Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4048 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 30 października 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1074) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

 

*Przewodniczący izraelskiego parlamentu Juli-Joel Edelstein zwrócił się do polskich posłów z prośbą o wprowadzenie poprawek do projektu ustawy o restytucji.Według Jerozolimy w obecnej postaci dokument pozbawia prawa do odszkodowania za utracony majątek wielu z tych, którzy przeżyli Holocaust i ich potomków. W listach, które przesłał rzecznik Knesetu, wyrażono niepokój w związku z niektórymi punktami opracowywanego dokumentu o powszechnej reprywatyzacji, zgodnie z którymi ubiegać się o odszkodowanie mogą tylko obywatele Polski i bezpośredni potomkowie właścicieli.  „Wymogi stosowane wobec tych, którzy przeżyli Holocaust i ich potomków, z których prawie wszyscy mieszkają poza Polską, w gruncie rzeczy pozbawią ich możliwości ubiegania się o odszkodowanie za mienie utracone w ciemnych latach rządów nazistowskich" — czytamy w listach pod adresem marszałków obu izb parlamentu. „Ze względu na szczególne ciepłe stosunki między Polską i Izraelem, a zwłaszcza między naszymi parlamentami, wzywam Państwa do rozpatrzenia możliwości wprowadzenia poprawek do proponowanego projektu ustawy" — napisał Edelstein. Wcześniej, jak poinformowały miejscowe media, MSZ Izraela zwróciło się do Warszawy, krytykując projekt ustawy i apelując do rewizji jego punktów dyskryminujących tych, którzy przeżyli Holocaust, ich dziedziców oraz potomków polskich Żydów zamordowanych przez nazistów.

 

*Rozpoczęcie strategicznych ćwiczeń jądrowych Global Thunder w Stanach Zjednoczonych od razu po ostatnich ćwiczeniach w kierowaniu strategicznymi siłami jądrowymi w Rosji jest przypadkiem, ponieważ plany przygotowania wojsk tworzone są przez długi czas, powiedział rosyjski ekspert,  doktor nauk wojskowych gen. Konstantin Siwkow.Ćwiczenia strategicznych sił jądrowych Global Thunder rozpoczynają się w USA w poniedziałek. Przewidują przećwiczenie działań środków w warunkach naniesienia globalnego ataku i obrony przeciwrakietowej. W czwartek w Rosji odbyły się ćwiczenia w zakresie kierowania strategicznymi siłami jądrowymi, w których uczestniczył prezydent Rosji Władimir Putin.  „Nie, nie są powiązane — ćwiczenia strategicznych sił ofensywnych Global Thunder. Plan szkolenia operacyjnego jest tworzony rok wcześniej. Jeśli zbiegły się w czasie, to tylko zbieg okoliczności, nic więcej. Ćwiczenia przygotowywane są z wyprzedzeniem, przygotowanie trwa długo” — powiedział Siwkow, odpowiadają na pytanie, czy istnieje związek między prowadzeniem ćwiczeń w Stanach Zjednoczonych i szkoleniem w zakresie zarządzania strategicznymi siłami jądrowymi w Rosji. Jednocześnie ekspert zaznaczył, że zadania i cele rosyjskich i amerykańskich ćwiczeń są bardzo podobne. „Ćwiczone jest przeprowadzenie ataków jądrowych na terytorium wroga. Na logikę jest to to samo co szkolenie strategicznych sił w Rosji. Działanie strategicznych sił ofensywnych w warunkach prowadzenia operacji bojowych z przejściem do użycia broni nuklearnej. Szczegóły są już niuansami, scenariusze są zamknięte” — dodał Siwkow.

 

*Byłemu szefowi sztabu wyborczego Donalda Trumpa Paulowi Manafortowi zostaną postawione zarzuty w związku ze „sprawą rosyjską".Czytamy o tym w artykule The New York Times. Według słów źródła Manafortowi i jego byłemu partnerowi biznesowemu Rickowi Gatesowi nakazano poddanie się władzom federalnym. Jak podkreśla gazeta, na razie nie wiadomo, jakie zarzuty zostaną postawione Manafortowi i Gatesowi, tym niemniej świadczy to o zaostrzeniu śledztwa. Komentarzy żadnego z uczestników sprawy nie ma. Telewizja ABC podkreśla, że będą to pierwsze zarzuty  postawione w ramach 5-miesięcznego śledztwa w sprawie rzekomej ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku. Media poinformowały, że FBI sprawdza transakcje firm związanych z Manafortem.

 

*Jak wynika z badania przeprowadzonego przez gazetę Salt Lake Tribune, ponad połowa mieszkańców amerykańskiego stanu Utah jest przekonana, że były gubernator i obecny ambasador USA w Rosji Jon Huntsman zdoła naprawić relacje z Moskwą. Utah uważa, że  Huntsman  zdoła osłabić napięcie między dwoma mocarstwami. Zdaniem 2% amerykański ambasador tylko pogorszy stosunki z Rosją. Około 35% wątpi w to, czy dyplomata zdoła cokolwiek zmienić. Gazeta przypomniała, że zdaniem Huntsmana stosunki rosyjsko-amerykańskie spadły do najniższego poziomu w historii dwustronnych relacji dwóch krajów. Jon Huntsman zastąpił Johna Teffta, który kierował placówką dyplomatyczną w Rosji od 2014 roku. Dyplomata oświadczył, że będzie pracować na rzecz przywrócenia zaufania między Moskwą i Waszyngtonem i wzmocnienia relacji dwustronnych. Kreml natomiast wyraził nadzieję, że Huntsman wniesie swój wkład w naprawę dwustronnych relacji, które popsuł Waszyngton, i przypomniał, że rosyjski prezydent Władimir Putin jest „konsekwentnym zwolennikiem reanimacji rosyjsko-amerykańskich stosunków".

 

*Główne zadania rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii zostały praktycznie wykonane, uważa szef Komitetu Dumy Rosyjskiej ds. Obrony Władimir Szamanow.Wcześniej minister obrony Rosji Siergiej Szojgu na spotkaniu z ministrem obrony Izraela Awigdorem Liebermanem oświadczył, że operacja przeciwko terrorystom w Syrii jest na ukończeniu. Również o tym, że operacja przeciwko grupie terrorystycznej PI zostanie wkrótce zakończona, mówił minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. „Liczymy, że do końca tego roku wojska rządowe odzyskają kontrolę nad wschodnią granicą Syrii i Państwo Islamskie przestanie istnieć jako zorganizowana struktura wojskowa” — powiedział Szamanowa na spotkaniu Komitetu Mażylisu (niższej izby) Kazachstanu i Państwowej Dumy Rosji.

 

*Rosja może ograniczyć swoją obecność wojskową w Syrii, pisze gazeta „Kommiersant”, powołując się na źródła wojskowe i dyplomatyczne.Jak pisze gazeta, wojska rządowe  kontrolują około 95% terytorium republiki i do ostatecznej ofensywy na pozycje terrorystów tak duże rosyjskie wsparcie nie jest już potrzebne.  „Jeśli plan zostanie zrealizowany, w Syrii pozostanie kontyngent niezbędny do ochrony obiektów w Hameimim i Tartusie, oddziały żandarmerii wojskowej i doradcy wojskowi. Źródła „Kommiersanta” w Syrii twierdzą, że mieszane grupy Sił Powietrzno-Kosmicznych mogą zostać zmniejszone, ale systemy obrony powietrznej obejmujące rosyjskie obiekty pozostaną obecne w republice. Źródła gazety powiedziały, że plan przewiduje zmniejszenie mieszanej grupy powietrznej w bazie Hameimim i wysłanie części kontyngentu (w tym personelu inżynieryjnego i technicznego) do miejsca stałej służby, ale zastrzegły, że decyzja nie została jeszcze podjęta, pisze „Kommiersant”. „Takie decyzje nie są ogłaszane” — powiedział gazecie rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow.  Ministerstwo Obrony zaznaczyło, że nie ma planów zmniejszenia grupy w Syrii. Rosja prowadzi operację przeciwko PI w Syrii od września 2015 roku na wniosek oficjalnego rządu w Damaszku.

