Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 23 września 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1058) Zapraszam na serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

* Massoud Barzani, Prezydent regionu irackiego Kurdystanu, oświadczył, że wobec braku jakichkolwiek kontrpropozycji ze strony społeczności międzynarodowej referendum w sprawie niepodległości jego dzielnicy, przewidziane na 25 września 2017 r., zdecydowanie się odbędzie. Rada Bezpieczeństwa ONZ (UNSC) nie zdołała uchwalić ani rezolucji, która miałaby moc wiążącą w prawie międzynarodowym, ani nawet sformułować deklaracji jej przewodniczącego, która wskazywałaby na  stanowiska członków Rady. Jedyne co udało się Radzie, to wydać komunikat prasowy potępiający potencjalną secesję. Najwyraźniej niektórzy członkowie Rady publicznie zajmują stanowisko, które  ukrywa ich złe intencje w tej sprawie. Głosowanie odbędzie się zarówno w formalnie uznanych granicach irackiej dzielnicy Kurdystanu, jak i na terenach, które Barzani przyłączył współpracując z Daeszem. Referendum to jest jednostronną decyzją Erbilu, siedziby klanu Barzanich, potępioną przez irackie Zgromadzenie Narodowe, rząd federalny i Sąd Najwyższy w Bagdadzie. Obecnie Irak interweniuje, ponieważ w wyniku czystki etnicznej, którą podjął Barzani, ponad 3 miliony nie-Kurdów musiało uciec z tego regionu, i ubiegać się o azyl w Turcji i Syrii. W regionie tym mieszka  około 8 milionów Kurdów. Finanse niezależnego Kurdystanu stoją od razu pod znakiem zapytania, biorąc pod uwagę konieczne wydatki wojskowe, a cena ropy wynosi zaledwie około 70 dolarów za baryłkę. Francuski gigant Total wykorzystuje pole naftowe Shaikan do maximum. Rosyjska spółka państwowa, Rosnieft, podpisała właśnie umowę z prezydentem Barzanim na budowę nowego gazociągu. Brytyjska firma, Gulf Keystone Petroleum, również przygotowuje się do rozwinięcia inwestycji. Jednak Turcja, która jest obecnie operatorem rurociągu kurdyjsko-tureckiego, BOTAŞ Petroleum Pipeline Corporation, mogłaby brutalnie odciąć transport w porcie Ceyhan. Armia turecka gromadzi swoje oddziały na granicy irackiego Kurdystanu, oficjalnie prowadząc ćwiczenia wojskowe. Prasa regionalna uważa, że ​​Prezydent Recep Tayyip Erdoğan jest gotowy do interwencji wojskowej. Można jeszcze osiągnąć porozumienie, że po referendum nie nastąpi ogłoszenie niepodległości.

 

* 114 państw poparło pomysł ograniczenia korzystania stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawa weta – powiedziała minister spraw zagranicznych Liechtensteinu Aurelia Frick. "Odpowiedź na tę inicjatywę była wyjątkowa. Obecnie 114 panstw małych i dużych, ze wszystkich regionów świata, podpisało się pod nią, włącznie z większością obecnych członków Rady Bezpieczeństwa" – powiedziała Frick otwierając posiedzenie w ramach Zgromadzenia Generalnego ONZ. Minister jest uczestniczką międzynarodowej kampanii Code of conduct ("Kodeks zachowania") mającej na celu wezwanie członków RB ONZ aby nie głosowali przeciwko rezolucjom mogącym zapobiec masowych zbrodniom. Po raz pierwszy ograniczenie prawa weta stałym członkom Rady Bezpieczeństwa ONZ w razie rozpatrywania sytuacji, które związane są ze zbrodniami przeciwko ludzkości i ludobójstwem, zaproponowała w 2013 roku Francja. Później współautorem inicjatyw był Meksyk. Moskwa nie popiera tej inicjatywy. Zastępca przedstawiciela Rosji przy ONZ Władimir Safronkow wczesniej wypowiedział się o niedopuszczalności "wszelkich idei, prowadzących do zmniejszenia prerogatyw obecnych stałych członków Rady Bezpieczeństwa, włącznie z prawem weta". Według niego, możliwość zastosowania prawa weta "stymuluje członków Rady do poszukiwania zrównoważonych rozwiązań, zamach na prawo weta byłby nieprawidłowy z historycznego i politycznego punktu widzenia". Przeciwko ograniczeniu prawa weta występuje także jeszcze jeden stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ – USA. Amerykańska delegacja podkreśla jednak, że Waszyngton gotów jest pracować nad reformą Rady Bezpieczeństwa ONZ. 

 

*Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow poskarżył się, że nie podoba mu się obecny stan rzeczy, w którym na Moskwę zrzuca się odpowiedzialność za rozwiązywanie wszystkich konfliktów. „Do jednego koszyka — i Koreę, i Iran, i Syrię, i Ukrainę. Wszystko to są problemy rosyjsko-amerykańskich stosunków. Jakoś nie bardzo mi się podoba, że niektórzy politycy obarczają odpowiedzialnością Rosję o wszystko. Rosja i Chiny powinny rozwiązać kwestię północnokoreańską, Rosja powinna zrobić coś z Syrią. Zrzuca się na nas odpowiedzialność za inne kryzysy, aż do jemeńskiego, z którymi nie mamy nic wspólnego" — podkreślił Ławrow. Jak powiedział, terrorystów można skutecznie zniszczyć, nawiązując współpracę między rosyjskimi a amerykańskimi siłami zbrojnymi, ale Amerykanom zakazuje tego „ustawa o środkach budżetowych Kongresu dla Pentagonu".  „Dlaczego? Bo dla takich ustawodawców ważne jest nie rozwiązywanie konfliktów w różnych częściach świata i nie rozwój korzystnych dla amerykańskiego biznesu stosunków z Rosją, a wysyłanie politycznych sygnałów. Wysłali właśnie taki sygnał, i my wciąż z nim żyjemy" — ocenił rosyjski dyplomata.   

 

Iracki ekspert ds. bezpieczeństwa Ahmed asz-Szarifi powiedział agencji Sputnik o swoim stanowisku w sprawie projektu utworzenia państwa kurdyjskiego.„Jest skierowany przeciwko Irakowi i Syrii, aby zagwarantować Izraelowi zaopatrzenie w wodę i energię. Netanjahu od 2005 roku mówi o potrzebie ropociągu z Kirkuku i Mosulu przez Syrię do Morza Śródziemnego, aby zapewnić Izraelowi stabilne źródło energii. Celem utworzenia Daesz jest zmiana reżimów w Iraku i Syrii na proamerykańskie. Dla Izraela, jako sojusznika Stanów Zjednoczonych w regionie, jest to wygodne. Ponadto pomogłoby to Izraelowi zapewnić kontrolę nad przepływem ropy i źródłami wody. Miałby lojalnych sąsiadów od Zatoki Perskiej do basenu Morza Śródziemnego. Twardość Syryjczyków w dzisiejszej wojnie nie pozwoliła na to. Dlatego w ruch poszedł „projekt kurdyjski” w celu rozdzielenia Syrii i Iraku”. Ekspert zwrócił uwagę na powściągliwą i zrównoważoną reakcję Bagdadu. „Ludzie podejmujący decyzje w Bagdadzie starają się być niezwykle dyplomatyczni, próbując rozwiązać problem za pomocą dialogu. Iracki rząd sprzeciwia się temu, aby problem Kurdystanu stał się międzynarodowy”. Syryjski generał brygady Haisam Hassun powiedział Sputnikowi, że „syryjska armia już zaczęła walczyć z kurdyjskim zagrożeniem na terytorium Syrii, za którym stoją amerykańscy reżyserzy. Przede wszystkim jest to przerzut sił na wschodni brzeg rzeki Eufrat. W najbliższych planach jest powrót do kontroli ziem, które zajęły «Demokratyczne Siły Syrii». Można je śmiało nazwać odgałęzieniem Daeszu, ponieważ nielegalnie zajmowały syryjskie ziemie”. Syryjski generał uważa, że​​Demokratyczne Siły Syrii” nie służą syryjskim interesom, a w przyszłości kontrolowane przez nie ziemie mają trafić pod kontrolę Kurdów. Dlatego armia przy wsparciu rosyjskiego lotnictwa walczy z tymi planami już teraz, aby chronić się przed kurdyjskim zagrożeniem w przyszłości.

