Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Kijów ma zawsze rację?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: W kwestii praw mniejszości, na tle kijowskiej tzw. ustawy o języku, Polska opowiedziała się za Ukrainą, a przeciw Węgrom. Jak jest to postrzegane w Budapeszcie?

Węgry oskarżają Ukrainę o ukrainizację mniejszości narodowych, w szczególności mniejszości węgierskiej zamieszkującej Zakarpacie, i zaapelowały do państw, których wspólnoty etniczne zamieszkują terytorium Ukrainy, do wspólnego frontu wobec tzw. ustawy o języku.Polskie MSZ natomiast opublikowało komunikat, w którym daje jasno do zrozumienia, że nie chce uruchamiać mechanizmów mających na celu wywarcie presji na Ukrainę (rewizja umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina), i bardzo oględnie wypowiedziała się na temat konieczności rozwiązania sporów między Ukrainą i Węgrami „drogą dialogu". Strona ukraińska podziękowała Polsce jako „dobremu sąsiadowi i europejskiemu partnerowi za wspieranie Ukrainy w trudnym dla państwa okresie". Nic podobnego nie dzieje się ani w stosunku do Węgrów, których liczebność przewyższa liczebność Polaków na Ukrainie, ani w stosunku do Rosjan. Czy to oznacza, że Ukraina zamierza budować relacje z sąsiadami „z każdym z osobna"? Czy to oznacza, że Węgry spełnią swoją groźbę blokowania europejskich aspiracji Ukrainy?

Sputnik Polska zadał te pytania Gaborowi Stierowi, dyrektorowi redakcji zagranicznej węgierskiego konserwatywnego dziennika Magyar Nemzet.

 

Jak Węgry postrzegają dzisiaj Ukrainę? Co dla Węgier znaczy Ukraina?

W ostatnim czasie Węgry zawiodły się na Ukrainie. Węgierskie społeczeństwo pamięta, ile uczyniło szerokich gestów wobec Ukrainy: przyjęliśmy ponad 2 tys. ukraińskich dzieci, które ucierpiały w czasie wojny. Węgry były jednym z pierwszych państw, które wsparły stowarzyszenie Ukrainy z UE i europejskie aspiracje Ukrainy. Węgry udzieliły wsparcia finansowego Zakarpaciu — pomagaliśmy węgierskim i ukraińskim nauczycielom. I po tym wszystkim Ukraina daje nam taki policzek. Ukraińska prasa pisze o nas, że wypieramy biedną Ukrainę z Unii Europejskiej. To po prostu obraźliwe. Węgierskie społeczeństwo patrzy na Ukrainę z niedowierzaniem. Ostatni skandal znowu pokazał, że na Ukrainie króluje chaos i nieporządek.

 

Węgry występują z ostrą krytyką ustawy o oświacie i zwróciły się z prośbą o wsparcie do innych sąsiadów Ukrainy: Polski, Rumunii i Rosji. Szef MSZ Węgier Péter Szijjártó zagroził już Ukrainie zablokowaniem wszystkich jej europejskich inicjatyw, jeśli nie dokona rewizji ustawy. Polska natomiast ustami MSZ aktywnie wsparła „Ukrainę w Europie" i zdystansowała się wobec ukraińsko-węgierskiego sporu ogólnikami o konieczności stosowania się do obowiązujących umów dwustronnych. Co oznacza dla Węgier takie zachowanie ze strony Polski?

Przed sprawą ustawy oświatowej na Ukrainie polskie i węgierskie władze bardzo dobrze się rozumiały. Teraz my także w jakimś stopniu rozumiemy polskie stanowisko. Polska utrzymuje szczególne relacje z Ukrainą. Przez ostatnie dwa lata rząd PiS mocno krytykował Ukrainę w sprawach historycznych. Dlatego nie do końca rozumiemy, dlaczego teraz Polska zabiera głos tak nieśmiało. Być może jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, że polska mniejszość na Ukrainie jest lepiej zasymilowana, polska mniejszość na przykład nie ma tam polskiego uniwersytetu, dlatego ta ustawa dotknęła ją w mniejszym stopniu. Z tego powodu i z przyczyn politycznych Polska bardzo nieśmiało zareagowała na tę ustawę. Na Węgrzech głośno się o tym nie mówi. Natomiast Rumunia i Węgry, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, bardzo dobrze się rozumieją w tej kwestii. I teraz Rumunia teżgłośno krytykuje tę ustawę.

