Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4363 posty 1977 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niedziela, 17 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1099) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Władimir Putin w niedzielę wieczorem zadzwonił do prezydenta USA Donalda Trumpa z podziękowaniami za udostępnienie materiałów CIA, które pomogły w schwytaniu terrorystów przygotowujących ataki w Petersburgu - poinformowała służba prasowa Kremla. „Prezydent Rosji podziękował swemu amerykańskiemu koledze za przekazane przez Centralną Agencję Wywiadowczą USA informacje, które pomogły w natrafieniu na trop, zlokalizowaniu i schwytaniu grupy terrorystów, która przygotowywała ataki w Soborze Kazańskim w Petersburgu oraz w innych miejscach publicznych w tym mieście" — głosi komunikat. Putin poprosił  Trumpa, aby przekazał podziękowania dyrektorowi CIA i agentom operacyjnym amerykańskiego wywiadu, którzy zdobyli te informacje. Prezydent Rosji zapewnił, że „rosyjskie służby specjalne, jeśli zdobędą informacje dotyczące zagrożeń terrorystycznych  skierowanych przeciwko USA i obywatelom tego kraju, natychmiast i bez wahania przekażą je amerykańskim kolegom kanałami partnerskimi".

 

*Były ambasador USA w Rosji Michael McFaul jest wstrząśnięty wiadomością, że amerykański prezydent Donald Trump zadzwonił do Władimira Putina i podziękował mu za pochwałę dotyczącą sukcesów amerykańskiej gospodarki. Prezydenci Władimir  Putin i Donald Trump rozmawiali telefonicznie w nocy z czwartku na piątek (czasu polskiego). Na dorocznej konferencji prasowej rosyjski przywódca powiedział,  że za rządów Trumpa „obiektywnie widzimy pewne dość poważne osiągnięcia, nawet w tak krótkim okresie, w jakim pracuje". Putin dodał, że świadczy to o zaufaniu inwestorów do amerykańskiej gospodarki. „Prezydent Trump podziękował Putinowi za uznanie imponujących wyników gospodarczych Ameryki na dorocznej konferencji prasowej" — poinformowała rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders. „To, że ta rozmowa telefoniczna się odbyła, jest szokujące dla mnie — podkreślił McFaul w telewizji MSNBC.  „Władimir Putin wie, że jeśli wypowie się dobrze o Trumpie, to otrzyma odpowiedź — dodał. Jego zdaniem rozmowa telefoniczna, która odbywała się z inicjatywy Waszyngtonu, nie odpowiada interesom USA. Jak dodał, doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster powinien temu zapobiec i odwieść prezydenta od podobnych inicjatyw w przyszłości.    

 

* Izraelskie siły bezpieczeństwa zatrzymały na Zachodnim Brzegu 32 Palestyńczyków, w tym jednego z przywódców ruchu oporu Hamas, Hassana Youssefa. Operacja przeprowadzona została wspólnie z antyterrorystyczną służbą specjalną Shin Bet i policją graniczną. Zatrzymani Palestyńczycy podejrzewani są o udział w „fali przemocy”, której katalizatorem było uznanie Jerozolimy przez prezydenta USA za stolicę państwa żydowskiego. Oburzenie Palestyńczyków przekształciło się w  wezwanie do trzeciej intifady, dziesiątki manifestacji, potyczki zbrojne, starcia z policją, ataki zbrojne i ostrzały rakietowe. Hamas kontroluje Strefę Gazy, a na Zachodnim Brzegu jest w opozycji do Al-Fatah, która sprawuje władzę przez instytucje Autonomii Palestyńskiej. Aresztowany w Ramallah Youssef, który ma 63 lata, uważany jest nie tylko za przywódcę politycznego Hamasu na Zachodnim Brzegu, ale także za jednego z założycieli organizacji. Jego towarzysze broni twierdzą, że został aresztowany ponad piętnaście razy i spędził 20 lat w więzieniu.

 

* Islamska Republika Iranu podpisała szereg umów, które dotyczą przystąpienia do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, czyli wspólnoty ekonomicznej tworzonej przez Rosję oraz cztery inne postradzieckie republiki. Iran ma stać się oficjalną częścią tego gospodarczego porozumienia w lutym przyszłego roku, a dokument przyjmujący kraj do EUG ma zostać podpisany jeszcze przed końcem bieżącego roku. Na temat członkostwa Iranu w Unii mówiono już w sierpniu zeszłego roku, gdyż to właśnie wtedy wspomniał o tym prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Przedstawiciele irańskiego rządu stwierdzili, że od pewnego czasu istnieje możliwość eksportowania irańskich produktów na teren euroazjatyckiego obszaru ekonomicznego bez dodatkowych zezwoleń i ceł, a dzięki przystąpieniu Iranu do porozumienia, ułatwienia rozszerzone zostałyby na wszystkie irańskie produkty eksportowane do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Po drugiej stronie globu Stany Zjednoczone zapowiadają zbudowanie koalicji mającej ograniczyć wpływy Iranu na Bliskim Wschodzie. Jako powód takiej decyzji amerykańska ambasador przy ONZ, Nikki Haley podała rzekomy udział Iranu w wojnie domowej w Jemenie, gdzie od wiosny 2015 roku szyicki ruch Hutich toczy walki z Arabią Saudyjską oraz jej sojusznikami. Dowodem na udział Irańczyków w konflikcie mają być fragmenty broni oraz pocisków produkcji irańskiej. Irańska misja dyplomatyczna przy ONZ uznała te oskarżenia za nieprawdziwe, a samo wystąpienie Amerykanów za „nieodpowiedzialne, prowokacyjne i destrukcyjne”. Podkreślono również fakt, że oskarżenia pod adresem Republiki mają na celu odwrócenie uwagi od zbrodni Arabii Saudyjskiej na Jemeńczykach. Minister spraw zagranicznych Iranu Muhammad Zawad Dżarif przypomniał w poście na Twitterze, że podobne oskarżenia wysnuwała administracja Georga W. Busha kilkanaście lat wcześniej wobec Iraku. Jednak to, że nie posiadał on nigdy broni masowego rażenia, okazało się dopiero po amerykańskiej inwazji, która pozostawiła kraj w ruinach i destabilizacji.

 

* Nacjonaliści z Falangi Hiszpańskiej – Junty Ofensywy Narodowo-Syndykalistycznej domagają się od hiszpańskiego rządu, aby ten uznał Jerozolimę za stolicę państwa palestyńskiego. Ich zdaniem Izrael jest bowiem syjonistycznym tworem istniejącym tylko dzięki protekcji Stanów Zjednoczonych, a ostatnia decyzja amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa prowadzi jedynie do dalszego przelewu krwi na Bliskim Wschodzie. Historyczne ugrupowanie hiszpańskich nacjonalistów w specjalnie wydanym oświadczeniu stwierdza, że decyzja o uznaniu przez Stany Zjednoczony Jerozolimy za stolicę Izraela jest jawną prowokacją Amerykanów i syjonistów wobec świata arabskiego, zaś rządy obu krajów doskonale zdają sobie sprawę z zainicjowania przez siebie kolejnego rozlewu krwi na Bliskim Wschodzie. Falanga Hiszpańska – JONS (Falange Española des las JONS) podkreśla, iż przy cichym przyzwoleniu społeczności międzynarodowej i Organizacji Narodów Zjednoczonych od dziesięcioleci trwa historyczna niesprawiedliwość, jaką jest odebranie narodowi palestyńskiemu wszystkiego poza jego godnością. Nacjonaliści uważają bowiem, że Palestyńczycy od lat dają sobie radę z prześladowaniami, niszczeniem wiosek, represjami o charakterze społecznym i ekonomicznym, blokadą humanitarną, czy też bombardowaniem Strefy Gazy. Z tego powodu Falanga opowiada się za jak najszybszym zakończeniem „żenującego spektaklu”, jakim ma być zadawanie wieloletnich cierpień i ludobójstwa Palestyńczykom przy zadowoleniu izraelskiego reżimu. Według nacjonalistów państwo syjonistyczne wcale nie ma demokratycznego charakteru, a jego istnienie nie ma żadnego uzasadnienia poza wsparciem ze strony Amerykanów. Hiszpańscy obywatele powinni więc według Falangi zmusić swoich polityków do natychmiastowego uznania państwa palestyńskiego ze stolicą w Jerozolimie, ściągnąć hiszpańskiego ambasadora w Izraelu na konsultacje do Madrytu z powodu represjonowania Palestyńczyków przez władze syjonistyczne, wypowiedzieć umowę stwarzającą preferencyjne warunki dla Izraela, wesprzeć kampanię bojkotu izraelskich produktów oraz przeprowadzić sądowe postępowania przeciwko syjonistycznym liderom. Dopiero wówczas solidarność z narodem palestyńskim będzie prawdziwym, a nie jedynie propagandowym zabiegiem widzianym dobrze przez „obłudny świat humanitarnych globalistów”.

