Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3991 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 14 listopada 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1082) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

 

Parlament Europejski na sesji plenarnej w środę w Strasburgu zagłosuje nad rezolucją w sprawie stanu demokracji i praworządności w Polsce, która przewiduje uruchomienia mechanizmu sankcji politycznych i gospodarczych Unii Europejskiej przeciwko Warszawie, powiedziało we wtorek źródło w korpusie deputowanych. Mowa o zastosowaniu artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który może pozbawić Polskę prawa głosu w Radzie UE w przypadku stwierdzenia przez Radę „istnienia wyraźnego zagrożenia poważnym naruszeniem wartości” Unii Europejskiej. „Pięć grup politycznych Parlamentu Europejskiego przedstawiło projekt wspólnej rezolucji, która wydaje komitetowi parlamentarnemu ds. swobód obywatelskich, wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych mandat na przygotowanie wszczęcia procedury z art. 7” — powiedział rozmówca agencji. Według niego, aby zobowiązać Radę UE do uruchomienia stosownego artykułu, co najmniej 2/3 deputowanych Parlamentu Europejskiego musi zagłosować za przyjęciem rezolucji.

 

* Nie milkną echa Marszu Niepodległości w Warszawie. "W dalekiej Azji spotkania z przywódcami USA, Chin, Indii, Kanady, Japonii i ASEAN. W kuluarach także pytania o Polskę w związku z marszem narodowców. Bez złudzeń: reputacyjna katastrofa. Może nie wszyscy się tym przejmują, ale ja tak" - napisał na Twitterze Tusk. W odpowiedzi Kukiz nazwał "reputacyjną katastrofą" Tuska. Kukiz zarzucił Tuskowi, że ten nie broni "jak lew swojej Ojczyzny" i nie komunikuje, że "skandaliczne hasła były tylko marginesem na Marszu Niepodległości". Zamiast tego Tusk - jak pisze Kukiz - "podsyca antypolskie postawy i uwiarygadnia atakujące nas media epatując 'troską o stan demokracji' i 'niepokojem w związku z radykalizacją postaw w Polsce'". W czasie Marszu Niepodległości grupa jego uczestników niosła banery z hasłami "Biała Europa braterskich narodów", "Europa tylko dla białych" czy "Wszyscy różni, wszyscy biali". Wznoszono też okrzyki "Polska cała - tylko biała". O kilku hasłach na marszu szeroko informowały zachodnie media - niektóre z nich określały marsz w ogóle jako "demonstrację faszystów".

 

Wizyta na Ukrainie nadal znajduje się w harmonogramie prezydenta Andrzeja Dudy, a w planie jest jego spotkanie z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką — oświadczył rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. Wcześniej Duda oznajmił, że ukraińscy politycy o antypolskich poglądach nie powinni zajmować ważnych stanowisk w organach władzy. Później szef MSZ Polski Witold Waszczykowski poinformował, że polskie władze chcą zakazać wjazdu do państwa osobom o nastawieniu antypolskim. Poroszenko zainicjował przeprowadzenie nadzwyczajnego posiedzenia komisji konsultacyjnej przywódców Ukrainy i Polski w świetle nieporozumień w kwestiach historycznych. „Ta wizyta została wpisana do harmonogramu wizyt prezydenta" — powiedział Łapiński na antenie Polskiego Radia.  Dodał, że podczas tej wizyty prezydent chciałby odwiedzić groby polskich oficerów na cmentarzu w Charkowie. Poza tym jest zaplanowane spotkanie Dudy z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką i przedstawicielami OBWE. Jednocześnie Łapiński podkreślił, że sprawie wizyty Dudy na Ukrainie „oczywiście odbędą się konsultacje z MSZ i rządem”. 

 

Były szef CIA opowiedział o wpływie, jaki Putin wywiera na Trumpa. Były dyrektor CIA John Brennan postawił hipotezę, zgodnie z którą amerykański prezydent Donald Trump boi się rosyjskiego prezydenta Władimira Putina albo obawia się wyników śledztwa w sprawie „ingerencji Moskwy w wybory".  „Putin bardzo mądrze grał, schlebiając Trumpowi… Myślę też, że albo Trump jest z jakiegoś powodu zahukany przez Putina i boi się tego, co ten może zrobić albo boi się tego, co wypłynie w rezultacie śledztwa (w sprawie o „ingerencji w wybory" ) — powiedział Brennan w wywiadzie dla stacji telewizyjnej CNN, poproszony przez dziennikarza o skomentowanie wypowiedzi Trumpa dotyczącej wyników spotkania  z Putinem na marginesie APEC. Zdaniem politologa z wydziału polityki i stosunków międzynarodowych Syberyjskiego Instytutu Zarządzania Siergieja Kołowa, wypowiedzi Brennana dobrze ilustrują stanowisko amerykańskiego establishmentu. „Na Trumpa wywierana jest znaczna presja ze strony globalistycznych neoliberalnych elit, a te podejmują wszelkie próby jego zdyskredytowania i niewykluczone, że przeprowadzenia impeachmentu. W tym sensie, do utrzymania negatywnego wrażenia wśród establishmentu, wspólnoty medialnej nadają się wszelkie oskarżenia, w tym również bezpodstawne. Z czym w samej rzeczy mamy w danym wypadku do czynienia" — zauważył dr Kołow na antenie radia Sputnik.

 

Kreml wyjaśnił, dlaczego nie doszło do prywatnego spotkania Putin-Trump. Po kilku dniach od oczekiwanego, ale nie mającego miejsca dwustronnego spotkania prezydentów Rosji i USA, Władimira Putina i Donalda Trumpa, pojawiły się nowe szczegóły, dlaczego do niego nie doszło. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow wyjaśnił, że USA próbowały uzgodnić oddzielne spotkanie, proponując czas i miejsce, które pasowały tylko Amerykanom. Zgodnie z protokołem na tych warunkach osobiste rozmowy z udziałem prezydentów nie mogły się odbyć. Amerykanie nie wykazali się elastycznością i, niestety, żadnych innych alternatywnych propozycji nie złożyli. Dlatego spotkanie się nie odbyło – powiedział Pieskow. Na konferencji prasowej po wizycie w Wietnamie Putin powiedział jednak, że rozmowy w pełnym formacie z Trumpem nie miały miejsca z powodu niedopasowania harmonogramów prezydentów i „pewnych formalności protokolarnych”, z którymi zespoły „nie potrafiły sobie poradzić”. Zostaną za to ukarane – zapewnił rosyjski przywódca. Później Pieskow w formie żartobliwej powiedział dziennikarzom, że prezydenckich specjalistów ds. protokołu czeka „kara”. W kuluarach szczytu APEC w Wietnamie prezydenci kilka razy mieli okazję chwilę ze sobą porozmawiać. Rezultatem było zatwierdzenie przygotowanego wcześniej wspólnego oświadczenia w sprawie Syrii. Putin i Trump potwierdzili, że Moskwa i Waszyngton będą nadal zwalczać Państwo Islamskie, aż do jego całkowitego zniszczenia. Prezydent Rosji nazwał wymianę zdań w Trumpem udaną, ale podkreślił konieczność szczegółowego omówienia dwustronnych stosunków. Utrzymujemy normalny dialog. Niestety, jest mało czasu, dotychczas nie udało się bardziej szczegółowo omówić wszystkich aspektów naszych relacji, a mamy o czym rozmawiać i w sferze bezpieczeństwa, i w sferze współpracy gospodarczej, która obecnie została sprowadzona do zera — ocenił Putin. Jego zdaniem brak osobnego spotkania z amerykańskim prezydentem jest świadectwem trwającego kryzysu w stosunkach między obu krajami. Z kolei Trump, komentując szczyt APEC w Wietnamie, powiedział, że odbył „dwie lub trzy” krótkie rozmowy z Putinem. Jak dodał, obaj mieli ciepłe odczucia wobec siebie. A historia z ingerencją  Moskwy w wybory w USA jest „sztuczną barierą rozwiązywania problemów z Rosją”, powiedział amerykański przywódca dziennikarzom. 

