Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4283 posty 1949 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1099) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Syn byłego przywódcy Libii Muammara Kaddafiego - Sajf al-Islam (Miecz Islamu) zamierza kandydować w wyborach prezydenckich w kraju - poinformował gazetę Egypt Today przywódca plemienia i przedstawiciel rodziny Kaddafich Basem al-Hashimi al-Soul. „Sajf al-Islam będzie kandydować w nadchodzących wyborach prezydenckich, które mogą odbyć się w połowie 2018 roku" — powiedział al-Soul, dodając, że Sajf al-Islam Kaddafi przygotował własny program, który zamierza przedstawić w najbliższym czasie. Wyraził w nim m.in. nadzieję, że ONZ wesprze Libię w dążeniu do stabilności. Do priorytetów programu wyborczego należy zwiększenie bezpieczeństwa we współpracy ze wszystkimi ugrupowaniami w Libii. Wcześniej adwokat rodziny Kaddafich poinformował, że  Sejf al-Islam rozpoczął działalność polityczną na terytorium Libii i dąży do osiągnięcia porozumienia i uregulowania sytuacji w państwie. Libia przeżywa obecnie głęboki kryzys, w kraju powstała dwuwładza — na wschodzie w mieście Tobruk urzęduje wybrany przez naród parlament, a na zachodzie, w stolicy kraju Tripolisie decyzje podejmuje Narodowa Rada Tymczasowa, utworzona przy wsparciu ONZ i UE. Władze we wschodniej części funkcjonują niezależnie od Narodowej Rady Tymczasowej i współpracują z Narodową Armią Wyzwoleńczą, dowodzoną przez marszałka polowego Chalifę Haftara, która już od dawna prowadzi wojnę z islamistami.

 

*  Walka z terroryzmem w Syrii nie ogranicza się do zniszczenia Daeszu  – ona dobiegnie końca, gdy ostatni terrorysta zostanie zlikwidowany bez względu na nazwę organizacji terrorystycznej – powiedział prezydent Syrii Baszar al-Asad. Terroryzm nie ogranicza się do Daesz.  On  jest jedynie jego częścią. I dopóki istnieją organizacje terrorystyczne Daesz, an-Nusra i ugrupowania o innych nazwach, oznacza to, że wciąż jesteśmy w stanie wojny. Tak więc wojna z terroryzmem w Syrii zakończy się, gdy zostanie zabity ostatni terrorysta w Syrii, bez brania pod uwagę nazwy. Wówczas będzie można mówić o realnym zwycięstwie – podkreślił syryjski prezydent.

 

*  Wyścig nuklearny między Rosją, Stanami Zjednoczonymi i Chinami może doprowadzić do nowej zimnej wojny – uważa Dyrektor Wywiadu Narodowego Stanów Zjednoczonych James R. Clapper. Waszyngton, Moskwa i Pekin wprowadzają udoskonalenia techniczne broni jądrowej, co może doprowadzić do nowej zimnej wojny – pisze  The New York Times. „Możemy wejść na inną spiralę rozwoju, przypominającą zimną wojnę” – uprzedził Dyrektor Wywiadu Narodowego James R. Clapper na posiedzeniu Komisji Sił Zbrojnych Senatu Stanów Zjednoczonych, jak poinformowała gazeta. „The New York Times” przytacza jako dowód na wyścig zbrojeń nowe rozwiązania techniczne w zakresie uzbrojenia w tych trzech państwach. Jak pisze gazeta, Chiny testują hipersoniczne aparaty latające. Stany Zjednoczone pracują nad podobnym projektem oraz nad stworzeniem nowych pocisków manewrujących. Modernizują też swoją broń jądrową. Natomiast Rosja wyposaża duże pociski w miniaturowe głowice jądrowe i konstruuje podwodne aparaty bezzałogowe. William J. Perry, sekretarz obrony USA w administracji Billa Clintona, uważa, że przy tworzeniu bardziej kompaktowej broni jądrowej i udoskonalaniu broni niejądrowej jej użycie zaczyna wydawać się nie tak już niemożliwe i zapobieganie eskalacji  napięcia staje się coraz trudniejsze.

 

*Amerykański profesor, ekspert ds. obrony i bezpieczeństwa narodowego Robert Farley w artykule dla „The National Interest” wymienił 5 regionów, w których w 2018 roku hipotetycznie może wybuchnąć III wojna światowa. Światu udało się przetrwać 2017 roku bez powrotu do destrukcyjnych konfliktów z udziałem supermocarstw. W niektórych częściach świata (zwłaszcza w Syrii) napięcie znacznie się zmniejszyło, podczas gdy w innych doszło do jego eskalacji — pisze Farley. Pierwszy krajem na liście profesora jest Korea Północna. Uważa on, że napięcie wokół tego kraju jest najpoważniejszym współczesnym kryzysem politycznym. — Sukcesy Korei Północnej w tworzeniu pocisków balistycznych w połączeniu z brakiem doświadczenia w dyplomacji administracji Trumpa spowodowały wyjątkowo niebezpieczną sytuację — ocenia Farley. Jego zdaniem błędy zarówno ze strony Pjongjang, jak i Waszyngtonu mogą z łatwością doprowadzić do wojny, w którą zostaną wciągnięte Japonia i Chiny. Drugim regionem, w którym może wybuchnąć poważny konflikt, jest Tajwan. Całkiem niedawno chiński dyplomata Li Kexin powiedział, że Pekin „zjednoczy Tajwan" przy pomocy siły militarnej w ten sam dzień, gdy do wyspy przycumują amerykańskie okręty wojenne. Jednocześnie Chiny zwiększają swoją aktywność militarną w regionie, czemu USA wielokrotnie się sprzeciwiały. Ponadto Waszyngton dostarcza coraz więcej broni Tajwanowi.  Relacje, które wymagają przewidywalności i ostrożności dyplomatycznej, tacy ważni gracze, jak Chiny i USA , są najwyraźniej gotowi wymienić na niepewność, która może doprowadzić do destrukcyjnego konfliktu — pisze Farley. Kolejna jest Ukraina, gdzie — jak podkreśla autor — sytuacja jest nadal napięta — rozejm na wschodzie kraju jest ciągle naruszany, a protesty w Kijowie i „dzika historia" wokół Michaiła Saakaszwilego stawiają pod znakiem zapytania stabilność aktualnego ukraińskiego rządu. Zdaniem Farleya rozpad ukraińskiego rządu może doprowadzić do nasilenia się kryzysu — do władzy może dojść skrajna prawica, za rządów której konflikt w Donbasie może wybuchnąć z nową siłą. Profesor rozważa też scenariusz, w którym Moskwa jakoby zwiększa swoją obecność na Ukrainie, jeśli dojdzie do załamania się  władzy, co z kolei może doprowadzić do zakrojonego na wielką skalę konfliktu militarnego między Rosją a Zachodem. Czwartym regionem jest południowa flanka NATO, czyli Turcja. Zdaniem Farleya oziębienie relacji między Turcją a UE i USA oraz jej zbliżenie z Moskwą zapowiadają zmianę równowagi sił w regionie. Ani Turcja, ani Rosja, ani USA nie uważają, że wojna jest rozumnym sposobem rozwiązywania aktualnej sytuacji dyplomatycznej, twierdzi ekspert. Jednak zachwianie równowagi sił może wpłynąć na to, jak będą rozwijać się wydarzenia w Syrii, Iraku, Iranie, na Bałkanach i Kaukazie. Profesor podkreśla, że w tym regionie już wcześniej dochodziło do konfliktów, ale nie przekształciły się one w wojny światowe. — Jednak Rijad dał jasno do zrozumienia, że gotów jest budować koalicję dyplomatyczną i militarną przeciwko Iranowi. Dopuszcza też udział w niej Izraela. W kontekście tego, jak Rosja znowu broni swojej pozycji w regionie, z łatwością można sobie wyobrazić, jak wszystko to przekształca się w konfrontację między supermocarstwami — podsumowuje autor.    

 

* Rosja to „mocarstwo rewizjonistyczne”. Ten termin, wykorzystywany w nowej strategii bezpieczeństwa narodowego USA, dotyczy Rosji i Chin – powiedział wysoko postawiony przedstawiciel amerykańskiej administracji. Termin „mocarstwo rewizjonistyczne”  dotyczy tych państw, które starają się zmienić status quo – wyjaśnił, dodając, że „Rosja dokonała inwazji na Ukrainę i Gruzję”. Według niego z tym, że te działania Moskwy mają na celu zmianę status quo w Europie, „zgodzi się większość ludzi”. Ponadto Rosja wielokrotnie odrzucała zachodnie oskarżenia o ingerencję w sprawy sąsiednich państw. Chiny również starają się zmienić status quo, zwykle metodami wojskowymi – dodał urzędnik. Według jego słów chodzi o militaryzację Morza Południowochińskiego. Stany Zjednoczone twierdzą, że Chiny budują sztuczne wyspy, przekształcając je w obiekty wojskowe i w taki sposób rozszerzają swoje wody terytorialne. Pekin odrzuca oskarżenia Waszyngtonu. Amerykański urzędnika zauważył, że, oprócz „rewizjonistów”, USA zagrażają państwa outsiderzy i międzynarodowe organizacje terrorystyczne. Nowa strategia nie przewiduje ataku prewencyjnego, choć Waszyngton pozostawia sobie prawo do obrony swoich interesów. Biały Dom przedstawi nową strategię bezpieczeństwa narodowego w poniedziałek. Z tej okazji wygłosi przemówienie prezydent Donald Trump.

