Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4286 postów 1949 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Buddyzm nie zabija?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

BUDDYZM (07): Jak zrozumieć i zinterpretować buddyjską przemoc wobec muzułmańskich Rohindżów w Birmie?

Buddyzm jest powszechnie uważany, i nie bez ważnego powodu, za najbardziej pokojową spośród wielkich światowych religii. Podobnie jak inne religie wywodzące się z pnia indyjskiego podkreśla zasadę ahimsy, czyli nie szkodzenia i nie zadawania cierpień innym żywym istotom. Buddyjskie nauki podkreślają również, że przemoc szkodzi duchowo także sprawcy, a nie tylko ofierze. Złośliwe i agresywne myśli, słowa i czyny są przez buddystów uważane za przeszkodę w procesie duchowego rozwoju, na drodze do nirwany, samoświadomości, która jest punktem końcowym wszystkich duchowych przedsięwzięć. Wczesna historia buddyjska zawiera silne przesłania pacyfistyczne. Założyciel wiary, Gautama Siddharta, nazwany Buddą, podobno powstrzymał zbliżającą się wojnę o zaopatrzenie w wodę z rywalizującym klanem Koliya. Po nawróceniu się na buddyzm, indyjski cesarz Aśoka, który rządził południową Azją w trzecim wieku pne, podobno czuł głęboką skruchę z powodu rozlewu krwi, którego dokonał wcześniej w swoim życiu budując i rozszerzając imperium.

Bardziej współczesna historia jest jednak nieco inna. W Azji mnisi buddyjscy byli i są w wielu miejscach na pierwszej linii krwawych konfliktów między społecznościami, głównie jako podżegacze, ale nawet jako uczestnicy. Na celowniku buddyjskich mnichów są zwłaszcza muzułmanie, którzy mają opinię podatnych na fanatyzm i skłonnych do przemocy i którzy wszędzie odznaczają się szczególnie wysoką dzietnością. Na Śri Lance szczególnie gorliwe grupy, takie jak Bodu Bala Sena (Buddyjska Moc Siły), propagowały pogląd, że niewielka tamtejsza społeczność muzułmańska stanowi śmiertelne zagrożenie dla integralności kraju jako narodu stricte buddyjskiego. Muzułmanie bodaj wszędzie, także w konfrontacji z chrześcijanami, hinduistami, a także w Chinach, budza najbardziej ostre reakcje i najwięcej obaw. Jednakże najbardziej twardogłowi buddyjscy mnisi przyjęli także bardzo bojową antytamilską postawę podczas bardzo krwawej i okrutnej wojny domowej na Śri Lance, która zakończyła się w 2009 roku, mimo że Tamile to nie muzułmanie, a hinduiści. W zeszłym miesiącu został aresztowany na wyspie buddyjski mnich oskarżony o atak na ośrodek dla muzułmańskich uchodźców. W ostatnich latach wojujący mnisi atakowali także meczety, muzułmańskie rzeźnie i szkoły koraniczne. Również w Tajlandii mnisi buddyjscy byli ofiarami i bohaterami konfliktu, który szalał w trzech południowych prowincjach, gdzie etnicznie malajska populacja jest głównie muzułmańska. Nie jest też niczym nieznanym, że tamtejsi mnisi często noszą broń pod szatami. Zabicie tam dwóch mnichów w 2004 roku spowodowało eskalację walk miedzy tajską armią rządową a malajskimi irredentystami.

Jednakże szczególnym miejscem, gdzie ostatnio przemoc buddyjska stała się znana jest Mjanma czyli Birma. Mnich o imieniu Ashin Wirathu  (na zdjęciu) stanął tam na czele żądań ostrej reakcji na postrzegane zagrożenie muzułmańskie. Jego organizacja, Ma Ba Tha, została jakoby formalnie zakazana, ale nadal naciska na władze, by podjęły poważniejsze działania przeciwko muzułmanom z ludu Rohindża, których już ponad 600 000 wypędzono do Bangladeszu, skąd wywodzili się ich przodkowie. Ma Ba Tha głosi pogląd, że dominująca większość buddyjska w Birmie jest zagrożona przez mniejszość muzułmańską. Co więcej, twierdzi ona – a wydają się to potwierdzać spekulacje części światowej prasy – że rebelia Rohindżów to wynik międzynarodowej intrygi, inspirowanej z państw Zachodu, a skierowanej przeciwko rosnącej roli Chin, które budując korytarz transportowy przez Birme, z ujściem portowym właśnie na terenie Arakanu, gdzie mieszkają Rohindżowie, chcą powstrzymać chińską ekspansję gospodarczą, co przy okazji krzywdzi Birmę. Stanowisko to jest krytykowane przez niektórych innych buddystów w Azji. Dalajlama, wygnany przez władze Pekinu duchowy przywódca Tybetu, który jednak ma dość powszechnie – nie tylko w Chinach - opinię agenta Zachodu, zgromił swoich współwyznawców za prześladowanie Rohindżów, mówiąc, że powinni "pamiętać o Buddzie". Twierdził, że założyciel ich wiary „na pewno pomógłby tym biednym muzułmanom".

