Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3991 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 11 listopada 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1081) W dniu Święta Niepodległości zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

* Mija 99. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości spod zaborów. Ulicami Warszawy  przeszedł doroczny Marsz Niepodległości, w tym roku pod hasłem „My chcemy Boga”. Według szacunków policji wzięło w nim udział około 60 tysięcy osób. Morze biało-czerwonych flag. Przeważnie młodzież, ale także kombatanci i rodziny z dziećmi. Podniosła i budująca manifestacja patriotyzmu i jedności, wolna od ekscesów, bijatyk i wandalizmu. Środowiska antynarodowe znów próbowały niemrawo przeszkadzać, a dziennikarze wiadomych opcji wybrzydzali na niektóre hasła, ale ogólnie  wrażenie było bardzo pozytywne. Oficjalne uroczystości z udziałem prezydenta Dudy odbyły się na Placu Piłsudskiego w Warszawie a z udziałem Jarosława Kaczyńskiego – w Krakowie.


 *Prezydenci Rosji i USA, Władimir Putin i Donald Trump, zatwierdzili wspólne oświadczenie w sprawie Syrii po krótkim spotkaniu na szczycie APEC w wietnamskim Danang.Politycy potwierdzili swoje przywiązanie do „suwerennej, niepodległej, jednolitej, zintegrowanej terytorialnie i świeckiej Syrii” w zgodzie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ 2254. Prezydenci zgodzili się, że konflikt w Syrii nie ma rozwiązania militarnego, a ostatecznego jego rozstrzygnięcia należy szukać w ramach procesu genewskiego. Oznacza to pełne wdrożenie rezolucji, w tym reformy konstytucyjnej i przeprowadzenie wyborów pod nadzorem ONZ z zachowaniem m.in. standardów międzynarodowych i umożliwieniem wszystkim Syryjczykom, w tym diasporom, udziału w nich. Putin i Trump wezwali też strony konfliktu do aktywnego zaangażowania się w proces genewski. Prezydenci zwrócili uwagę na uwieńczone sukcesem wysiłki Rosji i USA w zakresie zapobiegania niebezpiecznym incydentom między amerykańskimi i rosyjskimi wojskowymi, co znacznie zwiększyło straty ISIS. Zgodzili się nadal podtrzymywać kanały komunikacji. Ponadto potwierdzono znaczenie stref deeskalacji. Omówili też utworzenie południowo-zachodniej strefy deeskalacji, o której była już mowa podczas poprzedniego spotkania w Hamburgu. Na koniec Putin i Trump wezwali wszystkie kraje ONZ, aby zwiększyły swój udział w pomaganiu Syrii. Jak poinformował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, dokument przygotowano specjalnie na spotkanie w wietnamskim Danang. Pracowali nad nim eksperci z obu krajów, a finalną wersję zatwierdzili w sobotę szefowie dyplomacji Rosji i USA, Siergiej Ławrow i Rex Tillerson.

 

*Zdaniem prezydenta Rosji Władimira Putina spotkanie z amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem podczas szczytu APEC w wietnamskim Danang było udane, ale należy znaleźć okazję do szczegółowego omówienia dwustronnych stosunków.Rosyjski przywódca wyjaśnił, dlaczego nie doszło do dłuższej rozmowy z Trumpem. Jak zapewnił, było to związane z napiętym grafikiem obu polityków i ograniczeniami protokolarnymi. Jeśli chodzi o oddzielne spotkanie, miało to związek z Trumpa i moim grafikiem oraz z pewnymi formalnościami wynikającymi z protokołu, z którymi nie poradziły sobie nasze zespoły. Zostaną za to ukarane. Nic strasznego się jednak nie stało. Rozmawialiśmy w trakcie dzisiejszego posiedzenia. W sumie omówiliśmy wszystko, na czym nam zależało — powiedział Putin. Oczywiście musimy znaleźć okazję — zarówno nasze ekipy, jak i na szczeblu prezydentów — do rozmów dotyczących całego spektrum naszych stosunków — dodał rosyjski przywódca. Utrzymujemy normalny dialog. Niestety, jest mało czasu, dotychczas nie udało się bardziej szczegółowo omówić wszystkich aspektów naszych relacji, a mamy o czym rozmawiać i w sferze bezpieczeństwa, i w sferze współpracy gospodarczej, która obecnie została sprowadzona do zera — ocenił Putin. Jak zaznaczył, aktualny wolumen obrotu towarowego nie jest poważny dla obu krajów. Było w sumie 28 mld, a jest 20 mld. Dla takich państw, jak USA i Rosja, równa się to zeru — powiedział. Putin i Trump omówili też program szczytu.  Rozmawialiśmy o tym, jak wykorzystać nowe możliwości, które daje gospodarka cyfrowa w zakresie rozwoju więzi ekonomicznych — wyjaśnił rosyjski prezydent.

 

*Samoloty koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej przeprowadziły w piątek wieczorem dwa naloty na budynek ministerstwa obrony w stolicy Jemenu, Sanie – poinformowała RIA Novosti, powołując się na lokalne źródła. 10 osób zostało rannych, w tym dwie ciężko.Oprócz gmachu ministerstwa obrony, bomby uszkodziły siedem budynków mieszkalnych, z których ewakuowano mieszkańców. W poniedziałek koalicja wzmocniła blokadę lądową, morską i powietrzną Jemenu. Powodem było znalezienie w pobliżu międzynarodowego lotniska w Rijadzie pocisku rakietowego, który miał być wystrzelony przez jemeńskich rebeliantów Houthi. Ci zagrozili, że w odpowiedzi będą ostrzeliwać saudyjskie lotniska i porty morskie. Wojna domowa w Jemenie trwa od 2011 roku. Jedynie południową część kraju wraz z Adenem kontroluje rząd, uznawany przez społeczność międzynarodową i Rijad. Jednak jego władza jest w znacznej mierze iluzoryczna, co wykorzystują Państwo Islamskie i Al-Kaida. Sunnicka koalicja arabska zwalcza od marca 2015 roku wspieranych przez Iran szyickich powstańców, którzy dążą do obalenia prezydenta Abd ar-Raba Mansura Al-Hadiego. Powstańcy Houthi w kontrolują Sanę oraz rozległe terytoria na północy i zachodzie kraju. Saudyjczycy chcą, by całkowitą kontrolę nad krajem przejął prezydent Hadi.

 

