Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Piątek, 25 sierpnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1045) Zapraszam na codzienny serwis bieżących informacji i komentarzy medialnych ze świata, z niewielką domieszką informacji z kraju.

 

*Około dziewięciu tysięcy terrorystów z grupy Dżabhat an-Nusra próbuje opanować syryjską prowincję Idlib, powiedział szef wywiadu sztabu generalnego rosyjskich wojsk w Syrii generał pułkownik Igor Korobow.„Obecnie terroryści starają się przejąć kontrolę nad całym swoim terytorium poprzez intensyfikację działań wojskowych przeciwko formacjom umiarkowanej opozycji” — powiedział Korobow przy okrągłym stole podczas forum „Armia 2017”. Według niego grupom bandyckim an-Nusry udało się wyrządzić znaczne straty grupie Ahrar al-Sham i zająć dominującą pozycję w regionie. Przy tym radykalna część oddziałów opozycyjnych w celu uniknięcia całkowitego zniszczenia przeszła na stronę terrorystów. „Nie można wykluczyć, że w ten sposób przywódcy Dżabhat an-Nusry próbują na tym etapie zapobiec tworzeniu obszarów deeskalacji w tej części Syrii, a tym samym zerwać proces pokojowego rozwiązania konfliktu” — podsumował. Korobow zaznaczył, że całkowita liczebność Dżabhat an-Nusry w Syrii przekracza 15 tysięcy terrorystów. Ugrupowanie kontroluje znaczną część prowincji Idlib. Ponadto jej oddziały są aktywne w prowincji Homs, na przedmieściach syryjskiej stolicy Wschodniej Gucie i na południu Syrii, w obszarach centrów administracyjnych prowincji Al-Kunajtra i Daraa. Według niego w przeciwieństwie do PI przywódcy Dżabhat an-Nusry nie opowiadają się za ustanowieniem islamskiego kalifatu od Maroka do Malezji, ale przede wszystkim za zmianą reżimu Baszara al-Asada i ustanowieniem w Syrii państwa szariatu.

 

*W prowincji Idlib jest obserwowany wzrost napięć i nasilające się starcia między terrorystami.Syryjski ekspert wojskowo-strategiczny, generał-major Muhammed Abbas powiedział w wywiadzie dla Sputnika, że rosnące napięcie w Idlib stwarza zagrożenie nie tylko dla Syrii, lecz również dla całego regionu. „Wyzwolenie Idlib jest dla syryjskiej armii po Arsal i Dajr az-Zaur priorytetem. Jest to szczególnie ważne, biorąc pod uwagę usytuowanie prowincji Idlib".  Ekspert powiedział, że w Idlib „obecnie znajduje się wielu terrorystów, którzy w swoim czasie stali przed wyborem: wyrzec się terroryzmu i dołączyć do syryjskiej armii lub opuścić teren, nie odrzucając flag Daesz, wyjechać do Idlib. Ci ludzie nadal walczą z syryjską armią i zabijają cywilów. Zresztą właśnie wówczas część terrorystów uciekła do Europy".  Zdaniem innego syryjskiego eksperta wojskowego, generała-majora Muwafaka Jumaa „terroryści mają w Idlib niewielki wybór: poddać się, odejść lub walczyć z syryjską armią i jej sojusznikami". Zwrócił uwagę na fakt, że większość terrorystów w tej prowincji nie jest Syryjczykami, a więc będą walczyć lub opuszczą kraj. Jeśli rozpoczną się starcia między armią i terrorystami, cywile w tych rejonach będą musieli opuścić swoje domy, by nie przeszkadzać armii i ocalić swoje życie — powiedział generał. Walki zapowiadają się na zaciekłe, ponieważ terrorystom bardzo zależy na Idlib, gdzie długo byli chronieni przez Zachód i Turcję. Prowincja graniczy z Turcją, dzięki czemu terroryści mają dostęp do portów morskich. Syryjski rząd nie zamierza tolerować takiej sytuacji — powiedział generał-major Muwaffak Jumaa.

 

*Zakończono likwidację rozproszonych grup bandyckich na granicy między Syrią a Jordanią i Irakiem; trwa ofensywa na pozycje rebeliantów w pobliżu miasta Abu Kamal na syryjsko-irackiej granicy – poinformował w piątek dowódca zgrupowania Sił Zbrojnych Rosji w Syrii gen. pułk. Siergiej Surowikin. Na południu Syrii zakończono likwidację rozproszonych grup bandyckich na granicy z Jordanią i Irakiem. Trwa ofensywa w pobliżu miasta Abu Kamal przy syryjsko-irackiej granicy z zamiarem dotarcia do Eufratu – wyjaśnił rosyjski generał podczas okrągłego stołu poświęconego omawianiu syryjskiego doświadczenia na Międzynarodowych Targach Wojskowo-Technicznych „Armia-2017”. Jak dodał, obecnie syryjskie wojska rządowe przy wsparciu rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych rozwijają ofensywę w syryjskiej Dajr az-Zaur w trzech kierunkach – do rzeki Eufrat, od miasta As-Suchna i w pobliżu Abu Kamal. W tym rejonie skupili się rebelianci z Mosulu, oraz większość najbardziej zdolnych do walki i dobrze uzbrojonych oddziałów Daesz, które wycofały się z Rakki. Wraz z ich zniszczeniem i odblokowaniem Dajr az-Zaur dobiega końca niszczenie głównych sił terrorystów Daesz i likwidacja ich ostatniego bastionu na syryjskiej ziemi – podkreślił Surowikin.

 

*W Syrii zlikwidowano dwa ostatnie obiekty, w których produkowano i magazynowano broń chemiczną.Jak poinformował dowódca Wojsk Ochrony Radiologicznej, Chemicznej i Biologicznej rosyjskich sił zbrojnych, generał major Igor Kiriłłow, jednym z etapów operacji ONZ-OPCW była likwidacja 27 obiektów, w których produkowano i magazynowano broń chemiczną. 25 z nich zostało zlikwidowanych już wcześniej.  „Ostatnie dwa obiekty, znajdujące się wcześniej na terytorium kontrolowanym przez terrorystów, po ich wyzwoleniu w sierpniu 2017 roku zostały zlikwidowane, sprawdzone przez specjalistów Wojsk Ochrony Radiologicznej, Chemicznej i Biologicznej, a następnie zostaną przedstawione ekspertom międzynarodowej organizacji OPCW  — powiedział Kiriłłow. We wrześniu 2013 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję o likwidacji broni chemicznej w Syrii. W 2014 roku z kraju wywieziono 1,2 tys. ton substancji chemicznych. W operacji brało udział dziewięć państw.

 

*Libański ruch Hezbollah jest gotów do negocjacji z ugrupowaniem terrorystycznym Państwo Islamskie w Syrii na prośbę dżihadystów, którzy osiedlili się na syryjsko-libańskiej granicy – powiedział sekretarz generalny Hezbollahu Hasan Nasr Allah na antenie telewizji Al-Manar. „Na prośbę dżihadystów możemy prowadzić negocjacje na terytorium Syrii. Walki będą trwały do czasu osiągnięcia porozumienia. A przedmiot negocjacji – realizacja celów, które polegają na wycofaniu się Daesz z tego rejonu (syryjsko-libańskiej granicy) i zdobyciu informacji o uprowadzonych libańskich żołnierzach oraz ich uwolnieniu” – zaznaczył Hasan Nasr Allah. „Najprawdopodobniej rozwiązanie będzie siłowe w górskich regionach i my zmierzamy do siłowego rozwiązania, a powodem tego jest myślenie przywódców ISIS. Zwracam się do liderów ISIS: wynik bitwy jest przesadzony, to kwestia krótkofalowa – dodał. Nasr Allah powiedział też, że dżihadyści na granicy są spanikowani i gotowi do wszelkich negocjacji. Według jego słów Hezbollah wraz z syryjską armią wyzwolił 270 z 310 km.kw strefy przygranicznej między Libanem a Syrią, zajętej przez ISIS. Hezbollah i armia syryjska w sobotę rozpoczęły operację wyparcia Państwa Islamskiego z syryjskiego terytorium graniczącego z Libanem.

