Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 17 stycznia 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1117) Depesze i komentarze medialne z kraju i ze świata. Zapraszam na dzisiejszy serwis:

 

* Konflikt na linii Warszawa-Bruksela coraz bardziej przyciąga uwagę zagranicznych mediów. Suchej nitki na polityce rządu Prawa i Sprawiedliwości nie pozostawił prestiżowy brytyjski dziennik „Financial Times”, który twierdzi, że problem praworządności Polski jest dla Unii nawet ważniejszy niż Brexit. „Walka o Polskę staje się testem siły populizmu nie tylko w Europie, ale i na całym świecie” – napisał we wtorkowym wydaniu „FT” jego żydowski dziennikarz Gideon Rachman. Zauważa on, że pomimo wielu niedociągnięć, Polska jest nadal jest demokracją, w której funkcjonują silnie niezależne media i partie opozycyjne. Jednocześnie wskazuje, iż próby ograniczania wolności słowa czy reforma kodeksu wyborczego czynią „życie w Polsce coraz trudniejszym”. Rachman uważa, że z konfliktu pomiędzy Warszawą i Brukselą żadna ze stron nie wyjdzie zwycięsko. Jeśli Unia nie podejmie żadnych kroków wobec Polski, zostanie oskarżona przez inne kraje Wspólnoty o ignorowanie sygnałów o łamaniu standardów demokratycznych. Z drugiej jednak strony każde działanie Brukseli zostanie odebrane przez „nacjonalistyczny rząd” Prawa i Sprawiedliwości jako naruszenie polskiej suwerenności. Jak zauważa „FT” potyczkę z Polską Unia może też przegrać w inny sposób – wystarczy, że za Warszawą  ujmie się Budapeszt, a węgierskie weto uniemożliwi podjęcie jakiejkolwiek akcji wobec naszego kraju. „To pokaże, że Unia Europejska jest słaba, podzielona i niezdolna do obrony swoich podstawowych wartości” – pisze „FT”. Brytyjski dziennik zauważa też, iż polski rząd może łatwo oskarżyć Brukselę o stosowanie wobec członków wspólnoty podwójnych standardów – chodzi o przykład Hiszpanii, która aresztowała odpowiedzialnych za zorganizowanie nielegalnego referendum secesyjnego. W Polsce takie postępowanie wobec opozycji nie ma przecież miejsca. Według „FT” PiS wykonuje już wobec Unii Europejskiej małe gesty, które mogą skłonić ją do zawarcia z Warszawą kompromisu. Chodzi m.in. o pozbycie się ministrów „uważanych w Brukseli za szalonych”. Jak pisze brytyjski dziennik, rząd Mateusza Morawieckiego będzie prawdopodobnie chciał przeprowadzić „kosmetyczne poprawki” i liczyć na to, że Unia je zaaprobuje. „Ale kompromis w tej sytuacji byłby błędem” – pisze „Financial Times”. „Sprawy Polski i Węgier są dla Unii Europejskiej ważniejsze niż wiele innych. Oba kraje podważają jej podstawy jako wspólnoty państw prawa. Jeśli Bruksela zlekceważy problem demokracji w Polsce, zemści się to na niej w przyszłości”.

 

* Prowadzimy konstruktywny dialog w sprawie praworządności z polskim rządem, a uruchomienie artykułu 7 traktatu UE nie oznacza sankcji, gdyż jest to artykuł, który ma być ostrzeżeniem - oświadczył w środę w PE szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. "Prowadzimy konstruktywny dialog z polskim rządem. W Brukseli przyjąłem nowego premiera Polski (Mateusza Morawieckiego) i obydwaj staraliśmy się doprowadzić do zbliżenia poglądów. Nie prowadzimy wojny z Polską, tylko rozmowy z rządem Polski. Uruchomienie artykułu 7 traktatu unijnego nie oznacza sankcji, to jest artykuł, który ma być ostrzeżeniem. Mam nadzieję, że w Polsce przestanie się mówić, że naszym głównym celem jest nałożenie kary na Polskę" - powiedział w Strasburgu przewodniczący KE.

 

*Kryzys w relacjach między Polską i Unią Europejską wyszedł poza ramy kolejnego targu o preferencje handlowe. Warszawa nie chce być ciągle peryferiami UE albo „Europą drugiego sortu".Polscy politycy zamierzają sami nauczyć unijnych biurokratów europejskich i chrześcijańskich wartości, a być może także uczynić swój kraj nowym ośrodkiem siły. Ale w takim wypadku Polska będzie musiała zaprzyjaźnić się ze swoim sąsiadem — Rosją. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk oświadczył, że po utracie unijnych pieniędzy Polska może wystąpić z UE. Jak powiedział, jeśli wobec Polski wzrosną zobowiązania finansowe, „władza w Polsce uzna, że czas zapytać Polaków, czy nadal chcą Polski w UE". „A potem władze zrobią wiele, by doszli do wniosku, że należy pożegnać się z członkostwem" — powiedział Tusk, rysując możliwy scenariusz. Tusk zauważył także, kierownictwo Unii Europejskiej nie ulega iluzjom w kwestii zamiarów Warszawy. „W Brukseli jest ciągle gigantyczna nadwyżka nadziei — nie mówię o zaufaniu, ono już niestety zginęło — że Polska jednak zostanie w Unii" — skonstatował szef Rady Europejskiej. Tusk nazwał rzeczy po imieniu dzięki temu, że przez siedem lat piastował urząd premiera Polski. Zatarg między Brukselą i Warszawą jest konsekwencją polskiej reformy sądownictwa. Komisja Europejska uznała, że nowe ustawy naruszają zasadę nadrzędności prawa i pozwalają władzy wykonawczej kontrolować sądy. Koniec końców KE uruchomiła procedurę, która teoretycznie może pozbawić Polskę prawa głosu w Radzie UE. Przy obecnym mechanizmie podejmowania decyzji w Unii Europejskim taki skandal jest jednak mało możliwy, i wierny sojusznik Warszawy, węgierski premier Victor Orban zapewnił, że w razie konieczności Budapeszt nałoży weto. Polska i Węgry są solidarne w kwestii migrantów. Zarówno Warszawa jak i Budapeszt wbrew żądaniom Brukseli, a także Niemiec i Francji, odmówiły rozsiedlania u siebie uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki. Irytację Brukseli budzi także to, że „Prawo i Sprawiedliwość" bezpośrednio nawołuje do nacjonalizmu. Ogółem Polska znów przeciwstawia się ośrodkowi Unii Europejskiej.Francja i Niemcy, będące lokomotywami UE, mogą porozumieć się w sprawie utworzenia unitarnej Europy. Ważne jest tutaj, kto znajdzie się w rdzeniu tego sojuszu, a kto pozostanie na peryferiach. W obecnej sytuacji Polski tak łatwo nie wypuszczą. Warszawa jest największym odbiorcą pomocy finansowej od UE, a po 2020 roku powinna ona zacząć rozliczać się z otrzymanych środków.Dlatego Bruksela z Polski nie zrezygnuje. Jak żartują między sobą niemieccy eksperci, łatwiej zmienić polskie kierownictwo niż pozwolić Warszawie wypłynąć na szerokie wody. Zresztą w samej Polsce mało kto chce wyjścia z UE — wszystkim podoba się życie w komforcie — zauważa dyrektor ds. projektów międzynarodowych Instytutu Strategii Narodowej Jurij Sołozobow. Ekspert polonista Stanisław Stremidłowski uważa, że „Polska znów odzyskuje wielkomocarstwowe ambicje, ciasno jej w UE, która albo może narzucić swój dyktat wewnątrz albo przekształci się w bardziej zwarty twór". „Warszawa musi zdecydować, w którą stronę podążać. Pozostawanie zwyczajną przestrzenią buforową między Moskwą, Pekinem i Brukselą oznacza stagnację. A utworzenie bloku Polska — Białoruś — Rosja w postaci konferencji w ciągu najbliższych 10-15 lat może stać się alternatywą" — dodaje Stremidłowski.

