Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niedziela, 14 stycznia 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1114) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* W Polsce pogłębia się kryzys w szeregach opozycji, gdzie dwie główne partie – PO i .Nowoczesna – idą w rozsypkę. Wyrzucenie Marka Biernackiego i dwójki posłów z PO, groźby odejścia kilku posłów z Nowoczesnej i kary dla parlamentarzystów to nie koniec politycznej burzy. Na jaw wychodzą nowe fakty w sprawie głosowań, które - w opinii części komentatorów - pogrążają opozycję. Marek Biernacki, jeden z najbardziej doświadczonych polityków PO został wyrzucony za burtę po głosowaniu w sprawie aborcji. Zagłosował w środę za projektem zaostrzającym prawo ("Zatrzymaj Aborcję") oraz przeciwko projektowi liberalizującemu jej zasady ("Ratujmy Kobiety"). Przeprowadzone przez zarząd PO czystki w szeregach partii, odbiły się szerokim echem w środowisku politycznym. Głowami za brak udziału lub głosowanie przeciwko projektowi zapłacili też Joanna Fabisiak oraz Jacek Tomczyk. Kary spadły też na posłów Nowoczesnej, choć w tej partii ograniczono się do konsekwencji finansowych za brak obecności w czasie głosowania nad ważnym projektem obywatelskim.  Według informacji RMF FM, kierownictwo Nowoczesnej zostało powiadomione przed środowym głosowaniem o stanowisku trójki swoich posłów: Marka Sowy, Pawła Pudłowskiego oraz Elżbiety Stępień. Mieli oni poinformować władze partii, że będą przeciwni projektowi ustawy. Radio podało, że Katarzyna Lubnauer oraz Kamila Gasiuk-Pihowicz miały namówić trójkę posłów, by w ogóle nie brali udziału w głosowaniu. Kierownictwo uważało, że sprzeciw wobec projektu "Ratujmy kobiety" spotkałby się z gorszym odbiorem niż niegłosowanie. Nie sądzono, że w ślad za tą trójką pójdą także inni posłowie. Łącznie w środowym głosowaniu nie wzięło udziału 28 posłów PO i Nowoczesnej. 11 osób z Nowoczesnej ma zapłacić po tysiąc złotych na cele charytatywne. Wręczono im również nagany.  W kryzysie jest też PO. Doświadczony polityk Marek Biernacki o wyrzuceniu z Platformy dowiedział się w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Nie krył zaskoczenia. Zapewniał, że wewnątrz PO nigdy nie istniała żadna dyscyplina w głosowaniach światopoglądowych, a sam zagłosował zgodnie ze swoim sumieniem. Teraz musi pożegnać się z partią, z którą był związany od 2002 roku.  Marek Biernacki w latach 1999-2001 był ministrem spraw wewnętrznych i administracji, a w latach 2013-2014 piastował urząd ministra sprawiedliwości. W latach 80. był podziemnym działaczem „Solidarności”, a od 1991 był likwidatorem majątku PZPR w Gdańsku. Poza Biernackim, z Platformy zostali wyrzuceni Joanna Fabisiak oraz Jacek Tomczak.

 

* Jak podaje na swojej stronie internetowej Gość Niedzielny, Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy Kobiety mógł znacznie zaniżyć wyniki zbiórki podpisów pod legalizacją dzieciobójstwa w Polsce. Aborcjonistki, pod koniec swojej zbiórki ogłaszały publicznie, że udało im zebrać się prawie pół miliona podpisów. Do całkiem innych rezultatów można dojść, dokonując samodzielnych obliczeń na podstawie ogólnodostępnych dokumentów Kancelarii Sejmu dotyczących sprawy. Jak podaje na swojej stronie GN: „Spośród złożonych 21823 stron z podpisami Kancelaria Sejmu przeliczyła podpisy z pierwszych 11500 stron. Znalazło się na nich 105481 ważnych podpisów. Daje to średnio 9,17 podpisów na stronę. To i tak niesłychanie wysoki wynik, biorąc pod uwagę fakt, że na jednej stronie znajduje się 10 miejsc na podpisy.” Kancelaria Sejmu wskazuje ponadto, że “wykaz podpisów obywateli zawiera 21823 strony znajdujące się w 44 teczkach”. Przyjmując skrajnie przychylny dla feministek sposób, że wszystkie te strony zostały zapełnione 10 podpisami, to okazuje się, że łącznie zebrać mogły maksymalnie 208 711 podpisów.

 

* Niemiecki magazyn  "Der Spiegel"  pisze, że misją nowego premiera Mateusza Morawieckiego jest dialog z Europą, a Polska nie musi obawiać się sankcji w związku z art. 7 traktatu UE. Zadaniem Morawieckiego jest pozyskanie "umiarkowanego, proeuropejskiego elektoratu, bez którego Kaczyński nie wygra w przyszłym roku wyborów". Gazeta podkreśla, że nowy premier Polski "mówi płynnie po angielsku i pracował w międzynarodowej bankowości, a jego misją jest Europa". Magazyn pisze też o rekonstrukcji rządu, zwracając szczególną uwagę na wymianę szefów MSZ i MON. Witolda Waszczykowskiego nazywa ministrem "robiącym dużo szumu”, natomiast Antoniego Macierewicza politykiem "mającym słabość do teorii spiskowych". "Der Spiegel" zaznacza, że Morawiecki "może pomóc w poprawie wizerunku Polski, chociaż w spornych kwestiach uchodźców i reformy sądownictwa premier nie cofnął się ani o milimetr". Podkreśla jednak, że nałożenie na nasz kraj unijnych sankcji jest "niemal niemożliwe", bo nie pozwolą na to Węgry, a być może także Czechy, Austria i Wielka Brytania. Gazeta przestrzega też przed lekceważeniem prezesa PiS. Przypominając o wymianie Beaty Szydło na Mateusz Morawieckiego, niemiecki tygodnik ocenia, że "Kaczyński kieruje swoim krajem, nie posiadając żadnego rządowego stanowiska, opierając się jedynie na swoim instynkcie".

 

* Prezes Lidla Maksymilian Braniecki napisał list do premiera Mateusza Morawieckiego. To reakcja na słowa szefa rządu, który stwierdził, że zagraniczne sklepy minimum raz w miesiącu powinny organizować "polski tydzień". Treść pisma ujawnił portal Money.pl. Czytamy w nim, że szef Lidla zaprasza Morawieckiego do zakupów w swojej sieci handlowej. Przekonuje też, że supermarket wspiera polskich producentów. "Pragnę zwrócić Pańską uwagę, że sprzedaż artykułów spożywczych od polskich producentów stanowi ponad 70 proc. obrotu firmy Lidl Polska. Zatem mogę stwierdzić, iż każdy tydzień w sklepach naszej sieci to »tydzień polski«" – tłumaczy Braniecki.  Money.pl wyjaśnia, że to pierwsza taka reakcja prezesa Lidla, który zwykle nie zabiera głosów w sprawach politycznych. Według portalu list Branieckiego ma związek z wypowiedzią Morawieckiego, który w piątek odwiedził siedzibę Mlekovity.  Chciałem zaapelować do wszystkich producentów i sieci dystrybucyjnych, żeby polskie produkty znalazły należyte miejsce na półkach. Żebyśmy nie byli dyskryminowani względem tego, jak polskie produkty traktowane są za granicą – mówił premier. Dodał, że obecnie w Polsce zagraniczne dyskonty organizują tygodnie tematyczne z pominięciem polskich produktów. Nie wymienił przy tym żadnej sieci handlowej, ale Braniecki mógł poczuć się wywołany do tablicy, bo to właśnie Lidl wypromował się na tzw. tygodniach tematycznych.  W ocenie Branieckiego tylko w 2016 roku wartość produktów od polskich producentów wyeksportowanych za pośrednictwem 20 krajów, w których obecny jest Lidl, wyniosła 2 mld zł. Prezes spółki zaprosił premiera do odwiedzenia siedziby swojej firmy, oświadczając, że "na wspólny sukces" pracuje w niej ponad 15 tys. Polaków.

