Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 23 sierpnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1043) Zapraszam na codzienny serwis bieżących informacji i komentarzy medialnych ze świata.

 

*Oddzielenie umiarkowanej opozycji i wprowadzenie stref deeskalacji to kroki, które pozwoliły praktycznie zakończyć wojnę domową w Syrii i skupić się na walce z terroryzmem, powiedział minister obrony Rosji generał armii Siergiej Szojgu na spotkaniu z ministrem obrony Libanu Yacoubem al-Sarrafem.Minister obrony Rosji podkreślił, że Moskwa chciałaby, aby zachodni partnerzy skorzystali z tej lekcji. „I my, i wy rozumiemy, że przemieszczanie się terrorystów z jednego kraju do drugiego nie może trwać w nieskończoność. Chciałbym, aby zrozumieli to również nasi zachodni partnerzy i w końcu oddzielili umiarkowaną opozycję od terrorystów i zaprzestali udzielania pomocy wszystkim tak jak leci” — powiedział na spotkaniu, które odbyło się w ramach Międzynarodowego Forum Wojskowo-Technicznego „Armia 2017”. Szojgu zauważył również, że niektóre jednostki walczące z bojownikami w Libanie biorą udział w walce z terrorystami także na terytorium Syrii, a jedna ze stref deeskalacji znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie granicy libańsko-syryjskiej. W związku z tym Moskwa i Bejrut mają wiele tematów do dalszej dyskusji, dodał szef rosyjskiego resortu obrony.

 

*MSZ Syrii skierował kolejne dwa pisma do Rady Bezpieczeństwa ONZ i sekretarza generalnego organizacji w związku z działaniami międzynarodowej koalicji z USA na czele, podaje agencja SANA. „Rząd Syrii wzywa Radę Bezpieczeństwa do realizacji swojej rezolucji w zakresie walki z terroryzmem, szczególnie 2253 i niezwłocznego przeszkodzenia koalicji w dokonaniu kolejnych przestępstw wobec do niewinnych syryjskich obywateli” – cytuje tekst oświadczenia syryjskiego MSZ agencja. We wtorek SANA poinformowała o śmierci 78 cywilów w Rakce w ciągu jednej doby nalotów koalicji. Naloty potępiła także syryjska opozycja, podczas gdy w samej koalicji odmówiono komentarza na temat informacji o ofiarach. 

 

*Kierownictwo Marynarki Wojennej USA zdymisjonowało dowódcę 7. Floty Admirała Josepha Aucoina, donosi Associated Press.Zaznaczono, że Aucoin został zwolniony ze stanowiska z powodu utraty zaufania. Wcześniej Biały Dom obiecał zbadać okoliczności śmierci marynarzy na niszczycielu John McCain. 21 sierpnia rankiem niszczycielrakietowy Marynarki Wojennej USA John McCain zderzył się ze statkiem handlowym w rejonie cieśniny Malakka, którypłynął do portu w Singapurze.10 marynarzy zaginęło, a pięciu zostało rannych. Później poinformowano, że w przedziałach Johna McCaina znaleziono szczątki marynarzy. Według wstępnych danych niszczyciel ma uszkodzoną rufę. Z kolei władze Singapuru zaznaczają, że żaden z członków załogi statku Alnic MC nie ucierpiał.  Administracja morska i portowa Singapuru rozpoczęła dochodzenie. Zgodnie z informacją portalu preparelfinder.com statek Alnic MC został zbudowany w 2008 roku i jest używany pod banderą Liberii do transportu produktów chemicznych i naftowych. John McCain, zwodowany w 1992 roku, jest niszczycielem klasy Arly Burke, która jest produkowana od 1988 roku. Załoga okrętu o wyporności 6630 ton wynosi 337 osób. Na uzbrojeniu niszczyciela znajdują się dwie wyrzutnie systemu Aegis, broń artyleryjska, przeciwokrętowa i inna.

 

*Struktury Marynarki Wojennej USA badające incydent z niszczycielem rakietowym John McCain w Cieśninie Malakka nie znalazły do tej pory dowodów na to, że okręt został poddany atakowi cybernetycznemu.„W tej chwili nie ma żadnych oznak interwencji cybernetycznej ani sabotażu, jednak w trakcie dochodzenia będą brane pod uwagę wszelkie możliwe wersje” — napisał na Twitterze dowodzący operacjami wojskowo-morskimi admirał John Richardson. Dowództwo 7. Floty Marynarki Wojennej USA poinformowało, że niszczyciel odniósł poważne uszkodzenia kadłuba. Po wypadku niszczyciel przybył do singapurskiej bazy Changi. W obszarze kolizji prowadzona jest operacja ratownicza, w której bierze udział flota wojenna i ochrona brzegowa Singapuru, śmigłowce i konwertoplany bazujące na okręcie desantowym Marynarki Wojennej USA „America”, dwa okręty indonezyjskiej floty, Królewskie Siły Morskie Malezji oraz policja morska kraju. Według dyrektora generalnego Urzędu Kontroli Morskiej Malezji (MMEA) Abu Bakara ratownicy na razie nie znaleźli żadnych śladów zaginionych marynarzy.

