Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 21 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1102) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję o nieuznaniu decyzji USA w sprawie statusu Jerozolimy jako stolicy Izraela. Za przyjęciem dokumentu głosowało 128 krajów, przeciwko 9, a 35 wstrzymało się od głosu, przekazuje korespondent RIA Novosti. Przeciwko rezolucji głosowały Stany Zjednoczone, Izrael, Gwatemala, Honduras, wyspy Marshalla, Mikronezja, Nauru, Palau, Togo. Wcześniej prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że jego kraj przestanie udzielać pomocy finansowej krajom, które poprą uchwałę Zgromadzenia Ogólnego ONZ, potępiającą decyzję USA w sprawie uznania Jerozolimy za stolicę Izraela. Zgodnie z przyjętym dokumentem, „wszelkie decyzje i działania, które sugerują zmianę charakteru, stanu i składu demograficznego świętego miasta Jerozolimy, nie mają mocy prawnej, są nieważne i muszą być anulowane". Rezolucja „wymaga, aby wszystkie państwa" „nie uznawały żadnych działań lub środków, które są sprzeczne z rezolucjami" Rady Bezpieczeństwa ONZ.    

 

Premier Izraela nazwał ONZ „domem kłamstwa". Binjamin Netanjahu oświadczył, że jego kraj „kategorycznie odrzuca" głosowanie na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ nad projektem rezolucji w sprawie Jerozolimy, i nazwał ONZ „domem kłamstwa". 18 grudnia USA zablokowały przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji nawołującej do odwołania decyzji o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela. "Jerozolima jest stolicą Izraela, czy się to ONZ-owi podoba czy nie. Musieliśmy poczekać 70 lat, aż ten fakt został uznany przez USA na szczeblu oficjalnym, i trzeba będzie poczekać kolejne lata, aż zostanie uznany przez ONZ. Stosunek do Izraela ze strony wielu państw świata ulega zmianom za murami ONZ,… które jest domem kłamstwa" — oświadczył Netanjahu w czasie wystąpienia w Aszdod. Nagranie opublikowała kancelaria premiera. Netanjahu dodał, że Izrael nie uznaje głosowania w ZO ONZ w sprawie Jerozolimy i nie przerwie budowy w tym mieście. „Izrael kategorycznie odrzuca to głosowanie. Jerozolima jest naszą stolicą i nie przestaniemy jej zabudowywać, i ambasady innych państw zostaną przeniesione do Jerozolimy" — oświadczył izraelski premier. Netanjahu powtórzył swoje podziękowania dla prezydenta USA Donalda Trumpa i stałego przedstawiciela USA przy ONZ Nikki Haley za wsparcie udzielane Izraelowi i podkreślił, że ostatecznie „zwycięży prawda". Na początku grudnia Trump ogłosił Jerozolimę za stolicę Izraela i podpisał dokument o przeniesieniu do tego miasta amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu. Decyzja amerykańskiego lidera spotkała się z aprobatą izraelskich władz i wywołała negatywną reakcję ze strony wielu państw świata, w tym krajów Bliskiego Wschodu i Palestyny.

 

Władze Izraela ogłosiły nowy plan osadnictwa na Zachodnim Brzegu, który zakłada budowę w Dolinie Jordanu trzech nowych i powiększenie już istniejących osad w celu rozmieszczenia 10 tysięcy osadników w ciągu najbliższego dziesięciolecia.Plan rozwoju działalności osadniczej został opracowany przez Ministerstwo Budowy, Ministerstwo Rolnictwa i Żydowski Fundusz Narodowy. „Dziś na terytorium Doliny Jordanu mieści się 20 osad, w których zamieszkuje 4,4 tys. osadników. W ramach wysiłków zmierzających do powiększenia osad w Dolinie Jordanu Ministerstwo Budowy promuje budowę trzech nowych osad" — czytamy na stronie resortu budowy. Plan przewiduje też powiększenie już istniejących osad poprzez budowę 14 nowych dzielnic. Tym sposobem w ciągu najbliższego dziesięciolecia w Dolinie Jordanu zostanie rozmieszczonych kolejnych 10 tysięcy izraelskich osadników. „Dolina Jordanu jest pasem bezpieczeństwa na wschodzie Izraela. Aktywna działalność osadnicza w dolinie daje izraelskim obywatelom gwarancję bezpieczeństwa. Zachowanie kontroli nad tym terytorium ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa" — oświadczył minister budownictwa Yoav Galant. Działalność osadnicza na okupowanym Zachodnim Brzegu i w anektowanej Wschodniej Jerozolimie, gdzie już dziś mieszka prawie 600 tysięcy Izraelczyków, przyjęto uważać za główny negatywny bodziec w relacjach Izraela ze wspólnotą międzynarodową i jedną z głównych przeszkód na drodze pokojowego współistnienia z Palestyńczykami, którzy odbierają ją jako politykę umacniania państwa żydowskiego na zajętych terytoriach.

 

* Przedwczoraj w nocy (19.12.2017)  izraelskie  wojsko i służba graniczna aresztowały 16-letnią aktywistkę palestyńską Ahed Tamimi, która mieszka w Nabi Saleh. Według relacji jej ojca wojsko wkroczyło do ich domu około 3 w nocy oraz krzycząc zgromadziło całą rodzinę w jednym pokoju, wyrzucając na podłogę całą zawartość szaf. Skonfiskowali jednocześnie wszystkie telefony oraz komputery. Kiedy 14-letni brat Ahed odmówił oddania telefonu, sześciu żołdaków miało go zmusić przemocą.Żołnierze następnie oświadczyli, że Ahed jest aresztowana, nie podając przyczyny. Według oświadczenia rodziny, co najmniej 30 żołnierzy zaangażowanych było przy aresztowaniu młodej aktywistki. Kiedy następnego dnia matka Ahed pojechała na komisariat, aby być świadkiem przy przesłuchaniu córki, również została aresztowana. Zarówno wioska Nabi Saleh, jak i Ahed wraz ze swoją rodziną, są znani z uczestnictwa w cotygodniowych protestach przeciwko okupacji Palestyny, a w szczególności przeciwko sytuacji w jakiej znalazła się ich wioska – otoczona ze wszystkich stron przez nielegalne izraelskie osiedla. Dzień przed jej aresztowaniem w serwisie YouTube opublikowano film, na którym Ahed próbuje wymusić na izraelskim żołnierzu opuszczenie terenu wokół jej domu (w trakcie trwania zamieszek w wiosce). Gdy żołnierz nie reaguje, Ahed zaczyna go szturchać, by chwilę później go spoliczkować. Według izraelskiej gazety Haaretz aresztowanie Ahed skomentował izraelski minister edukacji mówiąc: “(tacy jak ona) powinni zakończyć swoje życie w więzieniu”. Według arabskich mediów syjonistyczne władze przedłużyły areszt Ahed i jej matki.

 

* Podczas wywiadu udzielonego mediom, prezydent Syrii Baszar al-Assad skrytykował Francję stwierdzając, że „Francja była największym poplecznikiem terroryzmu w Syrii od samego początku”. Dodał również, że „ci, którzy wspierają terroryzm nie mają prawa mówić o pokoju”, odnosząc się do wspierania przez Francję szczurzych organizacji terrorystycznych i jednoczesnego nawoływania do pokoju w Syrii. Prezydent Francji Emmanuel Macron odpowiedział na słowa Assada podczas wspólnej konferencji prasowej z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, który zasłynął ostatnio z utworzenia sojuszu z przejrzałą aktorką Angeliną Jolie w walce o „równość płci”. Macron stwierdził, że „jeżeli ktoś walczył i może wygrać wojnę z Daesz do końca lutego, to jest to międzynarodowa koalicja”, ignorując jednocześnie starania Syryjskiej Armii Arabskiej oraz sił rosyjskich w pokonaniu terrorystów z ISIS. Dodał również, że „Syryjczycy mają jednego wroga i jest nim Baszar al-Assad” znowu dając wyraz swojej ignorancji, gdyż faktem jest, że znaczna większość syryjskiego społeczeństwa popiera swojego prezydenta. Wartym odnotowania jest fakt, że Syria stanowiła kiedyś kolonię Francji, która następnie wiele razy próbowała wtrącać się w syryjskie sprawy w sposób neokolonialny, jednak jej starania nie odniosły sukcesów, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę porażkę planu obalenia Assada.