* W transmitowanym przez telewizję przemówieniu przywódca Hezbollahu Hassan Hasrallah wyraził swoje zdanie na temat ostatnich wydarzeń, które sprawiły, że relacje libańsko-saudyjskie znacznie się pogorszyły. Wszystko zaczęło się od rezygnacji libańskiego premiera Saada Haririego, co zostało określone przez Nasrallaha jako „bezprecedensowym działaniem Saudów”.Pomimo faktu, że rezygnacja Haririego (prawdopodobnie pod naciskiem Arabii Saudyjskiej, gdzie znajduje się jego gigantyczne przedsiębiorstwo budowlane) miała oczywisty cel rozbicia libańskiego rządu koalicyjnego, Nasrallah twierdzi, że jest inaczej. Wezwał on również Haririego do powrotu do Libanu, twierdząc iż rząd uważa jego rezygnację za nielegalną i niewłaściwą. Przywódca Hezbollahu wyraził również zaskoczenie jakie wywołała rezygnacja premiera Libanu: „Nagle i niespodziewanie, Arabia Saudyjska wezwała do siebie z ważnego powodu premiera bez jego doradców, po czym został zmuszony do złożenia swojej rezygnacji i przeczytania podstawionego oświadczenia”. Dodał on również, że Liban nie akceptuje jego rezygnacji: „Oświadczamy, że premier Libanu nie zrezygnował ze swojego stanowiska”. Nasrallah postanowił również dołączyć do tych, którzy twierdzą że Saudowie porwali Haririego: „Nikt nie powinien milczeć na ten temat. Tak, Hariri jest więziony i musi zostać uwolniony”. Stwierdzenie to podważają jednak sami Saudowie razem z Departamentem Stanów Zjednoczony, który wysłał posłów na spotkanie z Haririm w Rijadzie. W swoim przemówieniu Nasrallah wyraził się dobitnie o pełnej przemocy retoryce idącej ostatnio z Rijadu i ostrzegł, że nie tylko Hezbollah, ale cały Liban znajduje się na celownikach Saudów. „Zwracam się do wszystkich Libańczyków: Saudowie namawiają Was do samozniszczenia, pomimo tego, że mówią tylko o Hezbollau”, stwierdził Nasrallah. Odniósł się on również do plotek o tym, że Iran i Hezbollah są odpowiedzialne za wystrzelenie pocisku z Jemenu, który uderzył w lotnisko w Rijadzie. Nasrallah wezwał audiencję, aby spojrzała na Jemen, gdzie „odbywa się właśnie wielka katastrofa humanitarna gdy plany Saudów zawodzą”. Przywódca Hezbollahu wypowiedział się również ostro o samej Arabii Saudyjskiej: „Spójrzcie jak błyskotliwy jest saudyjski wywiad: twierdzą, że pocisk pochodzi z Iranu i został przekazany przez Hezbollah Jemenowi, a następnie wystrzelony w kierunku Rijadu”. Nasrallah zauważył również, że wszystkie plotki nt. Jemenu są niczym więcej jak typowym nawykiem Saudów do „ciągłego poniżania Jemeńczyków, ze względu na ich sprzeciw wobec zrzucenia całej winy na Iran”. Oczywiście krajem, którego cieszą ostatnie ataki Arabii Saudyjskiej na Iran i Liban jest Izrael. Nasrallah również odniósł się do tego w swoim przemówieniu i ostrzegł kraj, który teraz otwarcie sprzymierzył się z Saudami. Pomimo tego, że Izrael okazał się być jednym z krajów znajdujących się w centrum całego konfliktu, Nasrallah wyjaśnił, że wojna z państwem położonym w Palestynie nie jest „tak bliska jak się może wydawać”. Jednocześnie przywódca Hezbollahu ostrzegł, że jeżeli twór syjonistyczny będzie próbował jakichkolwiek działań, powinien pamiętać o „operacji Al-Kusajr, która nimi wstrząsnęła”. Dodał również: „jesteśmy gotowi na wszystko”. W ostatnich słowach swojego przemówienia przywódca Hezbollahu również zwrócił się do Tel-Awiwu mówiąc, że powinien on „być ostrożny i mieć na uwadze sytuację regionalną i koszta jakie niesie ze sobą wojna”. Nasrallah ma również rację, mówiąc że w regionie nie ma takiej siły, która mogłaby stawić czoła Libanowi i Iranowi, jednak wielu się zastanawia, czy Arabia Saudyjska nie użyje takiej samej strategii wobec Libanu jak podczas ostatniej izolacji Kataru.

 

*Podano, ile pocisków manewrujących dalekiego zasięgu „Kalibr” wystrzelono z rosyjskich okrętów podwodnych i jednostek nawodnych w stronę obiektów infrastruktury wojskowej terrorystów podczas operacji wojskowej w Syrii.Na blogu inżyniera – projektanta statków Aleksandra Szyszkina pojawiła się wiadomość, że do tej pory wystrzelono co najmniej 100 „Kalibrów”, co świadczy o aktywnym użyciu nowego dla rosyjskiej marynarki wojennej uzbrojenia. W ostatnim czasie tego typu pocisków użyto przeciwko terrorystom na początku listopada z pokładu okrętu podwodnego „ Kołpino”. Na blogu zamieszczono też tablicę zawierającą chronologię startów bojowych oraz nazwy okrętów i łodzi podwodnych, z których przeprowadzano starty.

 

*USA rozpatrują kosmos jako scenę prowadzenia działań wojennych, poinformowała minister amerykańskich sił lotniczych Heather Wilson podczas briefingu w Pentagonie."Przechodzimy do rozpatrzenia kosmosu jako przestrzeni prowadzenia działań wojennych" –powiedziała.  Poza tym, według Wilson, w 2018 roku Pentagon planuje zwiększyć wydatki na "ekonomicznie korzystną modernizację" opracowań kosmicznych do 20 %. "Forsujemy modernizację w sferze kosmicznej, aby zwiększyć swoją siłę w różnych obszarach naszej działalności" – powiedziała minister. Przypomniała, że w zeszłym tygodniu Waszyngton ogłosił uruchomienie programu Space Enterprise Consortium, na który proponuje się wyasygnować 100 milionów dolarów. "Z jego pomocą postaramy się więcej eksperymentować i zajmować się modelowaniem w kosmosie, aby intensywnie rozszerzać nasze możliwości" – powiedziała Wilson. Szef sztabu sił powietrznych Stanów Zjednoczonych David Goldfin oświadczył z kolei, że naród oczekuje od amerykańskich wojskowych dominacji w kosmosie, która zakłada "wolność od ataku i wolność manewrowania". 

 

*Rosyjski prezydent Władimir Putin zapewnił, że Rosja uwzględni plany rozwojowe Chin, o których poinformował go przewodniczący ChRL Xi Jinping. Faktycznie odbyłem spotkanie w cztery oczy z przewodniczącym Chin, na którym bardziej szczegółowo opowiedział o przebiegu Kongresu Partii Komunistycznej, o planach rozwoju w średniej perspektywie. Jest to dla nas ważne, bo Chiny są naszym największym partnerem gospodarczym i handlowym. Dla nas jest bardzo ważne zrozumienie, dokąd zmierza ta wielka gospodarka, która w najbliższych latach zajmie pierwsze miejsce na świecie przy stopie wzrostu przekraczającej 6% rocznie, a wcześniej jeszcze więcej. To nieuniknione — powiedział Putin na konferencji prasowej podsumowującej szczyt APEC. Musimy zrozumieć, jak korygować swoją pracę z Chinami. Mam na myśli i plany rozwoju Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, i połączenie tych planów z planami Chin w zakresie Jedwabnego Szlaku oraz strategii rozwoju stosunków z sąsiadami — dodał. Putin przyznał, że regularnie spotyka się z przewodniczącym Chin, oba kraje wypracowały bardzo wysoki wolumen obrotu handlowego i gospodarczego (ponad 60 mld dolarów), dlatego „zawsze jest temat do rozmów".  Na pewno osiągniemy ten pułap, o który nam chodzi. Utrzymamy tempo, które obecnie nabieramy. Uzyskamy 100 mld w najbliższych latach — zapewnił.  Mamy wiele planów w sektorze energetycznym, energetyki jądrowej, węglowodorów. Mamy dobre perspektywy z zakresie badań kosmicznych, w tym w dalekim kosmosie, lotnictwie. Mamy dobre perspektywy w sektorze budowy śmigłowców — będziemy konstruować ciężkie śmigłowce. Wiele kierunków, dlatego zawsze mamy temat do rozmów — podsumował Putin.    

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin nazwał działania USA wobec nadających w Ameryce rosyjskich mediów „atakiem na wolność słowa” i ostrzegł Waszyngton przed „lustrzaną odpowiedzią” Moskwy. Byłoby śmiesznie, jak mówią u nas, gdyby nie było tak smutno. Bo ci, którzy to robią w USA, przez cały czas uderzali się w pierś i mówili, że są „zawołanymi demokratami", numer jeden na świecie. W związku z tym wolność słowa zawsze była na tarczy jako kaganek demokracji. Bez wolności słowa demokracja nie istnieje. Ataki na nasze media w USA są atakami na wolność słowa. Nie ma co do tego wątpliwości — powiedział Putin na konferencji prasowej po szczycie APEC. Wcześniej amerykański Departament Sprawiedliwości zażądał, aby RT America do 13 listopada zarejestrowała się w charakterze obcego agenta. Redaktorka naczelna Sputnika i telewizji RT Margarita Simonian nazwała taki deadline „kanibalizmem". Jak podkreśliła, takich nacisków, jak w USA, RT nie doświadczyło w żadnym innym kraju. Prezydent zwrócił uwagę, że nie ma dowodów na to, aby rosyjskie media ingerowały w kampanię wyborczą w USA. Ostatnie śledztwa w Kongresie lub w Senacie pokazały, że udział reklamy wynosił setne procenta, wpływ na odbiorców był mierzony w dziesiątych lub setnych procenta. Czyli jest to niewspółmierne. Sto tysięcy przeznaczono na reklamę, a w innych mediach — amerykańskich — miliony. Po prostu niewspółmierne. Nie — i to wydało się niebezpieczne, interpretowane jako jakaś interwencja — zaznaczył Putin.Jak podkreślił, ze stanowiskiem mediów można się nie zgadzać, ale tylko nie w drodze nacisków. Obecnie w Dumie Państwowej omawiana jest odpowiedź na prześladowanie rosyjskich mediów w USA. Deputowani proponują przede wszystkim włączenie zagranicznych mediów — CNN, Głosu Ameryki, Radia Swoboda — do ustawy o zagranicznych agentach. Rosyjski prezydent skomentował też tzw. rosyjskie dossier i pogłoski o tym, że ekipa Trumpa rzekomo kontaktowała się z jego krewnymi. Jak podkreślił, jest to kolejny przejaw toczącej się walki politycznej w Stanach Zjednoczonych.    