 

* Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg oraz… aktorka Angelina Jolie połączyli siły w celu przeprojektowania dowodzonej przez Stany Zjednoczone koalicji według postępowego modelu polityki gender, tak aby stała się ona „czołowym obrońcą” praw kobiet.Ich artykuł opublikowany w „The Guardian” pod tytułem „Dlaczego NATO musi bronić praw kobiet” został przedstawiony jako wspólna misja, której celem jest zabezpieczenie „podstawowej obietnicy Kart Narodów Zjednoczonych jaką są równe prawa dla kobiet”. Twierdząc, że NATO zostało powołane w celu obrony „wolności wszystkich ludzi” autorzy zapewniają, że przez 70-lat dowodzona przez USA koalicja walczyła o „obronę demokracji, wolności jednostki, rządów prawa oraz Karty Narodów Zjednoczonych”. Według artykułu Stoltenberga i Jolie przemoc seksualna jest „jednym z podstawowych przyczyn” ucisku kobiet, a to „sprawia, że w większości przypadków większe niebezpieczeństwo w strefie konfliktu czeka kobietę niż żołnierza”. Oboje stwierdzają również, że „zakończenie przemocy na tle płciowym kluczowym zagadnieniem dla pokoju i bezpieczeństwa oraz sprawiedliwości społecznej” oraz, że „NATO może być liderem na tym polu”. Sojusz Północnoatlantycki zamierza włączyć „kwestie równości w swoje strategiczne koncepcje”, wzmocnić „kulturę integracji kobiet w organizacji, wliczając w to stanowiska przywódcze”, promować „role kobiet w wojsku” oraz wysłać „doradców ds. równości do lokalnych społeczności”. Autorzy artykułu jako główne cele genderowej krucjaty obrali Syrię oraz Ukrainę. Znamiennym jest fakt, że NATO różnymi kanałami wspierało szczurze grupy w Syrii, w szeregach których często znajdowali się wahabiccy fundamentaliści, nie słynący bynajmniej z otwartości na kwestie „równości płci”.

 

* Pentagon zdementował informacje o wzięciu do niewoli przywódcy „Państwa Islamskiego". Dowództwo operacji „Inherent Resolve" (CJTF-OIR) międzynarodowej koalicji pod dowództwem USA zdementowało doniesienia o wzięciu do niewoli lidera „Państwa Islamskiego" Abu Bakra al-Baghdadiego.  „Koalicja nie dysponuje jeszcze informacją o miejscu przebywania terrorysty znanego jako Abu Bakr al-Baghdadi. Możecie być Państwo pewni, że gdybyśmy wiedzieli, gdzie się znajduje, już dawno byłyby martwy albo przebywałby w więzieniu" — oświadczył Pentagon. Amerykański resort obrony podkreślił, że jeśli przywódca „Państwa Islamskiego" zostałby schwytany, „wspólnota międzynarodowa zostałaby o tym poinformowana". Wczoraj turecka gazeta Yeni Şafak  podała, że amerykańscy wojskowi złapali lidera terrorystycznego ugrupowania „Państwo Islamskie" Abu Bakra al.-Baghdadiego i trzymają go w bazie wojskowej. Gazeta napisała, że poza Baghdadim wojskowi schwytali kolejnych siedmiu przywódców PI. Rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow oświadczył, że Kreml nie dysponuje informcją o tym, że Amerykanie złapali przywódcę PI.

 

* Stosunki między Unią Europejską i Polską mogą doprowadzić do PolExitu, jeśli władze kraju będą kontynuować antyeuropejską politykę - uważa były szef MSZ Polski Radosław Sikorski. Według słów byłego szefa dyplomacji partia rządząca „Prawo i Sprawiedliwość" nie sięgała w czasie kampanii przedwyborczej po antyeuropejskie hasła, z którymi dziś się nie rozstaje. „I teraz pytanie, czy to (zwycięstwo PiS — red.) zostanie powtórzone, to znaczy, czy Polacy zaaprobują tę antyeuropejską politykę" — powiedział Sikorski na antenie radia Zet. „(…) i to się może skończyć PolExitem, a w każdym razie wypychaniem nas do przedsionka, w którym jesteśmy formalnie członkiem UE, ale prawdziwe decyzje zapadają w grupie euro i nie tylko" — oświadczył Sikorski. Polska regularnie powraca do kwestii wystąpienia z Unii Europejskiej w kontekście reform krytykowanych przez instytucje europejskie, odmowy przyjmowania migrantów i krytycznego stosunku do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który wcześniej zajmował stanowisko premiera Polski i jest współzałożycielem największej partii opozycyjnej w kraju.

 

* Urząd kanclerza Austrii objął dziś były szef MSZ republiki Sebastian Kurz. Zaprzysiężenie nowego rządu koalicyjnego odbyło się w pałacu Hofburg — podaje RIA Novosti. Były minister spraw zagranicznych Austrii, obecny przewodniczący OBWE i lider Austriackiej Partii Ludowej 31-letni Sebastian Kurz po jej zwycięstwie w przedterminowych wyborach parlamentarnych stał się najmłodszym kanclerzem w historii republiki.  Młody konserwatysta ma za sobą 12-letnią karierę polityczną. Konsekwentnie wzywa do pokoju i współpracy, podbija państwo, a w perspektywie — Europę. Poinformowano także, że prezydent Austrii Alexander Van der Bellen przyjął przysięgę od nowego rządu koalicyjnego republiki składającego się z konserwatystów i prawicy. Przypomnijmy, że partia Kurza odniosła zwycięstwo w październikowych wyborach. Austriacka Partia Ludowa i Wolnościowa Partia Austrii wcześniej porozumiały się w sprawie utworzenia rządu koalicyjnego. Sama partia pokłada w młodym kanclerzu duże nadzieje. Były wicekanclerz Austrii i były przewodniczący Austriackiej Partii Ludowej Erhard Busek nazywa go „wunderkindem — talentem w komunikacji". „W porównaniu do polityków… był świeży, komunikatywny i empatyczny. Kurz zaprezentował koncepcję odnowienia (nowe mandaty, mniej dyskusji w partii) i teraz została wcielona w życie" — wyjaśnił Busek. Według niego nowy kanclerz również w przyszłości nie powinien zwalniać tempa i osiągać sukces, jeśli zamierza zająć stabilną pozycję w Europie. Tak jak wielu Austriaków uważa, że kraj w ogólnym zarysie i zwłaszcza jego kierownictwo żywotnie potrzebują „świeżej krwi" i odnowienia. Jedną z widocznych zmian wprowadzonych przez Kurza jest zamiana podczas ostatniej kampanii bazowego czarnego koloru partii na przyjaźniejszy turkusowy. 

 

* W sobotnim wydaniu Helsingin Sanomat został zamieszczony artykuł pod tytułem „Tajne miejsce Finlandii". W artykule jest mowa o instytucji wywiadu w mieście Tikkakoski w centralnej części kraju, która szpieguje rosyjskie siły zbrojne na terytorium byłego Leningradzkiego Okręgu Wojskowego. Dziś poinformowano, że policja przeszukała dom dziennikarki gazety Helsingin Sanomat Laury Halminen — jednego z autorów głośnego śledztwa dotyczącego wywiadu wojskowego Finlandii. Dziekan wydziału socjologii i politologii Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Rosji, politolog Aleksander Szatiłow na antenie radia Sputnik wyraził opinię, że Finlandia prowadzi obecnie dość sprzeczną politykę wobec Rosji. „Jeśli chodzi o stosunki Federacji Rosyjskiej i Finlandii, to w ostatnim czasie charakteryzują się one pewną sprzecznością. Z jednej strony Finlandia do tej pory nie jest członkiem NATO, ogólnie rzecz biorąc stara się utrzymywać dość konstruktywne stosunki gospodarcze z Rosją. Jednak z drugiej strony wzrosła tam obecnie rola antyrosyjskiego lobby, przede wszystkim w bloku siłowym, wśród biurokracji wyższego szczebla. Finlandia staje się obecnie państwem, które chłodno traktuje Rosję, ponieważ pomimo postępu i współpracy w określonych sferach orientuje się bardziej na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Tak więc fińska elita w ostatnim czasie coraz bardziej demonstruje zachodni wektor swoich priorytetów. I właśnie w ramach tych (prozachodnich nastrojów — red.) prowadzona jest obserwacja Rosji. Sądzę jednak, że ten «skandal szpiegowski» nie wpłynie kardynalnie na stosunki dwóch państw, jednak, jak to się mówi, niesmak pozostanie" — powiedział Aleksander Szatiłow.