 

USA nie planują wycofania się z Syrii, dopóki genewski proces pokojowy nie przyniesie rezultatu - oznajmił szef Pentagonu James Mattis. Podkreślił, że na razie decyzja nie została podjęta. „Nie oznacza to, że pozostaną tam wszyscy. I na pewno nie oznacza to, że poszczególne jednostki się wycofają” — dodał. Według niego Waszyngton postara się zapewnić warunki dla uregulowania konfliktu środkami dyplomatycznymi, ponieważ problem uchodźców wymaga rozwiązania. USA w Syrii przeprowadzają naloty na ugrupowanie terrorystyczne Państwo Islamskie, aczkolwiek robią to bez zgody syryjskich władz. W państwie znajduje się kilkuset przedstawicieli amerykańskich służb specjalnych, którzy pomagają miejscowym terrorystom. 

 

Szef Pentagonu James Mattis uważa, że ONZ pozwoliła USA na wkroczenie na terytorium Syrii, ponieważ przyjęła rezolucje przeciwko ugrupowaniu terrorystycznemu Państwo Islamskie.„ONZ oświadczyło, że w zasadzie możemy prześladować PI. Jesteśmy tam, by ich zniszczyć" — powiedział. W ten sposób sekretarz obrony odpowiedział na pytanie dziennikarzy o podstawy prawne pobytu USA w Syrii. „Nie oznacza to jednak, że po prostu wycofamy się i znów wyskoczy tam PI 2.0, a my będziemy udawać zaskoczenie. W związku z tym potrzebujemy wysiłków w Genewie pod auspicjami ONZ, by posunąć się do przodu” — dodał Mattis. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie udzielała USA zgody na prowadzenie operacji zbrojnych w Syrii. Syryjskie władze nalegają, że obecność USA w Syrii jest niezgodna z prawem, ponieważ rząd państwa nie udzielił na to zezwolenia. Rosja walcząca z PI w Syrii robi to na zaproszenie oficjalnego Damaszku. 

 

*Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o wycofaniu się wielokilometrowych kolumn terrorystów z Abu Kamal w kierunku przejścia Wadi Sabha na syryjsko-irackiej granicy.Według ministerstwa przeprowadzona pod koniec ubiegłego tygodnia przez syryjskie wojska rządowe operacja uwolnienia przy wsparciu Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji miasta Abu Kamal ujawniła dowody bezpośredniego współdziałania i wsparcia terrorystów grupy „Państwo Islamskie” (PI) przez kierowaną przez USA „międzynarodową koalicję”. Wcześniej Ministerstwo Obrony opublikowało fotografie kolumny terrorystów, opuszczającej miasto Abu Kamal. Obecnie fotografie są niedostępne.

 

Stany Zjednoczone odmówiły ataku lotniczego na siły PI opuszczające syryjski Abu Kamal, informuje Ministerstwo Obrony.Amerykanie powołali się na to, że terroryści „dobrowolnie poddali się w niewolę” i teraz podlegają postanowieniom Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych. Jednocześnie dowództwo rosyjskiej grupy spytało, dlaczego terroryści ze sprzętem bojowym i ciężką bronią przegrupowują się w strefie kontrolowanej przez międzynarodową koalicję. Terroryści zamierzali przeprowadzić nowe ataki na syryjskie oddziały w rejonie Abu Kamal. Amerykanie nie byli w stanie odpowiedzieć. Ponadto samoloty koalicji próbowały „przeszkodzić” lotnictwu Sił Powietrzno-Kosmicznych w rejonie Abu Kamal: weszły w​​przestrzeń powietrzną nad 15-kilometrową strefą wokół miasta. USA chciały bezpiecznie wyprowadzić  wycofujących się terrorystów  spod ostrzału wojsk rządowych. Ministerstwo Obrony dodało, że ofensywa syryjskich wojsk w Abu Kamal przerwała amerykańskie plany stworzenia władz poza kontrolą Damaszku na wschodnim brzegu Eufratu. W roli „proamerykańskich” sił kontrolujących miasto mieli wystąpić terroryści PI, „przemalowani w barwy Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF)”. Potwierdzają to znalezione w Abu Kamal flagi używane przez SDF.

 

Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało autentyczne zdjęcia kolumny bojowników ISIS zmierzających w kierunku syryjsko-irackiej granicy, zamiast poprzednich - nieprawidłowych.Resort wyjaśnił, że wcześniej pracownik jednego z oddziałów błędnie dołączył materiał fotograficzny do oświadczenia ministerstwa o współpracy koalicji międzynarodowej pod wodzą USA i dżihadystów z ISIS w rejonie Abu-Kamal. Wobec niego wszczęto odpowiednie procedury. Jak podkreślono, odmowa dowództwa USA przeprowadzenia nalotów  9 listopada na kolumnę terrorystów, którzy wycofywali się z Abu-Kamal, jest „obiektywnym faktem, odnotowanym w stenogramach rozmów i dlatego dobrze znanym stronie amerykańskiej”. „Podobnie jak aktywne przeciwdziałanie amerykańskich samolotów Siłom Powietrzno-Kosmicznym Rosji, które były gotowe do zniszczenia terrorystów z ISIS przegrupowującym się w celu przeprowadzenia nowych ataków na wojska rządowe w rejonie Abu-Kamal” – podał resort. We wtorek Ministerstwo Obrony wydało oświadczenie, że Stany Zjednoczone odmówiły dokonania ataku na wycofujących się z syryjskiego miasta dżihadystów. Do dokumentu dołączono materiał fotograficzny. Niektóre media zwróciły uwagę, że przedstawiono na nich grafikę komputerową.

 

* Dziesiątki tysięcy Palestyńczyków zebrały się w sobotę w Strefie Gazy, by oddać hołd historycznemu przywódcy palestyńskiemu Jaserowi Arafatowi, w 13. rocznicę jego śmierci. Takie uroczystości odbyły się po raz pierwszy w ostatniej dekadzie. Jak oceniają agencje, jest to kolejny krok na drodze do jedności Palestyńczyków w konsekwencji zawarcia w ubiegłym miesiącu porozumienia o pojednaniu między rywalizującymi ze sobą wcześniej radykalnym Hamasem i umiarkowanym ugrupowaniem prezydenta Mahmuda Abbasa, Fatahem. Przez ostatnie 10 lat Hamas kontrolował Strefę Gazy i nie zezwalał Fatahowi na organizację uroczystości upamiętniających Arafata - pierwszego prezydenta Palestyny i twórcę Fatahu. Według organizatorów sobotnich uroczystości zgromadziło się na nich ponad 100 tys. ludzi. Uczestnicy trzymali w rękach palestyńskie flagi, transparenty wzywające do jedności oraz zdjęcia Arafata i Abbasa. "Kontynuujemy proces palestyńskiego pojednania" - powiedział prezydent Abbas na nagranym wcześniej filmie, wyświetlonym na ekranach. Palestyński przywódca od 2007 r. nie był w Strefie Gazy. W przemówieniu Abbas zwrócił się również bezpośrednio do nieżyjącego poprzednika, mówiąc: "Nasz palestyński naród, który cię kochał jako wielkiego przywódcę, wciąż ma w sobie tę miłość, ten szacunek i tę wierność". Dodał, że Palestyńczycy jednoczą się i realizują marzenie Arafata "o wolności, suwerenności i niepodległości". Ostatnia uroczystość poświęcona pamięci byłego palestyńskiego lidera w Strefie Gazy odbyła się pod koniec 2007 roku, krótko po przejęciu kontroli nad nią przez Hamas. Doszło wówczas do ostrych starć między zwolennikami Fatahu i Hamasu. Porozumienie o pojednaniu między Hamasem a wspieranym przez Zachód Fatahem zostało podpisane w Kairze w październiku przy mediacji Egiptu, by położyć kres trwającemu od 10 lat głębokiemu rozłamowi. W tym czasie Hamas sprawował rządy w Strefie Gazy, a Fatah kontrolował część terytoriów Zachodniego Brzegu. Umowa pozwoli rządowi na Zachodnim Brzegu odzyskać kontrolę administracyjną nad Strefą Gazy, a także przejąć kontrolę nad przejściami granicznymi i zapewnić tam bezpieczeństwo. Jaser Arafat, który zmarł we Francji w 2004 r., był założycielem Fatahu i jego przywódcą aż do śmierci. Był jednym z twórców historycznego porozumienia z Oslo z 1993 roku między państwem żydowskim a Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP), które stworzyło podwaliny pod Autonomię Palestyńską. W 1994 r. otrzymał, wraz z premierem Izraela Icchakiem Rabinem i szefem dyplomacji izraelskiej Szimonem Peresem, Pokojową Nagrodę Nobla.

