Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4379 postów 1981 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 11 stycznia 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1113) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* Wczoraj 10 stycznia procedowano w Sejmie dwa obywatelskie projekty ustaw: jeden liberalizujący prawo aborcyjne, przygotowany przez Barbarę Nowacką i środowiska kobiece „Ratujmy Kobiety 2017", oraz drugi, konserwatywny — zaostrzający prawo. Przewagę uzyskała ta druga opcja: projekt ustawy wykluczający dokonanie legalnej aborcji w przypadku ciężkiej choroby lub uszkodzenia płodu — został skierowany do dalszych prac. Tymczasem projekt środowisk liberalnych odrzucono już w pierwszym czytaniu bo zabrakło 9 głosów. Kiedy Barbara Nowacka prezentowała założenia „Ratujmy Kobiety", sala plenarna świeciła pustkami. Dziennikarze portalu Oko.press doliczyli się na niej tylko 12 posłów! Doszło do kompletnej kompromitacji opozycji: na tak ważne głosowanie, nie przyszło — 29 posłów PO i 10 posłów Nowoczesnej. Tymczasem za skierowaniem liberalnego projektu do dalszych prac zagłosowali ci, po których można się było tego najmniej spodziewać, mianowicie aż 58 posłów PiS. „Ratujmy Kobiety" poparli m.in. Krystyna Pawłowicz (to nie żart!), Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Joachim Brudziński, Ryszard Terlecki, Witold Waszczykowski oraz Mariusz Błaszczak!  Ryszard Petru oraz szef klubu PO Sławomir Neumann są zdruzgotani. Obaj zgodnie oświadczyli, że na zebraniach klubów wyjaśnią, „jak doszło do tego", że na sali były wtedy pustki. Platforma będzie musiała również jakoś ukarać niepokorną trójkę posłów, która złamała dyscyplinę partyjną i zagłosowała za odrzuceniem projektu. Ci „śmiałkowie" to Joanna Fabisiak, Jacek Tomczyk i Marek Biernacki. Internet już znienawidził posłankę Nowoczesnej Kornelię Wróblewską, której podczas głosowania nie było wprawdzie na sali, ale która w tym samym czasie opublikowała w mediach społecznościowych gniewny post wymierzony w środowiska pro-life. Wcześniej popisywała się  swoją „pro-kobiecością”  demonstracyjnie przychodząc nawet na posiedzenia Sejmu ze swoim nowo narodzonym dzieckiem.  Ale kiedy przyszło co do czego, uczyniła jedynie internetowy manifest. Barbara Nowacka jest rozżalona. Napisała na Twitterze, aby posłowie opozycji nie myśleli nawet o tym, by przychodzić na jakiekolwiek prodemokratyczne demonstracje, bo nie mają tam czego szukać. Nie tylko frekwencja w Sejmie okazała się marna. Nie dopisali również uczestnicy protestu, który odbywał się przed budyniem parlamentu podczas głosowania, co jest zadziwiające, zważywszy na skalę Czarnego Protestu, który odbił się szerokim echem nawet za granicą. Obecnie głosy opinii publicznej są zgodne: mając takich przeciwników  PiS porządzi jeszcze co najmniej dekadę.

 

* Po dzisiejszym głosowaniu w Sejmie w szeregach opozycji pojawił się chaos: troje członków klubu PO zostało wykluczonych z partii - poinformował rzecznik Jan Grabiec. To kara za niedotrzymanie dyscypliny partyjnej w głosowaniu nad obywatelskim projektem Ratujmy Kobiety. Jednomyślnie podjęto dwie decyzje - mówił na konferencji w Sejmie rzecznik PO Jan Grabiec. Po pierwsze wykluczono z Platformy Obywatelskiej troje posłów, którzy zagłosowali sprzecznie z dyscypliną, ustaloną przez zarząd krajowy. Joanna Fabisiak, Marek Biernacki i Jacek Tomczak nie są już członkami PO. Zarząd PO zamierza tez ukarać posłów, którzy nie uczestniczyli w głosowaniu mimo, że byli w Sejmie. 28 posłów PO i Nowoczesnej nie zagłosowało nad projektem "Ratujmy kobiety", choć jeszcze kilkanaście minut wcześniej brali udział w innych głosowaniach. Niektórzy dziennikarze już skrytykowali decyzję PO. „Platforma wyrzuciła 3 posłów, którzy zagłosowali przeciw zgodnie z sumieniem i programem PO (zachowanie kompromisu), ale będzie trzymać 18, którzy udawali, że ich nie ma? Spoko. I tak umiem liczyć i wiem, że 18 to więcej niż 3" - napisała Dominika Długosz. Także w Nowoczesnej po głosowaniu doszło do sporów i chaosu w klubie. Nowoczesna na posiedzeniu klubu zdecydowała o ukaraniu niegłosujących posłów grzywną w wysokości 1000 złotych i naganą. "Rzeczpospolita" podaje, że sześcioro zapowiedziało, że rozważają odejście z klubu. Chodzi o Joannę Scheuring-Wielgus, Adama Szłapkę, Paulinę Hennig-Kloskę, Monikę Rosę, Krzysztofa Mieszkowskiego i Joannę Schmidt. Troje z nich zawiesiło swoje członkostwo w klubie na miesiąc. Chodzi o Joannę Scheuring-Wielgus, Joannę Schmidt i Krzysztofa Mieszkowskiego. Na konferencji mówili, że - choć zapowiedzieli odejście - to „chcą dać szansę” koleżankom i kolegom z partii. Chcę dać miesiąc na przemyślenie swoich błędnych decyzji, na wrócenie do wartości, których przestrzegaliśmy. Podjęłam decyzję, aby w sposób symboliczny zawiesić swoje członkostwo w Nowoczesnej - powiedziała Scheuring-Wielgus. Wezwała do dyskusji "po co powstała Nowoczesna".  Później, na osobnej konferencji, głos zabrała przewodnicząca partii. Nie mam wątpliwości, że cała opozycja zawiodła - przyznała Katarzyna Lubnauer. W próbie opanowania sytuacji partia zdaje się zamykać usta własnym posłom. Radio RMF FM podaje, przewodnicząca klubu Kamila Gasiuk-Pihowicz wydała swoim posłom "zakaz wypowiedzi medialnych". Ma on nie dotyczyć szefowej partii Katarzyny Lubnauer, Witolda Zembaczyńskiego, Piotra Misiły i Gasiuk-Pihowicz.

 

*Polski rząd może podjąć kroki w kierunku wyjścia z UE, jeśli państwo przestanie otrzymywać finansowanie od organizacji - oświadczył przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk - podaje The Telegraph. Jak mówi Tusk, dla partii rządzącej „Prawo i Sprawiedliwość" korzyści z członkostwa państwa w Unii Europejskiej sprowadzają się do otrzymywania pieniędzy, z całkowitym pominięciem innych korzyści, jak wspólny rynek, porządek prawny, gwarancje bezpieczeństwa itd. Tusk wyjaśnił, że dopóki Warszawa będzie otrzymywać finansowanie od UE, dla władz kraju „gra warta jest świeczki". „Mogę łatwo wyobrazić sobie sytuację, że gdy pewnego dnia Polska znajdzie się w gronie tych płatników, władza w Polsce uzna, że czas zapytać Polaków, czy nadal chcą Polski w UE, a potem zrobi wiele, by doszli do wniosku, że należy pożegnać się z członkostwem" — powiedział Tusk.W Brukseli jest ciągle gigantyczna nadwyżka nadziei — nie mówię o zaufaniu, ono już niestety zginęło — że Polska jednak zostanie w Unii — podkreślił Tusk.Komisja Europejska od dwóch lat krytykuje zwłaszcza reformę sądownictwa  przeprowadzaną przez Warszawę. KE uważa, że 13 ustaw przyjętych w ramach tej ustawy narusza zasady nadrzędności prawa i daje władzy politycznej kontrolę nad sądownictwem.