Jak każda inna ważna religia w historii, buddyzm rodzi silne uczucia ochronne wśród swoich wyznawców, zwłaszcza gdy święta historia splata się z historią narodową, tak jak to ma miejsce na Śri Lance. W zbiorowej pamięci buddystów Śri Lanki, początki ich narodu – Syngalezów (Singhala) - są postrzegane jako powiązane z początkiem ich wiary w epoce cesarza Aśoki, jeśli nie wcześniej. Podobnie jest w Birmie lub Tajlandii, gdzie buddyzm jest ważną podstawą narodowej tożsamości. A ilekroć ludzie odczuwają zagrożenie dla swej tożsamości i źródła ich pochodzenia, łatwo ich nakłonić, by zawczasu rozprawili się z tym zagrożeniem reagując z nieproporcjonalną siłą, tak samo jak średniowieczni chrześcijanie, którzy szli na wojnę w krucjatach, kiedy powiedziano im, że zbezczeszczone zostały najświętsze miejsca ich wiary w Jerozolimie. Co więcej, podobnie jak w przypadku każdego rozległego kanonu świętych tekstów i annałów, w tradycji buddyjskiej można też znaleźć uzasadnienie przemocy, przynajmniej w samoobronie. Na przykład średniowieczna Japonia znała buddyjskich mnichów-wojowników. Podobnie było w Chinach (słynny klasztor Szaolin). I nawet Dalajlama zgadza się przecież, że można podjąć ograniczone działania w samoobronie. Kiedyś powiedział, że jeśli ktoś w ciebie wymierzy broń, ty możesz strzelić pierwszy, ale raczej starając się zranić niż zabić. (BJ)

 

Na temat buddyzmu na moim blogu ukazały się jak dotąd następujące pozycje:

01.Wierzyć w Chinach (4.03.2012)

02.Buddyści przeciw muzułmanom (22.09.2013)

03.Buddyzm umiera w Japonii (4.11.2015)

04.Przeoranie tajskiego klasztoru (17.05.2017)

05.Kremacja króla Tajlandii (26.10.2017)

06.Buddyjskie akwarele Mjanmaru (7.11.2017)

07.Buddyzm nie zabija? (20.12.2017)

 

 

KOMENTARZE

  • Budyzm zabija!
    To wielki mit z tym pacyfistycznym przesłaniem buddyzmu i jego pokojową historią.
    Polecam:
    Krwawe dzieje buddyzmu
    https://wolnemedia.net/krwawe-dzieje-buddyzmu/
    "Pogląd, że buddyzm może mieć coś wspólnego z mordami politycznymi, intrygami politycznymi, matkobójstwem, bratobójstwem, dzieciobójstwem, rywalizacją między rodzeństwem o tron, polowaniami na czarownice, inkwizycją, stosowanymi na wielką skalę torturami i ludobójstwem, może wielu ludzi Zachodu szokować. Zaszokował i mnie, kiedy zdałam sobie sprawę, że polityczna historia Tybetu niczym nie różni się od historii innych narodów. Pogląd ukształtowany przez szeroko rozpowszechnioną literaturę buddyjską był czymś, w co chciałam wierzyć."
    "wyznawcy autochtonicznej religii... Dong-ba, byli więzieni i masowo żywcem obdzierani ze skóry przez buddyjskich mnichów a ich skóra była wieszana i suszona na ulicach Lhasy."
  • Buddyzm tak jak wszystkie religie jest religią pokoju
    teoretycznie.Zaś w praktyce jak to w praktyce,różnie bywa.
    Do buddyzmu mam stosunek "osobisty" gdyż był moją nastolatkową fascynacją i gorzkim rozczarowaniem lat dojrzalszych.
    Nic,żadna idea,marzenie,czy jak to nazwać,nie rozczarowało mnie bardziej niż buddyzm.Rozczarowanie kumulowało się proporcjonalnie do ilości informacji na interesujący mnie temat.
    Znamienne jest że informacji czerpanych nie z publikacji krytycznych wobec buddyzmu,a wręcz przeciwnie,tych tworzonych w zachwycie nad tą religią.Dajmy na to tacy " Mistycy i cudotwórcy Tybetu"
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Mistycy_i_cudotw%C3%B3rcy_Tybetu
    publikacja z początku XX w ,jedna z pierwszych przybliżających Europejczykowi buddyjską kulturę Tybetu. Jeśli czytać uważnie i wychwycić to co jest między wierszami,to o czym autorka wcale nie chciała pisać ale napisała mimochodem np opisując tybetańskie legendy,to maluje się dość smutny obraz.
    Jeśli przyjrzeć się wizerunkowi chrześcijańskiego duchownego (lub mnicha) jaki wyłania się z ludowych anegdot,dykteryjek,opowieści,to co widzimy? niestroniącego od napitków i jadła grubasa,czasami rozpustnika i chciwca, ale w sumie dobrodusznego choć nie wolnego od wad osobnika.
    Obraz tybetańskiego mnicha w tamtejszych ludowych opowieściach jest bardzo mroczny a nawet demoniczny."Nieźle" musieli sobie poczynać "dobroduszni lamowie" skoro tak a nie inaczej zapisali się w ludowej twórczości.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930