Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3828 postów 1806 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Powrót do PRL

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Recenzja książki „Polska Ludowa” pióra Agnieszki Wołk-Łaniewskiej.

 

„Polska Ludowa" - wydana przez Iskry, znakomicie pomyślana i zredagowana przez Roberta Walenciaka, rozmowa Karola Modzelewskiego i Andrzeja Werblana -- nie doczekała się nie tylko uznania, ale nawet zauważenia w szeroko pojętym mainstreamie, co zapewne ma być karą dla Modzelewskiego za zadawanie się z komuchami.

I nie jest to jedyny powód, dla którego warto po nią sięgnąć.

Karol Modzelewski już na pierwszej stronie podkreśla, że jego rola w tym dialogu jest o tyle podrzędna, iż — w odróżnieniu od Andrzeja Werblana, który będąc ważnym graczem w historii Polski Ludowej, jest także historykiem, piszącym o niej wnikliwe teksty — on sam może wnieść do rozmowy jedynie swoje osobiste doświadczenia; w dziedzinie historii PRL jest świadkiem, nie badaczem.

I rzeczywiście, książka jest znacznie ciekawsza z punktu widzenia człowieka, zainteresowanego dogłębnym zrozumieniem historii Polski Ludowej, niż dla czytelnika, który pielęgnuje w duszy „etos opozycji demokratycznej".

Modzelewski — co tylko pogłębia moje uwielbienie dla niego — wydaje się mocno znużony swoją rolą żywego eksponatu w muzeum antykomunizmu i w rozmowie z Werblanem i Walenciakiem skupia się słuchaniu, pytaniu i komentarzach w formie anegdot, bardzo oszczędnie gospodarując swoim heroicznym życiorysem.

W ten sposób uzyskujemy opowieść wyraźnie skupioną na zapleczu władzy, co osobiście uważam za wartość: podczas gdy publikacji o historii antypeerelowskiej opozycji są tuziny, tego typu spojrzenie na peerelowskie elity — z pozycji wewnętrznych, wtajemniczonych, a równocześnie analityczne i, przy całej życzliwości, obiektywne — jest zupełnie unikalne.

Prof. Andrzej Werblan, który mając kilkanaście lat znalazł się na zesłaniu i do Polski trafił jako żołnierz frontowy z I Armią, władzę oglądał od środka właściwie od początku. Był bliskim współpracownikiem Gomułki i Gierka, ale pracę w KC zaczął jeszcze w 1954 roku, toteż może mówić nie tylko na temat działań przywódców PRL, ale także na temat ich intencji i sposobu myślenia, co wiele wydarzeń stawia w zupełnie nowym świetle. 

I nie tylko: Werblan poddaje w wątpliwość prawdy, stanowiące kanon wiary, na którym opiera się państwowa religia III RP zwana polityką historyczną. I robi to w sposób niezwykle przebiegły — nie wygłaszając wprost bluźnierczych tez, a jedynie siejąc oparte na źródłach historycznych ziarno zwątpienia tam, gdzie wydawało się, że już nie ma nic nowego do powiedzenia.

Zaczynając — bo to chyba największe w tej książce bluźnierstwo — od powstania warszawskiego. Powstanie, jak powszechnie wiadomo, było z góry skazane na klęskę, bo Stalin chciał, żeby kwiat patriotycznej inteligencji wykrwawił się i nie stawiał oporu ustrojowi przynoszonemu na radzieckich bagnetach. Nie wiemy tego na pewno — mówi Werblan — są dokumenty, które wskazują, że Stalin jeszcze w 1944 roku nie był pewien, jaki ustrój ma być w Polsce czy Czechosłowacji. Memoriał Majskiego — tajny dokument, opracowany na potrzeby Mołotowa, stanowiący reasumpcję radzieckiego stanowiska na temat „pożądanych podstaw przyszłego pokoju" — mówił o konieczności okrojenia powojennej Polski jako kraju potencjalnie nieprzyjaznego ZSRR. Co sugeruje — zauważa Modzelewski — że w tym czasie nie było konceptu Polski jako państwa rządzonego przez komunistów. W 1944 roku Stalin nie wykluczał, że w Polsce powstanie rząd nie do końca zależny od ZSRR, z udziałem emigracji londyńskiej — twierdzi Werblan i dorzuca tezę, że gdyby to się udało, Stalin mógł zdecydować się na wyzwolenie Warszawy w sierpniu 1944 roku w charakterze „swoistego prezentu dla Mikołajczyka, premiera nowego rządu w koalicji z PPR". Przemawia za tym fakt, iż na początku sierpnia Rokossowski i Żukow na polecenie Stalina opracowali plan ofensywy na Warszawę; plan, który trafił do kosza w momencie zerwania rozmów i wyjazdu Mikołajczyka z Moskwy, 9 sierpnia. A przy tym Werblan nie usiłuje obarczyć Mikołajczyka winą za warszawską hekatombę, namawia czytelników do zrozumienia także jego postawy. Choć zaraz dodaje, z właściwą sobie uprzejmą złośliwością, iż dzisiejsza oficjalna narracja, mówiąca o tym, iż Mikołajczyk nie mógł przyjąć propozycji Stalina, bo oznaczałoby to zgodę na zniewolenie, to „prezentyzm" — w istocie rzeczy chodziło o to, iż szef  PSL nie był wówczas dość silny, żeby całemu obozowi londyńskiemu narzucić akceptację dla rezygnacji z Kresów.