 

*W okresie od stycznia do września 2017 roku w Syrii zginęło co najmniej 131 Rosjan, który byli zatrudnieni w prywatnych firmach wojskowych – informuje Reuters.Agencja dotarła do świadectwa śmierci jednego z Rosjan, które wystawiła rosyjska ambasada w Damaszku. Dokument datowany na 4 października wystawiono na nazwisko Siergieja Poddubnego z Kraju Krasnodarskiego. Mężczyzna zmarł w mieście  At-Tijas w prowincji Hims 28 września. Przyczyną jego śmierci było „zwęglenie ciała". W dokumencie nie podano, czym się on zajmował. Dopiero krewni poinformowali Reuters, że Poddubnyj był cywilem, który pojechał do Syrii, by wziąć udział w działaniach zbrojnych. Nadano mu numer 131. Jak pisze agencja, zgodnie z rosyjskimi zasadami wydawania takich dokumentów, departament konsekwentnie liczy przypadki śmierci od 1 stycznia. Rzecznik rosyjskiego konsulatu w Damaszku zapewnił, że wśród tych 131 osób nie ma wojskowych w służbie czynnej. Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w rozmowie z agencją, że rosyjskie władze „nie posiadają informacji dotyczących poszczególnych obywateli, którzy pojechali do Syrii". Rosyjskie Ministerstwo Obrony i konsulat Rosji w Syrii nie komentują tych doniesień.    

 

*W strefie deeskalacji w syryjskim Idlibie nadal utrzymuje się zagrożenie atakami radykalistów, powiedział specjalny wysłannik prezydenta ds. Syrii Aleksander Lawrientiew w wywiadzie dla RT i „Rossija 24”.Nazwał decyzję o ustanowieniu stref deeskalacji „wyjątkowo ważną”. „Rzeczywiście byliśmy w stanie znacząco ustabilizować sytuację na ziemi. Oczywiście istnieją pewne trudności związane z prowokacyjnymi działaniami pewnych grup, które znajdują się w obszarach deeskalacji” — powiedział Lawrientiew. Według niego Rosja stara się powstrzymywać tego typu „negatywne procesy”. Jednocześnie, jak podkreślił specjalny wysłannik, sytuacja w  strefie Idlibu na razie jest bardziej skomplikowana, ponieważ strona turecka jeszcze nie w pełni rozstawiła punkty obserwacyjne. „W związku z tym poziom napięcia jest tam dość wysoki i wciąż istnieje niebezpieczeństwo pewnych działań ofensywnych radykalnych grup, które tam się znajdują. Ale mamy nadzieję, że nasi partnerzy z Turcji mimo wszystko wykonają swoją część zobowiązań wynikających ze stref deeskalacji w Idlibie i ustabilizują tam sytuację” — dodał dyplomata. Dziś w Astanie rozpoczęła się siódma runda negocjacji w sprawie Syrii.

 

* W Japonii w przedterminowych wyborach parlamentarnych zwyciężyła rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna. Koalicja złożona z partii premiera Shinzō Abe i małej, konserwatywnej Komeitō zdobyła 313 spośród 465 miejsc w Izbie Reprezentantów, niższej izbie japońskiego parlamentu. Zasiądzie w niej także 55 przedstawicieli centrolewicowej Konstytucyjnej Partii Demokratycznej, 50 Konserwatywnej Kibō no Tō (Partii Nadziei), 12 Japońskiej Partii Komunistycznej, 11 liberalnej Nippon Ishin no Kai, 2 Partii Socjaldemokratycznej oraz 22 niezależnych. Wybory odbyły się przedterminowo, ponieważ na wniosek premiera rozwiązano parlament. Politycy opozycyjni twierdzili, że Abe zdecydował się na wcześniejsze wybory, aby uniknąć dalszych przesłuchań w parlamencie w sprawie jego domniemanego niewłaściwego wykorzystania władzy w celu przejęcia gruntu należącego do kampusu Wyższej Szkoły Weterynaryjnej w Imabari. W opinii komentatorów zwycięstwo Partii Liberalno-Demokratycznej to głównie efekt stanowczego stanowiska premiera w obliczu ostatnich prób rakietowych Korei Północnej. Tak jak obiecałem podczas kampanii, moim głównym zadaniem jest stanowcze rozprawienie się z Koreą Północną. Do tego potrzebna jest twarda dyplomacja - oświadczył Abe. Przyśpieszone wybory miały dać premierowi przyzwolenie na rewizję japońskiej konstytucji w obliczu zagrożenia ze strony północnokoreańskiego reżimu. Abe domaga się zmiany ustawy zasadniczej z 1946 r. Po klęsce w II wojnie światowej USA narzuciły jej pacyfistyczny charakter. Japonia nie ma więc regularnego wojska, nie może również prowadzić wojen. Zdaniem Abe artykuł 9., w którym znajduje się ów zapis, powinien zostać zmieniony z powodu zagrożenia ze strony Korei Północnej. Według niektórych to krok w kierunku zwiększenia obronności Japonii. Krytycy Abe twierdzą jednak, że dąży on do ponownej militaryzacji państwa.Zgodę na wprowadzenie poprawek do konstytucji będą musiały dać obie izby w japońskim parlamencie. Oprócz tego kwestia ta musi jednak zostać jeszcze przegłosowana w ogólnokrajowym referendum. Już w 2015 r. premierowi Abe udało się tak zmodyfikować konstytucję, aby zezwolić japońskim oddziałom na walkę za granicą w szczególnych okolicznościach, co wywołało w tym kraju masowe protesty.

 