 

Turcja skomentowała groźby USA związane z głosowaniem w sprawie Jerozolimy.Wicepremier Turcji Bekir Bozdag skomentował stanowisko amerykańskich władz, zgodnie z którym Waszyngton grozi zaprzestaniem udzielania pomocy finansowej państwom, które poprą rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ potępiającą decyzję USA w sprawie uznania Jerozolimy za stolicę Izraela.  Napisał o tym na swoim koncie na Twitterze.  „Podobne oświadczenia amerykańskiego przywódcy Donalda Trumpa pod adresem państw głosujących przeciwko stanowisku USA w sprawie Jerozolimy są niedopuszczalne. USA powinny nauczyć się, że nie mogą rządzić wszystkimi państwami według własnego uznania za pomocą siły i gróźb" — podkreślił. Bozdag wyraził także przekonanie, że całkowicie niezależne i suwerenne państwo nie ulegnie groźbom USA. Dodał także, że Ankara nie ulegnie amerykańskim władzom i w głosowaniu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ „poprze Palestynę i Jerozolimę".  Wcześniej Trump oznajmił, że amerykańskie władze obserwują uczestników ONZ, którzy przyjmują pomoc finansową od Waszyngtonu, lecz później głosują przeciwko decyzjom USA. 18 grudnia USA zablokowały rezolucję RB ONZ, która nie uznaje zmiany statusu Jerozolimy.  6 grudnia amerykański prezydent Donald Trump uznał Jerozolimę na stolicę Izraela. 

 

Stany Zjednoczone przegrały z Rosją rywalizację na Bliskim Wschodzie i teraz Moskwa decyduje w regionie o przebiegu najważniejszych procesów geopolitycznych - uważa redaktor naczelny czasopisma „Nacionalnaja oborona" Igor Korotczenko.11 grudnia Władimir Putin wydał rozkaz wycofania znacznej części rosyjskiego kontyngentu wojskowego z Syrii. Jak podkreślił prezydent Federacji Rosyjskiej, rosyjskie siły lotniczo-kosmiczne wspólnie z armią syryjską rozgromiły najbardziej zdolne do działań zbrojnych zgrupowanie międzynarodowych terrorystów. Szef komitetu międzynarodowego Rady Federacji Konstantin Kosaczow, komentując decyzję przywódcy państwa w sprawie wycofania zgrupowania wojsk lotniczo-kosmicznych Federacji Rosyjskiej z Syrii, podkreślił, że decyzja podejmowana była po uzgodnieniu z prezydentem Syrii i to jest jedyny zgodny z prawem format. Według Igora Korotczenki, lotniczo-kosmiczne siły Federacji Rosyjskiej i armia syryjska pomyślnie prowadziły operacje specjalne w zakresie likwidacji terrorystów z ugrupowania "Państwo Islamskie". Oczywiście, Amerykanie przegrali z nami na Bliskim Wschodzie. Spójrzmy, jak wzmocniła się pozycja Rosji. W sprawach bliskowschodnich Stany Zjednoczone nie mają nic do powiedzenia. Nawet monarchowie Półwyspu Arabskiego, którzy przyzwyczaili się odwiedzania Ameryki, aby składać osobiście "wyrazy szacunku", teraz jadą do Putina, odwiedzają Kreml. I to wcale nie dlatego, że oni nas pokochali, lecz dlatego, że obecnie to my decydujemy o przebiegu najważniejszych procesów geopolitycznych — oświadczył ekspert.Obecnie nowe zadanie Rosji polega na udzielaniu Syrii pomocy w rozstrzyganiu sytuacji politycznej w kraju i na sprzyjaniu pomyślnemu dialogowi w społeczeństwie syryjskim. Jak oświadczył członek komitetu Dumy Państwowej do spraw międzynarodowych Siergiej żelezniak, „Rosja jako kraj sprzyjający pokojowi, będzie pomagać Syryjczykom w rozstrzyganiu złożonej sytuacji wewnątrzpolitycznej i sprzyjać pomyślnemu przebiegowi dialogu wewnątrz społeczeństwa syryjskiego. Obecnie zadaniem najważniejszym jest realizacja projektów humanitarnych i odbudowa życia społeczno-gospodarczego w Syrii, w którym uczestniczyć powinny wszystkie zainteresowane siły wewnątrz kraju i na świecie".

 

Francuscy działacze społeczni opublikowali w gazecie Le Monde otwarty list, w którym poprosili szefa Wyższej Rady ds. Audiowizualnych (CSA) Oliviera Schramecka o pozbawienie licencji telewizji RT France.Powołując się na to, że Waszyngton podejrzewa rosyjskie media o ingerencję w amerykańskie wybory, oznajmili, że trzeba podjąć taki krok „w imię zachowania pokoju obywatelskiego". „Obecnie przywódcy najwyższego szczebla w USA i Europie zarzucają Russia Today sianie niezgody i osłabienie demokracji. Ze względu na to, że nadaje propagandę Kremla amerykańskie władze niedawno zobowiązały ten kanał do zarejestrowania się w charakterze zagranicznego agenta" — wspominają autorzy listu.  Przywołują także oskarżenia premier Wielkiej Brytanii Teresy May pod adresem rosyjskich mediów, że rzekomo „popychały brytyjski naród do dezintegracji" oraz minister obrony Hiszpanii Marii Dolores Cospedal, która potępiła rosyjską „ingerencję" w sprawy wewnętrzne republiki. Autorzy listu uważają, że uruchomienie we Francji RT France nadającej od poniedziałku doprowadzi do zamieszania w umysłach i dezintegracji Francuzów. Pod tekstem podpisało się 11 osób, w tym pisarka Galina Ackerman, historycy Antoine Arjakovsky i Wladimir Berelowitch, dziennikarz Michel Eltchaninoff a także wykładowcy i tłumacze. Ubiegłą jesienią przed uruchomieniem telewizji Schrameck oznajmił, że rada będzie uważnie kontrolować programy RT France.

 

W Melbourne w Australii samochód wjechał w grupę pieszych, w wyniku incydentu 19 osób zostało rannych. Policja zatrzymała kierowcę. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia. Australijska policja poinformowała, że najazdu na pieszych dokonano celowo. Na tym  etapie śledztwa uważamy, że było to  działanie zamierzone, jednak motywy sprawcy pozostają nieznane — poinformował przedstawiciel policji stanu Victoria Russell Barrett.

 

Wielka Brytania i Polska uruchomią wspólny projekt na rzecz przeciwdziałania „rosyjskim operacjom informacyjnym" w regionie. Zgodnie z oczekiwaniami oświadczy to dzisiaj brytyjska premier Theresa May — poinformowała kancelaria rządu.  Według źródła May jest gotowa wzmocnić współpracę obu państw skierowaną na walkę z „rosyjską dezinformacją". Chodzi między innymi o „nowe projekty dwustronne w sferze komunikacji". „Wielka Brytania przeznaczy na te cele 5 mln funtów sterlingów, Polska — tyle samo" — powiedział przedstawiciel kancelarii. Londyn i Warszawa zamierzają zawrzeć porozumienie na kilka dni przed wizytą brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona w Moskwie. W ramach projektu planowane jest wsparcie „finansowanej przez Polskę telewizji Biełsat udostępniającej mieszkańcom Białorusi bezstronne i uczciwe reportaże" — dodał informator RIA Novosti. Dzisiaj May uda się do Warszawy, gdzie weźmie udział w dorocznym dwustronnym szczycie. Jej wizyta ma na celu pokazanie, że Londyn chce zacieśnienia stosunków obu państw, zwłaszcza w świetle przyszłego wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE. Razem z May do Polski przyjadą szefowie MSZ, Ministerstwa Finansów, MSW oraz minister obrony. Także May ogłosi aktywizację współpracy z Polską w sferze cyberbezpieczeństwa. W marcu 2018 roku brytyjskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa ma odwiedzić delegacja polskich specjalistów. May także zapewni Polskę, że po Brexicie Londyn nawiąże z Warszawą jak najbardziej ścisłą współpracę.  „Pomimo faktu, że Wielka Brytania opuszcza UE, nie opuszczamy Europy. Zapewniam premier Polski, że chcemy współpracować z tym państwem i innymi członkami UE w sferze ochrony naszych obywateli, interesów i wspólnych wartości… Porozumienie w sprawie współpracy w sferze obrony, które podpisujemy dzisiaj, jest ważnym znakiem pogłębienia współpracy" — czytamy w zdobytym przez RIA Novosti tekście wystąpienia May w Warszawie. Wielka Brytania wystąpi z UE w marcu 2019 roku. 