 

* Oddziały irackiej armii rządowej, wspierane przez amerykańskie lotnictwo, poczyniły znaczne postępy w walce o odbicie miasta Tell Afar z rąk terrorystów z Daeszu. Dżihadyści, którzy okupują to miasto od 2014 roku uczynili z niego ważną bazę wypadową i logistyczną w pobliżu granicy z Syrią.

 

* Katar przywrócił pełne stosunki dyplomatyczne z Iranem, które zostały zerwane w ubiegłym roku. Cztery kraje arabskie, w tym Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, blokują ten niewielki a bogaty w gaz ziemny emirat, częściowo właśnie ze względu na jego przyjazne relacje z Islamską Republiką Iranu.

 

*Emisariusze amerykańskich organizacji politycznych aktywizują swoją działalność przy granicy z Krymem – powiedział deputowany Dumy Państwowej Rosji z regionu krymskiego Rusłan Balbek.Według jego słów przedstawiciele Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego USA (IRI), którego pracami kieruje formalnie amerykański senator John McCain, przyjechali do batalionu ochotniczego „Asker” powołanego do życia przez jednego z organizatorów blokady Krymu.  Batalion stacjonuje w obwodzie chersońskim graniczącym w półwyspem. „Pojawienie się amerykańskich emisariuszy, reprezentujących prorządowe fundacje, przy granicy Krymu świadczy o przygotowanych prowokacjach skierowanych przeciwko regionowi krymskiemu i mieszkańcom Krymu. Należy oczekiwać zwiększenia finansowania antyrosyjskiej działalności radykalnych ugrupowań, które znajdują się w pobliżu naszych granic” – powiedział Balbek. W związku z tym – jak dodał – należy zwrócić większą uwagę na rosyjsko-ukraiński odcinek granicy z Krymem, aby nie dopuścić do ewentualnych prowokacji. Deputowany podkreślił, że właśnie instytut McCaina jest jednym ze sponsorów zakazanej w Rosji organizacji Medżlis Narodu Krymsko-tatarskiego,  zaangażowanej w blokadę Krymu.

 

*Rosyjskie myśliwce w ubiegłym tygodniu 11 razy przechwytywały obce samoloty rozpoznawcze w pobliżu granic FR – wynika z danych opublikowanych w piątkowym wydaniu gazety Ministerstwa Obrony „Krasnaja zvezda.Jak przedstawiono na infografice, wywiad powietrzny wzdłuż granicy Rosji przeprowadzało 18 aparatów latających. Pięć z nich obrało zachodni kierunek strategiczny, sześć – południowo-zachodni, pięć – arktyczny i dwa – wschodni. Nie doszło do naruszenia rosyjskiej przestrzeni powietrznej. W ubiegłym tygodniu ministerstwo poinformowało o ośmiu przypadkach przechwycenia samolotów rozpoznawczych. Jednocześnie obce samoloty przeprowadziły 16 lotów rozpoznawczych u granic Rosji. Rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne regularnie eskortują i przechwytują samoloty krajów NATO. Ministerstwo Obrony publikuje cotygodniowe sprawozdania, w których prezentowana jest statystyka wykrywania w pobliżu granic państwowych obcych aparatów latających.

 

*USA mogą rozpocząć operację zbrojną, w której ramach amerykańskie siły powietrzne będą mogły przeprowadzać naloty na pozycje organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie na Filipinach.Poinformowała o tym telewizja NBC, powołując się na dwóch urzędników w Ministerstwie Obrony kraju. Według danych telewizji dzisiaj do wiadomości publicznej może zostać podany plan operacji, który obecnie jest rozpatrywany przez Pentagon. Podkreśla się, że naloty prawdopodobnie przeprowadzą drony. Jeśli plan zostanie zatwierdzony, amerykańscy wojskowi będą mogli zaatakować pozycje terrorystów zagrażających sojusznikom USA w regionie, w tym filipińskim siłom zbrojnym.  Według słów rzecznika Pentagonu Jeffa Davisa Waszyngton dzieli się danymi wywiadowczymi z Manilą od 15 lat. Obecnie na Filipinach znajduje się niewielka liczba amerykańskich wojskowych, którzy udzielają państwu wyspiarskiemu pomocy w walce z terrorystami.  Wcześniej poinformowano, że USA dostarczyły Filipinom dwa wyposażone w sprzęt monitoringowy samoloty jednosilnikowe Cessna 208B, które będą wykorzystywane do walki z terroryzmem. Wartość transakcji przekroczyła 30 mln dolarów. Także USA przekazały filipińskiej armii 992 rakiety, 1040 silników rakietowych i dodatkowo planują dostarczyć 250 granatników rakietowych oraz tysiąc granatników w charakterze pomocy w walce z terroryzmem.

 

*Prezydent Chin Xi Jinping w trakcie rozmowy telefonicznej omówił z prezydentem USA Donaldem Trumpem sytuację na Półwyspie Koreańskim.Chiński przywódca zwrócił uwagę swemu amerykańskiemu koledze, aby unikał zjadliwych komentarzy, które mogą pogorszyć i tak napiętą sytuację na Półwyspie Koreańskim – poinformowała południowokoreańska agencja Yonhap, powołując się na państwowe media. Napięcie na linii USA-Korea Północna stale rośnie. Donald Trump powiedział, że jeśli Kim Dzong Un zrobi coś z Guam, to z KRLD „stanie się coś takiego, czego jeszcze nikt nigdy nie widział”. Jednak Amerykanie najwyraźniej nie uważają, że dojdzie do ataku. Trump zażartował, że Guam dostało bezpłatną reklamę: dzięki groźbom Korei Północnej wielu turystów dowiedziało się, że istnieje taka wyspa.

 

