Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 4 stycznia 2018

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1108) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* Dowódca irańskiej Gwardii Rewolucyjnej generał Mohammad Ali Dżafari zapewnił w środę, że może ogłosić "koniec buntu", nawiązując do trwających od 28 grudnia antyrządowych protestów. Ujawnił, że Gwardia interweniowała "w ograniczony sposób" w trzech prowincjach. Dżafari wypowiedział się w dniu, w którym dziesiątki tysięcy ludzi wzięły udział w prorządowych marszach, zwołanych, by sprzeciwić się niepokojom. "Podczas tego ruchu buntu w każdym miejscu było maksymalnie po 1,5 tys. osób, a liczba sprawców kłopotów nie przekroczyła 15 tys. w skali całego kraju" - dodał Dżafari w oświadczeniu opublikowanym na stronie Gwardii Rewolucyjnej. Generał o wzbudzanie niepokojów oskarżył agentów kontrrewolucji, zwolenników monarchii i siły, które zostały ogłoszone przez byłą sekretarz stanu USA Hillary  Clinton, by dążyć do zamieszek, anarchii, niepewności i intryg w Iranie. Ci wrogowie próbowali stanowić zagrożenie dla kultury i bezpieczeństwa Iranu - uważa dowódca Gwardii. "Zostali oni zatrzymani i zostaną podjęte przeciwko nim stanowcze działania" - podkreślił. "Należy podziękować wielkiemu narodowi irańskiemu, gdyż kiedy ludzie zrozumieli, że obcokrajowcy i wywrotowcy są w to zamieszeni", odcięli im drogę "mimo wszelkich problemów gospodarczych, by bronić wartości rewolucji i islamskiego Iranu" - dodał. Wypowiedź Dżafariego przypomina wtorkowe oświadczenie najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu ajatollaha Alego Chamenei, który o wywoływanie niepokojów społecznych oskarżył  wrogów Iranu. Według analityków chodziło mu o USA, Izrael i Arabię Saudyjską. Jednak generał obarczył winą za protesty również byłego przedstawiciela władz, co według ekspertów było nawiązaniem do byłego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który w ostatnich tygodniach krytykował przedstawicieli rządu, głównie przewodniczącego sądu najwyższego Iranu Sadika Amolego Laridżaniego - pisze BBC. Dżafari poinformował również, że wysłał swoje siły do prowincji Isfahan, Lorestan i Hamadan, by poradziły sobie z "nowym buntem". To w tych regionach zginęła większość ofiar protestów. Agencja Reutera przypomina, że Gwardia Rewolucyjna znacznie przyczyniła się do zdławienia powstania z 2009 roku, gdy zabiła dziesiątki demonstrantów. Dziesiątki tysięcy Irańczyków wyszły w środę na ulice miast w swym kraju, by zademonstrować poparcie dla rządu i potępić osoby odpowiedzialne za protesty. Noc z wtorku na środę była w Teheranie i innych miastach spokojniejsza niż poprzednie. Inne marsze poparcia dla władz są przewidziane w czwartek w Isfahanie i Meszhedzie. Protesty przeciwko bezrobociu, korupcji i podwyżkom cen podstawowych produktów spożywczych trwają w Iranie od 28 grudnia; z czasem demonstracje nabrały charakteru antyrządowego. Wielu uczestników protestów kwestionuje też słuszność irańskiej polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie w związku z interwencjami w Syrii i Iraku, podjętymi w ramach walki o wpływy z Arabią Saudyjską. Irańczyków rozgniewało też finansowe wsparcie dla Palestyńczyków i libańskiego Hezbollahu; woleliby, aby ich rząd zamiast tego skupiał się na problemach gospodarczych. W demonstracjach śmierć poniosło co najmniej 21 osób.

 

* Prokurator generalny Iranu Mohammad Jafar Montazeri poinformował o zmowie USA, Izraela i Arabii Saudyjskiej mającej na celu wywołanie zamieszek w tym kraju – poinformowała agencja IRNA. Jak dodał, głównym autorem planu i twórcą grupy, która miała wywołać zamieszki w Iranie, był Michael D'Andrea – były szef oddziału CIA do walki z terroryzmem. „Utworzono specjalną grupę, która miała wywołać zamieszki w Iranie. Należały do niej USA, Izrael i Arabia Saudyjska. Kierował nią Michael D'Andrea i jeden z oficerów związany z izraelskim wywiadem zagranicznym Mosadem. Wszystkie wydatki opłacała Arabia Saudyjska” – powiedział irański prokurator generalny. Montazeri wyjaśnił, że plan — Doktryna o sukcesywnej konwergencji – powstawał przez kilka lat. Według jego słów pracowali nad nim również monarchiści, nacjonaliści, kilka grup o komunistycznych zapatrywaniach i radykalne ugrupowanie lewicowe Organizacja Bojowników Ludowych Iranu. Jak powiedział, powstały dwie komórki w irackim mieście Irbil i w Afganistanie, aby zaangażować w protesty Państwo Islamskie.

 

* Niepokoje w Iranie przykuły w ostatnich dniach uwagę światowych mediów – szczególnie w USA, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej oraz w tzw. Izraelu (gdzie doniesieniami z Iranu próbuje się „przykryć” liczące dziesiątki tysięcy uczestników demonstracje przeciwko Netanyahu i korupcji żydowskiej wierchuszki). Nieprzypadkowo te właśnie kraje są wymieniane przez Iran jako główni gracze wspierający z zewnątrz antyrządowe protesty. Zauważono też ciekawy trend w mediach społecznościowych – najwięcej wpisów popierających protesty w Iranie pochodzi z krajów takich jak Wielka Brytania i Arabia Saudyjska, co rodzi uzasadnione podejrzenia o celowy „astroturfing”. Media zagraniczne wspomniały, że protesty wywołane były podwyżkami cen żywności (głównie mięsa drobiowego, jajek itd.), jednak przemilczały fakt, iż wpłynęła na nie epidemia ptasiej grypy w Iranie – wskutek której musiano zutylizować wielkie ilości drobiu. Oprócz tego, według części źródeł saudyjskie gazety posunęły się nawet do tego, że artykuły o protestach w Iranie zilustrowano zdjęciami zrobionymi w trakcie protestów w Bahrajnie – ten konkretny przykład dotyczy akurat miasta Ahwaz: Potencjał antyrządowych protestów wyczerpał się, zresztą władze spodziewały się tego od początku – unikając eskalowania sytuacji. Ludzie powiązani z rządem poinformowali media, iż większość z aresztowanych protestujących (w liczbie około tysiąca, wg mediów zachodnich) zostanie wypuszczona – ograniczenie wolności ma dotyczyć tylko tych, którym udowodni się współpracę z obcymi wywiadami.  Tymczasem w całym Iranie kolejny dzień z rzędu trwają obecnie wielotysięczne, prorządowe marsze. Jednym z dziesięciu największych irańskich miast, w których się odbywają, jest właśnie wspomniane wcześniej Ahwaz. W mediach społecznościowych znaleźliśmy nagranie przedstawiające jej fragment: Trudno oszacować dokładnie ilość osób biorących w marszu, jednak można przyjąć, że było ich co najmniej kilka-kilkanaście tysięcy. Maszerujący skandowali hasła popierające Ajatollaha i rewolucję islamską (1978-1979). Dla przypomnienia, największa z demonstracji antyrządowych miała liczyć około tysiąca uczestników – co przyznawały nawet źródła związane z tzw. opozycją, zwolennikami obalonego szaha tudzież grupami mniejszości etnicznych. Konsolidacja znacznej części obywateli wokół władzy wynika zapewne nie tylko z przyjętego przez rządzących pojednawczego tonu, ale także z rosnącego poczucia zagrożenia działaniami sił obcych. Chodzi tu głównie o ekstremistów sunnickich i kurdyjskie grupy terrorystyczne, które w ostatnich dniach wezwały swych zwolenników do otwartej walki zbrojnej. Są one bezsprzecznie wspierane również przez państwa trzecie, pragnące destabilizacji Iranu.

