Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4045 postów 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 26 września 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1060) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

* Wspierane przez USA Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) zajmują kolejne terytoria w prowincji Deir ez-Zor we wschodniej Syrii. Po dwóch dniach niezbyt intensywnych starć, w sobotę rano przejęły one kontrolę nad rafineriami, złożami gazu ziemnego i ropy naftowej Konoko oraz Al-Azba – położonymi na północny wschód od miasta Deir ez-Zor i jednymi z największych w Syrii. Wspierane przez siły specjalne USA oddziały podchodzą również w pobliże kolejnego ważnego pola naftowego, Al-Dżafra, od którego dzieli je obecnie ok. 5 km. Wcześniej zaś zajęły zakłady gazowe Taybeh. Natomiast inne zgrupowanie sił kurdyjskich prowadzi też operację zdobywania miasta as-Suar w dolinie rzeki Chabur. Wspomagane przez USA i pewną ilość lokalnych „rebeliantów” arabskich (islamistów), siły kurdyjskie od 9 września prowadzą operację „Burza Dżaziry”, której celem jest opanowanie leżącej na wschodnim brzegu Eufratu części prowincji Deir ez-Zor. Jest to związane z rywalizacją między SDF a rządową Syryjska Armią Arabską (SAA) o opanowanie bogatej w ropę i gaz doliny Eufratu. Strategiczne znaczenie tych terenów wynika też z przebiegającego tędy szlaku z Iranu w stronę Morza Śródziemnego. SAA chce doprowadzić do otwarcia korytarza lądowego łączącego Syrię i Liban (Hezbollah) z Iranem, czego nie życzą sobie USA i Izrael – wykorzystując do swych celów ofensywę SDF. Kurdowie natomiast liczą, że dzięki tak ekspansywnej strategii w powojennej Syrii będą mieć więcej wpływów, niżby to wynikało z ich liczebności (stanowią ok. 10 proc. społeczeństwa) czy wielkości terenów, na których dominuje ludność kurdyjska. SDF prze w stronę miasta al-Majjadin, będącego obecnie stolicą „kalifatu” Daesz  w Syrii. Jeśli przejmą je zanim uczynią to siły rządowe, tym samym odetną je od dalszego marszu w dół Eufratu. Jednak nawet w takim przypadku nie jest wcale powiedziane, czy tak wielki „kąsek” jak prowincja Deir ez-Zor nie okaże się dla Kurdów (i USA) zbyt wielki do „strawienia”. Należy przypomnieć, że armia syryjska również zdobyła się na wysiłek zbrojny w celu odbicia wspomnianych złóż ropy i gazu: 18 września przekroczyła Eufrat, na wysokości wspomnianych pól Konoko i al-Azba. Oddziały SAA napotkały jednak na opór Daeszu w dwóch wioskach, co wstrzymało ich dalszy marsz. Nie uzyskały wsparcia, gdyż było ono potrzebne gdzie indziej: na zachodnim brzegu rzeki nadal znajdowały się główne siły dżihadystów, z centrum oporu w silnie bronionym mieście Madan. Choć jest ono usytuowane w pobliżu terenów pod kontrolą Kurdów, siły Daeszu we wspomnianym mieście nie były przezeń niepokojone. Jednak w sobotę elitarne jednostki armii syryjskiej przejęły w sobotę kontrolę nad Madanem – wielu komentatorów zaskoczyło tempo tej operacji, zwłaszcza iż jeszcze w sierpniu Daesz był w stanie przeprowadzić skuteczną kontrofensywę przeciwko SAA w tym rejonie. Tym samym siły rządowe co prawda usunęły dżihadystów z zachodniego brzegu Eufratu na północ od stolicy prowincji Deir ez-Zor. Zabezpieczyły też jej południowe przedpola – jednak wciąż nie wyzwoliły środkowej części miasta, nadal bronionej przez fanatyków. Taki stan rzeczy sprawia wręcz, że część mniej wprawnych komentatorów przypisuje siłom syryjskiego rządu mniejsze niż Kurdom umiejętności bojowe lub morale – choć już kilka tygodni temu było wiadome, że Daesz koncentruje swe siły na odpieraniu odsieczy sił rządowych, pozostawiając na odcinku kurdyjskim bardzo szczupłą obronę. Źródła sympatyzujące z syryjskim rządem od dawna podawały nawet, że dżihadyści oddali Kurdom wiele miejscowości bez walki – w innych zaś stawiając jedynie symboliczny opór. Co ciekawe, obecnie wiele z tego znalazło potwierdzenie w materiale źródłowym, gdy do akcji wkroczyło rosyjskie Ministerstwo Obrony,  że choć siły kurdyjsko-amerykańskie operują w środku terytorium kontrolowanego przez Daesz, to mimo tego ich „daleki rajd” nie napotyka żadnego poważniejszego oporu ze strony dżihadystów. Należy tu przypomnieć, że w przeszłości siły Daesz wielokrotnie udowadniały, iż potrafią odcinać i rozbijać wysuwające się zbyt daleko zgrupowania wojsk przeciwnika. Opublikowane zdjęcia satelitarne pochodzą z okresu między 8 a 12 września – czyli początku kurdyjskiej operacji „Burza Dżaziry”. Jak podsumował to rzecznik Ministerstwa Obrony, na wielu z nich „nie ma nawet śladu organizowania przez Daesz wysuniętych punktów umocnionych” – mimo, iż dżihadyści wiedzieli wcześniej o kurdyjskich przygotowaniach do ofensywy. Podejrzenia wzbudzają też szczegóły dostrzegane przez komentatorów na innych zdjęciach: przykładowo, na terenie niedawno zajętych przez SDF zakładów gazowych Taybeh nie widać ani śladu walk, ani też celowych zniszczeń dokonanych przez wycofujące się siły Daesz – zupełnie inaczej, niż czynili to w trakcie walk z syryjskim rządem. Amerykańskie dowództwo Koalicji do walki z Daesz jak dotąd nie odniosło się do zarzutów strony rosyjskiej. Jakby tego było mało, w ostatnich dniach dowództwo irańskiej Gwardii Rewolucyjnej przekazało, iż w wyniku udanej infiltracji amerykańskich punktów dowodzenia w regionie udało się im zdobyć dowody na bezpośrednią współprace USA z Daeszem. Jeśli tak jest w istocie, to ujawnienie kompromitujących materiałów byłoby faktem o znaczeniu przełomowym. Wypowiadając się dla mediów w imieniu formacji, irański generał-brygady Amir Ali Hażi-zadeh powiedział, iż Gwardia uczyni to jeśli tylko dostanie „zielone światło” od rządu. Istnieje jednak możliwość, że władze irańskie nie zdecydują się na ujawnienie wspomnianych dowodów – chcąc użyć ich w charakterze karty przetargowej wobec USA. Wielkie kontrowersje budzi też kwestia  ewakuowania ważnych dowódców Daesz wraz z rodzinami we wschodniej Syrii. Co ciekawe, informacje płynące ze źródeł prorządowych zostały w tym aspekcie potwierdzone także przez ośrodki znane z poparcia dla „syryjskiej rewolucji” i ogólnie Zachodu – nawet takich, jak osławione Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Komentatorzy prorządowi zwracają też uwagę na fakt, że przywódca arabskich „umiarkowanych rebeliantów” wchodzących w skład Syryjskich Sił Demokratycznych w Deir ez-Zor – znany jako Ahmed Abu Haula – ostatnio przebywał na emigracji w Turcji, znanej z patronowania dżihadystom i islamistom. Stamtąd został na powrót ściągnięty do Syrii – jednak tym razem przez kurdyjskie YPG, chcące zapewnić sobie poparcie przynajmniej części arabskiej ludności Deir ez-Zor. Haula jeszcze przed wojną miał bogatą przeszłość kryminalną, zaś jako watażka „rebeliantów” koncentrował się głównie na rabowaniu cywilów (co potwierdza nawet część opozycji syryjskiej). Według jednej wersji, miał też okazyjnie świadczyć różne usługi raz islamistom, raz siłom rządu w Damaszku – stając się niewiarygodnie zamożnym i wpływowym człowiekiem. Według innej, w pewnym momencie wraz z bratem miał zaprzysiąc wierność Daesz – jednak odwrócił się od „kalifatu” po tym, gdy jego brat został stracony przez dowództwo za dokonywanie rabunków. Z kolei jeszcze inni twierdzą, iż jego brat jedynie udawał dżihadyste z Daeszu co mu pomagało rabować cywilów – by następnie zostać skazanym na śmierć przez prawdziwych członków Daeszu. Jeszcze bardziej kontrowersyjnym dowódcą, który obecnie walczy po stronie kurdyjsko-amerykańskiej, jest niejaki Abu Laila – będący wcześniej stronnikiem an-Nusry (syryjskiej al-Qaidy) i Ahrar asz-Szam (również grupy dżihadystycznej). Tak czy owak, tego typu życiorysy nie wydają się przeszkadzać ani Kurdom-separatystom, ani ich amerykańskim „patronom”. Całkiem możliwe, że podobnych historii jest więcej – a w szeregach kurdyjsko-amerykańskich działa więcej osób, mających krewnych wśród dżihadystów Daesz.