 

MSZ Syrii uznaje za agresję obecność wojsk zagranicznych w kraju bez zgody rządu.Syria podkreśliła, że dotyczy to również amerykańskich sił. „To <…> naruszenie suwerenności Syrii i brutalne podeptanie zasad ONZ” — czytamy w komunikacie MSZ. Wcześniej szef Pentagonu James Mattis oznajmił, że ONZ pozwoliła USA na wkroczenie na terytorium Syrii, gdyż przyjmowała rezolucje przeciwko Państwu Islamskiemu. 

 

Co najmniej 22 afgańskich wojskowych zginęło podczas ataku talibów w Afganistanie, 15 zostało rannych. Poinformowała o tym telewizja  Tolo News, powołując się na swoje  źródło. Według niego do ataku doszło wczoraj wieczorem w prowincji Kandahar. Potyczka między wojskiem a terrorystami trwała przez około godzinę. Według policji chociaż starcie nie trwało długo, stało się jednym z najkrwawszych w ostatnich latach. Wojsku udało się zlikwidować 40 terrorystów, a 35 zostało rannych.

 

Wystawa „Syria. Kronika fotograficzna wojny”, na której zaprezentowano prawie 50 prac fotoreporterów wojennych grupy medialnej „Rossija Siegodnia” oraz operatorów Wszechrosyjskiej Państwowej Kompani Telewizyjnej i Radiowej, została otwarta 14 listopada w Parlamencie Europejskim w ramach sesji plenarnej w Strasburgu – informuje RIA Novosti.Wystawa opowiada o konflikcie zbrojnym w Syrii poprzez pryzmat zniszczonych przez wojnę losów, codzienności pilotów wojskowych z bazy lotniczej Hmeimim i działań Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji w trakcie operacji antyterrorystycznej, podała służba prasowa MAI „Rossija Siegodnia”. Na wystawie zaprezentowano prace dziennikarzy agencji Walerija Mielnikowa, Ilji Pitaliewa, Michaiła Ałajeddina, Michaiła Woskriesienckiego oraz operatorów grupy zdjęciowej WPKTiR Wiktora Prichodko i Aleksandra Puszina wykonane w szczytowym momencie konfliktu zbrojnego w latach 2015-2016. Dyrektor Oddziału Fotografii agencji „Rossiya Segodnya" Aleksander Sztol powiedział, że niełatwo było zorganizować tę wystawę w Parlamencie Europejskim. Bardzo dobrze, że ta wystawa odbywa się w Parlamencie Europejskim, że pojawiła się możliwość pokazania światu wspaniałych prac odważnych ludzi, które reprezentują nie tylko wartości artystyczne, ale i potwierdzają historyczną autentyczność tego, co się tam dzieje. Prowadzi to, oczywiście, do głębokiego przewartościowania całego konfliktu i powinno, moim zdaniem, prowadzić do rozwoju procesów pokojowych w regionie – powiedział Sztol RIA Novosti.  Niewątpliwie nie było to łatwe (zorganizowanie wystawy w Parlamencie Europejskimi w Strasburgu) i bardzo cieszy, że doszło do tego, bo Parlament Europejski powinien charakteryzować się pewnym pluralizmem poglądów. Jest to określony krok w kierunku tego, że ten pluralizm powinien prowadzić do wzajemnego zrozumienia – dodał. Pytany o to, jak ta wystawa została przyjęta w innych europejskich miastach, Sztol powiedział, że cieszyła się zainteresowaniem wielu zwiedzających, ale nie wszyscy ją zrozumieli. – Jednak bardzo chcielibyśmy wierzyć, że po obejrzeniu tej wystawy rozumiejących i współczujących ludzi będzie coraz więcej, bo potworności wojny są tymi potwornościami, których lepiej nie przeżywać – podkreślił. Jeden z autorów, fotoreporter MAI „Rossiya Segodnya" Michaił Woskriesienski, kilka razy był w Syrii. Odbyłem trzy podróże służbowe, które trwały około dwóch miesięcy. Ostatnio byłem około trzech miesięcy – kwiecień, maj, czerwiec (2017 r.). Na początku lipca wróciłem. Sądzę, że znowu pojadę – powiedział. Fotoreporter był „praktycznie we wszystkich syryjskich prowincjach”. Pierwszy raz pojechał do Syrii na początku rosyjskiej operacji wojskowej. Woskriesienski twierdzi, że od tego czasu sytuacja w tym kraju polepszyła się. – Na razie trudno mówić o odtworzeniu funduszu mieszkaniowego, bo do tego są potrzebne pieniądze, materiały budowlane, które kosztują. To kosztowny i długotrwały proces. Ale stopniowo ludzie odbudowują swoje życie. Stopniowo  odradza się przemysł i handel. Fundusz mieszkaniowy najwyraźniej zostanie odtworzony nieco później – powiedział fotoreporter. Dlatego – jak zaznaczył – na razie jest za wcześnie, by mówić o powrocie Syryjczyków do kraju. – Bardzo dużo ludzi wyjechało z Syrii na początku aktywnej fazy konfliktu, od 2012 roku. Przebywają poza granicami Syrii, dotychczas nie doszło do masowych powrotów – dodał. Wystawa fotograficzna w parlamentarnej stolicy Europy jest częścią międzynarodowej ekspozycji objazdowej „Syryjskie kroniki” w Rosji i za granicą. Pierwszą platformą była Duma Państwowa w Moskwie w styczniu 2017 roku. W kwietniu wystawa dotarła do Bukaresztu, a w maju do Wiednia.

 

* Theresa May podczas przemówienia wygłoszonego w londyńskim Guildhall ostro skomentowała politykę Rosji. Oskarżyła Kreml o sianie zamętu w społeczeństwach zachodnich i wspieranie cyberataków na instytucje rządowe – podaje BBC. Komentarz Teresy May stoi w opozycji do postawy Donalda Trumpa, który nie poddaje krytyce Putina i zapewnia, że wierzy w brak ingerencji ze strony Rosji w amerykańskie wybory prezydenckie w 2016 roku. Brytyjska premier wystosowała w kierunku Kremla zarzuty rozpuszczania fałszywych informacji w celu siania zamętu w społeczeństwach zachodnich. Wypomniała Rosji aneksję Krymu, angażowanie się w konflikt na Ukrainie oraz cyberataki na duńskie Ministerstwo Obrony oraz Bundestag.  Wiemy co robi Rosja, ale nie odniesie ona zwycięstwa. Kreml nie docenia siły demokracji, która spaja społeczeństwa Zachodu, umiłowania wolności jego mieszkańców i trwałości sojuszy, które łączą jego państwa – powiedziała brytyjska premier. Zapewniła, że pomimo wyjścia Brexitu, Zjednoczone Królestwo pozostaje wiernym członkiem NATO i zamierza podtrzymywać związki gospodarcze z Unią i wspierać starania w opieraniu się Rosji. Theresa May przypuściła na Kreml słowny atak, mimo że w grudniu planowana jest misja dyplomatyczna sekretarza spraw zagranicznych Borisa Johnsona do Moskwy. – Rosja byłaby wartościowym partnerem dla państw zachodnich, gdyby grała zgodnie z zasadami – zaznaczyła May w przemówieniu. – Nie chcemy powrotu do czasów Zimnej Wojny – dodała. Podkreśliła, że w stosunkach z Rosją chce kierować się zasadą „angażowania się w dyplomację z zachowaniem ostrożności”.  Zarzuty brytyjskiej premier spotkały się z odpowiedzią Kremla. Aleksiej Puszkow, członek Senatu odpowiedzialny za politykę medialną, napisał na Twitterze: „Rosja nie jest zagrożeniem dla międzynarodowego porządku. Stanowią go usprawiedliwiający interwencje i zmiany reżimu. Rosja nie kieruje się takimi »regułami«. Porządek, który zdaje się pasować Theresie May to naciski na Irak, wojna w Libii, aktywność Państwa Islamskiego i terroryzm w Europie. Atakami na Rosję brytyjska premier nie zbawi świata”.

 

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy oświadczył, że nie widział dowodów ingerencji rosyjskich władz w sytuację polityczną w Katalonii, donosi agencja Reuters. Wcześniej hiszpański minister spraw zagranicznych Alfonso Dastis powiedział, że Madryt poinformował Moskwę o podejrzanym ruchu internetowym z Rosji, który rzekomo miał coś wspólnego z wydarzeniami w Katalonii. Przyznał także, że nie ma dowodów na związek z tym rosyjskiego rządu. Dastis powiedział, że 50% podejrzanego ruchu pochodzi z Rosji, 30% — z Wenezueli. Minister jednocześnie przyznał, że takie wiadomości w sieciach społecznościowych nie mogą określić opinii mieszkańców danego kraju. Wcześniej stwierdził, że „rosyjscy hakerzy” próbują zdestabilizować sytuację w Hiszpanii i ogólnie w  Unii Europejskiej.

