Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3908 postów 1832 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 3 września 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1064) Pogłębia się zakłopotanie po referendum w Katalonii, narasta wrogość na linii Rosja-Ameryka… Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

 

*Przeprowadzone w ostatnich dniach referenda w sprawie niepodległości Katalonii i Irackiego Kurdystanu podniosły kwestię prawa narodów do oddzielenia się i utworzenia własnego państwa drogą głosowania. Co łączy te dwa referenda? Napięcie w relacjach miedzy Madrytem a Barceloną  osiągnęło apogeum w czasie niedzielnego referendum. Zdaniem Katalończyków, po głosowaniu uznanym przez krajowe władze za bezprawne, zostały spełnione wszystkie warunki rozpoczęcia procesu oddzielenia się regionu od Hiszpanii. Parę dni przed niedzielnymi wydarzeniami w Katalonii miało miejsce podobne referendum w sprawie niepodległości w Irackim Kurdystanie. Głosujący opowiedzieli się za zerwaniem z Bagdadem. Pozytywne wyniki tego głosowania mogą dodać pewności siebie Kurdom z sąsiednich krajów i zachwiać stabilnością Iraku. Zarówno Katalończycy jak i Kurdowie powołują się na prawo do samostanowienia. Choć regiony, w których odbyło się głosowanie, położone są daleko od siebie, motywacje mają identyczne. Jak wyjaśnił Sputnikowi meksykański ekspert Emerson Segura, prawo do samostanowienia uwzględniające nawet secesję zapisane jest w konstytucji zaledwie trzech państw: Etiopii, Lichtensteina, a także federacji Saint Kitts i Nevis.  „Jest bardzo mało państw, które uznają prawo do samostanowienia. Katalończycy powołują się na prawo międzynarodowe i rezolucje ONZ, gdzie można zapoznać się ze szczegółami" — wyjaśnił Segura. „Tutaj należy jednak dodać, że rezolucje ONZ przewidują taką możliwość tylko w przypadku panowania kolonialnego albo ze strony zniewolonych mniejszości, których prawa są naruszane" — dodał Segura, ekspert Ośrodka Badań Międzynarodowych im. Gilberto Bosque przy Senacie Meksyku. Jego zdaniem, „taki autonomiczny region jak Katalonia" raczej nie podpada pod tę definicję. Zarówno Konstytucja Hiszpanii jak i status regionu przyznają rządowi Katalonii szerokie uprawnienia. Sytuacja komplikuje się też tym, że Konstytucja 1978 roku, która głosi integralność terytorialną Hiszpanii, została zaaprobowana przez 90% Katalończyków (w 1977 roku).  „Zrozumiałe jest dążenie do niezależności ze strony Katalończyków i obecnych władz regionu, w których skład wchodzą przedstawiciele niepodległościowej koalicji Junts Pel Sí oraz skrajnie lewicowej CUP. Nie sądzę jednak, by udało im się znaleźć wariant, który połączy zarówno wewnętrzne mechanizmy prawne jak i prawo międzynarodowe" — podkreśla ekspert. Jednocześnie UE „w pełni poparła rząd Mariana Rajoya", choć ten poddał krytyce decyzję Madrytu o wysłaniu funkcjonariuszy policji narodowej, żeby udaremnić przeprowadzenie referendum. Niektórzy członkowie UE poparli to stanowisko, w szczególności Francja, Włochy i Niemcy. Właśnie w tym punkcie kurdyjskie referendum podobne jest do katalońskiego. Zdaniem innego eksperta Davida Hernandeza z ośrodka Bosques „secesja wymaga międzynarodowego wsparcia". „Kurdyjskie referendum jest tego wsparcia pozbawione. Sąsiedzkie państwa, jak i europejskie mocarstwa, niejednokrotnie mówiły, że referendum jest nieważne i nie uznają jego wyników, choć on i tak do niczego nie zobowiązuje" — zauważył rozmówca Sputnika. Autonomiczny Region Irackiego Kurdystanu figuruje w Konstytucji z 2005 roku. Kurdowie przy tym są „jednym największych na świecie narodów, którzy nie mają własnego państwa". W związku z tym możliwa secesja odbije się nie tylko na Bagdadzie, ale też na takich państwach regionu jak Syria, Iran i Turcja. „Te kraje już zabrały głos w sprawie, mówiąc, że referendum jest bezprawne, i nałożyły sankcje na ten region autonomiczny. To swego rodzaju forma nacisku mająca na celu niedopuszczenie do uznania tego referendum i wyperswadowanie regionowi podejmowanie w przyszłości tego typu inicjatyw" — wyjaśnił Hernandez. Jak powiedział prawo międzynarodowe rozpatruje samostanowienie w kategorii „zasady politycznej", która zależy od pomocy zewnętrznej. Jeśli by owa zasada stała się zasadą „międzynarodową", „wystawiłoby to na cios cały system stosunków międzynarodowych, w których jako podmiot występuje państwo" — konkluduje meksykański ekspert.

 

* Jak podaje Reuters, firma Hewlett Packard Enterprise zezwoliła rosyjskiemu ministerstwu obrony na sprawdzenie działania oprogramowania, którego Pentagon używa do ochrony cyberprzestrzeni. Chodzi o system ArcSight, który jest głównym narzędziem stosowanym przez amerykańskich wojskowych, ale również w sektorze prywatnym. Rosjanie mieli złamać kod podczas procesu certyfikowania systemu dla sektora państwowego. Okazuje się, że słabe punkty wykryte w oprogramowaniu, pozwoliłyby na ingerencję niepowołanych osób w taki sposób, że Amerykanie nie byliby w stanie niczego zauważyć. Oprogramowanie poddano testom na zlecenie rosyjskiego rządu. Przeprowadziła je firma Eszelon. Reuters podkreśla, że stronie amerykańskiej przekazano informacje o wszystkich błędach. Greg Martin, były architekt zabezpieczeń ArcSight w rozmowie z agencją Reutera przyznał, że odkryte błędy, „to ogromna luka w zabezpieczeniach”. – Przeciwnik dostaje w ten sposób dostęp do wewnętrznych informacji. To również narażanie się na potencjalne ataki –ocenił.

 

*Rosyjskie lotnictwo w ciągu ostatnich dwóch dni zlikwidowało w Syrii na wschodnim brzegu Eufratu siedmiu dowódców terrorystów  Daeszu, poinformował rzecznik Ministerstwa Obrony generał Igor Konaszenkow.Wśród zlikwidowanych jest pochodzący z Kazachstanu Abu Islam al-Kazaki, który koordynował działania formacji szturmowych Daesz  w dolinie Eufratu. Całkowite a rozpoznane straty terrorystów zadane im przez naloty wyniosły 304 zabitych i ponad 170 rannych. Lotnictwo zlikwidowało również centrum zgromadzenia i przygotowania zagranicznych najemników, trzy punkty dowodzenia i dziewięć fortyfikacji terrorystów, osiem czołgów, trzy jednostki artylerii, 17 samochodów terenowych z bronią dużego kalibru (armatami przeciwlotniczymi Zu-23, bezodrzutowymi działami B-10, karabinami maszynowymi DSzK), cztery składy amunicji. „Podczas nalotów zniszczono centrum zgromadzenia i przygotowania zagranicznych najemników Daeszu, w tym 40 bojowników z Kaukazu Północnego, jak również mobilną grupę snajperską terrorystów” — powiedział Konaszenkow. Według Konaszenkowa te skuteczne naloty pozwoliły syryjskiej armii kontynuować wyzwalanie od terrorystów terytorium wzdłuż Eufratu.

 

* Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało, że żadne incydenty związane z utratą lub wzięciem w niewolę rosyjskich żołnierzy w prowincji Deir ez-Zor czy w innych prowincjach Syrii nie miały miejsca. W taki sposób MO skomentowało rozprzestrzeniane przez terrorystówDaeszu wideo, na którym widać dwóch rzekomo wziętych przez nich do niewoli rosyjskich żołnierzy. „Wszyscy nasi żołnierze przebywający w Syrii wypełniają otrzymane zadania zgodnie z planem" — poinformowało Ministerstwo.

 

*Zyski Daeszu ze sprzedaży ropy naftowej w ciągu roku spadły o 90% - podaje USA Today. Dochody Daesz ze sprzedaży ropy naftowej wydobywanej w Syrii i Iraku od 2015 roku spadły 12-krotnie — z 50 do 4 mln dolarów miesięcznie. Pośrednicy odsprzedawali surowiec w Syrii lub przewozili do innych państw — podkreśla periodyk. Sprzedaż ropy naftowej przynosiła terrorystom prawie połowę zysków, pozostałe środki Daesz zdobywało w wyniku napadów na banki i okradania mieszkańców okupowanych miast.  «Utrata przez nich połowy zysków dużo znaczy. Ich terytorium zmniejsza się, mają także coraz mniej możliwości ściągania z ludzi podatków» — powiedział analityk z Waszyngtońskiego Instytutu Polityki Bliskowschodniej Andrew Tabler. W czerwcu analityki IHS Markit podkreślali gwałtowny spadek miesięcznego dochodu Daesz z 81 mln dolarów w drugim kwartale 2015 roku do 16 mln dolarów w drugim kwartale 2017 roku. Przyczynę upatrywali w zamknięciu źródeł finansowania członków ugrupowania: wydobycie i sprzedaż ropy naftowej, pobieranie wysokich podatków oraz konfiskaty. Na przykład zyski ze sprzedaży ropy naftowej spadły o 88%. 

