Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3991 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 12 września 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1052) Zapraszam na tradycyjny serwis bieżących informacji i komentarzy z kraju i ze świata.

 

*Raport niezależnej komisji ds. łamania praw człowieka w Syrii w części dotyczącej oskarżeń pod adresem Moskwy i Damaszku to przykład źle sfabrykowanego, politycznie zaangażowanego fałszu – powiedział stały przedstawiciel Rosji przy genewskim oddziale ONZ Aleksiej Borodawkin. Raport w części dotyczącej Rosji i użycia broni chemicznej przez siły zbrojne Syrii to przykład politycznie zaangażowanego fałszu, na dodatek źle sfabrykowanego – powiedział. Jego zdaniem, Moskwa nie powinna zwracać uwagi na podobne oskarżenia. „Jakiś czas temu handlowanie rusofobią stało się modne w kręgach politycznych i dyplomatycznych. Ale sytuacja stopniowo się zmienia. Nawet tam, gdzie na wymysły wciąż jest popyt, ich polityczna wartość konsekwentnie spada" – powiedział Borodawkin. W środę niezależna komisja śledcza ds. Syrii założona przez Radę ONZ ds. Praw Człowieka opublikowała 14 raport o łamaniu praw człowieka w Syrii. Autorzy dokumentu twierdzą m.in., że rosyjskie wojsko rzekomo bombarduje szpitale w Syrii na terenach kontrolowanych przez uzbrojoną opozycję. Ponadto, raport oskarża Damaszek o użycie broni chemicznej w kwietniu w Chan Szajchun. Według komisji, od marca 2013 roku do marca 2017 roku odnotowano 25 przypadków wykorzystania broni masowego rażenia, z których 20 jest na koncie wojsk rządowych. Członkowie komisji nie mają jednak bezpośredniego dostępu do Syrii  i oświadczają, że doszli do takich wniosków na podstawie zeznań świadków, a także przeanalizowania zdjęć satelitarnych i fotografii pocisków, wykonanych po ataku w Chan Szajchun. 

 

*USA planują dostarczyć syryjskim Kurdom tysiące jednostek broni i amunicji.Amerykańscy wojskowi planują przekazać syryjskim Kurdom ponad 20 tys. jednostek broni strzeleckiej, granatniki i amunicję do moździerzy. Poinformowała o tym dzisiaj agencja Anadolu, powołując się na dokument z Pentagonu.  Broń jest przeznaczona dla grup bojowych koalicji Syryjskie Siły Demokratyczne, której podstawę tworzy Partia Unii Demokratycznej. Broń będzie dostarczana do regionu na północ od miasta Rakka będącego syryjską ostoją ugrupowania Państwo Islamskie. Od 6 czerwca do teraz trwa szturm miasta, toczą się walki o szereg dzielnic kontrolowanych przez PI. Według danych agencji Kurdowie łącznie otrzymają 18 tys. karabinów, 3,5 tys. karabinów maszynowych, 4 tys. granatników i karabinów przeciwpancernych. Ponadto USA przekażą ponad 200 pocisków moździerzowych różnego kalibru, sto karabinów snajperskich, kilkaset celowników optycznych wyposażonych w systemy noktowizyjne i podświetlacz laserowy. Kurdowie otrzymali część tej broni od czerwca tego roku.  Pentagon poinformował o planach zaopatrzenia Narodowej Rady Syryjskiej w broń pod koniec maja. Jak podaje Anadolu, od tamtego czasu Kurdom wysłano ponad 1,4 tys. środków transportu towarowego. Najnowsza kolumna ciężarówek liczyła 70 pojazdów, które przybyły w ubiegłą niedzielę popołudniu od strony Iraku do miasta Haseke (200 km na północny wschód od Rakki). W ramach tej dostawy Kurdowie otrzymali między innymi 30 jednostek dokładnie zamaskowanego sprzętu wojskowego. Ankara jest bardzo zaniepokojona przekazaniem Narodowej Radzie Syryjskiej i Partii Unii Demokratycznej takiej ilości broni, ponieważ uważa tę partię za terrorystyczną oraz syryjskie odgałęzienie Partii Pracujących Kurdystanu, która walczy przeciwko tureckim władzom. Władze republiki są przekonane, że walka z PI w Rakce jest jedynie wygodnym pretekstem dla USA do uzbrajania Partii Unii Demokratycznej, a broń, która znalazła się w rękach Kurdów, później może zostać skierowana przeciwko samej Turcji. 

 

*Arabia Saudyjska najwyraźniej dołączyła do krajów, które chwilowo odrzuciły ideę odsunięcia od władzy Baszara al-Assada, pisze Bloomberg. Do tego popchnęła Rijad udana kampania Rosji w Syrii oraz chęć niedopuszczenia do umocnienia się Iranu w tym arabskim kraju.Nawet Saudyjczycy zwracają się w stronę Rosji w miarę tego, jak wrogowie al-Assada „wpadają w rozpacz”, pisze Bloomberg. Arabia Saudyjska prawdopodobnie dołączyła do grona państw, które zrezygnowały z idei zmiany reżimu w Syrii. W taki sposób Rijad dostosowuje się do udanej kampanii Moskwy, mającej na celu wsparcie prezydenta Assada. Istnieją oznaki tego, że Arabia Saudyjska i Rosja, które od dawna zajmują różne stanowiska w kwestii kryzysu syryjskiego, teraz współpracują, ustalając, że na razie al-Assad utrzyma się u władzy. W ubiegłym miesiącu Saudyjczycy przeprowadzili spotkanie z różnymi ugrupowaniami syryjskiej opozycji. W jego ramach Arabia Saudyjska nalegała, aby zwolennicy ostrej linii wobec prezydenta Syrii porozumieli się z opozycjonistami, którzy nie tak aktywnie domagają się natychmiastowego odejścia al-Assada. Wkrótce do Moskwy przyjedzie król Arabii Saudyjskiej Salman, a nieco później do Rijadu uda się szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Bloomberg twierdzi, że ten postęp w polityce Saudyjczyków może być kolejnym ciosem w syryjskich powstańców, którzy od dwóch lat obserwują, jak al-Assad przy wsparciu rosyjskich sił powietrznych odzyskuje kontrolę nad znaczną częścią kraju. Wcześniej administracja Trumpa zamknęła program pomocy wojskowej dla powstańców, utrzymując, że głównym celem USA w Syrii jest pokonanie Państwa Islamskiego. Ponadto Turcja, kolejny zwolennik opozycji, też zaczęła współpracować z Rosjanami. Saudyjczycy teraz rozumieją, że Rosjanie być może są jedyną stroną, która może rozwiązać syryjski kryzys. Nie mają nic przeciwko idei, że (syryjski) reżim może zostać – powiedział Mustafa Alani, szef wydziału obrony i bezpieczeństwa Gulf Research Center.Bloomberg pisze, że jednym z powodów zbliżenia z Moskwą było dążenia saudyjskich władz do zapobiegnięcia umocnieniu się jeszcze jednego zwolennika al-Assada – Iranu. Wspierani przez Teheran bojownicy, w tym z libańskiego ruchu Hezbollah, odegrali ważną rolę w przywróceniu wpływów syryjskiego prezydenta. A ponieważ perspektywy, że al-Assad ustąpi, są coraz mniejsze, jego wrogowie obierają nowe cele. Zdaniem Alaniego dla Saudyjczyków ani syryjski „reżim”, ani Baszar al-Assad już nie są problemem. – Problemem jest kwestia przebywających w kraju Irańczyków – powiedział. Jak dodał, USA i Izrael też naciskają, aby Rosjanie podjęli wysiłki zmierzające do usunięcia Iranu z Syrii.

 

*DoDeir ez-Zor został wysłany oddział Centrum Przeciwminowego Sił Zbrojnych Rosji.  Czołowy oddział Międzynarodowego Centrum Przeciwminowego Sił Zbrojnych Rosji został wysłany do Deir ez-Zor  w Syrii — podaje Departament Informacji i Komunikacji Masowych rosyjskiego resortu obrony. Wcześniej Ministerstwo Obrony oznajmiło, że syryjskie wojska w rejonie Deir ez-Zor  przy wsparciu rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych zadały druzgocącą porażkę PI, jest to największe zwycięstwo na przestrzeni ostatnich trzech lat. «Ponad 40 specjalistów czołowego oddziału Międzynarodowego Centrum Przeciwminowego Sił Zbrojnych Rosji, grupa kynologów oraz siedem jednostek specjalnego sprzętu zostało przerzuconych wojskowymi samolotami transportowymi na syryjskie lotnisko Hameimim» — czytamy w komunikacie.  Podkreśla się, że w najbliższym czasie wojskowi wyruszą do wyzwolonych dzielnic miasta Deir ez-Zor  w celu rekonesansu i oceny skali przyszłych prac rozbrojeniowych. Według informacji Ministerstwa Obrony łącznie do Syrii zostanie wysłanych 175 wojskowych Międzynarodowego Centrum Przeciwminowego i 42 jednostki specjalnego sprzętu inżynieryjnego, w tym nowoczesne roboty saperskie Uran-6, którzy wezmą udział w rozminowaniu humanitarnym. Oprócz saperów w skład oddziału wchodzi pododdział kynologów z wyszkolonymi psami. «W pierwszej kolejności saperzy rozminują drogi prowadzące do obiektów infrastruktury społecznej miasta, szpitale, szkoły, domy mieszkalne, obiekty zaopatrzenia w wodę i energię elektryczną oraz pomniki historii i kultury» — czytamy w komunikacie Ministerstwa Obrony Rosji. 

