiału. W tym przypadku naukowcy liczyli na to, że wykorzystają analizę mikro-XRF, aby rozróżnić chemiczne pierwiastki pod farbą i sprawdzą, czy potrafią rozpoznać poszczególne litery. (Fot.2)  „Szukaliśmy pisma, jako że atrament może zawierać miedź, żelazo lub wapń. Jednak w chwili, gdy umieściliśmy wiązkę promieniowania rentgenowskiego na zielonej powierzchni, zobaczyliśmy fantastycznie duże ilości arsenu."

Arsen (As) to wszędobylski naturalnie występujący metaloid. W naturze arsen jest zazwyczaj połączony z innymi pierwiastkami, takimi jak węgiel i wodór. Jest to wtedy arsen organiczny. Nieorganiczny arsen, który może występować w czystej postaci metalicznej, jak również w związkach, jest wariantem bardziej szkodliwym. Toksyczność arsenu nie zmniejsza się z czasem. Objawy zatrucia, zależnie od ilości i rodzaju substancji oraz czasu ekspozycji  mogą obejmować ból żołądka, podrażniednie jelit i płuc, mdłości, biegunkę i zmiany skórne. Poza bezpośrednią toksycznością arsen (i jego związki) jest także silnie rakotwórczy, należy do karcynogenów I kategorii.

Okładki trzech cennych książek zostały pomalowane tzw. zielenią paryską. Jest to sól podwójna kwasu octowego, kwasu metaarsenowego (III) i miedzi na +2 stopniu utleniania,  znana również jako zieleń sztajnfurcka albo zieleń szmaragdowa, ze względu na podobieństwo do tego szlachetnego kamienia. W artykule opublikowanym w Conversation   Holck i Rasmussen dokładniej omawiają praktykę używania arsenu w farbach.

 

Fot.2. An X-ray machine analyzing one of the books (Southern Denmark University)

 

Pigment arsenowy ma postać krystalicznego  proszku,  jest łatwy do wytworzenia i był powszechnie używany do wielu celów, szczególnie w XIX wieku. Wielkość ziaren proszku wpływa na odcień koloru, co widać zwłaszcza w farbach olejnych i lakierach. Większe ziarna dają wyraźniejsze odcienie ciemnozielone, a mniejsze drobiny – odcienie jaśniej zielone. Pigment ten jest znany i szczególnie ceniony  ze względu na intensywność soczystej barwy i odporność na blaknięcie.

Produkcja zieleni paryskiej na skalę przemysłową została zapoczątkowana w Europie na początku XIX wieku. Malarze impresjoniści i postimpresjoniści używali różnych wersji tego pigmentu tworząc swoje żywe arcydzieła. Oznacza to, że obecnie wiele elementów muzealnych oraz  galerii zawiera spore dawki trucizn. W czasach świetności wszystkie rodzaje materiałów, nawet okładki książek i ubrania, mogły być pokryte zielenią paryską ze względów estetycznych. Oczywiście, ciągły kontakt żywej skóry z tą substancją może prowadzić do zatrucia.

Jednak w drugiej połowie XIX wieku toksyczne działanie takich substancji było już bardziej rozpoznane, a związki arsenu przestały być używane jako pigment, a za to były częściej stosowane jako pestycydy na polach uprawnych. (Np. w 1867 roku użyto zieleni paryskiej przeciw stonce ziemniaczanej).  Odkryto inne pigmenty, które zastępują zieleń paryską w malarstwie i przemyśle tekstylnym. W połowie XX wieku wykorzystanie tej substancji w rolnictwie również zostało zaniechane.

