Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4041 postów 1887 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niedziela, 1 października 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1062) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy prasowych ze świata.

* Sytuacja w Katalonii, gdzie odbywa się dziś nielegalne referendum secesyjne,  wymyka się spod kontroli. W Barcelonie trwają starcia uliczne z policją, mówi się o setkach rannych. Przed lokalami wyborczymi trwają zamieszki i starcia obywateli z policją.Policja zamknęła ponad 15 lokali wyborczych na katalońskim referendum niepodległościowym i przeprowadziła rewizje – poinformowała agencja EFE, powołując się na własne źródła w organach ścigania.Funkcjonariuszy policji otoczyła grupa ludzi przed lokalem wyborczym zlokalizowanym w szkole językowej.Hiszpańska Gwardia Narodowa zablokowała w prowincji Girona lokal wyborczy, w którym miał oddać swój głos w referendum niepodległościowym szef  lokalnego katalońskiego rządu Carles Puigdemont, inicjator referendum  informuje "El Pais". Hiszpański rząd uważa referendum niepodległościowe w Katalonii za farsę - powiedział na briefingu przedstawiciel rządu centralnego w Katalonii Enrique Mello. „To referendum jest farsą. Odbywa się bez należytego zabezpieczenia lokali wyborczych, bez kopert, bez komisji, bez list wyborczych, ale z wydrukowanymi i wcześniej uzupełnionymi kartami do głosowania, które przynoszą z domów" — powiedział Mello.

 

*Katalońskie władze poinformowały, że w starciach z policją zostało rannych kilkaset  osób. Przeciwko uczestnikom referendum policja użyła broni gładkolufowej i pałek.Autonomiczny rząd Katalonii poinformował, że w niedzielę przed południem działało w regionie 73% lokali wyborczych z ponad 2300 zaplanowanych w  referendum niepodległościowym. Rzecznik katalońskiego rządu Jordi Turull na konferencji prasowej w Barcelonie powiedział, że siłowe rozwiązania zastosowane przez hiszpańskie władze godzą w podstawowe prawa człowieka. — Oczekiwalibyśmy reakcji między innymi ze strony instytucji europejskich, gdyż osoby biorące udział w katalońskim referendum to również obywatele Unii Europejskiej — podkreślił Turull.  Zostało rannych lub odniosło obrażenia 337 osób, jedna znajduje się w ciężkim stanie. Apelujemy do ludzi, aby zgłaszali się do szpitali i katalońskich organów ścigania — powiedział Jordi Turull.  Carles Puigdemont, szef rządu wspólnoty autonomicznej, potępił „nieuzasadnioną przemoc" ze strony policjantów w Barcelonie. — Nieuzasadnione użycie przemocy, nieracjonalne i nieodpowiedzialne, przez hiszpańskie państwo, nie powstrzyma woli Katalończyków — powiedział.  Z kolei MSW Hiszpanii informuje o 11 funkcjonariuszach rannych podczas starć ze zwolennikami niepodległości Katalonii. Rząd w Madrycie nie uznaje referendum.  

 

* Jeśli po dzisiejszym referendum, uznanym przez Madryt za nielegalne,  Katalonia wywalczy niepodległość, to Hiszpania ucierpi nie tylko na dumie narodowej, ale poniesie konkretne straty. Katalonia zajmuje 6 procent terytorium Królestwa Hiszpanii, ale jej mieszkańcy stanowią 16 procent całej populacji. Katalończycy tworzą piątą część hiszpańskiego dochodu narodowego i tyle też płacą podatków. Jedna czwarta całego eksportu Królestwa pochodzi ze zbuntowanej prowincji. Ponad połowa krajowych inwestycji w startupy wydana została w 2016 w Katalonii. Jedna czwarta prac naukowych opublikowanych w 2015 roku powstała w Katalonii. Niemal jedna trzecia hiszpańskich medalistów olimpijskich z Rio de Janeiro to Katalończycy. Pięciu członków piłkarskiej kadry Hiszpanii to Katalończycy, w tym takie gwiazdy jak Pique czy Busquets. W hiszpańskiej lidze grają trzy kluby z Katalonii, w tym jej duma: FC Barcelona. 57 procent Katalończyków deklaruje chęć odzyskania niepodległości, zaś według przeprowadzonego niedawno badania, prawie dwie trzecie zagłosuje dzisiaj na TAK. Autorem słynnej pieśni „Mury”, która prowadziła CAŁĄ Hiszpanię w latach siedemdziesiątych XX wieku w walce przeciwko faszystowskiej dyktaturze, był Katalończyk Lluis Llach – potem w Polsce śpiewał ją Jacek Kaczmarski.

 

* W 2014 roku Fundacja Sorosa, Inicjatywa Otwartego Społeczeństwa, finansowała organizacje walczące o niepodległość Katalonii. La Vangardia  ujawniła w zeszłym roku (2016), że zgodnie z wewnętrznymi dokumentami Fundacja Sorosa wraz z różnymi partnerami prywatnymi dała 27 049 dolarów na rzecz Consell de Diplomàcia Pública de Catalunya (Rady Dyplomacji Publicznej Katalonii), organizacji przy samorządzie Katalonii (Generalitat de Catalunya) – głównej siły prącej do secesji; oraz 24 973 dolarów naCentre d’Informació i Documentació Internacionals a Barcelona  (Centrum Międzynarodowych Informacji i Dokumentacji w Barcelonie, BCIID). BCIID pełni rolę Premiera i Ministra Spraw Zagranicznych dla Generalitat de Catalunya. Do wszystkich kwestii podchodzi z tej samej perspektywy co Hillary Clinton.

 

* Po raz pierwszy od 70 lat przewodniczącym parlamentu Syrii został chrześcijanin. Na czele jednoizbowego Zgromadzenia Ludowego  stanął 58-letni Hammouda Youssef Sabbagh, uzyskując głosy 193 parlamentarzystów (spośród 252). Urodzony w 1959 r., nowy przewodniczący pochodzi z miasta Hasaka (północno-wschodnia Syria). Jest absolwentem prawa. Wkrótce po jego wyborze, przewodniczący irańskiego parlamentu Ali Lariżani wysłał swojemu nowemu syryjskiemu odpowiednikowi list gratulacyjny – który został opublikowany w ten piątek. Irański przewodniczący parlamentu pogratulował w nim także syryjskiemu narodowi i rządowi, ze względu na ostatnie zwycięstwa w walce przeciwko Daesz (ISIS). Poprzednio chrześcijanin kierował syryjskim parlamentem w latach 30. i 40. XX w. Był to późniejszy premier Fares el-Khoury, prezbiterianin; natomiast Sabbagh należy do starego prawosławnego Kościoła syryjskiego. Obecnie chrześcijanie stanowią mniej niż 5 proc. ludności Syrii, bo większość z nich uciekła przed islamistami za granicę (najwięcej do pobliskiego Libanu, skąd jest szansa że będą wracać). Wybór jednego z nich na tak ważne stanowisko można traktować jako swego rodzaju potwierdzenie niedawnych słów prezydenta Syrii Baszara al-Assada– że chrześcijanie syryjscy są ważną częścią kraju i narodu, „nie są gośćmi, czy migrantami. Żyją tu gdzie się narodzili i gdzie rodziła się ich wiara, bez nich nie będzie Syrii.”  Bez wątpienia był to doniosły akt, który może pomóc przywrócić im nadzieję na lepszą przyszłość.