*Każda próba Stanów Zjednoczonych rozwiązania swoich sporów z KRLD drogą wojenną to decyzja katastrofalna, której skutki mogą okazać się fatalne dla regionu i bardzo trudne dla całego świata – uważa amerykański naukowiec Michael Zagurek, pracownik Instytutu Stanów Zjednoczonych i Korei przy Uniwersytecie im. Johna Hopkinsa. Ekspert policzył, że od 2011 roku Korea Północna przeprowadziła 98 testowych startów rakiet balistycznych. Z czasem stały się one doskonalsze, pewniejsze, o dalszym zasięgu. Kulminacją były dwie próby rakiet międzykontynentalnych w dniach 4 i 28 lipca tego roku. "Gorąca" faza konfliktu może zacząć się po dowolnej z kolejnych prób jądrowych Korei Północnej. Zdaniem badacza, aby sprawdzić niszczącą moc nowej broni, Pjongjang może zdecydować się na próbną eksplozję w wodzie lub w powietrzu z transmisją z tego zdarzenia w państwowej telewizji. Innym możliwym wariantem eskalacji wydarzeń może być testowy start kolejnej północnokoreańskiej rakiety, której bloki szkoleniowo-bojowe upadną zbyt blisko wyspy Guam, gdzie mieszczą się amerykańskie bazy wojskowe. W takim wypadku, zdaniem Zagurka, USA nie będą zwlekać. Najbardziej powściągliwą odpowiedzią wojskową może być przechwycenie rakiety na jej odcinku końcowym siłami systemu obrony przeciwrakietowej – uważa naukowiec. – Znacznie poważniejsze kroki to atak poligonów rakietowych, placów startowych, rejonów rozmieszczenia ruchomych wyrzutni.I kolejny wariant: atak broni precyzyjnej na Pjongjang w celu fizycznej likwidacji Kim Dzong Una i jego najbliższego otoczenia. To najbardziej niebezpieczny scenariusz. On z pewnością sprowokuje KRLD do uderzenia odwetowego.  Zdaniem Zagurka, w tym wypadku dynastii Kim nie powstrzyma ten fakt, że na miejscu ich państwa wkrótce pozostanie radioaktywna pustynia. Arsenał jądrowy KRLD jest zbyt mały do przeprowadzenia wybiórczych ataków na amerykańskie bazy, miejsca skupienia wojsk, fabryki obronne czy lotniska, zatem Pjongjang nie da rady zniszczyć wojskowo-przemysłowego kompleksu. Jedyne, co mu pozostanie, zdaniem Michaela Zagurka, to zaatakować gęsto zaludnione miasta, aby "zabrać ze sobą" jak najwięcej wrogów. Toteż głównym celem mogą zostać stolice sąsiadujących z Koreą Północną państw sojuszniczych Stanów Zjednoczonych – Seul i Tokio. Autor badań skrupulatnie obliczył skutki wszystkich wariantów: zarówno uderzenie w jedno z miast, jak i w obie stolice; zarówno pociskami minimalnej siły, jak i maksymalnej. Nawet, jeśli do celu doleci 1/5 część rakiet, w miastach momentalnie zginie około 600 tysięcy osób. Około 2 milionów zostanie rannych w różnym stopniu ciężkości. Centralne rejony stolic będą całkowicie zniszczone. Maksymalna ilość ofiar w razie zadziałania 80% głowic bojowych to ponad 2 100 000 ofiar śmiertelnych i 7,5 miliona rannych. Nie wiadomo, ilu ludzi w późniejszym okresie zabije promieniowanie. Podsumowując, Michael Zagurek pisze, że łączne straty w ludziach w tej katastrofie przewyższą łączną liczbę obywateli Korei Południowej i Japonii, którzy zginęli w latach wojny koreańskiej i II wś. KRLD przestanie istnieć jako państwo, kiedy spadnie na nie odwetowe uderzenie rakiet Stanów Zjednoczonych, a może i bomb lotniczych  B61. Warto jednak wziąć pod uwagę, że cała ta "papierowa" apokalipsa to tylko techniczne rachunki jednego człowieka. Prawdopodobieństwo, że straszliwy scenariusz zamieni się w rzeczywistość, jest skrajnie mała.  W tej chwili czas gra na korzyść Kim Dzong Una – powiedział RIA Novosti ekspert wojskowy Michaił Chodarenok. Im więcej ma rakiet balistycznych różnej klasy, tym trudniej będzie Waszyngtonowi osiągnąć cokolwiek drogą wojskową. W całej tej sytuacji winić można tylko USA z ich ciągłymi groźbami. Należy wprost powiedzieć, że nikt nie zrobił tyle w zakresie złamania zasady nierozprzestrzeniania broni jądrowej, co USA. Z kolei wiodący pracownik naukowy Instytutu Dalekiego Wschodu Rosyjskiej Akademii Nauk Jewgienij Kim wyjaśnił RIA Novosti, że KRLD przeprowadza testy rakietowe nie po to, aby kogoś przestraszyć albo sprowokować. Pjongjang próbuje jak można najszybciej zakończyć testy i udoskonalić swój wojenny potencjał. Ekspert uważa, że kierownictwo KRLD, dysponując taką bronią, poczuje się w miarę pewnie i nie będzie tworzyć napięcia w trybie jednostronnym. Tym samym jest także zainteresowany główny gracz w rejonie Azji i Pacyfiku, a zarazem "opiekun" Korei Północnej – Chiny. 

 

* Brytyjski dziennik „Financial Times” opisał na swoich łamach falę powrotów do Polski młodych profesjonalistów, którzy zdobywali wykształcenie i rozpoczynali swoją karierę zawodową w Wielkiej Brytanii. FT podkreślił, że „wielu młodych i dobrze wykształconych Polaków wykonuje podobny ruch, za którym stoi kombinacja obaw związanych z Brexitem i nadziei dotyczących kwitnącej polskiej gospodarki, która ma apetyt na ich talent i doświadczenie”.„Myślę, że to bardzo ekscytujący czas w Polsce i tyle rzeczy się zmienia. Polska potrzebuje tego, żebyśmy wrócili” – mówi 24-letnia Marta Tondera, która w marcu przeniosła się do Warszawy, gdzie podjęła pracę w fundacji charytatywnej przy firmie farmaceutycznej Adamed. Jak tłumaczyła, „to wszystko wydarzyło się tak nagle; czuję się, jakby działo się to poza mną”, ale nie mogła odrzucić możliwości rozwoju, którą oceniła jako „wymarzoną pracę”. W sierpniu brytyjski urząd statystyczny ONS poinformował, że według szacunków za 2016 rok w Wielkiej Brytanii mieszkało wówczas ponad milion obywateli Polski. Polacy są największą mniejszością narodową w tym kraju. To najwyższy poziom w historii i wzrost o 86 tys. w porównaniu z 2015 r. W ostatnich miesiącach odnotowano jednak spadek imigracji do Wielkiej Brytanii i wzrost emigracji powrotnej.

 

* Na Nowej Zelandii liderka Partii Pracy Jacinda Ardern tworzy rząd dzięki poparciu populistów oraz Zielonych, pomimo porażki laburzystów we wrześniowych wyborach parlamentarnych. Doszło do powyborczego pata, gdy ani rządząca do tej pory centroprawicowa Partia Narodowa (NP) premiera Billa Englisha, ani Partia Pracy nie były w stanie rządzić bez koalicjanta. Bardzo wpływowe okazało się w tej sytuacji niewielkie populistyczne ugrupowanie Najpierw Nowa Zelandia (NZF). Decyzję NZF o wejściu do koalicji z LP ogłosił w ub. czwartek lider tego ugrupowania Winston Peters. Jak tłumaczył, NZF stanęła wobec decyzji między "zmienionym status quo a zmianą" i postanowiła pójść w kierunku zmiany.  Koalicja LP i NZF będzie wspierana przez Partię Zielonych Nowej Zelandii (GPA). Po wyborach niektórzy komentatorzy wskazywali, że koalicja LP, NZF i GPA teoretycznie jest możliwa, lecz raczej mało prawdopodobna. 37-letnia Ardern, która na czele Partii Pracy stanęła dopiero w sierpniu tego roku, będzie trzecią kobietą na stanowisku premiera Nowej Zelandii, po Jenny Shipley z NP (1997-99) i Helen Clark z LP (1999-2008). Będzie też jednym z najmłodszych szefów rządów w ostatnich latach na świecie. Z uwagi na młody wiek, szybki wzrost popularności oraz charyzmę porównywana jest do Justina Trudeau czy Emmanuela Macrona. Ardern w jednej ze swych ostatnich wypowiedzi nazwała kapitalizm "całkowitym niepowodzeniem" i zacytowała dane dotyczące liczby bezdomnych oraz osób żyjących w ubóstwie jako dowód na to, że "rynek zawiódł" najbiedniejszych mieszkańców kraju. Polityczka stwierdziła, że działania służące rozwojowi gospodarki "muszą się zmienić", tak aby wziąć pod uwagę "możliwości ludzi" i sprawić, aby życie każdego człowieka miało znaczenie. Zapowiedziała podniesienie płacy minimalnej, budowę tysięcy tanich domów oraz walkę z ubóstwem wśród dzieci. W pierwszym wywiadzie udzielonym już jako premier-elekt Ardern podkreślała, że kapitalizm "zawiódł jej naród". Jeśli setki tysięcy dzieci żyją w domach, w których brakuje środków, by przetrwać, to jest to całkowita porażka. Jak inaczej to opisać? - pytała.  Czy rynek zawiódł nasz naród? Tak - dodała, odnosząc się do słów ustępującego premiera, Billa Englisha, który zwracał uwagę na wzrost gospodarczy kraju i nadwyżkę budżetową, jaką zostawia kolejnej ekipie. Jak można mówić o sukcesie, gdy osiągamy wzrost na poziomie ok. 3 proc. (PKB), ale jednocześnie mamy największy wskaźnik bezdomności wśród krajów rozwiniętych? - pytała. Ardern podkreśliła, że polityka kraju musi uwzględniać fakt, iż ludzie powinni być w stanie zarobić na utrzymanie swojej rodziny i prowadzić "znaczące, satysfakcjonujące życie".