 

* "Antoni Macierewicz zużył dwa lata w MON (i niemal 80 miliardów złotych) głównie na przygotowywanie Polski nie do takiej wojny, jaka może nam w rzeczywistości grozić" - pisze Witold Sokała w "Nowej Konfederacji", internetowym miesięczniku opinii.  "Obrona przeciwrakietowa i przeciwlotnicza – nieadekwatna do zagrożeń. Marynarka i lotnictwo bez szans na zapewnienie wystarczającej obrony szlaków dostaw surowców. Kontrwywiad – sparaliżowany przez fatalne decyzje kadrowe oraz absurdalną nagonkę na jego byłych szefów" - to wszystko zdaniem eksperta powoduje, że zamiast zasług w przypadku Antoniego Macierewicza można mówić o "zużytych latach" w MON. "  Zdaniem Witolda Sokały, szczególnie istotny z punktu widzenia zapobiegania dywersji i potencjalnym atakom kontrwywiad jest "sparaliżowany przez fatalne decyzje kadrowe oraz absurdalną nagonkę na jego byłych szefów". To powoduje, że wobec ewentualnej agresji na Polskę - jak pisze Sokała na stronach nowakonfederacja.pl - "jesteśmy tak samo (albo i bardziej) bezbronni, jak w momencie obejmowania MON przez Antoniego Macierewicza". Nie lepiej byłoby, gdyby Rosja postanowiła zaatakować nasz kraj w sposób konwencjonalny, z użyciem wojsk pancerno-zmechanizowanych - uważa Sokała. Jak dodaje, "wbrew szumnym zapowiedziom deklaracjom", nasze możliwości obronne wcale nie wzrosły.- ocenia Witold Sokała. Ekspert "Nowej Konfederacji" zwraca uwagę, że paradoksalnie Antoni Macierewicz nie stracił stanowiska ministerialnego z powodu "błędów i zaniedbań".  To raczej skutek - jak pisze Sokała - "braku zaufania nowego premiera, konfliktu z prezydentem Andrzejem Dudą, a przede wszystkim - kilkukrotnego zirytowania Jarosława Kaczyńskiego, m.in. upartym forowaniem swoich "cherubinów'".

 

* Mamy zahamowanie przyrostu nominalnego długu publicznego - powiedziała minister finansów Teresa Czerwińska w Senacie. Jak mówiła, według wstępnych szacunków na koniec 2017 r. dług w relacji do PKB spadł o ok. 2 pkt rdr. Senat w środę zajmuje się ustawą budżetową na 2018 r. Senacka komisja finansów rekomenduje przyjęcie ustawy budżetowej bez poprawek. Prezentując senatorom budżet, minister Czerwińska powiedziała m.in. że według wstępnych danych, dług publiczny na koniec 2017 r. powinien nominalnie być na poziomie długu na koniec 2016 r., który wyniósł 928,7 mld zł. Zastrzegła, ze dokładne dane będą znane najwcześniej pod koniec marca. Jednak, jak podkreśliła, "już dzisiaj widać, że mamy do czynienia z zahamowaniem przyrostu nominalnego długu". Minister finansów dodała, że zgodnie z tymi szacunkami dług w relacji do PKB na koniec 2017 r. powinien wynieść ok. 52 proc., co oznacza spadek o ok. 2 pkt. proc. rok do roku, ponieważ na koniec 2016 r. relacja ta wynosiła 54,1 proc. Mówiąc o "obrazie makroekonomicznym" polskiej gospodarki, Czerwińska oceniła, że w IV kw. 2016 r. wróciła ona na ścieżkę szybkiego wzrostu, a głównym czynnikiem generującym ten wzrost jest popyt krajowy, w tym konsumpcja. Mówiąc o budżecie na 2018 r. minister oceniła, że gwarantuje on rozwój bez generowania nierównowag, a założony poziom maksymalnego deficytu - niższy o 18 mld zł niż w 2017 r. - jest wyrazem troski rządu o stabilność finansów publicznych. Podkreśliła też, że całość deficytu FUS zostanie pokryta z dotacji budżetowej i nie przewiduje się zaciągania przez Fundusz pożyczek. Przy czym koszty obniżenia wieku emerytalnego per saldo dla FUS w 2018 r. mają wynieść ok. 9 mld zł. Minister finansów oceniła też, że zaplanowane wydatki zabezpieczają wszystkie priorytety rządu - w tym program 500+ i wzrost wydatków na obronę - przy utrzymaniu kosztów obsługi długu na poziomie 30 mld zł. Mówiąc o planowanym wzroście dochodów wskazała, że będzie on skutkiem zarówno dobrej koniunktury, jak i zmian systemowych, odbudowujących strumień dochodów podatkowych i uszczelnienia systemu podatkowego.

 

* Szykuje się polska kryptowaluta. Jak zapewnia w rozmowie z „Pulsem Biznesu” prezes Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain, jego zespół właśnie pracuje nad odpowiednią technologią. Polska kryptowaluta miałaby nazywać się dPLN od „digital PLN”. Prace nad nią prowadzi już Polski Akcelerator Technologii Blockchain (PATB), a postępy pilnie śledzi Ministerstwo Cyfryzacji, które patronuje całemu przedsięwzięciu. Co ciekawe, kryptozłoty miałby być jedną z najbezpieczniejszych tego typu walut. — Stworzyliśmy kryptograficzną walutę, którą pozbawiliśmy cech spekulacyjnych. Chcemy dać naszej gospodarce niepodrabialny pieniądz, który nie wymaga drogiej infrastruktury, a przy okazji jego transfer jest ultraszybki – mówił „Pulsowi Biznesu” prof. Krzysztof Piech.  Piech jako prezes Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain oraz inicjator projektu dPLN wyjaśniał, na czym miałaby polegać wyjątkowość polskiej kryptowaluty. Chodzi o to, by dać możliwość wymiany 100 zł na 100 jednostek dPLN. Do tego jednak potrzebna jest pełna zgoda rządu, a ta zależy od gwarancji bezpieczeństwa zapewnianych przez twórców waluty. Ma o to zadbać m.in. zespół prawników, którzy pomogą dopasować dPLN do krajowej i unijnej rzeczywistości prawnej. Jak zdradzają twórcy projektu, prawdopodobnie będzie to wymagało ujawniania tożsamości posiadaczy kryptozłotych.

 

* Adwokat Robert N. zdecydował się zeznawać - informuje "Fakt". To on doprowadził do zwrotu działki, od którego zaczęła się afera reprywatyzacyjna. Jego zeznania pozwolą prokuraturze na postawienie nowych zarzutów. "Fakt" donosi, że w śledztwie w sprawie afery reprywatyzacyjnej doszło do przełomu. Wszystko dzięki zeznaniom mecenasa odpowiedzialnego m.in. za zwrot działki przy ul. Chmielnej 70. Dziennik miał w dwóch niezależnych od siebie źródłach potwierdzić, że Robert N. "zdecydował się sypać kolegów". Dzięki jego zeznaniom prokuratura może postawić nowe zarzuty. Co dokładnie mówi adwokat? Tego prokuratura nie zdradza. Śledczy chcą sprawdzić też, co o aferze wiedziała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Jeśli faktycznie mecenas poszedł na współpracę z prokuraturą, to stawianie nowych zarzutów ruszy niczym efekty domina - powiedział "Faktowi" Jan Śpiewak. "To on pociągnie za kraty Hannę Gronkiewicz-Waltz?" - pyta, wskazując Roberta N., "Fakt". - Trudno to skomentować, to tylko inwencja tabloidowa - mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. - Pani prezydent nie podejmowała żadnych decyzji reprywatyzacyjnych, robili to urzędnicy Biura Gospodarki Nieruchomościami - dodaje. Jak zaznacza rzecznik, Gronkiewicz-Waltz po wybuchu afery zwolniła dyrekcję biura, przeorganizowała je i przeprowadziła wewnętrzny audyt. - Wszelkie działania wyjaśniające po ujawnieniu nieprawidłowości zostały przez panią prezydent podjęte - podkreśla Milczarczyk. Nowe zarzuty już kilka dni temu dostał wicedyrektor BGN Jakub R. Jak pisała "Gazeta Stołeczna", miał on przyjąć w sumie co najmniej 12,3 mln zł łapówek za pozytywne załatwianie spraw klientów Roberta N. Prokuratura już wcześniej zarzuciła Jakubowi R. przyjęcie korzyści majątkowej (co najmniej 31,4 mln zł) oraz przyjęcie obietnicy wręczenia korzyści majątkowej znacznej wartości w kwocie nie mniejszej niż 2,5 mln zł. Zarówno Robert N., jak i Jakub R. od blisko roku przebywają w areszcie. Chmielna 70 to najsłynniejsza działka, od której zaczął się szum wokół afery reprywatyzacyjnej. Sprawę nagłośniła "Gazeta Stołeczna". Jak ustaliły jej dziennikarki, zwrotu Chmielnej 70 nie powinno być, bo roszczenia wobec spadkobierców były już przez Polskę spłacone. Komisja weryfikacyjna w listopadzie utrzymała w mocy zaskarżone decyzje dotyczące działki. Skargi wnieśli beneficjenci decyzji zwrotowych. Komisja podtrzymała stanowisko, że reprywatyzacji dokonano z rażącym naruszeniem prawa i uchyliła decyzje.

 

*UE powinna rozpocząć proces unormowania stosunków z Rosją.Oświadczył to premier Bułgarii Bojko Borisow. „Powinniśmy spróbować unormować stosunki z Rosją, która jest naszym największym sąsiadem" — cytuje Borisowa agencja RIA Novosti. 1 stycznia Bułgaria objęła półroczną prezydencję w Radzie UE.