 

* Aplikacja Telegram służąca do szyfrowanej komunikacji przez internet oraz należący do Facebooka serwis społecznościowej wymiany zdjęć Instagram zostały tymczasowo zablokowane przez władze w Iranie w celu "utrzymania pokoju" - poinformowała agencja Associated Press. AP powołuje się na komunikat wyemitowany przez rządową telewizję w Iranie. W ostatnich dniach przez kraj przetacza się fala antyrządowych protestów. Rząd w Teheranie oskarża platformy społecznościowe o pobudzanie niepokojów społecznych. Minister łączności i technologii informacyjnych w Iranie osobiście sformułował na Twitterze zarzut pod adresem właściciela i twórcy Telegramu Pawła Durowa, jakoby na jednym z kanałów tej platformy komunikacyjnej doszło do "zachęcania do pełnego nienawiści zachowania, użycia koktajli Mołotowa, a także wszczynania niepokojów społecznych i zbrojnych zamieszek". Mohammad Dżawad Azari Dżahrumi wezwał Durowa do "położenia kresu takim zachętom na Telegramie". Durow we wpisie, który zamieścił w swoim kanale Telegram, stwierdził, że władze Iranu "zablokowały działanie Telegramu", dodając, że "niejasne jest, czy blokada ma charakter stały, czy też tymczasowy". Potwierdził, że administratorzy sieci Telegram wyłączyli kanał, który stał się przedmiotem obiekcji irańskiego ministra, dodając, że chodziło o kanał @amadnews. Poinformował, że jego właściciele naruszyli zasady użytkowania serwisu, "wzywając swoich subskrybentów do użycia koktajli Mołotowa i broni przeciwko siłom porządkowym". W odpowiedzi na wpis Dżahrumiego na Twitterze Durow stwierdził, że "wzywanie do przemocy jest zabronione przez zasady użytkowania serwisu Telegram". "Jeśli informacje o takich działaniach zostają potwierdzone, kanał emitujący je jest usuwany, niezależnie od wielkości grona jego użytkowników czy afiliacji politycznych" - napisał. Po zamknięciu kanału @amadnews szef Telegramu poinformował, że właściciele zamkniętej społeczności zdołali odzyskać "większość swoich subskrybentów w liczbie około 800 tys. na nowym, emitującym pokojowe treści kanale, który otworzyli". Mieli oni również przeprosić za naruszenie warunków użytkowania serwisu i obiecali "nie promować przemocy w przyszłości". Serwis Telegram służący do szyfrowanej komunikacji w internecie cieszy się w Iranie dużą popularnością. Według danych, które w zeszłym roku podał Durow, obecnie korzysta z niego ok. 40 mln użytkowników miesięcznie, co stanowi niemal połowę ludności kraju. Dziennie wiadomości za pośrednictwem serwisu nadaje i odbiera ok. 25 mln osób w Iranie. Usługi cyfrowe, takie jak Telegram, w Iranie, gdzie obowiązuje silna cenzura, umożliwiają swoim użytkownikom korzystanie z alternatywnych źródeł informacji, w tym objętych blokadą ze strony rządu. Innym sposobem na dostęp do cenzurowanych treści w internecie jest korzystanie z wirtualnych sieci prywatnych i użycie serwerów proxy. Rząd w Iranie systematycznie ogranicza działanie zagranicznych aplikacji w kraju. W 2016 roku wezwał firmy technologiczne chcące oferować swoje usługi w Iranie do przeniesienia serwerów przetwarzających dane na jego terytorium. Irańska administracja uruchomiła tym lawinę krytyki i obaw o prywatność ze strony światowych komentatorów. W ubiegłym roku Durow zmuszony był publicznie zaprzeczyć, jakoby Telegram przeniósł część swoich serwerów do Iranu, poinformował jednak, że jego firma zdecydowała się na lokalne rozmieszczenie części infrastruktury zbierającej dane tymczasowe po to, by skrócić czas przesyłu danych. Użytkownicy Telegramu w Iranie zostali również zobowiązani przez rząd do rejestracji w tamtejszym ministerstwie kultury, gdy liczba subskrybentów ich kanałów przekracza 5 tys. użytkowników. Jeśli nie podporządkują się temu wymogowi, ryzykują karę grzywny. Decyzje, jakie podjął Durow w związku z żądaniami irańskiego rządu dotyczącymi kanału @amadnews, zdaniem mediów wskazują na rosnącą uległość platformy wobec reżimu, który jednak wciąż poirytowany jest działaniem Telegramu; aplikacja zapewnia swoim użytkownikom stały dostęp do niecenzurowanych treści politycznych. 

 

* Co najmniej 15 osób zginęło, a ponad 20 zostało rannych w ataku terrorysty samobójcy w Kabulu - poinformowała telewizja Tolo News, powołując się na źródło w Ministerstwie Zdrowia. Wcześniej informowano o 10 zabitych. Jak podała telewizja 1TV, która powołuje się na resort zdrowia, 25 osób zostało rannych. Eksplozja miała miejsce w czwartek wieczorem w stolicy Afganistanu.  W pobliżu punktu kontrolnego policji w dzielnicy PD9 Kabulu zamachowiec samobójca zdetonował ładunek wybuchowy.

 

* Amerykańska obecność wojskowa w Syrii jest nielegalna, dlatego Stany Zjednoczone powinny wycofać swoje wojska z terytorium bliskowschodniego państwa, oświadczył sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu admirał Ali Shamkhani w wywiadzie dla stacji telewizyjnej „Al-Majjadin”.Irański admirał zaznaczył, że Stany Zjednoczone, w przeciwieństwie do Iranu i Rosji, nie uzgodniły wysłania swoich żołnierzy do Syrii. Ogólnie ocenił amerykańską obecność wojskową na terytorium Syrii jako „okupację”. Shamkhani podkreślił, że Teheran popiera Damaszek w dążeniu do skłonienia Waszyngtonu do wycofania wojsk z Syrii. Będziemy domagać się tego (wycofania amerykańskich wojsk) ze wszystkich międzynarodowych trybun — dodał irański admirał. Przypomniał również, że Rosja, Turcja i Iran podejmują wysiłki na rzecz uregulowania syryjskiego konfliktu, dlatego strony uzgodniły przeprowadzenie w Soczi Kongresu Narodowego Dialogu Syrii w celu określenia przyszłości kraju.

 

* Od tygodni na terenie Izraela trwają intensywne protesty, wymierzone głównie przeciwko polityce wewnętrznej premiera Benjamina Netanjahu oraz korupcji dotykającej jego samego, członków jego rodziny oraz najważniejszych osób w państwie. Protestujący szczególnie często wznosili okrzyk „Netanjahu do Masijahu!” [więzienie, znane z surowych warunków]. Nieśli też ze sobą transparenty o zdecydowanej treści – na jednym z nich napisano “Zdrajca-Jahu” oraz “Pasożyt-Jahu”, czyniąc aluzję do nazwiska premiera. Rzecznik koalicji rządzącej David Amsalem (członek partii Likud) oskarżył protestujących o przekroczenie kolejnych “czerwonych linii”:Lewicowe protesty zaczęły się od wywierania nieakceptowalnej presji na siły porządkowe, potem nieśli zdjęcia, na których ja i Bitan [David Bitan – jeden z członków partii Likud, zamieszanych w skandale korupcyjne] zostaliśmy przedstawieni jako małpy […] ubiegłego tygodnia pojawił się już wizerunek gilotyny i zachęty do mordu, a tego tygodnia [tj. zeszłego tygodnia – ostatniego w 2017 roku] nieśli transparent „Zdrajca-Jahu” przeciwko premierowi – żalił się Amsalem. – Protestujący z Bulwaru Rotszylda chcą zmiany rządu bez demokratycznych wyborów, przekraczają kolejne czerwone linie im dłużej to wszystko trwa – dodał. Protestujący odrzucali jego retorykę, starali się konsolidować ponad partyjnymi podziałami, podkreślając, że ich zarzuty przeciwko premierowi są motywowane toczącym się przeciwko niemu dwóm śledztwom  w sprawie przyjmowania „nieetycznych” korzyści majątkowych – w co zamieszana ma być również żona Netanjahu, Sara. Ostatni cykl protestów rozpoczął się kilka dni po tym, jak w Knessecie „przepchnięto” ustawę odbierającą policyjnym śledczym możliwość informowania prokuratury w sytuacji, gdy posiadają jedynie uzasadnione przekonanie, że istnieje powód do wszczęcia śledztwa przeciwko urzędnikowi publicznemu (wliczając w to polityków). Jak informują żydowskie media, zwierzchnicy sił porządkowych uważają, że premier powinien poddać się śledztwu w obu toczących się przeciwko niemu sprawach – według nich jest to jedyne rozwiązanie, jakie mogłoby zapewnić uspokojenie sytuacji na ulicach. Takie stanowisko zamierzają przedstawić premierowi jako oficjalne. Jednak powody niezadowolenia społecznego są bardziej skomplikowane – składają się na nie również rosnące bezrobocie i koszty życia. Te ostatnie są szczególnie bolesne dla biedniejszych warstw; w ostatnich latach wzrosły zwłaszcza czynsze, za co odpowiadają spekulanci czerpiący korzyści z najmu mieszkań (często zdezelowanych i pozbawionych podstawowych udogodnień). Natomiast nabycie własnego lokum jest trudne – ceny nieruchomości zostały wywindowane do tego stopnia, że przewyższają ceny w Londynie czy w Amsterdamie. Władze zaczęły poświęcać więcej uwagę problemowi dopiero po wielkich demonstracjach w Jerozolimie, jakie miały miejsce w sierpniu 2011 roku. Jednak regulacje czynszów i rynku wynajmu mieszkań nadal nie są po stronie zwykłego obywatela, mimo kolejnych nowelizacji (ostatnio w sierpniu 2017). Oprócz tego w kraju coraz częściej wybuchają lokalne strajki przeciwko redukcjom zatrudnienia. Ostatni z głośniejszych miał miejsce w połowie grudnia 2017 roku, w związku z ogłoszeniem  redukcji zatrudnienia w Teva Pharmaceutical – największym na świecie koncernie produkującym leki generyczne. Około 1700 pracowników zagrożonych zwolnieniami wsparły związki zawodowe, mobilizując wszystkich członków. W efekcie masowe demonstracje sparaliżowały porty lotnicze i morskie, zamknięte były banki i urzędy. W Jerozolimie pracownicy Teva Pharmaceutical demonstrowali przed fabryką koncernu, przy wjeździe do miasta i przed kancelarią premiera Netanjahu. Demonstranci blokowali ruch uliczny, bili w bębny i skandowali hasła przeciwko redukcjom zatrudnienia.

