Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3991 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 4 listopada 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1078) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

 

* Oddziały syryjskiego rządu wyparły ostatnich dżihadystów Daesz z miasta Deir ez-Zor, gdzie do niedawna nadal okupowali kilka śródmiejskich dzielnic. Stało się to dziś  przed południem czasu lokalnego.Ofensywa sił rządowych rozpoczęła się 8 dni temu, 26 października w godzinach porannych. Doborowe oddziały „Tygrysów” zajęły wówczas obszar wyspy Saqr, zaledwie kilka godzin po rozpoczęciu operacji. Przytłoczeni siłą ognia dżihadyści musieli się wycofać; wielu zginęło w pierwszych godzinach walk. W następnych dniach (piątek-niedziela) siły rządowe odzyskały dzielnice Al-Arfi oraz Al-Ummal, razem ze stadionem miejskim – zamienionym przez Daesz  w ufortyfikowaną bazę i skład amunicji, uważany za jeden z trudniejszych punktów do zdobycia. Nie było łatwo; dżihadyści rzucili do kontrataku także samobójców prowadzących samochody-bomby (VBIED) – niszcząc dwa czołgi i jeden transporter opancerzony. Jednak ostatecznie musieli ulec; siły rządowe zyskały ważny przyczółek, w postaci ufortyfikowanego stadionu. Dzięki temu sukcesowi następnego dnia (w poniedziałek, 30 października) oddziały prezydenta Assada, na czele z doborowymi „Tygrysami”, mogły rozpocząć wyzwalanie dzielnicy  Hamidija. W międzyczasie drugie zgrupowanie „Tygrysów” dokonało natarcia na teren dzielnicy Dżubejla, zajmując większość jej obszaru. Dżihadyści zorientowali się, że wkrótce zostaną przyparci do rzeki. Następnego dnia (31.X), po 48 godzinach intensywnych starć siły rządowe wyparły dżihadystów z dzielnic  Kanamat i Rasafa, zabezpieczając również okolice mieszkalne w rejonie dawnego lotniska. Dziesiątki dżihadystów zginęły, głównie wskutek intensywnego ognia artyleryjskiego i bombardowań. Wysiłki wojsk syryjskich wsparły także rosyjskie rakiety, wystrzelone z okrętów podwodnych u wybrzeży Syrii. Pod kontrolą Daesz pozostała już niespełna 1/4 miasta. Natomiast do wcześniej wyzwolonych dzielnic wkroczyły ekipy saperów – rozpoczynając unieszkodliwianie tysięcy min i bomb-pułapek, pozostawionych przez terrorystów.  Dnia 1. listopada oddziały rządowe nadal prowadziły walki w dzielnicy Hamidija, przejmując kontrole nad większością jej zachodniej części. Kontynuowano także natarcie w dzielnicy Dżubejla. „Tygrysy” wspierane przez 4. Dywizję Zmechanizowaną odniosły znaczne sukcesy, atakując południowe obrzeża enklawy Daeszu. Tego samego dnia syryjskie ministerstwo obrony opublikowało nagranie z walk o Deir ez-Zor. Pozostali przy życiu dżihadyści zostali ściśnięci na stosunkowo niewielkiej przestrzeni  i wtedy, około godz. 14, do akcji wkroczyły rosyjskie bombowce strategiczne, dziesiątkując ich potężnymi bombami. Kolejne natarcie sił syryjskich, rozpoczęte późnym popołudniem, w ciągu kilku godzin zdołało wyprzeć dżihadystów z Dżubejli i Kanamat. Wkrótce po tym has zajęto tereny parku miejskiego i szpital An-Nour, zdobywając kolejne przyczółki pozwalające na wyzwolenie reszty dzielnicy  Hamidija. Oprócz jej fragmentów, pod kontrolą Daeszu pozostała już tylko dzielnica  Szejch Jassin. Resztę tej pierwszej dzielnicy zajęto następnego dnia (2.11), późnym popołudniem. Daesz pozostał tylko kawałek terytorium przylegający do zach. brzegu Eufratu, z dzielnicą Szejch Jassin oraz mniej więcej połową wyspy Hałłija. Kilka godzin później, wczesnym wieczorem zaczął się atak, który doprowadził do przełamania ostatniej linii obrony Daesz. Intensywne walki trwały przez całą noc; rosyjskie lotnictwo wczoraj i dziś dokonało około 60 zrzutów bomb – maszyny dokonywały bombardowań po kilka razy każda. Oddziały syryjskie wspierał także Hezbollah. Dziś około południa czasu lokalnego syryjskie dowództwo poinformowało o przejęciu pełnej kontroli nad całym miastem Deir ez-Zor. Jako stolica prowincji o tej samej nazwie (bogatej w ropę i gaz), ten ośrodek miejski ma ogromne znaczenie. Jego wyzwolenie podkreśla przywrócenie kontroli nad wschodnią częścią Syrii przez prezydenta Baszara al-Assada. Jednocześnie siły rządowe, wspierane przez siły sojusznicze, w ostatnich dniach przybliżyły się graniczącego z Irakiem miasta Abu Kamal – znajdując się obecnie w odległości mniejszej niż 45 km odeń. Jak szacują dowódcy rosyjscy, zajęcie tej ostatniej stolicy ISIS w Syrii, oraz upadek dżihadystów we wschodniej części kraju, to kwestia najbliższego miesiąca bądź dwóch. Z drugiej strony granicy nacierają także oddziały irackie na czele z tzw. Sił Mobilizacji Ludeowej (PMU). Dziś osiągnęły one wielki sukces, usuwając Daesz z przygranicznego miasta Al-Kaim– zgodnie z tym, co kilka dni temu powiedział ich legendarny dowódca, Abu Mehdi o pseudonimie „al-Mohandaz” (Inżynier), który jest  uznawany przez USA… za terrorystę. Według licznych doniesień, syryjskie jednostki spadochronowe, doborowe irańskie oddziały Gwardii Rewolucyjnej i libański Hezbollah przygotowują się obecnie do zmasowanego natarcia na Abu Kamal. Komentatorzy spodziewają się, że oddziały sojusznicze wystąpią w liczbie nie widzianej dotąd w pojedynczym boju. Od drugiej strony granicy będą ich wspierać irackie PMU. Wymienionym stronom bardzo zależy na tym, by to ważne graniczne miasto wróciło pod kontrolę syryjskiego rządu – zanim zajmą je współpracujące z USA siły kurdyjsko-arabskie (tzw. Syryjskie Siły Demokratyczne – w skrócie SDF).