 

* Kanclerz Austrii Sebastian Kurz zapowiedział wsparcie dla Komisji Europejskiej w sporze z Polską na temat praworządności. Swoje stanowisko wyraził w wywiadzie dla niemieckiej gazety „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Według niedawno wybranego kanclerza Austrii, KE odpowiada za przestrzeganie zasad demokracji oraz praworządności wśród członków Unii Europejskiej. Kurz zadeklarował ze swojej strony wsparcie dla instytucji w jej głośnym sporze z Polską, dotyczącym reformy wymiaru sprawiedliwości, przeprowadzonej przez Prawo i Sprawiedliwość.  Zawsze potrzebne jest zbadanie sytuacji, gdy w którymś z krajów członkowskich UE dochodzi do zagrożenia demokracji i praworządności, lub gdy powstaje takie wrażenie – wyjaśnił Kurz. – Jeśli będzie to konieczne wesprzemy KE – zadeklarował kanclerz i dodał, że opowiada się za złagodzeniem napięć pomiędzy zachodnimi oraz wschodnimi członkami UE. Szef rządu Austrii wyraził również nadzieję, że dialog z Polską okaże się skuteczny. Sebastian Kurz, lider chadeckiej Austriackiej Partii Ludowej (OeVP) został nowym kanclerzem 18 grudnia 2017 roku. Stworzył on koalicję z prawicowo-populistyczną Austriacką Partią Wolności (FPOe), której przewodniczącym jest Heinz-Christian Strache. Kilka dni po zaprzysiężeniu Kurz stwierdził, że jeśli chodzi o praworządność i demokrację w szeregach UE, „nie może być żadnych kompromisów, także wobec Polski”.

 

* Berlin broni konkretnego zgodnego z prawem stanowiska w kwestii wypłaty Polsce reparacji wojskowych. Te wszystkie kwestie zostały zamknięte na podstawie prawa — oznajmił dziennikarzom szef MSZ Niemiec Sigmar Gabriel. „Mamy konkretne zgodne z prawem stanowisko, że wszystkie kwestie dotyczące wypłaty reparacji wojskowych zostały rozwiązane na płaszczyźnie prawnej" — oznajmił minister na konferencji prasowej ze swoim polskim kolegą Jackiem Czaputowiczem. Wcześniej Warszawa oznajmiła, że Polska ma prawo do reparacji ze strony Niemiec za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej, które są upominaniem się „o sprawiedliwość i o to, co się Polsce należy". 

 

* Nowy polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz zamierza przeprowadzić w swoim resorcie zmiany kadrowe tak, aby zwolnić dyplomatów, którzy są absolwentami rosyjskich uczelni. Zamiary polskiego ministra skomentował na Facebooku przewodniczący rosyjskiej Komisji do Spraw Międzynarodowych Rady Federacji Konstantin Kosaczew.  „Plany nowego szefa polskiej dyplomacji  Jacka Czaputowicza dotyczące przeprowadzenia w ministerstwie zmian kadrowych, mających na celu zwolnienie w szczególności absolwentów MGIMO, bardzo przypominają działania bolszewików po rewolucji październikowej, kiedy po raz pierwszy w historii Rosji doszło do pełnej zamiany aparatu dyplomatycznego, i miejsce Ministerstwa Spraw Zagranicznych zajął Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych. Sądzę jednak, że obecne czystki w resorcie spraw zagranicznych w Warszawie nie jest po prostu kolejnym etapem „polowania na wiedźmy po polsku". Choć jest tym także. Wiadomo, że nie chodzi o niekompetencję dyplomatów, którzy zdobyli wykształcenie w Rosji — według danych mediów MSZ Polski już potwierdziło, że wymogi wobec nowych pretendentów na stanowiska dyplomatyczne zostaną obniżone. Mogę tylko powiedzieć, że bynajmniej nie wszyscy obcokrajowcy, którzy ukończyli MGIMO w okresie radzieckim i rosyjskim, wyjeżdżali z naszego kraju z wyraźnie prorosyjskimi poglądami (nie mówię już o proradzieckich). Ze mną w grupie zresztą, jeszcze w czasach radzieckich, uczyła się Polka, którą skreślono z listy studentów i odprawiono do domu właśnie za „antyradzieckie zapatrywania". Ale ci, którzy zdobywają wiedzę w naszym kraju, najwyraźniej przeszkadzają władzom swojego kraju czym innym: znają prawdziwą Rosję, a nie jej demoniczny obraz odmalowywany przez polskich polityków i polskie media (i nie tylko). Oni znają Rosjan, wiedzą, jak z nimi rozmawiać i dochodzić do porozumienia. Wiedzą, że nie jesteśmy ufoludkami i gotowymi do skoku wilkami, lecz takimi samymi ludźmi z własnymi interesami i przekonaniami, z którymi można i trzeba rozmawiać.To nie tylko polska, ale też panująca na całym Zachodzie tendencja: dobrze zorientowani w sprawach rosyjskich ludzie są zastępowani przez „politycznych pracowników" i tych, którzy stawiają na sankcje, a nie dialog. Oczywiście nie może to cieszyć, bo styczność z niezawodnymi politycznie, ale niekompetentnymi komisarzami jest znacznie trudniejsza niż praca z nieprzejednanymi, ale prawdziwymi profesjonalistami".

 

* Państwo Islamskie ogłosiło właśnie przez swoje przybudówki medialne, że minionej nocy odebrało Syryjskiej Armii Arabskiej kontrolę nad trzema miastami, leżącymi około 20 kilometrów na południe od strategicznej bazy i miasta Abu ad-Duhur. Tym samym, czoło uderzeniowe sił rządowych, które doszło na odległość kilku kilometrów od wspomnianego miasta, jest zagrożone odcięciem. Aby zapobiec takiej ewentualności, inne zgrupowania wojsk przebijają się doń z prowincji Aleppo. Zdobyte przez ISIS miasta to Siraa, Suraj and Al-Dżihan, co tym samym pozwoliło dojść dżihadystom na obrzeża miasta Sindżar – o bardzo dużym znaczeniu dla powodzenia całej ofensywy rządowej na bazę i miasto Abu ad-Duhur (kontrolowane obecnie przez terrorystów dawnej Al-Nusry). Ewentualna utrata kontroli nad nim przez oddziały rządowe mogłaby znacznie spowolnić, czy wręcz zatrzymać, zdobycie tych strategicznych lokalizacji – odwlekając tym samym zakończenie walk o całą prowincję Idlib o długie miesiące. Według najświeższych informacji, oddziały syryjskie musiały wycofać się z Sindżar, położonego na skrzyżowaniu ważnych tras – jednak nie jest to jeszcze potwierdzona wiadomość. Pomimo tych niedogodności, czoło sił uderzeniowych posuwa się naprzód – teraz już pomału i ostrożnie, ale nadal. Dzisiejsze natarcie, prowadzone przez siły 124. Brygady Gwardii Republikańskiej i wspierane bombardowaniami rosyjskiego lotnictwa, zdobyło miasto Batihah i kilka okolicznych miejscowości. Ponadto wcześniej, terroryści przynajmniej  dwukrotnie użyli gazu chlorowego  przeciwko nacierającym oddziałom Syryjskiej Armii Arabskiej. Na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych. W ciągu ostatnich trzech tygodni, chwiejące się początkowo siły operujące pod szyldem Wolnej Armii Arabskiej oraz Hajat Tahrir Al-Szam (dawnej Nusry) otrzymały wydatne wsparcie od terrorystów cudzoziemskich – pochodzących głównie z Chin (Ujgurzy), Kaukazu i poradzieckich krajów Azji Środkowej (wśród których dużo jest zwłaszcza Uzbeków). Jak podają różne źródła, wielu z nich zdobyło spore doświadczenie wojenne jeszcze przed wyjazdem do Syrii – szeroko komentuje się zwłaszcza udział weteranów wojen czeczeńskich, a nawet tych, którzy walczyli w Afganistanie z siłami radzieckiej interwencji. Wszyscy cudzoziemcy służą pod różnymi szyldami – ISIS, HTS i innych grup wywodzących się z dawnej Nusry, czy nawet FSA (zresztą, już w początkach 2013 roku mówiono o oddziałach „Azjatów”, walczących jako „umiarkowani rebelianci” syryjscy). Obecnie w Idlib, wielkie znaczenie odegrało również bezpośrednie włączenie się w działania wojenne sił Islamskiej Partii Turkiestanu – najbardziej wpływowej grupy złożonej wyłącznie z dżihadystów cudzoziemskich, spośród operujących w Syrii.

 

* Pentagon włączył od 10 do 15 000 byłych dżihadystów Daesh do swoich nowych Syryjskich Sił Bezpieczeństwa Granicy (BSF) w Syrii. Podobna liczba byłych dżihadystów Daesz, ewakuowanych przez wojska USA w Syrii i Iraku, została wysłana do Afganistanu. Siły graniczne BFS składają się głównie z Kurdów z SDF, którzy utworzyli się wokół Ludowych Jednostek Ochronnych (YPG), siostrzanej milicji PKK w Syrii. 230 z tych żołnierzy otrzyma szkolenie od armii amerykańskiej. Natomiast ponad 10 000 niedawnych dżihadystów Daesz będzie walczyć u boku syryjskich Kurdów pod bezpośrednią kontrolą Pentagonu. Pentagon zamierza kontynuować projekt "Rożava", tworząc w Syrii odrębny stan podobny do poronionego irackiego Kurdystanu, zorganizowany zgodnie z anarchistycznym modelem Murraya Bookchina. Dzięki tej decyzji  USA byli terroryści z Daesz nagle stali się „bojownikami o wartości demokratyczne” .