 

* Po przejściowej utracie kontroli nad as-Suar (ok. 50 km na wschód od Deir ez-Zor), dzihadyści Daeszu wyprowadzili potężne kontruderzenie, wypierając dziś z miasta Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Tym samym kurdyjska ofensywa w dolinie rzeki Chabur została przynajmniej czasowo zazatrzymana. Równie nieprzyjemne zaskoczenie spotkało oddziały Syryjskiej Armii Arabskiej w mieście Kabadżib, usytuowanym przy ważnej trasie z Palmyry do Deir ez-Zor. Powiązana z dżihadystami agencja propagandowa Amaq twierdzi, że dżihadyści przeniknęli za linie sił rządowych, zajmując strategiczne wzgórze Dżabal Tantur, tym samym uzyskując kontrolę ogniową nad leżącym na skrzyżowaniu najważniejszych dróg strategicznym miastem as-Sukhna. Wskutek działań Daesz obie strony – kurdyjska jak i rządowa – straciły po kilkudziesięciu żołnierzy. W ostatnich dniach niepowodzenia dotknęły także Rosjan – w niedzielę wskutek ostrzału moździerzowego ISIS zginął generał-lejtnant Walery Asapow, jeden z najwyższych rangą doradców rosyjskich w Syrii. 51-letni oficer wojsk powietrzno-desantowych (WDW), absolwent elitarnej Riazańskiej Wyższej Szkoły Oficerskiej, poległ na pierwszej linii w trakcie organizowania przeprawy przez Eufrat – w niezwykle trudnych okolicznościach, bo Amerykanie otworzyli śluzy zapory w Tabka i nurt rzeki zerwał most pontonowy. Wraz z nim poległo lub zostało rannych kilku innych oficerów rosyjskich. Zdumiewająca celny (jak na dżihadystów) ogień moździerzowy zrodził spekulacje, że ktoś przekazał Daesz precyzyjne informacje nt. pozycji stanowiska dowodzenia. Następnego dnia w podobnym ostrzale straciło życie dwóch niższych rangą oficerów rosyjskich. Dziś natomiast powiązana z Daeszem  agencja Amaq podała, że oprócz kilkunastu wziętych do niewoli żołnierzy syryjskich i kurdyjskich, udało się także pojmać dwóch Rosjan, a trzeciego zabić w okolicy Deir ez-Zor. Informacja ta jednak doczekała się dementi ze strony rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Oprócz tego rzecznik rosyjskiej bazy w Hamejmim (prow. Latakia) podał w oficjalnym komunikacie, iż dziś „nie było incydentów wzięcia do niewoli rosyjskich żołnierzy, ani też żadnych strat własnych w rejonie Deir ez-Zor czy w innych częściach Syrii”. Zwraca uwagę fakt, iż wcześniej Daesz przeważnie unikał walk z siłami kurdyjskimi, bądź stawiał im tylko symboliczny opór. Dwa dni temu pojawiło się nawet nagranie, na którym jeden z wziętych do niewoli terrorystów Daeszu  mówił, że jeden z „emirów” dowodzących terrorystami wydał im rozkaz, by pozwolić Kurdom zająć strategiczne pola naftowe Koniko (Conoco). Twierdził także, iż USA próbują nakłonić pozostałych przy życiu dżihadystów do współpracy z SDF. Nie wiadomo jednak, czy mówił prawdę. W każdym razie, w ostatnich dniach ataki Daesz na siły kurdyjskie (SDF)  nasiliły się znacznie. Oprócz tego, mimo wsparcia Kurdów przez siły specjalne USA, od dłuższego czasu narasta jednak nieufność między stroną kurdyjską, a współpracującymi z nimi Arabami i Amerykanami. Niezwykle zaskakująca jest też najnowsza zmiana stanowiska Damaszku wobec kurdyjskich postulatów autonomii: choć wcześniej zarówno prezydent Assad, jak i jego doradczyni dr Szaaban deklarowali, iż wyzwolona zostanie każda piędź syryjskiej ziemi (sugerując, że podejmą walkę z każdą frakcją, która temu będzie przeszkadzać – z SDF włącznie), dwa dni temu minister spraw zagranicznych Walid al-Mu’allim zadeklarował, że strona rządowa jest gotowa do negocjacji z władzami tzw. Rożawy. Nie wiadomo do końca, jak należy zinterpretować tak radykalną zmianę stanowiska strony rządowej. Czy jest to autentyczna deklaracja, czy może tylko fortel dla zmylenia Kurdów-separatystów – po to, by zyskać na czasie i móc najpierw wytępić do końca Daesz, a dopiero później zwrócić się przeciwko Rożawie? A jeśli w Damaszku ścierają się różne koncepcje polityczne? W każdym razie pewne jest, iż zarówno Kurdowie jak i część ich sprzymierzeńców w Syrii już wcześniej słyszało przemowę, jaką w łamanym (choć zrozumiałym) arabskim wygłosił Robert Ford – były ambasador USA w Syrii, znany z agitacji na pierwszych protestach tzw. opozycji syryjskiej. Ostrzegał on Kurdów przed zbytnią łatwowiernością wobec władz amerykańskich – które, jak twierdził, mogą skonfliktować ich ze wszystkimi wokoło, a tak czy owak na koniec zostawią samych. Zwracał też uwagę, iż ze strony USA nie padły żadne wiążące deklaracje wobec syryjskich Kurdów – i radził im wręcz, by dogadywali się raczej z rządem w Damaszku (!). Warto przypomnieć, iż oświadczenia o podobnej treści Ford wygłaszał też wcześniej. Oprócz tego dodawał, że Iran ostatecznie wyprze wpływy amerykańskie z Iraku i Syrii. Wysłuchawszy jego wcześniejszych ostrzeżeń, doradca polityczny SDF dr Nasr Haji Mansour stwierdził pod koniec czerwca, że USA powinno określić wyraźniej, jakie stanowisko zajmuje w kwestii kurdyjskiej. Jednak ze strony amerykańskiej nic się nie zmieniło. W tym samym czasie ujawniły się też różnice zdań między kurdyjskimi politykami i wojskowymi; niektórzy z tych ostatnich twierdzili, że nie będą walczyć z Iranem w obronie amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie, nie chcą też sojuszu z Saudyjczykami – do którego dążył zarówno Rijad jak i przywództwo polityczne Rożawy. Natomiast jako jedyny cel partnerstwa z USA określali zniszczenie Daesz. I co ciekawe, w następnych miesiącach politycy kurdyjscy zaprzestali forsowania podobnych koncepcji. W takich okolicznościach jest możliwe, że zarówno wielu Syryjczyków jak i Kurdów ma już dosyć bycia rozgrywanymi przez siły zewnętrzne – zamierzając podjąć rozmowy między sobą w celu unormowania wzajemnych stosunków.

 

* W ostatnich tygodniach z różnych źródeł (w tym prozachodnich) napływały doniesienia, że siły specjalne USA kilkukrotnie zabierały na pokład helikopterów wysokich rangą dżihadystów Daesz z prowincji Deir ez-Zor. Dwa dni temu, w wywiadzie dla libańskiej telewizji Al-Majjadin, potwierdził to syryjski minister spraw zagranicznych, Walid al-Mu’allim. Przypomniał także, że amerykańskie bombardowania, teoretycznie w celu zwalczania Daesz, w rzeczywistości powodują głównie olbrzymie zniszczenia infrastruktury, zaś liczba ich ofiar cywilnych w mieście Rakka i w całej prowincji Deir ez-Zor idzie już w tysiące. Według niego, stronie amerykańskiej nie zależy na szybkim zniszczeniu dżihadystów – jak powiedział, „USA nie ma interesu w ostatecznym wykorzenieniu terroryzmu” w Syrii. Minister przebywał wówczas z wizytą dyplomatyczną w Libanie, gdzie podejmował go szef tamtejszego MSZ – Gebran Bassil. Obaj politycy omawiali szczegóły dalszej współpracy w zwalczaniu terroryzmu na terenie sąsiadujących ze sobą państw. Wspomniane akcje ewakuowania wyższych ranga dżihadystów Daeszu i ich rodzin miały rozgrywać się od końca ubiegłego miesiąca – gdy odsiecz sił rządowych przebijała się w stronę miasta Deir ez-Zor, w zawrotnym tempie pokonując znaczne przestrzenie syryjskiej pustyni i dziesiątkując fanatyków po drodze. Pierwsi podnieśli alarm aktywiści syryjscy – o umiarkowanie prorządowych poglądach. Co ciekawe jednak, w tym samum czasie te same informacje podało także… tzw. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, wspierane wcześniej przez rządy USA i Wielkiej Brytanii. To właśnie na ich stronach w czwartek, 24 sierpnia, informowano o ewakuowaniu za pomocą amerykańskich helikopterów członków Daesz z przedmieść Deir ez-Zor. W akcji miały wziąć udział dwie maszyny – według świadków, lądując na terenie podmiejskiej dzielnicy Beqres zabrały czterech dżihadystów i jednego cywila, z budynku który służył Daeszowi jako skład broni. Trzech z wymienionych członków Daesz miało pochodzić z Egiptu, czwarty był ekspertem od konstruowania bomb. Jak zauważyli miejscowi żyjący pod okupacją terrorystów, przed wejściem na pokład wszyscy ewakuowani zgolili brody i długie włosy – stanowiące znak rozpoznawczy islamistów. Nieco później (26 sierpnia) odbyła się kolejna akcja ewakuacyjna (o której także informowało Obserwatorium!) – tym razem w  pobliżu miasteczka Al-Tabani, leżącego przed zachodnimi rogatkami Deir ez-Zor, na pokład amerykańskich helikopterów mieli wsiąść terroryści wraz z członkami rodzin. Część źródeł miejscowych podawała, że byli to dwaj dowódcy polowi Daesz, urodzeni w Europie zachodniej. Według syryjskich insiderów wojskowych, ich ewakuacji nie można było zapobiec, gdyż dostęp do okolicy miał zagrodzić siłom rządowym ogień kurdyjskiej artylerii – współpracujących z USA tzw. Syryjskich Sił Demokratycznych. Natomiast dwa dni później, gdy stało się jasne, że garnizon sił rządowych w Deir ez-Zor wkrótce odzyska połączenie z resztą Syrii, amerykańskie siły specjalne miały podjąć o wiele większą akcję – ewakuując z okolic miasta Deir ez-Zor 20 dowódców polowychDaeszwraz z rodzinami (które w krajach arabskich często są liczne – zwłaszcza u islamistów). Aby podjąć tak liczną grupę, Amerykanie mieli skierować całą eskadrę śmigłowców na południowy wschód od miasta Deir ez-Zor. Informacje te podała także redakcja „Sputnika”, powołując się na źródła dyplomatyczno-wojskowe.  Terroryści, którzy w wyniku działań Amerykanów zostali bez dowódców, zazwyczaj nie podejmują już zorganizowanych akcji, opuszczają swoje pozycje, dołączają do innych jednostekDaesz albo uciekają jeden po drugim. W pewien sposób, ostatecznie to nawet przyczynia się do sukcesu ofensywy sił rządowych we wschodniej Syrii – miał powiedzieć informator z syryjskich kręgów polityczno-wojskowych. Redakcja „Sputnika” poprosiła o komentarz w tej sprawie biuro prasowe operacji „Inherent Resolve” (prowadzonej w ramach Koalicji do walki z Państwem Islamskim, dowodzonej przez USA). Jak łatwo się domyślić, zapytani zaprzeczyli wszelkim oskarżeniom związanym z ewakuowaniem tudzież aresztowaniem członków Daesz – nazywając je „fałszywymi”.

