Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4363 posty 1977 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Dramat w tajskiej jaskini

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

RATOWNICTWO (04): W Tajlandii trwa akcja ratownicza w celu uwolnienia dwunastu chłopców i trenera odciętych w zalanej wodą jaskini.

 

 

W czasie, gdy w Rosji rozgrywają się ciekawe mistrzostwa świata w piłce nożnej w wykonaniu najlepszych drużyn narodowych z całego świata, w Tajlandii trwa dramat i akcja ratunkowa dwunastu członków młodzieżowej drużyny piłkarskiej Mu Pa (po tajsku: "Dzikie Świnie") i ich trenera, którzy utknęli po wejściu do 7-kilometrowej jaskini Tham Luang Nang Non na północy Tajlandii, blisko granicy z Laosem. Schronili się tam przed ulewą, która jednak szybko zalała część jaskini i odcięła im drogę powrotną.

Wydarzenia te śledzą media na całym świecie. Miejsce jest bowiem popularne wśród turystów oraz mieszkańców okolicy. W pobliżu, w sąsiedniej jaskini znajduje się słynna swiątynia buddyjska Tham Khao Luang (na zdjęciu powyzej). 23 czerwca, gdy zaginęła 12 osobowa grupa chłopców (w wieku 11-16 lat) plus ich trener (25 lat), strażnik miejscowego parku narodowego zaalarmował władze znalazłszy u wejścia do jaskini Tham Luang pozostawione bagaże tej grupy. Ruszyły poszukiwania z udziałem płetwonurków i wojska, które zakończyły się sukcesem dopiero po 10 dniach w poniedziałek 2 lipca. Nagranie z odnalezienia drużyny trafiło do sieci i dało nadzieję, że akcja ratunkowa zmierza do szczęśliwego finału. Na tym jednak nie koniec, ponieważ dostęp do zaginionych jest mocno utrudniony, a ich uratowanie będzie wymagać skomplikowanej i ryzykownej operacji logistycznej.

Zaginieni chłopcy i ich trener zostali znalezieni w kompletnych ciemnościach  w miejscu, któremu wprawdzie nie grozi zalanie, i gdzie jest dość powietrza, ale które jest oddzielone głęboką wodą od pozostałej części jaskini. Narongsak Osatanakorn, gubernator prowincji Chiang Rai, gdzie znajduje się jaskinia Tham Luang, powiedział w rozmowie z mediami, że akcja ratunkowa jest utrudniona ze względu na to, że przejścia w jaskini są bardzo wąskie. Nurkowie mają problem z przepływaniem korytarzami z pełnym ekwipunkiem. Jak na razie zabezpieczyli przejście umieszczając tam linę oraz przynosząc dodatkowe butle z tlenem.

Tajlandzkie wojsko wydało oświadczenie, w którym poinformowano, że chłopcom i ich opiekunowi dostarczone zostaną zapasy jedzenia na... cztery miesiące. Nie wiadomo jeszcze, czy ratownicy nastawiają się na to, że ich akcja będzie trwała właśnie tak długo. Odnalezionym podano już żele energetyczne, które mają poprawić ich kondycję fizyczną. Stale monitorowany jest także ich stan zdrowia. Większość chłopców czuje się dobrze, nie mają także żadnych obrażeń a ich kondycja psychiczna po odnalezieniu bardzo się poprawiła. Wszyscy, łącznie z trenerem, są wierzącymi i praktykującymi buddystami i wierzą, że życie uratowało im dziewięć dni żarliwych modlitw o głodzie i w ciemnościach.

Zabezpieczenie zapasów jedzenia i tlenu to jedno, a bezpieczna ewakuacja drużyny to drugie. Na miejsce przybyli już eksperci w dziedzinie ratownictwa jaskiniowego z całego świata. Media informują o kilku możliwych scenariuszach wydostania chłopców i trenera z jaskini. Pierwszy to odczekać cztery miesiące, aż minie pora deszczowa i wody opadną na tyle, że uwolnią uwięzionych. CBS News informuje, że służby ratownicze pracują także nad wypompowywaniem wody z jaskini, ale to też może potrwać. Jeszcze inne służby skupiają się z kolei na szukaniu szybów i szczelin na zboczu góry, które mogłyby posłużyć jako wyjście ewakuacyjne.

