Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4039 postów 1886 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 4 września 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1065) Katalonia zamierza ogłosić niepodległość, rosyjskie samoloty zlikwidowały dowództwo al-Qaidy w Syrii, echa masakry w Las Vegas… Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

* W nalocie rosyjskich sił powietrznych zginęło dziś w Syrii prawie całe naczelne dowództwo organizacji Dżabhat Fatah al-Szam, dawnego Frontu al-Nusra, powiązanego niegdyś z Al-Kaidą. Zabitych zostało 12 najważniejszych dowódców polowych, szef służby bezpieczeństwa  Ahmad al-Gizai i około 50 innych terrorystów. Ciężko ranny został również sam przywódca tej organizacji Abu Muhammad al-Dżolani, który ma urwane ramię i jest w stanie krytycznym.  Rzecznik tego resortu generał Igor Konaszenkow powiedział, że decyzja o ataku została podjęta po potwierdzeniu przez różne kanały wywiadowcze przybycia dowódców terrorystów i rozpoczęcia ich zebrania w namierzonej kryjówce z udziałem przywódcy. W operacji specjalnej brały udział samoloty Su-34 i Su-35. Rzecznik nie sprecyzował, gdzie i kiedy miał miejsce nalot. We wtorek rosyjskie ministerstwo obrony podało też, że w nalotach rosyjskiego lotnictwa w Syrii w ciągu ostatnich dwóch dni zginęło 304 bojowników Daesz, w tym siedmiu dowódców różnego szczebla. Zniszczono też ośrodek, gdzie zbierali się i szkolili nie-arabscy najemnicy, walczący w szeregach Daesz. Wielu z nich miało pochodzić z państw Europy Zachodniej i Kaukazu. Rosyjskie operacje lotnicze przeciwko siłom tzw. Państwa Islamskiego mają za zadanie wspierać syryjskie siły rządowe w wyzwalaniu prowincji Deir ez-Zor.

 

*Moskwa ma nadzieję na to, że stosunki rosyjsko-amerykańskie wyjdą z impasu, i jest gotowa szukać dróg ich uzdrowienia - oznajmił szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow.«Nadzieja na wyjście współpracy z obecnego sztucznie stworzonego impasu istnieje, lecz przyszłość stosunków zależy nie tylko od nas, ale również od strony amerykańskiej» — powiedział w wywiadzie dla ogólnoarabskiej gazety „Asz-Szark al-Ausat" (Bliski Wschód). «Rosja jest otwarta na to, by wspólnie z nową administracją USA szukać dróg ozdrowienia stosunków, opierając się na zasadach wzajemnego szacunku i uwzględnienia wzajemnych interesów. Na razie niestety kontakty dwustronne pozostają zakładnikiem waśni w amerykańskim establishmencie» — dodał minister. Według niego w tym, że stosunki rosyjsko-amerykańskie znajdują się na niskim poziomie, nie ma winy Rosji. «Jest to bezpośrednia konsekwencja polityki administracji byłego prezydenta USA Baracka Obamy, która niszczyła fundamenty współpracy, a przed odejściem podłożyła pod nich miny długoterminowego działania, by utrudnić życie swoim następcom» — podkreślił   Ławrow. Podkreślił, że wznowieniu dialogu bardzo przeszkadza rusofobiczna kampania w USA, włącznie z oświadczeniami w sprawie rzekomej ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA. «Odnosi się wrażenie, że ktoś w Waszyngtonie, kto nie chce zgodzić się z wyborem Trumpa przez Amerykanów, próbuje obarczyć nas własnymi niepowodzeniami oraz bezwstydnie rozgrywa rosyjską kartę w walce politycznej» — powiedział szef MSZ Rosji. Wskazał, że Moskwa z kolei nie ulega emocjom, wykazuje się powściągliwością i bierze pod uwagę niełatwe warunki polityki wewnętrznej, w których pracuje nowa administracja Stanów Zjednoczonych. «Nie możemy jednak pozostawić bez odpowiedzi takich agresywnych kroków, jak na przykład przyjęcie w lipcu Aktu o przeciwdziałaniu przeciwnikom Ameryki poprzez sankcje. Liczymy, że zdrowy rozsądek w Waszyngtonie weźmie  jednak górę i konfrontację uda się powstrzymać. My na pewno do niej nie dążymy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Rosja i USA jako największe mocarstwa jądrowe ponoszą szczególną odpowiedzialność za ogólną sytuację na świecie, za podtrzymanie globalnej stabilności i bezpieczeństwa» — podsumował Ławrow. 

 

* Tydzień temu dżihadyści tzw. Państwa Islamskiego rozpoczęli potężną, prowadzoną na wielu frontach ofensywę – zakładającą także infiltrację i zajęcie punktów oporu głęboko za liniami sił rządowych. Operacja, nosząca kryptonim „Abu Muhammad al-Adnani” (na cześć jednego z dowódców terrorystów, który zginął w ubiegłym roku) zakończyła się zajęciem dużych sekcji terenu wzdłuż autostrady M-20, łączącej miasto Deir ez-Zor z zachodnią częścią Syrii. Oprócz tego dżihadyści odbili tereny wokół leżącego na skrzyżowaniu dróg as-Sukhna (otaczając siły rządowe w tym mieście), a także obszary koło lotniska Deir ez-Zor i stacji pompowni ropy T-3. Całkowitym zaskoczeniem natomiast okazało się zajęcie przez Daesz  miasta al-Karjatein położonego w zachodniej części kraju. Siły rządowe, po początkowym chaosie szybko przeszły do kontrataku, odzyskując większość terytoriów. W okolicy miasta Deir ez-Zor nastąpiło to po mniej więcej trzech dniach – pomogła koncentracja znacznych wojsk w tym rejonie. Nieco więcej czasu zajęło zabezpieczenie as-Sukhna – jednak i tam dżihadyści zmuszeni byli odstąpić od oblężenia miasta, po tym jak odsiecz sił rządowych zajęła pola gazowe al-Hajl, położone odeń na północny zachód. Z kolei w miastach Kattajb i asz-Szoula (również położonych wzdłuż autostrady M-20) garnizonom rządowym udało się utrzymać i przejść do kontrnatarcia, wyrzucając dżihadystów z przejętych wcześniej dzielnic. Jednakże, około pięciokilometrowy odcinek trasy M20 między as-Sukhna i Kattajb pozostaje nadal pod kontrolą Daesz . Obecnie trwają tam operacje sił rządowych, usiłujących odblokować strategiczną trasę. Bez tego bowiem niemożliwe staje się dostarczanie pomocy humanitarnej i zaopatrzenia dla mieszkańców Deir ez-Zor, a także materiałów i posiłków dla wojsk w mieście. Ponadto, pod kontrolą ISIS nadal pozostaje Al-Karjatain (al-Qaryatayn), zajęte przez setki „uśpionych” agentów Daesz w mieście, podczas ataku przebranych w mundury Syryjskiej Armii Arabskiej. Obecnie jednak oddziały prorządowe otoczyły je całkowicie; przygotowując się do szturmu niszczą za pomocą artylerii punkty obronne dżihadystów. Niespodziewana ofensywa Daesz znacznie spowolni wyzwalanie prowincji Deir Ezzor przez wojska rządowe i sojuszników – dając przewagę siłom kurdyjsko-amerykańskim w wyścigu do złóż ropy i gazu. Nie zatrzymała jednak operacji likwidacji enklawy Państwa Islamskiego, położonej na wschód od miast Hama i Homs. Dziś rano oddziały lądowe Syryjskiej Armii Arabskiej, NDF oraz 4. Dywizji Zmechanizowanej zajęły kolejne miasteczko we wspomnianej enklawie – Umm Mijjal. Ostateczny upadek tego gniazda Daesz  to zapewne kwestia najbliższych dni. Nie zostały też sparaliżowane operacje zabezpieczania południowych rubieży Syrii – blisko granic z Jordanią i Irakiem. Oprócz tego trwają walki na północy prowincji Hama, najechanej od północy przez dżihadystów z Idlib. Ich niespodziewana ofensywa stoi w sprzeczności z wcześniejszymi porozumieniami deeskalacyjnymi, mającymi chronić ludność cywilną północno-zachodniej Syrii.