 

* Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Integracji Europejskiej Mołdawii odwołało na konsultacje ambasadora republiki w Rosji Andrieja Negucę. W związku z przypadkami prześladowania  i zastraszania przez rosyjskie organy urzędników i działaczy politycznych Republiki Mołdawii, ich nasileniem się w ostatnim czasie i brakiem reakcji na wielokrotne oficjalne wnioski mołdawskich władz w sprawie tych przypadków MSZIE postanowiło odwołać ambasadora Andrieja Negucę na konsultacje na czas nieokreślony" — czytamy w opublikowanym dzisiaj komunikacie resortu. 

 

* Były pracownik departamentu stanu Stanów Zjednoczonych i publicysta „The Nation” James Carden przeanalizował publikacje w renomowanych mediach zachodnich i odkrył, że przy opisywaniu Rosji nie przestrzegają one „podstawowych standardów dziennikarstwa. Według jego słów, dla nikogo nie jest tajemnicą, że w USA nieudowodnione oskarżenia pod adresem rosyjskiego rządu i prezydenta w ostatnich latach zamieniły się w „kwitnący przemysł medialny”.  Według słów publicysty „The Nation”, w połowie czerwca dziennikarka „The Washington Post” Ellen Nakashima opublikowała to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się ekskluzywem, prawdziwym hitem. Mowa o reportażu, w którym opowiada się o włamaniu do sieci komputerowej Komitetu Narodowego Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych jakoby dokonanego przez  rosyjskich hakerów. Dziennikarka pisała, że przeniknęli oni do bazy danych i ukradli dokumenty demokratów „z hakami” na Trumpa, przypomina Carden. Oczywiście, amerykańskie media aktywnie „rozkręciły” historię z „rosyjskimi hakerami”. Niektóre poszły jeszcze dalej, na przykład „The New York Observer” kilka dni później wypuścił informację, jakoby grupa hakerów Państwa Islamskiego także pracowała dla Rosji. Na tym amerykańskie media nie poprzestały. Prowadząca telewizji MSNBC Rachel Maddow postanowiła wziąć udział w atakach i urządziła tyradę o tym, jakoby za hakerami stoi osobiście rosyjski prezydent. Carden zauważa, że nawet w pierwszym materiale z „The Washington Post” takiej informacji nie było. Oprócz historii z hakerami gazeta „The Washington Post” publikowała jeden artykuł za drugim na temat tego, że kandydat na prezydenta USA Donald Trump jest jakoby przybliżony do Kremla, odnotowuje Carden. Autor jednego z materiałów, jak pisze Carden, rozważa, na ile „ciekawym aspektem” kampanii Trumpa są ciepłe stosunki wobec Rosji, uwzględniając, że w amerykańskich kręgach politycznych jakoby dominuje stosunek do Putina „jako wygnańca”. Jak to twierdzenie ma się do ciągłych spotkań rosyjskiego prezydenta z szefem departamentu stanu Johnem Kerry’m i jego telefonicznymi rozmowami z prezydentem Stanów Zjednoczonych Barackiem Obamą, tego już nie wyjaśniono, zauważa Carden.  Oczywiście, „The Washington Post” to nie jedyna gazeta, która publikuje nieuzasadnione i sensacyjne informacje o Rosji, pisze publicysta „The Nation”. Za najgłupszy przykład uważa on artykuł z brytyjskiej „The Telegraph”, którego autor twierdzi, że Kreml jakoby związany jest z piłkarskimi kibolami, których celem było osiągnięcie dyskwalifikacji reprezentacji Wielkiej Brytanii na Euro-2016, aby w ten sposób dolać oliwy do ognia Brexitu. Autorzy nie podali ani jednego dowodu na to, że Moskwa brała udział w „organizacji” zamieszek piłkarskich w Lille, które, jak zauważa Carden, w rzeczywistości zaszły głównie z „angielskiej przyczyny”.  Jeszcze zanim wyniki brytyjskiego referendum zostały opublikowane, dziennikarze zaczęli pisać o związkach Putina z Brexitem. Kiedy o wynikach głosowania było wiadomo, takie gazety jak „The Guardian” zaczłęy pisać o tym, na ile Unia Europejska bez Wielkiej Brytanii jest na rękę rosyjskiemu prezydentowi, przy tym Putin nie raz oświadczał o swojej neutralności w kwestii Brexit, wyjaśnia Carden. Dezinformacja zachodnich mediów uniemożliwia jakiekolwiek zniżenie napięcia w stosunkach pomiędzy USA i Rosją. Europejczykom i Amerykanom potrzebne są bardziej konkretne informacje o Rosji, nawet jeśli nie będą sensacyjne, uważa publicysta „The Nation” James Carden. 

 

* Przekazanie stronie rosyjskiej informacji o szykowanym zamachu w Petersburgu jest wzorcowym przykładem współpracy między USA i Rosją w zakresie walki z terroryzmem - oświadczył dziennikarzom rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow.  „Służby specjalne naszych państw sporadycznie wchodzą między sobą w dialog. W danym przypadku otrzymaliśmy nader owocną informację, która pomogła ocalić życie tysiącom ludzi. Nie może to nie budzić satysfakcji, uczucia wdzięczności i nie może nie przedstawiać sobą wzorcowego przykładu dwustronnej współpracy w sferze walki z terroryzmem. Właśnie do takich standardów współpracy powinniśmy dążyć, one powinny zadawać ton naszym relacjom" — powiedział Pieskow.

 

*  Kilkudziesięciu policjantów ucierpiało w wyniku starć, do których doszło w niedzielę w Kijowie, gdy zwolennicy b. prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego próbowali zająć jeden z budynków w centrum miasta, by przeznaczyć go na sztab antyrządowych protestów. Saakaszwili, skonfliktowany z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, stoi obecnie na czele opozycyjnej partii Ruch Nowych Sił i domaga się ustąpienia szefa państwa. W niedzielę zwołał kolejny marsz z żądaniem impeachmentu Poroszenki. Uczestniczyło w nim kilka tysięcy osób. Gdy demonstrujący doszli do centralnego placu Kijowa, Majdanu Niepodległości, kilkaset osób ruszyło na znajdujący się w pobliżu Pałac Październikowy. Stało się to po tym, gdy Saakaszwili oświadczył, że ten budynek będzie sztabem koordynacyjnym jego akcji. Pałac Październikowy pełni funkcję domu kultury i sali koncertowej. Kiedy Saakaszwili i jego zwolennicy próbowali wejść do środka, drogę zagrodzili im policjanci i żołnierze Gwardii Narodowej MSW. Policjanci bronili się przed napierającym tłumem, m.in. używając gaśnic. Policja oświadczyła, że demonstranci użyli jakiegoś nieznanego gazu, w wyniku czego 32 policjantów i gwardzistów trafiło do szpitala. W czasie, gdy doszło do starć, w Pałacu Październikowym odbywał się koncert. Na widowni było kilkaset osób, w tym dzieci. Saakaszwili oświadczył później, że jego zwolennicy nie chcieli zająć całego budynku, a jedynie dwa pomieszczenia, które nie są wykorzystywane. Saakaszwili, który wrócił następnie na scenę na Majdanie Niepodległości, zapewnił, że jest przeciwnikiem przemocy. "Nie toleruję jakiejkolwiek przemocy. Nasza droga jest drogą pokojową” - powiedział. Wieczorem przed pałacem panował spokój. W sobotę były prezydent Gruzji oświadczył, że gotów jest rozmawiać Poroszenką o pokojowym odsunięciu od władzy oligarchów. Saakaszwili ocenił, że rozbieżności w ukraińskiej polityce są na rękę prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi. Oświadczył też, że jego partia domaga się zdecydowanej walki z korupcją, wstrzymania represji politycznych, dymisji prokuratora generalnego Jurija Łucenki oraz stworzenia prawnych podstaw dla impeachmentu prezydenta. W piątek prokurator Łucenko powiedział, że Ukraina prawdopodobnie zdecyduje się na ekstradycję Saakaszwilego. Jego wydania domaga się Gruzja, gdzie postawiono mu zarzuty nadużycia władzy i zastosowanie nadmiernej siły wobec uczestników protestów w Tbilisi w listopadzie 2007 roku przeciwko ówczesnym władzom. Ukraińskie władze prowadzą przeciw Saakaszwilemu postępowanie, w którym jest on podejrzany o przyjmowanie pieniędzy od otoczenia obalonego w 2014 roku prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i wykorzystywanie ich do organizowania demonstracji antyrządowych. Saakaszwili zaprzecza tym oskarżeniom. 8 grudnia został zatrzymany, ale sąd rejonowy w Kijowie nie zgodził się na osadzenie go w areszcie domowym. Były prezydent Gruzji w 2015 roku otrzymał od Poroszenki obywatelstwo ukraińskie i został mianowany gubernatorem obwodu odeskiego na południu kraju. W 2016 roku oskarżył szefa państwa o popieranie klanów korupcyjnych i ustąpił ze stanowiska. Gdy Poroszenko pozbawił go obywatelstwa, Saakaszwili założył Ruch Nowych Sił, wraz z którym domaga się ustąpienia prezydenta Ukrainy.