 

*Północnokoreańskie władze grożą Japonii, że w przypadku dalszej presji Japonię czekają «chmury nuklearne».Oświadczenie o takiej treści opublikowała Koreańska Centralna Agencja Prasowa (KCNA). «Presja Japonii na KRLD zaostrzająca napięcie na Półwyspie Koreańskim jest aktem samodestrukcji, który popycha chmury nuklearne w kierunku japońskich wysp» — czytamy w komunikacie. Podkreśla się, że «nikt nie wie, kiedy wybuchowa sytuacja zamieni się w wojnę jądrową». Przy czym KCNA ostrzega, że jeśli rozpocznie się, to błyskawicznie wybuchnie w Japonii. Wcześniej premier Japonii Shinzo Abe występując na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ wezwał do pozbawienia KRLD technologii niezbędnych do rozwoju programu rakietowego i jądrowego. 

 

*Rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Shinas oznajmił, że kwestia uznania referendum niepodległościowego w Katalonii za zgodne z prawem jest wewnętrzną sprawą Madrytu.Shinas podkreślił, że KE ufa hiszpańskim władzom w kwestii przestrzegania praw konstytucyjnych obywateli i wzywa skonfrontowane strony do rozpoczęcia konstruktywnego dialogu, ponieważ teraz «to czas na jedność, a nie fragmentację» — pisze RIA Novosti. 1 października w Katalonii odbyło się referendum w sprawie niepodległości, które Madryt uznał za niezgodne z prawem. Władze na wszelkie możliwe sposoby starały się nie dopuścić do głosowania, w starciach z policją ucierpiało około 800 osób. W nocy z niedzieli na poniedziałek 2 października w Katalonii ogłoszono jego wyniki. 90% uczestników głosujących opowiedziało się za odłączeniem regionu od Hiszpanii.

 

*Stosunki między Madrytem i Barceloną znalazły się w impasie, na rozmowy bądź złagodzenie stanowisk nie zanosi się.W wywiadzie dla RIA Novosti powiedział to przewodniczący komisji ds. polityki informacyjnej Rady Federacji Aleksiej Puszkow. «Madryt kategorycznie opowiada się przeciwko rozmowom, propozycji pośrednictwa nie zaakceptuje. Madryt obrał kurs na fizyczne tłumienie dążenia Katalonii  do niepodległości i nie zgodzi się na pośrednictwo, ponieważ byłoby równoznaczne z uznaniem statusu Katalonii jako uczestniczki rozmów» — powiedział.  Puszkow podkreślił, że Katalonia z kolei również nie zdecyduje się na rozmowy, gdyż zgodzi się tylko na całkowitą  niepodległość, a nie zmianę statusu w kierunku większej autonomii. «Na tym etapie to impas, który jednak będzie miał ciąg dalszy» — oznajmił senator. Przewodniczący komisji zapowiada, że «twarde» tłumienie przez Madryt referendum w Katalonii jeszcze da się we znaki, i prowincja przyprawi hiszpańskie władze federalne o «ból głowy».

 

*Skutki katalońskiego referendum mogą wykroczyć poza granice Hiszpanii - pisze The Guardian.Chodzi o to, że Katalonia nie jest unikalna: w całej Europie są regiony, które dążą do rewizji swojej tożsamości i odrzucenia scentralizowanego państwa. Hiszpańskie władze ostro sprzeciwiały się referendum w Katalonii. Zdaniem periodyku pokojowe kampanie walczące o prawo do samostanowienia na razie są skazane na porażkę. Jednak obecnie Europę może zalać fala separatyzmów wywołana katalońskim referendum. W innych państwach europejskich, między innymi we Włoszech, Niemczech i Anglii istnieją siły odrzucające prawomocność zdalnej scentralizowanej władzy. Jeśli dołączą do nich ruchy anarchistów i grupy reprezentujące interesy trzecie, to taka aktywność może rozsadzić od wewnątrz wiele państw i w konsekwencji zrujnować Europę – ostrzega  brytyjska gazeta.

 

*Państwa europejskie powinny porozumieć się w sprawie stworzenia «wojskowej strefy Schengen» w celu bardziej skutecznego powstrzymania Rosji - oznajmił dowódca wojsk lądowych USA w Europie generał-lejtnant Ben Hodges.Hodgesa zacytowała agencja Associated Press. Według słów generała transport broni i ładunków wojskowych przez granicę państw europejskich powinien odbywać się według szczególnych zasad, które pozwolą na szybsze przemieszczanie się sił NATO.Sojusz powinien mieć możliwość poruszania się tak samo szybko lub szybciej od sił zbrojnych Rosji, jeśli chcemy, by nasz potencjał powstrzymywania był bardziej efektywny — oznajmił Hodges. Słowa o «rosyjskim zagrożeniu» i konieczności «powstrzymywania» Moskwy również wcześniej padały ze strony zachodnich polityków, wojskowych i mediów. Według słów ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa NATO świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że Rosja nie chce nikogo atakować, lecz sojusz potrzebuje pretekstu do rozmieszczenia większej ilości sprzętu wojskowego i sił w pobliżu rosyjskiej granicy. 

 

*Publicysta Forbes wezwał do „przytemperowania" Internetu, aby ratować demokrację. W obecnej dobie Internet niszczy fundamentalne instytucje, od których zależy demokracja — uważa publicysta Forbes Fred Campbell. Jego zdaniem wolność przepływu informacji w sieci dała Rosji możliwość „podkopania wyborów prezydenckich" w USA. „Potrzebny jest nam nowy Internet" — podkreśla autor. Grupy inicjatywne opowiadające się za zachowaniem reguł neutralności sieci są przeciwne temu, by stanowisko przewodniczącego Federalnej Komisji Łączności USA ponownie zajął Ajit Pai — pisze Fred Campbell. Te grupy sprzeciwiają się jego staraniom o zrewidowanie amerykańskiej polityki w sferze Internetu. Obawiają się, że proponowane przez niego zmiany „postawią krzyżyk  na Internecie w tej postaci, w jakiej go znamy". „Jeśli by tylko Internet, który znamy nie był taką mieszaniną. Polityka, którą chcą zachować zwolennicy neutralności sieci, doprowadziła do tego, że Internet odegrał swoją rolę w podkopaniu uczciwych wyborów, w zapewnieniu bezpiecznej przystani handlowi seksem, w podtrzymywaniu przy życiu największych na świecie informacyjnych monopoli (na przykład Google, Amazon), w podkopywaniu wolności słowa i rujnowaniu gałęzi wydawniczej" — zauważa autor. Zdaniem publicysty Forbes administracja Obamy przez osiem lat przyglądała się temu, jak Internet „wypala demokratyczne instytucje", a przy tym amerykańskie władze ze zrozumieniem odniosły się do apelu zwolenników neutralności sieci o skoncentrowanie się na uregulowaniu działalności samych tylko dostawców usług internetowych. Jakkolwiek ważny jest swobodny przepływ informacji, to jeden z potencjalnych problemów naszej informacyjnej cywilizacji — przekonuje autor. Problem ten generuje kolejne problemy. To właśnie wolność przepływu informacji w Internecie dała Rosji możliwość „podkopania ostatnich wyborów prezydenckich" — czytamy w artykule. „Jeśli sprzeciw demokratów wobec powtórnej nominacji Ajita Paia jest związany z zachowaniem Internetu w takim kształcie, w jakim go dzisiaj znamy, to powinni przemyśleć tę sprawę raz jeszcze. Internet, który znamy, niszczy fundamentalne instytucje, od których zależy demokracja. Nam jest potrzebny nowy Internet, a w tym celu potrzebne są nam działania Kongresu, a nie obstrukcjonizm" — konkluduje publicysta Forbes Fred Campell.