 

*Terroryści „Państwa Islamskiego" przeprowadzili serię ataków na syryjskie wojska z obszaru „misji wojskowej USA" - oświadczył rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow.Jak powiedział 28 września oddział terrorystów usiłował zająć wzgórza  wokół miasta Al-Karjatain. Terroryści przy tym obeszli ukryte posterunki sił rządowych dzięki temu, że posiadali ich dokładne współrzędne. Mógł je uzyskać tylko wywiad sił powietrznych, a współrzędne zostały „troskliwie przekazane" do celów dywersyjnych. „Wymienione ataki terrorystów łączy tylko jedno — wszystkie przeprowadzone zostały z 50-kilometrowej strefy wokół miejscowości At-Tanf na syryjsko-jordańskiej granicy. Z tej samej strefy, w której mieści się „misja wojskowa USA" i do której nawet na centymetr Amerykanie nie dopuszczali pododdziałów syryjskich wojsk walczących z terrorystami" — dodał Konaszenkow. Syryjska armia musiała podjąć ogromne wysiłki, żeby zneutralizować mobilne grupy terrorystów na odcinku Palmira — Deir ez-Zor  i wyzwolić zajęte przez terrorystów miejscowości. Jak zauważył rzecznik resortu obrony, główną przeszkodą na drodze doszczętnego rozbicia terrorystów w Syrii jest nie ich zdolność bojowa lecz  udzielane im przez cały czas wsparcie i osłona ze strony Stanów Zjednoczonych. Stawia to pod znakiem zapytania szczerość intencji sojuszniczych w zwalczaniu terroryzmu i każe zadać pytanie o prawdziwą rolę USA w konflikcie bliskowschodnim.

 

*Ministerstwo obrony Rosji uprzedziło USA, że jeśli uważają ostatnie ataki „Państwa Islamskiego" za przypadkowe, to Rosja może zlikwidować wszystkie te „przypadki" w granicach kontrolowanej przez nich strefy w Syrii - oświadczył rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji gen. Igor Konaszenkow. „Jeśli strona amerykańska uważa takie operacje za nieprzewidziane „przypadki", to rosyjskie Siły Kosmiczno-Powietrzne w Syrii gotowe są przystąpić do pełnej likwidacji tego typu „przypadków" w granicach strefy kontrolowanej przez  USA" — powiedział Konaszenkow. Według danych wywiadu i Ministerstwa Obrony Rosji seria ataków terrorystów Daeszu  na syryjskie siły rządowe została wyprowadzona  ze ścisłego  obszaru, na którym działa amerykańska misja wojskowa.

 

*USA urządzają wobec rosyjskich wojskowych w Syrii śmiertelnie niebezpieczne prowokacje, powiedział w wywiadzie dla gazety „Al-Sharq Al Awsat” minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Zdaniem ministra Moskwa jest zaniepokojona „taktyką połowicznych środków” przyjętą przez Waszyngton i jego sojuszników w Syrii. „Jeśli będziemy stosować «podwójne standardy», dzielić terrorystów na «złych» i «nie aż tak złych», zawiązywać koalicje z powodów politycznych (…), wówczas trudno mówić o skuteczności zwalczania terroryzmu. Państwo Islamskie «rozsypało się» właśnie pod nalotami rosyjskiego lotnictwa i pod naporem syryjskiej armii” — powiedział.  Ławrow podkreślił, że strona rosyjska ma wiele pytań dotyczących sił dowodzonych przez USA w Syrii.  „To rzekomo przypadkowo dokonują nalotów na syryjskie siły zbrojne, po których terroryści Daeszu przechodzą do kontrataku, to «napuszczają» innych terrorystów w strategicznie ważne miejsca, gdzie została ustanowiona legalna władza Damaszku, to urządzają przeciwko naszym wojskowym śmiertelnie niebezpieczne prowokacje. Podkreślę również liczne «przypadkowe» naloty na obiekty cywilne, które prowadzą do śmierci setek cywilów” — powiedział. Minister zaznaczył, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego koalicja prowadzona przez USA w Syrii jest nielegalna.Nie będę wchodzić w szczegóły, ale musimy zacząć od faktu, że koalicja z punktu widzenia Syryjczyków i prawa międzynarodowego jest nieproszonym gościem w Syrii, a syryjski rząd wykazuje cierpliwość dopóki działania koalicji mają na celu zwalczanie terrorystów na terytorium tego kraju — powiedział.Zdaniem ministra udział Sił Powietrzno-Kosmicznych w walce z terrorystami PI ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa narodowego Rosji, ale także wzmocnienie globalnej i regionalnej stabilności. „Nie uda się tymi samymi siłowymi metodami wytępić terroryzmu na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Takie jest nasze głębokie przekonanie. Zaletą naszej polityki jest to, że nie jest ona skierowana na wyciąganie korzyści i nie ma «podwójnego dna»” — powiedział. Ławrow zapewnił, że​​Rosja będzie nadal zwiększać wysiłki na rzecz pokojowego, politycznego i dyplomatycznego rozwiązania licznych kryzysów i konfliktów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. „Zapraszamy do wspólnej uczciwej pracy wszystkich, którzy są do tego gotowi” — dodał.

 

* Stanowisko USA w tej sytuacji na antenie radia Sputnik skomentował dyrektor komercyjny dziennika Arsenał Ojczyzny, ekspert wojskowy Aleksiej Leonkow. «Charakter działań zbrojnych w Syrii zmienił się — rola USA również się zmieniła. Jeśli wcześniej chcieli być aktywnym graczem w teatrze działań zbrojnych, to teraz występują bardziej w roli krytyka, który ciągle stara się wbić Rosji szpilkę, o coś oskarżyć. Zmienił się także charakter działań zbrojnych Daeszu i Dżabhat an-Nusry». Celem terrorystów są teraz nie tylko pododdziały syryjskiej armii, ale również nasi doradcy wojskowi, którzy pomagają syryjskiej armii w prowadzeniu zwycięskich operacji zbrojnych» — podkreślił Aleksiej Leonkow. Zdaniem eksperta taktyka terrorystów zmieniła się nie bez wpływu USA. «W ich szeregach coraz częściej widać specjalistów z USA — potwierdzają to dane wywiadu. Celem terrorystów stają się nasi dowódcy i to nic innego jak tylko dowód współpracy USA z ich ręcznym narzędziem w Syrii — pododdziałem terrorystów. Wiadomo, że USA tracą pozycje, że terroryści ponoszą porażki, dlatego przestawili się na taktykę stosowaną wcześniej również w innych rejonach, gdzie dowodzili terrorystami — można tu wspomnieć o Afganistanie i Czeczenii» — powiedział Aleksiej Leonkow. 

 

*Rosja udzieli pomocy uzbrojonym grupom stanowiącym część porozumienia w sprawie strefy deeskalacji w syryjskim Idlib w walce z ugrupowaniem terrorystycznym Dżabhat an-Nusra - oznajmił szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow.«Są dane, że uzbrojone grupy będące częścią porozumienia w sprawie strefy deeskalacji w Idlib zaczęły aktywniej działać przeciwko ugrupowaniu  Dżabhat an-Nusra.  Będziemy im w tym pomagać, tak samo jak będziemy pomagać syryjskiej armii» — powiedział Ławrow, podsumowując międzynarodową naradę służb bezpieczeństwa w Krasnodarze. Jego odpowiedzi na pytania transmitowała telewizja RT.

 

*Biuro Demokracji, Praw Człowieka i Pracy Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych przeznaczy 1,5 mln dolarów «na promocję prymatu prawa, społeczeństwa obywatelskiego i wolności słowa w Chinach» - podaje RT.Waszyngton zamierza promować «demokrację po amerykańsku» sprawdzonym sposobem, czyli przyznając granty organizacjom pozarządowym. Jednocześnie autorzy dokumentu podkreślają, że priorytet będzie przysługiwać projektom «zakładającym niezwłoczny rezultat», które w dłuższej perspektywie będą sprzyjać rozwojowi praw człowieka w Chinach. Ponadto będą stymulowani autorzy projektów mających na celu promocję i wzmocnienie amerykańskich wpływów w całym regionie Azji i Pacyfiku. Informacji o wysokości grantów i terminach realizacji projektów nie podano.

 

*Obywatele Korei Północnej pracujący w Chinach zaczęli masowo wracać na ojczyznę po tym, jak chińskie władze zaostrzyły przepisy wizowe w związku z sankcjami Rady Bezpieczeństwa ONZ - informuje agencja Yonhap, powołując się na własne źródła w Pekinie. „W pierwszej połowie 2017 roku w samym tylko mieście Dandong na granicy z KRLD pracowało co najmniej 20 tysięcy mieszkańców Korei Północnej. Teraz jednak ich liczba znacznie zmalała po tym, jak Chiny zaostrzyły sankcje" — zauważa Yonhap. Według danych agencji wielu obywateli KRLD czeka na powrót do domu w biurze imigracyjnym Dandongu i na dworcu kolejowym. Yonhap zauważa, że 12 września władze Chińskiej Republiki Ludowej zarządziły, aby nie przedłużać wiz obywatelom KRLD i zaostrzyć procedurę wydawania nowych pozwoleń na pobyt. Co więcej, 28 września wszedł w życie dekret nakazujący zamknięcie w ciągu 120 dni wszystkich należących do KRLD i jej obywateli firm działających w Chinach. Pekin przedsięwziął te działania w odpowiedzi na próbę atomową przeprowadzoną przez Pjongjang 3 września. Za granicą pracuje w sumie ponad 100 tysięcy obywateli KRLD, którzy przekazują dużą część dochodów do budżetu kraju. Dzięki temu kraj otrzymuje rocznie zastrzyk w postaci 500 mln dolarów. Pieniądze te mogą być wykorzystywane do dalszego rozwijania programu rakietowego i nuklearnego.