 

Na Ukrainie przebywa teraz z wizytą polska minister edukacji narodowej Anna Zaleska. Do końca tygodnia strony mają podpisać deklarację potwierdzające prawo Polaków do nauki w języku narodowym. Czy Węgry biorą pod uwagę takie rozwiązanie sporu?

Jest rzeczą oczywistą, że Kijów podejmie próbę podzielenia tych państw. Z Polską, a nawet z Rumunią Kijów spróbuje zawrzeć oddzielne porozumienia. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin oświadczył, że „nie uda się porozumieć tylko z Węgrami". Węgierskim władzom zarzuca się, że wszystko to jakoby z polecenia Moskwy. I to obraźliwe. Myślę, że po takim policzku — a pod adresem Budapesztu wybrzmiało niemało niepochlebnych słów — z Węgrami trudno będzie porozumieć się po dobroci. Byłoby rzeczą właściwą, gdyby kraje UE, których ta ustawa dotknęła, wystąpiły jednym frontem. Rada Europy już potępiła ustawę. Jeśli ustawę potępi też Komisja Wenecka, Kijów będzie musiał coś przedsięwziąć, znaleźć jakiś kompromis. Myślę, że można liczyć na to, że komisja nie poprze tej ustawy.

 

Tak, Rada Najwyższa musiała przesłać ustawę do wglądu Komisji Weneckiej, ale jak może to wpłynąć na rozwiązanie danej kwestii — przecież Ukraina to nie członek UE?

Tak, tak, na Ukrainę niełatwo będzie wpłynąć. Ale to będzie oznaczać, że nie chce integrować się z UE. Można by wystąpić razem przeciwko ukraińskiej ustawie o oświacie w ONZ, w Radzie Europy. Zresztą obawiam się, że nie bardzo to pomoże, tak jak w kwestii Katalonii. Europie uprzykrzyły się problemy z udziałem mniejszości narodowych. Przedtem, tak naprawdę, Europa też ignorowała te problemy.

 

Jak Pan uważa, czy Węgry znajdą zrozumienie Rosji w danej kwestii?

Nie należy bać się wstępowania z Rosją w dialog i wspólnej z Rosją opozycji na forum ONZ czy innych organizacji. Ta ustawa dotyczy Rosjan. Ona była skierowana w pierwszej kolejności przeciwko nim. To dyskryminacja rosyjskiej mniejszości etnicznej i wielkiej rosyjskojęzycznej społeczności na Ukrainie. Tak, Kijów będzie mówić: „Wszystko to „prorosyjski Budapeszt", to z polecenia Moskwy itd. A ja powiem, że należy występować jednym frontem.

Péter Szijjártó

 

Pawło Klimkin

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Cóż. Może jednak jest Polską Racją Stanu, aby walczyć z Rosją do ostatniego Ukraińca.

    Tylko tak jestem w stanie sobie wytłumaczyć polską politykę na tym kierunku.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:52:32
    Widzę to bardziej ponuro.
    Jako trwałość polityki uległości Warszawy wobec elit wschodnich sąsiadów.

    Było to ze szkodą dla Polaków i Rusinów/Ukraińców za I Rzeczpospolitej, było ze szkodą w PRL. Jest ze szkodą od 1989 roku.