 

* Polityka zachodu w Syrii i na Ukrainie zakończyła się porażką, - pisze Brian McDonald w artykule dla RT.  Jego zdaniem, inauguracja obrad 70-sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych zasygnalizowała zmianę priorytetów w polityce światowej. Dotychczasowy ład na arenie światowej może zastąpić nowy, bardziej stabilny. „Wyście prawie ubolewali nad Piotrem Poroszenką. Koniec Ukrainy jako podstawowej głośnej spawy na arenie międzynarodowej był tak samo niesławny, jak też szybki. Tak samo żałosny, jak okrucieństwo na ulicach Kijowa, gdy Euromajdan zaczął rozrywać Ukrainę na części", — pisze dziennikarz.  Najpierw delegacja Ukrainy opuściła salę posiedzeń Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych przed wygłoszeniem przemówienia przez prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Następnie na balkonie Zgromadzenia Ogólnego rozwinięto flagę Ukrainy.  „Wydawać by się mogło, że nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Nie ważne, w jaki sposób Kijów usiłuje podać to zajście, było to poniżeniem. Skrajnie żałosnym, — uważa Brian McDonald. Podkreślił on również, że polityka Stanów Zjednoczonych na Ukrainie poniosła fiasko, a próby przesunięcia NATO do słabszych miejsc w obronie Rosji nie uwieńczyły się powodzeniem. Wygląda na to, że również niektórzy dyplomaci w Ameryce i Europie nagle zaczęli zdawać sobie sprawę z istoty rzeczy. Przez półtora roku starali się bowiem nie zauważać tego, co dzieje się w Kijowie. Sami urzędnicy kijowscy stanowią główne zagrożenie dla walki z korupcją na Ukrainie. Do takiego wniosku doszli Amerykanie. Jak oświadczył ambasador Stanów Zjednoczonych na Ukrainie Jeffrey Payette, istnieje jeden problem, który podważa wszystkie antykorupcyjne inicjatywy — jest toprokuratura generalna Ukrainy. W tym resorcie bowiem, według dyplomaty, zamiast prowadzenia walki z łapownictwem właśnie ono jest aktywnie uprawiane. Pracują tam, jak wyraża przekonanie ambasador, prawdziwi wrogowie, którzy stwarzają przeszkody na drodze obiektywnego dochodzenia i uniemożliwiają doprowadzenie do końca spraw karnych. W charakterze przykładu dyplomata amerykański przypomniał sprawę byłego ministra do spraw ekologii Nikołaja Złoczewskiego. Władze brytyjskie przejęły zdobyte w drodze nielegalnej aktywa urzędnika na milionowe kwoty w dolarach i zwróciły się do prokuratury ukraińskiej o dokumenty, potwierdzające istnienie podstaw ku temu. W odpowiedzi prokuratura wysłała list adwokatów Złoczewskiego, którzy, naturalnie, świadczyli na jego korzyść. Wypada zwrócić uwagę na to, że pismo obrońców podejrzewanego zostało wysłane nie przez kolegium adwokackie, co byłoby logiczne, lecz przez resort, w którego gestii znajduje się przecież oskarżenie państwowe. Po tym aresztowanie aktywów zostało zawieszone, a pieniądze z kont wypłynęły do bezpiecznej przystani — do strefy off shore na Cyprze. Ujawniły się także historie niektórych machinacji finansowych samej prokuratury. Między innymi, chodzi o kwotę 2 milionów dolarów, jakie Waszyngton przeznaczył na reformowanie resortu. Wygląda na to, że te pieniądze osiadły w wątpliwych miejscach. Na przykład, 200 tysięcy dolarów, przeznaczono na opracowanie specjalnych testów dla prokuratorów. Te pieniądze zostały pomyślnie „wykorzystane", a materiały końcowe okazały się całkowitą kopią odpowiednika gruzińskiego. Tak zwani współautorzy testu ukraińskiego nawet nie wykreślili z tytułu dokumentu napis „Gruzja". I to tylko kilka zaledwie przypadków, które dotarły do miejscowej prasy i do wiadomości publicznej. Jednakże władze ukraińskie, jak można zakładać, nie interesują się specjalne ich zdaniem — w odróżnieniu od zdania sponsorów zachodnich. W tej sprawie, trzeba powiedzieć, opinia Amerykanów i Europejczyków jest całkowicie zgodna. Wcześniej szef komisji UE w sprawie praw człowieka w Kijowie Kalman Mizsei nazwał prokuraturę ukraińską „trzonem systemu korupcyjnego kraju". Wobec tego Kijów, niewątpliwie, będzie musiał udawać jakieś działania, aby złożyć sprawozdanie wobec sponsorów. Nie ulega też wątpliwości co innego, mianowicie, że to będzie właśnie imitacja działań. Przecież kto będzie tak poważnie rąbać gałęzie drzewa, na których się siedzi?

 

* Libertariańska Partia Rosji zorganizowała w ostatni weekend w Moskwie Forum Adama Smitha, coroczną konferencję dotyczącą klasycznego liberalizmu. Tematy poruszone na konferencji dotyczyły rzekomo nieszkodliwych tematów, takich jak nacjonalizacja kolei, uniwersalnego dochodu podstawowego oraz tzw. inteligentnych kontraktów. Znamiennym jednak jest fakt, że owa grupa libertarian brała wcześniej udział w nielegalnym proteście, którego organizatorem był bloger Wiaczesław Malcew nawołujący do obalenia rządu.Moskiewska policja postanowiła jednak odpowiedzieć na to przerwaniem wykładu. Uczestniczący w spędzie zostali przeszukani, aresztowani i przetransportowani na komisariat. Postawiono im zarzut uczestnictwa w nielegalnej manifestacji i skazano na 15 dni aresztu.

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegł amerykańskie firmy, że ich miejsce w Rosji może zająć konkurencja.Na konferencji prasowej po szczycie APEC rosyjski przywódca zwrócił uwagę na to, że na tegoroczne Forum Ekonomiczne w Petersburgu przyjechali przedstawiciele wielu amerykańskich firm. — Wszyscy chcą pracować w Rosji. Exxon Mobil otrzymał zakaz działalności w Arktyce, na szelfie. Pozbawiono go interesującej, obiecującej pracy, która zwiększyłaby siłę ekonomiczną Stanów Zjednoczonych, stworzyłaby dodatkowe miejsca pracy w USA, przynosiłaby zyski, podatki itp. — wyliczył Putin. To tylko jeden przykład. A biorąc pod uwagę ograniczenia w finansowaniu, istnieje wiele innych przykładów. Wasze miejsce zajmą konkurenci. Jest to nieuniknione we współczesnym świecie — podkreślił.    