 

*Poligon testów nuklearnych Korei Północnej znajduje się 200 kilometrów od Rosji, co bardziej niepokoi Federację Rosyjską niż USA, powiedział prezydent Rosji Władimir Putin na sesji plenarnej forum „Rosyjski Tydzień Energetyczny”.„Poligon prób jądrowych znajduje się na terytorium Korei dwieście kilometrów od granicy z Rosją. Gdzie jest Rosja, a gdzie jest Korea Północna. Nas to martwi nie mniej niż Stany Zjednoczone , a nawet bardziej” — powiedział Putin.

 

*Premier Katalonii Carles Puigdemont oznajmił, że Katalonia ogłosi niepodległość w najbliższych dniach.«Rząd zacznie działać pod koniec bieżącego tygodnia lub na początku przyszłego» — powiedział w wywiadzie dla nadawcy radiowo-telewizyjnego BBC. Przypomnijmy, że referendum w sprawie niepodległości Katalonii odbyło się w niedzielę. W jego trakcie ponad 90% mieszkańców regionu opowiedziało się za odłączeniem regionu od Hiszpanii. Hiszpański rząd i Komisja Europejska uznały referendum niepodległościowe za nielegalne. Organ UE stwierdził, że głosowanie było sprzeczne z Konstytucją Hiszpanii, będącą jedną z podstawowych ustaw UE.

 

* Król Hiszpanii Filip VI podkreślił we wtorek w telewizyjnym wystąpieniu do narodu, że państwo musi zapewnić ład konstytucyjny i rządy prawa w Katalonii. Zarzucił katalońskim przywódcom "nieodpowiedzialne zachowanie". Wypowiadając się na temat konfliktu wokół dążeń niepodległościowych w Katalonii oświadczył, że przywódcy tego regionu autonomicznego złamali prawo i okazali "niedopuszczalny brak lojalności". Sytuację w Katalonii uznał za "bardzo poważną". Powiedział, że planując ogłoszenie niepodległości w najbliższych dniach rząd w Barcelonie stwarza zagrożenie dla "ekonomicznej i społecznej stabilności" Katalonii i całej Hiszpanii. Według monarchy rząd kataloński "porusza się poza prawem" i swymi działaniami podzielił Katalonię. Filip VI wyraził przekonanie, że obecne "ciężkie czasy" zostaną przezwyciężone. Powiedział, że wszystkim Hiszpanom chce przekazać "przesłanie spokoju i nadziei". W niedzielę w Katalonii odbyło się referendum w sprawie niepodległości od Hiszpanii. Według regionalnego rządu katalońskiego w plebiscycie zagłosowało ok. 2,3 mln osób, czyli ok. 42 proc. uprawnionych, z których 90 proc. opowiedziało się za niepodległością tego najbogatszego hiszpańskiego regionu. 8 proc. było przeciwnych, a pozostałe głosy uznano za nieważne. Hiszpańskie władze centralne uznają referendum za nielegalne. W niedzielę kilkaset osób zostało rannych w wyniku starć z policją, która usiłowała uniemożliwić głosowanie w referendum, blokując dostęp do lokali wyborczych, konfiskując urny i karty wyborcze. Doszło też do konfrontacji między funkcjonariuszami katalońskiej policji a skierowaną do tego regionu przez Madryt Gwardią Cywilną. Referendum za nielegalne uznała również Komisja Europejska, jednocześnie wzywając strony konfliktu do dialogu. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zaapelował w rozmowie telefonicznej z premierem Mariano Rajoyem o uniknięcie eskalacji i rezygnację ze stosowania siły w Katalonii. W Katalonii rozpoczął się we wtorek rano strajk generalny w proteście przeciwko brutalnym działaniom policji podczas niedzielnego referendum.

 

*Gazeta The Washington Post opublikowała artykuł zatytułowany „W Katalonii odbyło się referendum. Wygrała Rosja".W materiale mowa o starciach między uczestnikami referendum ws. niepodległości i policją, która stosowała przeciwko protestującym gumowe kule i pałki. Według informacji regionalnych władz za niepodległością Katalonii opowiedziało się około 90% głosujących. Madryt  uważa referendum za bezprawne. Redakcja gazety WP oskarża obydwie strony o nieprawidłowe działania: represywna taktyka premiera Hiszpanii Mariano Rajoya była odpowiedzią na „nierozsądne i nieodpowiedzialne próby katalońskich nacjonalistów dążących do utworzenia niezależnej republiki z naruszeniem międzynarodowych norm i wbrew woli większości mieszkańców regionu". Według redakcji referendum nie uzyskało aprobaty ani Komisji Europejskiej, ani prezydenta Donalda Trumpa, za to „rosyjski aparat wywiadowczy i propagandowy" miał „zagrzewać media i sieci społecznościowe do demonstrowania poparcia dla separatystów". „Oczywiście Moskwa odbiera kataloński ruch jako kolejny środek podzielenia i osłabienia demokratycznego Zachodu" — czytamy w materiale. The Washington Post często publikuje antyrosyjskie materiały na różne tematy, w szczególności o „ingerencji" w wybory w innych krajach. We wrześniu gazeta opublikowała materiał, w którym autor poskarżył się nie nieingerencję Moskwy w wybory w Niemczech i nazwał to powodem do niepokoju.

 

*Poproszony o komentarz w sprawie referendum niepodległościowego w Katalonii prezydent Serbii Aleksander Vucic zadał sobie pytanie, dlaczego Unia Europejska nie uznaje tego plebiscytu, podczas gdy bez sprzeciwu uznała oddzielenie się Kosowa od Serbii, choć zrezygnowano nawet z rozpisania referendum. „Dlaczego uznano za legalne oddzielenie się Kosowa, w którym nie rozpisano nawet referendum, i jak 22 państwa UE mogły uznać tę secesję, z naruszeniem europejskiego ustawodawstwa i polityki, na której opiera się UE? Dlaczego Kosowo może, a Katalonia nie może? To najlepszy przykład podwójnych standardów w polityce światowej" — oświadczył Vucic dziennikarzom. UE odpowiedziała dość szybko. Rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas oświadczył, że sytuacje w Katalonii i Kosowie są nieporównywalne, bowiem do uznania niepodległości Kosowa „doszło w bardzo specyficznym kontekście", poza tym „Hiszpania jest państwem członkowskim UE". Oficjalny Belgrad zaczął przygotowywać list protestacyjny do KE, a premier Serbii Ana Brnabic ma zamiar podnieść ten problem w czasie rozmów w Brukseli zaplanowanych na 10-11 października. „Wśród pytań znajdzie się takie: czy dla UE istnieje prawo międzynarodowe, czy też, czy istnieje jakieś prawo międzynarodowe stosowane w państwach niewchodzących do UE"- oświadczyła Brnabic. Zauważmy, że Serbia uważa Hiszpanię za bliskie sobie państwo  i z początku nie uznała referendum w Katalonii. Hiszpania jest bowiem jednym z pięciu państw UE nieuznających niepodległości Kosowa. Ciekawe jednak, że czystko teoretycznie referendum w Katalonii mogłoby zmniejszyć ilość państw uznających południową prowincję Serbii za oddzielne państwo. Kosowiańsko-serbska ekspertka prawa międzynarodowego Slavka Kojic zauważyła w rozmowie ze Sputnkiem:Państwa, które uznały niepodległość Kosowa, powinny zrewidować swoją decyzję zgodnie z zasadą „rebus sic stantibus", która głosi, że każda umowa międzynarodowa dopóty jest ważna, dopóki okoliczności, w których doszło do jej zawarcia, pozostają bez zmian. Po referendum w Katalonii okoliczności uległy istotnej zmianie, przy czym nie dało się tego przewidzieć w 2008 roku, kiedy to rozpoczął się proces uznania Kosowa. Stanowisko KE wobec Katalonii, tj. wsparcie integralności terytorialnej Hiszpanii, stanowi właśnie kardynalną zmianę okoliczności, co daje podstawę do rewizji wcześniejszych postanowień o uznaniu niepodległości Kosowa, które naruszyły integralność terytorialną Serbii.Kojic podkreśla, że obowiązek dokonywania rewizji bądź odwoływania tych czy innych decyzji leży u podstaw stosunków międzynarodowych, które zakładają równoprawny charakter wszystkich państw, jeśli mowa o ich suwerenności, prawach i obowiązkach.

