Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3991 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 9 listopada 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1080) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

 

* Po historycznym zamachu stanu w rodzinie królewskiej z Arabii Saudyjskiej nadal napływają skąpe informacje. W ciągu 48 godzin licząc od soboty, 4 listopada, godz. 22:00 czasu uniwersalnego, w Arabii Saudyjskiej aresztowano ponad 1.300 osób z rodziny królewskiej w związku z zamachem pałacowym przeprowadzonym przez następcę tronu, księcia Muhammada bin Salmana. Większość zatrzymanych należy do klanu jego stryja, poprzedniego króla  Abdallaha, ale są wśród nich także przedstawiciele  innych klanów i linii dziedziczenia, którzy mogliby pretendować do następstwa tronu. Niektórzy zostali wtrąceni do więzienia, a inni masowo zwiezieni i zatrzymani w areszcie domowym w hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie. Śpią tam na materacach, i są pilnowani przez  agentów służby bezpieczeństwa.

 

* Rebelianci Houthi, którzy kontrolują większość Jemenu, ofiarowali azyl polityczny ofiarom zamachu pałacowego w Rijadzie. Saudyjski następca tronu  książę Muhammad bin Salman, który właśnie zlikwidował wszystkie klany w rodzinie królewskiej, które mogłyby sprzeciwić się objęciu przezeń  korony, jest inicjatorem wojny Arabii Saudyjskiej przeciwko Jemenowi. Wiadomo też, że podczas aresztowania, został zabity książę Abdul Aziz bin Fahd stawiając opór policji. Był to członek klanu Nayef, blisko Saada Haririego (przez Saudyjczyka Ogera) i księcia Walida bin Talala (przez Middle East Broadcasting Corporation - MBC).

 

* Według Wall Street Journal, całkowita własność skonfiskowana od przeciwników i rywali politycznych księcia Muhammada bin Salmana (MBS) wyniesie 800 miliardów dolarów. Ta kwota może wzrosnąć o kolejne 550 miliardów dolarów a nawet do 1 250 miliardów dolarów. Jednak duża część tych aktywów znajduje się  za granicą, co zmusi Arabię Saudyjską do dochodzenia swoich praw. Obecne represje pozwolą królestwu na podratowanie swojej sytuacji finansowej, poważnie dotkniętej długotrwałym spadkiem cen ropy naftowej. Według Stowarzyszenia Banków Arabskich represje zablokowały ponad 1700 rachunków bankowych.

 

* W niedzielę, 5 listopada 2017 r. przywódca libańskiego Hezbollahu  szejk Sajjed Hassan Nasrallah, stwierdził przemówieniu, że jest niegodnym wiary, aby premier Libanu, Saad Hariri, zrezygnował ze swego stanowiska nie z Libanu, ale z hotelu Ritz-Carlton w Rijadzie w obecności księcia MBS, który go tam uwięził. W poniedziałek, 6 listopada, minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej, Adel Dżubair, ogłosił w CNN,że wystrzelenie przez jemeńskich  rebeliantów Houthi rakiety dalekiego zasięgu, która trafiła w lotnisku w Rijadzie było aktem wojny. Z kolei saudyjski minister ds. Zatoki Perskiej, Thamer al-Sabhan, przemawiając w TV al-Arabija, zakwalifikował przemówienie Hassana Nasrallaha jako „deklarację wojny przeciwko Arabii Saudyjskiej". Według izraelskiej TV Kanał 10 w poniedziałek po południu rząd Netanjahu zwrócił się do wszystkich ambasadorów z prośbą  aby (1) wyjaśnić, stanowisko Izraela w sprawie rezygnacji libańskiego premiera Saada Haririego. (2) przekonać rząd, że jego rezygnacja dowodzi, jak niebezpieczny Iran i Hezbollah są niebezpieczne dla bezpieczeństwa Libanu. - stwierdzenie, że rezygnacja ta neguje argument, że udział Hezbollahu w libańskim rządzie stabilizuje kraj. (3)  wspieranie Arabii Saudyjskiej w jej wojnie przeciwko rebeliantom Houthi z Jemenu i oświadczenie, że wystrzelenie rakiety na lotnisku w Rijadzie wymaga wzmocnienia nacisków na Iran i Hezbollah. W rzeczywistości prasa międzynarodowa traktuje dymisję Saada Haririiego jako sprawę odrębną od puczu pałacowego, który nastąpił w Rijadzie. Jednak wszystkie elementy ujawnione od tego czasu skłaniają do myślenia, że​​ ta rezygnacja była jedynie elementem przewrotu i wskazywała, że​​ Hassan Nasrallah ma rację. Izrael nie przewiduje ponownego ataku na Hezbollah, ponieważ jest świadomy wojskowych i dyplomatycznych zagrożeń związanych z taką operacją. Ale premier Benjamin Netanjahu naciska na Arabię ​​Saudyjską, by zaatakowała libański ruch oporu i przygotowuje do tego międzynarodową opinię publiczną.

 

* Rząd francuski zwrócił się do saudyjskiego następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana z prośbą o uwolnienie libańskiego premiera, Saada Haririego. Jest on obecnie przetrzymywany w hotelu Ritz w Rijadzie wraz z kilkoma osobami aresztowanymi podczas zamachu stanu w Pałacu i nie ma do niego dostępu. Hariri poinformował z hotelu telefonicznie prezydenta Michela Aouna, że rezygnuje ze swego stanowiska w Libanie nie podał jednak powodów, dla których tak się stało. Zgodnie z konstytucją libańską pozostaje on odpowiedzialny za sprawy bieżące do czasu mianowania jego następcy. W Libanie w przemówieniu telewizyjnym szejk Sajjed Hassan Nasrallah, sekretarz generalny Hezbollahu, wystąpił w obronie Haririego, który jest przywódcą koalicji przeciwnej jego partii. Potępił on ingerencję Arabii Saudyjskiej w wewnętrzne sprawy Libanu. W poniedziałek rano prezydent Michel Aoun zwołał Radę Obrony w Pałacu Baabda, aby ocenić jej reakcje na nieoczekiwane zniknięcie premiera. Nie traktuje on rezygnacji przez telefon jako ważnej uwzględni to tylko wtedy, gdy premier wróci do Libanu i przekaże  mu to osobiście. Poza byłym szefem policji, Aszrafem Rifi, który powrócił z wygnania, aby ewentualnie zastąpić Saada Haririego, libańska klasa rządząca zachowuje ostrożność. Według Rifiego, to prezydent Aoun musi teraz przejąć obowiązki i zdecydować o wyborze nowego premiera w trybie pilnym. Ponieważ Saad Hariri jest obywatelem zarówno Arabii Saudyjskiej, jak i Libanu, nie może korzystać z immunitetu dyplomatycznego w Arabii Saudyjskiej.

 

* Syryjska Armia Arabska wraz sojusznikami zdobyła miasto al Boukamal (Abu Kemal), będące ostatnim większym przyczółkiem miejskim Państwa Islamskiego. Rządowe siły zbrojne wraz z irackimi Siłami Mobilizacji Ludowej weszły do miasta od jego wschodniej strony, po tym jak rząd Iraku wyraził zgodę na przeprowadzenie szturmu.Siły Państwa Islamskiego zostały zmuszone do wycofania się z miasta poprzez obszary wiejskie znajdujące się po zachodniej stronie po tym jak Syryjska Armia Arabska wraz sojusznikami przebiła się przez jego zapory obronne. Film umieszczony na prorządowym kanale YouTube pokazuje żołnierzy SAA oraz sił sojuszniczych złożonych z różnych grup zbrojnych i bojowników Hezbollahu, którzy świętują swoje zwycięstwo w al-Boukamal. Widać na nim jak bojownicy SAA i Hezbollahu pozują ze swoimi flagami. Dzięki wyzwoleniu al Boukamal siły prorządowe objęły kontrolę nad wszystkimi miastami w regionie Deir ez-Zor. Jak zaznaczył przedstawiciel syryjskiej armii, terroryści uciekają  z powodu szybkiej ofensywy wojsk rządowych, jak również postępu sojuszniczych sił ze strony Hameimim w prowincji Homs. Według jego danych terroryści wycofują się w kierunku wioski Al-Sukarija, przekraczając rzekę Eufrat na wschodni brzeg.