 

*W wyniku ataków rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych w Syrii zostały zniszczone punkty dowódcze terrorystów, rejony skupienia ich siły żywej i sprzętu oraz magazyny z amunicją.Poinformował o tym rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji generał-major Igor Konaszenkow. «W wyniku niespodziewanych nalotów zostały zniszczone punkty dowódcze terrorystów, rejony skupienia ich siły żywej i sprzętu a także magazyny z amunicją. Dane kontroli obiektywnej potwierdziły likwidację wszystkich celów» — powiedział. Konaszenkow podkreślił, że samoloty bombowe działały pod osłoną myśliwców Su-30 i Su-35 z lotniska Hamejmim. Podano, że podczas wykonywania zadania bojowego rosyjskie strategiczne samoloty bombowe Tu-95 pomyślnie pokonały odległość około 7 tys. km z jednym tankowaniem w powietrzu od tankowców powietrznych Ił-78. 

 

*Rosja do tej pory nie uzyskała odpowiedzi na pytanie, z kim i przeciwko komu walczą w Syrii amerykańskie siły specjalne - oświadczył rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji generał major Igor Konaszenkow. „Zwracam Państwa uwagę, że na zdjęciach punktów oporu Państwa Islamskiego zajętych przez oddziały specjalne armii USA nie widać śladów po toczonych walkach. Nie widać lejów po wybuchach pocisków artyleryjskich i lotniczych. Co więcej, jak Państwo widzą, nie ma elementarnej ochrony, a tym bardziej obrony" — powiedział Konaszenkow. Rzecznik rosyjskiego resortu obrony zauważył, że z uwzględnieniem dwóch lat doświadczenia bojowego wyniesionego przez działających na tyłach terrorystów   Daeszu żołnierzy rosyjskich sił operacji specjalnych, „wszystko to budzi pytania: z kim i przeciwko komu walczą w Syrii amerykańskie siły specjalne". „Jak dotąd nie otrzymaliśmy w danej kwestii wyjaśnień popartych argumentami" — skonkludował rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji.

 

*Pentagon skomentował zamknięcie amerykańskich baz wojskowych w Syrii. Koalicja na czele z USA otworzyła i zamknęła kilka baz na całym terytorium Syrii i Iraku w związku z okolicznościami operacyjnymi i przebiegiem kampanii wojskowej, poinformował rzecznik prasowy Pentagonu Adrian Rankine-Galloway. Jeśli chodzi o strefy deeskalacji, to radzę zwrócić się do Departamentu Stanu. Departament Obrony USA koncentruje się na pogromie wojskowym Państwa Islamskiego — powiedział Adrian Rankine-Galloway, komentując doniesienia mediów o tym, że jakiś czas temu amerykańscy wojskowi opuścili bazę Al-Zakf na południu Syrii w ramach porozumień z Rosją ws. stworzenia stref deeskalacji. Oprócz tego rzecznik prasowy Pentagonu potwierdził, że Stany Zjednoczone w dalszym ciagu stacjonują w bazie At-Tanf, leżącej 70 km na południowy zachód od bazy Al-Zakf, niedaleko od granicy z Irakiem i Jordanią. Według niego już od ponad roku siły koalicji w rejonie At-Tanf szkolą syryjskie ugrupowanie opozycyjne Dżajsz Maghauir al-Thaura, wchodzące w skład Wolnej Armii Syrii, w celu uczestnictwa w operacjach antyterrorystycznych przeciwko Państwu Islamskiemu. Oprócz bazy w rejonie At-Tanf, koalicja na czele z USA udziela wsparcia Syryjskim Siłom Demokratycznym (SDF) w prowincjach Rakka, Deir ez-Zor i Al-Hasaka. Przypomnijmy — w ubiegłym tygodniu źródło wojskowo-dyplomatyczne poinformowało, że Stany Zjednoczone są w zasadzie gotowe do wycofania się z Syrii. Później Pentagon określił warunki do opuszczenia tego kraju.

 

*Samoloty międzynarodowej koalicji pod dowództwem Stanów Zjednoczonych przeprowadziły nalot na obiekty cywilne we wsi Markada w prowincji Al-Hasaka na północy Syrii, informuje syryjska państwowa agencja SANA. Według agencji w wyniku pierwszego nalotu na miejscowość, która znajduje się 100 kilometrów na południe od miasta Al-Hasaka, zginęły trzy osoby, w tym dwie kobiety. Ofiarą drugiego bombardowania koalicji była rodzina sześciu obywateli Iraku, którzy uciekli do Syrii przed wojną w kraju. Konflikt zbrojny w Syrii trwa od marca 2011 roku. Koalicja na czele ze Stanami Zjednoczonymi od 2014 roku prowadzi operacje w Iraku i Syrii przeciwko zabronionej w Rosji grupie terrorystycznej Państwo Islamskie. Koalicja działa w Syrii bez zgody władz kraju.

 

*Rosyjscy specjaliści wojskowej służby drogowej zbudowali most przez rzekę Eufrat kilka kilometrów od miasta Deir ez-Zor na północnym wschodzie Syrii.Most pozwoli na przejazd sprzętu wojskowego i składu osobowego na wschodni brzeg rzeki — poinformował dziennikarzy szef służby drogowej Ministerstwa Obrony Rosji Władimir Burowcew.  Według niego mały drogowy most składany został zbudowany w ciągu mniej niż 48 godzin pomimo nieustających ostrzałów terrorystów. «Były wykorzystywane drony. W czasie prac montażowych spadały na nas substancje wybuchowe, granaty. Tym nie mniej obeszło się bez strat: nie ma ani rannych, ani poszkodowanych. Wszystko zostało zrobione w terminie» — podkreślił. Łączna długość mostu wynosi 210 m, przepustowość to 8 tys. samochodów na dobę. Mały drogowy most składany jest w stanie wytrzymać sprzęt opancerzony, w tym czołgi, bojowe wozy piechoty oraz wyrzutnie rakietowe — powiedział Burowcew. Według niego most będzie wykorzystywany do transportowania ładunków humanitarnych do wyzwolonych miejscowości oraz ewakuacji rannych. Przed zbudowaniem mostu przez tymczasowe mosty pontonowe mogły jeździć tylko czołowe oddziały syryjskiej armii. Obecnie główne siły wojsk rządowych przygotowują się do zmasowanego forsowania Eufratu. 

