Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3906 postów 1832 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 12 października 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1067) Zaciekłe walki w Syrii, narasta konflikt USA-Rosja, trwa napięie wokół Korei, USA występują z UNESCO, klincz w Katalonii… Zapraszam na serwis.

 

* Departament stanu USA poinformował, że USA występują z UNESCO.„Dwunastego października 2017 roku Departament Stanu zawiadomił dyrektora generalnego UNESCO Irinę Bokową o decyzji wystąpienia Stanów Zjednoczonych z organizacji i o zamiarze powołania do życia stałej misji obserwacyjnej przy UNESCO" — głosi komunikat departamentu. Dyrektor generalny UNESCO Irina Bokowa wyraziła żal w związku z decyzją Waszyngtonu o wyjściu z organizacji.  Decyzja wejdzie w życie 31 grudnia. USA zachowają status obserwatora przy organizacji.  „Podjęcie tej decyzji było niełatwe. Odzwierciedla ono rosnące zaniepokojenie amerykańskiego rządu rosnącymi zaległościami w uiszczaniu opłat członkowskich, brakiem chęci do przeprowadzenia reform i przyzwoleniem na antyizraelskie uprzedzenia w łonie organizacji” – uzasadniła tę decyzję Heather Nauert rzeczniczka prasowa amerykańskiego Departamentu Stanu. W 2011 roku USA zawiesiły swoje członkostwo w UNESCO po tym, jak przyjęto do niego Palestynę. Stany Zjednoczone zachowają status obserwatora. UNESCO jest wyspecjalizowaną agendą ONZ, która zajmuje się wspieraniem międzynarodowej współpracy kulturalnej, oświatowej, naukowej, w dziedzinie sztuki. Założona została 16 listopada 1945, jej siedziba znajduje się w Paryżu. Członkami organizacji jest 195 krajów.  

 

*Premier Izraela polecił, aby przygotowano wyjście kraju z UNESCO – poinformowała służba prasowa szefa izraelskiego rządu. Wcześniej ambasadorIzraela przy UNESCO Carmel Shama-Cohen wezwał, aby pójść za przykładem Stanów Zjednoczonych i wycofać się z wielu organizacji międzynarodowych. Dotychczas myślałem, że nie powinniśmy wychodzić z UNESCO, pomimo wszystkich szaleńczych ich decyzji. Teraz, po tym jak USA opuszczają UNESCO, głównie z powodu prześladowania Izraela, moim zdaniem, należy natychmiast wycofać się razem z nimi – napisał dyplomata na Facebooku. Jak podkreślił, jest to jego prywatna opinia, a ostatnie słowo należy do premiera Benjamina Netanjahu, który „ma bardziej szeroki i szczegółowy obraz”. Izrael ma napięte relacje z UNESCO. Organizacja kwestionuje jego prawo do kontrolowania historycznego centrum Jerozolimy oraz ważnego dla Żydów Zachodniego Brzegu Jordanu. W wielu rezolucjach, przyjętych większością głosów, organizacja nazywa Izrael okupantem, a przeprowadzane przez niego wykopaliska – pogwałceniem prawa międzynarodowego.

 

*W rosyjskiej Dumie Państwowej i Ministerstwie Kultury skomentowano decyzję USA dotyczącą opuszczenia UNESCO.Wiceprzewodniczący Komisji Kultury Dumy Państwowej Rosji Aleksander Szołochow ironicznie skomentował decyzję USA dotyczącą opuszczenia UNESCO: „Rozumiemy, że nie jest to wiodący kraj pod względem dziedzictwa kulturowego i historycznego. Można mówić o kulturze Stanów Zjednoczonych tylko na przestrzeni ostatnich 200 lat. Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że bez pieniędzy USA nie uda się zrealizować niektórych projektów. Przede wszystkim projekty zostaną przerwane na  terytorium USA – powiedział rosyjski deputowany. Wiceminister kultury Rosji Władimir Aristarchow w rozmowie z RT też skomentował decyzję amerykańskich władz.  Ze strony Ameryki, która uważa się i ogłasza najbogatszym krajem świata, dziwnie brzmią słowa, że opuszcza je, bo UNESCO ma zadłużenie (w składkach członkowskich) – powiedział Aristarchow. Jego zdaniem „jest to dziwne i obłudne wyjaśnienie”.  UNESCO jest jedną z organizacji międzynarodowych, które nie poddają się amerykańskiemu dyktatowi i sądzę, że to był prawdziwy powód tego, że Ameryka zdecydowała się na tak brutalne rozstanie. Jest oczywiste, że nie jest to dobra wiadomość dla światowego dziedzictwa kulturowego. To jest cios we wspólne dla całej ludzkości dzieło jego zachowania – podsumował rosyjski polityk.

 

*W pobliżu rosyjskiej granicy de facto została rozmieszczona cała amerykańska dywizja – powiedziałrzecznik Ministerstwa Obrony Rosji generał-major Igor Konaszenkow.  Według niego rosyjsko-białoruskim ćwiczeniom Zapad 2017 towarzyszyła bezprecedensowa histeria europejskich mediów w związku z ich "nietransparentnością", "hybrydowymi" operacjami sił zbrojnych, "hordami" wojskowych, którzy już otrzymali rozkaz inwazji oraz tym, że Rosja zostawiła na Białorusi "grupę uderzeniową". Ministerstwo Obrony podkreśliło, że rusofobią szczególnie wyróżniły się władze państw bałtyckich  i  Polski. Jak podkreślił Konaszenkow, histeria w Europie Wschodniej "zamieniła się w ciszę i amnezję" po tym jak ćwiczenia zakończyły się w ustalonym czasie na oczach kilkudziesięciu attaché wojskowych, obserwatorów i mediów, a rosyjscy wojskowi wrócili z Białorusi na miejsca stałej dyslokacji. „Tymczasem w Polsce i państwach bałtyckich równocześnie z ćwiczeniami Zapad-2017 odbywała się rotacja rozmieszczonej zgodnie z planem operacji Atlantic Resolve 3. brygady pancernej sił zbrojnych USA. Cały sprzęt tej brygady (87 czołgów M1A1 Abrams, ciężkie haubice samobieżne M109 Paladin, 144 bojowe wozy piechoty Bradley i jeszcze około stu pojazdów) miał pozostać. Natomiast skład osobowy 3. brygady pancernej mieli zastąpić wojskowi z 2. brygady pancernej sił zbrojnych USA, by nie naruszać podpisanego z Rosją w 1997 roku Aktu Stanowiącego NATO-Rosja" — oznajmił Konaszenkow. Dodał, że w świetle histerii wokół planowanej interwencji Rosji bezpośrednio po ćwiczeniach Zapad 2017 do Polski "po cichu" przybyła 2. brygada pancerna USA i została tam rozmieszczona również z całym sprzętem pancernym (Bolesławiec, Drawsko Pomorskie, Toruń, Skwierzyna i Żagań). Jednocześnie z Polski i republik bałtyckich nigdzie nie zniknął sprzęt wojskowy  pozostawiony przez 3. amerykańską brygadę pancerną — powiedział rzecznik Ministerstwa Obrony.  "Wbrew wszystkim zapewnieniom NATO i USA, że wojska skupiane przy rosyjskiej granicy są nieznaczące, de facto obecnie jest rozmieszczona już nie brygada, lecz zmechanizowana dywizja sił zbrojnych USA" — podkreślił Konaszenkow. Jednocześnie w ciągu dwóch godzin z najbliższej amerykańskiej bazy wojskowej w Europie może tam przybyć wyszkolony skład osobowy. Cała zatem histeria wokół "rosyjskiego zagrożenia" stwarzanego przez manewry Zapad 2017 to obłudna zasłona informacyjna dla tej operacji Pentagonu. Kto tu przygotowuje agresję?" — podsumował generał.