 

*Minister obrony Ukrainy Stepan Połtorak wyjaśnił duże niebojowe straty w ukraińskiej armii chorobami, naruszeniem zasad bezpieczeństwa i spożywaniem alkoholu."Niebojowe straty, niestety, są" – powiedział Połtorak dla telewizji "112 Ukraina".  "Przyczyny są absolutnie różne. Bywa, że ludzie umierają od chorób, bywa, że na skutek złamania zasad bezpieczeństwa. Niestety, są przypadki, kiedy kadry nadużywają alkoholu" – dodał. Według słów ministra każdy przypadek jest badany i są podejmowane kroki, aby takie zdarzenia się nie powtarzały. W maju Połtorak wydał specjalny nakaz walki z alkoholem w Siłach Zbrojnych. Wcześniej główny prokurator wojskowy Anatolij Matios oświadczył, że od 2014 roku ponad 10.000 żołnierzy zginęło lub zostało rannych nie z przyczyn bojowych w Donbasie. Matios uważa za przyczynę takich kolosalnych strat naruszanie zasad kodeksu i lekceważący stosunek do pełnienia służby. 

 

*Szef Komisji Obrony Dumy Państwowej Rosji Władimir Szamanow skomentował wypowiedź ukraińskiego generała Igora Romanienki, że Rosja gotowa jest wykorzystać okręty podwodne Floty Czarnomorskiej przeciwko Ukrainie. Jak podkreślił, nie ma podstaw do takich twierdzeń. Przypomniałem sobie wcześniejszą historię, pojawił się żart o okręcie podwodnym w stepach Ukrainy. Dlatego, być może, generał odgrzebał ten dowcip i postanowił zaangażować swoich patronów zza oceanu. Nie ma (Ukraina) sił i środków, które mogą przemieszczać się po morzu w sposób elementarny. Zostało jej tylko godne pożałowania dziedzictwo lat 60. i 70. Związku Radzieckiego – powiedział Szamanow w rozmowie z RIA Novosti. Jak dodał, wypowiedź ukraińskiego wojskowego jest śmieszna i nieprofesjonalna.  Sami siebie zniszczą tym pijaństwem, które u nich kwitnie. Według raportu ich prokuratora wojskowego i biorąc pod uwagę to, że w armii zebrał się cały motłoch składający się z nacjonalistów i innych hura patriotów. Dlatego mają inne zadania: kraść, dorabiać się – powiedział polityk. W sobotę ukraiński minister obrony Stepan Połtorak podał przyczynę strat niebojowych w armii – choroby, nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa i nadużywanie alkoholu.

 

* Pojawiła się kolejna rywalka Putina.Rosyjska dziennikarka i obrończyni praw człowieka Jekaterina Gordon planuje wysunąć swoją kandydaturę na prezydenta Rosji.„Będę najprawdopodobniej jedynym kandydatem w wyborach nie z nadania administracji prezydenta" — czytamy w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie kandydatki „Katia Gordon". W swoim programie dziennikarka zamierza położyć akcent na prawa kobiet i dzieci, których obroną zajmuje się od ostatnich kilku lat. „Nigdy nie głosowałam i teraz, z racji swoich przekonań, chcę skorzystać z tego prawa i stać się głosem kobiet, których prawa są poniewierane" — oznajmiła Gordon. Kolejne wybory na prezydenta Rosji odbędą się w marcu 2018 roku. Kampania wyborcza startuje już w grudniu. Kandydować w wyborach prezydenckich zamierza także prezenterka telewizyjna Ksenia Sobczak.

 

*Posiedzenie Komisji Ukraina – NATO w grudniu nie zostanie przeprowadzone, poinformował przedstawiciel sojuszu, komentując informacje o tym, że Węgry zablokowały jego przeprowadzenie."NATO ściśle współpracuje z Ukrainą" – powiedział przedstawiciel sojuszu. Według jego słów posiedzenia Komisji Ukraina – NATO przeprowadzane są regularnie na różnych warunkach, ostatnie odbyło się w Kijowie w lipcu. "Planów przeprowadzenia Komisji Ukraina – NATO  w grudniu nie ma" – powiedział przedstawiciel NATO. Wcześniej informowano, że MSZ Węgier oświadczyło, że zablokowało posiedzenie Ukraina – NATO, które miałoby odbyć się w grudniu. Węgry gotowe są do konsultacji, ale nie godzą się na sytuację, w której, jak twierdzi Budapeszt, Ukraińska ustawa o edukacji łamie prawa mniejszości narodowych. 

 

* Obecny rząd na Ukrainie gwałtownie traci poparcie i liczba niezadowolonych obywateli rośnie – takie oświadczenie wydał Ołeksandr Lewcun, dyrektor Centrum Studiów Socjologicznych „Sofia” na konferencji prasowej w Kijowie. Wzrost cen o 20%, wyższe koszty taryf użytkowych oraz niepopularne ustawy wprowadzone przez władzę są powodami dużej liczby niezadowolonych obywateli. W przeprowadzonej ankiecie znaczna większość, bo 79%, w mniejszym lub większym stopniu nie popiera działań obecnego prezydenta kraju Petra Poroszenki. Jednocześnie, liczba obywateli, która popiera działania prezydenta zmniejszyła się z 21,5% do 13,2%. Między wrześniem a październikiem można zauważyć znaczny regres pozytywnej oceny przedsięwzięć prezydenta – komentuje socjolog. Lewcun zauważył również pogorszenie w ocenie działań premiera kraju: „77% przebadanych w ankiecie mniej lub bardziej kategorycznie nie zgadza się z działaniami premiera Wołodymyra Hrojsmana. W we wrześniu procent niezadowolonych wynosił 74,2%. Liczba popierających premiera również spadła z 20,8% do 14,8%” – dodaje Lewcun.