 

*Były premier Ukrainy Mykoła Azarow oświadczył, że USA odtajniły dokumenty dotyczące zajęcia Ukrainy przez banderowców.Jak poinformował w Moskwie na konferencji prasowej były premier Ukrainy Mykoła Azarow, ukraińscy nacjonaliści, którzy doszli do władzy w wyniku zamachu stanu, są następcami hitlerowskich kolaboracjonistów, których po zakończeniu II wojny światowej przez dłuższy czas utrzymywały USA w celu walki z radziecką Rosją.  „Nie ma żadnego faktu potwierdzającego, że UPA walczyła z Niemcami nazistowskimi. I oto teraz amerykańskie służby specjalne wreszcie odtajniły 12 mln dokumentów o tym, że służby specjalne USA przejęły pałeczkę służb specjalnych Niemiec nazistowskich i wzięły na utrzymanie tych, którzy uciekli na Zachód. Troszczyły się o nich, finansowały. I stworzyły na Zachodzie silny ruch, który teraz w gruncie rzeczy przejął władzę na Ukrainie. Dlaczego Amerykanie postawili na banderowców? W swoim czasie główkowałem nad tym. Dlatego że jest to jedyna organizacja wojskowo-polityczna, która otwarcie oświadczyła, że jest wrogiem Rosji. «Żydzi, Lachy, Moskale to główni przeciwnicy niezależnej Ukrainy»”. Ta ideologia nie napotkała w masach na żaden opór. Co więcej, te idee zaczęły się rozprzestrzeniać. Na Ukrainie jest 300 partii politycznych. Postawiono natomiast na banderowców — podkreślił Azarow. 

 

*Kijów będzie zajmować bezkompromisowe stanowisko w kwestii obrony interesów narodowych, ale nie dąży do konfrontacji z Warszawą i jest gotów do podjęcia dialogu w spornych kwestiach historycznych - oświadczyła w piątek przewodnicząca komisji do spraw zagranicznych Rady Najwyższej Ukrainy Anna Gopko. „Mając na uwadze wagę relacji dwustronnych, wydaje mi się, że podążanie drogą eskalacji i nacisku poprzez różne oświadczenia i oskarżenia jest niewłaściwe. Wywieranie nacisku teraz to de facto staranie się o odwołanie wizyty Dudy na Ukrainie" — powiedziała Gopko dziennikarzom. Zdaniem Gopko, której wypowiedź transmitował kanał „112 Ukraina", strona ukraińska wypracowała swoje stanowisko, w którym jasno nazywa  interesy narodowe Ukrainy.Będziemy zajmować dość bezkompromisowe stanowisko, ale chcemy poprzez dialog kontynuować tę politykę, która była: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie". Jesteśmy otwarci na omówienie najostrzejszych i najbardziej drażliwych kwestii, które dotyczą tragicznych kart naszej historii — w tym również Wołynia i operacji „Wisła" (w ramach której deportowano Ukraińców z terytorium południowo-wschodniej Polski w 1947 roku) — oświadczyła Gopko.Przewodnicząca komisji do spraw zagranicznych dodała, że Kijów nie chce angażować się „w eskalację, naciski i histerię, która absolutnie nikomu nie służy": ani Polsce, ani Ukrainie.

 

*Szef Instytutu Pamięci Narodowej Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz oświadczył, że nie martwi się zakazem wjazdu do Polski.Dziennik Gazeta Prawna, powołując się na anonimowe źródło w strukturach władzy, w czwartek poinformowała, że​​polski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podjął decyzję o zakazie dla Wiatrowycza wjazdu do Rzeczpospolitej. „Bardziej mnie niepokoi nie ograniczanie własnego ruchu, lecz fakt, że demokratyczna Polska zabrzmiała jednogłośnie z autorytarną Rosją" — napisał Wiatrowycz w czwartek na Facebooku.  Według Wiatrowycza minister spraw zagranicznych Polski Witold Waszczykowski próbuje „w ten sposób ukarać" go za to, że „żąda przestrzegania ukraińskiego prawodawstwa na terytorium Ukrainy".  „Jak dotąd jest to bezprecedensowe wydarzenie w historii światowej dyplomacji" — podkreślił dyrektor instytutu. Wiatrowycz oświadczył, że decyzja Polski o zakazie wjazdu może zagrozić dialogowi Kijowa z Warszawą. Wcześniej Waszczykowski zapowiadał, że polskie władze zabronią wjazdu do kraju osobom z antypolskimi poglądami, a także tym, którzy „wykorzystują narzędzia administracyjne" przeciwko Polsce. Nie informowano jednak, kto już znalazł się lub może znaleźć się na takiej „czarnej liście". W przypadku Wiatrowycza kością niezgody stała się historia, a dokładniej — podejście do niej. Nie można wykluczać, że różnorakie zakazy ze strony Polski będą się nasilać. Pod znakiem zapytania może nawet stanąć wizyta Andrzeja Dudy w Kijowie. Polski prezydent oświadczył wprost, że Petro Poroszenko  musi usunąć z kierownictwa kraju ludzi, wyznających nacjonalistyczne i antypolskie poglądy. Duda dodał, że Kijów w ogóle powinien zmienić ideologię państwową i zrezygnować z heroizacji UPA. Czy jednak Kijów, kokietujący nacjonalistów, jest zdolny do czegoś takiego? Politolog Iwan Mieziucho uważa, że Polska także prowadzi wobec Ukrainy podwójną grę. Polska nie zapomniała bestialstw banderowców z czasów drugiej wojny światowej. Dla Polski jest absolutnie nie do zaakceptowania ukraiński nacjonalizm zintegrowany z radykalizmem. Jednak czasem przymyka na to oczy i regularnie zaczyna kokietować Kijów, wychodząc ze swego dążenia do zaszkodzenia Federacji Rosyjskiej. Dla Europy ideologia banderowska jest absolutnie nie do zaakceptowania, a jednak obecnie uzyskuje ona cechy stanowiska państwowego Ukrainy. Temat UPA zawsze będzie wyłaniać się w europejskiej przestrzeni informacyjnej, gdy konieczne będzie postawienie Ukrainy na należne jej miejsce, aby przypomnieć jej o tym, że nie powinna liczyć na członkostwo w Unii Europejskiej w najbliższym czasie. Nikt wewnątrz Unii Europejskiej nie traktuje Ukrainy poważnie. Polska, tak samo, jak Węgry czy Rumunia, wykorzystuje państwo ukraińskie do swych własnych celów politycznych — powiedział Iwan Mieziucho. 

 

*Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin w wywiadzie udzielonym telewizji Inter powiedział, że Polska nie potwierdziła informacji o zakazie wjazdu dla dyrektora ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wiatrowycza, ale Ukraina jest gotowa go bronić. Strona polska nam tego nie potwierdza. Próbowaliśmy to wyjaśnić w polskim MSZ  — dodał Klimkin. Jednocześnie przedstawił własne rozumienie tej sprawy. Ukraiński dyplomata wyraził wątpliwość, by między Polską i Ukrainą doszło do pełnego porozumienia w kwestiach historycznych. Strona polska stara się traktować pojednanie jak jakąś politykę. Dla mnie pojednanie, i tak jest napisane w Piśmie Świętym, i przy okazji Jan Paweł II, którego uważam za chyba najbardziej znanego Polaka w historii, powiedział: Przebacz, a otrzymasz przebaczenie. Dla mnie pojednanie dotyczy ludzi, a nie polityków, nie interesów — podkreślił szef ukraińskiej dyplomacji. Klimkin powiedział też, że Polska jest strategicznym partnerem Ukrainy. Jak dodał, wzajemne stosunki będą się rozwijać, jednak nie mogą być oparte na dominacji. — Oczywiście, istnieje retoryka, która teraz rozbrzmiewa. Ale stopniowo dojdziemy do porozumienia. Czy będziemy się wzajemnie rozumieć?Tego nie jestem pewien. Relacje będą się rozwijać. Polska pozostanie naszym strategicznym partnerem. Ale nie możemy przyjąć, że można odnosić się bez szacunku do niektórych osób, bez względu na to, że należą one do tej czy innej wizji historycznej. I będziemy bronić każdego, kto zajmuje się pojednaniem, w tym Wołodymyra Wiatrowycza — zapewnił. W ubiegłym tygodniu Polska zapowiedziała możliwy zakaz wjazdu na swoje terytorium dla ukraińskich urzędników, którzy blokują ekshumacje i upamiętnienia polskich ofiar, które spoczywają na Ukrainie. Według mediów ma on dotyczyć m.in. szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza.    