* W dyspozycji malezyjskiej gazety New Straits Times znalazł się tekst oficjalnego pisma wiceszefa Federalnej Agencji Transportu Lotniczego Olega Storczewoja do przewodniczącego Rady Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego - ICAO. W nim znalazły się obawy w związku z rażącymi brakami przeprowadzonego śledztwa. Najstarsza gazeta Malezji New Straits Times od momentu katastrofy naświetla tragedię samolotu, który rozbił się w Donbasie. Jednym z głównych tematów jest śledztwo w sprawie katastrofy MH17. Na pokładzie samolotu było 44 obywateli Malezji. W oczekiwaniu na ogłoszenie raportu końcowego Rady Bezpieczeństwa Holandii malezyjscy dziennikarze przedstawili pełną listę najbardziej rażących naruszeń standardów międzynarodowych, z którymi przez rok i trzy miesiące toczyło się dochodzenie. Powodem była część korespondencji urzędowej, która w jakiś sposób dostała się do dyspozycji redakcji gazety — list upoważnionego przedstawiciela Rosji w Komisji ds. Dochodzenia Katastrofy MH17 Olega Storczewoja do przewodniczącego Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego. „Podejście przyjęte przez Radę Bezpieczeństwa Holandii narusza jedną z podstawowych zasad badania wypadków lotniczych — zasadę kolejności wniosków. Zamiast sukcesywnego badania charakteru obrażeń bojowych dochodzenie stawia za swój cel udowodnienie na wszystkie sposoby zestrzelenia samolotu pociskiem systemu przeciwlotniczego typu „Buk”, — pisze New Straits Times. Głównym atutem holenderskich ekspertów — kontynuują dziennikarze — są dwa kawałki metalu, które po ponad pół roku od rozpoczęcia dochodzenia komisja zdecydowała się przedstawić jako rażące elementy, jakoby właśnie one znajdowały się w rakiecie, która trafiła w samolot. Przedstawiciele komisji nie przedstawili żadnych dowodów na to. Udokumentowanych materiałów o miejscu znalezienia, pierwotnych oględzinach i zabezpieczeniu rażących elementów przez komisję nie przedstawiono. Wątpliwości wywołuje już sama waga jednego z przedstawionych elementów rażących — 5,5 grama. Przy czym początkowa waga elementów tej frakcji wynosi 8 gram.  „Oficjalnie te elementy pocisków nie zostały przedstawione ani społeczności, ani specjalistom. Można przedstawić dowolne kawałki metalu, ponieważ na Ukrainie trwały działania bojowe. Szczegółowych badań chemicznych tych metalowych elementów, jak się okazało, holenderscy eksperci nie przeprowadzili. W odpowiedzi na pytanie rosyjskiej strony, dlaczego, oświadczyli: „Nie było takiej potrzeby”. Zamiast tego do argumentacji wykorzystano zdjęcia — zostały one znalezione w sieciach społecznościowych. Koncern „Ałmaz-Antej” — projektant i producent rakiet typu „Buk” już 4 miesiące temu przedstawił obliczenia wskazujące na to, skąd w rzeczywistości wyleciałaby rakieta, jeśli samolot zostałby zestrzelony z ziemi. W interesie dochodzenia nasi specjaliści odtajnili nawet część danych odnoszących się do tajemnicy wojskowej. Charakter zniszczenia kabiny samolotu (całe pozostało prawe okno) przemawia na korzyść tego, że samolot został zestrzelony z powietrza. Fakt, że rosyjscy eksperci nie zostali zaangażowani do dochodzenia — a oni są w stanie obiektywnie ocenić stan danego zagadnienia — również wskazuje na to, że dochodzenie jest prowadzone nieobiektywnie. O tym, że dane rosyjskich inżynierów są potrzebne do dochodzenia, wielokrotnie mówili także międzynarodowi eksperci.  Kluczowy błąd miał miejsce, kiedy śledczy nie przyjechali na miejsce katastrofy zaraz po tragedii. W wyniku tego stracono czas. Ukraina wciąż nie dostarczyła wielu danych potrzebnych do dochodzenia. Nie ma informacji na temat rozmów, które były prowadzone w centrum sterowania. Kijów również nie przekazał danych ze swoich radarów wojskowych, nie poinformował ani o liczbie pocisków, ani o wyrzutniach, nie dostarczył także planów lotów. Nie ma również informacji o tym, które samoloty wojskowe Kijowa w tym czasie były w powietrzu. Jest bardzo dużo dowodów na to, że samolot został zestrzelony w powietrzu. Jednak o tej wersji, że samolot mógł być strącony w powietrzu, holenderscy eksperci w ogóle nie wspominają.  Przez ten cały czas nikt z zachodnich polityków nie zareagował na fakt, że Ukraina nie zamknęła przestrzeni powietrznej nad Donbasem. Jednak wymienili winnych. Zaraz po tragedii sekretarz stanu USA John Kerry powiedział: „Uważamy, że samolot został zestrzelony z terytorium kontrolowanego przez separatystów”. Teraz w kręgach eksperckich Holandii jest coraz więcej opinii, że odpowiedzialni za tragedię nie zostaną wskazani.

 

* Rada Europy skieruje prośbę o wyjaśnienie do władz Estonii, które odmówiły akredytacji korespondentów MIA „Rossiya Segodnia” w celu relacjonowania nieformalnego spotkania szefów MSZ Unii Europejskiej w Tallinie – informuje telewizja „Rossija 24”. Spotkanie szefów MSZ 28 państw członkowskich Unii Europejskiej odbędzie się 7 i 8 września. Akredytację na to spotkanie usiłowało otrzymać trzech korespondentów „Rossyia Segodnia” i wszystkim odmówiono bez podania przyczyn. Agencja po raz pierwszy napotkała takie ograniczenia. Federacja Dziennikarska ogłosiła 2 stopień zagrożenia wolności mediów. 

 

*Redaktor naczelna międzynarodowej agencji informacyjnej „Rossija Siegodnia" Margarita Simonian skomentowała oświadczenie sekretarza generalnego Europejskiej Federacji Dziennikarzy Ricardo Gutiérreza. „Bardzo budujący jest fakt, że do składu Unii Europejskiej oprócz Estonii należy jeszcze kilkadziesiąt państw. Liczne z nich, jak możemy się przekonać, są w pełni poczytalne. Szczególną wdzięczność można wyrazić panu Gutiérrezowi za to, że, narażając się na opinię człowieka niemodnego, odważył się wystąpić w obronie słowa europejskiego" — powiedziała Simonian w wywiadzie dla agencji RIA Novosti. Wcześniej poinformowano, że sekretarz generalny Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) Ricardo Gutiérrez potępił zachowanie Estonii, która odmówiła udzielenia korespondentom Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossiya Segodnia" akredytacji na nieformalne spotkanie szefów MSZ państw członkowskich UE zaplanowane na 7-8 września w Tallinnie.

 

*Redaktor naczelna RT i agencji Sputnik Margarita Simonian skomentowała rekomendacje dla francuskich mediów wydane przez ruch francuskiego prezydenta „En Marche!" (Naprzód!). „Partia demokratycznego prezydenta Macrona demokratycznie poradziła francuskim mediom, by „nie powielały informacji" RT i Sputnika, dlatego że nie pałaliśmy zbyt wielką miłością do ich kandydata. Jakoś inaczej wyobrażałam sobie wartości demokratyczne" — czytamy w oświadczeniu Simonian. Na stronie ruchu „En marche!" widnieje informacja, że RT i Sputnik umyślnie publikowały nieprawdziwe informacje o Macronie w czasie wyborów prezydenckich. Stronnicy francuskiego prezydenta apelują też do francuskich i zagranicznych mediów, by „przestały systematycznie powielać informacje" dostarczane przez strony RT i Sputnika, „nawet jeśli robią to w celu przeprowadzenia oceny zasadności informacji". W swoim oświadczeniu „En Marche!" zwraca się do władz sieci społecznościowych, aby oznaczały te dane jako propagandowe". Simonian oświadczyła także, że podług logiki Macrona z Rosji należałoby odprawić wszystkie zachodnie media, bo przecież te zawsze występują przeciwko Władimirowi Putinowi i agitują za rosyjską opozycją, usiłując ingerować w wybory. Jak mówi Simonian, nie ma żadnych dowodów zamieszczania przez RT nieprawdziwych informacji. Simonian dodała, że doczepianie etykietki „fejk" do każdej informacji, z którą nie zgadza się Macron, tworzy niebezpieczny precedens, który zagraża wolności słowa i dziennikarstwu jako takiemu.

 

*Rosjanie wykorzystywali fałszywe konta na Facebooku do zdobywania danych od przyjaciół obecnego prezydenta Francji Emmanuela Macrona podczas kampanii wyborczej - podaje Reuters.Trwa śledztwo, o którym agencję informacyjną poinformowały źródła, w tym anonimowy amerykański kongresmen.  Reuters podaje, że agenci z Rosji założyli rzekomo około 20 fałszywych kont w popularnym serwisie społecznościowym i podawali się za „znajomych znajomych" z otoczenia kandydata na prezydenta Macrona. Facebook potwierdził istnienie tych kont, obecnie są zablokowane i jak twierdzi administracja portalu hakerom nie udało się włamać na profile zwolenników Macrona. 

 

*Premier Polski Beata Szydło przypomniała prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi, że Polska również jest członkiem Unii Europejskiej, a Polacy mają te same prawa, co i inni mieszkańcy państw członkowskich.Macron w związku z dyskusją o statusie pracowników z Polski, Rumunii, Słowacji i Bułgarii w innych państwach Unii Europejskiej powiedział w piątek, że stanowisko Warszawy nie łączy, ale dzieli Europę. Francja nalega, aby maksymalny termin umów pracowniczych skrócić z trzech lat do roku, podczas gdy Polska jest przeciwko temu. „Polska nie określa kierunku rozwoju Europy. Polska występuje przeciwko europejskim interesom i nie ma nic wspólnego z rozwojem Europy” – powiedział Macron. Wyraził również przekonanie, że polskie stanowisko nie otrzyma poparcia ze strony innych państw Unii Europejskiej, a on będzie mógł przekonać partnerów o konieczności przeprowadzenia reform. "Przypominam Panu Prezydentowi Macronowi, że Polska jest takim samym członkiem UE jak Francja. Mamy takie same prawa jak Francja i inne kraje członkowskie i będziemy z nich korzystać dla dobra Polski i Polaków. Polska nie jest w konflikcie z żadnym z krajów UE ani z nią samą", — powiedziała w odpowiedzi Beata Szydło dziennikarzom w piątek. "Doradzam panu prezydentowi, aby zajął się sprawami swojego kraju, być może wtedy uda mu się osiągnąć takie same wyniki gospodarcze i taki sam poziom bezpieczeństwa swoich obywateli, jaki gwarantuje Polska", — powiedziała. W stosunku do delegowanych pracowników Szydło powiedziała, że "Polska i Europa Środkowa broni zasad wspólnego rynku, a Francja poprzez swoje działanie próbuje demontować jeden z filarów UE".