 

* Kijów twierdzi, że powstańcy z proklamowanych w trybie jednostronnym republik Donbasu mogą rozpocząć ofensywę wzdłuż całej linii demarkacyjnej. Powołując się na dane wywiadu, podaje biuro prasowe sztabu operacji antyterrorystycznej na Facebooku. „Wróg zamierza między innymi zaktywizować pracę swoich grup dywersyjno-zwiadowczych w obiektach wojskowych  Sił Zbrojnych Ukrainy, obiektach infrastruktury energetycznej i transportowej, zwiększyć częstotliwość ostrzałów prowokacyjnych naszych pozycji i zamieszkałych obszarów w pobliżu linii demarkacyjnej” — czytamy w publikacji. W sztabie operacji terrorystycznej uważają, że te plany są związane z zamiarem cofnięcia rosyjskich oficerów z Wspólnego Centrum Koordynacji i Kontroli nad zawieszeniem broni na południowym wschodzie Ukrainy przez Ministerstwo Obrony Rosji. Jak podała agencja RIA Novosti, opuszczą centrum do 25 grudnia. Poza tym Kijów uważa, że celem ataków może być dyskredytacja Sił Zbrojnych Ukrainy w oczach mieszkańców, przedstawicieli organizacji międzynarodowych i dziennikarzy.

 

* Przedstawiciele Rosji we Wspólnym Centrum Kontroli i Koordynacji Rozejmu i Stabilizacji Linii Rozgraniczenia Stron opuszczą terytorium Ukrainy 19 grudnia - czytamy w komunikacie Departamentu Informacji i Prasy MSZ Rosji. Resort przekazał, że strona ukraińska świadomie stwarzała napiętą atmosferę moralno-psychologiczną wobec rosyjskich wojskowych wchodzących w skład centrum i utrudniała im pełnienie obowiązków służbowych. Czytamy też, z dniem 1 stycznia 2018 roku Kijów planuje wprowadzić nowe zasady wjazdowe i wyjazdowe wobec rosyjskich obywateli, w ramach których zostaną zobowiązani do uprzedniego przekazywania szczegółowych danych personalnych ukraińskim władzom. Rosyjskie MSZ podkreśliło, iż zasady te są nie do przyjęcia dla rosyjskich wojskowych. „W takich warunkach dalsza praca przedstawicieli rosyjskich sił zbrojnych we wspólnym centrum kontroli stała się niemożliwa. 19 grudnia 2017 roku wchodzący w skład centrum rosyjscy oficerowie opuszczą terytorium Ukrainy. Poinformowaliśmy już naszych zagranicznych partnerów o tym wymuszonym kroku, podkreślając, że cała odpowiedzialność za możliwe następstwa spoczywa na stronie ukraińskiej" — oświadczył rosyjski resort. Wcześniej Kijów nie udzielił rosyjskim obserwatorom gwarancji bezpieczeństwa dla przekraczania linii rozgraniczającej strony konfliktu.

 

* 18 grudnia rząd Kambodży kierowany przez Hun Sena, najdłużej urzędującego premiera na świecie,  zamknął 330 gazet i czasopism. Jak wyjaśniono, było to konieczne ze względu na „niewłaściwe wykorzystywanie środków masowego przekazu”. Dzisiaj zamykamy 330 nieaktywnych gazet i czasopism, ale pozostaje 388 funkcjonujących dzienników, 207 czasopism i 25 biuletynów. – napisał w oświadczeniu minister informacji Kieu Kanharith. Według Phosa Sovanna, dyrektora generalnego w ministerstwie informacji, żadna redakcja nie złożyła skargi na decyzję ministerstwa. Część z dzienników i czasopism będzie się ukazywać tylko w wersji internetowej. Kambodża w tzw. „Światowym Rankingu Wolności Prasy” za rok 2017 została sklasyfikowana na 132 miejscu wśród 180 państw. Wcześniej, w 2016 r., organizacja „Reporterzy bez Granic” skarżyła się na „wrogość rządu wobec niezależnych mediów”. Zagraniczne media wiążą tę decyzję z delegalizacja opozycji politycznej , jaka niedawno miała miejsce w Kambodży.

 

* Prezydent Filipin Rodrigo Duterte oświadczył, że zmienił swój pogląd w sprawach natury seksualnej i odtąd występuje w obronie małżeństw homoseksualnych. Taką informację Duterte przekazał na zebraniu wspólnoty LGBT w swoim rodzimym mieście Davao - podaje New York Post. Duterte na tyle zmienił swoje poglądy, że jest gotów wprowadzić konieczne zmiany w Kodeksie Rodzinnym Filipin. „Po co narzucać moralność, która już nie działa?" — zapytał prezydent i dodał, że nie ma nic przeciwko małżeństwom jednopłciowym, „jeśli to współczesna tendencja".  „Jeśli macie być szczęśliwsi, ja jestem za" — zauważył Duterte. Szef państwa zaproponował także zebranym wyłonienie kandydata, który będzie reprezentować ich interesy w rządzie. The Telegraph przypomina, że wcześniej Duterte słynął w lokalnych mediach ze zdecydowanego sprzeciwu wobec małżeństw jednopłciowych i mówił, że na Filipinach za małżeństwo można uznać jedynie związek mężczyzny i kobiety. Według informacji Inquirer prezydent przyznał, że wśród jego krewnych są homoseksualiści. Ponadto Duterte zażartował, że on też myślał, czy nie zostać biseksualistą. Prezydent Filipin jest znany ze swoich skandalicznych wypowiedzi. W listopadzie tego roku przyznał, że jako nastolatek zabił człowieka w czasie bójki. Według słów filipińskiego lidera zdarzyło mu się to w wieku 16 lat. W 2015 roku Duterte przyznawał się też do zabójstwa człowieka w czasie bójki na plaży. Szef państwa klął się, że będzie zabijać urzędników zamieszanych w handel narkotykami, i zagroził, że będzie zjadał wątroby ekstremistów z grupy Abu Sajjafa.

 

* Departament Stanu USA wyraził zaniepokojenie w związku z realizacją rosyjskich projektów gazowych w Europie. Amerykańscy dyplomaci uważają, że „Gazociąg Północny 2” i „Turecki Potok” pozwolą Rosji zwiększyć swoją dominację na rynkach energetycznych europejskich krajów, co doprowadzi do obniżenia niezależności energetycznej Europy, powiedziała rzeczniczka amerykańskiego resortu polityki zagranicznej Heather Nauert.  „Wierzymy, że «Gazociąg Północny 2» i «Turecki Potok» przyczynią się do wzmocnienia dominacji Rosji w Europie i obniżenia niezależności energetycznej Europy” — powiedziała. Rzeczniczka Departamentu Stanu wyraziła także opinię, że realizacja tych projektów gazowych „pozwoli Rosji podważyć pozycję Ukrainy” poprzez zmniejszenie dostaw paliw do Europy przez ten kraj. Wyraziła również obawy, że po zakończeniu „Gazociągu Północnego 2” Rosja skoncentruje w jednym kierunku około 75% całkowitej wielkości importu gazu do Europy. Projekt gazowy wart 9,5 miliarda euro zakłada budowę dwóch nitek gazociągu z Rosji do wybrzeża Niemiec tranzytem przez Morze Bałtyckie. Całkowita przepustowość wynosi 55 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Ten rurociąg zostanie ułożony obok już istniejącego „Gazociągu Północnego”. Morska część gazociągu będzie przechodzić przez wody terytorialne i wyłączne strefy ekonomicznej Rosji, Danii, Niemiec, Szwecji i Finlandii. Szereg państw, w tym Ukraina i Stany Zjednoczone, sprzeciwia się realizacji projektu. Ukraińskie władze obawiają się, że budowa „Gazociągu Północnego — 2” doprowadzi do utraty przychodów za tranzyt rosyjskiego gazu, a Stany Zjednoczone zamierzają dostarczać do Europy skroplony gaz ziemny. Wcześniej duńskie władze zatwierdziły projekt ustawy umożliwiający zakaz układania  „Gazociągu Północnego 2”. Gazociąg „Turecki Potok” również przewiduje budowę dwóch nitek o przepustowości po 15,75 miliarda metrów sześciennych każda. Pierwsza nitka, która ma zostać uruchomiona w 2018 roku, przeznaczona jest dla dostaw gazu do Turcji przez Morze Czarne. Drugą nitką będzie transportowane „niebieskie paliwo” do krajów Europy Południowej i Południowo-Wschodniej. Oczekuje się, że budowa drugiej nitki zostanie ukończona w 2019 roku.