Jednak najbardziej ekscytujące są fragmenty książki, poświęcone wydarzeniom z historii Polski Ludowej, w których Andrzej Werblan uczestniczył osobiście. W tym zakresie jego perspektywa jest w znacznym stopniu unikalna — i, oczywiście, niecenzuralna.

Przede wszystkim przez konsekwentne udowadnianie, że, począwszy od Gomułki, przywódcy PRL prowadzili politykę co najmniej autonomiczną wobec towarzyszy radzieckich i ich oczekiwań co do wasalizacji Polski — a także wobec sporej części własnych krajowych towarzyszy. To, co w malowanym przez rozmówców (ale głównie Andrzeja Werblana) obrazie jest najważniejsze — zarazem oczywiste i kompletnie nieobecne w podyktowanym przez politykę historyczną wizerunku PRL — to fakt, iż partia komunistyczna, w żadnym momencie, nie stanowiła ręki milionopalcej, w jedną miażdżącą pięść zaciśniętej. To co Kisiel nazywał wdzięcznie, acz  niekoniecznie sprawiedliwie „walką buldogów pod dywanem" było nieustającym zmaganiem nie tylko między różnymi koteriami na szczytach władzy, ale także między ich wizjami Polski — i tego, co w tej Polsce w realiach geopolitycznych lat 1945-90 było możliwe.

Wszyscy trzej kluczowi władcy PRL — Gomułka, Gierek, Jaruzelski — prowadzili własną grę, zarówno z Moskwą, jak i z krajowym betonem, szukając optymalnej drogi między tym, co realne, a tym, co konieczne.

Oczywiście, niejednokrotnie popełniali przy tym błędy, które dziś na kartach historii wyglądają haniebnie — jak choćby przyzwolenie Gomułki na antysemicką awanturę w 1968 roku — ale zrozumienie ich motywacji nie tylko pozwala lepiej zrozumieć historię Polski, jest także fascynujące.

W 1968 roku — twierdzi Andrzej Werblan — Gomułka popłynął na wzbierającej fali antysemityzmu, bo dostrzegł w niej użyteczne narzędzie walki ze starym kapepowskim zakonem w partii; był wszakże przekonany, że w każdej chwili będzie mógł tę falę zatrzymać.

Toteż szczerze wystraszył się, kiedy na jednym z warszawskich wieców usiłował tłumaczyć, że prawdziwym zagrożeniem dla Polski Ludowej nie jest syjonizm, tylko rewizjonizm, a w odpowiedzi usłyszał: „Wiesław, śmielej!". Intrygujące — i jakoś tam oświecające — jest także zauważenie, iż jego żywiołowa niechęć do protestujących studentów w znacznej mierze wynikała z faktu, iż Gomułka nie wierzył w konflikt pokoleń. Był przekonany, w przyzwoitej rodzinie — czyli w takiej, z jakiej się wywodził — dzieci słuchają rodziców, toteż występujący przeciwko władzy młodzi ludzie musieli być podbechtani przez ojców, którzy stracili partyjne posady.

Z kolei niesławna gierkowska zmiana konstytucji — wpisanie do ustawy zasadniczej przewodniej roli partii i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim — w istocie rzeczy wynikła z niefortunnego zbiegu okoliczności i braku społecznej wyobraźni władzy. Po tragicznym grudniu '70 w ścisłym kręgu władzy pojawiła się dyskusja na temat braku odpowiedzialności przywódcy partii za podejmowane przez niego decyzje — Gomułka kazał strzelać, ale z prawnego punktu widzenia, odpowiadał Cyrankiewicz — co zrodziło pomysł restytucji urzędu prezydenta.

Prezydentem miał oczywiście zostać Gierek, ale gwałtownym przeciwnikiem projektu okazał się przewodniczący Rady Państwa, Henryk Jabłoński; co było dość oczywiste, przywrócenie prezydenta likwidowało jego pozycję.

Gierek wycofał się z pomysłu, jednak w międzyczasie prace nad reformą konstytucji zaszły tak daleko, że władza uznała, że tak całkiem wycofać się z nich nie można. Toteż technokratyczna ekipa Gierka umyśliła, że zręcznym wyjściem będzie wpisanie do konstytucji dwóch zapisów bez praktycznych konsekwencji.

Partia i tak pełniła kierowniczą rolę, więc ten zapis nic nie zmieniał, zaś w przyjaźni ze Związkiem Radzieckim ekipa gierkowska była wyjątkowo nieszczera, wylewnie deklarując oddanie i prowadząc politykę zgoła przeciwną do oczekiwanej przez ZSRR: otwarcie na Zachód i industrializacja za zachodnie kredyty, wsparcie dla rolnictwa indywidualnego.