 

*Moskwa rozważa zerwanie Aktu Stanowiącego Rosja-NATO, jeśli USA będą wciąż zwiększać obecność wojskową w Polsce i krajach bałtyckich - przekazał Ria Novosti wiceprzewodniczący komisji ds. obrony i bezpieczeństwa Rady Federacji Franc Klincewicz. „Jeśli tego typu działania będą się przedłużać, to ów układ należy zerwać i skierować tym samym uwagę wspólnoty międzynarodowej na te procesy" — powiedział Klincewicz. Rosyjski senator podkreślił, że decyzję w tej sprawie podejmują prezydent jako naczelny dowódca sił zbrojnych, MSZ i Ministerstwo Obrony. „Ale wyraźnie widać, że swoimi działaniami USA robią wszystko, żeby pobudzić Rosję do wyjścia z układu" — zauważył rosyjski senator.

 

*  Prezydent Donald Trump w rozmowie z Fox News oskarżył swoich Demokratycznych poprzedników na stanowisku prezydenta - Baracka Obamę i Billa Clintona - o to, że nie zrobili wystarczająco wiele w sprawie Korei Północnej.   „Nie możemy pozwolić, by ta sytuacja trwała. Po prostu nie możemy” - powiedział Trump komentując tweeta jakiego wrzucił po spotkaniu z dowództwem amerykańskiej armii, w którym zdjęcie w otoczeniu wojskowych opatrzył stwierdzeniem  „Cisza przed burzą". Prezydent USA stwierdził jednocześnie, że on „buduje armię, jakiej nikt dotąd nie widział".  Tworzymy najwspanialsze uzbrojenie na świecie, mamy rakiety, które mogą zestrzelić wrogie rakiety z 97-proc. skutecznością. Jeśli wyślemy dwie, strącimy ją (rakietę wroga) - podkreślił.  Trump nie chciał jednak zdradzić swoich planów co do ewentualnego ataku na Koreę Północną. - Nie mówię, że zrobię coś, ale nie mówię też, że nie zrobię. Nie powinniśmy o tym mówić - uciął temat.

 

*Rosyjska Duma Państwowa rozważa odwołanie jednej z zaplanowanych wizyt w USA w związku z usunięciem rosyjskich flag z zamkniętych placówek konsularnych w San Francisco - oświadczył wiceprzewodniczący niższej izby rosyjskiego parlamentu Piotr Tołstoj. „Znieważanie symboli państwowych oznacza dotarcie do dna w relacjach dwustronnych" — powiedział dziennikarzom Tołstoj. Zdaniem rosyjskiego deputowanego w takiej sprawie powinna zareagować nie Duma Państwowa, lecz MSZ Rosji i władza wykonawcza. „Ale to co od nas zależy… rozważamy obecnie możliwość odwołania zaplanowanej wizyty w USA z udziałem jednej z naszych delegacji" — dodał Tołstoj. Deputowany nie zdradził szczegółów wizyty, bowiem „jak na razie to nieoficjalna informacja".

 

* Moskwa rozpatrzy warianty odpowiedzi na działania Waszyngtonu wobec rosyjskiej własności dyplomatycznej — oznajmiła rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa. «Wczoraj poinformowano o kolejnej — mogę oficjalnie oświadczyć — wrogiej akcji amerykańskich władz przeciwko naszym placówkom dyplomatycznym. Z zajętych wcześniej przez agentów amerykańskich służb specjalnych budynków przedstawicielstwa handlowego Rosji w Waszyngtonie oraz konsulatu generalnego w San Francisco zostały zdjęte rosyjskie flagi» — oznajmiła Zacharowa podczas briefingu. Według niej Moskwa ocenia sytuację "jako znieważenie symbolu państwowego Rosji".Już wyraziliśmy zdecydowany protest. Oczywiście żadnej zgody na zdjęcie flag strona rosyjska nie udzielała — podkreśliła. Zacharowa wyraziła opinię, że Waszyngton świadomie niszczy stosunki z Moskwą. Być może robią to świadomie, by stworzyć złe warunki pracy w Rosji nowemu ambasadorowi USA panu Huntsmanowi — dodała dyplomatka.

 

Zachód został ostrzeżony przed konfliktem z Rosją na Morzu Bałtyckim.W ostatnim czasie Morze Bałtyckie jest obszarem zwiększonego napięcia między Zachodem i Rosją. Jak zauważa duńska gazeta Politiken, ryzyko dalszej eskalacji pojawiło się we wrześniu, kiedy to siły NATO i rosyjska armia prowadziły szeroko zakrojone ćwiczenia wojskowe. Gazeta nazywa  region Morza Bałtyckiego  regionem „kontrolowanej eskalacji", bowiem Rosja działa racjonalnie i ostrożnie w kwestiach wojny i korzystania z broni jądrowej. Ale w USA trwają burzliwe debaty, podczas których o Rosji mówi się jako o wrogim mocarstwie. Jeśli państwa będą nadal powiększać swoje arsenały, nasilać cyberwojny, propagandę i sankcje, „możemy zbliżyć się do katastrofy, na przykład wskutek nieszczęśliwego zdarzenia albo niewłaściwej oceny intencji" — podkreśla Politiken.

 

* Przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, hiszpański senator Pedro Agramunt Font de Mora, przeprosił za to, że się spotkał z prezydentem syryjskim Baszarem al-Assadem i w dniu 6 października 2017 r. złożył rezygnację na trzy dni przed głosowaniem w sprawie jego usunięcia. 28 kwietnia 2017 rosyjskie media opublikowały zdjęcia przedstawiające Pedro Agramunta w Damaszku, któremu towarzyszyło około dziesięciu  członków Zgromadzenia Rady Europy i Dumy Rosyjskiej. To wywołało wściekłość na Zachodzie. W czerwcu rozporządzenie Zgromadzenia zostało tak zmodyfikowane, aby umożliwić usunięcie prezesa.  Jego spotkanie z prezydentem al-Assadem uznano za dowód jego prorosyjskości.

 * W Syrii zlikwidowani zostali wpływowi dowódcy polowi Państwa Islamskiego, którzy od dłuższego czasu ukrywali się w Iraku – poinformował rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Obrony gen. Igor Konaszenkow. Z informacji przekazanych przez kilka kanałów i potwierdzonych „na ziemi” wynika, że zlikwidowano ukrywających się od dłuższego czasu w Iraku wpływowych dowódców polowych Daesz  pochodzących z Kaukazu Północnego: Abu Umara asz-Sziszaniego, Alauddina asz-Sziszaniego i Saladyna asz-Sziszaniego – powiedział Konaszenkow. Sziszani to po arabsku Czeczen.

 *Rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne zniszczyły infrastrukturę ekonomiczną Daesz w Syrii udaremniając próby przywrócenia wydobycia i sprzedaży surowców - przekazał  gen. Konaszenkow. „Rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne zniszczyły infrastrukturę ekonomiczną Daesz w Syrii i udaremniają wszelkie próby przywrócenia przez terrorystów wydobycia i nielegalnej sprzedaży surowców w Syrii. Nie ma już w Syrii źródeł finansowania zakupów broni i amunicji, a także werbunku najemników" — powiedział Konaszenkow. Rosyjski generał zauważył natomiast, że w zachodniej części Iraku terroryści zajmują coraz to większe terytorium. „W zachodniej części Iraku,  do prowincji Anbar i na wschodni brzeg Eufratu, to znaczy tam, gdzie nie sięga lotnictwo Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji, wciąż przybywają  posiłki terrorystów. Terytorium kontrolowane w Iraku przez Daesz nie przestaje się rozszerzać i już teraz ma kilkakrotnie większą powierzchnię niż w Syrii" — poinformował Konaszenkow.