 

*Iran przeprowadził udane testy nowego pocisku balistycznego Chorramszahr średniego zasięgu, zdolnego osiągać cele do 2000 kilometrów. Broń ta może przenosić kilka głowic bojowych – poinformowała telewizja Press TV. Nie podano jednak, kiedy przeprowadzono test. Pocisk został zaprezentowany w piątek na paradzie wojskowej w Teheranie w obecności prezydenta Hasana Rouhaniego. Irański przywódca zapowiadał rozbudowanie arsenału rakietowego kraju i zaznaczył, że Iran nie będzie prosił nikogo o pozwolenie.

 

*Większość złóż ropy i gazu w prowincji  Deir ez-Zor  pozostaje pod kontrolą terrorystycznego ugrupowania  Daesz, powiedział RIA Novosti główny przedstawiciel syryjskiej  firmy gazowej z Deir ez-Zor Amin al-Hamid. "Na dzień dzisiejszy pod kontrolą Daesz jest nadal ponad 80% zasobów ropy  w Deir ez-Zor. Mówiąc o złożach gazowych, to one są wszystkie praktycznie pod kontrolą terrorystów. Wszystkie fabryki i złoża, o których mówimy, znajdują się po tamtej stronie Eufratu – to Konoko, Omar, Jafra, Ezba i Tanak, a większość zakładów przetwórczych też się tam znajduje" – powiedział  al-Hamid. Według niego, jedyne złoże w prowincji, które kontrolują wojska rządowe i ich sojusznicy to pole naftowe pod At-Tajem. Tam znajdują się stacje pompowe, fabryki przetwórcze gazu i rafinerie. W ostatnim czasie dobowe wydobycie w At-Tajem znacznie spadło, do 200-300 baryłek.  Daesz zagarnął  pola ropy i gazu w Deir ez-Zor w kwietniu 2014 roku. Według  al-Hamida, przed kryzysem w prowincji wydobywano od 25 do 35% ropy naftowej wydobywane w całej Syrii, a złoże Konoko dawało 35% całego pozyskiwanego gazu. "Konoko ze wszystkimi odwiertami może dawać do 2 milionów metrów sześciennych na dobę. To największe złoże w Deir ez-Zor. Przed wojną było trzecim pod względem wielkości złożem w Syrii" – powiedział rozmówca. Zauważył on, że terroryści celowo niszczą infrastrukturę złóż gazowych. Omar i Tanak, według niego, zostały całkowicie zniszczone, a Konoko – częściowo. Ponadto, terroryści Daesz  wysadzili gazociąg na południowym-wschodzie Deir ez-Zor wiodący od stacji gazowej Konoko do Homs. "Odbudowanie infrastruktury pól jest możliwe, ale ocena strat może być wydana dopiero, gdy zobaczymy te miejsca i przeprowadzimy szczegółówą analizę" – powiedział Amin  al-Hamid

 

*Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF,  kurdyjski wasal USA) podejrzanie łatwo odbiły z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego dwa obiekty gazowe, położone na wschód od syryjskiego miasta Deir ez-Zor – poinformowano na stronie organizacji. Żołnierze SDF o godz. 9:50 (czasu lokalnego) przejęli kontrolę nad dwoma przedsiębiorstwami paliwowymi — Ezba i Konoko — położonymi na północny wschód od miasta Deir ez-Zor po dwóch dniach oblężenia — głosi komunikat SDF. SDF kontynuuje ofensywę w pobliżu syryjskiego miasta, podobno aby całkowicie wyprzeć dżihadystów ze wschodniego brzegu Eufratu.    

 

* Zachodnia prasa przedstawia Daesz jako organizację rasistowską, która walczy z Kurdami, ponieważ są Kurdami. Jest to całkowicie fałszywe: Kurdowie są sunnitami a w szeregach  Daesz są całe jednostki kurdyjskie. Abu al-Hadi al-Iraqi był z kolei kurdyjskim przywódcą w al-Kaidzie. Prowadził on szkoleniowy „obóz kurdyjski”  w Afganistanie podczas tzw. Operacji Cyklon, którą  CIA wszczęła tam przeciwko Sowietom. Po inwazji w USA poprowadził pensjonat Ashara w Kabulu, pozostając numerem trzecim w hierarchii Al-Kaidy. Obecnie jest więźniem w bazie Guantánamo na Kubie. W listopadzie 2016 r. Emirat Islamski w Iraku (przyszły Daesh) opublikował film w wersji francuskiej zatytułowany «Message aux kurdes et opération martyr» (Przesłanie do Kurdów i Operacja Męczennik). Organizacja wezwała Kurdów, aby do niej dołączyli. Najsłynniejszym kurdyjskim członkiem Daeszu jest mułła Krekar, emir grupy Salafi Ansar al-Islam z Kurdystanu. Jest on obecnie politycznym uchodźcą w Norwegii. Był już dwukrotnie aresztowany za publiczne wychwalanie terroryzmu. Już jednak jako oficjalnie aresztowany, na pokładzie specjalnego samolotu NATO został przewieziony do Jordanii, aby wziąć udział w spotkaniu w Ammanie w dniu 1 czerwca 2014 r. Spotkanie było poświęcone planowaniu inwazji Daeszu na Irak. Po powrocie do więzienia w Norwegii zapowiedział, że wrócił do Państwa Islamskiego. Teraz jest już wolny i mieszka  w Oslo, gdzie korzysta z socjalnej zapomogi.

 

Interesy Turcji w wielu kwestiach, w tym Kaukazu Północnego, Azji Środkowej, Iraku i Syrii w pewnych aspektach nie są zbieżne z interesami Iranu i Rosji. Jednym z najbardziej ciekawych i niepokojących zjawisk podczas syryjskiej wojny domowej jest pojednanie Turcji i Rosji oraz jej współpraca z Iranem – napisał były asystent sekretarza stanu USA ds. obrony Dov S. Zakheim (obywatel Izraela) w artykule dla „Foreign Policy”. – Wspólne wysiłki Turcji i Iranu zmierzające do powstrzymania syryjskiej wojny są raczej konsekwencją tego, że najwyraźniej traktują je jako słabość Ameryki, a nie jako wybuch wzajemnej miłości – ocenił. Czy długotrwała współpraca między USA a Turcją przeszkodzi w tym strategicznym sojuszu? Czy Rosja, Iran i Turcja po załagodzeniu kryzysu syryjskiego nadal będą współpracować w rozwiązywaniu innych kwestii? W rozmowie ze Sputnikiem Farzad Ramazani Bonesh, niezależny irański ekspert ds. Bliskiego Wschodu powiedział, że trójstronne konsultacje świadczą o tym, iż strony mogą w przyszłości rozszerzyć współpracę w różnych kwestiach bezpieczeństwa oraz z sferze geopolitycznej.  Jeśli chodzi o trójstronne relacje między Iranem, Rosją i Turcją, to w ostatnim roku – po normalizacji stosunków między Rosją a Turcją oraz uwzględnieniu gotowości Ankary do rozszerzenia relacji z Iranem – można zaobserwować postęp w rozwoju trójstronnej współpracy w różnych kwestiach. Przede wszystkim w związku z kryzysem syryjskim. W Astanie odbyło się kilka rund rozmów w sprawie Syrii, powołano do życia trójstronny komitet i strony zgodziły się na rozszerzenie współpracy wojskowej, co bez wątpienia jest ważnym krokiem w rozwoju trójstronnych relacji – podkreślił ekspert. I dalej: „Oczywiście interesy Turcji w wielu kwestiach, w tym Kaukazu Północnego, Azji Środkowej, Iraku i Syrii w pewnych aspektach nie są zbieżne z interesami Iranu i Rosji. Ale trójstronne konsultacje trwają i wyraźnie demonstrują, że strony mogą rozszerzyć sfery trójstronnej współpracy w różnych kwestiach bezpieczeństwa oraz z sferze geopolitycznej”. W związku z tym należy zwrócić uwagę na kilka zagadnień.  W ciągu ostatniego roku, po dojściu Donalda Trumpa do władzy, stosunki między USA a Rosją nie tylko nie poprawiły się, ale i napotkały na nowe wyzwania i problemy. Zwiększyło się też napięcie między Turcją a USA pomimo tego, że oba kraje należą do NATO i są ze sobą powiązane współpracą wojskową. Zmusiło to Turcję do współdziałania z Iranem i Rosją, a także do aktywizowania dialogu z tymi dwoma państwami w różnych kwestiach strategicznych. Należy też zwrócić uwagę na zaostrzenie się stosunków między Iranem a Stanami Zjednoczonymi na tle agresywnej retoryki Trumpa. Doprowadziło to do stworzenia trójstronnego schematu współpracy między Iranem, Rosją a Turcją jako najbardziej skutecznego modelu rozwiązania kryzysu syryjskiego. Można go wykorzystać również do rozwiązywania innych problemów – zasugerował Farzad Ramazani Bonesh. Stany Zjednoczone i ich bliskowschodni sojusznicy zrobią wszystko, aby podważyć procesy integracyjne między Iranem, Rosją a Turcją. Niewykluczone, że w przypadku normalizacji stosunków między Turcją a USA zainteresowanie Ankary współpracą z Iranem i Rosją zmniejszy się, ale obecnie ten model funkcjonuje i głównym jego celem jest rozwiązanie kryzysu syryjskiego – dodał. Zdaniem eksperta Amerykanie ze swoim nieskrywanym zainteresowaniem północą Syrii nadal bezpośrednio i pośrednio wspierają Syryjskie Siły Demokratyczne, czyli Kurdów. Jest to właśnie ta czerwona linia, która zmusza Turcję do bratania się z innymi graczami. Turcja wie, że Amerykanie nie biorą pod uwagę jej interesów w Syrii – zaznaczył Farzad Ramazani Bonesh.