 

* Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan ostro potępił przygotowanie zmiany reżimu w Turcji przez Stany Zjednoczone. Wychodzi on z założenia, że utworzenie sił militarnych, składających się z członków dwóch organizacji terrorystycznych, kierowanych przez USA – kurdyjskiej YPG i Daeszu, mających siedzibę na granicy tureckiej, może jedynie mieć na celu interwencje przeciw Turcji. Jego spotkanie w Białym Pałacu w Ankarze z emirem Kataru, szejkiem Tamimem bin Hamadem Al-Thani, w dniu 15 stycznia 2018 r zamieniło się w demonstrację  antyamerykańskich emocji i wiec przeciwko USA.

 

* Minister spraw zagranicznych Turcji Mevlüt Çavuşoğlu oświadczył, że szef Pentagonu James Mattis na spotkaniu z nim zaprzeczył informacji o utworzeniu „sił bezpieczeństwa granicy” w Syrii. „Mattis zapewnił, że osobiście zajmie się tym problemem”- cytuje Çavuşoğlu agencja Anadolu. Spotkanie ministrów odbyło się w przeddzień szczytu w sprawie bezpieczeństwa i stabilności na Półwyspie Koreańskim w Vancouver. Szef tureckiego MSZ wezwał Stany Zjednoczone do porzucenia kroków w Syrii, które mogłyby doprowadzić do kryzysu w stosunkach z Ankarą. Jak przypomniał Çavuşoğlu, Waszyngton wcześniej zapewnił Ankarę, że​​oddziały sił samoobrony syryjskich Kurdów YPG nie są strategicznymi partnerami” Stanów Zjednoczonych i współpraca z nimi jest tymczasowa — w imię walki z terrorystami Państwa Islamskiego. „Jeśli nie uważacie YPG — syryjskie skrzydło Partii Pracujących Kurdystanu — za partnerów strategicznych, to przestańcie ich wspierać, zawróćcie broń dostarczoną do Syrii. Waszyngton nawet zapewniał nas, że stworzył listę numerów całej broni przekazanej YPG, a później zawrócił ją do arsenałów” — zaznaczył Çavuşoğlu. Według niego Turcja ma wiele powodów, aby sceptycznie odnosić się do takich obietnic, ponieważ minister ostrzegł, że stworzenie przez Waszyngton „sił bezpieczeństwa granicy” spowoduje „nieodwracalny cios dla turecko-amerykańskich relacji”. W ubiegłym tygodniu media poinformowały, że międzynarodowa koalicja na czele ze Stanami Zjednoczonymi przystąpiła do tworzenia w Syrii „sił bezpieczeństwa granicy” liczących trzydzieści tysięcy ludzi dla ochrony kontrolowanej przez nią strefy. Ich podstawą będą kurdyjscy bojownicy z „Syryjskich Sił Demokratycznych” (SDF), których Ankara uznaje za terrorystów powiązanych z zakazaną w kraju Partią Pracujących Kurdystanu. „Siły bezpieczeństwa granicy” planowano rozmieścić wzdłuż doliny rzeki Eufrat — na zachodnich obrzeżach Syrii, które kontrolują SDF, a także wzdłuż granic z Irakiem i Turcją. Do ich zadań należy „zapobieganie swobodnemu przepływowi PI”. Jak stwierdził prezydent Turcji Tayyip Erdogan, siły te zagrażają Turcji i zostaną zniszczone.

 

* Rosja i Stany Zjednoczone zorganizowały „wyścig baz wojskowych” w Syrii ze względu na fakt, że każda ze stron zamierza rozszerzyć swoją obecność w bliskowschodnim państwie i przeciwstawić się asymetrycznym zagrożeniom, pisze Defense News. Jak zaznacza gazeta, powołując się na źródła, Stany Zjednoczone mają bazę wojskową w Et-Tabka w pobliżu Rakki. Wcześniej obiekt ten był syryjską bazą lotniczą, teraz w tej bazie amerykańscy instruktorzy szkolą kurdyjskie oddziały. Kolejny obiekt wojskowy, jak pisze Defense News, jest budowany w Et-Tanfa, gdzie amerykańskie wojska nie wpuszczają sił rosyjskich ani rządowych. Z kolei Rosja ma dwie bazy wojskowe na terytorium Syrii: bazę lotniczą Hameimim i bazę morską w Tartusie. Jednocześnie gazeta przypomina, że​​rosyjskie obiekty powstały w Syrii za zgodą oficjalnych syryjskich władz. Jak zaznacza emerytowany generał libańskiej armii Vahbi Katysh, rywalizacja między Rosją a Stanami Zjednoczonymi na syryjskim terytorium, w tym w kontekście stworzenia baz wojskowych, jest uwarunkowana strategiczną pozycją Syrii. Według niego to państwo jest bramą do Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej, więc Rosja zamierza wrócić do tego regionu w charakterze wielkiego mocarstwa. Podkreślił także, że operacja wojskowa w Syrii pozwoliła Rosji zwiększyć eksport broni. W szczególności porozumienie między Rosją a Arabią Saudyjską w sprawie dostaw S-400 Triumf, jak pisze Defense News, było bezpośrednim wynikiem udanych działań rosyjskich wojskowych w Syrii. Konflikt zbrojny w Syrii trwa od wiosny 2011 roku. Rosja rozpoczęła operację wojskową przeciwko grupom terrorystycznym we wrześniu 2015 roku na oficjalną prośbę syryjskich władz. W połowie grudnia ubiegłego roku prezydent Rosji Władimir Putin wydał rozkaz wycofania rosyjskich wojsk z Syrii. Z kolei koalicja na czele ze Stanami Zjednoczonymi rozpoczęła operację wojskową w Syrii w 2014 roku bez oficjalnej zgody Damaszku.

 

* Porażka ugrupowania terrorystycznego Państwo Islamskie oznacza, że rozwiązanie kwestii palestyńskiej znów stało się priorytetem świata islamskiego. Mówił o tym prezydent Iranu Hassan Rouhani. Prezydent wystąpił we wtorek na 13. sesji Unii Parlamentarnej Organizacji Współpracy Islamskiej odbywającej się w Iranie.  „Jedną z pozytywnych konsekwencji porażki organizacji ekstremistycznej PI jest powrót na swoje miejsce kwestii palestyńskiej — w charakterze głównego priorytetu politycznego porządku dziennego islamskiej ummy (wspólnoty)" — oznajmił Rouhani, którego słowa opublikowano na stronie prezydenta. Według niego główną przyczyną destabilizacji sytuacji i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest „okupacja i aktywne poparcie przez USA reżimu syjonistycznego a także pozbawienie ciemiężonego narodu Palestyny zasadniczego prawa do stworzenia niezależnego państwa palestyńskiego ze stolicą w Jerozolimie". 

 

*Waszyngton bezpośrednio i grubiańsko ingeruje w sprawy Federacji Rosyjskiej, wzywając do bojkotu wyborów prezydenckich w Rosji, powiedział na posiedzeniu Rady Federacji szef Komisji Rady Federacji ds. Ochrony Suwerenności Państwa Andriej Klimow.„Waszyngton już po nazwisku narzuca «właściwych» kandydatów na prezydenta  Rosji, lub proponuje bojkot samych wyborów. Jest to bezpośrednia i grubiańska ingerencja w nasze sprawy” — powiedział.

 

*Socjolodzy z Centrum Lewada wyjaśnili, kogo Rosjanie uważają za wrogów państwa. Wyniki sondażu przeprowadzonego w grudniu 2017 roku publikuje RBK.Głównym wrogiem Rosji respondenci nazwali USA (68%), Ukrainę (29%) i Unię Europejską (14%). Po nich wymieniono byłe republiki radzieckie (10%) i Polskę (8%) Niemcy, NATO i Anglię (po 6%), fundamentalistów i zwolenników Państwa Islamskiego (5%). Państwa Bliskiego Wschodu i "ci, którzy dziś są u władzy / urzędnicy / rząd / „przyjaciele Putina“ — wymieniło po 4% respondentów. Jeszcze mniej respondentów obawia się terrorystów, państw Dalekiego Wschodu, korupcji (po 3%), „opozycji / piątej kolumny / założyciela  „Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego“ i oligarchów (po 2%). „Rusofobi /prozachodni“, prezydent Władimir Putin, liberałowie i syjoniści otrzymali po 1% głosów lub mniej. Odnotowano, że liczba respondentów uważających, że Rosja ma wrogów jest najmniejsza od pięciu lat. W tej chwili tego zdania jest 66% (21% uważa, że Rosja nie ma wrogów). W 2012 roku tego zdania było 63% rozmówców (18% uważało, że nie ma), a w 2014 roku, kiedy zaczął się konflikt zbrojny na Ukrainie, o tym, że Rosja ma wrogów mówiło 84% (zaprzeczało temu 8%), co było rekordem w ciągu 23 lat badań. Rosję otoczoną przez wrogów widzi teraz 23% respondentów (w 2014 — 26%), obecność wrogów wewnętrznych dostrzega 21% (20%). 27% (wcześniej — 30%) badanych uważa, że "naród, który stanął na drodze odrodzenia, zawsze będzie miał wrogów", a 16% (17%) jest przekonanych, że źródła zła należy szukać we własnych błędach. 