 

*Siły zbrojne Turcji dokonały zmasowanego ostrzału artyleryjskiego na pozycje sił samoobrony syryjskich Kurdów (YPG) w rejonie Afrin na północnym zachodzie Syrii. Doszło do ponad 40 wystrzałów, informuje agencja Anadolu.Informuje się, że ataki zostały dokonane przez siły zbrojne Turcji, rozlokowane w rejonie Hassa i Kyrykhan w tureckiej prowincji Hatai. Ich celem były obiekty YPG w Basufanie, Dżinderze, Memelanie, Meskenli i Radżo. Wcześniej tureckie media poinformowały o ostrzale terytorium kontrolowanego przez YPG w rejonie Afrin. Turcja skierowała także kolejną kolumnę sprzętu wojskowego, włącznie z czołgami, na granicę z Syrią. Ankara niejednokrotnie potępiała Waszyngton za wojskowe wsparcie dla YPG, które Turcja uważa za organizację terrorystyczną, związaną z zakazaną w Turcji Partią Pracy Kurdystanu.    

 

*Izraelscy wojskowi odkryli i zniszczyli trzeci w ciągu dwóch miesięcy tajny tunel, który wykopali palestyńscy bojownicy ze Strefy Gazy na terytorium państwa izraelskiego, poinformowała służba prasowa wojska.Podziemne przejście należące, według wojskowych, do HAMASu, było wykopane pod punktem kontrolnym "Kerem-Szalom" i przenikało na terytorium Izraela.  "Dziś rano Armia Obrony Izraela zakończyła niszczenie terrorystycznego tunelu, który prowadził na terytorium Izraela pod punktem Kerem-Szalom" – głosi oświadczenie. Minionej nocy wojskowi poinformowali o nalocie lotniczym na nienazwany obiekt "terrorystycznej infrastruktury" na styku granic Izraela, Egiptu i Strefy Gazy, a także o zatrzymaniu ze względów bezpieczeństwa działalności przejścia Kerem-Szalom, który wykorzystuje się do transportu ładunków komercyjnych i humanitarnych do enklawy palestyńskiej i z powrotem".  Palestyńscy lekarze poinformowali RIA Novosti, że w wyniku bombardowania nikt nie ucierpiał. Miesiąc wcześniej, również bez ofiar, doszło do podobnej operacji, 30 października przy niszczeniu podziemnego tunelu zginęło 12 bojowników dwóch największych ugrupowań enklawy – HAMASu i Islamskiego Dżihadu. Wojskowi uznali, że wykryty tunel, wykopany w celu przenikania w głąb Izraela w celach dywersyjno-terrorystycznych jest „jawnym naruszeniem suwerenności Izraela, poważnym zagrożeniem dla obywateli i dla działań w celu niesienia pomocy humanitarnej mieszkańcom Strefy Gazy". 

 

*Na południu Libanu wysadzono samochód BMW, donosi libańska stacja telewizyjna „Al-Dżadid”.Incydent miał miejsce w mieście Sydon. Jedna osoba została ranna. Bomba przymocowana do samochodu została aktywowana zdalnie, donosi stacja telewizyjna. Wiele libańskich mediów  pisze, że samochód należał do jednego z liderów palestyńskiego ruchu Hamas Abu Hamzy Hamdana. Według wstępnych danych w momencie wybuchu samochodu jego właściciela nie było w środku. Policjanci otoczyli miejsce kordonem i wzmocnili środki bezpieczeństwa. W mieście Sydon znajduje się jeden z największych obozów dla palestyńskich uchodźców — Ein el-Helve, gdzie różne grupy palestyńskie, w tym gangi, które wspierają terrorystów, wdają się w konfrontację zbrojną z władzami.

 

* Grupa złożona z 17 byłych amerykańskich oficerów wezwała do ograniczenia prawa prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa do użycia broni jądrowej, informuje CBS. Żołnierze, którzy wcześniej byli odpowiedzialni za start rakiet jądrowych, skierowali do Kongresu pismo, w którym oświadczyli, że Trump "stanowi oczywiste i prawdziwe zagrożenie dla państwa i całego świata". W dokumencie wspomina się również o ostatnich wpisach Trumpa na Twitterze, w którym utrzymywał on, że jego przycisk jądrowy jest większy, niż północnokoreańskiego lidera Kim Dzong Una. Zdaniem oficerów, podobne wypowiedzi są niebezpieczne i mogą być "katastrofalnym błędem". Byli wojskowi zauważyli, że prezydent Stanów Zjednoczonych ma władzę absolutną, dla której powstrzymania na dzień dzisiejszy "nie ma żadnych gwarancji". 

 

* Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podjął decyzję aby po raz kolejny przedłużyć zdjęcie sankcji z Iranu w ramach Wspólnego Planu Działania w zakresie programu jądrowego. Decyzję o przedłużeniu lub nieprzedłużeniu zdjęcia sankcji z Iranu amerykańska administracja powina podejmować co 90 dni. Trump jeszcze w czasie kampanii wyborczej oświadczał, że porozumienie z Iranem jest złe, oraz, że należy z niego wystąpić. Jednocześnie co 90 dni przedłużał on zdjęcie sankcji z Iranu. Według rzecznika Białego Domu, ten raz był ostatnim. Tym razem Trump zamierza zacząć pracę nad uzupełnieniami do Wspólnego Planu Działania, które określiłyby specjalny status. Składa się on z czterech punktów: rozwój programu rakiet balistycznych Iranu, okres, w którym Iran może opracować broń jądrową, inspekcje oraz bezterminowy okres porozumienia. Jednocześnie dyskusje USA chcą prowadzić wyłącznie z europejskimi partnerami, a nie z Iranem. Rosja i Chiny również w tym kontekście nie są wymieniane, choć te państwa są członkami "szóstki". Jak poinformowała RIA Novosti ekspertka ds. Iranu przy Radzie Atlantyckiej Barbara Slawin, takie wyłączenie Moskwy i Pekinu z rozmów jest "nienormalne". "To nienormalne i to jeszcze jeden powód, dla którego takie podejście Trumpa  jest naiwne. Rosja odgrywa szczególnie konstruktywną rolę w realizacji Wspólnego Planu Działania i powinna być włączona do kolejnych rozmów" – powiedziała ekspertka. 

 

* Moskwa skrajnie negatywnie ocenia ostatnie oświadczenia prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa o losie umowy nuklearnej z Iranem, powiedział RIA Novosti wiceszef MSZ Federacji Rosyjskiej Siergiej Riabkow. "Wczorajsze decyzje i postanowienia Waszyngtonu oceniamy skrajnie negatywnie, spełniają się nasze najgorsze oczekiwania" – powiedział Riabkow, komentując oświadczenia Trumpa o losie Wspólnego Planu Działań. "Według moich ocen, USA wzięło kurs na zniszczenie Wspólnego Planu Działań. To, że przedłużono prezydenckie wavers — wyłączenie z sankcji na czas określony – to tylko zabieg kosmetyczny, nie warto przeceniać tego kroku. Najwazniejsze, że potęguje się nie tyle nacisk, co ultimatywny charakter podejścia Stanów Zjednoczonych do spraw irańskich" – powiedział Riabkow. 

 

* Około 1,5 tys. osób manifestowało w sobotę w Bernie przeciw Forum Ekonomicznemu w Davos oraz przeciw przyjazdowi prezydenta USA Donalda Trumpa na ten szczyt. Protest przebiegał pokojowo, ale towarzyszyły mu wzmocnione środki bezpieczeństwa - podała policja. Władze nie wydały pozwolenia na sobotni protest, toteż policja zablokowała dostęp do siedzib federalnego rządu oraz władz miejskich. Agencja EFE przypomina, że w ostatnich latach demonstracje przeciw Światowemu Forum Ekonomicznemu w Davos przebiegają pokojowo, ale policja wzmacnia wszelkie środki bezpieczeństwa, jako że na początku obecnego wieku szczytom towarzyszyły gwałtowne protesty i zamieszki. Tym razem to szwajcarskie media "rozpętały coś na kształt histerii" i zaczęły się domagać wprowadzenia w Davos szczególnych środków bezpieczeństwa na wieść o tym, że w szczycie udział weźmie Trump - pisze hiszpańska agencja. Blisko 3 tys. uczestników Forum ma strzec w tym roku około 5 tys. żołnierzy. Pierwszego dnia szczytu, czyli 23 stycznia, w Zurychu ma się odbyć protest przeciw polityce prezydenta USA pod hasłem "Trump, witaj w piekle" - podaje EFE. Prezydentowi w podróży do Davos towarzyszyć będą między innymi szefowie resortów dyplomacji, finansów i handlu - Rex Tillerson, Steve Mnuchin i Wilbur Ross; doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa H.R. McMaster, szef prezydenckiej kancelarii John Kelly oraz zięć i doradca Trumpa Jared Kushner. Jak powiedziała rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders, prezydent cieszy się z możliwości "promowania amerykańskiej agendy pośród światowych przywódców", którzy spotkają się w Davos. Trump ma też zamiar "promować swą politykę wzmacniania amerykańskiego biznesu, amerykańskiego przemysłu oraz (wspierania) amerykańskich pracowników" - dodała Sanders. 

