Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4048 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 4 grudnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1088) Wielka wojna wisi na włosku, czy raczej tylko wielki blef? Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Północnokoreański reżim stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i innych krajów, a ryzyko wojny z Koreą Północną rośnie każdego dnia – poinformował Fox News doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster. „W tej chwili głównym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i całego świata jest północnokoreański reżim odszczepieńców i jego dążenie do opracowania środków dostarczania broni jądrowej” – powiedział generał. Jak dodał, oprócz militarnego rozwiązania północnokoreańskiego problemu, są też inne metody, jednak jest coraz mniej czasu. McMaster podkreślił, że jest niezwykle ważne, aby USA i ich sojusznicy przekonali Kim Dzong Una, że program jądrowy jest „ślepą uliczką dla niego i jego reżimu”.

 

*W kontekście prób rakietowych Korei Północnej USA i Korea Południowa rozpoczęły wspólne ćwiczenia wojskowe pod kryptonimem Vigilant ACE. Setki samolotów, tysiące żołnierzy i pilotów biorą udział w szeroko zakrojonych ćwiczeniach.Ministerstwo Obrony Korei Południowej przekazało, że „ćwiczenia mają na celu udoskonalenie wspólnego wykorzystania sił powietrznych Korei Południowej i USA w każdych warunkach pogodowych i o każdej porze dnia i nocy". Wojska sojusznicze będą ćwiczyć liczne scenariusze wojskowe uwzględniające także punktowe ataki na obiekty nuklearne w Korei Północnej — pisze Dailystar. Źródło w amerykańskich siłach powietrznych przekazało, że „realistyczne ćwiczenia powietrzne mają na celu poprawę współpracy między siłami USA i Republiki Korei, a także wzmocnienie skuteczności bojowej obydwu państw". Wczoraj senator Lindsey Graham, członek Komisji Sił Zbrojnych Senatu, oficjalnie wezwał do ewakuowania z Korei Południowej rodzin amerykańskich wojskowych. Po jego wystąpieniu w USA nastąpiła powszechna panika — informuje halturnerradioshow. Ćwiczenia, które odbywają się „na oczach" Korei Północnej, jeszcze bardziej destabilizują sytuację  w regionie. Istnieje niebezpieczeństwo, że w odpowiedzi na ten szczęk oręża północnokoreański lider Kim Dzong Un przeprowadzi test rakiety nuklearnej na niespotykaną skalę, a wówczas Amerykanom skończy się cierpliwość.

 

*Pjongjang uważa, że amerykańsko-południowokoreańskie ćwiczenia wojskowe „Vigilant ACE”, które odbędą się 4-8 grudnia, są prowokacją, obarczoną ryzykiem wojny jądrowej – poinformowały w sobotę zachodnie media, powołując się na „Rodong Sinmun”, północnokoreańską gazetę, oficjalny organ prasowy Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei. „To otwarta, totalna prowokacja skierowana przeciwko Korei Północnej, która w każdej chwili może doprowadzić do wojny jądrowej” – pisze gazeta. „Rodong Sinmun” podkreśla, że „skierowane przeciwko KRLD manewry są tak samo głupie, jak prowokowanie własnego samobójstwa”. Z kolei południowokoreańska stacja telewizyjna YTN poinformowała, że w odbywających się co roku manewrach „Vigilant ACE” weźmie udział ponad 230 samolotów USA i Korei Południowej, w tym F-22 i F-35. Ćwiczenia zostaną przeprowadzone według scenariusza punktowych nalotów na obiekty jądrowe i rakietowe KRLD, w tym na platformy, którymi przemieszczane są północnokoreańskie pociski. W tym tygodniu pojawiła się wiadomość, że  KRLD przeprowadziła  udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego Hwasong-15, który prawdopodobnie jest w stanie dosięgnąć dowolnego miejsca na terenie USA. Doradca amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster powiedział, że rośnie prawdopodobieństwo wojny między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną.

 

Z sondażu przeprowadzonego przez Wirtualną Polskę wynika, że od czerwca zeszłego roku zwiększyła się liczba zwolenników wyjścia Polski ze struktur Unii Europejskiej oraz zwolenników przeprowadzenia referendum w sprawie dalszej przynależności naszego kraju do tego tworu. Mimo wszystko wciąż znaczna część osób opowiada się za pozostaniem w UE. Znamiennym jest fakt, że największa liczba osób domagających się dalszej integracji z UE znajduje się wśród wyborców partii Nowoczesna, będącej częścią fundowanej przez Sorosa „totalnej opozycji”. W badaniu porównano rezultaty z sondażem opublikowanym w czerwcu zeszłego roku. Z zestawienia wynika, że spadła liczba zwolenników przynależności Polski do UE i jednocześnie wzrosła liczba przeciwników tej przynależności. W referendum za opuszczeniem UE głosowałoby 27% ankietowanych (o 7% więcej niż poprzednio), natomiast przeciwko byłoby 54% ankietowanych (o 7% mniej). Bez zdania jest 19% respondentów. Polacy są jednak podzieleni w sprawie samej idei przeprowadzenia takiego referendum. Zwolennicy takiego rozwiązania stanowią 36% ankietowanych, natomiast przeciwko jest 34% pytanych, zaś zdania nie ma 30% badanych. I tutaj również najwięcej zwolenników przeprowadzenia takiego referendum znajduje się wśród głosujących na Nowoczesną, gdyż pójścia do urn domaga się 49% z nich, przy 47% przeciwnych głosowaniu. Na drugim miejscu znaleźli się wyborcy na ruch Kukiz’15, gdyż za referendum w sprawie dalszej integracji z UE opowiedziało się 44% z 37% przeciwników głosowania. Wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości referendum chce 30% badanych (26% jest przeciwko) oraz 37 % zwolenników Platformy Obywatelskiej (53% nie chce referendum). Ponowne głosowanie w sprawie przynależności Polski do Unii Europejskiej nie oznacza jednak, że elektorat poszczególnych partii pragnie opuścić jej struktury. Takie rozwiązanie popiera jedynie 36% wyborców PiS (49% twierdzi inaczej), 18% zwolenników Kukiz’15 (aż 72% chce pozostania w UE), 2% wyborców PO oraz 9% głosujących na Nowoczesną.

 

* .Nowoczesna, partia założona i kierowana do niedawna przez Ryszarda Petru, stoi na progu bankructwa. Według portalu Onet.pl kierownictwo partii miało utrzymywać w tajemnicy problemy finansowe. Nie wiedziała o nich nawet część posłów. Obecne długi Nowoczesnej wynoszą około pięciu milionów złotych. Najbardziej palącym zobowiązaniem jest spłacenie długu wynoszącego 900 tys. złotych do końca tego roku. Tyle winna jest partia Polsatowi za spoty wyborcze emitowane w trakcie kampanii parlamentarnej w 2015. .Nowoczesna do tej pory nie spłaciła kredytu na kwotę 2 mln złotych, zaciągniętego na wybory 2015 roku w PKO BP. Wcześniej Ryszard Petru wynegocjował z PKO rozłożenie płatności na raty – w wysokości 150 tys. złotych na kwartał. Plan Petru był następujący: Nowoczesna wejdzie do Sejmu w kolejnej kadencji i otrzyma państwowe subwencje, z których spłaci długi. Doszło jednak do pewnej bardzo istotnej zmiany, mianowicie PKO BP znajduje sięobecniepod kontrolą nowej władzy, czyli wicepremiera Mateusza Morawieckiego, którego zdanie w tej kwestii może się zmienić. Nie są to jednak pierwsze kłopoty finansowe Nowoczesnej. W połowie lipca bieżącego roku z kont pocztowych, jakimi dysponuje Nowoczesna wysyłano wiadomości z tytułem „W obronie demokracji”. Treść przesłanej wiadomości nie miała jednak nic wspólnego z obroną demokracji. Petru po prostu zaczął żebrać o pieniądzeu swoich sympatyków. W Polsce nie istnieją żadne rozwiązania prawne w sprawie bankructwa partii politycznych.Nawet jeśli .Nowoczesna formalnie nie zbankrutuje, to z tak dużym zadłużeniem nie będzie mogła prowadzić żadnej działalności politycznej.

