Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3828 postów 1806 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 29 sierpnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1047) Zapraszam na codzienny serwis bieżących informacji i komentarzy medialnych ze świata. Dziś więcej informacji z kraju.

 

* Wojska syryjskie, Hezbollah oraz armia libańska kontynuują działania ofensywne, zmierzające do likwidacji enklawy Państwa Islamskiego na granicy obu krajów – w trudno dostępnym, górzystym regionie Kalamun. Walki po obu stronach libańsko-syryjskiej granicy rozpoczęły się przed tygodniem, kiedy libańska armia oraz Hezbollah z armią syryjską rozpoczęły oddzielne , ale jednoczesne (wg oficjalnej wersji) ofensywy przeciwko dżihadystom. Według jednego z libańskich źródeł wojskowych, na początku ofensywy w enklawie znajdowało się około 500 dżihadystów Daesz. Wcześniej, pod koniec lipca, wszystkie z wymienionych sił uczestniczyły w likwidacji sąsiedniego gniazda terrorystów z Hajjat Tahrir asz-Szam – położonego w tej samej okolicy i również na terytoriach obu państw, na południe od obszaru zajmowanego przez Daesz. Operacja zakończyła się całkowitym zniszczeniem bastionu „syryjskich rebeliantów” i dżihadystów powiązanych wcześniej z Al-Kaidą; pozostali przy życiu na mocy porozumień złożyli broń i zostali przetransportowani do Idlib. Obecnie, w wyniku intensywnych bombardowań, ostrzału artyleryjskiego i działań wojsk lądowych (rządowych, wspomaganych przez Hezbollah) siły Daesz skurczyły się o ponad połowę – a w syryjskiej części Kalamun terroryści stracili niemal wszystkie umocnione pozycje. Według komunikatu syryjskiego dowództwa, granica została już zabezpieczona. Zniszczono też wiele wydrążonych w skałach tuneli – pozwalających dżihadystom na skryte przemieszczanie się; w połączeniu z siecią dolin i wąwozów wcześniej możliwe było nawet niepostrzeżone przekraczanie granicy.

 

* Już wczoraj Hezbollah i armia syryjska ogłosiły zawieszenie broni. Weszło ono w życie o godzinie 7 rano czasu lokalnego; ma ono głównie ułatwić stronie libańskiej poradzenie sobie z problemem. Rząd syryjski zezwolił na ewakuację ok 100 dżihadystów z rodzinami do Deir ez-Zor – byle tylko móc jak najszybciej zakończyć operacje w trudnym, górzystym terenie i przerzucić własne siły zbrojne na wschód kraju. Ich przerzucenia nie zrobi tam większej różnicy, zwłaszcza gdy już na starcie znajdą się pod gradem bomb. Natomiast dla armii syryjskiej korzystniej będzie zwalczać ich na wschodzie Syrii, w otwartym, pustynnym terenie niż pozwalać, by przemykali z Libanu na syryjską stronę granicy, destabilizując sytuację w trudnym do kontroli rejonie Kalamun. Natomiast zluzowanie stacjonujących tam własnych sił, daje też możliwość przerzucenia ich na inne fronty, nie tylko do walki z ISIS – już teraz, po zawarciu zawieszenia broni okazało się, że doborowe siły Gwardii Republikańskiej zostały wysłane na tereny pustyni Badia (arab. Badiya Al-Sham), by walczyć z „umiarkowanymi” islamistami.

 

* Wcześniej libańska armia ogłosiła zawieszenie broni po drugiej stronie granicy, we własnej ofensywie przeciwko Daesz  na północnym wschodzie kraju – które weszło w życie również o godzinie 7 rano czasu lokalnego. Ma ono również ułatwić negocjacje w sprawie uwolnienia libańskich żołnierzy, od 2014 roku przetrzymywanych przez Daesz – podało libańskie wojsko w komunikacie. Szesnastu z nich zostało uwolnionych pod koniec 2015 roku w następstwie długich negocjacji; Daesz przetrzymywało dalej dziewięciu wojskowych. Niestety, wczoraj wieczorem szef libańskiego wywiadu gen. Abbas Ibrahim oznajmił, że znaleziono ciała sześciu libańskich żołnierzy, zakopane w okolicy Ras Baalbek. Ze wstępnych oględzin wynika, iż życia pozbawiono ich dawno temu. Nadal nie jest znany los pozostałych – jednak z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że spotkał ich ten sam los.

 

* Powodem negocjacji z Daeszem jest także fakt, że ofensywa armii libańskiej posuwa się wolniej – także dlatego, że Liban nie posiada własnego lotnictwa. Nieoficjalnie wiadomo, że w zwalczaniu dżihadystów pomagało im lotnictwo syryjskie. Jednak jego możliwości, w związku z koniecznością wspierania własnych ofensyw na terenie całej Syrii, są ograniczone. Nie istnieje też żaden oficjalny kanał komunikacji między dowództwem armii syryjskiej a ich libańskimi odpowiednikami – zaś władze Libanu, na czele z sunnickim premierem Haririm, oraz chrześcijańskim prezydentem gen. Aounem nie przyznają się do takiej kooperacji. Jednak od czasu do czasu prezydentowi czy innym, lepiej nastawionym do Hezbollah politykom zdarzają się wypowiedzi, z których można wywnioskować, iż doceniają oni wysiłek Hezbollahu na rzecz zabezpieczenia Libanu przed dżihadystami i intrygami obcych państw. Podobnie milczeniem zbywa się fakt, że organizacja ta wspiera ofensywy obu armii; chcąc utrzymać wsparcie finansowe i pomoc humanitarną z Zachodu, politycy rządu przyznają się tylko do współpracy z pionem politycznym Hezbollahu (który jest również częścią rządowej koalicji parlamentarnej – wchodząc w skład bloku o nazwie Sojusz 8 Marca).

 

* Samir Dżadża, lider będących w opozycji Sił Libańskich wczoraj określił rząd w Damaszku  jako gorszy od Daeszu. Skrytykował także Hezbollah za działania na rzecz koordynacji współpracy między Damaszkiem a Bejrutem. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet w Becharre – jego rodzinnej miejscowości i jednocześnie bastionie wyborczym – wielu ziomków-chrześcijan nie zgadza się tymi słowami. Ogólnie rzecz ujmując, obecnie większość chrześcijan libańskich opowiada się za taktyczną współpracą zarówno z Hezbollahem, jak i z Damaszkiem – priorytetem jest bowiem zniszczenie Daesz i innych fanatyków islamskich. Zmienił się także ich stosunek do USA – przed wybuchem wojny w Syrii wielu libańskich chrześcijan darzyło Amerykanów sympatią, jednak wspieranie grup dżihadystycznych i islamistycznych przez władze amerykańskie zmieniło to nastawienie.

 

* Luigi Brugnaro, burmistrz Wenecji, jednego z najpopularniejszych miast na turystycznej mapie Europy, zapowiedział, że jego policja będzie bezlitośnie wyłapywać wszelkich podejrzanych dżihadystów.Jego stanowisko jest odpowiedzią na niedawny zamach terrorystyczny w Barcelonie, gdzie grupa dżihadystów wjechała busem w grupę ludzi zabijając 13 osób. Brugnaro powiedział: Każdy, kto krzyknie Allahu Akbar na placu św. Marka zostanie natychmiastowo zastrzelony przez snajperów. Dodał również, że jego oddziały policyjne  „wyślą terrorystów prosto do Allaha”.

