Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 9 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1093) Zapraszam na dzisiejszy serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela rozpętała burzę w świecie islamskim.Iran, Jordania, Syria, Arabia Saudyjska uważają, że Stany naruszają prawa Palestyńczyków  i naruszają rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1947 roku. Dyplomatyczny krok Waszyngtonu stawia Amerykę sam na sam z oburzonym Bliskim Wschodem. Islamski ruch Hamas nazwał 8 grudnia „dniem furii” a Trumpa oskarżył o otwarcie „bram piekieł”. Mniej ostro, ale równie zdecydowanie Waszyngton potępił szef Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas. Według polityka prezydent USA zdyskredytował siebie jako negocjatora problemu palestyńskiego i nie może już uczestniczyć w pokojowym uregulowaniu. Oburzenie bardzo szybko przekroczyło granice Palestyny i rozprzestrzeniło się po całym świecie islamskim. Iran, który wspiera Hamas, zagroził Tel Awiwowi wznowieniem intifady — zbrojnej walki o oddzielenie palestyńskich terytoriów. Jordania nazwała decyzję USA „naruszeniem prawa międzynarodowego”. Od Amerykanów zdystansował się również ich kluczowy sojusznik w regionie — Arabia Saudyjska: Rijad oświadczył, że uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela to „nieodpowiedzialny i nieuzasadniony krok”. Sprzeciw wobec Ameryki wyraziła również Europa. Cztery kraje starego świata — Francja, Wielka Brytania, Włochy i Szwecja — zwróciły się do Rady Bezpieczeństwa ONZ z żądaniem przeprowadzenia nadzwyczajnego posiedzenia w sprawie problemu palestyńskiego. Później do wezwania Paryża i Londynu dołączyły Urugwaj i Egipt.

 

*W nocy z piątku na sobotę lotnictwo Izraela zniszczyło cztery obiekty Hamasu w odpowiedzi na ataki ze Strefy Gazy – informuje „Times of Israel”.Z doniesień mediów wynika, że izraelscy żołnierze mieli ostrzelać dwa zakłady produkcji broni, jej skład i ośrodek szkoleniowy. Jak poinformował rzecznik armii Izraela  lotnictwo zaatakowało te obiekty w odwecie za wystrzelony ze strefy Gazy pocisk rakietowy, który spadł w granicach miasta Sederot, położonego na południu Izraela. Winą o incydent, w którym nikt nie ucierpiał, Izraelczycy obarczyli rządzący w Gazie Hamas. Domagają się oni od niego zapewnienia przestrzegania zawieszenia broni przez wszystkie palestyńskie frakcje.Źródła palestyńskie doniosły również o ostrzelaniu przez artylerię izraelską punktów kontrolnych należących do palestyńskich sił oporu w Beit Hanoun, a także miast Beit Lahia oraz Shaikh Zayed w północnej Gazie. Według Reutera w tych atakach rannych zostało 25 Palestyńczyków. Jedyną ofiarą śmiertelna do tej pory jest palestyński minister zdrowia Mahmoud al-Masri, który został zastrzelony przez wojsko w Khan Yunis, na południu strefy Gazy.Do wymiany ognia doszło  w dniu masowych protestów Palestyńczyków  przeciwko decyzji USA o uznaniu Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego.    

 

*Palestyńskie władze po uznaniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa Jerozolimy za stolicę Izraela nie przyjmą żadnej delegacji z tego kraju, w tym wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Ta decyzja jest wypowiedzeniem wojny Palestyńczykom – powiedział Abu Yusuf, członek Komitetu Wykonawczego Organizacji Wyzwolenia Palestyny. „Z pewnością delegacja Stanów Zjednoczonych nie jest mile widziana na całym okupowanym terytorium palestyńskim, wiceprezydent Pence też nie. Po decyzji (Trumpa) nie prowadzimy negocjacji z USA. Można ją uważać za wypowiedzenie wojny Palestyńczykom i ich władzom" — ocenił. W środę amerykański przywódca Donald Trump poinformował o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesieniu do tego miasta ambasady USA. Wcześniej pojawiła się wiadomość, że wiceprezydent USA Mike Pence uda się na Bliski Wschód, aby przeprowadzić rozmowy na temat walki z terroryzmem.    

 

* Zaostrzenie stosunków Stanów Zjednoczonych i świata muzułmańskiego stwarza zagrożenie nie tylko dla obywateli tego kraju, ale także dla Europy. „Uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela może wywołać nie tylko niepokój społeczny, ale także ataki na Amerykanów, a także na Europejczyków, nawet jeśli nie zgadzają się z decyzją Trumpa” — twierdzi rosyjski arabista Grigorij Łukjanow. Inny ekspert Boris Dołgow, również uważa, że wzrosło ryzyko nowych ataków terrorystycznych na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Jednocześnie decyzja USA jest korzystna dla ich głównego wroga w regionie — Iranu. Od wielu lat Teheran twierdzi, że Biały Dom stara się pozbawić Palestyńczyków nadziei na  stworzenie własnego państwa. Nowe podejście Amerykanów do statusu  Jerozolimy potwierdza w oczach wielu muzułmanów punkt widzenia Iranu. Ograniczony w politycznym manewrze we własnym domu Donald Trump być może wybrał Jerozolimę, aby osiągnąć porozumienie ze swoimi przeciwnikami w Partii Republikańskiej. Dawni krytycy prezydenta — senator Lindsay Graham i przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan — gorąco poparli rewizję statusu  świętego miasta. Szeroki konsensus wśród Republikanów raczej nie pozwoli USA  nawet po Trumpie zmienić decyzji. „Takie zygzaki nie odpowiadają obrazowi wielkiego mocarstwa i dlatego są mało prawdopodobne” — mówi Boris Dołgow. W ten sposób w stosunkach pomiędzy Waszyngtonem a światem muzułmańskim rysuje się kolejna trudna do rozwiązania ale trwała sprzeczność. Taki rozwój wydarzeń zwiększa ryzyko dla kluczowego sojusznika Stanów na Bliskim Wschodzie — Arabii Saudyjskiej. Rijad, który w tym roku zawarł rekordowe kontrakty z amerykańskimi firmami na 110 miliardów dolarów, jest zmuszony lawirować między oburzoną arabską ulicą a przyjaźnią z Ameryką. Szef Komisji Spraw Zagranicznych w Radzie Konsultacyjnej Arabii Saudyjskiej Zahir el-Harisi w wywiadzie dla Sputnika nazwał decyzję Trumpa „katastrofalną”. „Nie znam żadnej innej decyzji Białego Domu, która wywołałaby taką burzę niezadowolenia, oburzenia i pogardy” — powiedział el-Harisi. „Oczywiście Trump postawił Arabię​​Saudyjską w bardzo niewygodnej sytuacji. Przez długi czasśrodki finansowe dynastii Saudów i jej autorytet pozwalały minimalizować szkody moralne spowodowane przyjaźnią z Zachodem” — mówi Łukjanow.  Obecnie jest informacja o tym, że Arabia Saudyjska współpracuje z Izraelem przeciwko Iranowi, w tym także po linii służb specjalnych. Teraz Trump zadaje cios temu obszarowi saudyjskiej polityki” — podsumowuje Dołgow.

 

*Premier Iraku Hajdar al-Abadi ogłosił zwycięstwo nad Państwem Islamskim po przywróceniu kontroli nad całą granicą z Syrią. „Nasze siły zbrojne przywróciły pełną kontrolę nad granicą iracko-syryjską i tym samym ogłaszamy zwycięski koniec wojny przeciwko Daesz" — poinformował premier na sobotniej konferencji prasowej. Jak dodał, wróg przyszedł zniszczyć cywilizację, ale Irak „zwyciężył dzięki jedności i determinacji", pokonując terrorystów w „krótkim czasie". Hajdar al-Abadi wcześniej mówił, że ogłosi zdecydowane zwycięstwo, gdy zostaną pokonani również dżihadyści pozostający na terenach pustynnych. 