 

* W izraelskim Nazarecie, gdzie wychował się Jezus, odwołano obchody nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. To reakcja muzułmanów na decyzję Donalda Trumpa uznającą Jerozolimę za stolicę kraju. Nazaret uznawany jest za "arabską stolicę" Izraela - dwie trzecie mieszkańców to muzułmanie. To jednocześnie miejsce kultu katolickiego w Ziemi Świętej. Wg Nowego Testamentu właśnie tam mieszkali Maria i Józef, razem ze swoim synem Jezusem. W okresie Bożego Narodzenia, Nazaret gościł dziesiątki tysięcy katolików z całego świata. Odbywały się parady, świąteczny targ i koncerty. W tym roku uroczystości bożonarodzeniowe zostały odwołane. Tak zdecydował burmistrz Nazaretu, który zaprotestował w ten sposób przeciwko niedawnej decyzji prezydenta Donalda Trumpa, który uznał Jerozolimę za stolicę Izraela. - Jego czyn zabrał nam całą radość - powiedział Ali Salam. Prezydenta USA nazwał "draniem" i dodał, że uznanie Jerozolimy za stolicę, to "cios nożem w plecy społeczności muzułmańskiej". Organizacje palestyńskie - OWP i Hamas - solidarnie potępiły decyzję Donalda Trumpa. - Oznacza ona otwarcie bram piekieł - oświadczył przedstawiciel Hamasu. Organizacja wezwała również wszystkie państwa arabskie do zerwania kontaktów dyplomatycznych z USA i do wydalenia amerykańskich dyplomatów. Administracyjną stolicą Izraela jest Tel Awiw, tam znajdują się urzędy i ambasady. Przeniesienie amerykańskiej placówki do Jerozolimy, podzielonej na części żydowską i arabską, Donald Trump zapowiadał jeszcze w kampanii wyborczej.

 

*Szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson porównał konfrontację Rosji z Zachodem do waśni między państwami-miastami Spartą a Atenami – pisze „The Sunday Times”. Czytałem „Wojnę peloponeską" Tukidydesa. Było dla mnie oczywiste, że Ateny i ich demokracja, ich otwartość, ich kultura i cywilizacja były odpowiednikiem  USA  i Zachodu — ocenił minister, porównując Rosję do Sparty. Johnson powiedział też, że w stosunkach na linii Moskwa — Zachód był „moment nadziej i pokoju", gdy upadł mur berliński, ale na tle obecnego kryzysu dyplomatycznego ten okres „wydaje się absolutną iluzją". Wojny peloponeskie (431-404 p.n.e.) — konflikt zbrojny pomiędzy największymi potęgami klasycznej Hellady — Atenami i Spartą oraz ich sojusznikami. W rezultacie Ateny poniosły klęskę, a hegemonem w regionie została Sparta. 

 

* Polska, Węgry, Słowacja i Czechy zadeklarowały pomoc Republice Włoskiej w ograniczeniu imigracji muzułmanów na obszar Półwyspu Apenińskiego. Wymienione państwa, należące do Grupy Wyszehradzkiej, zdecydowały się przeznaczyć 35 milionów euro, które zostaną przekazane na szkolenia oraz sprzęt dla libijskiej straży granicznej. Polski wkład wyniesie 9 milionów euro. Według szefów rządów Grupy Wyszehradzkiej, działania polegające na ograniczeniu przyczyn masowej migracji mogą przynieść znacznie większe korzyści niż przyjmowanie uchodźców do naszych państw. Zaskakującą oraz znamienną okazała się wypowiedź przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude Junckera, który znany jest ze swoich wypowiedzi wymierzonych w Polskę. Ostatnio przyznał on rację Polsce, stwierdzając że takie działania “całkowicie wpasowują się w solidarność z Włochami i innymi krajami”. Oznacza to, że jest on drugą znaczącą osobą w unijnej polityce, która zmienia swoje poglądy w kwestii rozlokowania uchodźców, rezygnując z krytykowania Polski czy innych państw Grupy. Wartym odnotowania jest również fakt, że wcześniej Donald Tusk również potępił mechanizm rozdzielania imigrantów między kraje członkowskie UE w ramach tzw. kwot uchodźców. Stwierdził on, że nie widzi przyszłości dla tego projektu. 

 

*Przyszły rząd Austrii zamierza domaga się zniesienia unijnych sankcji wobec Rosji wprowadzonych w związku z konfliktem na Ukrainie – wynika z programu rządu koalicyjnego. W sobotę liderzy Austriackiej Partii Ludowej i Wolnościowej Partii Austrii przedstawili swoich kandydatów do tek ministerialnych. Nominacje zostaną prawdopodobnie ogłoszone w poniedziałek. Austria będzie aktywnie działać na rzecz usunięcia istniejącego napięcia w europejskim porozumieniu, głównie spowodowanego przez konflikt na Ukrainie i sankcje, a także w kierunku rozwiązania konfliktu na Ukrainie i wokół niej — podano w dokumencie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Sebastiana Kurza, lidera Austriackiej Partii Ludowej.    

 

* 15 grudnia sąd rejonowy w Moskwie uznał Aleksieja Ulukajewa, byłego ministra rozwoju gospodarczego Rosji, za winnego wzięcia łapówki w wysokości 2 milionów USD w zamian za wydanie pozytywnej opinii pozwalającej państwowemu koncernowi naftowemu Rosnieft’ przejąć 50,08% akcji koncernu Basznieft’. Sąd uznał, że przedstawiony przez prokuraturę materiał dowodowy w pełni potwierdza popełnienie przestępstwa przez Ulukajewa. Były minister został skazany na 8 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze oraz 130 mln rubli (ponad 2 mln USD) grzywny. Wcześniej sąd przyjął materiał dowodowy przedstawiony przez prokuraturę i zaakceptował odmowę pojawienia się w sądzie głównego świadka w sprawie – Igora Sieczina, prezesa Rosniefti, od którego Ulukajew miał domagać się łapówki. Wyrok nie jest prawomocny, ale nie należy się spodziewać jego istotnego złagodzenia w wyższej instancji. Wyrok ma pokazać bezwzględność Kremla i potwierdza umacnianie pozycji w elicie rządzącej Igora Sieczina i bliskich Putinowi zwolenników zaostrzania kontroli państwa i wzrostem jego represyjności. 

 

*Wiceprzewodniczący Komisji ds. Obrony Dumy Państwowej Rosji Andriej Krasow nazwał nieoczekiwaną informację, że w środkowej części Finlandii ośrodek wywiadu może śledzić za rosyjskimi siłami zbrojnymi.W sobotę fiński dziennik „Helsingin Sanomat" opublikował artykuły o „tajnym ośrodku" fińskiego wywiadu wojskowego. Centrum w Tikkakoski, niedaleko miejscowości Jyvaskyla w środkowej Finlandii, zajmuje się kontrolowaniem różnego rodzaju sygnałów z różnych stron świata, ale w praktyce jego uwaga skupia się na Rosji. „Należy sprawdzić tę informację, czy to prawda.  Za każdym razem mówimy, że gotowi jesteśmy budować stosunki dobrosąsiedzkie. Ale nie spodziewaliśmy się tego od naszych kolegów z Finlandii. Szczerze mówiąc, bardzo nieoczekiwane posunięcie" — ocenił Krasow. Zdaniem polityka ten przypadek świadczy o tym, że rosyjskie obiekty wojskowe i siły zbrojne są nie tylko śledzone przez kraje należące do NATO, ale i przez państwa niezależne od tego sojuszu, określające się jako „neutralne". Krasow przypomniał, że elementy tarczy antyrakietowej, będącej rzekomo odpowiedzią na irański program jądrowy, zostały rozmieszczone w Polsce i Rumunii, a kontyngent wojskowy — w krajach bałtyckich, Polsce, Niemczech i innych sąsiadujących z Rosją państwach.  Ta wiadomość zmusza kolejny raz do powiedzenia, że bardzo dużo wojsk skoncentrowano w pobliżu naszej granicy — podkreślił polityk.  Rosja nie zamierza na nikogo napadać. Rosja przez wiele lat nie zwracała (uwagi) na rozwój swoich sił zbrojnych, na jakość przygotowania bojowego. Odkąd zajmujemy się tym, wyjaśniamy, że robimy to w interesach własnego państwa, aby zwiększyć zdolności bojowe naszej armii i poprawić bezpieczeństwo naszego państwa, naszych obywateli — zapewnił Krasow.