 

*Pjongjang uważa, że sankcje i presja ze strony USA wkraczają w «skrajnie nierozsądny etap» i ostrzega, że państwo jest gotowe na bezprecedensowe działania.Czytamy to w oświadczeniu MSZ Korei Północnej opublikowanym na stronie Koreańskiej Centralnej Agencji Prasowej KCNA. Zdaniem KRLD USA manipulują Radą Bezpieczeństwa ONZ, by zaostrzyć sankcje przeciwko Korei Północnej z powodu testów bomby wodorowej. MSZ oznajmiło, że «superpotężna broń termojądrowa» została opracowana do powstrzymywania nasilających się wrogich działań ze strony USA i zapobiegnięcia wojnie jądrowej na Półwyspie Koreańskim. Pjongjang także podkreślił, że uważnie obserwuje działania USA i jest zdeterminowany do stawiania oporu. «Przyszłe środki, które podejmie KRLD, przyniosą Stanom Zjednoczonym ból i cierpienia, których nie doświadczyły nigdy wcześniej w historii» — czytamy w komunikacie. Podkreśla się, że USA powinny zaprzestać konfrontacji politycznej, gospodarczej i wojskowej z Koreą Północną, by uniknąć całkowitej zagłady. 

 

Moskwa w pełnym zakresie zrówna warunki pracy dyplomatów amerykańskich w Rosji i rosyjskich w Stanach Zjednoczonych - oświadczył minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow podczas konferencji prasowej.Przypomniał też, że Rosja wykazała „dobrą wolę", wpisując na listę pracowników rosyjskich misji dyplomatycznych w Stanach Zjednoczonych również tych, którzy pracują w misji przy ONZ. Jednocześnie, według Siergieja Ławrowa, dyplomaci w ONZ to oddzielny temat, który w żaden sposób nie dotyczy relacji dwustronnych. „Włączyliśmy do tej sumarycznej liczby, do tego pułapu, wszystkich, pracujących w przedstawicielstwie Rosji przy ONZ, co, jak wszyscy rozumieją, jest oddzielnym tematem i nie dotyczy relacji dwustronnych. Tym nie mniej, wykazaliśmy się dobrą wolą. Stany Zjednoczone jak gdyby przywłaszczyły sobie nasz dobry gest i oznajmiły: „Skoro Rosjanie pragną parytetu, to niech zamykają jeden z czterech konsulatów generalnych, gdyż mamy w Rosji tylko trzy konsulaty generalne". Obecnie rozpatrujemy te warunki, w jakich pracują amerykańskie misje zagraniczne w Rosji i rosyjskie w USA. Uzgodnimy te warunki w pełnym zakresie z tym, co się nazywa parytetem" — powiedział Siergiej Ławrow. Latem tego roku Moskwa zaproponowała zmniejszenie personelu amerykańskich misji dyplomatycznych w Rosji o 755 osób — do liczby 455. W ten sposób ich liczbę zrównano z liczbą pracowników rosyjskich misji dyplomatycznych w USA. Kroki te stały się odpowiedzią na antyrosyjską politykę i wprowadzone przez kongres nowe sankcje przeciwko Rosji. Stany Zjednoczone ze swej strony zażądały zamknięcia konsulatu Rosji w San Francisco i dwóch budynków misji handlowych w Waszyngtonie i Nowym Jorku, uzasadniając to zmniejszeniem liczby pracowników amerykańskiej misji dyplomatycznej. W budynku konsulatu przeprowadzono rewizje, MSZ nazywa te poczynania „sprzecznym z prawem przejęciem własności dyplomatycznej" i brutalnym pogwałceniem norm międzynarodowych.

 

*Prezydent Mołdawii Igor Dodon oznajmił, że nie podpisze żadnej antyrosyjskiej ustawy i jest pewien poparcia ze strony narodu. W Mołdawii pod koniec września rozpoczyna się kolejna sesja parlamentarna, na której deputowani zamierzają między innymi powtórnie rozpatrzeć odrzucone przez prezydenta ustawy a także omówić inicjatywę dotyczącą zakazu nadawania informacyjnych i analitycznych programów rosyjskiej telewizji. W Konstytucji jest napisane, że za drugim razem prezydent jest zobowiązany do podpisania ustawy. Świadomie zdecyduję się na odrzucenie, jeśli moim zdaniem nie zgadza się to z interesami państwa. Chodzi o ustawę o 9 maja. Jest to dla nas święte święto i nie możemy ogłosić 9 maja Dniem Europy. Jest to dzień pamięci, Dzień Zwycięstwa» — oznajmił Dodon. Dodał, że zamierza odrzucić «osławioną ustawę o tak zwanej «rosyjskiej propagandzie». «Nawet jeśli parlament przyjmie ją dwu lub trzykrotnie, nie podpisze jej i nie wejdzie w życie» — podkreślił prezydent. Przy takim rozwoju wydarzeń zgodnie z prawem parlament powinien stwierdzić, że prezydent naruszył Konstytucję i uruchomić procedurę usunięcia przywódcy republiki z urzędu w drodze referendum. «Jestem gotów na referendum. Jestem pewien, że naród będzie po mojej stronie» — podkreślił Dodon.  Nie wykluczył w przyszłości blokowania wszystkich ustaw parlamentu w razie ostrej konieczności, dodając, że «jest to skrajny wariant». Na pytanie, co zamierza zrobić, jeśli większość parlamentarna zainicjuje procedurę impeachmentu wobec prezydenta, Dodon odparł: «Pójdziemy do ludzi i zobaczymy, kogo poprą».  «Każdy podobny krok to wzrost notowań prezydenta. Większość parlamentarna  zdaje sobie z tego sprawę. Taki wskaźnik zaufania do przywódcy republiki powstrzyma ich przed impeachmentem. Zadanie polega zatem na obniżeniu notowań. W tym celu prowokują Rosję, by zamknęli eksport i tak dalej, popychają nas do błędów, ale nie będziemy ich popełniać. Dlatego na impeachment najprawdopodobniej nie zdecydują się, ponieważ przegrają» — uważa przywódca republiki. 

 

*Budapeszt nie będzie wspierać żadnych ukraińskich inicjatyw międzynarodowych, a to z racji uchwalonej przez Kijów ustawy o edukacji - informuje węgierskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.Szef MSZ Węgier Peter Szijjarto wezwał ambasadorkę Ukrainy Liubowę Nepop, żeby osobiście powiadomić ją, że przyjęta ustawa to „wstyd i hańba". Jak zauważa rzeczniczka prasowa resortu Tamas Menczer, Węgry będą dopóty niweczyć ukraińskie inicjatywy międzynarodowe, dopóki do dokumentu nie zostaną wniesione poprawki. Rada Najwyższa zatwierdziła ustawę o edukacji na początku września. Ustawa przewiduje pełne odejście od wykładania przedmiotów w językach obcych do 2020 roku. Szijjarto krytykował już ustawę za to, że uderza w Węgrów żyjących na Ukrainie. Jak mówi, Kijów narusza prawa mniejszości, pozbawiając ich prawa do zdobywania wiedzy w języku ojczystym. Dla kraju, który chce zbliżyć się do Europy, to zupełnie nie do przyjęcia — zauważył węgierski dyplomata. Zaniepokojenie z powodu przyjętej ustawy wyraziła też Rumunia, mówiąc, że godzi ona w prawa mniejszości narodowych. Przyjęty przez parlament dokument wywołał niejednoznaczną reakcję na samej Ukrainie. Blok Opozycyjny zażądał nałożenia na dokument weta, bowiem jego normy „naruszają podstawowe prawa obywateli Ukrainy i grożą rozpadem państwa". O odrzucenie dokumentu poprosił gubernator obwodu zakarpackiego Gennadij Moskal. Według niego wiele zapisów ustawy przeczy dwustronnym umowom Ukrainy z sąsiednimi krajami, w szczególności z Mołdawią, Rumunią i Węgrami.