 

*Reprezentacje Korei Północnej i Korei Południowej wystąpią pod wspólną flagą na ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich.Przedstawiciele Korei Północnej i Korei Południowej porozumieli się w sprawie wspólnego wystąpienia na ceremonii otwarcia Igrzysk w Pjongczangu pod flagą przedstawiającą cały półwysep i uzgodnili liczebność północnokoreańskiej reprezentacji. Do ustaleń doszło w wyniku serii sześciu spotkań w strefie zdemilitaryzowanej Panmundżom. Zgodnie z ustaleniami, w lutym, na ceremonii otwarcia reprezentacje Północy i Południa zademonstrują dążenie do pojednania narodowego poprzez wspólny marsz pod białą flagą przedstawiającą na niebiesko sylwetkę  Półwyspu Koreańskiego , na którym leżą obydwa kraje. Jak głosi opublikowane po rozmowach wspólne oświadczenie, na Igrzyskach Zimowych w Pjongczangu KRLD i Korea Południowa utworzą wspólną reprezentację w hokeju na lodzie kobiet, przeprowadzą wspólne treningi w północnokoreańskim kurorcie narciarskim Masikryong. Reprezentacja KRLD będzie liczyć 150 osób. Reprezentacja uda się do Korei Południowej 1 lutego, po tygodniu przybędzie do niej 230 kibiców i dziennikarzy. Na Igrzyskach odbędzie się także pokazowe wystąpienie 30 północnokoreańskich mistrzów taekwondo. Strony porozumiały się też wcześniej w kwestii wysłania do Korei Południowej zespołu muzycznego w 140-osobowym składzie. Ponadto w Górach Diamentowych — Kumgang-san w KRLD — odbędą się wspólne imprezy kulturalne z udziałem obu państw koreańskich. Ogólnie Korea Północna ma wysłać na południe 550 osób. Opublikowane w środę porozumienie jest pierwszą taką inicjatywą od 1991 roku, kiedy to oba państwa wystawiły wspólną reprezentację na mistrzostwa świata w tenisie stołowym. W przypadku olimpiady jest to jednak decyzja bezprecedensowa. Zdaniem Do Jong-Whana, ministra kultury i sportu Korei Południowej, „budowa pokoju na półwyspie poprzez wspólny występ atletów jest ideą zgodną z wartościami stojącymi za ruchem olimpijskim”. Ewentualną gotowość do zawarcia porozumienia Kim Dzong Un zasygnalizował podczas swojego noworocznego przemówienia do narodu Korei Północnej. Kilka dni później podjęto bezpośrednie rozmowy w leżącej na granicy miejscowości Panmundżom, których efektem jest opublikowane w środę porozumienie. Aby koncepcja weszła w życie, potrzebna jest jeszcze zgoda Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, który ma zebrać się w tej sprawie w najbliższą sobotę.

 

*Pjongjang sprowokuje konflikt wojenny, jeśli nie przystąpi do negocjacji - powiedział sekretarz stanu USA Rex Tillerson.Po spotkaniu ministerialnym na temat sytuacji na Półwyspie Koreańskim  w Vancouver dyplomata został zapytany, czy Amerykanie powinni obawiać się wojny z KRLD.  „My wszyscy powinniśmy mieć trzeźwe i jasne spojrzenie na obecną sytuację. Korea Północna nadal czyni znaczące postępy w broni jądrowej, w śmiertelnej sile tej broni, jak wynika z ostatnich prób termojądrowych i stałego postępu pocisków balistycznych” — powiedział sekretarz stanu USA. Jednocześnie Tillerson odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie dziennikarzy o możliwość ograniczonego ataku wojskowego na Koreę Północną. Wcześniej amerykańskie media, powołując się na źródła wojskowe, poinformowały o możliwym ograniczonym ataku środkami niejądrowymi na KRLD. Twierdzono, że wojskowi USA mają nadzieję na pozytywny wynik takiego ataku, pomimo tego, że Pjongjang dowiódł możliwości swojej broni jądrowej. Na konferencji, która odbyła się w Vancouver, 20 reprezentowanych na niej krajów umówiło się odnośnie dążenia do realizacji przez Koreę Północną nałożonego przez ONZ reżimu sankcji. Wcześniej Organizacja Narodów Zjednoczonych ponownie zaostrzyła restrykcje wobec Pjongjangu w odpowiedzi na testy jądrowe i rakietowe. Próbując rozwiązać problem Korei Północnej, Rosja i Chiny poleciły KRLD wprowadzenie moratorium na testy jądrowe i wystrzały rakiet, a Korei Południowej i Stanom Zjednoczonym — powstrzymanie się od prowadzenia ćwiczeń w regionie w celu ustabilizowania sytuacji na półwyspie, ale Waszyngton zignorował tę inicjatywę.

 

* Minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oświadczył, że nadeszła chwila prawdy, i trzeba sobie powiedzieć, kto sprzyja uregulowaniu problemu nuklearnego na Półwyspie Koreańskim, a kto na odwrót podkopuje i zaostrza sytuację - czytamy w oświadczeniu resortu spraw zagranicznych Chin. Chiński minister zauważył, że na Półwyspie Koreańskim obserwujemy rzadki przypadek odprężenia, który wszyscy powinni doceniać. Ale, jak mówi Wanh Yi, doświadczenie pokazuje, że „za każdym razem, kiedy na Półwyspie Koreańskim sytuacja zaczyna się układać, zawsze muszą pojawić się jakieś przeszkody, a nawet osoby, które świadomie usiłują przeszkodzić". „Teraz nadeszła chwila sprawdzenia szczerych intencji wszystkich stron. Wspólnota międzynarodowa musi popatrzeć na to, kto w rzeczywistości sprzyja uregulowaniu problemu nuklearnego na Półwyspie Koreańskim, a kto podkopuje i znów zaostrza sytuację" — oświadczył Wang Yi. Chiński szef dyplomacji dodał, że normalizacja sytuacji stała się wynikiem starań wszystkich stron, szczególnie aktywną rolę odegrały Korea Północna i Południowa. W ubiegłym tygodniu między KRLD i Koreą Południową po raz pierwszy od 2015 roku doszło do rozmów z udziałem przewodniczącego Komitetu Pokojowego Połączenia Ojczyzny KRLD Ri Son-gwona i ministra ds. zjednoczenia Korei Południowej Czho Miung Kiuna. Strony porozumiały się w sprawie udziału północnokoreańskich sportowców w Igrzyskach Olimpijskich-2018, które odbędą się w okresie od 9 do 25 lutego. Wcześniej w poniedziałek Seul i Pjongjang porozumiały się w sprawie przeprowadzenia 17 stycznia kolejnych rozmów w sprawie udziału północnokoreańskich sportowców w Igrzyskach.

 

*Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew przeprowadził negocjacje z Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. Po ich zakończeniu przywódcy złożyli wspólne oświadczenia dla prasy.W swym przemówieniu Nazarbajew, komentując sytuację w KRLD, poruszył kwestię rosyjsko-amerykańskich relacji i wyraził ubolewanie z powodu ich niskiego poziomu. „Problem Korei Północnej mogą rozstrzygać wspólnie jedynie USA, Chiny i Rosja. W związku z tym, naturalnie jako sąsiedzi, odczuwamy zaniepokojenie z powodu relacji politycznych między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, które znalazły się na poziomie zerowym" — powiedział lider Kazachstanu. W Białym Domu poinformowano również, że Nazarbajew wyraził wdzięczność amerykańskiemu liderowi za gościnność i zaprosił go do odwiedzenia Kazachstanu. W ramach wizyty prezydenta Kazachstanu w USA podpisano ponad 20 porozumień na kwotę 7 miliardów dolarów — poinformował serwis prasowy przywódcy Kazachstanu. Leonid Krutakow, politolog i publicysta, w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził swoje założenia odnośnie powodów zainteresowania Stanów Zjednoczonych wobec rozwoju relacji z Kazachstanem.  „W ciągu ostatnich 10-15 lat Kazachstan zmienił orientację dostaw ropy naftowej i gazu na Chiny. Dlatego Stany Zjednoczone, dla których Chiny są głównym rywalem gospodarczym, naturalnie, usiłują znaleźć jakieś alternatywne interesy w Azji Środkowej. Jest to krok w ramach sformułowanej przez Trumpa inicjatywy walki z Chinami" — uważa politolog. Jego zdaniem rozwój współpracy ze Stanami Zjednoczonymi nie wywrze wpływu na euroazjatycką integrację Kazachstanu.  „Kazachstan jest faktycznie skrzyżowaniem chińskiej inicjatywy nowej strefy gospodarczej „Jedwabnego Szlaku". Jeśli spojrzymy na statystykę, to przekonamy się, jak wielka jest długość dróg zbudowanych tam w ciągu pięciu ostatnich lat. Kazachstan przygotowuje się do roli kraju tranzytowego na drodze odradzanego szlaku handlowego między Azją a Europą" — podsumowuje Leonid Krutakow.