 

*Na początku przyszłego tygodnia do Moskwy przyjedzie francuski minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire, będący członkiem francusko-rosyjskiej rady ds. gospodarki, finansów, przemysłu i handlu.Jak pisze „Les Echos", przybędzie on do Rosji kilka dni po uruchomieniu projektu „Jamał", w którym uczestniczy francuski Total. Wpisuje się to w proces odrodzenia stosunków dwustronnych, który został zainaugurowany w trakcie spotkania Putina i Macrona w Wersalu. W 2010 roku odbył się rok Francji  w Rosji i rok Rosji we Francji, dzięki czemu francuskim firmom udało się znacznie umocnić swoje stosunki z rosyjskimi partnerami. Negatywny etap — jak pisze dziennik — rozpoczął się w 2014 roku, gdy relacje handlowe między obu państwami ucierpiały z powodu kryzysu gospodarczego w Rosji oraz sankcji i embarga. Jednak rosyjsko-francuskie relacje nie są znowu tak tragiczne: w latach 2014-2016 Francja zajmowała pierwsze miejsce w Rosji pod względem bezpośrednich zagranicznych inwestycji, a francuskie firmy były głównym pracodawcą dla Rosjan. Wznowienie stosunków gospodarczych między tymi krajami jest nierozerwalnie związane z poprawą klimatu politycznego. Francji nie podoba się to, że Rosja wspiera reżim al-Asada, przyłączyła Krym, a Putin umacnia swoją władzę wewnątrz kraju. Francuzom nie podobają się też działania rosyjskich hakerów. Z kolei Moskwa uważa, że Paryż podupadł, że zrezygnował ze swojej suwerenności  na rzecz „zachodnializmu". Mistrzowskim posunięciem było zaproszenie przez Macrona do Francji Putina, twierdzi „Les Echos". Nie chodziło o to, aby zapomnieć o przeszłości czy ignorować różnice. Macron chciał pokazać Moskwie, że Francja jest gotowa zacząć z czystej karty. Teraz, pół roku od spotkania w Wersalu, potrzebny jest nowy impuls. Z kilku powodów. We Francji wielu w rządzie ma powściągliwy, a nawet wrogi stosunek do zbliżenia z Moskwą. Z kolei stronie rosyjskiej brakuje otwartości. Antyzachodnie nastroje, które w ostatnich latach podsycał Kreml, miały znaczny wpływ na społeczeństwo. Teraz trudno jest kontrolować opinią społeczną, a tym bardziej zwrócić ją w przeciwną stronę. Według francuskiego dziennika ekonomicznego wizyta ministra gospodarki — a być może udział prezydenta Francji w Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu w maju — ma ogromne znaczenie. Tym bardziej, że wiele czynników zmienia się i tworzy potencjalnie korzystniejszy kontekst. Rosja zdaje sobie sprawę, że jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi zostały zablokowane na długo i nie należy się niczego po nich spodziewać. A Europa — głównie Niemcy i Francja — jest potencjalnym partnerem Moskwy, jeśli Kreml obdarzy ją zaufaniem. Oczekuje się, że po wyborach prezydenckich i Mundialu rosyjska gospodarka zacznie się odbudowywać. Będzie to dobry powód do tego, aby zwrócić się w stronę Rosji. Trzeba uchwycić się za tę szansę, aby duch Wersalu nie umarł — podkreśla „Les Echos". 

 

*Ambasador MSZ Rosji zwrócił uwagę na problemy w dialogu USA w sprawie Arktyki.Rosja i USA mają poważne problemy we współdziałaniu w regionie arktycznym, są jednak przykłady konstruktywnej współpracy — poinformował ambasador do zadań specjalnych MSZ Rosji Władimir Barbin. Podkreślił, że zachodnie sankcje przeciwko projektom energetycznym w Arktyce wpływają na współpracę Rosji z krajami regionu, jednak według niego negatywne skutki sankcji mimo wszystko udało się zminimalizować. W październiku USA zakazały osobom fizycznym i prawnym współpracy w swojej jurysdykcji z rosyjskimi spółkami w ramach głębokowodnych, arktycznych i łupkowych projektów energetycznych. Rosyjski dyplomata podkreślił, że „stan stosunków dwustronnych z USA pozostawia wiele do życzenia", jednak „Amerykanów wyróżnia pragmatyzm i dość konstruktywnie współdziałamy z nimi w kwestiach będących przedmiotem zainteresowania obu stron". Wśród takich sfer współpracy Barbin wymienił dialog nt. zachowania zapasów rybnych, kontakty między służbami granicznymi a także współdziałanie w kwestiach organizacji bezpieczeństwa żeglugi w rejonie Cieśniny Beringa. „Mamy też duże problemy z USA w Arktyce, lecz są również przykłady konstruktywnej i wzajemnie korzystnej współpracy" — powiedział podczas konferencji prasowej w MIA Rossiya Segodnya. Rada Arktyczna to forum międzynarodowe powołane do ochrony środowiska północnej strefy polarnej. W jej skład wchodzi osiem państw arktycznych: Dania, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, USA, Finlandia i Szwecja. Finlandia objęła przewodnictwo w Radzie Arktycznej w maju bieżącego roku, przejmując pałeczkę od USA. 

 

*Zdaniem rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej porównanie Rosji do Sparty, starożytnego greckiego miasta-państwa, jest nieprawidłowe. Porównanie jest niewłaściwe. Nie chodzi nawet o to, że Rosja nigdy nie była „wojowniczym krajem", w przeciwieństwie do tych europejskich państw. Istotą sprzeczności między Atenami a Spartą jest oligarchia jako podstawa ustroju tej ostatniej. Moim zdaniem nie można sobie wyobrazić nic bardziej oligarchicznego niż  Wielka Brytania  — napisała Zacharowa na Facebooku. Jej zdaniem, „jak historycznie brytyjska monarchia była budowana na silnym oligarchicznym fundamencie, tak w naszych czasach przyciąga kapitał oligarchiczny, robiąc to w pełni świadomie". Dlatego Boris Johnson nie ma racji. Ale z jednym porównaniem można się zgodzić: wojny między Atenami a Spartą osłabiły klasyczną Grecję, z czego skorzystali Persowie i Macedończycy. Dzisiejsze konflikty, które zasiał i aktywnie kultywuje Zachód, głównie na kontynencie europejskim, niewątpliwie osłabiają zachodnią cywilizację i powodują, że jest ona bezbronna wobec takich zagrożeń jak np. ISIS — podkreśliła Zacharowa.Rzeczniczka rosyjskiego resortu spraw zagranicznych stwierdziła, że „zabawa w swobodne historyczne paralele, tj. wymyślone przez  Foreign Office, może popchnąć go jeszcze dalej i pewnego pięknego dnia, taki twórczy i nadzwyczajny, zobaczy on w swoim kraju np. wyspę Lesbos".

 

*Zwolennicy Michaiła Saakaszwilego wzięli szturmem Pałac Październikowy w Kijowie.Dziś w centrum Kijowa zgromadzili się zwolennicy Michaiła Saakaszwilego na marszu za impeachment na rzecz odejścia Petra Poroszenki. Demonstranci wdarli się do Pałacu Październikowego nieopodal Chreszczatyk, gdzie mieści się siedziba Międzynarodowego Centrum Kultury i Sztuki. Do szturmu na budynek zachęcał sam Saakaszwili. — Zaraz idziemy stąd do Pałacu Październikowego i tam będzie sztab naszej koordynacyjnej rady, żeby już nas nie ganiali w nocy po namiotach — mówił były prezydent Gruzji do swoich zwolenników zgromadzonych na Majdanie Niezależności.   Demonstranci zniszczyli drzwi wejściowe i zdarli się do środka. Budynku bronili  funkcjonariusze Gwardii Narodowej, którzy użyli przeciwko demonstrantom gaśnic przeciwpożarowych.

