Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4363 posty 1977 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 30 czerwca 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1122) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Przywódcy państw i rządów 28 krajów członkowskich UE osiągnęli porozumienie ws. kryzysu migracyjnego - poinformował po prawie 15-godzinnych negocjacjach na szczycie w Brukseli premier Luksemburga Xavier Bettel.Doniesienia, że uczestnikom spotkania udało się jednak dogadać, potwierdził również przewodniczący Rady Europejskiej  Donald Tusk.  «Liderzy 28 krajów porozumieli się w sprawie wniosków ze szczytu, w tym migracji" — napisał na Twitterze. Dyskusja europejskich polityków była bardzo burzliwa. W centrum negocjacji znalazły się Włochy, które zablokowały dokument końcowy szczytu, nie zgadzając się z wnioskami ws. polityki migracyjnej. Zadowolenie z zawartego porozumienia wyraził  m.in prezydent Francji Emmanuel Macron. „Nie jesteśmy wyspą i musimy stawić czoła temu wyzwaniu, dochowując wierności naszym wartościom- podkreślił.

 

*Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaproponował liderowi Francji Emmanuelowi Macronowi wycofanie się z Unii Europejskiej, donosi Washington Post, powołując się na europejskie źródła rządowe.Jak poinformowano, Trump i Macron pod koniec kwietnia rozmawiali w Białym Domu o problemach handlowych. „A może byście wyszli z UE?” — rzekomo zapytał Trump, informują źródła. Następnie prezydent USA obiecał, że w przypadku wyjścia z Unii Europejskiej zaoferuje Francji dwustronną umowę handlową na lepszych warunkach niż tę, którą posiada UE jako jednolita organizacja. Prezydent Trump miał też powiedzieć Macronowi, że Unia Europejska jest „gorsza od Chin” w handlu. Biały Dom odmówił komentarza w sprawie doniesień Washington Post, ale ich nie zdementował. Materiał opublikowany w rubryce „Opinie” jest powiązany w czasie z podróżą Trumpa do Europy, do której wybiera się na szczyt NATO i spotka się w Helsinkach z Putinem. Szczegóły spotkania prezydenta Trumpa z Macronem z 24 kwietnia obfitują w obawy przed zbliżającą się wojną handlową w następstwie decyzji Waszyngtonu o nałożeniu wysokich ceł na import stali i aluminium z UE, Kanady i Meksyku.

 

*Nieporozumienia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a krajami Unii Europejskiej osiągnęły poziom, który zagraża dalszemu istnieniu NATO. Szef sojuszu czyni to wyznanie i wie, kto jest winien wszystkiemu.Ameryka i Europa muszą się zjednoczyć, aby zapobiec upadkowi partnerstwa transatlantyckiego, mówi sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Jak pisze gazeta „The Guardian”, szef sojuszu jest przekonany, że różnice pomiędzy krajami Unii Europejskiej i USA osiągnęły poziom, który zagraża dalszemu istnieniu NATO. Bezprecedensowe napięcia pomiędzy Europą i Ameryką zostały sprowokowane przez Donalda Trumpa. Czy to możliwe, że NATO, zaprojektowane w celu ochrony przed zagrożeniami zewnętrznymi, może rozpaść się od wewnątrz z powodu drobnych kłótni o to, kto nie zapłacił za bankiet? Poprzednia administracja Białego Domu nie przywiązywała dużej wagi do tych „drobiazgów”. I wszyscy płacili tyle, ile uważali za słuszne. Zgodne z regulminem 2% budżetu płaciły tylko Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. I to było zrozumiałe: nie pieniądze są najważniejsze, najważniejsze jest zwarcie szeregów przeciwko wspólnemu wrogowi. Ale Donald Trump jest przede wszystkim biznesmenem i postanowił raz na zawsze uporządkować tę księgowość. Wszelkie sojusze, rady, porozumienia klimatyczne, według jego pragmatycznych obliczeń, tylko kosztują pieniądze podatników.Jeśli wspomnieć kampanię wyborczą Trumpa, to wielokrotnie poddawał w wątpliwość użyteczność NATO w dzisiejszym świecie: sojusznicy mało pieniędzy wydają na obronę, wszystko spoczywa na barkach Amerykanów, a zadania NATO są nieaktualne. I nawet kiedy wszedł do Białego Domu, nadal krytykował NATO, nazywając sojusz przestarzałym. Pierwsza otrzymała rachunek Angela Merkel — zamiast bukietu kwiatów na pierwszym spotkaniu. W ciągu roku rachunki dostali także inni członkowie sojuszu — Rumunia, Grecja, kraje nadbałtyckie. Jeśli ktoś został przeoczony, na zbliżającym się szczycie NATO w lipcu wszyscy otrzymają swoje. Czy nie to tak przeraża Europejczyków? Jens Stoltenberg podaje wiele powodów podziału w ramach NATO. Są to kwestie takie jak handel, zmiana klimatu i porozumienie nuklearne z Iranem. Istnieje również problem palestyńsko-izraelski, uchodźcy, stosunki z Rosją, Krym oraz spory pomiędzy USA i Turcją w sprawie zakupu broni. Jak by nie było, po raz pierwszy od 70 lat istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego, jego szef dostrzega kryzys instytucjonalny. I natychmiast wzywa do robienia wszystkiego, aby uratować sojusz. Możliwe, że wszystkie te stwierdzenia to tylko wstęp do kolejnej promocji mitu o „rosyjskim zagrożeniu”. Czy tak się stanie, okaże się po szczycie NATO. Chociaż, jak pisze „The Times”, jeśli Trump w Brukseli poczuje, że jest traktowany bez należytego szacunku, może po prostu rozwiązać jednostkę wojskową za pomocą tylko jednej wiadomości na Twitterze. Tekst może być taki: „Właśnie opuściłem ostatni szczyt słabego, nieudanego NATO. Dla naszych tzw. sojuszników, zazdrośników i przegranych czas się skończył. Chcecie, aby Stany Zjednoczone was chroniły, gdy sami za to nic nie płacicie i wykorzystujecie nas w handlu? Za nic w świecie! Nasz kraj opuszcza Europę z jej problemami. Przyzwyczajajcie się!”.

 

*Amerykańskie media donoszą, że Trump jest gotów zawrzeć z Putinem umowę o wycofaniu wojsk USA z Syrii. W tym przypadku syryjska armia rządowa będzie miała możliwość ustanowienia kontroli nad południowo-wschodnimi regionami kraju. Jednocześnie nie wiadomo, czy rzekoma transakcja jest częścią tego „ustępstwa” ze strony Rosji, o którym wcześniej mówił sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zamierza przedyskutować z prezydentem Rosji Władimirem Putinem wycofanie amerykańskich wojsk z Syrii  na spotkaniu w Helsinkach, donosi CNN, powołując się na źródła. Według stacji telewizyjnej Trump jest gotów wycofać wojska USA i proamerykańskie jednostki z południowo-zachodniej Syrii, jeśli Rosja zamknie Iranowi dostęp do tych obszarów. Jak zaznaczono, Trump uważa, że​​amerykańska armia powinna jak najszybciej opuścić Syrię, dlatego jest gotów oddać południowo-zachodnie tereny pod kontrolę sił rządowych Syrii. Warto zaznaczyć, że o dążeniu Trumpa do wycofania wojsk z Syrii wiadomo już dość dawno. „Ścisnęliśmy PI za gardło. Opuścimy Syrię prawdopodobnie bardzo szybko” — powiedział Trump podczas wystąpienia w Richfield, Ohio, 30 marca. Przy tym szef Białego Domu podkreślił, że zamierza to zrobić po całkowitym zniszczeniu PI. Temat możliwego wycofania amerykańskich wojsk z Syrii został podniesiony także wcześniej w prywatnych rozmowach Trumpa z doradcami, donosi Reuters, powołując się na dwa anonimowe źródła z administracji prezydenckiej. Według Pentagonu obecnie w Syrii przebywa około 2000 amerykańskich żołnierzy. To mniej niż w wielu innych krajach na Bliskim Wschodzie. Na przykład, według danych Pentagonu za wrzesień 2017 rok, największy kontyngent Stanów Zjednoczonych znajduje się w Afganistanie, gdzie dyslokowano 15 298 wojskowych i 1 202 cywilnych pracowników Departamentu Obrony, w Iraku służy 8892 żołnierzy. Zgodnie z amerykańską strategią bezpieczeństwa narodowego misją armii USA jest utrzymanie równowagi sił i zapewnienia bezpieczeństwa Ameryki i jej sojuszników przed możliwymi atakami terrorystycznymi w regionie Bliskiego Wschodu. Nie wiadomo, czy domniemany układ w Syrii jest tym samym ustępstwem, jakiego Biały Dom oczekuje od Kremla — wcześniej o tym mówił sekretarz stanu Mike Pompeo. Według niego Trump rozpatruje powrót Moskwy do społeczności międzynarodowej jako „nieunikniony”, a „ustępstwa” z jej strony mogą pozwolić jej dołączyć do G7. Sekretarz stanu nie był w stanie powiedzieć, jakich kroków oczekuje się od Rosji, ale podkreślił, że Trump nadal uważa za „nielegalne” wejście Krymu w skład Federacji Rosyjskiej w 2014 roku, co doprowadziło do wydalenia kraju z organizacji. Sam Trump wyraził nadzieję, że jego spotkanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem zmniejszy napięcie w stosunkach między oboma krajami.

