Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3906 postów 1832 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 2.10.2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1063) Masakra w Las Vegas, możliwa secesja Katalonii, nagrody Nobla… Zapraszam na dzisiejszy serwis depesz i komentarzy prasowych ze świata.

*Nie podano żadnych informacji o motywach ataku Stephena Paddocka, który w niedzielę późnym wieczorem otworzył ogień ze swojego pokoju na 32 piętrze w hotelu Mandalay Bay Casino do uczestników koncertu muzyki country na pobliskim placu. Zabiłco najmniej 58 osób, a 515 zostało rannych. Na koniec prawdopodobnie sam popełnił samobójstwo. W pokoju gdzie znaleziono go martwego było także 10 sztuk broni przeważnie z wystrzelaną amunicją. 64-Letni Stephen Paddock mieszkał w Mesquite oddalonym o 120 km na północny wschód od Las Vegas. Był zamożnym człowiekiem. W 2015 roku nabył tam dom za 369 tys. dolarów w nowo wybudowanej dzielnicy dla osób w wieku powyżej 55 lat. Ponadto należały do niego dwa samoloty. Paddock od 2003 roku posiadał licencję pilota. Mężczyzna nie miał kryminalnej przeszłości. Funkcjonariusze zatrzymali 62-letnią Marilou Danley, który mieszkała z nim od stycznia. Służby podkreślają jednak, że nie wierzą w udział kobiety, która podczas masakry przebywała poza Las Vegas.  „Był zwykłym, normalnym facetem, któremu coś musiało się przestawić w głowie. Nic nie wskazywało, że może dopuścić się takiej zbrodni. Nie mamy pojęcia, co się stało. Brak nam słów” – powiedział Eric Paddock, brat 64-letniego sprawcy poniedziałkowej strzelaniny w Las Vegas. Jak mówi, ich 90-letnia matka jest zszokowana tym, co się stało. Napastnik prawdopodobnie działał sam i nie był związany z żadną organizacją terrorystyczną. Gdy padły pierwsze strzały, ludzie myśleli, że to petardy. Szybko zorientowali się, że tak nie jest. 40-tysięczny tłum na koncercie festiwalu muzyki country został ostrzelany z okna lub balkonu na 32 piętrze hotelu. Publiczność nie miała żadnej osłony przez pociskami, które leciały z nieznanego kierunku. Część rzuciła się do ucieczki, inni padli na ziemię. Na nagraniach słuchać krzyki, wezwania pomocy i długie serie z broni maszynowej. Wg świadków strzały ucichły dopiero po około pięciu minutach. Była to najbardziej krwawa strzelanina we współczesnej historii USA.

 

*W niedziele o godzinie 20:00 zakończyło się referendum w sprawie niepodległości Katalonii. Władze Hiszpanii uznają głosowanie za nielegalne.Lokale wyborcze w Katalonii zostały otwarte o godz. 9:00. Głosowanie zakończyło się o 20.Sytuacja w regionie jest bardzo napięta, w niektórych miastach doszło do starć głosujących z policją, w których rannych zostało 761 osób, z czego 335 w samej Barcelonie.Burmistrz Barcelony Ada Colau zażądała od policji natychmiastowego przerwania działań wymierzonych w „bezbronną ludność". Z kolei rzecznik regionalnego rządu Katalonii Jordi Turull zapowiedział, że hiszpański rząd odpowie przed międzynarodowymi sądami za przemoc policji podczas referendum. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Hiszpanii podało, że do godziny 17.00 policja zamknęła 92 lokale do głosowania w całej Katalonii. W starciach wyborców z policją rannych zostało 12 funkcjonariuszy. Z niektórych lokali wyborczych policjanci zabrali urny i karty wyborcze.

 

*Kataloński rząd poinformował w nocy z niedzieli na poniedziałek, że 90% głosujących w referendum opowiedziało się za niepodległością tego regionu, a tylko 8% było przeciwnych. Pozostałe głosy były nieważne.W niedzielnym referendum wzięło udział ok. 2,26 mln osób, czyli około 42,3% uprawnionych do głosowania. Nie ujawniono jednak, z ilu lokali wyborczych pochodzą te dane i ilu wyborców uwzględniono na listach.Jak poinformował rzecznik rządu Katalonii Jordi Turull, nie przeliczono kart do głosowania, które zostały skonfiskowane przez hiszpańską policję podczas interwencji w lokalach wyborczych.Według informacji katalońskiego resortu zdrowia w wyniku starć ucierpiały 893 osoby. MSW Katalonii oświadczyło, że w czasie zamieszek ucierpiało 33 funkcjonariuszy organów porządkowych.

 

* Separatystom właśnie o to chodziło i po to zorganizowali referendum  aby sprowokować Madryt do konfrontacji siłowej. Dzięki represjom policji idea niepodległości Katalonii złapała wiatr w żagle. Walka między katalońskimi nacjonalistami a służbami porządkowymi o to, czy uznane za nielegalne przez hiszpański Trybunał Konstytucyjny głosowanie jednak się odbędzie, zaczęła się w niedzielę jeszcze przed świtem. Pod osłoną nocy, prywatnymi samochodami aktywiści zaczęli przywozić plastikowe urny, które wcześniej regionalny rząd (Generalitat) kupił od chińskich dostawców po 5 euro za sztukę i ukrył je w nieznanym miejscu. Pozorując zajęcia pozalekcyjne, secesjoniści zdołali także zająć kilkadziesiąt szkół, gdzie miały zostać zorganizowane punkty do głosowania.  Tuż po ósmej rano, na kilkadziesiąt minut przed otwarciem lokali wyborczych, jeden z przywódców katalońskiego rządu Raul Romeva niespodziewanie ogłosił zmianę zasad referendum. Oto każdy uprawniony będzie mógł wydrukować w domu i przynieść ze sobą kartę do głosowania, a także wrzucić ją do urny w dowolnym punkcie. Nie będzie też konieczna koperta: wystarczy złożyć kartę na pół, aby zapewnić anonimowość głosowania. To już ostatecznie podważa legitymizację tego głosowania – zareagowały na to źródła rządowe w Madrycie cytowane przez dziennik „La Vanguardia". 

 

* Dostęp do punktów wyborczych i do urn, miała zapewnić lokalna katalońska policja, Mossos d'Esquadra. Ale wobec rządu centralnego okazała się nielojalna, a właściwie zdradziła. Szef tej formacji, Josep Luis Trapero, nawet nie przyszedł na naradę kryzysową zwołaną przez wysłanego przez Madryt koordynatora akcji przeciw referendum, Diego Peres de los Cabos. W tej sytuacji już wczesnym rankiem z ogromnego wycieczkowca, który zacumował w porcie w Barcelonie, wyjechała długa kolumna pojazdów Guardia Civil, zmilitaryzowanej formacji bezpośrednio podległej rządowi centralnemu. Do akcji ruszyła także ogólnokrajowa Policia Nacional. Niedługo później świat obiegły pierwsze drastyczne obrazki represji przeciw tym, którzy chcą głosować. Funkcjonariusze w rynsztunku bojowym blokowali wejścia do punktów głosowania. Przed częścią lokali wyborczych protestujący zbudowali regularne barykady. W niektórych miejscach policja użyła kul gumowych, pałek i armatek wodnych. Jednocześnie władze odcięły organizatorom głosowania dostęp do portali internetowych, gdzie mieli (nielegalny) dostęp do spisu wyborców. W sobotę Madryt ostrzegł, że ci, którzy nielegalnie wykorzystują dane osobowe, mogą zostać ukarani grzywną sięgającą 600 tys. euro. Głosować we własnych okręgach nie mogli nawet przewodniczący rządu regionalnego (Generalitat) Carles Puigdemont i jego zastępca Oriol Junqueras. I choć późnym popołudniem katalońskie władze zapewniały, że 96 proc. punktów do głosowania było mimo wszystko otwartych, trudno uznać wynik głosowania w takich warunkach za wiarygodny. Kontynuowanie tej farsy nie prowadzi do niczego, należy z nią skończyć jak najszybciej – zaapelowała Soraya Saenz de Santa Maria, wicepremier Hiszpanii. Dla separatystów sukcesem byłby udział w głosowaniu przynajmniej 2,3 mln spośród 5,3 mln uprawnionych do głosowania Katalończyków, tylu, ilu wzięło udział w ostatnim referendum niepodległościowym w 2014 r.

