Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Fenomen Kurza

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Tadeusz Iwiński, polityk SLD, analizuje aktualną scenę polityczną w Austrii i kanclerskie szanse Sebastiana Kurza.

 

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, w typowym dla niego „stanie wskazującym na spożycie” usiłuje obcałowywać broniącego się Kurza w Brukseli

 

Gdy jeszcze za rządów Edwarda Gierka (co słabo się dziś pamięta, a wówczas było pozytywnym ewenementem) na pewien czas wprowadzono ruch bezwizowy w relacjach z Austrią, to w Małopolsce, a zwłaszcza w Krakowie, mawiano żartobliwie: „Nareszcie możemy pojechać do stolicy bez wizy".

To tylko jeden z wielu przykładów dowodzących szczególnych więzi (głównie ze względów historycznych) naszego kraju z czterokrotnie mniejszą od Polski obszarowo oraz ludnościowo republiką alpejską — państwem o stabilnej demokracji oraz świetnie rozwiniętej gospodarce. Nota bene obecnie, nie tylko we Wiedniu, jest tam zarejestrowanych ok. 4 tys. polskich firm, a bezrobocie wynosi zaledwie 4 procent.

Przedterminowe wybory parlamentarne do 183-osobowej Rady Narodowej (w drugiej Izbie, podobnie jak w Niemczech, zasiadają przedstawiciele 9 krajów związkowych) wzbudziły duże zainteresowanie międzynarodowe, m.in. z uwagi na liczne przemeblowania sceny politycznej nad Dunajem.

To przed rokiem w wyborach prezydenckich kandydaci dwóch tradycyjnych formacji: Austriackiej Partii Ludowej (chadecka, OeVP) i Socjaldemokratycznej Partii Ludowej (SPOe) nie weszli nawet do drugiej tury, zaś w powtórzonym w grudniu głosowaniu w tej turze reprezentant Zielonych Alexander van der Bellen zwyciężył „o włos"z Norbertem Hoferem — przedstawicielem skrajnie prawicowej i populistycznej FPOe (Partii Wolnościowej), zręcznie wykorzystującej bardzo silnie rozbudzone nastroje antyimigranckie. Tu znów widać analogie z sytuacją w RFN, choć austriaccy populiści są bez porównania silniejsi od Alternatywy dla Niemiec (AfD).

Socjaldemokraci i chrześcijańscy demokraci rządzą w Austrii nieprzerwanie od II wojny światowej — samodzielnie (czy z mniejszymi ugrupowaniami), ale najczęściej WSPÓLNIE — w wielkiej koalicji. Spośród 12 kanclerzy- od pierwszego Leopolda Figla (1945-53) do pełniącego swój urząd zaledwie od ub.r., (wcześniej prezesa kolei austriackich) Christiana Kerna — 7 było socjalistów (tak się kiedyś nazywała SPOe, powstała jeszcze w końcu XIX stulecia), a 5 konserwatystów z FPOe. Do najwybitniejszych bez wątpienia należeli: Bruno Kreisky (kierował rządem w latach 1970-1983) oraz Franz Vranitzky (1986-1997).

W szranki tym razem stanęło aż 14 partii, przy progu wyborczym wynoszącym 4 proc., zaś upoważnionych do głosowania było 6,4 mln obywateli. Jak napisał na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung", w artykule „Rewolucja nazywa się Kurz", Stephan Loewenstein: „Zwycięzców jest dwóch. Pierwszy to Sebastian Kurz, który w wieku 24 lat został sekretarzem stanu w MSW, 3 lata później stanął na czele dyplomacji, zaś mając 30 lat objął kierownictwo partii chadeckiej, a ta wyraźnie poprawiła swój poprzedni rezultat i jest dziś najsilniejsza. Kurz ma więc ogromne szanse, aby zostać kanclerzem i tworzyć rząd. Drugim zwycięzcą jest Heinz-Christian Strache — lider Partii Wolnościowej, mającej też nadzieje na udział w rządzie. Te trzy partie wyraźnie zdominowały wybory: chadecy/konserwatyści z OeVP (mający nader bliskie kontaktu z niemiecką CDU/CSU) uzyskali ponad 31 proc. głosów. Socjaldemokraci ze SPOe i populiści z FPOe szli „łeb w łeb" i otrzymali po ok. 26-27 proc. Wszystko to odbyło się kosztem mniejszych ugrupowań.