 

* We wrześniu 2016 roku doszło do spotkań przedstawicieli Facebooka  z przedstawicielami rządu państwa położonego w Palestynie, podczas których omawiano temat usuwania z serwisu kont należących do palestyńskich aktywistów z powodu zagrożenia „podżeganiem”. Syjonistyczna minister sprawiedliwości Ajelet Szaked, będąca jednym z najbardziej ekstremistycznych oficjeli była organizatorem tych spotkań, na których grożono przedstawicielom Facebooka, że jeżeli nie zastosują się do rozkazów, to zastosowane zostaną środki prawne pod groźbą zablokowania serwisu w kraju.Rezultat tych rozmów był oczywisty. Facebook rozpoczął czystkę, która dotknęła głownie palestyńskich aktywistów, walczących od dziesiątek lat z nielegalną, syjonistyczną okupacją, wszystko przy aprobacie syjonistycznych oficjeli, którzy nie omieszkali wyrazić swojego zadowolenia z posłuszeństwa Facebooka. Wspomniana wcześniej minister Ajelet Szaked, która nazwała palestyńskie dzieci „małymi wężami” określiła spotkania mianem sukcesu oraz oświadczyła, że Tel Awiw wysłał 158 zgłoszeń o usunięcie „niepożądanych” treści i 95% tych zgłoszeń zostało rozpatrzonych. Ta masowa czystka oznaczała dla Palestyńczyków utratę cennego źródła informacji, gdyż 96% z nich twierdziło, że Facebooka używało do śledzenia wiadomości. Jak donosi The Independent: „kolektyw dziennikarski Palestyńskiego Centrum Informacyjnego donosi, że przynajmniej 10 ich kont na anglo- i arabskojęzycznych stronach oraz 2 miliony innych użytkowników zostało zablokowanych, z czego niektórzy permanentnie. Dziennikarze są zdania, że jest to wynik nowych środków zastosowanych przez Facebooka po spotkaniu z Izraelem.” W marcu 2016 roku Facebook zablokował na pewien czas profil partii Fatah z powodu zamieszczenia starego zdjęcia przedstawiającego byłego przywódcę Yassera Arafata trzymającego karabin. Raport Palestyńskiego Centrum dla Rozwoju i Mediów z 2016 roku wymienia długa listę zablokowanych kont należących do organizacji pozarządowych, stacji radiowych oraz dziennikarzy. Wartym odnotowania oraz znamiennym jest fakt, że Facebook nie wykazuje się równie dużą chęcią usuwania komentarzy obywateli Izraela, nawołujących do mordowania Palestyńczyków. Jak donosi Al Jazeera nienawistne komentarze przeciwko Palestyńczykom nie spotykają się interwencja Facebooka, nawet kiedy nawołują wprost do zabójstw. Co więcej, sam premier Izraela  Benjamin Netanjahu wielokrotnie wzywał do przemocy wobec Palestyńczyków  i uchodzi mu to na sucho. Jak widać, kiedy chodzi o „naród wybrany”, to mowy o żadnej myślozbrodni by nie może.

 

*  Podczas gdy miliarder i „filantrop” George Soros dwoi się i troi, by skłonić europejskie społeczeństwa do przyjmowania imigrantów z Afryki, jego rodacy z Tel-Awiwu noszą się z zamiarem likwidacji obozu dla uchodźców Holot, który znajduje się na pustyni Negev. Jego mieszkańcy mają dostać propozycję nie do odrzucenia: jeśli w ciągu trzech miesięcy nie opuszczą terytorium syjonistycznego państwa, zostaną bezterminowo umieszczeni w więzieniu. Oprotestowana przez obrońców praw człowieka decyzja została ogłoszona przez ministra spraw wewnętrznych Arye Deri i ministra bezpieczeństwa publicznego Gilada Erdana. Politycy poinformowali, że imigranci dostaną dwie opcje do wyboru: dobrowolna deportacja lub bezterminowe więzienie. W planach Tel-Awiwu jest przetransportowanie uchodżców do Rwandy, która ma otrzymać 5 tysięcy dolarów za osobę. Afrykańskie państwo zadeklarowało już możliwość przyjęcia dziesięciu tysięcy uchodźców. Podjęcie decyzji nastąpiło po długich miesiącach spekulacji nad przyszłością przebywających na terenie Izraela ok. 40 tysięcy imigrantów z Afryki, przeważnie pochodzących z Sudanu i Erytrei. Większość z nich przybyła do Izraela w ostatnich latach ubiegłej dekady drogą lądową przez Egipt, zanim granica została uszczelniona przez pograniczników. Po latach patowej sytuacji postanowiono jednak ostatecznie rozwiązać tę kwestię. Organizacje broniące praw człowieka z Amnesty International Israel na czele wydały list otwarty, w którym wezwały „każdego człowieka, który ma ludzkie serce, by sprzeciwił się tej decyzji”. Aktywiści utrzymują, że Rwanda z uwagi na swą historię nie jest bezpiecznym miejscem dla uchodźców. Zajęty tropieniem ksenofobii w Europie George Soros nie odniósł się do całej sprawy.

 

* Prezydent USA Donald Trump rozwiązał komisję ds. zbadania fałszerstw na wyborach w 2016 roku i zlecił dochodzenie Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego USA, czytamy w przesłanym RIA Novosti komunikacie szefa Białego Domu. „Pomimo istotnych dowodów o oszustwach w wyborach wiele stanów odmówiło przedstawienia prezydenckiej komisji ds. wyborów podstawowych informacji potrzebnych do dochodzenia. Nie chcę brać udziału w niekończących się walkach sądowych kosztem podatników. Dlatego dzisiaj podpisałem dekret wykonawczy, którym rozwiązuję komisję, a także zleciłem Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego zbadanie tej kwestii i ustalenie, jak dalej postępować” — oświadczył Trump. Prezydent USA powołał komisję w maju po swoich oświadczeniach o tym, że w wyborach w 2016 roku doszło do fałszerstw. Zgodnie z dekretem Trumpa komisja miała zbadać proces głosowania w wyborach federalnych i przedstawić prezydentowi ocenę i rekomendacje w celu wzmocnienia zaufania do procesu wyborczego, a także dowiedzieć się, jakie luki istnieją w procesie i technicznej oprawie wyborów, „włączając rejestrację wyborców i oszustwa w głosowaniu”. W Stanach Zjednoczonych wyborami zarządzają władze lokalne. Trump po wyborach, w których niespodziewanie odniósł zwycięstwo, oświadczył, że jego przeciwniczce Hillary Clinton przypisano miliony fałszywych głosów. Trump nie zaprezentował danych na poparcie tych oświadczeń. Władze stanów odrzuciły założenia o fałszerstwie.