 

* Przed ambasadą Jordanii w stolicy Francji eksplodował motocykl. Na chwilę obecną nie ma informacji o rannych ani poszkodowanych. Pracownik ambasady Jordanii Abdallah Alolaimat poinformował, że przed budynkiem placówki dyplomatycznej Jordanii, która znajduje się w zachodnim Paryżu doszło do wybuchu. W wyniku wybuchu motocykla zniszczone zostały samochody stojące przed placówką. Na chwilę obecną nie ma informacji o rannych ani ofiarach śmiertelnych. Przyczyna wybuchu pozostaje na razie nieznana. Śledztwo w tej sprawie prowadzą  służby francuskie. Przedstawiciele jordańskich władz podkreślili, że nie podejrzewają, aby ktokolwiek chciał celowo zaatakować ambasadę. Z kolei władze Francji zaznaczają, że ani dyplomatom francuskim, ani jordańskim nie zagraża niebezpieczeństwo.

 

*Zagrożenie cybernetyczne pozostaje jednym z najbardziej istotnych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych, powiedział doradca sekretarza bezpieczeństwa krajowego USA Janet Manfra na przesłuchaniach w Izbie Reprezentantów.„Zagrożenie cybernetyczne pozostaje jednym z najbardziej istotnych zagrożeń strategicznych dla USA. Zagrożenia w cyberprzestrzeni zagrażają naszemu bezpieczeństwu narodowemu, dobrobytowi gospodarczemu, a także zdrowiu i bezpieczeństwu ludności. Nasi przeciwnicy przekraczają granicę z prędkością światła” — powiedziała. Według niej zagrożenia w tej sferze są częstsze i osiągnęły nowy poziom, a Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA aktywnie pracuje nad przeciwdziałaniem zagrożeniom cybernetycznym.

 

*Rada sędziów w Salonikach przychyliła się do wniosku USA o wydanie Rosjanina Aleksandra Winnika pod zarzutem wyprania czterech miliardów dolarów za pośrednictwem kryptowaluty, donosi korespondent RIA Novosti z sali sądowej.Sędzia postanowiła także wydać Stanom Zjednoczonym zajęte Rosjaninowi przedmioty i przypomniała o prawie odwołania się od decyzji w ciągu 24 godzin. Sam Winnik oświadczył, że te oskarżenia nie mają z nim nic wspólnego. „Nie jestem ani właścicielem, ani menadżerem, ani księgowym. Jestem ekspertem technicznym — niezależnym ekspertem technicznym. Jest to jeden z moich klientów” — powiedział. W Stanach Zjednoczonych Rosjaninowi grozi do 55 lat więzienia i wielomilionowa grzywna. Jak liczą jego prawnicy, w akcie oskarżenia przedstawionym przez władze USA nie ma dowodów zbrodni, ani samych faktów ich dokonania. Jeden z obrońców Winnika Timofiej Musatow powiedział, że decyzja sądu ma charakter polityczny, jest to „ukłon w stronę Ameryki”. Według niego do rzeczywistej ekstradycji nie dojdzie. „Decyzja zostanie zaskarżona i nie wejdzie w życie, a równolegle rozpocznie się rozpatrywanie rosyjskiego wniosku o ekstradycję i rozpocznie się tzw. procedura konkurencji wniosków. I odpowiednia decyzja oczywiście ma charakter polityczny — czyj wniosek dla Grecji jest bardziej istotny” — powiedział. Musatow zaznaczył, że Grecja nie jest krajem jawnie proamerykańskim, więc rozwiązanie polityczne może być na korzyść Rosji. Później obrona Winnika złożyła apelację do Sądu Najwyższego Grecji — Areopagu. „Mamy nadzieję na pozytywną decyzję Sądu Najwyższego” — powiedział prawnik Aleksandros Likurezos, dodając, że na razie nie może komentować decyzji sądu, ponieważ jej nie otrzymał. Według prawników Areopag może rozważyć sprawę w ciągu 15-20 dni.

 

*Prezydent Rosji Władimir Putin oznajmił, że «praktycznie nie utrzymuje stosunków osobistych» z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Przywódcy państw spotkali się tylko raz i przeprowadzili szereg rozmów telefonicznych w sprawach będących przedmiotem wzajemnego zainteresowania. «Stosunków osobistych praktycznie nie ma. Widzieliśmy się tylko raz. Kilkakrotnie rozmawialiśmy na różne tematy będące przedmiotem wzajemnego zainteresowania, przez telefon. Dotyczyło to między innymi syryjskiego problemu» — odpowiedział Putin na pytanie o rozwój jego stosunków z Trumpem. Prezydent podkreślił, że w kwestii syryjskiej Rosja współpracuje z USA na wielu płaszczyznach. 

 

*Rosyjskie MiG-29 zaczęły przybywać do Serbii. Pierwsze dwa dostarczono wieczorem na serbskie lotnisko Batajnica samolotem transportowym An-124.Do końca tygodnia do kraju trafi wszystkie sześć maszyn, a następnie rozpocznie się proces modernizacji tych samolotów oraz czterech będących już w składzie Sił Powietrznych Serbii. Modernizacja będzie kosztować 180 tysięcy euro, za to maszyny wejdą na poziom generacji 4+. Serbia dołączył do klubu posiadaczy takich myśliwców, do którego należą na przykład Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy.  Przypomnijmy, pod koniec grudnia 2016 roku premier Serbii (obecnie prezydent) Aleksandar Vucic po spotkaniu w Moskwie z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu poinformował, że Federacja Rosyjska w ramach pomocy wojskowo-technicznej przekaże Serbii sześć myśliwców MiG-29, a także 30 czołgów T-72S i 30 BRDM-2. Za modernizację i remont samolotów Serbia będzie musiała zapłacić z własnej kieszeni, ale tę ofertę trudno jest nazwać nieopłacalną.  „Za 180 milionów euro otrzymujemy silniki zapasowe, pociski «powietrze-powietrze» dalekiego zasięgu, których wcześniej nigdy nie mieliśmy. Ponadto otrzymamy pociski powietrze-ziemia z laserowym naprowadzaniem, więc możemy mówić o radykalnej modernizacji Sił Zbrojnych Serbii” — powiedział Sputnikowi ekspert wojskowy Mirosław Lazanski. Samoloty trafiają do Serbii zdemontowane. Montaż i modernizacja zostanie przeprowadzona w fabryce „Moma Stanojlovic” w Serbii przy pomocy rosyjskich specjalistów. Nie wykluczono, że część prac zostanie przeprowadzona w Rosji. Okres eksploatacji silników wszystkich dziesięciu samolotów Sił Powietrznych Syrii zostanie przedłużony o 25-30 lat. Według Lazanskiego dwa samoloty Mig-29 mogą zostać w pełni przygotowane w ciągu półtora miesiąca.  „Naszym głównym atutem jest to, że nasi mechanicy i piloci przyzwyczaili się do tych samolotów i do wykorzystywanych w nich technologii. Przejście na zachodnie technologie byłoby bardzo kosztowne. Zapłacilibyśmy ogromne pieniądze, ponieważ sami nie moglibyśmy nawet przeprowadzić podstawowego remontu zachodnich samolotów bez pomocy cudzoziemców” — mówi ekspert. Lazanski zauważa, że​​Serbia otrzyma rosyjskie MiGi nie, aby walczyć, lecz w celu ochrony swojej przestrzeni powietrznej.Państwo, które dąży do tego, aby stać się członkiem UE, musi mieć chronioną przestrzeń powietrzną. W przeciwnym razie linie lotnicze po prostu nie będą latały przez Serbię — powiedział.Zresztą MiGi są oczywiście potrzebne, aby utrzymać równowagę sił w regionie.  „Nowe samoloty pojawiają się  na Węgrzch, w Rumunii i nawet Chorwacji, jeśli ona w końcu otrzyma amerykańskie używane F-16. Nasze MiGi staną się czynnikiem powstrzymywania w przypadku, jeśli jeden z sąsiadów zdecyduje się na konflikt z Serbią. Oczywiście na wojnę z NATO taka liczba samolotów byłaby niewystarczająca, ale w celu pohamowania ambicji sąsiadów — całkowicie” — podsumowuje Lazanski. Mig-29 zostaną po raz pierwszy zademonstrowane 20 października na paradzie z okazji rocznicy wyzwolenia Belgradu. Wtedy też publiczności zostaną również zaprezentowani piloci Sił Powietrznych i Obrony Lotniczej Serbii, którzy odbyli dodatkowe szkolenie w Rosji, kiedy trwały biurokratyczne procedury związane z przekazem samolotów do tego kraju. Data pierwszego lotu nie jest jeszcze znana.

 

*Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro we wtorek późnym wieczorem przybył do Moskwy, gdzie zaplanowano jego spotkanie z prezydentem Władimirem Putinem i uczestnictwo w Międzynarodowym Forum Energetycznym, donosi MSZ Wenezueli.Opublikowano tam również nagranie, na którym Maduro wraz z małżonką wychodzą z samolotu Cubana Airlines w Moskwie. Sam prezydent Wenezueli już zareagował na swoją wizytę w Rosji w sieciach społecznościowych. „Przyjechałem do Rosji, aby kontynuować budowanie silnego sojuszu współpracy energetycznej i wspólnego rozwoju” — napisał Maduro na swoim mikroblogu.