 

* Na antenie radia Sputnik politolog, ekspert ds. problemów krajów Bliskiego Wschodu i Kaukazu Stanisław Tarasow wyraził pogląd, że sytuacja w regionie w kwestii walki z terroryzmem upraszcza i komplikuje się jednocześnie. „Te sukcesy w Syrii są oczekiwane — to działania sił międzynarodowej koalicji, aktywne działania Rosji, jej partnerów i sojuszników. Rzeczywiście Daesz opuszcza Syrię, ale dokąd teraz trafią terroryści? Amerykanie pomagają doświadczonym dowódcom bojowym jednostek Deaszu przedostać się do innych krajów — do Afganistanu, Jemenu, część wojsk trafia na terytorium Iraku. Świadczy to o tym, że będą oni nadal wykorzystywani jako mechanizm nacisku na niewygodne dla USA rządy w regionie. Ponadto w Syrii na zamianę za Daesz przychodzą nowe formacje bojowe i sytuacja nie upraszcza się, a w wielu kierunkach nawet się komplikuje. Na przykład obserwujemy wielką bitwę syryjskich Kurdów o swoją autonomię i jeśli uda im się przebić w Syrii, to Turcja i Iran będą następne. Tak więc sytuacja w regionie na razie nie budzi optymizmu — z jednej strony upraszcza się, a z drugiej komplikuje”  powiedział Stanisław Tarasow.Przedstawiciele zachodniej koalicji, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, są w pewnym stopniu protektorami resztek oddziałów Państwa Islamskiego. Gdyby nie to, wszyscy terroryści już dawno zostaliby usunięci z tego terytorium. Oczywiście istnieją pewne porozumienia w strefach deeskalacji, jednak znajduje się tam część opozycji, która niczym nie różni się od Państwa Islamskiego i współpracuje z tą organizacją terrorystyczną 

 

*Rzeczniczka prasowa MSZ Rosji Maria Zacharowa życzyła jak najszybszego powrotu do zdrowia dziennikarzom stacji telewizyjnej  NTV Ilji Uszeninowi i Timurowi Woronowowi, pracownikom stacji „Zwiezda" Konstantinowi Chudoliejewowi i Dmitrijowi Starodubskiemu, a także rosyjskim wojskowym, którzy zostali ranni podczas eksplozji w Syrii.Dziennikarze pracowali w jednej z dzielnic mieszkalnych miasta Deir ez-Zor, kiedy doszło do eksplozji zdalnie sterowanego fugasa, w której oprócz dziennikarzy zostało rannych pięcioro wojskowych Międzynarodowego Centrum Przeciwminowego Sił Zbrojnych Rosji. Wszyscy poszkodowani zostali sprawnie przewiezieni do rosyjskiej bazy lotniczej Hameimim, gdzie udzielono im niezbędnej pomocy medycznej. Poinformowano, że ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Biuro prasowe stacji NTV podało, że cała ekipa kanału uważnie śledzi losy kolegów i ma nadzieję, że już niedługo dojdą do siebie i będą mogli wrócić do domu. Politolog Andriej Suzdalcew w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził opinię, że do stabilizacji sytuacji we wschodniej części Syrii jeszcze daleko.Wątpię, by był to jakiś specjalny atak na dziennikarzy, najprawdopodobniej znajdowali się oni w strefie działań wojennych.

 

* Dżajsz Khalid bin-Walid, jedna z grup-córek Daeszu przy granicy syryjsko-izraelskiej, opublikowała kolejną serię zdjęć propagandowych   wykonanych w ich nowym obozie szkoleniowym.Sam obóz został nazwany „Abu Hashim” – na pamiątkę jednego z „emirów” (dowódców) Państwa Islamskiego, który zginął w tym roku wskutek zamachu. Jest usytuowany w południowo-zachodniej części muhafazy Daraa – bardzo niespokojnej, gdzie działają też liczne oddziały „umiarkowanej” opozycji. W ostatnich latach siły lotnicze syjonistów wielokrotnie bombardowały wojska syryjskie, gdy te zanadto (ich zdaniem) spychały różne grupy dżihadystów w stronę granicy – wskutek czego powstała swoista „zona”, w której zadomowili się ekstremiści. Ich całkowite zniszczenie nie będzie możliwe, dopóki siły Tel-Avivu nie przestaną przeszkadzać syryjskim oddziałom rządowym. Zespół dziennikarski Al-Masdar News wyjaśnia, że grupy ze wspomnianego przygranicznego rejonu, które przysięgły wierność ISIS, kontrolują około dwudziestu wiosek i osad przy granicach Syrii z Jordanią i Izraelem – setki kilometrów od Deir ez-Zor, gdzie jeszcze do niedawna znajdowało się centrum „kalifatu”. I choć obecnie znajduje się ono na krawędzi upadku, to pomniejsze grupy (oraz podziemne komórki) Daesz w innych częściach Syrii nie zamierzają składać broni.

 

* Szejk Hatem Al-Taei, burmistrz Kirkuku, opublikował wstępną listę 7 000 mieszkańców, którzy zostali uprowadzeni i zatrzymani jako zakładnicy przez Assaisz - tajną policję Barzanich, podczas kurdyjskiej okupacji tej prowincji. Ofiarami byli nie-kurdyjscy mieszkańcy Kirkuku, głównie Arabowie, sunnici lub Assyryjczycy (chrześcijanie), ale nawet Turkomani. Gdyby rodziny więźniów zechciały protestować, wówczas zakładnicy ci z pewnością zniknęliby. Partia PDK Massouda Barzaniego zaanektowała arabski region Kirkuku i miała nadzieję zintegrować go ze swoim pseudo-Kurdystanem pod ochroną izraelską. Region został jednak wyzwolony przez armię iracką. Oddziały okupacyjne odeszły bez walki i ponad 100 000 kurdyjskich okupantów z niego uciekło.

 

*Co najmniej 82 osoby zginęły, a 534 zostało rannych w ataku z powietrza sił koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej w stolicy Jemenu, Sanie – poinformowała w sobotę agencja Associated Press, powołując się na źródła medyczne i w organach bezpieczeństwa.Bomby spadły na budynek, gdzie odbywały się uroczystości żałobne w związku ze śmiercią ojca szefa MSW w rządzie powstańców. Wojna domowa w Jemenie trwa od 2011 roku. Jedynie południową część kraju wraz z Adenem kontroluje rząd, uznawany przez społeczność międzynarodową i Rijad. Jednak jego władza jest w znacznej mierze iluzoryczna, co wykorzystują Państwo Islamskie i Al-Kaida. Sunnicka koalicja arabska zwalcza od marca 2015 roku wspieranych przez Iran szyickich powstańców, którzy dążą do obalenia prezydenta Abd ar-Raba Mansura Al-Hadiego. Huti kontrolują Sanę oraz rozległe terytoria na północy i zachodzie kraju. Saudyjczycy chcą, by całkowitą kontrolę nad krajem przejął prezydent Hadi.

 

* Arabia Saudyjska zamknęła wszystkie porty lotnicze i morskie Jemenu zaczynając totalną blokadę tego kraju. Dowodzona przez Saudów koalicja tłumaczy swoją decyzję zagrożeniem „szmuglowania pocisków i sprzętu wojskowego do bojowników Houthi”.Saudowie zamknęli również port lotniczy Hudajda, który był ostatnim otwartym lotniskiem w kraju. Sprawę skomentował Zakaria al-Shami, minister transportu: „oznaczać to będzie śmierć mieszkańców Jemenu”. Dodał on również, że wszystkie punkty graniczne w kraju „zostały kompletnie zniszczone”. Minister podkreślił również, że „port Hudajda jest płucem, którym oddychają Jemenczycy; jest źródłem jedzenia, ubrań i leków dla ponad 21 milionów ludzi”. Arabia Saudyjska oskarżyła również Iran o „bezpośrednią agresję militarną” poprzez rzekome przekazanie pocisków rebeliantom Houthi. „Zaangażowanie Iranu w przekazywanie pocisków dla Houthi stanowi bezpośrednią agresję militarną ze strony irańskiego reżimu” –tak według Saudyjskiej Agencji Prasowej powiedział wpływowy książę Mohammed bin Salman w rozmowie telefonicznej z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Borisem Johnsonem. Książę dodał również, że „można to uznać za wypowiedzenie wojny”. Władze Iranu jednak zanegowały zaangażowanie w atak na lotnisko w Rijadzie twierdząc, że Salman niepotrzebnie podjudza napięcia w regionie. Minister spraw zagranicznych Mohammad Javad Zarif powiedział: „Saudowie zachowują się w regionie jak chuligani, czyniąc go niebezpiecznym, a następnie próbują oskarżyć Iran za swoją niebezpieczną politykę”. Ostatnie napięcia narosły zaraz po tym jak Arabia Saudyjska dokonała czystek wśród własnej elity z pobudek dynastycznych i antykorupcyjnych.