 

* Członek rady ustawodawczej w syryjskim parlamencie Muhammad Kheir al Akkam powiedział agencji Sputnik, że oskarżenia ze strony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji pod adresem Damaszku nie są podparte żadnymi dowodami. „Z punktu widzenia prawa międzynarodowego, mamy do czynienia z naciskiem politycznym, który jest odpowiedzią na sukcesy wojsk rządowych na pustyni, na wschodzie Syrii, oraz na przymierze z syryjsko-irackie. Można się było spodziewać od Waszyngtonu kłamliwych oskarżeń, które wyartykułował prezydent Francji Emmanuel Macron".„Mówimy wszem i wobec: Syria nigdy nie wykorzystywała i nie będzie wykorzystywać broni chemicznej ani przeciwko cywilom, ani przeciwko terrorystom. Nie ma potrzeby korzystania z takiej broni. Jeśli brać aspekt czysto prawny, to jeśli jakieś państwo uważa, że inne nosi się z zamiarem użycia broni chemicznej, to powinno się ono zwrócić do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW). Organizacja prowadzi w takim wypadku stosowne konsultacje i daje inspektorom zadanie przeprowadzenia śledztwa na terytorium takiego państwa. Syria jest stroną Konwencji o zakazie broni chemicznej. Damaszek zapraszał już inspektorów OPCW do przeprowadzenia śledztwa w Chan Szajchun, reagując na amerykańskie oskarżenia pod swoim adresem. USA nic na to nie odpowiedziały. Potem wyszło na jaw, że incydent był im potrzebny jako pretekst do wywarcia wpływu politycznego na rząd syryjski. Amerykanie chcą dzisiaj uczynić to po raz drugi" — powiedział al Akkam. Zdaniem syryjskiego polityka USA chcą mieć dodatkowy pretekst do prowadzenia operacji przeciwko syryjskiej armii. Jak bowiem inaczej Pentagon wyjaśni, dlaczego strącił syryjski samolot nad Rakką? Samolot, który w pełni legalnie bombardował pozycje Daeszu? Jeśli koalicja będzie w dalszym ciągu powielać temat broni chemicznej po to, by wykorzystywać go jako pretekst do agresji przeciwko Syrii, Damaszek razem z Moskwą i Teheranem odpowie w niespodziewany dla agresora sposób — ostrzegł Muhammed Kheir al Akkam.  

 

W ciągu ostatnich dwóch lat trzej książęta saudyjscy mieszkający w Europie zniknęli bez śladu. Jak twierdzi się w reportażu BBC, wszyscy trzej krytykowali rząd saudyjski i są dowody, że zostali porwani i dostarczeni do Arabii Saudyjskiej, skąd nie ma żadnych wieści o ich dalszych losach.Wczesnym rankiem 12 czerwca 2003 roku samochód z saudyjskim księciem przybył do pałacu na obrzezach Genewy. Książę nazywa się Sułtan bin Turki bin Abdul-Aziz, a pałac należy do jego wuja, nieżyjącego już obecnie króla Fahda. Ulubiony syn króla, książę Abdul-Aziz bin Fahd zaprosił Sułtana na śniadanie. Abdul-Aziz poprosił Sułtana, aby powrócił do Arabii Saudyjskiej, gdzie, jak obiecał, konflikt wynikły z powodu krytyki przez Sułtana władz kraju zostanie zażegnany. Sułtan odmawia, po czym Abdul-Aziz przeprasza go i wychodzi z pomieszczenia. Kilka chwil później do sali wpadają zamaskowani ludzie. Biją Sułtana, zakuwają go w kajdanki i wbijają mu w szyję igłę. Nieprzytomnego Sułtana przywożą na lotnisko Genewy, gdzie już czeka samolot sanitarny. Taka jest wersja wydarzeń przedstawiona przez samego Sułtana w szwajcarskim sądzie wiele lat później.  Co złego zrobił książę Sułtan, że pobudziło to jego rodzinę do takiego działania? Rok wcześniej przyjechał do Europy na leczenie i zaczął udzielać wywiadów, w których krytykował władze saudyjskie. Mówił o sytuacji praw człowieka, skarżył się na korupcję wśród książąt i wysokich urzędników, a także mówił o konieczności reform.  Inny książę, Turki bin Bandar był niegdyś majorem w policji saudyjskiej, odpowiedzialnym za ochronę królewskiej rodziny. Jednak w wyniku różnic odnośnie dziedziczenia tronu znalazł się w więzieniu, a po wypuszczeniu na wolność uciekł do Paryża, gdzie w 2012 roku zaczął umieszczać na YouTube wezwania do przeprowadzenia reform w Arabii Saudyjskiej. Publikował nagrania w internecie aż do lipca 2015 roku, a pod koniec 2015 roku zaginął. Po długich poszukiwaniach, jego przyjaciel, bloger i działacz Wael al-Chalaf odkrył artykuł w marokańskiej gazecie, gdzie twierdzono, że Turki był aresztowany, kiedy zamierzał wrócić do Francji z podróży do Maroka. Krótko przed zniknięciem przekazał swojemu przyjacielowi Waelowi egzemplarz napisanej przez siebie książki z autografem: "Drogi Wael, wiem, że będę porwany lub zabity. Wiem też, że łamią moje prawa, a także prawa narodu saudyjskiego". W tym samym czasie, kiedy zniknął książę Turki, jeszcze inny saudyjski książę Saud bin Saif al-Nasr, członek rodziny królewskiej niewysokiej rangi, podzielił jego los. W 2014 roku Saud zaczął pisać tweety krytykujące monarchię saudyjską. Wezwał do wszczęcia spraw sądowych przeciwko wysokim urzędnikom Arabii Saudyjskiej, którzy popierali obalenie prezydenta Egiptu Muhammeda Mursi w 2013 roku. We wrześniu 2015 roku po tym, jak anonimowy saudyjski książę napisał dwa listy, wzywające do przewrotu w celu obalenia króla Salmana, Saud publicznie poparł te wezwania jako jedyny z rodziny królewskiej To było równoznaczne ze zdradą stanu. Po kilku dniach napisał na Twitterze: "Wzywam państwo do zamiany tych listów w ludowy nacisk na władze". Potem jego konto na Twitterze zamilkło. Inny książę dysydent, Haled ben Farhan, który wyjechał do Niemiec w 2013 roku, uważa, że Sauda oszukano i zmuszono do lotu z Milanu do Rzymu w celu omówienia transakcji z rosyjsko-włoską kompanią, rzekomy prywatny samolot tej kompanii wziął księcia na pokład, ale wylądował nie w Rzymie, ale w Rijadzie. Według Haleda ben Farhana obecny los księcia Sauda to podziemne więzienie. Książę Sułtan przemieszcza się między więzieniem i domem. Jego zdrowie się pogorszyło, dlatego w 2010 roku rodzina królewska pozwoliła mu pojechać na leczenie do Bostonu, skąd podał wniosek o wszczęcie sprawy karnej przez szwajcarskie sądy, oskarżając księcia Abdul-Aziza i szejka Saliha asz-Szejcha o porwanie go w 2003 roku. Po raz pierwszy wysokiej rangi członek rodziny królewskiej podał do zachodniego sądu innego członka rodziny. Jednak jak twierdzi adwokat księcia Sułtana, szwajcarskie władze nie są zainteresowane tą sprawą. W styczniu 2016 roku Sułtan mieszkał w drogim hotelu w Paryżu i któregoś razu zwabiono go do samolotu. Planował odwiedzić w Kairze swojego ojca, znanego krytyka saudyjskich władz. Konsulat Arabii Saudyjskiej zaproponował mu i jego świcie składającej się z 18 osób prywatny samolot. Jak opowiedzieli potem ludzie księcia, samolot wylądował w Arabii Saudyjskiej. Żołnierze wyciągnęli Sułtana z samolotu. Od tej pory słuch o nim zaginął. Władze Arabii Saudyjskiej nie komentują tego. Książę Haled obecnie mieszka w Niemczech i obawia się, że i on zostanie porwany. "W Europie było czterech członków rodziny królewskiej. Krytykowaliśmy ją i jej rządy w Arabii Saudyjskiej. Troje porwano. Zostałem tylko ja" – mówi. Czy będzie kolejnym? "Jestem o tym przekonany. Już od dawna. Jeśli by mogli to zrobić, już by to zrobili. Jestem ostrożny, ale to cena mojej wolności". 