 

* Nowy szef  rządu polskiego Mateusz Morawiecki uważa projekt budowy gazociągu Nord Stream-2 za szkodliwą inicjatywę zagrażającą bezpieczeństwu Europy Środkowej. Taką informację Morawiecki przekazał w poniedziałek w wywiadzie dla radia Szczecin. „Uważamy, że Nord Stream 2 jest projektem bardzo szkodliwym, projektem, który zagraża bezpieczeństwu Europy Środkowej. Projektem, który może być wręcz zabójczy dla Ukrainy, dla naszego bezpośredniego sąsiada, ponieważ w momencie zupełnego wyłączenia Ukrainy z tranzytu gazu, nic nie będzie stało na przeszkodzie, żeby destabilizować sytuację na Ukrainie jeszcze bardziej" — twierdzi Morawiecki. Jego zdaniem Gazociąg Północny-2 jest projektem, który jednocześnie wiąże bardzo mocno Niemcy z Rosją i projektem, który powoduje, że Polska znowu będzie narażona na dyktat ze strony Rosji, ze strony Gazpromu — wyjaśnił polski premier i w tym kontekście podkreślił, jak istotną rolę odgrywa w państwie terminal gazu ciekłego w Świnoujściu oraz rozmowy w sprawie budowy gazociągu Baltic Pipe, który ma połączyć terytorium Polski z norweskim szelfem. Gazociąg Północny-2 ma zostać dopuszczony do eksploatacji pod koniec 2019 roku. Magistrala ma biec dnem Morza Bałtyckiego i połączyć Rosję i Niemcy. Roczna moc przesyłowa każdej z dwóch nitek ma wynieść 27,5 mld m3. Nowy gazociąg ma biec obok już istniejącego gazociągu Nord Stream-1. Na sfinansowanie projektu potrzeba było 8 mld euro, a łączna suma projektu obejmująca koszty finansowania oceniana jest na 9,9 mld euro. W celu zaprojektowania, budowy i eksploatacji gazociągu utworzono szwajcarską spółkę Nord Stream 2 AG, której jedynym udziałowcem jest obecnie Gazprom.

 

* Projekt „Gazociąg Północny” utrudnia stworzenie jednolitego rynku energetycznego w Europie i jest geopolityczny, oświadczyli w środę amerykańscy eksperci na konferencji w Waszyngtonie. Stany Zjednoczone mają własne interesy na rynku energetycznym w Europie. Wcześniej premier Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział, że niektóre przepisy dotyczące sankcji wobec Rosji ze strony Stanów Zjednoczonych skierowane są na promowanie amerykańskiego LNG na europejskim rynku.  „Gazociąg Północny” komplikuje stworzenie jednolitego rynku energii w Europie” — powiedział Matthew Bryza, który w latach 2005-2009 zajmował stanowisko zastępcy asystenta sekretarza stanu ds. Europy i Eurazji.Bryza zauważył, że sami Europejczycy przyznali, że „gazowy rynek to rosyjska zabawka”. Były zastępca asystenta sekretarza obrony USA ds. Federacji Rosyjskiej, Ukrainy i Eurazji Michael Carpenter przypomniał, że „kanclerz Niemiec Angela Merkel nazwała «Gazociąg Północny» projektem komercyjnym”. „Być może tak jest, ale jest to także projekt geopolityczny” — powiedział. Carpenter zapewnił, że Rosja ma wystarczająco możliwości dostaw gazu do Europy i bez tego projektu.

 

* Budowa gazociągu Turecki Potok jest projektem zarówno geopolitycznym, jak i ekonomicznym, powiedział w czwartek były zastępca asystenta sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji Matthew Bryza. „Uważam, że jest to projekt geopolityczny, ale także ekonomiczny” — powiedział Bryza, który w ostatnich latach pracował w Stambule. Jego zdaniem „Turcja ma wiele powodów geopolitycznych” do realizacji tego projektu. „Rząd Turcji chce mieć dobre stosunki z Rosją, a z punktu widzenia Ankary projekt ten pomaga uszczęśliwić Rosję” — powiedział ekspert. Uważa również, że „dla Turcji jest to okazja do zwiększenia ilości dostaw gazu, jednak cena paliwa jest dość wysoka, dlatego Ankara musi zdywersyfikować swoje źródła energii”. Bryza wyraził przekonanie, że „z punktu widzenia Rosji Turecki Potok pozwoli w ciągu kilku lat odrzucić płacenie Ukrainie  za tranzyt gazu do Europy i zaoszczędzić miliardy dolarów”. Jego zdaniem „świadczy to o tym, że projekt ten jest ekonomiczny, choć być może nie najlepszy z komercyjnego punktu widzenia”.

 

* „Poziom gazyfikacji krajów bałkańskich, a zwłaszcza Serbii, nie przekracza 20%, podczas gdy w Europie Zachodniej wynosi 100%. Dlatego Belgrad musi walczyć o swoje interesy w tej sferze, pomimo sprzeciwu Waszyngtonu i Brukseli”.  Tak komentuje nadchodzącą wizytę prezydenta Serbii Aleksandara Vučicia w Moskwie (18-20 grudnia) były dyplomata, autor książki „Era rosyjskiego gazu” Srecko Djukic. Prezydenci Putin i Vučić mają omówić kwestię gazową, w tym Turecki Potok. Stanowisko Moskwy jest jasne: chce, aby gaz popłynął do Europy i do nas, ale woli dogadać się z Brukselą, z UE, a nie z poszczególnymi państwami. Jeśli Unia Europejska się zgodzi, być może rozpocznie się budowa drugiej nitki Tureckiego Potoku o mocy przesyłowej 15 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Wystarczyłoby to nam na Bałkanach w najbliższej przyszłości. Musimy przekonać Brukselę (do tego projektu), ale ona wciąż milczy – powiedział Djukic. Jak dodał, obawia się o przyszłość  Tureckiego Potoku, jeśli dołączy do niego Bułgaria. Chodzi o to, że Sofia pod presją amerykańskich i niektórych europejskich dyplomatów kilka razy przeszkadzała w realizacji rosyjskich projektów energetycznych (przede wszystkim Gazociągu Południowego). Jego zdaniem nadal w Europie nie ma alternatywy dla rosyjskiego gazu: amerykański gaz łupkowy jest zbyt drogi, a gaz z Bliskiego Wschodu — niedostępny.  Dostawy gazu do Europy poprzez Bliski Wschód z powodu trwających tam konfliktów nie są możliwe. We względu na problemy bliskowschodnie dostawy błękitnego paliwa z Iranu, choć ten kraj należy do najbogatszych w gaz, są też utrudnione. A zapasy w Afryce Północnej nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania Europy. W 2016 roku Europa kupiła 179 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu. Szef Gazpromu Aleksiej Miller niedawno poinformował prezydenta Rosji Władimira Putina o działalności koncernu. Zaznaczył, że w tym roku sprzedaż wzrośnie o 13,5 mld  (192 md). Dzieje się to w momencie, gdy Bałkany i Serbia w kwestii gazowej ledwie wiążą koniec z końcem, a Europa Środkowa nie odczuwa braków źródeł. Zanim rozpoczął się kryzys gazowy w Europie, Serbia pozostawała w tyle z gazyfikacją. Zostało ono zakończone w mniejszym lub większym stopniu w Wojwodinie (na północy kraju). Na Bałkanach potrzebujemy znacznie więcej gazociągów, niż mamy obecnie. Powinny to być rurociągi magistralne z Rosji lub z Azji Środkowej do Europy – przekonywał Djukic. Oświadczenie amerykańskiego Departamentu Stanu, że USA nie zgadzają się na  budowę Tureckiego Potoku, podobnie jak grożenie sankcjami tym, którzy wspierają Gazociąg Północny-2, świadczy o tym, że polityka Waszyngtonu wobec rosyjskiego gazu nie zmienia się. Jednak – jak podkreśla ekspert – Stany mylą się, jeśli uważają, że Europa może pozwolić sobie na luksus pozostania bez gazu. Aby zapewnić sobie gaz do 2050 roku, Europie nie wystarczy sam Gazociąg Północny-2. Według prognoz do 2040 roku zapotrzebowanie na gaz wzrośnie o 40%. Trzeba będzie wybudować Gazociąg Północny-3, o czym już mówiło się kilka miesięcy temu. Jeśli Serbia chce znaleźć się w gronie bardziej rozwiniętych krajów, powinna zwiększyć zużycie z aktualnych 2 do 4-6 mld metrów sześciennych gazu rocznie – podsumował Srecko Djukic.

 

* Europa musi sobie zbudować Nord Stream 3. Gazociąg ma przebiegać m in. przez specjalne strefy ekonomiczne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Przeciwko budowie Nord Stream 2, oprócz Polski, występuje szereg innych krajów, w tym także Stany Zjednoczone i Ukraina. Kijów boi się stracić wpływy z tranzytu rosyjskiego gazu, Waszyngton natomiast nosi się z planami eksportu swego gazu skroplonego do Europy. Jak donosi periodyk Washington Examiner, powołując się na urzędnika z amerykańskiego Departamentu Stanu, nad sposobem na zablokowanie budowy nowego gazociągu pracuje grupa sekretarza stanu Rexa Tillersona. „Skoro Nord Stream 2 ma przebiegać przez akweny Danii, może to stać się istotną przeszkodą natury politycznej i prawnej, która będzie w stanie znacznie przyhamować budowę gazociągu" — oświadczył asystent sekretarza stanu Aaron Wess Mitchell, zwracając się do Podkomitetu Senatu do spraw Relacji Międzynarodowych. Wcześniej duński parlament zaakceptował projekt ustawy, pozwalającej na wprowadzenie zakazu budowy Nord Stream 2  w akwenach terytorialnych kraju. Prezydent Instytutu Energetyki i Finansów Władimir Fejgin w wywiadzie dla radia Sputnik skomentował sytuację wokó budowy gazociągu.  To już jest kwestią geografii: czy można dotrzeć do terytorium Niemiec, omijając akweny terytorialne Danii? "Gazprom" twierdzi, że można. Nie zakładam, że da się w pełnym zakresie zablokować budowę. Najważniejsza sprawa polega na uzyskaniu zezwolenia na funkcjonowanie gazociągu, czyli chodzi o pozycję operatora. Komisja Europejska życzy sobie objęcia takich gazociągów, jak Nord Stream 2, ustaleniami trzeciego pakietu, który reguluje, między innymi, ustawodawstwo unijne w zakresie liberalizacji rynków gazu i energii. Jeśli w ciągu kilku miesięcy będą w stanie przeforsować tę decyzję, nie będzie to sytuacja krytyczna, trzeba będzie prowadzić pertraktacje. Jeśli się nie uda, prawdopodobnie to oni (UE) będą regulować reżim gazociągów związanych z Nord Stream 2. Nie zakładam, że można zakazać budowy, ale wynikną problemy związane z reżimem jego wykorzystania — uważa Władimir Fejgin.