 

*KRLD zagroziła, że będzie zestrzeliwać amerykańskie bombowce w międzynarodowej przestrzeni powietrznej.Ministerstwo Spraw Zagranicznych KRLD poinformowało, że ma prawo zestrzeliwać amerykańskie samoloty w odpowiedzi na działania Stanów Zjednoczonych. Korea Północna może zestrzeliwać amerykańskie samoloty bojowe nawet poza granicami północnokoreańskiej przestrzeni powietrznej — oznajmił szef MSZ KRLD Ri Yong Ho. Ponieważ USA wypowiedziały naszemu państwu wojnę, mamy pełne prawo do podjęcia kroków odwetowych, w tym prawo do zestrzeliwania strategicznych bombowców USA" — powiedział minister dziennikarzom w Nowym Jorku, dodając, że Pjongjang rozpatrzy wszystkie warianty odpowiedzi na działania prezydenta USA Donalda Trumpa. Wcześniej Ri Yong Ho nazwał amerykańskiego prezydenta „człowiekiem chorym psychicznie”, który ma manię wielkości, podkreślając, że nie wolno mu powierzać guzika jądrowego. Dodał także, że Trump zrobił z Białego Domu „hałaśliwy bazar" i zapowiedział, że prezydent USA odpowie za swoje wypowiedzi pod adresem przywódcy KRLD Kim Dzong Una. W ubiegłym tygodniu Trump zagroził z trybuny ONZ „całkowitym zniszczeniem" Korei Północnej, nazywając Kim Dzong Una „Człowiekiem Rakietą", który „wyruszył w samobójczy lot". W odpowiedzi na te słowa Kim Dzong Un zagroził „poskromić Trumpa ogniem". Przypomnijmy — w sierpniu i wrześniu Rada Bezpieczeństwa ONZ znacznie zaostrzyła sankcje przeciwko KRLD, a w ubiegłym tygodniu Stany Zjednoczone wprowadziły przeciwko Korei Północnej bezprecedensowo rygorystyczne sankcje finansowe. Zdaniem pracownika naukowego Centrum Badań Koreańskich Instytutu Dalekiego Wschodu Rosyjskiej Akademii Nauk Jewgienija Kima, Korea Północna ma pewne podstawy, by uważać, że USA wypowiedziały jej wojnę. W ONZ — organizacji, stworzonej specjalnie w celu utrzymywania pokoju i bezpieczeństwa na kuli ziemskiej, nikt nigdy przed Trumpem nie mówił, że zamierza zniszczyć jakieś państwo. To po pierwsze. Po drugie mniej więcej miesiąc przed tą wypowiedzią prezydent Korei Południowej powiedział, że jakiekolwiek działania wojskowe na Półwyspie Koreańskim bez zgody jego kraju są niemożliwe. Jednak po tym jak Trump powiedział te wszystkie straszne rzeczy, rząd i prezydent Korei Południowej nabrali wody w usta i mieszkańcy północnej części regionu mogli to ocenić tak, że Trump zagroził im po uzyskaniu zgody od Korei Południowej, a jest to już de facto wypowiedzenie wojny — powiedział Jewgienij Kim w wywiadzie dla radia Sputnik. Zdaniem eksperta Korea Północna ostrzegła Stany Zjednoczone we właściwym czasie.  Jeśli samoloty będą naruszać przestrzeń powietrzną Korei Północnej, a między Koreą Północną a Południową istnieje niepisane porozumienie, że zarówno samoloty Korei Południowej, jak i innych krajów nie powinny zbliżać się na odległość mniejszą niż 15 km od granicy, to Korea Północna ma pełne prawo je zestrzeliwać. Dlatego minister spraw zagranicznych KRLD ostrzegł Stany Zjednoczone w samą porę —uważa ekspert.

 

*Dowódca Floty Pacyfiku USA admirał Scott Swift podał się do dymisji w związku z serią incydentów z udziałem amerykańskich okrętów, ktore miały miejsce w tym roku.W swoim oświadczeniu Swift tłumaczy, że podjął taką decyzję po tym, jak dowództwo Marynarki Wojennej USA poinformowało, że nie będzie wysuwać jego kandydatury na stanowisko szefa Dowództwa Pacyficznego USA (USPACOM) na miejsce admirała Harry'ego Harrisa.  „Jako człowiek oddany flocie zgodnie z tradycją złożyłem wniosek o dymisję" — głosi oświadczenie admirała. Swift poinformował również, że nie podał we wniosku dokładnej daty swojego odejścia, ponieważ „na Oceanie Spokojnym jest jeszcze dużo do zrobienia". 21 sierpnia amerykański niszczyciel rakietowy USS John S. McCain zderzył się ze statkiem handlowym niedaleko Singapuru. Dziesięciu marynarzy zginęło, pięć z nich zostało rannych. W czerwcu niszczyciel USS Fitzgerald zderzył się z filipińskim kontenerowcem, w katastrofie zginęło siedmiu amerykańskich marynarzy. Od początku roku miały miejsce jeszcze dwa analogiczne wypadki bez ofiar śmiertelnych, po których dwóch dowódców jednostek Marynarki Wojennej USA straciło swoje stanowiska.

 

* W internecie trwa ożywiona dyskusja nt. ostrych słów przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una pod adresem prezydenta USA Donalda Trumpa — informuje Mashable. Koreańska Centralna Agencja Prasowa opublikowała zdjęcie Kim Dzong Una, siedzącego przy stole z kartką papieru. W swoim oświadczeniu przywódca KRLD nazwał Trumpa „obłąkanym, szalonym ramolem". W oficjalnym tłumaczeniu na język angielski użyto słowa «dotard», co zszokowało użytkowników sieci. Okazało się, że wiele osób nie znało tego słowa, ale kiedy sprawdzili jego znaczenie (po polsku ramol, dziadyga), zaczęli z niego żartować. Wiele internautów jest zachwyconych, że przywódca Korei Północnej użył słowa, które zmusiło Amerykanów do otworzenia słowników. Niektórzy zauważyli także, że w oryginalnym oświadczeniu użyto wyrażenia, które można przetłumaczyć jako lunatic old man (obłąkany starzec).

 

