Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Między wodą a tlenem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

RATOWNICTWO (05): Trwa dramatyczny wyścig z czasem w jaskini Tham Luang Nang Non w Tajlandii, gdzie zaczęła się ewakuacja uwięzionych piłkarzy…

 

Fot.1

 

Z jaskini Tham Luang w Tajlandii, gdzie trwa dramatyczna akcja ratunkowa (Fot.1)  wyprowadzono już  pierwszych kilku chłopców. Władze nie podają ani ich nazwisk ani liczby, pragnąc wyprowadzić wszystkich w miarę jak akcja staje się coraz trudniejsza i bardziej  ryzykowna. Władze staną wobec kryzysu jeśli kogoś nie uda się uratować., Agencje zachodnie podają liczbę czterech, a rosyjski Sputnik - sześciu, których wyprowadzono dzisiaj i przetransportowano do szpitala Prachanukroh w Chiang Rai. Wiarygodny świadek naoczny mówi, że widział trzech chłopców  przywiezionych tam trzema karetkami. Przecieki ze szpitala określają  ich stan jako dobry. 

 

Fot.2

 

Ewakuację rozpoczęto nagle i po desperacku  z uwagi na szybko malejącązawartość tlenu w powietrzu wewnątrz jaskini, gdzie uwięzionym coraz ciężej się oddycha.Wbrew temu, co sądzono wcześniej, grota jest niewielka, powietrza jest w niej mało a poziom tlenu dramatycznie spada, co może spowodować, że uwięzieni w niej chłopcy zapadną w śpiączkę. Jest go już tylko 15% i ratownicy dostrzegli, że chłopcy mają coraz słabszy z nimi kontakt wskutek niedotlenienia, co obniża możliwość współpracy z nimi przy dalszej akcji ratunkowej. Optymalna zawartość tlenu w powietrzu wynosi od 19,5% do 23.5%. Niższa zawartość osłabia poczucie rzeczywistości, powoduje przyspieszenie oddychania, otępienie i senność. Krytyczna granica niedotlenienia zaczyna się poniżej 10% tlenu we wdychanym powietrzu.  Nie  wszyscy uwięzieni w jaskini chłopcy potrafią pływać, dlatego nurkowie, którzy się tam przedostali, dostarczyli tlen w butlach (Fot.2),  uczą  ich technik nurkowania i oddychania. Na razie ewakuowano jednak podobno tylko tych, którym  szło to najlepiej.  Ponieważ na wyprowadzenie jednego chłopca ratownikom potrzebne jest około 11 godzin (w tę i z powrotem), cała grupa może być uratowana najprędzej za 4 dni.

 

Fot.3

 

Sytuację natlenienia miała poprawić giętka rura o długości 4000 metrów, którą do pieczary chciano dopompować powietrze. Plan ten porzucono gdy pojawiły się trudności w doprowadzeniu tej rury do pieczary przez kręte i ciasne korytarze nierzadko o ostrych krawędziach skał.  Przystąpiono do przepychania chłopców po jednym przez zalane korytarze. W tym celu każdemu zakłada się ślepą maskę na twarz i podłącza butlę z tlenem i każdego eskortuje przynajmniej jeden nurek z przodu i jeden z tyłu. Aby nie zabłądzić w ciemnościach i mętnej wodzie wszyscy trzymają się jednej liny, którą  udało się przeciągnąć od wyjścia do zalanej pieczary. Doświadczeni ratownicy docierają tam w ciągu 4-5 godzin,  ale dla ewakuowanych przejście całego odcinka  do wyjścia trwa średnio około 6 i pół godziny. Szczególnie trudny jest dość długi odcinek zwany „dławikiem” wiodący pod górę i tak ciasny, że nurek nie może przecisnąć się tam z butlą na plecach. Dzięki odpompowaniu z jaskini dużej ilości wody w ciągu ostatnich dni zmalało jej ciśnienie  w korytarzach i na szczycie „kolanka” owego dławika pojawiła się pusta komora, dzięki czemu prąc pod górę nurkowie nie muszą walczyć z prądem. Na kilku odcinkach, bliżej wyjścia, możliwe jest nawet brodzenie w wodzie zamiast nurkowania  (Fot.3). Właśnie takie obniżenie lustra wody w części korytarza spowodowało pilną decyzję o rozpoczęciu ewakuacji.    

 

Fot.4

 

Niestety, przez cały czas znów pada ulewny deszcz a prognozy satelitarne na najbliższe dni przewidują wyjątkowo obfite opady  (Fot.4), które mogą skutecznie zamknąć wejście do jaskiń nawet do października. Trwa więc dramatyczny wyścig z czasem, w miarę jak znowu wzrasta ciśnienie wody w korytarzach i ubywa tlenu w pieczarze, gdzie pozostała reszta grupy. Przez cały czas pracują pompy zainstalowane przez wojsko, które mają odprowadzać wodę i odblokować wyjście.Na miejsce dotarły już potężne naładowane baterie litowo-jonowe Powerwall, wyprodukowane przez Tesla Motors. Są one niezbędne do pracy kolejnych pomp usuwających wodę z jaskini. Tham Luang to kompleks jaskiń w skałach wapiennych, które są porowate i przepuszczalne, więc ulewne deszcze mogą dodawać wody na całej długości jaskiń.

