Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Silny ma poddanych

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

 

O poniedziałkowej wizycie wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa wiemy tylko tyle, że po rozmowie z premierem Mateuszem Morawieckim wzbogacił się o pewne informacje, którymi obiecywał się zająć i przeanalizować. I jak oświadczył, jest pełen nadziei na kontynuowane konstruktywnego dialogu z Polską. Natomiast brytyjski dziennik "Financial Times" ocenił sytuację na linii Bruksela-Warszawa słowami „Konflikt wisi w powietrzu". Jak Pan ocenia sytuację?

Przede wszystkim nie można rozpatrywać jakichkolwiek zdarzeń dyplomatycznych dotykających Polski tak, jakby Polska była samodzielnym, suwerennym bytem geopolitycznym, czy dyplomatycznym. I podobnie jest z tymi ostatnimi spotkaniami, czy dyskusjami o Polsce, obok Polski i nad Polską. Nie można widzieć konfliktu między Warszawą a KE bez zwracania uwagi na pogarszające się systematycznie relacje Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską. Jeśli Timmermans i Morawiecki dyplomatycznie dali do zrozumienia, że nie doszli do porozumienia, to jest to następstwo wyjątkowo brutalnego wystąpienia Trumpa na ostatnim szczycie G7, wymierzonego między innymi i w dużej mierze przeciwko państwom europejskim zwłaszcza tym, które stanowią zaplecze dla KE, z Niemcami na czele.

Polska to podgrzewając, to uspokajając atmosferę relacji z Brukselą, wykonuje po prostu zlecenia Waszyngtonu. I tak to trzeba widzieć. Nikt w Brukseli nie ma złudzeń, że Polska nie jest koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie. A więc relacje Komisji Europejskiej i głównych państw europejskich w stosunku do Warszawy są również pochodną ich relacji z Amerykanami.

Niestety, w innych konfiguracjach politycznych, czy kadrowych można by na upartego próbować i z takiej niekorzystnej sytuacji wyciągnąć coś dla Polski i rozgrywać nasze położenie między Stanami i Europą. Ale oczywiście obecne władze Polski do takiej finezji dyplomatycznej zdolne nie są.

 

Już 3 lipca wejdą w życie radykalne zmiany w Sądzie Najwyższym. Więc czasu zostaje mało, by zdążyć z osiągnięciem konsensusu z Unią. Co grozi Polsce, jeśli do tego czasu kompromis nie zostanie osiągnięty?

Cała ta afera wokół sądów jest po prostu dęta. Patrząc przez pryzmat pseudodebaty politycznej w Polsce, to przeciwnicy obecnego rządu, nie pytając, nie znając, czy nie rozumiejąc podstaw ziobrystowskich reform sądowych wyobrażają sobie, że jest to rewolucja, która nagle zniszczy niezależność sądów. Niezależność sądów w Polsce nie istnieje dlatego, że sądy są narzędziem w rękach oligarchów i polityków od co najmniej dwudziestu kilku lat. Mówimy tutaj o fikcji, której obrona jest po prostu żenująco śmieszna. Z drugiej zaś strony, tzw. zwolennicy reform wyobrażają je sobie zgodnie z propagandą Ziobry i Kaczyńskiego jako wielką krucjatę przeciwko układowi sądowemu.

A w rzeczywistości, jest to malutki ruch kadrowy, mający kilku znajomym Ziobry dać wyższe pensje, pozwolić mu na ruchy kadrowe bez większego znaczenia dla praworządności Polski. Naprawdę, to jest burza w szklance wody. Żeby praworządność w Polsce mogła być zagrożona, to musiałaby najpierw istnieć, a oczywiście nie istnieje.

Z jednej strony dla władz Warszawy jest to wygodny pretekst do kolejnej burzy z opozycją i udowadniania swojej postawy wobec Komisji Europejskiej, a dla Komisji jest wygodny pretekst, żeby pogrywać sobie z amerykańskim osłem trojańskim w Europie.