 

* Wysyłając policję do punktów wyborczych, idąc na zwarcie, Mariano Rajoy popełnił poważny błąd, bo doprowadził do gwałtownej radykalizacji nastrojów w Katalonii. Do tej pory secesję popierało zdecydowanie mniej, niż połowa wyborców, ale po tej niedzieli jest to z pewnością większość. Przez ostatnie miesiące Rajoy działał bardzo spokojnie, za pośrednictwem wyroków sądowych. Ale najwyraźniej w ostatnich kilkudziesięciu godzinach zwyciężyła w jego rządzie frakcja twardogłowych.

 

* Już w południe Carles Puigdemont, szef lokalnego rządu i przywódca separatystów postawił się w roli czołowego obrońcy demokracji, tak jakby to nie on łamał przyjętą przecież w demokratyczny sposób konstytucję. „Dziś już wszystko jest jasne, wstyd będzie towarzyszył hiszpańskiemu rządowi na zawsze. Hiszpańskie państwo pokazało, że tylko siłą potrafi zapobiec głosowaniu” – oświadczył. Także rzecznik katalońskiego rządu Jordi Turull zaczął dramatyzować retorykę wydarzeń i podbijać trudną przecież do zweryfikowania liczbę rannych: jego zdaniem w godzinach popołudniowych było ich już 465.  Także dziś nie ma potwierdzenia tej liczby z niezależnych źródeł.

 

* Największym sukcesem dla separatystów byłoby uznanie wyniku tego referendum na świecie. Do tego bardzo daleka droga, ale w niedzielę pojawiły się niebezpieczne dla Madrytu sygnały. Charles Michel, premier Belgii, która sama musi stawić czoła flamandzkim nacjonalistom, uznał, że „przemoc musi natychmiast zostać zatrzymana, bo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem". W podobnym duchu wypowiedział się też przywódca brytyjskiej Partii Pracy Jeremy Corbyn. Zdaniem szefa MSZ Litwy Linasa Linkeviciusa „podjęcie dialogu z narodem to obowiązek Madrytu".

 

* Oświadczenie, w którym domaga się „przestrzegania podstawowych praw demokratycznych", wydał także kultowy klub piłkarski FC Barcelona, który ze względu na ogromne korzyści z gry lidze hiszpańskiej od dawna nie chciał się oficjalnie angażować w debatę na temat niepodległości kraju. Rzecz wyjątkowa, klub rozegrał w niedzielę mecz z drużyną Las Palmas przy zamkniętym stadionie, bez publiczności. Podobno chciał w ten sposób pokazać, że „w Katalonii sytuacja nie jest normalna".

 

* Za ciosem postanowił pójść odpowiedzialny za sprawy zagraniczne w Generalitat Raul Romeva. Zapowiedział, że wystąpi w Brukseli o uznanie przez Radę UE Hiszpanii za kraj, który nie respektuje podstawowych zasad państwa prawa. Powołał się na artykuł 7 Traktatu, czyli ten sam, którym grozi się Polsce. Romeva zapowiedział wcześniej, że jeśli 2/3 Katalończyków weźmie udział w referendum i większość z nich opowie się za niepodległością, „trzeba będzie uznać ten wynik". Zgodnie z przyjętym wcześniej przez secesjonistów planem oznaczałoby to ogłoszenie niepodległości 48 godzin po publikacji wyników głosowania, najpewniej w środę. Jednak w łonie samej Generalitat trwa w tej sprawie spór. Radykałowie w koalicji Junts pel Si, a także popierająca rząd Puigdemonta w parlamencie komunistyczno-anarchistyczna partia CUP uważają, że to jedyna droga do przodu. Ale bardziej umiarkowani politycy wskazują, że w ten sposób zaprzepaszczą  swoją  sprawę, bo o ile jakiś kraj Unii może jeszcze chcieć pośredniczyć między Barceloną i Madrytem, a więc umiędzynarodowić wewnętrzny spór hiszpański i postawić na równym poziomie Rajoya i Puigdemonta, o tyle już na uznanie w takich warunkach niezależnej Katalonii żadne demokratyczne państwo się nie zgodzi. 

 

* Klucz do rozwiązania sporu może jednak leżeć u opozycji w Madrycie. Lider socjalistycznej PSOE Pedro Sanchez, który do tej pory wspierał działania Rajoya, w niedzielę zadzwonił do premiera, aby „wyrazić zaniepokojenie fatalnym obrazem, jaki daje dziś Hiszpania światu".  Już od dawna w znacznie ostrzejszym stylu od działań Rajoya dystansuje się radykalna populistyczna partia Podemos, która m.in. dąży do wyprowadzenia kraju z NATO. W niedzielę wywodząca się z tego ugrupowania burmistrz Barcelony Ada Colau zarzuciła premierowi, że „jest tchórzem", bo „zalał Katalonię policją". Podemos co prawda popiera utrzymanie jedności Hiszpanii, ale uważa, że Katalończycy powinni mieć prawo do zdecydowania o swojej przyszłości w legalnym referendum. PSOE i Podemos wraz z katalońskimi nacjonalistami miałyby większość w Kortezach, i jest to koalicja, która mogłyby odsunąć Rajoya od władzy i utworzyć nowy rząd, który doprowadzi do zmiany Konstytucji i poszerzenia autonomii Katalonii.

 

* Niedzielne referendum niepodległościowe w Katalonii, regionie autonomicznym Hiszpanii, było nielegalne, a sprawa Katalonii jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii - oświadczyła w poniedziałek Komisja Europejska. KE wyraziła przekonanie, że premier Hiszpanii Mariano Rajoy poradzi sobie z zaistniałą w kraju sytuacją oraz poinformowała, że wezwała wszystkie strony do dialogu. Komisja zastrzegła jednocześnie, że przemoc nigdy nie może być narzędziem polityki.

 

* Wydarzenia wokół referendum w sprawie niepodległości Katalonii  to wewnętrzne sprawy Hiszpanii, i takie jest konsekwentne stanowisko Moskwy — oświadczył rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow.  „Co się tyczy wydarzeń w Hiszpanii to… konsekwentne stanowisko Moskwy opiera się na tym, że to wewnętrzne sprawy Królestwa" — powiedział Pieskow, zapytany, czy Kreml śledzi wydarzenia w Katalonii.

 

*Referendum niepodległościowe w Katalonii jest legalne – powiedziała wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, europosłanka z Austrii Ulrike Lunacek. „Zasadniczo referendum jest legalne, ale – jak w przypadku Szkocji – powinno się odbyć za zgodą Madrytu. Jednocześnie rząd centralny musi w końcu przestać blokować dialog” – podkreśliła  Lunacek. Polityk powiedziała, że jest zszokowana sytuacją w Katalonii i zaapelowała o deeskalacją konfliktu. – Potępiam użycie kul gumowych i pałek przez hiszpańskie struktury siłowe – oświadczyła.