 

*Kanclerz Niemiec Angela Merkel w rozmowie telefonicznej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem poparła inicjatywę Moskwy ws. wysłania misji pokojowej do Donbasu,podkreślając jednak, że w projekcie należy wnieść zmiany - poinformował rzecznik prasowy niemieckiego rządu Steffen Seibert. „Angela Merkel i Władimir Putin  omówili rosyjską propozycję ws. misji pokojowej ONZ w Donbasie. Kanclerz Niemiec poparła rosyjską inicjatywę, jednak zwróciła uwagę, że należy dokonać zmian w mandacie misji" — powiedział Seibert. Biuro prasowe Kremla poinformowano z kolei, ę Moskwa jest gotowa wnieść zmiany w projekcie rezolucji ONZ, dotyczące funkcji misji pokojowej tej organizacji w Donbasie. Przywódcy dwóch państw omówili również przebieg realizacji porozumień mińskich, podkreślając, że wszelkie naruszenia warunków zawieszenia broni, utrudniające realizację tzw. „rozejmu szkolnego", są nie do przyjęcia.

 

*Zastępca szefa administracji prezydenta Ukrainy Konstantin Jelisejew oświadczył, że ukraińska delegacja wniosła pod obrady Rady Bezpieczeństwa ONZ własny projekt rezolucji w sprawie dyslokacji sił pokojowych w Donbasie. „Na polecenie prezydenta zaktualizowany projekt rezolucji został dosłownie kilka dni temu przekazany partnerom z Rady Bezpieczeństwa. Oczywiście jesteśmy gotowi do dalszej pracy” – zapewnił Jelisejew. Jak dodał, przygotowania do dyslokacji sił pokojowych ONZ w Donbasie, od podjęcia takiej decyzji, mogą potrwać co najmniej pół roku. Wcześniej szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin nazwał tę inicjatywę „oczekiwaną manipulacją”.

 

*Byłego prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego poproszono przez głośnik o opuszczenie pociągu, którym zamierzał przekroczyć polsko-ukraińską granicę - podaje z miejsca wydarzeń korespondent Ria Novosti.„W naszym pociągu znajduje się osoba nie mająca prawa wjazdu na terytorium Ukrainy. Pociąg nie pojedzie dopóki ta osoba nie opuści pociągu" — usłyszeli podróżujący. Na dworcu w Przemyślu Saakaszwili wsiadł do pociągu kursującego przez Lwów do Kijowa. Na dworcu potwierdził dziennikarzom, że zamierza powrócić na Ukrainę na podstawie ukraińskiego paszportu i walczyć o przywrócenie mu praw, w tym obywatelstwa ukraińskiego. Później polityk oświadczył, że zgłosi na polską policję odmówienie mu prawa do przejazdu pociągiem. Początkowo Saakaszwili mówił, że wjedzie z Polski na Ukrainę przez samochodowy punkt graniczny „Korczew-Krakowiec". Od rana stoi tam długa na kilkaset metrów kolejka samochodów na polskich i ukraińskich numerach. Straż graniczna przestała przepuszczać samochody i przepuszcza tylko autobusy. Kolejka samochodów osobowych nie rusza z miejsca. Ukraińskie obywatelstwo odebrał Saakaszwilemu Petro Poroszenko. Swoją decyzję ukraiński lider umotywował tym, że były gubernator obwodu odesskiego podał nieprawdziwe składając wniosek o przyznanie obywatelstwa.

 

*Były gubernator obwodu odeskiego Michaił Saakaszwili twierdzi, że ukraińscy pogranicznicy sprawdzają, czy przypadkiem nie próbuje przedostać się nielegalnie na Ukrainę. - Przez ostatnie 24 godziny na całej granicy polsko-ukraińskiej był alarm. Są duże kolejki, ponieważ szukają mnie w bagażnikach samochodów – powiedział.Jak dodał, kontrolowany jest każdy samochód wjeżdżający do tego kraju. — Szukają mnie w bagażnikach samochodów. Nie będę w taki sposób podróżował. Będę podróżował otwarcie. Pójdę tam na własnych nogach i udowodnię moją rację — podkreślił były prezydent Gruzji, którego cytują polskie media. Saakaszwili powiedział też, że na Ukrainie jest „jednym z najbardziej popularnych polityków. — Pozbawiając mnie obywatelstwa, Poroszenko przyznał, że jestem jego głównym przeciwnikiem. On próbuje pozbyć się swojego oponenta w stylu Związku Radzieckiego  - ocenił. Jego zdaniem na Ukrainie ma większe poparcie w społeczeństwie niż sam Poroszenko. — I on o tym wie. Jeżeli on się boi, to nie znaczy, że i ja mam się bać. On chce być uzurpatorem i dyktatorem. Poroszence się nie uda. Ukraińcy są z natury wolnym narodem i zasługują na więcej – zaznaczył. Saakaszwili nie posiada obecnie paszportu żadnego kraju. Pojawiły się głosy, aby przyjął polskie obywatelstwo. Polityk jednak odrzucił taką możliwości. Nie mam zamiaru starać się o polskie obywatelstwo. Bardzo szanuję Polskę, to najważniejszy kraj dla wolności na świecie, a na pewno w Europie. Mam wiele podziwu dla Polaków. Wielu z moich przyjaciół to polscy politycy. Jednak byłem prezydentem Gruzji przez dwie kadencje, jestem dumny z moich osiągnięć z tego czasu. Teraz jestem oddany Ukrainie, aby uwolnić ją od skorumpowanej oligarchii. To mój obowiązek wobec Ukraińców, nie opuszczę jej. Mam tam wielu zwolenników – wyjaśnił.

 

*Zaskakująca i w pewnym sensie komiczna sytuacja z Saakaszwilim forsującym ukraińską granicę nie umknęła uwadze mediów.Saakaszwili przeszedł nielegalnie przez polsko- ukraińskie przejście graniczne. Jak sam powiedział, został wniesiony na rękach przez swoich zwolenników. Jest już we Lwowie i oświadczył, że rozpoczyna marsz na Kijów. Jest to postać barwna, a właściwie komiczna. Polityk, który doszedł do władzy w wyniku tzw. rewolucji róż, sponsorowanej przez Stany Zjednoczone, następnie sprowokował konflikt zbrojny z Rosją, a w końcu został odsunięty od władzy przez swoich rodaków, oskarżony o ciężkie przestępstwa. Ciążą na nim cztery zarzuty kryminalne. Zaczął robić karierę polityczną na pomajdanowej Ukrainie, ale skonfliktował się z prezydentem Poroszenką. Został pozbawiony obywatelstwa i jest obecnie bezpaństwowcem. Z USA przyleciał do Polski gdzie mamy kolejny przykład niepoważnej polityki polskich elit, które przyjmują Saakaszwilego w Warszawie. Na przejściu granicznym był obecny między innymi polski polityk Jacek Saryiusz-Wolski. Inni polscy politycy tacy jak minister Błaszczak i minister Waszczykowski protestowali, gdy Ukraina nie chciała wpuścić Saakaszwilego. Jest to niepoważne postępowanie ze strony polskich elit politycznych. Jakie są perspektywy polityczne Saakaszwilego? Trudno powiedzieć. Nie wiadomo dokładnie, kto za nim stoi. Czy to jakaś grupa miejscowych oligarchów po części nacjonalistycznych, czy może stoją za nim amerykańskie służby specjalne. Jeśli to drugie, to rzeczywiście może dojść na Ukrainie do poważnego zamieszania, nawet do nowego puczu. Jeśli nie, to prawdopodobnie sytuacja rozejdzie się po kościach.