 

* Wczorajsze walki przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu zakończyły się dwoma wielkimi zwycięstwami: zniszczeniem ostatnich punktów oporu dżihadystów w mieście Deir ez-Zor przez siły syryjskie i sojuszników oraz wyzwoleniem Al-Kaim przez oddziały irackie – regularnej armii i Sił Mobilizacji Ludowej. Wydawać by się mogło, że po tak olbrzymim wysiłku zbrojnym obie zwycięskie armie będą musiały odczekać chwilę, by zregenerować swoje zdolności bojowe. Jednak ostatnie doniesienia z różnych źródeł oraz analiza przebiegu dotychczasowych starć wskazują, iż przygotowują się one do kolejnej odsłony „syryjskiego blitzkriegu” – błyskawicznego przejścia do zmasowanego natarcia na ostatni ważny bastion dżihadystów. Chodzi o miasto Abu Kamal – największe z kontrolowanych nadal przez Państwo Islamskie, uznawane za jego obecną stolicę. Ostatnie z większych miast pod kontrolą  Daeszu, przed wojną liczyło nieco ponad 60 tys. mieszkańców. Tam też miał się schronić przywódca „kalifatu” – Abu Bakr al-Baghdadi. Wcześniejsze doniesienia o jego śmierci, płynące zarówno z USA jak i z Iranu, okazały się nieprawdziwe. Jednak wygląda na to, iż jego dni (oraz samego „kalifatu”) są policzone – przygotowania do wielkiej ofensywy idą pełną parą. Przez ostatnie trzy dni siły rosyjskie z powietrza i wody dokonywały druzgocących uderzeń na pozycje ISIS w Abu Kamal i okolicach. Startujące z rosyjskich lotnisk bombowce strategiczne TU-22M3 i taktyczne SU-24M2, oraz samoloty Su-34 operujące z syryjskiej bazy Hamejmim dokonywały nalotów, choć  jednocześnie inne samoloty rosyjskie wspierały szturm wojsk rządowych na pozycje bandytow z Daeszu. Wczoraj natomiast okręt podwodny „Kołpino”,  przebywający u wybrzeży Syrii, ostrzelał cele wojskowe w Abu Kamal sześcioma rakietami manewrującymi 3M54 „Kalibr”. Kilkanaście godzin temu granicę syryjsko-iracką przekroczyły pierwsze jednostki Sił Mobilizacji Ludowej (znane też jako PMU, Haszd Asz-Szaabi lub w skrócie po prostu Haszd) – które wcześniej uczestniczyły w zdobyciu pobliskiego miasta Al-Kaim, położonego blisko granicy irackiej prowincji Al-Anbar z syryjską muhafazą Deir ez-Zor. Jak przyznają sami bojownicy, chcą oni wspomóc syryjskie siły rządowe – aby wydarły spod kontroli Daesz miasto Abu Kamal, zanim zajmą je współpracujące z USA siły kurdyjsko-arabskie (tzw. Syryjskie Siły Demokratyczne – w skrócie SDF). Pierwsze oddziały PMU rozpoczęły potyczki już po syryjskiej stronie granicy – atakując terrorystów Daesz w wiosce Al-Hiri i dochodząc na obrzeża miasta Hułajdżat Bagouz. Od rogatek Abu Kamal dzieli je niespełna 7 km. W operacji mają też wziąć udział wchodzące w skład PMU szyickie Brygady Imama Alego oraz jeden z ich najbardziej znanych dowódców – niejaki Abu Azrael, zasłużony w walkach przeciw ISIS i cieszący się sławą bohatera. W natarciu od strony granicy irackiej siłom Haszd mają towarzyszyć Kata’ib Hezbollah – irackiej „siostrzanej organizacji” libańskiego Hezbollahu. Wspierać ich będą także irańscy doradcy wojskowi oraz duży kontyngent Gwardii Rewolucyjnej – według wielu źródeł, liczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Towarzyszyć im będzie zgrupowanie Liłła Fatimijoun, brygady wyszkolonej przez Iran z szyitów afgańskich. Komentatorzy zauważyli, że w rękach irackich sił znajduje się również najnowszy sprzęt używany przez Syrię – czołgi T-90A i pojazdy ZSU-23-4 Szyłka, wyposażone w system ochrony Sarab-1. Po stronie syryjskiej również widoczne jest ściąganie znacznych posiłków. Wczoraj w mieście Deir ez-Zor  pojawił się irański generał Kassem Soleimani – jeden z najbardziej szanowanych dowódców na Bliskim Wschodzie, w Syrii doradzający przy najważniejszych operacjach, jak wyzwolenie Palmyry czy Aleppo. Jego obecność sugeruje, iż w nadchodzącej operacji wyzwolenia Abu Kamal będzie jednym z najważniejszych strategów – co podkreśla jeszcze bardziej jej wagę. Na czele natarcia sił rządowych maja stanąć doborowe oddziały „Tygrysów” arab.Qałłat Al-Nimr, wspierane przez libański Hezbollah oraz irańską Gwardię Rewolucyjną – skoncentrowaną wraz z Liłła Fatimijoun zarówno po irackiej, jak i syryjskiej stronie granicy. Operacja ma zakładać uderzenie z wielu kierunków jednocześnie. Mówi się też, że udział w niej weźmie również syryjska piechota spadochronowa i komandosi. Nadto, część oddziałów Syryjskiej Armii Arabskiej ma uderzyć także z terytorium Iraku. W najbliższych dniach doborowe oddziały „Tygrysów” mają zabezpieczyć okolice pompowni ropy T-2, położonej niedaleko od Deir ez-Zor. Dalsze szczegóły planowanej ofensywy pozostają na razie nieznane. Zdobycie zamkniętego w kotle miasta Abu Kamal będzie oznaczać ostateczny i całkowity upadek „kalifatu” we wschodniej Syrii.

 

*Rosyjskie samoloty bombowe Tu-22M3 przeprowadziły kolejne skuteczne naloty na obiekty organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie - poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony.Bombowce wystartowały z terytorium Rosji, przeleciały nad Irakiem i Iranem, a następnie zrzuciły bomby w pobliżu miasta Abu Kamal w prowincji Deir ez-Zor, dokąd wycofały się główne niedobitki islamskich terrorystów. „Celami ataku były składy broni i amunicji terrorystów, a także punkty dowodzenia formacji zbrojnych Daesz. Dane z obiektywnej kontroli potwierdziły zniszczenie wszystkich wyznaczonych obiektów" — podkreślił resort. Nad terytorium Syrii samoloty lotnictwa dalekiego zasięgu eskortowały myśliwce Su-30SM z lotniska Hameimim. Po wykonaniu zadania wszystkie maszyny wróciły do bazy.

 

*Rosja zaproponowała wysłanie ekspertów do syryjskiego miasta Chan Szajchun i do bazy lotniczej Szajrat w celu zbadania incydentu z wykorzystaniem broni chemicznej 4 kwietnia.Odpowiedni projekt rezolucji został przedłożony Radzie Bezpieczeństwa ONZ, powiedziało RIA Novosti źródło dyplomatyczne w międzynarodowej organizacji. Dokument zaleca ekspertom wspólne mechanizmy ONZ i OPCW w celu zbadania przypadków użycia broni chemicznej w Syrii, wysłanie grupy specjalistów do miejsca incydentu w Chan Szajchun „w celu przeprowadzenia pełnego dochodzenia z wykorzystaniem wszelkich możliwych metod”. Projekt rezolucji przedłuża również mandat prac zespołu ekspertów wspólnego mechanizmu ONZ i OPCW do zbadania przypadków użycia broni chemicznej w Syrii do maja 2018 roku z możliwością dalszego przedłużenia. Działania przedstawicieli specjalnego mechanizmu śledczego OPCW-ONZ ds. przypadków użycia broni chemicznej w Syrii przypominają sabotaż, powiedział dyrektor departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. nierozprzestrzeniania się i kontroli zbrojeń Michaił Uljanow. Powiedział, że specjaliści mechanizmu przez długi czas odmawiali odwiedzenia bazy lotniczej Szajrat, skąd zdaniem Zachodu został przeprowadzony atak chemiczny. Eksperci, zdaniem dyplomaty, powoływali się na to, że „nie jest to częścią ich mandatu”. Jednak specjalny mechanizm śledczy w końcu odwiedził bazę w październiku, „ale specjaliści kategorycznie odmówili pobrania próbek w celu określenia śladów sarinu, powołując się na fakt, że nie mają odpowiedniej instrukcji” — wyjaśnił Uljanow. „Szczerze mówiąc, to wszystko bardzo przypomina sabotaż” — powiedział dyrektor departamentu na briefingu w Moskwie. Raport ONZ-OPCW odnośnie użycia broni chemicznej w Syrii okazał się powierzchowny i nieprofesjonalny, powiedział Michaił Uljanow. „Uważamy, że był on bardzo powierzchowny, zupełnie nieprofesjonalny i amatorski” — powiedział na wspólnym briefingu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Przemysłu i Handlu Federacji Rosyjskiej. Oczekiwania Moskwy, że raport ONZ i OPCW o broni chemicznej w Syrii będzie obiektywny, nie spełniły się, powiedział dyplomata. „Oczywiście oczekiwaliśmy, że mechanizm i działająca z nim w bliskiej relacji misja OPCW ds. ustalenia faktów zapewni absolutnie bezstronny i wysoce profesjonalny charakter dochodzenia, aby pewnie i, co najważniejsze, niezbicie ustalić sprawców. Od razu powiem, że oczekiwania te nie zostały spełnione” — powiedział Uljanow.