 

Ambasada Rosji w Wielkiej Brytanii zwróciła uwagę na artykuł w gazecie The Guardian, w którym brytyjska premier Theresa May została nazwana „pionkiem Putina". Dyplomaci skomentowali artykuł na Twitterze. Materiał sprawozdawcy brytyjskiego periodyku Rafaela Behra pod tytułem „May nie jest zwolenniczką Putina. Jest pionkiem w jego grze" został opublikowany wczoraj. Zdaniem autora rosyjskie władze chcą „osłabić Europę", natomiast poparcie Brexitu, w tym przez brytyjskiego premiera, „jest na rękę" Moskwie.„Na desce szachowej Rafaela Behra dosłownie wszyscy — poczynając od prezydenta USA po brytyjskiego premiera — są pionkami Putina. Czy w tych szachach są może jakieś inne figury?" — zadali ironiczne zapytanie rosyjscy dyplomaci, załączając do wpisu zdjęcie strony z The Guardian.

 

Jutro odbędzie się wizyta ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona w Rosji.Dyplomata podkreślił, że chociaż udaje się do Moskwy, „ani przez sekundę nie wierzy w to, że można zresetować stosunki z Rosją". „Pamiętamy tragiczną historię byłej sekretarz stanu USA Hillary Clinton i jej dosłownego „guzika od resetowania" stosunków z Rosją. Nie wierzę, że jest to możliwie na tym etapie — nie ma możliwości kontynuowania stosunków, jak gdyby nigdy nic" — powiedział. Szef brytyjskiej dyplomacji opowiada się za utrzymywaniem stosunków roboczych z Rosją. Politolog, członek rady ekspertów Instytutu Badań Społeczno-Gospodarczych i Politycznych Alieksiej Zudin w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził opinię, że wypowiedzi szefa brytyjskiego MSZ są odzwierciedleniem nie tylko jego osobistych poglądów.  „Etap przygotowań do wizyty Borisa Johnsona w Moskwie ewidentnie się przedłużył, padło w tym czasie wiele niefortunnych wypowiedzi. Były to typowe dla stylu Borisa Johnsona ekscentryczne oświadczenia na granicy dobrego smaku. Jednak chodzi o coś więcej, niż o charakterystyczny styl: inni przedstawiciele brytyjskiego rządu wypowiadali się w podobny sposób. Widać tutaj wyraźnie wspólny mianownik — jest to stan głębokiej dezorientacji, świadczącej o niezdolności do wypracowania spójnego kursu politycznego po tym, jak Wielka Brytania oraz inne kraje Zachodu zobaczyły, że Rosja twardo stąpa po ścieżce suwerenności w polityce zagranicznej" — powiedział Alieksiej Zudin. Zdaniem eksperta rezultaty wizyty będą zależeć od tego,  jakie konkretnie propozycje złoży w Moskwie szef brytyjskiego MSZ. „Oczywiście istnieją pewne przyczyny wewnętrzne, które skłaniają przedstawicieli brytyjskiego rządu do agresywnej retoryki. Nie zapominajmy, że sytuacja po Brexicie wiąże się z bardzo dużymi problemami. Wiemy również, że władze każdego kraju mierzą się z różnego rodzaju problemami i muszą je rozwiązywać, pozostając przy tym odpowiedzialne. Rezultaty wizyty będą zależeć od tego, jakie konkretnie propozycje przywiezie ze sobą do Moskwy Boris Johnson. I jeśli wizyta zostanie uznana za nieudaną, to będzie mógł mieć pretensje tylko do samego siebie" — podkreślił Alieksiej Zudin. Z kolei przewodniczący komisji do spraw międzynarodowych  Dumy Państwowej Rosji Leonid Słucki uważa, że „należy rozmawiać" pomimo wszystkich rozbieżności w stanowiskach Rosji i Wielkiej Brytanii odnośnie kluczowych kwestii polityki światowej.  „Będą omawiane aktualne kluczowe kwestie: walka z terroryzmem, Syria, Libia, Bliski Wschód i niektóre inne sprawy, które są tak samo delikatne dla nas, jak i dla Zjednoczonego Królestwa. I jest to całkowicie naturalne, podobnie jak możliwa jest na przykład wizyta szefa MSZ Rosji Siergieja Wiktorowicza Ławrowa w Londynie" — powiedział parlamentarzysta, mówiąc o swoich oczekiwaniach co do wizyty Johnsona. Zdaniem polityka współpraca z Wielką Brytanią, która pozostaje jednym z kluczowych graczy na arenie polityki europejskiej również po Brexicie może przynieść wiele korzyści. „Stosunki dwustronne należy rozwijać pomimo tego, że z obiektywnych czy subiektywnych przyczyn zboczyły z właściwego toru. Wówczas nasze poglądy odnośnie pewnych kwestii, nasze plany działań nie będą się różnić" — podkreślił Leonid Słucki.

 

Nie używać telefonu komórkowego, nie pić wódki, unikać kontaktu z pięknymi kobietami, nie wchodzić pojedynczo do windy i w ostatnim momencie zmieniać pokój w hotelu. Brytyjski deputowany i laburzysta Chris Bryant kieruje międzyfrakcyjną grupą ds. stosunków z Rosją. Ale kiedy czytasz jego list otwarty do Johnsona, odnosisz wrażenie, jakbyś się natknął na jakiś mdły felieton. Bryant powołuje się w liście na doświadczenie swoich podróży do Moskwy i Niżnego Nowgorodu w 2010 roku, a także do Petersburga w czasie, gdy miasto było jeszcze Leningradem. Bryant radzi brytyjskiemu premierowi, by nie zabierał ze sobą żadnych mobilnych urządzeń. Przecież „prawie na pewno zostaną zhakowane i FSB zrobi sobie z nich urządzenia do podsłuchów". Najlepiej by było — pisze Bryant — gdyby premier zrezygnował z pokoju hotelowego wyposażonego nawet w zwykły telefon. Mało tego. Laburzysta publicznie radzi Jonsonowi, żeby w ostatnim momencie zmienił pokój hotelowy, zamieniając się ze swoim sekretarzem, żeby zaskoczyć tych, którzy śledzą gościa. Nasuwa się pytanie: jeśli udzielono takiej porady publicznie, to w jaki sposób podobny krok może kogokolwiek zakoczyć? Laburzysta nawołuje Johnsona do tego, by nie pił rosyjskiej wódki, a nawet wstrzymywał się przed jedzeniem, bo brytyjskich ministrów w Moskwie się truje. Przyznacie, że po takich słowach staje się rzeczą jasną, że mimo wszystko mamy do czynienia z felietonem. I laburzyści muszą od czasu do czasu pożartować. Ale po otwarciu piątkowego numeru gazety The Times okazuje się, że chyba jednak napisano to wszystko na poważnie. Co więcej, dowiadujemy się, że o „okropnościach" swojej wizyty w Rosji Bryan opowiedział na posiedzeniu kierowanej przezeń międzyfrakcyjnej grupy. Bryan mówił, że w czasie jego podróży telefon w apartamencie hotelowym dzwonił nocą co godzinę, a do tego nie dało się go odłączyć. „Powiedziano mi, że to w pełni standardowa procedura — zakłócanie snu brytyjskim ministrom" — skarżył się Bryan. Szkoda, że nie wyjaśniono mu, po co i kto musi tak męczyć swoich gości. Koniec końców Bryan mógł podnieść słuchawkę i odłożyć ją na bok, żeby nikt już do niego nie wydzwaniał. Ten sam polityk opowiedział, jak to podstępem został otruty jedzeniem, choć spożywał to samo, co pozostali delegowani, którym nic podobnego się nie przydarzyło. Proszę tylko pomyśleć, wychodzi na to, że wszystkie porady dla brytyjskiego premiera to żaden felieton i żadna anegdota, a poważne przestrogi od doświadczonej „ofiary" rosyjskiej gościnności. I czy to nie jest paranoja? Szczególnie dziwi fakt, że Bryan radzi brytyjskiemu szefowi dyplomacji, by unikał pięknych Rosjanek. Ich pojawienie się jednoznacznie oznacza „seksualną pułapkę", do której zaczną podstępem wabić ministra. Ale dlaczego takiej rady udziela Bryan, który jest otwartym homoseksualistą i nigdy nie skrywał swojej orientacji? Do tego stopnia, że zamieszany był w skandal z publikowaniem swoich co najmniej szczerych zdjęć na stronie dla mniejszości seksualnych. Dmitrij Rogozin reprezentujący wówczas Rosję w NATO zażartował wtedy „Na zdjęciu opublikowanym w Internecie widać, że Bryan jest prawdziwym demokratą". A mając na uwadze fakt, że w swoich poradach laburzysta opiera się na własne smutne doświadczenie wizyty w Rosji, to nasuwa się słuszne pytanie: dlaczego w takim razie ktoś podsuwał mu piękne kobiety? W jakim celu? Czy może jednak chodzi o chorą wyobraźnię deputowanego, owładniętego „rosyjską groźbą"?