 

* USA ciągle podejmują próby ingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw i uważają, że to jest normalne - oznajmił prezydent Rosji Władimir Putin.  „To, co się dzieje z naszymi mediami, które natychmiast zostały ogłoszone zagranicznymi agentami i ograniczono je, przy czym dość agresywnie i złośliwie, świadczy akurat o ich stosunku do tego, że ktoś w jakiś sposób wpływa na sytuację wewnątrzpolityczną, zwłaszcza w okresie przed wyborami. Natomiast to, że sami ciągle to robią, co najmniej podejmują takie próby, uważają za normę, moim zdaniem jest to absolutnie niesłuszne — oznajmił Putin na spotkaniu z szefami rosyjskich mediów i agencji informacyjnych. „Skoro sami wszędzie się wtrącają, powinni być przygotowani na to, by być w stanie reagować na pewne wyzwania, które właściwie mówiąc, sami prowokują" — dodał. Według niego Rosja nie zamierza „nigdzie ingerować".   

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin poinformował, że podczas rozmowy telefonicznej z Erdoganem omówił sytuację wokół ataku terrorystów na rosyjską bazę w Syrii z użyciem dronów i ustalił ich mocodawców.Na pewno to nie Turcja — poinformował Putin. Aparaty, które miały wziąć udział w ataku na rosyjskie bazy w Syrii, były zakamuflowane na aparaty domowej roboty, a w rzeczywistości były dość zaawansowane technologicznie — poinformował Putin. Prezydent oznajmił, że w incydencie z Hameimim nie ma nic dobrego, jest to próba prowokacji, zepsucia stosunków z partnerami, w tym z Turcją.

 

*Współrzędne dronów użytych przez terrorystów w Syrii były precyzyjniejsze od tych, które można uzyskać ogólnie dostępnymi metodami - oświadczył sztab generalny Sił Zbrojnych Rosji.Rosyjscy wojskowi rozszyfrowali dane wyznaczonego toru lotu ustawione w dronach.Terroryści nie mogli zdobyć współrzędnych do przeprowadzenia ataku na rosyjskie bazy w Syrii z Internetu — oświadczył dowódca zarządu konstrukcji i rozbudowy systemu stosowania bezzałogowych statków powietrznych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji generał major Aleksander Nowikow.„Przeprowadzone analizy pokazują, że zamontowane na dronach urządzenie radioelektroniczne zapewniało ich automatyczny, wcześniej zaprogramowany lot i zrzut amunicji, udaremniało wszelkie przeszkody ich systemom sterowania" — powiedział Nowikow.  „Ponadto współrzędne ustawione w programach sterowania dronami przewyższają pod względem precyzji ogólnie dostępne dane, które można znaleźć w Internecie" — podkreślił generał major. W nocy z 5 na 6 stycznia terroryści dokonali próby ataku z użyciem dronów na bazę lotniczą w Hameimim i punkt zaopatrzeniowy marynarki wojennej w Tartusie.    

 

* Fakt posiadania dronów nowej generacji przez terrorystów w Syrii został odnotowany po upływie dosłownie kilku dni po tym, jak trafiły do sprzedaży w różnych krajach. Rezultaty analizy przekazanych modeli dronów i ich użycia (po odpartym ataku terrorystów na rosyjskie obiekty wojskowe w Syrii w nocy z 5 na 6 stycznia) pozwalają wyciągnąć następujący  wniosek: Pojawiło się realne zagrożenie, związane z wykorzystaniem dronów w celach terrorystycznych w każdym miejscu na świecie. Wymaga ono podjęcia odpowiednich kroków, mających na celu likwidację niebezpieczeństwa, powiedział dziennikarzom dowódca zarządu konstrukcji i rozbudowy systemu stosowania bezzałogowych statków powietrznych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji generał major Aleksander Nowikow. Tymczasem Sztab Generalny Rosji ustala kraj producenta dronów użytych w Syrii.Podstawą materiału wybuchowego w dronach, które zaatakowały rosyjską bazę w Syrii, jest substancja PETN, produkowana między innymi na Ukrainie.Wstępne badania wykazały, że podstawę materiałów wybuchowych stanowił PETN, który pod względem mocy przewyższa heksogen. Ten materiał wybuchowy jest produkowany przez wiele krajów, w tym na Ukrainie w Zakładzie Odczynników Chemicznych w Szostce — powiedział generał Nowikow.Jego zdaniem substancja ta „nie może być wytwarzana w warunkach chałupniczych lub wydobyta z innej amunicji". Dochodzenie trwa.

 

*  Premier Węgier Viktor Orbán był gościem na zjeździe deputowanych Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU) w Bawarii. Na konferencji prasowej po obradach wystąpił wspólnie z szefem CSU Horstem Seehoferem, udzielił też wywiadu dziennikowi Bild, w którym m.in. określił napływ imigrantów do Europy mianem „inwazji muzułmańskiej”. Bawaria jest najważniejszym partnerem gospodarczym Węgier spośród państw związkowych RFN – odpowiada za około jedną trzecią inwestycji niemieckich na Węgrzech, jest też największym spośród landów niemieckich odbiorcą węgierskiego eksportu. Przedsiębiorstwa bawarskie inwestują przede wszystkim w branży motoryzacyjnej, która jest siłą napędową węgierskiej gospodarki (np. zakłady Audi w Győr). Fidesz jest partnerem CSU od lat 90., a rząd Orbána regularnie współpracuje z bawarskim rządem również na poziomie sektorowym.Wizyty w Bawarii pozwalają Orbánowi na realizację ambicji politycznych na arenie międzynarodowej. W kryzysie migracyjnym dostrzegł on nie tylko szansę na wzmocnienie popularności w kraju, ale również okazję do przełamania marginalizacji Węgier w UE. Stara się zatem kreować na rzecznika tej części europejskiej opinii publicznej, która jest przeciwna napływowi imigrantów, a która – jak twierdzi Orbán – nie jest reprezentowana przez elity polityczne w Europie. Dla CSU zaproszenie posługującego się ostrą retoryką antyimigrancką Orbána do Bawarii zarówno u szczytu kryzysu migracyjnego w 2015 roku, jak i obecnie służy zaakcentowaniu różnicy w podejściu do imigracji z siostrzaną CDU i jest przejawem rywalizacji o wyborców z antyimigrancką Alternatywą dla Niemiec. 

 

*Na oficjalnej stronie Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem pojawiła się wczoraj informacja, że „istniało kilka źródeł eksplozji": w skrzydle, slocie, a także centropłacie, co rzekomo "zostało potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię".Ponadto brzoza, z którą bezpośrednio przed upadkiem zderzył się samolot „nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła" — uważają eksperci. Polska komisja rządowa, uznając eksplozję za przyczynę katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem, zrealizowała zamówienie polityczne na pogorszenie stosunków polsko-rosyjskich — uważa wiceprzewodniczący Komitetu Rady Federacji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Franc Klincewicz.Aktualne polskie władze dokonały swojego wyboru — podkreślił. „Rusofobiczny trend, narzucony Polsce z zewnątrz, bierze górę nad ewidentnymi korzyściami, płynącą z naturalnych dla dwóch sąsiedzkich krajów dobrych stosunków"- dodał polityk. Jednak teraz, „kiedy jest to w Polsce jedyna dopuszczalna wersja", odpowiednie służby tego kraju powinny „poinformować świat o tym, kto, w jaki sposób i w jakim celu podłożył w Polsce  bomby w samolocie prezydenckim" — uważa parlamentarzysta. „Jak by nie było trzeba być konsekwentnym" — podkreślił. W grudniu ubiegłego roku prezydent Rosji Władimir Putin w trakcie dużej konferencji prasowej skomentował oświadczenia polskiej strony o możliwej eksplozji samolotu z Lechem Kaczyńskim na pokładzie. „Nie było żadnych eksplozji. Wszystko to zostało zbadane przez ekspertów zarówno z polskiej, jak i rosyjskiej strony. Wszystko, co działo się w samolocie, zostało poddane bardzo wnikliwej analizie" — powiedział. Przywódca Rosji podkreślił również, że jeśli przyjąć, iż eksplozja rzeczywiście miała miejsce, to pytania należy adresować nie do strony rosyjskiej, a tych, którzy przygotowywali samolot prezydencki do lotu w miejscu z którego wyleciał.