 

*ONZ ostrzega przed groźbą najgorszego od dziesięcioleci głodu w Jemenie.Zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. humanitarnych Mark Lowcock oświadczył, że Jemen zderzy się z groźbą głodu „najgorszego od ostatnich kilku dekad” tak długo, dopóki koalicja pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej nie usunie blokady i nie przywróci dostaw pomocy humanitarnej dla regionu.  „Tak długo, dopóki te środki nie zostaną zniesione…  w Jemenie będzie panował głód. To nie będzie taki głód, który kosztował życie 250 tysięcy osób w Somalii w 2011 roku. To będzie najstraszliwszy głód na świecie od wielu dekad, jego ofiarami mogą paść miliony ludzi” — powiedział, zwracając się do dziennikarzy w ONZ. Zastępca sekretarza generalnego ONZ wezwał do podjęcia pięciu kroków, aby zapobiec pogarszaniu się sytuacji, wśród nich do „natychmiastowego przywrócenia humanitarnego i komercyjnego dostępu do wszystkich portów morskich, w szczególności dla żywności, paliwa, lekarstw i innych towarów”. W poniedziałek dowództwo arabskiej koalicji oświadczyło, że zamyka wszystkie lądowe, powietrzne i morskie porty Jemenu po wystrzeleniu rakiety na Rijad przez jemeńskich rebeliantów Houthi. Koalicja wyjaśniła decyzję o zamknięciu portów faktem, że obecna procedura kontroli w nich umożliwiła rebeliantom  zdobycie rakiet balistycznych. W środę koalicja zniosła zakaz nałożony wcześniej na pracę największego jemeńskiego portu w Adenie. Wojna domowa w Jemenie trwa od 2014 roku i doprowadziła do poważnej sytuacji humanitarnej wśród dużej części ludności. Arabska koalicja działa w wojnie po stronie władz Jemenu przeciwko rebeliantom. ONZ wcześniej wyrażała zaniepokojenie sytuacją z zamknięciem portów w Jemenie, która doprowadziła do blokowania dostępu pomocy humanitarnej. Rzecznik sekretarza generalnego ONZ Stefan Dyuzharrik powiedział, że to prowadzi do groźby głodu.

 

*„Słyszymy oświadczenia Donalda Trumpa o tym, że​​planuje takie spotkanie z prezydentem Putinem. Służby protokolarne są w kontakcie i kiedy harmonogramy liderów zostaną ostatecznie ustalone, myślę, że poinformują was o tym” - powiedział rosyjski minister.Dodał, że jego spotkanie z sekretarzem stanu USA Rexem Tillersonem może również odbyć się podczas szczytu APEC. Ławrow powiedział, że planuje omówić z Tillersonem dwustronne stosunki, które „wymagają poważnej naprawy”, a także „Półwysep Koreański, syryjskie uregulowanie, Irak, konflikt palestyńsko-izraelski, Ukrainę”. Szczyt APEC  odbędzie się w dniach 10-11 listopada w Danang. Uregulowanie sytuacji wokół Półwyspu Koreańskiego będzie jednym z głównych tematów na spotkaniu prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych Władimira Putina i Donalda Trumpa — powiedział w wywiadzie dla agencji informacyjnej Ria Novosti wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow.Myślę, że denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego i w ogóle sytuacja wokół tego regionu będzie jednym z głównych tematów na spotkaniu przywódców dwóch państw. W dalszym ciągu nie wiemy jednak, kiedy do niego dojdzie — powiedział Riabkow.    

 

* Według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Browna, wojny podjęte publicznie przez Waszyngton od 11 września 2001 r. kosztowały Amerykę 5 600 miliardów dolarów, czyli po 23 386 USD w przeliczeniu na podatnika. Jest to więcej niż trzykrotność kosztów dopuszczonych przez Pentagon. Badanie dotyczy jedynie zadeklarowanych wojen przeciwko Irakowi, Syrii, Afganistanowi i Pakistanowi. Ignoruje wydatki USA na wojny podwykonawców, takie jak wojny Izraela przeciwko Libanowi oraz Wielkiej Brytanii i Francji przeciwko Libii

 

* Kongres USA uchwalił projekt budżetu obronnego państwa na 2018 rok finansowy przewidujący przeznaczenie 4,6 mld dolarów na „przeciwdziałanie” Rosji w Europie. Między innymi dokumenty opublikowane na stronie Komisji Sił Zbrojnych Senatu Stanów Zjednoczonych potwierdzają przyznanie Kijowowi 350 mln dolarów w charakterze pomocy wojskowej. Środki mogą zostać przekazane w ramach Inicjatywy udzielenia Ukrainie pomocy w sferze bezpieczeństwa uwzględniającej dostawy śmiercionośnej broni defensywnej.  Jednocześnie początkowo Ukraina może wydać tylko połowę kwoty, wydanie drugiej części będzie możliwe, jeśli Pentagon przekona się co do skuteczności reform wojskowych wdrażanych przez Kijów. Poza tym uzgodniony projekt budżetu przewiduje przyznanie pomocy Litwie, Łotwie i Estonii w wysokości 100 mln dolarów na odparcie „rosyjskiej agresji”. Kijów, Waszyngton i Bruksela wcześniej wielokrotnie oskarżały Moskwę o ingerencję w sprawy Ukrainy. Rosja zaprzecza temu i twierdzi, że podobne oskarżenia są niedopuszczalne. Ministerstwo Obrony Rosji wielokrotnie podkreślało, że nie zaopatruje powstańców w sprzęt wojskowy, amunicję ani nie udziela innej pomocy. Oświadczenia Kijowa w tej sprawie resort obrony uznał za „absolutną bzdurę” poniżej jakiejkolwiek krytyki. Szef MSZ Siergiej Ławrow z kolei podkreślił, że wypowiedzi o obecności rosyjskich wojskowych w Donbasie są bezpodstawne — nikt do tej pory nie podał konkretnych faktów pomimo licznych oskarżeń. 

 

* Kancelaria prezydenta Francji Emmanuela Macrona poinformowała, że "na razie" przywódca Stanów Zjednoczonych nie został zaproszony na szczyt klimatyczny, który w grudniu odbędzie się w Paryżu. W czerwcu Donald Trump ogłosił, że USA wycofują się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Argumentując swoją decyzję prezydent Stanów Zjednoczonych zaznaczył, iż porozumienie jest dla jego kraju niekorzystne. Wśród negatywnych skutków ewentualnego wdrożenie ustaleń wymienił m. in. utratę miejsc pracy i zmniejszenie produkcji w niektórych sektorach gospodarki. Decyzja Donalda Trumpa odbiła się szerokim echem na całym świecie. Większość światowych przywódców, z prezydentem Francji na czele, mocno skrytykowała postępowanie Trumpa. Wszystko wskazuje na to, że brak zaproszenia dla prezydenta Stanów Zjednoczonych na grudniowy szczyt klimatyczny w Paryżu, to efekt właśnie tej decyzji.

 

* Z pontonowej łodzi Morza Śródziemnego wyciągnięto zwłoki 26 młodych dziewczyn w wieku od 14 do 18 lat. Szefowa policji we włoskim Salerno potwierdziła rozpoczęcie śledztwa w tej sprawie. Na upiorny ładunek dryfujący niedaleko włoskiego wybrzeża natknęli się hiszpańscy marynarze. Łódź z workami zawierającymi ciała młodych kobiet odholowali do portu we Włoszech. Po dokładnym zbadaniu makabrycznego znaleziska doliczono się zwłok aż 26 nastolatek. Najstarsza z zabitych miała 18 lat, najmłodsza 14. Śledczy mają podstawy by podejrzewać, iż większość z nich przed śmiercią została zgwałcona, a następnie zabita. Według ustaleń policji, większość z 26 dziewcząt pochodziła z Nigerii. Wszystkie miały zginąć w miniony weekend podczas próby przedostania się z Libii do Europy. Jak zapowiadała Lorena Ciccotti z policji w Palermo, śledczy muszą teraz na drodze dokładnych badań potwierdzić swoje przypuszczenia dotyczące sposobu, w jaki zginęły nigeryjskie nastolatki. Sprawdzą też wątpliwości dotyczące tortur i zgwałceń 26 dziewczyn przed śmiercią. Włoskie media sugerują, że cała sprawa może nie być typową tragedią podczas przemytu imigrantów przez Morze Śródziemne. Przy okazji przytaczają jednak statystyki, według których ponad połowa wypadków śmiertelnych przy próbie nielegalnego dostania się do Europy polega właśnie na utonięciach na Morzu Śródziemnym.