Najbardziej jednak prawdopodobny scenariusz to nauczenie odnalezionych nurkowania. Wówczas  mogliby o własnych siłach opuścić zalaną komnatę.Uwięzione w tajlandzkiej jaskini Tham Luang dzieci musiałyby przepłynąć pod wodą kilka długich odcinków z pomocą specjalnego sprzętu. To najskuteczniejsza, najszybsza i najmniej kosztowna metoda ich ocalenia – ocenia rosyjski ekspert ratownictwa jaskiniowego Michaił  Fadiejew. Przez całą jaskinię trzeba przeciągnąć pod wodą linę, żeby chłopcy i ich trener nie zboczyli z drogi.

„Woda wypełnia niektóre pomieszczenia w jaskini pod sam sufit, tworząc tak zwane syfony. Zapewne  kilka takich syfonów dzieci będą musiały przepłynąć w zanurzeniu. Długość takich odcinków jest różna. Chodzi zatem o specjalny sprzęt, bo takie odcinki wypełnione wodą są z pewnością zbyt długie, żeby można je było przepłynąć metodą zwykłego nurkowania, po nabraniu powietrza w płuca (…) Ewakuacja nie nastąpi prędko, bo wymaga oswojenia ze sprzętem i psychologicznego przygotowania, ale potem  wystarczy jeden dzień do przeprowadzenia całej operacji. Wydaje mi się, że skuteczne działania ratowników i świadomość samych dzieci sprawią, że historia zakończy się szczęśliwie" — mówi Fadiejew.

Z kolei Anmar Mirza, który jest amerykańskim ekspertem od przeprowadzania akcji ratunkowych w jaskiniach i ma 30 lat doświadczenia, zwraca uwagę na mankamenty tego rozwiązania. „Nurkowanie w jaskini jest niesamowicie niebezpieczne nawet dla osób mających duże doświadczenie w tej dziedzinie, a co mówić o tych, którzy tego doświadczenia nie mają. Większość z tych chłopców nie umie nawet pływać. Oni zostaną postawieni w sytuacji, gdzie będą musieli polegać na sprzęcie, a jakakolwiek awaria sprzętu trwająca nawet minutę może okazać się dla każdego z nich śmiertelna, zwłaszcza gdy wpadną w panikę” – ocenił ekspert. Do przepłynięcia pod wodą jest około 2,5 km w ciasnych i krętych przejściach, przy silnych a zmiennych prądach i prawie zerowej widoczności w mętnej wodzie. Dwóm brytyjskim nurkom jaskiniowym, którzy odnaleźli tę grupę, przepłynięcie tego odcinka zajęło 4 godziny. 

Akcja ratownicza trwa. U wejścia do jaskini modlą się rodziny uwięzionych, a media na cały świecie przypominają dużo trudniejszy przypadek z Copiapó w Chile w 2010 roku, kiedy to w wyniku trzęsienia ziemi na głębokości 700 metrów i 5 km od wejścia do kopalni miedzi na pustyni Atakama uwiezionych zostało 33 górników. Pierwszy sygnał od nich uzyskano dopiero po 17 dniach, a  całą grupę uwolniono po 69 dniach wywiercając wąski ukośny szyb w skale górotworu, przez który wyciągano ich po kolei w jednoosobowej, ciasnej kapsule (nazwanej „ataúd” – trumna). Przedtem dostarczano im przez rurę żywność, wodę itp. Wszyscy wytrwali w dobrym zdrowiu,  i też – co podkreślano - dzięki modlitwom, w których umacniał ich najbardziej wierzący spośród nich katolik, który samorzutnie stał się liderem całej grupy i został  potem okrzyknięty bohaterem. (BJ)  