 

*Były gubernator obwodu odesskiego Michaił Saakaszwili nie zamierza rezygnować z planów utworzenia nowej klasy politycznej w kraju.Lider partii „Ruch Nowych Sił" obiecał, że nie zrezygnuje z akcji politycznych na Ukrainie.  „Od jutra zaczynam jeździć po kraju, zbierać ludzi do nowej ekipy rządzącej. Mam zamiar znaleźć tych 300 Spartan, którzy będą rządzić krajem innymi metodami" — powiedział były gubernator obwodu odesskiego Michaił Saakaszwili. Były prezydent Gruzji nieraz mówił, że nie pretenduje do fotela prezydenta, ale chce sformować nową klasę polityczną w kraju. Na antenie stacji Zik Saakaszwili opowiedział, jak to prezydent Ukrainy Petro Poroszenko proponował mu urząd premiera, ale odmówił, za to teraz jest gotów stanąć na czele ukraińskiego rządu. Innym stanowiskiem, które „go urządzi" jest stanowisko mera Odessy. „Ukraińskie organy państwowe są rozwalone, instytucje państwowe nie sprawdzają się, Ukraina jest niestety państwem upadłym — powiedzmy to sobie szczerze. Państwo, które nie może obronić obywateli, które pozwala oligarchom na grabież poprzez wysokie ceny, gdzie wszystko skupione jest w rękach kliki oligarchów, i gdzie organy porządkowe wykorzystywane są tylko do obrony przekupnej władzy i dalszego grabienia obywateli, nie może uznane za państwo trwałe" — powiedział Saakaszwili.

 

*Służba prasowa nacjonalistycznego pułku „Azow” Gwardii Narodowej Ukrainy usunęła ze swojej strony internetowej wiadomość, w której napisano o otrzymaniu amerykańskich granatników PSRL-1. „Gwardia Narodowa Ukrainy przed wyżej wymienioną publikacją zaprzeczała, aby pułk «Azow» posiadał granatniki PSRL” — zaznacza w czwartek ukraińska  agencja informacyjna UNIAN, która zwraca uwagę na zniknięcie materiału. Artykuł, opublikowany 22 lipca 2017 roku, nosił tytuł „Żołnierze 3. roty 2. batalionu wypróbowali nowe granatniki przeciwpancerne”. Obecnie nie można go znaleźć na stronie internetowej, jednak materiał („zdjęcie strony z dnia 8 stycznia 2018 roku”) wciąż pozostaje w pamięci podręcznej Google.  „20 lipca 3. rota 2. batalionu pułku «Azow» przeprowadziła strzały z nowo uzyskanych granatników PSRL-1” — czytamy w usuniętej publikacji. Artykułowi, sądząc po jego zachowanej kopii, towarzyszyły trzy zdjęcia żołnierzy z granatnikiem, ubranych w mundury z charakterystyczną symboliką „Azowa”. Wojskowi, według doniesień, ocenili strzały jako „doskonałe”. „Zaletą nowych granatników jest to, że ich zasięg celowania jest dość duży i istnieje możliwość wyposażenia ich w dowolne celowniki, w tym nocne i termowizyjne” — zaznaczono w artykule. Za „najważniejszą wadę” uznano szybkość nagrzewania się. Jak poinformowała w sierpniu zeszłego roku agencja Sputnik, powołując się na dziennikarza Jurija Butusowa, Ukraina kupuje amerykańską broń śmiercionośną od prywatnych firm. W pierwszej partii Siły Zbrojne Ukrainy otrzymały 12,8-milimetrowe karabiny snajperskie Barrett M82 i M107. Według niego na uzbrojenie ukraińskich wojsk w kwietniu trafiło 100 granatników PSRL-1 kupionych w kwietniu 2017 roku od amerykańskiej  firmy AirTronic. Butusow uważa, że te dostawy są „symboliczne”. Według niego amerykańskie organy regulujący zarejestrowały transakcję, ale jej nie uniemożliwiły.

 

*Członek Ekonomicznego Klubu Dyskusyjnego na Ukrainie Ihor Harbaruk uważa, że jedynie ukraińscy urzędnicy nie zauważają, że żyją w najuboższym państwie europejskim.10 stycznia podczas konferencji prasowej „Priorytety UE na rok 2018: Dlaczego UE odwróciła się od Ukrainy?" członek Ekonomicznego Klubu Dyskusyjnego Ihor Harbaruk wyjaśnił, dlaczego europejskie społeczeństwo już nie chce mieć do czynienia z Ukrainą.  „Europejscy politycy są zmęczeni ukraińskimi pseudoreformami. Nie mamy żadnego dokumentu programowego, strategii ani prognoz, które moglibyśmy pokazać Europie. Za to oczekujemy od niej transz finansowych lub kolejnego „planu Marshalla". Są zmęczeni również tym, że nasi urzędnicy lekceważą zasady demokratyczne. Ich kredo to „Przyjaciołom wszystko, wrogom — prawo" — powiedział ekonomista. Harbaruk podkreśli, że pragmatycznej UE przede wszystkim zależy na własnym bezpieczeństwie i dobrobycie. A więc wszystkie palące sprawy i problemy państwa ukraińskiego będą zamrożone, by nie pojawiały się w granicach UE.   „Zgodnie z rankingiem Indeks Percepcji Korupcji Transparency International w ubiegłym roku  Ukraina zajęła 131. miejsce ze 176. Zgodnie z danymi Światowego Forum Gospodarczego pod względem poziomu przestępczości zorganizowanej państwo znajduje się na 113. miejscu ze 137. Jesteśmy najuboższym państwem Europy. Mówią o tym wszyscy. Nie zauważają tego jedynie urzędnicy, ogłaszający wzrost gospodarczy. Jakiż to wzrost? Zgodnie z normami ONZ płaca minimalna wynosi 150 dol./msc. Natomiast od 60 do 80% ludności żyje poza granicą ubóstwa. Natomiast ceny produktów pierwszej potrzeby wzrosły o ponad 30%" — przytacza dane analityk finansowy.  W związku z tym Ihor Harbaruk ostrzegł, że Europa nie będzie dokładać starań na rzecz rozwoju gospodarczego Ukrainy. Przeciwnie UE będzie dbać wyłącznie o swoje bezpieczeństwo i dobrobyt.Branie pieniędzy od Zachodu i rozporządzanie się nimi według własnego uznania to romantyczne fantazje naszych urzędników. Tego nie będzie. Ukraina nie powinna żyć ponad stan — podsumował ekspert.

 