    Wschodnia wersja impotencji starej panny na wydaniu.
  • No to UPAińcy mają problem...
    Węgrzy to mały ale Wielki Naród i lepiej im nie podpadać, tym bardziej, że mają 110% racji.
    Do Kaczora i tego dyplomatoła Waszczykowskiego jeszcze to nie dotarło?
  • @Andrzej Madej 20:43:49
    Ukraińcy nie są już mile widziani w Izraelu? W odpowiedzi na pomnik Petlury Izrael zamyka „okno możliwości" dla Ukraińców. Obywatele Ukrainy przestali być mile widziani w Izraelu. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych kraju ma od teraz prawo rozpatrywać wnioski Ukraińców o udzielenie azylu w przyśpieszonym trybie, a co za tym idzie, prawo do ich przyśpieszonego odrzucania z późniejszą deportacją. W tej sytuacji pomnik Symona Petlury w Winnicy, który na domiar złego stanął w dzielnicy żydowskiej, mógł przelać czarę goryczy w stosunkach Izraela i Ukrainy. Do tej pory zgodnie z prawodawstwem Izraela wnioski o udzielenie azylu były rozpatrywane w ciągu sześciu miesięcy, z czego sprytni kandydaci aktywnie korzystali. Przyjeżdżali do kraju jako turyści, gdyż Ukraińcy nie potrzebują wizy, jeśli jadą do Izraela w celach turystycznych, a potem składali wniosek o udzielenie azylu. Zgodnie z „najskromniejszymi" szacunkami, w Izraelu przebywa obecnie około 20. tys. migrantów z Ukrainy. 15 tys. z nich złożyło już wnioski o azyl. Oczywiście, upragniony status otrzymują nie wszyscy, ale w ciągu półrocznego oczekiwania można było pracować bez przeszkód. Od teraz to okno możliwości dla obywateli Ukrainy jest już jednak zamknięte. Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Zagranicznych Izraela doszły do wniosku, że nie ma przeszkód, by Ukraińcy mogli bezpiecznie wrócić do ojczyzny i skrócili termin rozpatrywania wniosku do tygodnia. Ukraińcy mogą od teraz liczyć co najwyżej na niewielkie wydłużenie urlopu. Wyjątek zrobiono tylko dla uchodźców z obwodu ługańskiego i donieckiego, których wnioski są rozpatrywane jak dotychczas. Według oficjalnych danych Tel Awiwu podobny krok był po prostu koniecznością. Liczba Ukraińców i Gruzinów, którzy nielegalnie przebywają w kraju, według szacunków MSW przewyższyła już liczbę uchodźców z Afryki. Jest to więc działanie, mające na celu walkę z nielegalną migracją. Jednak można mieć co do tego pewne wątpliwości, gdyż w oczy od razu rzuca się pewna paralela: pomnik Petlury na Ukrainie, a w Izraelu decyzja o deportacji Ukraińców. O tym, że Tel Awiwowi, mówiąc łagodnie, nie podoba się heroizacja ukraińskich popleczników nazistów, władze Izraela mówiły już niejednokrotnie. Do tej pory kończyło się tylko na ostrych wypowiedziach i krytyce. Jednak pomnik Symona Petlury, który odsłonięto w Winnicy (o ironio losu!) w dzielnicy żydowskiej, mógł przelać czarę goryczy. Przecież to właśnie on jest odpowiedzialny za masowe pogromy w latach 1918 — 1921, w których wymordowano około 40.000 Żydów. Nawet Szolem Szwarcbard zabójca Petlury, który nie ukrywał, że działał w akcie zemsty za wymordowanie rodziny i innych Żydów, został uniewinniony przez francuski sąd. Tymczasem na Ukrainie ulicę w dzielnicy żydowskiej nazwano imieniem oprawcy żydów, stanął tam również jego pomnik. To już nie jest nawet policzek, to splunięcie w twarz. Dlatego nie ma się co dziwić, że obywatele Ukrainy nie są już mile widziani w Izraelu.


    Ps...Brawo Izrael, wreszcie przejrzeli kogo dotąd tak naprawdę popierali. Upaińcy stracili poczucie rzeczywistości i plują pod wiatr. Powoli świat otwiera oczy na ukraiński faszyzm. UPAdlina kijowskiej junty takich ma gieroi jaka sama. Zbrodnia wołyńska to nie tylko Polacy, zbrodnia wołyńska to także inne narody, w tym i żydzi. Kiedy Polska pójdzie żydowskim przykładem. Polskiej władzy Ukraińcy jeszcze więcej plują w twarz. Ale polska władza myśli, że to deszcz i dalej liże dupy Ukraińcom. Polacy opóźnieni w rozwoju ! Ale co się dziwić jak w polskim Sejmie siedzą banderowskie niedobitki i ich potomkowie niedokończonej Akcji Wisła. Nawet Węgrzy potrafią się postawić. Tylko nie polskie nieudaczniki. A polski rząd milczy kiedy Ukry stawiają pomniki Banderze i Petlurze, co to za rząd który nie chroni naszych interesów. Gdyby wyrzucić wszystkich Ukraińców z Polski z powrotem na Ukrainę a w ich miejsce przyjąć Białorusinów to w Kijowie wybuchłoby powstanie przeciwko obecnemu rządowi. Kurewstwo banderowców nie zna granic przyzwoitości! Postawić pomnik Petlury w dzielnicy żydowskiej i postawić pomnik Bandery (postawiono taki) na Wołyniu ? Izrael (izraelscy politycy) się wkurwiał, a Polska (polscy politycy) nawet nie "zamiauczała". Wniosek się raczej sam nasuwa. Jedno jest pocieszające, że takiego afrontu i obrazy Izrael raczej Ukrainie nie podaruje, mimo, że Ukrainą rządzą oligarchowie żydowskiego pochodzenia.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:48:09
    Kiedy Ukraińcy wejdą nam na głowę? Ukraina wydała zakaz wjazdu znanemu polskiemu naukowcowi, historykowi i badaczowi wzajemnych stosunków. Ta sprawa to ostatni dzwonek alarmowy. Jeżeli Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie podejmie zdecydowanej interwencji, będzie to oznaczało, że Ukraińcy mogą wejść nam na głowę. A nawet więcej – na głowę już nam weszli, a teraz zaczynają tam... sikać.