 

*Siły Arabii Saudyjskiej przechwyciły - w pobliżu lotniska w Rijadzie - rakietę balistyczną wystrzeloną z terytorium Jemenu przez rebeliantów Houthi - podały saudyjskie media. Świadkowie zeznają, że w pobliżu lotniska doszło do silnej eksplozji.Według państwowej telewizji al-Akbarija w wyniku nalotu nikt nie zginął. Służby bezpieczeństwa cytowane przez państwową telewizję Al-Arabija poinformowały, że przechwyciły pocisk na północny wschód od stolicy. Kanał telewizyjny powiązany z rebeliantami Houthi w Jemenie podał, że celem wystrzelonej rakiety było lotnisko w Rijadzie. Saudyjskie siły w przeszłości wielokrotnie przechwytywały pociski wystrzelone przez Houthich. Od marca 2015 r. sunnicka koalicja arabska pod wodzą Arabii Saudyjskiej zwalcza wspieranych przez Iran szyickich powstańców Houthii, którzy obalili marionetkowego prezydenta Jemenu Abd ar-Raba Mansura Al-Hadiego, który ukrył się w Arabii Saudyjskiej. Houthi kontrolują stolicę Sanę oraz rozległe terytoria na północy i zachodzie kraju, czyli dawnego królestwa Jemenu. Saudyjczycy chcą, by władzę w Jemenie całkowicie przejął popierany przez nich prezydent Hadi. Sunnicka Arabia Saudyjska i szyicki Iran od lat rywalizują o wpływy na Bliskim Wschodzie

 

* 27 października Anna Azari, ambasador Izraela w Warszawie, złożyła w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oficjalny protest przeciwko opublikowanemu niedawno projektowi ustawy reprywatyzacyjnej.Tel Awiw oskarża Polskę o „dyskryminację ocalonych z holokaustu (Holocaust survivors)”, gdyż projekt jako warunki ubiegania się o reprywatyzację wymienia obywatelstwo polskie i zamieszkiwanie w Polsce, a ponadto wyklucza spadkobierców. Jest to zmiana w praktyce dyplomacjiIzrealana gruncie polskim. Do tej pory jego ambasada na ogół nie nagłaśniała swoich interwencji. Organizacja „World Jewish Restitution Organization” podziękowała za otwartą interwencję Tel Awiwu w tej sprawie. Jej dyrektor wykonawczy, Gideon Taylor, oświadczył: „Naciskaliśmy rząd w Polsce, aby wniósł zmiany w ustawie, aby obejmowała także spadkobierców ofiar holokaustu, ich rodziny w Izraelu i na całym świecie”.

 

* Węgry  obchodzą dziś  61. rocznicę zdławienia rewolucji 1956 r. Flaga węgierska przed parlamentem w Budapeszcie została podniesiona, a następnie opuszczona do połowy masztu z honorami wojskowymi w obecności prezydenta Janosa Adera i korpusu dyplomatycznego. Pozostanie ona opuszczona przez cały dzień. Jednocześnie na dwóch balkonach nad głównymi schodami do budynku wywieszono flagę węgierską oraz czarną flagę żałobną. Wieczorem w bazylice św. Stefana w Budapeszcie odbył się uroczysty koncert, podczas którego chór dziecięcy węgierskiego radia wykonał "Ave Maria" Johannesa Brahmsa, a Orkiestra Symfoniczna Radia Węgierskiego m.in. II Symfonię Ludwiga van Beethovena. Zarówno w bazylice, jak i przed Domem Terroru – muzeum poświęconym ofiarom dwóch totalitaryzmów: faszyzmu i komunizmu – przez cały dzień zapalano znicze pamięci bohaterów rewolucji. Uroczystości będą się także odbywać w innych miastach. W 2013 roku 4 listopada został ogłoszony dniem żałoby narodowej. Tego dnia w 1956 r. – była to niedziela - wojska radzieckie przypuściły o godz. 4.15 rano szturm na Budapeszt, inne większe miasta węgierskie oraz węgierskie jednostki wojskowe. Rewolucja węgierska wybuchła 23 października 1956 r. Domagano się przywrócenia wolności słowa i innych swobód obywatelskich oraz pełnej niezależności od ZSRR. Podczas powstania rząd premiera Imre  Nagy’a anulował system jednopartyjny i ogłosił wystąpienie Węgier z Układu Warszawskiego. Rozpoczęta 4 listopada interwencja ZSRR w ciągu kilku tygodni krwawo stłumiła powstanie. Władzę na Węgrzech przejął Janos Kadar. W walkach zginęło ponad 2,5 tys. osób. Po upadku powstania kilkaset osób stracono, tysiące trafiły do więzienia, a ponad 200 tys. ludzi wyemigrowało. Represje wobec uczestników trwały jeszcze długo po ostatecznym zdławieniu zrywu.

 

*Komunistyczna Partia Rosji i szereg organizacji lewicowych 7 listopada z dużym rozmachem planują obchody z okazji 100-lecia Rewolucji Październikowej.W centrum Moskwy zaplanowano pochód i wiec. Oczekuje się, że w wydarzeniu wezmą udział przedstawiciele partii politycznych i ruchów z różnych krajów, w tym Chin, KRLD, Kuby, Wietnamu, krajów WNP i wielu innych. W niedzielę 5 listopada komuniści i ich sympatycy złożą kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza, pod mauzoleum Lenina, a na stadionie Łużniki odbędzie się uroczysta gala. Następnego dnia odbędzie się otwarcie międzynarodowego forum lewicy. W celu wymiany opinii, rozmowy o historii i aktualnych zadaniach dla gości zorganizowano duży program kulturalny i polityczny. Kulminacją obchodów będzie pochód 7 listopada, który rozpocznie się o godzinie 15:00 z Placu Puszkina w Moskwie i zakończy się wiecem na Placu Teatralnym. Komuniści zauważają duże zainteresowanie wydarzeniami ze strony przedstawicieli obcych państw. Na zaproszenie do uczczenia tej daty razem w Rosji odpowiedzieli przedstawiciele partii politycznych i ruchów ze 120 krajów i 80 międzynarodowych organizacji, powiedział pierwszy wiceprzewodniczący Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Iwan Mielnikow. „Jest to zrozumiałe: historyczne wahadło kołysze się, a czym jest dalej od 1991 roku, tym jest bliżej nowej rundy zainteresowania poglądami Marksa i Lenina, nowymi szansami zbudowania potężnej alternatywy dla kapitalizmu, który według wszystkich najnowszych wskaźników zbliża się do kolejnego wielkiego światowego kryzysu” — powiedział Mielnikow. Według deputowanego Dumy Państwowej z Partii Komunistycznej Aleksandra Juszczenki w przedsięwzięciach wezmą udział między innymi przedstawiciele Komunistycznej Partii Chin, Partii Pracy KRLD, Komunistycznej Partii Ukrainy, Kuby, Węgier, Wietnamu, Czech, przedstawiciele partii politycznych Syrii, krajów Ameryki Łacińskiej, krajów WNP, Hiszpanii, Portugalii, Grecji i wielu innych.