 

*Wszystkie kwestie związane z reparacjami ze strony Niemiec za skutki II wojny światowej zostały rozwiązane w pierwszych latach powojennych. Dziś powrót do tego tematu jest niemożliwy – powiedział wiceprzewodniczący Komitetu Dumy do Spraw Międzynarodowych Dmitrij Nowikow. „Temat reparacji jest tematem, który omawiano na konferencjach przywódców mocarstw należących do koalicji antyhitlerowskiej, m.in. w Jałcie i Poczdamie. Zwłaszcza w Poczdamie. I wszystkie kwestie dotyczące repatriacji zostały rozwiązane w pierwszych latach po wojnie. Dziś powrót do tego tematu jest niemożliwy” – zaznaczył Nowikow. Jego zdaniem wypowiedzi polskich polityków na  temat odszkodowania za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej to tylko słowa.  Dla stosunków między krajami, w tym między Polską a Niemcami, nie ma to szczególnego znaczenia gospodarczego – dodał rosyjski polityk.

 

*Oświadczenie Polski o możliwym ściągnięciu reparacji z RFN świadczy o tym, że Warszawa rości sobie pretensje do szczególnego statusu nie tylko w UE i NATO, ale też w całej Europie. Zdaniem przewodniczącego Komisji do Spraw Międzynarodowych Rady Federacji Konstantina Kosaczewa Warszawa obrała złą strategię. „Podniesiona przez Warszawę kwestia możliwych reparacji od Niemiec w związku ze stratami poniesionymi w czasie II wojny światowej nie jest oczywiście podyktowana względami czysto materialnymi: szanse na otrzymanie czegoś od Berlina są bliskie zera. Niemcy od dawna uważają temat za zamknięty" — powiedział Kosaczew. Zdaniem rosyjskiego polityka roszczenia Warszawy są nie tylko reakcją na procedurę sankcyjną przeciwko Polski wszczętą w związku z podjętą w kraju reformą, która jak sądzi Bruksela, podkopuje niezależność systemu sądownictwa.„Za afrontem wobec swojego najważniejszego europejskiego sojusznika stoją wyraźne roszczenia Polski do szczególnego statusu nie tylko i nie tyle w UE i w NATO, co w Europie jako takiej. Polska widzi siebie w roli wiodącego mocarstwa w Europie Wschodniej i temu służy wskrzeszona koncepcja Międzymorza wysunięta ongiś przez marszałka Józefa Piłsudskiego, a także działalność w ramach Wyszehradzkiej Grupy i niedawny szczyt państw „Trójmorza" (region od morza Bałtyckiego po Adriatyk i Morze Czarne) — zauważył polityk.Kosaczew przypomniał, że od 2015 roku Polska razem z Chorwacją zajmują się aktywną modernizacją energetycznej, transportowej i telekomunikacyjnej infrastruktury w regionie „Trójmorza", „w którym to właśnie Warszawa postrzega się w roli lidera". Dlatego, uważa rosyjski senator, Polska stara się zajmować aktywne stanowisko we wszystkich regionalnych sprawach, „czasem demonstracyjnie odmienne od stanowiska Brukseli". Zdaniem Kosaczewa jest wielce wątpliwe, by takie podejście wzmocniło autorytet Polski w strukturach europejskich. Mając jednak na uwadze obecne problemy systemowe w UE, dodatkowe zagrożenie ze strony tak ważnego kraju jest teraz Unii bardzo nie na rękę, „a zatem szantaż może przynieść Warszawie  jakieś dywidendy". „Tym nie mniej w dłuższej perspektywie dana strategia jest raczej błędna niż rozsądna" — zakończył senator.

 

*Niemiecki rząd uważa za zamkniętą kwestię reparacji za szkody wyrządzone Polsce podczas II wojny światowej – poinformowała w piątek służba prasowa Rady Ministrów RFN. Jak podkreślono, stanowisko Berlina w tej sprawie pozostaje bez zmian.  Można przeczytać o tym w protokole z briefingu rządowego z 2 sierpnia, gdy ten temat został po raz ostatni poruszony – powiedział pracownik służby prasowej. Dodał, że jest to „fundamentalne stanowisko władz”. 2 sierpnia zastępczyni rzecznika niemieckiego rządu Ulrike Demmer oznajmiła, że kwestia niemieckich reparacji dla Polski została w przeszłości ostatecznie uregulowana w sensie politycznym i prawnym. „Nie otrzymaliśmy wniosku, na który moglibyśmy zareagować" — podkreśliła. Demmer zapewniła, że „Niemcy poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową" oraz że „wypłaciły reparacje w znacznej wysokości za ogólne szkody wojenne, także dla Polski, i nadal świadczą zadośćuczynienie za nazistowskie krzywdy". Powiedziała też, że w sierpniu 1953 roku Warszawa zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych ze strony Niemiec i później wielokrotnie to potwierdzała. Wcześniej premier Polski Beata Szydło oświadczyła, że Polska ma prawo do reparacji wojennych od Niemiec za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej. Szefowa polskiego rządu podkreśliła, że reparacje są „upominaniem się właśnie o sprawiedliwość i o to, co się Polsce należy". Polska upomina się o sprawiedliwość, Polska upomina się dzisiaj o to, co powinno być wobec niej wykonane. Jesteśmy ofiarą II wojny światowej, krzywda nie została nam w żaden sposób naprawiona, wręcz odwrotnie — powiedziała Szydło na czwartkowej konferencji prasowej w Warszawie. Premier zaapelowała do krytyków tego stanowiska, aby sięgnęli do historii i „dokładnie zapoznali się z tym, co stało się na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej".    

 

*Zdaniem ministra spraw zagranicznych Niemiec Sigmara Gabriela Turcja nie wejdzie do Unii Europejskiej, dopóki rządzi nią prezydent Recep Tayyip Erdogan. Nie oznacza to, że ich nie chcemy, ale turecki rząd za Erdogana szybko zmierza w przeciwnym kierunku od tego, co reprezentuje sobą Europa… Jest oczywiste, że Turcja w tej formie nie zostanie członkiem UE – zapewnił Gabriel w wywiadzie dla „Bild”. Wcześniej szef MSZ Austrii Sebastian Kurz powiedział, że przy obecnych władzach wejście Ankary do Wspólnoty nie jest możliwe nawet do 2023 roku, gdy będzie obchodzona 100. rocznica utworzenia współczesnego państwa tureckiego. 

 

* W Stanach Zjednoczonych pojawiła się nieformalna informacja o wstrzymaniu pomocy i finansowaniu armii w Egipcie ze względu na nieprzestrzeganie praw człowieka w tym kraju. Taki ruch byłby jednak sprzeczny z wcześniejszym podziwem, który Donald Trump wyraził dla prezydenta Egiptu Abdela-Fattaha al-Sisi.