 

*Po styczniowej inauguracji prezydenta Donalda Trumpa pojawił się wątek renegocjacji lub całkowitego zniesienia Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA). W ostatnich dniach sprawa nabrała rozpędu z powodu zakończenia z dniem 20 sierpnia pierwszego etapu negocjacji. Druga runda rozmów ma odbyć się w dniach 1-5 września bieżącego roku. Trump zwięźle podsumował zakończone negocjacje w typowy dla siebie sposób, a mianowicie na Twitterze: „Jesteśmy w trakcie renegocjacji układu NAFTA, najgorszej umowy w historii, z Meksykiem i Kanadą. To bardzo trudni partnerzy. Może wypowiemy umowę?„. Amerykański prezydent odniósł się również do inne palącej kwestii w stosunkach z sąsiadami: „Meksyk ma jeden z najwyższych wskaźników przestępczości na świecie. Musimy mieć mur. Meksyk zapłaci za niego przez zwrot kosztów lub inaczej„. Już w trakcie kampanii wyborczej Trump określił NAFTA jako „najgorsze porozumienie w historii świata” i obiecywał wycofanie się z umowy. Po objęciu urzędu złagodził retorykę, mówiąc jedynie o renegocjacji traktatu. W ostatnich dniach jednak powrócił do swojego pierwotnego planu całkowitego zerwania porozumienia. NAFTA była negocjowana za kadencji George’a Busha seniora (1989-1993), a następnie ratyfikowana przez Kongres i podpisany po objęciu rządów przez Billa Clintona. Wszedł w życie 1 stycznia 1994 roku i od tej pory wzbudza niemałe kontrowersje.

 

* Korea Północna dokonała wystrzelenia pocisku balistycznego, który przeleciał nad terytorium Japonii – poinformowały władze w Tokio. Rząd wydał ostrzeżenie dla mieszkańców północnych prowincji kraju. Wystrzelenie pocisku potwierdził wywiad wojskowy Korei Płd.Początkowo rząd w Tokio utrzymywał, że pocisk został skierowany w stronę północnej Japonii. Ostrzeżenie o jego skutkach zostało wysłane z wykorzystaniem systemu wczesnego ostrzegania „J-Alert” Największa stacja telewizyjna Japonii NHK zweryfikowała następnie tę informację, podając, że pocisk przeleciał „ponad Japonią”, mijając jej terytorium. Wywiad wojskowy Korei Płd. twierdzi, że pocisk, które typ nie został jeszcze ustalony (podejrzewa się testowane wcześniej Hwasong-12), został wystrzelony z poligonu w pobliżu stolicy kraju Pjongjangu w kierunku wschodnim tj. w stronę Morza Japońskiego.

 

* Północnokoreański dyktator Kim Dzong Un został po raz trzeci ojcem. Do publicznej wiadomości nie podano ani płci, ani imienia dziecka. Na temat ciąży Ri Sol Ju, żony Kim Dzong Una, spekulowano już od zeszłego roku. Pierwsza dama przestała się bowiem pokazywać publicznie. Medialne doniesienia potwierdzili przedstawiciele południowokoreańskiej agencji wywiadowczej NIS. Podczas posiedzenia komisji parlamentarnej w Seulu poinformowano, że Ri Sol Ju urodziła dziecko, co oznacza, że Kim Dzong Un został ojcem po raz trzeci. Do publicznej wiadomości nie podano ani płci, ani imienia dziecka. Wiadomo jedynie, że przyszło ono na świat w połowie lutego. Zagraniczne media zwróciły uwagę na fakt, iż służby bardzo rzadko informują o prywatnym życiu przywódcy. Wiadomo jedynie, że Kim Dzong Un wziął ślub w 2009 roku i ma już dwójkę dzieci, których płeć oraz imiona pozostają nieznane. Wiadomo jedynie, że urodziły się w 2010 i w 2013 roku. Jeden z byłych współpracowników dyktatora, Dennis Rodman, zdradził, że najstarsze dziecko Kim Dzong Una to córka. Zgodnie z tradycją, przywódca powinien mieć potomka płci męskiej, aby mógł przekazać władzę w Korei Północnej  

 

* Kanclerz Niemiec Angela Merkel podczas spotkania z dziennikarzami we wtorek w Berlinie broniła swojej polityki migracyjnej, krytykowała Turcję za przetrzymywanie w więzieniach obywateli niemieckich i odpierała zarzuty związane z przebiegiem kampanii wyborczej.  Merkel powiedziała, że otwarcie latem 2015 roku granicy dla uchodźców było "ważną i słuszną" decyzją podyktowaną względami humanitarnymi w wyjątkowej sytuacji.  Kwestie migracji, integracji uchodźców i bezpieczeństwa są ważnym elementem kampanii przed wyborami do Bundestagu 24 września. Szefowa rządu zaprzeczyła, jakoby jej obecna, ostrzejsza polityka wobec migrantów była zaprzeczeniem "kultury powitania" sprzed dwóch lat, gdy do Niemiec przyjechało niemal 900 tys. uchodźców, głównie z Bliskiego Wschodu. Podejmowane obecnie działania, w tym walka z przemytnikami ludzi, pomoc finansowa dla krajów, z których pochodzą migranci, oraz pomoc dla Libii w celu poprawy warunków życia przebywających tam migrantów, są "zgodne z duchem, jaki przyświecał nam latem 2015 roku" - zapewniła niemiecka kanclerz. Obecnie musimy "uporządkować" procesy migracji i nimi "sterować" - dodała.  Merkel powiedziała, że w kwestii migracji nie wszystkie kraje Unii Europejskiej "odrobiły pracę domową". Skrytykowała państwa odrzucające "uczciwy podział" uchodźców. "Nie może być tak, że Europa okazuje solidarność tylko wtedy, gdy jest to dla niej korzystne" - zauważyła. Jej zdaniem "nie wolno pozostawić samych sobie" Włoch i Grecji. Merkel wypowiedziała się przeciwko "izolowaniu się" Europy. Jej zdaniem nasz kontynent będzie mógł zachować dobrobyt, jeżeli pomoże innym obszarom świata w rozwiązaniu problemu migracji. Szefowa niemieckiego rządu wezwała Turcję do zwolnienia przetrzymywanych z przyczyn politycznych w więzieniach obywateli Niemiec, z których część ma podwójne obywatelstwo. "Nasz postulat jest jednoznaczny: więzione osoby muszą zostać zwolnione" - powiedziała. W tureckich więzieniach przebywa 10 Niemców, w tym dziennikarz gazety "Die Welt" Deniz Yucel. Oświadczyła, że chciałaby poprawy relacji między Berlinem a Ankarą, lecz "rzeczywistość" na to nie pozwala. Odnosząc się do sankcji wobec Rosji, Merkel powiedziała, że zostaną one zniesione, gdy ustaną przyczyny ich wprowadzenia. Przypomniała o bezprawnym zaanektowaniu Krymu przez Rosję. Jej zdaniem sytuacja na wschodzie Ukrainy jest nadal niezadowalająca. Merkel odpierała zarzut o korzystanie w kampanii wyborczej ze śmigłowców Bundeswehry, przysługujących jej jako szefowej rządu, po cenach będących jedynie ułamkiem rzeczywistych kosztów. Jak podkreśliła, stosuje się do przepisów obowiązujących od dawna. Broniła też prawa do ingerencji przy ustalaniu warunków pojedynku telewizyjnego z kandydatem SPD Martinem Schulzem, do którego dojdzie 3 września. Merkel nie wyraziła zgody na większą liczbę telewizyjnych dyskusji. Gospodarzem wtorkowego spotkania była Federalna Konferencja Prasy, stowarzyszenie zrzeszające dziennikarzy akredytowanych w Berlinie. Konferencję prasową prowadził przedstawiciel tej organizacji, a rzecznik rządu nie miał prawa do ingerowania w jej przebieg. Istnienie stowarzyszenia istotnie wzmacnia pozycję dziennikarzy wobec polityków w Niemczech.