 

* Były rzecznik kurdyjski, reprezentujący wcześniej popierane przez USA Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), potwierdził, że z miasta Rakka ewakuowano „tysiące” bojowników ISIS – o wiele więcej, niż szacowano jeszcze niedawno. Stało się tak na mocy układów zawartych z dżihadystami przez SDF, za wiedzą i zgodą amerykańskiego dowództwa tzw. Koalicji do walki z Państwem Islamskim. Talal Silo był rzecznikiem SDF i wysokim rangą członkiem partii PYD. Oraz jednym z oficjeli kurdyjskich, którzy powiedzieli mediom w połowie października – gdy zawarto wspomniane układy – że Rakkę pozwolono opuścić tylko mniej niż 300 członkom Daesz wraz z ich rodzinami, a pozostali mieli rzekomo zdecydować się na dalszą walkę. Strona kurdyjska utrzymywała również, że wśród ewakuowanych nie było dżihadystów zagranicznych. Jednakże 13 listopada brytyjska BBC opublikowała wyniki obszernego śledztwa w tej sprawie  – potwierdzając, iż ewakuowanych dżihadystów było o wiele więcej, ewakuacją objęto również zagranicznych członków ISIS i ich rodziny, na dodatek pozwolono wszystkim wyjść z bronią (miały ją nawet kobiety). Następnie, w nocy z 14/15 listopada Silo zdecydował się na ucieczkę, ostatecznie przedostając się do Turcji. Nie jest jasne, co go do tego skłoniło (mogło to być związane z konfliktami wewnętrznymi w łonie PYD/SDF), jednak trudno nie zauważyć koincydencji czasowej między tymi wydarzeniami. Jednakże wczoraj Reuters przeprowadził xz nim wywiad, w którym Silo potwierdził doniesienia BBC. Były rzecznik SDF nie umie podać dokładnej liczby ewakuowanych – najpierw mówi, że wszystkich, wraz z członkami rodzin było około 4 tysięcy (wśród tego 500 dżihadystów), w innym miejscu mówi zaś o „tysiącach” mężczyzn pod bronią. Reuters wspomina natomiast, że BBC przytaczała relację jednego z kierowców, zwerbowanych (rzekomo podstępem) przez SDF do przewiezienia dżihadystów – twierdził on, że kolumnada pojazdów rozciągała się na długości 7 kilometrów, składając się z 13 autobusów, 50 ciężarówek i około stu innych samochodów Daesz. Silo powiedział również agencji Reuters, że narracja o dżihadystach Deaszu walczących do ostatniego w Rakce była fikcją, po to aby trzymać dziennikarzy z daleka od rzekomej „strefy intensywnych walk” – w czasie, gdy de facto trwała w niej ewakuacja. Oprócz tego potwierdził, że przez trzy dni SDF nie pozwalało cywilom poruszać się między Rakką a zewnętrznym światem (stolica „kalifatu” nigdy nie była idealnie szczelną twierdzą, musiano np. utrzymać handel i dostawy), ani nawet zbliżać się w okolice miasta – również im tłumaczono, że trwają intensywne walki.  To wszystko był teatr – powiedział Silo. –Ten komunikat miał stanowić zasłonę dla tych, którzy opuścili Rakkę, udając się w stronę Deir ez-Zor. Były rzecznik SDF dodał, że porozumienie ewakuacyjne zostało zaakceptowane przez USA, które chciało, by siły SDF mogły zostać jak najszybciej przerzucone z Rakki do Deir ez-Zor, gdzie toczył się wyścig do złóż ropy między siłami kurdyjskimi a oddziałami rządu w Damaszku. Natomiast również udający się do Deir ez-Zor członkowie ISIS mieli skupić się na walce z miejscowymi siłami prezydenta  Assada. Silo powiedział też, że jeden z amerykańskich oficjeli z dowództwa Koalicji (którego personaliów jednak nie podał) zaakceptował te warunki porozumienia ewakuacyjnego na spotkaniu w dowództwie SDF. Nadal nie jest jasne, w jakich kierunkach dokładnie udali się dżihadyści i członkowie ich rodzin. Pewne jest tylko, że siły prorządowe zwalczające Daesz w Deir ez-Zor napotkały przejściowe kłopoty, wskutek nagłego wzrostu liczebności szeregów Daeszu. Reuters nie zauważył także, iż żonom niektórych dżihadystów (Czeczenów i Rosjan-konwertytów) udało się wrócić z dziećmi do Czeczenii. Grupa 12 kobiet i 29 dzieci dotarła do Groznego specjalnym lotem, 14 listopada – o czym informowały miejscowe media. RIA Novosti opublikowała nawet relację wideo: Oficjalna wersja była taka, że owe kobiety uciekły same z dziećmi, mając dość brutalnego życia w „kalifacie”. Znalazły przewodników, znających drogi na terytoria pod kontrolą Kurdów – skąd przetransportowano ich samolotem do Rosji. W wywiadzie opublikowanym także przez RIA  kobiety twierdziły, że na terytoriach Daesz znalazły się wbrew własnej woli. Jak było naprawdę, nie wiadomo. Trudno nie zauważyć, że słowa Silo pasują do aktualnej linii politycznej władz tureckich – będących w napiętych relacjach z USA po odmowie wydania Gulena, a także po tym, jak Waszyngton zdecydował się wesprzeć jeszcze bardziej Kurdów z północnej Syrii. Jednak nie sposób podważyć ich w całości, zwłaszcza w świetle raportu BBC tudzież wcześniejszych informacji, publikowanych przez aktywistów syryjskich i zagranicznych.

 

* Nie chcemy wojny, ale nie będziemy się przed nią ukrywać, a gdy Stany Zjednoczone niewłaściwie ocenią naszą cierpliwość i podpalą lont wojny nuklearnej, spowodujemy, że USA drogo zapłaci, ponosząc konsekwencje działania naszej potężnej siły nuklearnej, którą konsekwentnie wzmacniamy”, powiedział rzecznik MSZ KRLD w oświadczeniu opublikowanym przez rządową agencję KCNA w Korei Północnej.Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych KRLD dodał również, że ćwiczenia wojskowe sił USA w pobliżu Korei Północnej oraz groźby Korei Południowej i USA sprawiły, że ewentualność wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim stała się „przesądzona”. „Teraz pozostaje pytanie, kiedy wojna wybuchnie”, oświadczył na koniec i dodał jeszcze, że jego kraj nie chce wojny, ale nie będzie się od niej uchylał. Za pokojowym rozwiązaniem konfliktu opowiadają się Chiny. „Mamy nadzieję, że wszystkie zainteresowane strony będą zdolne do zachowania spokoju i powściągliwości oraz podejmą kroki w celu złagodzenia napięć i nie prowokowania się wzajemnie”, oświadczyło chińskie ministerstwo spraw zagranicznych. „Wybuch wojny nie leży w niczyim interesie. Tymi, którzy najbardziej ucierpią, będą zwykli ludzie”, mowa w chińskim oświadczeniu. W poniedziałek Korea Południowa i USA rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia pod nazwą „Vigilant Ace”, mające potrwać do piątku. Bierze w nich udział ponad 230 samolotów, w tym 6 myśliwców F-22 Raptor oraz 2 bombowce strategiczne B-1B. Korea Północna określiła te ćwiczenia „konfrontacyjnym podżeganiem do wojny”. Warto przypomnieć, że pod koniec listopada KRLD dokonała siódmej próby rakiety balistycznej, którą ogłoszono sukcesem. Później oświadczono, że pociski Korei Północnej są w stanie trafić w cele obejmujące niemal całą powierzchnię Stanów Zjednoczonych, a sama KRLD dołączyła do grona mocarstw atomowych.