 

*Ustawa Ukrainy o edukacji, która pozbawia uczniów prawa do nauki w językach narodowych, nadal pogarsza pozycję dyplomatyczną Kijowa.Władze Węgier i Rumunii umówiły się co do wspólnego nacisku na wschodniego sąsiada, którego oskarżają o dyskryminację mniejszości etnicznych. Rosja również może przyłączyć się do sojuszu krajów zaniepokojonych nowym obrotem ukraińskiej polityki. W rozmowie z RIA Novosti zastępca szefa Komisji Spraw Międzynarodowych węgierskiego parlamentu Marton Gyongyosi wezwał Moskwę i Budapeszt do wydania wspólnego oświadczenie w tej sprawie, do którego mogłyby się przyłączyć również inne kraje regionu. Wspólnym celem jest zapobiegnięcie forsowanej transformacji Ukrainy  w jednonarodowe państwo. Dyskryminacja języków narodowych ma bezpośredni wpływ na mniejszość węgierską, liczącą 150 000 osób.W regionie Zakarpacia, gdzie mieszkają Węgrzy, znajomość języka ukraińskiego rzeczywiście jest słaba, ale w przypadku braku bazy metodycznej wszystkiego i tak się nie wykuje. Konkurencyjność uczniów nie zwiększa się, jak przekonuje Kijów, wręcz przeciwnie, istnieje ryzyko jej poważnego spadku — powiedział węgierski politolog, szef międzynarodowego działu gazety Magyar Nemzet Gabor Styr.Zdaniem politologa „węgierska opinia publiczna już od dawna nie była tak zjednoczona, jak w przypadku kwestii ukraińskiej ustawy językowej”. We wrześniu pięć partii parlamentarnych Ukrainy przyjęło uchwałę potępiającą decyzję Kijowa o przymusowym nauczaniu w państwowym języku. Pod koniec miesiąca dołączyły do​​nich wszystkie mniejszości etniczne Węgier, z wyjątkiem Ukraińców. Na tym tle między Budapesztem a Kijowem rozpętała się wojna dyplomatyczna. Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto oświadczył, że jego kraj „zamierza blokować wszelkie inicjatywy, które przynoszą korzyści  Ukrainie w UE” i „zagwarantował”, że nowa ustawa „zaszkodzi Kijowowi w przyszłości”. Premier Viktor Orban polecił swoim wojskowym zbadanie możliwości interwencji zbrojnej w celu ochrony Węgrów żyjących na Zakarpaciu, jeżeli będą potrzebowali pomocy. Ukraińska delegacja w PACE nie pozostała dłużna, dopuszczając, że będzie przeszkadzać Węgrom w Radzie Europy, wykorzystując liczbową przewagę swoich deputowanych. W poszukiwaniu sojuszników Budapeszt zwrócił się do Rumunii. Po spotkaniu ze swoim odpowiednikiem z Bukaresztu pod koniec września minister Szijjarto oświadczył, że Ukraina „wbiła nóż w plecy” już nie jednemu, lecz dwóm narodom. Połączenie wysiłków Węgier i Rumunii pozwala na wysunięcie problemu na wyższy poziom, ponieważ łączna liczba obu diaspor na Ukrainie osiąga 500 tysięcy osób. W rozmowie z RIA Novosti zastępca szefa Komisji Spraw Zagranicznych węgierskiego parlamentu Marton Gyongyosi zaproponował wszystkim krajom, których emigranci mieszkają na Ukrainie, połączenie sił, aby wywrzeć presję na Kijów.Wywieramy taki wpływ, jaki możemy, ale na razie to najwyraźniej nie wystarcza. Niestety społeczność międzynarodowa milczy w tej kwestii. Zaskakuje nas, że Unia Europejska, która jest zazwyczaj bardzo aktywna w zakresie ochrony praw, w żaden sposób nie reaguje. Czy jest to przykład podwójnych standardów? Reakcja USA, naszym zdaniem, jest po prostu haniebna. W swoim komunikacie amerykańska ambasada w Kijowie zatwierdziła tę ustawę. Nie da się zrozumieć, dlaczego to zrobili. Teraz naszym zadaniem jest przekonanie sąsiednich krajów, w tym Rosji, do wspólnego działania, wystąpienia ze wspólną deklaracją, zjednoczenia, nacisku na Ukrainę — mówi Gyongyosi.Polityk przypomina, że Węgry mają skuteczny instrument wpływu na wschodniego sąsiada: prawo weta w negocjacjach ws. przystąpienia do Unii Europejskiej. „Możemy zamrozić dialog na jakimkolwiek etapie i mam bardzo dużą nadzieję, że to zrobimy, jeśli Kijów nie wykona kroku w tył” — ostrzega zastępca szefa Komisji.

 

*Węgierski rząd pod płaszczykiem sondażu narodowego rozpowszechnia ulotki demaskujące spisek międzynarodowy pod hasłem «plan Sorosa» - podaje brytyjska gazeta The Times.W ulotkach tych czytamy, że zgodnie z planem miliardera UE planuje relokację co najmniej miliona imigrantów z Europy Zachodniej do Wschodniej, włącznie z Węgrami, i zażądać od każdego państwa unijnego wpłacenia dużej składki (25400 funtów sterlingów) na obowiązkową pomoc imigrantom. «Cel planu Sorosa polega na zmniejszeniu znaczenia języka i kultury państw europejskich w celu przyspieszenia integracji nielegalnych imigrantów» — czytamy w ulotce. Premier Węgier Viktor Orban nazywa żydowskiego miliardera swoim «osobistym celem» w walce z UE o politykę wobec uchodźców i krytykuje Sorosa w ramach kampanii na rzecz swej partii rządzącej, która może zostać wybrana na trzecią kadencję — podkreśla gazeta. Niedawno Orban wzywał Węgrów do wzięcia udziału w sondażu i wypowiedzenia się w sprawie planu Sorosa. W artykule jest napisane, że kampania Orbana łączy skierowany przeciwko imigrantom eurosceptycyzm i oskarżenia o spisek międzynarodowy pod kierownictwem żydowskiego finansisty. W państwie z antysemicką przeszłością i obecną silną prawicą wywołuje to nieprzyjemne echa. Tego lata Soros, mający podwójne obywatelstwo, USA i Węgier, odpowiedział na ataki pod jego adresem i billboard z jego śmiejącą się twarzą i napisem «Nie pozwólmy Sorosowi, by śmiał się jako ostatni». Miliarder oznajmił, że martwi go wykorzystywanie przez węgierski rząd antysemickich obrazów w ramach celowej dezinformującej kampanii. Sam Soros jest Żydem, który urodził się na Węgrzech i wydał znaczną część swojego majątku na finansowanie grup demokratycznych i broniących praw człowieka — pisze The Times. Jego Instytut Społeczeństwa  Otwartego wyśmiał «plan Sorosa» jako bezpodstawną fantazję. Jednocześnie  Victor Orban jest najsłynniejszym w Europie przeciwnikiem brukselskich kwot migrantów — podkreśla autor artykułu. Premier Węgier również krytykował UE za to, że nie była w stanie powstrzymać nielegalnej imigracji uchodźców do Europy. Węgry zaskarżyły decyzje Komisji Europejskiej w sprawie ich obowiązku przyjmowania uchodźców według kwot, natomiast decyzję unijnego sądu, który potwierdził zgodność z prawem europejskiej polityki w tej kwestii, nazwały «aktem gwałtu politycznego» — przypomina The Times.    

 

*Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa nazwała ministra spraw zagranicznych Łotwy Edgarsa Rinkēviča «agregatorem zakłamanych wiadomości», odpowiadając na jego porównanie referendum niepodległościowego do «cukierka, który upadł Rosji na podłogę».«Cukierek, który upadł na podłogę? Mój Boże, skąd biorą takich wspaniałych polityków, gdzie hodują te ptaki wysokiego lotu?» — zadała pytanie na swoim Facebooku. Zacharowa wspomniała także o sąsiedniej Litwie. Według niej Rosja do tej pory czeka na oficjalną odpowiedź na temat oświadczenia prezydent Litwy,  pani  Dalii Grybauskaitė w sprawie pewnej «listy żądań postawionych przez Rosję». «Prawdopodobnie łotewskie MSZ postanowiło w oryginalny sposób odciągnąć uwagę od kierownictwa sąsiedniego państwa i odpaliło kolejną salwę zakłamanych wiadomości» — dodała dyplomatka. W wywiadzie dla gazety Latvijas Avize Rinkēvič oznajmił, że «referendum niepodległościowe w Katalonii było dla Rosji jak «cukierek, który upadł na podłogę». Wykorzystała go, by spowodować rozłam w UE». Jednocześnie Moskwa podkreśliła, że uważa wydarzenia wokół referendum za sprawę wewnętrzną Hiszpanii. Referendum niepodległościowe nieuznawane przez władze w Madrycie, które jeszcze przed jego przeprowadzeniem zostało zamrożone przez Sąd Konstytucyjny państwa, odbyło się w ubiegłą niedzielę. W niektórych lokalach wyborczych doszło do starć między policją i wyborcami, ucierpiało prawie 900 osób. Według danych organizatorów w plebiscycie wzięło udział 2,2 mln z 5,3 mln wyborców wspólnoty autonomicznej, 90% opowiedziało się za niepodległością Katalonii. 