Kiedy okazało się, że projekt wzbudził olbrzymi społeczny protest — co dałoby się przewidzieć, gdyby nie postęp procesu alienacji władzy — było za późno, żeby go wycofać, bo przecież towarzysze radzieccy już się o nim dowiedzieli… I tak dalej. Oczywiście, dla historyków spod znaku IPN, opętanych urzędową nienawiścią wobec Polski Ludowej, wszystkie te subtelności są nie tylko nieistotne, ale także niecenzuralne — ale dla człowieka zainteresowanego autentyczną  historią Polski opowieść Werblana i Modzelewskiego jest niezwykle rozwijająca.

Druga kwestia — bluźniercza z punktu widzenia polityki historycznej — to fakt, iż stosunek polskiego społeczeństwa do „sowieckiej okupacji" i jej lokalnych pachołków nie wyrażał się w ciągłym heroicznym oporze.

Wręcz przeciwnie: Polacy oswoili się z systemem, wrośli w niego i nikomu nie przychodziła do głowy budowa kapitalizmu. Ta prawda brzmi już w młodzieńczych wspomnieniach Modzelewskiego z października '56: przy całej nieufności do PZPR, w Polsce nikomu myślał o obalaniu ustroju.

Robotnicy na Żeraniu chcieli iść na czołgi z czerwonymi i biało- czerwonymi sztandarami, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła" zaraz po „Międzynarodówce". Tłum maszerujący na Plac Defilad krzyczał „Precz z kacapami" i „Rokossowski do Moskwy", ale nikomu — „świadczę się na Ewangelię Świętą" dodaje w tym miejscu Modzelewski — nie przychodziło do głowy wołać „Precz z komuną"; październik 1956 był czasem nadziei, ale nadzieja ta nie wiązała się z „wolną Polską" tylko z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą i przywództwem Gomułki.

W grudniu 1970 gdańscy robotnicy maszerowali na komitet partii śpiewając „Międzynarodówkę". Postulaty sierpniowe roku 1980 także nie przewidywały odbudowy kapitalizmu, tylko lepszą i sprawiedliwszą wersję realnego  socjalizmu.

W czerwcu 1981, kiedy KC KPZR wystosowało do KC PZPR list, w którym towarzysze radzieccy krytykowali polskie kierownictwo za tolerowanie kontrrewolucji i list ten został rozesłany do ogniw terenowych partii, czyli w praktyce upubliczniony — „Solidarność", gotowa była bronić partii przed sowietami.

Kiedy na posiedzeniu zarządu regionu jeden z działaczy zapowiedział strajk w swoim zakładzie i — wspomina Karol Modzelewski — „wzięto go pod buty tak brutalnie", że natychmiast wycofał się z pomysłu. „Nasz rząd jest w stanie zagrożenia ze strony  Moskwy, my musimy poprzeć nasz rząd" — wykrzykiwali działacze wolnych związków zawodowych w obronie Kani i Jaruzelskiego.

I wreszcie trzeci element niecenzuralności: to rola Kościoła katolickiego.

Rozmówcy zgadzają się — i podają niezliczone argumenty — na to, iż mit Kościoła jako bohaterskiej ostoi walki narodu z komuną jest dość świeżej daty.

W rzeczywistości bowiem, jeśli Kościół wchodził w jakieś spory z władzą, to dotyczyły one nie wolności narodu, tylko rozszerzania swojej strefy wpływów. Co więcej: największe autorytety polskiego Kościoła starały się grać z władzą fair i były wobec niej lojalne.

W połowie lat 70. — opowiada Werblan cytując Andrzeja Micewskiego — Wyszyński wyznał, że „po raz pierwszy w życiu jest spokojny, jeśli chodzi o stosunki państwa z Kościołem". A parę lat później skarcił  niemiecką Polonię za śpiewanie „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie": „Choć nie wszystko nam się w tej ojczyźnie podoba, ale to jest nasza ojczyzna" — pouczył. Poza kilkoma krótkimi epizodami w rodzaju internowania Wyszyńskiego, Kościół czuł się w PRL znakomicie i takoż sobie poczynał — przekonują profesorowie.

Ale to, co pewnie najbardziej oburzy  prawdziwych antykomunistycznych patriotów — to nieobecność obowiązkowych ocen moralnych i zastąpienie ich propozycją refleksji nad tym, co kierowało ludźmi odpowiedzialnymi za Polskę po 1945 roku.

A już najgorzej, że Karol Modzelewski — w pewnej mierze zapewne przez swoje nienaganne maniery, ale śmiem twierdzić, że nie tylko — przyjmuje tę konwencję i zamiast potępiać komuchów, z którymi walczył przez większość życia, próbuje ich zrozumieć.

Co, nawiasem mówiąc, jest najpewniej przyczyną, dla której nawet jego wielbiciele z grona piewców opozycji każą go milczeniem i ignorują książkę, która na ignorowanie w żadnym razie nie zasługuje.

Przeczytajcie. Serio.