 

* Papież Franciszek przebywa z pielgrzymką w Chile. Na lotnisku w Temuco, stolicy stanu Araucania zaplanowano mszę świętą na 250 tysięcy osób, pod przewodnictwem papieża. W drodze na mszę, podczas przejazdu papa mobile, ktoś rzucił w twarz papieża materiałem przypominającym ręcznik, gdy ten witał zebranych z papa mobile. Papież został uderzony w twarz, ale zdawał się tym nie przejmować i nadal z uśmiechem pozdrawiał wiernych. We wtorek i środę doszło ponadto do serii ataków na świątynie katolickie w Chile. Łącznie podpalono dwie kaplice i pięć kościołów. Atak z użyciem materiałów zapalających przeprowadzono również na bazę lotniczą La Colcha i zorganizowano zasadzkę na policyjny patrol. Odpowiedzialność za, powtarzające się od kilku tygodni ataki na świątynie chilijskie media składają na radykalną organizację Han Auka Mapu. Jej liderzy oskarżają kościół o współudział w represjach, które dotknęły Mapuczów – największe indiańskie plemię tego kraju zamieszkujące południowo-centralne obszary Chile. Indianie są rugowani z ziemi pod budowę dróg i kolei. Ulotki pozostawiane na miejscu podpaleń wskazują również na anarchistyczne tło ataków. Papież w Chile będzie do czwartku. Później uda się do Peru, gdzie odwiedzi Limę, Puerto Maldonado i Trujillo. Do Rzymu wróci 22 stycznia.

 

*Francja nie może żądać od Rosji spłacenia zadłużenia z tytułu rosyjskich obligacji przedrewolucyjnych.Nie ma jednak pełnomocnictw, by zakazać swoim obywatelom wysuwania takich żądań — poinformowało RIA Novosti Ministerstwo Gospodarki Francji. W 1867 roku carskie koleje zaczęły emitować obligacje państwowe zabezpieczone złotem. W ciągu trzech kolejnych dziesięcioleci francuscy inwestorzy zainwestowali w projekt 15 mld franków (53 mld euro w przeliczeniu na współczesne pieniądze). Część inwestorów otrzymała zyski, a reszta pozostała bez niczego, ponieważ w 1918 roku szef radzieckiego rządu Włodzimierz Lenin zrezygnował z przedrewolucyjnych zobowiązań finansowych. W 1997 roku Moskwa zawarła z Paryżem umowę uznającą, że Rosja całkowicie spłaciła długi imperium.  W ostatnich dniach we francuskich mediach pojawiła się informacja, że około 400 tys. członków francuskiego Stowarzyszenia Posiadaczy Carskich Obligacji (Afiper) chce zażądać wypłat z tytułu obligacji kupionych jeszcze przez ich dziadków. Zgodnie z informacją w artykułach łączne zadłużenie mieści się w granicach 10-30 mld euro, jednak podkreśla się także, że nie ma co liczyć na wypłaty, ponieważ Rosja już wypłaciła Francji „ponad 330 mln euro". „Spory międzypaństwowe między Republiką Francuską i Rosją w sprawie „rosyjskich pożyczek" zażegnało porozumienie między dwoma państwami podpisane 27 maja 1997 roku, zgodnie z którym Francja i Rosja wzajemnie rezygnują ze wszystkich długów finansowych, które pojawiły się między nimi do 9 maja 1945 roku a także wstrzymują się przed popieraniem żądań swoich obywateli związanych z tymi długami" — przypomniało Ministerstwo Gospodarki Francji. Resort wyjaśnił, że zgodnie z porozumieniem Rosja zapłaciła Francji 400 mln dolarów.  „Ewidencja przeprowadzona przez Ministerstwo Finansów pozwoliła na ustalenie, że 315 219 właścicieli pożyczek posiadało około 9 mln papierów wartościowych. Ci lokatorzy otrzymali wypłaty" — podkreśla francuskie ministerstwo. Zgodnie z oświadczeniem resortu obecnie „spory międzypaństwowe są zażegnane" i Francja powstrzymuje się przed jakimikolwiek żądaniami wobec strony rosyjskiej w tej kwestii. Jednocześnie zawarte między państwami porozumienie nie pozwala na pozbawienie „francuskich osób fizycznych, które nawet otrzymały rekompensatę, prawa do wysuwania roszczeń dłużnych". „Państwo nie jest jednak związane żadnymi zobowiązaniami wobec tych ludzi ze względu na zawarte porozumienie między Francją i Rosją" — podkreśla ministerstwo. 

 

* Chiński portal internetowy Sohu wyjaśnił, w jaki sposób Rosja i Chiny mogą nadwyrężyć pozycję USA w globalnej gospodarce. Publikacja zauważa, że wiele krajów aktywnie próbuje znaleźć alternatywę dla dolara jako waluty rezerwowej. W ten sposób Moskwa i Pekin w handlu dwustronnym ropą stworzyli „bezdolarowe” środowisko, a także zwiększają produkcję złota, aby zabezpieczyć się przed spadkiem dolara. Obecnie Rosja i Chiny łącznie mają około 3670 ton szlachetnego metalu. Według wydawnictwa internetowego BWChinese  USA  są na pierwszym miejscu na świecie pod względem rezerw złota (8133,5 tony). Z kolei Chiny i Rosja zajmują odpowiednio szóste i siódme miejsce (1842,6 i 1828,6 tony). Jednak zdaniem ekspertów Moskwa i Pekin mogą mieć jeszcze więcej szlachetnego metalu, ponieważ istnieje ogromna liczba kanałów jego zakupu. W ten sposób rezerwy złota obu krajów razem mogą być większe niż rezerwy USA, co stawia dolara w niewygodnej pozycji, a także może odsunąć Waszyngton w globalnej gospodarce. Rezerwy złota zarządzane są przez bank centralny lub ministerstwo finansów kraju i są częścią rezerwy złoto-walutowej, która obejmuje również papiery wartościowe i waluty 

 

* McDonald's poinformował o poważnych zmianach w swojej polityce ekologicznej. Do 2025 roku chce w całości przejść na opakowania podlegającego recyklingowi. Najbardziej rozpoznawana na świecie sieć fast-foodów chce, by w najpóźniej w 2025 roku wszystkie sprzedawane przez nią wraz z żywnością kubki, słomki, torby i inne opakowania były produkowane z materiałów odnawialnych – głównie różnych rodzajów papieru lub tektury. Chce również, aby 100 proc. tych materiałów były poddawanych recyklingowi – a nie 10 proc. jak jest teraz. McDonald's wprowadza te zmiany, bowiem jak powiedziała Francesca DeBiase, odpowiedzialna za działania proekologiczne w McDonald's, tego oczekują jego klienci. Chcą, by używać mniej opakowań, używać ich odpowiedzialnie i pomyśleć o ich powtórnym przetworzeniu po wykorzystaniu w sieci barów. Amerykanie przyznają, że zrealizowanie ambitnego zadania przejścia w całości na poddające się recyklingowi materiały do 2025 roku jest ambitne – sieć ma 37 tys. barów na całym świecie i w niektórych krajach oczekiwania odnośnie szeroko rozumianej ochrony środowiska są mniejsze niż w USA lub na zachodzie Europy. Ale te trudności jej nie zniechęcają – chce poprzez swoje zachowania tworzyć również pewne wzorce dla innych.  Nowy cel dotyczący recyklingu wszystkich opakowań wykorzystywanych przez McDonald's nie jest pierwszym tego typu działaniem amerykańskiej sieci. Wcześniej podjęła np. decyzję, aby do 2020 roku papier, w który pakowane są burgery pochodził z odzysku albo z odpowiedzialnych upraw lasów. Zrezygnował również w niektórych krajach z opakowań piankowych.

 

*Nowa amerykańska doktryna wojenna przewiduje atak nuklearny w odpowiedzi na cyberatak.Nowa doktryna nuklearna USA przewiduje możliwość ataku jądrowego w odpowiedzi na niejądrowe działania, w tym ataki cybernetyczne na infrastrukturę Stanów Zjednoczonych, pisze gazeta The New York Times, powołując się na treść dokumentu, który został wysłany do zatwierdzenia prezydentowi kraju Donaldowi Trumpowi. Gazeta zwraca uwagę, że od dziesięcioleci Waszyngton grozi atakiem jądrowym na przeciwników tylko w ekstremalnych sytuacjach, takich jak atak biologiczny na Stany Zjednoczone. Jednak nowy dokument rozszerza zakres powodów, które dają głowie państwa prawo do użycia broni nuklearnej. Teraz gospodarz Białego Domu może „nacisnąć czerwony guzik” w przypadku próby zniszczenia kluczowych obiektów amerykańskiej infrastruktury, w tym linii energetycznych i łączności, które są podatne na ataki cybernetyczne. Jednak, jak precyzuje gazeta, dokument będzie przewidywał także niejądrowe środki reagowania na takie ataki. Dokument, który odzwierciedla główne amerykańskie podejście do arsenałów jądrowych i możliwość ich wykorzystania, został przygotowany przez Pentagon i jest rozpatrywany w Białym Domu.