 

* Zdaniem syryjskiego ministra spraw zagranicznych Walida al-Muallima koalicja pod wodzą USA nie osiągnęła żadnych rezultatów w walce z terroryzmem w Syrii. Syryjski dyplomata powiedział też, że siły koalicji zachodniej zamordowały więcej niewinnych Syryjczyków niż terrorystów.

 

*Korea Południowa zarejestrowała wstrząsy o sile 3,4 stopnia w Korei Północnej, w pobliżu poligonu nuklearnego.Jak poinformowała agencja prasowa Xinhua, powołując się na Chińskie Centrum Sejsmograficzne, trzęsienie ziemi mogło być wynikiem eksplozji. Informację o trzęsieniu ziemi w Korei Północnej przekazały też japońskie media. Według chińskich ekspertów, epicentrum wstrząsu znajdowało się na powierzchni ziemi. Południowokoreańscy specjaliści twierdzą, że wstrząsy miały charakter naturalny. Media zachodnie przypominają jednak, że ostatnie silne trzęsienie ziemi związane było z próbą nuklearną reżimu Kim Dzong Una. Wtedy wstrząsy miały magnitudę ponad 5. Zarejestrowane dzisiaj wstrząsy miał magnitudę 3,4 i jak podejrzewa część ekspertów, mógłby także być spowodowane eksplozją – być może przeprowadzeniem próby nuklearnej.

 

* To losy Saddama Husajna i Muammara Kadafiego nakłaniły Pjongjang do rozwijania programu jądrowego i kontynuowania prób rakietowych, chociaż bynajmniej ich nie usprawiedliwiają - oświadczył stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Wasilij Nebenzja. „Do czego doprowadził reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej, wszyscy dobrze wiedzą. Los Saddama Husajna, który jak wiadomo, nie miał broni masowego rażenia, choć był o to oskarżany, i Muammara Kadaddiego, który dobrowolnie z niej zrezygnował, stał się bodźcem do przyśpieszenia prac nad bronią masowego rażenia przez Pjongjang. To bynajmniej nie usprawiedliwia programu jądrowego i prób rakietowych KRLD, ale nie dostrzeganie i nie rozumienie przyczyn, które za nimi stoją, jest rzeczą krótkowzroczną" — powiedział Nebenzja na posiedzeniu RB ONZ na temat nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Nebenzja poddał krytyce stanowisko sekretarza stanu USA  Rexa Tillersona, który zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w celu omówienie nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia i wykorzystał swoją mowę do tego, żeby przywołać pozytywne przykłady rezygnacji z broni jądrowej. Tillerson powołał się na kraje, które dobrowolnie zrezygnowały z broni jądrowej (Ukraina, Kazachstan, Białoruś), a także na te, które wstrzymały albo zrezygnowały z własnego programu tworzenia broni (RPA, Korea Południowa). Prace nad taką bronią, mówił Tillerson, prowadzą tylko do izolacji.  „Zdumiewa nas stawianie sprawy nierozprzestrzeniania broni masowego rażenie w kontekście danych z różnych krajów. Potrzeba rozmów na temat nierozprzestrzeniania w formacie RB jest związana z koniecznością omawiania ogólnych zasad rozwiązania tego problemu, a nie z walką z państwami, które miały nieszczęście bycia skazanymi przez poszczególnych członków rady na tak zwane państwa zbójeckie" — oświadczył Nebenzja.

 

*Chiny sprzeciwiają się jednostronnym sankcjom USA wobec Korei Północnej, które zostały wprowadzone bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ – powiedział w piątek rzecznik chińskiego MSZ Lu Kang. Trump poinformował wcześniej, że podpisał dekret o wprowadzeniu sankcji wobec osób fizycznych i prawnych, które handlują z Koreą Północną. Biały Dom podkreślił, że ograniczenia będą dotyczyć każdego, kto handluje z KRLD, dostarcza do tego kraju technologie lub świadczy usługi.  Jeśli mówimy o nowym pakiecie sankcji, który podpisał wczoraj prezydent Trump, to pozycja Chin w tej sprawie jest znana: sprzeciwiamy się jednostronnym sankcjom bez udziału Rady Bezpieczeństwa ONZ. To stanowisko jest jasne i konsekwentne – podkreślił rzecznik chińskiego MSZ.

 

*Odpowiedzią na przemowę prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który zagroził Korei Północnej całkowitym zniszczeniem, może stać się „bezprecedensowa" próba bomby wodorowej na Oceanie Spokojnym - o tym, jak przekazuje agencja Yonhap, poinformował minister spraw zagranicznych Korei Północnej Ri Yong Ho. Donald Trump w czasie swojego wystąpienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ powiedział, że Korea Północna może zostać zniszczona, jeśli będzie stanowić zagrożenia dla USA. Podkreślił, że Waszyngton ma „dużo cierpliwości", ale jeśli Stany Zjednoczone „będą musiały się bronić lub bronić swoich sojuszników", to będą zmuszone „całkowicie zniszczyć" Koreę Północną.  Kim Dzong Un nazwał zachowanie Trumpa na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ „szalonym", a jego przemówienie „bełkotem obłąkanego szaleńca". Przywódca Korei Północnej porównał także Trumpa do „chuligana i gangstera, igrającego z ogniem" i zapowiedział, że podejmie „jak najbardziej ostre kontrdziałania na najbardziej „haniebne" w historii wypowiedzenie wojny KRLD."  Jak wyraził się Kim Dzong Un, Trump „otrzyma odpowiedź, która przejdzie jego najśmielsze oczekiwania", „Jestem zdecydowany dać nauczkę za pomocą ognia temu amerykańskiemu, obłąkanemu ramolowi". W czwartek prezydent USA zatwierdził nowe sankcje przeciwko Korei Północnej, które będą dotyczyć także obywateli KRLD, których działalność przynosi dochód Pjongjangowi, a także współpracujących z nim banków. Politolog Paweł Swiatienkow na antenie radia Sputnik założył, że Stany Zjednoczone w celu walki z Koreą Północną mogą wykorzystać jej południowego sąsiada. To, że Amerykanie dostarczają Korei Południowej broń, zmusi być może do refleksji zarówno Koreę Północną, jak i Chiny. Wszyscy przyzwyczaili się już, że w roli „szaleńca", wystrzelającego rakiety występuje Korea Północna. A co, jeśli w roli takiego szaleńca zacznie występować także Korea Południowa? Południowokoreańskie rakiety mogą przecież dolecieć do Pekinu i do terytorium Chin. Tak więc jeśli  KRLD może prowokować, jej rakiety latają nad terytorium Japonii i zaczyna grozić nawet wyspie Guam, która należy do USA, to Korea Południowa również mogłaby teoretycznie wystąpić w takiej roli, co Pekinowi jest oczywiście nie na rękę. Jednak Korea Południowa, zapędzona w kozi róg, może zgodzić się na taką rolę" — przypuścił Paweł Swiatienkow. Zdaniem eksperta Waszyngton wykorzystuje tę sytuację do wywierania presji na Chiny.  „Jasne, że dla USA otwarta wojna z KRLD byłaby bardzo nie na rękę, ponieważ mogą ją poprzeć Chiny — zarówno gospodarczo, jak i udzielając wsparcia wojskowego, a to oznaczałoby zakrojony na szeroką skalę kryzys w Azji Południowo-Wschodniej. Dlatego Stany Zjednoczone wywierają presję zarówno na Koreę Północną, jak i Chiny, zdając sobie sprawę, że Korea Północna jest potrzebna Chinom, aby prowokować USA, kiedy powstają problemy w chińsko-amerykańskich stosunkach. Tak więc dla USA korzystna byłaby sytuacja, w której Korea Północna nie mogłaby już wspierać się Chinami jako pewnego rodzaju „bronią" — powiedział Paweł Swiatienkow.

