Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Majdan w Erywaniu?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dynamicznie rozwija się sytuacja polityczna w Armenii po ustąpieniu Serża Sarkisjana. Czyżby miało dojść do zwrotu na Zachód? Co na to Rosja?

 

Doroczne święto 24 kwietnia - 103. rocznica rzezi Ormian w Imperium Osmańskim, przyćmiły w tym roku wydarzenia na scenie politycznej, a przede wszystkim dymisja premiera Serża Sarkisjana oraz poprzedzająca je dynamika ulicznych zajść i protestów. 

Ormianie są jednym z najbardziej inteligentnych kupieckich narodów Wschodu. Stare tamtejsze powiedzenie mówi, że „jeden Żyd wykiwa dziesięciu Greków, ale jeden Ormianin wykiwa dziesięciu Żydów”. Nic więc dziwnego, że również i Serż Sarkisjan - przywódca Ormian przez ostatnie dziesięć lat - był niezłym cwaniakiem. Kanclerski system rządów, jaki dla siebie wymyślił, był właśniwie kopią manewru, jaki w Rosji zastosował Putin z Miedwiediewem, i oznaczał na koniec przejście – po dwóch konstytucyjnych kadencjach (2008-2018) - z fotela prezydenta na stołek premiera, z jednoczesnym przeniesieniem na urząd premiera większości swych dotychczasowych kompetencji. W jego miejsce na stanowisko prezydenta wszedł profesor fizyki Armen Sarkisjan, b. ambasador Armenii w Londynie, ale zbieżność nazwisk jest tu przypadkowa, gdyż obaj politycy nie są ze sobą spokrewnieni.

Swoim manewrem Serż Sarkisjan jednak jakby przestrzelił i swoich rodaków nie wykiwał. Na nowym stołku utrzymał się tylko sześć dni. Zmiotły go gwałtowne zajścia i demonstracje uliczne, po których 23 kwietnia musiał ustąpić. Protesty objęły zwłaszcza Erywań, ale dochodziło do nich również w innych miastach. Ich organizatorem i przywódcą był Nikol Paszynian, z zawodu dziennikarz, z temperamentu – zadymiarz i krzykacz wiecowy, przywódca niewielkiego, opozycyjnego bloku Wyjście (Yelk, 9 mandatów w 105-osobowym parlamencie), który zdaniem części mediów jest agentem zachodnich służb specjalnych.

Wydarzenia w Armenii noszą wszystkie znamiona wyreżyserowanej „rewolucji”, jaką znamy z innych miejsc, co każe podejrzewać że również reżyser jest ten sam, podobnie jak motywy i cel.  Protesty miały charakter pokojowy i przybierały postać albo różnego rodzaju okresowych blokad (ulic, skrzyżowań, rond, ale także drogi dojazdowej na lotnisko w Erywaniu czy dojazdu do największego przejścia granicznego z Gruzją) albo wieczornych wieców na centralnych placach miast. Grupy dokonujące blokad działały w rozproszeniu i najczęściej na własną rękę, przez co trudniej było im przeciwdziałać. Na noc protestujący rozchodzili się do domów. Policja reagowała w sposób powściągliwy, unikając tzw. środków przymusu bezpośredniego i ograniczając się do zatrzymań aktywnych uczestników (z reguły po spisaniu byli oni zwalniani) oraz spychaniu demonstrantów z jezdni. Wśród protestujących dominowała młodzież studencka (frekwencja na zajęciach w Erywańskim Uniwersytecie Państwowym spadła do 30 procent). Sporadycznie przyłączali się do nich pojedynczy przedstawiciele struktur siłowych, m.in. grupa żołnierzy z armeńskiej brygady sił pokojowych w mundurach. Po stronie protestów opowiedział się także oligarcha Gagik Carukian, lider drugiej siły w parlamencie - partii Kwitnąca Armenia (Bargawacz Hajastan Kusakcutiun).