 

*W piątek wieczorem w Kijowie aresztowano Michaiła Saakaszwilego, byłego prezydenta Gruzji i opozycjonistę na Ukrainie – pisze „Financial Times”. W tym tygodniu policja już próbowała go zatrzymać, ale przeszkodzili jej w tym jego zwolennicy.Aresztowanie „jednego z najbardziej barwnych przywódców epoki postradzieckiej" może doprowadzić do eskalacji napięcia na Ukrainie, twierdzi brytyjski dziennik. Saakaszwili od kilku miesięcy walczy z prezydentem Petrem Poroszenką. Ich stosunki popsuły się pod koniec 2016 roku. A zaledwie rok wcześniej ukraiński prezydent nadał mu obywatelstwo ukraińskie i mianował gubernatorem obwodu odeskiego. Doradca ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Zorian Szkiriak potwierdził, że były gruziński prezydent został zatrzymany w Kijowie. Wcześniej oskarżono go o to, że chciał pozyskać fundusze z Rosji na organizowanie protestów przeciwko Poroszence. Sam Saakaszwili odrzuca te zarzuty, podkreślając, że mają one podłoże polityczne. Jak pisze „Financial Times", protestujących, którzy wspierają Saakaszwilego, jest za mało, aby stanowili oni zagrożenie dla ukraińskiego prezydenta. Jednak istnieją obawy, że jego aresztowanie może wyprowadzić nowych ludzi na ulice. Z tego powodu Szkiriak zapewnił, że zostanie on zwolniony i będzie mógł kontynuować swoją działalność polityczną, jeśli zgodzi się na elektroniczną bransoletkę. Do akcji protestacyjnej, zorganizowanej przez Saakaszwilego, przyłączyło się nawet kilka tysięcy osób. Protesty są dodatkowym czynnikiem nacisku na prezydenta, który i tak jest krytykowany na Zachodzie za zbyt powolne reformy. Stawką — jak podkreśla „Financial Times" —  jest wielomiliardowa pomoc od UE i USA oraz międzynarodowych organizacji finansowych.    

 

* O zatrzymaniu Saakaszwiliego poinformował jego bliski współpracownik Dawid Sakwarelidze. Fakt zatrzymania byłego prezydenta Gruzji potwierdził Zorian Szkirjak, doradca szefa ukraińskiego MSW. Informacja o zatrzymaniu pojawiła się również na oficjalnym profilu facebookowym byłego gubernatora obwodu odeskiego.Jeden z obrońców Saakaszwilego Rusłan Czornołucki oświadczył, że jego klient ogłosił protest głodowy. Powiedział, że zaczyna bezterminową głodówkę i że nie zgadza się na przymusowe dokarmianie. Jeśli zostanie aresztowany na 60 dni, głodówka będzie kontynuowana – relacjonował. Prezydent Poroszenko, który przebywa z wizytą na Litwie, oświadczył, że zatrzymanie Saakaszwilego  nie jest związane z jego działalnością polityczną. Sytuacja wokół Saakaszwilego nie jest warta międzynarodowej uwagi. Jest konkretne przestępstwo i powinniśmy zapewnić przejrzystość śledztwa w jego sprawie. Jeśli ktoś finansowany jest przez państwo agresora czy jego służby specjalne lub oligarchów w celu naruszania spokoju społecznego i stabilności w państwie, to powinien za to odpowiedzieć – wskazał Poroszenko. Z kolei w liście, przekazanym mediom przez swych adwokatów, były gubernator obwodu odeskiego napisał: „Zostałem aresztowany przez bandycką władzę pod kłamliwymi zarzutami. W ten sposób chcą nas zastraszyć. Nie bójcie się niczego i wychodźcie w niedzielę na pokojową akcję na rzecz impeachmentu (prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki). Razem obronimy Ukrainę przed korupcją i samowolą". Przed budynkiem w centrum Kijowa, w którym przetrzymywany jest Saakaszwili, zgromadzili się jego zwolennicy. W pobliżu znajdują się liczne oddziały policji w pełnym rynsztunku bojowym.    

 

*Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka uważa, że rosyjscy sportowcy powinni wystąpić pod neutralną flagą na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 2018 roku w południowokoreańskim Pjongczangu. „Trzeba pojechać i udowodnić, że Rosja jest silnym mocarstwem sportowym. I wszyscy wszystko zrozumieją. Jeśli pojadą i zajmą ostatnie miejsce, wówczas wiecie, jakiego będą zdania. Dlatego wszystko zależy od sportowców” – ocenił białoruski prezydent. Jego zdaniem do momentu, gdy Władimir Putin nie wypowiedział się na temat ewentualnego udziału Rosjan w igrzyskach, w mediach nie było „spokojnych i zrównoważonych rozważań” na ten temat. Łukaszenka twierdzi, że rosyjscy zawodnicy powinni w pięknym stylu wyjść z tej sytuacji, udowadniając całemu światu, że zostali potraktowani niesprawiedliwie. „Jeśli rosyjscy sportowcy pojadą i wygrają w takich dyscyplinach, jak i snowboard, i biegi narciarskie, i biathlon, i short track, i hokej, będzie to najlepszy dowód na to, że pretensje wobec Rosjan są nieuzasadnione” —  powiedział Łukaszenka. Wcześniej deputowany Dumy Państwowej, lider partii LDPR Władimir Żyrinowski apelował o przeprowadzenie referendum w sprawie udziału rosyjskich zawodników w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 2018 roku pod flagą olimpijską.

 

*Prezydent Rosji prowadzi w rankingu zaufania do polityków. Pod koniec listopada zaufanie do obecnego prezydenta wyrażało 53% Rosjan. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez rosyjską pracownię socjologiczną WCIOM.Drugie i trzecie miejscu w rankingu przypadło Siergiejowi Szojgu i Dmitrijowi Miedwiediewowi. Zaufaniem darzy ich 17,9% i 16,1% odpowiednio. Natomiast w rankingu nieufności na pierwszym miejscu znalazł się Władimir Żyrinowski: w listopadzie poziom nieufności wobec niego wzrósł z 28,1% do 31,9%. Ksenię Sobczak darzy nieufnością 8,4%. Badanie opinii publicznej ustaliło, że poziom poparcia dla działań prezydenta utrzymuje się w tym roku na poziomie ponad 80%, według danych za okres 27 listopada — 3 grudnia wynosi on 82,4%. Pracę premiera Dmitrija Miedwiediewa i gabinetu ministrów popiera 54% i 58,8% odpowiednio. W listopadzie ranking poparcia dla Dumy Państwowej i Rady Federacji wzmocnił się w stosunku do października o ponad 5%. W ostatnich tygodniach elektoralny ranking partii „Jedna Rosja" utrzymywał się na poziomie 52,1-52,3%. Wskaźnik poparcia dla LDPR w okresie od 27 listopada-3 grudnia wynosił średnio 10,1%, dla Komunistycznej Partii — 9,4%, a dla „Sprawiedliwej Rosji" — 4,6%. „Wskaźniki są w miarę stabilne. Znaczną dynamikę odnotowano tylko wobec rosyjskiego parlamentu. Poziom poparcia dla działalności Dumy Państwowej wzrósł o 3%, dla pracy Rady Federacji o 0,8%. W danym przypadku mowa tylko o odzyskaniu utraconych wcześniej pozycji. Wpływ miała z pewnością aktywność deputowanych do Dumy Państwowej, ich gromkie oświadczenia w różnych sprawach. Wyraźnie widać też stabilność poparcia lub braku poparcia dla wszystkich kandydatów na urząd prezydenta. To świadczy o tym, że wobec nich ukształtował się stabilny stosunek" — powiedział Michaił Mamonow z WCIOM.