 

* To nie Rosja, tylko amerykańskie służby specjalne, w tym FBI, próbowały ingerować w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku. Taką opinię wyraził były analityk CIA Raymond McGovern w artykule na portalu Consortiumnews.com.Według McGoverna, opublikowana latem 2017 roku korespondencja kontrwywiadowcy FBI Petera Strzoka z jego dziewczyną i koleżanką z pracy, prawniczką Lisą Paige, są "znaczącym dowodem" prób służb specjalnych wmieszać się w proces demokratyczny. W korespondencji Strzok twierdzi m.in., że może wykorzystać swój wpływ, aby "uchronić kraj" przed Trumpem. FBI, według byłego pracownika CIA, w ciągu 18 miesięcy prowadziło kampanię dyskredytującą kandydata na prezydenta Donalda Trumpa za pomocą "elektronicznego wywiadu wątpliwej legalności i nieprzyzwoitych faktów z życia prywatnego", na które nie było dowodów. Jednocześnie, jak pisze McGovern, przedstawiciele służb specjalnych wykorzystali niejednoznaczne chwyty, aby ochronić kandydata na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej Hillary Clinton  i jej otoczenie przed oskarżeniami o złożenie nieprawdziwych zeznań i wyjawienie tajemnicy państwowej.  Ponadto, jak przypomina McGovern, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego, biorąc pod uwagę jej techniczną moc, nie przekazała przekonujących dowodów ingerencji Moskwy w amerykańskie wybory. 

 

* Stany Zjednoczone przerzuciły do Europy kolejny, piąty z kolei strategiczny bombowiec zdolny do przenoszenia broni jądrowej. Kolejny, już piąty z kolei w ciągu ostatnich trzech dni, amerykański bombowiec strategiczny B-52H, zdolny do przenoszenia broni nuklearnej, w piątek został przerzucony do Wielkiej Brytanii, informują brytyjskie portale lotnicze, które monitorują ruch samolotów wojskowych. Według ich informacji w bazie wojskowej pod Fairford w Anglii po transatlantyckim przelocie w piątek wylądował amerykański bombowiec strategiczny B-52H o numerze bocznym 61-0018 i znaku wywoławczym MYTEE91.Obecnie w brytyjskiej bazie lotniczej tymczasowo znajduje się pięć samolotów B-52H ze składu 5. skrzydła lotnictwa bombowego Sił Powietrznych USA, z bazą lotniczą Minot w amerykańskim stanie Północna Dakota. W piątek trzy B-52H wykonały loty w rejonie Morza Bałtyckiego w pobliżu granic Rosji w ramach ćwiczeń z Siłami Powietrznymi Litwy. W czwartek ambasada USA na Litwie poinformowała, że w ćwiczeniach Sił Powietrznych Litwy i USA, które odbędą się na terenie litewskiego poligonu Kozłowa Ruda, położonego 40 kilometrów od granicy z obwodem kaliningradzkim, wezmą udział amerykańskie bombowce z 5. skrzydła lotnictwa bombowego. Przerzut amerykańskiego lotnictwa strategicznego do Europy rozpoczął się 9 stycznia, kiedy do Anglii trafiły pierwsze trzy bombowce strategiczne B-52H. Jednocześnie z lotami amerykańskich bombowców w piątek przy terytorium Rosji w regionie Morza Bałtyckiego monitoring prowadziły strategiczny samolot rozpoznawczy Sił Powietrznych USA RC-135W, latający w przestrzeni powietrznej Litwy w pobliżu północnej granicy obwodu kaliningradzkiego, a także francuski samolot AWACS E-3F Sentry, który znajdował się w przestrzeni powietrznej Polski przy południowych granicach obwodu kaliningradzkiego. Wcześniej dwa bombowce B-52H wykonały już pierwsze loty, w tym nad Bałtykiem i wschodnimi Niemcami. Przed lotem na pokład bombowców zostały załadowane pociski szkoleniowe.

 

*USA dążą do naruszenia równowagi sił w sferze jądrowej, stąd i oświadczenia o przewadze Rosji w tej sferze, uważa wiceprzewodniczący Komitetu Rady Federacji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Franc Klincewicz.W amerykańskiej doktrynie jądrowej, której nietajną część opublikowała gazeta Huffington Post, twierdzi się, że Rosja neguje lub unika realizacji swoich zobowiązań w ramach umów, a także unika propozycji Stanów Zjednoczonych odnośnie nowej tury nuklearnego rozbrojenia. "Moim zdaniem nowa doktryna  USA  pod wieloma względami odzwierciedla poglądy prezydenta Donalda Trumpa, niezadowolonego z amerykańskiego potencjału wojskowego, m.in. nuklearnego.  Jej twórcy zdecydowali się na pretekst, oskarżając Rosję o zamiar użycia broni jądrowej. Ideologicznie doktrynie służyć ma teza o jądrowej dominacji Rosji" – powiedział Klincewicz RIA Novosti. Sprawy się mają akurat odwrotnie, powiedział senator. "Pod względem masywu strategicznej broni jądrowej ustępujemy znacznie USA. Według umowy, po obu stronach powinno pozostawać nie więcej niż 1550 głowic bojowych. I o ile USA ma więcej, to my mamy mniej" – dodał. Zdaniem Klincewicza, końcowy cel doktryny jest oczywisty: "złamać równowagę sił na światowej arenie", ale "Rosja do tego nie dopuści" – podkreślił. Według niego, zajmować się szczegółową analizą jest jeszcze za wcześnie, ale pewne pozycje zostaną zachowane w końcowym wariancie doktryny i to budzi niepokój. "Na przykład, doktryna rozszerza możliwość użycia broni jądrowej. Mowa o wydarzeniach, kiedy chodzi o życiowo ważne interesy Stanów Zjednoczonych. Ale wiemy, co Amerykanie pod tym rozumieją. De facto, doktryna daje carte blanche na użycie broni jądrowej" – uważa polityk. Klincewicz uważa, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump dopiero zaczyna oswajać się ze swoją sytuacją w Białym Domu i w przyszłości można oczekiwać od niego "jeszcze gwałtowniejszych kroków". 

 

* W 46 stanach USA pojawił się bardzo niebezpieczny wirus grypy odporny na szczepionki - podała w sobotę sieć ABC News. Od października grypa spowodowała śmierć co najmniej 13 dzieci. Stan Alabama ogłosił alarm związany z "zagrożeniem zdrowia publicznego". Ośrodki Zwalczania i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention - CDC) udostępniły w ubiegłym tygodniu raport - cytowany przez ABC News - z którego wynika, że u większości chorych wykryto wirusa typu H3N2, który jest szczególnie zaraźliwy, odporny na szczepionki oraz bardzo niebezpieczny dla dzieci i osób po 65 roku życia. Specjalista chorób zakaźnych dr William Schaffner z Uniwersytetu Vanderbilta powiedział w wywiadzie dla ABC News, że tegoroczny sezon grypy rozpoczął się bardzo wcześnie, a niebezpieczny wirus "odkryto mniej więcej jednocześnie w prawie całym kraju". Według dr Dana Jernigana z centrum immunologii i chorób układu oddechowego (NCRID) od 13 lat w USA nie pojawił się wirus, który tak szybko ogarnąłby niemal wszystkie stany i należy oczekiwać, że sezon grypy potrwa jeszcze dość długo, a jego apogeum przypadnie na wiosnę. W czwartek gubernator Alabamy Kay Ivey ogłosiła alarm w związku z „zagrożeniem zdrowia publicznego" w całym stanie, w którym szpitale są już przepełnione do granic możliwości, a w niektórych placówkach medycznych zabrakło leków  antywirusowych. Liczba osób zarażonych nie świadczy jeszcze o wybuchu epidemii grypy, ale w wielu miejscach w Stanach Zjednoczonych zamknięto szkoły, a szpitale są przepełnione i, według CDC, nie można wykluczyć, że fala zachorowań przerodzi się w epidemię. 