 

*USA ostrzegły władze Syrii przed ofensywą wojskową w strefie deeskalacji w południowo-zachodniej części kraju i wezwały Rosję do wpłynięcia na Damaszek w celu zachowania takiej strefy. „Stany Zjednoczone nadal są zaniepokojone doniesieniami o przyszłych operacjach syryjskiego rządu w południowo-zachodniej Syrii w obszarach strefy deeskalacji uzgodnionej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Jordanią i Federacją Rosyjską w ubiegłym roku i potwierdzonej przez prezydenta Donalda Trumpa i Władimira Putina w listopadzie w Danang w Wietnamie” — czytamy w oświadczeniu Departamentu Stanu. „Ponownie informujemy, że wszelkie działania wojskowe syryjskiego rządu przeciwko południowo-zachodniej części strefy deeskalacji mogą doprowadzić do rozszerzenia konfliktu. Potwierdzamy, że Stany Zjednoczone podejmą stanowcze i zdecydowane działania w odpowiedzi na naruszenia syryjskiego rządu w tej dziedzinie” — zaznaczył resort polityki zagranicznej. Departament Stanu oświadczył, że porozumienie o zawieszeniu broni i południowo-zachodnia strefa deeskalacji miały na celu zmniejszenie konfliktu w kraju, ratowanie życia ludzi i stworzenie warunków do „bezpiecznego i dobrowolnego powrotu wysiedlonych osób do swych domów”. Jak zaznacza Departament Stanu, dzięki istniejącym kanałom dyplomatycznym udało się uniknąć wznowienia działań wojennych przez prawie rok. „Ofensywa militarna syryjskiego reżimu w tej strefie zawieszenia ognia rzuciłaby wyzwanie tym inicjatywom, które do tej pory odnosiły sukces” — przekonuje resort.Departament Stanu uważa za niezwykle ważne, aby trzy kraje wspierające południowo-zachodni obszar deeskalacji dołożyły wszelkich starań w celu zapewnienia wypełniania porozumień osiągniętych w ubiegłym roku. „Rosja jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ ponosi należytą odpowiedzialność za wykorzystanie swojego dyplomatycznego i wojskowego wpływu na syryjski rząd w celu zaprzestania ataków i zmuszenia rządu do zaprzestania dalszych ofensyw militarnych. Prosimy Rosję o wypełnienie swoich zobowiązań zgodnie z rezolucją 2254 Rady Bezpieczeństwa ONZ i porozumieniem w sprawie zawieszenia ognia na południowym zachodzie Syrii. ” — dodał Departament Stanu.

 

*Europa i Stany Zjednoczone nie będą uczestniczyć w odbudowie Syrii – powiedział prezydent kraju Baszar al-Assad w programie „Podsumowanie tygodnia z Iradą Zejnałową” na NTV.Prezydent nazwał wypowiedzi niektórych polityków, że Damaszek nie może liczyć na pomoc, dopóki obecny rząd jest u władzy, „najlepszym oświadczeniem Zachodu podczas trwania  wojny w Syrii”. Jak podkreślił, nie zamierza angażować Europy i USA w projekty odbudowy. Nie pozwolimy im na to. Czy przyjdą z pieniędzmi, czy nie? Zaproponują nam pożyczkę, darowiznę lub granty, cokolwiek – nie potrzebujemy Zachodu. Zachód jest daleki od rozumienia „uczciwości”: nie daje, a tylko bierze – wyjaśnił.Al-Assad zaznaczył, że jego kraj będzie polegał wyłącznie na własnych siłach, a w trudnych sytuacjach – na przyjaciół. – Być może odbudowa Syrii zajmie więcej czasu, ale nie ma powodu do niepokoju – zapewnił. Jednocześnie zaznaczył, że wiele europejskich firm próbuje wejść na syryjski rynek, ale kierują się jedynie względami materialnymi. Jak dodał, ekspansja ta jest wspierana przez rządy państw unijnych, ale na razie nie afiszują się z tym. Jeśli chodzi o odbudowę kraju po wojnie, mówicie 400 mld plus minus. Przykładowo to cały rynek, cała gospodarka, inwestycje – powiedział al-Assad.

 

*Prezydent USA Donald Trump uważa kwestię uznania Krymu za rosyjski za „otwartą”. „Zobaczymy" — powiedział Trump, pytany przez dziennikarzy w piątek na pokładzie Air Force One, czy rozważa uznanie Półwyspu Krymskiego za podmiot Federacji Rosyjskiej. Jak dodał, kwestia krymska będzie jednym z wielu punktów programu podczas jego spotkania z Władimirem Putinem. O utratę przez Ukrainę półwyspu amerykański przywódca obwinił swego poprzednika Baracka Obamę. — Prezydent Obama zezwolił, by do tego doszło, co jest bardzo niefortunne — mówił Trump. „To było za kadencji prezydenta Obamy" – podkreślił. Wcześniej portal BuzzFeed poinformował, że Trump podczas kolacji ze światowymi przywódcami na szczycie G7 w Kanadzie powiedział, iż „Krym jest rosyjski, ponieważ wszyscy, którzy tam mieszkają, mówią po rosyjsku". Spotkanie przywódców USA i Rosji zaplanowano na 16 lipca w Helsinkach. 

 

*Pentagon analizuje koszty i skutki, jakie miałoby wycofanie lub przeniesienie amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech. Jest to efekt rosnącego napięcia między Donaldem Trumpem a Angelą Merkel - informuje „The Washington Post”, powołując się na własne źródła.Jak pisze amerykańska gazeta, Trump jest porażony liczebnością amerykańskich żołnierzy w Niemczech, gdzie obecnie stacjonuje ich 35 tys. Prezydent miał się skarżyć, że inne kraje nie przyczyniają się tak samo do zapewnienia bezpieczeństwa lub nie przeznaczają wystarczającej kwoty na rzecz sojuszu. Europejscy sojusznicy USA są zaniepokojeni tymi doniesieniami i próbują ustalić czy Trump faktycznie ma takie plany, a może jest to strategia jego rokowań przed lipcowym  szczytem  NATO w Brukseli. Rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego zaprzeczył, aby Rada wystąpiła z wnioskiem o analizę ws. wycofania amerykańskich wojsk z Niemiec. Rzecznik Pentagonu Eric Pahon również zdementował te informację. Jak dodał, stacjonowanie wojsk USA za granicą „podlega stałej ocenie oraz analizie kosztów i korzyści". Pahon zapewnił, że USA w dalszym ciągu zamierzają wywiązywać się ze swoich zobowiązań wobec Niemiec i NATO".    

 

* Turecki lider Recep Tayyip Erdogan powiedział, że reforma Organizacji Narodów Zjednoczonych jest nieunikniona - informuje agencja Anadolu. Podobny punkt widzenia Erdogan zaprezentował w czasie przemówienia w Stambule na uroczystości wręczenia międzynarodowej nagrody pokojowej „Gałązka Oliwna". „Dwulicowość wspólnoty międzynarodowej i dwulicowość organizacji międzynarodowych, do których zadań należy zapewnianie pokoju i bezpieczeństwa, urosła do takich rozmiarów, przy których trudno już ukryć uprzedzenie" — oświadczył prezydent Turcji. Dlatego też Ankara apeluje o reformę ONZ.Turecki lider dodał, że system międzynarodowy ukształtowany z uwzględnieniem interesów pięciu państw — stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ — nie ma przyszłości. Według niego reforma ONZ jest rzeczą nieuniknioną.