 

*Były prezydent Gruzji i lider opozycyjnej na Ukrainie partii Ruch Nowych Sił Michaił Saakaszwili napisał list do Petra Poroszenki, w którym wyciąga rękę na zgodę do ukraińskiego przywódcy. Poroszenko otrzymał to pismo. Misza proponuje deeskalację — powiedziało źródło, które cytuje stacja telewizyjna „1+1". Ekipa Saakaszwilego nie potwierdziła tych informacji. Nie wiem. Pojednanie jest możliwe, jeśli spełnią wszystkie nasze żądania: trybunał antykorupcyjny, ustawa o wyborach, ustawa o impeachmencie i dymisja prokuratora generalnego — powiedział Jurij Derewianko, członek Ruchu Nowych Sił. Później Saakaszwili zdementował doniesienia o liście do Poroszenki. Saakaszwili przedostał się we wrześniu na Ukrainę, choć w lipcu 2017 roku prezydent Petro Poroszenko pozbawił go obywatelstwa. Ukraińskie władze podejrzewają, że Saakaszwili przyjmował pieniądze od byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza na antyrządowe demonstracje. Polityk został zatrzymany w ubiegły piątek, ale w poniedziałek sąd rejonowy w Kijowie nie zgodził się na areszt domowy dla niego.Michaił Saakaszwili w 2015 roku otrzymał od Poroszenki obywatelstwo ukraińskie i został mianowany gubernatorem obwodu odeskiego. W 2016 roku były prezydent Gruzji oskarżył Poroszenkę o popieranie klanów korupcyjnych i ustąpił ze stanowiska. Następnie polityk założył partię Ruch Nowych Sił, domagającą się ustąpienia prezydenta.    

 

*Populacja mieszkańców Ukrainy w ciągu trzech kwartałów tego roku zmniejszyła się o kolejne 150 tys. - poinformowała Państwowa Służba Statystyki Ukrainy.Senator Aleksiej Puszkow zmniejszanie się liczby Ukraińców określił jako jedno z najważniejszych „osiągnięć" ukraińskich władz. „Póki Poroszneko jest zajęty sankcjami wobec Rosji i marzy o NATO, liczba Ukraińców zmniejsza się o 500 osób na tydzień. Jedno z najważniejszych  „osiągnięć" reżimu" — napisał senator w swoim Twitterze. Masowy odpływ Ukraińców z kraju. 150 tys. osób w ciągu 10 miesięcy. Według demografów ważną rolę odgrywają tutaj wysoka śmiertelność oraz niski wskaźnik urodzeń. Pod tym względem Ukraina zajmuje 172. miejsce na świecie w rankingu ONZ. Jest wiele powodów ku temu. Przyczynił się do tego m.in. konflikt na wschodzie kraju, sytuacja finansowa rodzin i gwarancje socjalne. W 2014 roku zasiłek na dziecko był „przyzwoity", ale w ciągu trzech lat sytuacja się zmieniła i za te pieniądze można kupić już o połowę mniej. Matki skarżą się, że nie wystarcza ich nawet na pieluchy. — Z tego powodu wiele młodych rodzin przeraża myśl o pierwszym dziecku, a o drugim nawet się nie wspomina — komentuje stacja telewizyjna TSN. Ministerstwo Polityki Społecznej zwraca uwagę na to, że wielokrotnie opowiadało się za podniesieniem zasiłków, bez oczekiwanego rezultatu. Szef ministerstwa Andrij Rewa twierdzi, że na Ukrainie powstały całe „dynastie" beneficjantów świadczeń socjalnych. — Każdego dnia o 500 osób zmniejsza się liczba mieszkańców Ukrainy  — powiedział członek Rady Najwyższej Andrij Szypko. Jak podkreślił, państwo nie wspiera młodych małżeństw, dlatego wyjeżdżają one do innych krajów, gdzie otrzymują pomoc na dzieci. Tymczasem w roku budżetowym 2018 nie przewidziano dodatkowych pieniędzy na ten cel.

 

*Wołodymyr Wiatrowycz po raz kolejny jątrzy. Tym razem obraził Polaków poprzez stwierdzenie, że „pomnik w Hucie Pieniackiej jest nielegalny”.Szef ukraińskiego IPN zasugerował, że nie ma tam szczątków polskich ofiar. W ten sposób odniósł się do niedawnej wypowiedzi prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego, że „miejsce pamięci jest tam, gdzie znajdują się ludzkie kości".  „Polscy politycy nie przestają zadziwiać dziwnymi warunkami odnawiania ukraińskich pomników, zniszczonych przez wandali" — napisał prowokacyjnie na swoim profilu na Facebooku, licząc zapewne na kolejną polsko-ukraińską awanturę. — „A co w takim razie z polskimi symbolicznymi grobami i pomnikami?  Tak jest na przykład z pomnikiem Polaków zabitych  w Hucie Pieniackiej  — nielegalnym względem ukraińskiego prawa, który został zniszczony przez wandali i odnowiony przez społeczność ukraińską". To nie pierwsza taka wypowiedź Wiatrowycza, pośrednio negująca rzeź wołyńską i podstawy do jej upamiętniania. Urzędnik wielokrotnie sugerował, że miejsca pamięci polskich ofiar nie są mile widziane na terenie jego kraju. Tym razem również nie odmówił sobie retorycznego pytania: „Czy niektórzy polscy politycy znów mają problem z ustaleniem, gdzie przebiega zachodnia granica Ukrainy?" Z tym, że nikt nie neguje dzisiejszego zarysu granic. Natomiast pomnik pomordowanych w Hucie Pieniackiej znajduje się dokładnie w miejscu, gdzie znajdowały się zbiorowe mogiły polskiej ludności — i jest to miejsce najwłaściwsze do upamiętnienia. Polaków zapędzono do nieistniejącego już kościoła, a potem wyprowadzono na zewnątrz i zamordowano na terenie plebanii. 28 lutego 1944 wieś została poddana pacyfikacji — ponieważ lokalna samoobrona niecały tydzień wcześniej wdała się w walkę w z ukraińskimi zwolennikami SS. Za to spotkała Polaków straszliwa kara — rzeź przeżyły zaledwie 162 osoby. Mordowali policjanci z ukraińskiego batalionu SS, członkowie UPA oraz ochotnicy z SS Galizien. Oczywiście, wśród dowodzących byli Niemcy, ale polski Instytut Pamięci Narodowej ustalił z całą pewnością, że lokalni nacjonaliści pomagali im aktywnie i tak skwapliwie, że wieś nie miała szans, została praktycznie zrównana z ziemią. W tej chwili negacjoniści wołyńscy robią wszystko, aby pamięć o tych wydarzeniach nie przetrwała. Przeinaczają fakty, albo wprost zaprzeczają zbrodni. Pomnik, wysadzony oraz pomalowany w czerwone znaki „SS" w styczniu 2017, a także ponownie zdewastowany w marcu pezez nieznanych sprawców, został wprawdzie przez Ukraińców odrestaurowany, ale na ich własną modłę — znacznie różni się od „oryginału". Zabrakło na nim kluczowego cytatu z Kornela Ujejskiego, a nowego napisu nie skonsultowano w ogóle z polską stroną. Odpowiedzialność za mord z Huty Pieniackiej Ukraińcy dziś usiłują zrzucić na Niemców. Media forsują tezę, jakoby Ukraińcy nie brali w nim czynnego udziału. Zarówno agencja informacyjna UNIAN jak i portal Zaxid.net piszą o „Polakach zamordowanych z rąk hitlerowców", a już szczytem oszczędności informacji jest wzmianka o „ludności zabitej podczas II wojny światowej". Zaxid.net powołuje się na badacza Andrija Boljanowskiego, który miał ustalić, że „w tamtym czasie nie działał tam żaden oddział galicyjskiej dywizji".Być może gdyby ministrem spraw zagranicznych rzeczywiście został Krzysztof Szczerski, bezczelność szefa UIPN mogłaby zostać przykrócona. Witoldowi Waszczykowskiemu ewidentnie brakuje umiejętności upominania się o polskie miejsca pamięci na Ukrainie. Wypowiedź Wiatrowycza jest obraźliwa zwłaszcza w kontekście niedawnej obietnicy odrestaurowania pomników UPA, jaka padła na zjeździe w Krakowie.