 

* Państwa BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) postanowiły utworzyć własny system zarządzania  Internetem, aby uniknąć kontroli ze strony USA. Jak dotąd internet jest zarządzany przez ICANN (Internet Corporation for Assigned Names and Numbers),  który jest para-administracyjnym stowarzyszeniem  amerykańskiego  Departamentu Handlu. Nowe zarządzanie Internetem jest propozycją Rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie jest jeszcze jasne, jak będzie się to wiązało z alternatywnym systemem DNS który już został wdrożony i obowiązuje w Chinach. Jeśli nowy, wspólny system BRICS stanie się przedłużeniem DNS, Stany Zjednoczone stracą kontrolę nad globalną telekomunikacją. Nastąpi podział Internetu na dwie części, których strony nie będą dostępne dla wszystkich ze względu na rozdzieloną  lokalizację użytkowników Internetu i warunek odrębnej  rejestracji w każdym z dwóch systemów.

 

* W USA po raz pierwszy od czasów zimnej wojny zostanie sprawdzony system ostrzegania o nadchodzącym ataku jądrowym - podaje telewizja NBC. Miejscowe władze popchnęły do tego napięte stosunki między Waszyngtonem i Pjongjangiem. Według słów szefa biura ds. zarządzania kryzysowego stanu Hawaje Verna Miyagi  prawdopodobieństwo  ataku jądrowego jest niewysokie, lecz jeśli do niego dojdzie, wyspy będą najbardziej prawdopodobnym celem. Znajdujemy się bliżej Korei Północnej niż większość terytoriów kontynentalnych USA. Trudno nie zauważyć zagrożenia: śledzimy wiadomości, widzimy, że KRLD wystrzeliwuje rakiety i przeprowadza testy jądrowe — cytuje NBC słowa Miyagi. Testy systemu ostrzegania rozpoczną się 1 grudnia. Syrena będzie włączana co miesiąc. Poza tym sygnał będzie wykorzystywany do ostrzegania przed tsunami lub huraganami. Władze organizują także szkolenia dla mieszkańców. W razie ataku jądrowego zaleca się znalezienie schronienia, najlepiej w schronie betonowym, i czekanie tam z zapasem wody i żywności na 48 godzin. W razie konieczności racje trzeba będzie podzielić tak, by wystarczyły na dwa tygodnie — podkreślają dziennikarze. Według szacunków amerykańskich ekspertów północnokoreańska rakieta będzie w stanie dolecieć do Wysp Hawajskich objętych „parasolem jądrowym” USA w ciągu 20 minut. Władze będą potrzebowały około pięciu minut do ustalenia trajektorii lotu pocisku, po czym zostanie około 15 minut na ostrzeżenie mieszkańców przed zagrożeniem.

 

* John Kerry, były szef amerykańskiej dyplomacji ujawnił, że przed zawarciem porozumienia nuklearnego między Iranem i najpotężniejszymi mocarstwami świata, dochodziło do nacisków na Stany Zjednoczenie w celu dokonania bombardowań na irańskim terytorium. Głównymi lobbującymi za takim rozwiązaniem były Izrael, Arabia Saudyjska i Egipt.Kerry twierdzi, że będąc jeszcze szefem amerykańskiej dyplomacji, dyskutował z Netanjahu, królem Arabi Saudyjskiej Abdullahem i z ówczesnym prezydentem Egiptu Hosnim Mubarakiem, którzy go namawiali do ataku na Iran. Były sekretarz stanu USA dodał, że przywódcy tych trzech państw twierdzili, że atak na Iran ma być jedynym sensownym rozwiązaniem konfliktów na Bliskim Wschodzie, gdyż Iran jakoby nie rozumie innej retoryki. John Kerry uważał jednak, że taki atak spotkałby się z ostrą reakcją znacznej części państw arabskich i był zdania, że porozumienie zawarte z Iranem było rozsądnym wyjściem, gdyż w innym wypadku doszłoby do wojny na Bliskim Wschodzie. Były sekretarz stanu skrytykował również obecną politykę prezydenta Donalda Trumpa, który naciska parlament na wypowiedzenie umowy nuklearnej ze stroną irańską i innymi krajami. Parę dni wcześniej izraelska telewizja upubliczniła nagranie z zeszłorocznej konferencji w Dubaju, gdzie Johny Kerry miał twierdzić, że Izraelowi w rzeczywistości nie zależy na pokoju na Bliskim Wschodzie a jedyny krok w tym kierunku wykonała Palestyna. Stwierdził również, ze politycy izraelscy nie zrezygnują  ze swojej agresywnej retoryki, która sprzeciwia się powstaniu niepodległego państwa palestyńskiego.

 

* Irańska agencja Tasnim donosi, że w Jemenie, podczas próby ucieczki z Sany do prowincji Marib, zabity został przez powstańców Houthi były prezydent tego kraju Ali Abdullah Saleh.Nie ma oficjalnego potwierdzenia tej informacji. Z kolei telewizja Sky News Arabia twierdzi, ze źródła w partii Saleha zdementowały tę informację nazywając ją  plotkami, rozpuszczanymi przez Houthich. Wideo (autentyczność materiału nie została potwierdzona) z ciałem byłego prezydenta Jemenu opublikował Sputnik Arabic. Agencja Reuters z kolei podała, że dom Saleha w Sanie został wysadzony w powietrze przez Houthich, a telewizja al-Arabija podkreśliła, że napływają „kontrowersyjne" doniesienia o jego losach po wybuchu. Od środy w stolicy Jemenu Sanie trwa konflikt zbrojny między niedawnymi sojusznikami— powstańcami Houthi z ruchu Ansar Allah i zwolennikami byłego prezydenta Jemenu Saleha. Jak poinformowała telewizja Sky News Arabia, do poniedziałku w walkach zginęło co najmniej 245 osób. W zaciekłych starciach uczestniczyły czołgi. Wojna domowa w Jemenie trwa od 2014 roku. Wówczas szyicki ruch Ansar Allah (Houthi) zbuntował się przeciwko sunnickim władzom z prezydentem Abd Rabbuhem Mansurem Hadim na czele. Houthi przejęli kontrolę nad większością regionów kraju, w tym nad Saną. Jednak niebawem w wojnę zaangażowała się sunnicka koalicja z Arabią Saudyjską na czele i odbiła część terytorium dla Hadiego. Do niedawna w tej konfrontacji były prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh wspierał ruch Houthich.

 

* W niedzielę dziesiątki tysięcy osób wyszły na ulice Tel Awiwu, a dwa inne marsze odbyły się w Hajfie i Jerozolimie w celu zaprotestowania przeciwko forsowanej przez koalicję rządzącą  ustawie, która według krytyków ma chronić premiera Netanjahu przed poniesieniem konsekwencji toczących się przeciwko niemu dochodzeń. Ustawa miała uniemożliwić policji przekazanie prokuraturze informacji dotyczących oskarżenia podejrzanych oraz zakazać śledczym informowania mediów o przebiegu  postępowania. Plan zmodyfikowania projektu został odebrany jako próba powstrzymania „rosnącego gniewu opinii publicznej”, która co raz częściej organizuje protesty przeciwko działaniom kontrowersyjnego premiera. Klauzula zawarta w tym projekcie, zabraniająca policji informowania o przebiegu śledztwa miała oszczędzić premierowi sytuacji, w których publikowane miały być wstydliwe dla niego ustalenia policji. Netanjahu był przesłuchiwany przez policję sześciokrotnie w ramach dwóch postępowań dotyczących korupcji. Przeciwko niemu toczą się dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy luksusowych podarunków, które on i jego żona mieli dostawać od biznesmenów. Wartość tychże podarków określa się na dziesiątki tysięcy dolarów. Drugie postępowanie dotyczy negocjacji z właścicielem najpopularniejszej gazety w Izraelu „Jedijot Achronot”, którego premier miał przekonywać do przedstawiania władzy w bardziej korzystnym świetle. Trzecie śledztwo z kolei dotyczy bliskich współpracowników oraz krewnego Netanjahu i związane jest z kupieniem przez Izrael niemieckich okrętów podwodnych za sumę 2 mld dolarów. Podejrzanym zarzuca się konflikt interesów oraz ogromne korzyści finansowe, które miałyby płynąć z próby wpłynięcia na decyzję premiera. Dodatkowo, przesłuchano deputowanego partii Likud Dawida Bitana, który jest bliskim współpracownikiem premiera. Jest on podejrzany o udzielenie pomocy kryminalistom w zamian za anulowanie długu. Postawienie premiera Netanjahu w stan oskarżenia nie zmusza go do złożenia swojego urzędu, ale może on zostać zobligowany do ustąpienia drogą presji.