 

* Rosyjska senator Walentina Matwijenko oświadczyła, że kryzys w ONZ wynika z faktu, że organizacja „stoi poszczególnym państwom na przeszkodzie w ich dążeniu do zajęcia wyjątkowej pozycji na świecie". Rozważania na temat kryzysu w łonie ONZ odzwierciedlają dążenie poszczególnych państw do uwolnienia się spod norm prawa międzynarodowego — uważa przewodnicząca Rady Federacji Rosyjskiej Walentina Matwijenko. Swoją opinią rosyjska senator podzieliła się z periodykiem „Parlamentskaja gazieta" wydanym z okazji Dnia Parlamentarzysty obchodzonego w Rosji 27 kwietnia. „Uważam, że słowo „kryzys" jest w danym przypadku zbyt silne" — powiedziała Matwijenko, dodając, że zasady leżące u podstaw działalności ONZ utrzymują swoją moc. „Ale to, że przechodzi teraz ciężkie chwile to niewątpliwie prawda. Niestety to fakt" — zauważyła senator. Jej zdaniem „za akcentowaniem kryzysu w łonie ONZ, innych instytucji i organizacji nierzadko skrywa się dążenie niektórych państw, ich środowisk rządzących do uwolnienia się od instytucji i norm prawa międzynarodowego, bowiem stoją one na przeszkodzie ich dążeniom do zajęcia wyjątkowej pozycji na świecie".  „A tego rodzaju tendencje narastają. Na świecie, przesyconym bronią jądrową, takie zachowanie jest śmiertelnie niebezpieczne" — podkreśliła Walentina Matwijenko. Rosyjska senator przypomniała, że pozycja Rosji w danej kwestii jest zrównoważona i jasna: ONZ potrzebuje zmian, których celem jest doprowadzenie jej Konstytucji i działalności do zgodności ze współczesnymi realiami, tak aby w pełnej mierze pełniła swoją misję, dla której została powołana do życia. „A tą misja jest uwolnienie ludzkości od groźby trzeciej wojny światowej, zapewnienie jednakowego bezpieczeństwa wszystkim narodom, wielobiegunowego i demokratycznego porządku światowego" — podkreśliła szefowa Rady Federacji. Zasady leżące u podstaw ONZ po dziś zachowują swoją aktualność — przekonuje Matwijenko. „Zadaniem wspólnoty międzynarodowej jest nie ich łamanie, lecz tworzenie mechanizmów ich realizacji odpowiadających obecnym warunkom" — zakończyła rosyjska senator.

 

* USA sporządziły listę krajów, które nie popierają ich stanowiska w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. USA sporządziły listę krajów głosujących w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ zgodnie ze stanowiskiem Waszyngtonu, a także krajów, które w większości przypadków występują przeciwko. Zgodnie z raportem Departamentu Stanu w ubiegłym roku Zgromadzenie Ogólne ONZ rozpatrywało 93 projekty rezolucji. W 31% przypadków większość państw członkowskich ZO ONZ głosowała tak jak USA — to o 10% mniej niż w 2016 roku. Podobny raport ukazuje się w USA od 34 lat i publikowany jest co roku. Na liście dziesięciu krajów, których decyzje zbiegały się najczęściej z decyzją Stanów Zjednoczonych podczas głosowania w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, znalazły się Izrael, Mikronezja, Kanada, Wyspy Marshalla, Australia, Wielka Brytania, Francja, Palau, Ukraina, Czechy. Na liście państw, których światopogląd odbiegał maksymalnie od amerykańskiego okazały się Zimbabwe, Burundi, Iran, Syria, Wenezuela, Korea Północna, Turkmenia, Kuba, Boliwia i RPA. Amerykański naród płaci 22% do budżetu ONZ — to więcej niż trzy pozostałe państwa subsydiujące razem wzięte. Pomimo tej szczodrości inne państwa w ONZ głosowały razem z nami tylko w 31% przypadkach. Tak niskiego wskaźnika nie było od 2016 roku" — czytamy w oświadczeniu ambasadora USA przy ONZ Nikkey Haley. Jak mówi, „w kontekście naszych inwestycji to rzecz nie do przyjęcia. Haley przypomniała, że po rozpoczęciu pracy na stanowisku ambasadora USA przy ONZ obiecała sobie, że będzie prowadzić ewidencję państw, które sprzeciwiają się amerykańskim interesom. „Ta lista wyników głosowania mówi sama za siebie. Prezydent USA Donald Trump chce, aby nasze wsparcie w postaci dolarów — najhojniejsze na świecie — zawsze służyło amerykańskim interesom. Pomóżmy mu zobaczyć, że amerykański naród nie jest niewystarczająco doceniany" — czytamy w oświadczeniu ambasadorki USA przy ONZ.

 

* Nowy socjalistyczny premier Hiszpanii Pedro Sanchez, w pierwszym po zaprzysiężeniu jego rządu 2 czerwca wywiadzie telewizyjnym, którego udzielił 18 czerwca, zapowiedział ekshumację szczątków gen. Francisco Franco z mauzoleum w Dolinie Poległych. Przywódca PSOE stwierdził, że grobowiec gen. F. Franco „dzieli Hiszpanów” i dlatego zostanie usunięty, choć nie jest jeszcze znana dokładna tego data.Hiszpańscy socjaliści uprawiają równie barbarzyńską „politykę historyczną” jak w Polsce PiS, również wyrażający pragnienie ekshumacji przeciwników politycznych z minionego historycznie ustroju pochowanych w okazałych grobach na cmentarzu wojskowym. PSOE powtarza nawet to samo co PiS bałamutne uzasadnienie, jakoby rozniecanie i rozognianie sporów wokół przeszłości miało w rzeczywistości służyć budowaniu jedności narodowej i konsensu historycznego. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie i zarówno w Polsce jak i w Hiszpanii mamy dziś do czynienia z rządami zakompleksionych mściwych zawistników, pragnących „odegrać się” na zmarłych i ich grobach za minione klęski własnego obozu. Francisco Franco był politycznym i wojskowym przywódcą hiszpańskiej kontrrewolucji przeciwko rządom proradzieckiej socjalistycznej i anarchistycznej lewicy, którą pozbawił władzy i zepchnął do politycznego podziemia oraz usunął na emigrację w drodze zamachu stanu i wojny w latach 1936-1939. Kontrrewolucja frankistowska szybko jednak wytraciła impet; Generał nie zdecydował się na wyzwolenie Gibraltaru ani sojusz z Niemcami, w wyprawie na Związek Radziecki wzięła zaś udział jedynie hiszpańska dywizja ochotnicza. Po wygranej przez Anglosasów wojnie i podboju przez nich większości Niemiec, F. Franco odsunął od władzy w Madrycie falangistów i przekazał rządy postępowym katolikom, którzy dokonali liberalizacji ustroju budując kapitalizm i społeczeństwo konsumpcyjne, oraz doprowadzając do instalacji w kraju baz amerykańskich i wstąpienia Hiszpanii do NATO. Już w ostatnich latach rządów Caudillo kontrrewolucja była jedynie zewnętrzną atrapą, za którą skrywały się typowe dla państw zachodnich struktury społeczno-gospodarcze i podległość USA. Po śmierci F. Franco jej losu nie mogła uratować restauracja monarchii z uzurpatorskiej linii dynastycznej – król Jan Karol okazał grabarzem frankizmu i zarazem patronem demoliberalnej transformacji Hiszpanii. Dziś po hiszpańskiej kontrrewolucji nic już nie pozostało. 