 

*Prezydent USA Donald Trump zaaprobował środki ograniczające w stosunku do Rosji za pogwałcenie traktatu INF – poinformowało „Politico”, powołując się na wysoko postawionego urzędnika w Białym Domu.Amerykański Departament Handlu zamierza nałożyć sankcje na rosyjskie firmy, które zajmują się tworzeniem technologii rakietowych. Celem tych restrykcji jest doprowadzenie do „zmiany planów gospodarczych" przez rosyjski rząd. Wcześniej Departament Stanu oskarżył Rosję o naruszanie układu i odmawianie udziału w rozmowach. Jednocześnie amerykański Kongres uwzględnił w budżecie obronnym kraju na rok 2018 wydatki na rozwój technologii w zakresie pocisków rakietowych pośredniego zasięgu. Amerykanie zapewnili jednak, że mogą przerwać badania w tej sferze, jeśli Rosja „zacznie przestrzegać traktatu". Traktat INF dotyczy całkowitej likwidacji arsenałów rakietowych pocisków balistycznych pośredniego (IRBM) oraz średniego zasięgu (MRBM) przez USA i Rosję, a także wprowadza zakaz ich produkcji, przechowywania i używania. Został podpisany przez prezydenta USA Ronalda Reagana i I sekretarza KC KPZR Michaiła Gorbaczowa w 1987 roku. 

 

* Jeśli USA nałożą nowe sankcje na Rosję, będzie ona miała pewne trudności, ale ostatecznie nic się nie zmieni – powiedział wiceprzewodniczący Komisji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Rady Federacji Franc Klincewicz.Jak poinformowało „Politico", prezydent Trump  zaaprobował środki ograniczające w stosunku do Rosji za pogwałcenie traktatu INF. Klincewicz podkreślił, że Rosjanie mają w nosie sankcje.  Za 5-10 lat podziękujemy im za to, że oblali nas zimną wodą. Dzisiaj zapewniliśmy krajowi bezpieczeństwo polityczne, dyplomatyczne, militarne i żywnościowe — powiedział rosyjski senator. Jak dodał, nowe sankcje zaszkodzą wszystkim, w tym USA. Zdaniem Klincewicza Waszyngton nie rozumie, że kopie sobie dół i potknie się o Rosję. 

 

*Węgry blokują rozszerzenie współpracy między Ukrainą a NATO, co może być obarczone negatywnymi konsekwencjami dla całego sojuszu – pisze „Handelsblatt”.W taki sposób węgierski premier Viktor Orbán próbuje wywrzeć presję na prezydenta Petra Poroszenkę, który niedawno podpisał ustawę „O oświacie”. Zakłada ona, że do 2020 roku w szkołach na Ukrainie językiem wykładowym będzie wyłącznie język ukraiński. Węgrzy uważają, że jest to pogwałcenie praw mniejszości narodowych. We wrześniu minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó oświadczył, że każda inicjatywa Ukrainy we wszystkich organizacjach międzynarodowych będzie blokowana. Według „Handelsblatt” dla NATO węgierska blokada jest dużym utrapieniem. Sojusz wspiera Ukrainę w „konflikcie” z Rosją, a jeśli współpraca między Ukrainą a NATO zostanie przyhamowane, będzie to na rękę prezydentowi Władimirowi Putinowi.  Sytuacja jest wybuchowa również dlatego, że sojusz w ostatnim czasie zmaga się z konfliktami wewnętrznymi. Np. Turcja do tej pory blokuje udział Austrii w programach NATO z powodu krytycznych wypowiedzi austriackich polityków pod adresem Ankary. Powołując się na źródła w NATO, „Handelsblatt” informuje o liście, który „zapobiegawczo” przygotowało 11 członków sojuszu i który podpisały Niemcy. Sygnatariusze wzywają Węgry do pójścia na ustępstwa. Sztab NATO odmówił komentowania doniesień o konflikcie z Węgrami. Poinformował jedynie, że aktualne projekty, w których uczestniczy Ukraina, są nadal realizowane. 

 

* Były pracownik departamentu stanu Stanów Zjednoczonych i publicysta „The Nation” James Carden przeanalizował publikacje w renomowanych mediach zachodnich i odkrył, że przy opisywaniu Rosji nie przestrzegają one „podstawowych standardów dziennikarstwa Według jego słów, dla nikogo nie jest tajemnicą, że w USA nieudowodnione oskarżenia pod adresem rosyjskiego rządu i prezydenta w ostatnich latach zamieniły się w „kwitnący przemysł medialny”.  Według słów publicysty „The Nation”, w połowie czerwca dziennikarka „The Washington Post” Ellen Nakashima opublikowała to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się ekskluzywem, prawdziwym hitem. Mowa o reportażu, w którym opowiada się o włamaniu do sieci komputerowej Komitetu Narodowego Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych jakoby dokonanego przez  rosyjskich hakerów. Dziennikarka pisała, że przeniknęli oni do bazy danych i ukradli dokumenty demokratów „z hakami” na Trumpa, przypomina Carden. Oczywiście, amerykańskie media aktywnie „rozkręciły” historię z „rosyjskimi hakerami”. Niektóre poszły jeszcze dalej, na przykład „The New York Observer” kilka dni później wypuścił informację, jakoby grupa hakerów Państwa Islamskiego także pracowała dla Rosji. Na tym amerykańskie media nie poprzestały. Prowadząca telewizji MSNBC Rachel Maddow postanowiła wziąć udział w atakach i urządziła tyradę o tym, jakoby za hakerami stoi osobiście rosyjski prezydent. Carden zauważa, że nawet w pierwszym materiale z „The Washington Post” takiej informacji nie było. Oprócz historii z hakerami gazeta „The Washington Post” publikowała jeden artykuł za drugim na temat tego, że kandydat na prezydenta USA Donald Trump jest jakoby przybliżony do Kremla, odnotowuje Carden. Autor jednego z materiałów, jak pisze Carden, rozważa, na ile „ciekawym aspektem” kampanii Trumpa są ciepłe stosunki wobec Rosji, uwzględniając, że w amerykańskich kręgach politycznych jakoby dominuje stosunek do Putina „jako wygnańca”. Jak to twierdzenie ma się do ciągłych spotkań rosyjskiego prezydenta z szefem departamentu stanu Johnem Kerry’m i jego telefonicznymi rozmowami z prezydentem Stanów Zjednoczonych Barackiem Obamą, tego już nie wyjaśniono, zauważa Carden.  Oczywiście, „The Washington Post” to nie jedyna gazeta, która publikuje nieuzasadnione i sensacyjne informacje o Rosji, pisze publicysta „The Nation”. Za najgłupszy przykład uważa on artykuł z brytyjskiej „The Telegraph”, którego autor twierdzi, że Kreml jakoby związany jest z piłkarskimi kibolami, których celem było osiągnięcie dyskwalifikacji reprezentacji Wielkiej Brytanii na Euro-2016, aby w ten sposób dolać oliwy do ognia Brexitu. Autorzy nie podali ani jednego dowodu na to, że Moskwa brała udział w „organizacji” zamieszek piłkarskich w Lille, które, jak zauważa Carden, w rzeczywistości zaszły głównie z „angielskiej przyczyny”.  Jeszcze zanim wyniki brytyjskiego referendum zostały opublikowane, dziennikarze zaczęli pisać o związkach Putina z Brexitem. Kiedy o wynikach głosowania było wiadomo, takie gazety jak „The Guardian” zaczłęy pisać o tym, na ile Unia Europejska bez Wielkiej Brytanii jest na rękę rosyjskiemu prezydentowi, przy tym Putin nie raz oświadczał o swojej neutralności w kwestii Brexit, wyjaśnia Carden. Dezinformacja zachodnich mediów uniemożliwia jakiekolwiek zniżenie napięcia w stosunkach pomiędzy USA i Rosją. Europejczykom i Amerykanom potrzebne są bardziej konkretne informacje o Rosji, nawet jeśli nie będą sensacyjne, uważa publicysta „The Nation” James Carden. 

 

*Były prezydent USA Barack Obama skrytykował politykę zagraniczną Trumpa, porównując ją do polityki nazistowskich Niemiec w latach 30. XX wieku – informuje „Crain`s Chicago Business”.Zdaniem Obamy „rosnące samozadowolenie" amerykańskiego prezydenta i zasada „Ameryka ponad wszystko" stanowią zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Przeprowadził też paralele z Republiką Weimarską, która — według niego — też była krajem rozwiniętej demokracji. Jednak nie przeszkodziło to narodowym socjalistom w przejęciu władzy. 60 milionów ludzi zginęło. Dlatego powinniście być uważni. I głosować — powiedział Obama, przemawiając w Economic Club of Chicago. Były prezydent USA  nie porównał bezpośrednio Trumpa do Hitlera, pozwalając sobie jedynie na pośrednie zestawienie nazistowskich Niemiec i USA, gdzie obecnie rosną nastroje nacjonalistyczne.  