 

*Były prezydent Chile, biznesmen i miliarder Sebastian Piñera wygrał wybory prezydenckie w tym kraju. W drugiej turze, która odbyła się w niedzielę, pokonał on centrolewicowego senatora, dziennikarza Alejandro Guilliera. Po przeliczeniu 99,99 proc. głosów, Piñera, który sprawował najwyższy urząd w Chile w latach 2010-14, otrzymał 54,57 proc. głosów, a jego rywal - 45,43 proc. Zagłosowało 7,033 mln uprawnionych obywateli. Frekwencja wyniosła 49,02 proc.  Piñera, 68-letni kandydat centroprawicowej koalicji Chile Vamos (Naprzód Chile), wygrał 19 listopada pierwszą turę głosowania z poparciem 36,6 proc., a 64-letni senator Guillier z rządzącej koalicji Nueva Mayoria (Nowa Większość) uzyskał 22,6 proc. głosów. W niedzielę wieczorem Guillier uznał swoją porażkę i pogratulował konkurentowi zwycięstwa.  Prezydent-elekt ma objąć urząd 11 marca.

 

* Zakończyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich w Czechach. W drugiej turze zmierzą się Miloš Zeman i Jiří Drahoš. Po zliczeniu wyników z wszystkich okręgów okazało się, że uzyskali oni odpowiednio 38,56 i 26,6 proc. głosów.73-letni Miloš Zeman, dawny lider Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej, pełni urząd od 2013 r.Zeman cieszy się poparciem głównie w mniejszych miastach i na wsiach, wśród gorzej wykształconych Czechów, ale i wśród młodzieży. Nie ukrywa swej niechęci do Unii Europejskiej, opowiada się za bliskimi relacjami z Rosją i Chinami. Używa prostego, potocznego języka i znany jest z kontrowersyjnych i stanowczych wypowiedzi. Jako prezydent Czech zbliżył się politycznie do Rosji, ostro krytykował migrację z krajów muzułmańskich i decyzję Niemiec o przyjęciu uchodźców. Jego wynik okazał się lepszy niż w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich w 2013 r., gdy uzyskał 23 proc. głosów. Jeśli jednak wybory ostatecznie wygrałby68-letni Jiří Drahoš z Cieszyna, profesor chemii, były prezes Akademii Nauk Republiki Czeskiej, oznaczałoby to zmianę obecnej polityki na prozachodnią i zbliżenie do głównego nurtu UE. Z pozostałych siedmiu kandydatów najlepszy wynik (10,23 proc.) uzyskał były współpracownik Vaclava Havla, dyplomata Pavel Fischer.  Powody do zadowolenia ma najmłodszy z kandydatów, 41-letni lekarz, nauczyciel akademicki i aktywista społeczny Marek Hilšer (8,83 proc.). W kampanii opowiadał się m.in. za rozwijaniem w Czechach społeczeństwa obywatelskiego. Wyniki pozostałych kandydatów nie przekroczyły 10 proc. Największe rozczarowanie panowało w otoczeniu byłego prawicowego premiera Mirka Topolánka, który dostał zaledwie 4,3 proc. głosów. Frekwencja wyniosła 61,92 proc.Czesi po raz drugi głosują w bezpośrednich wyborach prezydenckich. Pierwsze odbyły 5 lat temu. Wówczas Miloš Zeman wygrał z byłym szefem czeskiej dyplomacji, proniemieckim księciem Karelem Schwarzenbergiem. Druga tura wyborów odbędzie się w dniach 26-27 stycznia.

 

* Komisja Europejska przedstawiła projekt dyrektywy dotyczącej transparentnych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej. Celem przedstawionych rozwiązań jest wzmocnienie praw pracowników, w szczególności poprzez wprowadzenie obowiązku informowania o ich warunkach pracy. W propozycjach KE znalazł się zapis o domniemaniu funkcjonowania umowy o pracę na czas nieokreślony w przypadku braku stosownej informacji uzyskanej od zatrudniającego. Pracujący mają szybciej otrzymywać informację o warunkach pracy, a okresy próbne będą surowo limitowane. Zgodnie z propozycjami KE zatrudnieni na niestandardowych umowach będą mogli ubiegać się o zmianę warunków ich pracy na bardziej stabilne po upływie pół roku od momentu rozpoczęcia wykonywania obowiązków. Pracodawca będzie musiał odpowiedzieć na taką prośbę na piśmie. To kolejny dowód na rzecz tezy, że instytucje unijne na wielu obszarach w większym stopniu interesują się losem pracowników niż polski rząd. Warto przypomnieć, że wcześniej, wbrew polskiemu rządowi, Komisja Europejska forsowała dyrektywę, wprowadzającą równą płacę za tę samą pracę. OPZZ popiera kierunek rozwiązań zaproponowanych przez Komisję Europejską i postuluje dalszą pracę nad nimi.

 

* Od 1 stycznia w Islandii zaczęła obowiązywać ustawa, która wymaga od firm państwowych i prywatnych udowodnienia, że zapewniają równe płace kobietom i mężczyznom za wykonanie tej samej pracy. Ustawa zakazuje wszelkiej dyskryminacji płacowej ze względu na płeć, rasę, religię, niepełnosprawność, wiek i orientację seksualną. Zgodnie z nowym ustawodawstwem firmy zatrudniające 25 lub więcej pracowników będą musiały złożyć zobowiązanie o stosowaniu nowych rozwiązań. Ustawa przewiduje także, że firmy prywatne i urzędy będą musiały poddać się audytom i uzyskać certyfikaty potwierdzające, że zapewniają równe płace. W przeciwnym wypadku grożą im wysokie grzywny. Islandia od lat znajduje się w czołówce rankingów dotyczących walki z dyskryminacją. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że Islandia może jako pierwsza na świecie zlikwidować przepaść ekonomiczną między kobietami i mężczyznami.

 

* Parlament macedoński przyjął w czwartek ustawę, która zapewnia językowi albańskiemu status drugiego języka oficjalnego. Albańczycy stanowią 20-25% ludności kraju, który liczy 2,1 mln mieszkańców. Przyjęcie ustawy zostało zbojkotowane przez główną partię opozycyjną.Ustawa w 120-miejscowym parlamencie została przyjęta głosami 69 deputowanych i musi zostać podpisana przez prezydenta, aby wejść w życie. Jeżeli tak się stanie, to Albańczycy uzyskają prawo do używania swojego języka w kontaktach z administracją, służbą zdrowia, policją oraz sądami. Językiem albańskim będą mogli również posługiwać się ich deputowani w parlamencie. Do tej pory albański był uznawany za drugi oficjalny język jedynie w tych regionach, gdzie mniejszość albańska stanowiła ponad 20%. Przyjęcie tej ustawy stanowiło jedno z żądań albańskich partii w zamian za ich udział w koalicji z Socjaldemokratycznym Związkiem Macedonii (SDSM) premiera Zorana Zaewa. Utworzenie tej koalicji doprowadziło wiosną do utraty władzy przez narodowo-konserwatywną WMRO-DPMNE (Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna – Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej). Aby wejść w życie, ustawa musi jednak zostać podpisana przez prezydenta Gjorge Iwanowa, który zbliżony jest do prawicowej WMRO-DPMNE oraz do tej pory sprzeciwiał się ustawie o językach. W przypadku odmowy podpisania ustawy, zostanie ona ponownie skierowana do parlamentu, gdzie będzie opracowywana przez deputowanych w obecności parlamentarzystów opozycji, którzy w czwartek zbojkotowali posiedzenie. Politycy WMRO-DPMNE twierdzą, że ustawa uderza w suwerenność oraz integralność państwa. Deputowany albańskiej partii DUI (Demokratyczny Związek na rzecz Integracji) Artab Grubi jest zdania, że ustawa będzie korzystna dla Macedonii oraz „może ona wnieść odprężenie w stosunkach między grupami etnicznymi”.

 

* Blisko 20 tys. osób wyszło w sobotę na ulice Wiednia, żeby zaprotestować przeciw prawicowemu rządowi Kurza - podała agencja APA, powołując się na szacunki policji. Demonstrację zorganizowały organizacje walczące o prawa uchodźców i lewicowe. Protest rozpoczął się po godzinie 15 na placu im. Christiana Brody (Christian-Broda-Platz), a zakończyć ma się na placu Bohaterów (Heldenplatz).  Organizatorzy zarzucają rządzącej koalicji partii OeVP i FPOe rasistowskie, skrajnie prawicowe i neofaszystowskie tendencje. "Nasz kraj nie zostanie przejęty przez nowych faszystów" - powiedział, zwracając się do uczestników marszu, działacz Platformy na rzecz Ludzkiej Polityki Azylowej Michael Genner. Działaczka kobiecej organizacji lewicowej Brigitte Hornyik skrytykowała brak wsparcia ze strony państwa dla osób samotnie wychowujących dzieci i zwróciła uwagę, że demontaż polityki socjalnej szczególnie uderza w kobiety.  Według doniesień policji protest przebiegał początkowo spokojnie, później odnotowano pojedyncze przypadki odpalania materiałów pirotechnicznych. W ochronę wydarzenia zaangażowanych jest około tysiąca funkcjonariuszy policji. W nowym austriackim rządzie Sebastiana Kurza osiem ministerstw otrzymała chadecka Austriacka Partia Ludowa (OeVP), a sześć antyestablishmentowa Austriacka Partia Wolności (FPOe). Wicekanclerzem został przywódca FPOe Heinz-Christian Strache. W dniu zaprzysiężenia Kurza około 6 tys. osób protestowało w Wiedniu przeciwko obecności FPOe w koalicji rządowej. W planach nowy rząd ma ograniczenie wydatków publicznych oraz zmniejszenie podatków i przywilejów dla azylantów.