*Ukrainę w najbliższej przyszłości może czekać próba zmiany władzy w kraju, która znajdzie poparcie w ukraińskim społeczeństwie, a także za granicą, pisze w swoim artykule dla portalu Atlantic Council starszy pracownik naukowy Centrum Eurazji przy Radzie Atlantyckiej Diana Francis.„Prezydent Poroszenko umacnia swoją władzę, hamując reformy, których wdrożenie obiecał zachodnim darczyńcom, a także prześladuje swoich oponentów. Jak w latach 2010-2014  za prezydentury  Janukowycza, w kraju brakuje praworządności, w kraju nie ma odpowiedzialności parlamentarnej, nie ma skutecznego ścigania skorumpowanych urzędników, nawet Janukowycza, który ukradł miliardy” — pisze Francis. Jej zdaniem obecne warunki przypominają „te, które doprowadziły do «ulicznych rewolucji» z 2004 i 2014 roku”. „Ale jeśli Ukraińcy znów wyjdą na ulice, tym razem wszystko będzie inaczej” — pisze Francis. Zauważa, że​​widmo rosyjskiej inwazji na Ukrainę faktycznie zniknęło. Francis zwraca również uwagę,że wykorzystanie systemu poborowego przy wsparciu finansowym Zachodu pozwoliło na stworzenie na Ukrainie jednej z największych armii w Europie, której administracja prezydenta Donalda Trumpa zezwoliła na dostawy broni przeciwpancernej i karabinów snajperskich. „W zamian Ukraina zobowiązała się oczyścić swój skorumpowany przemysł obronny” — dodała.Tym razem jest inaczej, ponieważ Ukraina jest uzbrojona po zęby. Oprócz potężnej armii poborowej Ukraina jest pełna weteranów patriotów. To nie tylko neutralizuje Rosję, ale także tworzy podstawę każdej przyszłej ulicznej rewolucji, jeśli obecny reżim odmówi pełnej reformy kraju przed wyborami [prezydenckimi] w 2019 roku — zaznacza Francis.Ekspert zaznacza również, że Zachód „zdecydowanie stoi za ukraińskimi aspiracjami prawdziwej demokracji i sprawiedliwego społeczeństwa”. Jej zdaniem w przypadku zmiany władzy na Ukrainie, w kraju nie zacznie się chaos podobny do tego, który ogarnął państwo w 2014 roku. „Ukraina wzmocniła swoje instytucje finansowe, Kijów otrzymał od Zachodu sojuszników i ekspertów, są również „ramy zarządzania” składające się z setek uczciwych parlamentarzystów, liderów, finansistów, prawników, aktywistów, międzynarodowych darczyńców i dobrodziejów, a także liderów politycznych” — pisze. Według jej informacji „niektórzy z nich spotykają się już nieformalnie, w szczególności jest to kijowska grupa 200 technokratów, którzy mogą urzeczywistnić natychmiastowe pokojowe przekazanie władzy”. Francis przytacza w artykule cztery warunki, które musi spełnić Poroszenko. „Musi wycofać i skorygować swój projekt ustawy o Sądzie Antykorupcyjnym, pozwalając mu działać niezależnie; zaprzestać ataków na Narodowe Biuro Antykorupcyjne kraju; zlikwidować immunitet dla deputowanych Rady Najwyższej i zakazać reklamy politycznej na wszystkich kanałach telewizyjnych podczas wyborów w 2019 roku” — wskazuje.

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin oznajmił, że Rosja jest gotowa przekazać Ukrainie jej sprzęt z Krymu, bez względu na opłakany stan tej techniki.Przywódca państwa nie ma też nic przeciwko obecności ukraińskich wojskowych podczas utylizacji amunicji na Krymie.Jesteśmy gotowi kontynuować ten proces: jesteśmy gotowi przekazać Ukrainie okręty, które na Krymie nadal są, jesteśmy gotowi przekazać sprzęt lotniczy, sprzęt opancerzony — oznajmił Putin na spotkaniu z szefami krajowych mediów i agencji informacyjnych.Zauważył, że cały ten sprzęt „znajduje się w opłakanym stanie", lecz podkreślił, że chodzi o „dziesiątki okrętów, dziesiątki samolotów bojowych".Istnieje znaczący zapas amunicji, lecz według danych naszych ekspertów wojskowych nie podlega transportowi, jest to niebezpieczne, podlega utylizacji na miejscu. Jesteśmy gotowi zaprosić ukraińskich wojskowych, by wzięli udział w utylizacji tej amunicji — podkreślił prezydent Rosji.     

 

*Ukraiński pisarz Andrij Kurkow wezwał Kijów do objęcia języka rosyjskiego „filologiczną kontrolą”.„Język rosyjski poza Rosją  jest niezależnym zjawiskiem, ale, podobnie jak w przypadku frankofonii 150 lat temu, Rosja stara się wykorzystać ludność rosyjskojęzyczną do swoich interesów. W celu ograniczenia możliwości Rosji do obrony na Ukrainie języka rosyjskiego należy uznać ukraińską ludność rosyjskojęzyczną za ukraińską «cechę kulturową»” — powiedział Kurkow w wywiadzie dla gazety „Biznesowa stolica”. Pisarz zaproponował powołanie Instytutu Języka Rosyjskiego lub „Instytutu Języka Rosyjskiego i Innych Języków Mniejszości Narodowych” przy Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. To, zdaniem Kurkowa, pomogłoby rosyjskojęzycznym Ukraińcom odizolować się od „ogólnego rosyjskiego świata poza granicami Rosji”. „Chcę przypomnieć, że nie chodzi tu o status języka, lecz o miliony  rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, wyborców, którzy, jeśli będą ignorowani lub pokazywani tylko jako wrogowie Ukrainy, mogą wpłynąć na wynik przyszłych wyborów” — dodał pisarz. Według niego „ukraiński język rosyjski” powinien stać się „instrumentem walki z autokracją” i „wszystkim, co dziś kojarzy się ze światem rosyjskim”. Zaś język ukraiński, według pisarza, powinien zawierać „europejskie znaczenia” i wartości.

 

* Prezydent Francji, Emmanuel Macron, odwiedził Chiny. Swojemu chińskiemu odpowiednikowi, Xi Jinpingowi, podarował ładnego konia imieniem  Wezuwiusz, a chińską publiczność telewizyjną rozbawił do łez nieudolną próbą wypowiedzenia po chińsku swego apelu -让我们的星球再次伟大 [ràng wǒmen de xīngqiúzàicìwěidà] (franc. Rendez notre planète encore plus belle  - „Uczyń naszą planetę ponownie wspaniałą”), które jest przeróbką trumpowego „Make America great again”. Macron zapowiedział, że w wyniku jego wizyty Chiny planują zakup 184 odrzutowców Airbus A320.

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin, odnosząc się do obecnej sytuacji na Półwyspie Koreańskim, wyraził opinię, że północnokoreański przywódca Kim Dzong Un „wygrał swoją partię i jest zainteresowany złagodzeniem sytuacji".„Uważam, że Kim Dzong Un wygrał tę partię. Rozwiązał swoje zadanie strategiczne: ma ładunek jądrowy, ma pocisk globalnego zasięgu — do 13 tys. km, który może dosięgnąć prawie każdego punktu na ziemi, w każdym razie każdego punktu na terytorium jego prawdopodobnego przeciwnika" — powiedział Putin na spotkaniu z redaktorami naczelnymi mediów i agencji informacyjnych, odpowiadając na pytanie o sytuację wokół Półwyspu Koreańskiego teraz, na początku nowego roku. Prezydent Rosji dodał, że teraz Kim Dzong Un jest zainteresowany „oczyszczeniem, złagodzeniem, uspokojeniem sytuacji". „Kim Dzong Un jest absolutnie kompetentnym i dojrzałym politykiem" — podsumował Putin.

 

* Rząd izraelski zakazał przywódcom 20 organizacji popierających bojkot Izraela wjazdu do swego kraju. Lista, która ma charakter trwały obejmuje m.in. amerykańską  grupę żydowską.

 

* Ponad 80 tys. osób ucierpiało na Madagaskarze wskutek cyklonu tropikalnego „Ava”. Poinformował o tym rzecznik sekretarza generalnego ONZ Stephane Dujarric na swoim briefingu, powołując się na dane Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej. Tropikalny cyklon „Ava” dotknął 83 tys. osób, 29 osób zginęło, 22 zaginęły — powiedział Dujarric. Żywioł zniszczył też 17 punktów medycznych i uszkodził 141 szkół — dodał. Według słów Dujarrica organizacje humanitarne zaopatrują ludzi w środki medyczne i higieniczne, wodę pitną oraz namioty dla obozów. Obecnie na Madagaskarze  przebywa dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Ghebreyesus. Cyklon nawiedził  wyspę w ubiegły piątek rano, w nocy ustał, lecz spowodował lawiny błotne i powodzie, a wiele domów zostało odciętych od prądu. 

 

* Egipska odnoga tzw. Państwa Islamskiego, operująca na granicy ze Strefą Gazy, opublikowała najnowsze nagranie wideo, w którym wypowiada wojnę palestyńskiemu ruchowi oporu Hamas. W filmie dżihadysta z Daesz nazywa Hamas „apostatami”, a następnie dokonuje egzekucji na członku brygady al-Qassam, zbrojnego ramienia organizacji. Przemawiający w filmie terrorysta wypowiada również groźby pod adresem Żydów, jednak samo państwo żydowskie  pomija. Bardzo często Daesz wypowiada wojny innym ugrupowaniom muzułmańskim takim jak Hamas w Palestynie, Taliban w Afganistanie, czy Front al-Nusra w Syrii. Znamiennym jest jednak fakt, że Daesz nigdy nie wypowiedziało wojny państwu żydowskiemu, a nawet raz przeprosił Izrael za otwarcie ognia w stronę jego sił zbrojnych w rejonie Wzgórz Golan.