 

Fot.5

 

Narongsak Osotthanakorn, gubernator prowincji Chiang Rai podał na konferencji prasowej w niedzielę, żę zespół operacyjny ratowników liczy 13 nurków i 5 żołnierzy z formacji Navy Seals. Ogółem w akcji bierze udział 90 osób: 50 z zagranicy i 40 z Tajlandii. Tymczasem operacja ratunkowa już pochłonęła pierwszą ofiarę. W drodze powrotnej do wyjścia z jaskini po zakończeniu zadania zginął Saman Kunan, jeden z płetwonurków z wojskowej jednostki ratowniczej (Fot.5).  Kapitan Aphakon Yungkeo, dowódca jednostki płetwonurków poinformował, że  „nurek, który zginął, był emerytowanym wojskowym, brał udział w operacji jako ochotnik. Zginął z powodu braku powietrza w jego akwalungu podczas dostarczania do odległej komory jaskini butli z tlenem. Pomimo śmierci naszego towarzysza, nadal będziemy dokładać wszelkich starań, aby wyprowadzić dzieci na powierzchnię”. Briefing prasowy transmitowała stacja telewizyjna Thai PBS.

Zanim jeszcze zaczęła się ewakuacja, Akkapol Chantawong, trener młodocianych piłkarzy, którzy zostali uwięzieni przez powódź  w krasowej jaskini w północnej Tajlandii, przekazał za pośrednictwem nurków list do rodziców swoich podopiecznych z przeprosinami oraz podziękowaniem za wsparcie. „Dziękuję wszystkim za wsparcie moralne i przepraszam wszystkich rodziców" — napisał. List został przekazany do wiadomości publicznej. Podobne, krótkie listy do rodziców napisało też kilku chłopców, ale żaden nie miał charakteru pożegnalnego.

 

 

Fot.6 Drużyna w komplecie

 

Dwunastu chłopców w wieku 11-16 lat z klubu piłkarskiego Mu Pa („Dzikie Świnie”) (Fot.7)  w miasteczku Mae Sai blisko granicy z Mjanmarem oraz ich 25-letni trener, chroniąc się przed ulewą, weszli 23 czerwca do jaskini Tham Luang Nang Non w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii, blisko granicy z Laosem. Zostali odcięci od świata przez nagłą powódź wywołaną przez ulewne deszcze. Kompleks jaskiń w porze deszczowej często zalewa woda, ponieważ w wapiennych skałach ma ona wiele szczelin przeciekania.  Miejscowy strażnik przyrody szybko zauważył  bagaże pozostawione przez grupę w niewielkiej odległości od wejścia  do jaskini, zaalarmował władze. Podjęto szybką i energiczną akcję ratunkową, z zaangażowaniem pomocy zagranicznych ekspertów i ekip ratunkowych. Po dziesięciu dniach, w ubiegły poniedziałek wieczorem  2 lipca, dwaj brytyjscy nurkowie odnaleźli chłopców i trenera, w głębi jaskini (Fot.6).Żywych i całych, ale osłabionych z głodu i w marnej kondycji psychicznej. Władze tajlandzkie twierdzą, że   grupa jest bezpieczna,  nurkowie dostarczyli uwięzionym żywność, wodę pitną i tlen w  butlach, a nastroje w grupie po jej odnalezieniu – co zrozumiałe - radykalnie się poprawiły.  

 

Fot.7. Zdjęcie chłopców w jaskini, 2 lipca.

 

Na początku rozważano kilka scenariuszy wydobycia chłopców z jaskini. Myślano nawet o dostarczaniu im żywności i czekaniu aż woda opadnie, nie wiedząc o deficycie tlenu w jaskini. Innym pomysłem było również dokopanie się do jaskini od góry z lasu.W reportażu fińskiej gazety z miejsca akcji pojawiła się bowiem informacja o tym, że chłopcy w jaskini twierdzili, iż wcześniej słyszeli dochodzące z zewnątrz odgłosy zwierząt, w tym szczekanie psów. Ożywiło to spekulacje na temat dotarcia do nich z zewnątrz, może jakąś szczeliną, albo przewiercając się od góry przez skałę, tak jak w Chile w 2010 roku. Jest jednak duża różnica warunków geologicznych. Oblicza się że skała nad nimi, chociaż jest miękkim i kruchym wapieniem, ma około kilometra grubości i bardzo trudną konfigurację terenu dla wykonania wiercenia, a zwłaszcza dla poszerzenia odwiertu później i uchronienia go przed dodatkowym zalaniem. Jest zresztą najbardziej prawdopodobne, że to „szczekanie psów” było złudzeniem akustycznym, jakie się często przytrafiają ludziom długo siedzącym w całkowitych ciemnościach i odciętym od wszelkich bodźców zewnętrznych. Jest możliwe, że tak zinterpretowali tylko kapanie  wody wzmocnione echem w odległej części jaskini.