W Syrii w nalocie amerykańskiego lotnictwa prawdopodobnie zginęła Brytyjka Sally Jones walcząca po stronie Państwa Islamskiego.Pisze o tym gazeta The Times, powołując się na źródła w brytyjskim rządzie. Poinformowano, że Jones została zlikwidowana w czerwcu na granicy z Irakiem. Prawdopodobnie w wyniku nalotu zginął również jej 12-letni syn. Sally Jones znana również jako Umm Hussain Britaniyah lub Biała Wdowa przeszła na islam i pod wpływem swego kochanka, imigranta Junaida Hussaina wyjechała do Syrii, gdzie razem przyłączyli się do Daeszu. Jones wywiozła do Rakki także swojego syna. W 2015 roku jej partner Hussain został zabity podczas nalotu.

 Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o operacji przeciwko Daesz niedaleko miasta Al-Majjadin.W pobliżu miasta Al-Majadin trwa operacja wyzwolenia dużej forpoczty terrorystów znajdującej się 40 km na południowy wschód od Deir ez-Zor — oznajmił rzecznik Ministerstwa Obrony generał-major Igor Konaszenkow.  Jednocześnie terroryści działający w dolinie rzeki Eufrat nadal stawiają zaciekły opór. Terroryści codziennie otrzymują posiłki z Iraku, między innymi ich szeregi zasilają zagraniczni najemnicy. Terroryści przybywają pojazdami opancerzonymi, pickupami uzbrojonymi w broń dużego kalibru. Otrzymują broń i amunicję przez graniczne miasto Abu Kamal. Z Abu Kamala mobilne oddziały PI próbują kontratakować siły rządowe bliżej miasta oraz pozycje armii na trasie Palmira-Deir az-Zour uważanej za główną trasę zaopatrzenia centrum administracyjnego prowincji. "Lotnictwo Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji na okrągło niszczy te formacje Daesz razem z dowożoną amunicją i sprzętem opancerzonym, przeprowadzając do 150 nalotów na dobę" — podkreślił Konaszenkow. Według niego rosyjskie lotnictwo zniszczyło infrastrukturę gospodarczą terrorystów w Syrii, pozbawiając ich źródła finansowania. Jednocześnie w zachodniej części Iraku kontrolowane przez PI terytorium nadal się powiększa. "W związku z ciągłym zasilaniem terrorystów z Iraku pojawia się pytanie odnośnie celów operacji antyterrorystycznych przeprowadzanych w regionie przez lotnictwo USA i tak zwaną koalicją międzynarodową" — dodał przedstawiciel Ministerstwa Obrony. Konaszenkow podkreślił, że koalicja pod wodzą USA jedynie udaje, że walczy z terrorystami w Iraku. We wrześniu koalicja znacznie ograniczyła liczbę ataków na terrorystów. Jednocześnie spadek intensywności zbiegł się w czasie z przerzuceniem dużych sił Daeszu z Iraku do Deir-ez-Zor. 

 

Syryjska armia wkroczyła do miasta al-Majjadin – jednego z największych punktów oporu ugrupowania Państwo Islamskie, mieszczącego się w odległości 45 km od Deir ez-Zor, powiedział agencji RIA Novosti generał armii rządowej.Oddziały syryjskie wzięły pod swoją kontrolę bazar na zachodzie miasta, cytadelę ar-Rachba i rejon Sałłami al-Gajal. "Ostre walki armii z terrorystami trwają na południu miasta, gdzie wojska syryjskie zajęły fermy asz-Szabli i rejon al-Madfaija" – powiedział syryjski generał. Opowiedział, że armia zapewniła korytarz humanitarny w celu wyjścia cywilów z miasta. Jednak terroryści nadal przetrzymują część mieszkańców, aby wykorzystać ich jako  żywe tarcze. Syryjska telewizja państwowa poinformowała, że w czasie operacji wal-Majjadinzlikwidowano większość terrorystów i pokazała dużo zwłok leżących na ulicach, ale nie podała konkretnych liczb. Dżihadyści  w  al-Majjadin otrzymują broń, amunicję i wsparcie z Iraku, przez miasto graniczne Abukemal. Stąd oddziały terrorystów próbują kontratakować siły rządowe bliżej Deir ez-Zor i pozycje armii na trasie Palmyra-Deir ez-Zor, która uważana jest za główną drogę wsparcia i zaopatrzenia administracyjnego ośrodka prowincji. Miastoal-Majjadin, które mieści się na brzegu Eufratu, terroryści z Państwa Islamskiego zajęli w lipcu 2013 roku. W ostatnich miesiącach w stronęal-Majjadin wycofywali się bandyci Daeszu, których armia syryjska wypchnęła z okolic  Deir ez-Zor

 

*Granica syryjsko-jordańska w pobliżu amerykańskiej bazy wojskowej At-Tanf zamieniła się w stukilometrową czarną dziurę, skąd atakują dżihadyści z Państwa Islamskiego – powiedział rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Obrony gen. Igor Konaszenkow.Jak podkreślił, przedstawiciele Pentagonu wielokrotnie mówili, że ochraniani przez lotnictwo taktyczne i artylerię rakietową instruktorzy z USA, Wielkiej Brytanii i Norwegii szkolą żołnierzy „Nowej Armii Syryjskiej”.  Zamiast „Nowej Syryjskiej Armii”, jak grom z jasnego nieba, mobilne grupy Daesz przeprowadzają wypady dywersyjno-terrorystyczne skierowane przeciwko syryjskim wojskom i cywilom – powiedział Konaszenkow.

 

* Konaszenkow zaproponował przeanalizowanie publikowanej w otwartym dostępie statystyki Pentagonu dotyczącej działalności lotnictwa w ramach walki z Daesz. «Nie trzeba być specjalistą w dziedzinie wojskowości, aby zauważyć  dziwne zmiany» — dodał. Od początku operacji syryjskich wojsk w prowincji Deir-ez-Zor koalicja pod wodzą USA gwałtownie, do kilku razy na dobę, zmniejszyła intensywność nalotów na Daesz w Iraku, «przeprowadzając prawie pięciokrotnie mniej ataków niż w Syrii». «Spadek intensywności nalotów w Iraku dziwnym trafem zbiegł się z przesunięciem przez Daesz dużych oddziałów terrorystów z granicznych rejonów Iraku w kierunku Deir-ez-Zor. Obecnie te siły próbują zająć pozycje na wschodnim brzegu Eufratu. Koalicja pod wodzą USA pozorująca walkę z Daesz przede wszystkim w Iraku, widząc to wszystko, z jakiegoś powodu nadal aktywnie walczy z Daesz w Syrii» — zauważył przedstawiciel resortu. «Dzisiaj już prawie nikt, włącznie ze stroną amerykańską, nie wątpi w zdolność syryjskiej armii przy wsparciu rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych do zniszczenia Daesz w syryjskiej prowincji Deir-ez-Zor » — podsumował Konaszenkow. 