 

01.Z konwojem do Donbasu (28.12.2014)

02.W razie zamachu (5.04.2016)

03.Znaleźć wrak (4.01.2018)

04.Dramat w tajskiej jaskini (4.07.2018)

KOMENTARZE

  • Szczekanie psów
    W reportażu fińskiej gazety z miejsca akcji pojawiła się informacja o tym, że chłopcy w jaskini twierdzą, iż słyszeli dochodzące z zewnątrz odgłosy zwierząt, w tym szczekanie psów. Ożywiło to spekulacje na temt dotarcia do nich z zewnątrz, może jakąś szczeliną, albo przewiercając się od góry przez skałę, tak jak w Chile. Oblicza się że skała nad nimi ma co najmniej 1 km grubości i bardzo trudną konfigurację terenu dla wykonania wiercenia, a zwłaszcza dla poszerzenia odwiertu później.
    Jest zresztą możliwe (i najbardziej prawdopodobne), że to „szczekanie psów” było złudzeniem akustycznym, jakie się często przytrafiają ludziom długo siedzącym w całkowitych ciemnościach i odciętym od wszelkich bodźców zewnętrznych.
  • Zginął ratownik
    W Tajlandii w jaskini Tham Luang, gdzie trwa operacja przygotowania do wyprowadzenia na powierzchnię uwięzionych tam nastolatków i ich trenera, zginął nurek, poinformował kapitan Aphakon Yungkeo, dowódca jednostki płetwonurków. Briefing prasowy transmitowała stacja telewizyjna Thai PBS. „Nurek, który zginął, był emerytowanym wojskowym, brał udział w operacji jako ochotnik. Zginął z powodu braku powietrza w jego akwalungu podczas dostarczania do odległej komory jaskini butli z tlenem” — powiedział oficer. Sprecyzował, że nurek zginął w drodze powrotnej do wyjścia z jaskini po zakończeniu zadania. „Pomimo śmierci naszego towarzysza, nadal będziemy dokładać wszelkich starań, aby wyprowadzić dzieci na powierzchnię” — obiecał kapitan Yungkeo. Nurkowie dostarczają do odległych grot jaskini butle z tlenem, aby utrzymać odpowiednią zawartość procentową tlenu w powietrzu w grocie. Tlen jest używany również podczas napełniania ściśniętych powietrzem butli akwalungów. Dwunastu nastolatków z lokalnej drużyny piłkarskiej i ich trener zaginęli 23 czerwca. Weszli do 7-kilometrowej jaskini Tham Luang i zostali odcięci od wyjścia z powodu nagłej powodzi. Poszukiwania trwały dziesięć dni. Dzieci i ich trener zostali znalezieni żywi w jaskini, ale osłabieni z głodu. Dopóki pada, wyjście z jaskini jest zamknięte przez wodę.
  • Pomysł Elona Muska
    Amerykański miliarder i wynalazca Elon Musk wymyślił sposób na uratowanie dzieci, które utknęły w jaskini w Tajlandii. Jego zdaniem należy przeciągnąć nylonową rurę do zablokowanych ludzi i nadmuchać ją powietrzem, aby utworzył się podwodny tunel powietrzny. Szef SpaceX wysłał już do Tajlandii zespół inżynierów. Na miejsce wysłano także potężne naładowane baterie litowo-jonowe Powerwall, wyprodukowane przez Tesla Motors. Są one niezbędne do pracy pomp wypompowujących wodę z jaskini. Nie poinformowano jeszcze, czy tajlandzkie władze przyjęły ofertę pomocy od Muska. Dwunastu nastolatków z klubu piłkarskiego wraz z trenerem zostało uwięzionych w jaskini Tham Luang, gdzie nagła powódź odcięła im drogę do wyjścia. Szukano ich przez 10 dni, a obecnie ratownicy pracują nad sposobem wyprowadzenia ich na powierzchnię.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031