 

*Przedstawiciel Izraela podkreślił, że jego kraj i Rosja mają różne podejścia do Iranu i organizacji Hezbollah.Przewodniczący Komisji do Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Knesetu Izraela Awi Dichter zamierza omówić różnicę poglądów Rosji i Izraela na rolę Iranu i Hezbollahu w ramach wspólnego posiedzenia z Komisją do Spraw Zagranicznych Rady Federacji.  „Bez skrępowania będziemy mówić o różnicach, sprzecznościach. Już od kilku spotkań mówimy o tym, że Iran to państwo terroru. Tak mówimy tu po hebrajsku lub jak wy to mówicie po rosyjsku — państwo partnerskie" — powiedział Dichter, inaugurując posiedzenie. „Oczywiście mówimy o Hezbollahu jako o organizacji terrorystycznej, lecz wy używacie innych terminów. Bardzo ważne jest poruszanie tych tematów" — dodał. 

 

*Ze strony Syrii zaczyna pojawiać się zagrożenie wobec Izraela, powiedział szef Komisji Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Knesetu Avi Dichter, zwracając uwagę, że mowa o zagrożeniu „niekoniecznie” ze strony Damaszku.„Wiele się wydarzyło od naszego ostatniego spotkania w Izraelu. Oczywiście będziemy dużo mówić o tym, co dzieje się w Syrii. Zagrożenie, które zaczyna się wyłaniać ze strony Syrii w stosunku do Izraela, nie koniecznie jest ze strony syryjskiego rządu” — powiedział podczas wspólnego posiedzenia z komitetami Rady Federacji FR ds. Międzynarodowych oraz ds. Obrony i Bezpieczeństwa. Jednak nie sprecyzował, o jakim zagrożeniu mowa. Według niego w niektórych kwestiach międzynarodowych między Izraelem a Rosją dochodzi do nieporozumień. „Nie będziemy się skupiać na rozmowach o rozbieżnościach i sprzecznościach. Wiele razy mówiliśmy już o tym, że Iran jest państwem terroru, tak mówimy o tym po hebrajsku, lub, jak to mówicie w języku rosyjskim, jest to kraj partnerski. Oczywiście mówimy o «Hezbollahu» jako o organizacji terrorystycznej, a wy używacie innych pojęć. Są to bardzo ważne tematy do omówienia” — dodał. Szef Komisji Knesetu ocenił także doświadczenia Rosji w walce z terroryzmem. „Uważam, że Rosja przeżyła na sobie najcięższe doświadczenie terroru w przeszłości. Myślę, że ten sposób, w jaki walczyliście z terrorem, był bardzo interesujący” — powiedział.

 

*Ekstremiści w Egipcie będą w dalszym ciągu atakować meczety i kościoły, a w przyszłości podejmą próbę wydostania się poza granice Północnego Synaju, gdzie od paru lat trwa operacja antyterrorystyczna - uważa egipski ekspert Nabil Naeem.W ubiegły piątek, w czasie południowej modlitwy terroryści  zdetonowali ładunek wybuchowy przed meczetem w Północnym Synaju, a następnie otworzyli ogień z broni maszynowej do ludzi wybiegających z budynku. Według danych egipskiej prokuratury generalnej w zamachu zginęło 235 osób, 109 zostało rannych. Jak wynika z relacji świadków, atakujący wykrzykiwali hasła ekstremistyczne.  „Sądzę, że tego rodzaju ekstremistyczne ugrupowania będą w dalszym ciągu przeprowadzać zamachy. Przy czym mogą to też robić w innych rejonach kraju. Szczególnie łakomymi kąskami są dla nich cerkwie i meczety, które nie mają wzmocnionej ochrony. Świątynie są przecież rozrzucone dość chaotycznie po całym terytorium kraju" — powiedział rozmówca agencji. Meczet Er Rouda jest uznawany na największy meczet na północy Półwyspu Synajskiego, należy do ministerstwa wakfu Egiptu. Meczet położony jest w pobliżu trasy międzynarodowej na odcinku El-Arisz — El-Kantara, we wsi Bir el-Abd, na zachód od El-Arisz. Meczet cieszy się popularnością, chodzą do niego setki mieszkańców. Według słów eksperta ideologia ugrupowań, które popełniają takie zamachy zasadza się na tym, żeby „demonizować wszystkich, którzy nie są po ich stronie". „Uważają za niewierny naród, który wybiera swoich rządzących, funkcjonariuszy policji i sił zbrojnych. Niewierni są dla nich także ci, którzy po prostu chodzą do meczetu, żeby się pomodlić" — powiedział Naeem. Egipski ekspert podkreślił, że z podobnymi ugrupowaniami nie ma dialogu, że do niczego on nie prowadzi. „Ich można tylko wyplenić" — powiedział rozmówca agencji. Egipt już od trzech lat prowadzi operację antyterrorystyczną na północy Półwyspu Synajskiego, gdzie w trudno dostępnych rejonach znalazły sobie przyczółek ugrupowania ekstremistyczne. Do dziś ekstremiści napadali głównie na egipskich funkcjonariuszy policji. W piątek celem ich ataku stał się meczet. Wcześniej pojawiła się informacja, że kilkadziesiąt chrześcijańskich rodzin opuściło swoje domy na północy Synaju i skierowało się w stronę sąsiedniej prowincji Ismail. Za powód posłużyły coraz częstsze groźby i ataki ekstremistów w tym regionie.

 

*Egipskie siły bezpieczeństwa zlikwidowały 30 terrorystów po ataku na meczet niedaleko miasta Al-Arisz na północnym wybrzeżu półwyspu Synaj – informuje Sky News Arabia.Z informacji kanału wynika, że terroryści zostali zabici w wiosce w środkowej części półwyspu Synaj. Ponadto egipskie siły powietrzne zniszczyły kilka pojazdów użytych w ataku na meczet. „Egipskie lotnictwo zaatakowało również liczne kryjówki, w których terroryści przechowywali broń i amunicję" — zaznaczył rzecznik sił zbrojnych, Tamer el-Refaey. Co najmniej 235 osób poniosło śmierć, a 109 zostało rannych w piątkowym zamachu na meczet niedaleko egipskiego miasta Al-Arisz na północnym wybrzeżu półwyspu Synaj. Grupa 40 napastników zdetonowała tam ładunek wybuchowy przed świątynią i otworzyła ogień do uciekających w popłochu ludzi. Był to najkrwawszy zamach w historii Egiptu.

 

*W poniedziałek 4 grudnia Trump powinien zdecydować, czy przenieść amerykańską ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy. Formalne przeniesienie oznacza uznanie miasta za stolicę Izraela. Tak jak w ciągu ostatnich 22 lat, decyzja prawdopodobnie zostanie odłożona.Wszyscy amerykańscy prezydenci odkładali wdrożenie prawa: nikt nie chciał zaostrzać sytuacji. Jednak Trump obiecał wreszcie przełamać tradycję, ale pół roku temu obietnicy nie dotrzymał i ponownie odłożył rozpatrzenie. Biały Dom podkreśla, że​​nie ma wątpliwości, czy uznać Jerozolimę, czy nie. Musi tylko zdecydować, kiedy to zrobić. Niezależny analityk z Izraela Aleksander Eterman uważa, że​​zatwierdzając dokument, Trump możewysadzić w powietrze sytuację na Bliskim Wschodzie. Aleksander Eterman niezależny analityk z Izraela: „U nich powstała idea, zgodnie z którą Trump podpisuje dokument mówiący, że przeniesienie w tej chwili ambasada do Jerozolimy jest sprzeczne z interesami USA. Ale pogłoski mówią, że to da wirtualną kompensację każdemu — amerykańskiemu prawu, ewangelistom i Izraelowi. Powie, że Ameryka uznaje Zachodnią Jerozolimę za stolicę Izraela; w taki czy inny sposób wypowie takie święte zdanie — czy zdecyduje się na to? Ponieważ w krajach muzułmańskich, ostrzegają Palestyńczycy, zostanie to uznane za jednostronną akceptację, zamieni «trumpowskie» USA w tym przypadku w niemożliwego pośrednika, który jawnie wziął już [czyjąś] stronę. Tym samym ten proces pokojowy, który teraz próbuje uruchomić, zostanie po prostu anulowany. Mówią: po prostu nie pójdziemy na żadne propozycje ani na żadne negocjacje pod auspicjami Stanów Zjednoczonych, ponieważ jest to sytuacja, w której wieloletni izraelsko-palestyński status quo, w wąskim znaczeniu — bliskowschodni, jest naruszany”. W zeszłym tygodniu król Jordanii Abdullah II odbył w Waszyngtonie rozmowy. Ostrzegł, że decyzja o przeniesieniu ambasady zatrzyma proces pokojowy, a to z kolei przyczyni się do wzrostu ekstremizmu w regionie.