21 kwietnia wieczorem do kilkudziesięciu tysięcy protestujących na placu Republiki w Erywaniu wyszedł prezydent Armen Sarkisjan, który wezwał Paszyniana do dialogu. Następnego dnia rano doszło do spotkania Paszyniana z Serżem Sarkisjanem. Trwało ono tylko kilka minut, gdyż przywódca protestu w arogancki sposób  domagał się obecności mediów i zapowiedział, że jedynym poruszanym tematem rozmowy mogą być warunki ustąpienia premiera, co szef rządu przyjął jako ultimatum, które wykluczało dialog. Wkrótce po spotkaniu policja zatrzymała Paszyniana i dwóch innych deputowanych z jego bloku. W Armenii można zatrzymać – na czas do 72 godzin – parlamentarzystów, którzy dysponują immunitetem, ale jedynie w sytuacji, gdy popełniają czyn zabroniony lub zaraz po jego dokonaniu; w tym czasie parlament musi zdecydować, czy pozbawić ich immunitetu. Policja rozpędziła towarzyszących Paszynianowi demonstrantów i zatrzymała w ciągu dnia około 300 osób, z których 2 zostały aresztowane, a wobec 26 postawiono zarzuty karne. Wieczorem 22 kwietnia doszło jednak, podobnie jak w dniach poprzednich, do wiecu na placu Republiki, podczas którego służby nie interweniowały. Nazajutrz Paszynian został zwolniony z aresztu.

23 kwietnia, po sześciu dniach urzędowania, premier Armenii Serż Sarkisjan podał się do dymisji. Obowiązki premiera tymczasowo objął pierwszy wicepremier Karen Karapetian, który reprezentuje rządzącą Republikańską Partię Armenii (Hajastani Hanrapetakan Kusakcutiun) i był premierem w ostatnim okresie prezydentury Sarkisjana. Poprzedniego dnia odwiedził on Paszyniana w więzieniu, po czym nastąpiło jego uwolnienie.

Odejście Serża Sarkisjana oznacza koniec jego politycznej kariery.Po dziesięciu latach u władzy nie mógł się zresztą pochwalić sukcesami. Gospodarka, uzależniona od przekazów pieniężnych z Rosji, właściwie stoi w miejscu. Bezrobocie wynosi prawie 20%. Trzech na dziesięciu Ormian, czyli więcej niż w 2008 r, żyje poniżej granicy ubóstwa tj. 2,90 USD dziennie. Granice z Azerbejdżanem i Turcją są zamknięte. Zagranicznych inwestorów odstrasza powszechna korupcja. Główne gałęzie przemysłu kontrolują oligarchowie, w tym sam Serż Sarkisjan.

Wygląda na to, że zaskoczyła go skala protestów i determinacja protestujących. Z tego powodu – a także z obawy przed powtórzeniem tragedii z 2008 roku, kiedy w zamieszkach po jego wyborze na pierwszą kadencję zginęło dziesięciu demonstrantów, nie zdecydował się on od początku na rozwiązania siłowe, co okazało się błędem. Po aresztowaniu Paszyniana było już za późno i takie rozwiązania groziły rozlewem krwi na dużą skalę, a w szczególności przejściem służb mundurowych na stronę protestów. W warunkach kaukaskich polityk, który nie potrafi opanować kryzysowej sytuacji, traci mandat do sprawowania władzy.

Jest prawie pewne, że wraz z Serżem Sarkisjanem nastąpi teraz koniec władzy tzw. klanu karabaskiego – środowiska skupionego wokół polityków wywodzących się z Górskiego Karabachu, którzy odegrali istotną rolę podczas wojny w pierwszej połowie lat 90., a następnie zajęli wysokie stanowiska państwowe w niepodległej Armenii (Serż Sarkisjan dowodził karabaskimi siłami samoobrony, a przed objęciem urzędu prezydenta był wiele lat ministrem obrony Armenii). Wśród czołowych polityków Armenii, zarówno z obozu władzy, jak i opozycji, nie ma już przedstawicieli tej grupy – Karen Karapetian urodził się wprawdzie w Stepanakercie, ale jako dziecko przeniósł się do Erywania, a przez kilka lat mieszkał i pracował w Moskwie. Nie był też związany ani z armią, ani z inną strukturą siłową.

Rezygnacja Sarkisjana – chociaż spełniła główne żądanie opozycji – nie zakończyła protestów. Jak można się było spodziewać, protestujący domagają się aby premierem został samozwańczy „przedstawiciel narodu” i przywódca przewrotu, tj. Nikol Paszynian. Zamęt pogłębia się, a szeroko rozumiany obóz władzy ulega rozpadowi i dezintegracji. Odnotowuje się przypadki dołączania jego przedstawicieli do opozycji. Parlament ma zająć się wyborem premiera 1 maja. Opozycja poczuła wiatr w żaglach. Obie strony sporu zgadzają się, że powinno dojść do przedterminowych wyborów parlamentarnych, jednak zdaniem opozycji konieczne jest wcześniejsze odsunięcie przedstawicieli RPA od władzy i zmiany w ordynacji wyborczej, gdyż inaczej dotychczasowa elita, dzięki kontroli nad tzw. czynnikiem administracyjnym  (wpływy w kadrze kierowniczej, korpusie dyrektorskim, strukturach siłowych itp.) zapewni sobie ponownie sukces wbrew domniemanej woli większości społeczeństwa.