 

* Jak informuje Financial Times, powołując się na własne źródła, Bruksela już dziś może rozpocząć dochodzenie wobec szwedzkiego koncernu meblowego IKEA. Unijni urzędnicy badają sprawę unikania opodatkowania przez IKEA Group w Holandii. Dochodzenie wobec szwedzkiego przedsiębiorstwa to część szeroko zakrojonej kampanii unijnych władz przeciwko uchylaniu się od płacenia podatków przez międzynarodowe korporacje. Za powód kontroli posłużył raport Partii Zielonych Parlamentu Europejskiego opublikowany już na początku 2016 roku. Zgodnie z zawartymi w nim informacjami holenderski rząd pomógł  IKEI uniknąć spłaty około miliarda euro daniny w okresie od 2009 do 2014 roku. „Komisja Europejska niedawno uprzedziła Holandię, że zamierza przeprowadzić rzetelne dochodzenie w sprawie preferencyjnego traktowania firmy Inter IKEA Group" — powiedział w rozmowie z The Wall Street Journal wysoko postawiony urzędnik z Unii Europejskiej. „Holandia będzie współpracować z Brukselą w pełnym zakresie po to, by śledztwo mogło określić, czy miała miejsce pomoc ze strony holenderskich władz".

 

* Jak donosi „Nasz Dziennik”, za wzrost cen niektórych artykułów żywnościowych odpowiadają działania spekulantów celowo przetrzymujących zapasy towarów w magazynach, by sztucznie windować ceny w górę (np. tuż przed wakacjami cena masła wzrosła prawie dwukrotnie). Sprzyjają temu ponadto działania Unii Europejskiej, która wprowadziła dopłaty za magazynowanie. O ile podwyżki cen owoców można wytłumaczyć mniejszymi zbiorami z uwagi na niekorzystne warunki pogodowe wiosną 2017 roku, to bardzo prawdopodobne jest, że na ceny jajek i produktów mlecznych wpływają praktyki spekulacyjne. O ile okresowe wahania cen żywności z uwagi na pogodę, warunki naturalne i inne czynniki są czymś normalnym, to w niektórych krajach Europy ceny masła wzrosły niekiedy czterokrotnie, za czym wedle różnych doniesień stoją spekulanci wyolbrzymiający niedobory produktów, aby ceny na rynkach światowych wzrosły.

 

*USA obawiają się, że rosyjskie czołgi rozłożą w Europie „żelazny dywan”.Amerykański portal National Interest opisał „żelazny dywan” wojsk pancernych Rosji — specjalną maszynę rozkładającą tymczasową drogę do pokonania trudnych odcinków. W komentarzach przypomniano, że amerykańskie czołgi mają problemy również na dobrych drogach. NI zwrócił uwagę na system operacyjnego rozkładania dróg tymczasowych (KWD) rosyjskiej armii — maszynę na bazie KAMAZ-63501, która układa „żelazny dywan” z aluminium o długości do 50 metrów w celu zapewnienia czołgom i innemu sprzętowi wojskowemu przeprawę przez najtrudniejsze odcinki trasy. Tymczasowa droga może wytrzymać do 60 ton, a zatem mogą po niej przejeżdżać wszelkie rosyjskie czołgi, w tym najnowszy T-14 „Armata”. Na próbach „żelazny dywan” został z powodzeniem wykorzystany na terenach bagnistych o głębokości kilku metrów. Według autora portalu Roberta Beckhusena do stworzenia KWD Rosję zainspirowały doświadczenia historyczne i próby ostatnich lat, kiedy czołgi, które grzęzły, wydostawały się z błota i bagna tylko z pomocą innych czołgów. NI powołuje się na rosyjskich ekspertów wojskowych, którzy wspominają, jak podczas II wojny światowej radzieccy czołgiści „po prostu porzucali” czołgi (głównie T-34 ze względu na ich niski koszt), które grzęzły na bagnach i innych nieprzekraczalnych obszarach terenu. „Z pozoru nie jest to istotny element bezpieczeństwa, ale dodaje siłom pancernym Rosji dodatkowej elastyczności” — podsumowuje felietonista. Czytelnicy NI zwrócili uwagę, że amerykańska armia nie posiada podobnych środków. „Jest to opóźnienie w «żelaznym dywanie»! General Dynamics potrzebuje 20 miliardów dolarów właśnie teraz, aby opracować podobny system lepszej jakości” — ironizuje Rokoss, dodając do swojego komentarza slangowe słowo „Murica”, oznaczające hasło dla chwały Ameryki w oczach jej ultrapatriotów. „Europa zostanie opieczętowana żelaznym dywanem” — pisze Fknorm. Rosja również zwróciła uwagę na publikację National Interest. Użytkownicy przypomnieli, że amerykański sprzęt wielokrotnie psuł się i grzązł w Europie, ale nie poruszając się po trudnym terenie, lecz po zwykłych drogach. Brak w Rosji dobrych tras Rosjanie żartobliwie nazywali „strategicznym zasobem” kraju. Wcześniej poinformowano o zamiarze Ministerstwa Obrony Rosji modernizacji słynnego czołgu T-80BW, których większość jest obecnie zakonserwowana w magazynach wojskowych.

 

*Naukowcy z dalekowschodniego oddziału Rosyjskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Dalekowschodniego wraz z partnerami z Niemiec i Szwajcarii stwierdzili, że substancja zawarta w dalekowschodnich ogórczakach morskich (cucumaria) może zabijać komórki rakowe, informuje służba prasowa Federalnego Uniwersytetu Dalekowschodniego."Działanie biologicznie aktywnego związku fronozoid A zostało udowodnione na modelach raka pęcherza moczowego i chłoniaka, odpornych na dotychczasowe preparaty chemioterapeutyczne (…).  Fronozoid A ma zdolność zabijania komórek rakowych, w których nie ma białka p53. Ono jest obecne w zdrowych komórkach, jednak w komórkach rakowych mutuje i nie spełnia swoich funkcji ochronnych. Badacze odkryli, że wydzielana substancja z cucumarii ma na tyle silne działanie, że zabija nawet komórki bez p53, odporne na klasyczną chemioterapię", — głosi oświadczenie.  Według danych naukowców, to jest nowa właściwość biologiczna znanej wcześniej substancji. Badania prowadzono na kulturach komórek rakowych i muszą zostać uzupełnione badaniami na żywych organizmach. Siergiej Dyszłowoj z Pacyficznego Instytutu Chemii Bioorganicznej dalekowschodniego oddziału Rosyjskiej Akademii Nauk i laboratorium biologicznie aktywnych substancji Szkoły Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Dalekowschodniego zauważa, że badanie morskich organizmów ma szerokie perspektywy w poszukiwaniu nowych związków antyrakowych, ponieważ bezkręgowce morskie gromadzą w swoich organizmach wysokoaktywne substancje w celu własnej ochrony. Cucumaria to strzykwa z rzędu ogórkowców, dysponująca szeregiem pożytecznych substancji. Strzykwy wykorzystuje się do celów kulinarnych. Na terytorium Rosji spotykane są w Kraju Nadmorskim i na Sachalinie. 