 

*Syryjscy żołnierze znaleźli amerykańską i europejską broń w tych rejonach prowincji Dajr az-Zaur, z których wyparto dżihadystów z Państwa Islamskiego – poinformowała agencja SANA, powołując się na źródło wojskowe.Jak powiedział jeden z dowódców polowych, lekka i ciężka broń została znaleziona w rejonach Al-Aszara, Subeikhan i Salihija  na południowym wschodzie prowincji. Były wśród nich setki różnego kalibru pocisków, amunicji i broń, które wyprodukowano w krajach zachodnich. Syryjski wojskowy, który uczestniczył w operacji wyzwalania  Deir ez-Zor, wcześniej poinformował RIA Novosti, że na składach ISIS w tym mieście znaleziono duże ilości broni, m.in. karabiny, zestawy przeciwczołgowe i działa produkcji amerykańskiej i izraelskiej. W październiku przedstawiciele syryjskiej armii informowali o odnalezieniu w magazynach terrorystów w mieście al-Majjadin broni z USA, Belgii, Wielkiej Brytanii i Izraela. Wojskowi podkreślali wówczas, że w ręce islamistów w Syrii trafia broń, która została zakupiona w ramach wdrożonego przez Pentagon programu pomocowego sojusznikom. Dyrektor Centrum Studiów Krajów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Semen Bagdasarow w wywiadzie dla radia Sputnik powiedział, że Amerykanie mieli „sprytny schemat” dostaw broni dla Daeszu.To, że Amerykanie dostarczali broń Państwu Islamskiemu, nie jest żadną tajemnicą. Chodzi o to, że schemat ich działań był następujący. Amerykanie wychodzili z założenia, że istnieje organizacja Daesz, którą popiera wiele koczowniczych plemion sunnickich w prowincji Deir ez-Zor i w Rakce, i jeśli tym plemionom dostarczy się broń, to Państwo Islamskie prędzej czy później zajmie Damaszek. Gdy do tego dojdzie, wykupi się ją z powrotem. Jednak nie jest to takie proste, a Amerykanie dopiero teraz zdali sobie sprawę, że należy robić coś zupełnie innego – powiedział Semen Bagdasarow.

 

*Kongresmen z Pensylwanii Brendan Boyle zasugerował rozważenie możliwości budowy „podziemnych fortyfikacji” w Syrii. Dokument został złożony do rozpatrzenia  Kongresu.Według Boyle’a w ciągu ostatnich sześciu lat w Syrii miało miejsce „ponad 400 ataków na szpitale i obiekty cywilne”, w wyniku których ucierpiało około 800 lekarzy. To właśnie dla lekarzy i wolontariuszy (wśród nich kongresman wymienia wolontariuszy z Białych Hełmów, organizacji uważanej na Zachodzie za pokojową) proponuje budowę podziemnych schronów. Kongresmen nie wymienia osób odpowiedzialnych za ataki na obiekty cywilne, ale oskarża Rosję i Syrię o ataki na lekarzy nie przedstawiając  żadnych faktów, które by  wspierały to stwierdzenie. Inicjatywa ta może być postrzegana jako zagrożenie dla uregulowania syryjskiego, uważa Paweł Podleśny, kierownik Centrum Rosyjsko-Amerykańskich Stosunków Instytutu USA i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk. „Myślę, że to nie jest ostatni krok USA. Jest to reakcja rozdrażnienia na podpisaną w Danang deklarację Władimira Putina i Donalda Trumpa. Trudno teraz powiedzieć, czy bunkry będą budowane, czy nie. Będzie to zależeć od władzy wykonawczej, w szczególności od decyzji Departamentu Stanu” — powiedział politolog w wywiadzie dla RT.

 

* Turecki biznesmen pochodzenia irańskiego Reza Zarrab zeznawał w środę przed sądem w Nowym Jorku. Twierdził on, że tureckie banki Ziraat Bank i VakifBank brały udział w operacjach finansowych, które umożliwiały irańskim podmiotom omijanie rozbudowanego systemu sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone na Iran przed jego porozumieniem w sprawie programu atomowego zawartym w 2015 roku.Zarrab jest zdania, że współpraca z Iranem przeciwko amerykańskim sankcjom odbywała się za wiedzą, a nawet na polecenie tureckiego rządu, którego premierem był wtedy obecny prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Jak twierdzi Zarrab, w 2012 roku, ówczesny minister tureckiej gospodarki Zafer Caglayan zlecił Ziraat Bankowi i VakifBankowi współpracę z Irańczykami na przedstawionych przez nich warunkach. Sam prezydent Turcji skomentował już sam prezydent Turcji, który zaprzeczył twierdzeniom Zarraba i uznał całą sprawę za „motywowaną politycznie”. W czasie spotkania z działaczami Partii Sprawiedliwości i Rozwoju w mieście Kars znajdującym się na wschodzie Turcji Erdogan powiedział, że amerykański sąd nigdy nie będzie sądził jego kraju. Z kolei minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu wykazał związek między postępowaniem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, a kręgami, które zorganizowały nieudany pucz przeciw Erdoganowi w 2016 roku. Stanowisko tureckich polityków jest kolejnym potwierdzeniem pogorszenia się relacji między Ankarą a Waszyngtonem. Turcja dokonała ostatnio przeorientowania swojej polityki zagranicznej i obecnie stara się nawiązać współpracę z Rosją i Iranem, zwłaszcza w kwestii rozwiązania konfliktu syryjskiego

 

*Rada Federacji Rosyjskiej poinformowała o reakcji na pozbawienie RT America akredytacji w Kongresie.Rada Federacji może już dziś podjąć środki zaradcze na pozbawienie RT America akredytacji w Kongresie USA, powiedział RIA Novosti Igor Morozow, członek Komisji Wyższej Izby ds. Polityki Informacyjnej. Podkreślił, że odpowiedź na decyzję Waszyngtonu powinna być „jak najszybsza, bez opóźnień”. „Mamy możliwość pozbawienia amerykańskich mediów możliwości swobodnego dostępu w Radzie Federacji” — powiedział senator. Według Morozowa teraz zagranicznym mediom do przejścia w Radzie Federacji wystarczy jedynie przedstawić kartę akredytacyjną MSZ w biurze przepustek. Zaś rosyjskie media są zobowiązane do złożenia podania o przepustkę, które jest rozpatrywane przez służbę prasową. „Decyzja Kongresu USA pokazuje, że wojna z Rosją trwa, rośnie presja na rosyjskich dziennikarzy” — dodał. 21 listopada Komitet Wykonawczy Galerii Korespondentów Radia i Telewizji Kongresu USA zagłosował za pozbawieniem pracowników RT akredytacji z powodu rejestracji kanału telewizyjnego jako zagranicznego agenta. Ten krok był kontynuacją polityki nacisku Waszyngtonu na rosyjskie media. Wcześniej Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych wpisał na listę zagranicznych agentów RT i partnerską firmę Sputnik — Reston Translator. Ponadto Kongres zorganizował przesłuchanie w sprawie możliwego „wpływu RT na wybory prezydenckie”. W październiku Twitter zablokował reklamy z kanałów należących do RT i Sputnika. W tym samym czasie Twitter, Facebook i Google potwierdziły w Kongresie, że nie mają dowodów na ingerencję Moskwy w amerykańskie wybory. W odpowiedzi na działania Waszyngtonu w Rosji uchwalono ustawę, zgodnie z którą zagraniczne media mogą zostać uznane za zagranicznych agentów, jeśli są finansowane z zagranicy.