 

*Deputowana do Rady Najwyższej z ramienia Batkiwszczyny Aleksandra Kużel oświadczyła, że Krym połączył się z Rosją, bo w składzie Ukrainy półwyspowi brakowało miłości i uwagi.Ukraińska deputowana wystąpiła z takim oświadczeniem w wywiadzie dla kanału ZIK. „Wykorzystywaliśmy Krym. Nasi bogacze tylko brali działki i budowali sobie na nich wille. Ale przez całe lata niezależności Krym nie miał wody, światła, kanalizacji. Ludzie pracują tam trzy-cztery miesiące w roku. Potem nie mają już gdzie pracować. Nikt ich nie kochał. Odeszli, bo uważali nas pewnie za złą macochę" — powiedziała Kużel. Ukraińska deputowana dodała, że już w 2010 roku wieszczyła Ukrainie utratę Krymu.

 

*Były prezydent Gruzji i były gubernator obwodu odeskiego Micheil Saakaszwili złożył do służby migracyjnej Ukrainy wniosek o azyl polityczny, ale resort nie zareagował.Oznajmił to w wywiadzie dla RIA Novosti adwokat polityka Markiyan Halabala. «Pan Saakaszwili jeszcze 11 września złożył w głównym zarządzie państwowej służby migracyjnej obwodu lwowskiego wniosek o przyznanie statusu osoby potrzebującej ochrony uzupełniającej. W codziennym języku to azyl polityczny» — powiedział Halabala. Według niego służba migracyjna musiała w ciągu 24 godzin zareagować na wniosek, lecz tego nie zrobiła. Saakaszwili zamierza pozwać resort do sądu za bezczynność — dodał adwokat. 

 

*Amerykańska Marynarka Wojenna poinformowała o stworzeniu pierwszej eskadry bezzałogowych statków podwodnych. Oczekuje się, że na razie będą wykonywać funkcje pomocnicze i działać razem z konwencjonalnymi okrętami podwodnymi.Nowa jednostka otrzymała nazwę Unmanned Undersea Squadron (UUVRON) 1. Amerykański resort wojskowy nie ujawnia, które właściwie siły weszły w jej skład, ani ich przybliżonych właściwości. Niemniej jednak kapitan Marynarki Wojennej USA Robert Gaucher nazwał to wydarzenie „historycznym”, ponieważ wskazuje na zaangażowanie amerykańskiej floty w systemy bezzałogowe i podwodną walkę z ich użyciem. Jak już pisała „RG”, latem  Pentagon zamówił u brytyjskiej spółki opracowywanie podwodnych robotów do poszukiwania okrętów podwodnych wroga. Zgodnie z tym pomysłem drony będą działać autonomicznie, ale towarzysząc okrętom podwodnym, które wypuściły je do swobodnego pływania. Główną zaletą wykorzystania robotów jest to, że będą one „nasłuchiwać” podwodną przestrzeń za pomocą specjalnych sygnałów i przekazywać informacje do głównych grup sił. A potencjalny wróg, nawet po namierzeniu tych sygnałów, będzie w stanie wykryć tylko drony, ale nie same okręty podwodne. Zauważmy, że Marynarka Wojenna Rosji również aktywnie bierze na uzbrojenie drony. W obszarze wodnym bazy w Tartusie (Syria) już działa pierwszy krajowy robot podwodny „Galtel”. To urządzenie, które jeszcze do niedawna było tajne, skanuje głębiny morza w poszukiwaniu przedmiotów, które mogą zagrażać bezpieczeństwu okrętów.

 

*Nowoczesna zautomatyzowana platforma Soratnik, która przeszła testy bojowo-doświadczalne w Syrii, zostanie prawdopodobnie przyjęta na uzbrojenie rosyjskiej armii jeszcze w 2017 roku – poinformował RIA Novosti we wtorek na wystawie broni IDEX-2017 Aleksiej Kriworuczko, dyrektor generalny Koncernu Kałasznikow (producent pojazdu). Soratnik został po raz pierwszy zaprezentowany przez Koncern Kałasznikow podczas II Międzynarodowego Forum Wojskowo-Technicznego Armia-2016 w Alabino w ubiegłym roku.  To, co zaprezentowaliśmy na Armii było modelem eksperymentalnym. Obecnie aktywnie współpracujemy z Ministerstwem Obrony, dopracowujemy go i liczymy, że pierwsza seryjna wersja zostanie wyprodukowana jeszcze w tym roku – poinformował.Mówiąc o ulepszeniach, które producent zamierza wprowadzić, Kriworuczko wyjaśnił, że chodzi przede wszystkim o wyposażenie pojazdu w nowy system pokładowy i uzbrojenie o większej sile rażenia. Opancerzony pojazd gąsienicowy Soratnik został zaprojektowany do prowadzenia wywiadu, retranslacji, patrolowania, ochrony terytorium i ważnych obiektów, rozminowywania i rozbrajania. Bezzałogowiec może zostać zaprogramowany do prowadzenia działań na różnych poziomach autonomiczności. Jego masa bojowa wynosi 7 ton. Zasięg operacyjny pojazdu to 400 km, a prędkość maksymalna z jaką może się poruszać 40 km/h. Operator pojazdu może znajdować się maksymalnie od niego w odległości 10 km. Na platformie gąsienicowej można zamontować karabin maszynowy PKT/PKTM kalibru 7,62 mm, ciężki karabin maszynowy 6P49 Kord kalibru 12,7 mm lub 30-milimetrowy granatnik automatyczny AGS-17 Płamja. Bezzałogowca można też wyposażyć w osiem przeciwpancernych pocisków rakietowych kierowanych laserowo 9M133M Kornet-EM (w kodzie DIA/NATO: AT-14 Spriggan). Do wykrywania i namierzania celów, Soratnik używa głowicy optoelektronicznej o zasięgu do 2.500 metrów.

 

*Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) zamierzają kupić od Rosji eskadrę myśliwców Su-35, poinformowała rzeczniczka Federalnej Służby Współpracy Wojskowo-Technicznej Federacji Rosyjskiej Maria Worobiewa.  Negocjacje dotyczące dostaw Su-35 dla ZEA idą zgodnie z harmonogramem. Jeśli zakończą się sukcesem, podpisanie kontraktu jest możliwe do końca 2017 roku — powiedziała Worobiewa podczas forum „Armia 2017”. Liczba maszyn w eskadrze lotnictwa niszczycielskiego w rosyjskiej armii na ogół wynosi 12 jednostek. Su-35 to rosyjski wielozadaniowy ponadzwrotny  myśliwiec generacji 4++ wyposażony w pokładową stację radiolokacyjną z anteną z szykiem fazowanym, a także silnikami z kontrolowanym wektorem ciągu. Może rozwinąć prędkość do 2,5 tysiąca km/h, jego zasięg wynosi 3,4 tysiąca km, promień bojowy — około 1,6 tysiąca km. Myśliwiec ten uzbrojony jest w działo o kalibrze 30 mm i posiada 12 punktów podwieszenia na bomby i pociski. W lipcu 2017 roku na pokazie lotniczym MAKS-2017 piloci zespołu akrobacyjnego al-Fursān („Rycerze”) ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich byli honorowymi gośćmi i uczestnikami wszystkich pokazów lotniczych.

 

* Litewskie koleje zapłacą prawie 28 mln euro kary za zmuszanie Orlenu do transportowania produktów dłuższą drogą po zawyżonych cenach. Komisja Europejska nałożyła na litewskie koleje Lietuvos Geleżinkeliai (LG) karę w wysokości prawie 28 milionów euro. Jest to konsekwencja skargi, którą polski koncern złożył do KE w związku z rozebraniem przez LG części torów po to, by zmusić Orlen do korzystania z usług LG po zawyżonych cenach. Zdaniem unijnych władz doszło do złamania przepisów o ochronie konkurencji. Orlen przejął rafinerię w litewskich Możejkach w 2006 r. Już dwa lata później litewskie koleje rozebrały 19-kilometrowy odcinek torów prowadzący na północ na Łotwę, łotewski przewoźnik proponował bowiem Orlenowi atrakcyjne ceny kooperacji. Po likwidacji tej trasy polska firma zmuszona została do korzystania z usług LG, które narzuciły rafinerii w Możejkach wysokie taryfy przewozowe. Koncern naftowy musiał transportować swoje produkty na Łotwę dłuższą, liczącą 150 km drogą. Litewski przewoźnik wykorzystał fakt, że kontroluje krajową infrastrukturę kolejową, aby zaszkodzić swoim konkurentom – uznała unijna komisarz do spraw konkurencji Margrethe Vestager. Demontaż torów kolejowych po to, by zmusić klienta do korzystania ze swoich usług i zaszkodzić konkurencji nazwała „niedopuszczalnym” i „bezprecedensowym”. Przypomnijmy, że Orlen Lietuva przez wiele lat płacił za transport kolejowy dużo więcej niż konkurencyjne firmy z innych krajów. Rozmowy w sprawie wysokości taryf przewozowych między Orlenem a LG były prowadzone od lat i były jednym z ważniejszych punków spornych w kwestiach gospodarczych pomiędzy Polską a Litwą. Dopiero w czerwcu tego roku udało się porozumieć ws. wysokości taryf i wzajemnych zobowiązań, które zostały uznane przez obie za konkurencyjne i opłacalne. Nie dotyczyło ono jednak sporu związanego z rozebraniem torów.