KOMENTARZE

  • @
    5+ po trzykroć !
    Jeden z niewielu trzeźwych i spokojnych wpisów oceniających te minione lata, bez tej histo(e)rycznej nienawiści.
    Dziękuję.
  • 5
    Zamówię i przeczytam.
  • @Robik 10:18:13
    Połowa lat siedemdziesiątych (okres konsumpcji na kredyt, któremu towarzyszyły m.in. sukcesy polskich piłkarzy w piłce nożnej, sukcesy siatkarzy i euforia z tym związana) to okres, w którym do głosu zaczęło dochodzić bardzo młode pokolenie powojennego wyżu demograficznego, nieskore do roztrząsania najazdu władzy czerwonej na Polskę, Katynia, Poznania 56 r. czy wydarzeń lat 68/70.

    Było to pokolenie, które nie znało innych realiów poza komuną i dla którego realny socjalizm to było ich środowisko naturalne, ich powietrze. "Szerokie nogawki" lat 70-tych za Gierka to chyba najbardziej autentyczna epoka afirmacji komuny. Krótko trwała, raptem kilka lat, ale tchnęła świeżość i nadzieję w epokę gomułkowskiej szarzyzny w stylu "Daleko od szosy".

    I - paradoksalnie - to właśnie pokolenie kilka lat później się zbuntowało, jednocząc się w Solidarność. Jednak u samych podstaw tego pokolenia leżały aspiracje ekonomiczne (chęć utrzymania poziomu konsumpcji z początku lat 70-tych), rozbudzone apetyty na własne mieszkania, samochody i wczasy pod gruszą- dopiero z czasem do tych aspiracji doszły roszczenia polityczne: widziano, jak "partyjni" i okołopartyjni się materialnie obnoszą i ruch oporu powstał na bazie najczystszej zazdrości i poczucia niesprawiedliwej redystrybucji dóbr materialnych. Można powiedzieć, że to pokolenie odkryło prawdę o sobie (o własnych dziadkach i rodzicach) poprzez rozczarowanie własnymi złudzeniami. Przerwana dekada to bardzo silny wstrząs pokolenia, które bardzo długo wierzyło, że żyje na świetlanym fragmencie globu i że przed nim luksus i udana przyszłość.

    Fujarkę Gierka, która tak pięknie śpiewała, w 1978 r. przejął JPII i już długo jej nie wypuścił. Nawet gdy tu nad Wisłą mało kto słuchał go mówiącego z Watykanu do nas, to i tak każdy z tych, którzy na przełomie lat 70-80 zmierzyli się z polskimi realiami, jakoś te słowa Ewangelii w swoim własnym życiu wdrożył. W roku 1989 to już mentalnie był całkiem inny naród, zdolny do zmierzenia się z wymaganiami epoki: bezrobociem, nierównością socjalną, koniecznością przebranżowania się.

    To, co najważniejsze w narodzie, dokonało się w latach 80-tych:
    - stan wojenny
    - zabójstwo Popiełuszki
    - dostrzeganie gotowości do reform w obozie partyjnym
    - konstruktywne podejście opozycji do problemu reform

    Ciężar rządzenia przez całe ćwierćwiecze od Okrągłego Stołu do współczesności (rok 2015 będzie rokiem cenzury, jestem pewien) spoczywał na barkach pokolenia postsolidarnościowego, pochodzącego z czasów komuny.

    Andrzej Duda jest pierwszym politykiem młodszej generacji, dzierżącym istotną funkcję (pampersów nie liczę, bo oni krzątali się tylko koło władzy), którego młodość to zmierz komuny, a dorosłość przypada na okres po 1989 r., a więc ktoś, kto pamięta i komunę, i epokę Balcerowicza. I on myśli już inaczej, w kategoriach państwa prawa: np. wetując przedkładane mu ustawy.

    Musimy wiedzieć, że Jarosław Kaczyński to człowiek mentalnie ukształtowany przez epokę Gomułki i siłą rzeczy pewne kwestie pojmuje przez pryzmat swej epoki (i dobrze, bo w samoistny sposób uwzględnia interesy dzisiejszych emerytów, łagodząc te krzywdzące rozbieżności w stanie posiadania różnych warstw społecznych).

    Mimo wszystko sądzę, że PiS postawi na Dudę w wyborach 2020 r.
  • @maharaja 11:19:59
    Widzę, że maharaja ma własną interpretację historii PRLu.

    "Połowa lat siedemdziesiątych ( okres konsumpcji na kredyt"

    O jakiej konsumpcji na kredyt mówisz? Jak ma się pobieranie kredytu na budowę hut i innych zakładów produkcyjnych do dzisiejszej faktycznej konsumpcji na kredyt, kiedy państwo jest zadłużane bardziej niż kiedykolwiek w historii, pieniądze są rozkradane przez kastę rządzącą, a jedynymi inwestycjami są najdroższe na świecie fragmenty dróg i pochłaniające miliony na utrzymanie stadiony dla igrzysk?