 

* Liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen została pozbawiona immunitetu parlamentarnego. Chodzi o jej publikacje internetowe dotyczące zbrodni popełnionych przez tak zwane Państwo Islamskie. Sąd chce przesłuchać Marine Le Pen w sprawie opublikowania przez nią na Twitterze trzech zdjęć przedstawiających drastyczne sceny obcięcia głowy zakładnikowi, amerykańskiemu fotoreporterowi, przez dżihadystów. Wywołało to wtedy wstrząs w społeczeństwie francuskim, a teraz dwudziestu dwóch deputowanych Zgromadzenia Narodowego, którzy wchodzą w skład wyższej instancji kolegialnej odpowiedzialnej za kwestie prawne, uznało, że liderka Frontu Narodowego powinna odpowiedzieć na pytania trybunału dotyczące motywów jakie nią kierowały gdy publikowała zdjęcia. Były minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve komentując publikację internetową Marine Le Pen uznał, że pokazane tam zdjęcia są materiałem propagandowym Państwa Islamskiego, i, że są obrazą dla wszystkich ofiar terroryzmu. Marine Le Pen natychmiast zareagowała na decyzję Zgromadzenia Narodowego zarzucając deputowanym, że kierują się względami politycznymi i niechęcią wobec prawicy.

 

* Londyńska policja zaapelowała we wtorek do świadków niedzielnego pobicia na stacji metra Oxford Circus w Londynie, gdzie grupa nawet kilkunastu osób zaatakowała dwóch mężczyzn. Według informacji PAP jeden z mężczyzn jest Polakiem i znajduje się w stanie krytycznym. Do zajścia doszło po 11 rano w niedzielę na stacji brązowej linii metra Bakerloo Line, gdzie dwaj podróżni zostali zaczepieni, a następnie dotkliwie pobici przez grupę liczącą według policji od ośmiu do dwunastu osób. Jeden z mężczyzn, który według informacji PAP jest Polakiem, wymagał natychmiastowej hospitalizacji ze względu na rany głowy, w tym krwawienie wewnętrzne i złamanie czaszki. We wtorek po południu pozostawał w szpitalu; jest w stanie ciężkim, a obrażenia zagrażają jego życiu. Druga ofiara odniosła lekkie rany głowy i została wkrótce wypuszczona ze szpitala. Jak wynika z informacji PAP, wbrew informacjom medialnym ten drugi mężczyzna nie jest Polakiem. Źródła PAP w brytyjskiej policji transportowej (BTP) podkreśliły, że według wstępnych ustaleń zajście nie miało charakteru nienawiści na tle narodowościowym, ale odmówiły spekulacji dotyczących motywów sprawców i przebiegu zdarzenia.  Śledczy Gabriel Oresajo ocenił w oficjalnym komunikacie BTP, że atak był "niesprowokowany", dodając, że chce porozmawiać "z każdym, kto ma jakiekolwiek informacje (na temat zdarzenia)". Jednocześnie na stronie BTP opublikowano zdjęcia dziewięciu osób, które mogły być świadkami ataku, prosząc, by skontaktowały się z policją pod numerem telefonu 0800 40 50 40, podając numer zdarzenia 195 z dnia 5 listopada 2017 roku.

 

* Zamieszanie związane z wypowiedzią niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen o konieczności wspierania „zdrowego, demokratycznego oporu" w Polsce nie wróży niczego dobrego stosunkom między naszymi krajami. Po raz kolejny okazało się, że polska polityka zagraniczna jest prowadzona na użytek wewnętrzny. Dyplomacją zajmuje się i minister Szyszko, i minister Macierewicz, no i szef MSZ, z tym że potrafi zmienić poglądy o 180 stopni w ciągu dwóch tygodni. Tyle bowiem czasu upłynęło od ogłoszenia na łamach „Rzeczpospolitej", że doskonale się rozumiemy z Ukrainą, do uznania, że nie możemy się z nią kompletnie dogadać... Słabości polskiej strony opisywano wielokrotnie. Mniej natomiast zauważa się zagrożenia po stronie niemieckiej. Niemcy okazali się bardzo niecierpliwi wobec wydarzeń u najbiedniejszego sąsiada. Najmniej, całe szczęście, niecierpliwa była kanclerz Merkel, która milczała do lata 2017 r. Ale dwa lata wcześniej, ledwie PiS doszedł do władzy, w ważnych mediach już ukazywały się komentarze, że nasz kraj nie dorósł do Unii Europejskiej, a niemiecki komisarz przy UE sugerował, by objąć Polskę nadzorem. Potem posypały się groźby uzależnienia funduszy unijnych od: a to przyjmowania imigrantów, a to nieprzyjmowania ustaw dotyczących sądownictwa. Aż w końcu szefowa resortu od żołnierzy i myśliwców wsparła werbalnie przeciwników władzy w sąsiednim kraju członkowskim UE. Co będzie dalej, za trzy lata? Przecież PiS może wtedy nadal być u władzy. Co zaproponują zniecierpliwieni wyborami Polaków Niemcy, co obetną, kogo wesprą? A co się stanie za dekadę, gdy – załóżmy – nacjonalizm niemiecki eksploduje z powodu dotkliwych społecznych i ekonomicznych skutków wielkiej imigracji? Myślenie o wzajemnej przyszłości to zadanie dla obu stron. Na Niemczech spoczywa jednak większa odpowiedzialność – z powodu historii i dzisiejszej siły.

 

*Policja kraju związkowego Dolna Saksonia w Niemczech na podstawie wyników badania toksylogicznego podejrzewa, że były pielęgniarz Niels Högel otruł 106 pacjentów, czyli 16 osób więcej, niż zakładano wcześniej - poinformowano we wspólnym komunikacie prasowym komisariatu policji i prokuratury Oldenburga.Wcześniej Niels Högel został skazany za zabójstwo dwóch pacjentów, w lutym 2015 roku otrzymał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Sam skazany twierdził, że zabił około 90 osób w oddziałach reanimacyjnych szpitali w Oldenburgu i Delmenhorst, podając im śmiertelną dawkę lekarstwa. „Na początku tego tygodnia  organy śledcze  otrzymały wyniki wszystkich testów toksykologicznych, na podstawie których wykryto jeszcze 16 podejrzanych przypadków" — głosi komunikat. W 2005 roku jeden z kolegów z pracy Högela zwrócił uwagę na jego zbrodniczą działalność. Wtedy pacjent przeżył śmiertelny zastrzyk, który zrobił mu pielęgniarz, a Högel został skazany na 7,5 roku pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa. Po tym incydencie władze ekshumowały kilka ciał, w których wykryto ślady leku. Mężczyzna przyznał, że robił pacjentom śmiertelne zastrzyki, żeby podejmować później próby ich reanimacji i wykazać się przed kolegami z pracy.

 

*Moskwa wzywa Pentagon do przedstawienia dowodów na to, że zbieranie biomateriału Rosjan nie narusza prawa międzynarodowego - oświadczyła rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa.„Uważamy, że Departament Obrony USA powinien przedstawić przekonywujące dowody na to, że prowadzone przez amerykańskie siły zbrojne badania w ramach tego kontraktu nie naruszają norm prawa międzynarodowego. Taka transparentność jest konieczna z racji mocno nadwerężonej reputacji Pentagonu w sferze biologicznej" — powiedziała Zacharowa na briefingu. Wcześniej na posiedzeniu Rady ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że w Rosji nie wiadomo po co zbierany jest materiał biologiczny przedstawicieli rozmaitych grup etnicznych. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow uściślił, że informacją o zbieraniu materiału biologicznego przez niejakich wysłanników i organizacje pozarządowe dysponują rosyjskie służby specjalne. Później przedstawiciel Air Education and Training Command (AETC) Bo Downey oświadczył, że Pentagon zbiera biomateriał do badań nad układem mięśniowo-szkieletowym i że wybór Rosjan nie został dokonany umyślnie. Wiceszef MSZ Rosji Siergiej Riabkow określił wyjaśnienia Pentagonu jako wymyślone i wątpliwe. Rosyjski dyplomata podkreślił, że każde pobranie biomateriału wymaga zgody państwa, na którego terytorium prowadzona jest taka działalność.