 

*Rada Europy obawia się wystąpienia Rosji z organizacji i rozważa kwestię zniesienia sankcji nałożonych w związku z konfliktem zbrojnym na Ukrainie.Pisze o tym gazeta Financial Times. Sekretarz generalny organizacji Thorbjørn Jagland uważa, że członkostwo Rosji w RE jest ważne dla jej obywateli. Poza tym według niego wystąpienie Moskwy z organizacji „będzie negatywnym wydarzeniem dla Europy". „Otrzymamy Europę bez Rosji. Byłby to duży krok do tyłu dla Europy" — oznajmił Jagland zauważył, że RE nie zamierza kwestionować swojego zasadniczego stanowiska i uznawać „aneksji” Krymu. Zauważył jednocześnie, że trzeba trzeźwo oceniać pełnomocnictwa organizacji polegające na ochronie praw człowieka w dowolnym mieście, gdzie mieszkają ludzie, w tym w Rosji i na Krymie. Według słów stałego przedstawiciela Ukrainy w Radzie Europy Dmytra Kuleby cytowanego przez gazetę, jeśli RE zdecyduje się na poprawę stosunków z Moskwą, Kijów zrewiduje kontakty z tą organizacją. Zdaniem dyplomaty ten krok dyskredytuje Radę Europy. Rosyjski senator Aleksiej Puszkow, komentując oświadczenia Jaglanda, wyraził opinię, że Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (PACE) bez Rosji jest niepełnowartościowe.  „Stały Komitet PACE zrezygnował z debaty na temat powrotu Rosji. <…> Nie straciliśmy nic z powodu nieobecności w PACE od 2014 roku" — napisał Puszkow na Twitterze. Wcześniej szef grupy Zjednoczona Lewica Europejska w PACE Tiny Kox poinformował, że komitet prezydencki organizacji zamierza zaprosić rosyjską delegację na posiedzenie 14 grudnia w Paryżu w celu wymiany opinii na temat przyszłości Rady Europy i roli jej Zgromadzenia.

 

*Ramzan Kadyrow oświadczył, że chciałby opuścić stanowisko szefa Czeczenii, ponieważ uważa, że​​nadszedł czas na to. Powiedział o tym na antenie programuPolitycy z Nailą Askerzade na kanaleRosja 1.Według Kadyrowa dymisja jest jego marzeniem, ponieważ kierowanie regionem i ponoszenie odpowiedzialności za naród i republikę przed kierownictwem państwa jest bardzo trudne. Szef Czeczenii dodał, że nie jest zmęczony i jest gotów do dalszego służenia Rosji, jednak uważa, że​​teraz republika potrzebuje innego rodzaju przywódcy. „Wierzę, że nadszedł czas. Kiedyś potrzebne były takie osoby, jak ja, aby walczyć, zaprowadzić porządek, A dziś mamy porządek, szacunek i zrozumienie w społeczeństwie, w Rosji. Przede wszystkim, że uznają nas za obywateli Rosji. Uważam, że nadszedł czas, abyśmy dokonali zmian w Republice Czeczeńskiej” — powiedział szef regionu. Mówiąc o ewentualnym następcy, przywódca Czeczenii oświadczył, że decyzja w tej sprawie jest prerogatywą kierownictwa państwa i narodu. „Jeśli mnie zapytają, kogo chcesz, jest kilka osób, które mogą wypełnić te obowiązki na 100%, obowiązki na najwyższym poziomie. A tak, jak zdecydują” — powiedział. Kadyrow zaznaczył również, że Czeczenia znacząco przyczynia się do zapewnienia bezpieczeństwa Rosji.  „Kaukaz jest grzbietem Rosji, jest to przede wszystkim bezpieczeństwo, dlatego na Kaukazie jest więcej bojowników niż w innych okręgach. I zawsze dla Rosji, dla carskiej Rosji… — zawsze zapewnialiśmy żołnierzy, a żołnierze zawsze odpowiednio wykonywali rozkazy. Prezydentów, carów. I dziś jest tak samo” — powiedział Kadyrow. Szef Czeczenii dodał, że republika jest samowystarczalna w większości obszarów i boli go, gdy mówią „wystarczy karmienia Kaukazu”. Ponadto Kadyrow przyznał, że jest mu przyjemnie pod sankcjami, ponieważ trafił pod nie, służąc Rosji i swojemu narodowi. Jednocześnie wyraził opinię, że sankcje pomagają Rosji, ponieważ motywują ludzi do lepszej pracy. „Jest przyjemnie… Jeśli jestem pod sankcji, to nie za kradzież czy tam za malwersacje budżetowe, ani za żadne tam zdradzenie tajemnic. Za mój kraj, naród znalazłem się pod sankcjami… To absolutnie mi nie przeszkadza” — powiedział Kadyrow. Powiedział, że przed nałożeniem sankcji nie odwiedził Ameryki ani Europy i nie zamierza tego robić w przypadku zniesienia sankcji. Zdaniem szefa Czeczenii te ograniczenia stanowią zachętę do służenia państwu i ludziom. Kreml wychodzi z założenia, że Ramzan Kadyrow pozostaje szefem Czeczenii, powiedział rzecznik głowy państwa Dmitrij Pieskow. „Ramzan Kadyrow wielokrotnie mówił, że jest, mówiąc obrazowo, z pewnością dość konsekwentnym i stanowczym członkiem kręgu zwolenników Putina. I w tym przypadku ma zamiar w dalszym ciągu pracować tam i w taki sposób, jak mu nakazuje prezydent kraju. Niczego innego nie mówił. Ramzan pozostaje szefem republiki” — powiedział Pieskow, komentując wypowiedź Kadyrowa.

 

*Konsulat Generalny Polski w 2018 roku planuje przeniesienie z Irkucka do Nowosybirska. Obecnie trwają poszukiwania odpowiedniego pomieszczenia – poinformowało centrum prasowe władz Nowosybirska.W poprzedni piątek mer Nowosybirska Anatolij Łokoć spotkał sie z konsulem generalnym Polski w Irkucku  Krzysztofem Świderkiem i zlecił specjalistom administracji miejskiej pomóc w poszukiwaniu budynku dla polskiego konsulatu, który zamierza przenieść się z Irkucka do Nowosybirska. "Jesteśmy zainteresowani rozszerzeniem naszych związków międzynarodowych, w tym również z Polską, z którą tradycyjnie mieliśmy przyjacielskie stosunki. Radzi jesteśmy zamiarowi rozmieszczenia w naszym mieście polskiego konsulatu. Nowosybirsk to centrum Syberii, wrota do Azji. Ze względu na logistykę, położenie geograficzne i infrastrukturę, nasze miasto jest wygodne dla przedstawicieli różnych państw " – powiedział Łokoć. Z kolei Świderek poinformował, że pomysł przeniesienia konsulatu z Irkucka do Nowosybirska pojawił się w 2014 roku. Celem obecnej wizyty delegacji jest znalezienie odpowiedniego lokum dla przedstawicielstwa, aby w 2018 roku konsulat zaczął pracę w Nowosybirsku. "Konsulat powinien mieścić się w wygodnym dla odwiedzających miejscu, w centrum, z wygodnym połączeniem transportowym, to powinno być miejsce pod każdym względem bezpieczne. Decyzja o przeprowadzce ma strategiczny charakter. Jest konieczna, aby polepszyć kulturowe, naukowe, turystyczne i ekonomiczne stosunki pomiędzy państwami"  - powiedział Świderek. Konsulat generalny Polski od 2004 roku mieści się w Irkucku. W irkuckim okręgu konsularnym znajdują się Republika Ałtaj, Buriacja, Sacha (Jakucja), Tuwa i Chakasja, Kraj Ałtajski, Zabajkalski, Kamczacki, Krasnojarski, Nadmorski i Chabarowski, a także obwód amurski, irkucki, kemerowski, magadański, nowosybirski, omski, sachaliński i tomski oraz Żydowski Okręg Autonomiczny i Czukocki Okręg Autonomiczny.  Oprócz spraw wizowych i repatriacyjnych konsulat generalny Polski zajmuje się realizacją wspólnych z Rosją programów kulturalnych i edukacyjnych oraz współpracą ekonomiczną. Polskie konsulaty w Rosji znajdują sie również w Moskwie, Petersburgu i Kaliningradzie. 