 

* Na Ukrainie wszczęto postępowanie karne w sprawie przedarcia się Saakaszwilego przez granicę. Postępowanie karne w sprawie nielegalnego przekroczenia granicy zostało wszczęte po przedostaniu się byłego prezydenta Gruzji, byłego gubernatora obwodu odeskiego Micheila Saakaszwilego na Ukrainę — podaje dzisiaj krajowa Policja Narodowa. Pozbawiony ukraińskiego obywatelstwa Saakaszwili wczoraj wieczorem przy pomocy zwolenników przedarł się przez kordon straży granicznej i służb porządkowych na przejściu granicznym Szeginie na terytorium Ukrainy. Asystent szefa Straży Granicznej Ołeh Słobodian oznajmił, że Saakaszwili nielegalnie przekroczył ukraińską granicę, ponieważ nie przeszedł kontroli granicznej. «Dzisiaj, 11 września, policja Lwowszczyzny w związku z wydarzeniami w pobliżu przejścia granicznego Szeginie wpisała do Jednolitego Rejestru Wstępnych Postępowań dane o popełnieniu wykroczenia określonego w paragrafie 332 «Nielegalne przekroczenie granicy państwowej» Kodeksu Karnego Ukrainy. Za popełnienie tego wykroczenia grozi kara pozbawienia wolności na okres do pięciu lat z konfiskatą środków transportowych bądź innych uczestniczących w popełnieniu przestępstwa» — czytamy w komunikacie na stronie resortu. Wcześniej prezydent Ukrainy Petro Poroszenko pozbawił Saakaszwilego ukraińskiego obywatelstwa. Administracja prezydenta wyjaśniła to udzieleniem nieprawdziwej informacji podczas jego otrzymania. Sam Saakaszwili przebywał wówczas w USA, później odwiedził Polskę, Litwę i Węgry. Wielokrotnie informował, że zamierza wrócić na Ukrainę. Kijów oznajmił, że rozpatruje wniosek Gruzji o ekstradycję byłego prezydenta.

 

*Cieszące się autorytetem gruzińskie media i eksperci ostrzegli Ukrainę w związku z „wtargnięciem" do kraju byłego prezydenta Gruzji oraz byłego gubernatora obwodu odeskiego Michaiła Saakaszwilego - przekazuje korespondent gazety „Wzgliad" w Tbilisi. „Ukraino, miej się na baczności! Ostap Bender powrócił — pisze tygodnik „Kviris palitra". Podczas gdy Ukraina jest tak naprawdę w stanie wojny z Rosją, aktywność Saakaszwilego jest niezwykle niebezpieczna i grozi całkowitym podziałem kraju. Jednak czy Ukraińcy widzą to niebezpieczeństwo?" „Awanturnik o światowej sławie pokazał, jak łatwo było przedrzeć się przez granicę i teraz wzmacnia swoje pozycje we Lwowie, przygotowywując najprawdopodobniej «Rewolucję róż». Władza Poroszenki popełniła kolosalny błąd jeszcze wtedy, kiedy zaprosiła Saakaszwilego do rządzenia. Później Ukraina popełniła błąd, kiedy nie posiadając wystarczających podstaw pozbawiła go obywatelstwa i Misza stał się osobą prześladowaną w oczach Ukraińców. Po raz trzeci — kiedy zrobiła z niego bohatera podczas przekraczania granicy" — pisze gazeta. W wywiadzie dla gazety ekspert Vahtang Dzabiradze podkreślił, że „liczba zwolenników, która witała Saakaszwilego nie była tak duża, aby wystraszyć rząd Poroszenki. Ale najważniejsze, że Ukraińcy uważają Saakaszwilego za osobę prześladowaną, której trzeba pomóc — właśnie to chciał osiągnąć Saakaszwili, udając się w swoją słynną podróż". Według analityka „Saakaszwili kontynuuje działania awanturnicze podobnie jak robił to, sprawując władzę w Gruzji". W związku z tym ekepert przypomniał o wojnie 2008 roku. „Była to właśnie awantura polityczna Saakaszwilego, dla której poświęcił pokój w kraju" — powiedział Wahtang Dzabiradze. Według eksperta „różnica polega na tym, że wówczas Saakaszwili  był u władzy i wykorzystał do awantury struktury państwowe, a obecnie celem jego działań jest wywołanie zamieszek oraz destabilizacja sytuacji zarówno na Ukrainie, jak i Gruzji". Zdaniem eksperta, w przypadku jeśli Ukraina wyda Saakaszwilego Gruzji, który jest poszukiwany w tym kraju na podstawie czterech artykułów Kodeksu Karnego, „rzeczywiście pojawi się źródło napięcia, proces będzie trudny dla kraju i jego rządu". Jak podkreślił analityk, „zamieszki i destabilizacja sytuacji na Ukrainie i Gruzji są obecnie tylko w interesach Kremla". Portal internetowy sazogadoeba.ge napisał, że wraz z wdarciem się na Ukrainę „Saakaszwili przystąpił tak naprawdę do procesu przewrotu państwowego".  „Sytuacja jest o wiele bardziej niebezpieczna, niż się niektórym wydaje. Niektóre siły polityczne mogą spróbować wykorzystać Saakaszwilego jak «broń» przeciwko Poroszence. Sam Saakaszwili przypomina swoimi działaniami popa Gieorgija Gapona. Władzę spróbuje zaś przejąć Julia Tymoszenko" — powiedział w wywiadzie dla portalu ekspert Wahtang Dzabiradze. Policja Lwowa wszczęła postępowanie karne po powrocie Saakaszwilego na Ukrainę. Nazwisko byłego gubernatora Odessy pojawiło się również w bazie strony „Mirotworiec". Szef MSW Ukrainy Arsen Awakow nazwał „wdarcie się" Saakaszwilego przez granicę „haniebnym widowiskiem", przyznając, że „doszło jednak do prowokacji".

 

*Zdaniem Kremla obecne wydarzenia na Ukrainie z udziałem byłego prezydenta Gruzji i byłego gubernatora obwodu odesskiego Michaiła Saakaszwilego to polityczna błazenada, którą należy zaklasyfikować do kategorii spraw kuriozalnych - powiedział rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow. „Wiecie Państwo, że Kreml musi śledzić wiele poważnych kwestii. Tym się zajmujemy. Nie sądzę, by sprawa Saakaszwilego była sprawą poważną. Raczej klasyfikuje się do kategorii spraw kuriozalnych, bliższa jest kategorii politycznej błazenady" — powiedział Pieskow, zapytany o to, czy Moskwa śledzi sprawę Saakaszwilego i jego ruchy przygraniczne. W niedzielę wieczorem Saakaszwili zdołał przy wsparciu swoich zwolenników przecisnąć się  przez kordony funkcjonariuszy straży granicznej i policji na przejściu granicznym Szeginie, dzięki czemu przedostał się z Polski na terytorium Ukrainy. Prokuratura wszczęła już sprawę w związku z nielegalnym przekroczeniem granicy. Według ostatnich danych Saakaszwili przyjechał do Lwowa, gdzie zamierza przeprowadzić szereg spotkań z politykami i zorganizować konferencję prasową. Prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył, że organizatorzy nielegalnego przekroczenia granicy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

 

*Berlin powinien nawiązać do „tradycji polityki rozprężenia" i spróbować poprawić stosunki z Moskwą - oświadczyła w wywiadzie dla Rheinische Post liderka frakcji Lewicy w Bundestagu Sahra Wagenknecht.Niemiecka polityk wyraziła także nadzieję, że nie znajdzie się „nikt na tyle szalony, żeby decydować na się na konflikt wojskowy z Rosją z powodu Krymu". Niemcy powinny nawiązać do „tradycji polityki rozprężenia" i spróbować poprawić stosunki z Rosją — oświadczyła w wywiadzie dla Rheinische Post liderka frakcji Lewicy w Bundestagu Sahra Wagenknecht. Antyrosyjskie sankcje przynoszą szkodę niemieckiej gospodarce, a polityka konfrontacji zagraża bezpieczeństwu na świecie i w Europie" — powiedziała Wagenknecht. „Nie sądzę, aby sankcje zmieniły cokolwiek w sytuacji. Mam nadzieję, że nikt nie jest na tyle szalony, żeby decydować się na konflikt zbrojny z Federacją Rosyjską z powodu Krymu.Liderka frakcji Lewica wypowiedziała się także na temat kryzysu na Półwyspie Koreańskim. „Wszystkim robi się nieswojo na myśl, że w rękach takiego dyktatora, jakim jest Kim Dzong Un, znajduje się broń jądrowa. Ale ten, kto chce zapobiec zwiększaniu arsenału jądrowego w innych krajach, musi obiecać, że nie będzie przeprowadzać więcej ataków na niewygodne mu władze" — podkreśliła Wagenknecht. Zresztą zdaniem niemieckiej polityk większe zagrożenie dla „pokoju na całym świecie" płynie od gospodarza Białego Domu Donalda Trumpa. „Arsenał jądrowy Stanów Zjednoczonych jest niewspółmiernie większy od północnokoreańskiego. Amerykański prezydent, który aktywnie zwiększa potencjał wojskowy, zaognia konflikt z Rosją i grozi na Twitterze atakiem jądrowym, przedstawia ogromne zagrożenie bezpieczeństwu" — zauważyła Sahra Wagenknecht.