    "Jednak u samych podstaw tego pokolenia leżały aspiracje ekonomiczne (chęć utrzymania poziomu konsumpcji z początku lat 70-tych), rozbudzone apetyty na własne mieszkania, samochody i wczasy pod gruszą"

    Chęć utrzymania konsumpcji - jakiej konsumpcji? Żeby nie gnieździć się z małymi dziećmi w mieszkaniu rodziców czekając co najmniej półtorej dekady na własne mieszkanie i nie musieć się dorabiać całe życie tych kilku gratów do ciasnego M-3 czy M-4, tak jak dorabiali się rodzice harując za 1500 zł miesięcznie? To była chęć utrzymania konsumpcji według ciebie?

    "Przerwana dekada to bardzo silny wstrząs pokolenia, które bardzo długo wierzyło, że żyje na świetlanym fragmencie globu i że przed nim luksus i udana przyszłość."

    Poważnie? Byli tacy, którzy się łudzili świetlaną przyszłością nie widząc tego, jakiś poświęceń dokonało pokolenie ich dziadków i rodziców niewiele z tego osiągnąwszy?

    "Andrzej Duda (...) . I on myśli już inaczej, w kategoriach państwa prawa: np. wetując przedkładane mu ustawy."

    W kategoriach państwa prawa? Komu ty takie rzeczy usiłujesz wmówić? Umowa była taka, że Duda miał podpisać ustawy pomimo nieścisłości dwóch paragrafów... on ma państwo prawa w głębokim poważaniu, bo gdyby było inaczej, to by te ustawy podpisał, co by to państwo chociaż trochę przypominało państwo rządzone prawem, a nie rządzone przez powiązane ze sobą mafie sędziów, prokutatorów, polityków, wielkich przedsiębiorców,inwestorów, urzędników i ich wszelkich pociotków, którzy dorobili się swoich kapitałów okradając trzy pokolenia Polaków.

    Masz rację, co do tego, że Polacy byli rozczarowani coraz bardziej widocznymi nierównościami ekonomicznymi w porównaniu z kastą rządzącą, a także coraz bardziej widoczną korupcją, której nikt nie zapobiegał, nie karał, ani nie kontrolował. W takiej Gdyni na przykład, było ogólnie wiadomo, kto i gdzie handluje walutą po kursie czarnorynkowym. Cinkciarze stali na ulicy nieopodal banku i obracali w ciągu dnia kwotami większymi, niż całe rodziny obracały w ciągu miesiąca; czy milicja o tym nie wiedziała? I tak to się ciągnęło, wpajane od małego ideały coraz bardziej odbiegały od otaczającej rzeczywistości, a cóż się zmieniło teraz? Ci, którzy obracali tysiącami, teraz obracają milionami, a ty prawisz głodne kawałki o państwie prawa.
  • Prawda
    Nie wiem, jak to było w latach sześćdziesiątych, mam poważne wątpliwości co do pięćdziesiątych, ale później ludzie nie chcieli zmieniać systemu, ale chcieli go naprawić. Chcieli móc rozwinąć skrzydła, od nauki języków obcych od najmłodszych lat, możliwości podróżowania, do rozwijania własnej przedsiębiorczości czy zatwierdzania i zastosowania polskich patentów w Polsce. Ludzie chcieli, aby system był bardziej elastyczny, żeby nie było tylu ograniczeń, schodów, utrudnień, jak choćby kary za postawienie domu o powierzchni 100m2. Żeby nie było widocznej na każdym kroku korupcji i klas uprzywilejowanych, którym było wolno wszystko to, czego nie było wolno większości. Stypendia zagraniczne, jako przykład, nie były przecież dla najzdolniejszych.
    Czego ludzie pragnęli najbardziej, to uzyskanie godziwej płacy za swoją pracę, która by wystarczała do pierwszego z możliwością niezbędnych zakupów bez wielkich wyrzeczeń. Dotyczyło to zarówno wsi jak i miasta; ceny skupu produktów rolnych, jak i pensje były często po prostu żałosne.
    Co gorsza, niskie zarobki nie zostały wykorzystane po transformacji na korzyść Polaków, a przeciwko nam i z uprzemysłowionego kraju z potencjałem staliśmy się zdeindustrializowaną wyludniającą się kolonią EU.