 

* Samochód staranował w niedzielny wieczór wejście do centrali Socjaldemokratycznej Partii Niemiec w Berlinie. Pojazd przedarł się do holu i stanął w płomieniach. Pożar szybko ugasiły jednak tryskacze zainstalowane w budynku. 58-letni kierowca auta marki Peugeot twierdzi, że chciał popełnić samobójstwo. Doznał lekkich obrażeń głowy. Przewieziono go do szpitala. Dochodzenie w sprawie zajścia przejął miejscowy oddział Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Śledczy wychodzą na razie z założenia, że chodziło o próbę podpalenia, gdyż w samochodzie znaleziono m.in. kanistry z benzyną i środki przyspieszające wybuch i rozwój pożaru. Lider SPD Martin Schulz napisał w poniedziałek na Twitterze: Wczoraj wieczorem samochód rąbnął w centralę naszej partii. Zostały w nim znalezione substancje, przy których pomocy można wzniecić pożar. Szczegółów jeszcze nie znamy. Ale nieskończenie się cieszę, że nikt z partyjnych koleżanek i kolegów nie doznał obrażeń.

 

* W Katalonii ukonstytuował się lokalny parlament po  wyborach regionalnych, które odbyły się 21 grudnia. Ugrupowania, które opowiadają się za odłączeniem Katalonii od Hiszpanii zdobyły łącznie większość mandatów. Jednak najwięcej mieszkańców regionu - 25,4 proc. - zagłosowało na zdecydowanie przeciwną temu partię Ciudadanos (Obywatele). Najwięcej mandatów - 37 - będzie miała w 135-osobowym parlamencie właśnie liberalna partia Ciudadanos z lokalną liderką Inés Arrimadas na czele. To największy sukces w historii tego wywodzącego się z Katalonii ugrupowania. Jednak Obywatele nie zdobyli parlamentarnej większości i będą musieli szukać porozumienia z separatystami.  21,6 proc. poparcia i 34 mandaty otrzymała Junts per Catalunya (Razem dla Katalonii), partia byłego katalońskiego premiera Carlesa Puigdemonta, a 21,4 proc. i 32 mandaty – koalicja Republikańska Lewica Katalonii (ERC-CatSí). Łącznie z proniepodległościową, antykapitalistyczną partią Candidatura d'Unitat Popular Carlesa Riery (4,5 proc. poparcia i 4 mandaty) separatyści zajmą więc w parlamencie w Barcelonie nawet 70 miejsc. Stabilne poparcie (13,9 proc. i 17 mandatów) utrzymuje socjaldemokratyczna partia PPSC-PSOE z lokalnym liderem Miquelem Icetą na czele. Spadło nieco poparcie (7,5 proc. i 8 mandatów) dla lewicowego sojuszu CatComú–Podem, któremu przewodzi Xavier Domènech.  Konserwatywna Partia Ludowa (PP) premiera Mariano Rajoya, który zarządził przyspieszone wybory, poniosła w głosowaniu druzgocącą klęskę zdobywając zaledwie 3 mandaty. To najgorszy wynik w historii PP w tym regionie. Frekwencja była rekordowa – wyniosła ona aż 81,94 proc., podczas gdy w październikowym referendum ws. niepodległości - tylko 43,03 proc. 

 

* W przeddzień Nowego Roku znany rosyjski politolog, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Nowych Państw Aleksiej Martynow został zatrzymany we Włoszech i wydalony z tego kraju ze sformułowaniem, że stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”. Zabroniono mu również wjazdu do Polski. Poinformowano, że Martynow miał francuską wielokrotną wizę Schengen na trzy lata. Według rzeczniczki rosyjskiego MSZ to sformułowanie jest jak „czarodziejska różdżka”, która pozwala pozbyć się niewygodnych czyli zbyt dociekliwych i kompetentnych dziennikarzy. „Dzisiejsza przestrzeń informacyjna jest paradoksalna, ponieważ nie trzeba inwestować zbyt dużo pieniędzy, aby twój głos brzmiał mocno, jasno i został usłyszany. Do tego potrzebny jest talent, profesjonalizm i obiektywizm. Możliwości technologiczne ku temu są. Okazało się, że w warunkach prawdziwej, zachodniej z punktu widzenia cywilizacyjnego spojrzenia konkurencji wiele tradycyjnych zachodnich mediów zaczęło przegrywać. A skoro przegrywają narodowe media, to również w pewien sposób przegrywają elity polityczne tych krajów. Widzowie mogą wybierać, koncentrując się nie tylko na informacjach dostarczanych przez krajowe media, ale również na zagranicznych. I tu wśród zachodnich elit pojawiło się pytanie, jak wspierać swoich i odsunąć, a czasem nawet wypchnąć ze swojej przestrzeni informacyjnej «młodych konkurentów», «nowicjuszy», którzy właśnie przez te lata wyrośli na ich standardach prawnych” — powiedziała Zacharowa. Według niej, aby rozwiązać ten problem pojawiło się magiczne zdanie — „bezpieczeństwo narodowe”, kiedy akredytacja nie jest wydawana dziennikarzom, wiza nie jest przyznawana, kiedy ludzie są wydalani, nie wpuszczani, odmawia się im kontaktów. „Za tym sformułowaniem  nie stoi absolutnie nic. Są oskarżenia w USA, Europie, w innych krajach pod adresem rosyjskich dziennikarzy o zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, a dalsze wyjaśnienia — zero. Ale to wystarcza, aby wewnątrz własnego kraju, a nawet na platformach międzynarodowych organizacji utrzymać osobę, mówiąc, że w rzeczywistości nie jest to cenzura, nie jest to ograniczenie, jest to środek w ramach bezpieczeństwa narodowego. Jest to jedyna teza, która może dać naszym zachodnim partnerom wyjście z tej sytuacji” — powiedziała Zacharowa.

 

Rosja, w przeciwieństwie do Ukrainy, bardzo skutecznie wykorzystała swoje możliwości w sferze wojskowej w ciągu ostatnich trzech i pół roku.Rosja, w przeciwieństwie do Ukrainy, bardzo skutecznie wykorzystała swoje możliwości w sferze wojskowej w ciągu ostatnich trzech i pół roku — na Krymie odnowiono bazę wojskowo-techniczną i stworzono grupę wojsk w opozycji do państw NATO w Europie Wschodniej. Taką opinię na antenie stacji telewizyjnej „112 Ukraina” wyraził były dowódca Marynarki Wojennej Ukrainy Siergiej Hajduk. „Federacja Rosyjska te trzy i pół roku wykorzystała, w przeciwieństwie do Ukrainy, bardzo dobrze. W rzeczywistości od 2014 do 2017 roku Flota Czarnomorska Federacji Rosyjskiej zyskała nosicieli broni kierowanej — są to nowoczesne okręty podwodne, okręty nawodne, kutry, brzegowe rakietowe systemy uderzeniowe” — podkreślił Hajduk. Były głównodowodzący zaznaczył również, że od 2014 do 2017 roku na Krymie pojawił się personel, który posiada doświadczenie w stosowaniu broni rakietowej w konflikcie w Syrii. Rosja, według Hajduka, wykorzystała ten okres „do stworzenia grupy” i „ochrony swoich interesów narodowych w regionie Morza Czarnego”.

