Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4379 postów 1981 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Tam, gdzie trzeci korzysta…

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

SPUTNIK: Na tle amerykańskiego awanturnictwa wokół Iranu załamuje się solidarność Zachodu. Wychodzi to Rosji na korzyść - zauważa rosyjski analityk Iwan Daniłow.

 

 

Donald Trump zerwał „irańską umowę nuklearną", czym obudził perspektywę dużej wojny na Bliskim Wschodzie, od której nie sposób się będzie odciąć żadnemu z ważnych geopolitycznych graczy.Pierwszą ofiarą tego konfliktu padła jednak transatlantycka solidarność, przy czym nawet lojalne wobec Waszyngtonu media zauważają, że amerykański lider przybliża się do stanu, w którym na arenie międzynarodowej będzie pozostawiony sam jak palec.

Jeszcze do niedawna Stanom Zjednoczonym udawało się wciągać europejskie kraje NATO do swoich geopolitycznych awantur. Teraz nawet Boris Johnson, nie mówiąc już o francuskich i niemieckich dyplomatach, odnoszą się sceptycznie do strategii totalnej konfrontacji z Iranem. Financial Times opublikował to, co można nazwać epitafium dla „kolektywnego Zachodu", którego już nie ma: „Pierwszą ofiarą decyzji Trumpa padł porządek światowy, a dokładniej to, co po nim pozostawało. Teraz USA razem z Izraelem i Arabią Saudyjską znajdują się po tej samej stronie boiska, połączeni łamaniem prawa międzynarodowego. Po drugiej stronie znajdują się Chiny, Rosja, Europa i Iran. Do tej listy prawie na pewno powinniśmy dopisać Japonię, Indie, Australię i Kanadę. Trudno sobie wyobrazić, by ta przepaść się nie rozszerzała. Trump był głuchy na prośby najbliższych amerykańskich sojuszników. Emmanuel Macron i Angela Merkel nawet osobiście przyjechali do Waszyngtonu i przez ostatnie dwa tygodnie forsowali swoje stanowisko. Wrócili z niczym".

Prawie rok temu pisałem, że USA podążają w kierunku nieuniknionego konfliktu zbrojnego z Iranem, i że ten konflikt jest uwarunkowany specyfiką amerykańskiego układu politycznego, specyfiką kampanii wyborczej samego Trumpa i geopolitycznymi potrzebami USA. Wówczas, w maju 2017 roku, wielu uważało taki scenariusz za mało prawdopodobny i nieaktualny w kontekście zaostrzenia sytuacji w Syrii i KRLD, które całkowicie pochłaniały uwagę mediów. Praktyka pokazała, że opublikowana wówczas prognoza i jej uzasadnienie były słuszne. „PR i pokaz siły to rzecz dobra, ale już ryzyko bezpośredniego starcia zbrojnego z rosyjskimi wojskami na terytorium Syrii, a także poważnego incydentu nuklearnego i prawdziwej wojny na Półwyspie Koreańskim — to dla Białego Domu rzecz nie do przyjęcia, przynajmniej na dany moment (…) Potencjalne awantury w Syrii i Korei Północnej niosą dziś więcej minusów niż plusów dla administracji Trumpa, ale w przypadku ataku na Iran bilans zysków i strat przedstawia się zgoła inaczej". W przypadku Syrii administracja Trumpa rzeczywiście ograniczyła się do akcji PR-owych zamaskowanych czasem pod ataki rakietowe, ale wstrzymywała się przed interwencją zbrojną. Co się tyczy KRLD, Trump szuka jakiegoś kompromisu z kierownictwem Chin, które występują w charakterze głównego geopolitycznego protektora KRLD. W przypadku Iranu Trump nie tylko nie szuka kompromisu, ale jest też gotowy na jawny konflikt z europejskimi sojusznikami USA, żeby przybliżyć możliwość siłowego rozwiązania kwestii Iranu.

W danym przypadku należy całkowicie puścić mimo uszu oświadczenia amerykańskiego prezydenta, który tłumaczy, że chodzi jedynie o presję sankcyjną. Jak słusznie zauważył Edward Luce, główny amerykanista Financial Times, „sytuacja bardzo przypomina przygotowania do wojny z Irakiem", tylko tym razem USA będą działać bez europejskich sojuszników.

Jest rzeczą znamienną, że w danym przypadku nie zadziałała tradycyjna taktyka medialnej i społecznej presji na tych, którzy nie zechcieli wesprzeć amerykańskiego prezydenta. Przeprowadzona przez rząd Izraela prezentacja „tajnych irańskich materiałów o programie jądrowym", którą gorliwie rozkręcały co poniektóre zachodnie media nie przyniosła pożądanego efektu, a brytyjska gazeta The Economist (należąca do grupy oligarchicznych rodzin brytyjskich, w tym do Rothschildów) nawet zauważyła, że „Binjamin Netanjahu nie potrafił przedstawić dowodów na to, że Iran narusza porozumienie nuklearne". To jednak nie powstrzymało Trumpa przed zerwaniem umowy nuklearnej. Pełne przywrócenie międzynarodowych antyirańskich sankcji wydaje się jednak zadaniem nie do wypełnienia.