 

*Edukacja szkolna na całym świecie przeżywa kryzys – wynika z „Raport o światowym rozwoju 2018” Banku Światowego.Autorzy raportu wyjaśnili, że średni czas kształcenia uczniów od 1950 do 2010 wydłużył się z 2 do 7 lat. Jednocześnie – według Banku Światowego – jakość edukacji pogorszyła się: nawet po kilku latach kształcenia miliony dzieci nie zdobędzie podstawowych umiejętności czytania i liczenia. Z powodu niewystarczającego przygotowania w szkole podstawowej i średniej studenci mogą w przyszłości nie wykorzystywać możliwości, które stoją przed nimi i w wyniku końcowym otrzymywać niższe wynagrodzenie. Choć nie wszystkie kraje rozwijające się  mają problemy z poziomem edukacji szkolnej, wiele z nich nadal odbiega od tych wskaźników, do których dąży. Ponadto – zdaniem analityków – przeciętny student w krajach o niskich dochodach pracuje gorzej, niż 95% studentów w państwach o wysokich dochodach. Kryzysy jedynie pogłębiają te różnice, bo młodzież z biednych krajów nie otrzymuje właściwego wykształcenia i jest pozbawiana motywacji do dalszego uczenia się. W wyniku mamy do czynienia z niewykwalifikowaną siłą roboczą. Aby wyjść z kryzysu, Bank Światowy proponuje kilka rozwiązań, w szczególności rozwijanie międzynarodowego systemu ocen oraz zapewnienie takich samych warunków uczącym się. Ponadto analitycy proponują zaangażować w reformę edukacji wszystkie zainteresowane strony, w tym kręgi biznesowe.  Kraje rozwijające się są dalekie od osiągnięcia właściwych wskaźników jakości edukacji. Ale nie chodzi tylko o pieniądze, bo kraje muszą inwestować środki w budowanie potencjału ludzi i instytucji, które mają za zadanie edukować nasze dzieci – powiedział dyrektor Banku Światowego ds. edukacji Jaime Saavedra. Jego zdaniem, reforma edukacji wymaga udziału rodziców i uczniów oraz zaangażowania władz, mediów i biznesu.

 

*Misja oceny potrzeb Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (ODIHR) złoży wizytę w Rosji pod koniec bieżącego roku przed wyborami prezydenckimi w marcu 2018 roku.Poinformował o tym rzecznik biura Thomas Rainer. Członkowie misji spotkają się z kandydatami na prezydenta, przedstawicielami władz i społeczeństwa obywatelskiego oraz dziennikarzami. Podczas wizyty zostanie omówiony skład i format misji obserwacyjnej w Rosji. «Na podstawie zebranej informacji wydamy nasze rekomendacje, na których podstawie ustalimy, czy ODIHR będzie obserwować wybory. Jeśli będzie, to określimy skład i liczbę osób w misji» — oznajmił Rainer. 

 

* Dzisiaj w syryjskiej stolicy niedaleko centrum miasta w dzielnicy Al-Midan doszło do wybuchu. W jego wyniku zginęło 15 osób. Poinformowała o tym syryjska agencja narodowa SANA, powołując się na korespondenta. Według danych RIA Novosti wśród ofiar znalazło się pięciu pracowników służb porządkowych i dziewięciu cywilów. Jak podaje źródło w syryjskich organach bezpieczeństwa, atak zorganizowało czterech terrorystów samobójców z pasami szahida. Poza tym według danych źródła terroryści byli uzbrojeni w granaty i broń. Innych szczegółów zdarzenia nie podano. Do wybuchu na razie nie przyznała się żadna z działających w Syrii organizacji terrorystycznych.

 

* Syjonistyczne służby wywiadowcze „odgrywały rolę” w przeprowadzonym 25 września referendum niepodległościowym w irackim Kurdystanie – uważa Recep Tayyip Erdoğan. Prezydent Turcji wskazał przy tym na flagi tworu syjonistycznego w rękach Kurdów świętujących wynik głosowania. Jak stwierdził, „to pokazuje jedno: ta administracja ma wspólną historię z Mosadem, oni podążają ramię w ramię”. Zdajecie sobie sprawę z tego, co zrobiliście? Jedynie Izrael was popiera. – mówił turecki prezydent, zwracając się do kurdyjskich polityków w Iraku. Jego wystąpienie było transmitowane w telewizji na wschodzie Turcji. Kurdowie otrzymali wsparcie Tel Awiwu w osobach obserwatorów obecnych podczas referendum. Projekt kurdyjskiej niepodległości poparł też publicznie Benjamin Netanjahu. Oświadczył on, że Izrael popiera kurdyjskie aspiracje niepodległościowe, chociaż Robotniczą Partię Kurdystanu (PKK) uznaje za organizację terrorystyczną.

 

*Powstańcy z ruchu Houthi w Jemenie sfilmowali zniszczenie amerykańskiego bezzałogowego bojowego aparatu latającego MQ-9 Reaper.Wideo opublikowała telewizja Al-Masirah. Nagranie przedstawia start rakiety do zwalczania celów powietrznych oraz moment, w którym trafia w drona. Pod koniec wideo widać tłum ludzi stojących obok płonących szczątków drona. Wcześniej poinformowano, że MQ-9 Reaper został zestrzelony w rejonie na północ od Sany. Powstańcy oznajmili, że dron prawdopodobnie odbywał lot rozpoznawczy. USA używają dronów tego typu w  Jemenie przeważnie przeciwko członkom Al Kaidy. Od 2015 roku wykorzystują je siły koalicji pod dowództwem Arabii Saudyjskiej przeciwko powstańcomHouthi.  W Jemenie od 2014 roku trwa konflikt zbrojny, w którym z jednej strony uczestniczą rebelianci z szyickiego ruchuHouthiAnsar Allah i lojalna wobec byłego prezydenta Ali Abd Allaha Saliha część armii z północy kraju oraz wojska rządowe i sunniccy powstańcy z południa kraju wierni prezydentowi Abd Rabbuhowi Mansurowi Hadiemu z drugiej. Strona sunnicka z powietrza i na lądzie otrzymuje wsparcie arabskiej koalicji dowodzonej przez Arabię Saudyjską.

 

* Powstańcy z szyickiego ruchu Houthi w Jemenie sfilmowali zniszczenie amerykańskiego drona MQ-9 Reaper – jednego z najnowocześniejszych i najciężej uzbrojonych bezzałogowców na świecie. Wideo opublikowała wczoraj telewizja al-Masira.Nagranie przedstawia start rakiety ziemia-powietrze oraz moment jej trafienia w drona. Pod koniec wideo widzimy tłum ludzi stojących obok płonących szczątków maszyny – skandujących „Precz z Ameryką! Precz z Izraelem!”. Wcześniej poinformowano, że MQ-9 Reaper został zestrzelony w rejonie na północ od Sany. Powstańcy oznajmili, że dron prawdopodobnie odbywał lot rozpoznawczy. USA używają dronów tego typu w Jemenie głównie przeciwko siłom al-Qaidy. Jednak miejsce zestrzelenia maszyny znajdowało się daleko od pozycji dżihadystów – co pozwala domniemywać, że amerykański bezzałogowiec prawdopodobnie szpiegował tereny będące pod kontrolą powstańców szyickich, by USA mogło przekazać zdobyte w ten sposób informacje  Arabii Saudyjskiej – znanej w Jemenie z bezwzględnych bombardowań, których ofiarami zresztą są głównie cywile. Nadto, od 2015 roku podobne maszyny wykorzystują przeciwko powstańcom Houthi także siły „antyterrorystycznej” koalicji państw sunnickich, pod dowództwem Arabii Saudyjskiej. Władze USA, Wielkiej Brytanii i pozostałych państw będących sojusznikami Saudów zdają sobie sprawę, że w rękach islamistycznych rządów tego typu drony stanowią śmiercionośną broń, używaną masowo przeciwko cywilom – jednak pomimo protestów organizacji obywatelskich i krytycznych opinii ekspertów, kontynuują ich dostarczanie. W Jemenie od 2014 roku trwa konflikt zbrojny, w którym uczestniczą rebelianci z szyickiego ruchu Houthi (zwanego też „Ansar Allah” czyli „żołnierze Boga”) i część armii lojalna wobec byłego prezydenta Saliha; przeciwko nim stoją wojska rządowe i bojownicy obalonego prezydenta Hadiego,  wasala Saudyjczyków, który kryje się w Arabii Saudyjskiej. Marionetkowy „rząd” Hadiego otrzymuje wsparcie z powietrza i na lądzie od koalicji dowodzonej przez Saudów. Oprócz tego znaczne obszary wschodniej cześć kraju kontrolują dżihadyści wahabiccy (głównie al-Qaida, ale także lokalne grupy Daeszu) – wspierani bronią, pieniędzmi i sprzętem przez islamistów z całego świata, oraz przez służby Arabii Saudyjskiej.