 

*Rosyjska prezenterka telewizyjna Ksenia Sobczak powiedziała, że​​popiera antyrosyjskie sankcje Stanów Zjednoczonych.W październiku oświadczyła, że​​zamierza uczestniczyć w wyborach prezydenckich w 2018 roku i przedstawia się jako kandydatkaprzeciwko wszystkim.  „Myślę, że Rosja jest odpowiedzialna za te okropne stosunki międzynarodowe, które powstały. Naruszyliśmy normy prawa międzynarodowego, zgodnie z prawem międzynarodowym Krym jest częścią Ukrainy” — powiedziała Sobczak w wywiadzie dla stacji telewizyjnej CNN. Jednak, zdaniem prezenterki telewizyjnej, USA powinny rozdzielić  władze Rosji od zwykłych obywateli. „Na przykład teraz studenci w Rosji nie mogą otrzymać amerykańskiej wizy, to nie jest sprawiedliwe wobec nich, więc dlaczego karać Rosjan za politykę człowieka, którego nie popierają?” — mówi. Sobczak już wcześniej nazywała Krym ukraińskim terytorium, a także zaproponowała przeprowadzenie nowego referendum na półwyspie.

 

*Szef krymskiego Oddziału Federalnej Antymonopolowej Służby (OFAS) Timofiej Kurajew został znaleziony martwy, poinformowała regionalna administracja Komitetu Śledczego RIA Novosti.Ciało Kurajewa znaleziono w jego domu. Szczegóły zdarzenia będą znane w najbliższym czasie. Kurajew urodził się w 1973 roku w stolicy Rosji. Ukończył Moskiewski Państwowy Uniwersytet Kolei i Ogólnorosyjską Akademię Handlu Zagranicznego. Pracował w organach wewnętrznych. Został szefem OFAS w 2014 roku.

 

*Deputowany do Rady Najwyższej  Iwan Winnik wniósł poprawkę do ustawy o reintegracji Donbasu, która przewiduje zerwanie oficjalnych stosunków dyplomatycznych między Ukrainą i Rosją - pisze „Kommersant".Gazeta dowiedziała się, że większość ukraińskich deputowanych poprze ustawę „O reintegracji Donbasu", która zostanie rozpatrzona 16 listopada. Ustawa wejdzie w życie po dekrecie prezydenta Petra Poroszenki, po czym rosyjskie placówki dyplomatyczne na Ukrainie i ukraińskie w Rosji zostaną zamknięte. „W ustawie o reintegracji Donbasu, którą w drugim czytaniu rozpatrzy Rada, Rosja zostanie uznana za państwo-agresora. Mam nadzieję, że zbierzemy wystarczającą ilość głosów. Utrzymywanie po tym stosunków dyplomatycznych będzie już tylko przestępstwem ze strony ukraińskiego MSZ. Te stosunki i tak są już de facto zerwane. Ambasadorów nie ma, w ambasadach pracują dyplomaci niższego szczebla" — powiedział Winnik, deputowany z ramienia rządzącego „Bloku Petra Poroszenki". Jego zdaniem Kijów powinien utrwalić zerwanie stosunków z Moskwą „na poziomie ustawodawczym". Gazeta informuje także, że w przypadku przyjęcia ustawy interesy Ukrainy w Rosji będzie reprezentować najprawdopodobniej Białoruś bądź Szwajcaria. Rozmówcy gazety zauważyli przy tym, że zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją nie było w planach Poroszenki.

 

*Moskwa uważa pomysł zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją za niestosowny - oświadczyła na briefingu rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. „Osobne miejsce w tej defiladzie szalonych pomysłów zajmuje wyciągnięta z arsenału inicjatywa zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją. Ten temat nie jest nowy" — powiedziała Zacharowa. Zdaniem oficjalnej przedstawicielki MSZ inicjatywa ta ma na celu odciągnięcie uwagi od problemów, z jakimi boryka się Ukraina. Moskwa ma nadzieję, że w tej kwestii zdrowy rozsądek zwycięży — dodała Zacharowa.

 

*Ukraińskie służby specjalne planują zabójstwa szefów resortów państwowych ŁRL. Pracownicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego DRL otrzymali podobną informację w trakcie przesłuchań zatrzymanych agentów SBU i Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy.„Według informacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego DRL, ukraińskie służby specjalne planują zabójstwa szefów struktur państwowych Ługańskiej Republiki Ludowej w celach destabilizacji sytuacji wewnątrzpolitycznej na Donbasie" — głosi komunikat biura prasowego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego DRL. Przedstawiciele resortu uściślili, że ukraińskie służby specjalne planują zlikwidować ministra spraw wewnętrznych, ministra bezpieczeństwa państwowego oraz prokuratora generalnego ŁRL. Podejrzani o planowanie zabójstw są obecnie poszukiwani.

 

* Poselski projekt ustawy ws. penalizacji banderyzmu w Polsce został po raz kolejny zdjęty z porządku obrad Sejmu. 8 listopada mieli zająć się nim posłowie.Na obecnym posiedzeniu Sejmu miał być procedowany projekt ustawy Kukiz’15 dotyczący penalizacji banderyzmu w Polsce. Od ponad roku znajdował się on w sejmowej „zamrażarce”. Punkt dotyczący prac nad poselskim projektem ustawy o zmianie ustawy o IPN został wpisany do harmonogramu prac Sejmu, który został przesłany posłom. Posłowie mieli zająć się projektem w środę wieczorem. Jeszcze przed godziną 10:00 jak punkt 5. porządku obrad obejmował procedowanie ustawy antybanderowskiej: By już po chwili zniknąć z porządku obrad: W rozmowie z DoRzeczy.pl, poseł Kukiz15 Tomasz Rzymkowski wyjaśnił, że od marszałka Stanisława Tyszki, który uczestniczył w konwencie seniorów, otrzymał następującą informację: powodem wycofania z porządku obrad projektu ustawy ma być „niepsucie relacji z Ukrainą przed wizytą prezydenta Andrzeja Dudy w tym kraju”. Przypomnijmy, że Jarosław Kaczyński przyznał w marcu tego roku, że USA naciskają na polskie władze, aby nie podejmować uchwały nazywającej Rzeź Wołyńską ludobójstwem. Tymczasem, jak informuje ukraiński portal unian.ua, podczas swej wizyty na Ukrainie szef polskiego Witold Waszczykowski zapowiedział zwiększenie ilości wydanych wiz z pozwoleniem na pracę dla obywateli Ukrainy z 650 tysięcy w roku 2017 do 900 tysięcy (!) w roku 2018. Jak wiadomo od niedawna, Ukraińcom będą wypłacane emerytury z ZUS rówwniez za okres przepracowany na Ukrainie.

 

* Flirt z banderowcami i Kijowem kładzie się coraz większym cieniem na reputacji rządów PiS.  Czekam, kiedy warta honorowa SS Galizien będzie przyjmowała polskiego ministra spraw zagranicznych, polskiego prezesa rady ministrów i polskiego prezydenta. To jest skandal! Jak długo będziemy to tolerować? – pytał dziś w Sejmie poseł Kukiz'15 Tomasz Rzymkowski. Sejm miał się dziś zajmować projektem ustawy Kukiz'15 dotyczącym penalizacji banderyzmu. Tuż przed rozpoczęciem posiedzenia, na konwencie seniorów, zapadła decyzja o zdjęciu tego punktu z dzisiejszych obrad. Głos w tej sprawie zabrał poseł Tomasz Rzymkowski.  Jak długo będziemy ulegać tej narracji banderowskiej? Jak długo będziemy bierni? – pytał polityk. – W 1990 roku parlament polski potępił Akcję Wisła, a do tej pory Sejm nie jest w stanie potępić i wprowadzić do swojego porządku prawnego regulacji, która będzie potępiała banderyzm – zbrodniczą ideologię, która kładzie się cieniem między naszymi narodami – mówił Rzymkowski. Poseł Kukiz'15 tłumaczył, że jeśli my jednoznacznie nie powiemy, że banderyzm jest zły, to nie możemy oczekiwać tego od naszych sąsiadów.  Czekam, kiedy warta honorowa SS Galizien będzie przyjmowała polskiego ministra spraw zagranicznych, polskiego prezesa rady ministrów i polskiego prezydenta. To jest skandal! Jak długo będziemy to tolerować? Jak długo przyjeżdżają przedstawiciele państwa ukraińskiego, plują nam w twarz, porównują marszałka Piłsudskiego (…) z bandytą Banderą, naszych bohaterów z AK i NSZ z porównują z bandytami z OUN-UPA. Jak długo będziemy znosić te upokorzenia?! – zakończył Rzymkowski.