 

*Serbski parlament wprowadził prawo zakazujące obywatelom Unii Europejskiej swobodnego kupowania ziemi rolnej na terytorium kraju. Zdaniem rządu ustawa ma chronić interesy miejscowych rolników i suwerenność żywnościową państwa i wejdzie w życie na kilka dni przed planowanym otwarciem rynku na mocy zawartej w 2008 roku umowy stowarzyszeniowej z UE. Na mocy nowych przepisów obywatel obcego kraju może ubiegać się o prawo do nabycia gruntów rolnych dopiero po dziesięciu latach spędzonych na terenie Republiki Serbii. Musi również udowodnić, że przed nabyciem działki pracował na terenie kraju jako rolnik przez co najmniej trzy lata. Ustawa ogranicza również dostępny dla cudzoziemców areał do dwóch hektarów. Ponadto państwo uzyskało prawo pierwokupu ziemi oferowanej obcokrajowcom. Ustawa zabrania obrotu ziemią znajdującą się w pobliżu poligonów wojskowych i parków narodowych. Minister rolnictwa Branislav Nedimović wyjaśnił, że bez tej ustawy Serbia byłaby jedynym krajem regionu, który przed wstąpieniem do Unii Europejskiej otwiera swój rynek ziemi na obcy kapitał. W jego ocenie ochrona ziemi przed cudzoziemską własnością leży w narodowym interesie Serbii, która jest jedynym krajem, który zobowiązał się otworzyć rynek rolny przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Inne kraje Europy Wschodniej dały prawo obcokrajowcom do zakupu ziemi dopiero po akcesji. W przypadku Chorwacji okres ochronny trwał siedem lat, a w Polsce dwanaście. Brukselscy biurokraci zapewniają, że Serbowie nie powinni obawiać się zagranicznych inwestycji w branży rolnej, gdyż zapewniają one krajowi nowoczesne technologie i know-how. Innego zdania są rolnicy, którzy od lat wyrażają obawy przed napływem obcego kapitału. W 2014 roku mieszkańcy wsi Kula zgłosili skargę przeciwko koncernowi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który próbował wejść w posiadanie okolicznych gruntów. Zdaniem rolników stanowiło to bezpośrednie zagrożenie dla przyszłości ich gospodarstw.

 

* Na Węgrzech lider opozycyjnego Jobbiku, a zarazem kandydat na stanowisko premiera, Gabor Vona, ogłosił kolejne zobowiązanie wyborcze swojej partii na rok 2018. Vona zapowiada intensywne wsparcie dla działań autonomicznych Węgrów, mieszkających poza granicami kraju. Jobbik oficjalnie zadeklarował podejmowanie więcej działań niż kiedykolwiek dla tej suwerenności.Zdaniem prezesa Jobbiku, warunkiem koniecznym do osiągnięcia autonomii jest wzmocnienie Węgier oraz jego społeczeństwa, zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Jak sądzi Gabor Vona, te wymogi nie zostały spełnione od czasu upadku komunizmu. Prezes Jobbiku uważa, że trudno ocenić zewnętrzne wysiłki rządu, ponieważ czyny nie nadążały za wielkimi słowami. Jego zdaniem węgierski rząd przyrzekł wiele obietnic tym węgierskim społecznościom ale zaniedbał kwestie autonomiczne w negocjacjach z sąsiednimi krajami. Jobbik obiecał, że po wygranych wyborach położy nacisk na kwestie autonomiczne zarówno w stosunkach dwustronnych z rządami sąsiednich państw, jak i w kontaktach z organizacjami międzynarodowymi.

 

* Fundacja „Otwarty Dialog”, jawnie wspierana i finansowana przez Sorosa, nadal zaleca rozpoczęcie w Polsce „kolorowej rewolucji” znanej z ukraińskiego Euromajdanu. Fundacja „Otwarty Dialog” została założona przez Ukrainkę mieszkającą w Polsce, Ludmyłę Kozłowską a kierowana jest przez jej męża, Bartosza Kramka, który opublikował i promuje na jej stronach antypaństwowy apel „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”. W scenariuszu są: narastające protesty; bunt sędziów; strajk generalny; niepłacenie podatków; pikiety pod siedzibami rządu, partii i pod domami polityków PiS; nękanie Jarosława Kaczyńskiego, które ma go doprowadzić do rozstroju emocjonalnego i rozpadu PiS na frakcje. To tylko część kroków ogłoszonych przez szefa Rady Fundacji Otwarty Dialog. Bartosz Kramek stworzył go, bazując na doświadczeniu ukraińskiego Majdanu. Protesty są podstawą oporu społecznego, ale nie wyczerpują katalogu instrumentów, których zastosowanie zwiększa skuteczność obywatelskiego nieposłuszeństwa. Radykalne metody oporu z krajów wschodnich usprawiedliwiają wyjątkowe w historii III RP okoliczności. Władza, która przeprowadza destrukcję życia publicznego i ustroju państwa w stylu wschodnim, musi się liczyć z adekwatną i analogicznie inspirowaną reakcją społeczeństwa. Niniejsze opracowanie prezentuje 16 punktów opartych m. in. na doświadczeniach wyniesionych z misji obserwacji i wsparcia ukraińskiego Euromajdanu.— ogłosił na Facebooku Bartosz Kramek przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog, założonej przez jego żonę. Jak stwierdził, spodziewał się „zagrożenia zewnętrznego ze strony putinowskiej Rosji, ale nigdy – zamachu na konstytucję i rządy prawa ze strony demokratycznie wybranego polskiego rządu”. Również Lider Związku Ukraińców w Polsce i negacjonista ludobójstwa na Wołyniu, Petro Tyma, znany m.in. z atakowania środowisk kresowych entuzjastycznie udostępnia antypaństwowe treści w mediach społecznościowych. Cześć komentatorów z prawej strony sceny politycznej, sceptycznie nastawionych do charakteru III RP, już wcześniej wskazywała na uruchomienie w Polsce technologii „kolorowej rewolucji”. Jak zauważył w udzielonym dwa dni temu wywiadzie Stanisław Michalkiewicz: Ja bym się bał tylko jednego: że Niemcy uruchomią tutaj zadaniową wywiadowczo część ukraińskiej diaspory w Polsce, bo to jest 1,5 miliona ludzi. Większość z nich to są poczciwcy, którzy tu chcą pracować i jakoś sobie ułożyć życie, ale ze statystyki może wynikać, że 0,5%, może nawet 1%, może być zadaniowych wywiadowczo i to nie przez ukraińską służbę bezpieki, tylko przez niemiecką BND. Dlaczego to mówię? Dlatego, że wiem z dobrego źródła, że co najmniej od półtora roku, czy od roku, mamy do czynienia z dużym przemytem broni z Ukrainy do Polski. Ta broń musi mieć jakiegoś odbiorcę. (…) Taką kropką nad ”i” to było to, że przed Świętami Wielkanocnymi – o ile dobrze pamiętam – zostały na przejściu granicznym w Dorohusku zatrzymane dwie Ukrainki, które przemycały działo 30mm, czterolufowe, o szybkostrzelności 4000 pocisków na minutę. Pytam, komu w Polsce potrzebna jest taka broń i do czego? Przecież nie do napadów na banki.