 

*Moskwa może zareagować, jeśli USA będą w dalszym ciągu naciskać na rosyjskie media działające w USA - oznajmiła rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. Na początku września Departament Sprawiedliwości zobowiązał agencję obsługującą telewizję RT America w USA, włącznie z jej bieżącą działalnością i produkcją telewizyjną, do zarejestrowania się jako zagraniczny agent. Dokument pojawił się w świetle dyskusji nad projektem ustawy zgłoszonym do Izby Reprezentantów USA dotyczącym zmiany wymogów rejestracji zagranicznych agentów. Projekt przewiduje udzielenie Departamentowi Sprawiedliwości dodatkowych pełnomocnictw, pozwalając na ustalanie i ściganie sądowe organizacji, które próbują «nielegalnie» wpłynąć na procesy polityczne w USA. Maria Zacharowa wyjaśniła, że jeśli presja na RT w USA nie ustanie, to «telewizja Russia Today będzie musiała prawie codziennie udostępniać wszystkie dane osobowe pracowników, całą informację o wszystkich kontaktach oraz skrypty programów. Czyli zadanie całego systemu będzie polegało nie na produkcji informacji, tylko na spełnianiu wymogów amerykańskich służb specjalnych». Ludzie powinni zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli tworzą warunki, w których dziennikarzom fizycznie będzie grozić niebezpieczeństwo, w których będą odczuwać zagrożenie dla swojej działalności, to oczywiście nastąpi odpowiednia reakcja. To nie nasz wybór — oznajmiła Zacharowa. Wcześniej redaktorka naczelna RT Margarita Simonian poinformowała, że presja amerykańskich władz może doprowadzić do wycofania się telewizji z kraju. Politolog, dziennikarz Jurij Swietow w wywiadzie dla radia Sputnik powiedział o tym, dlaczego amerykańskim władzom nie podobają się rosyjskie media.  «Rosyjskie media nadające na państwa zagraniczne stanowią alternatywny punkt widzenia na procesy zachodzące na świecie. Ile by amerykańskie władze nie powtarzały, że USA są najbardziej demokratycznym państwem, chcą, by naród amerykański podzielał ich stanowisko. Jeśli te władze nazywają prezydenta Syrii Baszara Asada dyktatorem, którego trzeba niezwłocznie obalić, to alternatywny pogląd rosyjskich mediów polegający na tym, że o losach Asada powinien decydować naród syryjski, nie jest mile widziany. Przedstawiamy inny punkt widzenia również na to, co się tyczy sytuacji na Ukrainie i w KRLD, wychodząc z założenia, że problemy trzeba rozwiązywać pokojowymi środkami. Amerykańskie władze uważają, że trzeba wrócić do «praktyki kija». Amerykanie, tak samo jak w przypadku z dyplomatami, doprowadzają do impasu, by wymiana między państwami była coraz mniejsza. Jeśli również tu pojawią się przeszkody, żelazna kurtyna stanie się rzeczywistością». Podobny punkt widzenia w wywiadzie dla RT wyraził były członek Izby Reprezentantów Kongresu USA Ron Paul. Amerykańskie władze chcą zmusić alternatywne media do milczenia — powiedział.«Kiedy imperia czują się zagrożone, starają się przejąć kontrolę nad całą informacją. Jest to zakrojony na dużą skalę problem, nigdzie nie zniknie, jednak zwykli Amerykanie niewiele o nim wiedzą. Są zaznajomione jedynie z  politycznym aspektem sprawy» — powiedział Paul. Według niego narusza to gwarantowane przez Konstytucję prawo do wolności słowa. Paul podkreślił, że Radio Swoboda było pomyślane jako narzędzie wpływu, w takiej postaci istnieje do tej pory. USA mają sporo podobnych programów, CIA wielokrotnie ingerowało w przebieg wyborów za granicą. Nie widzę realnych podstaw do tego, co się dzieje w Ameryce. Moim zdaniem strona, która przegrała w wyborach, po prostu obraziła się i urządziła polowanie na czarownice. Najwyższy czas, byśmy zastanowili się: czy nasz rząd nie ingerował w sprawy państw obcych? Niestety skala tej ingerencji jest bardzo duża — podsumował były kongresmen. 

 

*Rosyjski resort spraw zagranicznych zastrzega sobie prawo do analogicznej odpowiedzi na działania strony amerykańskiej, która nielegalnie wkracza na teren rosyjskich placówek dyplomatycznych w USA.Rosyjscy dyplomaci wyrażają zdecydowany protest przeciwko kolejnej wrogiej akcji Waszyngtonu. Wczoraj dwóch pracowników amerykańskich służb specjalnych po zmroku nielegalnie przedostało się na teren rosyjskiego konsulatu w San Francisco. «Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedzi. Kamieniem węgielnym dyplomacji zawsze była i jest zasada wzajemności. Odpowiednio odbieramy to tak, że Amerykanie, wkraczając do naszych placówek zagranicznych, faktycznie zgodzili się na możliwość analogicznego traktowania swoich przedstawicielstw w Rosji» — czytamy w oświadczeniu MSZ Rosji. Przedstawiciele Departamentu Stanu potwierdzili fakt przebywania na terenie rosyjskiej misji dyplomatycznej 2 października. Twierdzą, że dokonali przeglądu, by zamknąć pomieszczenia mieszkalne i przekonać się, że wszyscy mieszkańcy opuścili obiekty. Według słów amerykańskich dyplomatów dostęp na terytorium pomieszczeń biurowych teraz jest możliwy wyłącznie za zgodą Departamentu Stanu. Po raz kolejny podkreślamy, że nigdy nie udzielaliśmy i nie udzielamy zgody władzom USA na wyłączenie rosyjskiej własności dyplomatycznej i konsularnej spod immunitetu, nie pozwalaliśmy i nie pozwalamy na ingerencję do naszych obiektów. Przebywających tam obecnie amerykańskich agentów nikt tam nie zapraszał. Są intruzami. Ich działania to bezprecedensowe w historii stosunków dwustronnych bezprawie» — podkreślił MSZ Rosji. 

 

* Rosja negocjuje z Kyrgistanem założenie drugiej bazy wojskowej w tym kraju.Biszkek nalega, aby nowy obiekt wojskowy został rozmieszony na południu kraju „w celu zapewnienia bezpieczeństwa Kyrgistanowi i regionowi jako całości”. Jesteśmy faktycznie krajem zewnętrznym, umacniamy granice — powiedział premier Kyrgistanu Sapar Isakow w wywiadzie dla RIA Novosti. Wcześniej prezydent Ałmazbek Atambajew zapowiedział dyslokację drugiej rosyjskiej bazy wojskowej na terytorium swego państwa. Jak poinformowała agencja Fergana, na konferencji prasowej w lipcu tego roku Atambajew powiedział, że zaproponował otwarcie drugiej bazy bez zwiększania liczebności pierwszej. Potrzebę pojawienia się nowego obiektu wojskowego na granicy z Tadżykistanem uzasadnił on „złą sytuacją” w tym regionie.

 

*Mińsk dzięki otwartej, uczciwej i pragmatycznej polityce zdołał wyeliminować rozbieżności i zacieśnić relacje z Zachodem – oświadczył prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka. „W dialogu z partnerami Białoruś zawsze podporządkowuje się zasadom otwartości, uczciwości i równości. Obecnie, gdy sytuacja na świecie jest niespokojna, to podejście jest szczególnie cenne. Właśnie spójna i pragmatyczna polityka pomogła nam realizować i zacieśniać stosunki z krajami zachodnimi” – powiedział białoruski przywódca, którego cytują rosyjskie media. Jak dodał, Mińsk pokonał różnice, dziś z Zachodem tworzona jest nowa platforma współpracy oparta na „wzajemnym szacunku i równowadze interesów”. Prezydent powiedział też, że ograniczenia, które wcześniej w tym przeszkadzały, zostały usunięte. Łukaszenka zaznaczył, że Białoruś jest pokojowym, stabilnym i bezpiecznym państwem, w którym nie ma konfliktów na tle religijnym i etnicznym. Właśnie Mińsk został platformą negocjacyjną. Nie tylko w przypadku Donbasu. W tym roku białoruska stolica gościła ministrów spraw zagranicznych Inicjatywy Środkowoeuropejskiej i sesję Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE. Prezydent przypomniał, że na tej sesji i z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ Białoruś wystąpiła z inicjatywą rozpoczęcia dyskusji pod egidą OBWE i nowym procesie helsińskim, który ma „rozwiązywać węzły sprzeczności między państwami na przestrzeni euroatlantyckiej i eurazjatyckiej”. W lutym 2016 roku UE zniosła sankcje wobec białoruskiego prezydenta Aleksandra Łukaszenki oraz 170 osobom fizycznym i 3 firmom.