*Eksperci i dziennikarze podsumowują wyniki wyborów w Niemczech.Minus ponad 50 miejsc w Bundestagu i najgorszy wynik w historii. Niemcy po wyborach parlamentarnych: Angela Merkel zachowała fotel kanclerski, będzie to jej czwarta kadencja. Jej partia odniosła zwycięstwo, lecz liczby pozostawiają wiele do życzenia. Alternatywa dla Niemiec zgarnęła wszystko, czego nie doliczyły się główne partie — blok Merkel i ich tradycyjne rywale SPD. Ma prawie 13% głosów.  «Oczywiście, przed nami poważne wyzwanie — przyjście Alternatywy dla Niemiec do Bundestagu. Przeprowadzimy szczegółową analizę, ponieważ zamierzamy odbić wyborców AfD, rozwiązując problemy, łagodząc ich niepokoje i obawy, ale przede wszystkim — dzięki dobrej polityce» — oznajmiła Angela Merkel. Docent Narodowego Uniwersytetu Badawczego «Wyższa Szkoła Ekonomii» Dmitrij Oficerow-Bielski w wywiadzie dla Sputnika skomentował wyniki wyborów:  «Niemcy są zmęczeni Angelą Merkel. Są zmęczeni powtarzającymi się twarzami i starymi tworzącymi system partiami — socjalistami i CDU/CSU. Jeśli popatrzymy na łączną liczbę zdobytych przez nich głosów, zauważymy znaczne straty. Alternatywa dla Niemiec zabrała głosy, przede wszystkim CDU. Poza tym Alternatywa dla Niemiec zaczęła zgarniać głosy lewicy — gdzieś pół miliona głosów. Czyli linia podziału między prawicą i lewicą dotyczy nie tylko kwestii imigrantów. Oczywiście, jest bardzo ważna, ale wcale nie jedyna. Lewica bez problemów może przejść na stronę prawicy. Rosję w najbliższym czasie czeka ciąg dalszy niełatwych stosunków z Niemcami. Powinniśmy jednak doceniać to, że reprezentacja partii nastawionych nie na pozytywne, ale przynajmniej rozsądne stosunki z Rosją w Bundestagu wzrosła. Daje to nadzieję na pozytywne zmiany» — podkreślił Dmitrij Oficerow-Bielski. AfD zdobyła około 100 foteli w parlamencie. Jest to trzecie miejsce. Teraz konserwatywna partia eurosceptyków postara się przedostać do wszystkich komisji parlamentarnych. Jej taktyka polega na prowokacji. Na celowniku jest Angela Merkel. Gauland zamierza domagać się śledztwa: czy kanclerz złamała prawo, otwierając granice dla imigrantów w 2015 roku. Dodajmy, że właśnie po tej decyzji Merkel najwięcej wyborców uciekło od Chrześcijańskich Demokratów do AfD. Merkel dotarła na metę osłabiona. Jej partia ma najgorszy wynik od 1949 roku. Jak wcześniej teraz już nie będzie. W pierwszej kolejności chodzi o duet z socjaldemokratami. «Uważam, że pani Merkel ponosi dużą odpowiedzialność, dlatego 9 lub 8% głosów stracono z jej winy» — oznajmił lider SPD Martin Schulz. SPD przechodzą do opozycji także z najgorszym wynikiem w całej powojennej historii partii. Obecnie główne zadanie Merkel polega na sformowaniu rządu. Jedyną możliwą kombinacją w tej chwili jest tak zwana «Jamajka» — koalicja czarnych (CDU), żółtych (Wolni Demokraci) i Zielonych. Lider Wolnych Demokratów oświadczył, że jego partia jest gotowa do rozmów, ale jeśli się nie powiodą, też może przejść do opozycji. Sojusznik Merkel, szef Chrześcijańskich Demokratów Bawarii Horst Seehofer zamierza natychmiast ubiegać się o sympatie konserwatystów. Oznacza to kolejne zaostrzenie polityki migracyjnej. Jest to czynnik drażniący dla Zielonych. Można wspomnieć także o tym, że CDU przez wiele lat w swoich kampaniach wyborczych wyśmiewała partię ekologów. Wspomnijmy chociażby ich reklamę agitacyjną «Zielony i… głupi». I oto teraz trzeba usiąść na sznurek, by się dogadać. «Moim zdaniem Chrześcijańscy Demokraci, Liberałowie i Zieloni nie będą w stanie stworzyć efektywnego rządu. Pokłócą się już po kilku miesiącach, wówczas będzie dyskutowana inna opcja, o której już się mówi. Wybory przedterminowe. Niemcy zostaną wysłani do urn wyborczych być może w przyszłym roku, by wybrać kolejny rząd» — uważa politolog Aleksander Rahr. Zresztą Merkel ma nadzieję, że sformuje rząd przed Bożym Narodzeniem, czyli przed 25 grudnia. Na ile jest to realistyczne? Na razie nikt nie ma odpowiedzi na to pytanie. Tymczasem niemieckie gazety nie skąpią głośnych nagłówków nawiązujących do braku wyboru i strat historycznych. 

 

* Pałac Elizejski przyznał wczoraj, że jeden z francuskich operatorów sił specjalnych zginął „w rejonie Syrii i Iraku”. Jest to oficjalnie pierwszy przypadek od czasu wybuchu wojny w Syrii, gdy śmierć poniósł żołnierz Francji – co jednocześnie zaprzecza wcześniejszym twierdzeniom francuskich władz, jakoby nie prowadziły operacji lądowych na Bliskim Wschodzie. W oświadczeniu Pałacu podano, że prezydent Emmanuel Macron „przyjął z wielkim smutkiem” wiadomość o śmierci porucznika z 13. Regimentu Spadochronowego Dragonów – który miał zginąć “wykonując misję w obronie naszego kraju, broniąc współobywateli i walcząc przeciwko barbarzyństwu”. Prezydent miał także wyrazić „podziw i zaufanie dla francuskich żołnierzy”, którzy „dzielnie zwalczają grupy terrorystyczne od Lewantu do Sahelu”. Wypowiadając się nt. okoliczności śmierci żołnierza, rzecznik francuskiego Sztabu Generalnego pułkownik Patrick Steiger powiedział, iż pełnił on funkcję doradcy wojskowego dla „sił lokalnych” mających walczyć przeciwko ISIS. Uwagę zwraca, że nie podano nazwy ani lokalizacji tych „siły”. Taka zamierzona niedokładność wskazuje, iż nie chodzi tu o lewicujących Kurdów – gdyż ci cieszą się na Zachodzie pozytywną opinią, inaczej niż „umiarkowane” siły arabskich islamistów, co do których oceny są bardziej podzielone. Nadto, określenie „siły lokalne” w zachodnich komunikatach wojskowych dot. Syrii prawie zawsze oznaczało „umiarkowanych” islamistów syryjskich – co rodzi uzasadnione podejrzenia, iż również obecnie chodzi o jedną z ich frakcji. Bojownicy wspomnianej grupy mieli w sobotę rano dostać się pod zmasowany ostrzał Daesz, które użyło przeciwko nim praktycznie całego dostępnego arsenału: „broni różnego kalibru, karabinów maszynowych, moździerzy i rakiet”, cytując wspomnianego rzecznika Sztabu. Choć francuski żołnierz nie był oficjalnie zaangażowany w odpieranie ataku, jednak w wyniku ostrzału został śmiertelnie ranny i zmarł na miejscu. Francuska operacja wojskowa w Iraku and Syrii, znana jako Opération Chammal, jest częścią działań tzw. Koalicji do walki z Państwem Islamskim, dowodzonej przez USA. Siły zbrojne Francji działają aktywnie także na kilku innych teatrach zamorskich, a oprócz tego w ramach tzw. Opération Sentinelle są angażowane przeciwko terrorystom na terenie Francji. Generał w stanie spoczynku Dominique Trinquand, dowodzący niegdyś francuską misją z mandatu ONZ, powiedział w wywiadzie dla stacji France 24, że francuskie siły lądowe operują w Iraku „od pewnego czasu”, zaś w Syrii co najmniej od wiosny br. Dodał też, że szczegóły operacji sił specjalnych – także prowadzonych na Bliskim Wschodzie – nie są ujawniane, dlatego nie podano dokładnego miejsca śmierci porucznika. Według niego, francuskie siły specjalne „zostały tam wysłane, by zapewnić wyposażenie i trening dla […] sił irackich i Kurdów”, jak również sił kurdyjskich w Syrii. Czasami na misji szkoleniowej okazuje się, że znalazłeś się w strefie walk – dodał.