 

* „Umowa o finansowaniu Biełsatu została przez MSZ wypowiedziana” – poinformowała Agnieszka Romaszewska, dyrektor nadającej na teren Białorusi dywersyjnej telewizji atlantyckiej i demoliberalnej. „Jedynym korzystającym na tym jest Rosja” – napisała na Facebooku, dając wyraz typowej dla swojego środowiska paranoi.Okazuje się, że MSZ już od dłuższego czasu planowało „przycięcie” Biełsatu. „W tym roku mija 10 lat od nadania pierwszej godziny audycji Biełsatu. A teraz żeby wszystko było jasne: mało kto wie, że formalne podstawy finansowania Biełsatu w następnych latach zostały UCIĘTE, bo 30 XII 16 r MSZ wypowiedziało obowiązującą od 2007 r umowę pomiędzy MSZ a TVP na temat finansowania kanału. Osłaniałam ten fakt własną piersią mając obietnicę Pani Premier, że postara się znaleźć tu inne rozwiązanie na rok następny i chcąc za wszelką cenę uniknąć międzypartyjnej, brutalnej nawalanki na naszych plecach i kosztem Bogu ducha winnych współpracowników Biełsatu!” – napisała Agnieszka Romaszewska na Facebooku (pisownia oryginalna). „Poświęciłam temu ja i MOI KOLEDZY prawie 12 lat życia. I nie zawaham się powiedzieć: zbudowaliśmy projekt, który jest jedną z niewielu naprawdę udanych wizytówek polskiej polityki wschodniej. Zamiast fanfar, nagród, medali i podziękowań periodycznie od 10 lat mówi się o ograniczaniu Biełsatowi finansowania, a teraz wręcz o jego likwidacji. Czy leci z nami pilot?” – pyta zrozpaczona Romaszewska na Facebooku. Szef MSZ Witold Waszczykowski już wcześniej sygnalizował, że nie zamierza wspierać Biełsatu. „Nie ma pieniędzy na tę inicjatywę. Po prostu. Dlatego, że stanęły przed nami nowe zadania. To są zadania w kwestiach takich jak uchodźcy syryjscy, którym należy pomagać i inne kwestie” – mówił Waszczykowski w styczniu. „Funkcjonowanie tej stacji budzi poważne wątpliwości. Nie jest to kanał tak atrakcyjny, jak być powinien” – oceniał w innym wywiadzie.

 

*Jak donoszą media, coraz więcej rodzin wydobywa się ze spirali zadłużenia dzięki rządowemu programowi „500 plus”. Co trzecia rodzina korzystająca z programu uregulowała w całości lub częściowo swoje długi wobec instytucji kredytowych. Mniej więcej tyle samo rodzin deklaruje, że dzięki nowemu zasiłkowi nie muszą zaciągać nowych zobowiązań. W ramach programu „500 plus” od kwietnia ubiegłego roku 2,6 miliona rodzin otrzymuje miesięcznie kwotę rzędu 2,1 miliardów złotych. Sumaryczna kwota za okres kwiecień 2016 – maj 2017 wyniosła 27,6 miliarda złotych. Z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika, że w przypadku 17 procent korzystających z zasiłku Polaków otrzymywana co miesiąc kwota stała się sposobem na redukcję nieuregulowanych wcześniej płatności. Kolejnym 12 procentom rodziców otrzymane pieniądze umożliwiły całkowite pozbycie się zaległych długów. W tej grupie dominują drobni dłużnicy, których zobowiązania oscylowały zwykle w kwotach poniżej 2 tysięcy złotych. 29 procent rodzin zadeklarowało, że dzięki programowi „500 plus” nie musiało zaciągać kolejnych zobowiązań w bankach, a 27 procent zrezygnowało z usług firm pożyczkowych. Jednocześnie rodziny objęte programem deklarują, że spłata zadłużenia nie pochłania całej pomocy od państwa. Prawie trzy czwarte badanych deklaruje, że środki z programu przeznacza na potrzeby dziecka, 26 procent na potrzeby całej rodziny, a jedynie 2 procent na własne.

 

*W dniach 8 - 18 sierpnia 2017 r. w Kingston (Jamajka) odbyła się 23. Sesja Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego (MODM) przy ONZ. Poprzedziły ją posiedzenia Komisji Prawno-Technicznej oraz Komitetu Finansowego (31 lipca - 7 sierpnia). W skład Polskiej delegacji, której przewodniczącym był Sekretarz Stanu, Główny Geolog Kraju, Pełnomocnik Rządu do spraw Polityki Surowcowej Państwa Mariusz Orion Jędrysek, wchodzili przedstawiciele Ministerstwa Środowiska, Państwowego Instytutu Geologicznego - Państwowego Instytutu Badawczego, Uniwersytetu Szczecińskiego, Wspólnej Organizacji Interoceanmetal oraz KGHM Polska Miedź S.A. Nieocenione wsparcie polskiej delegacji okazała Konsul Honorowa RP Pani Irena Cousins, która także została włączona w skład delegacji. Udział w 23. Sesji MODM Mariusza Oriona Jędryska poprzedziła jego jednodniowa wizyta w centrali ONZ i Polskiej Misji przy ONZ w Nowym Jorku. 23. Sesja MODM rozpoczęła się posiedzeniem Zgromadzenia, a następnie odbyło się posiedzenie Rady, któremu przewodniczył Prezydent Rady Mariusz Orion Jędrysek. W przemówieniu otwierającym sesję Prezydent przekazał wyrazy uznania dla pracy Sekretariatu MODM. Zwrócił między innymi uwagę na to, że: sprawą najwyższej wagi jest wprowadzenie wytycznych, które pozwolą prawidłowo prowadzić działalność wydobywczą, których początkiem było wydanie dokumentu Zalecenia dotyczące wytycznych dla kontraktorów w celu oceny potencjalnych oddziaływań na środowisko związane z poszukiwaniem złóż w Obszarze. Następnie, Mariusz Orion Jędrysek, w związku z ubiegającą kadencją, przeprowadził wybory nowego Prezydenta Rady, którym został Ariel Fernandez (Argentyna). Jak dotąd M.O. Jędrysek był jedynym w historii MODM, który funkcję Prezydenta Rady sprawował dwukrotnie (2006-7 i 2016-17). Obecnie pełni funkcję wiceprezydenta Rady. W dniach 31 lipca do 03 sierpnia trwały prace w Komisji Prawno-Technicznej nad zaprezentowanym przez Polską delegację planem prac poszukiwawczych złóż masywnych siarczków polimetalicznych w strefie ryftu śródatlantyckiego. Zadawano na ten temat pytania i udzielano na nie odpowiedzi. Wniosek został przesłany do oceny przez Radę MODM tego samego dnia. Posiedzenie Rady prowadził nowo wybrany jej Prezydent A. Fernandez. Pozytywna rekomendacja Komisji Prawno-Technicznej została przedstawiona przed Radą MODM przez przewodniczącego Komisji Christiana Reicherta (Niemcy). Oznajmił on, przedstawiając sprawozdanie z posiedzeń Komisji, że aplikacja spełnia wymagania prawne i w jasny sposób opisuje kwestie finansowe, techniczne, geologiczne obszaru oraz działania badawcze i ochronne środowiska naturalnego. Po dyskusji, Rada zatwierdziła wniosek Polski. Przewodniczący delegacji, Mariusz Orion Jędrysek, w wygłoszonym stanowisku, podziękował Komisji Prawno-Technicznej za pozytywną rekomendację oraz Radzie za zatwierdzenie wniosku. Na uwagę zasługuje fakt, że zwykle procedura zatwierdzania tego typu wniosków jest kontynuowana przez dwa kolejne posiedzenia Sesji MODM, to jest w czasie minimum jednego roku. Niezwykłą rzadkością jest rozpoczęcie i zakończenia procedury zatwierdzania w czasie jednych obrad. W przypadku polskiego wniosku, wpływ na to miała wysoka jakość wykonania wniosku oraz profesjonalne przygotowanie merytoryczne delegacji. W ostatnich dniach Sesji, polska delegacja spotkała się z Sekretarzem Generalnym Michaelem W. Lodgem. W czasie rozmów na temat planów Polski dotyczącej działalności w "Obszarze", Sekretarz Generalny wręczył osobiście przewodniczącemu delegacji decyzję o zatwierdzeniu przez Radę polskiego wniosku. Plan prac poszukiwawczych masywnych siarczków polimetalicznych obejmie działania związane z rozpoznaniem ich złóż, badania środowiska morskiego w toni wodnej i na dnie oraz działania zapobiegające ujemnym wpływom prac poszukiwawczych na środowisko naturalne oraz jego ochronę. W obszarze ryftu śródatlantyckiego, kontrakt na prace poszukiwawcze podpisały do tej pory: IFRAMER (Francja) oraz Federacja Rosyjska. Polska jest w kolejności siódmym krajem, który uzyskuje w MODM dostęp do badań ryftów śródoceanicznych i staje się w ten sposób członkiem ekskluzywnego grona krajów, które po przeprowadzeniu poszukiwań geologicznych będą mogły eksploatować niezmiernie bogate zasoby rud metali w tym rejonie świata. Do podziału zostało bardzo niewiele. Aktualna pozycja Polski w MODM jest najsilniejsza od początku powstania tej organizacji. Po raz czwarty, funkcję Prezydenta Rady pełnił Polak. Polska ma swoich przedstawicieli także obu istniejących ciałach eksperckich tj. w Komisji Prawno-Technicznej oraz Komitecie Finansowym. Dodatkowo, polski delegat jest członkiem w Międzynarodowej Komisji ds. Granic Szelfu Kontynentalnego ONZ, której działania zazębiają się z problematyką MODM. MODM jest agendą ONZ zajmująca się zasobami znajdującymi się na dnie oceanów obszarów będących poza jurysdykcją państwową. Głównymi organami organizacji są: Sekretariat na czele z Sekretarzem Generalnym, Zgromadzenie z Prezydentem Zgromadzenia oraz w sensie praktycznym najważniejszy z nich - Rada z Prezydentem Rady. Funkcję Sekretarza Generalnego pełni Michael W. Lodge (Wielka Brytania), który jednocześnie jest w randze zastępcy Sekretarza Generalnego ONZ. Badania geologiczne dna oceanicznego będą prowadzone w ramach rządowego programu PRoGeO