Co jednak czeka Polskę? Trudno powiedzieć. Wszyscy przecież wiedzą, że nikt do tej pory tych przepisów artykułu 7. nie wdrażał. Nie wiem do końca, jaki może być skutek prawny. Będzie to raczej kwestia woli politycznej władz Unii Europejskiej. Można się spodziewać czysto formalnej decyzji.

Skończy się może pozwaniem Polski przed Trybunał Sprawiedliwości EU. To wydaje się całkiem prawdopodobne, i na co wskazuje pewien niewielki casus portugalski, kiedy to Trybunał uznał siebie za kompetentny organ, który może decydować o tzw. zagrożeniach praworządności w Portugalii. A wtedy chodziło również o tak „ważną" sprawę, jak płace sędziów portugalskich.

Powtórzę. Procedury Unii Europejskiej i wokół niej istniejące są na tyle rozbudowane, że cały ten spektakl może trwać jeszcze dość długo, i dość długo będzie trwał. To nie Polska gra. To Polską grają.

 

Brukselę o ból głowy przyprawia nie tylko Polska. Sytuacja polityczna w Unii jest napięta i z powodu presji migracyjnej, i sporów dotyczących handlu i polityki zagranicznej z administracją Donalda Trumpa. Więc „sezon ogórkowy" zapowiada się nie bardzo wesoło?

Kluczowe są właśnie relacje europejsko- amerykańskie. W tym chaosie widać jednak pewne prawidłowości i jedną z nich jest pośpiech. Jest on objawiany między innymi przy polityce wymuszeń, kiedy Stany Zjednoczone już przestają występować w masce dobrego wujka, który tu wszystkim robi prezenty, a występują jako najsilniejszy chuligan na podwórku, domagają się pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy, okazując demonstracyjne wręcz lekceważenie wszelkim formom i procedurom.

Na ostatnim szczycie G7 było to nadto widoczne. Kanclerz Merkel próbowała się zasłaniać, w ulubiony przez Europejczyków sposób, powoływaniem zespołów, wspominano o wspólnotowości europejskiej, a Trump rozbijał to po kolei, domagając się od wszystkich państw poszczególnych, pojedynczych ustępstw, jeśli chodzi o politykę handlową, celną, przemysłową. Pokazywał bardzo wyraźnie — silny nie ma przyjaciół, silny ma co najwyżej wasali i poddanych. Z kolei Europa w tej sytuacji powinna zdobyć się na suwerenność wobec Ameryki, powinna zdobyć się na realną, a nie tylko deklaratywną, biurokratyczną jedność.

A czy cokolwiek z tego wynika dla Polski? Oczywiście, nie. Ameryka nie ma żadnej dla Polski oferty, nie stanowi żadnej alternatywy geopolitycznej. To bardzo dobrze widać. Teraz mamy rocznicę wizyty Trumpa w Warszawie. Wówczas potrafił ładnie mówić napisane przemówienie o polskim powstańcu, natomiast nie miał żadnej oferty gospodarczej, żadnej propozycji inwestycyjnej, żadnych wniosków dotyczących zastąpienia Polsce Europy. Polska nie jest potrzebna ani Europie, ani USA. I co najgorsze, wydaje się nie być potrzebna także własnym obywatelom, którzy coraz bardziej masowo z Polski uciekają.

 

KOMENTARZE

  • Reformy, gadki szmatki.
    Rzadza nami a sa na poziomie grabi. Karierowicze wyzuci. Im wyzej tym gorzej. Przepracowalem w tym USA ponad 30 lat i tak zawsze bylo. Na poziomie brygadzisty mozna jeszcze bylo spotkac podcziwego czlowieka ale wyzej to juz sami szatanisci bez zadnej moralnosci.
  • @
    Nie podoba mi się postawa Rękasa jako politologa oceniającego sytuację; jest zbyt pesymistyczna i bez perspektywy przyszłości, a do tego z niską oceną (samooceną) Polski i Polaków.

    Owszem - ten świat opiera się na materialnej sile i zdolności produkcyjne Zachodu są tu wielkie.
    Jednak nie można pomijać, chociaż w wielu przypadkach jest to pomijane, nastrojów i trendów społecznych.