 

* Rosyjskie władze skonfiskowały prawie milion dolarów w gotówce, zgromadzone nielegalnie przez szefa agencji celnej Andrieja Beljaninowa. Pieniądze trzymał w domu swojej siostry, schowane w pudełkach po butach – w trzech różnych walutach (dziewięć i pół miliona rubli, 390 tysięcy dolarów i 350 tysięcy euro). Oprócz gotówki, pracownicy Departamentu Bezpieczeństwa Ekonomicznego rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przejęli 27 nieruchomości należących do Beljaninowa – mieszkania i miejsca parkingowe w elitarnych dzielnicach Moskwy, a także cztery luksusowe samochody i sztabki złota. Jak widać, przez 10 lat na urzędzie szef Agencji Celnej nieźle się wzbogacił. Beljaninow zrezygnował z posady wkrótce po skandalu – dobrowolnie. Jednak szybko został powołany na nowe stanowisko: przewodniczącego rady Eurazjatyckiego Banku Rozwoju. Pieniądze i cenne przedmioty zatrzymane podczas przeszukania zostały mu zwrócone, ponieważ były to rzekomo „oszczędności rodzinne”. Kandydaturę Beljaninowa na nowe stanowisko osobiście poparł premier Dmitrij Miedwiediew. Liczni dziennikarze, politycy i ludzie służb (wszyscy kojarzeni z szeroko rozumianym „stronnictwem Putina”) nie kryją oburzenia tą decyzją – odbierając ją jako pchanie Rosji wstecz. Wśród urzędników w randze ministra, takich jak Beljaninow – oprócz Aleksieja Ulukajewa, którego sprawa jest nadal w sądzie – zamieszany w skandale korupcyjne był też b. szef Ministerstwa Energii Atomowej Jewgienij Adamow. W 2005 roku, po opuszczeniu urzędu, został on aresztowany za przekroczenie oficjalnych uprawnień – kupił udziały w rosyjsko-amerykańskiej spółce, a minister odpisał mu jego prywatne długi do budżetu. Państwo straciło w ten sposób 108 milionów dolarów. I choć Adamowa skazano na pięć i pół roku kolonii karnej, to po kilku miesiącach zmieniono mu karę na dużo łagodniejszy wyrok w zawieszeniu. Jednak w kontekście korupcji najbardziej kontrowersyjną postacią wydaje się były minister obrony Anatolij Serdiukow – którego „dokonania” zdążyły przez lata urosnąć do rangi czarnej legendy, stając się też przyczynkiem do licznych anegdot. Uważa się, że wyniesienie do tak wysokich stanowisk Serdiukow zawdzięczał swojej żonie, będącej córką wieloletniego znajomego Putina. Widać z tego, że Rosja bardzo nieskutecznie walczy z  korupcją. Choć w ciągu ostatnich dwóch dekad skala tej patologii wyraźnie zmalała, nadal odstaje od nawet elementarnych standardów. Problemem jest także nepotyzm. Walki z tymi patologiami nie ułatwia ciągła rywalizacja różnych stronnictw politycznych – zawsze gotowych wyciągnąć swojego człowieka z kłopotów, jeśli jest dla nich dość ważną personą.

 

*Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko liczy na to, że w 2018 roku wpływy do budżetu państwa pozwolą na podniesienie wynagrodzenia minimalnego o 28% - z 3,2 tys. hrywien (118 dolarów) do 4,1 tys. hrywien (152 dolary).Przyjęty  w pierwszym czytaniuprzez Radę Najwyższą Ukrainy projekt budżetu na 2018 rok przewiduje wzrost wynagrodzenia minimalnego o 16% — z 3,2 tys. hrywien (118 dolarów) do 4,1 tys. hrywien (152 dolary).„Zwiększenie (wynagrodzenia minimalnego — red.) wprowadzone z początkiem tego roku — z 1,6 tys. hrywien (59 dolarów) do 3,2 tys. hrywien, a więc jego dwukrotne zwiększenie, jest rzeczą bezprecedensową w warunkach Ukrainy. To właściwa decyzja i według mnie trzeba się jej trzymać. Chcę podziękować rządowi i premierowo za to, że w projekcie budżetu uwzględniono moje sugestie. Dzięki lepszemu klimatowi inwestycyjnemu i zwiększeniu wpływów do budżetu państwa będziemy mogli po upływie sześciu lub trzech miesięcy przeanalizować wyniki i podjąć decyzję o podwyższeniu wynagrodzenia minimalnego do 4,1 tys. hrywien" — powiedział w poniedziałek Poroszenko.1 stycznia tego roku na Ukrainie doszło do podwyższenia socjalnych standardów: minimum potrzebne do przeżycia zostało zwiększone do 1,544 tys. hrywien (57 dolarów), pensja minimalna — do 3,2 tys. hrywien.

 

*Bez Ukrainy nie będzie niepodległej Polski – powiedziała w wywiadzie dla ukraińskiej stacji telewizyjnej 5 kanał wicepremier do spraw integracji z UE i NATO Iwanna Kłympusz-Cyncadze. Nie chcę być banalna, ale być może należy wspomnieć o Piłsudskim w kontekście tego, że bez niepodległej Ukrainy  nie będzie niepodległej Polski. Dla obu krajów nasza siła, siła tworzenia, integralność terytorialna, suwerenność, zdolność bycia pryncypialnymi, abyśmy mogli dalej pewnie poruszać się naprzód ze względu na naszych obywateli – podkreśliła ukraińska polityk. Jak dodała, rozpatruje trudności w dwustronnych relacjach „jako tymczasowe”.

 

*Warszawa wypowie wojnę Ukraińcom jeżdżącym samochodami na polskich numerach rejestracyjnych - pisze Gazeta Prawna.„Nasz rząd chce ograniczyć ruch sztucznie generowany przez samochody masowo rejestrowane w Polsce" — czytamy w komunikacie polskich mediów. Czytamy w nim także, że w zależności od pory roku nawet 45 proc. ruchu granicznego stanowią samochody zarejestrowane w Polsce, użytkowane przez Ukraińców. „Jak podaje nasze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, samochody zarejestrowane w Polsce i użytkowane przez obywateli Ukrainy stanowią — w zależności od pory roku — od 38 do 45 proc. ruchu granicznego" —  zauważa Gazeta Prawna. Co więcej polski rząd zamierza ograniczyć masowy ruch graniczny sztucznie tworzony przez samochody zarejestrowane w Polsce bez opłaconego cła. Właściciele tych pojazdów muszą wyjeżdżać z Ukrainy niekiedy sześć razy w miesiącu. Z racji zwiększonego ruchu straż graniczna zmuszona była otworzyć dodatkowe okienka do obsługi rejestracji na niektórych przejściach granicznych. Ponadto funkcjonariusze straży granicznej i celnicy skarżą się na przemęczenie wynikające z dodatkowej pracy.

 

*USA i Korea Południowa rozpoczęły największe w historii wspólne ćwiczenia sił powietrznych.W kontekście prób rakietowych w Korei Północnej USA i Korea Południowa rozpoczynają w poniedziałek ćwiczenia wojskowe pod kryptonimem Vigilant ACE, które według informacji południowokoreańskich mediów będą największymi ćwiczeniami w historii. Weźmie w nich udział około 230 samolotów, w tym sześć amerykańskich myśliwców F-22 o obniżonej wykrywalności dla radarów. Jak poinformowało Ministerstwo Obrony Korei Południowej, ćwiczenia mają na celu zademonstrowanie woli i możliwości bojowych Seulu i Waszyngtonu, gotowych do zareagowania na „prowokacje Korei Północnej". 29 listopada Korea Północna z powodzeniem przetestowała rakietę Hwasong-15 o zasięgu ponad 13 tys. km, która może dosięgnąć każdego rejonu Stanów Zjednoczonych. Jak poinformowała gazeta resortu obronnego Korei Południowej, w czasie obrad w parlamencie wojskowi oświadczyli, że w ćwiczeniach, które zakończą się 8 grudnia, wezmą udział amerykańskie myśliwce F-22 i F-35A. Amerykańskie i południowokoreańskie siły powietrzne przećwiczą likwidację ruchomych wyrzutni rakietowych Korei Północnej. Ponadto dojdzie do ćwiczeń z zakresu likwidacji wrogiej dalekonośnej artylerii i desantu na terytorium przeciwnika. Według danych agencji Yonhap w ćwiczeniach Vigilant ACE wezmą też udział bombowce B-1B „Lanser" amerykańskich sił zbrojnych, sześć amerykańskich samolotów pokładowych EA-18 „Growler", około dziesięciu myśliwców F-15C i tyle samo myśliwców F-16.