 

*Amerykański prezydent Donald Trump uważa, że USA wygrały dwie wojny światowe i rzuciły komunizm na kolana.„Jesteśmy narodem, który wykopał Kanał Panamski, wygrał dwie wojny światowe, wysłał człowieka na Księżyc i rzucił komunizm na kolana" — wyliczył  Prezydent Trump  na spotkaniu ze swoimi zwolennikami na Florydzie, jak poinformowała telewizja Fox Business. W przypadku I wojny światowej (1914-1918) USA przyłączyły się do aliantów 6 kwietnia 1917 roku. Z kolei podczas II wojny światowej (1939-1945) ZSRR, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania już w 1942 roku uzgodniły otwarcie drugiego frontu w Europie Zachodniej. Jednak doszło do tego dopiero w 1944 roku w Normandii, w której wylądował brytyjsko-amerykański desant.   

 

*W Radzie Federacji Rosji pojawiły się głosy o możliwym stworzeniu „potężnej broni”, jeśli USA wycofają się z traktatu INF.Rosja opowiada się za zachowaniem Układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu, ale, jeśli USA wycofają się z niego, stworzy jeszcze „potężniejszą broń" — powiedział w rozmowie z RIA Novosti szef Komisji Rady Federacji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Wiktor Bondariew. Dzięki podpisaniu umowy 30 lat temu udało się położyć kres wyścigowi zbrojeń, a być może nawet zapobiec wojnie jądrowej. Niestety, nasi koledzy od czasu do czasu próbują zamienić tę kropkę na przecinek, albo po cichu łamiąc umowę, albo otwarcie mówiąc o rychłym wycofaniu się z niego — powiedział Bondariew. Jak dodał, jeśli Waszyngton  faktycznie wycofa się z traktatu, Moskwa będzie miała, jak odpowiedzieć. — Nasze możliwości techniczne pozwalają na stworzenie w krótkim czasie jeszcze potężniejszej broni — zapewnił. Zdaniem generała traktat INF jest nadal potrzebny. Nawet teraz, w międzynarodowej sytuacji kryzysowej, jest gwarantem przynajmniej częściowego powstrzymywania wielu zagrożeń ze strony potencjalnego wroga. Nie każdego, ale przynajmniej niektórych — ocenił. Przypomniał też, że podpisania tego układu prawdopodobnie „uratowało świat przed katastrofą".  W przededniu jego podpisania sytuacja na arenie międzynarodowej była napięta do granic wytrzymałości. Przeszliśmy do nowego etapu zimnej wojny, który miał wkrótce zamienić się w działania zbrojne. Razem ze Stanami Zjednoczonymi synchronicznie zwiększaliśmy swój potencjał militarny: my, oczywiście, stawialiśmy przed sobą wyłącznie cele obronne — zapewnił  Bondariew. Generał powiedział, że podpisanie traktatu INF umożliwiło likwidację całej klasy niebezpiecznej broni. Zakaz dotyczył pocisków balistycznych i manewrujących bazowania naziemnego o zasięgu 500-5500 km. Choć — jak dodał — pojawiły się pewne problemy.  Na przykład, rosyjski system taktyczny „Oka" (na bazie którego powstały Iskandery) był bezpodstawnie zaliczony do zabronionej kategorii — wyjaśnił.    

 

*Rosja w ramach nowego rządowego programu zbrojeniowego na lata 2018-2027 stworzy system uderzeniowy do zwalczania satelitów „Rudolf” – poinformował zastępca naczelnika 46. Centralnego Instytutu Naukowo-Badawczego Ministerstwa Obrony Oleg Aczasow, który zaprezentował ten program w Radzie Federacji. Wcześniej przedsiębiorstwa zbrojeniowe i przedstawiciele ministerstwa wielokrotnie informowali o opracowywaniu broni zdolnej do niszczenia satelitów, głównie o projekcie koncernu Technologie Radioelektroniczne KRET Bylina. Natomiast o systemie „Rudolf” Aczasow wspomniał po raz pierwszy. Jak dodał, oprócz tego systemu Rosja tworzy mobilny system naziemny radioelektronicznego niszczenia satelitów komunikacyjnych „Tyrada-2S”. Nowy program państwowy obejmuje budowę stacjonarnego systemu rakietowego przeznaczenia strategicznego „Sarmat”, wielofunkcyjnego samolotu Su-35S, hipersonicznego pocisku operacyjnego, systemu rakietowego S-500 i innych rodzajów broni. Nowy rządowy program zbrojeniowy jest obecnie analizowany przez rząd i najpóźniej do 15 grudnia zostanie przesłany do administracji prezydenta.

 

* Rosja przerzuciła swe bombowce strategiczne z Indonezji do Kraju nad Amurem.Strategiczne samoloty bombowe Tu-95MS przerzucono z lotniska w Indonezji do punktu stałej dyslokacji w obwodzie amurskim – poinformowało w sobotę rosyjskie Ministerstwo Obrony. „9 grudnia 2017 roku załogi strategicznych samolotów bombowych  Tu-95MS  pokonały trasę z lotniska Biak (Indonezja) do punktu stałej dyslokacji w obwodzie amurskim. Podczas przelotu dokonano tankowania w powietrzu samolotów Tu-95MS z udziałem tankowców Ił-78 nad akwenem Morza Ochockiego" — głosi komunikat. Przelot trwał ponad 10 godzin. „Lot odbywał się w ścisłej zgodzie z przepisami międzynarodowymi dotyczącymi użytkowania przestrzeni powietrznej bez naruszania granic innych państw" — zapewnił rosyjski resort obrony. Nie podano liczby tych samolotów, ani co robiły wcześniej w Indonezji.   

 

*Rosyjskie przedsiębiorstwo Novatek rozpoczęło produkcję skroplonego gazu ziemnego – informuje Deutsche Wirtschafts Nachrichten.W miejscowości Sabietta na półwyspie Jamał została uruchomiona linia technologiczna. Gazowiec „Christophe de Margerie" odwiezie pierwszą partię rosyjskiego LNG do Chin. Zakład do skraplania gazu w Sabietcie ma zwiększyć udział Rosji na rynku LNG. Wraz z francuskimi i chińskimi partnerami Novatek zainwestował w projekt 27 mld dolarów. Środki przeznaczono m.in. na zainstalowanie urządzeń do skraplania gazu, które mają produkować rocznie 16,5 mln ton LNG, budowę 30-tysięcznego miasta, zakład produkcyjny, port i międzynarodowe lotnisko. Planuje się, że 15 gazowców lodołamaczy będzie dostarczać rosyjski LNG do portów na całym świecie. Aktywne działania Rosji w branży LNG są bezpośrednią odpowiedzią na dążenie amerykańskich przedsiębiorców do zwiększenia swojego udziału na europejskim rynku gazowym — twierdzi Deutsche Wirtschafts Nachrichten.    