 

*Profesor Uniwersytetu Mutsuhito Susumu Yamaizumi oświadczył, że po I wojnie światowej po całym świecie rozniosła się rosyjska rewolucja i nastąpił „wybuch demokratycznych idei". Pisze o tym portal Asahi.com.Uczony podkreślił, że Japonia „także uległa tym wpływom", ale nie potrafiła wziąć pod uwagę pewnych błędów. Zdaniem innych ekspertów, do których zwrócił się portal, kraje socjalistyczne poniosły fiasko, bowiem nie nauczyły się zapewnić demokracji i nie zrozumiały, że władza skupiona w rękach jednego człowieka jest „bardzo niebezpieczna".

 

*Tym, którzy chcą izolacji USA, wystarczy najzwyczajniej w świecie nie utrudniać Waszyngtonowi kursu na samoizolację. Jest on w tym najlepszy - uważa szef komisji międzynarodowej Rady Federacji Konstantin Kosaczew.Wcześniej najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei  oświadczył  na spotkaniu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, że współpraca obydwu państw umożliwi „izolację Stanów Zjednoczonych". Chamenei mówił w szczególności o rezygnacji z dolara i jego zastąpieniu walutami narodowymi w operacjach dwustronnych i wielostronnych. „Oświadczenia najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Chameneiego o tym, że współpraca Teheranu i Moskwy umożliwi izolację USA, nie uważam za otwartą hiperbolę" — powiedział Kosaczew agencji Ria Novosti. Kosaczew zauważył, że tym bardziej nie jest skłonny odnosić się ze sceptycyzmem do tych oświadczeń. „Chodzi przede wszystkim o umiejętność odparcia amerykańskich sankcji, których niesłusznie użyto przeciwko naszym państwom i które po prostu nie pozostawiają innego wyboru, jak nauczenia się stawiania im oporu" — powiedział rosyjski senator.  Opór ten oznacza według eksperta maksymalne zmniejszenie negatywnego wpływu USA na gospodarki i społeczeństwa Rosji i Iranu. Przejście na rozliczenia w walutach narodowych i osłabienie roli dolara w stosunkach dwustronnych jest zdaniem senatora w pełni logicznym i możliwym do realizacji krokiem. „Co więcej, jak wynika z cytatów w mediach, irański lider mówił o tym, że współpraca Rosji i Iranu w zakresie walki z terroryzmem w Syrii wydatnie ograniczyła autorytet Stanów Zjednoczonych tym kraju. I to także fakt, z którym Waszyngton musi się liczyć" — przekonuje szef komisji ds. międzynarodowych Rady Federacji. Jego zdaniem „nikt na świecie nie czyni więcej na rzecz izolacji Ameryki niż sam Waszyngton swoją nieporadną polityką w duchu „Ameryka przede wszystkim". Dotyczy to również tematyki irańskiej. To właśnie USA postawiły w wątpliwość najważniejsze międzynarodowe porozumienie ws. programu nuklearnego Teheranu, „czym wywołały, delikatnie mówiąc, zaniepokojenie własnych europejskich sojuszników" — podkreślił Kosaczew. Senator dodał, że analogiczna sytuacja miała miejsce w kwestiach klimatu, międzynarodowych porozumień handlowych, sankcji z pociąganiem do odpowiedzialności osób trzecich, w wyniku których w niebezpieczeństwie znalazły się europejskie spółki. „Dlatego sądzę, że tym, którzy chcą izolacji Ameryki, wystarczy zwyczajnie nie utrudniać jej kursu na samoizolację" — powiedział Kosaczew. „Inna kwestia to, do czego to doprowadzi zarówno Amerykę jak i cały świat" — powiedział rosyjski senator, dodając, że dla całej planety lepiej by było, gdyby supermocarstwo grało według wspólnych zasad, a nie dyktowało swoje własne. „Ale to wymaga dialogu wszystkich pozostałych światowych graczy, w tym Rosji i Iranu" — skonkludował Kosaczew.

 

*Większość Amerykanów z pokolenia milienialsów, tj. ludzi w wieku od 15 do 30 lat, wolałaby żyć w socjalizmie, a nie kapitalizmie – o tym świadczą dane sondażu YouGov, przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Pamięci Ofiar Komunizmu, którą założył były doradca prezydenta USA Zbigniew Brzeziński.Według sondażu za socjalizmem opowiedziało się 44% młodych ludzi, kapitalizm poparło 42%, po 7% poparło komunizm i faszyzm. Jednocześnie 66% nie podało prawidłowej definicji socjalizmu, a prawie 30% myli komunizm i faszyzm. Ponadto, połowa młodych Amerykanów uważa, że amerykańska gospodarka działa przeciwko nim, a 2/3 mówi o niesprawiedliwości systemu podatkowego.  Starsze pokolenie miało bardziej tradycjonalne spojrzenie: 59% zwolenników gospodarki rynkowej przeciwko 34% socjalistów.  Dyrektor wykonawcza Fundacji Marion Smith nazwała wyniki sondażu niepokojącymi. To podkreśla szeroko rozpowszechniony historyczny analfabetyzm w amerykańskim społeczeństwie odnośnie socjalizmu i systematyczną porażkę naszego systemu edukacji" – powiedziała Smith. 

 