 

*Podpisano pierwszy kontrakt na dostawy 12 myśliwców piątej generacji Su-57 – poinformował dziennikarzy w sobotę wiceminister obrony Rosji Aleksiej Kriworuczko.Jak dodał, zakłady lotnicze w Komsomolsku nad Amurem bez zwłoki realizują zamówienia publiczne w dziedzinie obronności, m.in. na Su-57. Zakłady doskonale radzą sobie z pracą – zapewnił  Kriworuczko. Powiedział też, że obecnie trwają testy Su-57 z innym silnikiem.  Zawarto pierwszy kontrakt na dostawy 12 maszyn, dlatego zgodnie z umową już niedługo będą realizowane – zapewnił. Su-57 – rosyjski wielozadaniowy myśliwiec piątej generacji. Przetarg na jego budowę wygrało biuro im. Suchoja. Samolot jest przeznaczony do niszczenia wszelkiego rodzaju celów na lądzie i wodzie, a także do przezwyciężania systemów obrony powietrznej, monitorowania przestrzeni powietrznej na dużych odległościach i likwidacji systemów zarządzania działaniami lotnictwa nieprzyjaciela. Pierwszy lot odbył się w 2010 roku w Komsomolsku nad Amurem. Z kolei pierwsza partia tych maszyn trafi na wyposażenie rosyjskich sił powietrznych w 2019 roku.

 

*Grecja, Cypr i Egipt obecnie przeprowadzają wspólne ćwiczenia wojskowe w basenie Morza Śródziemnego pod kryptonimem „Meduza-6”, w których uczestniczą marynarka wojenna, siły powietrzne i wojska specjalne tych trzech państw. Wcześniej Grecja i Cypr wielokrotnie organizowały podobne manewry wraz z Izraelem.A w ubiegłym tygodniu odbyło się kolejne spotkanie ministrów obrony Grecji, Cypru i Izraela, w trakcie którego strony opowiedziały się za dalszym rozwojem i zacieśnieniem kontaktów wojskowych. Działania tych państw śródziemnomorskich są wymierzone przede wszystkim w Turcję, która uważnie obserwuje ich przebieg i wzmacnia swoje siły zbrojne. W rozmowie ze Sputnikiem taką opinię wyraził były deputowany tureckiego parlamentu, doktor nauk politycznych, doradca przewodniczącego partii Saadet do spraw międzynarodowych, kierownik katedry stosunków międzynarodowych Ufuk University w Ankarze Oya Akgönenç Muğisuddin.  Wspomniane kraje postanowiły przeprowadzić wspólne manewry z kilku powodów. Niejawnym, ale oczywistym celem jest tu Turcja. Chodzi o to, że państwo tureckie aktywnie wzmacnia swoją pozycję w regionie, dlatego te kraje postrzegają ten proces jako zagrożenie dla siebie. W związku z tym próbują przeciwdziałać, przejść do obrony. Tymczasem Turcja nie snuje planów skierowanych przeciwko Egiptowi, Izraelowi, Grecji lub Cyprowi Południowemu, podczas gdy Grecja i Cypr Południowy mają takie plany. Zawsze wiążą się one z tym, aby zmusić Turcję do jakichś ustępstw. Ponieważ kierują nimi takie zamiary, przypuszczają, że i druga strona będzie się zachowywać w podobny sposób, dlatego prowadzą odpowiednie szkolenia – powiedział. Warto zauważyć, że w tych manewrach uczestniczy Egipt. Wcześniej pozostawał na uboczu i bardziej aktywnie współpracował z Arabami i światem islamskim. Ale odkąd Sisi sprawuje władzę, w Egipcie zaszły poważne zmiany. Teraz ten kraj stopniowo oddala się od świata islamskiego, od udziału w rozwiązywaniu problemów Bliskiego Wschodu i coraz częściej zaczyna działać zgodnie z instrukcjami USA i Izraela. Obecnie w sprawie sytuacji w Gazie i w innych regionalnych kwestiach Egipt jest najbliższym przyjacielem Izraela. Dlatego udział Izraela i Egiptu we wspólnych manewrach Grecji i Cypru Południowego nie jest niespodzianką. Ich zdaniem taki krok jest posłaniem dla społeczności międzynarodowej – wyjaśnił Oya Akgönenç Muğisuddin.Jeśli mówimy już o tym, jak Turcja zareaguje na te działania, można przypuszczać, że będzie wzmacniać swoją gotowość bojową w regionie i zgodnie z tym określać własną strategię i taktykę. Dlatego będzie obserwować rozwój wydarzeń, znajdując się w stanie pełnej gotowości. Z jednej strony te manewry są dla Turcji swego rodzaju egzaminem psychologicznym na wytrzymałość, a z drugiej – prawdziwym przygotowaniem wojskowym uczestniczących w nim krajów. Ponadto ćwiczenia te można uznać za manewry taktyczne, aby określić stopień wyszkolenia ich uczestników. Turcja nie przejdzie do aktywnych działań, ale w razie konieczności gotowa będzie zareagować w każdej chwili – ocenił ekspert. 

 

*Zastosowanie broni nuklearnej przez Waszyngton doprowadzi do śmierci dziesiątków milionów Amerykanów, nawet jeśli wróg nie zada ataku odwetowego. Odpowiednie badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Safety.Naukowcy z Michigan Technological University przewidzieli, że nawet przy „najbardziej optymistycznym scenariuszu” ataku nuklearnego USA, który dopuszcza brak wzajemnego gwarantowanego zniszczenia, Amerykanie i tak staną się ofiarami „ekologicznego kontrataku”. Taki scenariusz pociągnie za sobą nastanie nuklearnej zimy, globalnego głodu i późniejszą zagładę setek milionów ludzi na całym świecie, uważają eksperci. Naukowcy obliczyli, że użycie przez Waszyngton siedmiu tysięcy  głowic nuklearnych doprowadziłoby do śmierci około pięciu milionów Amerykanów. Straty wśród ludności cywilnej z ekologicznego kontruderzenia zmniejszają się do zera tylko wtedy, gdy liczba wystrzelonych pocisków nie przekracza 100 jednostek.  Jednocześnie naukowcy podkreślają, że taka ocena jest przeprowadzana zgodnie z konserwatywnym podejściem, a przy bardziej rygorystycznych założeniach można zidentyfikować bardziej poważne zagrożenia.

 

* Stany Zjednoczone są bardziej niż kiedykolwiek wrażliwe na zewnętrzne zagrożenia ze strony Rosji, Chin i KRLD, pisze „The National Interest”. Pismo cytuje komentarz amerykańskiego eksperta Petera Praya, według którego Stany Zjednoczone nie będą w stanie zareagować na potencjalną agresję ze strony tych krajów w przypadku konfliktu zbrojnego. Zauważono, że Korea Północna ma dziesiątki głowic nuklearnych. W ostatnim roku republika rozwinęła się również w zakresie rozwoju technologii ich instalacji na różnego rodzaju międzykontynentalnych rakietach balistycznych. Zdaniem eksperta Waszyngton nie jest również chroniony przed potencjalnym zagrożeniem ze strony Moskwy. Według jego szacunków rosyjskie zapasy broni jądrowej są znacznie większe niż amerykańskie. „The National Interest” zwraca również uwagę, że Rosja planowała budowę podziemnych miast i centrów dowodzenia  na wypadek konfliktu nuklearnego. Stamtąd przywódcy polityczni i wojskowi w kraju mogliby prowadzić i prawdopodobnie wygrać wojnę ze Stanami Zjednoczonymi. Autor materiału uważa również, że Rosja zdołałaby zestrzelić większość głowic wystrzelonych przez USA. Ponadto Stany Zjednoczone pozostają bezbronne wobec Chin. W chińskich podziemnych tunelach można pomieścić setki mobilnych pocisków balistycznych wyposażonych w głowice nuklearne. Należy zauważyć, że ich liczba znacznie przewyższa arsenał Stanów Zjednoczonych. Podsumowując, autor „The National Interest” podkreśla, że Waszyngton nigdy nie był bardziej bezbronny wobec zagrożeń zewnętrznych. Jego zdaniem władze Stanów Zjednoczonych powinny zwiększyć tempo budowania potencjału nuklearnego kraju i zrezygnować z realizacji START III.