 

* Prezydent Francji po raz kolejny zaatakował Polskę. Emmanuel Macron stwierdził, że Polska - obok Wielkiej Brytanii - uniemożliwiała reformy Unii Europejskiej. Stwierdził, że w związku z tym stworzenie Europy różnych prędkości jest koniecznością. Macron zasugerował, że kraje strefy euro bały się organizować narady, by nie zirytować Wielkiej Brytanii i Polski. Przez lata brakowało nam śmiałości, by cokolwiek zaproponować. Brakowało nam nawet śmiałości, by organizować narady strefy euro, by te czy inne kraje nie chciały wywołać niezadowolenia Wielkiej Brytanii czy Polski – oświadczył Macron.

 

* Francuski tygodnik „Le Point” ustalił, iż w ciągu trzech pierwszych miesięcy swojej prezydentury Emmanuel Macron wydał 26.000 euro na usługi makijażystki. Wystawione przez nią rachunki zostały w całości pokryte z pieniędzy publicznych.Tygodnik przypomniał jednak, że poprzednik Macrona wydawał na ten sam cel jeszcze większe sumy z kieszeni podatnika. Makijażystka Françoisa Hollande’a miała stały etat w pałacu prezydenckim. Zarabiała na nim miesięcznie 6.000 euro netto. Stały etat w Pałacu Elizejskim miał również fryzjer Hollande’a. Płacono mu miesięcznie 10.000 euro brutto.

 

* Lewicowa partia Die Linke wystosowała do niemieckiego rządu zapytanie poselskie w sprawie aktów przemocy wymierzonych w muzułmanów. Wyniki przeprowadzonego badania opublikował dziennik "Neue Osnabrücker Zeitung". W drugim kwartale 2017 roku niemieckie służby odnotowały 192 przestępstwa wymierzone w muzułmanów i muzułmańskie instytucje. Były to m.in.: listy z pogróżkami, uszkodzenia mienia, nazistowskie napisy na fasadach budynków, ataki na muzułmańskie kobiety w chustach lub mężczyzn na ulicach. W wyniku aktów przemocy rannych zostało 16 osób, podczas gdy w pierwszym kwartale jedynie dwie. Większość sprawców przestępstw pochodziła z radykalnych, prawicowych środowisk. Ponadto w Internecie prowadzono słowną nagonkę i wzywano do aktów agresji przeciwko muzułmanom. Dane na temat przemocy na tle islamofobicznym niemieckie służby bezpieczeństwa analizują dopiero od początku 2017 roku Nie można ich zatem porównać z poprzednimi latami. Do tej pory podobne badania regularnie przeprowadzały jedynie niemieckie media.

 

*Niemcy mają problem. Społeczeństwo zaczyna wątpić w słuszność realizowanej dotąd przez rząd federalny "polityki miłości" wobec nielegalnych imigrantów. Zwątpienie owo ogarnia w szczególności landy graniczące z Polską. Niemieccy naukowcy mają jednak receptę: oksytocyna, czyli hormon miłości, może pomóc w zmianie tych poglądów. Badania przeprowadziła grupa naukowców z Uniwersytetu w Bonn, Uniwersytetu w Lubece oraz Laureate Institute for Brain Research w Tulsa. Wyniki zostały opublikowane w prestiżowym Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS). Eksperymenty przeprowadzono na 183 ochot nikach rasy białej. Każdy z nich otrzymał 50 euro, które mógł przeznaczyć na rzecz lokalnych osób potrzebujących lub potrzebujących uchodźców. Już pierwszy eksperyment zaskoczył naukowców. Okazało się mianowicie, że badana grupa na rzecz uchodźców przeznaczyła 20% więcej datków niż na rzecz lokalnych potrzebujących. W drugim eksperymencie połowa uczestników otrzymała dawkę oksytocyny w sprayu do nosa (druga połowa dostała placebo). Okazało się, że oksytocyna podziałała na tych uczestników, którzy wcześniej preferowali uchodźców: podwoili oni swoje datki na rzecz uchodźców. Ci, którzy byli przeciwko uchodźcom nie zmienili swoich datków. I wreszcie w trzecim eksperymencie uczestnicy zostali poinformowani ile inni dawali na rzecz uchodźców. Po zaaplikowaniu oksytocyny okazało się, że datki na rzecz uchodźców wzrosły także wśród przeciwników uchodźców. Sprzężenie oksytocyny z presją grupową pozwoliło na zwiększenie zaangażowania na rzecz uchodźców o 74%. Profesor psychiatrii Rene Hurlemann konkluduje, że "w odpowiednich warunkach oksytocyna może wspomóc akceptację i integrację migrantów w kulturach zachodnich". Być może już niedługo koncerny spożywcze zaczną dodawać ją do żywności, zaś najbardziej oporni dostaną od lekarza pigułki na właściwe poglądy. Hormon miłości pełni w naszym życiu bardzo ważne role, ale da się go wykorzystywać także w złych celach. W Indiach rolnicy szprycują oksytocyną krowy, by dawały więcej mleka. W Bangladeszu oksytocynę podaje się nieletnim dziewczynkom przeznaczanym do prostytucji. Tymczasem w Europie bada się skutecznośc oksytocyny w leczeniu ze złych poglądów wobec imigrantów. Szykują nam Nowy Wspaniały Świat...

 

* Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że Rosja nie zamierza zamykać się przed innymi gospodarkami i zakazywać w kraju obrotu dolarami i euro, bo może to prowadzić do warunków, w jakich rozwijała się radziecka gospodarka. Rosyjski premier skomentował pojawiające się w Dumie Państwowej głosy, że należy w Rosji zakazać obrotu dolarami i euro. – To dobry pomysł. Równolegle przywróćmy artykuł 88 Kodeksu Karnego Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, który wprowadzał odpowiedzialność karną za wszelkie transakcje walutowe – ironizował premier. Miedwiediew wyjaśnił do czego mogą doprowadzić takie pomysły. Borykamy się z wieloma problemami w naszym systemie finansowym. Ale nie oznacza to, że powinniśmy zawrócić w głównej drogi, która kroczy ludzkość, globalna gospodarka – podkreślił Miedwiediew.  Jako przykład podał on Chiny, gdzie analizuje się szereg zagadnień związanych z rozwojem systemu monetarnego. – Najprawdopodobniej niedługo nadejdzie dzień, kiedy juan stanie się walutą rezerwową. Ale jeśli będziemy się zamykać, to niedługo, moim zdaniem, doprowadzimy do warunków, w jakich rozwijała się radziecka gospodarka – dodał rosyjski premier.