 

*Prezydent USA Donald Trump oznajmił, że szef Departamentu Stanu Rex Tillerson na próżno marnuje czas, próbując prowadzić rozmowy z Koreą Północną.Trump napisał o tym na swoim koncie w Twitterze. «Powiedziałem Rexowi Tillersonowi, naszemu wspaniałemu sekretarzowi stanu, że marnuje czas, próbując rozpocząć rozmowy z małym człowiekiem od rakiet liderem KRLD Kim Dzong Unem. Zaoszczędź swojej energii, Rexie, zrobimy to, co trzeba zrobić» — napisał. Wcześniej w niedzielę Korea Północna zagroziła, że zamieni USA w «morze ognia». Według słów przedstawiciela Komitetu na rzecz Pokoju w regionie Azji i Pacyfiku, «amerykańscy agresorzy» boją się armii Korei Północnej i w przypadku wrogich działań USA czeka odpowiedź. «Starzy szaleńcy koniecznie dostaną nauczkę, gdy odpowiemy  im ogniem na ogień» — podkreślili północnokoreański urzędnik. Departament Stanu oznajmił, że problem nuklearny KRLD  może zostać rozwiązany środkami wojskowymi, ale wszystko zależy od tego, jakie podejście wybierze Pjongjang. «KRLD nie dostanie możliwości nuklearnych. Albo dyplomacją, albo siłą» — napisała na Twitterze rzeczniczka amerykańskiego resortu Heather Nauert. Poza tym Nauert podkreśliła, że dyplomatyczne kanały komunikacyjne między Waszyngtonem i Pjongjangiem są obecnie otwarte, lecz podobna sytuacja nie będzie trwała w nieskończoność.  Sam Trump później na Twitterze porównał siebie do swoich poprzedników, którzy próbowali rozwiązać problem Korei Północnej i obiecał, że osiągnie sukces. «(Bill) Clinton nie dał rady, (George W.) Bush nie dał rady i (Barack) Obama nie dał rady. A ja dam radę» — napisał amerykański prezydent. Szef Białego Domu także podkreślił, że «miłe traktowanie» KRLD nie działało przez ostatnie 25 lat i nie zadziała teraz. Jednocześnie znów nazwał północnokoreańskiego przywódcę Kim Dzong Una „człowiekiem od rakiet". W niedzielę do wiadomości publicznej podano, że USA w połowie października wyśle do KRLD grupę uderzeniową z lotniskowcem USS Ronald Reagan na czele. Amerykańskie okręty mają wziąć udział we wspólnych ćwiczeniach z południowokoreańskimi wojskowymi.

 

*Lotniskowiec „Ronald Reagan”, stacjonujący z bazie Yokosuka w Japonii, około 15 października weźmie udział w ćwiczeniach wojskowych z Koreą Południową – poinformowała agencja informacyjna Yonhap, powołując się na źródło w resorcie obrony. Przeprowadzamy konsultacje, aby grupa uderzeniowa, na czele z lotniskowcem „Ronald Reagan”, wpłynęła na Morze Japońskie około 15 października – powiedziało źródło. Jednocześnie amerykańskie dowództwo w Korei Południowej na razie nie podaje terminu dotarcia jednostki do Półwyspu Koreańskiego, informując jedynie, że manewry mogą się odbyć około 20 października. W skład grupy uderzeniowej wejdzie też niszczyciel wyposażony w morski system antybalistyczny „Aegis”, krążownik z pociskami samonaprowadzającymi i okręt podwodny z napędem jądrowym.

*Naród i armia KRLD są zdecydowanie nastawione na to, żeby „unicestwić amerykańskich imperialistów" - czytamy w materiale opublikowanym w poniedziałek w centralnej północnokoreańskiej gazecie Nodong Sinmun.„Naród i armia KRLD są zdecydowanie nastawione na to, żeby unicestwić amerykańskich imperialistów i za wszelką cenę zjednoczyć ojczyznę" — pisze gazeta. Nodong Sinmun przekonuje, że w  konfrontacji z USA Korea Północna, „mająca w zanadrzu samodzielnie skonstruowane potężne środki uderzeniowe", które przekraczają granice ludzkiej wyobraźni, bez wątpienia wyjdzie zwycięsko. Jednocześnie gazeta zagroziła, że „KRLD surowo ukarze południowokoreański marionetkowy reżim za wspieranie skierowanej przeciwko Pjongjangowi polityki administracji Donalda Trumpa". Sytuacja w regionie jest obecnie bardzo napięta, a to za sprawą wzmożonych prac Korei Północnej nad programem rakietowo-nuklearnym oraz manewrów USA i Korei Południowej. Wcześniej pojawiły się informacje, że lotniskowiec Ronald Reagan wraz z eskortującymi go okrętami wpłynie 15 października na Morze Japońskie i weźmie udział w amerykańsko-południowokoreańskich ćwiczeniach wojskowych w pobliżu Półwyspu Koreańskiego.

 

* W Japonii premier  Shinzo Abe 28 września rozwiązał japoński parlament, motywując to koniecznością zapobieżenia sytuacji kryzysowej, w jakiej znalazł się kraj, na którą składa się palący problem demograficzny i zagrożenie ze strony Korei Północnej. Przyspieszone wybory mają odbyć się 22 października. Japoński premier zapowiedział, że zwycięstwo jego partii będzie oznaczało m.in. poparcie ze strony społeczeństwa dla twardej polityki wobec KRLD oraz dalszych reform rządzącego gabinetu, w tym dla rewizji pacyfistycznej konstytucji.Tego samego dnia Abe niespodziewanie pojawił się na uroczystości obchodów Chińskiego Święta Narodowego i 45. rocznicy normalizacji stosunków chińsko-japońskich zorganizowanej przez ambasadora ChRL w Tokio Chenga Yonghuę. W przemowie japoński premier zapowiedział swoją wizytę w Chinach w 2018 roku oraz zaprosił przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga, by ten dokonał rewizyty w Japonii w tym samym roku.  Ponadto minister spraw zagranicznych Japonii Taro Kono zapowiedział, że zamierza udać się na wizytę do Chin najwcześniej, jak tylko będzie możliwe, by omówić sprawy związane ze współpracą obydwu krajów. Ambasador ChRL w Tokio przyznał, że mimo pewnych komplikacji stosunki chińsko-japońskie uległy znacznej poprawie. Japonia i Chiny wymieniły depesze gratulacyjne po raz pierwszy od 10 lat. Pekin odniósł się do gestu premiera Japonii z aprobatą. Komentatorzy z Asahi Shimbun sugerują, że udział Abe w chińskiej uroczystości może być też powodowany chęcią pokazania społeczeństwu przed wyborami, że premier będzie umiejętnie poruszał się w zawiłych stosunkach wschodnioazjatyckich, które komplikuje napięta sytuacja na Półwyspie Koreańskim.

 

*  Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker niespodziewanie opowiedział się przeciwko nałożeniu przez UE sankcji gospodarczych na Węgry i Polskę.W czerwcu tego roku KE podjęła decyzję w sprawie uruchomienia procedur  w związku z naruszeniem przez władze Czech, Polski i Węgier przepisów dotyczących relokacji na terytorium UE uchodźców przebywających we Włoszech i Grecji, w której wyniku przeciwko tym państwom mogą zostać wprowadzone sankcje. «Uważam nałożenie sankcji finansowych na Polskę i Węgry za niesłuszne, dopóki nie wyczerpały się możliwości dialogu. Dla mnie jest bardzo ważne, żebyśmy nie pogłębiali rowu między Europą Wschodnią, Zachodnią i Centralną» — oznajmił Juncker w wywiadzie dla gazety Bild.