Dramatem uwięzionej drużyny młodocianych piłkarzy żyje cała Tajlandia i pół świata. Podobno zaraz po odnalezieniu ich w jaskini, uwięzieni chłopcy pytali ratowników o wyniki Mundialu. Dowiedziawszy się o tym prezydent FIFA Gianni Infantino zaprosił całą drużynę na finał Mistrzostw do Moskwy. Może zdążą? Oby   

 

Fot.8 „Dzikie Świnie” wiosną na wycieczce

 

Bogusław Jeznach

 

W cyklu  RATOWNICTWO  na moim blogu jak dotąd ukazały się następujące pozycje:

01.Z konwojem do Donbasu (28.12.2014)

02.W razie zamachu (5.04.2016)

03.Znaleźć wrak (4.01.2018)

04.Dramat w tajskiej jaskini (4.07.2018)

05.Między wodą a tlenem (9.07.2018)

 

KOMENTARZE

  • Schronili się przed deszczem?
    Wprowadzenie tych dzieciaków do jaskini przez 2.5 kilometra krętą i odcinkami bardzo trudną do przeciśnięcia się drogą było szczytem idiotyzmu, za co ten kierownik powinien być solidnie ukarany.
    Oby skończyło się na jednej tylko śmiertelnej ofierze.
  • @Casey 03:51:58
    Podobno uciekali korytarzami do góry przed napierającą od wejścia wodą, tak jak przy każdej powodzi. Ale tez mi się nie chce w to wierzyć i myślę, że może to być próba wybielania trenera aby nie utrudniać na razie akcji ratowniczej. Chociaż mogło byc tak, że niektore dzieciaki w panice uciekały do gory same, a on nie chcąc rozpraszać grupy nie zapanował nad tym zachowaniem i sam sie dołączyl. Dowiemy się tego później. Jest tam wiele niewiadomych a sytuacja staje się coraz trudniejsza.
    Pozdrawiam BJ
  • Ośmiu uratowanych
    Agencje podają, że w dniu dzisiejszym z jaskini Tham Luang w Tajlandii wyniesiono na powierzchnię i przetransportowano do szpitala kolejnych czterech chłopców. W sumie uratowano już ośmiu. W dniu jutrzejszym oczekuje się wydobycia jeszcze czterech, a na końcu wyprowadzenie ich trenera. Dzieci są wyciągane w lekkim sprzęcie do nurkowania. Około jednego kilometra z pięciu, które dzielą je od wyjścia z jaskini, przepływają pod wodą w towarzystwie doświadczonych nurków. Muszą wtedy pokonać na ślepo najtrudniejszy, bardzo ciasny odcinek skalnego korytarza prowadzący pod górę i pod prąd przybierającej wody. Wskutek niedotlenienia i wygłodzenia chłopcy są już na tyle osłabieni, że nurkowie muszą ich przepychać siłą. Całość trasy ewakuacji, której pokonanie zajmuje 6-7 godzin w jedną stronę, podzielono technicznie na trzy etapy, każdy obsługiwany przez inny zespół nurków. Po drugim etapie chłopcy docierają do rozszerzonej pieczary, skąd można już dotrzeć do wyjścia brodząc ok. 2 km, ale są wtedy tak już wyczerpani, że ekipy ratownicze wyprowadzają ich eskortując.
  • @Casey 03:51:58
    "Wprowadzenie tych dzieciaków do jaskini przez 2.5 kilometra krętą i odcinkami bardzo trudną do przeciśnięcia się drogą było szczytem idiotyzmu"

    Dodać do tego nagle 50 członków międzynarodówki ratowniczej w tym brytoli i sprawa rzeczywiście zaczyna cuchnąć....

    Moim zdaniem, ktoś czegoś szukał, a ta sprawa z młodymi chłopakami to ściema jak ta z lampionami "Lasu Smoleńskiego" w TV lub jak z tą małolatą z USA co nigdy nie była w Iraku, a widziała jak Saddam gazował Kurdów.

    Ostatnio dowiedziałem się o sprawie skarbów zrabowanych przez Japończyków podczas IIWŚ w Azji. Podobno mieli je ukryć gdzieś na Filipinach. Mogły być wielokrotnie większe niż te, które zrabowały szkopy z Europy. Kto wie czy i w Tajlandii coś się gdzieś z tego zapodziało. Łapę na tych z Filipin położyło USA decyzją Trumana. Reszty mogą jeszcze szukać gdzie indziej. Być może w Tajlandii.

    Pozdro!
  • @Bogusław Jeznach 21:26:05
    5*

    Ukłony

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930