 

* W Kosowie większość posłów koalicji rządzącej, przy poparciu prezydenta Hashima Thaçiego, 22 grudnia podjęła próbę uchylenia ustawy o powołaniu Specjalnych Wydziałów Sądu i Prokuratury z siedzibą w Hadze do osądzenia m.in. zbrodni Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK). Głosowanie nad projektem nie odbyło się z powodu braku kworum, ale posłowie planują poddać go pod głosowanie ponownie. Inicjatywa likwidacji Specjalnych Wydziałów spotkała się z ostrą reakcją USA, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch, które uznały ją za zamach na praworządność. Waszyngton zagroził, że w razie likwidacji Sądu w Hadze odblokuje na forum ONZ rosyjską inicjatywę utworzenia Specjalnego Trybunału dla Kosowa. Kosowski premier musiał też odwołać wizytę w USA, gdyż nie uzyskał amerykańskiej wizy.Specjalne Wydziały Sądu i Prokuratury powstały na podstawie ustawy przyjętej przez parlament Kosowa w 2015 roku pod silnym naciskiem Zachodu. Działają one według kosowskiego prawa, ale zostały obsadzone międzynarodowymi sędziami i prokuratorami, co ma zapewnić im bezstronność. Instytucje te zajmują się zbrodniami popełnionymi m.in. na Serbach w czasie walki o niepodległość w latach 1998–2000. W lutym hascy prokuratorzy mają przedstawić akty oskarżenia wobec ponad 60 osób, głównie członków UÇK, a dziś często prominentnych polityków. Prowadzone jest także postępowanie w sprawie prezydenta Kosowa oraz przewodniczącego parlamentu. Powołanie Specjalnych Wydziałów Sądu i Prokuratury miało dowodzić, że Zachód jest w stanie wymóc przestrzeganie zasad rządów prawa w Kosowie, a elity tego państwa są gotowe na rozliczenie zbrodni wojennych. Zarzuty wobec elity kosowskiej zawarte w raporcie Rady Europy z 2010 roku (zbrodnie wojenne i handel organami) były zbyt poważne, by można je było zignorować i negatywnie wpłynęły na wizerunek państwa. Kosowski wymiar sprawiedliwości, budowany przy wsparciu USA i unijnej misji EULEX, nie byłby jednak w stanie osądzić podejrzanych. Jest on bowiem zbyt silnie wiązany z lokalną elitą i podatny na naciski Zachodu, który oficjalnie odwołując się do rządów prawa, w praktyce chronił elity gwarantujące w jego ocenie stabilność państwa. Inicjatywa posłów to kolejne działanie świadczące o poczuciu bezkarności kosowskiej elity. W grudniu prezydent Thaçi uniewinnił trzech bojowników UÇK skazanych za zamordowanie w 2001 roku rodziny Albańczyka pracującego w serbskiej policji. Działania polityków obawiających się pociągnięcia do odpowiedzialności karnej przyczyniają się do dalszego osłabiania pozycji Kosowa wśród społeczności międzynarodowej, która jest coraz mniej przychylna młodemu państwu. Przekłada się to na trudności w pogłębianiu współpracy z UE i uzyskaniem ruchu bezwizowego ze strefą Schengen oraz członkostwa w UNESCO. W tym kontekście konflikt z głównym protektorem Kosowa – USA utrudni Prisztinie działania na arenie międzynarodowej.  Spór wokół Sądu w Hadze potwierdza coraz mniejszą skuteczność polityki USA i UE w Kosowie, która opiera się na wsparciu dla skompromitowanych elit wywodzących się z UÇK. Waszyngton musi wywierać coraz silniejsze naciski, by nakłonić elity kosowskie do kontynuowania jakichkolwiek reform. Polityka ta prowadzi także do wzrostu poparcia dla sprzeciwiających się dalszej obecności sił międzynarodowych w Kosowie ruchów protestu o zabarwieniu nacjonalistycznym, co czyni to pseudo-państewko coraz mniej stabilnym.

 

* Sąd Miejski w Tbilisi skazał w pierwszej instancji byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego na karę trzech lat pozbawienia wolności oraz orzekł zakaz pełnienia funkcji publicznych za przekroczenie uprawnień i nadużycie stanowiska. Saakaszwili miał złamać procedury, ułaskawiając funkcjonariuszy MSW – skazanych w sprawie zabójstwa w styczniu 2006 roku bankiera Sandra Girgwlianiego – z pominięciem komisji ds. ułaskawień. Sąd uznał, że wina byłego prezydenta polega na „przyczynieniu się do uniknięcia odpowiedzialności przez skazanych”. Od ustąpienia z urzędu jesienią 2013 roku Saakaszwili przebywa poza Gruzją, obecnie na Ukrainie.Wyrok stanowi nowy element w rozgrywce pomiędzy Tbilisi a Kijowem wokół przyszłości Saakaszwilego. Gruzja, która oficjalnie domaga się jego ekstradycji, faktycznie jej nie chce, obawiając się mobilizacji opozycji i oskarżeń o polityczną zemstę. Ukraina pragnie Saakaszwilego wydalić, jednak wobec zasądzonego wyroku jego deportacja do Gruzji niosłaby ze sobą wyższe koszty polityczne w postaci krytyki ze strony Zachodu (3 stycznia sąd w Kijowie uznał, że Saakaszwilemu nie przysługuje status uchodźcy; były prezydent oczekuje jeszcze na wyroki w sprawach o pozbawienie go ukraińskiego obywatelstwa w lipcu oraz o nielegalny wjazd na Ukrainę we wrześniu 2017 roku). W tej sytuacji władze w Kijowie rozważają możliwość wydalenia go do kraju trzeciego.  Decyzję sądu ostro skrytykował obecny prezydent Giorgi Margwelaszwili, który wskazał, że podważa ona konstytucyjną prerogatywę szefa państwa. Wypowiedź stanowi kolejny dowód na polityczną emancypację Margwelaszwilego i uniezależnienie się od Gruzińskiego Marzenia, z którego ramienia startował w wyborach. Może to wskazywać na zamiar ubiegania się o reelekcję jako kandydat niezależny, gdyż trudno oczekiwać, by i tym razem uzyskał on poparcie rządzącego ugrupowania (wybory zaplanowano na rok 2018). Margwelaszwili obawia się też zapewne niebezpiecznego precedensu na przyszłość i odpowiedzialności karnej za ułaskawienia, których dokonał on sam.

 

* Ameryka odcięła pomoc wojskową dla Pakistanu, uzasadniając to tym, że nie zrobił on wystarczająco wiele, aby powstrzymać terrorystów mających swe siedziby w tzw, Waziristanie, górskim  pograniczu tego kraju przed atakami na sąsiedni Afganistan.

 

* Indyjska gazeta ujawniła (i udowodniła), że uzyskała dostęp do bazy danych osobowych dotyczących 1,2 miliarda  obywateli, którzy podpisali się pod rządowym systemem identyfikacji biometrycznej. Skompromitowana w ten sposób rządowa agencja zarządzająca  całym programem obiecała, że wzmocni bezpieczeństwo bazy danych.

 

* Kurs randa  waluty RPA wzrósł po wiadomościach, że Jacob Zuma, symbol jawnej i bezczelnej korupcji, ustąpił ze stanowiska prezydenta kraju na długo przed końcem swojej drugiej kadencji w 2019 roku. Chociaż wielu członków Afrykańskiego Kongresu Narodowego chciałoby, aby zrezygnował, aby zrobić miejsce dla Cyrila Ramaphosy, nowego lidera partii, wiadomość okazała się kaczką dziennikarską. Zuma nie puszcza steru i zamierza  łupić kraj dalej, umiejętnie budując sobie poparcie pośredników władzy w biznesie, wśród elit partyjnych i wodzów plemiennych .