 

*  Sąd Wojskowy w Bejrucie skazał na śmierć Szejka Ahmeda al-Assira, agenta Kataru, który podsycał sekciarskie konflikty w Libanie w czasie wojny przeciwko Syrii. Jego ludzie w 2011 opanowali Sydon, skąd zostali wyparci przez armię libańską, dowodzoną przez chrześcijańskiego generała Chamela Roukoza. Szejk Ahmed al-Assir zajął wtedy szturmem meczet Bilal ben Rabah, gdzie zginęło dwudziestu żołnierzy i prawie 150 innych zostało rannych. Zeszedłszy  do podziemia, szejk Ahmed al-Assir zorganizował ostatnią bitwę w Trypolisie w 2014 roku. Został aresztowany na lotnisku w Bejrucie podczas próby ucieczki pod fałszywą tożsamością i ze zmienionym wyglądem. W trakcie rozprawy, szejk Ahmed al-Assir próbował sprowokować nowe napięcia, a jego zwolennicy zgromadzeni przed budynkiem sądu grozili sędziom „zemstą sunnitów.” Jego aresztowanie i skazanie świadczą o zmianach regionalnej równowagi sił i o końcu jego protektorów. Do Libanu stopniowo powraca pokój.

 

*Rzecznik państwowego Koreańskiego Komitetu na rzecz Pokoju w regionie Azji i Pacyfiku oświadczył, że Pjongjang gotów jest przekształcić USA „w morze ognia", jeśli nadal będzie mieć miejsce eskalacja napięcia i wrogie działania ze strony Stanów Zjednoczonych - poinformowała agencja Yonhap, powołując się na Koreańską Centralną Agencję Prasową. „Rzecznik wyjaśnił, że oświadczenie przewodniczącego Rady Państwowej Korei Północnej jest ultimatum postawionym amerykańskim agresorom, którzy stracili rozsądek i boją się potężnej armii czu-czhe Korei, oraz krytycznie ważnym ostrzeżeniem, będącym deklaracją ostrego stanowiska, że „starym szaleńcom” zostanie udzielona lekcja w formie odpowiedzi ogniem na ogień" — powiedział rzecznik. Skrytykował on też politykę prezydenta USA Donalda Trumpa w kwestii północnokoreańskiej wygłaszaną na Twitterze i loty amerykańskich samolotów nad półwyspem.

 

* Na Nowej Zelandii rządząca, centroprawicowa Partia Narodowa (NP) wygrała sobotnie wybory parlamentarne, wyprzedzając opozycyjną centrolewicową Partię Pracy (LP) o ponad 10 punktów procentowych. Rezultaty wyborów przekazane przez Komisję Wyborczą to 46,03 proc. dla Partii Narodowej i 35,79 proc. dla Partii Pracy. Nacjonaliści z partii Najpierw Nowa Zelandia (NZF) to 7,51 proc., a Zielonych - 5,8 proc.  Premier Bill English zapowiada podjęcie rozmów koalicyjnych z NZF. Jednak w przededniu wyborów lider NZF Winston Peters odmawiał zdeklarowania się, kogo jego partia poprze po wyborach. Nacjonaliści rządzili już zarówno z Partią Narodową, jak i z Partią Pracy. Teoretycznie możliwa, choć raczej mało prawdopodobna, jest koalicja LP, NZF i Zielonych. Rozczarowania nie kryła liderka Partii Pracy, 37-letnia Jacinda Ardern, która objęła to stanowisko 1 sierpnia. Sierpniowe sondaże dawały jeszcze laburzystom przewagę nad Partią Narodową. Komentatorzy podkreślali, że dało się wtedy wyczuć bardzo duży optymizm. Później tendencja jednak się odwróciła. Ostatni raz Partii Pracy udało się wygrać wybory w 2005 roku. Drastyczny spadek poparcia - prawie o połowę - zanotowali Zieloni, którzy 3 lata temu zadziwili wszystkich znakomitym wynikiem 10,7 proc. W nowozelandzkim parlamencie zasiada 120 deputowanych. Wstępne, jeszcze nieoficjalne wyniki sobotnich wyborów dają Partii Narodowej 58 mandatów (2 mniej), Partii Pracy - 45 (o 13 więcej) , NZF - 9 (2 mniej), Zielonym - 7 (o 7 mniej) oraz jeden mandat liberałom z ACT. Oficjalne wyniki mają zostać ogłoszone dopiero 7 października.

 

* W Kanadzie doszło do aktu terroru o motywacji islamistycznej. Atak miał miejsce w mieście Edmonton przed Stadionem Commonwealth wczoraj wieczorem. Jak poinformował szef miejscowej policji, chevrolet malibu pokonał policyjną blokadę i uderzył w policjanta. 30-letni kierowca wysiadł następnie z auta i zaatakował funkcjonariusza nożem. Zaraz potem mężczyzna zbiegł, a uciekając furgonetką, celowo potrącił czterech przechodniów. Policja traktuje sprawę jako atak terrorystyczny. Nieznana jest tożsamość napastnika, wiadomo tylko, że jest mieszkańcem Edmonton. W wyniku ataku rannych zostało pięć osób. Jak donoszą media, na przednim siedzeniu samochodu, którym napastnik się poruszał, znajdowała się flaga ISIS.

 

* Na głównym dworcu kolejowym w Marsylii nożownik zaatakował i zabił dziś dwie osoby. Zaraz potem zastrzelili go patrolujący dworzec żołnierze - poinformował lokalny prefekt policji. Według francuskiego ministerstwa spraw wewnętrznych jedną z ofiar była kobieta. Atak ten nastąpił w niedzielę około godziny 13.45. Według źródła bliskiego śledztwu sprawca wykrzykiwał "Allahu Akbar" , co wskazuje na terrorystyczne podłoże czynu. Jak podała prokuratura, napastnika zastrzelili żołnierze ochraniający dworzec w ramach antyterrorystycznej operacji Sentinelle. W związku z zamachem do Marsylii udał się francuski minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb.