 

*Wicekonsul Konsulatu Generalnego RP w Łucku Marek Zapór nazwał Lwów polskim miastem. Szef wydziału Rówieńskiego Muzeum Krajoznawczego Igor Marczuk napisał o tym na swoim Facebooku.Według niego Zapór wydał takie oświadczenie podczas okrągłego stołu w Rówieńskim Muzeum Krajoznawczym. Ukraińscy historycy oświadczyli, że Polska w latach 1919-1920 zdobyła część terytorium Ukraińskiej Republiki Ludowej, a tak zwany „eksperyment wołyński” (polonizacja na Wołyniu) był skierowany na umocnienie polskiej władzy na Ukrainie. W odpowiedzi na takie oświadczenie Zapór wstał i powiedział, że ukraińskie państwo w tym czasie nie istniało, Lwów to polskie miasto, a współczesną analogią do słów ukraińskich historyków może być stwierdzenie, że Ukraina w podobny sposób okupowała Krym i Donbas. Później Zapór skomentował swoje oświadczenie gazecie „Wołyń24”, wskazując, że nie zgadza się z oświadczeniem ukraińskich historyków. „Powiedziałem, że nie można mówić o okupacji, ponieważ okupacja to zajęcie przez jedno państwo części drugiego. Powiedziałem, że w 1918 roku Lwów był polskim miastem. Wiadomo przecież, że w tym czasie większość ludności Lwowa stanowili Polacy”.

 

*Szefowi Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej nie podoba się, że Polacy upamiętnili żołnierzy walczących z UPA.Szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowicz wyraził swoje oburzenie faktem, że na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie zamontowano tablicę pamiątkową na cześć żołnierzy, poległych w walce z członkami  UPA. „Na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie (miejscu, które odwiedzają zawsze delegacje międzynarodowe) pojawiła się tablica, upamiętniająca polskich żołnierzy, poległych w walce z UPA" — napisał Wiatrowicz na swoim Facebooku.  Według Wiatrowycza „wśród poległych na terytorium Polski w walce z ukraińskimi powstańcami było właśnie najwięcej przedstawicieli komunistycznych służb bezpieczeństwa, dlatego w Polsce oddaje się obecnie cześć na szczeblu państwowym czekistom, zwłaszcza tym, którzy są splamieni krwią polskich patriotów".

 

*MSZ odebrało szefowi ukraińskiego IPN prawa wjazdu do Polski.Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski postanowił wydać zakaz wjazdu do Polski dyrektorowi Instytutu Pamięci Narodowej Ukrainy, jadowitemu polakożercy Wołodymyrowi Wiatrowyczowi — poinformował  Dziennik Gazeta Prawna, powołując się na struktury resortu. Waszczykowski mówił wcześniej, że władze pozbawią prawa wjazdu do Polski osobom zajmującym antypolskie stanowisko, a także tym, którzy „wykorzystują instrumenty administracyjne" wobec Polski. Warszawa nie wyjaśnia przy tym, kto już figuruje albo kto może trafić na „czarną listę". Strona polska nie zamierza przy tym ujawniać stronie ukraińskiej nazwisk, lecz chce, by każdy mógł przekonać się sam, na granicy, czy wjedzie do Polski, czy nie — pisze gazeta, powołując się na źródło w resorcie.   Są jednak informacje, że poza Wiatrowyczem prawo wjazdu do Polski może utracić sekretarz Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych Światosław Szeremeta, który wcześniej wydał zakaz prowadzenia prac ekshumacyjnych w Kostiuchnówce, gdzie polscy specjaliści poszukiwali legionistów polskich z lat 1915-1916.  

 

*Prezydent USA Donald Trump na spotkaniu w Pekinie powiedział przewodniczącemu Chin Xi Jinpingowi, że problem KRLD jest do rozwiązania.Chiński przywódca z kolei podkreślił, że stosunki Pekinu i Waszyngtonu „dotyczą pokoju, stabilności i rozwoju na całym świecie. Dla Chin i USA jedynym słusznym wyborem pozostaje kooperacja” — dodał. Xi Jinping poinformował także, że omówił z Trumpem wzmocnienie koordynacji w kwestiach dotyczących Afganistanu i Półwyspu Koreańskiego oraz porozumiał się w sprawie „stymulowania rozwoju stosunków chińsko-amerykańskich”. We wtorek, zabierając głos na konferencji prasowej w Seulu, Amerykański prezydent  wezwał Rosję i Chiny do ograniczenia kontaktów dyplomatycznych i gospodarczych z Koreą Północną. Oskarżył także przywódcę KRLD Kim Dzong Una o konfliktowość i podkreślił, że Waszyngton nie pozwoli Pjongjangowi na posiadanie broni jądrowej. Wcześniej tego samego dnia, zabierając głos w południowokoreańskim parlamencie, oznajmił, że „teraz jest czas siły” i „świat nie może tolerować zagrożenia ze strony nieuczciwego reżimu, który grozi zniszczeniem nuklearnym”. Wcześniej Moskwa i Pekin zaproponowały Korei Północnej ogłoszenie moratorium na testy jądrowe i rakietowe, a Korei Południowej i USA — powstrzymanie się od ćwiczeń w regionie w celu ustabilizowania sytuacji na półwyspie, lecz Waszyngton zlekceważył tę inicjatywę. 

 

* Prezydent Xi Jinping odbył wideokonferencję  z chińskimi żołnierzami w chińskiej bazie wojskowej w Dżibuti w dniu 4 listopada 2017 r. Według danych agencji Defense News baza ta została zamieniona w prawdziwą twierdzę, zdolną pomieścić całą brygadę (do 10 000 ludzi). Utworzenie tej bazy, w pobliżu obiektów amerykańskich, izraelskich i francuskich, położyło kres piractwu u wybrzeży Somalii. Jest to pierwsza baza wojskowa poza chińską strefą wpływów.

 

*Terytorium dookoła północnokoreańskiego poligonu jądrowego w powiecie Kilju prowincji Hamgyŏng Północny po sześciu testach podziemnych zamienia się w pustynię.Pisze o tym Chosun Ilbo, powołując się na uciekinierów z KRLD. Jeden z nich poinformował, że według jego krewnego z Hamgyŏngu Północnego w prowincji zaczęły przychodzić na świat dzieci z wadami wrodzonymi. Inny uciekinier podkreślił:  Rozmawiałem przez telefon ze swoją rodziną, która tam  w KRLD  została, powiedzieli mi, że wszystkie studnie wyschły. Poza tym mieszkańcy KRLD poinformowali, że 80% drzew posadzonych w górskiej miejscowości obumarło, a ryby i grzyby znikły z regionu jeszcze po pierwszym teście w 2006 roku. Poza tym jeden z uciekinierów powiedział, że podczas pierwszych dwóch testów jądrowych ewakuowano tylko członków rodzin wojskowych, podczas gdy mieszkańcy rejonu nawet nie zostali o niczym poinformowani.

 

*Najszybsza na świecie torpeda „Szkwał” (250-300 km/h) pozostanie niesterowalna, ale jej maksymalna prędkość wzrośnie, choć nieznacznie, powiedział w wywiadzie dla RIA Novosti główny projektant broni torpedowej w Federacji Rosyjskiej akademik Szamil Alijew.Szef korporacji „Taktyczny broń rakietowa” Boris Obnosow niedawno powiedział, że modernizacja torpedy „Szkwał” jeszcze radzieckiej produkcji zostanie włączona do państwowego programu uzbrojenia na lata 2018-2025. „Szybkość, która i tak jest przyzwoita, o rząd wielkości większa od istniejących wówczas i dzisiaj torped, jest całkiem przyzwoita, ona zmieni się, ale niewiele” — powiedział Alijew. Odpowiadając na pytanie, czy można zrobić tak, aby torpeda była kierowana, akademik powiedział: „Raczej nie. Ona podąża nie tyle w wodzie, co w powietrznej bańce, a w bańce bardzo trudno jest kierować torpedą. Obnosow mówił o tym, że „Szkwał” marzy o tym, aby zejść na głębinę. Problem tkwi w głębokości, a nie w prędkości”.