    Zakazy wjazdu na Ukrainę dla obywateli Rzeczpospolitej Polskiej wydawane przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy to już rutyna w działalności tego państwa. Właśnie nadeszła informacja o kolejnej takiej represji – tym razem na teren naszego „strategicznego partnera na wschodzie” nie został wpuszczony prof. zw. dr hab. Czesław Partacz – pracownik naukowy Wydziału Humanistycznego Politechniki Koszalińskiej, specjalizujący się w historii stosunków polsko-ukraińskich w XX w. Przedmiotem jego badań jest m.in. ludobójstwo wołyńskie – w 2013 r. wspólnie z dr Lucyną Kulińską opublikował książkę pt. Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939–1945: ludobójstwo niepotępione. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ta praca naukowa stała się powodem ukraińskiej szykany.

    Prof. Czesław Partacz przebywał w sanatorium w Iwoniczu-Zdroju. Stamtąd postanowił się wraz z żoną wybrać do Lwowa, w biurze turystycznym wykupił wycieczkę. Na granicy jednak został zatrzymany. Wręczono mu decyzję o zakazie wjazdu, a do paszportu wbito pieczątkę z informacją, iż obowiązuje on do 11 maja 2020 r. Zajmuję się ich umiłowanym Banderą i ludobójstwem. Piszę bardzo krytycznie, ale prawdziwie. Ostatnio popełniłem też kilka artykułów o współczesnej Ukrainie, o ich mafii, korupcji, dziadostwie itd. I widocznie któryś z członków Związku Ukraińców w Polsce mnie po prostu zakapował, bo oni pełnią rolę szpiegów w Polsce. Zakapował mnie do ich służby bezpieki i wpisali mnie na czarną listę. Prawdopodobnie zostałem uwalony za to, że piszę krytycznie o ich banderyzmie, neobanderyzmie i o ich państwie – komentował na gorąco prof. Czesław Partacz (cytat za tekstem Anny Wiejak z portalu Prawy.pl)

    Warto podkreślić, że jest to kolejny zakaz wjazdu wydany obywatelowi Rzeczpospolitej Polskiej przez Ukrainę – jako szykana za działalność naukową, publicystyczną lub społeczną prowadzoną w Polsce i zgodnie z polskim prawem. W maju tego roku identyczny zakaz otrzymał Zdzisław Koguciuk – w stanie wojennym działacz podziemnej Solidarności w Lublinie, potomek ofiar ludobójstwa wołyńskiego. On z kolei „podpadł” Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy tym, że stanął na czele społecznego komitetu budowy pomnika ofiar ludobójstwa na Wołyniu w Lublinie. Wiadomo, że zakaz wjazdu na Ukrainę posiada m.in. niezłomny kapłan, a także działacz społeczny, pisarz i komentator ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. W 2013 r. zakaz taki otrzymał publicysta „Warszawskiej Gazety” Marcin Hałaś. Objęty jest nim również Janusz Korwin-Mikke – eurodeputowany, co zakrawa już na głęboką paranoję. Oto Ukraina deklaruje, że dąży do integracji z Unią Europejską, a równocześnie zakazuje wjazdu na swoje terytorium demokratycznie wybranemu posłowi do Parlamentu Europejskiemu, któremu z racji sprawowanej funkcji przysługuje paszport dyplomatyczny. W żadnej z tych spraw Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP nie podjęło zdecydowanej i ostrej interwencji – zarówno za czasów rządów Platformy Obywatelskiej, jak i PiS-u.