W celu wyrządzenia Iranowi poważnych strat ekonomicznych USA muszą przekonać Unię Europejską, Chiny i Indie — głównych nabywców irańskiej ropy i głównych partnerów gospodarczych Iranu — do dołączenia do sankcji w trybie formalnym lub nieformalnym. Warto przypomnieć, że nawet w warunkach sankcji ONZ wobec Iranu, wprowadzonych przed zawarciem „umowy nuklearnej", administracja Obamy nie zdołała zmusić Japonii, Korei Południowej, Indii i Chin do ograniczenia importu irańskiej ropy. Mając na uwadze to, że liderzy Unii Europejskiej występują przeciwko działaniom administracji Trumpa, przywrócenie europejskich sankcji także wydaje się mało prawdopodobne. Podejmowane przez amerykański Departament Skarbu próby wprowadzenia ograniczeń i karania grzywną europejskich spółek naftowych oraz banków współpracujących z Iranem doprowadzą do zaostrzenia konfliktu między Unią Europejską i USA, a nawet do retorsji ze strony UE. Kiedy USA groziły podjęciem kroków wobec europejskich spółek uczestniczących w finansowaniu i budowie Gazociągu Północnego-2, niemiecki rząd zagroził podjęciem symetrycznych kroków. W przypadku nałożenia sankcji na europejskie banki i spółki ropy naftowej reakcja też będzie symetryczna, a nawet ostrzejsza. Niechęć europejskich liderów do ustępstw w danej kwestii jest uwarunkowana zarówno interesami europejskiego biznesu, jak i względami wewnątrzpolitycznymi. Jak słusznie zauważa Financial Times, „subordynacja wobec Waszyngtonu zaważy na sytuacji wewnątrzpolitycznej". Gazeta podaje jako przykład spadek popularności Macrona po podejmowanych przezeń próbach „oczarowania" Trumpa w czasie jego wizyty w Waszyngtonie.

Nie można też wykluczać scenariusza, przy którym administracja Trumpa będzie koncentrować się nie na nałożeniu sankcji, lecz na maksymalnie szybkim przejściu do wojennej fazy konfrontacji. Jeśli patrzeć na sytuację pragmatycznie, przynosi ona Rosji korzyści. Ceny ropy naftowej idą w górę, a wraz ze wzrostem napięcia geopolitycznego rośnie popyt na rosyjską broń i na wsparcie dyplomatyczne. Co więcej, mając na uwadze fatalne zachowanie USA rośnie, nawet w Zachodniej Europie, popyt na przewidywalnych i niezawodnych partnerów do dialogu geopolitycznego. Skorzystanie ze wszystkich tych sprzyjających okoliczności i wyciągnięcie z nich materialnych i politycznych korzyści to już tylko rzecz techniczna. A z tym Władimir Putin na pewno sobie poradzi.

 

KOMENTARZE

  • sami(?) sie zagnali do naroznika
    Z kim Amerykanie beda uskuteczniac handeles jak wszystkich obloza sankcjami?
    Na koniec niech sie sami sankcjonuja
  • @ Autor
    Moje obawy budzi fakt, że Bibi i Putin dogadali się chyba w sprawie Syrii. Teraz cierpi na tym Iran.
    Czy będzie to powodem oziębienia stosunków Rosja - Chiny?
    Co będzie wtedy z BRICS?

    Oczywiście 5*

    Ukłony
  • @Jasiek 08:33:05
    A na czym opiera pan swoje przypuszczenia? To, że Bibi nadskakuje Putinowi niczego nie dowodzi. Nasi kochani przywódcy też włażyli w tyłek Izraelowi i "Ameryce", a i tak dostali pałką po łbie od swych najlepszych w ich mniemaniu sojuszników, że do tej pory nie mogą dojść do siebie. Putin musiałby być idiotą, a jego dotychczasowe działania wskazują, że nim nie jest, żeby odpuścił Syrię. Utrata wpływów w Syrii, to byłby początek końca Rosji.
  • Putin rozdając karty na BW gra na czas.
    Putin nie chce teraz wielkiej wojny.
    Putin chce oczyścić Syrię z terrorystów i ten proces postępuje.
    Putin pewnie umiejętnie rozgrywa "sojusz atlantycki" który się właśnie rozpada.
    Procesy odejścia od globalnego dolara zostały już zainicjowane w kilku miejscach na świecie. To jak podłożenie ognia pod pałac globalnych terrorystów w kilku miejscach jednocześnie i to w takich miejscach gdzie ugasić się go nie da (Rosja, Chiny, Iran).
    Arabia Saudyjska jak chce dalej sprzedawać do Chin ropę będzie musiała "zdradzić" globalną mafię i sprzedawać z złote Juany

    Procesy likwidacji globalnej mafii żydowskiej zostały uruchomione i teraz trzeba czekać na efekty i walczyć o to by globaliści nie doprowadzili do globalnej wojny. Trzeba ich paraliżować militarnie bo prawne "paraliże dla globalnych bandytów nie mają żadnego znaczenia. Teraz liczy się dla nich tylko goła żywa siła. Oni już zrzucili maski "demokratów" teraz są jawnymi bandytami (zawsze byli ale w przebraniu "demokracji").

    Teraz trzeba czyścić w Syrii, zbierać siły, rezerwy .. i czekać, przeciągać.. wygaszać prowokacje globalnych bandytów, nie reagować nerwowo na prowokacje. Czas na zdecydowaną reakcję nadchodzi...
    Już banda globalnych bandytów to tylko Izrael, USA, Arabia Saudyjska Ukraina , Polska i pewnie Albania.
    Przy czym Polska właśnie dostaje potężnego zniechęcającego kopa od "przyjaciół z "zaprzyjaźnionej" bandy globalnych bandytów (ustawa 447).

    Teorią spiskową będzie podejrzenie że jest to kop zorganizowany przez żydów Putina... bo obiektywnie to ten kop działa w interesie Putina.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031