 

*Stany Zjednoczone dopuściły się nowego pogwałcenia prawa międzynarodowego, zajmując pomieszczenia Konsulatu Generalnego Rosji w San Francisco – oświadczyło MSZ Rosji. „Dziś, w poniedziałek,  amerykańskie władze zajęły wszystkie pomieszczenia Konsulatu Generalnego Rosji w San Francisco – część mieszkalną budynku administracyjnego, w którego części służbowej od miesiąca rządzą się amerykańskie służby specjalne, i poszczególne rezydencje konsulatu” – podano w oświadczeniu. „Podkreślamy jeszcze raz, że nigdy nie dawaliśmy i nie dajemy władzom USA zgody na zniesienie z rosyjskiego majątku dyplomatycznego i konsularnego immunitetu, nie pozwalaliśmy i nie pozwolimy na wtargnięcie do naszych obiektów” – podkreślił resort. Według rosyjskiego MSZ, podejmując podobne działania, „Amerykanie w zasadzie zgodzili się na ewentualne podobne postępowanie ze swoimi przedstawicielstwami w Rosji”.

 

*Serbia wspiera integralność terytorialną Hiszpanii, jednocześnie uznane przez Komisję Europejską za nielegalne referendum w Katalonii podnosi kwestię uznania przez UE oddzielania Kosowa i Metohii - oświadczył serbski prezydent Aleksandar Vucić.Do Belgradu z dwudniową wizytą przybył prezydent Grecji Prokopios Pavlopulos, który razem z serbskim prezydentem wystąpił na  konferencji prasowej po przeprowadzonych rozmowach przy drzwiach zamkniętych. Jednym z pierwszych pytań dziennikarzy był stosunek władz Serbii do referendum w Katalonii. „Dla Serbów to niełatwa kwestia i budzi przygniatające uczucia… Serbia wspiera integralność terytorialną bliskiego nam państwa, Królestwa Hiszpanii, i ja skierowałem list do hiszpańskiego króla i premiera, w którym wspieram integralność terytorialną kraju. Tak samo jak oni zawsze twardo opowiadali się za integralnością i suwerennością Serbii" — oświadczył Vucić. Jak powiedział serbski prezydent, problem, który omówił z prezydentem Pavlopulosem zawiera się w pytaniu, jak w takim razie Bruksela uznała oddzielenie Kosowa i Metohii nawet bez przeprowadzenia referendum. To pytanie zadaje sobie każdy Serb i obywatel kraju.Jak 22 członków Unii Europejskiej mogło uznać za legalne oddzielenie Kosowa i Metohii, nawet bez przeprowadzenia referendum, z naruszeniem prawa międzynarodowego, osiągnięć prawa unijnego, polityki, na której zbudowana jest Unia Europejska? I teraz, kiedy pojadę do Brukseli, to zapytam, dlaczego z nami Serbami postąpiono gorzej? Jakże tak — w Katalonii referendum nieważne, i słusznie, ale w Kosowie można było obejść się bez referendum?! — zauważył Vucić.Jego zdaniem w swoim czasie, „kiedy przykrawano granice na Bałkanach”, wiele mocarstw światowych igrało losami państw i narodów. „A teraz już nie mają chęci do igrania, bo niedźwiedź zastukał do ich drzwi… To referendum jest najlepszym przykładem podwójnych standardów i dwulicowości w polityce światowej" — podkreślił prezydent Serbii. Vucić dodał, że choć „Serbowie nigdy nie otrzymają odpowiedzi na to pytanie", swoją przyszłość Serbia widzi w UE. Jak mówi, Belgrad będzie musiał budować swoje relacje z sąsiednimi Albańczykami i szukać dróg rozwiązania problemów, a także podtrzymywać dobre relacje z europejskimi państwami, które nie uznały secesji i niepodległości Kosowa: Hiszpanią, Słowacją, Rumunią, Cyprem i Grecją. 

 

*Wzmocnienie wpływów Rosji w Serbii jest powodem do poważnego niepokoju, powiedział niemiecki polityk David McAllister, szef  komisji Parlamentu Europejskiego ds. polityki zagranicznej w wywiadzie dla Die Welt.Moskwa stara się mieć ogromny wpływ na media, część polityków, a także na społeczeństwo obywatelskie w Serbii” — poinformował polityk, dodając, że Bruksela jest „poważnie zaniepokojona”. Jednocześnie Serbia postrzega Rosję jako największego sojusznika, narzeka McAllister. Dla UE może to tylko oznaczać, że zaangażowanie Unii w politykę Serbii i w życie serbskiego społeczeństwa powinno zostać zwiększone, podkreśla. Negocjacje w sprawie przystąpienia Serbii do Unii Europejskiej rozpoczęły się już w 2012 roku, przy czym w 2014 roku kraj podpisał umowę o partnerstwie strategicznym z Moskwą. Dwa tygodnie temu do Belgradu przyjechała szefowa europejskiej dyplomacji Federica Mogherini, która osobiście stała się świadkiem prorosyjskich nastrojów w Serbii, zaznacza Die Welt. Przedstawiciele opozycji w parlamencie powitali ją okrzykami: „Serbia, Rosja, nie potrzebujemy Unii Europejskiej!” i plakatami „Serbio nie ufaj Brukseli”. McAllister zaznaczył, że „napięcie narasta” w wielu krajach Bałkanów Zachodnich.

 

*Rosja sprzeciwia się dalszej ekspansji NATO na Bałkanach i zauważa próby wciągnięcia Bośni i Hercegowiny do Sojuszu, powiedział w wywiadzie dla RIA Novosti ambasador Rosji w Sarajewie Piotr Iwancow. Wśród byłych jugosłowiańskich republik członkami NATO są Słowenia, Chorwacja i Czarnogóra, które przystąpiły do​​Sojuszu w czerwcu tego roku. Zaproszenia do organizacji aktywnie poszukuje Macedonia, której integrację zablokowała Grecja z powodu sporu wokół nazwy byłej republiki jugosłowiańskiej. „Próby włączenia Bośni i Hercegowiny do NATO istnieją i stają się coraz bardziej energiczne. Myślę, że nasza pozycja jest wam dobrze znana, że nie trzeba wyjaśniać. Nie uważamy, aby członkostwo w NATO przyczyniało się umocnieniu realnego bezpieczeństwa tego czy innego państwa. Jesteśmy przeciwni dalszej ekspansji NATO na Bałkanach” — powiedział dyplomata. Jednocześnie podkreślił, że kwestia członkostwa w Sojuszu jest suwerennym wyborem narodu. „I w tym przypadku widzimy, że nie ma jedności w Bośni i Hercegowinie na korzyść członkostwa w NATO. Co najmniej jedna część państwa jest przeciwna” — powiedział Iwancow.

 

*Wizyta króla Arabii Saudyjskiej Salmana ibn Abd al-Aziza Al Su'uda w Moskwie odbędzie się 5 października - poinformował doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow.«Piątego października» — odpowiedział Uszakow na pytanie, czy jest znana dokładna data wizyty saudyjskiego monarchy.  Wcześniej źródło RIA Novosti poinformowało, że do wizyty króla Arabii Saudyjskiej dojdzie 4-7 października. Według niego w planie jest spotkanie Salmana ibn Abd al-Aziza as-Sa'uda z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, jest przygotowywany do podpisania pakiet dokumentów. Później rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow potwierdził, że wizyta odbędzie się w pierwszej dekadzie października, jej przygotowania wkroczyły w ostatni etap.

 

*Okręty rosyjskiej Floty Północnej wpłynęły na Morze Barentsa - poinformował rzecznik morskiego związku operacyjnego rosyjskiej marynarki wojennej kapitan I rangi Wadim Sierga. Oddział okrętów i statków zabezpieczenia Floty Północnej, który wypełnia zadania na Oceanie Arktycznym pod rozkazami dowódcy Flotylli Kolskiej różnych sił wiceadmirała Olega Gołubiewa, przystąpił do etapu finalnego. Dziś oddział z okrętem flagowym — niszczycielem „ Siewieromorsk" — opłynął od północy archipelag Nowa Ziemia i wpłynął na Morze Barentsa — powiedział Sierga. Jak dodał, kilka dni temu załoga okrętu desantowego „Kondopoga", żołnierze arktycznych wojsk zmechanizowanych i piechoty morskiej przeprowadzili operację na wybrzeżu wyspy Gołomannyj archipelagu Ziemia Północna. Desant przeprowadził ćwiczenia w zakresie likwidacji dywersantów, którzy zajęli stację meteorologiczną. Jednostki obrały kurs na główną bazę Floty Północnej — Siewieromorsk. W trakcie rejsu okręty pokonały ponad 5 tys. mil.