 

*Zastępca przewodniczącego komitetu Rady Państwowej Krymu ds. stosunków międzynarodowych Jurij Gempel w wywiadzie dla RT odpowiedział na propozycję premiera Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana aby "przywrócić" Ukrainie Krym wraz ze sprzętem wojskowym pozostającym na półwyspie. Zdaniem Jurija Gempela, obecne władze w Kijowie nie potrafią „budować dialogu" i nie rozumieją, że „Krym wszedł w skład Rosji i nigdy już nie powróci do Ukrainy". "To decyzja obywateli, którzy żyją na terytorium półwyspu. Powrotnej drogi nie będzie" – podkreślił.  Gempel dodał, że strona rosyjska jest gotowa do dialogu z Ukrainą i chce "budować partnerskie stosunki z państwem sąsiedzkim". Jednak pozytywnej dynamiki ze strony Kijowa w tej kwestii nie ma. "To, co powiedział Hrojsman to ślepy zaułek. Myślę, że oni nie dojrzeli jeszcze do tego poziomu, na którym mówią rosyjscy politycy" – podsumował Gempel.

 

* Były prezydent Gruzji i były gubernator obwodu odesskiego Michaił Saakaszwili powiedział, że zamierza wznowić podróże po Ukrainie w celu przeprowadzenia spotkań ze swoimi zwolennikami i zająć się "przygotowaniem ludzi do szybkiej pokojowej zmiany władz" w państwie. "Oni (władze) chcą tym (sprawą karną przeciwko Saakaszwili) odciągnąć nas od akcji politycznych. Zamierzam od jutra zacząć jeździć po kraju, zacząć wybór ludzi do nowych władz. Zamierzam znaleźć tych 300 Spartan, którzy będą rządzić państwem innymi metodami" – powiedział Saakaszwili dziennikarzom. Polityk zauważył, że jeśli sąd odrzuci skargę prokuatury, to "on pojedzie po Ukrainie". Sprecyzował, że zamierza podróżować po kraju i spotykać się z ludźmi, zająć się przygotowaniem ludzi do szybkiej i pokojowej zmiany władzy. Dodał przy tym, że w przyszłości planuje brać udział w działaniach śledczych organów porządkowych. Poza tym, oświadczył, że uważa Ukrainę "za niezrealizowane państwo". "Organy się rozpadły, instytucje państwowe nie działają, Ukraina jest teraz, niestety, niezrealizowanym państwem, powiedzmy to szczerze. Państwo, które nie może obronić obywateli, które pozwala oligarchom grabić obywateli opłatami, gdzie wszystko jest zmonopolizowane w rękach rodzin oligarchów i gdzie organy porządkowe służa tylko do ochrony władz i dalszego grabienia obywateli nie może być zrealizowanym państwem" – powiedział Saakaszwili. 

 

*Ukraiński niezależny ekspert wojskowy Oleg Żdanow w wywiadzie dla RIA Novosti opowiedział, że nie widzi sensu w zwracaniu ukraińskich okrętów wojskowych z Krymu na Ukrainę."Pochód żołnierza pokoju trwa. Putin ze wszystkich sił pokazuje, że Rosja to nie uczestnik konfliktu, nie agresor, a najlepszy przyjaciel Ukrainy. I gotowa jest nawet zwrócić sprzęt, uzbrojenie, "zapomniane" przez nas na Krymie po tym, jak oni obronili zdanie ludności w zakresie samookreślenia Krymu. To, co tam jest, to stary radziecki złom. Wiem, że kiedy pozwalali wywozić pierwszy sprzęt, jeszcze szykowali kolumny, coś ładowali na platformy, a potem Rosja nagle dała rozkaz i ten sprzęt zaczęli niszczyć. To był afgańśki wariant: kiedy nasi odchodzili, to afgańskiej armii zostawiali wszystko rozbite, dochodziło do tego, że do czołgu albo wozu opancerzonego wkłądali granat: macie, walczcie sobie. To po pierwsze, a po drugie, wiemy, w jakim stanie była armia do 2013 roku: tam kurz ścierali z tych czołgów, a czołgi rok za rokiem rdzewiały. Cztery lata już przeżyliśmy bez tego sprzętu, już dawno go spisano, na pewno dokładnie sporządzili akty spisania albo utylizacji. W magazynach mamy wystarczająco, nawet na dziś. Skompletowaliśmy te 250 tysięcy, które zawrócono, plus mamy jeszcze, nawet handlujemy niektórymi czołgami, wozy bojowe sprzedajemy. Nie widzę absolutnie sensu z wojskowo-technicznego punktu widzenia zabierać ten złom, który jest czwartej albo piątej kategorii. Albo wymaga kompletnego remontu, albo w ogóle nie nadaje się do użycia. A my mamy się z tym męczyć. To to, co dotyczy techniki i uzbrojenia lądowego. O flocie ja bym powiedział oddzielnie. Tu potrzeba państwowej decyzji: czy uważamy się za państwo morskie, czy nie. Jeśli uważamy, że tak, to siadajcie i piszcie państwowy program stworzenia floty wojennej Ukrainy. Określajcie liczebność okrętów, techniczne wyposażenie, szukajcie pieniądzy, środków, aby ten program wcielić w życie. I wcielajcie. A co z tego, że teraz zabierzecie zardzewiałe koryta, sieroty. Teraz te sieroty zabierzemy i będziemy karmić – remontować, odbudowywać. Po co? Również z polityczngo punktu widzenia na tę propozycję trzeba zareagować ostro". 

 

*Ukraińscy żołnierze otworzyli ogień z broni palnej w domki działkowe cywilów na linii styku – powiedział dziennikarzom p.o. dowódcy Milicji Ludowej proklamowanej ŁRL Michaił Filiponienko. "Według informacji mieszkańców kolonii ogródków działkowych "Zielona Roszcza", dziś o godz. 4.30 rano żołnierze ukraińskich sił zbrojnych otworzyli ogień z broni snajperskiej. W jednym z domów było bezpośrednie trafienie w okno" – powiedział. Filiponienko stwierdził, że snajperzy celowali w mieszkańca jednego z domów. Według danych resortu, sąsiedni dom ma przebitą ścianę i dach. Ludzie nie odnieśli ran tylko dzięki "szczęśliwemu zbiegowi okoliczności" – dodał Filiponienko. "Działki Zielona Roszcza znajdują się w odległości 500 metrów od linii styku, dlatego jest oczywiste, że ukraińscy snajperzy strzelali w domy cywilów naszej republiki" – powiedział przedstawiciel Milicji Ludowej. 

 

*Ukraińska służba graniczna powiadomiła o ostrzelaniu ich punktu oporu z kompleksów zenitowych i granatników w Donbasie.Według danych resortu, w sobotę wieczorem powstańcy otworzyli ogień ze strony miejscowości Oktiabr na terytorium nie kontrolowanym przez ukraińskie wojsko.  "Ostrzału  dokonano  z ZU-23 i AGS-17 w kierunku punktu oporu, przed punktem kontroli Gutowo, gdzie służą żołnierze Państwowej Służby Granicznej. Granaty wybuchły w odległości 20-50 metrów od punktu oporu" – głosi oświadczenie służby granicznej. Poinformowano, że nie ma ofiar, infrastruktura nie została uszkodzona, a żołnierze nie otworzyli ognia w odwecie. 

 

*Opozycyjny gruziński kanał telewizyjny Rustawi-2, zbliżony do Michaiła Saakaszwili, opublikował oświadczenie obecnego prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki, które, jak twierdzi się, zostało nagrane w 2007 roku po tym, jak nie został on wpuszczony do Rosji.W zobowiązaniu datowanym na 3 lutego 2007 roku obecny prezydent Ukrainy obiecywał nie zajmować się antyrosyjską działalnością i przestrzegać prawa. "Ja, obywatel Ukrainy, Poroszenko Petro Aleksiejewicz, urodzony 26.09.1965 w okresie przebywania na terytorium Federacji Rosyjskiej zobowiązuję się do przestrzegania rosyjskiego prawa i nie brania udziału w działaniach skierowanych przeciwko interesom Federacji Rosyjskiej" – głosi dokument. W innym oświadczeniu, adresowanym do dyrektora FSB, Poroszenko zauważa, że zajmuje się ściąganiem inwestycji w interesach  Rosji. "Nie mam nic wspólnego z antyrosyjską (działalnością) prezydenta (Ukrainy Wiktora) Juszczenki. W interesach Rosji zajmuję się ściągnięciem dużych inwestycji do fabryk Roshen (obwód lipecki) i Bogdan (obwód niżegorodzki)" – głosi dokument. Politolog Aleksander Asafow wątpi w prawdziwość doniesień o tym, że Petro Poroszenko zwracał się do władz rosyjskich. Przypuszczalnie, w publikację materiałów może być zamieszany były gubernator obwodu odesskiego Michaił Saakaszwili. "On krytykuje Poroszenkę i w zasadzie gotów jest zająć jego miejsce. Choć to jest nierealne marzenie, ale jego amerykańscy kuratorzy tak właśnie to jemu przedstawili, że to właśnie może być celem" – uważa Asafow. 