 

*Zwolennik byłego lidera Prawego Sektora Dmytra Jarosza proponuje „odzyskać” Krym za pomocą ataków rakietowych.Krymski politolog Andriej Nikiforow, komentując to oświadczenie na antenie radia Sputnik, przypomniał o haśle ukraińskich nacjonalistów z lat 90. Dowódca 5. Batalionu ekstremistycznego Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego Władysław Litwin oznajmił, że Krym będzie łatwiejszy do „odzyskania” niż Donbas. Powiedział o tym w wywiadzie dla portalu Apostrof.   „Nie trudniej… Tam, na Krymie, odwrotnie można wszystko zrobić jeszcze skuteczniej" — twierdzi Litwin. Zdaniem wojskowego w odzyskaniu półwyspu pomoże nie piechota, lecz broń rakietowa. „Teraz w zasadzie rozwijamy program rakietowy" — powiedział Litwin. Dodał, że ukraińskiej broni rakietowej „teoretycznie powinno wystarczyć" do zniszczenia baz wojskowych na terytorium półwyspu. Ukraiński Korpus Ochotniczy założył były lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz. Wcześniej oznajmił, że powrót Donbasu w skład Ukrainy to „plan nie na dziesięciolecia, lecz na o wiele krótszy czas". W Rosji przeciwko szefom Prawego Sektora, w tym Jaroszowi, wszczęto postępowanie karne w związku z ekstremizmem. Śledczy podejrzewają organizację o zbrodnie przeciwko Rosji, jej obywatelom i placówkom dyplomatycznym na Ukrainie. Doktor nauk historycznych, dyrektor Instytutu Państw WNP w Republice Krymu Andriej Nikiforow na antenie radia Sputnik przypomniał hasło ukraińskich nacjonalistów z lat 90, że półwysep będzie „ukraiński lub bezludny". Jak podkreślił krymski politolog, poglądy niektórych działaczy na Ukrainie wcale się nie zmieniły.  „Chodzi o to, że nie szanują ludzi mieszkających na terytoriach, które ich chore umysły uważają za Ukrainę. Dlatego, idąc w ślady swoich ideologów, którzy kiedyś twierdzili, że Krym będzie ukraiński lub bezludny, są gotowi, by uczynić go bezludnym, byleby stał się ukraiński. Najsmutniejszą rzeczą jest to, że pomimo różnego rodzaju zwolenników Jarosza podobne poglądy czasami wyrażają ludzie niby porządni, wykształceni, uważający siebie za liberałów i humanistów. Poruszając temat Krymu, mówią — oddajcie, zapominając o tym, że prawo pańszczyźniane w naszym kraju zostało zniesione w 1861 roku. Natomiast na Krymie żyją ludzie, którzy dokonali swojego wyboru. I to nie jakaś arytmetyczna, lecz zdecydowana większość Krymian" — powiedział Andriej Nikiforow. 

 

*Ukraińska Prokuratora Wojskowa wszczęła postępowanie karne po doniesieniach o „próbę zajęcia” jednostki wojskowej w Odessie.Śledczy oceniają działania straży wojskowej i dowódców jednostki, a także „najeźdźców”, którzy postawili ogrodzenie na jej terytorium. Artykuł dotyczy naruszenia regulaminu straży wartowniczej przez osobę wchodzącą w skład straży. Rozpoczęło się postępowanie przygotowawcze. Prokuratura Wojskowa będzie monitorować postępy sprawy. Jednocześnie ukraińscy wojskowi i policja przedstawiają całkowicie odmienne wersje incydentu, do którego doszło w obiekcie wojskowym Odessy. Wcześniej media informowały, że w niedzielę rano około godziny 4:00 nieznani sprawcy w kominiarkach próbowali zająć jednostkę wojskową w Odessie. „O tych ludziach na razie nic nie wiadomo. Teraz miała miejsce rozmowa prawnika wojskowego służby, który powiedział, że ta organizacja nie ma żadnych dokumentów na jakiekolwiek działania na terenie tego obiektu” — wyjaśnił szef centrum prasowego dowództwa Sił Powietrznych armii Ukrainy Roman Jurczyło. Powiedział również, że przejęcie zostało powstrzymane. „Na tym terytorium znajdują się obiekty wojskowe Sił Powietrznych, dlatego niewątpliwie będziemy go bronić” — powiedział Jurczyło. Na miejscu pracują śledczy Prokuratury Wojskowej Garnizonu w Odessie oraz kierownictwo Prokuratury Wojskowej Regionu Południowego, a także policjanci, którzy zostali wezwani do utrzymania porządku podczas prac zgodnie z dostępnymi pozwoleniami.Z kolei policja zaprzeczyła informacjom o próbie zajęcia. Jak poinformował doradca szefa resortu w obwodzie odeskim Rusłan Forostiak na antenie kanału telewizyjnego „112 Ukraina”, poza granicami jednostki wojskowej prowadzone były prace budowlane. Uściślił, że na terytorium wojskowe nikt nie wszedł i że nie było żadnej konfrontacji. Według niego policja otrzymała wiadomość o próbie przejęcia jednostki wojskowej, ale okazała się fałszywa. Powiedział, że w niedzielę wywożono gruz budowlany. Forostiak podkreślił, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania kryminalnego. Użytkownicy sieci społecznościowych po pojawieniu się pierwszych doniesień o incydencie oburzyli się bezczynnością wojskowych i organów ścigania. Niektórzy zastanawiali się, dlaczego straż wartownicza nie otworzyła ognia i czy w ogóle była na miejscu. „Gdzie byli wartownicy? Przeszli na stronę narodu, zapomnieli ich tam postawić i zapomnieli o nich na 3,5 roku?” — pyta Anna Nikolajewa.  „Prawdopodobnie było tam 40 ciężarnych kobiet w kominiarkach, do których nie można było otworzyć ognia” — zasugerował Jewgienij Herasikow. „A wy co, jesteście zupełnie bezradni? Nie mogliście podnieść kilku Mi-24 i pogonić tych stworów przez pola? Albo przeprowadzić nagłe szkolenie antydywersyjne rezerwy? Hańba” — pisze Michaił Nik. „Pełen absurd! Minister obrony powinien natychmiast podać się do dymisji lub prezydent!” — uważa Jurij Potemkin. „To nie jest wojsko, a przedszkole” — dodał Aleksander Tkaczenko. Wśród sprawców, którzy uczestniczyli w rzekomym przejęciu części terytorium wojskowego obiektu w Odessie, byli uczestnicy operacji wojskowej w Donbasie — poinformowało lokalne  wydanie „Timer". „Działacz ruchu «Wolni ludzie» Todor Panowskij potwierdził informacje o tym, że ludzie w maskach byli członkami ATO, i zarzucił administracji centrum, że ta «napuszcza» członków ATO na wojskowych, dyskredytując tym samym siły zbrojne Ukrainy" — czytamy w komunikacie. Według informacji mediów, wśród uczestników konfliktu byli również „przedstawiciele organizacji patriotycznych". Politolog Iwan Mezjucho w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził opinię, że nawet jeśli wersja ukraińskich wojskowych jest bliższa prawdy, to świadczy to tylko o jednym: że są oni zastraszeni i nie czują się bezpiecznie we własnym kraju Samowolne wejście osób cywilnych na teren jednostki wojskowej świadczy o niemocy Sił Zbrojnych Ukrainy. Tak naprawdę ukraińskie organy porządkowe, a także wojskowi znajdują się w trudnej sytuacji od czasów Euromajdanu, kiedy tłum dostał prawo na stosowanie przemocy, pozbawiając państwo monopolu na przemoc. Sądzę, że zachowanie ukraińskich wojskowych w tym incydencie jest dowodem ich strachu, tego, że Siły Zbrojne Ukrainy nie czują się obecnie bezpiecznie we własnym kraju. I są one w takim stopniu zastraszone przez wszystkich «weteranów ATO», różnego rodzaju aktywistów, że w przypadku przeniknięcia nieznanych osób na terytorium obiektu wojskowego nie podejmują nawet niezbędnych działań" — uważa Iwan Mezjucho.