 

* Nadchodzi sezon grypy. Małe dzieci są bardziej zagrożone grypą, jeśli mają starsze rodzeństwo, ostrzegają naukowcy. A im więcej mają braci lub sióstr, tym częściej wymagają hospitalizacji. To wniosek z ogromnego badania, którym naukowcy objęli 400 tys. maluchów. Naukowcy z brytyjskiego University College London i Great Ormond Street Hospital przyjrzeli się zdrowiu wszystkich dzieci urodzonych w Szkocji między październikiem 2007 a kwietniem 2015. Ustalili, że ponad tysiąc maluchów zostało przyjętych do szpitala z powodu komplikacji pogrypowych, a większość hospitalizowanych miała starsze rodzeństwo lub urodziła się między lipcem a grudniem, czyli kiedy rozpoczynał się sezon grypowy i miała jeszcze słabo rozwiniętą odporność. Badanie opublikowano w „European Respiratory Journal”. Brytyjscy uczeni radzą rodzicom, by zaszczepili przeciwko grypie swoje starsze dzieci, bo dla tych najmłodszych szczepionka jest niedostępna. (Można ją stosować u dzieci powyżej szóstego miesiąca.)  Dr Magdalena Arcimowicz, laryngolog i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego namawia zaś, by przede wszystkim wzmocnić odporność, bo na infekcje wirusowe górnych dróg oddechowych, nie tylko grypę, narażone są wszystkie dzieci, a zwłaszcza te, które chodzą do żłobka czy przedszkola. – Stres wywołany zmianą trybu życia, kiedy dziecko nie siedzi już w domu, tylko zaczyna uczęszczać do żłobka lub przedszkola, powoduje spadek odporności. Ponadto maluch spotyka się tam z rówieśnikami, a takie kontakty z dziećmi, które często kichają lub kaszlą, sprzyjają rozprzestrzenianiu się wirusów - przypomina dr Arcimowicz. Z raportu, przygotowanego właśnie przez firmę Bionorica, wynika, że niektóre dzieci zdrowe, nie mające żadnych obciążeń genetycznych, przechodzą 10-12 infekcji w ciągu roku, a bywa, że każda z nich trwa nawet dwa tygodnie. Oznacza to, że dziecko pozostaje w domu przez pół roku. Wiele tych dzieci przyjmuje wtedy antybiotyk. – Zupełnie niepotrzebnie, bo infekcje górnych dróg oddechowych same się leczą. Dopiero gdy je zlekceważymy i zamiast siedzieć w domu będziemy chodzić do szkoły, przedszkola czy pracy, dojdzie do nadkażeń bakteryjnych i wtedy antybiotyk będzie potrzebny – wyjaśnia dr Arcimowicz. Lepiej tego uniknąć!

 

* Renate Langer, 61-letnia była niemiecka aktorka zgłosiła szwajcarskiej policji, że w 1972 roku została zgwałcona przez Romana Polańskiego. Langer to czwarta kobieta, która publicznie oskarżyła polskiego reżysera o gwałt. Policja z St. Gallen potwierdziła, że zgłoszenie od Niemki wpłynęło 26 września. Sama zainteresowana udostępniła dziennikowi "New York Times" kopię korespondencji ze szwajcarskim funkcjonariuszem, który zapewnił kobietę, że sprawdzi, czy istnieją podstawy do wniesienia przez nią oskarżenia. 61-letnia aktorka przyznaje, że zgłosiła się ze sprawą właśnie do szwajcarskiej policji, ponieważ w jej mniemaniu tamtejsze prawo pozwoli na dochodzenie sprawiedliwości mimo upływu lat. Langer, która twierdzi, że została zgwałcona przez Polańskiego, gdy miała 15 lat, wyjaśniła, że nie informowała wcześniej o tym służb głównie ze względu na troskę o swoich rodziców. Zastrzegła jednak, że rok po zdarzeniu zwierzyła się swojemu chłopakowi. – Moja matka doznałaby ataku serca. Czuła się zawstydzona, zhańbiona, zagubiona o samotna – twierdziła kobieta. Niemka jest czwartą kobietą, która publicznie oskarża Polańskiego o gwałt. Najsłynniejszy przypadek to sprawa Samanthy Geimer. Roman Polański został w 1977 r. oskarżony o to, że zgwałcił 13-letnią wówczas dziewczynę, wcześniej podając jej alkohol oraz środek odurzający. Polański przyznał się przed sądem w Los Angeles do seksualnego wykorzystania nieletniej. Zgodnie z ustawodawstwem stanu Kalifornia, kontakt seksualny z nieletnią traktowany jest jako gwałt. Polańskiemu groziło nawet 50 lat więzienia. Przed ogłoszeniem wyroku reżyser uciekł z USA do Francji. W 2010 roku do Samanthy Geimer dołączyła brytyjska aktorka Charlotte Lewis. Kobieta twierdziła, że padła ofiarą reżysera w 1983 roku, gdy miała 16 lat. W sierpniu 2017 roku głos zabrała Robin M., która utrzymywała, że reżyser dopuścił się wobec niej gwałtu w 1973 roku. enate Langer twierdzi, że została przedstawiona Polańskiemu po tym, jak zaczęła pracę w agencji modelek w Monachium. Młoda dziewczyna miała udać się do posiadłości Polańskiego w Gstaad, by za zgodą rodziców wziąć udział w castingu. Jak twierdzi, reżyser miał ją zgwałcić w sypialni swojego domu. 15-letnia wówczas Langer nie przyznała się rodzicom w obawie przed ich reakcją. Po miesiącu reżyser miał zadzwonić do dziewczyny i zaproponoać jej rolę w fimie “Che?” (Co? - red.). Langer udała się do Rzymu, gdzie otrzymała małą rolę w filmie. Jak twierdzi, początkowo Polański zachowywał się wobec niej normalnie, ale pewnej nocy ponownie miał ją zgwałcić w sypialni domu, który wynajmowała wraz z innymi osobami.

 

* Amerykańscy śledczy wzięli pod lupę tajemniczy przelew, jakiego dokonał kilka dni temu Stephen Paddock. W nocy z niedzieli na poniedziałek mężczyzna doprowadził do najkrwawszej strzelaniny w historii USA. Telewizja Fox News poinformowała, że do Stanów Zjednoczonych powróciła już z Filipin Marilou Danley, 62-letnia partnerka snajpera z Las Vegas. Na lotnisku mieli na nią czekać agenci FBI z długą listą pytań dotyczących poniedziałkowej masakry w pobliżu hotelu Mandalay Bay. Jedno z pytań może dotyczyć tajemniczego przelewu, jakiego Paddock miał dokonać kilka dni wcześniej. Chodzi o przeszło 100 tys. dolarów, które trafiły na jedno z kont ulokowanych na Filipinach. Śledczy chcą teraz ustalić, dokąd dokładnie trafiły pieniądze. Sprawca masakry w Las Vegas był nałogowym graczem w pokera i inne gry hazardowe. W pokoju hotelowym, z którego strzelał do uczestników koncertu w Las Vegas znaleziono 23 sztuki broni, w tym wzorowane na wojskowych półautomatyczne karabiny AR-15. Dwa karabiny z celownikami optycznymi stały na trójnogach przy dwóch oknach. W domu Stephena Paddocka znaleziono kolejnych 19 sztuk broni, materiały wybuchowe oraz tysiące sztuk amunicji. Motyw jego działania wciąż pozostaje jeszcze nieznany. Do masakry doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek lokalnego czasu w Las Vegas. 64-latek ostrzelał wówczas z 32. piętra hotelu Mandalay Bay uczestników pobliskiego koncertu muzyki country. W wyniku strzelaniny zginęło 59 osób, a ponad 500 zostało rannych. Paddock popełnił samobójstwo.