 

*Antykomunistyczne forum w Estonii spaliło na panewce, deklarację końcową podpisało tylko osiem państw, i to pozytywne wydarzenie dla Europy - uważa rządząca w Grecji Koalicja Radykalnej Lewicy Syriza.W środę w Tallinie odbyła się międzynarodowa konferencja na temat „Spuścizna zbrodni reżimów komunistycznych w Europie XXI wieku" zorganizowana w ramach prezydencji Estonii w Unii Europejskiej. Deklarację końcową poparło tylko osiem państw. Estońskie władze nie dodają, ile państw UE brało udział w konferencji. Grecki minister sprawiedliwości, ds. transparentności i praw człowieka Stavros Kontonis odmówił udziału w tym forum. Jego zdaniem podobna inicjatywa przywraca zimnowojenny klimat, zaprzecza wartościom UE i zrównuje komunizm z nazizmem, co jest niedopuszczalne. Kontonis oświadczył, że historii nie można fałszować, fakty i wydarzenia historyczne określiły armię radziecką jako oswobodziciela Europy i nazistowskich obozów koncentracyjnych, wybawcy od koszmaru Holocaustu. Niektórzy greccy politycy oświadczyli, że Grecja jako jedyny kraj UE odmówił udziału w konferencji, co może doprowadzić do jej izolacji.  „Fiasko konferencji w Estonii to pozytywna wiadomość dla Europy. Ostatecznie izolują się ci, którzy są jego (forum) zwolennikami" — napisała rzeczniczka Syrizy Rania Svigou na swoim blogu na Twitterze. „Izolacja. Forum zakończył się wydaniem deklaracji, którą podpisali przedstawiciele następujących krajów: Estonii, Łotwy, Litwy, Polski, Chorwacji, Węgier, Czech i Słowacji" — napisała sekretarz generalna ds. transparentności i praw człowieka Marija Jannakaki na swoim profilu na Facebooku, a także opublikowała link do dokumentu. Jannakaki napisała także, że estońska deputowana Oudekki Loone w liście do Kontonisa wyraziła „wdzięczność i szacunek za odmowę udziału w tym odrażającym zjeździe".

 

*Około stu obywateli państw Unii Europejskiej otrzymało zawiadomienia od brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z żądaniem „opuszczenia Wielkiej Brytanii zgodnie z ustawodawstwem imigracyjnym".Eva Johanna Holmberg, profesor z Finlandii, pozostająca w związku małżeńskim z Brytyjczykiem, powiedziała w wywiadzie dla The Independent, że „nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała" w piśmie na oficjalnym blanku. Większość obywateli UE, w większości swej przestrzegających prawa w Wielkiej Brytanii, straciło głowę po otrzymaniu takiej „depeszy". Na szczęście brytyjskie MSW szybko przyznało się do błędu, wyjaśniając, że „prawa obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii pozostają niezmienione". Wcześniej brytyjskie władze obiecały, że po Brexicie nie będą ograniczać praw obywateli UE mieszkających w Albionie. Ale jak na razie Londyn nie podpisywał z Brukselą żadnego porozumienia, w jaki sposób prawa te będą chronione. Przy czym w dyskusjach na temat statusu prawnego obcokrajowców mowa nie tylko o Europejczykach osiadłych w Wielkiej Brytanii, ale też o Brytyjczykach mieszkających w Europie. Ponad 4,5 mln osób przebywa w stanie niepewności na 2,5 roku do Brexitu, którego procedura prawna ma ruszyć w marcu 2019 roku. Prawa europejskich obywateli w Wielkiej Brytanii są jedną z trzech kwestii obok tzw. „kosztów rozwodu", które Bruksela chce uzgodnić nim zacznie omawiać przyszłe stosunki między Wielką Brytanią i UE. W czwartek rząd Wielkiej Brytanii przyznał, że Londyn będzie zmuszony podporządkować się decyzjom Trybunału UE nawet po wyjściu z UE. Jak pisze The Daily Mail, komisje arbitrażowe rozpatrujące spory między Wielką Brytanią i wspólnotą europejską dotyczące ustawodawstwa unijnego będą musiały przekazywać sprawy do Trybunału UE i wypełniać jego postanowienia. Ile czasu to potrwa, jak na razie nie wiadomo, ale proces może zająć kilka lat. Te nieoczekiwane rewelacje mogą wywołać oskarżenia pod adresem Theresy May zarówno ze strony torysów jak i laburzystów. Tym bardziej że w czasie kampanii wyborczej premier obiecała wyłączyć Wielką Brytanię spod jurysdykcji Trybunału UE. Co więcej premier zapewniała, że Londyn „odzyska pełną kontrolę nad brytyjskimi prawami" po wyjściu z UE.

 

*Wielka Brytania gotowa jest zapłacić do 40 mld euro w ramach porozumienia o opuszczeniu Unii Europejskiej – poinformował „Telegraph", powołując się na anonimowe oficjalne źródła w brytyjskim rządzie. Wiemy, że stanowisko UE to 60 mld euro, a rzeczywista możliwość manewru w dół to 50 mld euro. Nasze jest bliższe 30 mld euro a rzeczywista możliwość manewru w górę to 40 mld euro, nawet jeśli opinia publiczna i politycy nie są na to jeszcze gotowi – powiedziało wysokiej rangi źródło. Gazeta pisze, że Brytyjczycy proponowali Brukseli 30 mld euro płatne po 10 mld rocznie w ciągu trzech lat po opuszczeniu Wspólnoty w marcu 2019 r. Z kolei UE domagała się 60 mld euro. Ostateczna suma miałaby być ustalona podczas szczegółowych rokowań na temat porozumień handlowych. Według innego źródła Londyn gotów jest zapłacić „30 i 40 mld euro”. Natomiast jeszcze jeden anonimowy rozmówca „Telegraph" twierdzi, że brytyjska premier zgodzi się na ponad 33 mld euro.

 

* Wicepremier Krymu Michaił Szeremet uważa, że blokada żywnościowa półwyspu to polityczna farsa.  Krym jest przygotowany na każdy scenariusz rozwoju wydarzeń na granicy z Ukrainą, które może sprowokować zapowiedziana przez ukraińskich deputowanych na niedzielę blokada żywnościowa regionu – powiedział RIA Novosti wicepremier krymskiego rządu Michaił Szeremet. 20 września deputowani Rady Najwyższej Ukrainy, liderzy niezarejestrowanej organizacji Medżlis Tatarów Krymskich Refat Czubarow i Mustafa Dżemilew ogłosili zamiar blokowania granicy z Krymem. Nieco później o przyłączeniu się do akcji poinformowało ukraińskie radykalne ugrupowanie Prawy Sektor.  Na naszej granicy jest spokojnie. Mamy wystarczająco dużo sił i środków, by uspokoić niepokoje i rozwiązać każdą sytuację. Nie mamy się czego obawiać – powiedział Szeremet. Wicepremier zapewnił, że Krym jest przygotowany na wszelkie prowokacje na ukraińskiej granicy. Michaił Szeremet uznał blokadę żywnościową za polityczną farsę, która pozwoli mieszkańcom półwyspu na poznanie prawdziwych intencji i nastawienia do nich krymskich polityków Czubarowa i Dżemilewa. Refatowi Czubarowowi i Mustafie Dżemilewowi w 2014 roku na okres pięciu lat zakazano wjazdu na terytorium Krymu z powodu nawoływania do nienawiści etnicznej.

 