 

*Nowy ambasador USA John Huntsman przybył do Moskwy – poinformowała służba prasowa amerykańskiej placówki dyplomatycznej. Ambasador USA w Rosji  John Huntsman  i jego żona Mary Kay dotarli dziś rano do Moskwy – podano w komunikacie. 3 października amerykański dyplomata przekaże list uwierzytelniający na ręce prezydenta Rosji Władimira Putina.

 

*Na pilotażowym odcinku mostu przez Cieśninę Kerczeńską ułożono górną warstwę betonu asfaltowego.Pilotażowy odcinek o długości 600 metrów został zaasfaltowany na wyspie Tuzla. W ten sposób konstruktorzy opracowali technologiczną sekwencję tworzenia przyszłego poszycia drogi mostu.  „Górna warstwa wykonana jest z mieszanki betonu asfaltowo-mielonego. Jest to warstwa ścierna, a więc w jej składzie jest zwiększona zawartość rozdrobnionego kamienia. Zapewni on wymagany współczynnik przyczepności koła samochodowego do drogi i trwałość powłoki” — powiedział Jurij Safonow, główny inżynier FKU Uprdor „Tamań” Rosawtodoru. Według niego po pracach drogowych budowniczowie zainstalują bariery zabezpieczające i oświetlenie. Na moście zostaną również zainstalowane systemy automatycznej kontroli ruchu. Dolną warstwę asfaltu na wyspie Tuzla zaczęto układać już w lipcu. Wtedy też budowniczowie przystąpili do instalacji systemu odwadniającego. Przewiduje się, że niemal wzdłuż całej trasy pokrycie drogi będzie dwuwarstwowe o całkowitej grubości 11 cm.

 

*Na Ukrainie wielu było przekonanych, że most nad Cieśniną Kerczeńską nie powstanie. Bo nie jest to możliwe. Nie powinien. Ale most jest.  Można go zobaczyć, a nawet dotknąć. Niszczy to wizję świata ukraińskich radykałów.Budowa mostu nad Cieśniną Kerczeńską w części kontynentalnej Rosji na Krymie przyprawia o ból głowy Kijów. Władze ukraińskie bardzo długo nie chciały wierzyć w możliwość realizacji tak gigantycznego projektu. A wszelkiego rodzaju eksperci unisono z władzami szczegółowo opisywali, dlaczego budowa wieku jest skazana na niepowodzenie. Że nie starczy pieniędzy, że grunt nie wytrzyma, że opory poprzewracają się, że nurt podmyje. Wreszcie służby specjalne wysadzą.A teraz Kijów obudził się: do otwarcie mostu pozostało tylko kilka miesięcy. Niektórzy sceptycy nie uwierzyli i postanowili przekonać się sami. To, co zobaczyli, doprowadziło ich do łez.Koordynator platformy obywatelskiej „Uspishna kraina” Paweł Sebastjanowicz uczciwie przyznał, że lepiej, gdyby tego nie widział. U bardziej radykalnych obywateli ta wiadomość wywołała histerię. Nacjonalista i uczestnik operacji ATO Stanisław Krasnow nawet znalazł winnych sukcesu rosyjskich budowniczych. Jego zdaniem ukraińskie władze od samego początku współpracowały z Moskwą i zrobiły wszystko, aby most został zbudowany. A dyskusje na temat braku możliwości zakończenia budowy prowadzone były tylko w jednym celu – uśpić czujność Ukraińców do czasu, aż nie będzie zbyt późno. Teraz – według Krasnowa – nadszedł ten czas. Wokół sami zdrajcy. Jednak nie wszyscy na Ukrainie są skłoni do histerii. Są rozsądne osoby, ale z czarnym poczuciem humoru. Na stronie internetowej prezydenta Petra Poroszenki zarejestrowano petycję. Autor inicjatywy proponuje oddzielenie Krymu od Ukrainy i przekształcenie go w wyspę. W tym celu można wykopać kanał między Morzami Azowskim a Czarnym. Budowa tego kanału przyczyni się do stworzenia wielu miejsc pracy. I umożliwi ukraińskim statkom na szybkie przepływanie z jednego morza do drugiego. A potem, gdy nadejdzie czas, znowu Ukraina połączy się  z Krymem, ale już swoim wspaniałym mostem. Wrogom na złość. Jeśli starożytni Słowianie mogli własnymi rękoma wykopać Morze Czarne, chyba jest możliwa realizacja tak skromnego projektu. Nawet bez użycia odpowiedniego sprzętu. Jedynie przy pomocy łopaty i hopaka bojowego.

 

*Media donoszą, że pod Winnicą spłonęło więcej pocisków, niż Siły Zbrojne Ukrainy zużyły podczas operacji na Donbasie. W rezultacie wybuchów poszły z dymem 32 tysiące ton pocisków o wartości 800 milionów dolarów.W ciągu trzech lat operacji na Donbasie Siły Zbrojne Ukrainy zużyły 24 tysiące ton amunicji. Przypomnijmy, że w nocy z 26 na 27 września w składzie wojskowym pod Winnicą doszło do eksplozji, które doprowadziły do pożaru. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Turczynow oświadczył, że pożary w składach amunicji były największym ciosem dla obronności kraju. Prokurator Generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył wcześniej, że przyczyną wybuchów w składzie wojskowym pod Winnicą była „dywersja" ze strony Rosji. Jednocześnie główny prokurator wojskowy Ukrainy Anatolii Matios zdementował informacje o tym, że do wybuchów doszło z winy dywersanta. Analityk polityczny Międzynarodowej Organizacji Monitoringowej CIS-EMO Stanisław Byszok przedstawił w rozmowie ze Sputnikiem inne wersje przyczyn incydentu. „Pierwsza wersja, która została przedstawiona od razu przez ukraińskie władze — to dywersja  ze strony Rosji — nie podlega żadnej krytyce. A dwie inne wersje, bardziej zbliżone do prawdy, to niedbalstwo i próba ukrycia nielegalnych i na półlegalnych mechanizmów, za pośrednictwem których broń mogła być sprzedawana państwom, w których trwają działania zbrojne, w tym również organizacjom terrorystycznym. Wiadomo, że kiedy urządza się taki wybuch, to ciężko ustalić, ile broni znajdowało się w momencie incydentu. Można spisać na straty ogromną ilość broni" — zauważył Stanisław Byszok. Zdaniem eksperta, incydent źle wpłynie na wizerunek Ukrainy na Zachodzie. „To ogromny cios dla wizerunku ukraińskich sił zbrojnych i Ukrainy jako państwa zarówno w oczach UE, jak i USA. Jeśli Ukraina nie może albo nie chce kontrolować własnej amunicji, to ciężko będzie dostarczać im jakąś dodatkową broń, prowadzić rozmowy w sprawie integracji i udziału we wspólnych ćwiczeniach wojskowych" — uważa Stanisław Byszok.