 

*Naukowcy z brytyjskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Doskonalenia Klinicznego apelują o zastanowienie się nad zwykłą procedurą czyszczenia uszu pałeczkami higienicznymi.Okazuje się, że woskowina, którą tak staramy się usunąć, odgrywa ważną rolę i nie należy się jej pozbywać. Zgadzają się z nimi eksperci z Amerykańskiej Akademii Otorynolaryngologii, którzy wcześniej opublikowali zalecenia dotyczące pielęgnacji uszu. Według nich woskowiny, nie powodującej dyskomfortu i nie blokującej zewnętrznego przewodu słuchowego, nie należy pozbywać się z uszu. Jeśli chodzi o pałeczki higieniczne, które najczęściej są używane do czyszczenia uszu, nie są one skutecznym narzędziem, a nawet mogą szkodzić. Pałeczki higieniczne nie nadają się do tego z powodu rozmiaru i formy. W rzeczywistości bardziej „wcierają" woskowinę w skórę uszu niż usuwają jej nadmiar, twierdzą naukowcy. Według lekarzy woskowina spełnia przydatną funkcję smarującą, zatrzymując brud i kurz. Zapobiega to przenikaniu bakterii chorobotwórczych do narządu słuchowego. Ponadto uszy dobrze oczyszczają się same. Gdy poruszamy szczękami, sprzyja to wypychaniu woskowiny z kanału słuchowego. Następnie trafia ona do małżowiny usznej, a z niej jest wydalana razem z martwym naskórkiem, który stale się odradza. Te naturalne procesy same oczyszczają uszy, dlatego nie ma potrzeby, by sztucznie je przyśpieszać. Nie należy też zapominać o pewnych zagrożeniach. Według statystyki około 10% dzieci, 5% dorosłych i 30% osób w starszym wieku czyści uszy niewłaściwie. Uszkadzają oni gruczoły łojowe, co powoduje bardziej aktywne wytwarzanie woskowiny. W niektórych przypadkach może dojść nawet do całkowitego zablokowania przewodu słuchowego. Praktykujący lekarze twierdzą, że pacjenci często uszkadzają pałeczkami higienicznymi przewód słuchowy lub błonę bębenkową. Wśród objawów można wymienić ból, dzwonienie i swędzenie w uszach, nietypową wydzielinę i uczucie wypełnienia. W takich przypadkach należy natychmiast zwrócić się do lekarza, bo może dojść do utraty słuchu. Ale jeśli w naszych uszach gromadzi się zbyt dużo woskowiny, a organizm nie jest w stanie samodzielnie sobie z nią poradzić, powinniśmy użyć specjalnych kropel, które ją zmiękczą. Następnie ucho można przetrzeć wilgotną miękką tkaniną. A lekarzom specjaliści rekomendują korzystanie z nowoczesnych urządzeń elektronicznych, przy pomocy których „iryguje się ucho", a następnie usuwa zalegającą woskowinę. Nawiasem mówić, autorzy pracy twierdzą, że rezygnacja z pałeczek higienicznych jest korzystna nie tylko z powodu zmniejszenie ryzyka dla zdrowia. Jest to również właściwe z punktu widzenia ochrony środowiska, bo zmniejszymy ilość komunalnych odpadów z tworzywa sztucznego (a pałeczki higieniczne są właśnie z niego wykonane).

 

* Zdaniem naukowców Jedwabny Szlak mogli wytyczyć hodujący bydło koczownicy. Karawany wielbładów, obładowani porcelaną i przyprawami handlarze, wiozący z Azji Środkowej soczyste arbuzy i słodkie brzoskwinie… Podróże Jedwabnym Szlakiem sięgają korzeniami daleko wstecz, do drugiego wiek Jedwabny Szlak czy trasa, wytyczona przez zwierzęta? Karawany wielbładów, obładowani porcelaną i przyprawami handlarze, wiozący z Azji Środkowej soczyste arbuzy i słodkie brzoskwinie… Podróże Jedwabnym Szlakiem sięgają korzeniami daleko wstecz,  do drugiego wieku naszej ery. Właśnie wtedy ostatecznie ukształtowała się droga handlowa, wiodąca z Azji Wschodniej do Regionu Śródziemnomorskiego. Tak przynajmniej uważają historycy. A co jeśli pojawiła się ona o wiele wcześniej? Niedawne odkrycia archeologów w Kirgistanie dają podstawy, by sądzić, że trasa historyczna została pierwotnie wytyczona przez zwierzęta i nomadów, wypasających bydło. W czasie analizy postojów naszych dalekich przodków, ich grobów, a także petroglifów, wyrytych w skałach, archeolodzy postawili hipotezę, że podbój terytorium Azji Środkowej miał miejsce równocześnie z udomawianiem zwierząt w neolicie. Ich teoria opiera się na podobieństwach między materiałami archeologicznymi Kotliny Fergańskiej, położonej na terytorium współczesnego Uzbekistanu i Tadżykistanu oraz masywu górskiego Pamir: kamienne narzędzia dwóch regionów są do siebie zadziwiająco podobne. Między Kotliną Fergańską i Pamirem leży właśnie Kotlina Ałajska w Kirgistanie. Można więc wyciągnąć logiczny wniosek, że właśnie przez nią przebiegały trasy migracji prehistorycznych ludzi i konkurencyjną drogę mogły pokazać im właśnie zwierzęta, które przemieszczały się w poszukiwaniu pożywienia. Człowiek, podążając za nimi, wchodził na góry latem i schodził z powrotem przed nadejściem zimy — zakładają uczeni.  „Przez Jedwabny Szlak przeszła pierwsza w historii ludzkości fala globalizacji — bardzo starego i niezwykle ważnego procesu, zwłaszcza dla nas, archeologów" — podkreślili badacze. Właśnie wtedy ostatecznie ukształtowała się droga handlowa, wiodąca z Azji Wschodniej do Regionu Śródziemnomorskiego. Tak przynajmniej uważają historycy. A co jeśli pojawiła się ona o wiele wcześniej? Niedawne odkrycia archeologów w Kirgistanie dają podstawy, by sądzić, że trasa historyczna została pierwotnie wytyczona przez zwierzęta i nomadów, wypasających bydło. W czasie analizy postojów naszych dalekich przodków, ich grobów, a także petroglifów, wyrytych w skałach, archeolodzy postawili hipotezę, że podbój terytorium Azji Środkowej miał miejsce równocześnie z udomawianiem zwierząt w neolicie. Ich teoria opiera się na podobieństwach między materiałami archeologicznymi Kotliny Fergańskiej, położonej na terytorium współczesnego Uzbekistanu i Tadżykistanu oraz masywu górskiego Pamir: kamienne narzędzia dwóch regionów są do siebie zadziwiająco podobne. Między Kotliną Fergańską i Pamirem leży właśnie Kotlina Ałajska w Kirgistanie. Można więc wyciągnąć logiczny wniosek, że właśnie przez nią przebiegały trasy migracji prehistorycznych ludzi i konkurencyjną drogę mogły pokazać im właśnie zwierzęta, które przemieszczały się w poszukiwaniu pożywienia. Człowiek, podążając za nimi, wchodził na góry latem i schodził z powrotem przed nadejściem zimy — zakładają uczeni. „Przez Jedwabny Szlak  przeszła pierwsza w historii ludzkości fala globalizacji — bardzo starego i niezwykle ważnego procesu, zwłaszcza dla nas, archeologów" — podkreślili badacze.

 

* Szef CBA w Polsce będzie mógł w każdym momencie zażądać ujawnienia majątku od lekarza, prawnika czy menedżera zatrudnionego w instytucji publicznej - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej". Jak podaje gazeta praktycznie nieograniczone prawo do lustrowania dobytku osób, które formalnie nie są funkcjonariuszami publicznymi, ale pracują w instytucjach publicznych, przyznają szefowi CBA przepisy o jawności życia publicznego, które właśnie są na etapie konsultacji.  Jakie zapisy się w nich znalazły? Jeśli w ciągu 14 dni od otrzymania wezwania do złożenia oświadczenia majątkowego osoby te nie spełnią żądania zostaną ukarane grzywną w wysokości tysiąca złotych. Za złożenie fałszywego oświadczenia grozić im będzie do 5 lat więzienia. Mogą także zostać zwolnieni dyscyplinarnie. Autorzy projektu przekonują w rozmowie z "DGP", że nowy przepis pozwoli służbom szybko zareagować np. na doniesienia medialne o podejrzeniu łapówkarstwa. – Dzięki temu CBA będzie mogło skuteczniej wypełniać obowiązki związane ze ściganiem przestępstw korupcyjnych – tłumaczy gazecie Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego.

 

* Internauci uzbierali 32 tysiące złotych dla „głodującego" Mateusza Kijowskiego, byłego lidera KOD. W listopadzie siostra posłanki Krystyny Pawłowicz, Elżbieta, podjęła w internecie inicjatywę zbiórki pieniędzy na „stypendium wolności" dla Mateusza Kijowskiego. Były lider KOD ogłosił, że jego sytuacja finansowa jest na tyle dramatyczna, że znajomi kupują jemu i jego rodzinie jedzenie. Kijowski stwierdził, że w takich warunkach po prostu „nie da się funkcjonować" — i zagroził, że wkrótce będzie musiał udać się na emigrację. Najwyraźniej Pierwszy Alimenciarz IV RP wciąż ma tak wiernych zwolenników, że autentycznie przeraża ich wizja jego wyjazdu z kraju. Dlatego ruszyła zbiórka pieniędzy. Sam Kijowski najpierw udawał, że nic o niej nie wie. Ale w niedzielę 17 grudnia w sieci pojawił się filmik, na którym razem z inicjatorką akcji dziękował za wpłacone fundusze. W miesiąc udało się zebrać prawie całą potrzebną sumę — 32 z 35 tysięcy złotych. W międzyczasie były lider KOD skarżył się, że nikt nie chce dać mu pracy, ponieważ wszyscy boją się rządowych represji za zatrudnienie „wyklętego" działacza. To oczywiście wielka ściema — najpierw za pośrednictwem tygodnika „Do Rzeczy" pracę zaoferował mu pewien restaurator z Podlasia. W pierwszych dniach grudnia ofertę złożył mu także były gangster, a potem świadek koronny — Jarosław „Masa" Sokołowski. „Kijowski mógłby być u mnie gosposią. Jego praca polegałaby na czyszczeniu basenu, koszeniu trawnika, pielęgnowaniu ogrodu, a i w domu mógłby gotować i sprzątać" — powiedział mediom były mafioso. Oczywiście, zabrzmiało to ironicznie, ale już nawet „Masę" zirytowały skargi Kijowskiego. „To błazen" — podsumował Sokołowski po tym, jak Kijowski przedstawił wyliczenia, że na godne w jego mniemaniu życie potrzebuje zarobków w wysokości 8437 tys. złotych brutto. W międzyczasie zaś internauci zrobili mu zdjęcia podczas zakupów w TK Maxx — sklepie z firmowymi ubraniami sprowadzanymi z Wielkiej Brytanii. Jak na człowieka, który głoduje, Kijowski prezentuje rzeczywiście bardzo wyrafinowany gust jeśli chodzi o dobór ubrań. Trzeba przyznać, że faktycznie mało komu udaje się zebrać tak dużo pieniędzy w krótkim czasie. Ludzie całymi latami zbierają fundusze na wózki inwalidzkie lub drogie operacje za oceanem. Tymczasem Kijowski bez kiwnięcia palcem dostanie ponad 30 tys. zł, dzięki czemu jeszcze długo nie będzie musiał kalać się pracą. I chyba pierwszy raz można w pełni zgodzić się z posłanką Krystyną Pawłowicz, która powiedziała, że „na leniów zawsze czekają budowy dróg i mostów oraz wyrąb lasów po huraganach". Proponowała też Kijowskiemu wyjazdy na saksy do Niemiec lub Londynu. „W ostateczności, zawsze też można na aukcję wystawić swe relikwie, np. kucyk. Zysk pozwoli mu na długie przetrwanie" — podsumowała posłanka PiS.