 

* W USA trafi do sprzedaży książka o życiu Donalda Trumpa w Białym Domu.  W Stanach Zjednoczonych 9 stycznia trafi do księgarni książka dziennikarza Michaela Wolffa „Ogień i furia: w Białym Domu Trumpa” o życiu amerykańskiego przywódcy i jego relacjach z rodziną i pracownikami. Fragmenty publikuje czasopismo „The New York Magazine”. Wolff przytacza fragment listu rzekomo napisanego przez szefa rady gospodarczej w gabinecie Donalda Trumpa Gary’ego Cohna, w którym niezbyt pochlebnie ocenił on prezydenta i  jego ekipę. – Jest gorzej, niż możecie sobie wyobrazić. Idiota w otoczeniu klaunów. Trump nic nie czyta – ani jednostronicowych raportów, ani krótkich notatek. Kończy negocjacje ze światowymi przywódcami w połowie, bo poczuł się zmęczony – wynika z treści listu. Jeden z bliższych doradców Trumpa, magnat medialny Rupert Murdoch po rozmowie telefonicznej z prezydentem na temat zaostrzenia polityki wizowej z wieloma krajami nazwał amerykańskiego przywódcę „idiotą”, twierdzi Wolff. Według dziennikarza Trump mówił nieżyjącemu już producentowi telewizyjnemu Rogerowi Ailesowi, że jego kampania wyborcza przeszła wszelkie jego oczekiwania i że ewentualna porażka będzie dla niego zwycięstwem. Z kolei Melania Trump „płakała i wcale nie były to łzy szczęścia” na myśl o możliwej prezydenturze męża. Wolff pisze, że Donald Trump musiał sam uspokajać żonę i zapewnić ją, że nie będzie prezydentem. Wolff twierdzi, że amerykański prezydent boi się, że zostanie otruty. Dlatego zabrania personelowi dotykać jego szczoteczki do zębów i preferuje jedzenie zamówione w  McDonald's. Ponadto zaraz po objęciu prezydentury Trump kazał zamontować w swoim pokoju w Białym Domu trzy telewizory. Biały Dom kategorycznie zaprzecza informacjom zawartym w książce Wolffa. Rzeczniczka prezydenta Sarah Sanders powiedziała, że jej treść jest przepełniona kłamliwymi opowieściami ludzi, którzy nie mieli dostępu lub wpływu na Biały Dom. – To, że ci ludzi wzięli udział w tej książce, którą można opisać jedynie jako śmieciową lekturę tabloidową, świadczy o tym, że rozpaczliwie próbują wydać się ważnymi – podkreśliła.Rzeczniczka Melanii Trump Stephanie Grisham też zaprzeczyła, aby treść książki Wolffa była zgodna z rzeczywistością. – Ta książka będzie sprzedawana w dziale przecenionej fikcji literackiej. (Melania) Trump poparła decyzję swojego męża dotyczącą kandydowania na prezydenta, nawet zachęcała go do tego. Była przekonana, że wygra. Bardzo się cieszyła, gdy tak się stało – powiedziała Grisham.

 

* Czołowy rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny oświadczył, że 28 stycznia zamierza przeprowadzić ogólnorosyjską akcję protestu. Wideo z wezwaniem do akcji opublikowano na jego kanale na Youtube. Według Aleksieja Nawalnego, masowa uliczna akcja protestu będzie jednym z kluczowych elementów zbliżającego się "buntu wyborców". Zaplanowana została w prawie 90 miastach Rosji, m.in. w Moskwie na ul. Twerskiej. "Wychodźcie na ulice: za siebie, za swoje prawa, za swoją przyszłość, dlatego, że nie chcemy tracić jeszcze sześciu lat" – głosi apel opozycjonisty.  Jak twierdzi Nawalny, jego sztaby wyborcze w całym państwie zaczęły podawać w miejscowe administracje wstępne powiadomienia o przeprowadzeniu mitingu już od  27 grudnia. "Podajemy je miesiąc wcześniej, aby jeśli miasta mają jakieś plany, wszyscy mogli się zorganizować" – dodaje. Centralna komisja wyborcza Rosji 25 grudnia odmówiła zarejestrowania Aleksieja Nawalnego jako kandydata na prezydenta w nadchodzących wyborach ze względu na ciążące na nim wyroki. W odpowiedzi polityk oświadczył, że będzie agitować przeciwko wyborom prezydenckim, które odbędą się 18 marca 2018 roku.

 

* Prezydent Łotwy Raimonds Vējonis zatwierdził ustawę o statusie uczestnika II wojny światowej, która zrównuje weteranów walczących po stronie ZSRR i nazistowskich Niemiec – informuje „Latvijas vestnesis”. W grudniu 2017 roku łotewski Sejm w ostatnim czytaniu przejął ustawę o statusie uczestnika II wojny światowej w odniesieniu do obywateli, którzy walczyli w regularnych formacjach zbrojnych zarówno przeciwko nazistowskim Niemcom, jak i Związkowi Radzieckiemu. Zmiany nie dotyczą nieobywateli. Za uczestników II wojny światowej uważa się obywateli Łotwy, którzy byli nimi na dzień 17 czerwca 1940 roku, oraz stałych mieszkańców Łotwy, którzy znaleźli się na terytorium tego kraju legalnie przed tą datą. Członkowie NSDAP, struktur paramilitarnych tej partii, funkcjonariusze tajnej policji i służb bezpieczeństwa nie będą uznani za uczestników tego konfliktu zbrojnego. Podobnie rzecz się ma z funkcjonariuszami KGB ZSRR oraz Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, z wyjątkiem jednostek finansowych i administracyjno-gospodarczych. Ponadto tego statusu nie otrzymają osoby, które zostały skazane prawomocnym wyrokiem sądu za zbrodnie przeciwko ludzkości i inne przestępstwa. Ustawa przewiduje, że Łotwa „nie ponosi odpowiedzialności prawnej za działania władz okupacyjnych i że jako państwo okupowane nie uczestniczyła w działaniach zbrojnych podczas II wojny światowej".Uczestnicy tego konfliktu zbrojnego otrzymają zaświadczenia i pamiątkowe odznaczenia. Samorządy będą miały prawo decydować, czy należy im się prawo do gwarancji socjalnych i czy przyznać im zasiłki i ulgi. 

 

* Rosja apeluje do organizacji pozarządowych, zajmującymi się zagadnieniami związanymi z wolnością słowa, aby odpowiednio oceniły działania Łotwy, która wydaliła dziennikarzy WGTRK i TV Centr – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.  Przedstawicielka rosyjskiego resortu polityki zagranicznej Maria Zacharowa zapewniła, że deportacja małżeństwa dziennikarzy nastąpiła na podstawie „absurdalnych oskarżeń” o „zagrażanie dla bezpieczeństwa narodowego”. Jest absolutnie jasne, że łotewskie władze przy milczącym wsparciu ze strony Brukseli dążą do całkowitego oczyszczenia przestrzeni informacyjnej z niechcianych mediów – podkreśliła Zacharowa. Opowieści o „walce z zagrożeniami dla bezpieczeństwa narodowego” trącą czasami totalitaryzmu z lat 30. XX wieku w Hiszpanii i Niemczech – dodała. Ryga bezpośrednio i rażąco narusza swoje międzynarodowe zobowiązania prawne w zakresie  zapewnienia wolności słowa, narusza podstawowe akty prawne ONZ, OBWE i Rady Europy – wyliczyła rzeczniczka ministerstwa. Będziemy domagać się właściwej reakcji ze strony odpowiednich instytucji międzynarodowych. Apelujemy do organizacji pozarządowych, które zajmują się zagadnieniami związanymi z wolnością słowa, aby odpowiednio oceniły działania Łotwy, nie do pomyślenia dla demokratycznego społeczeństwa – podkreśliła Zacharowa. Co na to „stara Europa”? Na przykład, Paryż — kolebka praw i wolności humanitarnych? Podczas gdy łotewscy młodzi Europejczycy używają barbarzyńskiej przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, Paryż zamierza wzmocnić kontrolę nad serwisami społecznościowymi – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ. To inicjatywa prezydenta (Emmanuela) Macrona, który, nawiasem mówiąc, osobiście utrudnia pracę rosyjskich dziennikarzy we Francji – podsumowała przedstawicielka rosyjskiego MSZ.