 

Uchodźcy z syryjskiego obozu Rukban w rzeczywistości stali się „żywymi tarczami” amerykańskiej bazy w At-Tanfie – powiedział rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow. Największy obóz dla uchodźców Rukban położony jest w strefie „bezpieczeństwa” w pobliżu amerykańskiej bazy w At-Tanfie, w zasadzie na pustyni. Według najskromniejszych szacunków przebywa tam ponad 60 tys. kobiet i dzieci z Rakki i Deir ez-Zor. Konaszenkow twierdzi, że Amerykanie nie puszczają konwojów humanitarnych „ani syryjskiego rządu, ani Jordanii, ani ONZ czy innych organizacji międzynarodowych”. „Uchodźcy Rukbanu są dziś w zasadzie zakładnikami, a ściślej mówiąc „żywymi tarczami” amerykańskiej bazy. Przypominam, że z podobnych „ochronnych” barier, oprócz Amerykanów, korzystają w Syrii tylko ci, z którymi przyszli tu walczyć – terroryści” – podkreślił rzecznik rosyjskiego resortu obrony. Jak dodał, syryjsko-jordańska granica w pobliżu bazy At-Tanf przekształciła się w stukilometrową czarną dziurę. Zamiast „Nowej Syryjskiej Armii”, jak grom z jasnego nieba, mobilne grupy ISIS przeprowadzają wypady dywersyjno-terrorystyczne skierowane przeciwko syryjskim wojskom i cywilom – powiedział Konaszenkow. Przedstawiciel ministerstwa podkreślił, że przez pół roku istnienia bazy w At-Tanfie nie poinformowano o jakiejkolwiek operacji Amerykanów przeciwko Państwu Islamskiemu. Tymczasem Waszyngton uzasadniał jej powstanie koniecznością walki z terroryzmem.

 

*Terroryści z Dżabhat an-Nusra, którzy zaatakowali 18 września w Syrii stanowisko obserwacyjne rosyjskiej policji wojskowej, mieli przy sobie broń wyprodukowaną w USA, Belgii i Francji, powiedział dzienikarzom żołnierz syryjskiej armii Walid Hali podczas prezentacji broni odebranej terrorystom."Pokażę dziś broń, odebraną terrorystom kilka tygodni temu. Została ona im dostarczona nielegalnie z zagranicy. Mamy tu ponad 100 jednostek broni palnej i ręcznych granatników produkcji amerykańskiej, belgijskiej i francuskiej" – powiedział Walid Hali. Według danych syryjskich żołnierzy w szeregu przypadków terroryści samodzielnie przerabiali produkcję seryjną. W ręce syryjskich żołnierzy trafiły m.in. amerykańskie strzelby М-16 z dorobionym uchwytem do celownika optycznego. Jak powiedział szef zarządu operacyjnego Syryjskiej Armii Arabskiej generał Ali al-Ali, "wobec ostatnich wydarzeń we Wschodniej Gucie i innych wschodnich dzielnicach Damaszku zgromadzono niezbite dowody na to, że terroryści  korzystają z zagranicznej broni i amunicji". "Sfotografowano szczątki pocisków zagranicznej produkcji z seryjnymi numerami. Dane pociski terroryści regularnie wykorzystywali w ostrzale dzielnic mieszkaniowych Damaszku i jego przedmieść" – powiedział Ali al-Ali. Według generała podczas rozminowania dzielnicy Sachur-2 we wschodnich dzielnicach Aleppo odkryto i unieszkodliwiono 193 pociski. Znaleziono na przykład takie pociski produkcji amerykańskiej, jak granaty do granatników М203 i 60-mm miny do moździerzy.

 

Liczba ofiar wśród ludności cywilnej w Afganistanie od początku bieżącego roku zwiększyła się o ponad 50% w porównaniu z tym samym okresem w 2016 roku – wynika z kwartalnego raportu misji ONZ w Afganistanie (UNAMA). W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2017 roku misja zarejestrowała 466 ofiar wśród cywilów (205 zgonów i 261 rannych), czyli wzrost ofiar o 52% wśród ludności cywilnej w wyniku nalotów w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 roku – podano w raporcie.  Najwięcej ofiar było wśród kobiet i dzieci. Niemniej jednak, jak podkreślono w raporcie, ogólna liczba ofiar wśród cywilów zmniejszyła się w porównaniu z ubiegłym rokiem.  Od 1 stycznia do 30 września 2017 roku UNAMA zarejestrowała 8019 ofiar cywilnych (2640 zgonów i 5379 rannych), co stanowi 6-procentowy spadek wśród cywilów – wynika z raportu. USA rozpoczęły operację wojskową w Afganistanie przeciwko Talibanowi i Al-Kaidzie w 2001 roku po ataku z 11 września. W Iraku, do którego wkroczyły amerykańskie wojska w 2003 roku, Amerykanie doprowadzili do obalenia reżimu Saddama Husajna.

 

* Minister spraw zagranicznych KRLD Ri Jong Ho oznajmił, że naród  północnej Korei żąda "odpłacenia USA gradem ognistym". Podkreślił, że według przywódcy KDLR Kim Dzong Una "posiadająca niespotykaną niewyczerpaną siłę armia krajowa nie pozostawi Ameryki bezkarną". "Nadeszła kolei USA do zapłaty i cała nasza armia i naród zdecydowanie domagają się ostatecznego wyrównania z Amerykanami porachunków wyłącznie ognistym gradem, a nie słowami" — podkreślił Ri Jong Ho. W ostatnich miesiącach sytuacja na Półwyspie Koreańskim zaostrzyła się z powodu testów rakietowych i jądrowych w KRLD, które wywołują ostre niezadowolenie administracji prezydenta USA Donalda Trumpa i przyczyniły się do kolejnego zaostrzenia sankcji ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ. 19 września Trump z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ zagroził Korei Północnej "całkowitym zniszczeniem". Według prezydenta USA nie będą miały innego wyboru, jeśli Pjongjang nie zmieni taktyki. 

 

Jak informowało dowództwo floty USA na Pacyfiku, w minioną sobotę uderzeniowy atomowy okręt podwodny „Tucson” (SSN-770), wyposażony w rakiety manewrujące „Tomahawk”, zawinął do portu Jinhae, na południowym wschodzie Korei Południowej. Jak poinformowały południowokoreańskie media, okręt podwodny ma wziąć udział we wspólnych manewrach USA i Korei Południowej, które w przyszłym tygodniu mają się rozpocząć niedaleko wybrzeża Korei Północnej. Według danych międzynarodowego systemu automatycznej identyfikacji AIS „Tucson” znajduje się obecnie na wodach Morza Japońskiego. W tym samym celu w kierunku Półwyspu Koreańskiego zmierza jeszcze jeden amerykański uderzeniowy okręt podwodny „Michigan” wyposażony w 154 rakiety manewrujące „Tomahawk”. Agencja Yonhap, powołując się na południowokoreańskie źródło wojskowe, poinformowała, że w przyszły weekend okręt podwodny Michigan zbliży się do wybrzeży Korei Południowej i wpłynie do portu Pusan.

 

Waszyngton za pomocą polityki sankcyjnej próbuje skłócić Rosję i Koreę Północną – powiedział szef MSZ Korei Północnej Ri Yŏng Ho. "W tej chwili USA wprowadzają sankcje wobec obu państw – KRLD i Rosji – jednocześnie próbując włączyć Rosję w kampanię sankcyjną przeciwko Korei Północnej, w celu skłócenia naszych państw" – cytuje słowa ministra RT.  Wcześniej Ri Yŏng Ho  zauważył, że KRLD rozpatruje zaostrzenie sankcji w stosunku do Pjongjangu jako przejaw agresji. 10 października Rada Unii Europejskiej w ramach wykonania decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ zaostrzyła sankcje przeciwko Korei Północnej.  2 sierpnia amerykański lider Donald Trump podpisał pakiet sankcji antyrosyjskich, utwierdzonych przez Kongres Stanów Zjednoczonych. 