* Puigdemont nie zdołał doprowadzić do rozpadu Hiszpanii. Czy teraz uruchomi rozwód Flandrii i Walonii? W czwartek wieczorem Carmen Lamela, sędzia specjalnego trybunału ds. szczególnych przestępstw przeciwko państwu Audiencia Nacional w Madrycie, orzekła, że były już zastępca szefa rządu regionalnego (Generalitat) Oriol Junqueras i ośmiu członków gabinetu natychmiast trafią do więzienia. Grozi im do 30 lat więzienia za „zdradę stanu" z powodu ogłoszenia wbrew prawu niepodległości prowincji. Lamela wskazała na groźbę „recydywy" – 21 grudnia w Katalonii odbędą się wybory regionalne, w których secesjoniści znów mogą odnieść sukces. Podkreśliła, że oskarżeni mogą chcieć „zniszczyć dowody". Przypomniała, że członkowie rządu nie chcieli w czasie przesłuchania odpowiadać na pytania sądu. Ale wskazała także, że istnieje duże ryzyko, iż będą dążyli do wyjazdu z kraju, aby uniknąć odpowiedzialności karnej. Ten ostatni argument to skutek ucieczki z Hiszpanii szefa Generalitat Carlesa Puigdemonta i czterech innych członków jego rządu do Belgii w nocy z niedzieli na poniedziałek. W czwartek, gdy rozpoczął się proces jego kolegów, ten, którego katalońscy nacjonaliści wciąż nazywają „president", spotykał się z przyjacielem w kafejce w okolicach Parlamentu Europejskiego w centrum Brukseli. Kilka godzin później sędzia Lamela wydała za nimi europejski nakaz aresztowania. Jednak wyjazd Puigdemonta stawia przynajmniej w równie kłopotliwej sytuacji Belgię co Hiszpanię. Kataloński przywódca pojawił się w belgijskiej stolicy dzień po tym, jak wywodzący się z flamandzkiej partii nacjonalistycznej Nieuw Vlaamse Alliantie (N-VA) sekretarz stanu ds. imigracji Theo Francken zapewnił, że może tu szukać schronienia, a nawet azylu. Belgijski rząd stał się zakładnikiem N-VA. To partia, która w pierwszym artykule swojego statusu stawia za cel powstanie niezależnej Flandrii, rozpad Belgii. Robi wszystko, aby wzmocnić Flandrię, osłabić państwo belgijskie. Sukces Katalonii przetarłby drogę dla tego projektu. W koalicji popierającej rząd premiera Charlesa Michela N-VA jest największą partią, natomiast deputowani francuskojęzyczni odgrywają marginalną rolę, to ledwie 1/5 posłów większości parlamentarnej – mówi „Rzeczpospolitej" Philippe Mahou, przewodniczący grupy socjalistów w belgijskim Senacie.  Belgia jest jednym z nielicznych krajów Unii, który dopuszcza przyznanie azylu uciekinierom z innego państwa Wspólnoty. W tym tkwi pewna sprzeczność, bo z założenia państwa członkowskie muszą przecież respektować zasady państwa prawa. Puigdemont ma jednak minimalne szanse na uzyskanie takiego statusu. Znacznie bardziej prawdopodobne jest natomiast, że będzie starał się możliwie długo blokować wprowadzenie w życie nakazu aresztowania przez hiszpański wymiar sprawiedliwości. W tym celu zatrudnił już znanego belgijskiego adwokata Paula Bekaerta, który m.in. przed laty wstrzymał przekazanie Hiszpanii małżeństwa oskarżonego o udział w zamachach ETA, a także terrorystów ściganych przez Turcję. Bekaert może m.in. grać na różnicach w definicji zbrodni w obu krajach. Na liście 32 obszarów, które obejmuje europejski nakaz aresztowania, nie ma kategorii „buntu" i „zdrady", jak to definiuje hiszpańskie prawo. Puigdemont twierdzi także, że nie ma odpowiednich „gwarancji" bezstronnego procesu w Hiszpanii – ale to już o wiele słabszy argument, skoro jego zastępca Oriol Junqueras i kilku innych „ministrów" wystąpiło jednak przed Audiencia Nacional. Przedłużający się spór będzie jednak przede wszystkim miał katastrofalne skutki dla stosunków między Hiszpanią i Belgią. Chodzi w końcu o złamanie zupełnie podstawowej zasady lojalności między krajami Unii, wobec której bledną zarzuty stawiane przez Brukselą pod adresem polskiego rządu. W przeszłości Charles Michel, francuskojęzyczny liberał, wielokrotnie starał się uwzględnić postulaty N-VA, byle utrzymać spójność rządu. Jako jedyny spośród przywódców krajów Unii ostro skrytykował „brutalną" pacyfikację przez hiszpańską policję referendum 1 października, co wywołało irytację premiera Mariano Rajoya. Teraz jednak Michel zaapelował do wszystkich członków swojego rządu o „wstrzymanie się z komentarzami w sprawie Katalonii". Zapowiedział też, że Puigdemont zostanie „potraktowany tak samo jak każdy obywatel Unii". Zaś belgijska prokuratura obiecała, że wobec katalońskiego przywódcy „zastosuje prawo". Jednak na załagodzenie przez Michela sporu może być już za późno, tym bardziej że o losie Puigdemonta zadecyduje sąd rejonowy w Brukseli, a nie premier.  Carles Puigdemont jest moim przyjacielem, a ja przyjaciół nigdy nie pozostawiam w biedzie – zapowiedział lider N-VA Bart de Wever. Belgię w 2019 roku czekają wybory i jeśli wygra w nich ponownie N-VA, może to oznaczać śmiertelne zagrożenie dla jedności królestwa. Philippe Mahou ostrzega: N-VA ma zawsze ukryty plan. To partia skrajna, która nie waha się apelować o odesłanie uchodźców choćby autorytarnym władzom Sudanu. A w sprawie Katalonii występuje jako obrońca przed Hiszpanią, która jest przecież państwem prawa. W tym nie ma żadnej logiki. Sędzia nakazała natomiast nadzór policyjny dla byłej przewodniczącej parlamentu katalońskiego Carme Forcadell i prezydium zgromadzenia. Decyzja w ich sprawie zapadnie 9 listopada.  Jedynym członkiem rządu Puigdemonta, który pozostał na wolności (za kaucją 50 tys. euro), jest były „minister" odpowiedzialny za przemysł Santi Vila. On także jako jedyny odpowiadał na pytania sędziego.

 

*Duńska minister ds. imigracji, integracji i mieszkalnictwa Inger Støjberg musiała uciekać z ośrodka przed migrantami, którym odmówiono azylu – informuje „The Local”.Støjberg przyjechała do ośrodka, aby nagrać materiał do jednego z programów telewizji DR. Minister spotkała się z jedną z rodzin, której odmówiono azylu. W trakcie wizyty ktoś rozpuścił wśród imigrantów plotkę, że rodzinie, z którą rozmawiała minister, jednak zostanie udzielone schronienie. Ostatecznie ochroniarze Støjberg zdecydowali się wyprowadzić ją z ośrodka. Na nagraniu m.in. widać, jak na maskę samochodu minister rzuca się młoda kobieta. Jak poinformowały media, w wyniku incydentu nikt nie ucierpiał. Sama Støjberg później powiedziała, że atmosfera w ośrodku jest „agresywna i brutalna". 

 

* Wyższy Sąd Krajowy w Koblencji orzekł, że niemiecka telewizja ZDF musi przeprosić za nazwanie obozów zagłady "polskimi". To pierwsze takie postanowienie, które zapadło na terenie Niemiec.Telewizję pozwał Karol Tendera, były więzień Auschwitz. Wcześniej Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał ZDF umieścić przeprosiny na stronie głównej serwisu internetowego. Jednak zostały one zamieszczone w jednej z mało widocznych zakładek. Mecenas Lech Obara, który reprezentował przed sądem Karola Tenderę, chciał tam uzyskać klauzulę wykonalności dla wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie.Lech Obara powiedział IAR, że przed sądem w Koblencji zwyciężyły racje strony polskiej. Mecenas podkreślił, że sąd użył bardzo ważnych argumentów. "Wskazał, że pan Karol Tendera, były więzień Auschwitz, zasługuje na ochronę, na ochronę zasługuje jego godność, prawo dobrego imienia, i to w przestrzeni światowej" - powiedział Lech Obara.Mecenas z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Lech Obara i Współpracownicy przyznał, że wyrok sprawy może jeszcze nie zamykać. Niemiecki nadawca może bowiem utrzymywać, że wyrok wykonał przez publikację przeprosin w mało widocznej zakładce - tłumaczył to względami technicznymi i estetycznymi. "My będziemy twierdzić, że wyrok nie został wykonany" - powiedział Lech Obara. Jak dodał, strona główna jest jedna i to na niej przeprosiny miały być zamieszczone.