 

USA wpisały na „listę Magnickiego" pięciu Rosjan, włącznie z głową Czeczenii Ramzanem Kadyrowem - podaje rosyjskie Ministerstwo Finansów.Na opublikowanej na stronie resortu uzupełnionej liście znalazł się również Ajub Katajew, Julia Majorowa, Andriej Pawłow i Aleksiej Szeszenia. 

 

* RosyjskiMSZ skomentował decyzję USA w sprawie wydania licencji na dostawę karabinów wyborowych dla Ukrainy.„Jesteśmy bardzo rozczarowani informacją o tym, że Waszyngton wydał licencję swojemu anonimowemu producentowi broni na dostawę karabinów wyborowych dużego kalibru Barrett M107A1 dla Kijowa. Waszyngton po raz pierwszy oficjalnie ogłosił fakt przekazania broni Ukrainie" — oznajmiła na briefingu rzeczniczka resortu Maria Zacharowa. Wcześniej rzecznik prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow oznajmił, że dostawy broni śmiercionośnej na Ukrainę mogą „nakręcić i bez tego podminowanych nacjonalistów", dążących do „rozlewu krwi” w Donbasie. Wcześniej przedstawiciel Departamentu Stanu poinformował RIA Novosti, że USA zatwierdziły komercyjne licencje na dostawy broni strzeleckiej dla Ukrainy. Jednocześnie dyplomata podkreślił, że „amerykański rząd nie sprzedawał bezpośrednio i nie przekazywał broni ofensywnej Ukrainie, lecz nie wykluczał takiej możliwości". Wcześniej gazeta Washington Post  poinformowała, że Waszyngton zatwierdził licencję eksportową na dostawę karabinów wyborowych dużego kalibru, amunicji i części zapasowych na kwotę ponad 41 mln dolarów. 

 

* Serbski parlament wprowadził prawo zakazujące obywatelom Unii Europejskiej swobodnego kupowania ziemi rolnej na terytorium kraju. Zdaniem rządu ustawa ma chronić interesy miejscowych rolników i suwerenność żywnościową państwa i wejdzie w życie na kilka dni przed planowanym otwarciem rynku na mocy zawartej w 2008 roku umowy stowarzyszeniowej z UE. Na mocy nowych przepisów obywatel obcego kraju może ubiegać się o prawo do nabycia gruntów rolnych dopiero po dziesięciu latach spędzonych na terenie Republiki Serbii. Musi również udowodnić, że przed nabyciem działki pracował na terenie kraju jako rolnik przez co najmniej trzy lata. Ustawa ogranicza również dostępny dla cudzoziemców areał do dwóch hektarów. Ponadto państwo uzyskało prawo pierwokupu ziemi oferowanej obcokrajowcom. Ustawa zabrania obrotu ziemią znajdującą się w pobliżu poligonów wojskowych i parków narodowych. Minister rolnictwa Branislav Nedimović wyjaśnił, że bez tej ustawy Serbia byłaby jedynym krajem regionu, który przed wstąpieniem do Unii Europejskiej otwiera swój rynek ziemi na obcy kapitał. W jego ocenie ochrona ziemi przed cudzoziemską własnością leży w narodowym interesie Serbii, która jest jedynym krajem, który zobowiązał się otworzyć rynek rolny przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Inne kraje Europy Wschodniej dały prawo obcokrajowcom do zakupu ziemi dopiero po akcesji. W przypadku Chorwacji okres ochronny trwał siedem lat, a w Polsce dwanaście.  Brukselscy biurokraci zapewniają, że Serbowie nie powinni obawiać się zagranicznych inwestycji w branży rolnej, gdyż zapewniają one krajowi nowoczesne technologie i know-how. Innego zdania są rolnicy, którzy od lat wyrażają obawy przed napływem obcego kapitału. W 2014 roku mieszkańcy wsi Kula zgłosili skargę przeciwko koncernowi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który próbował wejść w posiadanie okolicznych gruntów. Zdaniem rolników stanowiło to bezpośrednie zagrożenie dla przyszłości ich gospodarstw.

 

Bułgaria wstrzymała realizację kontraktu z Rosją na remont samolotów MiG-29 z powodu skargi ukraińskiej spółki Ukroboronprom.Oświadczył to minister obrony państwa Krasimir Karakaczanow — podaje telewizja BTV. Według słów szefa resortu po osiągnięciu porozumienia z rosyjską spółką RSK MiG w sprawie przeprowadzenia remontu 15 samolotów strona ukraińska złożyła skargę do komisji ds. ochrony konkurencji. Zmusiło to władze do wstrzymania procesu.  Karakaczanow podkreślił, że Ukroboronprom nie ma licencji na obsługę samolotów, której potrzebuje Bułgaria, ani możliwości do jej poświadczenia. „Spółka Ukroboronprom nie ma licencji na taki remont i to, co robi jest próbą sabotowania decyzji ministerstwa w sprawie prowadzenia bezpośrednich rozmów z RSK MiG — oznajmił szef resortu obrony. Poza tym skarga strony ukraińskiej zawiera niedociągnięcia, które muszą zostać wyeliminowane do piątku — podkreślił. Ta zwłoka z remontem samolotów MiG „paraliżuje" bułgarskie lotnictwo wojskowe — dodał Karakaczanow. W grudniu Ministerstwo Obrony Bułgarii zaoferowało rosyjskiej korporacji budowy samolotów MiG czteroletni kontrakt na obsługę techniczną 15 myśliwców MiG-29. Resort oznajmił, że umowa jest zawarta na 4 lata, wartość transakcji wynosi 81,3 mln lewów (49 mln dolarów). 

 

* Węgry obronią Polskę – zapewnił wicepremier kraju Zsolt Semjen w odpowiedzi  na antypolską decyzję KE. Wicepremier oświadczył, że rząd Węgier zarówno teraz jak i w przyszłości zamierza być po stronie Polski. Zapewnił również, że „Obronimy Polskę przed niesprawiedliwym, pokazowym postępowaniem politycznym”. Zapytany, czy może to oznaczać, że Węgry podejmą decyzję o zawetowaniu decyzji przeciwko Polsce, wicepremier Zsolt Semjen odparł, że oczywiście. „Przyjaźń polsko-węgierska i wierność węgierskiego rządu porozumieniom zobowiązuje nas, byśmy na wszystkich forach sprzeciwiali się krokowi Komisji”, powiedział.Semjen określił również decyzję KE mianem bezprzykładnej i zdumiewającej. Według jego oceny, narusza ona poważnie suwerenność Polski. Podkreślił również, że niedopuszczalnym jest by Bruksela wywierała presję na suwerenne państwa członkowskie. Wicepremier Węgier za niesprawiedliwe uznał również to, że Komisja ignoruje sytuacje, kiedy niektóre państwa członkowskie nie przestrzegają unijnych traktatów, ale jednocześnie „wszczyna na politycznej podstawie postępowanie” przeciwko rządowi Polski. Według wicepremiera Węgier jest to typowy przykład stosowania podwójnych standardów. Dodał również, że Europa Środkowa, w tym Polska, jest obecnie motorem rozwoju gospodarczego Europy. Komisja Europejska zdecydowała w środę o uruchomieniu art. 7.1 traktatu unijnego wobec Polski. Skierowała również do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę wobec Polski w związku z ustawą o sądach powszechnych.