 

* Blisko półtora tysiąca osób uczestniczyło w Barcelonie w manifestacji skierowanej przeciwko referendum niepodległościowemu w Katalonii. Hiszpańscy nacjonaliści uważają, że oderwanie się regionu Katalonii od ich kraju będzie nielegalne, dlatego poparli oni środki użyte przez centroprawicowy rząd do powstrzymania zapędów katalońskich polityków.W manifestacji zorganizowanej w ostatni piątek przez lokalny oddział Narodowej Demokracji (Democracia Nacional, DN) uczestniczyło blisko półtora tysiąca osób, choć poprawne politycznie media próbowały zaniżyć tę liczbę. Nacjonaliści zebrani pod siedzibą Katalońskiego Zgromadzenia Narodowego skupili się na śpiewaniu patriotycznych pieśni, w tym falangistowskiego hymnu „Cara al Sol”, a także na hasłach skierowanych przeciwko katalońskiemu separatyzmowi. Sytuacja przed planowanym na 1 października referendum w sprawie odłączenia się Katalonii od Hiszpanii jest napięta i eskaluje z każdym dniem. Obecnie kontrowersje wzbudziła decyzja hiszpańskiego rządu o wysłaniu do Barcelony statków wypełnionych funkcjonariuszami policji federalnej, którzy mają być gotowi na ewentualną interwencję w przypadku łamania konstytucji Hiszpanii. Liderzy DN wydali także specjalne oświadczenie, w którym popierają ostatnie działania podjęte przez rządzącą centroprawicę z Partii Ludowej, choć jednocześnie wyrażają przekonanie, iż trzeba było zdecydować się na nie już dawno temu. Według nacjonalistów konieczne jest obecnie zawieszenie autonomii Katalonii, dopóki region ten nie zrezygnuje z działań polegających na doprowadzeniu do jego secesji od reszty Hiszpanii.

 

*Ambasada Rosji w USA uważa za «bardzo niepokojące» pojawienie się podręcznika o prowadzeniu wojny z Rosją i opowiada się za współpracą obu państw w sferze bezpieczeństwa.Wcześniej w sieci pojawiła się wersja online tego poradnika przygotowanego przez jeden z ośrodków badawczych USA dla Pentagonu. Podręcznik pod tytułem «Rosyjska wojna nowej generacji» stanowi 68-stronicową broszurę zawierającą opis strategii wojskowej Rosji, listę mocnych i słabych punktów jej armii oraz taktyczno-technicznych charakterystyk sprzętu wojskowego. «Zostały zaproponowane konkretne środki w zakresie metodyki szkolenia składu osobowego dotyczące właśnie działań przeciwko Rosji. Podobne oznaki przygotowywania się amerykańskich wojskowych do bezpośredniego konfliktu z Rosją wywołują duży niepokój, zwłaszcza w obecnej bez tego niełatwej sytuacji w sferze europejskiego bezpieczeństwa» — czytamy w oświadczeniu rzecznika prasowego rosyjskiej misji dyplomatycznej w USA Nikołaja Łachonina. Według niego treść poradnika «jest wyraźnie sprzeczna z konstruktywnym charakterem» spotkań szefa MSZ Siergieja Ławrowa i sekretarza stanu USA Rexa Tillersona, które odbyły się w ubiegłym tygodniu. «Potrzebujemy pragmatycznego współdziałania w zakresie kluczowych wyzwań dla bezpieczeństwa obu naszych państw, a nie powielania strasznych bajek» — podkreśla się w oświadczeniu rzecznika prasowego.  

 

* Rosyjski  Komitet Śledczy prowadzi śledztwo w sprawie rekordowej w historii Ministerstwa Obrony Rosji łapówki - 368 mln rubli - pisze gazeta Kommersant, powołując się na własne źródła.Głównym podejrzanym w tej sprawie jest szef oddziału pomocy technicznej zarządu żywnościowego resortu obrony pułkownik Aleksander Wakulin. Według danych śledczych udzielał pomocy w zawarciu kontraktów na zakup kuchni, piekarni, cystern i innego sprzętu specjalnego dla Ministerstwa Obrony. Podczas realizacji tych transakcji dokonano kradzieży na dużą skalę. Także według śledczych Wakulin obiecał patronat uczestniczącym w transakcjach przedsiębiorcom. Sprawa karna została wszczęta na podstawie artykułów «Afera» i «Łapówkarstwo». Pułkownik został umieszczony w areszcie śledczym do 29 października.  Gazeta podkreśla, że 46-letni Wakulin został przeniesiony do Moskwy stosunkowo niedawno. Wcześniej pełnił służbę w obwodzie kaliningradzkim i był uważany za rokującego nadzieje oficera z rozwijającą się karierą. 

 

*Ukraińska wspólnota na Krymie uważa za swój obowiązek ukazanie mieszkańcom Ukrainy realnej sytuacji na półwyspie - oświadczyła przewodnicząca regionalnej organizacji społecznej „Ukraińska Wspólnota na Krymie" Anastasija Hrydczyna. „Uważamy za nasz obowiązek przekazanie naszym braciom na Ukrainie prawdziwej, nieskażonej ukraińskimi, kłamliwymi mediami informacji o tych wydarzeniach, jakie dzieją się na terytorium Republiki Krymu" — powiedziała Hrydczyna na posiedzeniu komisji ds. narodowości Dumy Państwowej poświęconej „Realizacji państwowej narodowościowej polityki w Republice Krymu". Jak powiedziała Hrydczyna a, w październiku w Symferopolu odbędzie się „okrągły stół", w czasie którego zostaną podjęte kwestie współpracy ukraińskich organizacji społecznej Krymu z rodakami przebywającymi za granicą.Hrydczyna podkreśliła, że Ukraińcy są drugą pod względem liczebności grupą etniczną na półwyspie, kulturowo związaną z Rosją i prawosławną pod względem wyznaniowym. Swoją przyszłość nierozerwalnie wiążą z Rosją.

 

*Ministerstwo spraw zagranicznych Ukrainy wzywa Węgry do rozpoczęcia konstruktywnego dialogu w kwestii reform oświaty w celu przezwyciężenia powstałego napięcia w relacjach między państwami. Stosowny wpis umieścił na Twitterze szef ukraińskiego resortu spraw zagranicznych Pawło Klimkin.„Pracujemy nad tym, żeby obywatele Ukrainy węgierskiego pochodzenia czuli się maksymalnie komfortowo zarówno w UE, jak i na Węgrzech. Więcej języków to więcej możliwości. Konstruktywny dialog pozwoli usunąć nieporozumienie" — zauważył Klimkin. Wcześniej szef MSZ Węgier Peter Szijjarto oświadczył, że odtąd Budapeszt będzie blokować w Unii Europejskiej każdy krok, który może pomóc Ukrainie w procesie eurointegracji. Zaniepokojenie nową ustawą wyraziły Rosja, Rumunia, Bułgaria, Grecja, Mołdawia i Polska. Prezydent Rumunii Klaus Iohannis odwołał zaplanowaną na październik wizytę na Ukrainie/. Wcześniej do wiadomości publicznej podano, że Petro Poroszenko podpisał ustawę «O edukacji». Zgodnie z tym dokumentem od 2018 roku nauczanie w «językach mniejszości narodowych» na Ukrainie zostanie ograniczone do szkoły podstawowej. Węgierskie władze wielokrotnie krytykowały tę ustawę. 19 września parlament państwa jednogłośnie przyjął rezolucję potępiającą dokument.

 

*Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powiedział w wywiadzie dla kanadyjskiej telewizji CBC, że propozycja Moskwy ws. wprowadzenia sił pokojowych do Donbasu jest niedopuszczalna, ponieważ «Rosja jest stroną konfliktu».Według niego «Rosja chce wykorzystywać żołnierzy misji pokojowej w charakterze ochroniarzy dla obserwatorów specjalnej misji monitoringowej OBWE». Politolog Aleksander Asafow na antenie radia Sputnik wyraził opinię, że podobna retoryka ukraińskiego przywódcy nie zostanie poparta na Zachodzie. „Wykluczenie Rosji jako potencjalnego uczestnika misji pokojowej jest dla Poroszenki tradycyjną już retoryką, podobnie jak oskarżenia pod adresem Rosji o rzekome uczestnictwo w wojnie okupacyjnej przeciwko Ukrainie. Właśnie na podstawie tych zarzutów Poroszenko opowiada się przeciwko wysyłaniu rosyjskich misji pokojowych do jakiegokolwiek miejsca na świecie. Sądzę jednak, że podobna retoryka nie zostanie poparta przez zachodnie elity polityczne, ponieważ wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że Rosja nie jest stroną ukraińskiego konfliktu. Oprócz tego sam temat wprowadzenia misji pokojowej do Donbasu trochę ucichł, myślę, że nie zostanie podjęta żadna konstruktywna decyzja ani ws. rosyjskiej, ani ws. ukraińskiej rezolucji. Poroszenko będzie ją oczywiście w dalszym ciągu promować  ze wszystkich możliwych trybun międzynarodowych, jednak decyzja i tak zapadnie w formacie normandzkim, formacie mińskim i pewne szczegóły w tej sprawie poznamy z pewnością po spotkaniu doradcy prezydenta Rosji Władisława Surkowa i specjalnego przedstawiciela USA ds. Ukrainy Kurta Volkera" — powiedział Aleksander Asafow.