 

* Siły Zbrojne Ukrainy stają przed wieloma wyzwaniami, w tym także z powodu nieudanej konstrukcji czołgów „Bułat”. Zastępca dowódcy Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy ds. logistyki Jurij Tołoczny powiedział o tym w wywiadzie dla agencji „Kurier Obronno-Przemysłowy”. „W ogóle rezerwa sprzętu nadal jest wielka, ale jest przestarzała, a potencjał modernizacji praktycznie wyczerpany. Niektóre warianty ulepszenia są nieskuteczne w prawdziwej walce. Na przykład czołgi T-64BM «Bułat» ze względu na dużą wagę i słaby silnik okazały się nieskuteczne, zostały przeniesione do rezerwy i zastąpione liniowymi T-64” — powiedział generał. Tołoczny uważa, że​​Ukraina musi stworzyć nowe modele sprzętu pancernego, a to jest teraz trudne dla kraju.Są inne problemy. BM«Oplot» (ukraiński czołg na bazie radzieckiego T-80UD — red.) na przykład w Siłach Zbrojnych jest dostępny w jednym egzemplarzu — W Charkowskim Instytucie Wojsk Czołgowych. Więc pytanie jest o możliwości państwa zakupu i przemysłu — seryjnej produkcji nowych maszyn” — dodał Tołoczny.

 

* Ambasador Kanady na Ukrainie Roman Waszczuk opowiedział o warunkach sprzedaży broni stronie ukraińskiej. „Jest to pozwolenie ramowe, które pozwala na zakup broni” — cytuje UNN jego słowa. Należy zauważyć, że pozwolenie ramowe nie gwarantuje dostaw broni z Kanady, ale otwiera możliwości zakupu śmiercionośnej broni. „Teraz zostały otwarte ramy prawne, w których podmioty rządowe czy gospodarcze mogą uzgodnić dostawę broni” — dodał dyplomata. Jak podkreśla publikacja, lista kontroli automatycznej broni palnej, na którą teraz wpisano Ukrainę, pozwala na eksport 183 wersji broni palnej, „broni, urządzeń lub komponentów znajdujących się na liście kontroli eksportu”. Wcześniej poinformowano, że Kanada zatwierdziła dostawy śmiercionośnej broni dla władz Kijowa.

 

*Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko obiecał, że sprzeda aktywy firmy Roshen, ale mimo upływu trzech lat nic się w tej kwestii nie zmieniło.Jak powiedział dyrektor zarządzający domu Rothschild, zagraniczni inwestorzy przejawiają interes wobec sektora rolnoprzemysłowego, energetyki, infrastruktury, sfery IT i biznesu farmaceutycznego Ukrainy, ale sytuacja na południowym wschodzie kraju budzi ich zaniepokojenie z ekonomicznego punktu widzenia. Problemy powstały także w czasie próby sprzedaży aktywów korporacji cukierniczej ukraińskiego lidera. „Nawiązaliśmy kontakt ze wszystkimi światowymi graczami działającymi w tym sektorze: z Europy, Ameryki Północnej, Azji, a także z niektórymi dużymi towarzystwami funduszy inwestycyjnych. Wszystkie zainteresowane strony przekazały nam, że nie są gotowe do wzięcia na siebie takiego ryzyka i uprzejmie nam odmówiły" — powiedział Giovanni Salvetti w wywiadzie dla „Ukraińskiej Prawdy". Ukraiński rząd planuje sprywatyzować do 2020 roku 893 zakłady państwowe, w tym „PriwatBank", „Oszczadbank", „Ukrgazbank" i „Centrenergo". Zdaniem zachodniego ekonomisty relewantnych aktywów jest nie więcej niż 10-15, a przyciągnięcie strategicznych inwestorów będzie rzeczą trudną, bo gracze w Europie Środkowej i Wschodniej mają tendencję do utrzymywania swoich pozycji, a nie umacniania ich na arenie międzynarodowej.  „Strategiczni inwestorzy na Ukrainie stracili znacznie więcej niż 50% sumy włożonej w latach 2005-2008. W najbliższym czasie powrót tych inwestorów na Ukrainę będzie mało prawdopodobny za wyjątkiem, być może, niewielkiej ilości graczy skoncentrowanych na państwach Europy Środkowo-Wschodniej" — uważa Salvetti. Wbrew swojej przedwyborczej obietnicy Petro Poroszenko nie sprzedał swoich aktywów biznesowych po zajęciu najwyższego urzędu w państwie, a na odwrót, nie przestaje pomnażać swojego majątku drogą działalności biznesowej. Ukraiński prezydent ograniczył się do przekazania akcji koncernu Roshen do tzw. ślepego funduszu powierniczego Rothschild Trust. Właścicielem akcji cypryjskiej spółki CEE Confectionary Limited, która zrzesza aktywa Roshen, miała zostać szwajcarska spółka. Ale dwa dni przed objęciem udziałów dyrektorem europejskiej spółki został top-manager Roshen, a jednocześnie dawny kolega ze szkoły ukraińskiego prezydenta Siergiej Zajcew. Innymi słowy koncern de iure zmienił właściciela, a de facto pozostał pod kontrolą Poroszenki.

 

* Kierownictwo polityczne USA postawiło już krzyżyk na prezydencie Ukrainy Petro Poroszence, tak jak kiedyś na Wiktorze Janukowyczu. Taką opinią podzielił się kijowski publicysta Andrij Wadżra. Analityk przekonuje: Waszyngton już wie, kim zastąpić obecnego prezydenta Ukrainy. „Problem Poroszenki polega na tym, że on uważa się za jakiegoś cara Ukrainy, i traktuje Ukrainę jak swoją własność" — powiedział Wadżra. Zdaniem eksperta Poroszenko pielęgnował w sobie taką iluzję przez ostatnie kilka lat. A ukraiński lider jest zaledwie „dyrektorem zarządzającym" mianowanym przez Amerykanów — uważa publicysta. „Ukraina należy do Stanów Zjednoczonych Ameryki, to ich protektorat. To Amerykanie o wszystkim decydują na Ukrainie" — wyjaśnia Wadżra. Ale Poroszenko zapomniał o tym, stracił poczucie rzeczywistości, poczuł się jak suwerenny właściciel Ukrainy — kontynuuje Wadżra. „Co się tyczy intelektu, to bardzo ograniczona osoba" — dodał analityk. Według słów eksperta na liderze Ukrainy już dawno postawiono krzyżyk, przekreślili go jak niegdyś zrobili to z Janukowyczem. „To, że go usuną, to tylko kwestia czasu, i wszystko wskazuje na to, że nastąpi to w bardzo nieodległym czasie" — podkreślił Wadżra. Publicysta jest przy tym pewien: Waszyngton już wie, kim zastąpić Poroszenkę. „Jeśli puścili w ruch Saakaszwilego, oznacza to, że już znaleźli zamianę, kilka kandydatur z pewnością mają" — uważa Wadżra.

 

* U wybrzeży Jawy doszło w piątek do trzęsienia ziemi o magnitudzie 6,5 – podała amerykańska służba geologiczna. USGS informuje, że epicentrum trzęsienia znajdowało się na głębokości 92 km. Zdaniem pracowników indonezyjskiej agencji ds. zarządzania katastrofami, doszło do aktywacji systemów wczesnego ostrzegania przed tsunami, jednak Centrum Ostrzegania przed Tsunami na Pacyfiku nie potwierdziło tego zjawiska. Na Jawie mieszka ponad połowa z 250 mln mieszkańców Indonezji. Wstrząsy były odczuwalne w środkowej i zachodniej części Jawy. Z powodu trzęsienia przez 20 sekund drżały również budynki w Dżakarcie, stolicy Indonezji. Agencja AP informuje o co najmniej jednej zabitej osobie oraz wielu zawalonych budynkach. Zaznacza, że liczba ofiar na razie nie jest znana. W mieście Banyumas w centralnej Jawie zawalił się szpital, z którego ewakuowano pacjentów.