 

Rząd Hiszpanii wystąpił do władz Katalonii o wyjaśnienia, czy proklamowały one niepodległość autonomii, czy też nie - oświadczył premier kraju Mariano Rajoy. Jeśli autonomia opowiedziała się za oddzieleniem od Hiszpanii, Madryt zamierza sięgnąć po możliwości, jakie stwarza 155. artykuł konstytucji, aby częściowo pozbawić Katalonię jej samorządu. „W ten sposób pragniemy dodać pewności obywatelom" — powiedział hiszpański premier. Według Rajoya, odpowiedź władz Katalonii  podyktuje decyzję, jaką rząd podejmie w najbliższych dniach. Stwierdził on, że szef rządu Katalonii Carles Puigdemont ma możliwość udzielenia odpowiedzi na różne apele „w celu przywrócenia praworządności". Wczoraj Puigdemont podpisał deklarację niepodległościową Katalonii. Oświadczył, że wyniki referendum, które odbyło się 1 października, dają prawo do utworzenia samodzielnego państwa. Zaproponował przy tym zawieszenie proklamowania niepodległości, aby nawiązać dialog z oficjalnymi władzami w Madrycie. Doktor prawa, doktor politologii, docent Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Służby Państwowej przy urzędzie prezydenta Rosji Kira Sazonowa uważa, że przywódca Katalonii Carles Puigdemont znalazł są w obliczu trudnego wyboru i teraz po prostu gra na czas.— Przywódca Katalonii znalazł się naprawdę między młotem a kowadłem. Z jednej strony, otacza go mnóstwo ludzi, których może uważać za swych zwolenników. Czyli są to ci, którzy poparli organizację referendum i oddzielenie się autonomii. Z drugiej strony znajduje się zdrowy rozsądek, który podpowiada, że obecnie oddzielenie się — przy tych danych, jakie obecnie są — jest co najmniej nierozsądne. Ponieważ Madryt jednoznacznie już dał do zrozumienia, że oddzielenia się w warunkach pokoju nie będzie. Nikt przecież nie życzyłby sobie kolejnej wojny domowej w Hiszpanii. Dlatego przywódca Katalonii, jak można zakładać, wybrał mniejsze zło — postanowił grać na czas. Wobec tego jest w pełni logiczne, że widzimy taką oto sytuację, gdy trafiła kosa na kamień — powiedziała Kira Sazonowa w audycji radia Sputnik. Rosyjska ekspertka skomentowała również oświadczenie premiera Hiszpanii o prawdopodobieństwie częściowego pozbawienia Katalonii jej samorządu. "Madryt w tej sytuacji rozgrywa w pełni konkretną kartę.  Chodzi o to, że po prostu zostanie rozwiązany miejscowy, regionalny rząd i zostaną rozpisane wybory, odpowiednio oznacza to zarządzanie z zewnątrz na  okres przejściowy. Na tym, moim zdaniem, polega podstawowa karta rozgrywana przez Madryt: chodzi o usunięcie rządu regionalnego, o pozbawienie Katalonii jej własnej władzy, a w międzyczasie, ewentualnie, ucichną wszystkie rozdźwięki — uważa Kira Sazonowa.

 

*Wczoraj szef rządu Katalonii Carles Puigdemont poinformował, że kataloński parlament jest zmuszony wstrzymać ogłoszenie niepodległości, aby rozpocząć dialog z Madrytem w celu podjęcia wspólnej decyzji politycznej.„Proponujemy, aby parlament odłożył wprowadzenie deklaracji o niepodległości, aby nawiązać dialog, który pozwoli na przystąpienie do uzgodnionych negocjacji” — poinformował podczas wystąpienia w parlamencie. Przed oświadczeniem Puigdemonta Olivier Berthelot, przewodniczący Parti Breton (separatystyczna partia lewicowa, której głównym celem jest proklamowanie Republiki Bretanii w ramach Unii Europejskiej) udzielił wywiadu Sputnikowi. — Niestety widzimy, że ten wspólny dom (UE) dziś zamienia się we wspólne więzienie, bo Europa nie odpowiada na prośby zwolenników niepodległości o mediacje – ocenił polityk. Jak dodał, „Katalończycy wspierają UE, podobnie jak Bretończycy. Większość mieszkańców Bretanii chce żyć we wspólnym domu zwanym Europą”.  Bardzo smutne jest to, że za procesem demokratycznym nie szedł dialog, choć Katalończycy, podobnie jak Bretończycy, są pokojowo nastawieni, gotowi do dialogu, gotowi słuchać. To bardzo rozsądni ludzie. Mówi się im, że wspólny europejski dom jest wspólnym domem, że chodzi nie o obywatelstwo, choć wcześniej mówiło się nam właśnie o europejskim obywatelstwie. „Jeśli oddzielicie się, zostaniecie pozbawieni europejskiego obywatelstwa, a dodatkowo spróbują odebrać wam koła napędowe waszych gospodarek”. Takie rzeczy zmuszają do myślenia – podkreślił Berthelot. Jego zdaniem o niepodległość trzeba walczyć i ta walka będzie długa. Szkoci, np. zaczynali z małego: dwadzieścia lat temu Szkocka Partia Narodowa ledwo zdobywała 3% głosów. Postarali się wyjaśnić ludziom, że Szkocja potrzebuje więcej uprawnień, większej autonomii. Mają swój parlament. Pokazali swoim rodakom, że jest to dobre dla nich. I nawet jeśli nie uzyskali niepodległości (w referendum uzyskali przewagę przeciwnicy niepodległości), utrzymują pokojowe relacje z Brytyjczykami, którzy uznali ich za naród. Hiszpanie odmówili tego samego Katalonii, a Francuzi nie chcą tego zrobić dla Bretanii – podsumował Olivier Berthelot.

 

*Pomniki żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, powinny być nietykalne i święte - głosi komunikat rzeczniczki MSZ Rosji Marii Zacharowej do uczestników konferencji, która rozpoczęła się dziś w Warszawie.Dziś w Warszawie rozpoczęła się pierwsza międzynarodowa konferencja "Uczcijmy Pamięć" poświęcona sytuacji w Polsce i w innych państwach dotyczącej pomników i miejsc spoczynku żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w latach II wojny światowej. Zacharowa podkreśliła, że "pod pretekstem promowania "idei" narodowej niektórzy politycy są gotowi nawet wypaczyć postanowienia Trybunału w Norymberdze, wszczepiając w umysły młodego pokolenia ideę szukania paraleli między zbrodniami ruchu nazistowskiego a wyczynami żołnierzy radzieckich".Zaczęliśmy zapominać, że pomniki to w pierwszej kolejności pamięć. Niszczenie pomników to atak na pamięć historyczną obecnych pokoleń i pozbawienie pamięci przyszłych. To nie nowa metoda, lecz do tej pory jest powszechnie stosowana. Na naszych oczach na objętym płomieniem Bliskim Wschodzie terroryści, zajmując terytoria, natychmiast niszczą pomniki historyczne. Ale są to terroryści. Jednocześnie w pokojowej i stabilnej Europie Wschodniej są burzone i bezczeszczone pomniki żołnierzy, którzy kiedyś podarowali kontynentowi europejskiemu nie tylko wolność, ale i życie — głosi tekst komunikatu. W tym kontekście Zacharowa zwróciła szczególną uwagę na odsłonięcie po konserwacji 15 października tego roku pomnika żołnierzy radzieckich w serbskim mieście Trstenik w Dniu wyzwolenia spod okupacji nazistów. Chociaż według niej podobnych przykładów jest niestety mniej niż przypadków wandalizmu i  wyburzania pomników  żołnierzy radzieckich, "to ważny wskaźnik, że w Europie są ludzie, dla którzy pielęgnowanie pamięci o II wojnie światowej jest sprawą całego życia". "Pomniki żołnierzy, którzy wyzwolili świat spod okupacji nazistów to nasze wspólne dziedzictwo kulturowe i historyczne, które musi być nietykalne i święte" — podsumowała.  Rosję i Polskę obowiązuje międzyrządowa umowa o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z 22 lutego 1994 roku. W chwili podpisania tego porozumienia w Polsce znajdowało się ponad 500 miejsc pamięci. Obecnie została tylko połowa.  MSZ Rosji oświadczyło, że podpisanie przez polskiego prezydenta ustawy pozwalającej na demontaż pomników radzieckich jest oburzającą prowokacją, która nie pozostanie bez skutków. Podczas wyzwolenia Polski zginęło ponad 600 tys. żołnierzy radzieckich, 700 tys. jeńców radzieckich zostało zabitych przez niemieckich okupantów.