 

* Minister spraw zagranicznych Ługańskiej Republiki Ludowej Władisław Dejnego  ogłosił, że musi ona wrócić do Ukrainy. W ramach porozumień z Mińska wzięliśmy na siebie pewne zobowiązania. Całą logikę procesu trzeba budować w oparciu o fakt, że terytoria ŁRL i DRL powinny mieć pełną autonomię w ramach państwa Ukrainy. Musimy osiągnąć ten poziom współdziałania z Kijowem, aby uzyskać europejskie uznanie, uznanie na świecie, musimy iść tą drogą. — powiedział Dejnego na antenie ługańskiej telewizji. Prowadzący program zasugerował w odpowiedzi, że mieszkańcy ŁRL będą kategorycznie przeciwni takiemu rozwojowi wydarzeń. Na dziś nie ma innego mechanizmu, nie możemy teraz stawić czoła społeczności światowej. Społeczność międzynarodowa nie akceptuje takich przypadków, dlatego też użyje także siły, by powstrzymać taki bieg wydarzeń. — odparł Dejnego. Od tak wyrażonego stanowiska odcięły się władze Donieckiej Republiki Ludowej. — Powrót Donbasu w skład Ukrainy jest obecnie niemożliwy. (…). W tej chwili nie mogę sobie wyobrazić, aby ktoś z mieszkańców DRL i ŁRL lub przywódcy, którym na Ukrainie grozi co najmniej dożywocie, „wpraszali się” z powrotem. (…). Władisław Nikołajewicz rozważał, jak to mogłoby być, ale nie ma to nic wspólnego z praktyką. — oświadczył Denis Puszylin, przewodniczący delegacji donbaskich republik podczas rozmów w Mińsku. Puszylin dodał, że osobiście uważa wywiad Dejnegi za „niezupełnie do przyjęcia”, a obie republiki nie mogą wrócić do Ukrainy, ponieważ Kijów nie wypełnił ani jednego punktu porozumień mińskich; ponadto ostatnio doszło do zaostrzenia sytuacji w strefie działań zbrojnych.

 

*Do mediów dotarła informacja na temat zarobków Petra Poroszenki.Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w październiku otrzymał pensję w wysokości 28 tys. hrywien (około 1 tys. dolarów) — podaje agencja informacyjna „Ukraińskie Novosti", powołując się na administrację głowy państwa. Od tej sumy został odciągnięty podatek dochodowy od osób fizycznych i składka wojskowa w wysokości 5 460 hrywien (około 200 dolarów). Pensja  ukraińskiego przywódcy jest przeznaczana na „cele charytatywne" — poinformowała administracja prezydenta. Petro Poroszenko to biznesmen, właściciel firmy cukierniczej Roshen, którego kapitał jest szacowany na miliard dolarów. W rankingu najbogatszych Ukraińców, opublikowanym w październiku przez ukraińską gazetą „Nowoje Wriemia", polityk uplasował się na piątym miejscu.    

 

*Ukraina może stanąć w obliczu katastrofy chemicznej z powodu nasilenia się działań zbrojnych w pobliżu obiektów zaopatrzenia w wodę w Donbasie. Do takiego wniosku doszli specjaliści z Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka.Na temat sytuacji na wschodzie Ukrainy wypowiedzieli się specjalny sprawozdawca ds. wpływu na prawa człowieka regulacji w zakresie ochrony środowiska i utylizacji niebezpiecznych substancji i odpadów Baskut Tuncak oraz specjalny sprawozdawca ds. prawa człowieka do bezpiecznej wody pitnej i usług sanitarnych Leo Heller. Eksperci podkreślili, że są zaniepokojeni ostatnimi doniesieniami o ostrzelaniu w rejonie Doniecka obiektów uzdatniania wody z zapasami chloru i innymi niebezpiecznymi substancjami chemicznymi. „Zniszczenie tej infrastruktury i stacji oczyszczających wodę może mieć przerażające konsekwencje dla ludzkości i środowiska naturalnego na znacznym obszarze wschodniej Ukrainy”  — ostrzegają autorzy raportu. Eksperci wyjaśniają, że choć chlor nie został wpisany do rejestru broni, którą należy kontrolować zgodnie z Konwencją o zakazie broni chemicznej, może być wykorzystany jako broń chemiczna. Tuncak i Heller apelują do stron konfliktu, aby pamiętały o konsekwencjach, które może przynieść zniszczenie infrastruktury uzdatniania wody. Przypomnieli też o decyzji trójstronnej grupy, zgodnie z którą każdy powinien szanować strefy demilitaryzowane wokół krytycznej infrastruktury w Donbasie.

 

* Władze Korei Północnej nazwały prezydenta USA Donalda Trumpa "niszczycielem", który podżega do nuklearnej wojny na Półwyspie Koreańskim. "W czasie swojej wizyty Trump odsłonił swoją prawdziwą naturę niszczyciela światowego pokoju i stabilności i błagał o wojnę nuklearną na Półwyspie Koreańskim" - napisano w komunikacie północnokoreańskiego MSZ. Była to pierwsza reakcja Pjongjangu na azjatycką podróż Donalda Trumpa. W jej trakcie wiele rozmów było poświęconych kwestii Korei Północnej. Trump apelował do państw świata o zerwanie wszelkich relacji gospodarczych i finansowych z Koreą Północną oraz o obniżenie statusu relacji dyplomatycznych. Podczas forum ekonomicznego w Wietnamie Donald Trump powiedział, że region Azji i Pacyfiku jest zakładnikiem "pokręconych fantazji" przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una. Wezwał także do jedności przeciwko reżimowi w Pjongjangu. Amerykański prezydent przekonywał, że w związku z rozwojem północnokoreańskiego programu nuklearnego jest coraz mniej czasu na rozwiązanie kryzysu. Podczas wizyty w Korei Południowej Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone są przygotowane na wypadek konieczności podjęcia działań militarnych wobec komunistycznej Korei. Choć - zastrzegł - obecnie amerykańska administracja wykorzystuje inne instrumenty nacisku na Pjongjang. Donald Trump miał też odwiedzić koreańską strefę zdemilitaryzowaną oddzielająca dwa państwa koreańskie. Do wizyty jednak nie doszło z powodu złej pogody. Amerykańska administracja uważa, że kluczową rolę w powstrzymaniu nuklearnych ambicji Korei Północnej do odegrania mają Chiny. Chodzi o presję gospodarczą na reżim w Pjongjangu. W czwartek podczas wizyty w Pekinie prezydent Trump wezwał chińskiego prezydenta Xi Jinpinga, by działał szybko w tej sprawie. Xi Jinping podkreślił, że Chiny chcą i będą dążyć do denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. W tym roku Pjongjang przeprowadził wiele testów rakietowych i szóstą próbę jądrową. Po raz ostatni testował rakiety pod koniec września.

 

* Hun Sen, najdłużej urzędujący premier na świecie (nieprzerwanie od 1985 r.), obwieścił, że około dwudziestu opozycyjnych deputowanych, którzy wciąż przebywają w Kambodży, czeka piekło, jeśli nie dołączą do jego partii przed spodziewanym rozwiązaniem ich ugrupowania.  Dajemy wam drabinę. Jeśli nie będziecie się po niej wspinać, pójdziecie do piekła. – stwierdził szef rządu. Hun Sen zapowiedział, że będąca głównym ugrupowaniem opozycji Partia Ocalenia Narodowego Kambodży zostanie rozwiązana. Nie czekał na decyzję Sądu Najwyższego w tej sprawie, która ma zostać ogłoszona 16 listopada. 6 października rząd w Phnom Penh zwrócił się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o rozwiązanie PONK, by „uniknąć rozpadu narodu”. Rząd argumentuje, że ugrupowanie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i działa „wbrew interesom państwa”. Wcześniej, 3 września, aresztowany został przywódca PONK Kem Sokha. Oskarżono go o zdradę i szpiegostwo na rzecz USA. Grozi mu od 15 do 30 lat więzienia. Po jego aresztowaniu prawie połowa opozycyjnych deputowanych zbiegła za granicę. Drugi lider PONK Sam Rainsy uciekł do Francji. Żądając rozwiązania PONK, zespół adwokatów reprezentujących rząd wykorzystał te same materiały, co w sprawie o szpiegostwo Kema Sokhy. Powołali się oni na przemówienie wygłoszone przez tego polityka w 2013 r. w Australii, podczas którego opowiadał o zagranicznych podróżach, głównie do USA. Miał podczas nich rozmawiać o swojej opozycyjnej działalności. Hun Sen głosi antyamerykańskie hasła, oskarżając Waszyngton o inspirowanie opozycji, by przeprowadzić „kolorową rewolucję” w kraju w lipcu 2018 r., gdy zaplanowane są wybory parlamentarne. Premier już 11 września bieżącego roku ostrzegł PONK, że zostanie rozwiązana. Uczynił to w związku ze zbojkotowaniem przez deputowanych sesji parlamentu. Opozycyjni parlamentarzyści demonstrowali wówczas przed więzieniem, w którym przetrzymywany jest Kem Sokha.