 

*Bezrobocie w Polsce spadło do rekordowego poziomu 7,1%. Nie jest to jednak związane już z emigracją zagraniczną, lecz ze wzrostem zatrudnienia przez krajowe firmy. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest repolonizacja zamówień publicznych. Zagraniczni przedsiębiorcy wygrali w 2016 r. przetargi warte trzy razy mniej niż w poprzednich latach. Więcej publicznych środków trafiło więc do polskich firm. Sprawozdanie Urzędu Zamówień Publicznych za 2016 r. pokazuje duży spadek wartości zamówień, które trafiły w ręce zagranicznych przedsiębiorców. O ile jeszcze dwa lata temu było to 15,2 mld zł, czyli 18 proc. całego rynku, o tyle w 2016 r. już tylko 5,7 mld zł (8 proc.). Jest to najniższa wartość od dziesięciu lat. Co ciekawe, liczba przetargów wygranych przez wykonawców spoza kraju utrzymała się na zbliżonym poziomie. Z czego wynika ta zmiana? W niewielkim stopniu można by ją tłumaczyć kurczeniem się rynku zamówień publicznych: w zeszłym roku jego wartość zmalała o 8 proc. w stosunku do 2015 r., czyli niewiele. Natomiast w przypadku zamówień udzielanych zagranicznym przedsiębiorcom różnica wynosi aż 63 proc. Zmieniła się także struktura narodowa firm zagranicznych. W 2013 połowę zagranicznego udziału otrzymywali Niemcy. Obecnie najwięcej - 20% trafiło do Irlandii. Do Wielkiej Brytanii 17%, zaś do Niemiec 16%. Obowiązujące od ubiegłego roku nowe prawo zamówień publicznych wzmocniło pozacenowe kryteria oceny ofert, ułatwiło udział małych i średnich firm w przetargach oraz związało zamówienia z prawem pracy. Ustawa wpisuje się w przyjęty przez rząd "Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju". Zdaniem dr Lecha Jańczuka, ekonomisty i politologa z KUL, przyczyną zmiany jest polityka prowadzona obecnie przez rząd. MON chętnie korzysta z wyłączeń ustawowych i zawiera kontrakty z polskim przemysłem zbrojeniowym, pomijając procedury przetargowe.  W ubiegłych latach mieliśmy do czynienia z pewną patologią, jeśli chodzi o zamówienia publiczne. Firmy zagraniczne stosowały nieuczciwą konkurencję i wygrywały przetargi, podając zaniżone wartości. Po wygranych przetargach renegocjowały kontrakty. Podmioty publiczne, w szczególności Skarb Państwa, godził się na to, żeby zrealizować inwestycje. Firmy zagraniczne były o wiele zamożniejsze kapitałowo od firm polskich i wygrywały przetargi, by zlecać podwykonawstwo robót publicznych polskim firmom. Po wdrożeniu planu ministra Morawieckiego nasze firmy są coraz zasobniejsze, ale co ciekawsze, sięgają również po oszczędności, by realizować zamówienia. To główna przyczyna, dla której polskie firmy coraz śmielej konkurują z firmami zagranicznymi - podkreślił dr Lech Jańczuk.

 

* Rosyjskie okręty wojskowe otrzymają nie mającą odpowiednika w skali światowej stację oślepiającą wroga, poinformował przedstawiciel „Zjednoczonej Korporacji Budowy Aparatury” (OPK, należący do Rostechu),  projektanta nowej broni. Należąca do Rostechu „Zjednoczona Korporacja Budowy Aparatury” stworzyła stację zakłóceń wizualno-optycznych „Gawron” dla ochrony okrętów wojskowych w czasie nocy i o zmierzchu. Instrument „oślepiający” żywą siłę i urządzenia optyczne wroga pozwala ukryć desant, uchronić ludzi i okręty przed strzałami przy użyciu celownika podczas operacji bojowych. Okrętowa stacja „Gawron” przeznaczona jest do montażu na okrętach nawodnych 2 klasy, w tym także okrętach desantowych, okrętach na poduszce powietrznej, wodolotach i  różnych łodziach.  Za pomocą światła o wysokiej intensywności emisji urządzenie tłumi wzrokowo-optyczne i optyko-elektroniczne przyrządy obserwacyjne i celujące. „Gawron” jest skuteczny w nocy i o zmierzchu. Urządzenie to może być również stosowane jako reflektor o wielkiej mocy albo do przesyłania wiadomości poprzez sygnały świetlne w zakresie widoczności meteorologicznej. Stacja ma małe wymiary, zapewnia ciągłą pracę przez kilka godzin zużywając przy tym mało energii. Okrętowa stacja zakłócenia wizualno-optycznego „Gawron” zostanie zademonstrowana na międzynarodowej wystawie „Dni Innowacji Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej”, która odbędzie się w dniach 5-6 października w Centrum Kongresowo-Wystawowym Wojskowo-Patriotycznego Parku Kultury i Rekreacji Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej „Patriot” (miasto Kubinka, obwód moskiewski).

 

*Indie, Chiny i Azja Południowo-Wschodnia wyraziły zainteresowanie nowymi rosyjskimi pojazdami opancerzonymi, zwłaszcza czołgiem „Armata”, który 9 maja 2015 roku został pokazany na Defiladzie Zwycięstwa w Moskwie. O tym poinformował doradca prezydenta Rosji ds. współpracy wojskowo-technicznej Władimir Kożyn.Zainteresowanie Indii najnowszym rosyjskim uzbrojeniem nie jest zaskakujące, powiedział w wywiadzie ze „Sputnikiem” ekspert indyjskiego centrum analitycznego Gateway House — Samir Patil:  „Indie mają plany opracowania własnego czołgu — Future Infantry Combat Vehicle – FICV. I myślę, że jeśli budżet pozwoli, Indie mogą kupić Armatę, albo przynajmniej niektóre z jej elementów do badania i późniejszego wykorzystania w tworzeniu własnego czołgu. Ponadto o korzyści z nabycia czołgu Armata mówi to, że jest to platforma do tworzenia całego szeregu pojazdów wojskowych. I myślę, że Indie będą zainteresowane nabyciem takiej platformy bojowej dla swojej armii.” Platforma „Armata” nie jest całkiem skończonym opracowanie. Jednak to, zdaniem Rosji, umożliwia przeprowadzenie rozwoju nowych technologii wraz z państwem, które je kupi. Sameer Patil również nie wyklucza możliwości wspólnego z Rosją opracowania niezbędnego dla Indii czołgu przyszłości: „Rosja jest jedynym krajem, z którym Indie prowadzą wspólne opracowania broni. Są to projekty samolotu bojowego nowej generacji — FGFA (Future Generation Fighting Aircraft) oraz samolotu transportowego. Myślę, że Indie zainteresuje możliwość stworzenia wspólnego przedsięwzięcia w celu opracowania nowego czołgu również dlatego, że odpowiada to inicjatywie premiera Modi „Rób w Indiach”. Program ten ma na celu poszukiwanie zagranicznych partnerów do wspólnych opracowań i produkcji.  Główną cechą nowej generacji czołgu T-14 „Armata” jest jego układ. Cała załoga czołgu znajduje się w korpusie i jest niezawodnie chroniona w pancernej kapsule. Czołg wyposażony jest w system aktywnej obrony, który zapewnia zniszczenie nadlatującej amunicji przeciwpancernej automatycznie, bez udziału człowieka. Poziom robotyzacji platformy „Armata” przewiduje, że przy pojawieniu się dodatkowych elementów specjalnych można będzie tworzyć maszyny bojowe działające bez obecności człowieka na pokładzie.