 

*Rzeczniczka prasowa rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skomentowała wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel nt. Krymu i zażartowała, że z powodu postrzegania Krymu w kontekście zjednoczenia Niemiec, niemieckie media mogłyby napisać, że „rosyjscy hakerzy" włamali się tym razem nie na serwer sztabu przedwyborczego, a samej kandydatki. W wywiadzie dla gazety Frankfurter Allgemeine kancelerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że jej zdaniem uznanie „aneksji" Krymu  przez Federację Rosyjską byłoby tym samym, co pogodzenie się w czasach NRD z istnieniem dwóch niemieckich państw, zamiast dążenie do zjednoczenia. Zacharowa przypomniała również o reakcji na sali w czasie konferencji w Monachium z 2015 roku, kiedy szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow również mówił o przyłączeniu Krymu w kontekście zjednoczenia Niemiec. „Czy ktoś mógł wyobrazić sobie dwa lata temu, że kanclerz Niemiec rozwiąże trudny problem Krymu, mówiąc o półwyspie w kontekście zjednoczenia Niemiec? Przecież kiedy w 2015 roku Siergiej Ławrow mówiąc na konferencji w Monachium o referendum na Krymie, przypomniał, że «zjednoczenie Niemiec odbywało się bez żadnego referendum i Rosja była jego aktywnym zwolennikiem» osoby obecne na sali były niezwykle oburzone. (…) Tymczasem teraz wypowiedzi nt. historii Krymu w kontekście zjednoczenia Niemiec, chociaż niezgrabnie skonstruowane, stanowią jednak punkt widzenia niemieckiego rządu" — napisała Zacharowa na Facebooku. Rzeczniczka MSZ Rosji podkreśliła również, że wypowiedź Merkel jest dodatkowym „żelaznym" argumentem, „wyraźnie świadczącym o sprawiedliwości historycznej wydarzeń (przyłączenia Krymu). „Ponieważ rozdzielonym nie z własnej woli narodem jest naród Rosji i Krymu, a nie Krymu i Ukrainy, co potwierdza nie tylko referendum z 2014 roku, ale  także inne referenda oraz próby ich przeprowadzenia zaraz po rozpadzie ZSRR" — powiedziała Maria Zacharowa. Zażartowała również, że po wypowiedzi Merkel nt. Krymu temat „rosyjskich hakerów" może stać się znów aktualny. „Jednak z drugiej strony nie wykluczam, że jutro niemieckie media napiszą, że «rosyjscy hakerzy», którymi tak bardzo straszy się Niemców, tym razem «włamali się» na serwer nie sztabu przedwyborczego, a samej kandydatki. Jednak w obydwu wypadkach pan Freud byłby zadowolony" — powiedziała Zacharowa.

 

*Jak pisze dziennik „Wiedomosti”, w szranki z Władimirem Putinem w wyborach prezydenckich w 2018 roku może stanąć kobieta. Według źródeł związanych z administracją Kremla i jej ekspertów, branych jest pod uwagę pięć-siedem kandydatek, m.in. Jelena Mizulina z Rady Federacji, deputowana Natalia Pokłonska i trzy członkinie partii Sprawiedliwa Rosja, a mianowicie  przewodnicząca Socjaldemokratycznej Unii Kobiet Rosji Natalia Wielikaja, liderka Krajowego Komitetu Rodzicielskiego Irina Wołyniec oraz członkini centralnego komitetu partii Irina Peteliajewa. Inne źródło uważa za idealną kandydatkę prezenterkę telewizyjną Ksenię Sobczak. Idealnym wariantem jest Ksenia Sobczak, nowoczesna młoda kobieta, która chciałaby wejść do polityki. Inteligentna, wyrazista, interesująca, ale nie pod każdym względem odpowiadająca wizerunkowi typowej Rosjanki. Pytanie brzmi: czy zdecyduje się na to” – powiedział rozmówca gazety. Natalia Pokłonska już skomentowała doniesienia o swoim ewentualnym udziale w wyborach, nazywając je „bzdurą”. Z kolei Ksenia Sobczak napisała w Instagramie: „Jestem niezależnym człowiekiem. (…). Jestem z tego bardzo dumna. Nie wiem, o czym dyskutuje się w wysokich gabinetach, ale od dawna i uważnie obserwuje nasz krajobraz polityczny”. Do tej pory kobiety tylko dwa razy kandydowały w wyborach prezydenckich w Rosji. W 2000 roku przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Ełła Pamfiłowa (ruch społeczny Grażdanskoje dostoinstwo) zdobyła 1,01% głosów, a w 2004 roku Irina Chakamada (Sojusz Sił Prawicowych) – 3,84%. Administracja prezydenta na razie nie potwierdziła udziału Władimira Putina w wyborach w 2018 roku.

 

* Już od 35 lat amerykańskie wojska pancerne bazują na opracowanym w latach 70. czołgu Abramsie. Przez wszystkie te lata Abrams był kilkakrotnie modernizowany. The National Interest podjął próbę ustalenia, kto zwycięży w śmiertelnym pojedynku między rosyjskimi T-90 i amerykańskimi M1 Abrams.Kolejnym groźnym pojazdem bojowym Rosji został T-90. T-90 wyposażony jest w nowy wielowarstwowy pancerz, aktywny system ochrony i kompleks do zakłócania środków łączności przeciwnika. Na czołgu pozostawiono standardową armatę kalibru 125-mm. Ogółem biorąc to nader groźny pojazd, przekraczający możliwości wszystkich poprzednich rosyjskich czołgów — pisze gazeta. Jeśli jednak porównywać go z M1A2, to amerykański czołg ma doskonalszą konstrukcję — uważa autor materiału. W pojedynku przewagę amerykańskiemu Abramsowi M1 zapewniają nowoczesny system urządzeń do identyfikacji i sterowania ogniem, ciągle doskonalony pancerz ze zubożonego uranu i siła uderzeniowa pocisków przeciwpancernych M829 z oddzielającym się po strzale sabotem. Amerykański czołg jest jednak dużo droższy.

 

*Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa zastanawia się nad stworzeniem broni jądrowej nowego typu - mini-bomb charakteryzujących się mniejszymi wymiarami i zasięgiem rażenia.Pisze o tym Politico, powołując się na źródła.  Podobna broń zapewni amerykańskim wojskowym więcej możliwości strategicznych. Użycia tradycyjnej broni jądrowej zakazuje wiele konwencji międzynarodowych, tymczasem uzyskanie pozwolenia na użycie słabszych egzemplarzy jest o wiele łatwiejsze. Nowa broń ma na celu powstrzymanie potencjalnych wrogów, w pierwszej kolejności Rosji i Korei Północnej — podkreśla periodyk. Zdaniem źródła Politico pod wieloma względami jest to «uzasadniony krok», ponieważ przeciwnicy nadal zwiększają potencjał jądrowy. Zapytani eksperci przypominają, że opracowanie podobnej broni oznacza odejście od polityki administracji Baracka Obamy, który odwrotnie był przeciwnikiem tworzenia nowej broni jądrowej. 

 

*Wystraszone amerykańsko-północnokoreańską wymianą uprzejmości kraje regionu, np. Japonia, zamierzają poważnie zmodernizować swoją obronę.Chodzi o samoloty, systemy rakietowe, radary i inny drogi sprzęty, który najwyraźniej dostarczy jeden z uczestników tego sporu – USA. Według Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, od 2001 roku wolumen handlu bronią stale rośnie. W tej sferze Stany Zjednoczone biją na głowę najgroźniejszych konkurentów – ich udział wzrósł w latach 2011-2015 do 33%, podczas gdy w okresie od 2006 do 2010 wynosił 29%.Z kolei z amerykańskich danych wynika, że w 2015 roku USA sprzedały do innych państw broń za 47 mld dolarów, czyli o 15 mld więcej niż w 2014 roku. Co ciekawe, w odległym 2005 roku USA zarobiły na tym procederze 8,6 mld.Serbski analityk wojskowy, publicysta gazety „Polityka” Miroslav Lazanski w rozmowie ze Sputnikiem powiedział, że każdy konflikt na świecie jest prezentem dla przemysłu zbrojeniowego największych krajów. Jego zdaniem na każdym kryzysie USA  zarabiają 20-25 mld dolarów. Kryzys koreański nie będzie wyjątkiem. Lazanski przypomina, że kolejna odsłona napięcia na linii Teheran-Rijad przyniesie USA co najmniej 65 mld dolarów – właśnie na taką kwotę zamówili broń Saudyjczycy. Co prawda, czasami można się przeliczyć. Zdarzało się, że tracili miliardy i ogromną liczbę żołnierzy. Było tak w Wietnamie, a nawet w Afganistanie. Ta wojna kosztowała ich kilka bilionów dolarów, a nie udało się na niej zarobić. Ale bywa też tak, że atakujecie Irak, a on zamienia się w prywatną stację benzynową rodziny Bushów – powiedział analityk. Jak dodał, za każdą wystrzeloną przez Amerykanów kule lub rakietę, za każdy litr zużytej benzyny ostatecznie zapłacił Irak. „Burza w pustyni” też w ostatecznym rozrachunku nie kosztowała Amerykanów ani centa, a także wojna w Libii przyniosła zyski. Aresztowali rachunki, na których zgromadzono 250 mld libańskich funduszy publicznych. Okazało się, że wojna w Libii została sfinansowana przez samą Libię. Zrobiły tak nie tylko USA, ale i Francja z Wielką Brytanią —  zaznaczył Lazanski.W związku z tym przychodzi na myśl odtajniony niedawno dokument z brytyjskiego archiwum narodowego, a mianowicie list, w którym kilka dni po ataku Husajna na Kuwejt minister ds. zamówień wojskowych Alan Clark przedstawił ewentualną odpowiedź USA i ich sojuszników na iracką inwazję jako „bezprecedensową możliwość dla Wydziału Dostaw Eksportowych Ministerstwa Obrony”. Oczywiste jest, że chodziło o dostawy broni do krajów Zatoki Perskiej. Czy nowa „bezprecedensowa możliwość” zostanie wykorzystana w regionie Azji i Pacyfiku?