Jeśli chodzi o znalezione obecnie trujące książki, to autorzy twierdzą, że pigment nie był używany do celów estetycznych, ponieważ farba została użyta tylko do pokrycia części okładek. Możliwym wyjaśnieniem jest to, że chodziło o ochronę  książek przed owadami i gryzoniami. Pod względem ryzyka jakie farba stwarza dla użytkowników, Holck twierdzi, że „nie było realnego zagrożenia”, bo książki były przechowywane w magazynie i nie były łatwo dostępne. „Ostrożnie obchodzono się z nimi jeszcze przed naszym odkryciem", powiedział Holck ostrzegając jednak, że „archiwiści i badacze powinni reagować, gdy istnieją uzasadnione wątpliwości, że dany przedmiot może być trujący".  Eksperci twierdzą, że znalezienie tych książek podkreśla potencjalne ryzyko stwarzane przez niektóre starsze księgi. „Następnym krokiem jest ostrzeżenie bibliotekarzy i czytelników starych książek o konieczności noszenia rękawiczek ochronnych, a także doradzenie bibliotekom, aby takie pomalowane na zielono, stare książki przechowywano w suchym, ciemnym otoczeniu, aby uniknąć wdychania powietrza nad książkami" - powiedział Rasmussen. „Przyczyną tego ostatniego zalecenia jest to, że arsen ma tendencję do przekształcania się w arsenowodór (AsH3), biorąc pod uwagę odpowiednie warunki wilgotności i światła. Arsenowodór powstaje, gdy arsenki metali wchodzą w kontakt z kwasami lub wodą. W pewnych okolicznościach związki arsenu, takie jak arseniany i arseniny, mogą również zostać przekształcone w arsenowodór przez mikroorganizmy”. Jest to bezbarwny, bardzo silnie trujący gaz o wyraźnym zapachu czosnku. Ostrzega się, że ten gaz może niszczyć czerwone krwinki, powodująśmierć poprzez niewydolność nerek.

Obecnie, w celu dalszego przechowywania, książki zostały umieszczone w indywidualnych kartonach (z etykietami ostrzegawczymi), i w dobrze wentylowanej szafce. Następnym krokiem będzie digitalizacja treści książek, aby zminimalizować potrzebę ich bezpośredniego dotykania i obsługi. 

Mimo obecności trucizny Holck powiedział, że był w stanie zidentyfikować co najmniej cztery łacińskie teksty ukryte w okładkach książek. „Ale to dzięki temu, że mam dobry wzrok, a nie tylko dzięki promieniom Roentgena" - powiedział. (Fot.3)

I któżby się spodziewał tej trucizny po książkach? Habent sua fata libelli(BJ)

 

Fot.3. Scientists were looking for fragments of medieval manuscripts used to bind the books when they discovered the arsenic  (Southern Denmark University)

 