 

*USA zestrzelą północnokoreańską rakietę, jeśli przeleci obok Guam, powiedziała w piątek p.o. pomocnika sekretarza stanu USA Susan Tornton."Jeśli rakieta byłaby wycelowana w Guam, albo przeleciałaby nad wyspą, zestrzelilibyśmy ją" – powiedziała na briefingu dla zagranicznych dziennikarzy. Reporterzy zapytali Tornton, dlaczego USA nie odpowiadają działaniami wojennymi na starty rakiet KRLD, które naruszają przetrzeń powietrzą sojuszników – Japonii i Korei Południowej. P.o. pomocnika sekretarza stanu USA przypomniała w odpowiedzi, że o tym mówił już minister obrony Stanów Zjednoczonych James Mattis. Tornton zauważyła, że w tej chwili można określić, dokąd właściwie poleci rakieta i gdzie wyląduje. Według niej, w Japonii działają systemy ostrzegania ludności cywilnej. "Kwestia tego, stosować czy nie działania wojenne, zależy od konkretnych sytuacji" – powiedziała. 

 

*Prezydent USA Donald Trump kolejny raz zapewnił, że Rosja nie pomogła mu wygrać wyborów prezydenckich. "Jeśli jesteście ciekawi, nie, Rosja mi nie pomogła, wygrałem bez niej. (Demokraci) potrzebowali wyjaśnienia dlaczego przegrali, dlatego powiedzieli „Rosja”.  To jedno z największych fałszerstw. Nie widziałem wielu Rosjan w Pensylwanii" – powiedział Trump w Alabamie. Kontakty między członkami sztabu Trumpa a przedstawicielami Rosji badają obecnie specjalny prokurator Robert Mueller oraz kilka komisji Kongresu w ramach śledztw dotyczących rosyjskiej ingerencji w ubiegłoroczną kampanię wyborczą w Stanach Zjednoczonych. 

 

* Jutro w Niemczech odbędą się wybory parlamentarne. Głosy imigrantów z byłego Związku Radzieckiego, którzy w ostatnim czasie zmienili swoje preferencje polityczne, mogą odegrać w nich istotną rolę. Hartmut Koschyk, pełnomocnik rządu federalnego ds. repatriantów i mniejszości narodowych, powiedział, że po 1988 roku do Niemiec przeniosło się około 2,2 mln ludzi z obszarów byłego Związku Radzieckiego. Rosyjscy Niemcy tradycyjnie głosowali na Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną, której liderką jest obecnie Angela Merkel. Był to ukłon w stronę Helmuta Kohla, który umożliwił im powrót do ojczyzny. Jednak polityczne preferencje przesiedleńców zmieniły się. Lider społeczności przesiedleńców Vision Alexander Reiser sugeruje, że „wielu rosyjskich Niemców” zagłosuje na Alternatywę dla Niemiec. Wspomniał też o sondażu, który przeprowadzono miesiąc temu w jednym ze sklepów w rosyjskiej dzielnicy Berlina, Marzahn. Wynika z niego, że 60% respondentów zamierza głosować na Die Linke. Reiser twierdzi jednak, że tego badania nie może uznać za wzorcowe. Zarówno Alternatywa dla Niemiec, jak i Die Linke chcą przyjaznych relacji z Rosją i krytykują sankcje. Inna Mahler przeprowadziła się z Kraju Krasnodarskiego do miasta Zweibrücken (Nadrenia-Palatynat) w marcu 1992 roku w wieku 18 lat. Jej matka jest Rosjanką, a ojciec – Niemcem. Jak podkreśliła, przesiedleńcy z byłych republik Związku Radzieckiego wcześniej głosowali na Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną, bo wyjeżdżali do Niemiec w czasie, gdy liderem partii był Helmut Kohl, który dużo dla nich zrobił. Gdy przyjechaliśmy tutaj na początku lat 90. ubiegłego wieku, mieliśmy całkiem inne warunki, byliśmy „nobilitowani”. Gdy do władzy doszedł Gerhard Schröder, wszystko się zmieniło – powiedziała Mahler. Jak dodała, socjaldemokraci nigdy jej nie imponowali. Według Mahler wielu wybiera Alternatywą dla Niemiec raczej w formie protestu, bo nie zgadzają się na politykę migracyjną obecnego rządu Niemiec. Jej zdaniem rosyjscy Niemcy, głównie w podeszłym wieku, wracali do ojczyzny, aby żyć wśród swoich, a obecnie w kraju jest zupełnie inna sytuacja.

 

Premier Kanady Justin Trudeau po spotkaniu z ukraińskim prezydentem Petrem Poroszenką oświadczył, że zgodzi się na dostawy broni śmiercionośnej na Ukrainę – informuje „Globe and Mail”.Premier zapewnił, że kanadyjski rząd doda Ukrainę do listy krajów, do których będzie można eksportować niektóre rodzaje broni. Pozwoli to zakładom zbrojeniowym na składanie wniosków zezwalających na dostawy produkcji na Ukrainę. Obecnie na tej liście figuruje 39 państw. Po piątkowym spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem Poroszenko poinformował, że Stany Zjednoczone nie zamierzają wysyłać swojego uzbrojenia ofensywnego na Ukrainę, mowa jest jedynie o broni defensywnej. Ukraiński przywódca powiedział wcześniej, że amerykański Senat wydzielił Kijowowi 500 mln dolarów na wsparcie w sferze bezpieczeństwa i obrony oraz że ustawa rzekomo przewiduje dostawy „broni śmiercionośnej o charakterze obronnym". Oficjalne amerykańskie źródła nie potwierdziły tej informacji.   

 

*Kurt Volker, specjalny przedstawiciel USA ds. Ukrainy, oświadczył, że wprowadzenie sił pokojowych ONZ do Donbasu stworzy warunki do wyborów lokalnych na niekontrolowanych przez Kijów obszarach. Nie można ich przeprowadzić, dopóki Ukraina nie zdobędzie niezbędnego dostępu do terytorium. To jeden z powodów, które hamują proces miński: z jednej strony obowiązują porozumienia ws. przeprowadzenia wyborów, a z drugiej – w obecnych warunkach ich przeprowadzenie nie jest możliwe. Jeśli zostanie znaleziony akceptowalny sposób na zaangażowanie międzynarodowych sił pokojowych, wówczas pojawi się narzędzie bezpieczeństwa, środek fizycznej kontroli terytorium. W takich warunkach, w warunkach skutecznego międzynarodowego monitoringu jest możliwe zorganizowanie wyborów – powiedział Volker w wywiadzie dla ukraińskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia”. Jak podkreślił, należy rozwiązać wiele problemów związanych z organizacją procesu wyborczego, dokładnie określić, komu przysługuje prawo głosu, jak umożliwić głosowanie przesiedleńcom. – Na pewno powinno to być coś więcej niż jedne wybory, niż jednomandatowe głosowanie. Powinna to być seria wyborów – zaznaczył Volker.