 

*Szereg odesskich uczelni odwołało wszystkie zajęcia od 1 stycznia do 26 lutego z powodu niemożności opłacenia ogrzewania sal wykładowych – informuje miejski portal 048.ua. "Uczelnie były czynne do końca grudnia, a już od 1 stycznia wszystkich studentów zwolniono z zajęć. Na uniwersytetach powiedziano, że co najmniej do 26 lutego zajęć nie będzie" – głosi oświadczenie.  Wśród uczelni, w których odwołano zajęcia jest Odesski Uniwersytet Narodowy im. Miecznikowa (OUN), Odesska Akademia Prawnicza i Akademia Technologii Żywności. Poza tym, wykładowcy OUN zauważyli, że od 1 stycznia w życie weszły nowe normy oświetlenia sal wykładowych, których uczelnie również nie mogą spełnić z powodu braku pieniędzy. 

 

*Irański tankowiec, który zderzył się z hongkońskim frachtowcem tydzień temu na Morzu Wschodniochińskim, zatonął po kolejnym wybuchu na pokładzie, donosi Centralna Telewizja Chińska.Według stacji telewizyjnej do eksplozji doszło o godzinie 12:00 czasu lokalnego (5:00 czasu środkowoeuropejskiego). Płomienie z płonącego tankowca sięgały 800-1000 metrów. Do godziny 13:45 tankowiec całkowicie zniknął pod wodą. Na opublikowanych zdjęciach z miejsca zdarzenia widać statek ogarnięty ogromnymi płomieniami i gęstym czarnym dymem. Przyczyna wypadku nie jest jeszcze znana, czarne skrzynki zostały przekazane do badania, poinformowała stacja telewizyjna. Przewożący 136 tysięcy ton kondensatu gazowego tankowiec SANCHI, należący do irańskiej firmy i który płynął pod banderą Panamy, zderzył się z hongkońskim frachtowcem CF CRYSTAL 6 stycznia wieczorem przy wschodnim wybrzeżu Chin. Na pokładzie tankowca znajdowały się 32 osoby, w tym 30 obywateli Iranu i dwóch członków załogi z Bangladeszu.W wyniku zderzenia utracono z nimi łączność, na tankowcu wybuchł pożar. W czwartek Ministerstwo Transportu  Chin  poinformowało  o eksplozji na pokładzie tankowca. Ratownikom udało się znaleźć ciała tylko trzech zaginionych członków załogi. W niedzielę stacja telewizyjna Press TV, powołując się na Marynarkę Wojenną Iranu, poinformowała, że wszyscy marynarze zginęli.

 

*Samolot, na pokładzie którego znajdowało się ponad 160 osób, zeszłej nocy zjechał z pasu startowego tureckiego lotniska miasta Trabzon i stoczył się z urwiska. Port lotniczy wznowił już pracę, donosi w niedzielę agencja Anadolu. Na opublikowanych w mediach zdjęciach widać, że samolot zatrzymał się na środku zbocza, zawisając nad Morzem Czarnym.

 

*Amerykański niszczyciel rakietowy USS Carney opuścił Morze Czarne. Fotografie okrętu w pobliżu brzegów Turcji opublikowano na koncie Yoruk Isik na Twitterze, na którym publikowane są dane o ruchu okrętów wojskowych w cieśninie Bosfor.Okręt wszedł na Morze Czarne 5 stycznia. USS Carney przeprowadził 12 stycznia wspólne ćwiczenia z lotnictwem marynarki wojennej  Ukrainy. Celem było opracowanie współdziałania zgodnie ze standardami NATO i podniesienie poziomu kompatybilności. Wcześniej amerykańscy wojskowi opublikowali na Facebooku fotografie niszczyciela w trakcie szkoleń, na których ćwiczono strzelanie pociskami bojowymi. 

 

*Amerykański uniwersalny okręt desantowy Wasp wszedł do portu w bazie Stanów Zjednoczonych w Sasebo w japońskiej prefekturze Nagasaki, informuje telewizja NHK. Okręt może pomieścić nowoczesne myśliwce F-35B, a także transportowe konwertoplany Osprey zdolne do pionowego startu i lądowania. Jego długość wynosi 250 metrów, oprócz 1100 członków załogi okręt mieści do 1600 żołnierzy marynarki.  Perspektywa umieszczenia okrętu w Japonii już wywołała zaniepokojenie Korei Północnej, która uważa to za skryte zagrożenie amerykańskim desantem na swoich brzegach. 

 

* Rosja dysponuje znaczną przewagą nad USA i ich sojusznikami w produkcji broni jądrowej, głosi amerykańska doktryna jądrowa, której nietajną część opublikowała gazeta "Huffington Post".  "Rosja  dysponuje znaczną przewagą nad USA i ich sojusznikami w produkcji broni jądrowej i w niestrategicznych siłach jądrowych" – głosi dokument. W doktrynie mówi się również, że Moskwa "tworzy duży zestaw systemów niestrategicznych, które mogą być zarówno jądrową, jak i konwencjonalną bronią". Ten zestaw, jak zauważa gazeta, w tekście doktryny nazywany jest "wielostronnym i nowoczesnym". Jednocześnie, jak podkreślono w dokumencie, Rosja bez względu na krytykę pod adresem amerykańskiej tarczy antyrakietowej, pracuje nad modernizacją swoich rakiet balistycznych z głowicami jądrowymi i stworzeniem nowej rakiety przechwytującej. Pentagon, komentując publikację fragmentów dokumentu, oświadczył, że USA ma kilka wariantów dokumentu, którego wersję końcową musi zatwierdzić prezydent Donald Trump i minister obrony James Mattis. 

 

* Jednostki bojowe systemu rakiet przeciwlotniczych S-400 „Triumf” objęły gotowość bojową na przylądku Fiolent pod Sewastopolem, donosi korespondent RIA Novosti. Dowódca armii generał Wiktor Siewostianow wydał odpowiedni rozkaz dowódcy pułku obrony przeciwlotniczej Sił Powietrznych i Obrony Przeciwlotniczej Południowego Okręgu Wojskowego. Jednostki bojowej objęły pozycje, rozmieszczono wyrzutnie, przeprowadzono topografię i orientację systemów na ziemi oraz rozpoczęto wykrywanie i monitorowanie celów. Według Siewostianowa czas objęcia przez kompleks pozycji bojowej wynosi mniej niż pięć minut. Objęcie przez niego dyżuru bojowego znacznie zwiększy skuteczność całej krymskiej obrony powietrznej, zaznaczył. „Od tej chwili jesteście wyposażeni w tę potężną broń, obejmujecie dyżur bojowy w obronie powietrznej. Będziecie zapewniać obronę z powietrza populacji Krymu, szczególnie ważnych obiektów administracyjnych, przemysłowych i transportowych nie tylko na naszym rosyjskim półwyspie, ale również na znacznej części terytorium Kraju Krasnodarskiego” — powiedział dowódca podczas uroczystej ceremonii objęcia przez jednostkę dyżuru. Nowy dywizjon będzie przede wszystkim kontrolować przestrzeń powietrzną nad Czonharem i Armiańskiem na granicy z Ukrainą, poinformowało źródło w strukturach siłowych Krymu.

 

* Malwersacje w sferze państwowych zamówień obronnych można uważać za zdradę ojczyzny, uważa wicemarszałek Federacji Rosyjskiej Dmitrij Rogozin. Jak powiedział, w grudniu zeszłego roku wprowadzono zmiany do kodeksu karnego, które zaostrzają odpowiedzialność za nadużycie pełnomocnictw w zakresie realizacji państwowych zamówień w sferze obronnej. "De facto, w pełnej mierze odzwierciedla to, że wszelkie malwersacje związane z zamówieniami państwowymi w sferze obronnej, w sferze umocnienia zdolności obronnych państwa, są równe zdradzie" – powiedział Rogozin w piątek podczas obchodów 296-lecia rosyjskiej prokuratury. 