Zieloni nawet nie weszli do parlamentu, także ze względu na wewnętrzny podział. Bowiem dość popularny — ze względu na bezkompromisową walkę z korupcją — ich polityk Peter Pilz stworzył własną strukturę, która (nazwana złośliwie, od nazwiska lidera, „zatrutym grzybem") zdołała przekroczyć próg wyborczy, ale „uśmierciła" macierzystą partię. Możliwy podziałów mandatów jest następujący: OeVP-62, SPOe-52, FPOe-51, Neos (liberałowie) — 10, Pilz-8).

 

LISTA SEBASTIANA KURZA

W kampanii wyborczej zauważalna była tendencja odchodzenia szeregu formacji od definiowania się jako „partie"- na rzecz „list" czy „ruchów". To z pewnością wpływ udanej kampanii prezydenta Macrona we Francji.  Nawet chadecy zaprezentowali się jako „Lista Kurza", zmieniając też tradycyjne kolory i logo formacji, którą przedstawiali jako „NOWA" Partia Ludowa, próbując dokonać swoistego jej odmłodzenia. Nie zabrakło też skandali, przy czym największy z nich i nie do końca wyjaśniony związany był z rzekomymi stronami Kurza na Facebooku, które uruchomił izraelski spin doktor socjaldemokratów Tal Silberstein.

Fenomen Kurza (2 miesiące temu skończył zaledwie 31 lat) będzie analizowany jeszcze długo.  Szef młodzieżówki swojej partii odbył służbę wojskową, przerwał studia prawnicze i poświęcił się całkowicie polityce. Gdy wszedł do parlamentu w 2013 r. kanclerz Werner Faymann powołał go na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Był wtedy najmłodszym szefem dyplomacji na świecie. Wykazywał się dużą zręcznością, ale dopisywało mu też szczęście. Na przykład Austria akurat objęła przewodnictwo Rady Europy i stwarzało to możliwość występowania z szeregiem inicjatyw. W Wiedniu finalizowały się niezwykle ważne negocjacje 6 państw (USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania, Francja i RFN) z Iranem ws. ograniczeń programu atomowego tego państwa, których Kurz był gospodarzem.

Pamiętajmy też, iż austriacka stolica to siedziba wielu instytucji i organizacji systemu Narodów Zjednoczonych (jedna z 4 głównych — obok Nowego Jorku, Genewy i Nairobi), np. Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej,czy UNIDO. Tu znajdują się ponadto m.in. główne kwatery OBWE i OPEC-u. Na to nakłada się wreszcie pozycja Austriaków w Europejskiej Partii Ludowej (EPP)-jednej z dwóch największych rodzin politycznych kontynentu.

Równie ważna okazała się umiejętność młodego polityka radzenia sobie z wielkim kryzysem migracyjnym roku 2015. Na nim właśnie zbijała główny kapitał prawicowo-populistyczna Partia Wolnościowa, żądając np. stworzenia specjalnych więzień dla radykalnych islamistów, czy też pozbawiania obywatelstwa tych Austriaków, którzy walczyli w szeregach ISIS. Kurz de facto przejął cały program antyimigracyjny FPOe (liderowała ona przez długi czas w sondażach) — nadając mu łagodniejszy wyraz i, co więcej, był w stanie wcielać go w życie.