 

*Departament Sprawiedliwości USA oskarżył pięciu rosyjskich obywateli i trzech Syryjczyków o próbę dostarczenia paliwa lotniczego do Syrii z naruszeniem amerykańskich sankcji.Według danych Departamentu Sprawiedliwości ośmiu przedsiębiorców „weszło w zmowę w celu wysłania paliwa i przelewu w dolarach USA do Syrii na konta  osób objętych sankcjami z naruszeniem sankcji gospodarczych USA przeciwko Syrii i Krymowi bez uzyskania niezbędnej zgody Departamentu Finansów". Oskarżenia postawiono pracownikom Sovfrachtu Iwanowi Okorokowowi, Ilji Łoginowowi, Karenowi Stiepanianowi, Aleksiejowi Konkowowi i Ludmile Szmelkowej. Według danych Departamentu Sprawiedliwości trzech obywateli Syrii reprezentowało interesy rosyjskiej firmy. Oprócz naruszenia sankcji oskarża się ich o pranie brudnych pieniędzy. Łącznie za te przestępstwa grozi do 25 lat pozbawienia wolności. 

 

* Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oznajmił, że tureccy wojskowi są gotowi do użycia w razie konieczności przeciwlotniczych systemów rakietowych S-400 — podaje Hurriyet Daily News.   „Nie będziemy kupować S-400, by później po prostu przewieźć je do magazynów. W razie konieczności wykorzystamy je. Są to systemy obronne. Co będziemy bez nich robić? Czy znów powinniśmy być zależni od USA?— powiedział Erdogan. Jednocześnie turecki przywódca podkreślił, że wcześniej Ankara przez kilka lat prosiła Waszyngton o podobne systemy, lecz Kongres USA nie pozwolił na ich sprzedaż Turcji. Rosja zareagowała na nasze wnioski dość atrakcyjną ofertą. Powiedzieli, że zgodzą się nawet na wspólną produkcję, poza tym zaproponowano nam korzystne warunki kredytowania — dodał.

 

* Na tle stałych oświadczeń NATO o „rosyjskim zagrożeniu” amerykański przemysł wojenny przeżywa znaczący wzrost. Strach Europejczyków przed Rosją pozwala USA sprzedawać coraz więcej broni. Sprzedaż amerykańskiego uzbrojenia w ciągu ubiegłego roku wzrosła o 36% według danych agencji Reutera.  Nasilająca się retoryka propagandowa sojuszu odnośnie nadciągającego „zagrożenia rosyjskiego” stała się motorem sprzedaży dla amerykańskich handlarzy bronią. W ciągu roku zarobili oni ponad 46,5 miliarda dolarów. Wśród najpopularniejszych pozycji znalazły się drony, wyposażenie wojskowe i samoloty bojowe. 

 

* Główny doradca wojskowy Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu gen. Jahia Rahim Safawi stwierdził, że USA powinny wyprowadzić swoje siły wojskowe z Zachodniej Azji, ponieważ i tak nie udało im się utrzymać swojego wpływu w regionie. „Amerykanie powinni opuścić Zachodnią Azję, ponieważ są represyjnym reżimem i nie są w stanie zapewnić regionowi bezpieczeństwa” – powiedział gen. Safawi.„Iran zapłacił wysoką ceną za ustanowienie bezpieczeństwa w Zachodniej Azji, dążąc do pokoju w regionie, ale Amerykanie, Brytyjczycy i syjoniści są głównym zagrożeniem dla regionu i, rzecz jasna, większość ich działań jest skoncentrowanych na sprzedaży broni i zagarnięciu zasobów państw regionu” – dodał wojskowy. Jak twierdzi generał Safawi, obecnie następują wrogie kroki USA przeciwko Iranowi, jednak Waszyngton i jego sojusznicy doznali strat od Iranu, Rosji i Hezbollahu w Syrii, zaś ich wielki plan dla Bliskiego Wschodu poniósł porażkę.

 

*Grupa amerykańskich kongresmanów przyjedzie do Rosji, gdzie spotka się z rosyjskimi kolegami w Moskwie i Petersburgu. To pierwsza taka podróż polityków z USA od czasu przyłączenia Krymu do FR.Od 2014 roku takie podróże delegacji parlamentarnych obu krajów zostały w zasadzie zamrożone. Po wprowadzeniu sankcji strony ogłosiły czarne listy, na których znaleźli się urzędnicy państwowi i parlamentarzyści z zakazem wjazdu. Wizytę zaplanowano na 30 czerwca. Przypada ona w czasie, gdy Moskwa i Waszyngton prowadzą aktywne rozmowy w sprawie spotkania Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Niedawno do rosyjskiej stolicy przyjechał doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. Na czele amerykańskiej delegacji stoi Richard Shelby, przewodniczący jednej z kluczowych komisji senackich. Kilka dni temu polityk powiedział, że Rosja jest krajem, z którym „trzeba rozmawiać". Rozmowy będą dotyczyć m.in. rosyjskiej ingerencji w wybory w USA, Niemczech i we Francji, a także Ukrainy, Krymu i Syrii. Z kolei republikański senator John Kennedy zamierza rozmawiać o handlu i gospodarce. Nie omieszkał jednak dodać, że „Rosja wydaje mnóstwo pieniędzy na broń, a nie zbyt dużo na masło". Inny republikański senator, Ron Johnson powiedział, że dialog z Rosją jest dobry, ale powinien być prowadzony z pozycji siły. Dokładny skład delegacji nie jest znany. Strona rosyjski z większym optymizmem czeka na tę wizytę. Rosjanie liczą, że uda się omówić kontakty międzyparlamentarne między obu krajami oraz ogólny poziom amerykańsko-rosyjskich stosunków przed szczytem w Helsinkach zaplanowanym na 16 lipca. Rosyjscy senatorzy zamierzają też poruszyć kwestię ewentualnego przywrócenia formatów dwustronnej współpracy, przeciwdziałania terroryzmowi i koordynacji działań na Bliskim Wschodzie. Pracami rosyjskiej delegacji pokieruje przewodniczący komisji spraw międzynarodowych Rady Federacji Konstantin Kosaczew. Kosaczew sam znalazł się na amerykańskiej czarnej liście. USA anulowały jego roczną wizę ONZ. Amerykanie chcieli spotkać się z Walentiną Matwijenko, ale przewodnicząca Rady Federacji będzie w tym czasie w delegacji. Senator Aleksiej Puszkow sceptycznie wypowiada się na temat wizyty amerykańskiej delegacji w Rosji. Jego zdaniem będzie miała ona znaczenie pod względem przezwyciężenia wzajemnej alienacji, ale nie należy oczekiwać przełomu.    

 

*Ambasador Stanów Zjednoczonych w Estonii James D. Melville Jr. zrezygnował ze stanowiska z powodu niezadowolenia z oświadczeń i polityki prezydenta USA Donalda Trumpa wobec krajów sojuszniczych USA - informuje „Foreign Policy” powołując się na wpis dyplomaty na Facebooku.Według pisma, ambasador pozwolił na wyświetlanie wiadomości tylko dla swoich przyjaciół w sieci społecznej, ale pismo uzyskało do niego dostęp. „Dla prezydenta powiedzieć, że Unia Europejska „została stworzona, aby wykorzystać USA i atakować naszą skarbonkę” albo, że „NATO jest tak złe jak NAFTA” jest nie tylko błędem faktycznym, ale także udowadnia, że przyszedł czas, abym odszedł” — cytuje słowa Melville'a pismo. Dyplomata dodał, że jego ostatni dzień pracy to będzie 29 lipca, pomimo faktu, że administracja Stanów Zjednoczonych ma znaleźć zastępstwo dla niego. James D. Melville pracował jako dyplomata około 33 lat i służył jako ambasador Estonii od 2015 roku. Jako dyplomata, Melville pracował dla sześciu prezydentów Stanów Zjednoczonych i 11 sekretarzy stanu.

