Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3906 postów 1832 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Pogrzeb (ojca) nadziei?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

OBSERVATORIUM BOGUSLAVIANUM: Kontrowersyjne referendum w Kurdystanie pogłębiło regionalny konflikt i grozi rozlewem krwi. Czy pewien pogrzeb mógłby mu zapobiec?

 

 

Dżalal Talabani

 

 

Historia zna kilka przypadków, gdy pogrzeb stał się niespodziewaną okazją do spotkania i pogodzenia zwaśnionych stron. Jeśli byłby ktoś, kto mógłby jeszcze zasypać szybko pogłębiającą się przepaść pomiędzy przywódcami w Bagdadzie, a tymi w irackim Kurdystanie, to byłby nim tylko Dżalal Talabani. Niestety, właśnie zmarł 3 października w Niemczech, w wieku 83 lat. Przez 60 lat słynny „mam”, czyli ‘wujek’, jak zgodnie nazywali go i Arabowie i Kurdowie, zaskarbił sobie opinię budowniczego mostów i „ojca zgody” (łalidu almusalaha), na czym zrobił polityczną karierę.

Po upadku Saddama Husajna w 2003 roku, Talabani został pierwszym nie-arabskim prezydentem Iraku. Syn sunnickiego kaznodziei, utrzymywał doskonałe kontakty z politykami szyickimi, szczególnie w Iranie. Całował zarówno prezydenta Iranu, Mahmuda Ahmadineżada, jak i amerykańską sekretarz  stanu, Condoleezzę Rice. Przez wiele lat walczył ze swoim głównym kurdyjskim rywalem, Masoudem Barzanim, stawiając swoje skromne pochodzenie i lewicowe odchylenia przeciwko plemiennym zamocowaniom potężnego klanu Barzanich. W 1996 roku Barzani nasłał nawet czołgi Saddama aby wkroczyły do wschodniej kurdyjskiej dzielnicy Sulaymanija, gdzie przywódcą był jego znienawidzony rywal Talabani. A mimo to, w ostatnich latach Talabani, wierny swej pojednawczej naturze, poparł przedłużoną prezydencję Barzaniego w obrębie kurdyjskiej enklawy, czym na koniec położył kres ich waśni.

Uznając Talabaniego za swego człowieka, premier Iraku Haider al-Abadi, ogłosił trzy dni żałoby i planuje urządzić mu pogrzeb państwowy, kiedy ciało zmarłego powróci z Niemiec. Wielu kurdyjskich przywódców i urzędników zjeżdża do Bagdadu, mając nadzieję na naprawę stosunków z rządem centralnym podczas marszu w kondukcie Talabaniego. Abadi odmawia jednak rozmów, dopóki Kurdowie nie odwołają niedawnego referendum, w którym, jak twierdzi Barzani,​​93% głosujących (choć trudno powiedzieć z jakiej liczby uprawnionych) opowiedziało się za utworzeniem niepodległego Kurdystanu.

Istnieją oznaki, że obie strony próbują zneutralizować kryzys. Abadi złagodził finansowe ograniczenia i międzynarodowe embargo na połączenia z lotniskiem w Erbilu, stolicy kurdyjskiej enklawy w Iraku. Wprawdzie na dzień dzisiejszy Kurdowie (i trumna ze zwłokami Talabaniego) wciąż muszą jeszcze lecieć przez Bagdad, ale linie lotnicze oczekują, że wkrótce i ten zakaz zostanie zniesiony.

Pozostają jednak inne zagrożenia. Irańskie czołgi stanęły już wzdłuż wschodniej granicy Kurdystanu. Turcja rozważa powrót oficjalnych irackich urzędników imigracyjnych do swoich przejść granicznych z kurdyjską enklawą, co by oznaczało poddanie Kurdystanu pod kontrolę irackich władz granicznych po  raz pierwszy od 25 lat. Ale ruchy irańskich czołgów są postrzegane tylko jako straszenie, a Turcja jeszcze nie zrealizowała  swej największej groźby: zamknięcia rurociągu naftowego, który zapewnia Kurdom większość dochodów.

Kurdowie są podzieleni. Niektórzy twierdzą, że reakcja rządu w Bagdadzie świadczy o jego nieugiętej wrogości. 3 października arabscy posłowie uniemożliwili swym kurdyjskim kolegom wejście do parlamentu w Bagdadzie, o ile nie odrzucą referendum. Zwolennicy Nuri al-Malikiego, byłego premiera, zapowiadają votum nieufności dla Fuada Massouma, Kurda, który jest następcą Talabaniego na stanowisku prezydenta Iraku. Gdyby Massoum odszedł, niektórzy twierdzą, że wtedy o to tytularne w dużej mierze stanowisko ubiegałby się właśnie Maliki, co byłoby dla niego krokiem do odzyskania kontroli nad Irakiem. "To wszystko przypomina arabski szowinizm z czasów Baath", skarży się wyrzucony z pracy kurdyjski urzędnik opuszczający Bagdad, nawiązując do praktyk starej partii Saddama.

Inni Kurdowie twierdzą jednak, że to ich przywódcy sami sobie stwarzają problemy. Trzy partie kurdyjskie, w tym Patriotyczny Związek Kurdystanu (PUK) Talabaniego, odmówiły po referendum przyłączenia się do nowego „kierownictwa politycznego" utworzonego przez Barzaniego, aby przygotować się do niepodległości. Wybory parlamentarne w przyszłym miesiącu mogą ujawnić, po której stronie leżą sympatie. Ale pięcioletnia nieobecność Talabaniego ze względu na chorobę, sprawiła że jego PUK jest dziś uwikłany w kryzys sukcesyjny i źle przygotowany do kampanii. Barham Salih, który był kiedyś zastępcą Talabaniego, obecnie oddzielił się i założył własną partię. Gdyby Talabani był nadal na miejscu – nawet stary i schorowany - nigdy by do tego nie doszło i prawdopodobnie Barzaniemu nie udałoby się nawet przeprowadzić referendum. Czyżby więc pogrzeb „ojca zgody” miał być także pogrzebem ostatniej nadziei dla Iraku?  (BJ)

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031