 

*Ostatnia partia rosyjskiej broni chemicznej została zniszczona w środę. Prezydent Rosji Władimir Putin nazwał to „historycznym wydarzeniem” i wezwał inne kraje, w szczególności USA, by poszły za tym przykładem. W środę ostatnia partia składników magazynowanej przez Rosję broni chemicznej w Kiznerze, w Republice Udmurckiej, czyli autonomicznej republice wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej, została zlikwidowana. Odbywało się to przy połączeniu na żywo z rosyjskim prezydentem. Władimir Putin nie krył zadowolenia z tego wydarzenia:  Bez fajerwerków, możemy powiedzieć, że w istocie jest to historyczne wydarzenie, biorąc pod uwagę olbrzymie ilości zapasów broni chemicznej od czasów sowieckich. Specjaliści mówili, że można ich było użyć do kilkukrotnego zniszczenia praktycznie wszystkiego, co porusza się po Ziemi. Rosyjskie władze mocno podkreślają, że prace zakończono przed czasem. Termin likwidacji zapasów wyznaczono na 2020 rok. Według Putina, likwidacja rosyjskiej broni chemicznej to „wielki krok w stronę uczynienia współczesnego świata bardziej zbalansowanego i bezpiecznego”. Zaznaczył, że w ten sposób Moskwa wywiązuje się ze swoich zobowiązań międzynarodowych. Rosyjski prezydent zaznaczył również, że jego kraj jako jeden z pierwszych podpisał dokumenty ws. likwidacji broni chemicznej. Tzw. konwencję o zakazie broni chemicznej Rosja podpisała na początku 1993 roku (podobnie jak np. Polska czy Stany Zjednoczone). Ratyfikowała ją jednak dopiero ponad 4 lata później (czyli później, niż np. Polska czy USA). W tym kontekście przypomniał też o „kluczowej roli Rosji w rozwiązaniu problemu syryjskiej broni chemicznej”. Oczekujemy, że wysiłki Rosji na rzecz eliminacji broni chemicznej posłużą za przykład dla innych krajów – powiedział Putin. Dodając, że największe ilości tej broni poza Rosją miały także Stany Zjednoczone, które w jego ocenie nie wywiązują się ze swoich zobowiązań w tej kwestii, odkładając w czasie swoje działania. Oczekujemy, że USA, jak inne kraje, wypełnią swoje zobowiązania wynikające z międzynarodowych porozumień – powiedział rosyjski prezydent.

 

*W Rosji ukrócono działalność grup i osób, które mogły zajmować się przemytem broni z Ukrainy.Politolog Grigorij Trofimczuk na antenie radia Sputnik powiedział, że w przypadku Ukrainy przemyt broni do Rosji nie jest tylko sposobem na zarobienie pieniędzy. FSB i MSW ukróciły działalność grup i osób, które mogły zajmować się przemytem broni. Przeszukania przeprowadzono w 21 regionach u 62 osób. Mogą mieć one związek z zakupem, produkcją, modernizacją i sprzedażą broni oraz jej przemytem z Ukrainy. Funkcjonariusze skonfiskowali prawie 200 sztuk broni palnej, w tym karabiny automatyczne, karabiny szturmowe i rewolwery, a także granaty, ponad siedem tysięcy sztuk amunicji i ponad 18 kg materiałów wybuchowych. Ponadto zamknięto 8 warsztatów, w których produkowano amunicję i przerabiano broń. Obecnie prowadzone są czynności wyjaśniające, czy zatrzymani mają związek z grupami przestępczymi z innych krajów lub czy byli zaangażowani w przestępstwa na terytorium Rosji. Przewodniczący rady ekspertów Funduszu Wspierania Badań Naukowych „Warsztaty Pomysłów Euroazjatyckich" Grigorij Trofimczuk uważa, że w przypadku Ukrainy przemyt broni do Rosji to nie tylko sposób na zarabianie pieniędzy. Broń, która nielegalnie trafia z Ukrainy do Rosji, jest jednym ze sposobów destabilizacji Rosji. Nie jest to nawet sposób na zdobycie pieniędzy. W jakimś stopniu jest to nawet gorsze od terroryzmu, bo terroryści mają bardziej zawężone zadania. Oczywiście rosyjscy stróże prawa ucinają takie dostawy, ale coś i tak trafia do Rosji i wcześniej czy później może wystrzelić. Ukraina mści się na Rosji, co jest gorsze od terroryzmu. Niestety ta zemsta będzie narastać. Na Ukrainie jest wiele magazynów, skąd ta broń „rozchodzi się" w różne strony. I coraz częstsze w tych magazynach pożary i wybuchy mogą być próbą ukrycia przypadków zniknięcia broni w znacznych ilościach. Nabiera to systemowego charakteru — powiedział Grigorij Trofimczuk na antenie radia Sputnik. Zdaniem politologa nie można w tym przypadku ignorować też czynnika korupcyjnego. Oczywiście istnieje też związek z korupcją, bo różne warstwy ukraińskiego społeczeństwa muszą jakoś zarabiać i przeżyć. Na tym polega główne niebezpieczeństwo. Należy pamiętać, że zwykły stróż na jakimś składzie wojskowym nie będzie się tym zajmować. Dosłownie wszyscy są w to zaangażowani. I oczywiście nad tym wszystkim jest jeszcze element informacyjny: o wszystko od razu jest oskarżana Rosja — podkreślił Trofimczuk

 

* W działaniach zbrojnych w Donbasie zginęło jak dotąd ponad 200 żołnierzy ukraińskiej Gwardii Narodowej – przyznał zastępca dowódcy tej formacji ds. składu osobowego, generał major Jarosław Spodar.Według jego słów na południowym wschodzie Ukrainy 203 żołnierzy zginęło, 785 zostało rannych, a 16 uznano za zaginionych bez wieści. Kolejnych 5 żołnierzy trafiło do niewoli — poinformowała ukraińska agencja UNIAN.    

 

*Dwóch funkcjonariuszy Państwowej Służby Granicznej Ukrainy zginęło w rejonie stanickim (obwód ługański) po tym, jak weszli przez pomyłkę na własną minę – powiedział rzecznik Milicji Ludowej ŁRL Andriej Maroczko.Wcześniej informowano, że prokuratura obwodu ługańskiego wszczęła postępowanie śledcze z artykułu „akt terrorystyczny" w związku z tym incydentem, do którego doszło 800 metrów od ukraińsko-rosyjskiej granicy.  Znając paranoję ukraińskich władz, które straszą wszystkich atakami z Rosji, wzdłuż całej granicy rozmieścili miny — powiedział Maroczko. Jak dodał, Ukraińcy swoje własne niedbalstwo uznali początkowo za atak terrorystyczny lub działania grupy dywersyjnej.    

 

*W Rosji powstają radioelektroniczne ładunki, które mogą doprowadzić do awarii sprzętu wroga dzięki dużej mocy impulsowi mikrofalowemu, powiedział RIA Novosti doradca pierwszego zastępcy dyrektora generalnego koncernu „Technologie radioelektroniczne” Władimir Michejew.Wcześniej niektóre media donosiły, że przedsiębiorstwa rosyjskiego przemysłu obronnego stworzyły potężną rakietę elektromagnetyczną „Alabuga” z głowicą bojową z generatorem dużej mocy pola elektromagnetycznego. Informowano, że może jednym uderzeniem pokryć terytorium 3,5 km i zniszczyć całą elektronikę i przekształcić ją w „kupę złomu”. Michejew wyjaśnił, że „Alabuga” nie jest specyficzną bronią: pod tym szyfrem w latach 2011-2012 zakończył się cały szereg badań naukowych, w trakcie których określono główne kierunki rozwoju broni radioelektronicznej przyszłości.  „Została przeprowadzona bardzo poważna ocena teoretyczna i praktyczne prace na modelach laboratoryjnych i specjalistycznych poligonach, podczas których określono nomenklaturę broni radioelektronicznej oraz stopień jej wpływu na sprzęt” — powiedział. Wpływ ten może być różny pod względem intensywności: „Począwszy od zwykłego zakłócenia z chwilowym odłączeniem systemów broni i sprzętu wojskowego przeciwnika do całkowitego radioelektronicznego porażenia prowadzącego do energetycznego, destrukcyjnego uszkodzenia głównych komponentów elektronicznych, obwodów, bloków i systemów”. Po zakończeniu tych prac wszystkie dane dotyczące wyników zostały utajnione, a sam temat broni mikrofalowej trafił do kategorii przełomowych technologii z najwyższą klauzulą​​tajności, podkreślił Michejew.Dziś możemy tylko powiedzieć, że wszystkie te opracowania przełożono na konkretne prace doświadczono-konstrukcyjne w celu stworzeni broni elektromagnetycznej: pocisków, bomb, rakiet przenoszących specjalne generatory eksplozji magnetycznej — powiedział rozmówca.Podobne opracowania prowadzą wszystkie wiodące światowe mocarstwa — zwłaszcza Stany Zjednoczone i Chiny, podsumował.