*Jakiś czas temu Liam Fox, minister handlu międzynarodowego Wielkiej Brytanii, pojechał do USA, aby negocjować kontrakty handlowe z amerykańskimi firmami. Chodziło o import amerykańskiej żywności.Ta wiadomość wywołała w brytyjskim społeczeństwie zaniepokojenie z powodu tego, że amerykańskie standardy produkcji odbiegają od obowiązujących w Wielkiej Brytanii i UE. W Stanach Zjednoczonych do obróbki tuszek kurcząt stosuje się chlor, co ogranicza koszty produkcji mięsa drobiowego. W UE i Wielkiej Brytanii ta metoda dezynfekcji żywności jest zabroniona. James McGrory, dyrektor wykonawczy Open Britain, zaproponował Foxowi, aby sam spróbował kurcząt, które przeszły proces obróbki chlorem. – Jeśli minister handlu międzynarodowego chce, aby ludzie mu ufali, powinien skorzystać z okazji, dopóki jest w USA, i zjeść kurę po obróbce chlorem na żywo – powiedział McGrory. Peter Holmes, ekspert ds. handle unijnego z Sussex University skomentował na antenie radia Sputnik te kontrakty handlowe i ewentualne ich konsekwencje. Pierwsze, o czym trzeba pamiętać – umowa handlowa między USA a Wielką Brytanią obecnie nie jest omawiana. Wielka Brytania nie jest upoważniona do negocjowania czegokolwiek. Czy Wielka Brytania ma prawo omawiać potencjalną umowę handlową z krajami trzecimi, dopóki należy do UE? Unia Europejska na razie temu nie przeszkadza. Wszelkie szczegóły pojawią się później. Na razie badają możliwości – powiedział ekspert. Moim zdaniem kwestia bezpieczeństwa żywności jest toksyczna – w sensie dosłownym i przenośnym. Stany Zjednoczone wywrą presję na Wielką Brytanię, aby kupowała ona produkty wyprodukowane zgodnie z amerykańskimi normami, wśród których znajdzie się wołowina naszpikowana hormonami, oraz inne produkty pochodzenia zwierzęcego, które mogły zostać wyhodowane na antybiotykach. Opinia publiczna może stawić silny opór – ocenił Holmes.  I dodał: „Należy pamiętać, że obecny rząd nie ma większości (głosów) w parlamencie i, być może, nie zdoła uzyskać zgody. USA wywrą ogromną presję na Wielką Brytanię, aby przyjęła on ich system regulacji. Jednak Wielkiej Brytanii będzie bardzo trudno to zaakceptować. Po pierwsze, z powodu opinii społecznej. Po drugie, im bardziej Wielka Brytania zgadza się na zmiany w swoim systemie regulacji na rzecz systemu amerykańskiego, tym trudniej będzie jej pokonywać przeszkody w handlu z UE. W przypadku uzgadniania standardów na modłę amerykańską, Wielkiej Brytanii będzie trudniej sprzedawać produkty do UE, bo Wspólnota nie będzie ufać normom obwiązującym wobec brytyjskich towarów”.  Gdy tylko zaczniemy sprzedawać produkty, które mogą np. zawierać GMO lub wołowinę produkowaną z wykorzystaniem hormonów, UE zacznie nalegać na bardziej surowe normy eksportowe z Wielkiej Brytanii do Wspólnoty – powiedział Holmes. Stany Zjednoczone nigdy – przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości – nie zdołają zastąpić UE jako naszego głównego rynku zbytu. Będziemy musieli zatroszczyć się zarówno o dostęp do rynku UE, jak i o opinię publiczną. (…). Lobby rolnicze będzie się bardzo sprzeciwiać dopuszczeniu w Wielkiej Brytanii towarów wyprodukowanych zgodnie z mniej restrykcyjnymi normami, które pozwalają zaoszczędzić na produkcji – dodał.

 

*Znany w Danii inżynier wynalazca Peter Madsen podejrzewany jest o przyczynienie się do śmierci szwedzkiej dziennikarki, którą ostatni raz widziano w czwartek wieczorem w zbudowanej przez inżyniera łodzi podwodnej – głosi oświadczenie prasowe kopenhaskiej policji.W sobotę sąd Kopenhagi zdecyduje, czy Madsen zostanie w areszcie. W oświadczeniu mowa jest także o tym, że właściciel okrętu podwodnego zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi w przestępstwie i zniknięciu kobiety. Według niego, wysadził ją na brzeg w czwartek o 22.30. Ciało kobiety nie zostało znalezione, policja kontynuuje poszukiwania. Ta historia wywołała dużą uwagę ze strony wielu szwedzkich i duńskich mediów. 46-letni Peter Madsen to znany w Danii inżynier i wynalazca, zdobywca wielu nagród i wyróżnień. Swój okręt UC3 Nautilus zwodował w 2008 roku. Łódź podwodna ma 18 metrów długości, waży 33 tony i uważana jest za największą spośród amatorskich łodzi podwodnych. Inżynier zbudował ją wraz z grupą entuzjastów. Od 2010 roku zaczęły pojawiać się problemy techniczne. Wówczas w oddziale motorowym wybuchły baterie. W 2011 roku okręt został podniesiony w celu przeprowadzenia generalnego remontu, a ponownie zwodowany został 28 kwietnia 2017 roku. W informacji mowa jest także o tym, że Nautilus, według posiadanych informacji, wypłynął w morze w czwartek, mniej więcej około godziny 19.00, z dwiema osobami na pokładzie – właścicielem i dziennikarką ze Szwecji. Informacja o tym, że łódź nie powróciła do portu nadeszła do ratowników w piątek o godz. 03:39. O godz. 10:30 Madsen nawiązał łączność z okrętu i poinformował, że wraca do portu. Jednak o godz. 11:00  łódź nieoczekiwanie zatonęła, a jej właściciela uratował przepływający w pobliżu jacht. Łódź znajduje się w tej chwili na głębokości siedmiu metrów w pobliżu Kopenhagi. W piątek po południu obejrzeli ją nurkowie. „Możliwości wejść do środka łodzi nie było, okręt trzeba stabilizować na miejscu lub odholować do portu” – głosi informacja. Decyzja o tym, co konkretnie stanie się ze statkiem, zostanie podjęta w sobotę. 

 

*Białoruś wysłała komisję w celu zbadania incydentu z samolotem firmy „Transaviaexport” w Sudanie Południowym, poinformowała RIA Novosti w piątek służba prasowa Ministerstwa Transportu i Komunikacji Białorusi.Wcześniej media informowały, że białoruski samolot Ił-76 „Transaviaexport”, który wykonuje loty pod egidą misji humanitarnej ONZ, podczas podejścia do lądowania w Sudanie Południowym zaczepił o dach domu, niszcząc go, wskutek czego kilka osób zostało rannych, a jedna zmarła. „Komisja utworzona przez Ministerstwo Transportu poleciała do Afryki, aby zbadać incydent” — powiedział rzecznik resortu, komentując informacje w mediach na temat incydentu w Sudanie Południowym z białoruskim samolotem. Komisja obejmuje przedstawicieli „Transaviaexportu” i Białoruskiej Inspekcji Transportowej. Jednocześnie służba prasowa nie potwierdziła okoliczności incydentu, o którym informują media. „Mamy informację, że doszło do incydentu, w wyniku którego nastąpiło uszkodzenie podwozia samolotu” — powiedział rozmówca.

 

* Turecko-niemiecki pisarz, Dogan Akhanli, został aresztowany w Hiszpanii na podstawie międzynarodowego nakazu wydanego przez Turcję, a następnie warunkowo zwolniony. Ankara, która dokłada coraz większego wysiłku, aby nękać przeciwników reżimu poza granicami kraju, domaga się, aby został on wydany do Turcji. Wcześniej Niemcy gniewnie zareagowały po tym, jak prezydent turecki Recep Tayyip Erdogan doradził licznej tureckiej diasporze w Niemczech aby, nie głosowali na partie głównego nurtu z uwagi na ich nieprzyjazne stanowisko wobec Turcji i jej obecnych władz.

 

* Ekspert Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych w Londynie (IISS) Brig Ben Barry uważa, że nowoczesne bronie przeciwpancerne używane przez NATO są nieskuteczne wobec rosyjskiego czołgu T-14 „Armata”, informuje BBC. Nowy rosyjski czołg T-14 „Armata”  jest wyposażony w system aktywnej obrony „Afganit”, który może zarówno fizycznie niszczyć cele, jak i unieszkodliwiać je. Radiooptyczny radar „Afganita” składa się z czterech aktywnych antenowych szyków fazowanych, które ostrzegają o zbliżających się pociskach. System radioelektronicznego zagłuszania zmienia trajektorię pocisków z pomocą blokowania laserów i radarów oraz poprzez zasłonę dymną. Według Barry’ego taki system stanowi zagrożenie dla całej generacji broni przeciwpancernej, w tym produkowanych przez USA systemów rakietowych Javelin. Barry uważa, że​​w krajach NATO prawie nie ma realnej dyskusji na temat tego problemu. Niektóre kraje prowadzą badania i testy w celu wyposażenia swoich czołgów w system aktywnej obrony.Ale wydaje się,że one ignorują niewygodne wnioski na temat ich własnych potencjałów przeciwpancernych” — uważa ekspert. Uważa również, że kraje NATO powinny podjąć środki w celu udoskonalenia systemu obrony przeciwpancernej. Według BBC Norwegia jako jeden z pierwszych krajów NATO przeznaczyła środki na wymianę systemów rakietowych Javelin, aby utrzymać zdolność walki przeciwko ciężkim systemom pancernym. Poinformowano, że plan zamówień obronnych w Norwegii przewiduje wyodrębnienie 200-350 milionów koron (24-42 milionów dolarów) w celu zastąpienia systemów rakietowych.