 

*Deputowany Dumy Państwowej Rusłan Balbek skomentował oświadczenie lidera ukraińskiej nacjonalistycznej partii „Swoboda” Oleha Tiahniboka o „przynależności” do Kijowa szeregu ziem rosyjskich i polskich.Parlamentarzysta skrytykował ukraińskich nacjonalistów za nadmierne „apetyty”. „Z takim apetytem to i całej planety okaże się za mało. Ich zdaniem, słowo "Ukraina" powinno wykraczać poza nasz Układ Słoneczny” — powiedział poseł. Według niego, na takich radykalnych stwierdzeniach wychowuje się nowe pokolenie Ukraińców, „przekonane, że cały świat powinien nazywać się Ukraina”. Wcześniej Ołeh Tiahnybok oświadczył, że terytorium Ukrainy w granicach z 1921 roku było 1,6 razy większe niż obecnie. Ponadto, wśród ziem, na które mógłby pretendować Kijów, nacjonalista wymienił Zielony Klin na rosyjskim Dalekim Wschodzie (w 1917 imigranci z Ukrainy próbowali stworzyć tam Ukraińską Dalekowschodnią Republikę), Starodubszczynę (obwód briański Rosji), Chełmszczyznę (Polska), Nadsanie (Ukraina, Polska) oraz Łemkowszczyznę (ziemie w Polsce, na Słowacji i na Ukrainie). Na Ukrainie wielokrotnie deklarowano chęć zarekwirowania części ziem rosyjskich. W marcu były szef „Prawego Sektora”, założyciel „Ukraińskiej Armii Ochotniczej” Dmytro Jarosz opowiedział o „planie”, aby zająć Kubań, Woronież i część obwodu rostowskiego. Deputowany Dumy Państwowej Leonid Kałasznikow zaproponował Jaroszowi rozpocząć od „zajęcia” Workuty, gdzie dla ekstremisty „przygotowano więzienie”.

 

*P.o. ministra spraw zagranicznych Ługańskiej Republiki Ludowej Władysław Dejnego powiedział dziennikarzom o otwarciu „Centrum reprezentacji Ługańskiej Republiki Ludowej we Włoszech”.Dejnego poinformował, że przedstawicielstwo znajduje się w mieście Messyna i ma na celu pomóc ŁRL przedstawić informacje na temat kraju, jak również poszerzyć kulturalne i bezpośrednie stosunki dyplomatyczne pomiędzy Włochami i ŁRL. Prezesem ośrodka został profesor Uniwersytetu w Messynie, Daniele Makris. „Jesteśmy bardzo zadowoleni, że dzisiaj zaczyna się nowy etap w życiu republiki dzięki otwarciu przedstawicielstwa w Messynie. Mam nadzieję, że to dopiero początek, że za Państwa przykładem pójdą inni przedstawiciele mechanizmów dyplomacji publicznej, którzy stale współczują temu, co się tu dzieje” — powiedział Dejnego podczas wideokonferencji poświęconej otwarciu centrum.  Zauważył, że „mechanizmy dyplomacji publicznej” to dziś najbardziej poważny czynnik, który może przekonać władze, aby zmienić zdanie i przyznać fakt istnienia „niezależnych, ale na dzisiaj nieuznanych państw, takich jak Ługanska Republika Ludowa”.

 

*Ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow ma nadzieję, że rozwiązanie sporu dotyczącego konstytucyjnej nazwy Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii wzmocni stabilność na Bałkanach, ale przyłączenie się Skopje do NATO będzie błędem, który pociągnie za sobą określone konsekwencje. Ministrowie spraw zagranicznych Grecji i Macedonii,  Nikos Kodzias i Nikola Dimitrow, podpisali w zeszłą niedzielę porozumienie w sprawie konstytucyjnej nazwy republiki — Republika Macedonii Północnej. Według stron znamionuje to początek nowej ery w stosunkach między tymi krajami. Moim zdaniem ta sprawa dawno powinna zostać rozwiązana, aby dwa kraje miały dobrosąsiedzkie relacje i współpracowały. Jeśli chodzi o treść (porozumienia) zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja, bo wiemy, że spotkało się ono z różnymi reakcjami w obu państwach – powiedział Czyżow w wywiadzie dla niedzielnego wydania greckiej gazety „Kathimerini”.Jak dodał, nie chce komentować procesu konstytucyjnego. – Chciałbym podkreślić, że dalszy rozwój stosunków powinien być regulowany na dwustronnej podstawie, bez presji ze strony zagranicznych działaczy. Choć to porozumienia, mamy nadzieję, umocni stabilność na Bałkanach i współpracę między obu krajami, nie można go rozpatrywać jako pretekstu do szybkiego przyłączenia naszego sąsiada do sojuszu wojskowego – powiedział dyplomata. Czyżow zaznaczył, że twarde stanowisko Rosji polega na tym, że Moskwa nie sprzeciwia się rozszerzeniu UE, a każdy kraj ma prawo do podejmowania własnych decyzji. Rozszerzenie NATO jest czymś innym. W gruncie rzeczy jest to próba przeciwstawienia się zagrożeniom i wyzwaniom XXI wieku przy użyciu środków i mechanizmów XX wieku – ocenił.Pytany o to, jak Rosja zareaguje na negatywne konsekwencje wejścia Macedonii doNATO, Czyżow powiedział: „Nie zrzucimy bomby jądrowej… Jak już powiedziałem, każdy kraj ma prawo do podejmowania własnych decyzji i popełniania błędów. Jednak są błędy i błędy. Są błędy, które pociągają za sobą określone konsekwencje”. Dziennikarz przypomniał słowa Czyżowa na niedawnej konferencji „Economist” w Atenach o szantażu Ukrainy ze strony Zachodu i zapytał, czy nie dojdzie do takiej samej radykalnej destabilizacji sytuacji w Macedonii, jak na Ukrainie. – Mam nadzieję, że nie – odpowiedział dyplomata.

 

*Kijów skierował do trybunału ONZ memorandum przeciwko Rosji w sprawie finansowania terroryzmu i dyskryminacji rasowej - poinformował prezydent kraju Petro Poroszenko.Dokument przedstawiony Międzynarodowemu Trybunałowi ma związek z procesem wszczętym w ubiegłym roku przez ukraińskie władze. Rosja jest oskarżana o nielegalne dostawy broni oraz dyskryminację Tatarów krymskich. Na czas postępowania Ukraina domagała się wprowadzenia „środków tymczasowych", które byłyby w stanie „zamrozić konflikt" do czasu wydania ostatecznej decyzji. „Przedstawienie memorandum w sprawie przeciwko Rosji to ważny etap w procesie dowodzenia, że za wszystkie swoje bezprawne działania Rosja będzie ponosić odpowiedzialność" — napisał Poroszenko na Facebooku. Szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin oświadczył, że memorandum składa się z 29 tomów i waży około 90 kilogramów.

 

*W Stanach Zjednoczonych historycy „zbuntowali się” przeciwko kardynalnym zmianom w jednym z programów dla starszych klas w zakresie historii świata, pisze „The Times”. Jak wyjaśnia gazeta, teraz z tego programu planowane jest wyrzucenie 9 tysięcy lat historii ludzkości, a nauczanie skoncentruje się na wydarzeniach po 1450 roku.„Bunt” nauczycieli nastąpił w odpowiedzi na zmiany proponowane na jednym z kursów na poziomie uniwersyteckim o nazwie Advanced placement (AP), nadzorowanym przez amerykańską organizację non-profit College Board.  Obecnie testy egzaminu z historii świata w ramach kursu AP obejmują okres 10 tysięcy lat: historię rozwoju ludzkiej cywilizacji na 7 kontynentach. Jednakże, jak stwierdził College Board, powyższe zmiany wprowadzono w odpowiedzi na uwagi nauczycieli, którzy skarżyli się, że zakres jest zbyt obszerny, aby przyswoić cały materiał w ciągu jednego roku. Protestujący nauczyciele i profesorowie amerykańskich szkół wyższych twierdzą, że w rezultacie starożytni Babilończycy, Mongołowie, ojawienie się islamu i „Magna Carta Libertatum” zostały wyłączone z kursu. College Board zdaje sobie sprawę, że „wczesna historia świata jest niezwykle ważna, a studenci potrzebują czasu na dogłębne studia”. Jednocześnie oświadczył, że szkoły mogą dobrze pokrywać okres historii do roku 1450 w ramach jednego rocznego kursu, zanim uczniowie podejmą późniejszy etap. Protestujący nauczyciele i profesorowie z kolei zauważyli, że okres, który jest studiowany w ramach kursu AP, jest również obowiązkowo nauczany w szkołach, pisze „The Times”.