 

*Kijów i Berlin nie liczą na przekazanie Krymu Ukrainie – o tym w wywiadzie dla gazety "Welt am Sonntag" powiedział wiceszef frakcji parlamentarnej Wolnej Partii Demokratycznej Niemiec Alexander Lambsdorf. Nawet kijowski rząd nie liczy na to, że Moskwa zwróci  Krym w bliskiej przyszłości. Mamy ten sam punkt widzenia – powiedział Alexander Lambsdorf.  Przy tym Lambsdorf zauważył, że nie uważa wejścia Krymu w skład Rosji za prawomocny, a sankcje przeciwko Moskwie nazwał "usprawiedliwionymi". Jednocześnie podkreślił, że Niemcy powinny podtrzymywać kontakt z Rosją.  Opowiadamy się za dialogiem z Moskwą na tematy interesujące obie strony – powiedział deputowany. W sierpniu lider Wolnej Partii Demokratycznej Niemiec Christian Lindner wezwał do "przymknięcia oczu" na status Krymu i postawienia na współpracę z Moskwą. Z podobnymi wypowiedziami występowali przedstawiciele prawicowej "Alternatywy dla Niemiec" i lewicowej partii "Die Linke".

 

*Przedstawiciele ukraińskiej partii „Korpus Narodowy", utworzonej na bazie batalionu „Azow", zaoferowali wsparcie hiszpańskim nacjonalistom i oświadczyli, że są gotowi wystąpić przeciwko separatyzmowi w południowoeuropejskim państwie. Ich odezwa została opublikowana na Facebooku.„Populiści i zwolennicy słabej Europy dzielą dziś Hiszpanię…  Wyrażamy poparcie dla hiszpańskich braci i jesteśmy gotowi udzielić im pomocy, jeśli zaistnieje taka konieczność" — czytamy w oświadczeniu. W nagraniu opublikowanym w sieciach społecznościowych kilkadziesiąt osób odpala petardy na tle emblematu „Azowa" i transparentu „Jedyna, wielka i wolna Hiszpania". Wcześniej członkowie tzw. „Wszechukraińskiej Unii Weteranów ATO" wyrazili wsparcie dla władz w Madrycie i ogłosili utworzenie formacji wojskowej do walki z katalońskimi separatystami.

 

*Były szef sztabu wyborczego Donalda Trumpa Paul Manafort i jego partner Rick Gates otrzymali dziesiątki milionów dolarów za pracę lobbystyczną w interesie Ukrainy w latach 2006-2015.Jednocześnie zajmowali się praniem brudnych pieniędzy i naruszyli ustawę o rejestracji zagranicznych agentów — czytamy w akcie oskarżenia.„W latach 2006-2015 Manafort i Gates działali jako niezarejestrowani agenci rządu Ukrainy, Partii Regionów — ukraińskiej partii politycznej, której lider Wiktor Janukowycz sprawował urząd prezydenta w latach 2010-2014, oraz samego Janukowycza i Bloku Opozycyjnego, stworzonego zamiast Partii Regionów po ucieczce Janukowycza w 2014 roku do Rosji. Manafort i Gates otrzymali dziesiątki milionów dolarów za swoją pracę w interesie Ukrainy. Próbując ukryć dochody z Ukrainy przed amerykańskimi władzami w latach 2006-2016, Manafort i Gates prali brudne pieniądze przez dziesiątki amerykańskich i zagranicznych korporacji, firm i kont bankowych" — czytamy w akcie oskarżenia.  Dokument głosi, że Manafort jest oskarżany o „pranie” 18 mln dolarów, łącznie przez konta offshore przewinęło się do 75 mln dolarów. Ich działalnością dotyczącą sankcji przeciwko Ukrainie, wyborów i postępowania karnego przeciwko byłej premier Julii Tymoszenko kierował Janukowycz.

 

* Wybory prezydenckie w Kirgistanie wygrał Sooronbaj Żeenbekow z Socjaldemokratycznej Partii Kirgistanu (SDPK). Były premier w sierpniu tego roku zrezygnował z kierowania rządem, przystępując do kampanii wyborczej. Jako kandydat obozu władzy, uzyskał on ponad 54 proc. głosów i wyprzedził Ömürbek Babanowa, lidera opozycyjnej, konserwatywnej partii Respublika–Ata Żurt, biznesmena, a w przeszłości także premiera i bliskiego współpracownika ustępującego prezydenta Ałmazbeka Atambajewa, który otrzymał 33 proc. głosów. Pozostali, liczni kandydaci uzyskali śladowe poparcie. Frekwencja wyniosła niespełna 56 proc.  Ustąpienie prezydenta po jednej kadencji (tak jak przewiduje kirgiska konstytucja) i wybór nowego w demokratycznym głosowaniu stanowi pozytywny precedens na tle sytuacji w innych krajach tego niespokojnego regionu. Misja OBWE uznała wybory za zasadniczo demokratyczne i dobrze zorganizowane. Umożliwiły one swobodną konkurencję kandydatom. Występowały natomiast przypadki wywierania presji na wyborców oraz kupowania głosów. W dniu głosowania nie odnotowano jednak poważniejszych incydentów (poza pewnymi problemami z liczeniem głosów), a Babanow uznał wyniki wyborów. 59-letni Żeenbekow pochodzi z obwodu oszyńskiego i jest z wykształcenia zootechnikiem. Sprawował urząd ministra rolnictwa, zasobów wodnych i przemysłu przetwórczego w rządzie Atambajewa od kwietnia do listopada 2007, potem gubernatora obwodu oszyńskiego, przedstawiciela rządu w tymże obwodzie, a następnie - od kwietnia 2016 do sierpnia - premiera rządu. Prezydent-elekt zapowiedział kontynuację polityki Atambajewa, polegającej m.in. na normalizacji relacji z sąsiednim Uzbekistanem. Jest postrzegany jako zwolennik bliskiej współpracy z Rosją. Uchodził przy tym za kandydata bardziej odpowiadającego Moskwie niż także prorosyjski Babanow. Z drugiej strony rosyjski MSZ na kilka dni przed wyborami zdementował informację o rozmowach w sprawie planowanego otwarcia drugiej rosyjskiej bazy wojskowej w Kirgistanie. 