 

*Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w trakcie spotkania z prezydentem Petrem Poroszenką w Nowym Jorku powiedział, że popiera reformy gospodarcze na Ukrainie - informuje Biały Dom.Trump nazwał Ukrainę „nienajłatwiejszym miejscem do życia", wyrażając jednocześnie opinię, że sprawy w kraju idą w coraz lepszym kierunku. Amerykański przywódca nie sprecyzował jednak, w jakich dziedzinach widzi poprawę sytuacji, i wezwał Poroszenkę do kontynuowania walki z korupcją oraz intensyfikacji działań odnośnie poprawy „klimatu biznesowego". Oprócz tego szefowie państw rozpatrzyli możliwość rozmieszczenia misji pokojowej ONZ w Donbasie. Trump, jak poinformowal Poroszenko, poparł stanowisko Kijowa w tej sprawie. Przypomnijmy — władze Ukrainy apelowały wcześniej o wprowadzenie misji pokojowej do Donbasu. Zgodnie z ich propozycją  siły pokojowe powinny zostać rozmieszczone na całym terytorium, aż do granicy z Rosją. Prezydent Rosji Władimir Putin poparł ideę wysłania misji pokojowej na południowy wschód Ukrainy, jednak według niego jej jedyną funkcją powinno być zapewnienie bezpieczeństwa misji OBWE. Wicedyrektor Instytutu Krajów Wspólnoty Niepodległych Państw Władimir Żarichin na antenie radia Sputnik wyraził opinię, że kwestia rozmieszczenia misji pokojowej na granicy Rosji i Ukrainy utknęła na razie w martwym punkcie.  „Porozumienia mińskie zakładają, że skonfliktowane strony znajdują się wewnątrz Ukrainy: z jednej strony Donbas, a z drugiej Kijów. To, co proponuje Poroszenko, i co popierają Stany Zjednoczone, to to, że Rosja jest «agresorem». Tymczasem zgodnie z Porozumieniami mińskimi należy rozmieścić misję pokojową na linii konfrontacji, a jeśli Rosja jest «agresorem» — to na rosyjsko-ukraińskiej granicy. Jednak Rosja nigdy tego nie poprze w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Na razie sytuacja utknęła w martwym punkcie i nie widzę możliwości kompromisu" — powiedział Władimir Żarichin. Oprócz tego prezydent Ukrainy, który jest tak naprawdę człowiekiem Obamy, znalazł się teraz w trudnej sytuacji — uważa ekspert. „Odniosłem wrażenie, że dla Poroszenki najważniejsze jest teraz udowodnienie, że jest jeszcze potrzebny. I jego niepokój wyraził się w dość niespokojnych działaniach w ciągu ostatnich dwóch dni. Poroszenko to przecież człowiek Obamy, Hillary Clinton i całej ekipy demokratycznej. Dlatego nie wykluczam, że Republikanie, którzy są teraz u władzy, postanowili wymienić Poroszenkę na swojego człowieka, człowieka Republikanów. Tak więc Poroszenko znalazł się teraz w bardzo trudnej sytuacji" — powiedział Władimir Żarichin. Dyrektor Centrum Marketingu Politycznego Wasilij Stojakin w wywiadzie dla radia Sputnik dopuścił możliwość, że Trump i Poroszenko mogli rozmawiać o uzależnieniu sytuacji na południowym wschodzie Ukrainy od amerykańskich interesów biznesowych. „Najprawdopodobniej rozmawiano o pewnej transakcji. USA kontynuują działania zgodnie z tym planem, który przedstawił specjalny przedstawiciel USA ds. Ukrainy Kurt Volker. Sprowadza się on do tego, żeby  terytorium republik ludowych zajął kontyngent sił pokojowych, same te republiki zostały zlikwidowane, a Ukraina nie wypełniała żadnych zobowiązań politycznych w ramach porozumień mińskich w zamian za to, co prasa nazwała delikatnie «poprawą klimatu biznesowego». Można to wytłumaczyć tak, że Amerykanie chcą przejąć  coś cennego z ukraińskiego majątku państwowego bezpłatnie lub w bardzo niskiej cenie, a Kijów powienien się na to zgodzić" — powiedział Wasilij Stojakin.

 

*Dokonano zamachu na ministra dochodów i poborów DRL Aleksandra Timofiejewa, który w tej chwili jest w stanie krytycznym – poinformowało agencję RIA Nowosti źródło w Donbasie. "Były dwa wybuchy, dokonano zamachu na ministra dochodów i poborów DRL Timofiejewa. Jest w stanie krytycznym" — powiedział agencji respondent w resorcie. Wcześnie media poinformowały o tym, że o godz. 7.30 w centrum Doniecka doszło do eksplozji. To już drugi przypadek w ostatnim tygodniu. W poniedziałek, 18 września, bomba domowej roboty eksplodowała w ścieku na bulwarze Szewczenki.    

 

Mosticki sąd rejonowy w obwodzie lwowskim na Ukrainie uznał byłego prezydenta Gruzji, byłego gubernatora obwodu odeskiego Michaiła Saakaszwili winnym nielegalnego przekroczenia granicy z Ukrainą i ukarał go grzywną w wysokości 3400 hrywien (około 130 dolarów), powiedział w piątek sędzia Jurij Biłous.  Państwowa Służba Pograniczna Ukrainy oświadczyła wcześniej, że ma pretensje wobec Saakaszwili za "nielegalne przekroczenie granicy". Za to administracyjne naruszenie przewidywana jest kara do 325 dolarów grzywny. Adwokat Saakaszwili Markijan Hałabała powiedział RIA Novosti, ze ukraińskie władze mogą na podstawie decyzji mostickiego sądu rejonowego uruchomić mechanizm deportacji polityka z Ukrainy jako osoby bez obywatelstwa, która dokonała naruszenia administracyjnego. "Sędzia postanowił: uznać winnym Saakaszwili w dokonaniu naruszenia administracyjnego, przewidzianego częscią drugą artykułu 204 kodeksu Ukrainy o naruszeniach administracyjnych (nielegalne przekroczenie granicy) i nałożyć administracyjną karę w postaci grzywny" – powiedział Biłous podczas posiedzenia sądowego, które transmitowała strona internetowa władz sądowych Ukrainy. 

 

* Ukraiński Naftohaz złożył pozew przeciwko Rosji, żądając pięciu miliardów dolarów odszkodowania z powodu utraty majątku na Krymie, czytamy w komunikacie firmy. Wniosek wpłynął do trybunału utworzonego przy Stałym Trybunale Arbitrażowym w Hadze. Oprócz Naftohazu inicjatorami postępowania było sześć „córek” firmy — „Czornomornaftohaz”, „Ukrtransgaz”, „Likwo”, „Ukrgazdobycza”, „Ukrtransnafta” i „Gaz Ukrainy”. Swoje straty ukraińska firma oszacowała na „około pięć miliardów dolarów”. Interesy firmy w sądzie będą reprezentować adwokaci z Covington & Burling LL. Naftoghaz zaznaczył, że sąd powinien podjąć decyzję do końca 2018 roku. Szef Komitetu Dumy Państwowej ds. WNP Leonid Kałasznikow, komentując tę​​skargę, powiedział,że nie powinna ona być nawet rozpatrywana, ponieważ temat sporu należy do Krymu i jego mieszkańców.

 

*Krym skomentował pozew Naftohazu wobec Rosji za utracone aktywa.Wicepremier krymskiego rządu Dmitrij Połonski powiedział, że Naftohaz Ukrainy naliczył mityczne sumy strat na Krymie i wezwał władze Kijowa, aby najpierw wynagrodziły półwyspowi straty za lata pod ukraińską jurysdykcją. Wcześniej w środę Naftohaz Ukrainy i sześć spółek należących do grupy Naftohaz — „Czornomornaftohaz”, „Ukrtransgaz”, „Likwo”, „Ukrgazdobycza”, „Ukrtransnafta” i „Gaz Ukrainy” — poinformowały o złożeniu do trybunału utworzonego przy Stałym Trybunale Arbitrażowym w Hadze pozwu o wynagrodzenie strat wyrządzonych przez niezgodne z prawem przejęcie przez Federację Rosyjską aktywów grupy na Krymie. Grupa Naftohaz, powołując się na ekspertów, szacuje straty z tytułu utraty aktywów na Krymie na sumę około 5 miliardów dolarów.  „Przed złożeniem takich pozwów tzw. oficjalny Kijów powinien zrekompensować Krymowi i mieszkańcom Krymu te koszty, wydatki i straty, które półwysep poniósł przez 23 lata ukraińskiej aneksji. Infrastruktura półwyspu została zniszczona, przedsiębiorstwa, rolnictwo, przemysł, sektor gospodarki drogowej, mieszkalnictwa i usług komunalnych. Całe to dziedzictwo tak zwanego «umiejętnego» zarządzania ukraińskich urzędników, protegowanych i wariagów, którzy zostali wysłani na półwysep” — powiedział RIA Novosti Połonski. Jego zdaniem, jeśli obliczymy straty i szkody na Krymie w czasach ukraińskiej rzeczywistości, to one „znacznie przekroczą te mityczne kwoty, które władze Kijowa starają się naliczyć”. To jest standardowa ukraińska taktyka, ponieważ oni sami dzisiaj nie są w stanie ani zarobić pieniędzy, ani doprowadzić gospodarki do porządku. Wszystko, co mogą, to tylko żebrać i domagać się czegoś: to ktoś da kredyt, to majątek, to pomoc humanitarną, to przyślą zardzewiałe czołgi. Jest to standardowa taktyka zachowania obecnych ukraińskich władz, które same nie są w stanie nic zrobić — dodał wicepremier.