KOMENTARZE

  • @
    Spadł mi dzisiaj z nieba ptak na głowę. Zabrałam go do domu. Wnioskuję, że jest to Jerzyk. Nie wiem co z tym fantem zrobić, nie umie latać.
  • @fretka 20:57:22
    Łaziło po nim jakieś wielkie nie wiadomo co. Czy to pająk czy to kleszcz. szybko biegał i chował się w piórach. Udało się to w końcu złapać było dużo krwi.. Coś okropnego.
  • @fretka 21:11:30
    Witam Panią,
    Dopiero teraz wróciłem do domu i siadłem do blogu, zauważając Pani wpisy nt. przygody z ptaszkiem. Bardzo możliwe że jest to jerzyk, ale w takim razie nie spadł z nieba tylko próbował wylecieć z gniazda, gdzieś na pobliskim murze. Wskazuje na to pora roku (już wyrośnięte pisklęta) i dnia (pod wieczór, kiedy jerzyki są najbardziej ożywione, zwłaszcza przed deszczem). Chyba się pospieszył – właśnie przy takich próbach ginie najwięcej młodych ptaków. Możliwe że nie mógł dłużej wysiedzieć w zawszonym gnieździe, bo to „coś” co po nim łaziło to najpewniej ptasia wesz, czyli wszoła. Są one prawdziwą plagą gniazd, i bywa, że tak opadają cały miot piskląt wysysając z nich krew, że wiele z nich zamęczą zanim się do końca opierzą i staną się zdolne do lotu.
    Co teraz robić? Po pierwsze: obszukać całego ptaka aby pensetą wyjąć spomiędzy piór ewentualne inne wszoły. Niestety, wszystkie trzeba zgnieść (zabić). Po drugie: ptaszka można podkarmić, najlepiej odrobiną ugotowanego na twardo (i ostudzonego) żółtka kurzego jaja. To go zasili, zanim będzie się nadawał do wypuszczenia. Oczywiście, sam nie będzie chciał jeść, więc trzeba go nakarmić siłą: rozewrzeć dzióbek i trzymając ptaka w lewej ręce przytrzymać mu ten dzióbek w rozwarciu palcem wskazującym, a drugą ręką nałożyć głęboko do dzioba trochę żółtka. Puścić dziób i dać przełknąć. Można powtórzyć 2-3 razy ale nie przesadzić. Dobrze jest także w podobny sposób zadać wkraplaczem 2-3 krople czystej wody, bo każde zwierzę w stresie ma wzmożone pragnienie. Potem na noc odłożyć go do tekturowego ciemnego pudełka, pustego, bez ściółki i jak najmniej niepokoić. Rano sprawdzić w pudełku, czy się wypróżnil. Jeśli tak, to dobry znak. Równie dobry znak jest wtedy gdy w nocy w pudełku rozrabia a rano się wyrywa i chce uciec. Można jeszcze raz go podkarmić takim samym żółtkiem i wynieść mniej więcej w to samo miejsce, gdzie się znalazł i tam posadzić gdzieś na wysokim parapecie albo gzymsie, gdzie go prędko nie znajdą koty. Jerzyki startują do lotu ze ściany, a przysiadając potrafią wczepiać się pazurkami w chropawy tynk.
    Niewiele więcej da się zrobić, ale jest szansa że dalej już sobie poradzi. W każdym razie nie ma sensu trzymać go dłużej, bo sa to ptaki lotu i przestworzy i nic innego ich nie urządza. Kiedyś sam tak odratowałem jerzyka (albo przynajmniej wierzę, że tak się stało bo poleciał).
    Życzę powodzenia i pozdrawiam przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 23:57:04
    Dziękuję bardzo za odpowiedź. Ptak żyje. Dużo śpi. Teraz się czyści po piórkach więc może jest nadzieja. Poiłam przez szczykawkę, pić pije ale nie je. Będę próbować siłą. Kupiłam w wędkarskim białe robaki ale jak się okazało kategorycznie zabronione podawać larwy tylko chrząszcze i trutnie. Gdzie ja mu trutnie znajdę, trzeba iść do pszczelarza, wymagająca ptaszyna.
  • @fretka 07:30:29
    Jerzyki, podobnie jak jaskółki, żywią się tylko miękkimi owadami łowionymi w locie (muchy, komary, jętki, ćmy). Takie pożywienie przynoszą rodzice młodym do gniazda. Trutni Pani nie dostanie, a chrząszczy nie radzę (za twarde). Można spróbować łapać muchy domowe, jeśli się Pani nie brzydzi ich potem skarmiać do dziobka (tylko świeże). Białe robaki, czyli larwy much, są wykluczone, bo jak wszystkie larwy owadów żerują intensywnie, więc są zawsze pełne kału, który jest dla tych ptaków toksyczny. Polecam jednak rozwiązanie z żółtkiem ugotowanego jaja kurzego: jest najprostsze, tolerowane przez wszystkie ptaki, wysoko kaloryczne i bardzo odżywcze. Każde pisklę się na takiej diecie uchowa i odkuje. Dobrze, że ptak pije i czyści piórka, bo to znaczy że dochodzi do zdolności lotowej. Warto go troszeczkę podkarmić żeby miał zapas sił. Wypuścić można np. wystawiając pudełko na balkon albo na parapet okna, ale dalej już nie interweniować. Ma Pani na to dzień, najwyżej dwa – potem ptak musi już sam sobie poradzić, bo inaczej nie przezyje. Pozdrawiam bardzo przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 08:12:26
    To była kurcinka
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kurcinka
  • @fretka 09:16:51
    O, to rzeczywiście wielkie i wredne bydlę: mucha-wampir. Myślałem, że Pani przesadza pisząc "Łaziło po nim jakieś wielkie nie wiadomo co."
    A jak teraz wygląda sytuacja na froncie jerzykowym? Żyje? Poleciał?... Lubię ptaki, więc pytam. I lubię Panią, więc pozdrawiam. BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031