 

*Rosyjski Instytut Studiów Strategicznych uważa za „absolutną prowokację” wydalenie z Polski obywatela Rosji Dmitrija Karnauchowa, którego władze kraju podejrzewają o powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi – powiedział szef Centrum RISS ds. kontaktów z otoczeniem i mediami Igor Pszenicznikow.Wcześniej Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy Koordynatora Służb Specjalnych Polski powiedział, że Rosjanin Dmitrij Karnauchow rzekomo „prowadził działania wymierzone w interesy Polski”. Powołując się na oświadczenie szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Żaryn podkreślił, że jest on „zaangażowany w tzw. wojnę hybrydową” przeciwko Polsce. Jak dodał, podejrzany „pracował pod przykrywką”, współpracując z Rosyjskim Instytutem Studiów Strategicznych w Moskwie, dzięki czemu „zdobył wiele kontaktów wśród naukowców i dziennikarzy”. — To absolutna prowokacja ze strony polskich służb specjalnych przeciwko Rosji. Nasz instytut jest wykorzystywany jako powód, aby kolejny raz kopnąć Rosję. Należy to rozpatrywać jako jedno z trywialnych wypowiedzi w łańcuchu antyrosyjskich prowokacji – powiedział w rozmowie z RIA Novosti Pszenicznikow. Chodzi o znanego naukowca, profesora Nowosybirskiego Technicznego Uniwersytetu Państwowego Dmitrija Karnauchina, który przez wiele lat pracował w Polsce.  Mieliśmy z nim zawartą umowę cywilno-prawną, na mocy której współpracował z instytutem do grudnia 2016 roku. Po upływie tego okresu umowa nie została przedłużona. Jest analitykiem, słynnym naukowcem, który faktycznie był moderatorem normalizacji rosyjsko-polskich stosunków, w tym wśród naukowców – wyjaśnił Pszenicznikow. Jak dodał, przykre jest to, że „obecnie również naukowcy są monetą przetargową w kampanii rusofobicznej, która jest prowadzona na Zachodzie”.


  *Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko obiecał, że będzie surowo walczyć z malwersacją środków publicznych w Ministerstwie Obrony państwa - pisze Ukraińska Prawda."Nikomu nie pozwolę kraść w wojsku. Tym, którzy będą kraść w wojsku, poobcinam ręce. Takie jest stanowisko prezydenta" — oznajmił Poroszenko. Podkreślił, że sytuacja w ukraińskim wojsku jest pod jego osobistą kontrolą. "Armia jest jednym z naszych widocznych osiągnięć na przestrzeni trzech lat. Dokonało się to między innymi moimi siłami, siłami ministra obrony, Ministerstwa Obrony, kierownictwa Sztabu Narodowego i wolontariuszy" — podkreślił  ukraiński przywódca. Wczoraj został zatrzymany wiceminister obrony Ukrainy podejrzany o defraudacje środków publicznych. 

 

*Organizator i koordynator blokady Krymu Lenur Islamow oświadczył, że ukraińscy nacjonaliści szykują „gigantyczny marsz" na Krym - pisze „Obozriewatel".Według słów Islamowa „wszyscy, którzy uważają, że Krym to Ukraina", planują „pomaszerować do Symferopolu". „Nic nie mogliby nam zrobić" — powiedział Islamow, dodając, że akcja „jest na etapie przygotowywania". Jednocześnie Islamow zauważył, że obecna sytuacja w ukraińskiej polityce nie sprzyja przeprowadzeniu marszu, bowiem „obywatelska tkanka społeczeństwa zaaferowana jest wewnętrznymi problemami Ukrainy". We wrześniu Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji poinformowała, że na krymsko-ukraińskiej granicy zostanie zbudowane ogrodzenie o długości 50 km w celu zapewnienia bezpieczeństwa regionu. Prace nad budową ogrodzenia prowadzone są już dzisiaj „zgodnie z planem". Niedawno szef komisji ds. stosunków narodowościowych w krymskim rządzie Zaur Smirnow powiedział, że blokada ze strony ukraińskich aktywistów posłużyła za katalizator rozwoju półwyspu. Jak powiedział, Krym przeorientował się na rosyjskie rynki, utrwalając swoją „pełną gospodarczą niezależność" od Kijowa.

 

*Oświadczenia organizatora energetycznej i handlowej blokady Krymu Lenura Islamowa o szykującym się gigantycznym marszu na półwysep są niewykonalne i klasyczny przejaw „populizmu z bezsilności" - uważa zastępca przewodniczącego rady doradczo-eksperckiej przy szefie rządu Republiki Krymu Aleksander Formanczuk.Wcześniej o planowanej akcji Islamowa i ukraińskich nacjonalistów donosiły ukraińskie media. Organizatorzy akcji mówili, że chcą dojść do Symferopola.  „Chcę przypomnieć, że pan Lenur Islamow występuje z takim oświadczeniem nie po raz pierwszy. Minister obrony Ukrainy Geletej już obiecywał, że w Sewastopolu odbędzie się ukraińska defilada wojskowa. Wszystkie te oświadczenia to klasyczny przejaw nacjonalistycznego populizmu" — powiedział Formanczuk. Formanczuk przypomniał, że Islamow nie zdoła pojawić się na rosyjskim terytorium, bowiem «jest na celowniku» rosyjskich organów porządkowych po tym, jak wysadzil słupy  linii wysokiego napięcia w listopadzie 2015 roku, w wyniku czego setki tysięcy ludzi zostały bez prądu. „On od dawna jest obserwowany (przez organy porządkowe), wszyscy go dobrze znają, w związku z czym jego pojawienie się tutaj to blef. Lenur Islamow wychodzi po prostu z siebie pod wpływem agresywnej bezsilności" — skonkludował politolog.

 