 

*Parlament Gruzji większością głosów na nadzwyczajnym posiedzeniu we wtorek przyjął w trzecim, ostatecznym czytaniu poprawki do konstytucji kraju, które przewidują przejście do parlamentarnej formy rządów.Poprawki zatwierdzono 117 głosami „za” i dwoma głosów „przeciw”. Gruziński parlament wcześniej przyjął pakiet poprawek w dwóch czytaniach. Pakiet poprawek został opracowany przez specjalnie stworzoną Państwową Komisję Konstytucyjną. Zakładają one przejście kraju do parlamentarnej formy rządu. Nowej wersji konstytucji nie poparli prezydent Giorgi Margwelaszwili, opozycja i niektóre organizacje pozarządowe, którzy w wyniku negocjacji opracowali swoją wersję poprawek i zaproponowali ją władzom, jednak rządzący zespół obiecał wnieść poprawki do nowej wersji konstytucji później.

 

*Specjaliści Zjednoczonej Korporacji Budowy Przyrządów wchodzącej w skład Rostech stworzyli broń zdolną do niszczenia uderzeniowych mini dronów. Sputnik zapytał o ten wynalazek Leonida Chożyna, szefa biura prasowego Zjednoczonej Korporacji Budowy Przyrządów. „Pod wpływem nowych technologii charakter wojen i taktyka działań zbrojnych poważnie się zmieniają. Tradycyjne rodzaje broni tracą skuteczność, kiedy chodzi na przykład o odparcie ataku grupy zrobotyzowanych systemów składającej się z kilkudziesięciu czy nawet kilkuset jednostek jednocześnie. Broń strzelecka w tym przypadku jest bezsilna. Strzelać do mini dronów pociskami przeciwlotniczymi to to samo co strzelać z armaty do wróbla — drogo, żadnych zasobów nie wystarczy. Jeśli drony lecą w lesie lub przez miasto, jeśli chodzi o bezpieczeństwo masowych wydarzeń, to użycie tradycyjnych środków obrony przeciwlotniczej w ogóle jest niemożliwe" — wyjaśnił Chożyn. „Do odpierania takich ataków potrzebna jest zasadniczo inna broń, mająca szeroki zasięg rażenia, ale której jednocześnie można użyć na przykład w mieście, bez zagrożenia dla życia cywilów. Taką broń stworzyli nasi specjaliści — nie niszczy dronów fizycznie, nie zestrzeliwuje ich pociskami czy rakietami a niewidocznie wpływa na radioelektroniczne systemy pokładowe, zamieniając dron w bezużyteczny kawałek żelaza i plastiku. Te technologie zostały już pomyślnie przetestowane, pozwalają na skuteczną i niedrogą walkę z dronami — nie ma potrzeby wydawania pieniędzy na kule, pociski czy rakiety, „strzał" z takiej broni w gruncie rzeczy nic nie kosztuje" — powiedział szef biura prasowego Zjednoczonej Korporacji Budowy Przyrządów.

 

*Na uzbrojenie rosyjskiej armii i resortów siłowych wkrótce może trafić urządzenie do niszczenia dronów - nieletalna broń REX-1 koncernu „Kałasznikow”, która została zaprezentowana na forum „Armia 2017”.Jest w stanie wyłączyć drony i różnego rodzaju urządzenia elektroniczne. Państwowe testy rozpoczną się w 2018 roku. Testy państwowe broni radioelektronicznej REX-1 powinny rozpocząć się w 2018 roku. Zgodnie z informacjami koncernu „Kałasznikow” zainteresowanie bronią przeznaczoną do niszczenia dronów wykazały resorty siłowe Rosji. W związku z tym konstruktor ma nadzieję na szybkie rozpoczęcie masowej produkcji. Na międzynarodowym forum „Armia 2017”, które odbyło się w drugiej połowie sierpnia, „Kałasznikow” zaprezentował REX-1. W obecności widzów pracownicy koncernu unieruchomili małe quadrocoptery porażone w powietrzu na wysokości 20-30 metrów. „Kałasznikow” jest jednym z pionierów w sferze rozwoju rosyjskiej nieśmiercionośnej broni radioelektronicznej. Z zewnątrz REX-1 przypomina blaster z filmów fantasy. Jednak nowinka koncernu jest bardziej skromna pod względem rozmiarów i nie może wyrządzić szkody człowiekowi. REX-1 nie należy do kategorii broni strzeleckiej. Jest to lekki środek walki radioelektronicznej (REW). Zwykły strzał zastępuje tutaj impuls mikrofalowy (promieniowanie mikrofalowe).Na nagraniu, które 21 sierpnia opublikował „Kałasznikow”, wojskowy kieruje REX-1 na quadrokopter wroga. Nocne niebo rozświetla jaskrawy wystrzał broni, a postrzelony dron zaczyna spadać. Następnie za pomocą broni wojskowi blokują pracę elektroniki samochodu, w którym zgodnie ze scenariuszem znajduje się przestępca. „Broń ma wbudowany moduł tłumiący, który w promieniu pięciu kilometrów zagłusza sygnały amerykańskiej nawigacji satelitarnej GPS, rosyjskiej GLONASS, chińskiej BeiDou i europejskiej Galileo” — wyjaśniają specjaliści koncernu. REX-1 jest również w stanie na odległość kilometra zakłócić mobilną łączność, sygnały 3G LTE. Ponadto urządzenie może wywoływać zakłócenia na częstotliwościach 900 MHz, 2,4 GHz, 5,2-5,8 GHz. „REX-1 wyłącza dron, ale fizycznie nie uszkadza go — urządzenie traci połączenie z pulpitem i gładko ląduje” — przekonujeKałasznikow.Konstrukcja REX-1 zawiera sześć głównych elementów: wewnętrzne źródło zasilania, celownik, zmienne bloki tłumienie sygnałów, uchwyt taktyczny, dwójnóg, osprzęt, który może składać się ze stroboskopu, lasera światła widzialnego i środka obiektywnej kontroli (wideorejestratora). Gotowość bojową REX-1 uzyskuje przez naciśnięcie jednego przycisku. Czas ciągłej pracy wynosi 3 godziny. Zaletą broni jest ergonomia, prostota działania, stosunkowo niewielka masa (4,2 kg), sterowanie mikroprocesorowe. REX-1 może być stosowany praktycznie w każdych warunkach klimatycznych. Według zadeklarowanych właściwości taktyczno-technicznych zakres temperatury roboczej urządzenia wynosi od —40 do +50°C. Zakres zastosowania broni nie będzie ograniczony do dronów, ponieważ REX-1 jest w stanie wyłączyć najbardziej różnorodny sprzęt elektroniczny. Zakłada się, że broń zapewni pracę służbom saperskim i przyczyni się do zapobiegania atakom terrorystycznym. Na przykład jeśli skierujemy REX-1 na bezpańską torbę lub paczkę, to promieniowanie broni nie pozwoli terrorystom wykorzystać kanału radiowego do wysadzenia bomby.