 

*Osoby, które przeżyły masakrę w Las Vegas, być może lada chwila będą musiały stawić czoła kolejnemu dramatowi - opiewającym na dziesiątki tysięcy dolarów rachunkom za leczenie.Stany Zjednoczone to jedno z nielicznych państw wysokorozwiniętych, w którym ogromna część obywateli nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego. Nic dziwnego - w USA  nie funkcjonuje system powszechnych ubezpieczeń, nie ma też obowiązku zakupu prywatnej polisy. Mieszkańcy mają więc wybór - mogą płacić za leczenie z własnych pieniędzy albo też ubezpieczyć się w prywatnej firmie (oczywiście ze swoich pieniędzy). To sprawia, że wiele osób zwyczajnie nie stać na opłacenie składek, nie mówiąc już o tym, że prywatne ubezpieczenie pokryje tylko te procedury (i tylko do pewnej kwoty), które w nim uwzględniono. W Stanach działają też dwa państwowe programy pomocy socjalnej - Medicare i Medicaid - które obejmują osoby najuboższe, niepełnosprawne bądź po 65. roku życia. By skorzystać z programów, trzeba spełniać wyśrubowane kryteria (dotyczące m.in. zarobków, równe dla poszczególnych stanów); jednak nawet to nie oznacza, że opieka zdrowotna nagle staje się bezpłatna. Właśnie dlatego zaledwie kilka godzin po informacjach o masakrze w Las Vegas  zaczęła się zbiórka pieniędzy na wsparcie dla ofiar strzelaniny i ich rodzin. , wielu rannych najprawdopodobniej dostanie wysokie rachunki za leczenie szpitalne, co jest ceną braku powszechnego systemu ubezpieczeń. Amerykańskie media podkreślają, że podczas gdy ofiary ataków w Londynie czy Manchesterze nie musiały się martwić kosztami leczenia, raniona w Europie Amerykanka, Melissa Cochran, po powrocie do kraju musiała zapłacić ponad 80 tys. dolarów za kontynuowanie leczenia. Gdyby nie zbiórka pieniędzy, kobieta nie miałaby jak za nie zapłacić. A koszty opieki zdrowotnej w USA są bardzo wysokie - średnia doba szpitalna to ponad 2 tys. dolarów. W raporcie NerdWallet z 2015 roku wyliczono, że aż 930 milionów dolarów z 2 miliardów zebranych na portalu GoFundMe od 2010 roku przeznaczono na uregulowanie rachunków za leczenie.

 

*60 lat temu Związek Radziecki wystrzelił w kosmos pierwszego satelitę, otwierając nową epoką w historii ludzkości i nowy rozdział w historii zimnej wojny - pisze amerykański tygodnik Time.Dla amerykańskich uczonych i urzędników to wydarzenie stało się wstrząsem, ale nie mogli nie uznać wybitnego osiągnięcia Związku Radzieckiego i znaczenia tego naukowego osiągnięcia. Związek Radziecki nazwał pierwszego wystrzelonego w kosmos satelitę mianem „Sputnik", lecz 60 lat temu dla amerykańskich badaczy kosmosu słowo to nabrało wielu innych znaczeń — pisze Time. Dla nich radziecki satelita wystrzelony 4 października 1957 roku stał się równocześnie porażką, odkryciem i zapowiedzią nadchodzącego wyścigu w kosmosie. To wydarzenie, którego rocznica zbiega się z początkiem Światowego Tygodnia Przestrzeni Kosmicznej, stał się zaskoczeniem dla amerykańskich uczonych i urzędników, choć ci pospieszyli umniejszyć przeżyty wstrząs związany z tym, że u ZSRR pojawiła się możliwość wyprowadzenia na orbitę ciężkiego satelity, gdy tymczasem USA nie mogły tego uczynić — pisze amerykański tygodnik. W następnym numerze po wystrzeleniu satelity Time wyjaśniał, jak się to wszystko zadziało. Według informacji gazety „metalowa polerowana kula o rozmiarze piłki plażowej, niewidoczna dla oczu, w setkach mil od Ziemi, przemierzała drogę nad kontynentami i oceanami świata". Kiedy satelita po raz pierwszy odbył swoją podróż wokół kuli ziemskiej, poruszając się z prędkością 18 tys. mil na godzinę, „USA żyły w błogiej nieświadomości, że w historii rozpoczęła się nowa epoka", która stała się nowym jasnym rozdziałem w ujarzmianiu środowiska przez człowieka i nowym mrocznym rozdziałem w zimnej wojnie. Jak pisała 60 lat temu gazeta Time, wiadomość o tym wydarzeniu pojawiła się na antenie moskiewskiego radia. Gazeta dostrzegła ironię losu w tym, w jaki sposób wiadomość dotarła do Waszyngtonu. W ambasadzie ZSRR w USA na wieczorze koktajlowym zebrało się 50 uczonych z 13 krajów — uczestników konferencji odbywającej się w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Kiedy po kieliszkach rozlewano wódkę, szkocką i Bourbona, reporter The New York Times Walter Sullivan otrzymał pilny telefon z redakcji, a powróciwszy szepnął coś na ucho amerykańskiemu uczonemu. Zaraz potem fizyk Lloyd Berkner postukał w stół, prosząc o uwagę. „Redakcja przekazała mi, że satelita znajduje się na orbicie, na wysokości 900 kilometrów (559 mil). Chcę pogratulować naszym radzieckim kolegom tego osiągnięcia" — ogłosił Berkner. Gazeta pisała, że osiągnięcie było wielce osobliwe: satelita okazał się cięższy niż przewidywano — ponad ośmiokrotnie cięższy od satelity w analogicznym amerykańskim projekcie. To świadczy o imponujących możliwościach rakiet radzieckich — pisało Time. Co więcej „Sputnik" wzniósł się wyżej niż uważali to za możliwe amerykańscy uczeni. Profesjonalni badacze włączyli całą aparaturę do obserwacji satelity, stacje radiowe i astronomowie amatorzy podejmowali nawet próbę złapania emitowanych przez nie sygnałów dźwiękowych. Gazeta Time przyznała, że to wybitne osiągnięcie naukowe stało się przekonywującym dowodem sukcesu komunistów w świecie zimnej wojny, w którym przewaga naukowa rozpatrywana była jako element siły wojskowej. Jednocześnie amerykańska gazeta zauważyła, że niektórzy dopatrzyli się w odpaleniu satelity dobrego znaku dla USA: oni rozumieli, że to zaledwie bodziec potrzebny Amerykanom do rozpoczęcia poważnej eksploatacji kosmosu. Zdaniem tych osób sukces Związku Radzieckiego tkwił nie w intelektualnej przewadze, lecz w tym, że USA nie zabrały się za to jak trzeba. I ludzie ci raczej nie mogli być pewni swojej racji, kiedy wyścig kosmiczny dopiero się zaczynał — podkreśla Time.

 

* Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zapowiedziało, że za rok na znakach drogowych będą zamieszczane polskie wersje nazw miejscowości leżących poza granicami Polski – poinformował na Twitterze i Facebooku  poseł Sylwester Chruszcz z partii Kukiz’15. „Dzisiaj na Komisji Infrastruktury otrzymałem zapewnienie od przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, że za rok będziemy przywracać na znakach drogowych nazwy po polsku: #Wilno, #Królewiec, #Lwów” – napisał Chruszcz na Facebooku i Twiterze. Zgodnie z dzisiejszym ustawodawstwem RP nazwy zagranicznych miejscowości są zapisywane zgodnie z zasadami i brzmieniem prawa kraju ościennego, czyli dotychczas na znakach drogowych było „Vilnius”, a nie „Wilno”. W przypadku jeśli zapis był w cyrylicy, to wówczas zapisywano łacińską transkrypcję. Od następnego roku na polskich drogach znaki będą wskazywały drogę na Wilno, Lwów czy Królewiec. Brawo!


 

 

KOMENTARZE

  • Ted Kaczynski- unabomber, urodzony 1942.
    Geniusz matematyczny, zaczyna studia na Harvard w wieku 16 lat. Doktorat w wieku 25 lat. Asystent profesora na Berkley przez 2 lata.W 1971 opuszcza cywilizacje i zamieszkuje w lesnej budzie w Lincoln, Nebraska.W latach 1975-95 wysyla poczta bomby do waznych ludzi: wlascicieli sklepow z komputerami, profesora od komputerow, oficera lotnictwa, prezydenta United Airlines, profesora inzynierii, firmie Boeing, profesorowi psychologii, genetykowi, itp. Manifest Kaczynskiego "Spoleczenstwo przemyslowe i jego przyszlosc", w ktorym dosc dokladnie przewidzial obecne czasy, zostal opublikowany w 1995. Obecnie Kaczynski odsiaduje 8 dozywotnich wyrokow we Florence, Colorado. Nizej podpisany spedzil noc w motelu obok wiezienia. Nocuja w nim krewni wiezniow gdy przyjezdzaja na widzenia. Wlascicielami motelu sa polscy gorale jak i wiekszosci hoteli w Gorach Skalistych.
    Wspolne cechy Kaczynskiego i mordercy z Las Vegas: obaj geniusze, obaj zyli bez Boga. Czlowiek ma dziure w sercu, ktorej jak nie wypelni Bogiem to szatan ja wypelni.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031