 

Nieznany sprawca otworzył dziś ogień na terenie szkoły podstawowej w Kalifornii. Według wstępnych informacji zginęły trzy osoby.Napastnika zastrzeliła policja — poinformowała telewizja KCRA, powołując się na pomocnika szeryfa Phila Johnstona. Do zdarzenia doszło we wtorek rano w hrabstwie Tehama. — Wiem, że kilku uczniów przetransportowano (śmigłowcami) — wyjaśnił Johnstona. Według telewizji policja przeszukała pomieszczenia w budynku szkolnym i w pobliżu.    

 

W regionie moskiewskim zatrzymano około 70 przywódców i szeregowych członków ekstremistycznej organizacji Tablighi Dżamaat - informuje Centrum Kontaktów Społecznych FSB Rosji.„W wyniku przeprowadzonych 14 listopada 2017 roku akcji na terytorium regionu moskiewskiego Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej wspólnie z MSW przerwała nielegalną działalność głęboko zakonspirowanej struktury międzynarodowego ugrupowania fundamentalistycznego Tablighi Dżamaat zakazanego w Federacji Rosyjskiej" — czytamy w komunikacie. Według danych FSB kierownictwo nad ekstremistyczną komórką sprawowali wychodźcy ze Środkowej Azji. W jej działalność angażowani byli także obywatele Federacji Rosyjskiej. Resort dodał, że członkowie Tablighi Dżamaat wykorzystywali metody konspiracji i przeciwdziałania organom ścigania. „W toku przeprowadzonych akcji zatrzymano 69 uczestników ekstremistycznej organizacji, w tym jej przywódców. W czasie rewizji zarekwirowano ekstremistyczną literaturę, środki łączności, a także elektroniczne nośniki informacji z raportami o nielegalnej działalności. Kuncewski Międzyrejonowy Oddział Śledczy Zarządu Śledczego dla Zachodniego Okręgu Administracyjnego Komitetu Śledczego w Moskwie wszczął sprawę karną" — czytamy w komunikacie. Działalność Tablighi Dżamaat jest zakazana w Rosji od 2009 roku. Rosyjski Sąd Najwyższy orzekł, że działalność stowarzyszenia religijnego ma na celu „naruszenie integralności terytorialnej Rosji i dyskryminację rosyjskich obywateli ze względu na wyznanie, a także wspieranie międzynarodowych organizacji terrorystycznych". Ugrupowanie określa jako swój cel propagowanie powrotu do modelu zachowania przyjętego we wczesnym islamie, i niejednokrotnie oskarżane było o powiązania z ugrupowaniami terrorystycznymi. Według informacji ogólnie dostępnych źródeł większość zwolenników „Tablighi Dżamaat" mieszka na terytorium Azji Południowej.

 

Po „zagarnięciu przez Rosję Krymu” i działaniach na rzecz „wsparcia separatystów w Donbasie” zachodni analitycy wojskowi zaczęli się martwić, że Rosja może zaatakować kraje bałtyckie, pisze „The National Interest”.Zgodnie z obliczeniami przedstawionymi w raporcie Rand Corporation 2016 w przypadku inwazji rosyjskie siły znajdą się na peryferiach stolic Estonii i Łotwy w ciągu 60 godzin. Biorąc pod uwagę to, że Stany Zjednoczone będą potrzebowały od trzech do sześciu miesięcy na wdrożenie wystarczających sił do​​pomyślnej kontrofensywy, Waszyngton będzie miał niewiele opcji odpowiedzi. Wielu martwiło się, że rosyjskie ćwiczenie „Zapad 2017” mogą zamienić się w atak na kraje bałtyckie. Jednak manewry odbyły się zgodnie z planem, a rosyjskie wojska wróciły do​​miejsc stałych dyslokacji bezżadnych incydentów.Fakt, że Rosja nie skorzystała z dawno zaplanowanego «Zapadu» jako okazji do rozpoczęcia agresji, budzi wątpliwości, czy Moskwa rzeczywiście ma wobec państw bałtyckich agresywne zamiary — pisze The National Interest.USA i NATO powinny poświęcać mniejszą uwagę krajom bałtyckim i skupić się na zrozumieniu rzeczywistych interesów Rosji, uważa magazyn. Biorąc pod uwagę to, że Rosja nie ma żadnego interesu w krajach bałtyckich, USA i NATO, uważa publikacja, powinny zrozumieć, gdzie Moskwa ma interesy i gdzie zmierza „podważyć zachodnią demokrację”. Dzięki „aneksji Krymu”, wojskowy wpływ Rosji na Morzu Czarnym znacznie wzrósł, co stanowi zagrożenie dla Rumunii i Bułgarii. „Działania Rosji na Ukrainie”, według magazynu, mają na celu wyrządzenie szkód NATO i naruszenie planów UE w zakresie integracji krajów europejskich. Niemniej jednak brak zamiaru zaatakowania krajów bałtyckich nie oznacza, że​​NATO powinno wycofać stamtąd swoje wojska, zapewnia gazeta. Powstrzymywanie Rosji powinno być proporcjonalne do interesów Rosji. Już rozmieszczone w krajach bałtyckich siły sojuszu są wystarczające, aby przekonać Rosję, że nie powinna atakować.  „Jednak zwiększenie kontyngentu NATO w regionie może zmienić interesy Rosji, szczególnie jeśli Moskwa uzna, że​​siły te stanowią zagrożenie dla rządzącego reżimu” — podkreśla The National Interest. Po analizie działań zachodnich armii w ostatnim czasie rosyjscy analitycy obawiają się, że rozmieszczone na granicy siły mogą świadczyć o przygotowywaniu „dekapitującego uderzenia” lub „kolorowej rewolucji” w Rosji. „Zwiększenie obecności wojskowej NATO w krajach bałtyckich może dać Rosji motyw do inwazji, nawet jeśli z punktu widzenia Zachodu rozmieszczone tam siły nie stanowią poważnego zagrożenia dla rosyjskiej armii — podsumowuje magazyn. — Dlatego USA i NATO powinny uwzględnić to ryzyko i poważnie odnieść się do poglądów Rosji w sprawie rozmieszczenia nowych jednostek Sojuszu”.

 

Wpływ protekcjonizmu w gospodarce światowej rozszerzył się, a sankcje stały się metodą walki konkurencyjnej - uważa rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew. „Pomimo szybkiego rozwoju komercji elektronicznej i technologii cyfrowych międzynarodowa regulacja w światowym handlu w dalszym ciągu istnieje w starych ramach — paradygmacie sprzed 40 lat, utrzymuje się również niestabilność rynków surowcowych" — powiedział Miedwiediew, występując na szczycie ASEAN-2017. Według szefa rosyjskiego rządu obrót towarowy między Rosją i krajami Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) posiada potencjał do wielokrotnego wzrostu. Obecnie waha się on na poziomie do 15 mld dolarów rocznie. Zdaniem Miedwiediewa na razie nie wykorzystano w tej sferze wszystkich możliwości. Łączny obrót handlowy Rosji i krajów ASEAN wyniósł w 2016 roku 13,6 mld dolarów. W roku 2017 wskaźnik ten wzrósł już o jedną trzecią. W 31. szczycie ASEAN, który odbywa się w Manili, biorą udział przywódcy i szefowie rządów około 20 państw, w tym także prezydent USA Donald Trump, premier Chin Li Keqiang  i szef japońskiego rządu Shinzo Abe. Najważniejsze spotkania szczytu zaplanowane są na 13-14 listopada.