    Czy można postawić tezę, że Polska i sąsiedzi - są nikomu niepotrzebni i stanowią tylko balast dla "Europy"?
    To stanowisko jest skrajnie antypersonalistyczne.
    (Personalizm należy rozpatrywać zarówno na poziomie osoby jak i bytów większych - do państw włącznie).

    Tymczasem , niezależnie od zamierzeń USA i UE - kraje Trójmorza stają się "personami" i nawet jeśli Zachód chce nas traktować przedmiotowo, to istotą relacji jest kształtowanie się osobnych bytów z określeniem własnych interesów.

    Dzieje się tak niezależnie i wbrew woli rządzących, którzy chcą mieć "poddane" społeczeństwo - w służbie rządzących światem manipulatorów ideologii judaistycznej - z konsekwencjami.
    Tyle, że uświadamianie społeczne jest powolne. Ta świadomość ma "analogowy charakter", czyli nawet największe szachrajstwo nie zmieni od razu utartych opinii. Na to potrzeba czasu.

    Walka o naszą podmiotowość - musi być czyniona poprzez budowę świadomości, a nie poprzez nastawianie nas (społeczeństwa) na walkę z obcymi ( Żydami, Rosjanami, Niemcami, Kościołem, czy nachodźcami islamskimi).
    Moim zdaniem, każdy, kto podżega do walki z ww, jest wrogiem Polski i polskości.
    Tak oceniam np. tekst Wrzodaka, a wcześniej różne inne enuncjacje - choćby Kosiura itp.