    Ocena roli kościoła pokrywa się z moimi przemyśleniami. Wtedy kościół starał się zachować swoje wpływy, które teoretycznie państwo świeckie mogło ograniczyć, a więc poparcie Narodu w walce z władzą ludową miało uzasadnienie. Dzisiaj sytuacja się diametralnie zmieniła, kościół uzyskał od państwa szereg przywilejów i nie po drodze mu jest walka narodu o swoje prawa. Brak wiodącej roli kościoła czy jakiegokolwiek wsparcia moralnego ze strony władz kościoła w zmaganiach z okupacyjną mafią jest tego najlepszym dowodem, zilustrowanym na zdjęciu przedstawiającym porozumienie rządu Kopacz z górnikami. Tam widać dokładnie, po czyjej stronie stoi kościół: rządu czy narodu.
    http://fakty.interia.pl/polska/news-karpinski-o-historycznym-porozumieniu-z-gornikami,nId,1592351
  • @maharaja 11:19:59
    Gdybym nie znał PRL-u z własnego doświadczenia to może bym i uwierzył w to co piszesz...
  • @ Polska Ludowa
    Życie w PRL'u to ubóstwo, brak towarów w sklepach, strach przed wszechwładną Milicją, oraz zabójstwa księży i potencjalnej opozycji.
    Był to REŻIM bonzów partyjnych, którzy żyli w niesłychanym i legendarnym przepychu. 80% zarobku robotników było zabierane jako podatek z pensji przed jej wypłatą. Stąd nie było „formularzy podatkowych”.
    Języki obce były nauczane z podręczników zatwierdzonych w ZSRR i IKNiBO (ul. Mokotowska 16-20) z tekstami propagandy żydo-komunizmu. Nauka j. niemieckiego była zakazana na Śląsku.
    W księgarniach „prasy i książek zagranicznych” (EMPiK) był dostęp do czołowych publikacji komunistów/marksistów zachodnich, czyli do gazety Morning Star, New York Times, oraz magazynu TIME. Dochody ze sprzedaży materiałów propagandowych w EMPiK'u szły bezpośrednio do kufrów PZPR. Do dzisiaj EMPiK prowadzony jest przez byłych aparatczyków ORMO.
    Pozwolenie na wyjazd za granicę tyko po uprzedniej rozmowie w Komendzie MO, gdzie potencjalny „turysta” musiał podpisać zoobowiązanie na wykonanie zaleconego zadania, jak np. szpiegowanie lub dywersja środowisk polonijnych (Bartoszewski, Szaniawski, Czuma, Adam Gierek, Sikorski zrobili na tym karierę.)

    Wydajność reżimu PRL'u można mierzyć tylko ilością patriotów Polski „zlikwidowanych” przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (SB) oraz Departamentu IV MSW do Walki z Kościołem.
  • @Zdzich 18:20:14
    .....Był to REŻIM bonzów partyjnych, którzy żyli w niesłychanym i legendarnym przepychu......

    Jaką ty musisz być bidną sierotą by to co mieli ci pierwsi sekretarze KC nazywać legendarnym przepychem. Służbowa ,,warszawa” albo prywatna ,,syrenka” to przepych?
    No i mieszkanie góra pięć pokoi w bloku o łącznym metrażu nie przekraczającym 100m. kw.
    Nie jestem pewien czy towarzysz Gierek miał chociaż i tyle i meble takie jakie wówczas były w sprzedaży.
    Jak ktoś po mieście jechał w miarę nowym zagranicznym autem to było wiadomym że jest to albo badylarz albo prywaciarz.
  • @Zdzich 18:20:14
    Wg identycznej metody propagandowej w PRL pisano o kapitalistycznych krajach zachodnich.
    Czy szanowny Pan nie dostrzega faktu, że traktując PRL tak pobieżnie i jednostronnie, sam Pan sobie wystawia świadectwo osoby dającej się mamić pozorami i nie potrafiącej się zdobyć na odrobinę krytycznego myślenia?

    Za Gomułki towarów było w sklepach dużo, sam Gomułka wcale nie pławił się w "niesłychanym i legendarnym przepychu".
    Jakiekolwiek mówienie o podatkach w systemie gdzie państwo zarówno zatrudniało ludzi jak i dystrybuowało produkty konsumpcyjne jest nieporozumieniem.
    Każdy rząd uprawia własną propagandę, która ma mu zapewnić posłuszeństwo obywateli. Tak jak za PRL rząd zatwierdzał treści w podręcznikach tak samo dzieje się i teraz.
  • @Oświat 18:51:53
    Sokorski to nawet na polowania do Kenii syrenką jeździł
  • Autor
    Problem jest w tym ze nikt Polakow ani nawet czlonkow solidarnosci nie pytal sie o zdanie w kwestii przyszlosci PRLu.
    Wszystko wyglada na to ze byl to interes(wrogie przejecie) narzucony z zewnatrz czyli uklad sluzb zachodnich ze sluzbami PRL i kosciol ktorzy reprezentowali swoje interesy w rozmowach i mieli oslone w swoich mediach.
  • @Robik 14:14:18
    ... przecież 90% członków Klubów Inteligencji Katolickiej, którzy popierali Solidarność, 10 lat wcześniej krzyczała wniebowzięta: "Pomożemy"!
  • @maharaja 07:37:05
    No i co z tego?
    Ludzie nie zdawali sobie wtedy sprawy w jakim kierunku pójdą w Polsce zmiany. Zostaliśmy po prostu oszukani, podbici i okradnięci.
    Problem polega na tym, że wielu wciąż nie rozumie co tak naprawdę wtedy się stało.
  • @Oświat 18:51:53
    Ciemniak,