 

*W ramach prezydenckiego programu rozwoju obwodu kaliningradzkiego uruchomiono nowy korytarz kolejowy łączący państwa Europy z Chinami: na stacji Czerniachowsk po raz pierwszy przeładowano skład złożony z ponad 40 kontenerów z wąskich torów europejskich na szerokie rosyjskie. Skład wyruszył z Łodzi. Jego celem jest Chengdu w Chinach.ak poinformował rząd obwodu kaliningradzkiego, „dzisiaj uruchomiliśmy nowy jedwabny szlak", a to nowe możliwości dla biznesu, nowe przeładunki, nowe obciążenie kolei, dodatkowa atrakcja inwestycyjna na naszym terytorium. Uruchomienie nowej drogi znacząco skraca drogę dostaw w porównaniu do tradycyjnej drogi morskiej. Istotą nowego projektu logistycznego w zakresie organizacji przewozu ładunków przyśpieszonymi pociągami kontenerowymi łączącymi Chiny i Europę jest to, że po raz pierwszy wykorzystywana jest możliwość przeładunku składów z wąskich torów europejskich na szerokie tory właśnie na terytorium Rosji, a nie Białorusi, jak to miało wcześniej miejsce. Poza Rosją i Białorusią taki rozstaw szyn spotykany jest na Litwie i w Kazachstanie. Osobliwość obwodu kaliningradzkiego polega na tym, że formować skład pociągu można zarówno od strony kolei, jak i od strony morskich przewoźników. Czas przejazdu składu wyniesie 13 dni. To trzy-cztery razy szybciej niż drogą morską. Koszt dostawy jest „konkurencyjny i porównywalny" — wyjaśnił członek komisji ds. transportu Dumy Państwowej Andriej Kolesnik. Perspektywa jest ogromna, jeśli wziąć pod uwagę to, że ogólny obrót ładunków między Rosją i krajami Unii Europejskiej wynosi około 700 mld dolarów rocznie. Dla porównania: z USA wartość obrotów wynosi tylko 3 miliardy. Europa potrzebuje chińskich towarów, a Chiny potrzebują europejskich. Perspektywy rozwoju obwodu kaliningradzkiego są bardzo duże, jeśli wziąć pod uwagę ogromny potencjał ekonomiczny Rosji, Chin i Unii Europejskiej" — twierdzi Andriej Kolesnikk.W projekcie biorą udział także litewscy przewoźnicy. „Jesteśmy częścią łańcucha logistycznego, i bardzo dobrze, że jest kolej od Chin do Niemiec, prowadząca przez wiele państw, którą można dostarczać potrzebne naszym klientom towary" — powiedział zastępca dyrektora przewozów Kolei Litewskich Egidijus Lazauskas. Według słów prezesa Połączonego Przedsiębiorstwa Transportowo-Logistycznego Aleksieja Groma, zdolności terminala stacji w Czerniachowsku pozwalają na przeładunek nawet sześciu pociągów kontenerowych dziennie. Kolejarze chcą w tym projekcie wykorzystać także potencjał stacji Dzierżyńska, która znajduje się w samym Kaliningradzie. Tak już od kilku miesięcy z powodzeniem działa terminal dla przeładunku węgla w kierunku Europy.

 

*„Papież to heretyk!". Takie oskarżenia pod adresem zwierzchnika Kościoła Katolickiego nie padały od ponad pół wieku. Aż tu nagle kilkudziesięciu teologów i duchownych publicznie, w dokumencie zatytułowanym „Synowska korekta dotycząca propagowania herezji", oskarżyli papieża Franciszka o ultraliberalizm.Detonatorem skandalu okazała się trzecia encyklika papieża Franciszka Amoris laetitia (Radość miłości) poświęcona sprawom rodzinnym. W niej głowa Kościoła zezwala osobom rozwiedzionym na przyjmowanie komunii. Takiego liberalizmu w duchu kościoła protestanckiego od papieża nie oczekiwano! Oskarżyciele podają w wątpliwość nieomylność papieża, która stała się jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego. Od 1870 roku decyzje papieża uznawane są oficjalnie za bezbłędne. Włoska gazeta La Stampa zwróciła uwagę, że retoryka listu do papieża wskazuje na to, że w inicjatywie brał udział dawny wróg papieża Franciszka — amerykański kardynał Raymond Leo Burke, który jest najbardziej wpływowym katolikiem w USA. Arcybiskup metropolita Saint Louis Raymond Leo Burke, były prefekt Trybunału Sygnatury Apostolskiej, w ciągu dosłownie pięciu lat zdołał skupić wokół siebie wszystkich niezadowolonych z „papieża Bergoglio". Kardynał nigdy nie skrywał swojej wrogości wobec zwierzchnika Watykanu. A kiedy papież Franciszek po raz pierwszy (w marcu 2016 roku) publicznie zwątpił w to, że Trump jest chrześcijaninem, kardynał Burke zaoferował kandydatowi na prezydenta swoją pomoc. W USA katolicy stanowią 22% ludności. Według danych ośrodka badawczego Pew najkonserwatywniejsi z nich, biali katolicy, odegrali decydującą rolę w zwycięstwie Trumpa. Po wyborach w USA kardynał Burke przeszedł do ofensywy, oskarżając papieża o wspieranie gejów. W reakcji na te oskarżenia, na początku 2017 roku papież pozbawił Zakon Maltański jego zwierzchników — popleczników Burke'a. W tym kontekście doszło do pierwszego spotkania papieża Franciszka z Trumpem, które dziennikarze nazwali „najdziwniejszym w historii". Amerykańscy katolicy od prawie roku oskarżają papieża Franciszka o najstraszniejszy ich zdaniem grzech — zbliżenie z Putinem. Szczególnie zeźliły ich słowa papieża o tym, że rosyjski prezydent jest „jedynym politykiem, który stanął w obronie chrześcijan na Bliskim Wschodzie". Oburzenie podsyciła też pierwsza oficjalna wizyta sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej Pietra Parolina w Rosji. Gazeta The Politico od razu zadała sobie pytanie: „A dlaczego papież tak kocha rosyjskiego prezydenta?". Iacopo Scaramuzzi, jeden z ekspertów La Stampa, znający Watykan „od podszewki", przedstawił swoją wersję: Putin i papież chcą „zjednoczyć chrześcijan". A członkowie „konserwatywnego skrzydła" Kościoła Rzymskiego są kategorycznie przeciwni „zalecaniu się" biskupa Rzymu do innych konfesji. W rezultacie Stolica Apostolska od miesiąca wstrząsana jest skandalami: to trzecia osoba w państwie i główny inkwizytor okazują się pedofilami, to przeciwko samemu papieżowi wystąpili znamienici teolodzy. Czyżby wrogowie Franciszka szukali możliwości jego odwołania? W kościele nie ma legalnego mechanizmu „zdymisjonowania" papieża. A z własnej woli papież na emeryturę raczej nie odejdzie. Trzeci wariant to skorzystanie z doświadczenia przeszłości: kiedy w 1870 roku przyjęto dogmat o nieomylności papieża, w Kościele Katolickim doszło do rozłamu. Dzisiaj taki rozwój wydarzeń nie wydaje się już rzeczą fantastyczną. Odwołania papieża Franciszka domaga się coraz więcej wpływowych ludzi.