 

* Szef ukraińskiego IPN, Wołodomyr Wiatrowycz, żąda od strony polskiej odbudowy nielegalnego pomnika ku czci UPA w Hruszowicach, od czego uzależnia zgodę na ekshumacje ciał Polaków pomordowanych na Kresach przez banderowską dzicz. Jak pisze „Rzeczpospolita”, pomnik „Bohaterom UPA walczącym o wolną Ukrainę” przez 23 lata stał na cmentarzu w Hruszowicach na Podkarpaciu. Miał on kształt bramy, którą na szczycie łączyło godło Ukrainy. Ukraiński IPN nie tylko chce jego odbudowy, ale też ukarania winnych rozbiórki. Pomnik został nielegalnie postawiony w 1994 r. przez mieszkających w Polsce Ukraińców. W kwietniu za zgoda lokalnych władz rozebrali go członkowie polskiego Ruchu Narodowego. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk mówi, że na to nie ma szans. – Po pierwsze, pomnik ten postawiono bez odpowiedniej zgody. Po drugie, nie ma tam grobu. Polskie przepisy wyraźnie mówią, że każdy człowiek ma prawo do grobu, niezależnie od tego, czy to żołnierz niemiecki, rosyjski czy członek UPA. Takie miejsca są w Polsce chronione. Ale czymś innym jest sytuacja, gdy w Polsce ktoś usiłuje wystawiać łuki triumfalne ku czci UPA – powiedział. Szef ukraińskiego IPN prof. Wołodymyr Wiatrowycz w rozmowie z gazetą argumentuje, że na Ukrainie odbudowano wszystkie zniszczone w ostatnich latach polskie pomniki. Dlatego oczekuje odbudowania w Polsce 16 ukraińskich pomników. Wołodymyr Wiatrowycz wydał zakaz polskiemu IPN na prowadzenie ekshumacji i upamiętnianie pomordowanych na Ukrainie Polaków. – Temat ekshumacji nie powinien być przedmiotem targów, a taką mniej więcej sytuację mamy – stwierdził Krzysztof Szwagrzyk.

 

*Drapacz chmur w Batumi zostanie zbudowany, ale nie pod nazwą Trump Tower.Gruzińska firma Silk Road Group postanowiła wznowić budowę w Batumi drapacza chmur, o którego wzniesieniu porozumiał się w 2012 roku z Donaldem Trumpem ówczesny prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili. Po wybraniu na prezydenta Stanów Zjednoczonych Trump zerwał porozumienie z Silk Road Group. Jednocześnie kierownictwo gruzińskiej firmy poinformowało, że wieżowiec zostanie jednak zbudowany, ale otrzyma inną nazwę. O tym, że wieżowiec w Batumi jednak zostanie zbudowany, Silk Road Group opowiedziała po tym, jak znalazła nowego inwestora – Fundację Współinwestowania byłego premiera Gruzji Bidzyny Iwaniszwili. Fundacja zgodziła się na przeznaczenie 100 milionów dolarów na budowę jednego z największych budynków na Kaukazie, który otrzyma nazwę Silk-Tower. O podpisaniu nowego kontraktu założyciel Silk Road Group Georgij Ramiszwili poinformował na antenie telewizji CNBC. Potwierdził, że zgodnie z porozumieniem z Donaldem Trumpem wieżowiec miał nosić nazwę Trump Tower. Ustne porozumienia z amerykańskim miliarderem zostały osiągnięte w 2011 roku, podczas wizyty w USA prezydenta Michaiła Saakaszwilego i jego spotkania z Trumpem w wieżowcu o takiej samej nazwie przy nowojorskiej Piątej Alei. Licencjonowane porozumienie o wykorzystaniu "markowej nazwy" Donalda Trumpa przy budowie wieżowca z kasynem Silk Road Group i Trump Corporation zatwierdziły podczas wizyty amerykańskiego miliardera w Gruzji w 2012 roku.

 

*Wojska kosmiczne Rosji przetestowały satelitę manewrującą zdolną do zbliżenia się do innych aparatów orbitalnych, ich oglądania i przechwytywania w razie potrzeby.Poinformowało o tym gazetę Izwiestija Ministerstwo Obrony. Podczas testów satelita odcumował od platformy okołoziemskiej Kosmos-2519 wystrzelonej 23 czerwca 2017 roku. Aparat po zmianie orbity wrócił do platformy i ją zbadał. Podczas testów sterowania manewrującym satelitą wojskowym przetestowano lądowe i orbitalne środki komunikacji, sprawdzono metody obliczeń balistycznych i oprogramowanie. Ponadto została potwierdzona możliwość automatycznego odcumowania satelity od platformy, zdalnego sterowania jego lotem i wykorzystywania sprzętu pokładowego. Podobne satelity zabójcy w perspektywie przeznaczone nie tylko do obserwacji innych aparatów, ale również do ich przechwytywania, staną się ważnym elementem rosyjskiej grupy orbitalnej, wykonując zadanie powstrzymywania w kosmicznym wyścigu zbrojeń — podkreśla periodyk. 

 

* Niespełna dwa tygodnie po najkrwawszym zamachu w historii kraju, stolicą Somalii Mogadiszu znów wstrząsnęła seria eksplozji. Wtedy liczba zabitych przekroczyła 350, tym razem w wyniku eksplozji samochodów pułapek śmierć poniosło co najmniej kilkanaście osób. Jak podaje BBC, pierwsza eksplozja miała miejsce przed jednym z popularnych hoteli. Druga niewiele dalej przed dawną siedzibą parlamentu. Przedstawiciel policji Ibrahim Mohamed powiedział AFP, że eksplodował tam minibus wypełniony materiałami wybuchowymi. Dokładna liczba ofiar nie jest znana. Reuters pisze, że zginęło co najmniej 17 osób. Z kolei AP pisze o 18 zabitych i ponad 30 rannych. Agencja podaje także, że trwa wymiana ognia między siłami bezpieczeństwa a grupą terrorystów, którzy zabarykadowali się w hotelu. Media informują, że w hotelu Nasa-Hablod było ponad 20 osób, w tym przedstawiciele rządu. Do ataków przyznali się islamscy ekstremiści z Al-Szabab. - Naszym celem byli ministrowie i przedstawiciele sił bezpieczeństwa będący w hotelu - powiedział agencji Reutera rzecznik Al-Szabab, Abdiasis Abu Musab. Według jego słów zaatakowany hotel należy do ministra ds. bezpieczeństwa. 14 października w największym zamachu w historii kraju zginęło co najmniej 358 osób, a 56 wciąż jest uznawanych za zaginione. Władze somalijskie twierdzą, że za tamtym atakiem także stoją ekstremiści z Al-Szabab.

 

*Rosja uzupełniła listę artykułów spożywczych z UE, USA, Kanady i szeregu innych krajów objętych zakazem importuEkonomista Wiktor Jefimow w wywiadzie dla Sputnika podkreślił, że ten środek może ochronić rosyjskich producentów przed stratami. Rosja wydłużyła listę embarga żywnościowego i zakazała importu szeregu produktów spożywczych z UE, USA, Kanady i innych krajów — czytamy w postanowieniu opublikowanym na portalu rządowym. Jak podkreśla się w dokumencie, na listę trafiły żywe świnie oraz poszczególne rodzaje podrobów i tłuszczów zwierząt gospodarskich.  Poinformowano, że wprowadzone ograniczenia na import  towarów nie wpłyną na zaspokojenie potrzeb wewnętrznych Rosji. Jak podkreślił wicepremier Arkadij Dworkowicz, tym sposobem Rosja zamknie „szare" kanały dostaw towarów podawanych za inne, które szkodziły rosyjskim producentom. Rosja wprowadziła embargo żywnościowe w sierpniu 2014 roku w odpowiedzi na sankcje Zachodu. Zakaz objął mięso, wędliny, ryby, owoce morza, warzywa, owoce, nabiał z USA, UE, Kanady, Australii i Norwegii. Od tamtej pory embargo było kilkakrotnie przedłużane — na razie zakaz obowiązuje do końca 2018 roku. Zdaniem doktora habilitowanego nauk ekonomicznych profesora Wiktora Jefimowa wydłużenie listy artykułów objętych embargiem żywnościowym jest słusznym krokiem. "Rosja rozszerzyła listę artykułów objętych embargiem żywnościowym, objęła między innymi żywe świnie i podroby. Moim zdaniem to słuszna tendencja. Produkcja wieprzowiny jest jednym z biznesów związanych z dużym ryzykiem: inwestuje się w niego ogromne środki i jeśli coś się dzieje, na przykład wybucha epidemia afrykańskiego pomoru świń, ma to katastrofalne skutki. Jak się mówi, strzeżonego Pan Bóg strzeże. Wszystko, co obejmuje embargo może zostać wykorzystane przez nieostrożność, z powodu zaniedbań sanitarnych, ale również jako środek w walce konkurencyjnej. Moim zdaniem podjęte decyzje są w pełni adekwatne, w tym do naszych zasad współdziałania z WTO. Tam gra się do jednej bramki — przeciwko Rosji. Dlatego Rosja powinna umieć aktywnie i twardo bronić swoich interesów. Moim zdaniem jest to właśnie taki przypadek" — powiedział Wiktor Jefimow. 