 

*Międzynarodowa Giełda Energii w Szanghaju zamierza uruchomić rozliczany w juanach rynek kontraktów terminowych na ropę naftową z możliwą wymianą juanów na złoto.Pojawienie się nowych kontraktów terminowych stawia pod pręgierz dominację dolara w międzynarodowych rozliczeniach za ropę naftową. Bardzo możliwe, że już niedługo wymyślony w 1973 roku przez profesora Oweissa termin „petrodolar" zostanie zastąpiony przez nowy „petrojuan". Niedawno japońska gazeta ekonomiczna „Nikkei", powołując się na własne anonimowe źródła, przekazała, że do końca roku Chiny z pewnością uruchomią rynek nowych kontraktów terminowych. Ta wiadomość podekscytowała zachodnie media, co bynajmniej nie dziwi. Po raz pierwszy rola dolara jak światowego środka płatniczego za surowiec okazała się zagrożona. Jak na razie na rynku istnieją dwa kontrakty terminowe na ropę — BRENT i WTI. Oba notowane są w dolarach. Ale jeśli pod uwagę fakt, że Chiny stały się największym na świecie importerem ropy, to nie można wykluczyć, że nowy kontrakt terminowy, notowany w juanach, stanie się kolejnym punktem odniesienia dla użytkowników kontraktów typu futures. Rzeczywiście Rosja już od czerwca tego roku akceptuje juan w charakterze środka płatniczego za dostawy ropy do Chin. Nie tak dawno Wenezuela zaczęła ustalać ceny ropy idącej na sprzedaż w juanach. Niektóre państwa wyciągają korzyść z unikania dolara w rozliczeniach, a to dlatego, że chcą obejść amerykańskie sankcje, jakie wobec nich zastosowano. Co ciekawe, wszystkie te państwa — Rosja, Iran, Wenezuela — są głównym eksporterami ropy. Co prawda, jak na razie sprzeciwia się temu Arabia Saudyjska, która upiera się przy dokonywaniu rozliczeń dolarach. Zrozumieć ją można: USA są głównym rynkiem zbytu saudyjskiej ropy (choć do Chin Rijad eksportuje prawie że tyle samo ropy), do tego obowiązują ją podpisane w latach 70. ustalenia z Amerykanami. I mimo to w ostatecznym rozrachunku Arabia Saudyjska będzie zmuszona do przejścia w rozliczeniach na juan — przekonuje chiński ekspert Zhimin Wang. „Rewolucja łupkowa w USA doprowadzi do tego, że kraj będzie importować coraz mniej ropy. A chiński import nie tylko nie będzie malał — wręcz przeciwnie będzie rosnąć. Będzie wzrastać ilość samochodów, będzie rozwijać się gospodarka, będzie rosnąć zużycie surowców. Dlatego utrata chińskiego rynku byłaby dla Rijadu bardzo niewskazana". Tym bardziej, że jest Rosja gotowa do zajęcia chińskiej niszy. Roczny bilans pokazuje, że Rosja wyprzedziła Arabię Saudyjską, sprzedając do Chin 52,5 mln ton ropy za 16,87 mld dolarów. Arabia Saudyjska natomiast dostarczyła do Chin 51 mkn ton ropy za 15,57 mld dolarów. Wygląda więc na to, że Rosja może pomóc Chinom w zastąpieniu dolara w rozliczeniach za ropę. Saudyjczycy najwyraźniej czują zagrożenie i przynajmniej część rynku zepchną na tory juanowe. W każdym razie o przygotowaniach do emisji obligacji w juanach Rijad już mówił.

 

*129 mld dolarów. Na tyle oszacowali naukowcy straty ekonomiczne wyrządzone przez ekstremalne warunki pogodowe w 2016 roku. Autorzy badania, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie „Lancet”, ostrzegają, że w przyszłości częstotliwość takich zjawisk będzie narastać, a szkody wyrządzone przez susze, huragany i powodzie co roku będą coraz większe.Wzrost liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych jest fenomenem, przed którym dawno ostrzegali klimatolodzy, mówiąc o „rozchwianiu” klimatu. Według szacunków przedstawionych w badaniu w okresie od 2010 do 2016 roku częstotliwość takich niebezpiecznych zjawisk wzrosła o 46%. W sumie na naszej planecie w ubiegłym roku zarejestrowano 797 takich przypadków. Naukowcy obliczyli, że same straty materialne wyniosły 129 mld dolarów, co jest porównywalne z budżetem Finlandii. Kolejnym ważnym czynnikiem jest szkodliwość dla zdrowia ludzkiego. Ekstremalne przejawy zmian klimatycznych wpływają na rozprzestrzenianie się infekcji, narażają ludzi na większe zanieczyszczenie powietrza i zmniejszają wydajność pracy.  Wpływ zmian klimatycznych na ludzi jest dość jasny i potencjalnie nieodwracalny – wynika z badań przeprowadzonych przez 24 zespoły naukowe, w tym niektóre uniwersytety, Bank Światowy i Światową Organizację Zdrowia. Naukowcy doszli do wniosku, że począwszy od 2000 roku do 2016 125 milionów ludzi na całym świecie zostało dotkniętych falami gorąca. Jednocześnie starsze osoby są najbardziej narażone na te zjawiska. We wskazanym okresie wydajność pracy w rolnictwie zmniejszyła się o 5,3%. Głównie dotyczy to takich krajów, jak Indie i Brazylia. W raporcie, w którym przeanalizowano 40 wskaźników, opisujących stan zdrowia ludzi i klimat, podkreślono, że jego zmiany doprowadziły do szybszego i bezproblemowego rozprzestrzenienia się infekcyjnej choroby tropikalnej denga, na którą co roku choruje nawet 100 mln ludzi. Osobnym czynnikiem jest głód: liczba głodujących w Azji i Afryce z 398 mln w 1990 roku zwiększyła się do 422 mln w 2016. – Niedożywienie definiuje się jako główny wpływ zmian klimatycznych na zdrowie w XXI wieku – podkreślono w raporcie.Jednak, pomimo mrocznych konsekwencji, które roztacza przed nami opublikowany raport, istnieją powody do optymizmu, uważa Anthony Costello ze Światowej Organizacji Zdrowia, współautor badania. Pomimo tego, że liczba takich ekstremalnych zjawisk pogodowych, jak huragany i powodzie, zwiększyła się od 2000 roku o 46%, liczba ofiar tych klęsk w średnim pozostaje stabilna. Oznacza to, że ludzkości jako tako udaje się poradzić sobie z tymi katastrofami i podejmować działania. Zdaniem Nicka Watta, który sprawował pieczę nad tymi badaniami, nie należy odrzucać ewentualnych pozytywnych konsekwencji wzrostu średnich temperatur w ciągu roku. Można do tego zaliczyć ograniczenie ryzyka hipotermii i przypadków zamarznięć w okresie zimowym w takich krajach, jak Kanada i Rosja. Niedawno w raporcie Światowej Organizacji Meteorologicznej przedstawiono dane, zgodnie z którymi w ubiegłym roku stężenie dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze przekroczyło 403 ppm, czyli o 50% więcej niż średnia z ostatnich 10 lat. Jak podkreślono, w ciągu ostatnich 800 tys. lat ten wskaźnik kształtował się na poziomie poniżej 280 ppm. 