*PACE większością głosów przyjęła rezolucję, w której podkreśliła, że nowa ukraińska ustawa oświatowa nie zapewnia odpowiedniej równowagi między językiem urzędowym i językami mniejszości narodowych.W przyjętej rezolucji podkreślono, że Zgromadzenie Parlamentarne jest zaniepokojone zatwierdzeniem 5 września 2017 roku nowej ustawy oświatowej przez Radę Najwyższą Ukrainy, dokument został podpisany 27 września przez prezydenta państwa Petra Poroszenkę. PACE przypomina, że zdaniem niektórych sąsiadów Ukrainy "ten dokument narusza prawa mniejszości narodowych"."Ukraińskie władze przekazały tekst ustawy o edukacji  do Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo (Komisji Weneckiej) do zaopiniowania, wniosek ma zostać przedstawiony do końca 2017 roku; Zgromadzenie wyraża jednak niezadowolenie, że ten krok nie został podjęty przed przyjęciem ustawy oświatowej" — podkreślono w tekście rezolucji.  "Zgromadzenie uważa za ważne wypełnienie zobowiązań opartych na Europejskiej konwencji praw człowieka, Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych i Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych i udzielenie pomocy we wznowieniu konstruktywnego dialogu między zainteresowanymi stronami" — czytamy w rezolucji. PACE przypomina, że "państwo ma prawo do zachęcania do nauki języka urzędowego", podkreśla jednak, że "podejmowane przez państwa środki na rzecz promowania języka urzędowego powinny iść w parze ze środkami ochrony i promowania języków mniejszościowych". "Jeśli nie zostanie to zrobione, rezultatem będzie asymilacja, a nie integracja" — czytamy w dokumencie. Europarlamentarzyści przypominają także o niedopuszczalności dyskryminacji. "Ta zasada dotyczy nie tylko uznania i efektywnej ochrony praw mniejszości zapisanych w konferencji ramowej a także konkretnych praw zapisanych w Europejskiej karcie języków regionalnych i mniejszościowych a także "realizacji każdego prawa zgodnie z art. 1 Protokołu nr 12 do Europejskiej konwencji praw człowieka" — podkreślono w przyjętej rezolucji. "Dla Zgromadzenia te trzy zasady są ważnymi elementami szerszej koncepcji mającej pierwszoplanowe znaczenie, która w rzeczywistości leży u podstaw całej konwencji ramowej: koncepcji "koegzystencji" — podkreślono w rezolucji. "Biorąc pod uwagę wspomniane zasady i wszechstronną koncepcję "wspólnej koegzystencji", najwyraźniej nowa ustawa  nie zapewnia  odpowiedniej równowagi między językiem urzędowym i językami mniejszościowymi" — uważa PACE. Ciekawe, że punkt dotyczący propozycji Kijowa odnośnie rewizji ustawy został usunięty po głosowaniu w sprawie poprawek. 

 

*Papież Franciszek uważa, że za konfliktami na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie stoi diabeł — oświadczył zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego Światosław Szewczuk, obecny na poniedziałkowym spotkaniu papieża z patriarchami i arcybiskupami katolickich Kościołów wschodnich. „Po krótkim powitaniu wszyscy arcybiskupi i patriarchowie mogli wystąpić przed papieżem w imieniu swoich narodów. Ja również miałem możliwość wystąpienia i przedstawienia papieżowi pewnych racji w imieniu Ukrainy, podziękowałem mu za to, że jest prawdziwym wysłannikiem pokoju" — powiedział Szewczuk.Pod koniec, kiedy papież podsumował spotkanie, powiedział: «Jestem zdziwiony, że wy wszyscy, wszystkie wasze kościoły, cierpią z powodu wojen: na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie. Wy wszyscy jesteście pasterzami cierpiących ludzi». A potem powiedział: «Ale czy wy wiecie, kto sieje wojny, ból, destrukcję? Diabeł. I jaka powinna być wasza odpowiedź? Modlitwa i głoszenie Słowa Bożego» — powiedział zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego (UKGK) na antenie Radio Vaticana.Jak zauważa departament informacji UKGK, Szewczuk zaprosił też papieża na Ukrainę. Papież zapewnił z kolei ukraińskiego duchownego, że codziennie zapala świecę w intencji pokoju na Ukrainie i modli się o koniec wojny.

 

* Tragedia podczas święta narodowego w Hiszpanii. Doszło do śmiertelnego wypadku myśliwca Eurofighter. Samolot uderzył o ziemię w drodze powrotnej z parady wojskowej. Pilot nie zdążył się katapultować. O wypadku hiszpańskiego myśliwca wielozadaniowego Eurofighter jako jedno z pierwszych źródeł donosiło internetowe wydanie hiszpańskiego dziennika „El Pais”. Zdarzenie, do którego doszło w czwartek 12 października około godziny 12:10 potwierdził już resort obrony Hiszpanii. Jeden z czterech odrzutowców biorących udział w paradzie z okazji narodowego święta w drodze powrotnej do bazy lotniczej Los Llanos koło Albacete rozbił się na polu. Do płonącego wraku na bliską odległość zbliżył się pasażer jednego z przejeżdżających w pobliżu samochodów i swoją kamerą nagrał pożar maszyny. Według podawanych w lokalnych mediach informacji, pilot odrzutowca nie przeżył katastrofy. Miejsce wypadku położone jest około 300 km na południowy wschód od Madrytu, gdzie odbywał się pokaz. Na paradzie obecni byli m.in. premier Hiszpanii Mariano Rajoy oraz król Filip VI. Parada odbywała się, podobnie jak każdego roku, z okazji Dia de la Hispanidad. Święto to upamiętnia dopłynięcie Krzysztofa Kolumba do Ameryki. i jest symbolem zjednoczenia kraju. Tegoroczne obchody mogły liczyć na dużą uwagę mediów z całej Europy głównie ze względu na kryzys wywołany niepodległościowymi dążeniami Katalonii i brutalną reakcją hiszpańskiej policji na pokojowe protesty mieszkańców tego regionu. Po tymczasowym zawieszeniu deklaracji niepodległości Katalonii przez Carlesa Puigdemonta, premier Mariano Rajoy dał politykom regionu czas do czwartku 19 października. Jeśli do tego dnia nie cofną oni poparcia dla decyzji o niepodległości, wówczas rząd w Madrycie odbierze regionowi jego autonomię.

 

Były dowódca Floty Bałtyckiej admirał Władimir Wałujew powątpiewa w to, że piloci Su-24, który rozbił się na lotnisku w Hamejmim w Syrii, mogli zacząć wzlot, nie upewniwszy się co do stanu samolotu.Według danych źródła gazety "Kommiersant", Su-24 w chwili katastrofy znajdował się w "niewzlotowym położeniu" i dokonując rozbiegu na pasie startowym nie miał szans na oderwanie się od ziemi, co mogło być zarówno skutkiem błędu załogi, jak i technicznej usterki. "Trudno wyobrazić sobie, że w "niewzlotowym położeniu", jak piszą media, można było zacząć rozbieg. Przed wzlotem piloci sprawdzają wszystko według listy i dopiero, kiedy się upewnią, że pracuje ster, klapy i lotki, zaczynają pracę" – powiedział Wałujew dla RIA Novosti. Wałujew wyraził współczucie "bojowym przyjaciołom i rodzinom zmarłych bałtyckich lotników Jurija Miedwiedkowa i Jurija Kopyłowa". "W tej chwili konieczne jest określenie przyczyny katastrofy taktycznego bombowca Su-24M, aby w przyszłości nie dopuścić do tego typu tragedii. To mogła być albo usterka techniczna, albo błąd specjalistów" – dodał Wałujew.  Rozmówca agencji zauważył, że "konieczne jest zwrócenie szczególnej uwagi na pilotażowe przygotowanie lotników bombowców, aby wykluczyć straty poza bojem". "Samoloty morskiego lotnictwa Su-24M należy przetestować zarówno na Flocie Bałtyckiej, jak i Czarnomorskiej, tam skierowano siedem takich bombowców. Oczywiście, konieczne jest sprawdzenie wszystkich Su-24, będących na wyposażeniu Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji" — podsumował admirał. 