 

*Doradca szefa Państwowej Służby Granicznej Ukrainy Oleg Słobodian poinformował, że w porównaniu z ubiegłym rokiem w 2017 roku Rosję zaczęło odwiedzać coraz więcej Ukraińców - przekazują ukraińskie media.W ciągu ubiegłego roku granicę przekroczyło 4,1 mln Ukraińców, a w ciągu 9 miesięcy bieżącego roku już 5,7 mln osób. Ukraińskie PKB spadło dwukrotnie w porównaniu z poziomem sprzed tzw. Majdanu.  W 2016 roku PKB per capita Ukrainy wynosiło 2186 dolarów, czyli prawie dwukrotnie mniej, niż w „przedrewolucyjnym" 2013 roku (wówczas było to 4 tys. dolarów) — przekazuje portal Korrespondent.net. Zdaniem analityków agencji Moody's nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała się poprawić w przyszłości. Według specjalistów PKB kraju wyniesie ponad 2 tys. dolarów w latach 2017-2018. Eksperci podkreślili także, że Ukraina ma najmniejsze PKB na jednego mieszkańca w porównaniu ze wszystkimi republikami byłego Związku Radzieckiego.

 

* W obwodzie odeskim samochód wyleciał w powietrze. Kierowca nie żyje – poinformowała Narodowa Policja Ukrainy. Do zdarzenia doszło o godz. 4:30 czasu lokalnego w miejscowości Majaki w rejonie bielajewskim. Policja ustaliła, że zginął mieszkaniec Tepłodar zatrudniony na jednym z prywatnych zakładów rybnych. Wraz z inną osobą opuścił on przystań i skierował się w stronę swojego samochodu, który był zaparkowany w pobliżu. Mężczyźni wsiedli do auta, kierowca uruchomił silnik, w wyniku czego samochód wyleciał w powietrze. 53-letni kierowca został poważnie ranny. Po drodze do szpitala mężczyzna zmarł. Pasażer nie odniósł obrażeń. Wszczęto postępowanie karne w tej sprawie.

 

* Polski MSZ Witold Waszczykowski odniósł się dzisiaj do wczorajszego oświadczenia ukraińskiego MSZ, które zaznaczyło, że na Ukrainie nie ma nastrojów antypolskich. Kijów zwrócił przy tym uwagę, że spory historyczne należy rozwiązywać zgodnie z chrześcijańską zasadą "wybaczamy i prosimy o wybaczenie" i bez narzucania swojego punktu widzenia. Bardzo nas cieszy to oświadczenie, iż na Ukrainie nie ma nastrojów antypolskich, że społeczeństwo jest przyjazne. My też to dostrzegamy, natomiast dostrzegamy oczywiście incydenty różnego rodzaju, dostrzegamy poszczególne osoby, które zachowują się w sposób mało przyjazny - mówił Waszczykowski podczas spotkania z dziennikarzami w Konsulacie Generalnym RP we Lwowie.Minister dodał, że Polska od wielu lat jest otwarta, aby "kwestie historii, jak również bieżących kontaktów polsko-ukraińskich wyjaśniać". - Polska zaproponowała już bardzo dawno różne kanały współpracy, od forum współpracy (polsko-ukraińskiej), od propozycji prezydenta Andrzeja Dudy z ubiegłego roku, aby stworzyć proces pojednawczy na przykładzie chociażby procesu Yad Vashem, który był realizowany w Izraelu. Czekamy tylko na odpowiedzi, na chęć współpracy ze strony ukraińskiej - mówił Waszczykowski. Dodał też, że otwarty na współpracę jest polski IPN, który chce na Ukrainie prowadzić prace poszukiwawcze dotyczące ofiar z okresu II wojny światowej. Jeśli (...) poza deklaracjami, poza oświadczeniami Ministerstwa Spraw Zagranicznych będą również podjęte rzeczowe kroki współpracy z Polską, to z naszej strony na pewno będzie otwarcie - zapewnił szef MSZ. Odnosząc się do przywołanej przez Kijów zasady "wybaczamy i prosimy o wybaczenie", szef polskiej dyplomacji oświadczył, że ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych "dość niefrasobliwie kopiuje pewną drogę, którą kiedyś polscy biskupi zaproponowali stronie niemieckiej". - Ale nawet gdyby to odłożyć, że jest to dość niewłaściwa interpretacja, no to gdzie są te spotkania historyków? Z naszej strony na pewno jest pełna otwartość - mówił. Oświadczenie ukraińskiego MSZ było reakcją na czwartkową zapowiedź Waszczykowskiego dotyczącą wprowadzenia ograniczeń prawa wjazdu do Polski wobec osób, które zachowują skrajnie antypolskie stanowisko. Chodzi również o ukraińskich urzędników, którzy nie pozwalają polskiemu IPN na prace poszukiwawcze, w tym ekshumacje, na terenie Ukrainy. Wizyta szefa polskiej dyplomacji potrwa do niedzieli. Dzisiaj wieczorem szef MSZ spotka się z przedstawicielami polskiej mniejszości żyjącej na ziemi lwowskiej. Na jutro zaplanowano m.in. złożenie kwiatów na Cmentarzu Obrońców Lwowa (także przy memoriałach Ukraińskiej Armii Galicyjskiej i ukraińskich żołnierzy poległych w Donbasie) oraz rozmowę z przedstawicielami miejscowych władz, m.in. z merem Lwowa Andrijem Sadowym.

 