 

* W peruwiańskiej jaskini Nazca brytyjscy badacze znaleźli kilka zmumifikowanych ciał z wydłużonymi głowami i trzema palcami na każdej z kończyn — pisze „Metro". Zdaniem naukowca Edsona Vivanko głowy kosmitów są prawdziwe, bo mają wszystkie cechy ludzkich czaszek. Jednak specjaliści nie wykluczają, że taki kształt głowy mogą mieć pewne formy humanoidów, albo zostały one specjalnie uformowane poprzez długotrwały nacisk z zewnętrz. Niektórzy badacze uważają, że deformacje są wynikiem przestępstwa lub eksperymentów na dzieciach. Analiza  DNA  fragmentów skóry wykazała, że jest ono całkowicie zgodne z ludzkim.

 

* Mieszana wyprawa naukowa, kierowana przez członkinię Rosyjskiej Akademii Nauk Natalię Połośmak, znalazła w Himalajach dwa kompleksy rytualne, które zdobiły nie spotykane przed tym nigdzie kamienne postacie z epoki wczesnego średniowiecza. Jest to czymś niezwykłym, zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę fakt, że prace prowadzone były w trudno dostępnym rejonie łańcucha górskiego położonego wysoko nad poziomem morza. Archeolodzy znaleźli unikalne figury z kamienia, przedstawiające jeźdźców — w sumie blisko 200 rzeźb. Ich specyfika polega na tym, że koń często wiezie nie jednego jeźdźca, lecz kilku — od dwóch do czterech. Są to figury trójwymiarowe, zdobią je bogate ornamenty. Wszystkie rzeźby są zrobione w jednym stylu, jednakże brak wśród nich chociażby dwóch jednakowych. Już teraz można powiedzieć z całym przekonaniem, że nic podobnego uczeni wcześniej nie znajdywali. Badacze zakładają, że te postacie są wcieleniem nieznanych dotąd misteriów i mitów. Zagadką pozostaje też, jaki właściwie naród je wykonał. Ewentualnie, dalsze poszukiwania pozwolą na znalezienie odpowiedzi również na to pytanie.

 

*Komisja Europejska bada kwestię celowości zmiany czasu letniego, pisze gazeta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" powołując się na przedstawicielkę KE. "Komisja Europejska już sprawdza, na ile konieczna jest zmiana czasu. Obecnie ta kwestia jest badana z uwzględnieniem posiadanych informacji" – pisze gazeta powołując się na przedstawicielkę Komisji Europejskiej.  Podkreśla się, że oficjalne informacje w tej sprawie pojawią się, gdy tylko wiadome będą wyniki oceny Komisji Europejskiej. 

 

*Odtajnione parę dni temu dokumenty z archiwum CIA pośrednio potwierdzają, że nazistowski lider Adolf Hitler nie popełnił samobójstwa w 1945 roku, lecz uciekł do Ameryki Łacińskiej - pisze Sputnik Brasil. Jeden z informatorów wywiadu USA w 1955 roku przekazywał, że po zakończeniu drugiej wojny światowej były SS-owiec Philip Citroen miał spotykać się z Hitlerem, ukrywającym się w Kolumbii pod nazwiskiem Schrittelmayor. W swoim raporcie agent utrzymuje, że Citroen jako pracownik Królewskiej Holenderskiej Spółki Okrętowej kontaktował się z Führerem co najmniej raz w miesiąc, w czasie podróży służbowych z Wenezueli do Kolumbii. Na dowód powyższego do dokumentów dołączono zdjęcie Citroena z osobą podobną do Adolfa Hitlera wykonane w 1954 roku w mieście Tunja, w Kolumbii. Po jakimś czasie, według słów informatora CIA Hitler przedostał się do Argentyny. Według oficjalnej wersji Adolf Hitler razem z żoną Ewą Braun popełnili samobójstwo 30 kwietnia 1945 roku w Berlinie w czasie szturmu radzieckich wojsk na niemiecką stolicę. Ich ciała zostały spalone w ogrodzie kancelarii Rzeszy. 27 października, z polecenia prezydenta USA Donalda Trumpa odtajniono archiwa służb specjalnych związane m.in. z zabójstwem 35. amerykańskiego prezydenta Johna Kennedy’ego. Dokumenty zostało umieszczone na stronie Narodowego Archiwum USA.

 

*Znany w Danii wynalazca i właściciel łodzi podwodnej Nautilus Peter Madsen podejrzany o zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall przyznał się policji, że kobieta zmarła wskutek zatrucia się tlenkiem węgla na pokładzie łodzi podwodnej, a on rozczłonkował jej ciało. „Wyjaśnił, że Kim Wall zmarła w wyniku zatrucia się tlenkiem węgla, gdy znajdował się na pokładzie łodzi podwodnej. Poza tym przyznał się, że to właśnie on rozczłonkował ciało i wyrzucił jego części do zatoki Køge" — czytamy w komunikacie prasowym policji Kopenhagi.  Po ostatnim przedłużeniu aresztu Madsen znajdował się w więzieniu do końca października. Dzisiaj poinformowano, że zgodził się na przedłużenie aresztu do 15 listopada. Jest podejrzany o znieważenie zwłok i umyślne lub nieumyślne zabójstwo szwedzkiej dziennikarki, która chciała napisać o Madsenie artykuł. 

 

*Zwolennicy Państwa Islamskiego grożą zamordowaniem księcia Jerzego. Post został opublikowany w aplikacji Telegram. Nawet rodzina królewska nie zostanie ocalona — głosi wiadomość, której towarzyszy zdjęcie brytyjskiego księcia wykonane przed szkołą, do której uczęszcza.Podano też adres elitarna szkoła w Battersea w Londynie, w której uczy się syn Williama i Kate.

 

KOMENTARZE

  • Tak to jest, jeśli usiłuje się zarobić na wojnie
    to zawsze znajdą się hieny, które się przyłączą do uczty.

    Jedne rodziny zostały zlikwidowane, inne przesiedlone, a jeszcze innym należą się rekompensaty za stracone mienie.

    Jedni potracili krewnych w sołdatach, a inni dostaną kasę za to, że się sprytnie zadekowali i przeżyli.

    Rabunek, który rozpoczęli Niemcy, swoi dokończyli, a właściwie jeszcze nie do końca, dalej będą obdarowywać wybranych, oczywiście wybranych przez los, a nie wyselekcjonowanych przez posłów.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031