 

*Członek Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Siergiej Żelezniak skomentował wtargnięcie do rosyjskiego konsulatu w USA.Wtargnięcie do konsulatu Federacji Rosyjskiej w San Francisco jest rażącym naruszeniem norm prawa międzynarodowego, dyskredytuje służbę dyplomatyczną USA i nie przyczynia się normalizacji amerykańsko-rosyjskich stosunków, powiedział Żelezniak. Wcześniej MSZ Rosji wydało oświadczenie, w którym zaznacza, że „zajęto wszystkie pomieszczenia Konsulatu Generalnego Rosji w San Francisco”. „Nazwane w Departamencie Stanu USA «obchodem» wtargnięcie do zamkniętego na żądanie amerykańskiej strony konsulatu Rosji w San Francisco jest bezpośrednim atakiem na własność naszego kraju, rażącym naruszeniem norm prawa międzynarodowego i zasad dyplomatycznych” — powiedział RIA Novosti Żelezniak. Zaznaczył, że popiera stanowczy protest MSZ  i wyraził przekonanie, że parlamentarzyści z różnych krajów nie pozostawią bez uwagi tych kryminalnych działań władz USA.Poprzez swoje działania amerykańskie jastrzębie kontynuują dyplomatyczną wojnę z Rosją. Nielegalne wtargnięcie do pomieszczeń rosyjskiego konsulatu jest demonstracyjnym przestępstwem przeciwko suwerennej własności, którą w słowach tak respektują USA, kiedy chodzi o ich samych. Dowody, które próbują zaprezentować amerykańskie władze w celu uzasadnienia swoich działań w stosunku do rosyjskiego mienia dyplomatycznego, wyglądają śmiesznie — podkreślił parlamentarzysta.Żelezniak podkreślił, że takie kroki dyskredytują amerykańską służbę dyplomatyczną i nie przyczyniają się normalizacji dwustronnych stosunków między obydwoma krajami. „Jeśli nielegalne wtargnięcie do rosyjskiego mienia dyplomatycznego to wszystko, do czego zdolny jest amerykański system egzekwowania prawa na tle swojej bezradności wobec realnych masowych zbrodni i okrucieństw mających miejsce w USA, można tylko współczuć Amerykanom” — stwierdził.

 

*Rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, komentując sytuację z zatrzymaniem i aresztowaniem Aleksieja Nawalnego, przypomniał, że nawoływanie do nielegalnych działań jest ścigane zgodnie z prawem. Jak donosi MSW, Nawalny – zawodowy „totalny opozycjonista”  kreowany przez zachodnie ośrodki propagandowe na głównego dysydenta Rosji - został zatrzymany 28 września „za wielokrotne nawoływanie do udziału w nieskoordynowanym wydarzeniu publicznym”. Simonowskij sąd Moskwy 2 października aresztował go na 20 dni.Wiecie, że publiczne nawoływanie do niedozwolonych działań i wieców jest sprzeczne z obowiązującym prawem. I na pewno ci, którzy dokonują takich czynów, będą z mocy tego prawa ścigani — powiedział Pieskow dziennikarzom.Według Nawalnego w chwili aresztowania miał on zamiar wyjechać do Niżnego Nowogrodu na nielegalny wiec. W kilku innych miastach przeprowadzenie akcji jego zwolenników zostało uzgodnione z policja i otrzymali oni pozwolenia.

 

*Rosja będzie w dalszym ciągu sprzyjać rozwiązaniu problemu Naddniestrza - oświadczył prezydent Rosji Władimir Putin.„Będziemy w dalszym ciągu sprzyjać politycznemu rozwiązaniu  problemu Naddniestrza. Na pewno nie zostawimy jego ludności na pastwę rozwiązań siłowych z zewnątrz." — powiedział Putin w czasie uroczystości wręczenia listów uwierzytelniających ambasadorom 20 państw. W rozmowach na temat uregulowania kwestii Naddniestrza w formacie „5+2" uczestniczą Kiszyniów i Tyraspol jako strony konfliktu, Rosja, Ukraina i OBWE jako pośrednicy, Unia Europejska i USA jako obserwatorzy. Kolejna runda rozmów w tym formacie po dwuletniej przerwie odbyła się na początku czerwca 2016 roku w Berlinie i zakończyła podpisaniem protokołu. Naddniestrze, zamieszkiwane w 60% przez Rosjan i Ukraińców, dążyło do wyjścia ze składu Mołdawii jeszcze w czasach istnienia Związku Radzieckiego. Mieszkańcy Naddniestrza obawiali się bowiem, że na fali nacjonalizmu Mołdawia przyłączy się do Rumunii. W 1992 roku, po nieudanej próbie siłowego rozwiązania problemu przez mołdawskie władze, Naddniestrze wymknęło się de facto spod kontroli Kiszyniowa.

 

*Ambasada Rosji w Kanadzie oznajmiła, że rozpatrzenie przez parlament tak zwanego «aktu Magnickiego» nie pozostanie bez odpowiedzi.Czytamy o tym w komunikacie, który trafił do RIA Novosti. «Najnowsza decyzja kanadyjskiego parlamentu nawiązująca do ochrony praw człowieka i środków antykorupcyjnych zasługuje na ubolewanie, to wywołujący konfrontację akt otwartej ingerencji w sprawy wewnętrzne Rosji» — podkreśliła ambasada. Jak poinformowały niektóre media, kanadyjski parlament w poniedziałek przełożył o dzień przyjęcie «ustawy im. Magnickiego». W maju minister spraw zagranicznych Kanady Chrystia Freeland powiedziała, że rząd popiera wprowadzenie sankcji przeciwko rosyjskim urzędnikom i innym państwom na podstawie ustawy podobnej do «aktu Magnickiego» w USA. Dokument pozwoli Ottawie na konfiskatę aktywów i majątku cudzoziemców, którzy mogą być związani z naruszeniem praw człowieka. MSZ Rosji oznajmiło, że przyjęcie przez Kanadę miejscowej wersji «aktu Magnickiego» znaczne zaszkodzi stosunkom z Moskwą. Pracownik dużego funduszu inwestycyjnego Hermitage Capital Management Siergiej Magnicki, którego w Rosji oskarżono o oszustwa podatkowe, zmarł w więzieniu Matrosskaja Tiszyna w listopadzie 2009 roku. Jego śmierć odbiła się szerokim echem zarówno w Rosji, jak i za granicą. 

 

*Konflikt między prezydentem Ukrainy Petro Poroszenką a ministrem spraw wewnętrznych Arsenem Awakowem istnieje od pierwszego dnia po wyborach prezydenckich, powiedział na antenie stacji telewizyjnej ICTV doradca ministra, deputowany Rady Anton Geraszczenko.Jego przyczyną, według deputowanego, jest odmienne podejście do kwestii zapewnienia bezpieczeństwa i prowadzenia dochodzeń kryminalnych.  „Prezydent chciał skoncentrować całą władzę nad organami ścigania w swoich rękach” — powiedział Geraszczenko, zauważając, że popiera punkt widzenia Awakowa, że „jest to bardzo niebezpieczny precedens”. Wcześniej zastępca dowódcy dowództwa operacyjnego proklamowanej w trybie jednostronnym DRL Eduard Basurin poinformował, że szef MSW Ukrainy w przypadku jego dymisji planuje zamach stanu. Według niego ze względu na pogłębienie sprzeczności między Poroszenką  a Awakowem wielu urzędników z kierownictwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zostało zwolnionych, a wobec niektórych wszczęto postępowania karne. Awakow uważa, że fotel pod nim zachybotał się, dodał Basurin.

 

*Deputowany do Wierchownej Rady z ramienia ukraińskiego Frontu Ludowego Andrij Lewus napisał na swoim Facebooku, że może zaapelować o tworzenie międzynarodowych brygad, które pomogą Jakutom w oddzieleniu się od Rosji, jeśli zdecydują się oni na taki krok.Jego zdaniem Kijów powinien rozpatrywać nastroje separatystyczne w różnych regionach na świecie pod kątek „ukraińskich interesów”. – Nasz, ukraiński, interes w tej chwili, to zjednoczenie Zachodu przeciwko Kremlowi. Tak należy patrzeć również na wydarzenia w Hiszpanii. Gdyby coś takiego wydarzyło się w Jakucji, apelowałbym o tworzenie międzynarodowych brygad, mających ochraniać młodą republikę – podkreślił polityk. Ukraińscy politycy nie po raz pierwszy dyskutują na temat integralności terytorialnej Rosji. 10 maja minister infrastruktury Ukrainy Władimir Omelian powiedział, że połączenia lotnicze między Rosją a Ukrainą będę przywrócone po „powrocie” Kubania pod kontrolę Kijowa. Szczegółów „zajęcia” przez Rosję tego regionu Lewus nie podał. W odpowiedzi gubernator Kraju Krasnodarskiego Wieniamin Kondratjew ostrzegł go, aby nie drażnił Kozaków. Kubań nigdy nie był i nigdy nie będzie ukraiński. Jeśli Ukraina ma braki w produkcji rolnej, nie oznacza to, że należy je chcieć zrekompensować kosztem Kubania – podkreślił. W rosyjskim kodeksie karnym za publiczne apele do działań naruszających integralność terytorialną Rosji grozi kara grzywny, prac przymusowych lub pozbawienia wolności do czterech lat.