* Bułgaria ostro zareagowała na wypowiedź rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, że 50 tys. bułgarskich Żydów zostało ocalonych dzięki Armii Czerwonej. "Nie sowiecka armia, lecz naród bułgarski ocalił bułgarskich Żydów" – oświadczyło bułgarskie MSZ.Prezydent Rumen Radew określił dziś słowa rosyjskiej rzeczniczki jako "brak wiedzy historycznej lub świadomą prowokację". Wypowiedź Zacharowej, o której poinformowała agencja TASS, była spowodowana kolejnym incydentem związanym z pomnikiem Armii Czerwonej w Sofii, którego obecność w centrum bułgarskiej stolicy uważana jest za wielce kontrowersyjną. W nocy z 30 na 31 października pojawił się na nim antysemicki napis. Zacharowa oświadczyła: "W latach II wojny światowej dzięki naszym żołnierzom udało się zapobiec deportacji Żydów z Bułgarii i w ten sposób ocalono od pewnej śmierci około 50 tys. ludzi". Podkreśliła, że deportacja została uniemożliwiona właśnie dzięki "ofensywie Armii Czerwonej". Dodała, że autorzy napisu nie znają własnej historii. W Sofii słowa Zacharowej spowodowały szeroki odzew, gdyż ocalenie bułgarskich Żydów podczas II wojny światowej wspólnymi wysiłkami społeczeństwa i bułgarskich władz jest jedną z najbardziej chlubnych kart w XX-wiecznej historii tego kraju - napisał dziś dziennik "24 czasa". Choć Bułgaria była sojusznikiem Niemiec, w obronie Żydów w 1943 roku stanęło całe społeczeństwo, Cerkiew Prawosławna, a także deputowani, którzy zwrócili się w petycją do cara Borysa III o powstrzymanie ich deportacji. Dzień 9 marca 1943 roku, gdy w Płowdiwie nie pozwolono ruszyć pociągom z Żydami do obozów nazistowskich, obchodzony jest w Bułgarii jako dzień tolerancji. Szczególną rolę odegrali wówczas autor petycji do cara poseł Dymitar Peszew oraz metropolita Płowdiwu Cyryl, późniejszy patriarcha, który zapowiedział otwarcie wszystkich świątyń prawosławnych dla Żydów. Ostatecznie władze cofnęły rozkaz deportacji. Bułgarskie media przypominają, że wielu bułgarskich działaczy zostało później uznanych przez Izrael za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. "Kiedy obywatele bułgarscy stanęli na torach, by powstrzymać pociągi, które miały jechać do obozów śmierci, a przedstawiciele politycznych, gospodarczych i intelektualnych elit bułgarskich i Cerkwi Prawosławnej pisali listy protestacyjne w obronie Żydów, Armia Czerwona była tysiące kilometrów od granicy bułgarskiej" – napisano w oświadczeniu bułgarskiego resortu spraw wewnętrznych. "Nie negujemy roli i znaczenia Armii Czerwonej w likwidacji nazizmu w Europie podczas II wojny światowej, lecz chcemy podkreślić, że próby zmiany faktów historycznych nie pomagają w walce z odradzeniem się antysemityzmu, rasizmu, neonazizmu i nietolerancji" – podkreśla z kolei bułgarski MSZ. Incydent przywołał dawne spory co do losu ustawionego w centrum miasta na 37-metrowym postumencie czerwonoarmisty z pepeszą w ręku. Pomnik stoi naprzeciwko Uniwersytetu Sofijskiego, najstarszej bułgarskiej wyższej uczelni. Od lat nie słabną głosy domagające się przeniesienia go z centrum miasta. W 1993 roku ówczesne władze miejskie podjęły decyzję o zburzeniu pomnika, do czego jednak nie doszło. Obecność pomnika w centrum Sofii, tak jak innych podobnych monumentów, chroni bułgarsko-rosyjski traktat o przyjaźni i współpracy z 1993 roku.

 

* Przed wyborami samorządowymi na Słowacji media i partie głównego nurtu jak zwykle zjednoczyły się przeciwko nacjonalistycznej partii Ľudová strana Naše Slovensko (Partia Ludowa Nasza Słowacja) Mariana Kotleby, który od roku 2013 jest żupanem Bańskiej Bystrzycy (odpowiednik polskiego wojewody). Także polskojęzyczne „Oko Press” i „Gazeta Wyborcza” postanowiły poinformować Polaków o dotychczasowych sukcesach żupana Kotleby: uniezależnieniu regionu od środków unijnych, promowaniu zatrudnienia rodowitych Słowaków, hojnej działalności charytatywnej (zwłaszcza stała kwota 1488 euro na przekazywanych przez Kotlebę czekach wzbudziła wściekłość liberałów) a także podkreślaniu konieczności uniezależnienia bezpieczeństwa Słowacji od NATO. Cztery lata temu do pierwszej tury wyborów poszło 20,11 proc. wyborców. W listopadowych wyborach obowiązuje nowa ordynacja wyborcza – Słowacy marszałków wybiorą w jednej turze głosowania. Aż 7 kandydatów, którzy mieli ubiegać się o fotel marszałka województwa bańskobystrzyckiego zrezygnowało z kandydowania, większość z nich przeniosło swoje poparcie na przedsiębiorcę z Bańskiej Bystrzycy Jána Luntera (popiera go też rządząca Słowacją koalicja na czele z premierem Robertem Fico), który – jak pokazują sondaże mediów głównego nurtu, dające mu 30,9% poparcia przy 22% dla Kotleby – jako jedyny kandydat może pokonać Kotlebę.

 

*Przedsiębiorstwo naftowo-gazowe Pemex odkryło na brzegu Zatoki Meksykańskiej w stanie Veracruz ogromne złoża ropy naftowej i gazu.Jak poinformowała agencja  Associated Press, zapasy czarnego złota oszacowano na 1,5 mld baryłek. Prezydent Meksyku  Enrique Peña Nieto oświadczył, że jest to „najważniejsze" tego typu znalezisko na kontynencie od 15 lat. Jak dodał, „zagospodarowanie zasobów może rozpocząć się w najbliższej przyszłości". Ponadto nie będzie ono wymagać dużych nakładów finansowych, bo złoże zlokalizowane jest w pobliżu już istniejącej infrastruktury Pemex. Wydobycie ropy w Meksyku w tym roku osiągnęło rekordowo niski poziom od ostatnich 20 lat.    

 

*Gazprom zakończył budowę morskich odcinków Tureckiego Potoku na terytorium Rosji. Pierwsza nitka gazociągu znalazła się w wyłącznej strefie ekonomicznej Turcji – informuje South Stream Transport B. V., spółka córka Gazpromu, która buduje rurociąg. „Pioneering Spirit, największy na świecie statek do układania rur i prac budowlanych, uczcił to wydarzenie, układając w morzu sekcje rur z flagami rosyjską i turecką symbolizującymi przekroczenie granicy wyłącznej strefy ekonomicznej między obu krajami" — czytamy w komunikacie. Gazprom  wybudował już w sumie 448 km Tureckiego Potoku. Budowa odbywa się zgodnie z planem — w ciągu mniej niż sześciu miesięcy udało się położyć niemal jedną czwartą morskiego odcinka rurociągu. Pioneering Spirit będzie nadal kłaść rury do samej Turcji. Obie nitki gazociągu wyjdą na brzeg w pobliżu miejscowości Kıyıköy. Statek firmy Allseas kładzie około 4 km rur dziennie. W tym tygodniu pobito rekord — 5,5 km w ciągu jednego dnia. Morze Czarne na granicy wyłącznych stref ekonomicznych Rosji i Turcji ma głębokość 2171 m. Jest to jeden z najgłębszych odcinków Tureckiego Potoku. Gazprom rozpoczął prace budowlane w maju. Zaplanowano, że budowa pierwszej nitki o mocy przesyłowej 15,75 mld metrów sześciennych, którą popłynie gaz do Turcji, zostanie zakończona w marcu przyszłego roku. Druga nitka, przeznaczona dla Europy Południowej i Południowo-Wschodniej, ma być zbudowana w 2019 roku.    

 

*Wiceminister obrony Rosji Jurij Borisow w wywiadzie dla „Kuriera Wojskowo-Przemysłowego” powiedział o najnowszej broni, którą będą mieli rosyjscy wojskowi w latach 2025-2026. Najważniejsze jest opracowanie strategicznych sił jądrowych jako głównego czynnika hamującego ewentualną agresję wobec Rosji. Oczywiście temu kierunkowi poświęcamy szczególną uwagę — powiedział doktor nauk technicznych o projekcie państwowego programu zbrojeniowego na lata 2018-2025.Jako drugi priorytet Borisow wymienił „rozszerzenie nomenklatury” broni precyzyjnej, trzeci — „zwiadowczo-informacyjne zapewnienie działań bojowych”, w tym „kosmiczne grupowanie, nawigację, środki bezzałogowe”. „Armia rzeczywiście poważnie się zmieniła w ostatnim czasie i mamy nadzieję, że pod koniec 2017 roku wyjdziemy pod względem wyposażenia rosyjskich sił zbrojnych w nowoczesną broń, sprzęt wojskowy i specjalny do poziomu co najmniej 60% dla wojsk stałej gotowości bojowej” — podsumował wiceminister obrony. Projekt państwowego programu zbrojeniowego na lata 2018-2025  Ministerstwo Obrony Rosji powinno przedstawić prezydentowi Władimirowi Putinowi w listopadzie 2017 roku. „Jest to główny dokument, na bazie którego rozwijają się wojsko i marynarka wojenna, a przy tym przez długi okres” — zaznaczył Borisow.