 

*Prawo do noszenia honorowego tytułu jednostki „szturmowej” otrzymały: najnowszy mały okręt rakietowy „Sierpuchow”, duży okręt desantowy „Korolow” i pododdział przybrzeżnej jednostki rakietowej, poinformował rzecznik Floty Bałtyckiej Roman Martow.Decyzję podjęła komisja Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej po okresie szkoleniowym. W sumie nagrodzono osiem zespołów, które dowiodły wysokich zdolności bojowych. Otrzymają one charakterystyczne symbole heraldyczne. Wcześniej to wyróżnienie przyznano tylko batalionowi desantowo-szturmowemu 336. brygady gwardyjskiej piechoty morskiej i dwóm pododdziałom 11. wojskowego korpusu floty. Przypomnijmy,  że jednostki „szturmowe” zaczęły pojawiać się w rosyjskiej armii w 2017 roku. Odpowiednie oświadczenia do Ministra Obrony kraju przygotowują dowództwa okręgów wojskowych, rodzajów i oddziałów wojsk, po czym wstępnie wybrane jednostki przechodzą poważny sprawdzian komisji Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Jednymi z pierwszych „szturmowych” były jednostki desantowców. Na koniec zakończonego letniego okresu szkolenia o ten honorowy tytuł ubiega się ponad 260 oddziałów i jednostek wojskowych.

 

*Rosja kolejny raz zapowiada, że nie pozostanie bierna wobec rozmieszczania amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej w Europie.Moskwa podejmie adekwatne kroki w związku z rozmieszczaniem elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie, w szczególności w Polsce — oświadczył w wywiadzie dla Ria Novosti dyrektor departamentu współpracy ogólnoeuropejskiej MSZ Rosji Andriej Kielin. W połowie listopada Pentagon oświadczył, że postanowił dostarczyć Polsce kompleksy antyrakietowe Patriot na sumę około 10,5 mld dolarów. Pierwsze kompleksy mogą trafić do Polski już w 2019 roku. Rosyjski dyplomata zauważył, że „wysiłki USA i NATO mające na celu utworzenie obrony antybalistycznej to duży destrukcyjny czynnik podkopujący stabilność w Europie". Jego zdaniem po osiągnięciu porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego „pretekst do stopniowej budowy tarczy antyrakietowej, wykorzystywany wcześniej przez Amerykanów, nie ma już sensu, i teraz stało się jasne, że od początku to nie Iran był powodem utworzenia systemu obrony antybalistycznej". Kielin powiedział, że poza NATO-wskim systemem obrony antybalistycznej poszczególne państwa podejmują też własne działania, na przykład Warszawa tworzy tzw. Tarczę Polski, która zostanie zintegrowana z systemem NATO-wskim. „To będzie miało negatywny wpływ na atmosferę w Europie" — wyjaśnił dyrektor departamentu rosyjskiego MSZ.

 

*Rozmieszczanie przez USA elementów tarczy antyrakietowej może zrodzić pokusę „w gorących głowach” w Waszyngtonie podjęcia niebezpiecznych kroków z pominięciem Rady Bezpieczeństwa ONZ, tak jak to było w przypadku ataku rakietowego na Syrię.W taki sposób MSZ Rosji skomentowało raport amerykańskiego Departamentu Stanu w sprawie przestrzegania porozumień o kontroli zbrojeń i rozbrojeniu. „Posiadanie parasola antyrakietowego może doprowadzić do zgubnej iluzji nietykalności i bezkarności, czyli zrodzić pokusę w gorących głowach w Waszyngtonie podjęcia nowych niebezpiecznych jednostronnych kroków, mających rozwiązać globalne i regionalne problemy z pominięciem Rady Bezpieczeństwa ONZ i wbrew zdrowemu rozsądkowi, jak miało to miejsce 7 kwietnia, gdy USA przeprowadziły atak rakietowy w suwerennym państwie – Syrii” – czytamy w oświadczeniu rosyjskiego resortu. USA przeprowadziły atak rakietowy na syryjską bazę lotniczą w nocy z 6 na 7 kwietnia. Amerykański prezydent Donald Trump nazwał to odpowiedzią na atak chemiczny w prowincji Idlib, odpowiedzialnością za którą Waszyngton obarczył Damaszek nie podając jednak żadnych dowodów potwierdzających związek syryjskich władz z tym incydentem.

 

 * Antybalistyczne pociski przechwytujące naziemnego bazowania w bazie wojskowej Fort Greely na Alasce są skierowane przeciwko pociskom rosyjskim i chińskim, ale Rosja posiada broń, która może przebić tarczę antyrakietową USA, powiedział  prezydent rosyjskiej Akademii Problemów Geopolitycznych generał Leonid Iwaszow. Wcześniej poinformowano, że Agencja Obrony Przeciwrakietowej (MDA) USA zakończyła rozmieszczanie na Alasce pocisków naziemnego bazowania przeznaczonych do walki z zagrożeniem rakietowym. Teraz w bazie znajduje się łącznie 44 takich pocisków przeciwrakietowych. Według publikacji Defense News głównym zadaniem kompleksu jest zwalczanie zagrożeń rakietowych ze strony Iranu i Korei Północnej.Irańskie i północnokoreańskie rakiety nigdy nie będą latać nad Alaską, ale główny tor trajektorii rosyjskich i chińskich rakiet akurat przebiega nad biegunem północnym i właśnie przez Alaskę — powiedział Iwaszow.Według niego system obrony przeciwrakietowej USA jest bardzo nowoczesny i jest w stanie nie tylko utrudnić lot, ale nawet zestrzelić rosyjskie pociski, ale Rosja ma opracowania, które umożliwiają przełamanie obrony przeciwrakietowej i pociski manewrujące. „Amerykanie generalnie obliczają tor lotu rosyjskich rakiet i rozmieszczają obronę przeciwrakietową wzdłuż trajektorii ich lotu. Jednak trajektorię lotu rakiet  można przecież zmienić, trwają również prace nad nowymi systemami, dzięki którym rakiety będą leciały nie przez biegun północny, co oznacza, że wersji przełamania amerykańskiej obrony przeciwrakietowej jest wiele. Istnieją pociski manewrujące, które będą  w stanie stłumić antyrakiety” — zaznaczył ekspert.

 

* W sobotę doszło do kolejnej kompromitacji wojsk USA stacjonujących w Polsce. Amerykańscy żołnierze jechali ciężarówką przez Lubiń w okolicy Trzemeszna (woj. wielkopolskie). Nagle, z niewyjaśnionych przyczyn samochód zjechał w pole, gdzie zakopał się na dobre. Żołnierze US Army wezwali na pomoc swych kolegów. Przyjechał holownik, ale podczas próby wyciągania ciężarówki doszło w nim do zablokowania hamulców. Amerykanie zjechali holownikiem z drogi, by sprawdzić usterkę – i wtedy zapadła się pod nim ziemia. Po oba pojazdy przyjechał kolejny wojskowy holownik, który… przewrócił się na tym samym polu.Koniec końców, wszystkie amerykańskie pojazdy zostały ściągnięte z jezdni i pola przez wezwanego polskiego przedsiębiorcę prywatnego z Trzemeszna. Na szczęście w tej serii niewydarzonychwypadków żołnierze USA nie odnieśli obrażeń. Droga przez wiele godzin była całkowicie zablokowana. Strach pomyśleć, co będzie jak przyjdzie prawdziwa zima. W Polsce, nie w Rosji…

 