 

*Szef MSW Ukrainy Arsen Awakow skomentował na Facebooku rosyjską ustawę, która między innymi ułatwia Ukraińcom uzyskanie rosyjskiego obywatelstwa.Według ministra uproszczenie procedury przyznania obywatelstwa jest „hybrydowym pomysłem" rosyjskich władz, które chcą zmienić wszystkich Ukraińców w Rosjan. Awakow także uważa, że chcący zdobyć rosyjski dowód osobisty są „źle wykształceni" i znajdują się pod wpływem „russia tv". Twierdzi, że Ukraińcy nie mogą mieć powodów do „ubiegania się o rosyjskie obywatelstwo". Swoje stanowisko argumentuje tym, że ukraiński paszport jest „bardziej bezwizowy" niż rosyjski, a Moskwa jest objęta sankcjami.  Awakow dochodzi do wniosku, że jeśli ktoś chce zostać obywatelem Rosji, to niech tak zrobi. „Niech pilnie otrzyma rosyjski paszport! Tylko nasze ukraińskie obywatelstwo nie może się łączyć z tego typu działaniem. W żadnym wypadku" — czytamy w komunikacie. (Ustawa przewiduje rezygnację z ukraińskiego obywatelstwa w razie uzyskania rosyjskiego ). Podkreśla, że Ukraina ma „wiele wad", „władza niekiedy jest zła, jest wiele rzeczy, których można się wstydzić, oraz wiele dobrych rzeczy jest niedopracowanych". Ale to, że Rosja proponuje wszystkim chętnym obywatelstwo zdaniem Awakowa jest „bezczelnością".  „Przecież nawet zagorzały sceptyk i krytyk będzie miał czas na prawdę sam na sam ze sobą. Nawet sceptycy nie będą ubolewać o straconym obywatelu, który podążył za rosyjskim paszportem… Dlatego kto chce, niech idzie. Powiedziałbym nawet — niech spada" — napisał Awakow. Pod koniec minister napisał, że „bycie obywatelem Ukrainy jest zaszczytem". 

 

*Węgierscy deputowani odmówili omówienia z Ukrainą ustawy o edukacji.Deputowani parlamentu Węgier odmówili spotkania z ukraińskimi parlamentarzystami w celu omówienia przyjętej na Ukrainie ustawy o edukacji, która wywołała krytykę węgierskiej strony, poinformowała pierwszy zastępca szefa Rady Najwyższej, przedstawiciel Kijowa w humanitarnej podgrupie ds. Donbasu Irina Geraszczenko.  W zeszły poniedziałek prezydent Ukrainy podpisał ustawę o edukacji, która znacznie zmniejsza możliwości kształcenia w językach mniejszości. Rządy kilku krajów, w tym Węgier i Rumunii, oświadczyły, że dokument narusza prawa mniejszości narodowych na Ukrainie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Węgier obiecało, że w odpowiedzi na tę ustawę zablokuje wejście Kijowa do UE, a sam dokument określiło jako „haniebny”. Moskwa również uważa, że ustawa o edukacji narusza ukraińską konstytucję i międzynarodowe zobowiązania Kijowa.W ubiegłym tygodniu deputowani Rady Najwyższej, nasza dość duża delegacja, była w Budapeszcie na forum zorganizowanym przez Radę Europy odnośnie Konwencji stambulskiej… Zaproponowała spotkać się z deputowanymi węgierskiego parlamentu, aby omówić również kwestię ustawy. Niestety nasi koledzy odmówili takiego spotkania — powiedziała Geraszczenko podczas posiedzenia Rady Rozjemczej liderów frakcji parlamentarnych.Wezwała do wykorzystania wszystkich międzynarodowych platform do wyjaśnienia norm ustawy o edukacji. Kijów zapewnia, że nowa ustawa ma na celu wzmocnienie pozycji języka ukraińskiego, a przyjęta norma nie jest sprzeczna z Europejską Kartą Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Władze Ukrainy  zamierzają również przedstawić do rozpatrzenia przez Radę Europy kontrowersyjny artykuł, który dotyczy języka nauczania mniejszości.

 

*Ministrowie spraw zagranicznych Węgier i Rumunii Péter Szijjártó i Teodor Meleșcanu porozumieli się w sprawie wspólnej walki przeciwko naruszeniu praw swoich rodaków na Ukrainie po ograniczeniu przez Kijów edukacji w językach mniejszości narodowych.Jednym z kluczowych tematów rozmów szefów resortów spraw zagranicznych obu państw do którego doszło w siedmiogrodzkim  mieście Kluż w Rumunii  była ochrona swoich diaspor mieszkających na Ukrainie. Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó stwierdził, że ukraińska ustawa o edukacji to «cios w plecy» zarówno Budapesztowi, jak i Bukaresztowi, które w swoim czasie opowiedziały się za zawarciem umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą i UE. Podkreślił, że Węgry są zainteresowane kontaktami strategicznymi z Rumunią w kwestii polityki językowej Kijowa, a więc oba państwa będą wspólnie walczyć przeciwko naruszeniu praw swoich rodaków na Ukrainie. Według oceny Szijjártó obecnie na Ukrainie mieszka ponad pół miliona Węgrów i Rumunów. Wczoraj szef frakcji partii rządzącej Fidesz Gergely Gulyás oznajmił, że w razie konieczności Budapeszt może zapewnić węgierskiej wspólnocie na Zakarpaciu naukę w prywatnych szkołach i uniwersytetach, broniąc ich prawa do edukacji w języku ojczystym.

 

*Do portów na Krymie nadal wpływają zagraniczne statki pomimo sprzeciwów Kijowa, poinformowała służba prasowa Ministerstwa Ukrainy ds. Uchodźców.Departament zauważył, że w okresie od 1 września do 1 października do portów półwyspu wpłynęło 30 statków towarowych. „Łącznie statki te wpłynęły 79 razy do portów krymskich, Sewastopola i Teodozji. Spośród nich 23 statki pod banderą Federacji Rosyjskiej i 7 pod banderami innych państw” — czytamy w komunikacie prasowym. Pod koniec września informowano, że ukraińskie statki biorą udział w transporcie zboża z Krymu, o czym opowiedział ukraiński aktywista, szef organizacji „Majdan Spraw Zagranicznych” Andriej Klimenko. Na początku sierpnia ukraińscy pogranicznicy próbowali zatrzymać statek płynący pod banderą Belize, który wcześniej wpłynął do portów na Krymie. W marcu sąd w Odessie skonfiskował za wpłynięcie do portów Krymu statek Sky Moon, który płynął pod banderą Tanzanii. Kapitan został skazany za transport ponad trzech tysięcy ton sody technicznej z półwyspu.

 

*Poszukiwania zaginionego w 2014 roku na Oceanie Indyjskim malezyjskiego samolotu Boeing 777-200 okazały się bezskuteczne, ale teraz można z wyższym niż wcześniej prawdopodobieństwem ustalić jego lokalizację.Poszukiwania zaginionego w 2014 roku na Oceanie Indyjskim malezyjskiego samolotu Boeing 777-200 okazały się bezskuteczne, ale teraz można z wyższym niż wcześniej prawdopodobieństwem ustalić jego lokalizację. Takie oświadczenie wydali pracownicy Australijskiego Biura Bezpieczeństwa Transportu (ABBT) po opublikowaniu we wtorek sprawozdania końcowego z trwających ponad trzy lata prac. „Pomimo ogromnych wysiłków setek ludzi z całego świata zaangażowanych w poszukiwania, samolotu nie udało się odnaleźć — stwierdzają autorzy dokumentu. — Niemniej jednak eksperci dziś lepiej niż kiedykolwiek wcześniej są w stanie określić, gdzie on może się znajdować”. Należący do Malaysia Airlines Boeing 777-200 w nocy z 7 marca na 8 marca 2014 roku wykonywał lot MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Około dwie godziny po starcie utracono łączność z samolotem. Na jego pokładzie znajdowało się 227 pasażerów i 12 członków załogi. W styczniu 2015 roku władze Malezji przyznały, że samolot rozbił się, a wszyscy ludzie zginęli. W ciągu trwających prawie trzy lata poszukiwaniach na oceanie na zachód od Australii zbadano duży obszar 120 tysięcy kilometrów kwadratowych, ale nie znaleziono żadnych śladów zaginionego samolotu. Prace zostały wstrzymane w styczniu tego roku. Niemniej jednak ministrowie transportu Chin, Malezji i Australii ogłosili, że mogą zostać wznowione „w przypadku pojawienia się nowych i wiarygodnych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu dokładnej lokalizacji samolotu”. Autorzy raportu ABBT przyznali, że „nie można ustalić konkretnych przyczyn katastrofy MH370 do czasu znalezienia samolotu”. W związku z tym wyjaśnili, że „dalsze dochodzenie faktów i okoliczności [zniknięcia] MH370 będzie kontynuowane przez rząd Malezji”.