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin w jednym z programów w telewizji Pierwyj kanał powiedział, że nie myśli o swojej roli w historii. Zupełnie o tym nie myślę, bo nie ma takiej potrzeby. Trzeba po prostu pracować jak należy — podkreślił  rosyjski przywódca. Prezydent powiedział też, że lubi czytać książki historyczne. Zaraz jednak dodał, że w zasadzie nie ma na to czasu.   Lubię czytać o historii. Bo pełnię taką funkcję, jaką pełnię. Zawsze chciałem zrozumieć, czym ten lub inny przywódca kierował się podczas podejmowania decyzji w konkretnej sytuacji, co chciał osiągnąć i co osiągnął — wyjaśnił Putin.

 

* Obywatele Ukrainy nie powinni podróżować do Rosji, oświadczył departament służby konsularnej ukraińskiego MSZ.  „Podróż Ukraińców do Rosji to często bilet  w jedną stronę” — ostrzega resort w Twitterze. Obywatele kraju proszeni są o zastanowienie się, czy warto „sprawiać cierpienie bliskim”. Ministerstwo powołuje się na oświadczenia Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, która wczoraj oskarżyła Moskwę o „antyukraińskie prowokacje”.

 

* Ukraiński prawnik i polityk Łewko Łukjanenko, znany ze swojej nienawiści do Rosji, nazwał dżihadystów walczących z legalnym rządem Syrii „sojusznikami Ukrainy”. Wypowiedź ta padła podczas konferencji prasowej w Kijowie, w trakcie której Łukjanenko pogratulował terrorystom „sukcesów” w Syrii. Przede wszystkim, pragnę złożyć Wam gratulacje z powodu ostatnich wydarzeń: nasi arabscy sprzymierzeńcy w Syrii ostrzelali rosyjską bazę wojskową, niszcząc 7 samolotów oraz skład amunicji, co dla Ukrainy jest bardzo satysfakcjonujące i stanowi wezwanie do walki z moskiewskim imperium – powiedział. Donosy o zniszczeniu siedmiu rosyjskich samolotów zostały zdementowane przez Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, jednak potwierdzona została informacja o śmierci dwóch żołnierzy w wyniku ostrzelania rosyjskiej bazy w Hamejmim.

 

* Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin powiedział, że niemieckie firmy, które działają na Krymie mimo sankcji Unii Europejskiej, będą pociągnięte do odpowiedzialności politycznej i prawnej, donosi ukraińska agencja informacyjna UNIAN. Wcześniej Ministerstwo ds. Czasowo Okupowanych Terytoriów i Przesiedleńców Wewnętrznych Ukrainy oświadczyło, że wiele znanych koncernów samochodowych rzekomo działa na Krymie z pominięciem sankcji. Pracownicy ukraińskiego resortu twierdzą, że ujawnili fakty wykorzystania znaków handlowych światowych marek motoryzacyjnych: Nissan, Toyota, Peugeot, Mitsubishi, Kia Motors, Volkswagen, Mercedes-Benz, Audi, Skoda, Isuzu, Bayerische Motoren Werke AG (BMW), Renault, Lexus i zapewnienia centrom dealerskim pełnego zakresu usług i prac gwarancyjnych. „Wiecie, że zrobiliśmy wiele, aby rosyjskie oszustwo, jak w przypadku z dostawą  turbin Siemensa na terytorium okupowanego Krymu, nigdy się nie powtórzyło… Wierzę, że była to smutna lekcja dla całego niemieckiego i nie tylko niemieckiego biznesu, a teraz istnieją oczywiście firmy, które pozwalają swoim sprzedawcom, takim jak Volkswagen czy Adidas, zaliczać Krym do terytorium Rosji. Bez wątpienia dopadniemy ich, sięgniemy po metody nie tylko polityczne, ale również prawne” — powiedział szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy w środę na konferencji prasowej ze swoim niemieckim odpowiednikiem.  Wcześniej koncern samochodowy Daimler poinformował RIA Novosti, że nie posiada oficjalnych partnerów w sprzedaży i serwisie na półwyspie Krym od 2015 roku i zamierza przestrzegać obecny reżim sankcji. Zachodnie sankcje zakazują firmom podlegającym jurysdykcji Unii Europejskiej nabywania lub zwiększenia udziału w nieruchomościach położonych na Krymie i w Sewastopolu, nabycia nowych akcji lub zwiększenia udziału w podmiotach prawnych tych regionów, zapewniać lub uczestniczyć w umowach o pożyczkę lub kredyt, lub w inny sposób udostępniać finansowanie spółkom  z Krymu i Sewastopola, tworzyć na półwyspie wspólne przedsięwzięcia, a także świadczyć usług inwestycyjnych dla tego rodzaju transakcji. Przedsiębiorstwom z państw członkowskich UE zabrania się również świadczenia usług bezpośrednio związanych z działalnością turystyczną na Krymie i w Sewastopolu. W szczególności statkom wycieczkowym zakazano wpływania do portów w Sewastopolu, Kerczu, Jałcie, Teodozji, Eupatorii, Czarnomorsku i portu Kamysz-Burun.

 

* Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna i Republika Korei wznowiły kontakt poprzez specjalny kanał komunikacyjny w Panmundżonie znajdującym się w oddzielającej dwa państwa koreańskie strefie zdemilitaryzowanej. Jest to związane z planowanym udziałem północnokoreańskiej reprezentacji w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, które odbędą się w lutym 2018 roku w Pjongczangu w Korei Południowej. W orędziu z 1 stycznia prezydent KRLD Kim Dzong Un oświadczył, że jest gotowy do dialogu z Republiką Korei. To właśnie z jego inicjatywy ponownie otwarto łączność pomiędzy Koreą Północną i Koreą Południową. Spotkało się to z pozytywnym przyjęciem po stronie południowokoreańskiej. Przedstawiciele obydwu państw koreańskich rozpoczęli przygotowania do zorganizowania udziału reprezentacji KRLD w Igrzyskach.Komentarz Redakcji: Nawet w trakcie kryzysu na Półwyspie Koreańskim, podsycanym przez USA obawiające się rozwoju programu nuklearnego Korei Północnej, przy wystarczającej woli politycznej możliwy jest dialog pomiędzy Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną a Republiką Korei. Miejmy nadzieję, że rok 2018 przyniesie poprawę stosunków pomiędzy państwami koreańskimi i przybliży je do zjednoczenia bez wtrącania się obcych mocarstw. (M.G.)

 

* Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew oświadcza, że stworzenie Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU) nie ma nic wspólnego z „odtworzeniem” ZSRR, gdyż jest wyłącznie projektem gospodarczym. Taką opinię wyraził w książce „Era niepodległości”, napisanej w gatunku publicystyki historycznej i odzwierciedlającej autorski pogląd na najnowszą historię Kazachstanu i jego przyszłość. Jeśli chodzi zaś o tych, którzy mają skłonność do irracjonalnych lęków, to odpowiedziałem im już w październiku 2011 roku: «Żadnego „przywrócenia” czy „reinkarnacji” ZSRR nie ma i nie będzie. To tylko upiory przeszłości, domysły i spekulacje» — pisał Nazarbajew w książce opublikowanej w czwartek na jego prywatnej stronie internetowej. Według Nazarbajewa potencjał współpracy między EAEU a Unią Europejską jest szczególnie znaczący. „Właśnie dlatego w Brukseli w kwietniu 2016 roku wysunąłem inicjatywę bezpośredniego dialogu między Euroazjatycką Unią Gospodarczą a Unią Europejską. Wykorzystałem każdą okazję, aby przekazać światowej elicie wiarygodną informację o eurazjatyckich procesach integracyjnych” — pisze autor. Według Nazarbajewa w marcu 2016 roku w Waszyngtonie na spotkaniu z amerykańskimi działaczami wyjaśnił, że EAEU to „wyłącznie gospodarcza unia”. Nie ma i nie może być mowy o żadnym odtworzeniu Związku Radzieckiego. Trzeba przezwyciężyć te stereotypy «zimnej wojny». One przeszkadzają nam patrzeć w przyszłość. Euroazjatycka Unia Gospodarcza to projekt czysto ekonomiczny — podkreślił przywódca Kazachstanu. EAEU to międzynarodowe integracyjne stowarzyszenie gospodarcze utworzone na podstawie Unii Celnej i Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Działa od 1 stycznia 2015 roku. Jego członkami są Rosja, Armenia, Białoruś, Kazachstan i Kirgistan. Planuje się, że jednolity rynek gazu w EAEU zostanie utworzony do 2025 roku, jednolity rynek ropy naftowej i produktów naftowych — od 2025 roku.