 

* Liczba napływających do Polski imigrantów rośnie ustawicznie i w tym roku może ona osiągnąć poziom dwóch milionów, z czego przytłaczającą większość stanowią Ukraińcy. Rząd zauważył przy tym, że wiąże się to z rosnącym niezadowoleniem polskich pracowników, którzy widzą w masowym napływie cudzoziemców sposób na zaniżanie stawek przez przedsiębiorców.Do końca obecnego roku oświadczenia o pozwolenie na pracę w Polsce może złożyć od 1,8 do blisko 2 milionów cudzoziemców. Liczba Ukraińców, którzy złożyli podobne dokumenty wynosi 1,45 milionów, co stanowi blisko 95% cudzoziemców pragnących osiedlić się w Polsce i podjąć tutaj pracę zarobkową. Co prawda jedynie 60% oświadczeń ma być wykorzystywanych, lecz rośnie jednocześnie liczba pozwoleń na pracę. Tak duży skok związany jest nie tylko z poszukiwaniem pracowników przez polskie firmy, lecz przede wszystkim z faktem, że do tej pory złożenie takich dokumentów było bezpłatne. Od przyszłego roku natomiast ma już wynosić 30 zł. Jednocześnie, dzięki nowym przepisom rząd może wstrzymać wydawanie poleceń na pracę, jeśli liczba imigrantów w danym regionie będzie zbyt duża i generuje nadmiar pracowników. Wiceminister pracy, rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed powiedział, że jego resort nie zamierza jednak podejmować takich działań, ale nie wyklucza skorzystania z tego typu uprawnień w przyszłości. Według niego, co raz bardziej daje się zauważyć niezadowolenie pracowników oraz związków zawodowych, które są zdania, że napływ imigrantów ma negatywny wpływ na wzrost wynagrodzeń. Już kilka miesięcy temu eksperci ostrzegali, że liczba imigrantów zarobkowych może wynieść blisko trzy miliony osób, co jest powiązane z naciskiem lobby przedsiębiorców na ściąganie taniej siły roboczej. Zauważalna jest również tendencja rośnięcia wynagrodzeń obcokrajowców, w przeciwieństwie do wynagrodzeń polskich pracowników.

 

Mniej niż połowa Ukraińców wspiera ideę wstąpienia kraju do NATO, a przy tym prawie 60% Ukraińców chce, by państwo wstąpiło do UE. Tak wynika z opublikowanych w czwartek rezultatów sondażu przeprowadzonego przez grupę „Rating".Jeśli władze rozpisałyby referendum w sprawie wstąpienia Ukrainy do NATO, ideę wsparłoby 47% ankietowanych, a odrzuciłoby 36%. 13% nie potrafiłoby się określić, a 4% Ukraińców wstrzymałoby się od udziału w głosowaniu. Wysoki poziom poparcia dla integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim odnotowywany jest wśród mieszkańców zachodnich regionów kraju (71%), najniższy — na wschodzie kraju (25%). „Wstąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej popiera 59% ankietowanych, 26% jest przeciwko, 11% — nie ma zdania na ten temat, 4% wstrzymałoby się od udziału w referendum" — czytamy w komunikacie grupy socjologicznej. Zgodnie z wynikami sondażu, najwyższy poziom poparcia dla inicjatywy wstąpienia kraju do UE odnotowywany jest wśród mieszkańców zachodnich obwodów (81%), najniższy — na wschodzie (39%). Sondaż był przeprowadzany w dn. 22-30 listopad wśród Ukraińców w wieku ponad 18 lat. W badaniu wzięło udział dwa tysiące respondentów. Margines błędu wynosi nie więcej niż 2,2%.

 

Grupa kontaktowa ds. pokojowego uregulowania sytuacji na Ukrainie porozumiała się w kwestii zawieszenia broni na Donbasie od 23 grudnia - powiedział dziennikarzom stały przedstawiciel Rosji w grupie kontaktowej Boris Gryzłow. „Grupa kontaktowa podkreśliła konieczność zapewnienia pokoju i spokoju na Donbasie w związku z nadchodzącymi świętami bożonarodzeniowymi i noworocznymi. Kierując się osiągniętymi wcześniej ustaleniami, grupa kontaktowa zobowiązała się do zapewnienia powszechnego, stabilnego i bezterminowego zawieszenia ognia wraz z nadejściem 23 grudnia, od godziny 00:00" — powiedział Gryzłow po zakończeniu rozmów w Mińsku. Słowa Gryzłowa potwierdził specjalny przedstawiciel OBWE Martin Sajdik. Strony potwierdziły też dążenie do przeprowadzenia wymiany jeńców przed nadejściem świąt — dodał Gryzłow. Ukraina, DRL i ŁRL uzgodniły wcześniej listy jeńców. Kijów powinien przekazać 306 osób, a republiki —74 osoby. Proklamowane w trybie jednostronnym republiki wyraziły już gotowość przestrzegania rozejmu.  „Siły zbrojne DRL zawsze przestrzegały ustaleń osiągniętych w Mińsku. I tym razem jesteśmy gotowi przestrzegać rozejmu, który zacznie obowiązywać 23 grudnia. Mamy nadzieję, że doprowadzi on do długotrwałego zawieszenia broni" — powiedział przedstawiciel DRL we wspólnym centrum kontroli i koordynacji Rusłan Jakubow. Takie samo oświadczenie padło ze strony rzecznika milicji ludowej ŁRL Andrieja Maroczki. Wyraził on też nadzieję, że dowództwo ukraińskich sił zbrojnych nie wykorzysta rozejmu do prowokacji przed Nowym Rokiem i Bożym Narodzeniem.

 

Ukraińskie MSZ skomentowało przyjęcie rezolucji w sprawie Krymu przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Odpowiedni komunikat opublikowało biuro prasowe resortu.  Ministerstwo oznajmiło, że przyjęcie przygotowanej przez Ukrainę rezolucji wysyła Rosji „jednoznaczny sygnał" od wspólnoty międzynarodowej, że „kwestia Krymu" wciąż nie jest zamknięta.  „Kolejnym krokiem będzie deokupacja Krymu, której fundament jest już założony" — uważa ukraiński resort spraw zagranicznych. Wczoraj większość państw ONZ głosowała za przyjęciem rezolucji w sprawie sytuacji z prawami człowieka na Krymie. Zgodnie z dokumentem Rosja powinna „niezwłocznie zaprzestać naruszeń praw Krymian".Wcześniej w wywiadzie dla włoskiej gazety minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oznajmił, że temat Krymu „jest zamknięty raz na zawsze". Według niego wynik referendum z 2014 roku to wolna i demokratyczna decyzją mieszkańców półwyspu, dzięki której uniknął losów Donbasu i „okrucieństw wojny domowej".

 

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandr Turczynow „zażartował", że Rosjanom zostaną odcięte palce, jeśli nie będzie działać system odczytu danych biometrycznych.Dziś państwowa służba graniczna Ukrainy zaprezentowała system gromadzenia biometrycznych danych cudzoziemców i osób bez obywatelstwa, które następnie będą przesyłane do Krajowego systemu weryfikacji i identyfikacji obywateli  Ukrainy, cudzoziemców i osób bez obywatelstwa. Prezentacja odbyła się na lotnisku Kijów-Żuliany. Ołeksandr Turczynow oświadczył, że obywatele Rosji będą szczególnie starannie poddawani procedurze biometrycznej identyfikacji cudzoziemców, po przejściu kontroli granicznej.Jeśli skaner (czytnik linii papilarnych) nagle nie będzie działać, to palce trzeba zapakować do torebki foliowej i zanieść tam, gdzie urządzenie działa dobrze — powiedział.Obowiązkowa rejestracja danych biometrycznych będzie dotyczyć obywateli krajów wymienionych przez MSZ Ukrainy (71 krajów — red.), w szczególności Rosji, a także Sri Lanki, Bangladeszu, Indii, Afganistanu i innych, które zaliczono do kategorii ryzyka, pozostali cudzoziemcy — na podstawie rezultatów analizy i oceny ryzyka. Turczynow podkreślił, że system ten wiąże się nie tylko ze służbą migracyjną, ale i z policją narodową, co pozwoli wzmocnić działania kontrwywiadowcze i walkę z przestępcami. Wdrożenie systemu będzie odbywać się etapami. 1 stycznia 2018 roku system wystartuje w stołecznych lotniskach międzynarodowych i w punktach kontrolnych na granicy ukraińsko-rosyjskiej. Na jego wdrożenie przeznaczono 300 mln hrywien.