 

*Specjaliści z francuskiego Instytutu Ochrony Radiologicznej i Bezpieczeństwa Jądrowego (IRSN) poinformowali, że nad Europą wzrósł poziom promieniowania radioaktywnego. Ich zdaniem może to być związane z „awarią w rosyjskim obiekcie” – informuje Associated Press, powołując się na raport instytutu.Autorzy raportu twierdzą, że odnotowano podniesiony poziom koncentracji izotopu rutenu-106, który nie stanowi zagrożenia dla zdrowia ludzkiego i środowiska naturalnego. Według IRSN awaria instalacji nuklearnej miała miejsce w Rosji, między Wołgą a Uralem. Do zdarzenia miało dojść pod koniec września. Francuski instytut wykluczył możliwość awarii reaktora atomowego, wskazując, że chodzi zapewne o zakład przerobu paliwa jądrowego lub placówkę medycyny nuklearnej.Ruten-106 jest izotopem promieniotwórczym wykorzystywanym m.in. w leczeniu nowotworów, często podczas zabiegu brachyterapii oka.

 

* W Blagnac koło Tuluzy we Francji samochód wjechał w grupę studentów. Ranne zostały trzy osoby w wieku 22 i 23 lat. Według francuskich mediów, 23-letnia kobieta jest w stanie ciężkim. Jej rówieśnik i 22-letnia kobieta odnieśli lżejsze obrażenia. Kierowca samochodu został zatrzymany.  Według źródeł policyjnych, mężczyzna przyznał, że działał umyślnie, ale nie figuruje na policyjnej liście "S" (fr. Fiche "S"), czyli spisie osób stanowiących poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, w tym podejrzanych o muzułmański ekstremizm.  Kierowca to 28-letni mężczyzna, notowany za drobne przestępstwa, który leczył się w szpitalu psychiatrycznym. Prokuratura w Tuluzie oświadczyła, że nic nie wskazuje, aby incydent miał charakter terrorystyczny, taka możliwość nie jest jednak wykluczana.


  *Po testach pocisków jądrowych na północnokoreańskim poligonie Pangiri lokalne kobiety zaczęły rodzić dzieci z patologiami - informuje południowokoreański dziennik, powołując się na relacje zbiegów z KRLD.„Krewny mieszkający w tym regionie opowiedział, że w szpitalu porodowym odnotowano przypadki urodzeń dzieci z mutacjami" — opowiedział jeden z rozmówców gazety. Inny powiedział, że promieniowanie przedostało się do wód gruntowych. Niektóre źródła wyschły, a woda z innych jest niepewna, i mieszkańcy boją się z nich czerpać. Inny mężczyzna, który uciekł z KRLD w 2010 roku, opowiedział, że przeżył dwie próby jądrowe  przeprowadzone na poligonie Pangiri. „W czasie pierwszego testu jądrowego w październiku 2006 roku i drugiego w maju 2009 roku ewakuowano tylko członków rodzin wojskowych, ukryto ich w podziemnych schronach. Mieszkańcy o przygotowaniach do prób jądrowych nie wiedzieli nic".Co więcej rozmówcy opowiedzieli o zaniku ryb rzecznych w rejonie poligonu, a także o śmierci 80% drzew — najprawdopodobniej w wyniku zanieczyszczenia radioaktywnego.

 

*Zakrojony na szeroką skalę projekt telewizyjny, który powstał z okazji 100. rocznicy Rewolucji Październikowej jest już gotowy. Serial pt. „Trocki" jako pierwszy mieli okazję zobaczyć widzowie i przedstawiciele zagranicznych firm, kupujących seriale dla różnych krajów w ramach międzynarodowych targów telewizyjnych w Cannes.Rozmach projektu i głębokie ujęcie tematu sprawiły, że serial cieszy się ogromnym zainteresowaniem zagranicznych widzów, dla których postać Lwa Trockiego jest mało znana. W Rosji sukces filmu również jest gwarantowany, przecież rosyjscy widzowie nie mieli wielu możliwości, aby obejrzeć na ekranie opowieść o najważniejszych dla Rosji wydarzeniach XX wieku. Postać Lwa Trockiego, jednego z organizatorów rewolucji 1917 roku, teoretyka marksizmu, to idealny temat filmowy. Takiej biografii nie da się wymyślić. Uciekł z zesłania w carskiej Rosji, dowodził przewrotem październikowym, stworzył Armię Czerwoną, brał udział w Traktacie Brzeskim, rozpętał falę krwawego terroru…. Później został wygnany z kraju i na koniec zamordowany w Meksyku przez agenta NKWD. „Jego ekstremistyczne idee zawładnęły umysłami na całym świecie" — mówi o Trockim producent filmu Konstantin Ernst. Trocki jest ucieleśnieniem idealnego rewolucjonisty — burzy istniejący porządek świata, z którym się nie zgadza i w rezultacie staje się ofiarą. To banał, prawdziwy jak wszystkie banały. «Saturn, pożerający własne dzieci», każda rewolucja zjada swoich ojców. Dlatego wszyscy prawdziwi rewolucjoniści rozwijają się i kończą życie według takiego samego schematu. Trocki do idealny obiekt do takiej obserwacji. Nie urodził się przecież z nożem w ręku i z «uśmiechem wampira», nie miało to miejsca od razu, dopiero później stał się takim człowiekiem. Okoliczności, w których stał się taką osobą tak czy inaczej należy przeanalizować — uważa Konstantin Ernst.Odtwórca roli Trockiego, słynny rosyjski aktor Konstantin Chabieński przyznał, że jego bohater nie budzi w nim sympatii.  „Trocki wspomina wydarzenia, o których chciałby zapomnieć. To, jak był torturowany w więzieniu, jak porzucił żonę z dziećmi w syberyjskiej tajdze, jak zdradzał, skazywał na śmierć przyjaciół, jak bez zastanowienia zabijał… Jak nabierał wiatru w żagle, jak się upijał i czerpał satysfakcję z tego, co się wokół dzieje, dążył do osiągnięcia swoich celów i rozumiał, jak staje się wpływowym, strasznym politykiem" — mówi o swoim bohaterze Konstantin Chabieński. Akcja serialu, która rozgrywa się na wielu płaszczyznach, prowadzi do nieuniknionego finału — morderstwa Trockiego. Na ekranie pokazano fanatyczny ekstremizm i ślepą wiarę. Banalne „film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach" przyprawia o dreszcze, kiedy widz przypomina sobie, że wydarzenia filmu fabularnego to przecież niedawna realność. Autorzy filmu spróbowali go jednak przybliżyć współczesnemu widzowi. „Staraliśmy się, aby serial trzymał widza w napięciu, podobnie jak film akcji" — powiedział Konstantin Ernst. „Chcieliśmy opowiedzieć tę historię w sposób współczesny i barwny. Powiedziałem, że chciałbym, abyśmy nakręcili serial o gwieździe popkultury. W zasadzie Trocki nią był. Wszystkie te pociągi pancerne, skórzane kurtki, Mausery w drewnianej kaburze, okulary aviatory, motocykle… Brakuje tylko gitary. On jest naprawdę bohaterem rock and rolla. A o gwieździe rock and rolla jak o człowieku barwnym i pełnym namiętności łatwo się opowiada" — powiedział Konstantin Ernst.

 

* Donald Tusk po raz pierwszy od trzech lat przyjął zaproszenie prezydenta na obchody Święta Niepodległości. Grając własną grę, najwyraźniej jednak się przeliczył. Mając na sumieniu całą listę grzechów wobec Polski, powinien spodziewać się, że jego obecność na placu Piłsudskiego w Warszawie wywoła skrajne emocje. I wywołała. Zebrani na oficjalnej uroczystości Święta Niepodległości wygwizdali i wybuczeli byłego premiera, kiedy ten składał wieniec w imieniu instytucji europejskich przy grobie Nieznanego Żołnierza. Można powiedzieć, że sam tego chciał…

 