 

*Rosja po raz drugi w ciągu pięciu lat organizuje ważne wydarzenie sportowe na poziomie światowym. Jak pisze „Forbes”, w związku z tym pojawiają się pytania o to, jakie korzyści ekonomiczne pozwalają jej na to.Organizacja Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2014 w Soczi kosztowała rekordową sumę 50 miliardów dolarów. Zadanie wydawało się niemożliwe, ale agencja Fitch doszła do wniosku, że taka suma jest dla Rosji do udźwignięcia, wyjaśniając to obniżeniem stopy procentowej do pół procenta i zauważając, że koszt przeprowadzenia Igrzysk wynosi mniej niż 2,5% PKB Rosji. Dalej pismo podaje, że organizacja piłkarskiego Pucharu Świata kosztowała Rosję około 14 miliardów dolarów, ale według ekspertów Mistrzostwa Świata w 2018 roku, podobnie jak Igrzyska Olimpijskie, mogą przynieść skromne korzyści ekonomiczne, przynajmniej krótkoterminowo. Organizatorzy turnieju przewidzieli, że w wyniku wzrostu turystyki i wysokich kosztów infrastruktury, mistrzostwa przyniosą rosyjskiej gospodarce w okresie od 2013 do 2023 prawie 31 miliardów dolarów. Jednak analitycy z serwisu inwestycyjnego Moody's byli mniej optymistyczni. Napisali, że widzą jedynie „bardzo skromne konsekwencje gospodarcze na poziomie krajowym”. Z Mistrzostw skorzystały hotele, handel detaliczny, firmy telekomunikacyjne i transport. Ale przede wszystkim, zdaniem ekspertów, z mistrzostw w dłuższej perspektywie skorzystają moskiewskie lotniska, ponieważ modernizacja tych obiektów doprowadzi do zwiększenia ruchu pasażerskiego, nawet po turnieju. orbes zauważa, że ożywienie gospodarcze w Rosji nabiera tempa. Po wyjściu w zeszłym roku z dwuletniej recesji spowodowanej spadkiem cen ropy naftowej i sankcjami Rosja przeżywa obecnie pełne ożywienie gospodarcze. Starszy ekonomista na rynkach wschodzących od firmy badawczej Capital Economics William Jackson napisał w zeszłym tygodniu oficjalną notatkę dla inwestorów, w której zauważył, że wzrost PKB w maju wzrósł o ponad dwa procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W pierwszym kwartale liczba ta wyniosła 1,3%. Według Jacksona, główne zmiany odnotowano w sektorze produkcyjnym, który wzrośnie w tempie ponad 5%. Wcześniej wskaźnik ten wynosił 1%. Według Banku Światowego, rosyjski rząd, kiedyś niemal całkowicie uzależniony od eksportu ropy, obniżył jej udział z 70% w 2013 roku do 59% w zeszłym roku. Dziś budżet powrócił do nadwyżki, a dług publiczny wynosi tylko 33% PKB. Inflacja jest obecnie rekordowo niska —  2,4% w przeliczeniu rocznym. Jest to znacznie niższy wkaźnik niż prognozowany przez rosyjski Bank Centralny w wymiarze 4%. Między innymi, wzrost cen żywności jest bliski zero procent. Bezrobocie w dalszym ciągu spada. W maju spadło do 4,7% i jest na rekordowo niskim poziomie od czasu rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 roku. Jak podsumowuje autor artykułu, można by uznać to za ekstrawagancję, ale nie da się ukryć, że Rosja jest dzisiaj atrakcyjna dla inwestorów, zwłaszcza jeśli porównamy ją z rynkiem amerykańskim.

 

*  „Długi stanowią kluczowy aspekt w globalnym modelu gospodarczym" - uważa cieszący się autorytetem niemiecki ekonomista Ernst Wolff. W wywiadzie dla Sputnika zasugerował on, że należy uciekać od tego modelu, dysponując ewentualnie oszczędnościami w srebrze i złocie.Obecnie pieniędzy i długów jest więcej niż realnych ofert towarów i usług. Praktycznie wszystkie kraje świata są zadłużone, i to bardzo.  Jak ukształtował się ten system i jak on działa?Wynika to z tego, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat całokształt systemu wymknął się spod wszelkiej kontroli. Przyczyną tego stała się deregulacja sektora finansowego, a zaczęło się to w 1971 roku, gdy zniesiono uzależnienie dolara od standardu złota. Doprowadziło to to nadzwyczajnego wręcz wyolbrzymienia sektora finansowego. W tej chwili wielokrotnie przewyższa on wielkości realnej gospodarki. Stracił wszelkie powiązania z nią i praktycznie jest niczym innym jak tylko kasynem gry. Można postawić stawkę i w krótkim czasie wygrać bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób spekulacja nabiera tempa, coraz bardziej rozdmuchując bańki mydlane na rynku finansowym — te bańki mydlane to nieruchomości, akcje i obligacje.Jeśli prywatny kredytobiorca ma złą historię kredytową, to nie otrzyma następnego kredytu. Dlaczego w przypadku wielkich graczy sytuacja wygląda całkiem inaczej?Otóż podstawowy problem polega na tym, że ten system w swym całokształcie jest praktycznie martwy. W 2008 roku w zasadzie runął i jest sztucznie podtrzymywany w drodze regularnych zastrzyków finansowych. Jeśli te zastrzyki ustaną, to niezwłocznie zacznie on padać. Obecnie banki centralne na całym świecie drukują pieniądze. W ciągu ostatnich siedmiu czy ośmiu lat do 0% w skali rocznej, a niekiedy też poniżej zera, obniżono podstawowe stopy procentowe. Głównym zadaniem banków jest finansowanie gospodarki, udzielanie kredytów. Jednakże nikt nie zarobi teraz na udzielaniu kredytów. Dlatego banki oraz — co jest w dużej mierze niebezpieczne — fundusze emerytalne — muszą uczestniczyć w spekulacjach. Jest to bardzo niebezpieczne w tej chwili. Cały system finansowy wymknął się spod kontroli, a możliwości banków centralnych są bliskie wyczerpania. Banki mają więc dwie drogi — emitowanie pieniędzy lub obniżanie podstawowej stopy procentowej. Jednakże w tej chwili nie ma jak już jej obniżać, a pieniędzy wydrukowano już pod dostatkiem. Te środki wycofały się na rynki nieruchomości, akcji i obligacji, gdzie spowodowały powstanie baniek mydlanych.Co Pan mógłby doradzić zwykłym obywatelom? Co mają robić ze swymi oszczędnościami?Niewiele można tu poradzić. Trzeba mówić ludziom o tym, że zbliża się olbrzymi krach finansowy. Jeśli przypomnimy sobie, co się stało w Grecji czy na Cyprze, to zobaczymy, że w czasie kryzysu banki zamykano, klienci nie mieli możliwości podejmowania swych pieniędzy. Dlatego każdy powinien trzymać w domu pewne ilości gotówki. Ponadto, warto trzymać oszczędności w złocie czy srebrze. Nie należy pokładać nadziei w tym, że pieniądze stabilnie zachowają swoją wartość. Ponadto, nikomu nie radziłbym w tej chwili zaciągania kredytów. Jeśli euro runie, jeśli runą wszystkie waluty świata, to banki będą nalegać na spłacanie kredytów w dotychczasowej walucie. Jeśli dojdzie do dewaluacji euro, powiedzmy, o 30%, to wszyscy, którzy zaciągnęli kredyty przed dewaluacją, będą musieli spłacać o 30% — uważa Ernst Wolff. 