    Poczytaj chociaż tytuły artykułów n.t. Gierka:
    http://www.se.pl/wiadomosci/polska/jak-naprawde-zyl-edward-gierek-za-drzwiami-ze-zota-klamka_350974.html

    lub trochę z życia bonzów partyjnych w czasach, kiedy w mieszkaniu dwu-pokojowym M4 mieszkały przeciętnie 4 rodziny, lub trzy pokolenia. Nikt nawet nie marzył o takim rarytasie jak telefon. Itd., itd.
    Za narzekanie szło się do aresztu śledczego.
    http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/196978,sylwester-z-gomulka-i-studia-na-kubie-dolce-vita-prl-u.html
  • @Robik 08:07:52
    My rozumiemy. Żydo-komunizm nie rozpłynął się w powietrzu. Zmienił tylko nazwę, a „dzieci Bieruta” i „wnuki Stalina” rządzą do dzisiaj.
  • @Zdzich 08:49:16
    No tak, Duda, Kaczyński, Macierewicz, Szydło - wnuki Stalina...
  • @Zdzich 08:44:30
    Albo kłamiesz albo jesteś wprowadzony w błąd.
    Gierek nie dorobił się na swoim stanowisku i umarł jako niezbyt zamożny człowiek.
  • @Zdzich 08:44:30
    Ten artykuł z Dziennika bardzo trafnie pokazuje tę specyfikę.

    Za Gierka rozpoczęło się "dorabianie" partyjnych działaczy. Dorabianie polegające na osobistym posiadaniu majątku, a nie na używaniu majątku przypisanego wyłącznie do urzędu, do pełnionej funkcji. Dotyczyło to nie tylko działaczy najwyższego szczebla ale również działaczy szczebli niższych. To samo zauważa Jacek Tittenbrun w "Upadek socjalizmu realnego w Polsce".

    Ironią losu jest to, że to właśnie takie "dorabianie" spowodowało u działaczy partyjnych "głód konsumpcyjny". By go zaspokoić zgodzili się nawet oddać władzę w 1989.

    Była w tym pewna analogia do upadku czasów feudalnych opisywanego przez Adama Smitha. Wtedy także feudalni właściciele otrzymali możliwość osobistego posiadania coraz większej liczby różnych rzeczy, co spowodowało że zaczęli mniej cenić posiadanie władzy nad ludźmi.
  • @Robik 09:21:55
    A GEN Czyngiz Chana ma co drugi człowiek na ziemi.
  • @fretka 10:10:22
    A w Krakowie jest Brama Floriańska.
  • @Robik 09:24:07
    Gierek nie dorobił się na swoim stanowisku?

    To za co kupowal wille i sprowadzal marmury, krysztaly, i zlote klamki jak nie z "puli dewiziwej" PZPR?
    Za co corka i wnuczka Gierka sprowadzala amerykanski sprzet okulistyczny jak nie z "puli dewizowej" PZPR?
    Za co wyremontowano i nowoczesnie wyposazono caly Ogolniak w Katowicach toz przed rozpoczeciwem tam nauki przez wnuczke Gierka?

    Wszystkie inne rzeczy byly dostarczane ZA DARMO na zawolanie przez telefon. Jak np. samochody, helikopter, alkohole, kawiory, itd. itd.

    Na koniec, pensje partyjna mu zabrano, ale otrzymywal emeryture z Belgii i Francji. Niczego ze zdobytego majatku nie sprzedal, aby poprawic sobie warunki materialne.
  • @Zdzich 15:01:35
    Wypisujesz kłamstwa. To grzech!
  • @Zdzich ty stara pierdoło ! do magla a nie na publiczne forum!
    Obrażasz naszą inteligencję a to duże wykroczenie.

    // co corka i wnuczka Gierka//

    chciałoby się odpowiedzieć:gówno debilu! ale poprzestanę na tym że GIEREK NIE MIAŁ CÓRKI.Miał trzech synów.
    Pewnie szło ci dziadu toruński o Ariadnę Gierek https://pl.wikipedia.org/wiki/Ariadna_Gierek-%C5%81api%C5%84ska
    synową Gierka.Wybitnego lekarza okulistę który jak mało kto, na swą (do dnia dzisiejszego ) niezwykle pozytywną opinię zapracowała sama.
    A Stanisława wnuczka Gierka to akurat była licealistką kiedy kasowali dziadka.
    Uważasz kruchtowy plotkarzu że nowoczesny sprzęt medyczny w placówce naukowej czyli szpitalu akademickim to afera?

    //To za co kupowal wille i sprowadzal marmury, krysztaly, i zlote klamki jak nie z "puli dewiziwej" PZPR?//

    Oto otoczona wiszącymi ogrodami, wyłożona jaspisem ,kryształem i palisandrem słynna willa Gierka