 

*Po długim okresie wzajemnej niechęci Rosja i Japonia zmierzają ku lepszym relacjom. W ostatnich dniach Moskwa i Tokio zaczęły omawiać rozwój współpracy wojskowo-morskiej. I z czasem kraje mogą rozwiązać spór wokół Wysp Kurylskich, które trafiły pod jurysdykcją ZSRR po II wojnie światowej, pisze The National Interest.„Jesteśmy gotowi do budowania więzi między resortami wojskowymi na podstawie umów liderów osiągniętych podczas serii spotkań na najwyższym poziomie w roku ubiegłym” — powiedział szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji Walerij Gierasimow po spotkaniu z japońskim odpowiednikiem admirałem Katsutosi Cavanaugh. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony kraje przeprowadzą ponad 30 wspólnych ćwiczeń w nadchodzących latach. Jednak ta dwustronna współpraca nie ogranicza się do kwestii wojskowych. Kreml może spróbować osiągnąć bardziej kompleksową umowę z Tokio i ostatecznie rozwiązać spór o Wyspy Kurylskie, rozważa gazeta. „Prowadziliśmy strategiczny dialog z Japonią przed kryzysem ukraińskim (ministrowie spraw zagranicznych i obrony), ale teraz został wznowiony” — wyjaśnił w wywiadzie dla gazety starszy pracownik naukowy Centrum Kompleksowych Badań Europejskich i Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomicznej Wasilij Kaszyn. Strony próbują wzmocnić więzi gospodarcze i szczerze mają nadzieję, że problem terytorialny zostanie rozwiązany, uważa ekspert. Według The National Interes możliwym wynikiem tych negocjacji może być zwrot Wysp Kurylskich Japonii w zamian za rozszerzenie współpracy gospodarczej i technologicznej, ale pod warunkiem, że na wyspach nigdy nie pojawią się amerykańskie wojska. Rosjanie wyciągnęli lekcję z decyzji radzieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa, który wycofał armię z Europy Wschodniej, nie otrzymawszy pisemnych gwarancji od NATO, że Sojusz nie będzie przyjmował do swego składu krajów tego regionu. Jednak taki warunek Moskwy jest „kamieniem zawady” dla Tokio. Japończycy obawiają się, że uznanie transakcji w takiej postaci osłabiłoby ich sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, podkreśla Kaszyn. Tokio i Moskwa muszą poradzić sobie z jeszcze innym problemem. Pomimo faktu, że Wyspy Kurylskie to „malutkie i dość nieznaczne terytorium”, ich los martwi „wściekłych nacjonalistów” obu  krajów, którzy sprzeciwiają się jakiemukolwiek kompromisowi w tej sprawie. Właśnie dlatego władze Japonii i Rosji ogólnie rzecz biorąc negocjują „w tajemnicy”, aby uniknąć ingerencji „elementów nacjonalistycznych”, umacnia Kaszyn.

 

*Syryjski minister ropy Ali Ghanem w rozmowie ze Sputnikiem powiedział, że plan intensywnego wydobycia ropy naftowej i gazu jest już gotowy. Do końca roku Syria będzie wydobywać do 20 tys. baryłek ropy i 16 mln m3 gazu dziennie. W 2018 roku – 70 tys. baryłek i 19 mln m3 gazu, a w 2019 – 219 tys. baryłek i 24,5 mln m3 błękitnego paliwa.Ghanem podkreślił, że Syria zaprasza rosyjskich specjalistów do pomocy w realizacji tego zdania i podzielenia się doświadczeniem. W najbliższym czasie pojawi się wiele dobrych okazji do wspólnej pracy. „Szczególnie istotne jest szkolenie syryjskiego personelu pracującego w sektorze naftowym. Zamierzamy uczyć się od rosyjskich specjalistów, którzy przyjadą do Syrii. Wiadomo, że posiadają nowoczesne technologie i bogatą wiedzę. Planujemy stworzenie specjalnych ośrodków podnoszenia kwalifikacji przy współpracy ze stroną rosyjską. Pomoże to w rozwoju produkcji ropy naftowej w Syrii” – podkreślił syryjski minister. Jak dodał, zostanie powołana do życia rosyjsko-syryjska firma w Damaszku, która wesprze działające w tym kraju organizacje gazowe i naftowe. Odegra ona ważną rolę w realizacji wielu projektów inwestycyjnych.

 

* Siemens jest gotów zwrócić otrzymane w ramach transakcji zawartej ze strukturą Rostech 150 mln euro za turbiny na Krymie. Oznajmił to przedstawiciel niemieckiej firmy w Sądzie Arbitrażowym Moskwy. Podkreślił także, że instalacje gazowe pod względem charakterystyk odpowiadają tylko Półwyspowi Tamańskiemu ze względu na warunki klimatyczne. „Nie rozumiem, dlaczego pozwani uważają, że zakaz ma charakter polityczny. To nie jest polityka" — dodał. Dzisiaj Sąd Arbitrażowy dalej rozpatruje wzajemne pozwy niemieckiego koncernu i struktur Rostech dotyczące zgodności z prawem dostaw turbin Siemensa  dla budowanych na Krymie elektrowni atomowych. 

 

* Sędzia Sądu Arbitrażowego Moskwy Jekatierina Abramowa odrzuciła pozew firmy Siemens AG o zwrócenie dostarczonych na Krym turbin, a także pozew wzajemny struktur Rostech o uznanie niektórych punktów kontraktu za nieistotne. Poinformował o tym korespondent gazety „Kommersant” z sali sądowej.  „W rzeczywistości rozpatrujemy kwestię oszukania lub wprowadzenia powoda w błąd odnośnie tego, dokąd zostaną dostarczone turbiny gazowe" — powiedział przedstawiciel Siemensa. Mówiąc o powodzie, miał na myśli Siemens Gas Turbine Technologies — spółkę mieszaną Siemens i grupy Siłowyje Maszyny. Ta spółka wyprodukowała turbiny, które później zostały dostarczone na Krym. Przedstawiciel Siemensa ubiegał się o uznanie transakcji za nieważną i zwrócenie turbin, powołując się na punkty kontraktu 29.7, 29.8 i 32. „Punkt 29.7 daje powodowi prawo nie wywiązywać się z kontraktu, jeśli naruszy to sankcje poszczególnych państw" — powiedział prawnik reprezentujący interesy niemieckiej firmy. Pozwanym przez Siemens w procesie sądowym są struktury Rostech sp. z o.o. Technopromeksport i S.A. Technopromeksport. Powód mówił o punktach umowy 29.7, 29.8 i 32, które prosił uznać za nieznaczne lub nieistotne we wzajemnym pozwie przedstawicieli struktur Rostech. „Nie będziemy komentować tych okoliczności, ponieważ są nieistotne" — powiedział przedstawiciel pozwanego o punktach umowy, na które powoływał się powód. Swoją obronę przedstawiciel Rostech opierał na udowodnieniu sądowi, że wyznaczone punkty są nieznaczące i nieistotne, w związku z czym trzeba je anulować.

 

*Firma Elementus opublikowała wideo poświęcone ewolucji kryptowaluty w ciągu ostatnich czterech lat.W materiale, posiłkując się diagramem, pokazano, ile zarobiły firmy w dolarach na kryptowalucie. Minimalny zysk, aby został uwzględniony, musiał wynosić co najmniej 100 tys. dolarów. Elementus, po szczegółowym przeanalizowaniu transakcji z kryptowalutą, wyjaśnił, że w ostatnim roku dochód firm w tej sferze działalności gospodarczej wzrósł z 310 mln do 6,3 mld dolarów. Kryptowaluty stały się popularnym trendem w mijającym roku, głównie bitcoiny. 16 grudnia ich kurs przekroczył  19.000  dolarów. Dla porównania, w 2010 roku za 10 tys. bitcoinów można było kupić dwie pizze.    

 

*Rosyjsko-chińskie ćwiczenia dowódczo-sztabowe wspomagane komputerowo dla wojsk obrony przeciwlotniczej są nowym przełomem we współpracy obu państw w tej sferze - podano w komunikacie Ministerstwa Obrony Chin. „Udane przeprowadzenie rosyjsko-chińskich manewrów wyraża pozytywne wysiłki dwóch państw w zakresie wspierania wspólnych interesów w sferze bezpieczeństwa oraz regionalnej równowagi strategicznej" — podkreślił chiński resort obrony. Według chińskich wojskowych ćwiczenia „odzwierciedlają też wysoki poziom relacji partnerskich we współpracy strategicznej między Rosją a Chinami. — Podczas przeprowadzania ćwiczeń siły zbrojne obu państw osiągnęły nowy przełom w sferze obrony przeciwlotniczej — oceniło ministerstwo. Rosyjsko-chińskie ćwiczenia dowódczo-sztabowe wspomagane komputerowo dla wojsk obrony przeciwlotniczej „Bezpieczeństwo powietrzno-kosmiczne 2017" odbyły się w dniach 11-16 grudnia br. roku w Pekinie. Z kolei rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że osiągnięto jakościowo nowy poziom interakcji wszystkich ogniw dowodzenia od sztabów po naczelników pododdziałów. Strony uzgodniły, że kolejne spotkanie odbędzie się na początku 2018 roku w celu sporządzenia sprawozdania końcowego i omówienia perspektywy rozwoju współpracy w dziedzinie obrony powietrznej.