 

* Rosyjscy konstruktorzy odeszli od ciężkiego designu prostych maszyn i stawki na zwycięstwo dzięki liczebności i stworzyli „Armatę” – całą grupę zbrojeniową, wyposażoną w dodatkowe funkcje, nigdy nie wykorzystywane w dotychczasowych czołgach, pisze gazeta. Design poprzednich generacji czołgów, włącznie z T-90, był odesłaniem do II wś: radzieckie, a potem także rosyjskie czołgi były dość proste, ciężkie i produkowane dużych ilościach, były niedrogie i wyróżniały się wąską specjalizacją. Ich zadaniem było pokonanie przeciwnika swoją liczebnością, a nie walka w pojedynkach, pisze gazeta. Z kolei „Armata" to cała grupa zbrojeniowa, włącznie z czołgiem T-14, bojowym wozem piechoty, mobilną artylerią i wieloma innymi wariantami. T-14 wyposażony jest w dodatkowe funkcje, których nigdy nie realizowano w dotychczasowych czołgach. Ponadto, po raz pierwszy rosyjscy konstruktorzy udzielili szczególnej uwagi szansom na przeżycie załogi. Gazeta wysuwa przypuszczenie, że jest to związane z rosnącym znaczeniem armii zawodowej. Główna cecha wyróżniająca „Armatę" od pozostałych czołgów to wieża z bezzałogowym naprowadzaniem, to znaczy, że załoga fizycznie oddzielona jest od pocisków. Czołg łączy pasywne wielowarstwowe opancerzenie z systemem aktywnej ochrony „Afganit", która wykorzystuje radar do wykrycia, śledzenia i przechwytywania pocisków przeciwnika. Ogólnie, zdaniem NI, pozwala to „Armacie" na zapewnienie wyższych szans przeżycia załodze niż w jakimkolwiek innym rosyjskim lub radzieckim czołgu. Naprowadzanie bezzałogowe ma też swoje wady, choć nieznaczne, podkreśla gazeta. Załoga dla orientacji powinna korzystać z sensorów, które mogą się zepsuć, jeśli przeciwnik trafi w pojazd: „Armata" może pozostać sprawną, ale może nie dać rady uderzyć odwetowo. Obecnie Rosja opracowuje nową generację czołgów i wozów opancerzonych, a tymczasem USA opierają się na zmodernizowanych wersjach M1 Abrahms i Bradley, czołgów z czasów zimnej wojny, zauważa gazeta. Nowe pociski manerwujące pozwolą amerykańskim czołgom porażać cele w odległości 12 kilometrów, ale „Armata" wyposażona jest we współczesne pociski przeciwczołgowe. Wynik walki z udziałem tych dwóch przeciwników będzie zależał od tego, na ile Rosja poszła naprzód w tworzeniu systemu sensorów i elektroniki T-14, uważa NI: „Armata" może okazać się naprawdę groźną bronią.

 

*Zakup S-300 jest dla Iranu podwójnie korzystny: Teheran zyskuje kontrolę nad przestrzenią powietrzną sąsiednich państw oraz ochronę swoich obiektów jądrowych przed zagrożeniem z powietrza.Sprzedaż przez Moskwę Teheranowi rosyjskich zestawów S-300 może doprowadzić do radykalnej zmiany rozkładu sił na Bliskim Wschodzie – pisze dziennikarz „Business Insider” Jeremy Bender. Jeśli transakcja z Rosją zostanie zrealizowana i Iran rozmieści S-300 na swoim południowym wybrzeżu, to będzie wiedział o każdym starcie samolotów amerykańskich sił powietrznych z baz wojskowych w Zatoce Perskiej. Pod kontrolą znajdą się również trasy lotnictwa cywilnego.— Na przykład międzynarodowe lotnisko Bahrajn i amerykańska baza wojskowa w Bahrajnie znajduje się w promieniu 150 mil (241 kilometrów), czyli w obszarze zasięgu S-300 – pisze Bender. Rosyjskie zestawy będą również ochraniać irańskie obiekty jądrowe. Zdaniem autora artykułu, „irański system obrony przeciwrakietowej będzie w zasadzie niezniszczalny dla wszystkich rodzajów amerykańskich samolotów, oprócz najbardziej nowoczesnych”. Według niego, „dostawy zestawów przeciwlotniczych podważą groźbą presji militarnej na Teheran w przypadku naruszenia przez niego porozumień w sprawie programu jądrowego”. Chodzi o to, że ani jeden kraj, który nie ma technologii Stealth nie zdoła zaatakować Iranu. De facto będą go mogły zaatakować tylko Stany Zjednoczone. Jeremy Bender  uważa, że również dla Pentagonu obecność w Iranie zestawów S-300 spowoduje, iż operacja wojskowa w tym kraju stanie się niezwykle skomplikowana i droga.

 

*Oddział "fok", który wypełnia najważniejsze misje w punktach zapalnych prawie nie jest kontrolowany przez władze, a przecież członkowie oddziału w ciągu kilkudziesięciu lat „wypełnili dziesiątki tysięcy” zadań specjalnych, pisze The New York Times.Jeden z najsekretniejszych wojskowych oddziałów specjalnych Stanów Zjednoczonych, który brał udział w likwidacji Osamy bin Ladena i sprzyjał promocji amerykańskich interesów w Iraku i Afganistanie, przemienił się w „globalną machinę polowania na ludzi”, informuje New York Times. Szósty oddział „fok” (SEAL Team 6) składa się mniej więcej z 300 osób, ktore nazywa się „operatorami” oraz grupy wspierającej składającej się z 1500 osób. SEAL Team 6 jest „najsekretniejszą i najmniej kontrolowaną strukturą wojskową” w USA. „Niewielkie ugrupowanie, które tworzone było do udziału w specjalnych, rzadkich misjach, ten sam oddział, który zasłynął z zabicia Osamy bin Ladena, zmienił się w ciągu nieco ponad dekady działań wojennych w globalną machinę polowania na ludzi” – pisze dziennik. Teraz oddział wypełnia najbardziej odpowiedzialne zadania, ponieważ jego członkowie mogą być bardziej operatywni i działać bardziej efektywnie niż członkowie innych formacji. Po zamachach z 11 września 2001 roku oddział ten został zmieniony w strukturę zajmującą się wywiadem. Od tej pory wypełnił on „dziesiątki tysięcy” zadań specjalnych, informuje NYT powołując się na byłego senatora służącego w szeregach „fok” Boba Kerry’ego. Działalność oddziału 6 „fok” pozostaje ściśle tajna. Wspólne dowodzenie specjalnymi zadaniami USA, które kontroluje SEAL team 6, samodzielne prowadzenie spraw dotyczących wykroczeń spowodowanych przez członków oddziału specjalnego i rzadkie informowanie o nich kogokolwiek – powiedział gazecie wysokiej rangi anonimowy wojskowy. Jednocześnie amerykańskie władze nie chcą zadać sobie pytania, czym zajmuje się pododdział. Byli członkowie SEAL Team 6, jak pisze NYT, uważają, że niekiedy podczas wypełniania misji używanych jest zbyt wiele sił. To prowadzi do dużej liczby ofiar, także wśród cywili, których można by było uniknąć. 

 

*W Rosji trwają prace nad ekwipunkiem „Ratnik 2" nowej generacji - poinformował szef Fundacji Perspektywicznych Badań Andriej Grigorjew. Według niego, obecnie w fundacji znajduje się „mnóstwo propozycji" odnośnie ekwipunku, które potrzebują systemowego zbadania.„Wspólnie z Centralnym Instytutem Naukowo-Badawczym Mechaniki Precyzyjnej uruchomiliśmy projekt, nakierowany na kształtowanie naszej wspólnej wizji tego, jak powinien wyglądać ekwipunek „żołnierza przyszłości" — powiedział Grigorjew.   Wcześniej Grigorjew poinformował, że opracowanie ekwipunku Ratnik-2 od zera do produkcji seryjnej może potrwać około 10-15 lat. A więc, ekwipunek nowej generacji może pojawić się w rosyjskiej armii do lat 2025-2030. Ratnik — rosyjski ekwipunek bojowy „żołnierza przyszłości", łączący w sobie nowoczesną broń strzelecką, efektywne systemy obrony, środki wywiadu i łączności, łącznie około 10 różnych podsystemów. W latach 2015-2016 Gosoboronzakaz zaplanował kupno po 50 tys. kompletów tego ekwipunku. 