 

*Rosyjski Gazprom wystąpił do Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa z wnioskiem o renegocjację ceny gazu dostarczanego do Polski w ramach Kontraktu Jamalskiego z 25 września 1996 roku. Polacy odrzucili propozycję, twierdząc, że wniosek nie spełnia wymogów formalnych i że jest niezasadny. Spółki Gazpromu wystąpiły do PGNiG z wnioskiem o renegocjację ceny gazu dostarczanego przez Gazprom na podstawie kontraktu gazu ziemnego do Polski z 25 września 1996 r., czyli tzw. kontraktu jamalskiego — poinformował PGNiG w piątkowym komunikacie. W ocenie spółki wniosek renegocjacyjny Gazpromu  jest nie zasadny oraz nie spełnia wymogów formalnych opisanych w kontrakcie jamalskim, a w rezultacie jest bezskuteczny — napisano w komunikacie polskiej spółki gazowej. Tego samego dnia, gdy rosyjska spółka zwróciła się o otwarcie negocjacji ws. cen gazu, premier Mateusz Morawiecki potwierdził utrzymanie linii politycznej swoich poprzedników. Mówił też o konieczności zerwania z gazową zależnością od Rosji. — Już dziś płacimy o 20% więcej za gaz niż Niemcy, a jest to kraj dużo bogatszy od nas. Jest to więc ewidentna niesprawiedliwość. To jest strategia „dziel i rządź", którą Rosjanie uprawiają w tym kontekście. My chcemy się uniezależnić — zaznaczył Morawiecki. Kontrakt jamalski to długoterminowa umowa między PGNiG a Gazpromem na dostawy ok. 10 mld metrów sześciennych gazu rocznie do Polski do 2022 roku. Jego zapisy po raz ostatni były renegocjowane w 2010 roku przez ówczesnych wicepremierów Polski i Rosji, Waldemara Pawlaka oraz Igora Sieczina. Dodano wówczas w aneksie do kontraktu zwiększenie dostaw. PGNiG chce po wygaśnięciu kontraktu jamalskiego całkowicie zrezygnować z rosyjskiego gazu.   

 

*Gazowiec z pierwszą partią gazu skroplonego z zakładu Jamał LNG wypłynął z portu Sabietta – wynika z danych globalnego systemu pozycjonowania położenia statków.W piątek w obecności rosyjskiego prezydenta  Władimira Putina  pierwsza partia LNG z zakładu Jamał LNG została załadowana na gazowiec „Christophe de Margerie" w porcie Sabietta w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym.Rosyjski gaz skroplony kupiło przedsiębiorstwo Novatek Gas and Power, spółka-córka Novatek. Jamał LNG jest wspólnym projektem rosyjskiego przedsiębiorstwa Novatek (50,1% akcji), Total (20%), CNPC (20%) i Fundacji Jedwabnego Szlaku (9,9%). W ramach projektu zostaną zbudowane trzy linie technologiczne o wydajności 5,5 mln ton każda oraz jedna dodatkowa o mocy 1 mln ton. Pierwsza linia produkcyjna została uruchomiona na początku grudnia. 

 

*Putin mówił o potrzebie zaktywizowania prac nad stworzeniem urządzeń do skraplania gazu.Rosyjski przywódca Władimir Putin na posiedzeniu w  Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym powiedział, że Rosja powinna rozwijać procesy do skraplania gazu ziemnego. „Aby zwiększyć ilość dostaw LNG, należy rozwijać instalacje do skraplania gazu ziemnego, tworzyć warunki do lokalizacji produkcji urządzeń  potrzebnych do jego wytworzenia, przechowywania, transportu, a tym samym zapewnić własnym przedsiębiorstwom przemysłowym obciążenie pracą” – mówił Putin, którego cytuje RIA Novosti. Jak dodał, takie prace są obecnie w toku. „Jednocześnie trzeba je aktywować. Co więcej, powinny być prowadzone w proaktywnym tempie, aby przyszłe projekty LNG były w maksymalnym stopniu realizowane przy pomocy krajowego sprzętu i technologii – podsumował rosyjski przywódca.

 

*  „Długi stanowią kluczowy aspekt w globalnym modelu gospodarczym" - uważa cieszący się autorytetem niemiecki ekonomista Ernst Wolff. W wywiadzie dla Sputnika zasugerował on, że należy uciekać od tego modelu, dysponując ewentualnie oszczędnościami w srebrze i złocie.Obecnie pieniędzy i długów jest więcej niż realnych ofert towarów i usług. Praktycznie wszystkie kraje świata są zadłużone, i to bardzo.  Jak ukształtował się ten system i jak on działa?Wynika to z tego, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat całokształt systemu wymknął się spod wszelkiej kontroli. Przyczyną tego stała się deregulacja sektora finansowego, a zaczęło się to w 1971 roku, gdy zniesiono uzależnienie dolara od standardu złota. Doprowadziło to to nadzwyczajnego wręcz wyolbrzymienia sektora finansowego. W tej chwili wielokrotnie przewyższa on wielkości realnej gospodarki. Stracił wszelkie powiązania z nią i praktycznie jest niczym innym jak tylko kasynem gry. Można postawić stawkę i w krótkim czasie wygrać bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób spekulacja nabiera tempa, coraz bardziej rozdmuchując bańki mydlane na rynku finansowym — te bańki mydlane to nieruchomości, akcje i obligacje.Jeśli prywatny kredytobiorca ma złą historię kredytową, to nie otrzyma następnego kredytu. Dlaczego w przypadku wielkich graczy sytuacja wygląda całkiem inaczej?Otóż podstawowy problem polega na tym, że ten system w swym całokształcie jest praktycznie martwy. W 2008 roku w zasadzie runął i jest sztucznie podtrzymywany w drodze regularnych zastrzyków finansowych. Jeśli te zastrzyki ustaną, to niezwłocznie zacznie on padać. Obecnie banki centralne na całym świecie drukują pieniądze. W ciągu ostatnich siedmiu czy ośmiu lat do 0% w skali rocznej, a niekiedy też poniżej zera, obniżono podstawowe stopy procentowe. Głównym zadaniem banków jest finansowanie gospodarki, udzielanie kredytów. Jednakże nikt nie zarobi teraz na udzielaniu kredytów. Dlatego banki oraz — co jest w dużej mierze niebezpieczne — fundusze emerytalne — muszą uczestniczyć w spekulacjach. Jest to bardzo niebezpieczne w tej chwili. Cały system finansowy wymknął się spod kontroli, a możliwości banków centralnych są bliskie wyczerpania. Banki mają więc dwie drogi — emitowanie pieniędzy lub obniżanie podstawowej stopy procentowej. Jednakże w tej chwili nie ma jak już jej obniżać, a pieniędzy wydrukowano już pod dostatkiem. Te środki wycofały się na rynki nieruchomości, akcji i obligacji, gdzie spowodowały powstanie baniek mydlanych.Co Pan mógłby doradzić zwykłym obywatelom? Co mają robić ze swymi oszczędnościami?Niewiele można tu poradzić. Trzeba mówić ludziom o tym, że zbliża się olbrzymi krach finansowy. Jeśli przypomnimy sobie, co się stało w Grecji czy na Cyprze, to zobaczymy, że w czasie kryzysu banki zamykano, klienci nie mieli możliwości podejmowania swych pieniędzy. Dlatego każdy powinien trzymać w domu pewne ilości gotówki. Ponadto, warto trzymać oszczędności w złocie czy srebrze. Nie należy pokładać nadziei w tym, że pieniądze stabilnie zachowają swoją wartość. Ponadto, nikomu nie radziłbym w tej chwili zaciągania kredytów. Jeśli euro runie, jeśli runą wszystkie waluty świata, to banki będą nalegać na spłacanie kredytów w dotychczasowej walucie. Jeśli dojdzie do dewaluacji euro, powiedzmy, o 30%, to wszyscy, którzy zaciągnęli kredyty przed dewaluacją, będą musieli spłacać o 30% — uważa Ernst Wolff. 