 

*Z raportu amerykańskiego ośrodka badawczego RAND wynika, że Rosja może zająć Estonię, Łotwę i Litwę w ciągu 60 godzin. Jeśli między Rosją a NATO wybuchnie wojna, użyta zostanie broń jądrowa – zwłaszcza jeśli Moskwa w tym konflikcie zacznie przegrywać – pisze „The National Interest”.W 1993 roku Rosja odrzuciła obowiązującą w Związku Radzieckim politykę „nieużywania jako pierwszy” broni jądrowej. W 2000 roku Kreml zatwierdził doktrynę, zgodnie z którą Moskwa mogła użyć broni jądrowej, jeśli podczas zakrojonej na szeroką skalę inwazji pojawiło się niebezpieczeństwo zniszczenia przez wroga rosyjskich konwencjonalnych sił zbrojnych. W 2010 roku do tej doktryny wprowadzono zmiany. Teraz Moskwa może naruszyć swoje arsenały jądrowe w sytuacji zagrażającej istnieniu państwa.I choć w raporcie RAND mowa jest o tym, że Rosja jest w stanie zająć kraje bałtyckie „dość łatwo”, nie ma w nim słowa na temat tego, co się stanie, jeśli NATO zdecyduje się na odpowiedź. „The National Interest” ostrzega, odwołując się do raportu, że sojusz w taj sytuacji będzie miał mało dobrych wariantów: „trzeba będzie albo przejść do krwawego kontrnatarcia,  obarczonego rosnącym ryzykiem, albo powrócić do stanu zimnej wojny, albo uznać porażkę taktyczną, co pociągnie za sobą nieokreślone, ale na pewno katastroficzne konsekwencje zarówno dla sojuszu, jak i dla narodów krajów bałtyckich”. Jak pisze amerykańskie pismo, najbardziej prawdopodobną odpowiedzią  na rosyjską inwazję będzie krwawe kontrnatarcie. W tym przypadku rosyjskie siły zbrojne „poniosą ogromne straty lub zostaną całkowicie zniszczone”. Co więcej, jeśli siły NATO zaatakują terytorium Rosji, Moskwa może dojść do wniosku, że istnienie państwa jest zagrożone. W tych okolicznościach Rosja może użyć taktyczne broni jądrowej. Według agencji badawczej Kongresu po zakończeniu zimnej wojny Moskwa stopniowa niszczyła swój niestrategiczny arsenał nuklearny, ale nadal dysponuje przynajmniej czterema tysiącami sztuk taktycznej broni jądrowej. Z kolei inni analitycy twierdzą, że ten kraj posiada jedynie dwa tysiące.

 

*Bez względu na apele władz ukraińscy obywatele wolą pracować w Rosji, a nie w Europie. Według mediów świadczą o tym dane MSW Rosji.Rosyjska policja oznajmiła, że co czwarty obcokrajowiec, który oficjalnie przebywa w Rosji, jest obywatelem Ukrainy. Wśród celów podróży Ukraińcy najcześciej podają sprawy biznesowe i prywatne. Według różnych danych w Rosji pracuje do 6 mln obywateli tego państwa. Poza tym w 2016 roku ukraińscy migranci wysłali z Rosji do domu około miliarda dolarów.  Według danych MSW także coraz więcej Ukraińców otrzymuje rosyjskie obywatelstwo. Około 1,2 mln obywateli Ukrainy, którzy przenieśli się do Rosji po 2014 roku, zamierza ubiegać się o rosyjski paszport. Poza tym Ukraińcy aktywnie wywożą z Rosji samochody, gdyż nie stać ich na auta z rynku europejskiego. Większość używanych samochodów wwiezionych w 2016 roku na Ukrainę pochodzi z Rosji — podkreśla portal Life. Wczoraj szef Ministerstwa Infrastruktury Ukrainy Wołodymyr Omelan oznajmił, że Ukraińcy nie mają przyczyn do wyjazdów do Rosji za wyjątkiem odwiedzenia krewnych. Według niego, „jeśli idziemy do Europy, powinniśmy iść do Europy". 

 

*Przedstawiciel handlowy Rosji w USA Aleksander Stadnik powiedział, że ubytek amerykańskiego eksportu spożywczego do Rosji w okresie obowiązywania wprowadzonego przez Moskwę embarga żywnościowego wyniósł 2,2 mld dolarów. Taką liczbę Stadnik przywołał w poniedziałek w rozmowie z Ria Novosti.Jak powiedział rosyjski urzędnik, ubytek dla amerykańskiej gospodarki z tytułu wprowadzonego embarga może osiągać rocznie wysokość 1,8 — 2 miliardów dolarów. „Sankcje odwetowe były wymuszonym działaniem, reakcją na sankcje nałożone wcześniej na rosyjski biznes. Sankcje wobec rosyjskiego biznesu stały się w rzeczywistości ciosem w plecy dla wielu amerykańskich spółek" — przekonuje przedstawiciel handlowy Rosji w USA. Stadnik pochwalił też rosyjskie władze za to, że ich ograniczenia pozwoliły wzmocnić rosyjskie rolnictwo i utrzymać ceny „na przyzwoitym poziomie". „Choć kontrsankcje są na rękę naszym rolnikom, sytuacja, w której jesteśmy zmuszani do odpowiadania takimi samymi retorsjami, jest nienormalna. Chcemy, aby w przyszłości nasze relacje wróciły do poziomu obopólnie korzystnej współpracy, kiedy nie będzie konieczności podejmowania podobnych działań odwetowych" — uważa Stadnik. Wczoraj prezes Włosko-Rosyjskiej Izby Handlowej Rosario Alessandrello oświadczył, że włoski biznes poniósł znaczne straty wskutek rosyjskich działań odwetowych. Alessandrello szacuje, że Rzym stracił około 12 miliardów euro i 200 tysięcy miejsc pracy. 

 