 

Jeśli rząd Ukrainy nie zmieni swojej polityki, w 2050 roku w kraju mogą pozostać jedynie politycy.Jak przekazała stacja telewizyjna NewsOne, uczeni przewidują zapaść demograficzną na Ukrainie. Według informacji Instytutu Demografii i Badań Społecznych im. Michaiła Ptucha, do 2050 roku liczba Ukraińców spadnie do 5,5 mln osób. Liczebność społeczeństwa w wieku produkcyjnym zmniejszy się do 7 mln, podczas gdy liczba osób w podeszłym wieku wzrośnie do 33%. Uczeni uważają, że aby zapobiec tej negatywnej tendencji ukraiński rząd powinien zmienić swoją politykę we wszystkich sferach gospodarki. Analityk polityczny, doktor nauk socjologicznych Aleksander Szulga uważa, że to dość optymistyczne prognozy. Według jego danych rocznie ukraińskie społeczeństwo kurczy się o 300-400 tysięcy osób, i to stan sprzed wydarzeń na Majdanie i konfliktu na Donbasie. „To duży problem. Ukraińskie społeczeństwo starzeje się, zmniejsza się liczba urodzeń, a osoby w wieku produkcyjnym, młode pokolenie milionami wyjeżdża do pracy za granicę" — powiedział uczony.  Taka tendencja będzie się utrzymywać dopóty, dopóki w kraju będzie trwał konflikt zbrojny i społeczeństwo nie nabierze wiary w to, że realne zmiany gospodarcze są możliwe.

 

Ukraina znalazła się na trzecim miejscu w rankingu najnieszczęśliwszych państw świata sporządzonym przez amerykańskie centrum badania opinii publicznej Instytutu Gallupa. Ukraina okazała się jedynym europejskim państwem, który trafił do „antyrankingu szczęścia". Aż 41% Ukraińców uważa się za nieszczęśliwych - podaje agencja UNIAN.Nieszczęśliwiej niż Ukraińcy czują się tylko mieszkańcy Sudanu Południowego (46%) i Haiti (43%). Jednocześnie za szczęśliwych uważa się 9% Ukraińców, połowa społeczeństwa znajduje się w stanie przejściowym. Na szczycie listy najszczęśliwszych państw świata znalazły się Norwegia, Dania i Islandia. Zauważmy, że według różnych rankingów  Ukraina  jest także jednym z najmniej przyjaznych państw (154 na 163 miejsca), jednym z najniebezpieczniejszych krajów świata (127 na 140 miejsc), a także państwem z niemalże najgorszymi drogami na świecie (134 na 138 miejsc).

 

Akty agresji ze strony ukraińskich sił zbrojnych doprowadzą do wznowienia zakrojonych na dużą skalę działań zbrojnych.Na spotkaniu z dziennikarzami oświadczył to szef DRL Aleksander Zacharczenko.  „Trwają przygotowania do ofensywy, wczoraj został otwarty ogień na łuku swietłodarskim  w rejonie Debalcewo . Sytuacja zmierza w kierunku dużej wojny” — powiedział. 6 listopada Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły zmasowany ostrzał Doniecka, w wyniku siły powstańców zniszczyły dwie ukraińskie baterie artyleryjskie oraz punkt dowódczy, który naprowadzał ogień na Donieck. Wcześniej podczas konferencji prasowej z mieszkańcami Donbasu i Ukrainy Zacharczenko oznajmił, że przez ostatnie trzy lata DRL podjęła wszystkie środki, by przygotować się do odparcia zakrojonej na dużą skalę ofensywy ukraińskich sił zbrojnych. Według niego większość mieszkańców DRL jest przekonanych, że Kijów przejdzie do ofensywy. 

 

Wiceszef największej w ukraińskim parlamencie frakcji „Blok Petra Poroszenki" Aleksiej Gonczarenko uważa, że zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją to „samobójstwo".Wcześniej deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy Iwan Winnik oświadczył, że zamierza zaproponować stosownej komisji w parlamencie wniesienie do końcowych zapisów projektu ustawy o reintegracji Donbasu sformułowanie zobowiązujące gabinet ministrów do zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją. W listopadzie Rada planuje rozpatrzeć w drugim czytaniu projekt ustawy. Deputowany z ramienia frakcji „Front Ludowy" Andriej Teteruk oświadczył później, że deputowali złożyli już do komisji parlamentarnej poprawkę zakładającą zerwanie stosunków dyplomatycznych Ukrainy i Rosji.„Poziom stosunków między naszymi państwami znajduje się de facto na najniższym poziomie, ale jeśli Ukraina z własnej inicjatywy zerwie te stosunki ostatecznie, to Rosja wykorzysta to jako wycofanie się Ukrainy z negocjacji, z procesu mińskiego i rozwiązania konfliktu drogą dyplomatyczną. Po tylu wysiłkach mających za zadanie rozwiązanie konfliktu w Donbasie  drogą polityczno-dyplomatyczną, zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją jest zwyczajnym samobójstwem" — powiedział Gonczarenko na antenie stacji „112 Ukraina".

 

*  ŁRL wyjaśniła propozycję dotyczącą powrotu republiki w skład Ukrainy.Warunków do wejścia proklamowanej w trybie jednostronnym Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL) w skład Ukrainy  na razie nie ma — powiedział na antenie państwowego nadawcy radiowo-telewizyjnego ŁRL pełniący obowiązki ministra spraw zagranicznych ŁRL Władysław Dejnego. Nagranie wywiadu jest dostępne na YouTube. Wcześniej urzędnik poinformował o gotowości Ługańska, by wrócić pod kontrolę Kijowa. „Rzeczywiście mińskie porozumienia zawierają dokładnie takie sformułowanie — stosunki z Kijowem na zasadzie konsensusu. Porozumienia proponują właśnie taki wariant. Podjęliśmy się zobowiązań, nie rezygnujemy z nich! Czy Ukraina daje nam taką możliwość? Nie, nie daje. W praktyce mamy blokadę gospodarczą, transportową, energetyczną i wodną” — powiedział Dejnego. Dodał, że nie ma uprawnień do decydowania o polityce zagranicznej ŁRL. Według niego ma je tylko przywódca republiki Igor Płotnicki. „Mamy jedynie prawo reprezentacji stanowiska na mińskich rozmowach” — podkreślił szef MSZ. 8 listopada Dejnego oznajmił, że ŁRL jest gotowa wrócić w skład Ukrainy. Według niego właśnie tego domaga się wspólnota światowa, natomiast Ługańsk nie ma możliwości, by przeciwstawiać się jej. Później Płotnicki zdementował te oświadczenia. „Zawsze mówiłem, że nie ma innej drogi poza drogą do Rosji” — podkreślił głowa ŁRL. 

 

Ukraina będzie potrzebowała jeszcze jednego programu MFW po wykonaniu bieżącego, by sfinalizować rozpoczęte reformy.Takie zdanie przedstawił zastępca prezesa Narodowego Banku Ukrainy Ołeh Czuryj. Aktualny program MFW wykorzystujący instrument rozszerzonego wsparcia finansowego (EFF) ruszył w marcu 2015 roku i potrwa do marca 2019 roku.  „Dla Ukrainy jest krytyczne kontynuowanie współpracy z MFW, i to nie tylko do końca 2018 roku, oraz nowy program, ponieważ to gwarancja wdrożenia reform i stabilności makroekonomicznej i finansowej" — cytuje słowa Czuryja biuro prasowe Narodowego Banku Ukrainy na Twitterze. Czteroletni program pomocy finansowej MFW przewiduje przyznanie Ukrainie 17,5 mld dolarów. W marcu 2015 roku została przekazana pierwsza transza w wysokości 5 mld dolarów, w sierpniu tegoż roku — druga transza w wysokości 1,7 mld. We wrześniu 2016 roku fundacja wypłaciła trzecią transzę kredytu dla Ukrainy na kwotę miliarda dolarów. W 2017 roku Ukraina otrzymała tylko jedną transzę w kwietniu w wysokości miliarda dolarów.

 

Ukraińscy żołnierze dokonali ostrzału moździerzowego na południu DRL, poinformował rząd republiki w przedstawicielstwie DRL we Wspólnym Centrum Kontroli Koordynacji Rozejmu."O godz. 18:20 w kierunku Piszczewyk (pod kontrolą Kijowa) – Oktiabr (pod kontrolą DRL) siły kijowskie otworzyły ogień z moździerzy kalibru 120 mm" – powiedział dziennikarzom przedstawiciel DRL we Wspólnym Centrum Kontroli Koordynacji Rozejmu. Według niego, odnotowano cztery wybuchy pocisków. Jeden z nich trafił w transformator, w wyniku czego miejscowość Oktiabr została bez prądu. 