*Załoga okrętu podwodnego Marynarki Wojennej Argentyny „San Juan” poinformowała o uszkodzeniu okrętu jeszcze we wrześniu, donosi gazeta Clarin, powołując się na raport Marynarki Wojennej kraju.Według publikacji we wrześniu tego roku załoga „San Juan” poinformowała o uszkodzeniu chrapy, co doprowadziło do przedostania się wody na okręt, ale wtedy udało się uniknąć zalania ważnych przedziałów. Zgodnie z wewnętrznym raportem bazy Marynarki Wojennej Puerto Belgrano w 2018 roku okręt podwodny miał przejść remont. Jednak według źródeł gazety raport ten nie trafił do przywództwa argentyńskiej marynarki. Jak poinformowano, minister obrony Oscar Aguad dowiedział się o istnieniu tego raportu zaledwie kilka dni temu w ramach trwającego dochodzenia wewnętrznego. Przy tym po zgłoszeniu awarii „San Juan” kilkakrotnie wypływał w morze, nie odnotowano żadnych nieprawidłowości w pracy okrętu. Wcześniej rzecznik Marynarki Wojennej Argentyny Enrique Balbi poinformował, że eksperci określili dwie możliwe lokalizacje zaginionego okrętu podwodnego „San Juan” na głębokości 700 i 950 metrów. Okręt podwodny Marynarki Wojennej Argentyny „San Juan” przestał komunikować się 15 listopada podczas przeprawy z bazy morskiej Ushuaia do Mar del Plata. W czasie ostatniej transmisji okręt zgłosił awarię. Na pokładzie znajdowało się 44 osób, w tym pierwsza w historii Argentyny kobieta w składzie załogi okrętu podwodnego Eliana Maria Krawczyk. Przedstawiciele marynarki wojennej poinformowali o jednym wybuchu, który może mieć związek z zaginięciem okrętu „San Juan”. Po 15 dniach od zniknięcia okrętu podwodnego Marynarka Wojenna Argentyny poinformowała, że​​operacja ratowania 44 członków załogi okrętuSan Juan została przerwana, ale będą kontynuowane poszukiwania okrętu podwodnego.

 

*Z tej strony Słońca, która zwrócona jest do Ziemi, zniknęły wszystkie plamy, poinformowano w Instytucie Fizyki im. Lebiediewa Rosyjskiej Akademii Nauk.O braku plam na odwrotnej stronie Słońca można wnioskować na podstawie fotografii, która zrobiona została dwa tygodnie temu, kiedy gwiazda była zwrócona do naszej planety inną stroną. Liczba plam na Słońcu jest głównym parametrem, według którego mierzy się 11-letni cykl słoneczny, związany ze zmianą aktywności pola magnetycznego gwiazdy. Raz na 11 lat liczba plam osiąga maksimum, a pomiędzy tymi szczytami spada do najmniejszego znaczenia nazywanego słonecznym minimum — opowiedziano w laboratorium astronomii rentgenowskiej Instytutu Fizyki. Obecne znikanie plam na Słońcu świadczy o zbliżającym się słonecznym minimum, które zostanie osiągnięte na przełomie lat 2018/2019. Obniżenie aktywności słonecznej już wywołało "apokaliptyczne" prognozy o nastąpieniu na Ziemi "małej epoki lodowcowej", podobnej do tej, jaka została odnotowana na przełomie XVII i XVIII wieku, wówczas plamy na Słońcu nie pojawiały się przez 50 lat.  W ciągu ostatnich 200 lat takiej sytuacji nie było. Z tego, co widać na Słońcu obecnie, można wnioskować, że jego ewolucja odbywa się na razie zgodnie z tym zachowaniem, które obserwowano podczas poprzednich 11-letnich cyklów – poinformowano w Instytucie Fizyki im. Lebiediewa Rosyjskiej Akademii Nauk.

 

*W ubiegły weekend w Nowym Jorku obyły się premierowe pokazy filmu Aleksieja Uczitiela "Matylda".Według słów producentki agencji Maestro Artist Marii Szklower premiera odbyła się przy pełnej sali.  „Pokazy zapowiedziano około miesiąca temu i wszystkie bilety zostały natychmiast wykupione. Wówczas przedłużyliśmy projekcje o dzień. Pierwszego dnia sala była pełna. Film robi furorę w Stanach Zjednoczonych" — cytuje agencja RIA Novosti słowa organizatora pokazu. Przedstawiając film amerykańskim widzom, reżyser podkreślił, że zainteresowanie nim podgrzał skandal wokół wejścia filmu na ekrany rosyjskich kin.

 

* W Słupsku mówią, że zarządzanie miastem męczy Roberta Biedronia. Dlatego oddał je współpracownikom, a sam jeździ po świecie. W ciągu trzech lat w delegacjach spędził aż siedem miesięcy. 41-letni Robert Biedroń jest nadzieją lewicy. Wielu widzi w nim polskiego Macrona, który w przyszłości odsunie starych polityków i przejmie władzę w kraju. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski ogłosił nawet, że Biedroń może zostać prezydentem Polski w 2020 r. Jego zdaniem to jeden z wybijających się polityków młodego pokolenia. Ma wielkie zasługi w budowaniu w Polsce tolerancji.  On przełamał tabu. Kiedyś w ogóle nie mówiło się o homoseksualizmie, ci ludzie byli stygmatyzowani. A Biedroń przez swoją otwartość na współpracę, wspólnotowość, brak agresji pokazał, że polskie społeczeństwo jest otwarte, że potrafi nawet głosować na takich ludzi – mówi mi Kwaśniewski. Prezydent Słupska komplementy przyjmuje z satysfakcją, ale o swoich politycznych planach mówi niewiele. Podkreśla, że na razie koncentruje się na Słupsku. Z prezydenturą Biedronia wiązano w mieście wielkie nadzieje. Wielu moich rozmówców liczyło, że znany z telewizji polityk-celebryta ściągnie do Słupska inwestorów, pomoże rozwiązać narastające od lat problemy. Ale – przynajmniej na razie – tak się nie stało.  Biedroń jest bardzo sympatyczny, bystry i mądry, ale on się tutaj męczy. W Słupsku życie towarzyskie kończy się wraz z zamknięciem sklepów. A on jest przyzwyczajony do wielkiego świata, ciągnie go do parlamentu – mówi Beata Chrzanowska, szefowa rady miejskiej z PO. Spotykamy się w jednej z słupskich szkół średnich, gdzie Chrzanowska jest nauczycielką. Narzeka, że Biedroń rzadko bywa na sesjach Rady Miejskiej i na komisjach. Nie przyszedł nawet na posiedzenie rady zwołane na jego wniosek, by zwiększyć pieniądze na budżet obywatelski. Wolał jechać na otwarcie roku akademickiego do Koszalina – opowiada. Gdy Biedroń wprowadził się do gabinetu w ratuszu, od razu wyniósł wielkie gdańskie biurko do gabinetu pani wiceprezydent i zastąpił je nowoczesnym biurkiem z podnoszonym blatem, przy którym można pracować na stojąco. Wyrzucił cały alkohol, który jego poprzednik trzymał za zabytkowymi drzwiami w gabinecie. Krzyż wiszący na ścianie zastąpił obrazem Edwarda Dwurnika. To miał być sygnał, że idzie nowe. Jednak nie sprzedał limuzyn, które miały być symbolem rozpasania poprzedniego prezydenta, chociaż obiecał to w kampanii. Mówił, że przesiądzie się na rower. Ale rowerem jeździ rzadko, bo wynajął mieszkanie tuż obok ratusza. To picer. Ze dwa razy widziałem go na rowerze, ale tylko wtedy, jak w pobliżu były telewizyjne kamery.  Samochodem jeździ na lotnisko, gdy lata do Warszawy albo w dalsze podróże – mówi Jacek Aleksander. Beata Chrzanowska dodaje, że radni dowiadują się o decyzjach prezydenta z jego poniedziałkowych konferencji prasowych. Przynajmniej wiadomo, że jest wtedy w pracy, bo później zwykle wyjeżdża – podkreśla szefowa rady miejskiej. Od początku kadencji Biedroń spędził w delegacjach 206 dni, czyli w sumie prawie siedem miesięcy. Odwiedził ponad 20 krajów, m.in. Niemcy, Holandię, Luksemburg, Finlandię, USA, Turcję, Norwegię, Ukrainę. Wyjeżdża na konferencje środowisk  LGBT tak, jak w listopadzie 2015 roku do Las Vegas. Nie wiadomo, ile było takich imprez, bo w urzędzie nie chcą przedstawić tych danych. Ale – jak zapewnia biuro prasowe – w takich przypadkach prezydent lata na koszt organizatorów.

 

KOMENTARZE

  • Witam Panie Bogusławie !
    W mojej ocenie jest to blef , lecz obciążony dużym ryzykiem dla światowego pokoju, zwłaszcza , że Korea Płn. i jej przywódca takiego grania im na nosie nie toleruje.

    Co do sytuacji w Jemenie jest już potwierdzenie śmierci Ali Abdullah Saleha
    https://www.vesti.ru/doc.html?id=2961925

    Pozdrawiam MJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031