 

*Nowa broń radioelektroniczna, nad którą pracuje Rosja, będzie „potężniejsza od bomby jądrowej" i będzie mogła paraliżować całe armie - pisze brytyjski „Daily Star".Według gazety najbardziej imponujący jest potężny pocisk elektromagnetyczny „Ałabuga", który rzekomo jest w stanie wyłączyć wszystkie głowice rakietowe i systemy łączności pokładowej w samolotach wrogiej armii w promieniu 3,5 km. Ważną właściwością rakiety jest też możliwość paraliżowania automatyki czołgów i detonowania pocisków wewnątrz wieży artyleryjskiej. „Daily Star" twierdzi, że przed bronią elektromagnetyczną nie uda się ukryć nawet pod ziemią na głębokości do 100 metrów. Kolejną tajną bronią Rosji są zdalnie sterowane maszyny dystansowego rozminowania typu Listwa, które mogą detonować ładunki wybuchowe przy użyciu promieni ultrafioletowych. Wcześniej media informowały o stworzeniu przez Rosję pocisku elektromagnetycznego „Ałabuga". Doradca pierwszego zastępcy dyrektora generalnego koncernu „Technologie radioelektroniczne" Władimir Michejew powiedział, że „Ałabuga" to nie pocisk, a zespół badań naukowych, podczas których wytycza się główne kierunki rozwoju broni przyszłości. Opatrzono je klauzulą „ściśle tajne".

 

* Eksperci ONZ zniszczyli 8,994 sztuk broni palnej oraz 35 ton środków wybuchowych zebranych od lewicowych partyzantów FARC w Kolumbii, po zawarciu z nimi pokoju i zalegalizowaniu ich jako partii politycznej w tym kraju. Piętnastu specjalistów przez sześć tygodni cięło palnikami zdeponowaną broń, która teraz zostanie przetopiona na trzy pomniki jaki staną w Kolumbii, przed siedzibą ONZ w Nowym Jorku, oraz na Kubie – kraju, który pośredniczył w wynegocjowaniu porozumienia pokojowego użyczając stronom rokowań gościny i gwarancji bezpieczeństwa.

 

*Od 1 października podniesiono cło na eksport ropy naftowej z Rosji z 84,1 (we wrześniu) do 87,9 dolara za tonę - podało rosyjskie Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego.Resort finansowy poinformował wcześniej, że średnia cena ropy naftowej Urals w okresie od 15 sierpnia do 14 września wynosiła 51,8 dolara za baryłkę (378,3 dolara za tonę). Preferencyjna stawka celna w przypadku ropy ze złóż na Syberii Wschodniej, kaspijskich i Prirazłomnogo, ze względu na wprowadzone zmiany dotyczące ustalania stawek celnych, została anulowana od 1 lutego 2015 roku. Te stawki pozostaną na poziomie zerowym, jeśli średnia cena czarnego złota nie przekroczy 76 dolarów za baryłkę. Wartość zerową ma również stawka cła na gaz płynny z Rosji. Cło eksportowe na ropę wysokiej lepkości od 1 października wzrosła z 12,9 do 13,6 dolara. Cło na naftę podskoczyło do 48,3 dolara za tonę (wcześniej 46,2 dolara), a na benzynę silnikową — 26,3 dolara (wcześniej 25,2 dolara). Opłata celna w przypadku lekkich produktów naftowych oraz olejów smarowych w październiku wyniosła 26,3 dolara za tonę, a ciężkich — 87,9. Z kolei z 5,4 do 5,7 dolara za tonę podniesiono cło na koks.

 

*Szwecja nie ma podstaw prawnych, by blokować budowę gazociągu Nord Stream-2, chociaż Sztokholm uważa, że ten projekt może negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej - powiedział w wywiadzie dla agencji informacyjnej „Ria Novosti" ambasador Szwecji w Moskwie Peter Ericson.Wcześniej Rosja złożyła do szwedzkich władz wniosek o pozwolenie na budowę gazociągu Nord Stream-2. Przedstawiciel spółki Nord Stream-2 AG w Szwecji Lars Grönstedt wyraził nadzieję, że szwedzkie władze rozpatrzą wniosek do końca roku.  „Szwecja ma bardzo małe możliwości prawne, by przeszkodzić budowie gazociągu, nawet gdyby chciała. Być może Nord Stream 2  niesie negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa energetycznego UE, ale Szwecja nie ma podstaw prawnych, by powiedzieć «nie»"  — oświadczył w wywiadzie dla „Ria Novosti". Projekt Nord Stream-2 przewiduje budowę dwóch nitek gazociągu o łącznej przepustowości 55 mld m3 gazu rocznie od rosyjskiego wybrzeża przez Bałtyk do Niemiec. Spółka Nord Stream-2 AG powstała w celu planowania, budowy i dalszej eksploatacji gazociągu.

 

*Unia Europejska nie jest upoważniona do prowadzenia rozmów w sprawie projektu budowy gazociągu Nord Stream 2, to prawo mają tylko poszczególni członkowie Wspólnoty. Do takiego wniosku doszli prawnicy Rady Europejskiej, jak informuje „Spiegel".25-stronnicowy raport prawnicy przekazali we czwartek grupie roboczej Rady Europejskiej ds. Energetyki. Wynika z niego, że dyrektywa z 2009 roku oraz umowy unijne nie upoważniają Brukseli do prowadzenia negocjacji w sprawie tego projektu. „Spiegel" twierdzi, że dyrektywa dotyczy jedynie wewnętrznego rynku energetycznego, a nie projektów krajów członkowskich Wspólnoty z państwami trzecimi, np. z Rosją. Ponadto prawnicy kwestionują argument Komisji Europejskiej, że budowa rurociągu zwiększy uzależnienie UE od rosyjskiego gazu. We wrześniu komisarz unijny ds. działań w dziedzinie klimatu i energii Miguel Arias Cañete poinformował Parlament Europejski, jakie działania podejmuje Komisja Europejska, aby gazociąg Nord Stream 2 znalazł się  „w sferze regulacji prawnych UE". W trakcie debaty okazało się, że europosłowie przez ten eufemizm rozumieją zablokowanie projektu  i popierają stanowisko Brukseli.

 

*Chemicy z Kazania i Nowosybirska stworzyli nowy typ nanocząsteczek, które „podświetlają” nawet najmniejsze i niezauważalne komórki nowotworowe, nie wyrządzając przy tym szkody organizmowi – pisze „New Journal of Chemistry”. Obecnie istnieje tylko kilka analogów naszych nanocząsteczek o podobnych funkcjonalnych charakterystykach. Oczywiście na razie trudno powiedzieć, który z opracowanych leków zostanie zastosowany w praktyce lekarskiej, dlatego otrzymane rezultaty są dopiero pierwszym krokiem na tej drodze – powiedziała Asia Mustafina z Instytutu Chemii Organicznej i Fizycznej Kolskiego Ośrodka Naukowego Rosyjskiej Akademii Nauk w Kazaniu, którą cytuje biuro prasowe Rosyjskiej Fundacji Nauki. Według naukowców nowotwór można znaleźć w organizmie człowieka na różnych etapach rozwoju na kilka sposobów. Na przykład, naukowcy mogą odnaleźć jego ślady dzięki szczególnym cząsteczkom, które komórki rakowe wydzielają do krwi pacjenta lub za pomocą obrazowania metodą rezonansu magnetycznego i innych rodzajów diagnostyki funkcjonalnej. Jak lekarze to robią? Chodzi o to, że nowotwór ma inną gęstość, aktywność biologiczną, temperaturę i inne parametry niż zdrowe tkanki, co powoduje, że odnajdywane są nawet najmniejsze ogniska nowotworowe, jeśli bardzo wyróżniają się one na tle innych części ciała na schemacie RM. Na tej podstawie naukowcy tworzą substancje, tzw. środki kontrastowe, które przenikają do komórek rakowych, gromadzą się w nich i „podświetlają” je podczas sesji diagnostycznej. Nie wszystkie cząsteczki posiadają takie właściwości, dlatego poszukiwania idealnego „podświetlacza” raka nadal trwają. Mustafina i jej koledzy zrobili duży krok w tym kierunku, tworząc nanocząsteczki z metalu gadolinu, którego związki są obecnie powszechnie stosowane w diagnostyce raka przy pomocy RM. Czysty gadolin jest dość toksyczny dla człowieka i zwierząt, dlatego naukowcy wymyślają różne metody „pakowania” jonów tego metalu. Wiele z nich znacznie zmniejsza ich skuteczność. Naukowcy twierdzą, że większość tych problemów można uniknąć, zapakowując gadolin w chemicznie obojętne i bezpieczne dla organizmu nanocząsteczki, które mogą przenikać i gromadzić się wewnątrz komórek rakowych. Zdaniem kazańskich chemików stworzone przez nich cząsteczki posiadają rekordowe działanie kontrastowe. Są one silniejsze od współczesnych preparatów gadolinu o około 15-20 razy i znacznie stabilniejsze od nich. Pozwala to na co najmniej 20-krotne zmniejszenie dawki kontrastu podczas diagnozowania, co powinno pozytywnie wpłynąć na zdrowie pacjentów. Naukowy mają nadzieję, że nanocząsteczki, opracowane przy wsparciu Rosyjskiego Funduszu Naukowego, już niedługo znajdą zastosowane w praktyce lekarskiej i naukowej po tym, jak ich bezpieczeństwo dla organizmu zostanie potwierdzone podczas badań klinicznych.