 

KOMENTARZE

  • Korea Polnocna.Ja prorokuje , ze bedzie tak: Tam wszystko jest
    panstwowe i jak dobrze bylo by na tym lapke polozyc. Poludniowa Korea ma zaludnienie 2 razy ciasniejsze. W Poludniowej Korei operuje 75 zagranicznych bankow. Wierzowcow wyrosly juz lasy a forsa az kapie. Potrzeba expansji. Te gierki to przygotowanie ludnosci Korei Polnocnej na zmiane ustroju , w czasie ktorej nastapi prywatyzacja. Ludzie nie dostana nic, jak w Polsce ze wspolnego majatku narodowego a wejda na rynek rekiny miedzynarodowe. Tak wiec nie bedzie wojny tylko kradziez w bialy dzien.
    Panskie wiadomosci jak zwykle najlepsze na swiecie.Dzieki wielkie i zycze Panu by oczka jak najdluzej pracowaly. Na Panskie wiadomosci ludzie czekaja.
  • Jezu! nie wierze!
    // Jak donosi „Nasz Dziennik”, za wzrost cen niektórych artykułów żywnościowych odpowiadają działania spekulantów celowo przetrzymujących zapasy towarów w magazynach, by sztucznie windować ceny w górę//

    https://www.youtube.com/watch?v=XcBBJZL2thQ
  • Autor
    //chyba pierwszy raz można w pełni zgodzić się z posłanką Krystyną Pawłowicz, która powiedziała, że „na leniów zawsze czekają budowy dróg i mostów oraz wyrąb lasów po huraganach".//

    https://pbs.twimg.com/media/DRQizZ8W4AAaoAF.jpg

    http://antykomunista.neon24.pl/post/141529,na-spokojne-swieta

    32 tys. zł zebrane dla nieroba to jest sukces? Najgorsze jest to, że ten żałosny człowiek uważa to za normalne.
  • O biednym emerycie zamolwite słowo
    W 2016 r. Średnia emerytura w Rosji wyniosła około 13 tysięcy rubli [5] - to około 40% przeciętnego wynagrodzenia . [6] Wiek emerytalny w Rosji wynosi 60 lat dla mężczyzn i 55 lat dla kobiet, więc nasi emeryci rozpoczynają emeryturę 5-10 lat wcześniej niż ich rówieśnicy z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Od 2000 roku byliśmy w stanie zmniejszyć lukę w wysokości emerytur między nami a Zachodem od monstrualnych 50 razy do całkiem przyzwoitych 2-4 razy (biorąc pod uwagę różne poziomy cen).
    W przestrzeni postsowieckiej Rosja jest liderem pod względem emerytur. W liczbach tylko kraje bałtyckie odpowiadają naszym wskaźnikom, ale znacznie droższe opłaty ''komunalne'' pozostawiają bałtyckim emerytom znacznie mniej pieniędzy na życie, niż mogliby zaoszczędzić w Rosji.
    Ogólnie rzecz biorąc, do roku 2013 możemy stwierdzić, że udało się przezwyciężyć katastrofę lat dziewięćdziesiątych. Średnie emerytury rosną 2-krotnie szybciej niż średnia inflacja cen konsumpcyjnych, natomiast w 2010 r. nastąpił wyraźny wzrost emerytur. Potem spowolnił , ale wzrost emerytur nadal pozostaje powyżej inflacji.
    Ponadto państwo dofinansowuje wydatki na media, które przekraczają 22% całkowitego dochodu.
    W Rosji istnieją dwa główne rodzaje emerytur: pracownicza i socjalna . Emerytury socjalne są wypłacane osobom niepełnosprawnym wszystkich kategorii, obywatelom, którzy osiągnęli odpowiednio 65/60 lat [2], a także dzieciom i studentom, którzy stracili przynajmniej jednego z rodziców. [8]
    Emerytura socjalna
    Wielkość emerytury socjalnej za rok 2012 wynosi 3626,71 rubla miesięcznie. Dla inwalidów pierwszej grupy, inwalidów z grup I i II oraz dzieci niepełnosprawnych - 7 253,43 rubli miesięcznie. [9]
    Emerytury pracownicze
    Emerytury pracownicze są przyznawane z co najmniej pięcioletnim stażem dla wszystkich, którzy osiągnęli wiek 60/55 lat odpowiednio dla mężczyzn i kobiet. [10] Wielkość emerytury składa się z części ubezpieczeniowej i finansowanej: zależy to zarówno od wieku emeryta, jak i od wynagrodzenia, które otrzymał przed przejściem na emeryturę.
    W przypadku funduszu emerytalnego docelowa wielkość emerytury pracowniczej wynosi 40% dochodów pracowników. Pod koniec 2012 r. Średnia pensja w Rosji wynosiła około 26 500 rubli. [11] Ponieważ emeryci nie płacą podatku dochodowego od osób fizycznych, docelowa średnia emerytura na koniec 2012 r. Powinna wynosić 26500 * 0,87 * 40% = 9 222 rubli (porównaj z 9170 za listopad 2012 r.).
    Emerytury wojskowe
    Wojskowi nabywają prawo do przejścia na emeryturę w wysokości 50% [12] wynagrodzenia po 20 latach pracy [13] , Zabezpieczenie finansowe nie pochodzi z budżetu funduszu emerytalnego, lecz z budżetu Ministerstwa Obrony: w ten sposób żołnierze nie wpłacają składek do funduszu emerytalnego.
    Wyliczenie emerytury zależy od okresu zatrudnienia (lata kalendarzowe), stażu pracy (biorąc pod uwagę rosnące współczynniki dla specjalnych warunków świadczenia usług) oraz szeregu innych czynników.
    W 2013 r. Planuje się zwiększenie emerytur wojskowych o 20%, do końca roku średnia emerytura wojskowa powinna wynosić około 22 000 rubli. [14]
    Specyfika regionalna
    Emerytura nie może być niższa niż minimum socjalne emeryta, zatem w zależności od regionu minimalna emerytura wynosi 5-7 tys. Rubli. W tym samym czasie niektóre regiony płacą swoim emerytom dodatkowe kwoty z budżetu. Na przykład w Moskwie emeryci są opłacani do "standardu społecznego", który wynosi 12 000 rubli na rok 2013. Tylko ci, którzy przenieśli się do Moskwy nie dawno, otrzymują obecnie mniejszą emeryturę: władze w Moskwie musiały przejść do tego limitu, aby powstrzymać tzw. Migrację emerytalną do stolicy z innych regionów. [15]
    Największe emerytury w Rosji nie są w Moskwie (według danych za 2011 r. Na 17 miejscu), a na Czukotce - 15 211 rubli, w regionie Magadan - 13 144 rubli, a na terytorium Kamczatki - 12 848 rubli.
    Zwiększenie emerytur
    W Rosji istnieje zwiększona emerytura dla tych, którzy do niej nie przejdą po ustawowym okresie. Dla tych, którzy odkładają przejście na emeryturę na 5 lat, istnieje współczynnik premii w wysokości 1,5. Emeryci, którzy odroczą emeryturę na 10 lat, otrzymają podwójną emeryturę. [16]
    Emeryci w Rosji nadal cieszą się znaczną liczbą ulg i dotacji, wśród których powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na ulgi w płatnościach za usługi komunalne i pełne zwolnienie z podatku dochodowego z emerytury.
    https://ruxpert.ru/%D0%9F%D0%B5%D0%BD%D1%81%D0%B8%D0%B8_%D0%B2_%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%B8%D0%B8

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930