 

*USA opowiedziały o zagrożeniu 100-megatonowego okrętu podwodnego-torpedy Federacji Rosyjskiej.Jak pisze The National Interest, zgodnie z nowym przeglądem amerykańskiej polityki nuklearnej, międzykontynentalny autonomiczny atomowy okręt podwodny „Status-6” jest prawdziwą bronią Rosji i może stanowić zagrożenie dla USA. Opinie analityków co do poziomu tego zagrożenia są różne. Niektórzy eksperci wojskowi próbują uspokoić czytelników, że bezzałogowy okręt podwodny-torpeda nie będzie dość skuteczną bronią. Tymczasem inni specjaliści przyznają, że okręt podwodny jest rzeczywiście wystarczająco duży, aby przenosić megatonowe ładunki i jest bardzo niebezpieczny. Jednocześnie głównym problemem dla Waszyngtonu jest to, że „Status-6” jest w stanie obejść amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej. Nawet jeśli podwodny dron z potężną głowicą jądrową na pokładzie uda się wykryć po hałasie silników, okręt podwodny-torpeda nadal będzie poruszać się dopóki nie zostanie fizycznie zatrzymany. The National Interest zwraca uwagę, że taka broń może być wykorzystana przeciwko obiektom przybrzeżnym, okrętom morskim i całym rejonom. „Status-6” jest w stanie spowodować potężne tsunami i stworzyć rozległe obszary skażenia radioaktywnego.

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent USA Donald Trump przeszli okresowe badania lekarskie. Jakie są ich wyniki?Prezydent Rosji  Władimir Putin  jest absolutnie zdrowy i „wielu może mu pozazdrościć kondycji”, powiedział rzecznik szefa państwa Dmitrij Pieskow. „Mogę was zapewnić, że prezydent jest absolutnie zdrowy i wielu może mu pozazdrościć kondycji” — powiedział. Oprócz tego, odpowiadając na pytanie o ewentualnym ogłoszeniu danych o stanie zdrowia Putina, Pieskow powiedział, że prawo nie przewiduje takiego formatu.  „Nie wiadomo mi, aby takie formaty były przygotowywane. W naszym ustawodawstwie jakiegokolwiek obowiązkowego ujawniania informacji o stanie zdrowia prezydenta nie przewidziano” — powiedział Pieskow. Wcześniej Władimir Putin ujawnił tajemnicę, skąd bierze energię i siłę przy tak napiętym harmonogramie.  „Jest takie słowo — sport. Nie mylić ze spirytusem (w języku rosyjskim "spirt"). Niewielka różnica w pisowni, ale w rzeczywistości jest to kolosalna różnica. Oto jeden z sekretów” — powiedział rosyjski przywódca, który w październiku ubiegłego roku skończył 65 lat. Zdaniem szefa państwa jest również bardzo ważne, gdy praca przynosi satysfakcję i korzyści dla innych ludzi. We wtorek lekarz amerykańskiego prezydenta Ronnie Jackson wystąpił przed dziennikarzami ze szczegółowym raportem na temat zdrowia fizycznego i psychicznego Donalda Trumpa. Zgodnie z ustaleniami  Trump  jest całkowicie zdrowy. Jackson zauważył również, że Trump ma „doskonałe geny”, doskonałe wskaźniki kardiologiczne, codziennie przyjmuje aspirynę jako profilaktykę chorób serca i preparaty na wypadanie włosów i na obniżanie poziomu cholesterolu. Lekarz prezydenta USA zaprzeczył również jakimkolwiek aluzjom co do możliwych zaburzeń psychicznych Trumpa. Amerykański prezydent ma 71 lat i siedem miesięcy, waży około 108 kilogramów, jego wzrost wynosi 190 centymetrów, jego serce bije 68 razy na minutę w spoczynku, a jego ciśnienie krwi wynosi 122 na 74. Przez całe życie Trump nie pije ani nie pali, ale również nie prowadzi aktywnego trybu życia i lubi jeść fast foody.

 

*Amerykańscy i brytyjscy uczeni przedstawili oficjalne oświadczenie dla Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych, w którym opowiedzieli, kiedy Ziemia stanie się niezdatna do życia dla człowieka i innych ssaków.W swojej pracy specjaliści wskazują na niebezpieczeństwo zmian klimatycznych, nieuniknionych z racji wzrostu zużycia energii, który się utrzyma nawet przy redukcji emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Według danych uczonych temperatura na całym świecie będzie niezdatna do życia dla ssaków już w 2200-2400 roku niezależnie od spadku wzrostu ludzkości w okolicach 2100 roku. Uczeni wskazują też na inne ryzyko, które grozi naszej cywilizacji, w tym na zimę nuklearną, pandemię, zderzenie Ziemi z asteroidami, a także nieoczekiwane skutki stworzenia sztucznego intelektu. O tym, że Ziemię czeka nieznośny upał  mówił brytyjski fizyk Stephen Hawking.

 

* Hakerzy z grupy Fancy Bears odkryli korespondencję byłego honorowego członka Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) i byłego prezesa Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), Holendra Heina Verbruggena z prezesem MKOl Thomasem Bachem. Do jednego z listów Verbruggena dotarła redakcja Ria Novosti. W piśmie z 13 października 2016 roku Hein twierdzi, że Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) od momentu utworzenia służy politycznym celom anglosaksońskiej koalicji, a działalność WADA i jej kierownictwa szkodzi wizerunkowi MKOl i całemu ruchowi olimpijskiemu. „Myślę, że wielu z nas nagle uświadomiło sobie, że od 17 lat WADA znajduje się w rękach czterech osób: Richarda Pounda, Davida Howmana (były prezes i były dyrektor generalny WADA — red.), Craiga Reediego i Oliviera Niggli (obecny prezes i obecny dyrektor generalny WADA — red.). Nie liczę Johna Faheya, który nieoczekiwanie zajął stanowisko szefa WADA, nie mając żadnego doświadczenia w walce z dopingiem (co prawdopodobnie było wygodne dla tych, którzy chcieli utrzymać władzę, ale na pewno niewygodne dla WADA). Przy całym szacunku do prezesa Reediego sądzę, że nikt ze znajomych z WADA nie będzie kwestionować tego, że Pound nadal utrzymuje dominującą pozycję w organizacji" — pisał Verbruggen. Hein, zmarły w 2017 roku na białaczkę, uważał, że WADA nie zdołała stać się skuteczną i szanowaną na świecie organizacją antydopingową, dlatego że od samego początku, z chwilą jej utworzenia w 1999 roku, była zaprzęgana między innymi do zadań politycznych. „Wszyscy wiemy, choć zwykle boimy się mówić o tym na głos, że w wystąpieniach kierownictwa WADA dają się czasem słyszeć antyżydowskie motywy, a czasem też skierowane przeciwko MKOl. Kierownictwo WADA mianowane przez MKOl (co czyni sytuację jeszcze bardziej cyniczną), zazwyczaj ściśle współpracuje z wąską grupą antydopingowych komisji z państw reprezentujących głównie anglosaksońską koalicję (USA, Kanada, Nowa Zelandia, Australia, Wielka Brytania), a także państwa skandynawskie pozostające nieco na uboczu. Takie podejście pozwala jednym i tym samym osobom utrzymywać się przy władzy przez długi czas. Ta koalicja odwierciedla się także w strukturze komisji WADA i grup eksperckich:  spośród 11 komisji dziewięciu przewodniczą przedstawiciele anglosaksońskiej koalicji — jak wiadomo, to najważniejsze komisje;  spośród 112 członków 56 jest Anglosasami, kolejnych dziesięciu reprezentuje Skandynawię;  spośród 11 komisji w siedmiu Anglosasi mają większość, a w kolejnych dwóch większość mają Anglosasi i Skandynawowie;  w każdej komisji jest bardzo dużo przedstawicieli Kanady i USA". Hein napisał ten list w wieku 73 lat, osiem miesięcy przed swoim śmiercią. Hein niejednokrotnie podkreślał, że nie ma żadnych ambicji i chce tylko, by szef MKOl zauważył, co się wokół niego dzieje. Hein zwrócił uwagę na sytuację, kiedy WADA zaproponowała odsunąć od udziału w Igrzyskach w 2016 roku wszystkich sportowców z Rosji, a gdy Komitet Olimpijski się na to nie zgodził, Pound oświadczył całemu światu, że MKOl potrzebne są zmiany. Verbruggen upierał się przy tym, że zmiany potrzebne są nie MKOl, lecz Agencji Antydopingowej manipulowanej przez klikę osób, które sformowały koalicję i nie boją się utracić stanowisk, bo władza tak czy inaczej pozostanie na ich stronie. Swój list Hein wysłał nie tylko Thomasowi Bachowi, ale te wszystkim członkom komisji wykonawczej MKOl. I to ogromny skandal.