 

*Zdaniem naczelnego prokuratora wojskowego Ukrainy gen. Anatolija Matiosa każdy Ukrainiec powinien posiadać broń do ochrony swojego życia.„Czasy są obecnie bardzo dynamiczne. Wyznaję zasadę, że każdy Ukrainiec powinien posiadać broń  i mieć możliwość w tych niespokojnych czasach, by ochraniać lub bronić swojego życia” – podkreślił Matios, jak poinformowała telewizja 112 Ukraina. Prokurator powiedział też, że nosi ze sobą broń służbową, bo pozwala mu na to status wojskowego. – To jest moja broń służbowa. Mam prawo ją nosić, przechowywać i używać – podkreślił naczelny prokurator wojskowy. Jak podkreślił, korzysta z niej tylko na strzelnicy lub na poligonie. Wcześniej szef komisji parlamentarnej ds. bezpieczeństwa narodowego i obrony Siergiej Paszynski powiedział, że deputowani jesienią przedłożą na rozpatrzenie przez Radę Najwyższą Ukrainy projekt ustawy w sprawie przyznania niektórym kategoriom obywateli prawa do posiadania broni krótkiej. Obecnie na Ukrainie można posiadać broń długą myśliwską, pod warunkiem że uzyskało się na nią zezwolenie, które wydaje MSW po ukończeniu odpowiednich kursów. Ponadto niektóre kategorie obywateli mogą posiadać krótką broń traumatyczną. Wśród nich są sędziowie, doradcy deputowanych do Rady Najwyższej, dziennikarze i ochotnicy, którzy pilnują porządku publicznego.

 

*Przedstawiciele organizacji międzynarodowych nie przestają zaskakiwać swoimi raportami o sytuacji na Krymie.Tym razem wyróżnili się przedstawiciele UNHCHR, wydając komunikaty o łamaniu praw człowieka i torturach na półwyspie. Nasuwa się jednak pytanie — skąd takie wnioski? ONZ uważa, że sytuacja z prawami człowieka na Krymie uległa znaczącemu pogorszeniu po tym, jak półwysep wrócił na łono Rosji. Oskarżana jest naturalnie Moskwa. Zadziwiające jest to, że przedstawiciele poważanej organizacji międzynarodowej nie zadadzą sobie trudu pojechania na półwysep, żeby osobiście zapoznać się z sytuacją i porozmawiać z mieszkańcami. Swojej oceny sytuacji organizacje dokonują na odległość. Przedstawiciele komisji monitoringowej tak też napisali: swoje badanie przeprowadzili zdalnie, na podstawie badań i monitoringu z terytorium Ukrainy, bo jak mówią, „nie mieli dostępu" do Krymu.No tak, nawet nie podjęli próby wyjechania na półwysep. Przedstawiciele Urzędu Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka (UNHCHR) niejednokrotnie zapraszani byli z obiektywną misją na półwysep. ONZ woli jednak w sąsiedzkim kraju szukać osób, które obrzucałyby Krym i wszystko, co tam się dzieje, błotem, a potem już, na podstawie tych „fantazji" przygotowywać raport.Rosja uznała ten raport za wątpliwy i subiektywny. Rzeczywiście — jak można na podstawie cudzych relacji obiektywnie oceniać sytuację? Nawet Europa zdziwiła się takiemu podejściu. Niezależny deputowany do czeskiego parlamentu Jarosław Golik, który był na Krymie  wiosną tego roku w składzie delegacji deputowanych Parlamentu Europejskiego i polityków z krajów Unii Europejskiej, WNP i Ameryki Łacińskiej, uważa, że przedstawiciele ONZ przeprowadzili wywiad wśród specjalnie wyselekcjonowanych osób. Sam czeski polityk żadnych naruszeń praw człowiek nie zobaczył. Ale on rozmawiał z mieszkańcami Krymu, i oni na życie nie narzekają. Są oczywiście problemy, ale wszyscy wierzą, że to przejściowe trudności.  Z terytorium sąsiedniego kraju sytuacja wygląda rzecz jasna inaczej. Rzecz zastanawiająca — dlaczego w UNHCHR wybrano właśnie taki punkt widzenia. Może jednak lepiej byłoby dowiedzieć się od samych mieszkańców Krymu, jak im się żyje w Rosji?

 

*Rosja i Arabia Saudyjska utworzą wspólny fundusz energetyczny, którego wstępna wartość oceniana jest na miliard dolarów - przekazał minister energetyki Rosji Aleksander Nowak w wywiadzie dla arabskiej stacji telewizyjnej Al Arabiya.„Co się tyczy funduszu energetycznego, taka decyzja faktycznie zapadła, i w ramach wizyty króla w Rosji zostaną podjęte stosowne decyzje. Wstępnie mowa o przeznaczeniu jednego miliarda dolarów na projekty stricte energetyczne" — powiedział minister. Szef rosyjskiego Funduszu Bezpośrednich Inwestycji Kiriłł Dmitrijew poinformował, że jedną z pierwszych inwestycji funduszu może być firma w Rosji świadcząca usługi dla przemysłu ropy naftowej, która fizycznie może działać w Arabii Saudyjskiej i udostępniać wiedzę oraz technologie temu bliskowschodniemu rynkowi. Dmitrijew mówił już we wrześniu, że w ramach wizyty  króla Arabii Saudyjskiej w Rosji ogłosi utworzenie razem z saudyjskimi partnerami nowej inwestycyjnej platformy w sferze energetyki, a także zaprezentuje projekty w sektorach przemysłowym i infrastrukturalnym.

 

* Nobla z medycyny i fizjologii otrzymali w tym roku Jeffrey Hall, Michael Rosbash i Michael  Young. Pracowali oni nad rytmem okołodobowym, czyli "wewnętrznym zegarem" człowieka. Zgromadzenie Noblowskie Instytutu Karolinska w Sztokholmie podało nazwiska pierwszych tegorocznych laureatów Nagrody Nobla. Nagrodę w dziedzinie fizjologii i medycyny przyznano dla trzech badaczy: Jeffreya C. Halla, Michaela Rosbasha i Michaela W. Younga. Wyróżniono ich za odkrycie molekularnych mechanizmów kontrolujących rytm okołodobowy. Do piątku poznamy nazwiska kolejnych laureatów. Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny przyznawana jest od 1901 roku. Początkowo laureatów nagrody wybierała licząca 19 osób kadra profesorska Instytutu Karolinska.  W 1977 roku utworzono liczące 50 członków Zgromadzenie Noblowskie, które jest prawnie i finansowo niezależne od Instytutu, a w jego skład wchodzą aktywni profesorowie Instytutu Karolinska. W wieku 65 lat odchodzą, a w ich miejsce wybiera się nowych członków zgromadzenia. Jutro Królewska Szwedzka Akademia Nauk ogłosi, kto zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki, a dzień później dowiemy się, kte zostanie laureatem Nobla z chemii. W piątek Norweski Komitet Noblowski ogłosi, kto zdobędzie Pokojową Nagrodę Nobla. Wśród zgłoszonych kandydatów znaleźli się między innymi papież Franciszek, minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif oraz szefowa europejskiej dyplomacji Federica Mogherini, a także Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.  9 października poznamy laureata w dziedzinie ekonomii. Datę ogłoszenia laureata literackiej nagrody Nobla poznamy, zgodnie z tradycją, w późniejszym terminie. Tegoroczni laureaci otrzymają oprócz dyplomu i złotego medalu nagrodę finansową w wysokości 9 milionów koron, czyli ponad 900 tysięcy euro. To o 100 tysięcy euro więcej, niż w roku ubiegłym.