 

* Na Wybrzeżu Kości Słoniowej zbuntowani żołnierze splądrowali składy z bronią i spalili części bazy wojskowej, kontynuując serię buntów przeciwko niskim żołdom i zaleganiu z ich wypłatą. Podobne akcje wstrząsają tym afrykańskim krajem już od zeszłego roku i sytuacja wymyka się spod kontroli grożąc pełną wojną domową.

 

* Ponad 200 osób zostało aresztowanych i dziesiątki rannych w starciach między policją a protestującymi w Tunezji, po tym jak ludzie wyszli na ulice w proteście przeciwko rządowym planom oszczędnościowym. W Sudanie wybuchły także protesty, po tym jak radykalne cięcia w dotacjach rządowych doprowadziły do podwojenia ceny chleba.

 

* Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka orzekł, że sygnatariusze Amerykańskiej Konwencji Praw Człowieka muszą uznawać małżeństwa osób tej samej płci. Wykonania tej decyzji odmówiły jednak Boliwia, Kuba, Honduras i Peru które należą do krajów sygnatariuszy, ale nie akceptują ani małżeństw homoseksualnych, ani związków cywilnych.

 

* W Peru prezydent Pedro Pablo Kuczyński dokonał rekonstrukcji gabinetu po furii spowodowanej decyzją o ułaskawieniu Alberto Fujimoriego, byłego prezydenta, który przebywał dotychczas w więzieniu za korupcję i zbrodnie przeciwko prawom człowieka. Wobec buntu przeciwko jego decyzji prezydent wyrzucił tych, którzy wystąpili przeciw niemu i zaprzysiągł dziewięciu  nowych ministrów w tzw. „gabinecie pojednania narodowego”.

 

*  Prezydent Kolumbii, Juan Manuel Santos, zawiesił rozmowy pokojowe z ELN, radykalnym ugrupowaniem  partyzanckim, które walczy z rządem od 1964 roku. Odwołał też rządowego negocjatora po tym, jak ELN zaatakowało rurociąg naftowy i bazę marynarki wojennej. Zawieszenie broni, które rozpoczęło się we wrześniu, wygasło 9 stycznia. Warto tu przypomnieć, że w 2016 roku rząd Kolumbii zawarł udany pokój z FARC, dużo większą armią lewicowej partyzantki i postanowienia tej umowy pokojowej zostały wykonane.

 

*Nikt już nie wątpi w to, że projekt budowy Gazociągu Północnego-2 zakończy się sukcesem. Budowniczym gazociągu, a więc przede wszystkim „Gazpromowi", udało się zaangażować w charakterze wykonawcy norweską firmę Kvaerner.Dołączenie do projektu spółki należącej w 30% do norweskiego rządu wywołało gniew Kijowa. Ukraińskie media oskarżają Norwegię o „zdradę". Powodzenie projektu Gazociągu Północnego-2 oznacza, że tranzyt energetyczny, na który tak liczy administracja Poroszenki, ominie raczej postradziecką republikę. Nie pierwszy rok Ukraina robi wszystko, żeby zapobiec budowie „Gazociągu Północnego-2". W 2017 roku Kijów zdołał zapewnić sobie ostrożne poparcie Komisji Europejskiej. Po stronie Rosji w geopolitycznym sporze opowiadają się Niemcy. Przedstawiciele niemieckiego biznesu i klasy politycznej opowiadają się za dostawami błękitnego paliwa dnem Morza Bałtyckiego. To uchroni przed niebezpieczeństwami związanymi z tranzytem przez ukraińskie terytorium. Przełożenie gazociągu wymaga od „Gazpromu" nieprostych rozwiązań technologicznych. Spółce brakuje rozwiązań, które mogłaby zastosować na szelfie — tej części morskiego dna, która przylega do brzegu. Ograniczone możliwości infrastruktury zmuszają Gazprom do sięgnięcia po pomoc zagranicznych wykonawców. „Dzisiaj wiele rzeczy trzeba budować od zera. Utraciliśmy stare radzieckie technologie. W nie tak odległej przeszłości aktywnie wyprzedawaliśmy platformy wiertnicze, i na dany moment nasza zależność od zagranicznych technologii sięga 90%" — powiedział Ria Novosti ekspert ds. ropy i gazu Walerij Niestierow. Jego zdaniem zawarcie umowy z Kvaernerem oznacza sukces dla rosyjskiego biznesu. Norweska spółka wykorzysta w budowie Nord Stream-2 swoją wiedzę techniczną i wypełni prace w okolicach Petersburga i Wyborgu. Skandynawowie natomiast obiecują zaangażować do pracy rosyjskich podwykonawców. Część środków przekazanych zagranicznej firmie zgodnie z warunkami kontraktu, przypadnie w udziale rosyjskiemu biznesowi. Z politycznego punktu widzenia kontrakt między Kvaernerem i spółką Nord Stream-2 AG, w którą inwestuje Gazprom daje projektowi nowy bodziec. „Ważne, że Kvaerner to bardzo znana firma o niezaprzeczalnej reputacji w zakresie prac na morzu. Szczyci się budową platform, które są chlubą naftowców z państw bałtyckich" — mówi Niestierow. Włączenie do projektu jednego z uznawanych liderów jest ważne również w sensie moralno-psychologicznym. Zgodnie z dokumentami przyjętymi przez Stany Zjednoczone w 2017 roku, każdej firmie współpracującej z rosyjskimi projektami energetycznymi, grożą sankcje ze strony USA. Dołączając do Gazociągu Północnego-2 władze Norwegii dają do zrozumienia, że się tego nie boją.Co by nie mówić, to gospodarka gra pierwsze skrzypce, a polityka musi się do niej dostrajać — komentuje decyzję Norwegów Siergiej Pikin. Jego zdaniem w takim projekcie jak transeuropejski gazociąg nie obędzie się bez pomocy zagranicznych partnerów.„Taka już specyfika Gazociągu Północnego-2 — prace prowadzone są na terytorium UE. Logiczne, że wykonawcy nie będą Rosjanami. Przecież rosyjskie kadry nie mają zwyczajnie zezwolenia do pracy na terytorium Unii Europejskiej. W takiej sytuacji sojusz z zachodnimi firmami wygląda zupełnie naturalnie" — zauważa Pikin. Takiego podejścia od dawna trzyma się również kierownictwo „Gazpromu", które potrafiło zaangażować w charakterze partnerów kilka wiodących zachodnioeuropejskich spółek, takich jak austriacka OMV i francuska Engie. Po wprowadzeniu amerykańskich sankcji inwestycje tych spółek, sięgające kilku miliardów dolarów, znalazły się w niebezpieczeństwie. Nic dziwnego, że niemiecka klasa polityczna aktywnie broni Gazociągu Północnego-2. Latem 2017 roku minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel i pełniący wówczas funkcję kanclerza Austrii Christian Kern wezwali Stany Zjednoczone do tego, by przestały wtrącać się do bezpieczeństwa energetycznego UE, bo ona ich nie dotyczy. Ukrainie pozostaje teraz liczyć zaledwie na presję polityczną. Unia Europejska i te państwa, wzdłuż których ma biec podwodna część gazociągu, podważają zgodność projektu z lokalnymi ustawodawstwami i jego bezpieczeństwo dla środowiska. Agencja Ria Novosti zasięgnęła opinii u samej norweskiej firmy. „My w Kvaerner dążymy do tego, by zminimalizować ryzyko dla ludzi i środowiska. Nasz partner Gazociąg Północny-2 AG też poświęca wiele uwagi kwestiom zdrowia, bezpieczeństwa obywateli i nietykalności przyrody" — powiedział przedstawiciel firmy.