 

* W związku z desygnowanie w Polsce nowego premiera z ramienia PiS, opozycja wyciągnęła stare taśmy z podsłuchów w warszawskiej restauracji „Sowa i Przyjaciele”  Mało kto pamięta, żeMorawiecki to jedyny członek obecnego rządu PiS, który został nagrany w „Sowie". W kwietniu 2013 pogadał sobie szczerze z ówczesnym szefem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, szefem państwowej spółki PGE Krzysztofem Kilianem oraz jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. Wszyscy rozmówcy Morawieckiego byli związani z rządzącą wtedy PO. Okazało się, że na nagranej rozmowie znajomi rozważali możliwość objęcia przez Morawieckiego funkcji ministra skarbu. Miałby zastąpić Mikołaja Budzanowskiego. Jagiełło zasugerował, ze wkrótce Morawiecki może dostać taką propozycję. Sam zainteresowany nie zaprzeczył, że wie o takich planach w Kancelarii Premiera. Pochwalił się nawet rozmową, jaką przeprowadził na ten temat z jednym z senatorów: „Rzekomo Schetyna mu powiedział, że w czerwcu Budzanowski jest out. To była informacja z przedwczoraj (…). Równie dobrze może to być plotka Tuska, wypuszczona z różnych względów”. W rozmowie Morawiecki… chwalił gospodarcze posunięcia PO, w szczególności projekty energetyczne PGE (niestety stenogramy nie ujawniają szczegółowo, o które projekty chodzi). Chwalił także strategię zagranicznych polityków — i to w sposób, który raczej nie spodobałby się prezesowi Kaczyńskiemu: „Ja trochę tę historię znam i lata trzydzieste  ch…ja,  a nie wyciągnęły Stany Zjednoczone (…). Wojna wyciągnęła (…). Natomiast jedna taka rzecz, że mam absolutnie pozytywne zdanie o Merklowej, Sarkozym czy, jak tam się ten nowy nazywa, Hollande” — mówił z pełnym przekonaniem. Miał też bardzo krytyczne zdanie na temat aspiracji młodych Polaków: „W tym młodszym pokoleniu to ja widzę zjawisko niebezpieczne (…). Oczekiwania. Nic nie robić, dużo zarabiać, nie? (…) Oni jakby nie rozumieją, że idą ciężkie czasy”. Podobno oprócz tej jednej taśmy,  z której stenogramy w całości przesłuchali dziennikarze „Newsweeka", istnieje jeszcze co najmniej jeden zapis rozmowy z udziałem obecnego premiera. Tak wynikało z zeznań zatrzymanego kelnera  Łukasza N. Natomiast w ostatnich dniach media wyciągnęły na światło dzienne wypowiedzi Morawieckiego dotyczące „rechrystianizacji Europy". Młody polityk wygłosił je w telewizji Trwam, gdy gościł u ojca Rydzyka. „Chcemy przekształcać Europę, ją z powrotem, takie moje marzenie, rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea. To wielki smutek”.  Opozycja nie ma wątpliwości, że nowy premier należy w tym rzadzie do „frakcji radiomaryjnej"  razem z Antonim Macierewiczem, Beatą Kempą czy Janem Szyszko. W relacji .N podano też ciekawostkę: „Wszyscy myślą, że z wykształcenia jest ekonomistą. Nic bardziej mylnego. Ukończył studia historyczne, a z ekonomią zaczął mieć do czynienia na studiach podyplomowych. Niemniej, pół życia przepracował w banku, a dla większości elektoratu PiS jest to równoznaczne z posiadaniem tajemnej wiedzy z zakresu ekonomii”.

 

*Szef ukraińskiej dyplomacji Pawło Klimkin, komentując wypowiedź pod adresem swego kraju ze strony desygnowanego na premiera Polski Mateusza Morawieckiego, powiedział, że Ukraińcy ratują polską gospodarkę.W piątek Mateusz Morawiecki w Telewizji Trwam mówił, że Polska przyjęła wielu uchodźców z Ukrainy, gdzie toczy się wojna. — Komisja Europejska, tak jakby tego nie zauważała, tak jakby nie widzi, że na wschodzie Ukrainy jest wojna, giną tam tysiące ludzi — zaznaczył Morawiecki. Jak wyjaśnił, jego kraj „poprzez przyjmowanie ukraińskich uchodźców, rozładować napięcia na wschodniej flance UE". Klimkin odniósł się do tych słów w następujący sposób: „My realnie ratujemy polską gospodarkę, ponieważ pracują tam Ukrai ncy. Wiem o przypadkach, kiedy Ukraińcom proponowane są większe zarobki, gdyż są bardziej elastyczni i bardzo koncentrują się na tym, co robią. Dlatego doskonale wiemy, o co chodzi".  Jako Minister Spraw Zagranicznych oceniamy, że obecnie w Polsce znajduje się prawie milion Ukraińców, a więc kto kogo ratuje? W tym przypadku to my ratujemy polską gospodarkę. Jednak z naszymi polskimi przyjaciółmi zawsze będziemy rozmawiali jak z przyjaciółmi i na każdy temat, włączając w to kwestie naszej pamięci historycznej. Nie ma tutaj powodów do zmartwienia — podkreślił ukraiński dyplomata.    

 

*Wiceminister obrony narodowej Polski Michał Dworczyk poinformował w sobotę, że program „Strzelnica w powiecie" ruszy do początku stycznia 2018 r. Zakłada on dofinansowanie przez MON budowy i rewitalizacji strzelnic w każdym powiecie w Polsce. Koszt - kilkadziesiąt milionów złotych. Program,  skierowany do jednostek samorządu terytorialnego i organizacji pozarządowych, zakłada  dofinansowanie przez resort obrony budowy i rewitalizacji strzelnic w każdym powiecie  w Polsce.  Przed końcem roku poinformujemy, jakie środki przeznaczymy na projekt. Już teraz możemy powiedzieć, że naszym priorytetem są województwa: podlaskie, lubelskie, podkarpackie, warmińsko-mazurskie i mazowieckie oraz gminy i powiaty, w których stacjonują wojska operacyjne, ale nie ma tam czynnych strzelnic — powiedział Dworczyk. Jak dodał, ministerstwo nie będzie wspierało budowy i rewitalizacji strzelnic krytych, rozbudowanych i skomplikowanych. Dofinansuje jedynie obiekty, których koszt budowy wyniesie od kilkuset tysięcy złotych do 2 mln zł.  Chcemy, żeby to był program masowy, powszechny. Jesteśmy zdeterminowani na dofinansowanie prostych rozwiązań, które zapewniają duże możliwości szkoleniowe, ale nie są zbyt drogie — wyjaśnił. Program ma zachęcić polską młodzież do służby w wojsku. — Wierzymy, że będziemy budować rezerwy osobowe Polskich Sił Zbrojnych — zaznaczył.     

 


 * Północnokoreański przywódca Kim Dzong Un wspiął się na górę Pektu-san, na której szczycie - według oficjalnych północnokoreańskich biografii propagandowych – w obozie partyzanckim miał się urodzić Kim Dzong Il.Jak poinformowała Koreańska Centralna Agencja Prasowa, wszedłszy na szczyt Kim Dzong Un  „przypomniał sobie te ekscytujące dni, kiedy z niezachwianą wolą realizował wielkie historyczne dzieło finalizacji narodowych sił jądrowych". Północnokoreański przywódca polecił, aby na Pektu-san wybudowano hotel dla turystów. 

 