 

*Premier Gruzji Giorgi Kwirikaszwili podczas swojego wystąpienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ oskarżył Rosję o „okupację i politykę rzeczywistej aneksji” Abchazji i Osetii Południowej. – Członkowie ONZ dobrze wiedzą, że Rosja nadal okupuje dwa historyczne regiony suwerennego terytorium Gruzji – podkreślił szef gruzińskiego rządu.Jak dodał, Rosja aktywizowała w tym roku swoją politykę w tym względzie. Jako przykład premier podał podpisanie przez Rosję wielu umów z Abchazją i Osetią Południową, co – jego zdaniem – prowadzi do „militaryzacji okupowanych regionów” oraz do tego, że wojskowe, polityczne, gospodarcze i socjalne sfery w Abchazji i Osetii Południowej faktycznie stapiają się z rosyjskimi. Kwirikaszwili wspomniał też o procesie „borderyzacji”, podkreślając, że uniemożliwia on zamieszkującym na „okupowanych terytoriach” Gruzinom uczenia się w ich języku ojczystym oraz mieszkańcom Osetii Południowej i Abchazji korzystania z gruzińskiej pomocy lekarskiej. Premier zapewnił, że jego kraj zamierza kontynuować politykę pokojowego uregulowania konfliktu z Rosją bez użycia siły do rozwiązania kwestii „okupowanych terytoriów”.  Twardo postanowiliśmy dać możliwość współobywatelom, którzy mieszkają po drugiej stronie linii okupacyjnej, skorzystania z agendy europejskiej Gruzji – powiedział Kwirikaszwili. Jak podkreślił, Rosja nie tylko nie wywiązuje się ze swoich międzynarodowych zobowiązań, ale i nie zobowiązała się do nieużycia siły, jak ma to miejsce w przypadku Gruzji.

 

*Po sześciu latach ograniczenia prędkości pociągów na trasie z Pekinu do Szanghaju, składy znowu poruszają się z prędkością 350 km/h – pisze „The Telegraph”.Sieć superszybkich kolei funkcjonuje w Chinach od 2008 roku. Liczy dziś 22 tys. kilometrów. Do sieci podłączonych jest 29 z 31 chińskich prowincji, z wyjątkiem Tybetu i Ningxia. Budowa superszybkiej kolei kosztowała do tej pory Chiny 360 mld dolarów. Od sześciu lat władze zabraniały rozwijania prędkości pociągów powyżej 300 km/h. Powodem była tragedia z 2011 roku, kiedy w Zhejiang (Czeciang) na wschodzie Chin doszło do katastrofy kolejowej. W zderzeniu dwóch superszybkich pociągów zostało rannych ponad 190 osób, 40 zginęło. Najszybszy pociąg świata pokonuje odległość z Pekinu do Szanghaju, czyli 1250 km, w niecałe 4 godziny 30 minut. Do roku 2025 zasięg szybkiej kolei ma wynieść 38 tys. kilometrów.

 

* Ogłupienie ludzi w Ameryce, którzy obawiają się zapowiedzianego na dziś rzekomego końca świata osiągnęło taką skalę, że głos w sprawie postanowiła zająć NASA. Komunikat agencji powinien rozwiać wszelkie wątpliwości. Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej USA na wstępie zauważa, że mnóstwo ludzi "przewidziało", że 23 września nastąpi koniec świata, po tym, jak inna planeta zderzy się z Ziemią. „Planeta, o której mowa – Nibiru – nie istnieje, dlatego do kolizji nie dojdzie” – zaznacza NASA. „Historia rzekomej planety Nibiru jest z nami od lat i jest co jakiś czas ubierana w nowe apokaliptyczne bajki” – podkreślono. Naukowcy wytłumaczyli, że gdyby Nibiru lub Planeta X były prawdziwe i zmierzały na spotkanie z Ziemią, astronomowie śledziliby ten proces przez co najmniej ostatnią dekadę. Teraz natomiast widzielibyśmy te planety gołym okiem. Chrześcijański numerolog David Meade stwierdził ostatnio, że koniec świata nastąpi 23 września. To właśnie tego dnia Ziemia miałaby się zderzyć z planetą Nibiru. Swoją teorię oparł na zapisanych w księdze Izajasza słowach: „Oto dzień Pański nadchodzi okrutny / najwyższe wzburzenie i straszny gniew / żeby ziemię uczynić pustkowiem / wygładzić z niej grzeszników. Bo gwiazdy niebieskie i Orion / nie będą jaśniały swym światłem / słońce się zaćmi od samego wschodu / i swoim blaskiem księżyc nie zaświeci”.  Numerolog powołał się również na wcześniejsze ustalenia żydowskiego pseudonaukowca Zecharii Sitchina, który doszedł do wniosku, że w Układzie Słonecznym znajduje się planeta, Nibiru, o której nie słyszeli astronomowie. Według teorii Sitchina, ma ona być zamieszkana przez zaawansowaną technologicznie rasę istot, które zostały określone mianem Anunnaków. Meade twierdził, że już 23 września Nibiru uderzy w Ziemię, doprowadzając tym samym do końca świata. Numerolog wskazywał, że zwiastunem nieuchronnie zbliżającej się Apokalipsy było niedawne całkowite zaćmienie Słońca nad Stanami Zjednoczonymi.

 

*Powtórna analiza danych i zdjęć z sondy MESSENGER ujawniła znaczne pokłady lodu nie tylko w dużych, ale i w małych kraterach na biegunach Merkurego – pisze „Geophysical Research Letters”. Uważaliśmy, że lód znajdował się na powierzchni Merkurego jedynie w dużych kraterach. Znaleźliśmy ślady, że są tam niewielkie pokłady wody. Jeśli policzymy ich ogólną powierzchnię i objętość, zapasy wody na Merkurym znacznie się zwiększą – powiedział Ariel Deutsch z Uniwersytetu Browna (USA). NASA wystrzeliła sondę MESSENGER w 2004 roku. Był to pierwszy aparat, który wysłano w stronę Merkurego po sondzie Mariner-10, wystrzelonej w kierunku tej planety 16 marca 1975 roku. W kwietniu 2015 roku, po wyczerpaniu zapasów paliwa, MESSENGER rozbił się o powierzchnię Merkurego. W czerwcu 2011 roku naukowcy odkryli, że magnetyczne serce Merkurego znajduje się nie w centrum planety, a przesunięte jest na północ. Z tego powodu planeta nosi swoje pole magnetyczne na bakier. Ponadto MESSENGER odnalazł na Merkurym ślady „burzliwej młodości wulkanicznej” i potwierdził ewentualną obecność zamrożonej wody w głębokich kraterach na biegunach planety.  To odkrycie – jak podkreślił Deutsch – było dużym zaskoczeniem dla planetologów, ale warunki na stale ciemnych biegunach Merkurego okazały się na tyle sprzyjające, by lód nie tajał pod wpływem oddziaływania wiatru słonecznego i promieni centralnej gwiazdy Układu Słonecznego. Starając się zrozumieć, w jaki sposób tam się znalazł, Deutsch i jego koledzy sporządzili mapę pokładów lodu na tej planecie, opierając się o materiały przekazane przez sondę. Planetolodzy twierdzą, że szukali lodowych pokładów w bardzo prosty sposób – śledząc, jak zmienia się albedo (stosunek ilości promieniowania odbitego do padającego) na dnie dużych i małych kraterów. Lód odbija  światło znacznie lepiej niż skały pierwszej planety Układu Słonecznego. Dzięki temu udało się znaleźć nie tylko otwarte zasoby zamarzniętej wody, ale i jej zapasy ukryte pod cienką warstwą pyłu i gruzu skalnego. Okazało się, że ilość zapasów lodowych na Merkurym była bardzo niedoceniona. Ich ogólna powierzchnia jedynie w trzech największych kraterach, zdaniem Deutscha i jego kolegów, wynosi co najmniej 3,4 tys. km.kw. Nie mniejsze zapasy lodu zalegają pod warstwą gruntu na równinach, które otaczają te kratery, i w czterech niewielkich lejach o średnicy około 5 km na dalekiej północy i południu Merkurego. To odkrycie powoduje, że historia pojawienia się lodu na powierzchni Merkurego jest jeszcze bardziej zagadkowa. Według planetologów jego źródłem mogą być zarówno komety i asteroidy, jak i wiatr słoneczny. Na razie nie wiadomo, która z tych dwóch hipotez jest bliższa prawdy. Być może wystrzelenie rosyjsko-europejskiej sondy BepiColombo w październiku przyszłego roku pomoże w rozwiązaniu tej zagadki.