 

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pomnik stanie jeszcze w tym roku w Bielsku-Białej. Będzie upamiętniać również tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków podczas rzezi wołyńskiej. Radni miejscy z Bielska-Białej jednogłośnie zdecydowali o postawieniu pomnika we wtorek 19 grudnia. Z tym pomysłem nosili się już ponad rok. Wystąpił z nim radny Dariusz Michasiów z Platformy Obywatelskiej. W 2016 złożył do prezydenta miasta interpelację w tej sprawie. W listopadzie zapadła w magistracie decyzja „na tak” — swoje zdanie musiała jeszcze tylko wyrazić reszta rady miasta. Autorem projektu jest lokalny artysta, mieszkaniec Bielska-Białej, urodzony w 1943 roku Jacek Grabowski. Wiadomo już, że monument stanie na Cmentarzy Wojska Polskiego. Wiadomo również, jak dokładnie będzie wyglądał: wysoki na ponad 2 metry prostopadłościan z wyżłobionym krzyżem będzie miał dwie inskrypcje – tę upamiętniającą ofiary ukraińskich nacjonalistów i tę poświęconą zasłużonym obywatelom, którzy z narażeniem życia ratowali sąsiadów przed ludobójstwem.Jeden napis będzie głosił: „W hołdzie Polakom – ofiarom ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, zamordowanym przez OUN, UPA i inne formacje zbrojne ukraińskich nacjonalistów w latach 1943-1945 oraz Ukraińcom ratującym Polaków przed straszliwą śmiercią za cenę własnego życia”, drugi ma być cytatem z papieża Jana Pawła II: „Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to co jednoczy niż to co dzieli, ażeby razem budować przyszłość”. Treść napisów została uzgodniona z Instytutem Pamięci Narodowej, który nie zgłosił żadnych zastrzeżeń. Na budowę pomnika cieszy się również Stowarzyszenie Miłośników Złoczowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bielsku-Białej, które od początku popierało pomysł radnego Platformy. Za pomnikiem zasadzone mają zostać cztery dwumetrowe drzewka. Polska Agencja Prasowa oraz lokalne portale podają, że prace budowlane w najbliższych dniach rusza pełną parą i pomnik zostanie odsłonięty jeszcze w grudniu tego roku.Podobny pomnik stanął w Lublinie na Skwerze Ofiar Wołynia 25 listopada tego roku. Inicjatorem jego budowy był działacz kresowy Zdzisław Kogucik ze Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. „W Lublinie około 30 % mieszkańców posiada korzenie kresowe i jak ważnym zadaniem było budowanie pomnika niech świadczy fakt, że od soboty mój telefon nie milknie, ciągle ktoś dzwoni do mnie aby podziękować za ten pomnik, że doprowadziłem do dnia jego ustawienia” — napisał na stronie internetowej stowarzyszenia po tym, jak udało się sfinalizować projekt. Przygotowania trwały aż 6 lat. Ukraiński IPN nie odniósł się jeszcze do wczorajszej inicjatywy radnych z Bielska-Białej.

 

Patriarcha Moskiewski i całej Rosji Cyryl wezwał wszystkich wierzących do modlenia się za Ukraińską Cerkiew Prawosławną i wyraził szczególną troskę w związku z próbami polityków, aby ingerować w wewnętrzne sprawy życia cerkiewnego na Ukrainie."Szczególne zaniepokojenie budzą próby ze strony pewnych sił politycznych, aby ingerować w wewnętrzne kwestie życia Cerkwi, przeszkadzać rejestracji jej wspólnot, umacniać religijną dyskryminację na poziomie prawnym" – powiedział Patriarcha występując na soborze biskupim. Według niego, w zaistniałej sytuacji metropolita kijowski Onufry, biskupi, duchowieństwo i wszyscy wierzący Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu "potrzebują modlitwy". Patriarcha zauważył również, że wydarzenia ostatnich lat potwierdzają, że Ukraińska Cerkiew Prawosławna pozostaje jedyną siłą, zdolną do zmiany ukraińskiego społeczeństwa. "Dzielność, zrównoważona pozycja, nie pozwalająca wciągnąć Cerkwi w konflikt po żadnej ze stron, przynoszą swoje owoce. Swoje owoce przynoszą wysiłki Cerkwi w zakresie uwolnienia jeńców, w znacznym rozmiarze udziela ona pomocy humanitarnej cywilom w Donbasie, którzy ucierpieli wskutek działań wojennych. W dziele pokojowym Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej przejawia się jej miłość do Ukrainy, jej prawdziwy patriotyzm" – powiedział lider Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

 

Lider partii „Ruch nowych sił”, eks prezydent Gruzji, były gubernator obwodu odeskiego Michaił Saakaszwili opublikował nowy list do prezydenta Ukrainy Piotra Poroszenki, wzywając go do dobrowolnego odejścia ze stanowiska.Wcześniej sekretarz prasowy lidera ukraińskiego Swiatosław Cegołko opublikował pierwszy list Saakaszwilego do Poroszenki, w którym zapowiedział on, że nie będzie destabilizować sytuacji w kraju i zaproponował negocjacje. Jednakże, jak wskazał Cegołko, polityk nie dotrzymał słowa. Biorąc pod uwagę liczne prośby dziennikarzy, a także komentarze Saakaszwilego, który manipuluje treścią tego listu, zapadła decyzja podania jego tekstu do wiadomości publicznej” —  napisał Cegołko. Dołączył on do nagrania zdjęcia listu w języku rosyjskim, zawierającego liczne błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Politolog Artur Atajew w wywiadzie dla radia Sputnik przedstawił swoje założenia co do celów, do jakich zmierzał autor tego listu. „Zakładam, że list, umieszczony na stronie Swiatosława Cegołko na Facebooku, jest rodzajem politycznego targowania się. Współdziałanie i kontakty z aktualnymi elitami politycznymi Ukrainy mają dla Saakaszwilego dokładnie zarysowujący się cel – chodzi o uzyskiwanie korzyści politycznych. Jeśli mieć na uwadze jego protektorów – a częściowo są to elity zachodnie, częściowo też oligarchowie ukraińscy — to można założyć, że kształtuje on swoją wizję jako polityka aktywnego, efektywnego i zdolnego do zawierania jakichś sojuszy. Polityka, który potrafi rozstrzygać problemy nie tylko na placach, lecz również jest w stanie prowadzić poważne szczegółowe pertraktacje.  Aktualna sytuacja polityczna na Ukrainie – to bardzo mętna woda. Chyba, sam Saakaszwili nie potrafi zorientować się dokładnie w tym, czego on sam życzy sobie w tej sytuacji: musi naciskać jednocześnie na kilka pedałów. Sam format jego listu powoduje, rzecz jasna, pytania. Saakaszwili nie jest adekwatny, tak samo jak nie jest adekwatna cała elita polityczna Ukrainy. Pod tym względem odpowiadają oni sobie. Nie należy więc oczekiwać od nich czegoś bezwzględnie racjonalnego i rutynowego” — uważa Artur Atajew. W odpowiedzi na opublikowanie swego pierwszego listu Saakaszwili zamieścił na Facebooku drugi, otwarty list. Między innymi, polityk przypomniał w nim Poroszence, że w pierwszym liście proponował mu „razem szukać dróg do zażegnania konfliktu”. „Zamiast tego Pan opublikował moją prywatną kartkę pod Pana adresem. Nie jestem temu przeciwny. Nie ma w niej nic z tego, co chciałbym ukryć. Jednakże w ten sposób Pan wykazał, że Pan nie ma honoru” — napisał on. Saakaszwili wezwał prezydenta do uznania tego faktu, że on i jego zwolennicy „nie są zdolni i nie chcą zmieniać Ukrainy na lepsze”. Zdaniem byłego gubernatora Odessy, dobrowolna dymisja Poroszenki jest „prawie ostatnią szansą na przezwyciężenie kryzysu politycznego”. Prezydent, który dobrowolnie odejdzie do stanowiska, chyląc czoła wobec woli narodu, może liczyć na złagodzenie kary i na ułaskawienie” — napisał Saakaszwili na Facebooku.Analityk polityczny tygodnika informacyjno-analitycznego „Czas pik” Władysław Gulewicz w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził opinię, że relacje między Poroszenką a Saakaszwilim nie sprzyjają wprowadzeniu stabilności na Ukrainie.„Przedwcześnie jest na jednoznaczne stwierdzenie tego, co kryje się za listem Saakaszwilego. Napływała informacja o tym, że w przyszłości mogą postawić na niego zachodnie koła polityczne, jeśli w z jakiegoś powodu nie będzie im odpowiadać Piotr Poroszenko. Nie można wykluczać takiego rozwoju wydarzeń, gdyż właśnie Saakaszwili mógł być jak najbardziej odpowiednią osobą dla Zachodu w jego awanturniczych projektach politycznych, jeśli Zachód przekaże mu władzę na Ukrainie. Jest sprawą jak najbardziej oczywistą, że relacje między Poroszenką i Saakaszwilim są obecnie bardzo konfliktowe i nie sprzyjają stabilności na Ukrainie. W swych relacjach dotarły one do takiego punktu bifurkacji, że trudno jednoznacznie przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń. Teoretycznie doprowadzić to może do odsunięcia Poroszenki od władzy czy też do ostatecznego odsunięcia Saakaszwilego od Ukrainy” — powiedział Władysław Gulewicz.