 

*Wszystkie nowe okręty nawodne i podwodne Floty Wojskowo-Morskiej Rosji do 2017 roku w pełni zostaną przezbrojone na nowe torpedy typu „Fizyk”, których zasięg jest 2,5 razy większy od będących dzisiaj na uzbrojeniu floty USET-80, powiedziało RIA Novosti w środę wysokie rangą źródło wojskowe.Obecnie na uzbrojeniu Floty Wojskowo-Morskiej Rosji znajdują się torpedy USET-80 o zasięgu 18 kilometrów.  „Marynarka Wojenna Rosji rozpoczęła przezbrajanie na nowe torpedy kalibru 533 milimetrów „Fizyk-1” ze zwiększonym zasięgiem do 50 kilometrów”, — powiedział rozmówca agencji. Według niego przy tych samych gabarytach torpeda ma większy zasięg, mocniejszą głowicę i ulepszony system naprowadzający. Według ogólnie dostępnych źródeł długość nowej torpedy wynosi 7,2 metra, waga — 2200 kilogramów przy wadze głowicy 300 kilogramów. Silnik wykorzystuje specjalnie opracowane paliwo zamiast tlenu i wody.

 

*Szef Dowództwa Wojsk Kosmicznych Sił Powietrznych USA (Air Force Space Command), generał John Raymond poinformował, że Waszyngton zamierza prowadzić „wojnę kosmiczną". Mówił o tym w wywiadzie dla czasopisma Popular Mechanics.Zdaniem generała Rosja prowadzi badania nad bronią antysatelitarną co najmniej od lat 80. Oprócz tego zaniepokojenie amerykańskich Sił Powietrznych wywołują Chiny, które w 2007 roku przeprowadziły testy rakiety balistycznej i zestrzeliły z orbity satelitę. W związku z tym Stany Zjednoczone prowadzą prace nad środkami obrony przed hipotetycznym atakiem w kosmosie.Istnieje wiele sposobów i nie będę wdawać się w szczegóły odnośnie tego, co możemy zrobić, a czego nie, jednak pracujemy na wszystkich kierunkach, począwszy od zmiany trajektorii lotu , a skończywszy na zastosowaniu broni kinetycznej — powiedział Raymond.Generał dodał również, że do 2030 roku amerykańskie Siły Powietrzne będą dysponować flotą kosmiczną pozwalającą wykrywać i powstrzymywać potencjalne zagrożenia, a także w razie konieczności zakłócać pracę aparatów przeciwnika.

 

*W Chinach z okazji Dnia Singla można będzie zrobić dożywotnie zapasy alkoholu.Sklep internetowy w chińskim mieście Chongqing z okazji Dnia Singla zamierza wystawić na sprzedaż certyfikat na dożywotni zapas tradycyjnego, mocnego napoju alkoholowego — baijiu, przypominającego wódkę, w cenie 11 111 juanów (około 1,6 tys. dolarów) — pisze gazeta South China Morning Post. Obchody święta rozpoczną się w nocy z piątku na sobotę 11 listopada o godz. 00.00 czasu lokalnego (w piątek o godz. 17.00 czasu polskiego). Po starcie sprzedaży tylko 33 szczęśliwców, którzy jako pierwsi złożą zamówienie, stanie się posiadaczami niezwykłego dokumentu. Sprzedawca internetowy Jiang Xiaobai w ramach akcji zobowiązuje się dostarczać 12 butelek baijiu miesięcznie, aż do samej śmierci klienta, a jeśli umrze on w ciągu 5 lat od kupna certyfikatu, to zgodnie z kontraktem alkohol będzie trafiać do wybranego członka jego rodziny.  Jedna butelka baijiu kosztuje ok. 196 juanów, tak więc dopiero po upływie pięciu lat regularnych dostaw pieniądze, wydane na certyfikat się zwrócą. Jak informuje gazeta, firma organizowała już podobne akcje w ubiegłym roku. Dzień Singla obchodzony jest w Chinach  11.11. Jest to związane z tym, że data składa się z samych jedynek. To właśnie wtedy, w tym jedynym dniu w całym roku, w kalendarzu spotykają się ze sobą wyłącznie same jedynki, które symbolizują singli — czyli osoby, które nie mają drugiej połówki. Dzień Singla zaczęto obchodzić w Chinach pod koniec lat 90. w jednym z uniwersytetów miasta Nankin, którego studenci byli w większości płci męskiej i nie mieli towarzyszek życia. „Single" robiły tego dnia zakupy, aby jakoś się pocieszyć. Z biegiem lat tradycja ta stawała się coraz bardziej popularna i obecnie Dzień Singla to czas największych wyprzedaży i promocji, nazywany „chińskim Czarnym Piątkiem".

 

*Obserwacje zdrowia Duńczyków wykazały, że regularnie spożywanie umiarkowanej ilości wina lub piwa (ale nie mocnych napojów alkoholowych) znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy i związanych z nią zaburzeń metabolicznych, głosi artykuł opublikowany w piśmie „Diabetes”. „W przeszłości nasi koledzy odnotowywali, że umiarkowane spożycie alkoholu znacznie obniża prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy u kobiet i mężczyzn. A z drugiej strony, że alkoholizm maksymalnie podwyższa prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy. Różnice w tych wnioskach zmusiły nas do sprawdzenia, jak częstotliwość spożycia alkoholu wpływa na ten związek” – pisze Janne Tolstrup z zespołem z Uniwersytetu Południowej Danii w Kopenhadze. Według statystyki WHO na świecie liczy się 347 milionów chorych na cukrzycę. Przy czym dziewięć na dziesięć przypadków to cukrzyca drugiego typu, pojawiająca się w rezultacie wzrostu odporności na insulinę, a 80 % chorych żyje w państwach z niskim lub średnim poziomem dochodów. Do 2030 roku cukrzyca może stać się siódmą przyczyną śmierci na całym świecie. W ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli wiele czynników wpływających na rozwój cukrzycy, w tym i związanych z ekologią, mikroflorą, a nawet tym, jak działają geny i ich białkowe „opakowanie”. Jak opowiada Janne Tolstrup, podczas badania tych prawidłowości, naukowcy zaczęli zauważać, że na prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy wpływa to, czy dana osoba spożywa alkohol. Pierwsze próby doprowadziły do sprzecznych rezultatów, sugerowano nawet, że taki związek istnieje tylko w odniesieniu do niektórych typów napojów alkoholowych, albo wręcz nie istnieje wcale. Janne Tolstrup i jej zespół założyli, że jednocześnie pozytywny i negatywny wpływ alkoholu na prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy może być związany nie z ilością, lub rodzajem alkoholu, ale tym, jak się go pije. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie lekarze przeanalizowali dane zgromadzone przez służby medyczne Danii w ramach projektu DANHES, w którym uczestniczyło około 70 tysięcy mieszkańców państwa. W ciągu pięciu lat obserwacji, prawie dwa tysiące z nich nabawiło się cukrzycy, co pozwoliło autorom artykułu zrozumieć, jak naprawdę alkohol wpływa na rozwój cukrzycy. Analiza tych danych odkryła ciekawą zależność. Okazało się, że rozwój cukrzycy wiąże się nie tylko z ilością alkoholu, ale i częstotliwością jego spożycia przez uczestników DANHES. Między innymi, Duńczycy, którzy pili często rzadziej chorowali na cukrzycę. Dla mężczyzn prawdopodobieństwo zachorowania zniżało się o 27 %, dla kobiet – o 32 %. Najmocniejszy związek pojawiał się u ludzi, którzy pili cztery razy w tygodniu, a najsłabiej u ludzi pijących rzadko, ale dużo. Co ciekawe, naukowcy nie mogą udowodnić związku między upojeniem alkoholowym i rozwojem cukrzycy, za to udało im się udowodnić, że wino jest rzeczywiście najbardziej zdrowym spośród napojów alkoholowych. Tolstrup i jej zespół wiążą to z tym, że w winie zawarte są polifenole, dobrze wpływające na poziom cukru we krwi. Nieco gorzej działa piwo – obniża ono prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy u mężczyzn, ale nie u kobiet. Z drugiej strony, częstotliwość spożycia wódki i innych mocnych napojów alkoholowych w żaden sposób nie wpływa na rozwój cukrzycy, ale może wyjaśniać, dlaczego wcześniej naukowcy otrzymywali sprzeczne wyniki. Wszystko to, jak uważają autorzy artykułu, należy uwzględniać przy profilaktyce cukrzycy i walce z nią. 