 

Popyt na rosyjskie systemy rakietowe S-400 „Triumf" jest tak duży, że nawet przedstawiciel firmy-producenta „z kokieterią" powiedział: możliwości produkcyjne tych systemów nie są bezgraniczne - pisze niemiecka gazeta Süddeutsche Zeitung.Gazeta przypomina, że pół roku temu dowiedziano się o transakcji sprzedaży S-400 między Rosją i Chinami. Wcześniej w sprawie dostaw systemów rakietowych Rosja porozumiała się z „uzbrajającymi się Indiami". W ubiegłym tygodniu doszło do zawarcia kolejnych dwóch dużych transakcji: z Turcją i Arabią Saudyjską. Według słów doradcy rosyjskiego prezydenta Władimira Kożyna po rosyjskie systemy rakietowe S-400 ustawiła się cała kolejka — zainteresowanie wykazują Azja Południowo-Wschodnia, Bliski Wschód i „niektóre inne kraje". Autor artykułu wyjaśnia, dlaczego transakcja jest korzystna dla Turcji: będąc krajem NATO, Ankara demonstracyjnie daje do zrozumienia, że nie potrzebuje amerykańskiej pomocy wojskowej. Jednakże ów „akt politycznej krnąbrności" nie miałby sensu, jeśliby rosyjskie systemy nie posiadały wojskowych atutów — podkreśla autor materiału. „Unowocześniony mobilny system S-400, który przedstawia sobą zgrupowanie wyrzutni, uważany jest za bardzo skuteczny, bowiem jest w stanie przechwytywać i automatycznie atakować najrozmaitsze cele: myśliwce, samoloty wywiadowcze osiągające wysoki pułap takie jak Awacs, pociski balistyczne, rakiety manewrujące, drony, a nawet bombowce o obniżonej wykrywalności" — pisze autor. „System dowiódł swojej wyższości nad innymi, to rzeczywiście najlepszy system przeciwlotniczy z obecnie istniejących" — mówi Dmitrij Szugajew, dyrektor rosyjskiej Federalnej Służby ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej. Ekspert ds. uzbrojenia, były pułkownik Wolfgang Richter uważa, że rosyjskie S-400 należą do „czołowych towarów na rynku międzynarodowym". „Te to są na pewno lepsze od amerykańskich „Patriotów", które posiadają Niemcy" — konstatuje Richter i dodaje: „I mniej kosztowne". Dla Rosji ostatnie poważne transakcje są również bardzo ważne: potwierdzają reputację kraju jako drugiego na świecie eksportera uzbrojenia. Ponadto pierwsza dostawa S-400 do kraju będącego członkiem NATO spełnia strategiczne ambicje Moskwy: USA nie były „zbytnio zachwycone" jej transakcją z Turcją. „Zresztą inny członek NATO — Grecja — już kupowała rosyjskie rakiety S-300, ale to było mniej widoczne niż dzisiejszy kontrakt z Turcją" — zauważa autor.

 

*Dzisiaj kurs bircoina osiągnął historyczne maksimum.Według stanu na godz. 13:20 kryptowaluta kosztowała 5,223 tys. dolarów — wynika z notowań giełdowych. Kurs bitcoina po raz pierwszy przekroczył 5 tys. dolarów na początku września, gdy cena kryptowaluty  sięgnęła 5,013 dolarów. Kurs waluty obniżył się w świetle informacji o decyzji chińskich władz, by zakazać działalność giełd bitcoinowych. Wówczas cena bitcoina w ciągu siedmiu dni spadła o 28%, był to najniższy tygodniowy kurs od stycznia 2015 roku. 

 

*Jak podkreśla Financial Times, sankcje nie miały na rosyjski przemysł petrochemiczny większego wpływu dzięki nowym przyjaciołom w Chinach i na Bliskim Wschodzie.We wrześniu chińska firma CEFC China Energy porozumiała się ze spółką Rosnieft w sprawie dostaw ropy naftowej, a Arabia Saudyjska na początku października podpisała z Rosją umowę o rozszerzeniu współpracy między Saudi Aramco i Gazprom Nieft. Rosyjskie władze są między innymi zainteresowane udziałem saudyjskich przedsiębiorstw w realizacji Gazociągu Północnego 2 — pisze FT. Tym sposobem amerykańskie i europejskie spółki energetyczne, które przez dłuższy czas były niezawodnymi partnerami Rosji, mogą stracić swoje pozycje. 

 

* Serbia mogłaby otrzymywać gaz z Tureckiego Potoku, poczynając od 2019 roku. Oznajmił to prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan po rozmowach w Belgradzie z serbskim przywódcą Aleksandrem Vuciciem. Zresztą o tej opcji Aleksandar Vučić mówił jeszcze w lipcu tego roku. Wskazał wówczas na to, że do Serbii paliwo z Tureckiego Potoku może popłynąć przez Bułgarię. Redaktorka gazety Balkan Magazine, ekspert ds. energetyki Jelica Putnikovic w wywiadzie dla Satelity podkreśliła, że obecnie nie wiadomo, skąd Serbia weźmie środki na budowę nitki z Bułgarii, poza tym na razie nie ma nawet wstępnej informacji, ile to może kosztować. "Byłoby dobrze, gdyby Turcja była zainteresowana finansowaniem budowy tego odcinka. Ankara na pewno chce dostawać jak najwięcej za tranzyt gazu przez tureckie terytorium. A więc im więcej gazu, tym większy może być zysk" — powiedziała. Według słów Putnikovic, budowa gazociągów to kwestia nie tylko gospodarcza, lecz również polityczna, dlatego Turecki Potok mógłby sprzyjać unormowaniu stosunków między państwami bałkańskimi. Były dyplomata Srećko Đukić w wywiadzie dla Satelity podkreślił, że Ankara chciałaby, by Turecki Potok przeciągnął się do Europy Środkowej.  "Teraz wszystko zależy od podejścia UE i USA do tego projektu. Jeszcze nie opowiedziały się w tej kwestii. Rozmowy na ten temat w Brukseli są bardzo potrzebne, ponieważ odnoszę coraz mocniejsze wrażenie, że Europa Środkowa rozpatruje nawet możliwość budowy Gazociągu Północnego 3. W takim razie Bałkany mogą zostać bez gazu. To rzeczywiście poważny problem, ponieważ już teraz nasuwa się pytanie, jak zapewnimy ciepło w zimie. Ludzie dosłownie idą do lasu, rąbią drewno i grzeją się, jak gdyby przed chwilą zakończyła się II wojna światowa" — mówi Đukić. Đukić uważa, że Turcja może chociażby częściowo sfinansować europejski odcinek Tureckiego Potoku. Zresztą sytuacja nie jest łatwa ze względu na dość napięte stosunki między UE i Ankarą. Specjalista przypomniał o tym, co się stało z Gazociągiem Południowym: Bruksela kiedyś już zakręciła kurek z rosyjskim gazem płynącym do bałkańskich odbiorców. "Nie ma pewności, czy Turcję zaprosi powiedzmy konsorcjum, które będzie budować gazociągi na terytorium Bułgarii. Czy też Ankara zgodzi się na taką formę współpracy?" — zadaje pytanie Đukić.

 

*Interpol i Laboratorium Kaspersky'ego podpisały już drugą umowę w sprawie współpracy w ramach przeciwdziałania cyberprzestępczości i walki z nią.Czytamy to w komunikacie prasowym Interpolu. W ramach porozumienia strony będą wymieniać informacje na temat aktywności przestępców w internecie. Pierwsze porozumienie organizacje podpisały w 2014 roku. Jak podkreśla Interpol, na początku bieżącego roku Laboratorium Kaspersky'ego uczestniczyło w operacji specjalnej policji, która pozwoliła na wykrycie serwerów 9 tys. botów i setek zarażonych stron internetowych, wśród których znajdowały się portale rządowe. Poza tym rosyjska firma pomagała Interpolowi w operacji likwidacji przestępczego botnetu Simda — sieci składającej się z ponad 770 tys. zarażonych komputerów na całym świecie.  Laboratorium Kaspersky'ego działa w prawie 200 państwach, a w 32 ma biura. Producent oprogramowania antywirusowego współpracuje z międzynarodowymi organizacjami i służbami porządkowymi na całym świecie. Laboratorium nazywa Interpol partnerem strategicznym, a Europol — oficjalnym. 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031