 

* Hans-Joachim Spanger, niemiecki ekspert Klubu Wałdajskiego (klub dyskusyjny zajmujący się polityką Rosji) przeanalizował na łamach Gazety.ru polską politykę zagraniczną. Nie obyło się bez krzywdzących uproszczeń, a wymowa tekstu jest jednoznacznie krytyczna wobec poczynań Warszawy. „Polska już nie pierwszy rok mąci spokój w Unii Europejskiej. Jednak w grudniu rozdrażnienie UE sięgnęło zenitu i za autorytarne decyzje polityczne na Warszawę nałożono sankcje” – tak Spanger wprowadza czytelników do tematu. Myli przy tym braci Kaczyńskich, pisząc, że to Lech jest obecnie liderem PiS. Ekspert Klubu Wałdajskiego otwarcie stwierdza, że PiS „obrał kurs na autorytarną zmianę systemu politycznego w Polsce”. Spanger ubolewa, że wdrożona procedura i tak nie odniesie spodziewanego efektu, gdyż Polska połączyła siły z „otwarcie nieliberalnymi Węgrami i innymi państwami, takimi jak Rumunia, Słowacja i Czechy. Grupa Wyszehradzka i niedawna inicjatywa Trójmorza formułują instytucjonalną podstawę tych państw”. Nieprzypadkowo, jak pisze Spanger, nazwa Trójmorza odsyła do idei Międzymorza. Tu ekspert ma rację. Dalej jednak mija się z historyczną prawdą. Pisze bowiem, że za pomocą Międzymorza Piłsudski „próbował zjednoczyć słowiański Zachód zarówno przeciw Niemcom, jak i Związkowi Sowieckiemu w okresie międzywojennym”. Chodziło o zjednoczenie narodów nie tylko słowiańskich (bo dochodziły do tego państwa bałtyckie), ale jedynie przeciw ZSRS (a właściwie przeciw Rosji Sowieckiej, bo tak to państwo nazywało się, gdy Piłsudski opracował swoją koncepcję).  Po pierwsze, Piłsudski zawsze przestrzegał, aby nie walczyć na dwa fronty. To jego następcy nie usłuchali tej przestrogi. Spanger twierdzi jednak, że dziś ta doktryna dwóch wrogów (wprowadzona w praktyce przez rządy sanacyjne po śmierci marszałka) „odżywa dziś ponownie jako historyczna zemsta”. Zemsta, oczywiście, na Berlinie i Moskwie. Jego zdaniem doktryna dwóch wrogów (dwóch plus jeden – Ukraina) zawsze była częścią myślenia PiS i polskiej prawicy. „Relacje z Rosją zostały sparaliżowane po 2015 roku (zostały złożone w ofierze obsesji Kaczyńskiego związanej z katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem, w której zginął jego brat) relacje z Ukrainą znów są zatruwane przez zadawnione konflikty z przeszłości (przyszłość nie jest impulsem do rozwoju), a relacje z Niemcami rozwijają się w kierunku jeszcze bardziej destrukcyjnym” – pisze Spanger. Według jego opinii Warszawa zmusza Niemców do tłumaczenia się za zbrodnie wojenne, by potem, utożsamiając Berlin z Brukselą, argumentować, że wartości europejskie, o których nieprzestrzeganie jest cała awantura, wcale nie są tak godne przestrzegania, skoro broni ich ten „zły” Berlin. Jako niemiecki ekspert związany z rosyjskim klubem dyskusyjnym, Spanger opowiada się za budową „Europy wielu prędkości”. Jego zdaniem to jedyne wyjście z sytuacji. Spanger twierdzi, że spór na linii Warszawa-Bruksela (oczywiście, w opinii niemieckiego eksperta, zawiniony przez prezentujący roszczeniową wobec UE postawę „autorytarny PiS”) pokazuje, iż „tak szybkie rozszerzenie Unii na wschód było przedwczesne i poniosło porażkę. Żeby do tego doszło, nie potrzeba było nawet rosyjskiej interwencji, o której tak wiele się mówi”.

 

*Opłata za eksport ropy naftowej z Federacji Rosyjskiej od 1 stycznia wzrosła o 6,4 dolara, do łącznej sumy 111,4 dolara za tonę ze 105 dolarów za tonę w grudniu, wynika z dokumentów Ministerstwa Gospodarki Federacji Rosyjskiej. Ministerstwo Gospodarki Federacji Rosyjskiej informowało wcześniej, że średnia cena ropy Urals w okresie monitoringu od 15 listopada do 14 grudnia 2017 roku wyniosła 62,54 dolara za baryłkę, czyli 456,5 dolary za tonę.  Stawka ulgowa opłaty za ropę naftową dla złoża w Syberii Wschodniej, złóż kaspijskich i złoża Prirazłomnaja, z powodu zmiany rozliczeń opłat w związku ze zmianami podatkowymi, została wyzerowana od 1 lutego 2015 roku. Według przyjętej formuły, te stawki będą pozostawać na poziomie zerowym, jeśli średnia cena ropy naftowej będzie niższa niż 76 dolarów za baryłkę. yzerowano również opłatę za gaz ciekły (LPG). Opłata eksportowa za gęstą ropę z dniem 1 stycznia podniosła się z 16,8 dolarów do 17,9 dolarów. Opłata za naftę zwiększyła się do 61,2 dolarów z 57,7 dolarów za tonę, a za benzynę do 33,4 dolarów z 31,5 dolara. Opłata za inne, jasne produkty ropopochodne, a także oleje wyniesie 33,4 dolara za tonę, a  za ciemne produkty — 111,4 dolary za tonę. Opłata za koks wzrosła z  6,8 dolara za tonę do 7,2 dolarów.  

 

* Chiny oddały do użytku drugą nitkę rosyjsko-chińskiego naftociągu „Mohe-Daqing”, donosi Centralna Telewizja Chin. Rosja ósmy miesiąc z rzędu pozostaje największym dostawcą ropy do Chin. W listopadzie zeszłego roku Chińska Narodowa Korporacja Naftowa (CNPC) zakończyła budowę drugiej nitki ropociągu „Mohe-Daqing”. Poinformowano, że w ten sposób chińska strona dotrzymała warunków umowy o zakończeniu budowy dodatkowej nitki ropociągu „Mohe-Daqing” do 1 stycznia 2018 roku. „1 stycznia z powodzeniem uruchomiono drugą gałąź rosyjsko-chińskiego rurociągu naftowego «Mohe-Daqing»” — poinformowała stacja telewizyjna. Zaznaczono, że Chiny mogą importować do 15 milionów ton ropy rocznie za pośrednictwem tego rurociągu. Dostawy rosyjskiej ropy do Chin po wycofaniu się z ESPO „Skoworodino-Mohe” rozpoczęły się w 2011 roku.