 

*Według ekspertów nowa głowica jądrowa Stanów Zjednoczonych grozi wybuchem prawdziwej wojny nuklearnej.Nowa głowica jądrowa o małej mocy „dla obrony Europy” na międzykontynentalnej amerykańskiej rakiecie balistycznej Trident II w przypadku próby wykorzystania grozi prawdziwą wojną jądrową, uważają zapytani przez RIA Novosti eksperci wojskowi. Tak skomentowali plany administracji Donalda Trumpa złagodzenia ograniczeń na użycie broni jądrowej i stworzenie nowej głowicy nuklearnej z ładunkiem małej mocy. Zaznaczono, że npowa głowica bojowa  będzie używana na zmodyfikowanych rakietach Trident II (D5) przewożonych na okrętach podwodnych. Głównym celem jest „powstrzymanie Rosji od użycia taktycznych głowic bojowych w konflikcie w Europie Wschodniej”. Środek dostarczania nowych amerykańskich taktycznych głowic jądrowych pozostanie międzykontynentalny, powiedział były szef sztabu Wojsk Rakietowych Przeznaczenia Strategicznego Rosji (w latach 1994-1996), generał Wiktor Jesin. Wyjaśnił, że aby zrozumieć intencje Stanów Zjednoczonych, musimy poczekać do kolejnego amerykańskiego „przeglądu nuklearnego”.  „Widocznie jest to przeciek z tym, co zostanie w nim założone. Spodziewano się publikacji przeglądu pod koniec grudnia (2017 roku). Teraz spodziewany jest na koniec stycznia. Jest całkiem możliwe, że wszystko to zostanie włączone do nowego dokumentu” — powiedział generał. Według niego „kiedy pojawią się konkrety, o co chodzi w rozwoju nowych głowic nuklearnych, wtedy oczywiście nastąpi też adekwatna reakcja ze strony Rosji”. Stany Zjednoczone, jak sądzi Jesin, chcą używać rakiet Trident II jako „środka do zrekompensowania faktu, że ustępują Rosji pod względem arsenału taktycznej broni jądrowej”. „Z części broni z przeznaczenia strategicznego, jak Trident II, chcą zrobić środek taktyczny. W rzeczywistości niczego to nie zmienia. Tylko ładunek maleje, aby móc zastosować go na polu bitwy. Środek dostarczania pozostaje ten sam — międzykontynentalnego zasięgu. Trudno odróżnić. Nie wiemy, jakie tam są głowice bojowe — taktyczne czy strategiczne. Dla nas w rzeczywistości wszystko jedno, czy zostaną zastosowane” — podsumował generał. „To jest nieporozumienie Amerykanów, że mogą użyć broni jądrowej gdziekolwiek w Europie, na Bliskim Wschodzie, a sami będą siedzieć u siebie na kontynencie. Nasi przywódcy zaprzeczyli, pamiętam, szef Sztabu Generalnego (Sił Zbrojnych Rosji) mówił, że eskalacja jest nieunikniona: i tak dostaną strategiczne uderzenie, jak tylko użyją broni jądrowej. Przy czym zostaną uderzeni w kontynentalną część Stanów Zjednoczonych” — uważa były szef międzynarodowo-traktatowej dyrekcji Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, generał Jewgienij Bużyński. Jego zdaniem USA mają znacznie mniej taktycznej broni nuklearnej niż Rosja — Amerykanie mają tylko bomby lotnicze  w nuklearnym ekwipunku. „Myślą, jak by zrównoważyć. Wymyślili, aby wyposażyć swoje okręty podwodne w ładunki o małej mocy. Nie jest tajemnicą, że USA od dawna pracują nad stworzeniem nowej głowicy bojowej dla swoich Tridentów. Robimy to samo” — zaznaczył generał. „Jeśli chodzi o łagodzenie ograniczeń na stosowani broni jądrowej, nie chcę fantazjować — pod koniec stycznia powinni opublikować przegląd strategii nuklearnej” — dodał Bużyński.

 

*„Znaczny" wzrost aktywności rosyjskich okrętów podwodnych zmusza NATO do rozbudowy dowództwa Sojuszniczych Sił Morskich (MARCOM) w Londynie - podaje The Times. Sojusz planuje rozszerzyć skład etatowy bazy w Northwood - pisze gazeta. NATO planuje umocnić punkt dowódczy sił morskich w Wielkiej Brytanii w związku ze zwiększoną aktywnością Rosji na brytyjskich wodach — informuje The Times. Sojusz zamierza zwiększyć liczebność personelu dowództwa Sojuszniczych Sił Morskich w bazie w rejonie Northwood z 300 do 400-500 osób. Stany Zjednoczone też chcą wznowić prace podobnego dowództwa w USA, które zostało rozwiązane po zakończeniu zimnej wojny. Do zmiany planów zmusiła Amerykanów rosnąca aktywność rosyjskich okrętów podwodnych, w szczególności na Morzu Czarnym i Śródziemnym. NATO obawia się także, że rosyjskie okręty podwodne mogą przeciąć transatlantyckie kable komunikacyjne. Rosja aktywnie działa w strefie naszych interesów — utyskuje jeden z przedstawicieli Sojuszu. Jak mówi, rosyjskie okręty podwodne stwarzają zagrożenie dla sił morskich i strategicznych elementów infrastruktury NATO. Sojusz niepokoją także coraz doskonalsze charakterystyki techniczne rosyjskich okrętów podwodnych, które są dzisiaj szybsze i cichsze niż w okresie zimnej wojny, dlatego trudno je wykryć. Do tego przez ostatnie 25 lat NATO nie inwestowało wystarczająco dużo środków w rozwój obrony przeciwpodwodnej. W rezultacie na wyposażeniu NATO jest obecnie znacznie mniej okrętów podwodnych, fregat i samolotów potrafiących tropić okręty podwodne.Ostateczna decyzja w sprawie rozbudowy dowództwa Sojuszniczych Sił Morskich NATO  w Northwood i odrodzenia podobnego dowództwa na Atlantyku zapadnie nie wcześniej niż przed lipcowym szczytem liderów państw sojuszu w Brukseli — zauważa Times.

 

*W ambasadzie Rosji w Londynie skomentowano materiał "The Times" o rosyjskich okrętach podwodnych w pobliżu terytorialnych wód Wielkiej Brytanii. W oryginalnym artykule mowa jest o tym, że NATO planuje rozszerzyć punkt dowodzenia marynarką wojenną w Wielkiej Brytanii z powodu "znacznie nasilonej" aktywności rosyjskich okrętów podwodnych w pobliżu brytyjskich wód terytorialnych. "Niewidzialne okręty to wygodny sposób podwyższenia wydatków obronnych. Satelity też się do tego nadają" – napisali dyplomaci ambasady Rosji w Wielkiej Brytanii na Twitterze.  Wcześniej informowano, że dowodzenie NATO jest zaniepokojone bezpieczeństwem podwodnych linii komunikacyjnych. "Uważamy, że one (okręty podwodne) mogą być wyposażone w przybory do pracy z obiektami na dnie oceanu. Zatem to budzi nasze zaniepokojenie, ponieważ nasze państwa są w dużym stopniu uzależnione od internetu i komunikacji" – cytuje słowa admirała NATO Andrew Lennona "Financial Times".