 

*Stany Zjednoczone wycofują ponad połowę dyplomatów z ambasady na Kubie. Nie wykluczone, że już niedługo zamkną swoje przedstawicielstwo.USA 29 września wykonały kolejny nieprzyjazny gest w stronę Kuby. Departament Stanu poinformował o znacznym – o 60% — ograniczeniu personału dyplomatycznego na Wyspie Wolności oraz o czasowym zawieszeniu wydawania amerykańskich wiz. Ponadto  władze USA  zwróciły się do amerykańskich turystów, aby powstrzymali się przed wyjazdami na Kubę.Powód – problemy zdrowotne prawie dwudziestu pracowników ambasady Stanów Zjednoczonych. Rozpoznano u nich obrzęk mózgu, utratę słuchu i równowagi, silne bóle głowy oraz upośledzenie funkcji poznawczych.Według Departamentu Stanu dyplomaci ucierpieli w wyniku użycia broni akustycznej. – Dopóki kubański rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa naszym dyplomatom na Kubie, nasza ambasada zostanie zredukowana do pracowników operacyjnych, aby zminimalizować liczbę dyplomatów, których zdrowie jest zagrożone – podano w oficjalnym komunikacie amerykańskiego resortu polityki zagranicznej.Kubańskie MSZ uznało decyzję USA za „pośpieszną” i ostrzegło, że „wywrze ona wpływ na dwustronne stosunki, głównie na współpracę w sferach będących przedmiotem wzajemnych interesów  i na różnego rodzaju dwustronną wymianę”. Kilka dni temu kubański minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez spotkał się z Rexem Tillersonem. Rodríguez próbował wyjaśnić swemu amerykańskiemu koledze, że Kubańczycy badają tę sprawę i że trzeba poczekać na wyniki dochodzenia, a nie upolityczniać tę kwestię.Trudno dyskutować z szefem kubańskiej dyplomacji. „Atak z użyciem broni akustycznej” na amerykańskich dyplomatów to bardzo dziwna historia. Po pierwsze, nie wiadomo, czy to broń akustyczna. A może chodzi o awarię urządzeń szpiegowskich, które mogą należeć do samych Amerykanów? Po drugie, jeśli był to zamierzony atak, to gdzie są dowody?Gdy minister Rodríguez mówił, że jego kraj „nigdy nie przeprowadzał i nigdy nie przeprowadzi ataków na dyplomatów”, trudno mu nie wierzyć. Kubańskie władze są bardzo zainteresowane przywróceniem relacji handlowych i gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi. Kuba potrzebuje amerykańskich turystów i inwestycji. Dlatego jeśli mówimy o celowych atakach, to raczej przeprowadziła je trzecia siła, która albo śledziła Amerykanów na Kubie, albo dokonała celowej dywersji. Wreszcie, „atak akustyczny” — według Departamentu Stanu — trwa niemal od roku. Trudno uwierzyć, że w tym czasie amerykańska administracja nie ustaliła, co to było i kim są sprawcy.W wyniku tej „pośpiesznej” decyzji ucierpieli nie tylko Kubańczycy, ale i Amerykanie. Eksperci już dawno ostrzegali, że Kubą interesują się Chińczycy i Rosjanie. Dlatego kongresmen demokrata Jim McGovern nazwał decyzję Trumpa „dramatyczną i nadmierną reakcją”, przykładem tego, że Biały Dom  nie potrafi prowadzić rozsądnej polityki zagranicznej.  Pytanie brzmi: gdzie się zatrzyma? Rex Tillerson zapewnił, że nie ma mowy o zerwaniu stosunków dyplomatycznych, ale część amerykańskiego establishmentu domaga się od Trumpa kontunuowania działań. – Hańba! Departament Stanu wycofuje znaczną część personelu z ambasady na Kubie, a Castro może mieć taką obsadę, jaką sobie zażyczy w kubańskiej ambasadzie w USA – wyraził swoje oburzenie senator Marco Rubio. A ponieważ Trump a) chce anulować wszystkie „jednostronne transakcje” i b) mieć w kwestii kubańskiej świetną metodą na polepszenie stosunków z republikanami, można założyć, że gospodarz Białego Domu pójdzie na całość.

 

*Oprócz Kuby z «atakiem akustycznym» na personel dyplomatyczny USA w Hawanie może być związane inne państwo.Taką wersję rozpatrują między innymi amerykańscy śledczy — podaje AP, powołując się na ponad dziesięć anonimowych źródeł dyplomatycznych. Wśród państw, które mogły przyczynić się do pogorszenia zdrowia pracowników misji dyplomatycznej, wymienia się Rosję, Iran, KRLD, Chiny i Wenezuelę. «Moskwa ma nawet wiarygodny motyw: wbicie klina między wyspę komunistyczną i Zachód» — pisze AP. Rosja posiada także nowoczesną, prawie niewykrywalną broń. Odpowiedników nie posiada większość państw, a wiele może nawet nie wiedzieć o jej istnieniu». Agencja podkreśla, że nikt z zapytanych dyplomatów nie przedstawił żadnych dowodów związku Rosji lub innych państw z incydentami. Przypomnijmy, że pod koniec sierpnia amerykańskie władze potwierdziły, że na skutek zewnętrznego wpływu, którego źródła nie dało się zlokalizować, na Kubie ucierpiało 16 amerykańskich dyplomatów i członków ich rodzin. Urzędnicy narzekali na mdłości, zawroty głowy i utratę słuchu. Według danych mediów może chodzić o użycie broni akustycznej. 

 

*Rosyjski wielozadaniowy myśliwiec IV generacji MiG-29 stał się samolotem, który „doprowadził NATO do szału” ze względu na jego właściwości lotu i uzbrojenie. Do takiego wniosku w swoim artykule dla The National Interest doszedł sprawozdawca Sebastian Roblin.„MiG-29 stał się pierwszym rosyjskim myśliwcem wielozadaniowym czwartej generacji odznaczającym się śmiercionośnym wyglądem w przeciwieństwie do starszych radzieckich maszyn. Szybki i zwinny MiG-29 mógłby wyprzedzić każdego myśliwca NATO, a przy tym samolot wyposażony jest w najbardziej zaawansowane rakiety” — pisze Roblin. Jako główne zalety rosyjskiego myśliwca autor wymienia jego turboodrzutowy silnik RD-33, dzięki któremu samolot nie tylko potrafi rozwijać dużą szybkość, ale także odznacza się doskonałą zwrotnością, przewyższając amerykański F-16. Kolejną zaletą MiG-29 jest rosyjski kierowany pocisk klasy „powietrze-powietrze” krótkiego zasięgu z systemem naprowadzania na podczerwień R-73, przy czym Roblin podkreśla, że​​w Stanach Zjednoczonych podobna broń pojawiła się dopiero w 2003 roku. Wreszcie nie mniej ważne jest to, że MiG-29 jest zdolny do startu i lądowania na nieprzygotowanych pasach. W podsumowaniu Roblin zaznacza, że pomimo tego, że obecnie Rosja ma nowsze modele samolotów, MiG-29 pozostanie w służbie jeszcze przez długi czas, a w nowych modyfikacjach myśliwca wyeliminowano niedociągnięcia pierwszych modeli.

 

*Rosyjski myśliwiec MiG-29 jest dwukrotnie tańszy w eksploatacji niż francuski Dassault Rafale – powiedział dyrektor Federalnej Służby ds. Współpracy Wojskowo-Technicznej Dmitrij Szugajew. Różni zagraniczni klienci przeprowadzali oceny i doszli do wniosku, że rosyjski sprzęt jest znacznie tańszy w użytkowaniu niż zagraniczny. Przykład — godzina lotu w przypadku rosyjskiego myśliwca MiG-29 kosztuje około 16-20 tys. dol., podczas gdy Rafale’a – 30-40 tys. dol. Czyli niemal dwa razy więcej – mówił Szugajew w wywiadzie dla czasopisma „Obrona Narodowa”. Jak dodał, nie oznacza to, że rosyjskie zakłady nie zajmują się modernizacją sprzętu wojskowego. Rosyjscy eksporterzy, m.in. śmigłowców, wozów opancerzonych, otwierają serwisy na całym świecie, co znacznie ogranicza koszty napraw, ale też ułatwia dostęp. MiG-29 jest eksploatowany od 1983 roku. Myśliwiec zakupiły siły zbrojne krajów WNP, Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Azji.