 

* W angielskim hrabstwie Dorset, położonym nad Kanałem La Manche, odnaleziono skamieniałe szczątki najstarszego przodka większości żyjących ssaków. Przedstawiciele tego gatunku zamieszkiwali kulę ziemską około 145 milionów lat temu – podaje BBC. Szczątki zostały odnalezione przez studenta archeologii Granta Smitha, który przeprowadzał w południowej Anglii prace terenowe, zbierając materiały do pisanej pracy dyplomowej. Pomiędzy skałami natknął się on na zęby, należące do przedstawiciela nigdy wcześniej nie spotykanego gatunku ssaków, przypominających dzisiejszą ryjówkę.  Znalezisko zbadali naukowcy z uniwersytetu w Portsmouth i ustalili, że zwierzę żyło około 145 milionów lat temu. – Odkryliśmy na Wybrzeżu Jurajskim szczątki istoty będącej niewątpliwie najstarszym przodkiem ssaków – oznajmił doktor Steve Sweetman, pracujący na uczelni. Odkryty gatunek podzielono na dwa rodzaje: Durlstotherium newmani i Dulstodon ensomi. Różniły się one między sobą wielkością: pierwszy okaz był większy od drugiego. Ustalono, że zwierzęta nie były dużego wzrostu, miały futro i żyły w wykopanych przez siebie norach, z których wychodziły pod osłoną nocy. Mniejsze osobniki żywiły się najprawdopodobniej insektami, większe zaś spożywały rośliny. Zęby ssaków były przystosowane do rozgryzania i miażdżenia pokarmu.  Wybrzeże Jurajskie zawsze odkrywa przed nami nowe tajemnice i myślę, że dokonamy więcej podobnych odkryć – powiedział profesor Dave Martill z uczelni w Portsmouth, który nadzoruje wykopaliska w terenie. Swoje odkrycia naukowcy opisali w polskim czasopiśmie naukowym "Acta Palaeontologica Polonica", wydawanym od 1956 roku przez Polską Akademię Nauk.

 

* W listopadowym sondażu IBRiS traci niemal 3 pkt proc. względem badania z października. Wszystko wskazuje, że partii Jarosława Kaczyńskiego zaszkodziła niepewność podsycana przez rozliczne spekulacje dotyczące zaplanowanej na pierwszą połowę listopada rekonstrukcji rządu. Partia rządząca, przynajmniej na razie, może jednak spać spokojnie. Gdyby wybory odbyły się obecnie, zdobyłaby 37 proc. poparcia, czyli niemal tyle samo, co w 2015 roku – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Co prawda jest to spadek o 2,8 pkt proc. wobec badania tej samej pracowni z października, ale PiS może pocieszać to, że gorsze wyniki zanotowała też opozycja. Platforma Obywatelska straciła 1,1 pkt proc. i aktualnie popiera ją 20 proc. badanych. Większe straty są po stronie .Nowoczesnej, która może liczyć na 7 proc. (w październiku było to 9 proc.). Zyskuje natomiast Kukiz'15, który od października odrobił 2 pkt proc. i dziś poparłoby go 9 proc. badanych. W Sejmie znalazłyby się jeszcze dwie partie – SLD (6 proc.; wzrost o 0,9 pkt proc.) i PSL (6 proc.; wzrost o 1,7 pkt proc.). Mimo poprawy wyniku o 0,7 pkt proc. miesiąc do miesiąca na Wiejskiej zabrakłoby Partii Razem. Ugrupowanie uzyskałoby w wyborach 4 proc. głosów. To znacznie więcej od dwóch pozostałych formacji, które nie mogą liczyć na przekroczenie progu wyborczego – Kongresu Nowej Prawicy (1,5 proc.; wzrost o 1,1 pkt proc.) i Partii Wolność (0,5 proc.; spadek o 1,3 pkt proc.). 9 proc. respondentów wciąż nie wie, na kogo oddałoby swój głos przy urnach. Gdyby wybory odbyły się w listopadzie, pozytywnie zaskoczyłaby frekwencja, która mogłaby wynieść aż 63,5 proc. (wzrost o 6 pkt proc. wobec październikowego badania). Liczba osób, które poszłyby na wybory jest o tyle istotna, że partia rządząca, której siłą jest tzw. żelazny elektorat najlepsze wyniki osiągała dotąd przy niskiej frekwencji. Wyborcy, którzy nie stawiają sie karnie na każde głosowanie zazwyczaj głosują na partie umiarkowane, co w przypadku Polski osłabia wynik PiS.

 

* Wyniki wewnętrznego audytu ws. reprywatyzacji są dla ratusza i prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz druzgocące; pokazują szereg nieprawidłowości i chaos, jaki był w czasie jej rządów w BGN - powiedział PAP we wtorek członek komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji Sebastian Kaleta. Chodzi o audyt wewnętrzny, z którego wnioski Gronkiewicz-Waltz i jej urzędnicy przedstawili w październiku na konferencji w stołecznym ratuszu. Prezydent stolicy przyznała wtedy, że audyt potwierdza, że były nieprawidłowości przy reprywatyzacji; miasto winą za nie obarczyło urzędników dawnego Biura Gospodarki Nieruchomościami. Audyt obejmuje lata 1990 - 2016; 175 adresów. W 60 proc. badanych spraw ratusz "zidentyfikował ryzyka, także nieprawidłowości, które mogły mieć wpływ na wydawane decyzje". Prezydent stolicy i jej urzędnicy w październiku odpierali zarzuty o brak należytego nadzoru i kontroli nad urzędnikami BGN-u. Gronkiewicz-Waltz powiedziała wtedy, że urzędnicy BGN nie zgłaszali do niej wątpliwości ws. reprywatyzacji. "Przychodzili z materiałami na zespół koordynujący, w których nie wyrażali jakiś szczególnych wątpliwości" - mówiła Gronkiewicz-Waltz. Z całością audytu zapoznał się Sebastian Kaleta, członek Komisji weryfikacyjnej. Ocenił, że jego wyniki są dla ratusza i prezydent Warszawy "druzgocące".  "W audycie znajduje się m.in opis kilkudziesięciu spotkań zespołu koordynującego z udziałem Hanny Gronkiewicz-Waltz o reprywatyzacji. Okazało się, że prezydent Warszawy była wielokrotnie informowana o wątpliwościach dot. reprywatyzacji, m.in. ws. gimnazjum przy ul. Twardej. Zatem nie może ona dziś tłumaczyć się, że nic o tych sprawach nie wiedziała" - podkreślił Kaleta.  "Ponadto dowiedzieliśmy się, że był wielki bałagan w Biurze Gospodarki Nieruchomościami. Nie było zestawienia spraw, dopóki o takie nie zwróciła się +Gazeta Wyborcza+, a kiedy je stworzono, nie było ono kompletne. Nikt nie potrafił wskazać oryginalnych danych źródłowych" - zaznaczył.  "Dodatkowo audytorzy wprost przyznali, że z powodu braku prowadzenia spisu spraw nie jest możliwe ustalenie spraw prowadzonych w toku, czy ich statusu. Krótko mówiąc, sami urzędnicy w ratuszu nie wiedzą dziś ile prowadzą postępowań dotyczących reprywatyzacji" - wyliczał Kaleta. Jak dodał, wyniki audytu jasno wskazują, że Hanna Gronkiewicz-Waltz przez całe swoje rządy w stolicy nie panowała nad tym, co się dzieje w zarządzanym przez nią ratuszu. Kaleta zaznaczył, że niekorzystnych dla ratusza wniosków z audytu, jest o wiele więcej; nie wykluczył, że komisja w niedługim czasie odniesie się do sprawy publicznie. Według informacji ratusza z października, w wyniku audytu stwierdzono m.in. niedostateczne działania kierownictwa Biura Gospodarki Nieruchomości (b. zastępca BGN Jakub R. jest podejrzany ws. reprywatyzacji, przebywa w areszcie - PAP) w zakresie m.in. rzetelnej weryfikacji zgromadzonego materiału dowodowego w prowadzonych sprawach. Wymieniono przy tym m.in.: niedostateczne działania BGN w zakresie pozyskiwania aktualnych zaświadczeń z ksiąg wieczystych przed wydawaniem ostatecznych decyzji, nie stosowanie wewnętrznych procedur przyjętych w procesie reprywatyzacyjnym, nie wzywanie do uzupełniania materiałów, nie zawieszanie postępowań np. w sytuacji śmierci stron. Jak dodał, BGN nie informowało też prezydenta ani zastępców prezydenta m.st. Warszawy o wszystkich istotnych wątpliwościach występujących w sprawach, które mogły mieć wpływ na ich rozstrzygnięcia.

 

 

KOMENTARZE

  • @Bogusław Jeznach
    Całość muszę przeanalizować . Na szybko , polecam http://nationalinterest.org/blog/the-buzz/russia-has-super-torpedo-kills-submarines-200-miles-per-hour-18917 Ave.
  • @
    Ładne zdjęcie to wklejam.
    Wietnamcy coś świętują.
    https://pbs.twimg.com/media/DONWMvSX4AEAGSC.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930