Oczywiście, iż grubo przesadził przypisując sobie główne zasługi w zamknięciu tzw. szlaku bałkańskiego dla migrantów, choć niewątpliwie wniósł swój wkład w ten proces. Ale np. to on zaproponował przyjęcie tzw. Ustawy Islamskiej (Islamgesetz), zakazującej m.in. finansowania budowy meczetów przez podmioty zagraniczne, płacenia imamom pensji, a także regulującej, jakie wersje Koranu będą dopuszczane nad Dunajem.

Z drugiej strony — np. zgodzono się na żywność halal dla muzułmanów służących w wojsku oraz możliwość wsparcia religijnego, mającego zwalczać radykalny islam. Z pewnymi modyfikacjami ta ustawa weszła w życie. Ponadto rządząca koalicja socjaldemokratyczno-chadecka ustanowiła 35-tysięczny limit przyjmowania wniosków azylowych w danym roku.

 

„ORBANIZACJA" CZY KURS PROEUROPEJSKI?

Młodszy o 8 lat od Macrona Sebastian Kurz okazał się przy tym zaskakująco skuteczny w rozgrywkach międzypartyjnych. Wydawało się np., iż znacznie bardziej doświadczony były lider Partii Ludowej i szef dyplomacji Michael Spindelegger (znany mi ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy) wygra wewnętrzną rywalizację. Ale nie! W maju br. to Kurz został nowym liderem swej formacji w miejsce Reinholda Mitterlehnera — także wicekanclerza i ministra gospodarki. Wkrótce wymusił przyspieszone wybory.

Przy trzech dużych partiach o zbliżonej sile parlamentarnej wystarczy dowolna koalicja dwóch z nich do powstania gabinetu. Wszystkie trzy raczej nie wejdą do koalicji, bo byłoby to dziwolągiem. Socjaldemokraci z Partią Wolnościową już rządzili (w okresie 1983-1986), ale była to zupełnie inna epoka. Dziś to wydaje się niemal nieprawdopodobne. Pozostaje więc alternatywa: ponownie chadecy z socjaldemokratami, ale z kanclerzem (Kurzem) z tej pierwszej partii albo chadecy z populistyczną Partią Wolnościową.

Ten ostatni wariant już przerabiano stosunkowo niedawno — w latach 2000-2005 (z pewną modyfikacją do 2007 r.). Czarnym bohaterem stał się wówczas Joerg Haider — były premier Karyntii, prawnik, lider FPOe (zginął później, w 2008r., w wypadku samochodowym, prowadząc auto pod wpływem alkoholu). Wtedy — w 2000 r. Unia Europejska (14 państw) wprowadziła wobec rządu Wolfganga Schuessela sankcje i to był jedyny taki przypadek w jej dziejach. Strache, eurosceptyk, obecnie kierujący Partią Wolnościową, był współpracownikiem Haidera. W kampanii Kurz nigdy nie wykluczył możliwości takiego scenariusza. Czy jest on realny? Według ustępującego kanclerza Kerna mogłoby w takim przypadku dojść do „orbanizacji" Austrii. To nader plastyczne i ostre sformułowanie.

Niełatwa, ale zapewne najbardziej stabilna i bezpieczna w sensie proeuropejskości, a więc wspólnego stawiania przez Unię czoła nowym wyzwaniom byłaby ponownie koalicja chadecko-socjaldemokratyczna. Austriacka odmiana koalicji typu „Jamajka", powstającej właśnie w Niemczech matematycznie nie jest bowiem możliwa bez udziału Partii Socjaldemokratycznej.

A z kolei nie zawsze stare francuskie powiedzenie: „Plus ça change, plus c'est la même chose" („Im bardziej coś się zmienia, tym bardziej jest tym samym") musi mieć wydźwięk negatywny.Z najmłodszym już niedługo premierem świata Polska oraz kraje Grupy Wyszehradzkiej powinny dobrze współpracować.  Nie powinno to być trudne, jako że Kurz — gdy został szefem dyplomacji — z pierwszą wizytą zagraniczną wybrał się do Chorwacji.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031