 

*W pobliżu Detroit, w stanie Michigan, spadł meteoryt - poinformowała Narodowa Służba Meteorologiczna USA na Twitterze. Zjawisko odnotowały zewnętrzne kamery nadzoru i wideorejestratory.„Po zbadaniu danych Narodowa Służba Meteorologiczna potwierdza, że błysk i trzask nie był związany z grzmotem czy błyskawicą, lecz najprawdopodobniej z meteorytem. Śledzimy informacje napływające od agencji astronomicznych, żeby oficjalnie potwierdzić informację" — głosi wpis resortu. Geologiczna służba USA także potwierdziła fakt upadku meteorytu. Do zjawiska doszło w odległości ośmiu kilometrów od miejscowości New Haven. Upadek wywołał trzęsienie ziemi o dwóch stopniach w skali Richtera. Nie ma jak razie informacji o szkodach i ofiarach.

 

*Administracja hostingu wideo YouTube ogłosiła zmiany w regułach pracy z blogerami - czytamy na blogu firmy.Znaczna część nowych reguł ma na celu zaostrzenie wymogów dotyczących monetyzacji zawartości.  „Spamerzy, imitatorzy i inni nieuczciwi użytkownicy nie będą mogli zaszkodzić naszej wspólnocie i wyciągnąć korzyści z naszej pracy" — zauważa administracja. W nowych regułach czytamy, że uczestnictwo w programie partnerskim wymaga zebrania czterech tysięcy godzin oglądania w ciągu ostatnich 12 miesięcy i tysiąc subskrybentów. Zrobiono to po to, żeby nieuczciwi blogerzy nie mogli zarabiać pieniędzy i wpływać na dochody innych użytkowników. Nowe reguły wejdą w życie 20 lutego. Według informacji  YouTube zmiany dotkną znaczną ilość kanałów. Administracja hostingu wideo planuje też omówić reguły zachowania posiadaczy dużych kanałów. W tym celu YouTube urządzi spotkanie z autorami dużych kanałów.

 

* Niemiecki  jasnowidz Matthew Lang przepowiedział „straszliwą rzeź”, która nastąpi na Ziemi w ciągu najbliższych pięciu lat. „Argumenty tygodnia” przeanalizowały opinie ekspertów i zgromadziły scenariusze wybuchu III wojny światowej w 2018 roku.  Stany Zjednoczone i Rosja są czołowymi potęgami militarnymi na świecie, więc konflikt między nimi nieuchronnie doprowadzi do globalnego konfliktu. Jak wiadomo, Rosja ma drugi co do wielkości potencjał nuklearny na świecie, którego użycie gwarantuje doprowadzenie do zniszczenia terytorium USA. Mimo to nie można wykluczyć amerykańskiej agresji przeciwko Rosji, uważają eksperci. Jakiś czas temu rumuński analityk Valentin Vasilescu opublikował materiał, w którym czytamy, że Waszyngton chce za wszelką cenę zatrzymać Moskwę, która swoimi działaniami w Syrii zagroziła międzynarodowemu  statusowi i reputacji Stanów Zjednoczonych jako światowego hegemona. Vasilescu uważa, że​​trampoliną dla amerykańskiej agresji mogą stać się państwa bałtyckie. Według eksperta cytowanego przez „Cargrad” Stany i ich sprzymierzeńcy z NATO w przyszłym konflikcie postawią na taktykę blitzkriegu. Spróbują zadać szybki cios Rosji, co spowoduje załamanie się systemu politycznego kraju. Konfrontacja Indii i Pakistanu trwa od połowy XX wieku, kiedy kraje te uzyskały niepodległość. Delhi i Islamabad już wielokrotnie zaczynały ze sobą walczyć i nic nie powstrzyma ich przed zrobieniem tego ponownie, uważa amerykański magazyn National Interest. Autorzy publikacji przewidzieli, że przyczyną nowego konfliktu mogą być głośne akty terrorystyczne, które grupy sponsorowane przez Pakistan przeprowadzą na terytorium Indii. Jest bardzo prawdopodobne, że podczas późniejszych działań strony użyją taktyczną broń jądrową. Ze względu na dużą gęstość zaludnienia tego regionu straty ludzkie będą olbrzymie. Wojna w Azji Południowej jest niebezpieczna, ponieważ z pewnością zaangażują się w nią Stany Zjednoczone, wspierające Indie, a także Chiny, które są związane sojuszniczym stosunkami z Pakistanem. Następnie III wojna światowa stanie się rzeczywistością. Sytuacja wokół Korei Północnej pozostaje napięta. Waszyngton regularnie grozi KRLD użyciem siły, jeśli kraj ten nie zaprzestanie swojego programu nuklearnego. Pjongjang w odpowiedzi deklaruje gotowość do ataku rakietowego nie tylko w Stany Zjednoczone, ale także w ich sojuszników — Koreę Południową, Japonię i inne państwa. Profesor badań światowych konfliktów na Uniwersytecie w Uppsali Isak Svensson uważa, że​​prawdopodobieństwo wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim jest wysokie. Specjalista zwrócił uwagę na to,że region stał się areną stałych manewrów wojskowych. Działania bojowe na pełną skalę mogą wybuchnąć z powodu jednego fatalnego przypadku, który miałby miejsce podczas ćwiczeń. Potem koło zamachowe wojny już się nie zatrzyma, zacytował Svenssona portal 360tv.ru.

 

KOMENTARZE

  • autor
    Panie Bogusławie, a co z datą 17 stycznia 1945? Zabrakło miejsca?
  • @hamurabi 22:55:45
    Jest już osobny materiał pt. 17 stycznia w Warszawie. Pozdrawiam BJ
  • @Bogusław Jeznach 22:58:57
    Zauważyłem, dziękuję, również pozdrawiam.
    MK
  • Pieniadze amerykanskiego podatnika sa wydawane tak:
    https://www.youtube.com/watch?v=ae4IFNmdX04
  • @
    http://ngm.nationalgeographic.com/2012/09/wealthy-roma/img/04-stylish-roma-teens-hang-out-670.jpg
    Beverly Hills nr 2 - to nazwa miejscowości Buzescu, położonej 80 km na południowy-zachód od Bukaresztu, gdzie mieszkają tylko bogaci Romowie.
    W sumie Buzesku około 800 domów, wśród których najtańsze kosztują około 2 miliony dolarów, a cena najdroższych sięga 30 milionów dolarów Ogólnie rzecz biorąc, eksperci szacują Buzesku na 4 miliardy dolarów, a to miasto jest uważane za jedno z najdroższych w Europie.
    Buzescu jest wyraźnym przykładem finansowych możliwości Romów. Ich dochody są kształtowane kosztem zarobków Romów na całym świecie: zgodnie z prawem społeczności, do którego Romowie ściśle się stosują, jej szeregowi członkowie wnoszą do 10% swoich dochodów do tak zwanej ogólnej kasy fiskalnej.
    To dużo: według szacunków w społeczności cygańskiej, tylko w Europie jej liczba wynosi do 12 milionów ludzi.
    Ludność Buzescu jest znacznie mniejsza - tylko 5 tysięcy osób, w większości przedstawiciele najbardziej wpływowych klanów romskich.
    Do niedawna żył tu człowiek o imieniu Florian Chioab, który był nazywany nie tylko królem wszystkich Cyganów, ale także królem Rumunii: pod względem wpływów nie był gorszy od pierwszych osób w państwie i przyjaźnił się z rumuńskim prezydentem Traianem Basescu.
    Po śmierci Chioaba w zeszłym roku jego najstarszy syn Dorin odziedziczył tytuł.
    Pogrzeb cygańskiego barona, który według prasy rumuńskiej kosztował 5 milionów euro, wstrząsnął światem swoim zasięgiem.
    Chioaba spoczywał w trumnie wykonanej z rzadkiego drewna, z kryształowym oknem, klimatyzacją i oświetleniem, a w ręce zmarłego włożono sztabkę złota.
    Cechą narodową jest pasja do żółtego metalu - w przypadku Chioabiego osiągnęła ona maksimum: złota potrzeba było ponad 55 kg na wystrój wnętrza domu, w tym na wyroby sanitarne.
    https://nv.ua/publications/cyganskie-koroli-i-barony-zhivut-vo-dvorcah-sobirayut-dan-i-vershat-pravosudie-na-svoe-usmotrenie-23052.html
    Trochę foto:
    https://ok.ru/etotdenvkalendare/topic/64548442483496
    http://ngm.nationalgeographic.com/2012/09/wealthy-roma/gachet-kashinsky-photography#/01-woman-cleaning-in-buzescu-670.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930