 

* Znany z odwoływania się do symboliki nazistowskiej ukraiński pułk „Azow” zabiega o niemieckich neonazistów. Bezspornie z dużym sukcesem – donosi w sobotę (11.11.17) Spiegel Online. Wg Spiegel Online, coraz więcej niemieckich najemników przyłącza się do skrajnie prawicowego batalionu „Azow”. Jednym z nich jest Jan K. z Niemiec Wschodnich, którego można zobaczyć na zdjęciu na jego profilu facebookowym w podkoszulce w barwach ochronnych i czarnej kamizelce kuloodpornej z napisem „Asow”. Wg portalu Spiegel Online, batalion ochotników znany z używania symboliki nazistowskiej i hitlerowskiej, walczący od 2014 r. na wschodzie Ukrainy przeciwko prorosyjskim separatystom, otrzymuje wzmożone posiłki z Europy, głównie z Niemiec. O ile w 2014 r. w szeregach batalionu walczyło jeszcze 850 najemników, dziś jest ich ponad 2,5 tysiąca. Powodem ofensywy rekrutacyjnej pułku „Azowa” pod hasłem „odzyskanie Europy” jest pozyskanie narybku wśród nazistów w Niemczech – zauważa Spiegel Online. W lipcu br. na neonazistowskim festiwalu rockowym w Themar w Turyngii rozdawane były niemieckojęzyczne ulotki zachęcające do wstąpienia „w szeregi najlepszych”, by uchronić „Europę przed upadkiem”. Ofensywa ukraińskich bojowników odnosi najwidoczniej sukces. Tak jak zdjęcie Jana K. pojawiają się w mediach społecznościowych także liczne zdjęcia innych niemieckich neonazistów, którzy obnoszą się z dumą swoją przynależnością do pułku „Azow”. Pułk ochotników "Azow" został utworzony w 2014 r. przez polityków o poglądach skrajnie prawicowych. Jego dowódcą jest Andrij Bilecki. Pułk podlega ukraińskiemu MSW i jest oficjalną jednostką ukraińskiej Gwardii Narodowej.

 

Na antenie radia Sputnik politolog Władimir Korniłow wyraził opinię, że członkowie nacjonalistycznego „Azowa" konsekwentnie wprowadzają swoje hasła w życie. Rosja przestrzegała przed podobną sytuacją, jednak nie chciano jej wierzyć - podkreślił ekspert.W szeregach nacjonalistycznego batalionu „Azow", przeciwko któremu wszczęto w Rosji postępowanie karne, walczy coraz więcej najemników z Niemiec i innych krajów Europy — informuje niemiecka gazeta Spiegel.Według danych periodyku ukraińscy radykałowie werbują nowych członków rozdając ulotki na różnych neonazistowskich spotkaniach, gdzie wzywają do „uratowania Europy przed wymieraniem". „Celem operacji werbunkowej jest «ponowne podbicie Europy». Właśnie dlatego to ugrupowanie przyciąga m.in. niemieckich nastoletnich neonazistów" — pisze Spiegel. „Kampania reklamowa" ukraińskich radykałów zakończyła się sukcesem — pisze autor artykułu: w ciągu ostatnich trzech lat liczba członków „Batalionu Azow" zwiększyła się trzykrotnie. Według danych gazety w 2014 roku należało do niego 850 osób, a obecnie już 2500.  „«Azow» nie ukrywał jakoś szczególnie, że jego cele nie ograniczają się do działań na Donbasie, że jest to siła polityczna, która dąży do tego, by, jak pisali jej ideolodzy «rozszerzyć władzę białego człowieka na cała białą Europę», w tym także państwa zachodnioeropejskie. Właśnie teraz żołnierze Azowa wprowadzają to hasło w życie, przy czym proszę zauważyć, że robią to konsekwentnie. Od pierwszych dni  konfliktu ukraińskiego  « Batalion Azow» miał do dyspozycji skrajnie prawicowych bojówkarzy z różnych krajów Europy. Jeśli zaś chodzi o nijaką politykę Europy, na zasadzie: niczego nie widzę i nie słyszę, to oczywiście, przez długi czas przymykała oczy na nazizm, krzycząc, że wszystko to zwykła «rosyjska propaganda», której nie wolno wierzyć. A teraz nagle europejskie gazety jedna za drugą zaczynają pisać o obecności nazistów na terytorium Ukrainy. Jest to kolejny dowód na to, że Rosja miała rację, a europejskie media bezczelnie kłamały" — powiedział Władimir Korniłow.

 

*  Ukraińscy żołnierze szykują prowokację z wykorzystaniem wyrzutni rakietowej Buk - przekazało agencji Ria Novosti MSW proklamowanej w trybie jednostronnym Ługańskiej Republiki Ludowej. Do takiego wniosku ŁRL doszła pod wpływem telefonu na gorącą linię resortu — przekazało agencji centrum ds. kontaktów ze społeczeństwem MSW. Rozmówca przekazał, że w październiku Siły Zbrojne Ukrainy rozmieściły wyrzutnię pod strażą wojskowych. Wcielono ją do 250 oddzielnej dywizji rakietowej obrony powietrznej 11. Pułku Rakietowego Obrony Powietrznej. ŁRL sprawdziła tę informację. „Dywizja rozwijała się w rejonie starobielskim — w okolicach wsi Bałakirewka, Butkowka, Dubowowka, Prokazino" — przekazało MSW. Zauważono ją także niedaleko wsi Łysogorowka w rejonie nowopskowskim. Zarówno starobielski jak i nowopskowski rejony znajdują się pod kontrolą Kijowa. Dzisiaj oficjalny przedstawiciel milicji ludowej ŁRL Andriej Maroczko oświadczył, że władze republiki obawiają się zaostrzenia sytuacji na linii rozgraniczającej strony konflikty przed rozmowami w Mińsku. Posiedzenie grupy kontaktowej ds. uregulowania sytuacji w Donbasie zaplanowano na 15 listopada.

 

Trzy amerykańskie lotniskowce wpłynęły do strefy operacyjnej Korei Południowej w celu uczestnictwa we wspólnych manewrach. Nagranie, na którym widać jak trzy lotniskowce USA – „USS Ronald Reagan”, “USS Nimitz” i “USS Theodore Roosevelt” wpływają na wody Korei Południowej, zostało opublikowane na kanale Marynarki Wojennej USA na Youtube.Jak podaje agencja informacyjna Yonhap, Seul po raz pierwszy przeprowadza manewry wojskowe z tymi trzema lotniskowcami.  Okręty wojenne  są eskortowane przez ponad dziesięć statków, między innymi dwa niszczyciele rakietowe "Sejong the Great" i „Seoae Yu Seong-ryong". „Marynarki Wojenne Korei Południowej i USA utrzymują idealną pozycję obronną w celu przeprowadzenia wspólnych operacji w dowolnym miejscu i dowolnej porze. Dzięki naszemu trwałemu sojuszowi będziemy mogli stawić opór prowokacjom przeciwnika" — agencja cytuje słowa kapitana niszczyciela „Sejong the Great" Lee Ku-seonga. Yonhap informuje również, że manewry wojskowe z udziałem trzech lotniskowców są bardzo nietypowe. Ostatni raz podobne ćwiczenia odbyły się dziesięć lat temu w pobliżu wyspy Guam na Oceanie Spokojnym.    

 

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump oświadczył, że bardzo stara się zaprzyjaźnić z północnokoreańskim liderem Kim Dzong Unem, oraz wyraził nadzieję, że kiedyś mu się to uda."Dlaczego Kim Dzong Un postanowił mnie obrazić, nazywając mnie "starym", kiedy ja nigdy nie nazwałbym go "małym grubaskiem"? Tak staram się z nim zaprzyjaźnić, może kiedyś to się uda!" – napisał na Twitterze. Kim Dzong Un w swoim oświadczeniu nazwał przemowę Trumpa w ONZ "szaleńczą brednią", a amerykańskiego prezydenta – "starym dziadygą", i obiecał "podjąć najsurowsze w historii kroki odwetowe".

 

Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, oświadczył, że nic nie wie o liście, który rosyjski prezydent rzekomo otrzymał z KRLD – informuje RIA Novosti."Nic mi o tym nie wiadomo", — podkreślił Pieskow. Jednocześnie media poinformowały, że północnokoreańska delegacja w Związku Międzyparlamentarnym przekazała Władimirowi Putinowi posłanie, w którym mowa jest o gotowości  KRLD do ataku jądrowego na USA. Treść pisma rzekomo doszła do Waszyngtonu, po czym Biały Dom zmienił swoje stanowisko odnośnie Korei Północnej. 