 

* „Niezwyciężeni”, anglojęzyczny film opowiadający o bohaterstwie Polaków został zablokowany z powodu roszczeń dotyczących praw autorskich. Animacja przygotowana przez IPN i studio Fish Ladder/Platige Image to 4-minutowe wideo, które opowiada o walce Polaków z dwoma totalitaryzmami. W filmie znajdujemy takie postacie jak rotmistrz Witold Pilecki, ratująca Żydów Irena Sendlerowa czy Jan Karski, który informował Amerykanów o Holokauście.  Angielska wersja filmu ("The Unconquered"), której narratorem jest znany aktor Sean Bean, została zablokowana na platformie YouTube. "Ten film jest już niedostępny z powodu roszczenia dotyczącego praw autorskich zgłoszonego przez użytkownika Jan Kołowski" – brzmi komunikat, który pojawia się na stronie.  "Niezwyciężeni" opowiadają o głównych momentach 50-letniej walki Polaków o wolność. Film miał premierę tuż przed 78. rocznicą sowieckiej agresji na Polskę. Przez kilka dni obejrzały go miliony widzów na całym świecie. Animacja kończy się cytatem z generała Witolda Urbanowicza: "Bo my nie błagamy o wolność. My o nią walczymy".

 

* Zmiany w sądownictwie muszą być przeprowadzone, bo tego potrzebują Polacy. Wierzę, że projekty ustaw o KRS i SN przygotowane przez prezydenta Andrzeja Dudę zakończą reformę sądownictwa - powiedziała w czwartek premier Beata Szydło.  "Zmiany w sądownictwie muszą być przeprowadzone i wierzę głęboko, że projekty ustaw, które mają być przygotowane przez prezydenta, zakończą reformę systemu sądownictwa" - powiedziała premier, pytana w Telewizji Trwam o zapowiedziane przez Andrzeja Dudę projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Przypomniała też, że prezydent podpisał ustawę o ustroju sądów powszechnych.  Jak mówiła szefowa rządu, aby reforma została dopełniona muszą zostać przyjęte projekty, które zostały zawetowane przez prezydenta. "Czekamy na nie" - powiedziała. Dodała, że na ich temat będzie się wypowiadać dopiero wtedy, gdy zostaną przedstawione opinii publicznej. Szydło wyraziła też nadzieję, że prezydenckie ustawy będą "dogłębnie reformować" sądy, bo "tego potrzebują Polacy". "System sądowniczy powinien być dla ludzi, a nie dla sędziów" - oświadczyła. Jak mówiła premier, w Polsce jest wiele osób, które mają poczucie, że zostały skrzywdzone przez wymiar sprawiedliwości. Dodała, że sądownictwo jest "niewydolne oraz dopuszcza patologie, które powinny być wyeliminowane; także dla jego dobra". Premier zapewniła ponadto, że rząd przeprowadzi reformę sądownictwa bez względu na pojawiające się "wściekłe ataki" wprowadzanych zmian.  "Sądy muszą stanąć po stronie ludzi, traktować każdego tak samo; sądy muszą być niezawisłe i sprawiedliwe" - podkreśliła Szydło dodając, że dziś wiele osób mówi, iż tak nie jest. „Jeżeli nie braknie nam odwagi, jeżeli nie braknie nam wszystkim determinacji, to tę reformę zakończymy i doprowadzimy. Jeżeli się cofniemy, to obawiam się, że reforma sądownictwa niestety nie będzie przeprowadzona" - dodała. Tłumaczyła, że sądy powinny dawać gwarancję obrony wszystkim uczciwym ludziom, a nieuczciwym, że sprawiedliwość ich dosięgnie. 24 lipca prezydent Duda poinformował, że podjął decyzję o zawetowaniu ustaw: o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa; zapowiedział też przygotowanie swoich projektów ustaw o SN i KRS w ciągu dwóch miesięcy. Projekty mają być przedstawione 25 października. Prezydent podpisał natomiast trzecią ustawę dotyczącą zmian w sądownictwie - o ustroju sądów powszechnych, która m.in. zmienia zasady powoływania i odwoływania prezesów sądów przez zwiększenie uprawnień ministra sprawiedliwości oraz wprowadza zasady losowego przydzielania spraw sędziom.

 

* Były prezydent Lech Wałęsa może usłyszeć zarzuty w sprawie składania fałszywych zeznań – informuje Radio Zet. Chodzi o agenturalną przeszłość byłego prezydenta. Rozgłośnia podaje, że Instytut Pamięci Narodowej prześwietla wszystkie akta spraw sądowych, w których zeznawał Wałęsa. Prokuratorzy nie wykluczają postawienia mu zarzutów za nieprawdziwe zeznania, które złożył przed Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Były prezydent wielokrotnie zaprzeczał, że podpisał zobowiązanie do współpracy SB. Twierdzi też, że nie brał od tajnych służb PRL żadnych pieniędzy i nie donosił na kolegów. IPN nie ma jednak wątpliwości, że na dokumentach widnieje odręczne pismo Wałęsy, co wykazała ekspertyza grafologiczna opublikowana na początku tego roku.

 

* Sejm wybrał sędziego Trybunału Konstytucyjnego na miejsce opróżnione przez zmarłego prof. Lecha Morawskiego. Jego następcą został dr hab. Justyn Piskorski, kierownik Katedry Prawa Karnego na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.Nowy sędzia TK jest osobą związaną z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X (tzw. lefebryści). Obok publikacji naukowych ogłaszał artykuły publicystyczne w „Naszym Dzienniku” czy piśmie „Zawsze Wierni” wydawanym przez FSSPX. Kiedy jego kandydatura została przedstawiona publicznie w sierpniu bieżącego roku, protestowali przeciwko niej parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej Ryszarda Patru. Z lewicowym oburzeniem przytaczali cytaty z jednego z artykułów kandydata, poświęconego zjawisku przemocy domowej, takie jak: „To ojczymowie są wyraźnie okrutniejsi w sposobie zadawania śmierci niż ojcowie.”, „53 proc. wszystkich zabitych dzieci zostało zabitych przez ojczyma lub macochę.”, „Obecnie obserwujemy dalszy zamach na ojcostwo w postaci różnego rodzaju aktów prawnych zmierzających do walki z ‚przemocą w rodzinie’. Zamach na postrzeganie naturalnych ról społecznych, a nawet zamach na płeć.”

 

KOMENTARZE

  • 23.09.1941
    – Przeprowadzono pierwsze egzekucje w komorach gazowych w obozie koncentracyjnym Auschwitz.
  • 23.09
    1939:
    Do obozu koncentracyjnego w niemieckim Ravensbrück przywieziono pierwszy transport Polek.
  • 99 lat temu urodził się Hieronim Dekutowski, "Zapora"..
    99 lat temu urodził się Hieronim Dekutowski, "Zapora"...Cichociemny, legendarny dowódca oddziałów partyzanckich AK i WiN.

    https://pbs.twimg.com/media/DKf5Z8cXcAAlT4e.jpg
  • 23.09.44r. po zajęciu Czerniakowa mjr.K.Fischer
    23.09.44r. po zajęciu Czerniakowa mjr.K.Fischer, szef sztabu Reinefartha, rozkazuje zamordować ok. 200 rannych, łączniczek i sanitariuszek.

    https://pbs.twimg.com/media/DKgn5xpX0AEhagz.jpg
  • Między 21 a 24 IX 1939 w Lerypolu i Budowli (pow. grodzieński)
    doszło do zbrodni skomunizowanych białoruskich chłopów na polskich osadnikach

    https://pbs.twimg.com/media/DKfbxFQWkAE-TTP.jpg
  • @Husky 21:09:18
    24.IX.39r. 400 Polskich Kawalerzystów stacza z sowietami Bitwę pod Hussynem
    Po bitwie ruskie mordują 25 Polaków.
    Wieczna Chwała Bohaterom !

    https://pbs.twimg.com/media/DKcUnUIXoAADM4G.jpg
  • 24.09.1944
    24.09.1944
    Niemcy rozstrzelali Irenę Kowalską-Wuttke ps. Irka- była łaczniczką w batalionie "Zośka", miała 24 lata

    https://pbs.twimg.com/media/DKgZBBgW0AEJ1O8.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031