 

*Do Rosji przybył z wizytą sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kardynał Pietro Parolin. Watykański dygnitarz spotkał się z patriarchą Cyrylem i szefem MSZ Siergiejem Ławrowem. Parolina przyjął w Soczi prezydent Rosji Władimir Putin.Przed wyjazdem do Moskwy sekretarz stanu Watykanu oświadczył, że poza tematami o charakterze dwustronnym chciałby omówić „problemy związane z konfliktami, które dręczą wiele, nazbyt wiele regionów świata". Parolin wyraził gotowość omówienia z rosyjskim kierownictwem najpoważniejszych międzynarodowych problemów ze szczególnym uwzględnieniem tych, w których uregulowanie bezpośrednio zaangażowana jest Rosja, a zwłaszcza konfliktów w Syrii, Iraku i niektórych innych państwach Bliskiego Wschodu, a także kryzysu na Ukrainie i sytuacji na Południowym Kaukazie. Swoją oceną wizyty watykańskiego dygnitarza podzielił się kierownik naukowy Instytutu Historii Powszechnej RAN, współprzewodniczący Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego Aleksandr Czubarjan. Oto jego uwagi w wywiadzie dla Sputnik Italia: Czy dostrzega Pan postępy w rozwoju stosunków Watykanu i Rosji z punktu widzenia kontaktów dwustronnych i z punktu widzenia dialogu międzywyznaniowego? „Tak, widzę postępy. Nasze relacje z Watykanem rozwijały się w ostatnim czasie dość konstruktywnie. Sądzę — i myślę, że zasadnie — że ta wizyta sekretarza stanu, a de facto ministra spraw zagranicznych Watykanu w Moskwie, potwierdziła, że nasze dwustronne relacje rozwijają się nie tylko całkowicie normalnie, ale z mojego punktu widzenia — bardzo dobrze. Co więcej, w wielu istotnych kwestiach międzynarodowych pozycje Watykanu i Moskwy są zbieżne, co jest nam teraz bardzo potrzebne. Zgadzamy się w szczególności w kwestiach dotyczących Bliskiego Wschodu, spraw Syrii, zajmujemy jednakową pozycję, co się tyczy walki z terroryzmem, i to uspokaja. Watykan to maleńkie państwo, ale stoją za nim miliony katolików. W niektórych państwach, jak na przykład w Niemczech, u władzy znajdują się partie nawiązujące do chrześcijaństwa i katolickich ideałów. Dlatego z perspektywy międzynarodowej, politycznej, myślę, że to znaczący postęp. W wizycie dostrzegam jeszcze więzi wyznaniowe. Po spotkaniu patriarcha Cyryla z papieżem Franciszkiem w Hawanie proces nie przestaje się rozwijać. I myślę, że to spotkanie na szczeblu państwowym ma też znaczenie na płaszczyźnie wyznaniowej. Przecież w istocie to świat chrześcijański. Od dawna istnieją różnice zdań między katolikami i prawosławnymi, ale odnajdują oni płaszczyznę porozumienia. I jest w tym wspólnym systemie rzecz najważniejsza: jednakowe pojmowanie wartości chrześcijańskich i znaczenie tych wartości dla współczesnego świata, współczesnego życia. To szczególnie ważne dla Europy, w której te wartości niestety ulegają rozmyciu. Dlatego, sądzę, że ta wizyta może być oceniona tylko pozytywnie. Watykan przedstawia sobą wielomilionową armię katolików, dlatego z jednej strony mamy do czynienia z relacjami międzypaństwowymi, a z drugiej strony, międzywyznaniowymi. Jakie znaczenie w tej geopolitycznie trudnej sytuacji, jaką mamy dzisiaj, może mieć wizyta w Rosji watykańskiego dygnitarza? Wizyta ta jest bardzo ważna dla kontaktów na szczeblu państwowym, mając na uwadze ogromną wspólnotę katolików i jej dialog z wielowyznaniową Rosją. Watykan wiele robi w kierunku odbudowy kontaktów nie tylko z chrześcijańskim światem, prawosławiem, ale też z innymi wyznaniami. I w tym sensie Rosja, unikatowe, wielowyznaniowe państwo, może wzbudzać zainteresowanie także Watykanu, który szuka dziś kontaktów z islamskim światem i innymi wyznaniami. Dlatego w tym znaczeniu wizyta może stać się zjawiskiem niewątpliwie pozytywnym. Nasz Instytut i ja osobiście utrzymujemy kontakty z Watykanem już od 15 lat. Mamy porozumienie z Watykanem, w szczególności z Papieskim Komitetem Nauk Historycznych na temat „Rosja i Watykan w XIX-XX ww.". Razem organizowaliśmy kilka konferencji na tematy wartości i problemów kultury. I całkiem niedawno w Moskwie doszło do kolejnego spotkania zatytułowanego „Rosja i Watykan po II wojnie światowej". Podpisaliśmy porozumienie, zgodnie z którym do kolejnego spotkania dojdzie w 2018 roku w Rzymie. Dlatego patrzę na to z ogromną nadzieją, przywiązujemy duże znaczenie do tych kontaktów i mamy zamiar także w przyszłości rozwijać kontakty w sferze historii".

 

*Dalajlama uważa, że​​ sens życia tkwi w szczęściu, którego niezbędnymi warunkami są współczucie i spokój umysłu, powiedział w rozmowie z działaczami kulturyw poniedziałek w Rydze, gdzie odbywają się ćwiczenia duchowe  dla zainteresowanych buddyzmem. „Jeśli odrzucić różne religijne koncepcje sensu życia i oprzeć się na nauce, to wniosek jest następujący: jesteśmy tu i teraz i chcemy szczęścia i radości, nikt nie chce przykrości. Ponadto jesteśmy zwierzętami stadnymi i w nas naturalnie jest już miłość i współczucie” — powiedział Dalajlama, odpowiadając na pytanie rosyjskiego dramaturga i reżysera, byłego kierownika teatru „Praktyka” Iwana Wyrypajewa o sens życia. Według niego „macierzyńska miłość, przywiązanie matki do dziecka to kluczowy czynnik dla prawidłowego rozwoju mózgu”. Aby uniknąć przykrości, zachować zdrowie i być szczęśliwym, według buddyzmu, potrzebny jest spokój umysłu. „Żaden lekarz wam nie powie: «Denerwujcie się i złośćcie się!» Powie: «Odprężcie się i uspokójcie się!» Lekarze wiedzą, że spokój jest dobry dla zdrowia, a strach i gniew dosłownie pożerają układ odpornościowy” — powiedział Dalajlama. Nazwał on współczucie kluczową praktyką odzyskania spokoju umysłu. Zdaniem duchowego przywódcy ono daje człowiekowi także pewność siebie. „Ponadto, gdy inni czują naszą troskę, zaczynają nam ufać, a zaufanie to podstawa przyjaźni. Więc jeśli chcemy mieć zdrowie i przyjaciół, musimy rozwijać współczucie i zatroszczyć się o spokój umysłu” — sugeruje buddyjski lider.

 

 

KOMENTARZE

  • Jak to dobrze, ze na kazda nowa bron jest wymyslana antybron.
    Moze kiedys ludzie dojda do wniosku ,ze ten wyscig zbrojen nie ma sensu?
  • @staszek kieliszek 02:51:15
    Ten opis REX'a wygląda dość... fantastycznie.
    Masa 4.2kg, czas pracy 3h a przy tym zasięg rzędu kilometrów. Praca w wielu pasmach częstotliwości.
    Coś mi się nie zgadza z prawami fizyki.
    GDYBY to miało być montowane na samochodzie i z niego zasilane, to przy odpowiednich gabarytach, ZGODA.
    Bo zakłócić działanie (praktycznie) każdego układu elektroniki można (nie liczę sprzętu obliczonego na wytrzymanie EMP), ale to wymaga MOCY (no i znajomości jego funkcjonowania, ale załóżmy, że to wiedzą).
  • @laurentp 21:48:57
    czemu? moze 4kg waza same aku do tego, i moze strzela krotkimi impulsami energii wysokiej czestotliwosci a zasieg podali dla otwartej przestrzeni i optymalnych warunkow (producenci tak zazwyczaj podaja:]), upowszechnienie akumulatorow Li-ion zmienilo troche podejscie do zasilania, impuls 100A to dzis nie problem dla pudelkowego urzadzenia

    ale to tylko teoria, bo to prawda ze osiagi moga byc troche ubarwione:]

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031