    Potrzeba nam pracy nad sobą, a nie kolejnego mordobicia.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:52:48
    Panie Wojtas, to co mówi Rękas jest realną oceną rzeczywistości. Prawdziwe uświadomienie społeczne może nastąpić wówczas, gdy jest oparte o znajomość prawdy, a prawda bywa czasem bolesna. Znieczulanie bolesnej prawdy za pomocą mitów to droga donikąd, a właściwie to droga do katastrofy.
  • @staszek kieliszek 07:28:38
    Czas się zwijać z żydolewackiej, pedalskiej i już bankruta Unii. Najlepiej, już robić przygotowania do PolExit. Nie głosowałem za wejściem Polski do erochlewu i nie na taką UE się godziliśmy aby z jednego, sowieckiego jarzma pchać się pod drugie, zresztą też "czerwone" tylko pod płaszczykiem "niebieskiej pelerynki". Polska, wzorem W. Brytanii powinna też rozważyć wyjście. Tak czy inaczej, i tak ta chora struktura się rozpadnie, co też zapisane jest w Biblii. Czas najwyższy na reorientację polskiej polityki na wschód. Podejście do obrony interesu narodowego mamy podobne, system rządów się powoli harmonizuje, jest o wiele więcej do wygrania niż przegrania. UE to już cuchnący trup. Takie decyzje rząd powinien podjąć. Kłopot w tym, że nie podejmie. Strefa euro to jest właściwie rozbicie Unii i przyjęcie niegdysiejszej koncepcji dwóch prędkości. A wszystko co się z Polską wyczynia jest przykrywką dla niemiecko francuskiej polityki i jej usprawiedliwieniem tworzącym polską przyczynę zmiany unijnego układu państw w lepszych i gorszych. Dla Polski jest to sygnał do energicznego działania wyłącznie w swoim interesie bez oglądania się na konsekwencje wobec innych. Należy wywalić z Polski sieci handlowe, obce media obkładając je podatkami i przepisami administracyjnymi. Stwarzając odrębne bardziej rygorystyczne obostrzenia w imporcie żywności do Polski. Chcą ostrej jazdy, powinni ją dostać. Reakcja musi być przygotowana w pakiecie decyzji polskiego rządu. Stosownych do rekompensowania strat. Polski przemysł włókienniczy załatwiony przez chiński import, rolnictwo i przemysł spożywczy niszczony przez import z zachodniej Europy. Polski handel wyduszony przez zachodnie sieci handlowe, w których stosuje się łupiestwo w narzucaniu cen hurtowych i paskarstwo w ustalaniu cen detalicznych. Banki w Polsce zajęte przez kapitał spekulacyjny. W sieciach przemysłowo – technicznych ceny wyższe niż u polskich sprzedawców. Żywność polska na miejskich rynkach niższa niż w marketach. Jakość żywności w marketach jak dla Europy Wschodniej. Podobnie z jakością towarów kierowanych na nasz rynek. Jak długo Polska ma ów stan tolerować ? Odpowiedzią dla Zachodu jest amerykański kapitał, amerykański rynek i wzajemne obroty handlowe, które należy podnieść do odpowiednich rozmiarów i kwot. Kiedyś Polska w relacjach handlowych z USA miała najwyższą klauzulę uprzywilejowania. Jak jest teraz ? Przemysł włókienniczy przehandlowano za nasz akces do NATO. Był to warunek Turcji, która zażądała otwarcia polskiego rynku na ich wyroby włókiennicze. Sprawdźcie kto wtedy rządził? Jeśli Niemcy i Francja chcą zmieniać reguły gry w Unii Europejskiej, zmieniając ją w jakiś inny twór, do którego Polska nie przystępowała, to znaczy, że mamy wolną amerykankę. Czyli Polska, a najlepiej Grupa Wyszehradzka, i miejmy nadzieję wszystkie kraje budujące Trójmorze (budują je jeszcze?) powinny też zacząć bronić wyłącznie swoich a nie wspólnych, unijnych, interesów. Należy pomyśleć nad wprowadzeniem przepisów podatkowych wymagających płacenie podatków w kraju gdzie został wypracowany zysk, a nie w raju podatkowym gdzie firma jest zarejestrowana. Załatwić też sprawę cen transferowych, aby korporacje międzynarodowe nie mogły już więcej manipulować i oszukiwać w tej dziedzinie. Trzeba w końcu wprowadzić podatek od supermarketów wielkopowierzchniowych, oraz wprowadzić przepisy zabezpieczające interesy polskich producentów rolniczych w negocjacjach z supermarketami. Wprowadzić podatek bankowy. Wy nam tak, to my wam tak!
  • @staszek kieliszek 07:28:38
    Czy Macron idzie droga Mitteranda? Przed kilkunastu latu Mitterand namawiał skutecznie opierającego się Kohla na wprowadzenie euro. Sądził. że w ten sposób Francja uzyska większy wpływ na finanse UE. A stało się odwrotnie. Francuskie pomysły ekonomiczne rykoszetem godzą we Francję.. Amerykanie mieli racje pisząc od lat o kłopotach UE. Na początku obecnego stulecia, Unia Europejska nie poszerzała się , a tylko szukała nowych koloni , i to dużo bliżej , niż te poprzednie ! Dowodem na to jest grabież, jaka dokonała się w Polsce po wejściu do tej Unii ! Grabieży tej dokonali agenci UB, SB, WSI , oraz agenci szykowaniu już od lat 70-tych przez tę Europę. Polacy, którzy żyli w tych latach, pamiętają kogo w mediach europejskich lansowało wówczas Radio Wolna Europa , czy tym podobne . Dziś mamy jak na dłoni nowe rodzaje wojen , ...... hybrydowe, medialne i przy pomocy swoich agentów! Wielu nie znających wojny, sądzi że jak podniosą ręce i na starcie poddadzą to wojna się skończy. Właśnie o to chodzi by zająć kraje, idealnie bez wystrzału a potem je okupować, doić, mieć niewolników, grabić z zasobów. NATO postąpi podobnie, to te same kraje i narody....zaczyna być źle.
  • @Jabo 11:53:34
    Prawda, zwłaszcza w otoczce polonofobicznej nuty, może przynieść więcej szkody niż pożytku.
  • @kula Lis 67 12:50:42 I Coraz więcej wyjątków,a po co jak....
    ...wystarczy JEDEN jedyny podatek 10% od przychodów z wyłączeniem spadków I WSZYSTKO JASNE I PROSTE I MNÓSTWO ENERGI LUDZI UWOLNIONE DO POSTĘPOWYCH DZIAŁAŃ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31