 

*Aglomerację kilkunastu osad sprzed ok. 2,5 tys. lat skupionych wokół grodu odkryli rzeszowscy archeolodzy na Podkarpaciu. Osady należały do ludności związanej ze scytyjskim kręgiem kulturowym. To najdalej na zachód Europy wysunięte pozostałości tego typu. Naukowcy z Uniwersytetu Rzeszowskiego natrafili na pozostałości grodziska w okolicy Chotyńca w powiecie jarosławskim. Chociaż, jak ocenili, zachowało się w "nienajlepszym stanie", to udało się ustalić, że ponad 2,5 tys. lat temu było potężne - w jego centralnym punkcie znajdowała się obszerna warownia chroniona wysokim wałem. Zachowana do dziś szerokość wału to 30-40 m, a wysokość sięga 3,5 m ponad otaczający teren. Pozostała część została zniszczona przez orkę i budowę drogi. Mimo to archeologom udało się zaobserwować jego przebieg na podstawie m.in. innej barwy ziemi, co widoczne jest zwłaszcza na zdjęciach wykonanych z lotu ptaka. Zdaniem archeologów odkrycie ma wymiar europejski - to najdalej wysunięta na zachód skupisko osad społeczności związanej ze scytyjskim kręgiem kulturowym. Według kierownika badań, prof. Sylwestra Czopka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, wiele przesłanek wskazuje, że w aglomeracji mieszkał lud Neurów, wymieniony przez "ojca historii" Herodota w V w. p.n.e. Społeczność ta związana była z koczowniczym ludem Scytów - sami też byli koczownikami. "Herodot wymienia Neurów jako sprzymierzeńców Scytów, ale mówi, że oni mieli scytyjskie obyczaje" - wyjaśnił w rozmowie z PAP prof. Czopek. Dodał, że odkrycia dokonane w rejonie Chotyńca wnoszą bardzo znaczącą korektę w dotychczas utrwalonym obrazie zróżnicowania kulturowo-etnicznego w tej części Europy. Do tej pory osady i warownie należące do tej społeczności były bowiem znane z terenu środkowego Dniestru i Dniepru. W ocenie naukowca pewne jest, że odkryte przez jego zespół ślady świadczą o tym, że ponad 2,5 tys. lat temu na tereny obecnej południowo-wschodniej Polski napłynęła obca ludność ze wschodu. Prof. Czopek zaznaczył, że nie ma pewności, czy grodzisko było trwale zamieszkane, jak np. osada w Biskupinie (która istniała w tym samym czasie na terenie obecnej Wielkopolski). Naukowiec skłania się do tego, że funkcjonowało w ramach "innego modelu". Nie było zatem zamieszkiwane ciągle, ale ludność szukała schronienia za jego potężnymi wałami w razie niepokojów lub pełniło funkcje związane z kultem. Na co dzień życie kwitło w osadach otaczających gród - przypuszcza naukowiec. W czasie wykopalisk archeolodzy odkryli wiele zabytków z wczesnej epoki żelaza, czyli IX/VIII-V wieku p.n.e. Ich zdaniem świadczą one o tym, że wykonała je ludność, która napłynęła na ten teren ze wschodu. Wśród nich są szklane paciorki, oporządzenie jeździeckie w postaci żelaznych wędzideł, charakterystycznych naczyń ceramicznych czy militariów. Odkryte zabytki wyraźnie różnią się od tych znajdowanych na innych terenach obecnej Polski. Jest też sporo kości koni, które odgrywały wśród koczowniczych ludności szczególną rolę - zaznaczają naukowcy. W najbliższych tygodniach archeolodzy zamierzają przeprowadzić wykopaliska wewnątrz grodziska, gdzie - jak sądzą - namierzyli zolnik, czyli kultowo-obrzędowe miejsce typowe dla grodzisk scytyjskich. Badacze liczą, że odkryją tam dużą liczbę naczyń ceramicznych i kości zwierzęcych.

 

*Stacje paliw Grupy ORLEN pod marką star zwyciężyły w badaniu satysfakcji klientów "Fanfocus" 2017, zrealizowanym przez firmę konsultingową Forum! GmbH w Moguncji. Klienci docenili zarówno politykę cenową, jak i pozostałe udogodnienia oferowane na stacjach.Podstawowym kryterium realizowanych badań jest jakość relacji pomiędzy klientem, a określoną firmą. Na potrzeby studium, klienci, którzy uczestniczą w badaniach kwalifikowani są do różnych grup zwolenników na podstawie ich satysfakcji oraz emocjonalnego przywiązania do marki. W tym kontekście sieć stacji paliw star została liderem, plasując się przed najbardziej popularnymi na rynku niemieckim markami, jak m.in. Grupa Raiffeisen, OMV, Shell, czy Aral. Wyniki badania to duży sukces segmentu detalicznego PKN ORLEN - nasza niemiecka marka wygrywa z wielkimi koncernami. To przede wszystkim zasługa konsekwentnej realizacji ambitnych celów segmentu zakładających adekwatnie do rynku i marki uatrakcyjnianie oferty cenowej, wysoką jakość i stałych inwestycji w poprawę funkcjonalności i estetyki stacji oraz testowanie i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań - powiedział Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży Zbigniew Leszczyński. Forum! GmbH to prywatna firma badania rynku z siedzibą w Moguncji, która została założona w 1996 roku w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Jana Gutenberga w Moguncji. Forum! specjalizuje się w analizie i optymalizacji relacji z klientami i pracownikami. Zespół doradza krajowym i międzynarodowym firmom, pomagając im zrozumieć relacje z klientami i pracownikami oraz skutecznie je poprawiać.

 

 

 

KOMENTARZE

  • Komentarz do Pana Wojtasa
    Chyba zostałem zbanowany przez Pana Wojtasa, ale chciałem kilka zdań na temat manipulacji. Dzisiaj mówienie, że Polska nie chce przyjmować uchodźców, jest gadką ludzi albo ułomnych psychicznie, albo celowo wykonujących żydowskie polecenie mieszania ras, które zawarte jest w Protokołach mędrców syjonu. Gadka, że nie chcemy przyjąć głodujących uchodźców to kpina. Na pokłady statków wchodzą tylko ci, którzy są sponsorowani przez takie żydowskie kreatury jak Soros czy inni. Zwykłego dziada z Syrii czy Maroka nie stać na taki transport, bo tym rządzi mafia. Tu trzeba zapłacić kasę. Do Europy docierają tylko ludzie, którzy są w nienawiści do naszej kultury, to są bojownicy, żołnierze, którzy na sygnał odpala ładunek. A i to ciekawe, że ktoś tu po tej stronie musi na nich czekać i wskazać gdzie te środki wybuchowe są. Nikt mi nie powie, że arab idzie i pod drzewem znajduje 3 kg trotylu. Dla mnie to jest zaplanowana akcja, która ma zdestabilizować sytuacją w Europie, oczywiście finansowana przez żydów. Merkel w tej sytuacji jest albo pojebaną niemrą, albo sługą żydów.
  • @topstopjuve 21:40:18
    Pociesza, że jak temu brudasowi zagrozisz świńskim sadłem i gorzałą, to może wysłowi się, gdzie reszta materiałów i Polacy je będą mogli przejąć :).

    A makrela? Stara komunistka, więc czego oczekiwać? Że będzie się starała przebić Stalina pod względem listy ofiar? całkiem możliwe...
  • @autor
    Gdyby dzielił Pan wpisy, jak sugerowałem, TEMATYCZNIE,
    myślę, że byłoby o wiele więcej komentów / dyskusji...

    Przy takiej nawale newsów ciężko "normalnemu człowiekowi" napisać odpowiedź, bo się w niej gubi.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930