*Embargo żywnościowe w Rosji obowiązuje już od trzech lat. W Istrie pod Moskwą rosyjscy serowarzy obchodzili rocznicę wprowadzenia sankcji odwetowych. Rolnicy opowiedzieli RIA Novosti, jakie korzyści przyniosły ograniczenia i dlaczego otwarcie rynku dla europejskich konkurentów może wyprzeć z niego młodych rosyjskich producentów. Oleg Sirota, właściciel gospodarstwa rolnego produkującego sery „Rosyjski parmezan” (obwód moskiewski):Podstawowym problemem rosyjskiego rolnictwa jest zbyt i pod wieloma względami został on rozwiązany dzięki sankcjom odwetowym. Z rynku zniknęli konkurenci. Kolejny plus – produkcja stała się dochodowa i rentowna. Rentowne są nawet gospodarstwa, które produkują mleko wykorzystywane w produkcji serów. Wolumen sprzedaży w ubiegłym roku zwiększył się dziesięciokrotnie. Produkowaliśmy 30 kg serów rocznie, a teraz – 300. Za rok dojdziemy do 3 ton. Problem wynikający z braku sankcji jest jeden: jeśli nie ma protekcjonizmu w postaci ceł, jesteśmy niekonkurencyjni. Europejscy producenci otrzymują wysokie dotacje.  Dlatego musimy albo wprowadzić cła, albo zachować sankcje – powiedział rolnik. Kolejny powód, dlaczego nie należy ich znosić: młodzi rosyjscy producenci przez trzy lata nie zdążyli doprowadzić tego procesu do należytego stanu. Serowarnię uruchamia się przez półtora roku, oborę – przez trzy lata. Choćby nie wiem, jak się starać,  terminów nie uda się przeskoczyć.Maria Kowal, właścicielka „Serowarnia Marii Kowal (obwód jarosławski):Oczywiście na wszystkie serowarnie sankcje miały bardzo pozytywny wpływ, ale wiele osób rozumie, że to tymczasowy środek. Chcielibyśmy, aby państwo, dopóki trwają sankcje, wprowadziło pewne długoterminowe sposoby ochrony lokalnych producentów. Gwałtowne otwarcie europejskiego rynku brutalnie zmiecie z powierzchni młodych rosyjskich graczy. Zwłaszcza średnich producentów. Nie są na tyle elastyczni, jak mali gracze. Z tego powodu sankcje są doskonałym czasowym środkiem, który kiedyś przestanie obowiązywać. W tym czasie powinniśmy dobrze się przygotować, aby nie zabić tego rynku, który teraz się kształtuje i stanąć na nogi. Eduard Jastrebow, właściciel serowarni „Jastrebow i bracia” (obwód twerski):Sankcje pomogły, ale nie są panaceum. Serowarnie są rzemiosłem. Gdy nałożono sankcje, serowarnie wyrosły jak grzyby po deszczu i zaostrzyła się wewnętrzna konkurencja.  Jesteśmy dumni z tego, że zaczęliśmy warzyć swoje pierwsze sery zanim wprowadzono ograniczenia, w 2011 roku. Sankcje „oczyściły” rynek i dały nam szansę rozwoju. Ale nie oznacza to, że teraz wszystko będzie dobrze. Trzeba jeszcze udowodnić, że faktycznie jesteśmy w stanie warzyć wysokiej jakości sery. Nie należy spoczywać na laurach. Apelowałbym, aby zbytnio nie upolityczniać tematu serowarni. Ser lubi ręce i dobre mleko.

 

*Wielu chińskich analityków sugeruje, że młodzi ludzie, którzy nie pozostają w związkach małżeńskich, są raczej zagrożeniem, a nie kołem zamachowym dla gospodarki kraju.W 2015 roku liczba młodych Chińczyków, których przodkowie w ich wieku już dawno byli związani więzami małżeńskimi, przekroczyła 200 mln. Tyle wynosi populacja Rosji i Hiszpanii razem wzięte. Hamuje to nie tylko wskaźnik urodzeń, ale i negatywnie wpływa na strukturę konsumpcji ludności. Zwykle przed małżeństwem bronią się gruntownie wykształceni specjaliści, mający dobrą pracę, stabilne zarobki i mieszkający w miastach. Ich wybór jest związany ze zmieniającym się w ostatnich latach podejściem do instytucji małżeństwa: założenie rodziny nie jest jedyną możliwą opcją dla współczesnych mieszkańców miast. Z danych Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że obecnie przedstawiciel pokolenie wysoko opłacanych specjalistów w wieku do 35 lat wydaje na konsumpcję więcej o około 40% niż jego rówieśnik 20 lat temu. Zresztą naukowcy mają wątpliwości co do tego, czy ten trend będzie miał pozytywny wpływ na gospodarkę, nawet w perspektywie średnioterminowej.  Oczywiście coraz większa liczba samotnych wysoko opłacanych młodych ludzi zwiększa dochody w takich sektorach, jak rozrywka, ale w sumie ta sytuacja powoduje straty w gospodarce – twierdzi doktor Zhang Ning z Chińskiej Narodowej Akademii Ekonomicznej. Jego zdaniem można spodziewać się, że samotni młodzi ludzie, którzy nie muszą troszczyć się o rodzinę, będą mieli mniejszą motywację do pracy i zwiększania swoich zarobków. W wywiadzie dla Sputnika Zhang Ning powiedział:  Chciałbym podkreślić, że zbyt duża liczba samotnych ludzi w określonym stopniu może prowadzić do zmniejszenia motywacji do pracy i życiowych ambicji. Do problemu należy podejść uwzględniając strukturę populacji i wskaźnik urodzeń. Rosnąca liczba samotnych ludzi z czasem może doprowadzić do starzenia się społeczeństwa i zmniejszenia liczby urodzeń. Za 10-20 lat możemy mieć do czynienia ze spadkiem liczby zdolnych do pracy obywateli, a wraz z tym pojawi się problem utrzymania emerytów i rencistów – powiedział ekspert.  Takie zjawisko społeczne nie może prowadzić do poważnych konsekwencji, z wyjątkiem wpływu na strukturę konsumpcji. Samotni i żonaci mają różne potrzeby konsumpcyjne. Samotne osoby są bardziej nastawione na samorozwój i zaspokajanie swoich potrzeb (podróże, udział w życiu kulturalnym itp.), a z kolei wzrost kosztów utrzymania dzieci nie jest taki wysoki – dodał. I dalej: „Aby rozwiązać ten problem, państwo powinno wprowadzić szereg środków zachęcających. Na przykład, wydłużyć urlop macierzyński, zwiększyć dotacje. Obecnie w wielu dużych chińskich miastach przedsiębiorstwa z powodu rosnącej konkurencji i tego, że kobiety potrzebują urlopu macierzyńskiego, chcą zatrudniać tylko mężczyzn. W takim przypadku konieczne jest wprowadzenie rozwiązań prawnych, które pozwolą na przedłużenie urlopu macierzyńskiego i gwarantujących pracę. Ponadto po wprowadzeniu „polityki  2 dzieci” w niektórych regionach w drodze eksperymentu można również uruchomić program „polityki 3 dzieci”. Takie środki można wprowadzić w regionach o szczególnie niskim wskaźniku urodzeń, m.in. na północnym wschodzie kraju, skąd obserwuje się znaczny odpływ ludności”. Jak wiadomo, samotne osoby gorzej radzą sobie ze stresem emocjonalnym i często czują się niepewnie w kwestiach finansowych. Z badań firmy Mintel wynika, że klasyczna rodzina w sumie jest znacznie bardziej skłonna wydawać duże kwoty niż samotne osoby. Powód – pozostający w związkach małżeńskich Chińczycy czują się znacznie pewniej, bo nie są jedynym źródłem dochodu w rodzinie. Samotni młodzi ludzie wydają więcej na ubezpieczenie i instrumenty finansowe, podczas gdy rodziny często dokonują większych zakupów. Pomimo tego większość dużych marek w kampaniach reklamowych skupia się na  samotnych młodych osobach o wysokich dochodach. Zdaniem analityków Mintel tę kategorię ludzi przyciągają towary, które pozwalają im lepiej wyrazić swoją indywidualność. Firmy starają się więc wyróżnić ich i przedstawić jako zasadniczo różniących się od osób pozostających w związkach małżeńskich. Oczywiście w perspektywie długoterminowej nie doprowadzi to do niczego dobrego i może wywoływać wśród młodych ludzi uczucie wyobcowania.

 

*Wybuch superwulkanów może zniszczyć 99% ludzkości.Jak pisze gazeta "The Independent", do takiego wniosku doszli specjaliści NASA. Ich zdaniem, w porównaniu z tym zagrożeniem, nawet upadek asteroidy na Ziemię stanowi zagrożenie na o wiele mniejszą skalę. Wydając tak ważne oświadczenie, eksperci Narodowego Zarządu ds. Aeronautyki i Badań Przestrzeni Kosmicznej Stanów Zjednoczonych zaproponowali także plan ratunkowy. Według badań, na planecie istnieje około 20 superwulkanów, których katastrofalne wybuchy odbywają się mniej więcej raz na 100 tysięcy lat. Uniknąć tego można "studząc" superwulkany.  Swoje obliczenia specjaliści NASA budują na przykładzie wulkanicznej kaldery Yellowstone. Stanowi ona krater o rozmiarze około 50 na 72 km, zapełniony rozgrzaną magmą. W razie wybuchu zostanie zniszczone wszystko wokół na odległość 60 mil, pobliskie terytoria zostaną pokryte martwą warstwą popiołu, a na Ziemi z powodu pyłu i gazów w atmosferze, nastąpi "wulkaniczna zima", która może trwać dziesiątki lat i doprowadzić do zagłady milionów ludzi.  Taki rozwój sytuacji raczej nie będzie miał miejsca współcześnie, odnotowuje NASA, dlatego jest czas, aby powstrzymać wybuchowy potencjał superwulkanu, na przykład, zmnieniając energię geotermalną w elektryczność. Proponuje się wlanie do odwiertu wody, która po nagrzaniu będzie powracac na powierzchnię i bedzie wykorzystywana do produkcji energii.  "Nasze główne zadanie polega na tym, aby stopniowo likwidować Yellowstone jako zagrożenie dla ludzkości" – powiedział przedstawiciel NASA Brian Wilcox. 