 

*Rosja intensywnie buduje swój potencjał wojskowy, aby zmniejszyć przepaść technologiczną, dzielącą ją od NATO – pisze niemiecka gazeta „Frankfurter Allgemeine”. Już dziś Federacja Rosyjska, w wojnie niejądrowej, może odeprzeć atak dowolnego przeciwnika i pokonać każde sąsiednie państwo, oprócz Chin — powiedział Dmitry Gorenburg, ekspert ds. Rosji z Uniwersytetu Harvarda.Do końca 2017 roku rosyjski przywódca Władimir Putin zatwierdzi program zbrojeniowy na kolejną dekadę, pisze „Frankfurter Allgemeine". Wielkość inwestycji szacuje się na około 270 mld euro. Główne zadanie (tego programu) jest  takie, aby Rosja dotrzymała kroku w rozwoju technologicznym Chinom i krajom NATO, które są jej bezpośrednimi konkurentami — podkreślił ekspert. Jego zdaniem w ciągu najbliższej dekady Rosja zdoła zmniejszyć przepaść technologiczną, dzielącą ją od sojuszu, jeśli „Kremlowi nie zabraknie pieniędzy". Co więcej, do 2027 roku armia rosyjska — podobno taki jest cel Moskwy — powinna być w stanie toczyć jednocześnie dwie wojny na dużą skalę, jak twierdzą eksperci w Carnegie Fund. Doszli oni do wniosku, że już niedługo Rosja będzie mogła dokonywać „interwencji militarnych na całym świecie". Właśnie dlatego — jak pisze Marco Seliger — specjaliści z Carnegie Fund zalecają sojuszowi, aby jak najszybciej wziął pod uwagę „nowe rosyjskie możliwości" i „znowu poćwiczył prowadzenie działań połączonych", podczas których jednocześnie angażuje się siły lądowe, morskie i powietrzne oraz wojska cybernetyczne. Przecież w ciągu 28 lat NATO „zapomniało" o elementarnych zasadach prowadzenia wojny.    

 

Rosyjscy wojskowi planują zwiększyć i zmodernizować arsenał taktycznej broni jądrowej, a obecne wydarzenia świadczą o tym, że państwo „szykuje się do wojny atomowej" - przekazały The Washinton Free Beacon anonimowe źródła w Pentagonie.Portal zauważa, że arsenał nuklearnych głowic bojowych wzrośnie z siedmiu do ośmiu tysięcy wskutek zwiększenia liczby taktycznych głowic nuklearnych o mniejszej sile rażenia nowej generacji. Proces ten ma dobiec końca w 2026 roku. W planach jest utworzenie małogabarytowych głowic bojowych o sile od dziesięciu do tysiąca ton w ekwiwalencie trotylowym przeznaczonych między innymi dla najbardziej precyzyjnych rakiet manewrujących i satelitów kosmicznych.Taka atomowa modernizacja wygląda złowieszczo, bo jest związana z nową strategiczną doktryną Moskwy, która wymaga operatywnego użycia broni jądrowej w toku zwykłego konfliktu — zauważa portal.Modernizacja dotyczyć też będzie kilku podziemnych atomowych obiektów dowodzenia przeznaczonych do ochrony dowództwa wojskowego i cywilnego na wypadek wybuchu wojny nuklearnej. W tym kontekście portal wymienia takie obiekty jak podziemny punkt dowódczy systemu 12E601 „Perymetr" Wojsk Rakietowych Przeznaczenia Strategicznego położony w masywie górskim Koswiński Kamień w Północnym Uralu, bunkier Biełorieck-16 pod Jamantau w Południowym Uralu, a także schrony w Woronowie i Szarapowie niedaleko Moskwy. Portal zauważa, że w takich przedsięwzięciach Rosja wykorzystuje furtki w obowiązujących umowach między Rosją i USA, w szczególności w porozumieniu o likwidacji rakiet średniego i pośredniego zasięgu (zawartym w 1987 roku) i w umowie o dalszej redukcji i ograniczeniu ofensywnych zbrojeń strategicznych (zawartej w 2011 roku). Raport poświęcony broni nuklearnej w Rosji zostanie przedstawiony prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi w styczniu 2018 roku. Na dany moment spośród dziewięciu państw dysponujących  bronia nuklearną, Rosja ma największy arsenał jądrowy — siedem tysięcy głowic bojowych, z czego 1950 jest gotowych do użycia. Na drugim miejscu plasują się USA z 6,8 tysięcy głowic bojowych, z czego 1,8 tysięcy znajduje się „na podorędziu".

 

* Systemy obrony przeciwrakietowej USA Aegis Ashore w Rumunii i Polsce nie są w stanie wystrzelić pocisków manewrujących Tomahawk, poinformował w środę wicedyrektor Agencji ds. Obrony Przeciwrakietowej Pentagonu kontradmirał John Hill, przemawiając w Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych. Zapytany, czy można wystrzelić „Tomahawk” z wyrzutni rakietowej Aegis Ashore, odpowiedział: „Nie”. „One nie są w stanie wystrzelić rakiet manewrujących” — powiedział, wyjaśniając w szczególności, że mają „zupełnie inne systemy kontrolne”. Według kontradmirała systemy te „nie zagrażają Rosji”. USA, realizując etapowy plan stworzenia europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej, rozmieściły mobilne baterie przeciwrakiet SM-3 w rumuńskiej miejscowości Deveselu, rozpoczynając ich operacyjną służbę 12 maja 2016 roku. Prace nad rozmieszczeniem takiej samej bazy w polskim Redzikowie trwają pełną parą, potwierdził Hill. Wcześniej informowano, że obiekt powinien zostać oddany do użytku w 2018 roku. W tym celu planuje się przeznaczyć 90 milionów dolarów w nowym roku finansowym, który rozpoczyna się 1 października. Jak zauważył Hill, Stany Zjednoczone „prowadzą obecnie negocjacje z innymi krajami, które chciałyby umieścić kompleksy Aegis Ashore na swoim terytorium”. Nie sprecyzował, z którymi konkretnie. MSZ Rosji wielokrotnie oświadczało, że rozmieszczenie Aegis Ashore w krajach Europy Wschodniej stanowi naruszenie przez Waszyngton zobowiązań wynikających z Traktatu o pociskach pośredniego zasięgu.

 

*Amerykański Departament Obrony przez lata zajmował się badaniami zgłoszeń o UFO – informuje „Politico”.Program Identyfikacji Zagrożenia Przestrzeni Powietrznej, który rozpoczął się 10 lat temu, nie był tajny, ale wiedziało o nim bardzo wąskie grono ludzi. W głównej mierze powstał w oparciu o wniosek Harry'ego Reida, demokraty z Nevady. Reid od dawna interesował się zjawiskami kosmicznymi. Badania prowadził oficer wywiadu wojskowego, Luis Elizondo, na piątym piętrze pierścienia C Pentagonu. Potrzebę wdrożenia tego programu motywowano tym, że obce mocarstwa, „być może Chiny lub Rosja", mogą opracować technologie kolejnej generacji, które staną się potencjalnym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych. W ramach programu analizowano nagrania i dokumenty opisujące obserwacje samolotów, które miały się poruszać z bardzo dużymi prędkościami bez widocznych oznak napędu, lub które unosiły się bez widocznych środków dźwigu. W sumie na Program Identyfikacji Zagrożenia Przestrzeni Powietrznej z rocznego budżetu Pentagonu, opiewającego na 600 miliardów dolarów, wydzielono 22 miliony. Większość pieniędzy trafiła do firmy badawczej Bigelow Aerospace zajmującej się przestrzenią powietrzną, prowadzonej przez miliardera Roberta Bigelowa współpracującego z NASA. Rzeczniczka Pentagonu Dana White potwierdziła istnienie programu, który miał być zamknięty w 2012 roku.    