 

* Były pracownik departamentu stanu Stanów Zjednoczonych i publicysta „The Nation” James Carden przeanalizował publikacje w renomowanych mediach zachodnich i odkrył, że przy opisywaniu Rosji nie przestrzegają one „podstawowych standardów dziennikarstwa Według jego słów, dla nikogo nie jest tajemnicą, że w USA nieudowodnione oskarżenia pod adresem rosyjskiego rządu i prezydenta w ostatnich latach zamieniły się w „kwitnący przemysł medialny”.  Według słów publicysty „The Nation”, w połowie czerwca dziennikarka „The Washington Post” Ellen Nakashima opublikowała to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się ekskluzywem, prawdziwym hitem. Mowa o reportażu, w którym opowiada się o włamaniu do sieci komputerowej Komitetu Narodowego Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych jakoby dokonanego przez  rosyjskich hakerów. Dziennikarka pisała, że przeniknęli oni do bazy danych i ukradli dokumenty demokratów „z hakami” na Trumpa, przypomina Carden. Oczywiście, amerykańskie media aktywnie „rozkręciły” historię z „rosyjskimi hakerami”. Niektóre poszły jeszcze dalej, na przykład „The New York Observer” kilka dni później wypuścił informację, jakoby grupa hakerów Państwa Islamskiego także pracowała dla Rosji. Na tym amerykańskie media nie poprzestały. Prowadząca telewizji MSNBC Rachel Maddow postanowiła wziąć udział w atakach i urządziła tyradę o tym, jakoby za hakerami stoi osobiście rosyjski prezydent. Carden zauważa, że nawet w pierwszym materiale z „The Washington Post” takiej informacji nie było. Oprócz historii z hakerami gazeta „The Washington Post” publikowała jeden artykuł za drugim na temat tego, że kandydat na prezydenta USA Donald Trump jest jakoby przybliżony do Kremla, odnotowuje Carden. Autor jednego z materiałów, jak pisze Carden, rozważa, na ile „ciekawym aspektem” kampanii Trumpa są ciepłe stosunki wobec Rosji, uwzględniając, że w amerykańskich kręgach politycznych jakoby dominuje stosunek do Putina „jako wygnańca”. Jak to twierdzenie ma się do ciągłych spotkań rosyjskiego prezydenta z szefem departamentu stanu Johnem Kerry’m i jego telefonicznymi rozmowami z prezydentem Stanów Zjednoczonych Barackiem Obamą, tego już nie wyjaśniono, zauważa Carden.  Oczywiście, „The Washington Post” to nie jedyna gazeta, która publikuje nieuzasadnione i sensacyjne informacje o Rosji, pisze publicysta „The Nation”. Za najgłupszy przykład uważa on artykuł z brytyjskiej „The Telegraph”, którego autor twierdzi, że Kreml jakoby związany jest z piłkarskimi kibolami, których celem było osiągnięcie dyskwalifikacji reprezentacji Wielkiej Brytanii na Euro-2016, aby w ten sposób dolać oliwy do ognia Brexitu. Autorzy nie podali ani jednego dowodu na to, że Moskwa brała udział w „organizacji” zamieszek piłkarskich w Lille, które, jak zauważa Carden, w rzeczywistości zaszły głównie z „angielskiej przyczyny”.  Jeszcze zanim wyniki brytyjskiego referendum zostały opublikowane, dziennikarze zaczęli pisać o związkach Putina z Brexitem. Kiedy o wynikach głosowania było wiadomo, takie gazety jak „The Guardian” zaczłęy pisać o tym, na ile Unia Europejska bez Wielkiej Brytanii jest na rękę rosyjskiemu prezydentowi, przy tym Putin nie raz oświadczał o swojej neutralności w kwestii Brexit, wyjaśnia Carden. Dezinformacja zachodnich mediów uniemożliwia jakiekolwiek zniżenie napięcia w stosunkach pomiędzy USA i Rosją. Europejczykom i Amerykanom potrzebne są bardziej konkretne informacje o Rosji, nawet jeśli nie będą sensacyjne, uważa publicysta „The Nation” James Carden. 

 

*Głód łagodzi ból przewlekły – wynika z badań neurobiologów z Pensylwanii.Neurobiolodzy z Uniwersytetu Pensylwanii przeprowadzili serię badań w celu ustalenia zależność między głodem a bólem – dwoma najważniejszymi czynnikami w zachowaniu żywych istot. Wyniku badań opublikowano w czasopiśmie naukowym „Cell”. Naukowcy eksperymentowali na myszach laboratoryjnych. Podzielili gryzonie na dwie grupy. Zwierzaki z jednej z nich głodzili, a następnie sprawiali im ból oraz obserwowali ich zachowanie. Aby sprawdzić reakcję na długotrwały ból, biolodzy wstrzyknęli myszom formalinę, które powoduje bolesne obrzęki. Z kolei reakcje na ostry ból sprawdzano, przypiekając łapki gryzoniom. „Odkryliśmy, że głód osłabia reakcje behawioralne i afektywne przetwarzanie bólu zapalnego bez zmiany ostrych reakcji nocyceptywnych. Efekt ten jest kontrolowany centralnie, bo aktywność we wrażliwych na głód białkach agouti (AgRP) niweluje ból zapalny” – wynika z badania.Naukowcy odkryli, że rezygnacja z posiłków w ciągu doby działa w przypadku myszy jak środek przeciwbólowy. Gryzonie nadal reagowały na gwałtowny ból, ale stały się wyraźnie mniej podatne na przewlekłe niedogodności bólowe. Naukowcy zwrócili też uwagę na to, że głodne myszy nie boją się tych miejsc, gdzie wcześniej sprawiano im ból, w przeciwieństwie do najedzonych.

 

*Lekarze pomyślnie zoperowali 121-letniego mieszkańca górskiej wioski Guli w Inguszetii, poinformował rząd republiki. "Dzięki pomyślnie przeprowadzonej operacji lekarzom udało się przywrócić wzrok starca. Z powodu katarakty 121-letni Appas Iliew nie mógł czytać Koranu. Teraz problem już minął, w najbliższych dniach najstarszy Rosjanin będzie mógł znów czytać" – powiedziano. Iliew urodził się 1 marca 1896 roku. Wychował ośmioro dzieci, ma 35 wnuków, około 20 prawnuków, ma też praprawnuki. Rosyjskie media podają, że długowieczny starzec chodzi do meczetu i na wybory, a na codzień zajmuje się gospodarstwem. Według rosyjskiej "Księgi Rekordów i Osiągnięć", Iliew jest najstarszym człowiekiem w Rosji. 

 

*Międzynarodowa grupa naukowców odkryła, że sól kuchenna może uszkadzać mikroflorę jelit i prowadzić do różnych chorób. Do takiego wniosku doszli specjaliści podczas eksperymentów na ssakach.Naukowcy z Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Belgii zbadali ekskrementy myszy, które spożywały pokarm z podwyższoną zawartością soli. Okazało się, że w ich organizmach zmniejszyła się ilość bakterii Lactobacillus murinus. Z tego powodu u zwierząt mogły rozwinąć się autoimmunologiczne zapalenie mózgu i rdzenia oraz  nadciśnienie. Pliotażowe badanie wpływu soli na jelita zostało przeprowadzone także na ludziach, informuje "Nature". Okazało się, że spożywanie dużej ilości chlorku sodu prowadzi do  redukcji ilości pożytecznych bakterii i zwiększenia liczby limfocytów Th17, które w takich ilosciach mogą prowadzić do nadciśnienia.  Wcześniej fińscy naukowcy dowiedzieli się, że sól prowadzi do niewydolności serca. Według specjalistów, jeśli przewyższa się dzienną normę spożycia soli, to ryzyko rozwoju chorób serca wzrasta dwukrotnie.  WHO zaleca spożywanie nie więcej niż 5 gramów soli na dobę, a fizjologiczne potrzeby człowieka zaspokajają już dwa gramy soli. Według danych organizacji, większość ludzi spożywa o 80-140 % soli ponad normę.  WHO podliczyło, że jeśli ludność na całym świecie będzie trzymać się tej normy, to liczba zgonów zmiejszy się o 2,5 miliona. Właśnie tyle ludzi co roku umiera na skutek nadmiaru soli. 

 

* W USA zawalił się magazyn z burbonem i 9000 baryłek tego napoju alkoholowego znalazło się pod gruzami, informuje Bloomberg.Wypadek miał miejsce w magazynie fabryki Barton 1792 Distillery w stanie Kentucky w piątek. Według właściciela, w momencie zawalenia budynku, wybudowanego w latach 40-tych XX wieku, było około 18 tysięcy 200-litrowych beczek. Połowa z nich znalazła się na ziemi.„Szacujemy, ile beczek może zostać wydobytych w całości” — informuje firma Sazerac, która jest właścicielem fabryki. „W magzynie były różne produkty destylacji różnych ekstraktów” — podała firma, zauważając, że obliczenie strat może trwać długo. Należy zauważyć, że w wyniku tego incydentu nikt nie został ranny. Lokalne władze obawiały się, że duża ilość whisky może dostać się do miejscowego stawu, ale pobrane próbki nie wykazały zanieczyszczeń.

 

KOMENTARZE

  • Fajnie sie czytalo.W sumie dobre wiadomosci ale niech Pan na oczy
    uwaza. U mnie dzis bylo 37C. Bylo nawet za goraco by traktorkiem trawe kosic.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031