 

W jednym z pomieszczeń kijowskiej rady miejskiej runął sufit - przekazała na Facebooku lokalna agencja informacyjna „Kij-Info".Sufit zawalił się w sali posiedzeń, w której akurat obradowali deputowani. Na opublikowanych kadrach widać, że zawaliła się część stropu podwieszanego, a w jego miejscu powstała dziura, z której kapie woda. Słychać też, jak zdarzenie rozśmieszyło deputowanych. Według informacji Ria Novosti do incydentu doszło w części pomieszczenia zajmowanej przez deputowanych z ramienia nacjonalistycznej partii „Swoboda". Nikt nie ucierpiał. Incydent wywołał złośliwą radość wśród ukraińskich użytkowników sieci. Jeden z nich napisał, że szkoda, że „nie dobiło" żadnego deputowanego, a inny ostrzegł deputowanych, by uważali na ziemię pod nogami, bo „jeszcze się zapali". „Szkoda, że cały sufit nie runął, ubyłoby trochę malwersantów" — pisze inny użytkownik sieci.

 

USA nie mogą ryzykować i pozwolić, by Korea Północna stała się mocarstwem jądrowym.Takie oświadczenie na antenie CBS złożył doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster. Urzędnik także podkreślił, że USA będą w dalszym ciągu stawiać opór „destabilizującemu zachowaniu Rosji", co nie wyklucza współpracy między państwami. Biały Dom wyraził także niepokój w związku z zagrożeniami ze strony Rosji i Chin. We wtorek prezydent Trump przedstawił strategię bezpieczeństwa narodowego. Oznajmił, że oba państwa są mocarstwami rewizjonistycznymi, którym trzeba stawić opór. „Obecnie wywieramy maksymalną presję na Koreę Północną, by przekonać Kim Dzong Una, że dążenie do uzyskania broni jądrowej i międzykontynentalnej rakiety balistycznej dużego zasięgu to impas. Oczywiście to wszystko stwarza śmiertelne zagrożenie dla całego świata. Dlatego to, co obserwujecie, to globalna próba z prezydentem na czele odizolowania tego reżimu, przy czym nie ogranicza się do rezolucji obecnej narodowej… działającej Rady Bezpieczeństwa ONZ, by zrobić więcej. „Prezydent poprosił wszystkie państwa o wstrzymanie handlu z tym nieprzewidywalnym reżimem, który, jak widzą Państwo, nigdy nie marnował okazji, by użyć broni, która do niego trafia, zwiększyć jej ilość i sprzedać dalej. Widać to na przykładzie cyberataków, które Państwo przed chwilą omawiali. Widać to także na przykładzie zabójstwa kuzyna Kim Dzong Una na lotnisku z użyciem zakazanej substancji trującej — powiedział McMaster.

 

USA raczej nie zaczną atakować Korei Północnej, lecz jeśli do tego dojdzie, konflikt na pewno dotknie Korei Południowej a nawet może doprowadzić do „apokalipsy".Oznajmił to w wywiadzie dla RIA Novosti były szef zarządu ds. umów międzynarodowych Ministerstwa Obrony Rosji generał-lejtnant Jewgienij Bużynski. Wcześniej gazeta The Daily Telegraph, powołując się na kompetentne źródła poinformowała, że USA w charakterze prawdopodobnego wariantu rozwiązania problemu prób jądrowych w KRLD rozpatruje ataki na plac startowy lub magazyny z bronią na terytorium Korei Północnej.„Zaczną atakować, zostanie zniszczona przede wszystkim Korea Południowa. Biorąc pod uwagę liczbę reaktorów atomowych na terytorium Korei Południowej, tam w ogóle może nastąpić apokalipsa. Dlatego sceptycznie podchodzę do tego straszenia" — powiedział Bużynski. Według niego USA pracują nad planem powstrzymania północnokoreańskiego programu jądrowego, lecz scenariusz wybuchu rzeczywistego konfliktu na półwyspie jest zbyt fantastyczny. „Oczywiście Amerykanie mają pewne plany, lecz sądzę, że nie posuną się do takiego wariactwa, by przeprowadzać jakieś ataki" — dodał ekspert. W ostatnich latach Korea Północna pracuje nad międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi i jądrowymi głowicami bojowymi do nich, powołując się na zagrożenie ze strony USA. Co raz ostrzejsze sankcje ONZ na razie nie były w stanie powstrzymać aktywności rakietowo-jądrowej Pjongjangu. 

 

Północnokoreański żołnierz zdezertował do Korei Południowej, przekraczając granicę lądową.Północnokoreański wojskowy uciekł do Korei Południowej przez granicę na zachodzie państwa — poinformowała gazeta Chosun Ilbo. Wojskowy pojawił się na przejściu granicznym we czwartek o 08:04 czasu miejscowego — poinformował dziennikarzy przedstawiciel komitetu. Służby specjalne Korei Południowej ustalają szczegóły incydentu. W listopadzie do Korei Południowej uciekł żołnierz Korei Północnej. Podczas ucieczki dostał pięć strzałów w plecy i trafił do szpitala. 

 

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro udzielił spółce „Rosnieft" zezwolenia na prace wydobywcze na dwóch największych złożach gazu na Morzu Karaibskim.Złoża szacowane są na 180 mld metrów sześciennych. Transakcja pozwoli rosyjskiej spółce na eksport błękitnego paliwa do dowolnego miejsca na ziemi. Kontrakt zawarty przez „Rosnieft" jest rzeczą niepowtarzalną w historii Wenezueli. Po raz pierwszy południowoamerykańskie państwo przekazuje zagranicznej spółce prawo do eksportu 100% gazu ze złóż na swoim terytorium. W rozmowie z Ria Novosti wiceprezes i rzecznik prasowy „Rosniefti" Michaił Leontiew określił warunki postawione przez Caracas jako „ekskluzywne" i wytłumaczył transakcję „długą i pozytywną historią wzajemnej współpracy". W sierpniu 2017 roku „Rosnieft" udzieliła wenezuelskiej korporacji PDVSA pożyczki w wysokości sześciu miliardów dolarów. Dochody, jakie strona rosyjska planuje uzyskać mogą być znacznie większe: co roku ze złóż Patao i Mejillones zlokalizowanych na Morzu Karaibskim „Rosnieft" planuje wydobywać 6,5 miliarda metrów sześciennych. „Problemów ze zbytem gazu ciekłego na rynku międzynarodowym nie ma" — tłumaczy Leontienw. „Zainteresowani nabywcy znajdą się wszędzie, mogą się znaleźć w samej Wenezueli". Południowoamerykańskie państwo, które w 95% eksportuje surowce, pozostaje także ich największym odbiorcą. Ale Wenezueli brakuje własnych technologii wydobycia ropy i gazu w oddalonych rejonach, do których zaliczyć należy terytoria wzdłuż linii brzegowej. Współpraca energetyczna Rosji i Wenezueli może znaleźć się w niebezpieczeństwie, jeśli do władzy w południowoamerykańskim państwie dojdzie wspierana przez USA opozycja. Od 2014 roku w Wenezueli ma miejsce konfrontacja między prezydentem Maduro a zwolennikami rezygnacji z socjalistycznego kursu państwa. A 2017 rok okazał się szczególnie nasycony masowymi akcjami protestu. W czasie starć, których apogeum przypadło na wiosnę i lato, zginęło 163 osoby.  „Kontrakty zawarte przez „Rosnieft" są korzystne dla obu stron" — mówi w rozmowie z Ria Novosti dyrektor Ośrodka Badań Politycznych Instytutu Ameryki Łacińskiej RAN Zbigniew Iwanowski. „Jednak opozycja rzeczywiście wspomina o możliwości rewizji porozumień zawartych przez Maduro, choć nie mówi konkretnie o tych podpisanych przez rosyjską korporację państwową. Hasło rewizji kontraktów jest dość popularne w Ameryce Łacińskiej. Do rewizji nawoływała na przykład argentyńska opozycja, ale kiedy doszła do władzy, porozumienia z Rosją nie uległy zmianom". Według słów Iwanowskiego, pomimo konfrontacji między Maduro i opozycją antyrosyjski wątek nie cieszy się w jej środowisku dużą popularnością. Co się tyczy wydobycia ropy w odległych rejonach, zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy prezydenta wychodzą z założenia, że kraj potrzebuje tych czy innych technologii w danej sferze. Żadna strona nie odtrąca od progu rosyjskiej pomocy.