 

*Rosyjscy naukowcy odkryli, jak zmusić komórki rakowe do umierania podczas dzielenia się.Biolodzy z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego i Szwecji odkryli, że komórki rakowe mogą ulegać autodestrukcji podczas dzielenia się po wprowadzeniu substancji związanej z tzw. katastrofą mitotyczną — informuje czasopismo „Scientific Reports". — Jeśli normalna komórka zostanie wystawiona na niewielkie dawki promieniowania, może zamienić się w komórkę  w stanie katastrofy mitotycznej. Komórka może zwiększyć swoją objętość, a następnie zacząć się dzielić. Prowadzi to do rozwoju nowotworu — powiedział Borys Żywotowski, profesor Wydziału Biologii na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, którego cytuje służba prasowa Rosyjskiej Fundacji Nauki. Większość nowotworów w organizmie ludzkim i zwierzęcym jest rezultatem rozpadu genu p53. Odpowiada on za syntezę białka, zaangażowanego w regulację wielu procesów komórkowych, a w szczególności za aktywację mechanizmów naprawy DNA lub indukcji apoptozy (usuwania zużytych lub uszkodzonych komórek) w odpowiedzi na uszkodzenia DNA. Dlatego komórki z uszkodzonym genem p53 jest bardzo trudno zniszczyć z powodu braku „programu samozniszczenia" w ich genomie. Istnieją inne mechanizmy samozniszczenia komórek, tj. entoza i katastrofa mitotyczna. W środowisku biologów to słowo oznacza skomplikowany proces, który prowadzi do gwałtownego zwiększenia rozmiarów komórki, pojawienia się „zbędnych" jąder i jej śmierć, gdy zaczyna się dzielić i następuje poważne uszkodzenie DNA. Według naukowców katastrofa mitotyczna jest jednym z mechanizmów obronnych organizmu, który zabija komórki, zanim przekształcą się one w nowotwór zagrażający życiu człowieka lub zwierząt wielokomórkowych. Żywotowski i jego koledzy chcą dowiedzieć się, jaką rolę odgrywa w katastrofie mitotycznej mitochondria, swego rodzaju „elektrownie" komórek. Jak twierdzą biolodzy, nie tylko produkują cząsteczki „energetycznej waluty" (adenozynotrifosforan, ATP), ale pełnią ważną rolę w inicjowaniu apoptozy, co skłoniło ich do przypuszczenia, że mogą one uczestniczyć też w samozniszczeniu komórki. Aby sprawdzić tę ideę, naukowcy wyhodowali kultury komórek rakowych i spróbowali wywołać katastrofę mitotyczną przy pomocy dwóch leków przeciwnowotworowych: doksorubicyny i alkaloidy kolkemidu. Zakłócają one pracę dwóch kluczowych etapów cyklu podziału komórek. „Autorem" pierwszego są drobnoustroje Streptomyces, a drugiego — kwiaty zimowita. Rezultaty badań świadczą o tym, że połączenie tych substancji zmusza około 80% komórek rakowych do autodestrukcji podczas podziału. Biolodzy mogli dokładnie przeanalizować, jaką rolę odgrywają mitochondria w tym procesie i jakie zmiany w pracy komórek uruchamiają go. Te obserwacje ujawniły kilka interesujących faktów. Po pierwsze, naukowcy odkryli, że sama w sobie katastrofa mitotyczna nie prowadzi do śmierci komórki — ulegają autodestrukcji, bo dochodzi do aktywizowania się łańcucha genów związanych z dwoma innymi typami śmierci komórkowej — apoptozą i autofagią. Po drugie, aby uruchomić ten proces, potrzebna jest jedna prosta rzecz — odcięcie dostępu tlenu do mitochondriów i zmuszenie ich do wydzielenia dwóch „białek śmierci" — Mcl-1 i Bcl-xL. Obecnie zespół Żywotowskiego analizuje kilka związków, które mogą powodować podobną reakcję w komórkach rakowych i nie powodują masowej śmierci ich zdrowych sąsiadów. Jeśli te eksperymenty zostaną uwieńczone sukcesem, to mogą powstać nowe leki przeciwnowotworowe, które będą miały znacznie mniej inwazyjny wpływ na organizm pacjenta niż naświetlania lub chemioterapia.

 

*Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) określił wymagania dotyczące ekwipunku rosyjskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w 2018 roku.Jak poinformował portal R-Sport, komitet nie dopuszcza używania symboli narodowych w przypadku rosyjskich sportowców. 5 grudnia Międzynarodowy Komitet Olimpijski podjął decyzję w sprawie udziału rosyjskich sportowców w zimowej Olimpiadzie 2018 w Pjongczangu. Rosjanie mogą wystąpić w turnieju, ale pod neutralną flagą, po uzyskaniu zgody specjalnej komisji. Wcześniej Rosja wysłała do Lozanny grupę roboczą, gdzie omawiano kwestie techniczne co do udziału rosyjskiej reprezentacji w igrzyskach w Korei Południowej.Zmiany dotyczące strojów rosyjskiej reprezentacji:  symbole olimpijskie zastąpią godło Rosji oraz logo Komitetu Olimpijskiego Rosji;  „RUS" zniknie, a na jego miejscu pojawi się „OAR"; „Olympic Athlete from Russia" zastąpi „Russia"; rozmiar czcionki „Olympic Athlete from" powinien być taki sam, jak „Russia"; znaku handlowego „Team Russia" nie należy stosować na strojach, sprzęcie i akcesoriach;  napisy powinny być w języku angielskim, a czcionka jak najbardziej uniwersalna; dopuszcza się jeden lub dwa kolory flagi narodowej, ale po uzyskaniu zgody MKOl, a poszczególne elementy nie mogą tworzyć flagi narodowej; zasady dotyczą sportowców, trenerów i oficjalnych osobistości;  cały ekwipunek musi zostać zatwierdzony przez MKOl.

 

*Badacze Facebooka stwierdzili, że przeglądanie tablicy wiadomości w serwisie społecznościowym może być szkodliwe dla człowieka – poinformowano na blogu sieci społecznościowej.W artykule „Trudne pytanie: czy czas, spędzony na portalu społecznościowym może nam zaszkodzić?" badacze Faceboka David Ginsberg i Moira Burke doszli do wniosku, że pasywne przeglądanie dziennika aktywności na portalu może negatywnie wpływać na zdrowie psychiczne ludzi.  „Ogólnie rzecz biorąc, jeśli ludzie spędzają dużo czasu na pasywnym pochłanianiu informacji, to w rezultacie czują się gorzej" — głosi artykuł. Jako przykład podano eksperyment, który został przeprowadzony na Uniwersytecie Michigan w USA. Pierwszą grupę biorących w nim udział studentów poproszono, by przez dziesięć minut czytali tablicę wiadomości, a drugą — by rozmieszczali posty i rozmawiali na czacie ze znajomymi. Nastrój studentów z pierwszej grupy pod koniec dnia był gorszy, niż uczestników drugiej. Oprócz tego zdaniem specjalistów stan psychiczny ludzi, którzy „klikali  w linki o cztery razy częściej lub lajkowali posty dwukrotnie częściej niż średniostatystyczny użytkownik, również był gorszy. Badacze Facebooka postawili hipotezę, że „czytanie wiadomości na temat innych osób w internecie może doprowadzić do negatywnych porównań społecznych". Tym niemniej portal wzywa użytkowników, by spędzali więcej czasu na Facebooku, na przykład rozmawiali ze starymi przyjaciółmi, dyskutowali w niedużych grupach czy wymieniali się treściami bezpośrednio ze znajomymi — zdaniem badaczy może to sprawić, że będą szczęśliwsi.    

 

 

KOMENTARZE

  • Warto pomagać...
    Małżeństwo Włochów z przedmieść Mediolanu udzieliło gościny 29-letniemu Tunezyjczykowi. Ten pobił mężczyznę, zgwałcił jego żonę w obecności ich 1,5-rocznego dziecka, okradł ich i uciekł ich samochodem do Francji. Zatrzymany w Annecy. Dealer narkotyków

    http://www.ilgiorno.it/milano/cronaca/aggressione-amico-violenza-compagna-1.3603577

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031