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin, wyrażając gotowość do odesłania na Ukrainę znajdującej się wciąż na Krymie ukraińskiej techniki wojskowej, rozwiązuje kwestię poprawy sytuacji ekologicznej na półwyspie - uważa redaktor naczelny specjalistycznego czasopisma „Obrona Narodowa" Igor Korotczenko.  Wcześniej Władimir Putin poinformował, że Rosja jest gotowa przekazać Ukrainie okręty wojenne i technikę lotniczą z Krymu, chociaż są one w opłakanym stanie. W celu utylizacji nienadającego się do transportu sprzętu Rosja jest nawet gotowa zaprosić ukraińskich specjalistów. Mowa jest o dziesiątkach okrętów i samolotów bojowych — podkreślił prezydent. Wyrażając gotowość do przekazania Ukrainie techniki wojskowej, która pozostała na Krymie, Putin w pierwszej kolejności rozwiązuje kwestię poprawy sytuacji ekologicznej na półwyspie. Większość ukraińskiego uzbrojenia jest w takim stanie, że wymaga utylizacji i nie może zostać poddana renowacji, a tym bardziej nie może być mowy o ponownej eksploatacji. Dotyczy to zarówno techniki pancernej, jak i okrętów wojennych oraz pozostałego ukraińskiego uzbrojenia. To, że cały ten wojskowy chłam znajduje się wciąż na Krymie, negatywnie wpływa na sytuację ekologiczną w regionie — powiedział Korotczenko w wywiadzie dla RIA Novosti. Ekspert wojskowy przypomniał ponadto, że również wyspy archipelagu arktycznego Rosji są oczyszczane z metalowych odpadów, które nagromadziły się tam przez długie lata. Jego zdaniem należy także zwrócić uwagę na pewien efekt polityczny, który może przynieść ta decyzja.  Pozwoli to zademonstrować dążenie Rosji do poprawy stosunków z Ukrainą, a także wyeliminować przyczynę wszystkich pretensji, które Kijów może sobie rościć do uzbrojenia, znajdującego się do tej pory na Krymie  — powiedział Korotczenko. Technika pancerna i pozostały sprzęt wojskowy nie są już mobilne, dlatego trzeba będzie to wszystko wysyłać wagonami kolejowymi. Jeśli zaś chodzi o ukraińskie okręty wojenne i statki zaopatrzeniowe, to praktycznie wszystkie z nich trzeba będzie odholowywać — dodał rozmówca agencji.

 

*Prawie 40% zgonom spowodowanym przez nowotwory można byłoby zapobiec, zmieniając styl życia – twierdzą australijscy naukowcy, jak poinformowało czasopismo „International Journal of Cancer”.Po przeanalizowaniu statystyk dotyczących zgonów w Australii w 2013 roku, badacze doszli do wniosku, że co najmniej 16700 z nich, czyli 38% zgonów spowodowanych przez nowotwory w tym kraju, można byłoby uniknąć, gdyby zmniejszyć wpływ czynników ryzyka. Ponadto można było zapobiec ponad 41 tys. nowych przypadków zachorowań. Głównym negatywnym czynnikiem było palenie tytoniu, w tym bierne – 23% zgonów z powodu raka. Z kolei otyłość, zdaniem naukowców, doprowadziła do 5% zgonów, podobnie jak niewłaściwe żywienie i infekcje. Wśród innych czynników ryzyka można wymienić: promieniowanie ultrafioletowe (3,2%, 1390 zgonów), alkohol (2,4%, 1037), niewystarczająca aktywność fizyczna (0,8%, 357) i problemy hormonalne (0,4%, 172). Często różne czynniki ryzyka łączyły się ze sobą. Rozwojowi choroby prawdopodobnie można było zapobiec w przypadku raka płuc, jelita grubego, czerniaka, raka wątroby i żołądka. — Wielu ludzi może zminimalizować ryzyko rozwoju nowotworu i śmierci w jego wyniku – przekonują naukowcy. – Nawet niewielkie zmiany w stylu życia znacznie ograniczą liczbę ludzi, którzy co roku umierają na raka – dodają.

 

* Zaledwie tydzień po imponującym triumfie Kamila Stocha w 66. Turnieju Czterech Skoczni i na niespełna miesiąc przed igrzyskami zespół polskich skoczków gwałtownie pogorszył  formę i wypadł najgorzej w Pucharze Świata od prawie dwóch lat, a także odkąd ich trenerem jest Stefan Horngacher. Kamil Stoch zajął dopiero 21. miejsce w konkursie lotów narciarskich w Bad Mitterndorf. Trener Horngacher nie ukrywa rozczarowania: Zawodnicy nie prezentowali tego, czego po nich oczekiwałem. Poziom na treningach nie był perfekcyjny, ale był solidny. Dziś jednak wkradły się spore błędy w przypadku niektórych zawodników - dodał szkoleniowiec. Kamil skakał całkiem dobrze, ale problemy wynikają ze złej pozycji najazdowej. Nie może znaleźć tutaj optymalnego rozwiązania, a do tego spóźniał wybicia. Na skoczni do lotów narciarskich oznacza to stratę 20-40 metrów. To znacząca różnica, na którą nie można sobie pozwolić, ale Kamil to nie maszyna - mówi Stefan Horngacher w rozmowie ze skijumping.pl

 

*Prezydent Francji Emmanuel Macron zaproponował aby wpisać francuską bagietkę na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO, donosi RTL. „Bagietka to codzienność  Francuzów, a chleb to szczególna historia, to codzienny poranek, południe i wieczór Francuzów” — powiedział. Macron zaznaczył, że bagietka wraz z Wieżą Eiffla jest jednym z głównych symboli Francji. Dodał również, że produkt ten wywołuje „zazdrość na całym świecie”, dlatego należy go wpisać na listę niematerialnego dziedzictwa.

 

*Finalny sezon serialu "Gra o Tron" wejdzie na ekrany nie wcześniej niż w 2019 roku, ponieważ twórcy sagi chcą stworzyć widowisko najwyższej klasy – powiedział dyrektor kanału HBO Casey Bloys dla "Entertainment Weekly".Jak powiedział Bloys, na stworzenie wielkich scen batalistycznych i efektów specjalnych potrzeba wiele czasu. Producenci show David Benioff i Daniel Brett Weiss powaznie podchodzą do zdjęć finałowej serii, podkreślił dyrektor kanału. Według Bloysa, Benioff i Weiss są "perfekcjonistami", a podane terminy wyjścia ostatniej serii są maksymalnie zawężone. Pracownik HBO skomentował również informacje o stworzeniu sequelu do "gry o Tron". Jak powiedział Bloys, produkcja nowego serialu "trwa" i do prac nad nim ściągnięto "naprawdę utalentowanych aktorów". Jednak, jak stwierdził, premiery nie należy oczekiwać wcześniej niż rok po wyjściu finałowych epizodów "Gry o Tron". "Nie wykorzustujemy finałowego sezonu do tego, aby uruchomić nowe show, czy coś takiego. Między nimi (serialami) będzie przerwa" – powiedział Bloys. 

 

KOMENTARZE

  • Zaorane
    Ten tekst zacytowała TVN 24 w głównym wydaniu Faktach
    Trzeba przyznać wyjątkowo trafny.

    https://pbs.twimg.com/media/DTaIO-QXUAI5zqQ.jpg
  • @Husky 18:06:07
    Kaczor, choćby nie wiem jak się modlił, to by sobie takiej opozycji nie wymodlił, bo by nie umiał sobie takiej wyobrazić. Teraz widzą ludziska, jak niewielką mądrością rządzony jest świat.
    Pozdrawiam przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 18:17:25
    Miłujmy Rzeczpospolitą Polską!
    Mamy jedną Ojczyznę, a przynajmniej w sercu powinniśmy mieć jedną
  • @Husky 18:32:17
    To jest poza dyskusją i tu nigdy sporu nie będzie. Jeszcze raz serdeczności. BJ
  • @Bogusław Jeznach 18:17:25
    I kto to mowi !!!!!!!

    Patrzę z pewnym podziwem na prezesa Kaczyńskiego, jak potrafił doprowadzić do tego, że partia, która jest za skrajnymi rozwiązaniami, jest obrońcą liberalnych wartości, a Platforma, która ich broni, jest oskarżana, że tego nie robi - mistrzostwo świata - powiedziała Kidawa-Błońska w Radiu Zet.

    W ten sposób odniosła się do sytuacji po głosowaniu nad projektem Ratujmy Kobiety.
  • @
    Bez komentarza.
    https://vk.com/video6716738_456239025?list=0cb23e01fa77eefd7c
  • @fretka 21:53:01
    Naprawdę " pomagają " . Uff
  • @Repsol 21:57:48
    ''My wam bezwartościowy papier a wy nam ropę, złoto i diamenty.''
  • @fretka 21:53:01
    Brytyjskie media poinformowały, że rosyjska reprezentacja narodowa w piłce nożnej zamierza używać dopingów podczas Mistrzostw Świata w 2018 roku
  • @fretka 22:25:35
    https://pbs.twimg.com/media/DThGHaUX0AADxuH.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031