 

Rosyjskim paraolimpijczykom zakazano wspominania na portalach społecznościowych o swoim obywatelstwie.Poza tym sportowcy nie mogą krytykować ani dyskutować o decyzji podjętej przez MKP. Rosyjskim paraolimpijczykom, którzy zostali dopuszczeni do zawodów kwalifikacyjnych do igrzysk w Pjongczangu pod flagą paraolimpijską, zakazano publikowania w serwisach społecznościowych komunikatów nawiązujących do ich obywatelstwa. Poinformowała o tym rosyjskie media starsza trenerka rosyjskiej reprezentacji paraolimpijskiej w biegach narciarskich i biathlonie Irina Gromowa. Rosyjscy narciarze i biathloniści walczący o udział w Igrzyskach Paraolimpijskich 2018 w południowokoreańskim Pjongczangu w ubiegłym tygodniu w kanadyjskim Canmore wypełnili kryteria kwalifikacyjne. Ogółem do igrzysk, które odbędą się w marcu, zostało dopuszczonych 34 rosyjskich sportowców. „Nie możemy wykorzystywać kolorów narodowych, nosić flag, mówić, że jesteśmy z Rosji — poinformowała Gromowa. — Nawet na portalach społecznościowych. Owszem, możemy coś napisać, ale nie możemy dodać flagi. Jednocześnie nie możemy krytykować, dyskutować (o podjętej decyzji)". Trenerka powiedziała, że stosunek wielu zagranicznych sportowców do Rosjan na zawodach zmienił się na gorsze. „Jeśli wcześniej z naszymi sportowcami wszyscy normalnie rozmawiali, to teraz ich po prostu mijają" — podkreśliła.  Rosyjscy sportowcy w związku z dyskwalifikacją Komitetu Paraolimpijskiego Rosji zostali dopuszczeni do zawodów kwalifikacyjnych pod flagą Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego. Kwestia ich udziału w przyszłej Paraolimpiadzie miała zostać rozstrzygnięta 19 grudnia na posiedzeniu komitetu wykonawczego MKP, decyzja będzie ogłoszona trzy dni później.

 

21 grudnia jest w tym roku dniem przesilenia zimowego, to znaczy dniem, kiedy Słońce góruje w zenicie na najniższej wysokości. Przesilenie zimowe to moment, w którym Słońce w swojej wędrówce po ekliptyce osiąga punkt najdalej oddalony na południe od równika niebieskiego. „Wysokość Słońca nad horyzontem na półkuli północnej jest wówczas minimalna, jego dobowa droga krótka, przez co dzień jest maksymalnie skrócony, a na zewnątrz szybko robi się ciemno. Niepomiernie długie stają się w tym okresie noce. I im dalej na północ, tym surowsze panują warunki" — wyjaśnia docent astronomii Północno-Kazachstańskiego Uniwersytetu Państwowego im. Manasza Kozybajewa Andriej Sołodownik w wywiadzie dla Sputnik Kazakhstan. W dzień przesilenia Słońce przez jakiś czas jak gdyby nie zmienia swojego położenia względem równika niebieskiego.  „Kilka dni pod rząd ciągną się jednakowo długie noce, a dnie wydają się krótkie i blade. Oczywiście to tylko właściwość naszej percepcji. Z naukowego punktu widzenia do zmian dochodzi zawsze. Ale trwają one sekundy. A my możemy je dostrzec, kiedy osiągną chociażby minutę. Wtedy właśnie następuje przesilenie. Wiele stuleci temu nasi przodkowie zauważyli że dnia zaczyna przybywać na czwarty-piąty dzień po przesileniu zimowym. Stąd właśnie w kalendarzu zimowym przesilenie zimowe przypada na 25 grudnia" — mówi Sołodownik. Dzień ów obchodzony był tak radośnie i na tak szeroką skalę, bowiem kiedyś był początkiem roku. Taki Nowy Rok obchodziło niegdyś wiele narodów, w tym Słowianie. Nieprzypadkowo chrześcijanie obchodzą Boże Narodzenie właśnie 25 grudnia.

 

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej opublikowała listę filmów, które powalczą o główną nominację do Oscara.Na liście tytułów pretendujących do miana „Najlepszego filmu roku", znalazło się 341 filmów, z których następnie zostanie sporządzona shortlista. Zgodnie z regułami akademii, każdy film musi trwać co najmniej 40 minut i wychodzić na ekrany dowolnego komercyjnego kina przez co najmniej siedem dni. Wśród pretendentów znalazły się amerykańskie filmy „Wonder Woman", „Blade Runner 2049" i „Piraci z Karaibów: Martwi nie snują opowieści", „Uciekaj!", a także „Dunkierka" i „Kingsman: Złoty Krąg". Na ostatecznej liście nominowanych, której wyniki poznamy 23 stycznia 2018 roku, może się znaleźć od pięciu do dziesięciu filmów. Natomiast sama 90. ceremonia wręczenia Oscarów odbędzie się w Los Angeles 4 marca.

 

61-letni Irlandczyk dał się pogrzebać za życia... Co czuje, kiedy kładzie się do trumny i słyszy padający na nią piach, kiedy go zakopują? Dlaczego to robi? Na te i na inne pytania odpowiedź znajdą Państwo w artykule.Dla wielu ludzi nie ma nic straszniejszego, niż zostać pogrzebanym żywcem. U większości z nas na samą tylko myśl o tym po plecach przebiegają ciarki. Do 1934 roku produkowano nawet specjalne, „bezpieczne" trumny, które pozwalały człowiekowi dać sygnał światu zewnętrznemu lub samemu wydostać się na zewnątrz. Pochówku za życia bali się Nikołaj Gogol i Marina Cwietajewa, Arthur Schopenhauer oraz Wilkie Collins. Naukowcy nazywają ten strach tafofobią. Tymczasem gJohn Edwards z własnej woli raz za razem pozwala zakopać się żywcem! Jest to 61-letni  Irlandczyk, pochodzący z Belfastu. Przez ponad 20 lat mężczyzna był alkoholikiem i narkomanem, włóczył się po świecie, niejednokrotnie próbował popełnić samobójstwo, leżał w szpitalach oraz klinikach psychiatrycznych. Wszystko to jednak już od dawna należy do przeszłości i Edwards nie ma już żadnych nałogów.​ Ze śmiercią już od dawna jest za pan brat. Kilka razy ledwo odratowano go po przedawkowaniu narkotyków, chorował na wirusowe zapalenie wątroby typu C, przeżył przeszczep wątroby i dwa razy pokonał raka. Odrzucając stare życie, Irandczyk postanowił poświęcić pozostałe mu lata na pomoc alkoholikom, narkomanom i niedoszłym samobójcom oraz pokazywanie im na własnym przykładzie, że jeszcze nie wszystko stracone. Już od 23 lat Edwards nie wraca do starych nawyków. Przez ten czas odnalazł prawdziwą wiarę, ożenił się, adoptował dziecko, a nawet został dziadkiem. Jednak nie zapomniał, kim był wcześniej. Obecnie John otwiera centra rehabilitacyjne dla osób, które chcą wyjść z uzależnienia. A od czasu do czasu rozmawia z  ofiarami nałogu przez internet, znajdując się w tym czasie w najprawdziwszej… trumnie! Irlandczyk jest grzebany za życia na trzy dni. W trumnie, w której leży znajduje się komputer z dostępem do internetu, nieduża lampa, toaleta chemiczna oraz grzałka, a woda, tlen i jedzenie jest dostarczane mężczyźnie poprzez dwie specjalne rury. Leżąc pod warstwą ziemi John rozmawia z takimi samymi ludźmi, do jakich należał ponad 20 lat temu i próbuje pokazać im, że zawsze istnieje wyjście z sytuacji. Jak mówi Edwards chce w ten sposób uświadomić alkoholikom i narkomanom, którzy nie mają już nadziei, że na grzebanie się za życia jest jeszcze za wcześnie. Oprócz tego John liczy na to, że tego typu akcje nagłośnią jego fundację, a im więcej ludzi zrozumie, jak ważna jest wszelka pomoc osobom, które stoczyły się na samo dno, tym lepiej! Sam Irlandczyk przyznaje, że pierwszy raz bardzo bał się zostać pochowanym za życia, chociaż było to praktycznie „na niby". Tymczasem teraz za każdym razem z radością układa się w trumnie — przecież w taki sposób można pomóc wielu cierpiącym na depresję osobom!  Mogło by się wydawać, że spędzenie trzech dób w trumnie pod ziemią to nic wielkiego. Jednak mało kto zgodziłby się z własnej woli zamknąć w drewnianej skrzyni i słuchać, jak grudy ziemi spadają na trumnę. Aby się na to zdecydować, trzeba być naprawdę odważnym!

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31