 

*Siły Powietrzne USA ogłosiły przetarg na opracowanie silników rakietowych, które zastąpią rosyjskie RD-180 - poinformował szef centrum systemów kosmicznych i rakietowych Sił Powietrznych generał-lejtnant Samuel Greaves. RD-180 wykorzystywane są w produkcji górnego stopnia amerykańskich pocisków Atlas, na razie amerykański przemysł nie produkuje odpowiedników. Według danych generała, którego słowa cytuje agencja Reutera, program zostanie zrealizowany na warunkach partnerstwa  prywatno-państwowego. Rząd planuje zawrzeć do września kontrakty o wartości 160 mln dolarów z czterema podwykonawcami, którzy z kolei będą musieli pozyskać co najmniej jedną trzecią środków na opracowanie prototypu silnika. Wstępne oferty zostały złożone do 23 czerwca. Wśród głównych uczestników przetargu agencja wymienia United Launch Alliance (mieszany zakład Lockheed Martin Corp i Boeing), spółkę SpaceX a także Aerojet Rocketdyne Holdings Inc.

 

*Nienależąca do żadnej frakcji deputowana do Rady Najwyższej Nadieżda Sawczenko uważa, że najbliżsi sąsiedzi Ukrainy, w tym Polska, nauczyli się od niej tylko złego.Sąsiednie kraje nauczyły się od Ukrainy tylko złego — oświadczyła ukraińska deputowana. „Nasi sąsiedzi nauczyli się od nas tylko najgorszego. Nauczyli się tego, że, jak się okazuje, także w systemie sądowniczym może być korupcja, władza może mieć więcej…. Europejscy posłowie jeżdżą tramwajami, trolejbusami, metrem, nie mają dużego majątku. Patrzą na Ukrainę, gdzie trwa wojna, na to, jacy deputowani przyjeżdżają do Parlamentu Europejskiego, na ich drogie garnitury, na to, jakimi samochodami jeżdżą, na jakie hotele i restauracje sobie pozwalają. I, szczerze mówiąc, dziwi to i zatrważa europejskich deputowanych" — powiedziała Sawczenko na antenie kanału NewsOne. Jak mówi Sawczenko, europejskim deputowanym ciężko zrozumieć, jak „w takim biednym kraju" mogą żyć tacy bogaci urzędnicy i deputowani. „Szkoda, że Polska idzie tropem Ukrainy w złych rzeczach" — podkreśliła Sawczenko.

 

* W ostatnim czasie CNN coraz częściej prezentuje wiadomości z niewiarygodnymi lub błędnymi informacjami, co nie umknęło uwadze użytkowników sieci społecznościowych. Komentarze internautów na temat pracy dziennikarzy amerykańskiej telewizji. Użytkownicy sieci społecznościowych zwrócili uwagę na błędy i kaczki dziennikarskie, które w ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się w materiałach CNN. Najlepszym tego przykładem były doniesienia o tym, że rosyjskie pociski manewrujące spadły na terytorium Iranu. Zarówno Rosja, jak i Iran nie potwierdziły tych informacji. Departament Stanu Stanów Zjednoczonych również nie był w stanie dać komentarza. „CNN twierdzi, że rosyjskie pociski spadły w Iranie! CNN też twierdzi, że Ukraina znajduje się w Pakistanie” – pisze jeden z internautów. „CNN twierdzi, że rosyjskie rakiety spadły w Iranie. CNN też twierdzi, że Irak znajduje się w Europie, a sąsiaduje ze Szwajcarią i Polską” –ironizuje inny internauta. Oprócz braku wiedzy na temat położenia geograficznego Ukrainy, dziennikarze CNN nie znają również  geografii tego kraju. Ich zdaniem Słowiańsk, w którym toczyły się jakiś czas temu walki, zlokalizowany jest na Półwyspie Krymskim, który stał się podmiotem Federacji Rosyjskiej na podstawie wyników referendum z marca 2014 roku. Dziennikarze CNN mają również problemy z tym, jak przebiega granica pomiędzy Rosją a Ukrainą. Jakiś czas temu, podczas wydania widomości, cała Ukraina znalazła się w składzie Federacji Rosyjskiej. Prezenterzy CNN uważają, że prezydentem Rosji nadal jest Borys Jelcyn. 28 września Putin przemawiał z oenzetowskiej trybuny podczas jubileuszowej sesji Zgromadzenia Ogólnego w Nowym Jorku. Komentując finalną część przemówienia rosyjskiego lidera, dziennikarka CNN Ashleigh Banfield powiedziała: „Rosyjski prezydent Borys Jelcyn kończy swoje przemówienie… Oj, przepraszam! Reaguję na wydarzenia sprzed 20 lat. Rosyjski prezydent Putin kończy swoje przemówienie w ONZ”. Należy jednak zauważyć, że na tego typu błędy amerykańska telewizja pozwala sobie nie tylko w stosunku do Rosji czy konfliktu na Ukrainie. Pewnego dnia CNN uznała, że Hongkong jest zlokalizowany u wschodniego wybrzeża Ameryki Południowej. A Anglia, będąca częścią składową Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, uzyskała „niepodległość” ze stolicą w Londynie, który z nieznanych powodów przemieścił się w inne miejsce. Dziennikarze CNN wykazali się również ignorancją w stosunku do nazw afrykańskich krajów. Niger i Nigeria, według amerykańskiej telewizji, to jedno państwo. Internauci wyśmiali też matematyczne zdolności pracowników CNN. – Według CNN, szkoccy wyborcy oddali 110% głosów – pisze  Stig Abell.  Prezydentowi USA też się dostało. Podczas jednego z wydań wiadomości dziennikarze CNN przypadkowo go „zabili”. „Żołnierz piechoty morskiej, który zabił Obamę, został skrytykowany”. Najwidoczniej dziennikarzom chodziło o Osamę bin Ladena, lidera ugrupowania terrorystycznego Al-Kaida.

 

* Fińskie władze aresztowały marokańskiego azylanta, który w mieście Turku zadźgał  nożem na ulicy dwie kobiety i ranił osiem innych osób. Incydent jest traktowany jako pierwszy atak terrorystyczny w Finlandii.

 

* Chaldejski arcybiskup Aleppo Antoine Audo podczas konferencji prasowej w Rzymie zaapelował do społeczności międzynarodowej, by ta pomogła chrześcijanom pozostać w Syrii. Według arcybiskupa ostatnie deklaracje o gotowości przyjęcia uchodźców złożone przez kraje UE napędzają „masowy eksodus” ludności chrześcijańskiej. „Bogaci już wyjechali, klasa średnia zubożała a ubodzy żyją dziś w zupełnej nędzy” – powiedział hierarcha. Arcybiskup Audo za złą sytuację mieszkańców Aleppo, pozbawionych regularnych dostaw wody i prądu, obwinił siły, którym zależy na kontynuowaniu wojny, implementujące „strategię rozprzestrzeniania przemocy w regionie, wzbudzania podziałów i sprzedawania broni”.