    A interwencja taka z pewnością przyniosłaby skutek. Dowodzi tego przypadek prezydenta Przemyśla Roberta Chomy, któremu odmówiono wjazdu na Ukrainę w styczniu tego – powodem było najprawdopodobniej zorganizowanie legalnego Marszu Orląt Przemyskich. Paradoksalnie – prezydent Choma wielokrotnie był krytykowane przez polskie środowiska kresowe za zbytnią spolegliwość wobec ukraińskich żądań w Przemyślu. Wystarczyła jednak medialna wrzawa i fakt, że przedstawiciele MSZ RP oraz posłowie Prawa i Sprawiedliwości odmówili przyjazdu na X Forum Europa – Ukraina w Rzeszowie, aby Ukraińcy stulili uszy i cofnęli Chomie zakaz wjazdu. A przecież ze strony polskiej to nie była oficjalna reakcja dyplomatyczna, a jedynie sygnał dezaprobaty.

    Teraz jednak przyszła sprawa prof. Czesława Partacza. Ukraińcy dla dobra wzajemnych relacji powinni się zastanowić, komu tak naprawdę służą takie decyzje – komentuje publicysta „Warszawskiej Gazety” Marcin Hałaś. Wbrew pozorom służą one przeciwnikom polsko-ukraińskiego dialogu. Po każdym zakazie wjazdu dla polskiego naukowca czy pisarza, zapewne na Kremlu otwierają szampana. Bo prof. Czesław Partacz bez wycieczki do Lwowa wytrzyma. Natomiast dla tzw. public relations Ukrainy w Polsce medialny rozgłos wokół tej sprawy jest po prostu szkodliwy. Takie decyzje strony ukraińskiej to bardziej strzał do własnej bramki niż jej obrona.

    Czy jednak należy cierpliwie czekać, aż Ukraińcy swoje postępowanie poddadzą refleksji? Nie! Musimy oczekiwać i wymagać od Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP zdecydowanych kroków. Nasuwa się taki scenariusz: MSZ powinno zażądać od ambasadora Ukrainy przekazania spisu polskich obywateli, którzy posiadają obecnie zakaz wjazdu na teren tego państwa (nie jest wykluczone, że zakazów jest znacznie więcej, ale osoby, których dotyczą, nie wiedzą o tym, ponieważ nie próbowały wjechać na Ukrainę). Następnie listę taką trzeba przeanalizować. Oddzielić osoby, wobec których zakaz jest zasadny, np. stadionowych chuliganów, którzy wszczynali burdy podczas meczów na stadionach Ukrainy (oczywiście, jeżeli są takie przypadki). Kolejny krok – notą dyplomatyczną zaprotestować przeciw zakazom wjazdu wobec tych osób, które otrzymały go wskutek działalności naukowej, społecznej i publicystycznej uprawianej na terenie RP. Zażądać zniesienia tego zakazu. A jeżeli nie – wówczas naturalne będą retorsje. Jeżeli Ukraina zakazuje wjazdu prof. Czesławowi Partaczowi, Polska może uznać za persona non grata np. szefa ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wiatrowycza, który uprawia negacjonizm wołyński. Albo dziennikarzy i publicystów ukraińskich, twierdzących, że Przemyśl, w tym tzw. Zasanie to etniczne ziemie ukraińskie, znajdujące się pod polską okupacją. Tylko uprzedzamy stronę ukraińską: to może waszych kozaków boleć.

    Takie działania wymagają jednak spełnienia jednego warunku: minister Witold Waszczykowski wreszcie musi pokazać, że ma – mówiąc trywialnie – jaja. Chociaż tak naprawdę chodzi nie tyle o jaja Waszczykowskiego, co o polityczną decyzję oraz wolę liderów Prawa i Sprawiedliwości. Oni muszą zrozumieć, że z prawdziwym partnerstwem mamy do czynienia wówczas, kiedy partnerzy się szanują. A szanuje się silnych. Jest takie dziecięce powiedzenie: „Wejść komuś na głowę i tam nasikać”. Ukraińcy już nam na głowę weszli. Minister Waszczykowski ma ostatnią szansę na reakcję, która pokaże im, że nie należy nam na głowę również fekować. Bo jak celnie podsumował prof. Czesław Partacz: My tu w Polsce sobie gadamy, że Ukraina to jest UPAdlina, państwo nieistniejące, które jest w upadku itd., a okazuje się, że to państwo działa, w przeciwieństwie do państwa polskiego. Trzeba będzie więc coś zrobić, ale patrząc się na te nasze władze, obojętne czy rządzi Platforma, czy rządzi tu PiS, wszyscy mają taki sam stosunek. Kijów pluje nam na głowę w sytuacji kiedy jest bankrutem kompletnym, a co by było, gdyby był na takim poziomie ekonomicznym jak my?
    Napisane przez Paweł Sonisz

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930