 

* Czy Rosja zaskoczy Europejczyków wzrostem cen ropy naftowej w nowym roku? Ropa naftowa dla Europy będzie droższa, ponieważ Rosja kieruje swoje dostawy na chiński rynek, prognozuje agencja Bloomberg.  Rosja już jest największym dostawcą do Chin, a możliwe, że zwiększy eksport do tego państwa o 200 tysięcy baryłek dziennie w 2018 roku. Europejczycy nie muszą wpadać w panikę z powodu prognoz Bloomberga, ponieważ nikt nie może stwierdzić z pewnością, czy chiński rynek będzie nadal atrakcyjniejszy dla Rosji niż europejski, uważa twórca inwestycyjnego portalu SmartLabs.ru Timofiej Martynow.  "Główny czynnik na rynku naftowym to trzykrotny spadek cen. Przy czym Chiny  również się do tego przyczyniły. USA w ostatnich pięciu latach stworzyły ogromne zapasy paliwa i zwiększają swoje wydobycie. Nadmiar podaży ropy naftowej w 2015 roku dochodził do 3 milionów baryłek dziennie, a w 2016 roku do około 1 miliona baryłek" – powiedział. Popyt na rosyjską ropę naftową ze strony Chin nie tylko nie rośnie, ale wręcz się zniża, analogicznie do spadku obrotu towarowego obu państw. Kilka lat temu Moskwa i Pekin porozumiały się odnośnie przewyższenia poziomu dwustronnego handlu powyżej 100 miliardów. Dziś obie strony nie wspominają już o tej cyfrze. Sporo sobie naobiecywano. "Obrót towarowy upada nie tyle w sensie fizycznym, co w sensie wartości – właśnie w związku ze spadkiem cen rosyjskiego surowca" – wskazuje Martynow.  Co więcej, Pekin dość otwarcie, choć z uwzględnieniem chińskiej ceremonialności, zmienia priorytety swojego handlu zagranicznego. Dla Chin zawsze ważna była wielokierunkowa polityka zagraniczna i dywersyfikacja dróg handlowych. Dla Rosji postawienie na Chiny na przekór Zachodowi byłoby krótkowzrocznym działaniem. 

 

* Ministerstwo Obrony Rosji zaprzeczyło doniesieniom o zniszczeniu przez terrorystów siedmiu samolotów w bazie Hameimim.  „Wiadomość «Kommiersanta» o jakoby «faktycznym zniszczeniu» siedmiu rosyjskich samolotów wojskowych w bazie lotniczej Hamejmim to fejk” — czytamy w komunikacie. Rosyjska grupa lotnicza w Syrii jest gotowa do walki i nadal wypełnia wszystkie zadania zgodnie z przeznaczeniem w pełnej rozciągłości, oświadczyło Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej.

 

* Tak zwany „transseksualizm” nie będzie już na liście schorzeń i ułomności, które powodują niezdolność do czynnej służby wojskowej – wynika z projektu przygotowanego przez Ministerstwo Obrony Narodowej na żądanie komisji Unii Europejskiej. Tuż po Bożym Narodzeniu Rządowe Centrum Legislacji opublikowało przygotowany przez MON projekt nowego rozporządzenia w sprawie orzekania o zdolności do czynnej służby wojskowej oraz trybu postępowania wojskowych komisji lekarskich w tych sprawach. Miałoby ono zastąpić obecnie obowiązujące rozporządzenie z 2004 r. Jak napisano w uzasadnieniu projektu, dostosowuje on przepisy do wytycznych raportu na temat Polski przygotowanego przez Europejską Komisję przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ang. European Commission against Racism and Intolerance, ECRI). ECRI jest „niezależnym organem monitoringowym Rady Europy do spraw zwalczania rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii, antysemityzmu i nietolerancji” (sic!). Jak przyznaje MON, ostatni raport ECRI „zawierał szereg szczegółowych zaleceń wobec władz Polski, które powinny zostać zrealizowane przed kolejną procedurą monitoringową ECRI”. Komisja poleciła przygotowanie i przedłożenie parlamentowi projektów przepisów lub nowelizacji istniejących regulacji w celu zagwarantowania w polskim prawie „równości i godności osób LGBT we wszystkich sferach życia”. Analiza aktualnego stanu prawnego wskazała, iż dla realizacji wskazanych przez Komisję celów niezbędna jest zmiana zapisów dotyczących orzekania o zdolności do czynnej służby wojskowej, które w dotychczasowym brzmieniu zgodnie z prawdą wymieniają jako schorzenie/ułomność powodującą niezdolność do czynnej służby wojskowej – tzw. transseksualizm. Niniejszy projekt eliminuje wskazany zapis i tym samym dostosowuje brzmienie rozporządzenia do wymogów Europejskiej Komisji przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji oraz do regulacji zawartych w pozostałych przepisach dotyczących kwestii orzekania o zdolności do służby wojskowej. Do tej pory stwierdzenie przez wojskową komisję lekarską choroby psychicznej transseksualizmu oznaczało automatyczne przyznanie kategorii E, czyli uznanie danej osoby za trwale i całkowicie niezdolną do czynnej służby wojskowej w czasie pokoju oraz w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny. Jeśli projektowane rozporządzenie wejdzie w życie w obecnym brzmieniu, transseksualizmu nie będzie już w wykazie chorób i ułomności branych pod uwagę przy ocenie fizycznej i psychicznej zdolności do czynnej służby wojskowej.

 

* Naukowcy zapowiedzieli krwawą superpełnię Księżyca na koniec stycznia – informuje Space.com. Zauważa się, że "krwawa superpełnia" nie jest rzadkością, jednak rzadkością jest obserwowanie jej jednocześnie z pełnym zaćmieniem. Ostatni raz podobne zjawisko można było zobaczyć około 150 lat temu, a kolejne nastąpi 31 grudnia 2028 roku i 31 stycznia 2037 roku. Według danych naukowców, pełen "krwawy Księżyc" pojawi się po zmierzchu, pierwsi zobaczą go mieszkańcy zachodniej półkuli. Superpełnia Księżyca to zjawisko astronomiczne, zachodzące, kiedy w tym samym czasie dochodzi do pełni lub nowiu z największym zbliżeniem Księżyca i  Ziemi. Najbardziej jaskrawy i czerwony odcień powstaje dlatego, że Księżyc znajduje się w cieniu planety, a na jego powierzchnię trafia tylko część światła. 

 

* Huragan Eleanor uderzył we Francję. W Paryżu silny wiatr przewrócił rusztowanie stojące przy jednym z remontowanych budynków, co skłoniło władze miasta do zamknięcia wieży Eiffla. Z powodu żywiołu niespokojnie jest również na Wyspach Brytyjskich. We Francji pozbawionych prądu zostało ponad 200 tys. domów. Wiatr osiąga w porywach niemal 150 km/h, co powoduje zakłócenia m.in. w ruchu lotniczym. Z informacji ABC News wynika, że zginął narciarz, na którego przewróciło się powalone przez wiatr drzewo. Co najmniej 26 osób zostało rannych w całym kraju. W Paryżu silny wiatr przewrócił rusztowanie stojące przy jednym z remontowanych budynków, co skłoniło władze miasta do zamknięcia wieży Eiffla.  Szczególnie mocno burza uderzyła w czwarte co do wielkości miasto w Irlandii, Galway. Wysokie fale zmusiły władze do​​zamknięcia części dróg. Około 150 tys. domów jest bez dostępu do prądu. Prognozowano,że najsilniejszy wiatr wystąpi nad Irlandią Północną, Anglią i Walią. Z kolei w Szwajcarii, w wyniku działaniażywiołu doszło do wypadku pociągu, w którym poszkodowanych zostało 8 osób. Na zdjęciach publikowanych w mediach społecznościowych widać zniszczenia, które spowodował huragan Eleanor. Można zobaczyć na nich uszkodzone samochody i budynki.

 

* Żaden ekspert nie był w stanie znaleźć szczątków ciała niebieskiego znanego jako meteoryt tunguski, dlatego szereg specjalistów od zjawisk pozaziemskich twierdzi, że to zdarzenie było niczym innym jak tylko wylądowaniem pozaziemskich form życia na Ziemi - podaje VistaNews. Jak podkreśla portal informacyjny VistaNews, wielu naukowców do tej pory wątpi, że ciało niebieskie, które spadło na powierzchnię Ziemi w 1908 roku, było meteorytem. Specjaliści badający różne zjawiska o charakterze pozaziemskim  tak myślą, ponieważ po wieloletnich badaniach miejscowości, gdzie miał uderzyć meteoryt, jego szczątków w końcu nie znaleziono. Niektórzy ufolodzy uważają, że w 1908 roku na Ziemię spadł statek kosmiczny po awarii. Trzeba podkreślić, że w okolicach upadku meteorytu wiele drzew zostało powalonych, lecz zarówno krateru, jak i szczątków meteorytu badacze w końcu nie znaleźli. Niektórzy ufolodzy uważają, że żadnego upadku nie było, lecz miało miejsce awaryjne lądowanie kosmitów, którzy wkrótce opuścili Ziemię.