 

* Wydawałoby się, że w kwestii zdrowego stylu życia najmniej właściwie prowadzą się Brytyjczycy czy Amerykanie. Okazuje się jednak, że tytuł najmniej zdrowego narodu na świecie przypadł Czechom. Jak wskazują badania przeprowadzone przez Clinic Compare, na podstawie danych Światowej Organizacji Zdrowia, pod względem zdrowego stylu życia Czechy wypadają najgorzej, co przyniosło im tytuł najmniej zdrowego kraju na świecie. Dane zebrane ze 179 krajów na świecie dotyczyły m.in. konsumpcji alkoholu, nikotyny i poziomu otyłości. Niestety Czesi przodują pod względem ilości spożywanych trunków - wypijają średnio 13,7 litra alkoholu rocznie. Znaleźli się również na 11. miejscu pod względem najwyższego spożycia wyrobów tytoniowych. Europa Wschodnia okazała się najmniej zdrowym regionem na świecie - w ślad za Czechami, pod względem zdrowego stylu życia, najgorzej prowadzą się mieszkańcy Rosji, Słowenii, Białorusi, Słowacji i Węgier. Najzdrowszym krajem okazał się Afganistan, wykazując m.in. drugą najniższą stopę otyłości na świecie. Tylko 2,7 proc. populacji miało wskaźnik BMI powyżej 30. Poza tym jego mieszkańcy palili zaledwie 83 papierosy rocznie i spożywali najmniej alkoholu, co podyktowane jest prawem. Drugim najzdrowszym krajem jest Gwinea, a następnie Niger i Nepal.

 

*Amerykańscy naukowcy odkryli nową niebezpieczną właściwość aspiryny. Badania zostały opublikowane w „Journal of the Royal Society Interface”, jak informuje Medical Xpress.Zażywanie aspiryny – według naukowców – choć spowalnia rozwój nowotworów złośliwych jelita grubego, jednocześnie zwiększa ewolucyjny potencjał komórek rakowych. W wyniku te ostatnie przechodzą wiele mutacji — w porównaniu z komórkami rakowymi, które nie były narażone na działanie leku. W taki sposób aspiryna zwiększa odsetek komórek nowotworowych odpornych na leki. Naukowcy doszli do podobnych wniosków podczas eksperymentów laboratoryjnych in vitro. Zamierzają teraz sprawdzić rezultaty in vitro. Rosnąca liczba badań wskazuje na to, że codzienne przyjmowanie niewielkich dawek aspiryny przez pięć lat zmniejsza ryzyko wystąpienia raka w przyszłości. Przede wszystkim prawdopodobieństwo pojawienia się nowotworu złośliwego jelita grubego zmniejsza się dwukrotnie. W USA około 50% populacji dorosłych zażywa 80-325 miligramów aspiryny każdego dnia w celu zapobiegania chorobom sercowo-naczyniowym.  W Wielkiej Brytanii ten wskaźnik wynosi 40%.

 

*Prezydent USA Donald Trump przedłużył zakaz finansowania przez Waszyngton wymiany kulturalnej i edukacyjnej z niektórymi krajami, w tym z Rosją.Stany Zjednoczone nie będą udzielać „niehumanitarnej i niezwiązanej z handlową pomocy oraz nie zgodzą się na finansowanie programów wymiany edukacyjnej i kulturalnej urzędników państwowych w roku finansowym 2018". Nie oznacza to jednak wprowadzenia dodatkowych środków ograniczających, w szczególności odmowy wjazdu lub zakazu kontaktów biznesowych. W dokumencie zaznaczono, że współpraca z Moskwą w tym względzie jest możliwa, jeśli będzie miała korzystny wpływ na amerykańskie interesy.

 

* Szowinistyczna – antypolska, antyrosyjska, antywęgierska i antyrumuńska – ustawa oświatowa przyjęta przez neo-banderowską Ukrainę doczekała się zdecydowanej reakcji zagranicznej partii. Węgierski Jobbik broni naszych rodaków na Kresach. Jobbik jest oburzony faktem, że mimo protestów węgierskich partii, rządów Grecji, Polski, Rumunii, Bułgarii i Węgier, jak  i społeczności międzynarodowej, ukraiński prezydent Petro Poroszenko podpisał nową ustawę oświatową, która stanowi grube naruszenie międzynarodowych zobowiązań i norm europejskich. Jeśli prawo to zostanie wcielone w życie, to wówczas węgierskie rodziny zaczną masowo wysyłać swoje dzieci za granicę do szkół na Węgrzech, a za nimi pójdą węgierscy nauczyciele. Sytuacja ta nie będzie mogła być zmieniona, mimo gospodarczej i finansowej pomocy dostarczanej przez rząd Węgier, jak i naszą partię. Czytamy w oświadczeniu węgierskiego Jobbiku, które zatytułowano „Jobbik inicjuje ogólnowęgierski okrągły stół wokół sytuacji na Zakarpaciu”. Jednak wbrew temu, co zawarł w oświadczeniu Jobbik, rząd polski w żaden sposób nie zareagował na szowinistyczną ustawę władz Ukrainy, która jest wymierzona w Polaków na Kresach. Pro-ukraiński rząd PiS zadeklarował jedynie, że będzie się „przyglądał” procesowi reformy oświaty, która wymierzona jest zarówno w Polaków, jak i Rosjan, Węgrów i Rumunów żyjących na Ukrainie. W ostatnich miesiącach Jobbik wielokrotnie podkreślał, że przyjęcie nowego prawa oświatowego musi być zatrzymane na wszelkie możliwe sposoby – czytamy w dalszej części oświadczenia. Zarazem węgierscy narodowcy podkreślają, że cieszy ich reakcja obecnego rządu w Budapeszcie, choć uważają ją za spóźnioną, a przez to – nieskuteczną. Jobbik zawsze głosił, że Węgry nigdy nie powinny udzielać bezwarunkowego wsparcia sąsiednim krajom, w tym Ukrainie, jeśli państwom tym zależy na tymże węgierskim wsparciu. Przeciwnie – twierdzimy, że poparcie to powinno być uzależnione od wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom społeczności węgierskich w tych krajach. Idąc tym tokiem rozumowania, rząd węgierski nie powinien popierać ruchu bezwizowego Ukrainy z Unią Europejską i umowy stowarzyszeniowej, jeśli proces dyskryminacji nie zostanie cofnięty – głosi stanowisko węgierskich narodowców. Węgierski Jobbik przypomina również, że w 2014 roku w momencie zachwiania się państwowości ukraińskiej partia ta proponowała zorganizowanie okrągłego stołu z udziałem węgierskich organizacji, przedstawicieli Kościołów i polityków z Zakarpacia. Obecnie Jobbik raz jeszcze proponuje zorganizowanie okrągłego stołu w tej sprawie w celu zachowania praw językowych Węgrów na Zakarpaciu. W obwodzie zakarpackim, który w 1946 roku Józef Stalin włączył kosztem Węgier w skład państwa ukraińskiego, mieszkają liczne mniejszości narodowe: oprócz Madziarów są to także Rusini czy też Rumuni. Samych Węgrów mieszka tam blisko 180 tysięcy. W imieniu Jobbiku pod oświadczeniem  podpisał się poseł István Szávay, już wcześniej znany z propolskiej postawy, w tym z poparcia dla praw Polaków w tzw. „Republice Litewskiej” (często mylonej z historyczną polską krainą – Litwą) i na Ukrainie.

 

*Możliwe, że stacja telewizyjna RT zawiesi nadawanie w USA z powodu nacisków ze strony amerykańskich władz na kanał - powiedziała redaktor naczelna RT Margarita Simonian w jednym z programów NTV. W najgorszym przypadku opuścimy terytorium USA, zawiesimy nadawanie. W najgorszym przypadku Rosja udzieli lustrzanej odpowiedzi w stosunku do amerykańskich mediów. Nie chciałabym tego, bo jestem dziennikarką — powiedziała Simonian. Jak dodała, wówczas stacja telewizyjna wykorzysta inne dostępne metody komunikacji z odbiorcami, w tym z amerykańskimi.  To, co robią w naszym przypadku, w rzeczywistości jest wyrzucaniem nas z kraju. Tworzą takie warunki, w których  nie możemy pracować. Oto ona, chwalebna wolność słowa. Dlaczego to robią? Bo, jak im się wydaje, pokazujemy inny punkt widzenia, co wpłynęło na ich wybór — oceniła redaktor naczelna RT.