 

*Przedstawiciel jednego z największych tureckich klubów motocyklowych Anatolian Tigers (Tygrysy Anatolijskie) Alper Karataş udzielił wywiadu Sputnikowi Turcja.Wcześniej poinformowano, że kilka ośrodków Tygrysów zaatakowali motocykliści z tureckiego oddziału dużego amerykańskiego klubu Hells Angels. Dwie osoby zostały ranne. Karataş powiedział, że Hells Angels zaczęli organizować prowokacje i „akcje zastraszające” po tym, jak Tygrysy nawiązały bliskie przyjacielskie kontakty z Nocnymi Wilkami. Aniołom nie spodobało się to, że rosyjscy motocykliści zaprosili tureckich kolegów do wzięcia udziału w swoim show motocyklowym w Sewastopolu. — Tym atakiem Hells Angels próbowali zaszkodzić przyjaźni między tureckimi i rosyjskimi motocyklistami – podkreślił. Jak powiedział, wśród Aniołów są motocykliści, z którymi Anatolian Tigers mieli przez lata dobre relacje. Ponadto do poważnych sporów między klubami wcześniej nie dochodziło, a małe zatargi udawało się rozwiązywać w drodze pokojowej. Przedstawiciel  Anatolian Tigers podkreślił, że atak w żaden sposób nie wpłynął na relacje między jego klubem a rosyjskimi motocyklistami. Mimo wszystko weźmiemy udział w zaplanowanych imprezach w Sewastopolu. Nasza przyjaźń z rosyjskimi Nocnymi Wilkami nie zmieniła się – podkreślił Karataş. Jak dodał, w przypadku ponownych ataków członkowie klubu będą się bronić i walczyć o swoje prawa.

 

*Lider Nocnych Wilków Aleksandr „Chirurg" Załdostanow zamieścił na swoim Facebooku pismo, które dostał od klubu „Anatolian Tigers MC Turkiye" zaraz po tym, jak w telewizji wyemitowano materiał na temat Hells Angels, w którym wypowiedział się „Chirug".Z publikacji wynika, że Hells Angels przeprowadzili w Turcji prowokację, mającą na celu oczernienie zarówno Nocnych Wilków, jak i zaprzyjaźnionych z nimi tureckich Anatolian Tigers, którzy planowali dołączyć do rosyjskiego klubu na zjeździe, który miał odbyć się na Krymie.Niemal natychmiast po pojawieniu się tej historii w R24 otrzymaliśmy list od naszych przyjaciół z Turcji — Klubu Motocyklowego „Tygrysy Anatolijskie". Ten list w pełni potwierdza moje słowa. Publikuję go, bo jest jaskrawym potwierdzeniem tych procesów na świecie, które jak w lustrze odbijają się na nas i na każdym, kto nie zamierza wbudowywać się w koniec świata, w który wgania nas jak stado ten „straszny pasterz" nazywany amerykańską demokracją — pisze Załdostanow.List od Anatolian Tigers MC Turkiye:W ten piątek w Stambule przeprowadzono zaplanowaną, specjalnie przygotowaną, zbrojną prowokację, ataki na kilka biur klubu motocyklowego „Tygrysy Anatolijskie" przez członków Hells Angels, którzy mają swoje oddziały w Turcji… W tych atakach został ranny jeden „Tygrys". Tygrysy obroniły się. Dwóch napastników zostało rannych. Jak poinformowano, do zdradzieckiego ataku doszło w związku z tym, że amerykańscy Hells Cup dowiedzieli się, iż Tygrysy i Wilki zaprzyjaźniły się i zamierzają, na zaproszenie Wilków, przyjechać na show motocyklowe na Krym, do Sewastopola, i chcieli przeszkodzić nie tylko w wizycie delegacji Tygrysów, ale i na wszelkie sposoby zaszkodzić naszej przyjaźni. Wczoraj Tygrysy całą noc spędziły w okrążeniu, oczekując ponownego ataku ze strony Hells Angels. Dziś otrzymaliśmy informację, że w te ataki Hells Angels zaangażowało silne lokalne ugrupowanie tureckiej mafii, o czym poinformowali sami mafiosi, że chciano ich specjalnie wciągnąć w kryminalne porachunki. Później powiedzą, że są w to zamieszani rosyjscy motocykliści z Nocnych Wilków, trąbiąc na cały świat, że Tygrysy i Wilki są zamieszane w kryminał, tym samym próbując przeszkodzić w zaplanowanych imprezach w Sewastopolu. To potwierdzony fakt.

 

* Kirył Sierebrennikov, rosyjski reżyser teatralny, został osadzony w areszcie domowym i oskarżony sprzeniewierzenie funduszy rządowych. Niedawno została odwołana premiera jego nowego baletu w Teatrze Bolszoj oparta na biografii  Rudolfa Nurejewa, prawdopodobnie dlatego, że podkreślano w niej homoseksualizm tancerza. Rosja zwalcza wszelkie przejawy propagandy homoseksualizmu.

 

*Zgromadzenie Prawodawcze Walencji zwolniło pracownika archiwum, który w ciagu 10 lat nie chodził do pracy, ale otrzymywał wynagrodzenie – informuje telewizja La Sexta.Od 2006 roku Carles Resio otrzymywał 50 tysięcy euro rocznie. Przychodził do pracy na 7 rano, odnotowywał przyjście w systemie elektronicznym, a po pół godzinie wychodził i wracał o 16, aby zaznaczyć swoje wyjście z pracy. Sam mówi, że „zawsze robił jedno i to samo – pracował z dokumentami”, a to jego zdaniem, czarna robota. W wolnym od „pracy” czasie rysował komiksy. A przed podjęciem pracy w archiwum w 2005 roku zorganizował w swoim domu burdel dla gejów. Obecnie Carles Resio jest na zwolnieniu lekarskim. Deputowani muszą zdecydować, jakie środki powinni podjąć wobec bezpośredniej przełożonej Carlesa, dyrektor archiwum Marii Jose Gil. 

 

*Organizatorzy loterii Powerball ujawnili nazwisko zwyciężczyni nagrody 758,7 miliona dolarów - jest nią pracownica służby zdrowia z Massachusetts Mavis Wańczyk, donosi CNN.Jest to największa kwota w historii, którą wygrała jedna osoba, chociaż nie w największej kumulacji. Od 2015 roku Powerball odbywa się zgodnie z nowymi zasadami, które zwiększają liczbę kumulacji, ale zmniejszają i tak bardzo niskie szanse jednego konkretnego losu na wygraną. Jeśli wcześniej prawdopodobieństwo wygrania oszacowano na jeden do 179 milionów, teraz wynosi ono jeden do 292 milionów. Ponieważ nagroda w loterii podlega opodatkowaniu na najwyższym poziomie 39,6%, zwyciężczyni nie otrzyma pełnej kwoty. Wańczyk może wybrać opcję, w której otrzyma całą kwotę nagrody po potrąceniu podatków w corocznych wypłatach przez 30 lat, lub może natychmiast otrzymać 480,5 miliona do ręki. Prawie wszyscy zwycięzcy biorą potrąconą wygraną jednorazowo. Jak informuje gazeta Guardian, Wańczyk już poinformowała pracodawców o jej zwolnieniu. „Zadzwoniłam i powiedziałam im, że już nie wrócę”. Pierwszą rzeczą, którą chcę zrobić, to usiąść i zrelaksować się” — powiedziała kobieta. Szpital, w którym Wańczyk pracowała jako urzędniczka, poinformował, że doświadczenie zawodowe świeżo upieczonej miliarderki wynosi 32 lata. W sumie zwyciężczyni kupiła pięć losów loterii — dwa z nich na „chybił trafił”, resztę kobieta wybrała sama. Zwycięskim losem loterii był ten, w którym Wańczyk użyła dat urodzin członków swojej rodziny.

 

KOMENTARZE

  • Rosyjskie Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych
    wystąpiło z listem w obronie reżysera Kiriłła Sieriebriennikowa, którego w środę osadzono w areszcie domowym wyrokiem moskiewskiego sądu. Oskarżono go o defraudację 68 mln rubli podczas realizacji projektu "Platforma".
  • Szydlo rocks!
    "Przypominam Panu Prezydentowi Macronowi, że Polska jest takim samym członkiem UE jak Francja. Mamy takie same prawa jak Francja i inne kraje członkowskie i będziemy z nich korzystać dla dobra Polski i Polaków. Polska nie jest w konflikcie z żadnym z krajów UE ani z nią samą", — powiedziała w odpowiedzi Beata Szydło dziennikarzom w piątek. "Doradzam panu prezydentowi, aby zajął się sprawami swojego kraju, być może wtedy uda mu się osiągnąć takie same wyniki gospodarcze i taki sam poziom bezpieczeństwa swoich obywateli, jaki gwarantuje Polska".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930