 

* Promieniowanie z eksplodujących gwiazd supernowych  oddziałuje na ziemskie zachmurzenie - wynika z nowej publikacji w "Nature Communications". Opisany mechanizm mógł częściowo decydować o średniowiecznym ociepleniu, tzw. małej epoce lodowcowej czy zmianach klimatu XX wieku. Duńsko-izraelski zespół kierowany przez naukowców z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego przedstawia sposób, w jaki promieniowanie kosmiczne może wpływać na ziemski klimat. Jak tłumaczą badacze, wysokoenergetyczne cząstki promieniowania kosmicznego, np. pochodzące z supernowych wybijają elektrony z cząsteczek w atmosferze i tworzą w ten sposób dodatnie jony. Zapobiegają one wyparowaniu zawieszonych powietrzu aerozoli (głównie kwasu siarkowego i wody). Dotąd zakładano jednak, że te niewielkie obłoki aerozoli nie byłyby w stanie dostatecznie urosnąć, aby stać się tzw. jądrami kondensacji, wokół których mogłyby powstawać chmury. Aby do tego doszło, musiałyby bowiem zwiększyć swoją objętość aż milion razy. Autorzy nowej pracy zaproponowali jednak mechanizm, w którym promienie kosmiczne dodatkowo przyspieszają właśnie wzrost tych aerozolowych jąder kondensacji i prowadzą do powstania chmur. W procesie tym ma też brać udział Słońce. Kiedy pole magnetyczne Słońca jest słabe, więcej kosmicznych promieni dociera do Ziemi, powstaje więcej chmur i planeta się ochładza. Kiedy słoneczne pole magnetyczne wzrasta, mniej promieniowania dociera do atmosfery, powstaje mniej chmur i klimat się ociepla. Badacze nie zatrzymali się na opracowaniu teorii. Swój model potwierdzili w trwających dwa lata eksperymentach w tzw. komorach chmurowych. Teoria wpływu promieni kosmicznych na klimat nie jest nowa, jednak wiele wcześniejszych badań dostarczyło wyniki przemawiające raczej na jej niekorzyść. Tymczasem według autorów nowej publikacji procesy takie mogły mieć znaczenie dla obserwowanych w XX wieku zmian klimatycznych, spadków i wzrostów temperatury wielokrotnie zachodzących w ciągu ostatnich 10 tys. lat, dla tzw. małej epoki lodowcowej (lata ok. 1300-1850) czy ciepłego okresu zwanego średniowiecznym optimum klimatycznym. Badacze twierdzą też, że wpływ odkrytego mechanizmu może powodować silne wahania temperatur w długiej skali czasowej. Jak tłumaczą, kiedy Ziemia wędruje przez rejony galaktyki o zmiennej gęstości wybuchających gwiazd, różnice mogą wynosić nawet 10 st. C. "W końcu znaleźliśmy ostatni element układanki tłumaczący, jak cząstki z kosmosu wpływają na klimat Ziemi. Daje nam to zrozumienie, w jaki sposób zmiany powodowane przez aktywność Słońca czy supernowej oddziałują na klimat" - mówi główny autor badania Henrik Svensmark z Technical University of Denmark.

 

*Ludzie zamożni częściej doświadczają pozytywnych emocji skoncentrowanych na sobie samym, podczas gdy osoby mniej zamożne czerpią więcej szczęścia z relacji z innymi ludźmi i pomagania im - wynika z analizy opublikowanej w piśmie "Emotion". W badaniach naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego wzięło udział 1519 Amerykanów o różnym poziomie dochodów. Uczestnicy wypełnili kwestionariusze zaprojektowane tak, by ocenić siedem emocji składających się na poczucie szczęścia. Były to: miłość, entuzjazm, zachwyt, duma, rozbawienie, współczucie i zadowolenie. W celu ustalenia poziomu odczuwanego współczucia badani mieli np. ocenić, w jakim stopniu identyfikują się ze zdaniem: "Opieka nad innymi sprawia, że odczuwam wewnętrzne uczucie ciepła". Okazało się, że w grupie osób zarabiających najwięcej dominowały emocje skoncentrowane na samym sobie, tj. zadowolenie, duma i rozbawienie, podczas gdy osoby zarabiające mniej, częściej doświadczały emocji skoncentrowanych na innych ludziach, czyli miłości i współczucia, a także częściej zachwycały się tym, co je otacza. Nie zaobserwowano natomiast różnicy w odczuwaniu entuzjazmu. "Wyniki te wskazują, że dobra materialne nie są jednoznacznie związane z poczuciem szczęścia. Bardziej prawdziwe jest stwierdzenie, że poziom dochodów predysponuje do odczuwania różnych rodzajów szczęścia" - mówi dr Paul Piff, autor analizy. "Bogatsi ludzie mogą czerpać większą radość z własnych dokonań i statusu, podczas gdy ci mniej zamożni z relacji z innymi ludźmi oraz możliwości troszczenia się o nich" - dodaje badacz.

 

*Mężczyzna o nazwisku Shineharu Shirai, podejrzany o morderstwo, ukrywał się przed władzami przez 15 lat i został aresztowany w Tajlandii. Przestępca został złapany dzięki temu, że jego zdjęcie stało się popularne w sieci społecznościowej Facebook, pisze gazeta Coconuts.74-letni Shineharu Shirai był szefem jednej z największych w Japonii organizacji mafijnych (yakuza) i ukrywał się przed policją w Tajlandii od 2005 roku. Zdjęcie mężczyzny pojawiło się na Facebooku i stało się viralem. Śledczy poznali podejrzanego po tatuażach i braku małego palca u lewej ręki, po czym Shineharu został aresztowany.  Shineharu jest oskarżony o zabicie konkurenta z innej grupy przestępczej, a także o pogwałcenie prawa migracyjnego Tajlandii. Jak donoszą lokalne media, mężczyzna zdążył założyć w tym kraju rodzinę, ale stracił całą swoją fortunę i trafił na ulicę.

 

*Pracownicy Służby Granicznej w Bezledach zatrzymali poszukiwanego w Polsce za przemyt obywatela Rosji, który zmienił nazwisko, aby uniknąć odpowiedzialności karnej, poinformowała służba prasowa Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Służby Granicznej Polski. „Pracownicy Służby Granicznej na przejściu granicznym  w Bezledach zatrzymali obywatela Rosji poszukiwanego w Polsce. Na przejściu w Bezledach na wyjeździe z Polski zjawił się kierowca ciężarówki marki IVECO. Podczas kontroli dokumentów podróży stwierdzono, że mężczyzna zmienił dane osobowe w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej” — czytamy w komunikacie.  Zaznaczono, że Sąd Okręgowy w Suwałkach poszukiwał 45-letniego obywatela Rosji za przemyt papierosów. Mężczyzna liczył, że zmieniając nazwisko, będzie w stanie bez przeszkód przekroczyć granicę. Został jednak zatrzymany i umieszczony w więzieniu, gdzie spędzi 180 dni.

 

KOMENTARZE

  • Nie jestem ekspertem od podatkow, jest to bizantyjski system,
    nie zrozumialy dla przecietnego czlowieka. Ostatnio w wiadomosciach czytam ,ze USA ma obnizyc podatki od dochodow korporacji z 35-38% do 15-21% celem sciagniecia amerykanskich firm z Chin i innych czesci globu z powrotem do USA. Odpowiedzia Chin jest tymczasowe obnizenie podatkow amerykanskich firm w Chinach do 0 aby nie wracaly do USA. Wydaje mi sie , ze to jest zapowiedzia wojny ekonomicznej i nastepnym krokiem bedzie nakladanie przez USA cla na importowane towary czego oczekuje osobiscie jak pustynia deszczu od lat! Oby tak sie stalo! Wojna na cla! Dobre dla kazdego kraju. Produkowac u siebie, zjadac to u siebie a nie wozic wykalaczki, serwetki do obcieranaia ust wokolo globu, jakies srubki kontenerami, bez sensu, 2018 bedzie ciekawym rokiem.

    Te podatki to tez ciekawe zagadnienie. Tlumaczy sie nam , ze sa dla naszego dobra. Kiedys kupilem sobie plac pod dom na zamknietym, prywatnym osiedlu nad jeziorem, z plotem kolczastym, bramka ze szlabanem, wlasna policja. Za to dodatkowe "bezpieczenstwo" trzeba bylo placic $120 rocznie. Dzis to samo osiedle wybudowalo sobie biurowiec, przed ktorym jest zaparkowane 20 samochodow urzednikow a oplata za "bezpieczenstwo" wynosi juz $850 rocznie. Na tym osiedlu najwieksze przestepwstwa popelniaja dzieci czlonkow zarzadu bo wiedza, ze rodzice maja znajomosci i sa przy wladzy. Wlamuja sie do domow, kradna. Podatki to sposob wysysania naszych, ciezko zarobionych pieniedzy, za ktore otrzymujemy zludne bezpieczenstwo. Najlepszym sposobem na wlasne bezpieczenstwo jest zakupu rewolweru czy pistoletu ( ludzie starsi). Jak kto mlody to nauka karate, boksu itp walk jest wystarczajaca.Nie dajmy sie nabierac

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031