 

* W kanadyjskich skałach wykryto najstarsze ślady życia na Ziemi. Badania polegały na mikroskopowych analizach skał z północno-wschodniej Kanady. Zdaniem naukowców znajdują się tam ślady zostawione przez jednokomórkowe organizmy sprzed 3,95 mld lat. Oznaczałoby to, że jest to najstarsze znane dotąd świadectwo życia na Ziemi.  W ostatnich latach naukowcy donosili o wczesnym pojawieniu się życia w historii naszej planety. W tym roku wiosną opublikowano badania, również z terenu Kanady, które opisują ślady zostawione przez mikroorganizmy sprzed 3,77 mld lat. Najnowsze badania prowadził zespół pod kierunkiem Tsuyoshi Komiya i Yuji Sano z Uniwersytetu w Tokio. W latach 2011 i 2013 naukowcy zorganizowali ekspedycje na Labrador, gdzie pobierali próbki skał. Koncentrowali się przy tym na skałach tzw. bloku Saglek w północnym Labradorze. Naukowcy analizowali izotopy węgla i grafit w sproszkowanych skałach. W niektórych ze skał wykryli niski poziom izotopu węgla 13 w porównaniu z węglem 12. Organizmy żywe preferują wykorzystywanie węgla 12 do wytwarzania cząsteczek organicznych. Dlatego w miejscach, gdzie żyły mikroorganizmy, takich jak blok Saglek – powinien dominować węgiel 12, będący śladem ich istnienia. Badacze podkreślają, że grafit uległ krystalizacji w temperaturze podobnej jak otaczające go skały, nie mógł więc pochodzić z późniejszego zanieczyszczenia. Wyniki badań akceptuje część naukowców, np. Domin Papineau, którego zespół doniósł w tym roku o śladach życia sprzed 3,77 mld lat. Jednak - zdaniem sceptyków - naukowcy japońscy zbyt szybko przesądzili, że takie proporcje izotopów węgla nie znajdują innego wyjaśnienia, jak tylko działalność organizmów żywych. W wątpliwość poddawane są również wyniki datowania skał uzyskane przez japońskich badaczy.

 

*Paleontolodzy znaleźli w Birmie kilka fragmentów bursztynu, w których były umieszczone owocniki kilku gatunków grzybów, bliskich krewnych muchomora i gołąbków oraz zjadających je żuków, bardzo podobnych do dzisiejszych owadów grzybojadów – głosi artykuł opublikowany w „Nature Communications”."Odkrycie od razu czterech owocników grzybów, posiadających dość współczesną formę, mówi o tym, że ewolucja ich form z jakichś powodów zatrzymała się mniej więcej 120 milionów lat temu. Wydaje się, że grzyby i owady ułożyły dogodną współpracę jeszcze w okresie kredy i od tej pory ona się nie zmieniała” – pisze Chenyang Cai z Instytutu Geologi i Paleontologii Chińskiej Akademii Nauk i jego zespół. Grzyby istnieją na Ziemi tak samo długo, jak rośliny i zwierzęta, jednak ich ślady w dawnych skałach jest bardzo trudno znaleźć.  Istniejące dziś jednoznaczne ślady grzybów w postaci zarodników i grzybni datowane są na połowę karbonu, kiedy to pojawiło się główne źródło „jedzenia” dla grzybów – martwe drzewa i inne pozostałości obumarłych roślin. Cai i jego zespół dodali do nich pięć unikalnych znalezisk: pełnocenne owocniki grzybów, utrwalone w bursztynie i zachowane do naszych czasów w niezmienionej formie. Wszystkie kawałki skamieniałej żywicy znaleziono na północy Birmy, w dolinie Hukawang, gdzie mieszczą się złoża z połowy kredy z dużą ilością starego bursztynu. Wraz z grzybami, naukowcom udało się znaleźć w bursztynie kilka rodzajów chrząszczy z rodziny Oxyporus, których dzisiejsi, dalecy potomkowie również żyją wewnątrz grzybów, odżywiając się owocnikami i roznosząc ich zarodniki. Chrząszcze z okresu dinozaurów były o wiele większe niż chrząszcze współczesne, osiągając wielkość do dwóch centymetrów, czyli mniej więcej dwa razy większe niż dziś. Jak zauważają naukowcy, owocniki prehistorycznych grzybów były bardzo podobne do współczesnych przedstawicieli dużej klasy grzybów wyższych, w skład której wchodzą na przykład muchomory, kurki, gołąbki i inne jadalne oraz trujące grzyby. Jak podkreślają naukowcy, kształt nóżki, kapelusza, blaszek i innych części owocnika nie zmienił się w ciągu 99 milionów lat dzielących współczesne grzyby od ich prehistorycznych krewnych. Analogiczna sytuacja jest u chrząszczy, bowiem bez względu na różnicę w rozmiarze, kształt ich ciała i budowa aparatu gębowego są podobne do tego, jak zbudowane są współczesne Oxyporus. Brak poważnych zmian w anatomii chrząszczy i budowie owocników świadczyć może o tym, że i owady, i grzyby zaczęły ze sobą współpracować setki milionów lat temu, wykorzystując się wzajemnie do wyżywania i rozmnożenia. Tego typu „ewolucyjne zahamowanie” może wyjasnić, zdaniem paleontologów, dlaczego badania genetyczne dają dziwne oceny tego, kiedy rozdzielili się przodkowie jednokomórkowych i wyższych grzybów, które rozmijają się z danymi paleontologicznymi. W pełni możliwe, że w ostatnich 100 milionach lat ewolucja wielu grzybów po prostu zatrzymała się dzięki bardzo efektywnej współpracy z owadami pozwalającej im rozwijać się w praktycznie każdych warunkach. 

 

*Chińscy archeolodzy znaleźli na dnie rzeki Mínjiāng, będącej dopływem Jangcy, ponad 10 tysięcy starych artefaktów w wieku ponad 300 lat, informuje agencja Xinhua.Informuje się, że na dnie rzeki odkryto złote, srebrne i brązowe monety i biżuterię, a także metalową broń – miecze, noże i kopie. Znaleziska dokonano w Syczuanie 50 km na południe od miasta Chengdu. Artefakty  pochodzą z czasów najświetniejszej chińskiej dynastii Ming (1368-1644). Prace archeologiczne trwają od stycznia i zakończą się w kwietniu. „Przedmioty mają nadzwyczajną wartość dla nauki, historii i sztuki. Mają wielkie znaczenie dla badań politycznego, gospodarczego i społecznego życia w okresie dynastii Ming” – powiedział jeden z archeologów, pracownik Uniwersytetu Pekińskiego Li Botsjang.

 

*Historyk amator znalazł w bawarskich Alpach skradziony przez nazistów skarb.W skrytce odnalezionej w lesie znajdują się najprawdopodobniej kamienie drogocenne, sztabki złota, przedmioty sztuki i regalia królewskie. Orientacyjna wartość skarbu, który trzeba będzie jeszcze wydobyć, wynosi ponad 6 mld dolarów. Wydobycie skarbu może się okazać problematyczne. „Swoje prawa do działki leśnej położonej na austriacko-niemieckiej granicy zgłosił już miejscowy właściciel ziemski" — informują media. W czasie II wojny światowej jeden z pociągów przewożących złoto wyjechał z Budapesztu i został zatrzymany w miejscowości Werfen. Skarby zostały następnie wywiezione ciężarówkami na terytorium III Rzeszy.

 

*Niemiecki poszukiwacz skarbów odnalazł w okolicach Oranienburga przedmiot, który najprawdopodobniej stanowił element bomby atomowej nazistów.Zdaniem archeologa-amatora radioaktywny kawałek metalu jest dowodem istnienia tajnego ośrodka badawczego okresu II wojny światowej, w którym zajmowano się opracowaniem broni atomowej — pisze The Independent. Jak wyjaśnia gazeta, 64-letni Bernd Thälmann znalazł przedmiot z pomocą wykrywacza metalu, który wydał nietypowy dźwięk. Mężczyzna przyniósł przedmiot do domy, po czym poinformował władze o znalezisku. Policja ustaliła, że metal emitował promieniowanie, i ewakuowała 15 mieszkańców sąsiednich kilku domów. Przedmiot został zamknięty w ołowianym kontenerze i wywieziony przez specjalistów ds. bezpieczeństwa radiacyjnego. Wobec Thälmanna wszczęto postępowanie karne za nielegalne posiadanie radioaktywnych materiałów. Mężczyzna odmawia wyjaśnień, gdzie dokładnie znalazł przedmiot. Jak informują władze, znalazca zamierzał zatrzeć ślady będące pozostałością po tajnym ośrodku nazistów w rejonie Oranienburga, w którym produkowany był pluton do celów wojskowych. W tej organizacji pracowano nad urzeczywistnieniem planów Hitlera o utworzeniu bomby atomowej. Niemcy jako pierwsze zaczęły opracowywać broń atomową w 1939 roku, nie zdołały jej jednak skonstruować. To USA doprowadziły do pojawienia się pierwszych na świecie atomowych materiałów wybuchowych. Uruchomiony przez nie w 1943 roku Projekt Manhattan dał początek pierwszym próbom broni atomowej.