 

Delegacje Rosji, Chin i Boliwii nie wzięły udziału w nieformalnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ ws. sytuacji w Wenezueli, które odbyło się w poniedziałek wieczorem z inicjatywy USA i Włoch.Ambasador Boliwii przy ONZ (która jest niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa) wyjaśnił podobną decyzję tym, że sytuacja w Wenezueli „nie stwarza zagrożenia dla pokoju międzynarodowego i bezpieczeństwa". Tezę tę potwierdził także ambasador Wenezueli przy ONZ Rafael Ramirez. "Jest to wrogie spotkanie i jawna ingerencja USA, co jest sprzeczne z zasadą suwerenności państwa członkowskiego ONZ" — powiedział wenezuelski polityk. Ze stanowiskiem krajów Ameryki Łacińskiej zgodził się również rosyjski ambasador przy ONZ Wasilij Nebenzja. „Nie sądzimy, że odnosi się to do kwestii pokoju i bezpieczeństwa, którymi powinna zajmować się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Właśnie dlatego naruszamy format Rady Bezpieczeństwa w tej kwestii" — powiedział Nebenzja dodając, że sytuacja wewnętrzna w Wenezueli powinna zostać uregulowana na drodze pokojowej.    

 

Dyrektor Federalnej Służby ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej Dmitrij Szugajew na antenie stacji telewizyjnej „Rossija 24" poinformował, że Rosja i Arabia Saudyjska podpisały kontrakty na dostawy systemów obrony powietrznej. „Podpisaliśmy kontrakty, dotyczące obrony powietrznej, a także innych sfer. W trakcie wizyty, która była szeroko naświetlana przez media omawialiśmy podpisane już umowy z punktu widzenia ich realizacji. Patrzę z optymizmem na rozwój tych stosunków" — powiedział Szugajew. W październiku Rosja i Arabia Saudyjska porozumiały się ws. kupna systemów S-400. Temat dostaw rosyjskich kompleksów rakietowych na sumę ponad 2 mld dolarów został także poruszony w trakcie spotkania prezydenta Rosji Władimira Putina z królem Salmanem ibn Abd al-Aziz Al Saudem.

 

Pakt Północnoatlantycki zaszkodził  samemu sobie, zamrażając współpracę z Rosją w Afganistanie – poinformowała rosyjska ambasada w Wielkiej Brytanii na Twitterze. „Pomimo tego, że sojusz NATO wyrządził sam sobie niedźwiedzią przysługę, zamrażając współpracę z Rosją w Afganistanie, Moskwa pomaga Kabulowi w formacie dwustronnym dostawami broni i szkoleniem żołnierzy” – głosi post. W kwietniu 2014 roku NATO z powodu sytuacji wokół Ukrainy zawiesiło wszelkie kontakty z rosyjskimi przedstawicielami poniżej szczebla ambasadorów. Ambasador Rosji przy sojuszu Aleksander Gruszko oświadczył, że w związku z decyzją NATO w sprawie przerwania prac na poziomie przedstawicieli wojskowych i grup roboczych w ramach Rady NATO-Rosja „zablokowano możliwość systematycznego dialogu odnośnie zapobiegania niebezpiecznym incydentom wojskowym”.

 

Amerykańscy fermerzy, którzy uprawiają pszenicę, przegrywają ze „starym rywalem” – Rosją, pisze „The Wall Street Journal”. 83 miliony ton pszenicy, które Rosją – według prognoz – zebrała w tym sezonie, umocniły pozycje tego kraju jako odradzającego się supermocarstwa rolniczego i wzmocniły presję na fermerów w USA, którzy w 2017 roku zebrali z pól mniej pszenicy niż  kiedykolwiek wcześniej – podkreśla gazeta. Na tle rekordowych rosyjskich plonów cena jednego buszla (około 27,22 kg) na giełdzie Chicago Board of Trade w tym tygodniu spadła do 4,19 dolara, czyli o prawie 25% w porównaniu ze wskaźnikami z lipca, gdy Rosja tylko zaczynała żniwa. Jak pisze WSJ, Rosji udało stać się głównym eksporterem pszenicy dzięki inwestycjom i osłabieniu kursu rubla. Grupa handlowa U.S. Wheat Associates zapowiedziała zamknięcie swojego przedstawicielstwa w Egipcie, kraju będącym największym importerem pszenicy na świecie.  Nie możemy konkurować z Rosją pod względem ceny na tych rynkach – powiedział przedstawiciel amerykańskiej grupy Steve Mercer. Na plony pszenicy w USA w tym roku wpłynęła susza i późne śnieżyce. W Rosji tymczasem pszenica rosła w sprzyjających warunkach klimatycznych. W ciągu pięciu lat wydajność upraw wzrosła o 70%. Według Departamentu Rolnictwa USA w tym roku udział amerykańskiej pszenicy w globalnym eksporcie wyniesie 15%. W połowie lat 70. ubiegłego wieku było to 50%. Ponadto – jak twierdzi amerykański resort – w tym sezonie amerykańscy fermerzy wyprodukują dwa razy mniej pszenicy niż rosyjscy rolnicy.

 

Pod Kijowem pojawi się cmentarzysko odpadów jądrowych. Jądrowe wysypisko w samym centrum Ukrainy będzie jednak Kijów słono kosztować. I od spłaty się nie wykręci — płacić będzie musiał Stanom Zjednoczonym. Ukraińskie władze podjęły ostateczną decyzje i przystąpiły do budowy magazynu wypalonego paliwa jądrowego… pod Kijowem. No a żeby lepiej kontrolować proces budowy i dalszą eksploatację, cmentarzysko odpadów jądrowych postanowiono wybudować w odległości stu kilometrów od ukraińskiej stolicy. Według oficjalnych oświadczeń jest to konieczne do tego, by przestać płacić Rosji za utylizację wypalonego paliwa. Rocznie Ukraina wydaje na to od 150 do 200 mln dolarów. Ale za budowę własnego magazynu będzie musiała zapłacić. Projekt oceniany jest na półtora miliardów dolarów. Ale to nie jednorazowa opłata, a rozłożona na szesnaście lat. A potem będzie można na nim zarobić — zacząć ściągać pieniądze z innych krajów za magazynowanie ich odpadów. Pierwszy potencjalny klient w postaci spółki Westinghouse już się wyklarował. Ale potencjalne zyski pozostają jak na razie w sferze teorii, a płacić już trzeba. Pomysł budowy magazynu wypalonego paliwa jądrowego na Ukrainie omawiany jest już nie pierwszy rok. W 2000 roku koszt realizacji projektu oceniono na 170 mln dolarów. Przy czym wszystkie wydatki brała na siebie amerykańska spółka Holtec. W 2010 roku cena uległa podwojeniu. Ostatecznie w końcowym wariancie umowy ciężar finansowy całkowicie spoczął na budżecie Ukrainy. Budowa będzie kosztować półtora miliarda dolarów. Czujecie różnicę? Ale finanse to jedna strona medalu. Druga jego strona to szkoda dla środowiska. Oczywiście podobne magazyny są w wielu państwach świata. Ale wszystkie one znajdują się w sporej odległości od większych miast. A ukraińscy stratedzy budują go u siebie pod bokiem, w stukilometrowej odległości od Kijowa. I pod bokiem Europy. A Europa uważnie monitoruje poziom radioaktywności na swoim terytorium i bardzo się denerwuje, jeśli nagle ulega on podwyższeniu. Winnego w takich przypadków znajdują szybko, oskarżając o wszystko… Rosję. Że niby Rosjanie znów testują na swoim terytorium broń jądrową. A to, że pod bokiem Europy jest Ukraina ze swoimi elektrowniami atomowymi, w których regularnie dochodzi do awarii, z czarnobylską strefą wykluczenia, która przekształci się dodatkowo w jądrowe wysypisko, to Europejczykom najwyraźniej nie spędza snu z powiek. Do czasu.