 

*Naukowcy poinformowali, że coraz częściej do Ziemi docierają nieznane galaktyczne sygnały. Dziesięć lat temu były one rzadkością, ale z każdym rokiem ich liczba znacznie zwiększa się. Co ciekawe, docierają one do naszej planety z różnych zakątków Wszechświata.Pojawiło się na ten temat wiele teorii. Niektórzy eksperci uważają, że sygnały radiowe powstają w wyniku eksplozji gwiazd neuronowych, które zamieniają się w czarne dziury. Inni są przekonani, że to kosmici próbują skontaktować się z ludźmi. 26 sierpnia grupie amerykańskich naukowców udało się przechwycić sygnały radiowe nieznanego pochodzenia z odległej galaktyki.Radioteleskop Green Bank w Wirginii Zachodniej przechwycił 15 sygnałów radiowych nieznanego pochodzenia z galaktyki karłowej, położonej w odległości 3 mld lat świetlnych od Ziemi. O okryciu poinformowało czasopismo „Astronomer's Telegram”. Jak podkreślono, czas trwania każdego sygnału nie przekraczał kilku milisekund, co bardzo utrudnia określenie ich źródła. Naukowcy twierdzą, że wszystkie sygnały mają częstotliwość 4-8 GHz, wykorzystywaną przede wszystkim w łączności satelitarnej. Analiza danych wykazała, że źródło sygnałów radiowych znajduje się „w stanie podwyższonej aktywności”. Według badaczy wybuchy impulsów radiowych mogą być spowodowane przez eksplozję gwiazdy neutronowej, która zamieniła się w czarną dziurę. Inne możliwe wyjaśnienie – sygnały wysyła młoda, silnie namagnesowana gwiazda. Jednak już wcześniej astronomowie przechwytywali sygnały radiowe pochodzące z kosmosu. Latem tego roku grupa puertorykańskich astrofizyków z Obserwatorium Arecibo też zarejestrowała niestandardowe impulsy radiowe, wysyłane przez gwiazdę Ross 128, która znajduje się w odległości 11 lat świetlnych od naszej planety.  Zdaniem naukowców, jeśli sygnały, które dotarły do Ziemi 28 sierpnia, wysłali kosmici, miało to miejsce około 3 mld lat temu, a osiągnęły one swój cel dopiero teraz.

 

*Redaktorka naczelna agencji Sputnik Margarita Simonian, komentując informację o przesłuchaniu przez FBI jej byłego pracownika, wyraziła pewność, że jeśli przeciwko agencji zostało wszczęte śledztwo, to wobec amerykańskich dziennikarzy w Rosji mogą zostać podjęte analogiczne działania.Portal Yahoo News, powołując się na anonimowe źródła, poinformował, że Federalne Biuro Śledcze USA przesłuchało byłego pracownika agencji Sputnik Andrew Feinberga w ramach sprawdzenia doniesień o tym, że agencja rzekomo działa jako organ rosyjskiej propagandy, naruszając amerykańską ustawę o zagranicznych agentach (FARA). Jednocześnie portal twierdzi, że FBI otrzymało od Feinberga i innego byłego pracownika waszyngtońskiego biura agencji Josepha Johna Fiondy dostęp do roboczej korespondencji w Sputniku. Samo FBI od 48 godzin nie odpowiada na oficjalny wniosek o potwierdzenie prowadzenia śledztwa przeciwko agencji. «Nie ma wątpliwości, że Rosja zareaguje na śledztwo analogicznie i obecnie rozpocznie się kontrola pracy amerykańskich dziennikarzy w Moskwie. To wszystko jest bardziej niż wstrętne. Wolność słowa przewraca się w grobie. Zabili ją jej twórcy» — oświadczyła RIA Novosti Simonian.

 

*Rząd Rosji nie poparł projektu ustawy o pochowaniu wodza rewolucji Władimira Lenina, informuje oświadczenie gabinetu ministrów będące w posiadaniu RIA Nowosti.Wcześniej grupa deputowanych z ramienia LDPR, Iwan Suchariew, Władimir Sysojew i Aleksander Kurdiumow, wniosła na rozpatrzenie Dumy Państwowej projekt ustawy o pochowaniu zwłok Lenina, a frakcja ich w tym poparła. Pod dokumentem podpisali się trzej deputowani z Jednej Rosji: Jewgienij Marczenko, Aleksander Bryksin i Witalij Bachmietiew. Sysojew w komentarzu dla RIA Nowosti powiedział, że projekt ma "stworzyć pole prawne" dla późniejszego pochowania nie tylko Lenina, ale i innych działaczy historycznych. Wyjaśnił, że ustawodawcza inicjatywa pojawiła się w związku z badaniami Lewada–Centrum, zgodnie z którym większość Rosjan uważa, że ciało Lenina powinno zostać porzebane w ziemi. "Rząd Federacji Rosyjskiej nie poparł projektu ustawy" – głosi pismo, podpisane przez wiceprzewodniczącego rządu Federacji Rosyjskiej, kierownika aparatu rządu Rosji Siergieja Prichodźko. W podsumowaniu zauważa się, że dana inicjatywa wymaga dodatkowych wydatków z budżetu, jednak w projekcie ustawy nie podano źródeł ich finansowania. "Prawo federalne ustala podstawy organizacji pogrzebów w Federacji Rosyjskiej jako samodzielnej działalności. Kwestia ponownego pogrzebania konkretnego zmarłego (…) nie zawiera prawnych regulacji, nosi charakter indywidualno-prawny i nie może być reglamentowana we wskazany sposób" – głosi dokument. 

 

*W piątek rozpoczęło się burzenie Mauzoleum Armii Czerwonej w centrum Trzcianki. Rosyjskie MSZ wyraziło zdecydowany sprzeciw i oświadczyło, że nie zamierza się z tym godzić. Byliśmy oburzeni informacją o rozbiórce mauzoleum stojącym na zbiorowej mogile żołnierzy Armii Czerwonej w mieście Trzcianka (Polska). Przygotowania do tego bluźnierczego aktu trwały długo…  Samowola władz Polski w odniesieniu do wszelkich radzieckich/rosyjskich obiektów memorialnych jest niedopuszczalna w rozumieniu obowiązujących międzypaństwowych i międzyrządowych dokumentów – podkreślono w oświadczeniu rosyjskiego MSZ. Ministerstwo wyraziło „zdecydowany protest z powodu wandalizmu polskich władz”.  Traktujemy ten kolejny rażący incydent jako bezpośrednią konsekwencję i ilustrację antyrosyjskiej polityki kierownictwa Polski, w tym w sferze memorialnej. Warszawa powinna zrozumieć, że taka demonstracja pogardy wobec pamięci o wojnie i jej bohaterach jest porównywalna z barbarzyństwem. Nie zamierzamy się z tym godzić – zapewnił resort. W połowie lipca prezydent Andrzej Duda podpisał nowelę ustawy o zakazie propagowania komunizmu, która reguluje kwestie usunięcia obiektów budowlanych o charakterze nieużytkowym. Ustawa dotyczy m.in. pomników Armii Czerwonej jako gloryfikujących ustrój totalitarny. Ustawa wejdzie w życie trzy miesiące od daty podpisania. Według obliczeń polskiego Instytutu Pamięci Narodowej ustawa o dekomunizacji obejmie około 230 pomników czerwonoarmistów. Rosyjskie MSZ twierdzi, że nowela ustawy jest skandaliczną prowokacją, która nie pozostanie bez odpowiedzi. Podczas wyzwalania Polski spod niemieckiej okupacji zginęło ponad 600 tys. żołnierzy radzieckich. Ponadto Niemcy zamordowali około 700 tys. radzieckich jeńców wojennych. Dla Rosji i Rosjan zamach na pamięć tych żołnierzy jest niewybaczalnym kamieniem obrazy.

 

KOMENTARZE

  • PANDEMIA W ROSJI
    Brak tej, wydaje się ważnej informacji,

    Właśnie dziś w centralnej Rosji walczą z nowym groźnym wirusem ECH030, na którego Słowianie nie posiadają odporności.

    W środkowej Rosji mają pandemię. Prawdopodobnie ten sam wirus pod nazwa coxsackie, pojawił się w tureckich kurortach. Gdy przed mrozami opanuje Ukrainę może zagrozić Polsce.

    https://newizv.ru/news/society/12-09-2017/iz-kitaya-idet-opasnyy-virus-protiv-kotorogo-u-rossiyan-net-immuniteta
  • @Fischer 00:21:42
    Zabrzmi spiskowo, ale...
    KTO ma teraz mocno na pieńku zarówno z Turasami jak i Rosją?
    A przy tym ma świetny ośrodek (wojskowy) badań nad bronią biologiczną?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930