 

*Społeczeństwo ugrzęzło w «katastrofalnym niedoborze snu», który może doprowadzić do skutków poważniejszych, niż możemy sobie wyobrazić.W wywiadzie dla The Guardian powiedział to amerykański naukowiec, dyrektor Centrum Badania Snu przy Uniwersytecie Kalifornijskim Berkeley Matthew Walker. «Żaden aspekt naszej biologii nie pozostanie nienaruszony przy niedoborze snu» — twierdzi specjalista. Według niego deficyt (mniej niż 7 godzin) snu może doprowadzić do licznych problemów, w tym do pogorszenia pamięci, cukrzycy, otyłości, nowotworów złośliwych i choroby Alzheimera. Walker wyjaśnia, dlaczego przez ostatnie 75 lat ludzie mniej śpią. Po pierwsze chodzi o «elektryfikację» nocy. «To właśnie światło jest ważnym czynnikiem zabierającym nam sen» — powiedział. Po drugie problem z czasem, który ludzie tracą na pracę i drogę do miejsca pracy. «Nikt nie chce rezygnować z czasu, który pozostaje dla rodziny i rozrywek, dlatego cierpi na tym sen» — mówi Walker. Poza tym we współczesnym świecie sen jest kojarzony ze słabością i lenistwem. «Chcemy wyglądać na zajętych, jednym ze sposobów na pokazanie tego jest mówienie o tym, jak mało śpimy. Jest to oznaką honoru» — podkreślił naukowiec. Według niego ludzie są jedynym gatunkiem, który świadomie pozbawia siebie snu bez wyraźnego powodu. Jego zdaniem duże organizacje i ustawodawcy powinni poważnie zająć się problemem niedoboru snu. «Sytuacja musi się zmienić: w pracy, w domu, w rodzinach. Czy widzieliście kiedyś plakat Narodowej Służby Zdrowia wzywający ludzi do spania? Kiedy po raz ostatni lekarz zapisywał pacjentowi nie leki nasenne, tylko sam sen? Sen powinien być priorytetem, trzeba go stymulować» — twierdzi somnolog. Sam przyznaje się, że śpi 8 godzin każdej nocy, to nienaruszalna zasada. «Jeśli udzielam ludziom rady, to tylko takiej: chodźcie spać i wstawajcie każdego dnia o tej samej porze niezależnie od okoliczności» — mówi, podkreślając, że podchodzi do snu bardzo poważnie, ponieważ widział, do czego prowadzi jego brak. 

 

*Podczas gdy USA i Rosją są zaangażowane w wymianę ataków dyplomatycznych w stylu zimnej wojny, agencje kosmiczne obu krajów przyjaźnią się ze sobą, twierdzi NBC. W kosmosie przyjaźni rosyjsko-amerykańskiej nie krępują żadne okowy.Roskosmos i NASA poinformowały w środę o planach wdrożenia programu Deep Space Gateway, który jest częścią długoterminowego projektu wysyłania ludzi na Marsa. Ta współpraca wyraźnie kontrastuje z wrogością między obu państwami, o której informują media. Tymczasem agencje kosmiczne USA i Rosji współpracują ze sobą, co jest czymś zupełnie normalnym. Na początku września astronautka NASA Peggy Whitson zakończyła swój pobyt na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Amerykanka pobiła rekord: po 228 dniach na MSK okazało się, że w sumie spędziła ona w kosmosie 665 dni. Żaden inny amerykański astronauta tego nie dokonał. W kapsule, która wylądowała w Kazachstanie, Whitson towarzyszył rosyjski kosmonauta Fiodor Jurczichin, który spędził poza Ziemią 673 dni i który zajmuje siódme miejsce pod tym względem. W rozmowie z NBC astronauci powiedzieli, że kilkanaście lat temu te wyniki stałyby się źródłem wrogości między obu krajami, a dziś razem świętują swoje sukcesy. Ta współpraca rozpoczęła się wraz z wyniesieniem na orbitę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Pomimo wielu lat dezinformacji o sobie w latach zimnej wojny ludzie z pasją do lotów kosmicznych byli bardzo podobni do siebie i szybko tworzyli silne zespoły — powiedział Stephen Robinson, który spędził dwa lata w Rosji, przygotowując się w Gwiezdnym Miasteczku, jako zapasowy astronauta, do wyprawy ISS-4. Obecnie w kwestii transportu swoich astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną Stany Zjednoczone zdają się wyłącznie na rosyjskie statki kosmiczne Sojuz. Amerykanie płacą za jedno miejsce 81 milionów dolarów. Prezydent USA Donald Trump niedawno, zwracając się do szefa NASA Jima Bridenstine'a, poskarżył się, że Rosja każe sobie zbyt słono płacić. Jednak — zdaniem ekspertów — dopóki Waszyngton nie opracuje swego niezawodnego systemu załogowych lotów kosmicznych lub nie znajdzie komercyjnego operatora, będzie musiał płacić Moskwie tyle, ile ona sobie zażyczy. NBC przypomina, że amerykański prezydent George W. Bush zamknął program wahadłowców kosmicznych w 2004 roku. A w 2010 roku kolejny amerykański prezydent, Barack Obama, zrezygnował z nowego programu lotów załogowych.

 

*Facebook w 2018 roku przestanie działać na terytorium Rosji, jeśli nie wypełni wymogów rosyjskiej ustawy o lokalizacji danych osobowych.Oświadczył to dzisiaj szef Roskomnadzoru Aleksander Żarow. «Prawo obowiązuje wszystkich. W każdym razie wymusimy przestrzeganie prawa lub spółka Facebook  przestanie działać na terytorium Rosji, jak niestety stało się z Linkedin» — cytuje Żarowa RT. Podkreślił, że Roskomnadzor będzie egzekwować od Facebooka przestrzeganie ustawy 242. «W 2018 roku wszystko na pewno będzie» — podkreśla szef resortu.

*Jak Natalia Pokłonska znalazła się na obrazach Marka Rydena pod koniec lat 90.Tajemniczy obraz popularnego surrealisty Marka Rydena z przedstawioną na nim Natalią Pokłonską zyskuje popularność. Płótno nazywa się Slayer, czyli Pogromczyni. Obraz w pobieżnym oglądzie ukazuje «muzę Krymskiej Wiosny», byłą prokuratorkę Krymu i obecną deputowaną Dumy Państwowej  Natalie Pokłońską  — pisze Komsomolska Prawda. Jednocześnie obraz został namalowany pod koniec lat 90, gdy Pokłonska dopiero zaczynała studia w Eupatorii, w filii Charkowskiego Uniwersytetu Spraw Wewnętrznych. Nie mógł jej zobaczyć nie tylko amerykański artysta, ale nawet media. Bohaterka płótna jest przedstawiona na pierwszym planie z krucyfiksem w dłoni, osinowym kołkiem i czosnkiem — środkami walki ze złymi mocami. Gliniany moździerz z naniesioną na niego liczbą 18 (Decyzja w sprawie przyłączenia Krymu została podjęta 18.3.2014), w prawej części — diabeł i owinięty wokół drzewa wąż. Artysta odzwierciedlił prawie niezauważalny skurcz mięśnia twarzy i zaczerwienione białka oczu — skutki ciężkiego urazu — pisze autor gazety Dmitrij Stieszyn i przypomina:  W 2011 roku Natalia Pokłonskaja przeżyła atak związany z działalnością zawodową. Była oskarżycielem publicznym w sprawie grupy przestępczej «Baszmaki». Została napadnięta na klatce schodowej i okrutnie pobita. Skutki tamtych urazów można zauważyć do tej pory, jeśli przyjrzeć się mimice. Dodajmy, że Natalia Pokłonska nie wycofała się z tamtego śledztwa, po raz kolejny wykazując się męskim charakterem i wolą. Co więcej, Mark Ryden nigdy nie był ani na Krymie, ani w Rosji, nie ma rosyjskich korzeni, ale na swoich obrazach często umieszcza teksty w języku rosyjskim.  Bardzo mnie pociąga język rosyjski pod względem wizualnej estetyki alfabetu — mówi sam malarz. — W języku rosyjskim podoba mi się akcent tajemniczości z punktu widzenia języka angielskiego. Lubię umieszczać na moich płótnach zdania i słowa, ale ich znaczenie pozostaje ukryte. Jeśli przyjmiemy, że surrealistyczny nurt w sztuce jest projekcją podświadomości i przemyśleniem olśnień, to Pogromczyni jest wyjątkowo trafnym obrazem. Jego sens ukazał się dopiero 15 lat później — podsumowuje periodyk.

 

*W Niemczech od 1 października weszło w życie prawo, które zrównuje związki par homoseksualnych ze związkami heteroseksualnymi.Pary homoseksualne mogą w urzędach stanu cywilnego na terenie całych Niemiec zawierać związki na takich samych zasadach, jak małżeństwa. Dotyczy to także adopcji dzieci. Prawo o związkach osób tej samej płci Bundestag przyjął większością głosów 30 czerwca. Tylko w Berlinie w niedzielę w związek małżeński wstąpiło 11 par homoseksualnych.

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031