 

* Członkowie Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Historycznej Garnizonu w Nowej Wilejce upamiętnili żołnierzy Samoobrony Wileńskiej. Stworzone oddolnie przez miejscowych Polaków oddziały Samoobrony 31 grudnia 1918 roku rozpoczęły działania w Wilnie, opanowując miasto 1 stycznia. Było to pierwsze wyzwolenie Wilna. O rocznicy pamiętali członkowie Wileńskiego Klubu Rekonstrukcji Historycznej Garnizonu w Nowej Wilejce. Jak co roku działacze Klubu udali się na mogiły żołnierzy, którzy już z końcem 1918 roku podjęli na Wileńszczyźnie walkę o jej przynależność do Polski. „Za Dzień Samoobrony Wileńskiej uznajemy 3 stycznia, ponieważ w tym dniu żołnierze stoczyli niewielką bitwę, a bardziej potyczkę, z bolszewikami między Nową Wilejką i Mickunami. To była skuteczna walka, bo bolszewicy na krótko zostali powstrzymani. Właśnie ten dzień jest najbardziej znanym, udokumentowanym i ważnym dla Samoobrony” – słowa prezesa klubu rekonstruktorów Waldemara Szełkowskiego cytuje portal zw.lt. Działacze Klubu złożyli tego dnia znicze na mogiłach ośmiu żołnierzy spoczywających na Rossie oraz na grobie członka Samoobrony oraz znanego wileńskiego architekta i rzeźbiarza Antoniego Wiwulskiego. Szełkowski przypomniał, że jego Klub rekonstruuje trzy jednostki przedwojennego Wojska Polskiego – 13. Pułk Ułanów Wileńskich, 75. Pułk Piechoty oraz 19. Pułk Artylerii Lekkiej, które powstały właśnie na bazie Samoobrony Wileńskiej. Zbrojne Samoobrony były zakładane przez Polaków na Kresach Wschodnich już od października 1918 roku. Ich ośrodki powstały w Mińsku, Lidzie, Szczuczynie (obecne terytorium Białorusi) oraz w Ejszyszkach i właśnie w Wilnie. Samoobrony zostały zunifikowane 8 grudnia. Na jej czele stanął gen. Władysław Wejtko. W dniach 31 grudnia 1918-1 stycznia 1919 roku żołnierze Samoobrony wyzwolili Wilno, z którego uciekli wraz Niemcami przedstawiciele aspirujących do kontrolowania Wilna władz litewskich. Jednak już 3 stycznia pod miasto podeszły znacznie przeważające liczebnie oddziały Armii Czerwonej. Po trzydniowych walkach oddziały polskie wycofały się z miasta. Część żołnierzy Samoobrony Wileńskiej utworzyła słynny Wileński Oddział Wojsk Polskich pod dowództwem majora Władysława Dąbrowskiego, który na początku 1919 r. prowadził działania na tyłach Armii Czerwonej. Żołnierze Samoobrony Wileńskiego zasilili oddziały Wojska Polskiego, przede wszystkim Dywizji Litewsko-Białoruskiej, które będą brać udział w kolejnym wyzwoleniu Wilna pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego w październiku 1920 r.

 

* Kamil Stoch wygrał trzeci konkurs 66. Turnieju Czterech Skoczni i ma 64,5 punktu przewagi nad drugim Andreasem Wellingerem. Tuż po konkursie Stoch skomentował swoje zwycięstwo. Skoczek przyznał, że konkurs wiązał się z dużym stresem. Kamil Stoch wygrał już trzeci konkurs w 66. Turnieju Czterech Skoczni. Drugie miejsce zajął Daniel Andre Tande. Trzeci był Andreas Wellinger. W pierwszej serii upadek zaliczył Richard Freitag, który stracił szansę na wygraną w klasyfikacji generalnej. Niemiec po upadku był mocno poobijany i zrezygnował z drugiego skoku.   Bardzo się denerwowałem się tymi zawodami. Ja jestem dosyć specyficznym, wrażliwym człowiekiem. Skupiałem się na pracy, którą miałem do wykonania. To mi się udało - mówił w rozmowie z Eurosportem. Cieszę się, że skoku. Jestem zadowolony właściwie z trzech skoków. Ważne, że znalazłem sposób na skupienie się na sobie. Dziękuje sztabowi za utrzymanie nas na dobrym poziomie - dodał w rozmowie z TVP. 

 

* Mieszkańcy wioski Bački Vinogradi w Wojwodinie przy granicy z Węgrami, w większości etniczni Węgrzy, przegnali okolicznych migrantów z uwagi na szkody, jakie ci ostatni wyrządzali. Jak podają lokalne media, miejscowa ludność tygodniami żyła w strachu przed migrantami, którzy niszczyli okoliczne gospodarstwa, zostawiali mnóstwo odpadów, a niekiedy nawet wkraczali na ich teren żądając dostępu do prądu i wody. Wobec coraz bardziej zuchwałego zachowania imigrantów, którzy nie cofali się przed bezprawnym zajmowaniem terenów gospodarstw przy samej granicy, grupa poszkodowanych gospodarzy i innych mieszkańców siłą przepędziła intruzów ze swojej wsi. Migranci przenieśli się do opuszczonego budynku w pobliskim Horgošu, gdzie znajduje się przejście graniczne. W rozmowach z mediami sami przyznają, że chcą przedostać się do Europy Zachodniej. 

 

* Żona prezydenta Francji Brigitte Macron buntuje się, bo nie chce dłużej pozostawać w cieniu męża – donoszą francuskie media. Chodzi m.in. o literalne rozumienie problemu – pierwsza dama uważa, że miejsce nowoczesnej kobiety w trakcie państwowych wizyt jest obok mężczyzny, a nie za nim. RTL donosi, że osiem miesięcy po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji jego żona zaczyna stawiać coraz większe wymagania i buntować się przeciwko protokołowi. Brigitte Macron nie podoba się m.in. to, że podczas oficjalnych wizyt jest usadzana za mężem, a nie obok niego. Szef personelu pierwszej damy Tristan Bromet tłumaczy, że propozycja zmian wynika z „koncepcji pary, jaką ona tworzy z Emmanuelem Macronem: nowoczesnego związku, w którym kobieta jest na tym samym poziomie co mężczyzna”. Wiadomość o tym, że 64-letnia Brigitte Macron nie chce być w cieniu męża, wywołała lawinę komentarzy. Złośliwości nie szczędziła była rywalka w wyścigu o prezydenturę, Marine Le Pen. „Z łatwością mogę sobie wyobrazić Emmanuela Macrona dwa kroki z tyłu, ssącego swój prezydencki kciuk” – napisała na Twitterze była liderka Frontu Narodowego. Inni internauci wytykali pierwszej damie, że to nie ona, ale jej mąż został wybrany, więc to on powinien być na świeczniku. „Nie chcieliśmy królowej Francji, a ty zachowujesz się jak Maria Antonina” - pisze użytkownik Twittera. Wszyscy oczekują teraz wizyty pary prezydenckiej w Chinach, która ma być pierwszą okazją do wdrożenia nowej reguły przez Brigitte Macron. 

 

* Zwycięzca rosyjskiego programu telewizyjnego „Bitwa jasnowidzów” Mohsen Noruzi przepowiedział smutny los niektórym państwom w 2018 roku. Irański wróżbita nie mówi po rosyjsku, ale nie przeszkodziło mu to w wygraniu 10 sezonu „Bitwy jasnowidzów”. Irańczyk zdał sobie sprawę ze swoich nietypowych zdolności w wieku 13 lat. Teraz cały kraj uwierzył w jego talent. Jego autorstwa jest kilka przepowiedni dotyczących najbliższej przyszłości. Mohsen Noruzi przewiduje nadejście kryzysu gospodarczego, który będzie odczuwalny do 2020 roku. Jak podkreśla, gospodarcza niestabilność wpłynie na wiele globalnych procesów, kardynalnie zmieniając sytuację polityczną i militarną. Irańczyk wyraził przeświadczenie, że Ameryka nie ma szczęśliwej i stabilnej przyszłości. Już niedługo USA stracą pozycję lidera, co doprowadzi do ich rozpadu. Podobnie rzecz się ma z UE. Noruzi twierdzi, że Wspólnota rozpadnie się na dwie części i będzie istnieć jedynie na papierze. Pomimo niepocieszającej wróżby, jasnowidz nie widzi, aby miał nastąpić koniec świata. Według niego ludzkość będzie jeszcze długo istnieć.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031