* Faszyści i inni prawicowi ekstremiści zwołali na sobotę w Warszawie marsz, który może być najliczniejszym w Europie, a może nawet na świecie, pokazem siły supremacjonistów - pisze "The Independent". Marsz Niepodległości, organizowany w polskie święto 11 Listopada przez ostatnie lata przyciągnął dziesiątki tysięcy uczestników. Ekstremiści ze Szwecji, Węgier, Słowacji i innych krajów przyłączają się teraz do polskich nacjonalistów w publicznym pokazie ksenofobii i białej supremacji - pisze brytyjski dziennik podkreślając, że popularność niepodległościowego marszu znacznie wzrosła od 2009 roku, gdy miał on swoje początki. Hasłem tegorocznego marszu jest "My chcemy Boga" - to słowa starej religijnej pieśni, którą podczas wizyty w Warszawie zacytował amerykański prezydent Donald Trump. Jak jednak zauważa cytowany przez "The Independent" Rafał Pankowski, socjolog ze stowarzyszenia "Nigdy więcej", mimo odniesień do Boga w marszu wezmą też udział prawicowi "neopoganie", więc nie można go uznać za wydarzenie stricte religijne. Wiemy, że Donald Trump nie jest szczególnie religijnym człowiekiem, myślę, że podobnie jak większość organizatorów - mówi socjolog dziennikowi. Używają oni chrześcijaństwa jako pewnego rodzaju znaku antyislamskiej tożsamości. Jak pisze "The Independent", w Marszu Niepodległości pójdą przede wszystkim członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, które swoje korzenie mają w grupach antysemickich aktywnych przed II wojną światową. Dziennik zauważa, że fakt, iż kraje Środkowej Europy są obecnie tyglem neofaszystowskich ruchów jest swoistym paradoksem. Jak tłumaczy, jest to region, który kiedyś utknął za Żelazną Kurtyną, potem odrzucając komunizm odniósł imponujący sukces gospodarczy, a kraje takie jak Polska czy Węgry wstąpiły do NATO i UE. Tymczasem, mimo że napływający z południa i wschodu imigranci nie zdecydowali się w nich osiedlić, wybierając choćby bogatsze Niemcy, w krajach tych dominuje wrogie nastawienie do uchodźców. Jak tłumaczy cytowany przez "Independent" czeski politolog Miroslav Mares, ekspert ds. ekstremizmu na Uniwersytecie Masaryka w Brnie, takie nastawienie wynika z przeszłości krajów Środkowej Europy. Ich mieszkańcy obserwując ataki ekstremistów islamskich na Zachodzie Europy utrwalają w sobie przekonanie, że panuje tam chaos zagrażający ich względnemu spokojowi, osiągniętemu po latach wojny, okupacji i ucisku. I choć zwykle ruchy ekstremistyczne rozwijają się w czasach kryzysów i napięć, znalazły one podatny grunt w krajach Europy Środkowej właśnie teraz, gdy ich mieszkańcy przeżywają najszczęśliwszy w swojej historii okres. Choć niepozbawiony wewnętrznych napięć i konfliktów. Według cytowanego już Rafała Pankowskiego, wyniki badań pokazują, że na przykład to pokolenie Polaków, które urodziło się po 1989 roku zna tylko demokrację, jest znacznie bardziej podatne na skrajnie prawicowy, ksenofobiczny nacjonalizm niż pokolenie ich rodziców, a młodsi Polacy paradoksalnie odwracają się od demokracji.  Obawiam się, że te skrajnie prawicowe poglądy zachowają oni w sobie przez dziesięciolecia. To nie jest problem, który wkrótce zniknie - uważa Rafał Pankowski.

 

* Jak ostrzega swoich czytelników związany ze środowiskiem ukraińskich nacjonalistów portal vgolos.com.ua, Marsz Niepodległości w Warszawie organizowany przez polskie środowiska narodowe 11 listopada, jest imprezą „polskich szowinistów” i „największym zgromadzeniem ultra-ekstremistów (sic!) w Europie”. Redaktorzy portalu związanego z partią Swoboda cytują tu… Rafała Pankowskiego, zawodowego „antyfaszystę” z operetkowego stowarzyszenia „Nigdy Więcej”. Autorzy artykułu na temat Marszu Niepodległości krytykują także tegoroczne hasło marszu „My chcemy Boga”, określając je jako antyislamskie, twierdzą, że wydarzenie jest „platformą dla ekstremistów ze Szwecji, Słowacji i Węgier do głoszenia swych ksenofobicznych poglądów” oraz przypominają o incydencie ze spaleniem rzekomej „flagi ukraińskiej” (w rzeczywistości „śląskiej”).

 

* Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 6,6 proc. w październiku 2017 r., czyli spadła o 0,2 pkt proc wobec poprzedniego miesiąca – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, powołując się na dane z urzędów pracy. W projekcie budżetu na 2018 r. rząd przyjął, że stopa bezrobocia rejestrowanego wyniesie 7,2 proc. na koniec 2017 r. i spadnie do 6,4 proc. na koniec 2018 r. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska powiedziała pod koniec października, że wskaźnik ten może wynieść 6,8-7 proc. na koniec 2017 r. – Myślę, że liczba bezrobotnych spadnie poniżej 1 mln w pierwszym kwartale 2018 roku – oceniła podczas konferencji prasowej szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej.  Liczba bezrobotnych w końcu października 2017 roku wyniosła 1 071,1 tys. osób (na podstawie meldunków nadesłanych przez wojewódzkie urzędy pracy) i w porównaniu do końca września 2017 roku spadła o 46 tys. osób (o 4,1 proc.) – podał resort pracy. „Dla porównania w analogicznym okresie ubiegłego roku (wrzesień 2016 – październik 2016) odnotowano spadek liczby bezrobotnych o 16,1 tys. osób (o 1,2 proc.). Zatem spadek liczby bezrobotnych odnotowany w bieżącym roku był prawie 3-krotnie silniejszy. Spadek liczby bezrobotnych w październiku 2017 roku miał miejsce we wszystkich województwach” - czytamy w komunikacie. Liczba bezrobotnych w końcu października br. była o 236,9 tys. osób niższa niż przed rokiem (spadek o 18,1 proc.). W październiku br. spadek stopy bezrobocia (w granicach od 0,1 do 0,4 punktu procentowego), odnotowano we wszystkich województwach. Najsilniej (o 0,4 punktu procentowego) wskaźnik bezrobocia spadł w województwie opolskim i podlaskim. Najniższa stopa bezrobocia (na poziomie 3,8 proc.) utrzymuje się w województwie wielkopolskim, najwyższa w województwie warmińsko-mazurskim (11,6 proc.). Zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego, stopa bezrobocia w Polsce jest bliska poziomu naturalnego bezrobocia i może obniżyć się jeszcze o max. 0,5 pkt proc.

 

*Susan Devere przepowiedziała Trzecią Wojnę Światową w czasie rządów prezydenta Rosji Władimira Putina. „Krótka, ale jądrowa" — właśnie takimi słowami znana jasnowidzka Susan Devere opisała Trzecią Wojnę Światową. Wieszczka zauważyła, że dojdzie do niej w czasie rządów Władimira Władimirowicza Putina. Nie, nie będzie w nią zamieszany, ale ma ostrzegać uczestników konfliktu, a zdarzy się to już całkiem niedługo. Susan Devere przepowiedziała bardzo wiele tragicznych wydarzeń, który już się spełniły, dlatego wiele osób wierzy w jej proroctwa. Przed przystąpieniem do opisywania świata swoimi oczami jasnowidzka powiedziała, że nie jest przekonana o tym w stu procentach, ale niektóre momenty widzi dostatecznie wyraźnie.Na przykład widziała III wojnę światową. Potrwa ona niedługo, ale odbierze światu wiele istnień ludzkich i pogrąży wiele dużych państw — mówi Susan Devere. Wszystko zacznie się od wojny między KRLD i USA. Właśnie tym konfliktem przejmują się wszyscy na świecie, bo obydwu liderom starczy „rozumu", żeby odpalić rakietę z głowicą jądrową. W czasie III wojny światowej jasnowidząca wyraźnie widziała dwa wybuchy jądrowe. Prezydent Rosji będzie usiłował pohamować Amerykę, ale Trumpa tylko to rozeźli. Nikt nie zdoła zatrzymać tego procesu.Co się tyczy katastrof naturalnych i wybuchu superwulkanu Yellowstone, próbę jego wysadzenia podejmą sami Amerykanie, ale nic tym nie osiągną, sami tylko ucierpią. A już inne wulkany i trzęsienia ziemi mogą wywołać poważne następstwa. Na przykład Susan Devere mówiła o destrukcyjnym trzęsieniu ziemi, do którego dojdzie we Włoszech, a także o tsunami, na skutek którego ucierpi Australia.

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930