Zaistniała sytuacja wpływa bezpośrednio na sytuację bezpieczeństwa Armenii, w tym na konflikt wokół Górskiego Karabachu. Z jednej strony odejście Sarkisjana i klanu karabaskiego oznacza osłabienie związków rządzącej elity z tą enklawą, co wzbudza tam silny niepokój. Z drugiej strony, może to spowodować jeszcze większe uzależnienie Armenii od Rosji – Karapetian, w przeciwieństwie do Sarkisjana, nie zna się na wojskowości i obronności (jest ekonomistą), a wprowadzone „pod Sarkisjana” poprawki do konstytucji przewidują, że w sytuacji wojny dowództwo nad siłami zbrojnymi obejmuje premier. Nie jest jasne, czy ambicji politycznych nie przejawi armia, w której Serż Sarkisjan zachował znaczący prestiż i wpływy.

Poza wyraźnie prozachodnią postacią lidera protestów, Nikoli Paszyniana, na kluczową postać na armeńskiej scenie politycznej wyrasta p.o. premier Karen Karapetian. Jest on najbardziej popularnym politykiem partii dotąd rządzącej, który w czasie wyborów 2017 roku był „lokomotywą” tego ugrupowania. W czasie ostatniego kryzysu wyraźnie dystansował się od premiera, był autorem najbardziej pojednawczych wypowiedzi i najprawdopodobniej z własnej inicjatywy odwiedził w areszcie Paszyniana, doprowadzając do jego zwolnienia. Niewykluczone, że otrzymał nieoficjalne wsparcie Moskwy gdyż zaraz po dymisji Sarkisjana odbył telefoniczne konsultacje z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem.

Moskwa zachowuje wobec armeńskiego kryzysu daleko idącą powściągliwość. Jak się wydaje, ustąpienie Sarkisjana i ewentualne zastąpienie go Karapetianem mogło odpowiadać jej interesom (Karapetian, który kierował spółkami związanymi z Gazpromem, uchodzi za polityka skłonnego w większym niż Sarkisjan stopniu uwzględniać jej interesy). Dopiero, gdy okazało się, że dymisja premiera nie zakończyła protestów, Moskwa zaczęła wykazywać zaniepokojenie, czego przejawem stała się wzmożona aktywność w relacjach z Erywaniem: 25 kwietnia na rozmowy do Moskwy udał się p.o. szef armeńskiej dyplomacji Edward Nałbanian, a 26 kwietnia – p.o. wicepremier Armen Geworkian. Ponadto 25 kwietnia z Paszynianem spotkali się przedstawiciele ambasady Rosji w Erywaniu (spotykał się on także z ambasadorami UE), prezydent Władimir Putin rozmawiał telefonicznie z prezydentem Armenem Sarkisjanem, a premier Dmitrij Miedwiediew – z p.o. premierem Karapetianem. Stopień uzależnienia Armenii od Rosji w wymiarach politycznym, gospodarczym i militarnym oraz bezpieczeństwa jest bardzo wysoki, w związku z czym ewentualny prozachodni zwrot w polityce zagranicznej Armenii jest mało prawdopodobny, a jego próba spotkałaby się ze stanowczą reakcją (niewykluczone „zielone światło” Moskwy dla ograniczonej operacji militarnej Azerbejdżanu w Górskim Karabachu). Póki co jednak, reakcje Rosji pozostają wstrzemięźliwe, a jej strategiczne interesy nie wydają się być zagrożone.

 /na podstawie m.in. opracowań Ośrodka Studiów Wschodnich/

 

Serż Sarkisjan

 

Karen Karapetian

 

Nikol Paszynian

 

Gagik Carukian

 

Prezydent Armen Sarkisjan

 

 

KOMENTARZE

  • Dziękuję
    Takich, obiektywnych, informacji mi potrzeba.
  • @
    Zasadniczo nic się nie zmieni w stosunkach między Rosją i Armenią, jak się nie zmieniło, na przykład w stosunkach między Rosją a Uzbekistanem.
    //Ormiański opozycjonista odrzucił wszelkie insynuacje dotyczące ewentualnego zamknięcia rosyjskich baz wojskowych w tym kraju.
    „Nie mamy żadnych problemów z bazami rosyjskimi, ponieważ jak pan wie, mamy bardzo złe stosunki z Turcją. Bazy chronią część granicy, a to jest niezbędne dla naszego kraju.” - powiedział Nikol Paszynian//

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930