 

*W połowie czerwca, zastępca doradcy sekretarza Departamentu Stanu USA Hoyt Brian Yee wyraził zaniepokojenie działalnością Rosyjsko-Serbskiego Ośrodka Humanitarnego w Niszu. „Jeśli Serbia pozwoli Rosji na utworzenie szpiegowskiego ośrodka, utraci kontrolę nad częścią swojego terytorium" - oświadczył Yee.W niedawnym wywiadzie dla Sputnika, poproszony o komentarz w sprawie obaw Waszyngtonu o rosyjsko-serbski ośrodek, wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin zauważył: „Tak, są tam dwa koty, kilka psów, które tak głośno szczekają, że słychać je aż w Kosowie. I jeszcze czterech pracowników cywilnych w wieku przedemerytalnym. Wszystko to przedstawia kolosalne zagrożenie dla amerykańskiego bezpieczeństwa państwowego". Korespondentka Sputnika Senka Milos udała się do Niszy i ustaliła, że Dmitrij Rogozin nie do końca miał rację: kotów tam nie ma, wszystkie zostały rozpędzone przez sympatycznego owczarka belgijskiego Alpę, którego ofiarowali ośrodkowi kilka miesięcy temu serbscy funkcjonariusze straży pożarnej.  Choć odpowiedź Rogozina była oczywiście pełna sarkazmu, wielu faktycznie pomyślało sobie, że na terenie ośrodka utworzono mały ogród zoologiczny. Zaczęto nawet dzwonić z Towarzystwa Ochrony Zwierząt z pytaniami, czy regularnie pracownicy karmią zwierzęta i czy zostały zachipowane?„Odnoszę wrażenie, że Rogozin naprawdę uważa, że potrzebne nam są dodatkowe psy. Może podaruje nam psa, który będzie uczestniczyć w operacjach poszukiwawczych i ratowniczych i we wszystkich tym, czym zajmuje się ośrodek? Wszyscy wiedzą, że psy wyświadczają nam niesłychaną przysługę. Dwa dodatkowe psy bardzo nam by się przydały" — powiedział w rozmowie ze „Sputnikiem" serbski dyrektor ośrodka Bojan Glamoclija.Alpa dobrze wie, co do niej należy i w wolny od „szpiegowskiej działalności" czas poświęca aktywnym treningom. Jej zadaniem jest reagowanie i ściąganie uwagi ratowników w przypadku znalezienia pod ruinami bądź pod ziemią żywych ludzi. Najwięcej czasu Alpa spędza z ratownikiem Andriejem Dikonowym. Pies przypadł mu udziale od poprzedniej grupy. Rosyjscy specjaliści pracują bowiem w Niszy na zasadzie rotacji i wymieniają się co trzy miesiące. W Moskwie Andriej Dikonow dużo pracował z kynologami, trenerami i często wcielał się w rolę „ofiary", tzn. osoby, którą pies ma znaleźć pod ruinami„Kiedy doszło do zawalenia dachu parku wodnego w Moskwie (w 2014 roku), po raz pierwszy zobaczyłem, jak psy znajdują ludzi. Dotychczas nie wierzyłem, że coś takiego jest możliwe. Bardzo ufamy czworonogom, bo czasem nawet wysokotechnologiczne urządzenia, które są w naszej dyspozycji, nie potrafią pomóc, a kiedy wciągamy do akcji psy, sukces jest gwarantowany" — mówi Andriej Dikonow.I właśnie Dikonow zapewnia, że kotów w ośrodku nie widział, jak i zresztą innymi podejrzanych osobistości. Dlatego że Alpa, pełniąca oczywiście rolę ratownika gotowego pospieszyć na pomoc każdemu mieszkańcowi Półwyspu Bałkańskiego, jest przede wszystkim psem, który ochrania swój dom. 

 

* Wymiar przemocy w czasie niemieckiej okupacji Polski w latach 1939-1944 „przekracza wszelką wyobraźnię, a następstwa terroru są w Polsce odczuwalne do dziś” – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ). Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) zamieszcza obszerny artykuł niemieckiego historyka dr Jochena Boehlera – pracownika Kollegium im. Imre Kertésza w Jenie i wykładowcy Sorbony. Na wstępie Boehler opisuje źródła, do jakich może sięgnąć historyk, który chce zbadać skutki II wojny światowej w Polsce. To m.in. archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, zawierające dokumenty sporządzone po wojnie przez Główną Komisję Badań Zbrodni Niemieckich w Polsce. „Setki tysięcy stron liczą akta Głównej Komisji, na których w standardowych protokołach niewyobrażalne rzeczy zostały zapisane z biurokratyczną skrupulatnością”. Ta ostatnia sprawia – jak zaznacza autor artykułu – że trudno z tych „rzeczowych” i „formalnych” dokumentów wyczytać prawdziwe cierpienie ludzi. Podobnie ma się rzecz z raportami przechowywanymi w Żydowskim Instytucie Historycznym, spisanymi według jednego wzoru – zauważa Boehler. „Dlatego niektóre z wcześniejszych publikacji polskich i żydowskich historyków, którzy przeżyli wojnę, czyta się raczej jak napisane w formie książki tabele śmierci niż jak opowiadania”. Są też wyjątki – wczesne publikacje polskich i żydowskich historyków, którzy przeżyli II wojnę światową. Jedną z nich jest historyczno-prawnicza analiza Mariana Pospieszalskiego – członka Komisji Głównej. „Wymagało czasu, by w Polsce uświadomono sobie nie tylko wymiar, ale i implikacje niemieckich zbrodni wojennych" – zauważa historyk z Jeny. Dodając, że obecnie temat ten jest jednym z dobrze zbadanych. Jako przykład wymienia po stronie polskiej m.in. popularno-naukowe opracowania Władysława Bar­to­szew­skiego, a po stronie niemieckiej Mar­tina Bros­z­ata, dyrektora Instytutu Historii Współczesnej w Monachium. Broszat był do początku lat 90. prawie jedynym ekspertem w tej dziedzinie w Niemczech. Od tego czasu jednak niemieckie uniwersytety odkryły temat dla siebie i prowadzą badania w tym zakresie. Powstałe opracowania mają wspólną cechę – pisze Jochen Boehler – a mianowicie to, że uwzględniają i porównują dostępne po obu stronach źródła, a zatem źródła sprawców i ofiar. „To, że w Niemczech tak mało wiadomo o linii i następstwach niemieckiej okupacji w Polsce – powodowane jest nie tylko brakiem informacji" – pisze historyk.  „Z nastaniem wojny Polacy stali się w ciągu jednej nocy łatwym łupem” – pisze historyk z Jeny i porównuje I i II wojnę światową. Z dokumentów Komisji Głównej, ale i niemieckiej armii wynika, że w ciągu niecałych trzech tygodni oddziały Wehrmachtu spaliły ponad 500 miejscowości i miast. W płomieniach ginęły dzieci, ojcowie byli rozstrzeliwani. „Szok był dlatego tak duży, bo takich zbrodni ze strony niemieckich czy austriackich wojsk nie znano z I wojny światowej” – stwierdza autor, zauważając, że zniszczenie Kalisza w 1914 pozostało tu wyjątkiem. W czasie II wojny światowej było inaczej. Spustoszenie siały Wehrmacht i Gestapo, wspierane przy mordowaniu miejscowej inteligencji przez paramilitarne formacje złożone z mniejszości niemieckiej Volksdeutscher Selbstschutz.  „Bezlitosna niemiecka polityka okupacyjna w Polsce po 1939 była zatem zupełnie inna niż polityka po 1914” – pisze Boeh­ler i wyjaśnia, dlaczego: jej podstawa nie była już „imperialistyczna”, tylko „rasistowska”, a Niemcy działali w Polsce w „nieuregulowanej prawnie” przestrzeni i nie musieli obawiać się kar za zbrodnie popełnione na Polakach i Żydach. „Jako Polak można było w każdej chwili stracić dom, dobytek i majątek, trafić do obozu koncentracyjnego, pracować jako robotnik przymusowy, być deportowanym do Trzeciej Rzeszy albo w akcie zemsty zostać rozstrzelanym”, a owa nieuchronna rzeczywistość okupacyjna dotyczyła (mimo lokalnych różnic) całego kraju – pisze FAZ. Historyk przytacza także niemieckie źródła informujące o okupacyjnej rzeczywistości, spisane „z dumą” przez niemieckich przywódców. Takim dokumentem jest Raport Stroopa, opisujący powstanie w getcie warszawskim czy raport przywódcy SS Friedricha Katzmanna – dokumentujący eksterminację ludności żydowskiej z dystryktu Galicja. Historyk wyjaśnia jeszcze niemieckiemu czytelnikowi, że Polacy od początku wojny reagowali na okupacyjny terror. Pod niemiecką okupacją w Generalnej Gubernii, tworząc państwo podziemne z własnym systemem prawnym, edukacyjnym, Armią Krajową i rządem w Londynie, który już w 1942 ostrzegał, że „celem niemieckiego okupanta w Polsce jest zniewolenie, a ostatecznie zagłada narodu polskiego”. „Tragedią narodu polskiego jest to, że takie ostrzeżenia pozostały niezauważone przez opinię publiczną – o czym świadczy raport Jana Karskiego, którego tłumaczenie ukazało sią w Niemczech dopiero w 2011 roku. Różnorodne doświadczenia po wschodniej i zachodniej stronie granicy można odczytać z biografii historyków – konstatuje autor artykułu w FAZ. Niemiec Broszat był w hitlerowskiej młodzieżówce, Polak Bartoszewski był więźniem Auschwitz. Fakt, że mimo wszystko Bartoszewskiego łączyła głęboka przyjaźń z prezydentem Niemiec von Weizsaeckerem, który w 1939 brał czynny udział w inwazji na Polskę, świadczy o jego „osobistym formacie" – pisze historyk z Jeny. Podobnym aktem był dla niego list polskich biskupów do niemieckich z prośbą o przebaczenie. Antyniemiecka nagonka, jaka po nim nastała, oznaczała dla historyka prawa Mariana Pospieszalskiego koniec kariery naukowej. Pospieszalski nie chciał uczestniczyć w antyniemieckiej kampanii, mimo świadomości, że Republika Federalna Niemiec „nie rozliczyła na dobrą sprawę niemieckiej okupacji w Polsce”. „Jednym z setek przykładów” było uwolnienie od wszelkich zarzutów Heinza Reinefartha, znanego jako „rzeźnika Warszawy” i awansowanie go na burmistrza Westerlandu. Dopiero 70 lat po stłumieniu Powstania Warszawskiego w Westerlandzie pojawiła się tablica pamiątkowa informująca, że burmistrz tego miasta był jednym z odpowiedzialnych za masakrę ludności. Napis na niej głosi „Z pokorą oddajemy pokłon ofiarom Powstania Warszawskiego w nadziei na pojednanie” – pisze FAZ.