* W Zagrzebiu, w głównym krematorium Mirogoj odbyła się w czwartek ceremonia pogrzebowa Slobodana Praljaka, który tydzień wcześniej zmarł po zażyciu cyjanku potasu podczas odczytywania wyroku w procesie apelacyjnym przed ONZ-owskim trybunałem ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii. Gdy ogłoszono, że sąd podtrzymuje wobec niego karę 20 lat więzienia, 72-letni pułkownik krzyknął: „Praljak nie jest zbrodniarzem wojennym. Odrzucam z pogardą  wasz wyrok”. Następnie wyjął z kieszeni fiolkę i połknął jej zawartość przed kamerami. Szef składu sędziowskiego Carmel Agius wstrzymał rozprawę i odczytywanie wyroku. Adwokat Praljaka potwierdził, że jego „klient zażył truciznę” po czym Praljaka zabrało pogotowie. Zmarł w szpitalu po kilku godzinach. Slobodan Praljak, emerytowany pułkownik chorwackiej armii, ukończył trzy fakultety (elektrotechnikę, filozofię+socjologię oraz reżyserię filmową), służył w trzech armiach i był właścicielem wielu przedsiębiorstw, które przepisał później na członków rodziny. Znany jest z tego, że wojska pod jego dowództwem w 1993 roku zniszczyły słynny kamienny Stary Most nad Neretwą, będący symbolem miasta Mostar. On sam twierdził, że most zniszczyła armia bośniacka. Praljak jest też znany z tego, że jako jeden z chorwackich pułkowników zdobył bogactwo, które trybunał haski ocenia na 6,5 mln euro. Uwagę zwrócił na siebie, gdy w 1991 roku wstąpił jako ochotnik do Wojska Chorwackiego i sformował jednostkę złożoną z zagrzebskich artystów i intelektualistów. W czasie trwania procesu wydał 18 książek z dokumentami i analizami poświęconymi wojnie na Bałkanach. Do incydentu z Praljakiem doszło podczas odczytywania wyroku w procesie apelacyjnym sześciu byłych przywódców bośniackich Chorwatów, oskarżanych o zbrodnie wojenne podczas konfliktu chorwacko-bośniackiego z lat 1993-94, który wybuchł podczas wojny w Bośni i Hercegowinie z lat 1992-95. Wydarzenie śledziły na żywo liczne portale na Bałkanach, które prowadziły bezpośrednią transmisję w internecie z odczytywania wyroku w Hadze. Po informacji o incydencie prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović przerwała oficjalną wizytą w Islandii i wróciła do kraju, a chorwacki parlament przerwał posiedzenie. Zgodnie z wolą zmarłego, wyrażoną w zapieczętowanym aż do śmierci liście przekazanym z więzienia rodzinie kilka lat temu, pogrzeb Praljaka miał charakter prywatny a uczestniczyli w nim tylko członkowie rodziny i grupa wymienionych w liście przyjaciół. W Chorwacji szybko rośnie kult postaci Praljaka.

  

* Niezwykły eksperyment społeczny pokazał, że ludzie są bardzie skłonni do ekstremalnych poglądów politycznych i religijnych w tych przypadkach, kiedy zajmują się nudną pracą albo prowadzą nudne życie, głosi artykuł opublikowany w "European Journal of Social Psychology".  „Nasze badania pokazały, że poglądy polityczne częściowo bazują na nudzie, oraz że ludzie ratują się przed nią z pomocą ideologii, która, jak im się wydaje, nadaje życiu sens i pozwala pozbyć się negatywnych przeżyć egzystencjalnych.   Wniosek jest prosty – radykalne ugrupowania i osoby co najmniej częściowo działają z nudy i rutyny, i w ten sposób próbują nadać życiu jakiś sens” — powiedział Eric Igou z uniwersytetu w Limerick (Irlandia).  Igou i jego kolega Wijnand van Tilburg z Royal College w Londynie doszli do takiego wniosku, obserwując, jak zmieniały się poglądy polityczne prawie setki studentów podczas eksperymentu społecznego. Naukowcy z początku przepytali badanych odnośnie ich poglądów politycznych i społecznych, po czym poprosili połowę z nich o wypełnianie bardzo nudnego zajęcia – przepisywanie instrukcji mieszania betonu po 10 razy, a innym dali mniej nudne zajęcie (zrobić to samo, ale tylko dwa razy). Po tym Igou i Tilburg jeszcze raz przeprowadzili „badanie polityczne”, tym razem prosząc ochotników o ocenę ekstremalności swoich poglądów według siedmiopunktowej skali. Okazało się, że ekstremizm polityczny był bezpośrednio związany z tym, na ile nudna była „praca” uczestników eksperymentów.  Przejawiało się to tym, że liberałowie stawali się bardziej liberalni i ostrzy w swoich globalistycznych poglądach, a konserwatyści – bardziej konserwatywni i nacjonalistyczni. Socjolodzy przeprowadzili analogiczne badania wśród prawie dziewięciuset innych mieszkańców Irlandii i otrzymali analogiczne wyniki. Te same obserwacje potwierdziły, że nuda jest związana z poszukiwaniem sensu życia, a poprzez niego – z politycznym ekstremizmem.  Podobne rezultaty, jak odnotowują naukowcy, świadczą o tym, że poziom radykalizacji młodzieży i innych warstw ludności w Europie można zmniejszyć, jeśli uczyni się ich życie mniej nudnym lub bardziej sensownym. 

 

Islandzcy sejsmolodzy obawiają się erupcji największego wulkanu na wyspie Öræfajökull. Tylko w ciągu tygodnia było wokół niego 160 trzęsień ziemi.  Wulkan znajduje się 160 kilometrów od Rejkiawiku, ale mniejsze osiedla leżą zaledwie kilka kilometrów od góry. Ostatni raz Öræfajökull wybuchł w 1728 roku. Kroniki informują o jeszcze starszej erupcji z 1362 roku. Wyrzucił on wówczas tyle popiołu, że tereny wokół musiały być opuszczone przez kolejne 40 lat. Wulkan częściowo pokrywa największy w Europie lodowiec Vatnajökull, co sprawia, że konsekwencje jego erupcji mogą być jeszcze bardziej nieprzewidywalne, pisze „Sun”. W sumie na Islandii znajdują się 32 wulkany. Konsekwencje ich wybuchów były odczuwalne na wyspie, ale miały też globalny zasięg. Po erupcji wulkanu Loki w 1783 roku chmura popiołu dotarła do kontynentalnej Europy, powodując nieurodzaj i śmierć tysięcy ludzi. Z kolei w 2010 roku w wyniku erupcji wulkanu Eyjafjallajökull niebo nad Europą zostało zamknięte dla lotów na kilka dni – popiół mógł uszkadzać silniki samolotów. Odwołano wówczas około 100 tys. połączeń lotniczych.

 

*Międzynarodowa firma badawcza Ipsos zrobiła zestawienie najbardziej pijących krajów w 2017 roku. Na pierwszym miejscu znalazła się Belgia, gdzie w 2015 roku doliczono się 1,6 tys. gatunków piw — informuje Statista. Socjolodzy obliczyli, ile średnio wypijają (w litrach) mieszkańcy 38 krajów. Pierwsza dziesiątka „alkoholowego" rankingu: 1. Belgia (12,6); 2. Francja (11,5); 3. Niemcy (11,03); 4. Węgry (10,88); 5.  Polska (10,71); 6. Wielka Brytania (10,66); 7. Rosja (10,12); 8. Australia (9,7); 9. Dania (9,64); 10. Korea Południowa (9,33).

 

 

 

KOMENTARZE

  • Szok!
    Polacy piją więcej alkoholu niż "Ruscy". Koniec świata!
  • Strzelnica w powiecie" to najglupsza idea jaka znam.
    Nauczyc sie strzelac z karabinu, pistoletu, to wystarczy 5 minut. To urzadzenia sa tak proste jak otwieracz kabzli od piwa. Oczywiscie pare uwag trzeba zapamietac: nie strzelac jak ktos znajomy przed Toba stoi, lub jego dom, bo mozesz mu strzelic w plecy, zawsze trzeba zakladac, ze 1 kula mogla pozostac w komorze i dzieciom do zabawy tego ustrojstwa nie dawac. I to w zasadzie wszystko jesli chodzi o szkolenie w strzelaniu. Przeszedlem w USA przez 2 kursy strzelania. Kilka stowek $ trzeba bylo jednak zaplacic za oczywista oczywistosc by dostac pozwolenie do noszenia pistoletu w kieszeni. Za byle gowno trzeba teraz placic.
  • @staszek kieliszek 09:13:13
    "...Nauczyc sie strzelac z karabinu, pistoletu, to wystarczy 5 minut...."
    Sorry, NIE zgodzę się, chyba, że chodzi o strzał z odległości 1m lub mniejszej...

    Program "oswojenia" (i to przynajmniej dla młodzieży powinno być za DARMO, dla dorosłych po realnych kosztach) z realną bronią wygląda bardzo ciekawie.
    Kto zdecyduje się na JAKĄKOLWIEK formę agresji przeciw społeczeństwu, które POTRAFI strzelać?
    Statystyki przestępstw w USSA w zależności od poziomu dostępu do broni w różnych stanach mówią swoje. [IMO]

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930