 

* 100 tys. zł - tyle według ustaleń "Faktu" zapłacili do tej pory podatnicy za obronę Hanny Gronkiewicz-Waltz przed Komisją Weryfikacyjną. Mimo wielokrotnych wezwań do stawiennictwa przed Komisją Weryfikacyjną ds. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie, HGW nie pojawiła się na żadnej z rozpraw. Za absencję została wielokrotnie ukarana grzywnami. Z tego tytułu Urząd Skarbowy zajął na jej prywatnym koncie 12 tys. zł.  Prezydent Warszawy zatrudniła prawników, którzy mają za zadanie udowodnić, że to nie ona, a podatnicy powinni zapłacić nałożone na nią grzywny. Jak wskazuje "Fakt", większość wysyłanych przez nich pism sprowadza się właśnie do tej kwestii. Tabloid informuje, że do tej pory, współpraca  HGW z renomowaną kancelarią kosztowała podatników 100 tys. zł.

 

* Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" przyznał, że nie widzi dziś powodu, aby wprowadzić w Polsce system prezydencki. Jak zaznaczył, powiedział o tym otwarcie prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Serwis Niezalezna.pl opublikował fragment rozmowy Michała Rachonia i Katarzyny Gójskiej-Hejke z Jarosławem Kaczyńskim, który ukaże się w najnowszym numerze "Gazety Polskiej".   Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości.

 

*Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji sporządziło sprawozdanie za ubiegły rok dotyczące wykupu mieszkań przez cudzoziemców na terenie RP. Po raz pierwszy w rankingu prowadzą Ukraińcy.Na drugie miejsce spadli Niemcy, którzy do tej pory prowadzili w rankingu. W 2016 deweloperzy oddali do użytkowania 79 tys. mieszkań. 7 procent mieszkań z rynku pierwotnego wykupili Ukraińcy, deklasując dotychczasowych liderów, czyli naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy w ubiegłym roku wykupili 43 tys. lokali, Ukraińcy zaś — 64. Na trzecim miejscu są Brytyjczycy. Ci z kolei królują w metrażu, kupują bowiem mniej mieszkań, ale za to większe. W 2015 roku Ukraińcy już doganiali  Niemców, którzy w polskie mieszkania inwestowali najczęściej. Jak podaje portal Kresy.pl, „w 2016 roku zarejestrowano 4 tys. 648 transakcji dotyczących zakupu lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni 294 tys. 951,99 metrów kwadratowych oraz 1 tys. 747 transakcji dotyczących zakupu lokali użytkowych o łącznej powierzchni 354 tys. 788,03 metrów kwadratowych". Cudzoziemcy osiedlają się na stałe z rodzinami, bądź podnajmują swoje lokale. Najczęściej kupują mieszkania w największych miastach Polski — w Warszawie w 2016 roku kupili 1963 lokale, w Krakowie 1016, we Wrocławiu 649, w Gdańsku 172, a w Poznaniu 131. -Zagraniczni klienci to przede wszystkim pary, w tym pary mieszane. Największym zainteresowaniem obcokrajowców cieszą się inwestycje w Warszawie i Krakowie, gdzie jest najwięcej filii zagranicznych firm. Większość cudzoziemców kupuje mieszkania dla siebie. Sporadycznie decydują się na zakup inwestycyjny — komentuje dla „Rzeczpospolitej" Mateusz Juroszek ze spółki Atal. Natomiast ekspert Murapolu, Michał Sapota, zapowiada, że jego firma myśli nad tym, aby dla cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce opracować szczególną ofertę: — Na razie wśród zagranicznych klientów dominują obywatele Ukrainy, którzy w Krakowie, Warszawie i Gdańsku kupują mieszkania dla studiujących dzieci. Wybierają głównie dwupokojowe lokale o powierzchni ok. 40 metrów kwadratowych. To mieszkania blisko uczelni, ze średniej półki cenowej. Są to transakcje gotówkowe. Podobne zakupy, choć na mniejszą skalę, robią u nas Białorusini oraz Rosjanie.

 

* Przyjęta w połowie września przez Sejm ustawa o Narodowym Instytucie Wolności pozytywnie przeszła etap rozpatrywania przez senacką komisję. Otwiera to drogę do jej przegłosowania przez Senat.Pilotowana przez wicepremiera Piotra Glińskiego ustawa przewiduje powołanie nowej państwowej instytucji o groteskowej nazwie Narodowy Instytut Wolności – Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego. Ma ona przejąć zarządzanie środkami, którymi obecnie dysponuje Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, a także prowadzić inne programy finansowe przeznaczone na „rozwój społeczeństwa obywatelskiego”, które określi uchwała Rady Ministrów. Przeciwko ustawie najgłośniej protestują najbardziej odrażający przedstawiciele lewicowo-liberalnego establishmentu: ekspozytura Sorosa w Polsce znana jako Fundacja Batorego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Adam Bodnar, lewacki ideolog wyniesiony przez Platformę Obywatelską na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Fakt ten nie powinien jednak przesłaniaćuczciwym i trzeźwo myślącym Polakomzasadniczego celu ustawy, jakim niewątpliwie jest stworzenie kanału do masowego pompowania publicznych pieniędzy w PiS-owskie organizacje pseudo-pozarządowe, na Zachodzie nazywane quangos (quasi-NGOs), czyli we wszystkie Instytuty Jagiellońskie, Sobieskiego, Kościuszki itd., których jedyną racją istnienia jest pasożytowanie na państwowym budżecie, dokładnie tak samo, jak w przypadku niesławnej „Krytyki Politycznej”.

 

* Samolot linii lotniczych Air France, lecący z Paryża do Los Angeles, miał w sobotę podczas lotu poważną awarię jednego z silników nad Atlantykiem. Maszyna wylądowała awaryjnie na lotnisku w Kanadzie. Samolotem leciało 520 osób, w tym 496 pasażerów. Jak poinformowała agencja Associated Press, obsługujący wczorajszy rejs samolot był eksploatowany od siedmiu lat.Air France  potwierdza, że załoga samolotu Airbus A380 wykonującego lot AF066 z lotniska Paris-Charles-de Gaulle do Los Angeles zdecydowała się na zmianę kierunku na lotnisko wojskowe w Goose Bay (w Kanadzie) w następstwie poważnego uszkodzenia jednego z czterech silników” — czytamy w komunikacie 

KOMENTARZE

  • Jak nie darzyc Kurdow sympatia?
    Od kiedy pamietam chca wlasnego kraju, walcza o uzyskanie niepodleglosci przy kazdej okazji a wielcy tego swiata wykorzystuja ich, obiecuja, a w koncu robia w capa.
  • Mr.B.Jeznach
    Kilka wyjasnien dotyczacych zamachu w Marsylii.
    W chwili obecnej wladze znaja tozsamosc sprawcy. Jest nim Algierczyk, bez stalego miejsca zamieszkania. Odciski palcow wskazuja na czlowieka w wieku dwudziestu lub trzydziesu- kilku lat , bowiem byl on zatrzymany za kradzieze lub drobne wykroczenia. Nie mial przy sobie dokumentow i podczas przesluchan podawal rozne dane - na temat tozsamosci oraz wieku. Nie byl notowany jako islamista. Policja bada jego kontakty w telefonie, ktory mial przy sobie
    Ten czlowiek zabil dwie mlode kobiety. Podobno pierwszej poderznal gardlo zaskakujac ja od tylu, nastepnie rzucil sie na druga kobiete zadajac jej ciosy rzeznickim nozem. Krzyki uslyszeli zolnierze z sekcji "sontinelle", ktorzy patrolowali dworzec w Marsylii, szybko przybiegli i widzac agresywnosc indywidum strzelili do niego kilkakrotnie.
    PS: dzisiaj mialam dzien "odpoczynku" i sluchalam na biezaco relacji z radia. Oczywiscie atak-zamach w Marsylii byk komentowany i analizowany, wiec moglam poznac szczegoly ...
  • @
    Straszne te referenda w cywilizowanych krajach.
    https://www.youtube.com/watch?v=7R4sEiY2nJo
  • @fretka 09:03:02
    Nawet psu się dostało. Archiwizuję dla potomnych.
    https://twitter.com/spacelordrock/status/914532026040111104

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031