 

*Ojciec Stephena Paddocka, który urządził strzelaninę wśród gości festiwalu muzycznego w Las Vegas, był w swoim czasie jednym z dziesięciu najbardziej poszukiwanych przez FBI przestępców - pisze The Washington Post. Ojciec Stephena Paddocka był przestępcą. Na początku lat 30. Benjamin Hoskins Paddock zajmował się wywozem śmieci i pracował jako mechanik w Tucson, w stanie Arizona. Paddock miał też inne źródło dochodu: ograbiał banki. Przez osiemnaście miesięcy w latach 1959 i 1960 Paddock ograbił dwie filie Valley National Bank w Phoenix, zagarniając 25 000 dolarów. Paddock został aresztowany w Las Vegas i w 1961 roku skazany na 20 lat więzienia. Stephen miał wówczas osiem lat. Paddock-senior odbywał karę w federalnym więzieniu w Zachodnim Teksasie. Drugi syn Paddocka, Erik Paddock, powiedział w poniedziałek, że ojca praktycznie nie widzieli. Erik urodził się, kiedy jego ojciec poszukiwany był listem gończym. Matka wychowywała ich w samotności. Paddock-senior odbył połowę kary. W 1968 roku uciekł z więzienia La Tuna i udał się do San-Francisco, gdzie w czerwcu ograbił kolejny bank. Koniec końców udał się na wybrzeże i osiedlił w Oregonie. Zmienił wygląd, ogolił się na łyso, zapuścił bródkę, zmienił imię i nazwisko na Bruce Werner Eriksen. W 1969 roku FBI umieściło go na liście najbardziej poszukiwanych przestępców, opisując go jako zdiagnozowanego psychopatę. „Ma tendencje samobójcze i należy uznać go za uzbrojonego  i bardzo groźnego" — czytamy na plakacie FBI. Mówiono także, że był „zagorzałym brydżystą".  W Oregonie, w mieście Eugene, Paddock grał z przyjaciółmi w pokera i otworzył pierwszy w stanie salon bingo pod koniec lat 70.  „Nikogo nie interesowało, kim był wcześniej" — powiedział w wywiadzie dla NY Times van Deinse, znajomy Paddocka. Jak mówi, Paddock nigdy nie mówił o swojej przeszłości, o swojej rodzinie, o tym, jak przyjechał do Oregonu, o tym, jak grabił banki. Po raz pierwszy van Deinse dowiedział się o jego kryminalnej przeszłości  w nocy z 5 na 6 września 1978 roku, kiedy prowadził grę bingo. Grupa mężczyzn weszła do salonu i powiedziała Paddockowi, że na ulicy jest jakiś problem. To była pułapka. Kiedy wyszedł na ulicę, został aresztowany przez agentów FBI. Kolejny pobyt w więzieniu nie był długi. Zgodnie z artykułem w The Eugene Register-Guard Paddock dostał warunkowe przedterminowe zwolnienie. Paddock wrócił do Eugene. Znów zajął się bingiem, otworzył salon sponsorowany przed kościół i znów zderzył się z problemami: usłyszał zarzut wymuszeń haraczu w latach 80. Paddock wykręcił się od więzienia, wypłacając 623 000 dolarów. Następnie opuścił Oregon i wyprowadził się do Teksasu, gdzie mieszkał do końca swoich dni. Zmarł w 1998 roku.

 

KOMENTARZE

  • autor
    wynika z tego, że jedynym liczącym się podmiotem prawa międzynarodowego jest PAŃSTWO.

    Państwo (UK) może wejść do organizmu suprapaństwowego, jeśli jest Unia, bo skoro przystąpiła, to może także wystąpić. Nawet jeśli traktaty uijne tego prawa explicite nie przewidują.

    Natomiast mniejszości narodowościowe (regiony autonomiczne) mają to prawo tylko w przypadku
    - wcześniejszego zagwarantowania sobie tego w konstytucji (swoisty ślub cywilny).
    - wystąpienia stosunku kolonizacji (wyzysku), upośledzenia przez silniejszego itp.

    Nie jestem znawcą tematu, ale o ile w przypadku Katalonii twierdzenie, że tego typu sytuacja występuje, zasługuje chyba raczej na śmiech, o tyle w przypadku Kurdów tego typu zarzuty mogą po części być zasadne.
  • @maharaja 15:21:27
    Michalkiewicz: Słabe państwo prowokuje separatyzm. Tak dzieje się w Hiszpanii i zacznie dziać się w Polsce. W swoim najnowszym felietonie „Niemcy się jednoczą – Hiszpania rozpada?” Stanisław Michalkiewicz przypomniał, że „art. 116 niemieckiej konstytucji stanowi o tym, kto jest Niemcem”.

    Zgodnie z zapisami tego artykułu „Niemcami są mianowicie osoby, które” zamieszkiwały „na terytorium Rzeszy Niemieckiej w granicach z 31 grudnia 1937 roku”. Z sugestii Stanisława Michalkiewicza można założyć, że Niemcy za terytorium Niemiec uznają ziemie zachodnie Polski.

    Stanisław Michalkiewicz zakłada, że jeżeli granica Niemiec z 1937 roku „istnieje wirtualnie, to kto wie, czy pewnego dnia, zwłaszcza na fali walki o praworządność, nie zaistnieje rzeczywiście”.

    W związku z kryzysem w Katalonii Stanisław Michalkiewicz stwierdził, że „z jednej strony Niemcy się „jednoczą”, a z drugiej – forsowana jest w Europie polityka „regionalizacji”, to znaczy – rozbijania istniejących dotychczas unitarnych państw na „regiony”, które – nawiasem mówiąc – przeważnie nie pokrywają się z granicami państwowymi, tylko tworzą jakby przyszłe prowincje, albo bantustany przyszłego europejskiego imperium. Warto jednak zauważyć, że polityka regionalizacji nie wszędzie jest forsowana, ani nawet popierana”.

    Zdaniem Stanisława Michalkiewicza z sprzeciwem spotyka się pomysł secesji północnowłoskiej Padeni, a ze zrozumieniem pomysł rozpadu Wielkiej Brytanii. Z rozpadem Wielkiej Brytanii nie zgadza się Elżbieta królowa Zjednoczonego Królestwa, do której należą, jak na to wskazują nazwy poszczególnych oddziałów, siły zbrojne i marynarka wojenna Wielkiej Brytanii.

    Zdaniem Stanisława Michalkiewicza słabość państwa sprzyja separatyzmom. Tak się dzieje w Hiszpanii i tak zaczyna dziać w Polsce. Według publicysty „tylko patrzeć, jak i u nas pojawią się zwolennicy federalizacji państwa i nawet zaczną wygrywać wybory samorządowe. Zresztą – dlaczego mieliby dopiero się „pojawić”, skoro przecież już mamy pana Adamowicza na stanowisku prezydenta Gdańska, który właśnie zdobywa palmę męczeńską, ciągany przed oblicze komisji, pod przewodnictwem Wielce Czcigodnej panny Wassermann badające aferę Amber Gold? Jak tak dalej pójdzie, to zirytowany prezydent Adamowicz przyłączy Gdańsk do Rzeszy i komisja będzie mogła mu co najwyżej „skoczyć” – bo co Sejm może zrobić komuś, nad kim parasol ochronny trzymają stare kiejkuty?”

    O słabości rządu Hiszpanii ma świadczyć to, „że ponad 700 osób zostało tam rannych w ulicznych przepychankach – ale ani jedna nie została zabita. Widać, że ani hiszpański rząd nie jest na tyle przekonany o konieczności utrzymania integralności Hiszpanii, żeby kogokolwiek z tego powodu zabił, ani też zwolennicy niepodległości Katalonii nie są do tej idei przekonani na tyle, by dać się za nią zabić”.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031