    http://obiektywnie.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/469481/files/blog_bc_4704398_7163586_tr_kog23.jpg
  • Edward Gierek był uczciwym człowiekiem
    W wywiadzie-rzece z (mec. chyba Kukułowiczem) doradcą Stefana Wyszyńskiego był ten temat poruszany. Prymas zarzucił Edwardowi Gierkowi, w trakcie jednej z rozmów, że partyjna elita łapczywie gromadzi dobra materialne kosztem narodu. Ten odpowiedział, że jemu tego nie można zarzucić, stara się żyć skromnie, ma tylko jeden dom w Katowicach i to jest wszystko. St. Wyszyński oświadczył mu na to, że jest w stanie udowodnić , że ma ich więcej.
    Na następne spotkanie przyniósł wykaz pięciu willi, należących do jego rodziny. E. Gierek nie miał o nich pojęcia. Nawet te pięć willi, chyba okazałych, nie wzięły się z pazerności rodziny, ale z moralnej nędzy dyrektorów w przemyśle. Sami się napraszali, sami załatwiali - działki po korzystnej cenie, beton po znajomości, pracowników do budowy itd. - licząc, że "usługi" nie zostaną przez I sekretarza PZPR niezauważone.
  • @Zdzich 15:01:35
    Odpowiem nieładnie na twoje żenujące denuncjacje - pieprzysz głupoty facet jak niezdrowa dupa! Gówno wiesz o PRLu, albo celowo wprowadzasz ludzi nie znających tamtych czasów w błąd.
  • @ Fanatycy morderczych psychopatów
    Fanatycy morderczych psychopatów:
    obojętnie jakimi obelgami i klątwami na mnie tu rzucacie, pokaźna służba „państwa Gierków” jeszcze żyje, i … zdaje relacje!
    (Zapomniałem dodać kreacje pani Gierkowej oraz „trwałą” na koszt państwa z … Paryża: http://nowahistoria.interia.pl/historia-na-fotografii/zona-towarzysza-gierka-jak-z-zurnala-zdjecie,iId,1249022,iAId,94594)

    Żyją też jeszcze ofiary tego komunisty i dość sporo napisali.
    Normalny człowiek przeczyta i dowie się prawdy.
    Debil (jest was tylko kilku) odrzuci.
  • @Zdzich ! a teraz jeszcze raz z pełną powagą
    powiedz że tak kobieta w sposób niepohamowany realizowała skłonność do przepychu.

    http://i.iplsc.com/zona-towarzysza-gierka-jak-z-zurnala/0002MUE1EG6FQCIK-C317-F3.jpg
  • @ikulalibal 09:42:39
    Jak na ówczesne czasy, ekstremalnie! (Ach, co za materiał!)
    Liczy się też gdzie i kto to robil, oraz za czyje pieniądze.

    A to, że na świni nawet rajstopy źle wyglądają, to inna sprawa. Mam na myśli, urody Jacqueline Kennedy z pewnościa nie miała.
  • @ikulalibal 09:42:39
    U Pana Zdzicha logika jest prosta siermiężna jak budowa cepa. Partia Ludowa to i stroje obowiązują ludowe. Spódnice wierzchnie z materiałów kwiecistych. Kaftan z czarnego sukna ozdobiony haftem atlasowym. Chusta z białego płótna wiązana pod brodą. Dla najzamożniejszych czerwone korale.
  • @fretka 10:45:22
    Dzisiejsi złodzieje z lewa i prawa (PiS - PO i cała reszta) zasiadają po znajomości w kilku radach, spółkach i okradają Polaków na wielomilionowe sumy. Były premier otrzymywał milionowe wynagrodzenie pracując w bankowości bez znajomości j. angielskiego i bez przygotowania bankowego (był nauczycielem w szkole średniej). Podobnie było z innymi premierami i prezydentami.
    Dzisiaj, zadłużenie Polski sięgnęło astronomicznych sum i wiele pokoleń Polaków uczyniło niewolnikami.
    Żeby tuszować nieudolność i złodziejstwo dzisiejszych władz oskarża się Gierka który został obalony blisko 40 lat temu.
    Żaden z przywódców okrągłostołowych nie dorasta Gierkowi do pięt; zarówno pod względem fachowości jak i uczciwości.
    Tak już na koniec - czy którykolwiek z tych polityków wykonywał kiedykolwiek jakąś uczciwą i pożyteczną pracę? Ci ludzie bez państwowych posad byliby nikim.
  • @Zdzich 10:02:23
    Załącz swój ryj to się wszyscy pośmiejemy.
  • @fretka 10:45:22
    A fryzura Brigitte Bardot? photos/5891419ffb0604bf1f5c1dcb
    Ten paryski fryzjer wział za to US$740 + tip
    Inżynier w Polsce zarabiał 2,106 zł miesięcznie = US$20 miesięcznie!

    „Podczas spotkania międzynarodowego rozmawia prezydent USA z I sekretarzem PZPR.
    Przeciętny Amerykanin zarabia 2000 dolarów, z tego połowę wydaje na życie - mówi prezydent USA.
    A co robi z resztą? - pyta I sekretarz PZPR.
    Nie wnikamy w to! - odpowiada z przewrotnym uśmiechem prezydent USA.
    A u nas przeciętny Polak zarabia 2000 zł, a na życie wydaje 4000 zł - mówi I sekretarz PZPR.
    Skąd bierze resztę? - pyta prezydent USA.
    Nie  wnikamy w to! - odpowiada z przewrotnym uśmiechem I sekretarz PZPR.”
  • @Zdzich 18:57:20
    Bzdura. Nikt tyle za fryzurę nie da. Nawet Brigitte Bardot.
  • @fretka 21:18:09
    Obecnie płacą o wiele więcej. Zapytaj Obamę, Rihannę, itd.

    W ogóle, przeczytaj coś, zanim ponownie napiszesz „z pamięci”.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930