 

*Dla zaopatrzenia w energię odległych miejscowości i wiosek rosyjskiej Arktyki opracowywano autonomiczne atomowe źródła energii - minielektrownie jądrowe.Dziś poinformował o tym Aleksander Pimenow, zastępca dyrektora generalnego Instytutu Naukowo-Badawczego i Konstrukcyjnego im. Dolleżala podczas Murmańskiego Międzynarodowego Tygodnia Biznesowego. Według niego prąd arktycznych minielektrowni atomowych będzie o połowę tańszy niż kilowatogodziny wytwarzane przez istniejące instalacje spalinowo-elektryczne. Koszt energii elektrycznej wytwarzanej przez generatory spalinowe, które działają na importowane paliwo, wynosi 30-50 rubli za kilowatogodzinę. Autonomiczne atomowe źródła energii są w stanie zapewnić lokalne potrzeby na energię elektryczną po cenie 20 rubli za kilowatogodzinę. Jednym z przykładów takich rozwiązań jest mobilna instalacja „ATGOR” na naczepie samochodowej. Jest ona w stanie dostarczyć 3,5 megawata energii cieplnej i 1 megawat energii elektrycznej. Może służyć 60 lat, a ponowne załadowanie paliwa jądrowego konieczne jest raz na dziesięć lat.

 

* Znany brytyjski astrofizyk Stephen Hawking ogłosił mroczny scenariusz, a właściwie, przepowiedział, kiedy ludzkość Zniknie z powierzchni Ziemi. Rosyjskie media informują o innych przepowiedniach naukowców. Ekologiczna katastrofa, globalne ocieplenie i potop – to "najpopularniejsze", a w pewnym sensie nawet i logiczne warianty końca świata. Naukowcy lubią jednak wysuwać nowe hipotezy i wersje tego, czego nie można udowodnić, ale trudno obalić. Cywilizacji zagraża przeludnienie i wzrastająca konsumpcja energii. W wyniku tego planeta stopniowo zamienia się w kulę ognia. Taki scenariusz przyszłości przedstawił brytyjski naukowiec Stephen Hawking. Oświadczył, że ludzkość może zginąć do 2600 roku. W celu uniknięcia katastrofy Hawking  proponuje znaleźć inną planetę nadającą się do życia. Zagrożenie z kosmosu towersja apokalipsy całej grupy astrofizyków z Wielkiej Brytanii i Ameryki. Koniec świata, według ich badań, nastąpi w wyniku zderzenia dwóch galaktyk: naszej Drogi Mlecznej i Andromedy. Zdaniem naukowców, do zderzenia dojdzie za cztery miliardy lat. Do tego czasu Słońce zamieni się w Czerwonego Giganta i spopieli najbliżej znajdujące się obiekty, prawdopodobnie włącznie z Ziemią. Pozostaje nam tylko poszukać sobie nowej galaktyki… Fizyk Max Tegmark z Massachusetts Institute of Technology również podzielił się swoimi myślami na temat najbardziej prawdopodobnego scenariusza zagłady ludzkości. Uważa, że największe niebezpieczeństwo dla ludzi skrywa się w sztucznej superinteligencji, która nie jest obdarzona własną świadomością lub, mówiąc inaczej, duszą.  Kiedy mówię o świadomości, to po prostu mam na myśli subiektywne doświadczenie: on czuje się czymś takim jak ja – wyjaśnił naukowiec w jednym z wywiadów. Tegmark radzi ludziom pomyśleć o przyszłości sztucznej inteligencji, aby zapobiec jej negatywnym skutkom. Lekarze naukowcy mówią z kolei o zwiększeniu liczby bakterii, które są odporne na antybiotyki, co z czasem może stać się przyczyną zagłady ludzkości. Aby dżuma nie zabiła ludzkości, trzeba opracowywać uniwersalne lekarstwa, na które mikroby nie będą odporne. Albo podnosić odporność ludzi, co w naszych warunkach ekologicznych jest problematyczne. Zdaniem ufologa Aleksandra Solonego, nie warto bać się kosmitów, ale trzeba z większą ostrożnością odnosić się wobec sztucznej inteligencji.  Moim zdaniem ludzkość nie powinna bac się pozaziemskich cywilizacji, bo raczej nie stanowimy dla nich obiektu zainteresowania. Co zaś dotyczy sztucznej inteligencji, to technologie na razie nie są tak dalece rozwinięte, jednak w przyszłości roboty będą mogły stać się dla nas zagrożeniem. To jednak stanie się nieprędko. 

 

*Naukowcy z portugalskiego Instytutu Morza i Atmosfery wyłowili w wodach Atlantyku przy Algarve niezwykłe stworzenie określane przez nich „żywą skamieliną". Gatunek ten istnieje od 80 milionów lat.Naukowcy złapali przedstawiciela rzadkiego gatunku rekina — płaszczaka. Rekin, złowiony na głębokości 700 metrów w okolicach portugalskiej gminy Portimao, jest samcem i mierzy półtora metra. Występuje w takich obszarach, jak norweskie wybrzeże, Galicja, Azory, Madera, Wyspy Kanaryjskie, afrykańskie wybrzeże, Japonia, Australia i Nowa Zelandia. Jednak, jak twierdzą naukowcy, jest mało znany pod względem biologicznym i środowiskowym, bo zamieszkuje głębiny. Międzynarodowa Unia Przyrody klasyfikuje płaszczaki jako gatunek bliski zagrożeniu.    

 

*W Czechach odkryto 30 masowych grobów, datowanych na XIV-XV w. – pisze serwis internetowy Prague Daily Monitor, powołując się na przedstawiciela Instytutu Archeologii Akademii Nauk Republiki Czeskiej Jana Frolika, który nadzoruje wykopaliska.Mogiły zostały odkryte przypadkiem, podczas badań w pobliżu Kaplicy Czaszek w Kutnej Horze.  Kwadratowe doły, w jakich się znajdują, mają wymiary 2×2 metry i 2,5 m głębokości. W każdym z grobów pochowano po 50-70 ciał, co daje łącznie około 1500 szkieletów średniowiecznej ludności. Zmarłych chowano piętrowo. Najpłytsza mogiła miała 5 warstw, a najgłębsza — aż 26! Zdaniem archeologów w najstarszych grobach spoczywają szczątki ofiar głodu z 1318 roku, a pozostałe pochodzą od zmarłych w epidemii Czarnej Śmierci w latach 1348-1350. Oprócz tego groby nie były oznakowane z zewnątrz, ponieważ w przeciwnym razie najstarsze z nich nie zostałyby naruszone podczas kolejnych pochówków i budowy kaplicy. Jan Frolik poinformował, że odkryte w Czechach 30  masowych mogił to największa nekropolia średniowiecznej Europy.

 

*Fińska opieka socjalna odebrała córkę Rosjance Jelenie Smoleńczuk – poinformował fiński obrońca praw człowieka Johan Bäckman. Jak podkreślił, kobieta wraz z mężem już od dłuższego czasu mieszka w mieście Rakkul na wschodzie kraju. Ma dwie córki w wieku 9 i 12 lat. Nie ma konfliktu rodzinnego. Starszą córkę zabrano ze szkoły pod koniec września i przekazano do rodziny zastępczej, bo mama rzekomo „uderzyła ją koszulką” – powiedział Bäckman. Jak dodał, Jelena Smoleńczuk poprosiła o pomoc rosyjskie władze i dziennikarzy. Pełnomocnik ds. praw dziecka przy prezydencie Rosji Anna Kuzniecowa już zajęła się tą sprawą. – Wraz z MSZ jutro wyślemy zapytanie do rosyjskiego konsulatu generalnego w Finlandii – powiedział w rozmowie z RIA Novosti rzecznik ombudsmana.

 

* W wywiadzie dla stacji telewizyjnej „112 Ukraina" autor uczesania Tymoszenko,specjalista ds. marketingu politycznego Alieksiej Sitnikow, opowiedział po co potrzebny był jej warkocz.Liderka partii „Batkiwszczyna" Julia Tymoszenko zaczęła nosić warkocz, aby nie stracić zwolenników z powodu swojego efektownego wyglądu. Jak opowiedział ekspert, pod koniec lat 90. wraz z ekipą innych specjalistów przeprowadził on badanie, na podstawie którego stwierdził, że „negatywna popularność" Tymoszenko związana jest z tym, że elektorat nie chce uznawać jej za  Ukrainkę. Oprócz tego kobiety traktowały młodą polityk jak rywalkę.Ukraińcy  nie akceptowali pięknej, bardzo seksownej, energicznej i efektownej kobiety. Trzeba było przypiąć pewnego rodzaju etykietkę, aby nie było wątpliwości , że jest Ukrainką i obniżyć poziom «bycia sexy» — powiedział Sitnikow.Specjaliści stworzyli dla Julii Tymoszenko konserwatywny wizerunek, którego elementem stał się słynny warkocz. Zresztą ukraińska polityk nie od razu posłuchała rady ekspertów i zmieniła styl dopiero po kilku latach.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930