 

*Ciężarówka, którą przewożono kilka milionów pszczół za ponad milion dolarów, uległa wypadkowi w Kalifornii.Owady zginęły — poinformowała telewizja Fox 40. Z informacji kanału wynika, że do wypadku doszło w nocy ze środy na czwartek w amerykańskim mieście Auburn. Kierowca tłumaczył, że na drodze doszło do gwałtownego zatrzymania ruchu, w wyniku czego musiał skręcić i wjechał w nasyp na poboczu. Kilkaset uli zleciało z przyczepy. Ponieważ wypadek miał miejsce w nocy i padał deszcz, „jedynym humanitarnym sposobem na zatrzymanie pszczół" było zabicie ich poprzez spryskanie owadów wodą z mydłem. Ule przewożono ze stanu Montana do Doliny Kalifornijskiej, gdzie pszczoły miały zapylać drzewa migdałowe. Ich wartość oszacowano na 1-2 mln dolarów. Kierowca trafił do szpitala z niewielkimi obrażeniami.    

 

*Naukowcy określili nowe zagrożenie dla kosmonautów w trakcie lotu na Marsa.Długotrwałe przebywanie w stanie nieważkości może doprowadzić do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu, dlatego lot na Marsa wymaga stworzenia systemu sztucznej grawitacji, oświadczają naukowcy w artykule opublikowanym w piśmie NEJM.Kosmonauci z takimi zakłóceniami w pracy mózgu nie będą widzieć obiektów na niewielkich odległościach, stracą zdolność czytania czy przeprowadzania nawet najprostszych eksperymentów. Ponadto ich percepcja może zostać jeszcze bardziej uszkodzona" — skomentował odkrycie Daniel Brown z Uniwersytetu w Trent w Nottingham (Wielka Brytania), którego słowa cytuje "The Telegraph". W ostatnich latach lekarze aktywnie badają skutki długiego przebywania w kosmosie dla organizmu człowieka. Większość takich badań przeprowadzano na pokładzie amerykańskich shattle'ów lub bezpośrednio na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a także na niektórych rosyjskich biosatelitach". Naukowcom udało się wykryć cały szereg zagrożeń dla zdrowia przyszłych marsjańskich kolonistów  czy badaczy dalekiego kosmosu. Eksperymenty na muszkach owocowych (Drosophila melanogaster) pokazały, że długie przebywanie w stanie nieważkości prowadzi do osłabienia wrodzonej odporności, czyni muchy podatne na infekcje grzybiczne, a także narusza odczytywanie szeregu genów. Inni badacze wykazali, że życie w kosmosie przyspiesza starzenie szpiku kostnego, wewnątrz którego tworzą się nowe komórki odpornościowe, a długotrwałe bombardowanie mózgu promieniami kosmicznymi nieodwracalnie obniża IQ. 

 

*Microsoft i Uniwersytet Princeton złożyły pozew przeciwko administracji prezydenta Donalda Trumpa, aby „uratować” program DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals - wstrzymania deportacji osób, które przybyły do USA jako dzieci) – poinformowała agencja Bloomberg.Pozew został złożony w sądzie w Waszyngtonie w piątek. Powodowie uważają, że nieoczekiwane zamknięcie programu jest „bezprawne i niezgodne z konstytucją". Departament Sprawiedliwości odmówił komentarza w tej sprawie. Trump zamknął program DACA, który opóźnił możliwość deportacji ponad 750 tys. nielegalnych imigrantów, którzy przyjechali do USA jako dzieci. Nie grozi im natychmiastowa deportacja, ale władze nie przedłużą im zezwoleń na pobyt. Trump dąży do tego, aby Kongres w ciągu pół roku przyjął nowelizację ustawy zatwierdzonej przez Baracka Obamę w 2012 roku.   

 

*Kierownictwo Ferrari oznajmiło, że włoski zespół może opuścić „Formułę-1" z powodu proponowanych zmian w regulaminie dotyczącym jednostek napędowych od sezonu 2021 - pisze Autosport.Według informacji tygodnika producenci silników dla zespołów Formuły-1  i nowi właściciele serii wyścigowej Liberty Media zamierzają zmniejszyć koszty utrzymania zespołu. Prezes Ferrari Sergio Marchionne nie zgadza się z tymi zmianami. „Jeśli nie zostaną zapewnione warunki przynoszące korzyść marce i sytuacji na rynku, a także ukierunkowane na wzmocnienie wyjątkowej pozycji Ferrari, zrezygnujemy z udziału w „Formule-1" — oświadczył Marchionne. Prezes zespołu zauważył także, że wyjście byłoby dla Ferrari korzystne z punktu widzenia dochodów i wydatków. „«Formuła-1» żyje naszą krwią od momentu jej pojawienia się. Ale nie możemy inaczej postąpić. Jeśli zmienić nie do poznania piaskownicę, w której się bawimy, to ochota do zabawy nam przejdzie" — dodał Marchionne. 7 listopada odbędzie się spotkanie właścicieli firm zarządzających „Formułą-1" ze strategiczną grupą, na którym będą omawiane kwestie ograniczenia budżetu i założenia regulaminowe pod kątem ich ewentualnej zmiany. Porozumienie włoskiej stajni z „Formułą-1" obowiązuje do 2020 roku. Ferrari występuje w części wyścigowej od 1950 roku. W mistrzostwach bierze w sumie udział 10 zespołów.

 

KOMENTARZE

  • Pierwsza wiadomosc na Panskim blogu: Brzezinskiego mokre fantazje sie
    sypia w pizdu. Dali Arabom jakies tabletki , ze umieraja do konca bez sensu, walczac o cos nieokreslonego. Rozum im odebralo.Z momentem jak Rosja weszla do Syrii z lotnictwem, kazdy rozsadny ISIS powinien wycofac sie i spieprzac do swych ukochanych koz.Teraz ich dorzyna Rosja w cudowny sposob.
    Nawet dzieci maja podswiadomie instynkt samozachowawczy.Pamietam jak w ogolniaku rozdali nam sztormowki przed parada 1 majowa.Trzeba bylo przejsc przez rzeke Bialka w Bielsku Bialej przez most i te czerwone sztormowki polecialy do rzeki. Nikt polskiej sztormowki nie wyrzucil. Bylo sledztwo ale jak rozdawali te sztormowki to listy nie robili , wiec prowodyra nie wykryli. Kto byl prowodyrem? Jak Pan mysli?
  • @staszek kieliszek 04:07:44
    To już w szkole był Pan takim rozrabiaką, Panie Staszku?
    Pozdrawiam serdecznie BJ

    PS. Jestem przeciwny zanieczyszczaniu rzek flagami, obojętne jakiego koloru.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930