 

*Media dowiedziały się o głównych celach strategii Trumpa w Afganistanie.Waszyngton zamierza pozbawić radykalną organizację Taliban zajętych terytoriów a także wzmocnić zdolności bojowe afgańskiej armii w ramach strategii prezydenta USA Donalda Trumpa w Afganistanie — donosi agencja Reuters, powołując się na wysokiego rangą amerykańskiego urzędnika. Według słów urzędnika skuteczność operacji zależy od tego, jakie dokładnie terytorium pod względem powierzchni i lokalizacji jest kontrolowane przez afgański rząd lub Taliban i inne ugrupowania. „Jest to także prawdopodobna liczba żołnierzy, obecność Al Kaidy i PI oraz ich siły, liczba terrorystów, stan ich obozów szkoleniowych i sieci finansowych" — oznajmił urzędnik administracji prezydenckiej. Dodał, że w realizacji strategii nie mniej ważną rolę odgrywa efektywność afgańskiej armii, która z kolei zależy od tego, czy siły zbrojne pod dowództwem USA będą w stanie pomóc im w odbiciu terytorium z rąk talibów. Trump zamierza osobiście nadzorować postęp w tej sferze — powiedział urzędnik. W poniedziałek prezydent Donald Trump przedstawił nową strategię USA w Afganistanie. Amerykański przywódca nie zdradził wojskowych aspektów strategii, lecz dał do zrozumienia, że szybkiego wycofania wojsk z Afganistanu nie będzie. Ponadto Trump dokładnie określił rolę Pakistanu w afgańskim uregulowaniu: pod adresem Islamabadu padła bezpośrednia groźba, że może „stracić wiele", jeśli będzie nadal ukrywać terrorystów na swoim terytorium. Trump podkreślił, że USA już nie będą wykorzystywać swojej armii do szerzenia demokracji na świecie. 

 

*W Soczi na prośbę Izraela odbyło się spotkanie wysokiej delegacji szefów Mossadu i Amanu – izraelskiego wywoiadu międzynarodowego i wojskowego, poszerzonej o udział premiera Binjamina Netanjahu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Tematem spotkania miała być przyszłość Syrii i gwarancje dla Izraela wobec nowego układu sił na Bliskim Wschodzie. Żydów szczególnie niepokoi sojusz Libanu z Asadem, a więc i umocnienie pozycji Hezbollahu. Strona izraelska usiłowała zadbać też o interesy Kurdów Syryjskich, obecnie sojuszników USA w walce z niedobrymi terrorystami na północy Syrii i  Iraku.  W obu kwestiach delegacja Izraela nie otrzymała żadnych gwarancji. Wiadomo, że USA przekazała całą decyzyjność w kwestii Syrii w ręce Moskwy, w zamian za wolną rękę w Afganistanie. Jedynie w kwestii bezpieczeństwa energetycznego Izraela, prezydent Netanjahu przypomniał o obietnicy Moskwy w kwestii dostaw gazu po roku 2022, kosztem powstałej nadwyżki wynikłej z nie przedłużenia umowy na dostawy gazu do Polski. Innym wątkiem polskim, było zapewnienie Izraela o niezmiennym stanowisku wobec kwestii pomników, miejsc martyrologii i cmentarzy w Polsce. W tej kwestii Żydzi całkowicie popierają stanowisko Rosji. Ze strony Izraela spotkanie można uznać za nieudane bo nie wniosło ono niczego w kwestiach zasadniczych dotyczących Syrii i Bliskiego Wschodu. 

 

*Sekretarz stanu USA Rex Tillerson ponownie oskarżył Rosję o dostarczanie broni talibom.Ekspert Jewgienij Kożokin na antenie radia Sputnik zwrócił uwagę na bezpodstawność oskarżeń strony amerykańskiej, wyrażając opinię, że sam Tillerson zdaje sobie z tego sprawę.  Sekretarz stanu USA Rex Tillerson ponownie bezpodstawnie oskarżył Rosję o dostarczanie broni członkom ugrupowania Taliban naruszające normy międzynarodowe. „Rosja rzeczywiście dostarcza broń talibom, co niewątpliwie narusza normy międzynarodowe i normy RB ONZ. Oczywiście protestujemy przeciwko temu i wzywamy Rosję, by zwróciła na to uwagę" — powiedział szef Departamentu Stanu USA na briefingu, nie podając żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów. „Jeśli ktoś chce dostarczać broń, trzeba to robić przez afgański rząd" — powiedział Tillerson, odpowiadając na pytanie o stanowisko USA w tej kwestii. Wcześniej MSZ Rosji nazwało bezpodstawnymi oskarżenia pod adresem Rosji o dostarczanie broni organizacji Taliban. Rosyjski resort spraw zagranicznych podkreślił, że ani afgańskie władze, ani dowództwo kontyngentów USA i NATO w Afganistanie nie przedstawiły dowodów na potwierdzenie tych domysłów. Jak podkreślono w oświadczeniu MSZ, Rosja utrzymuje kontakty z talibami wyłącznie w celu zapewnienia bezpieczeństwa rosyjskich obywateli w Afganistanie oraz skłonienia tego ugrupowania do dołączenia do procesu pojednania narodowego. Profesor MGIMO (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych) Jewgienij Kożokin na antenie radia Sputnik opisał sytuację dla USA w Afganistanie jako „absolutnie dramatyczną".  „Obecność polityczna, gospodarcza i humanitarna Rosji w Afganistanie jest minimalna. Mimo że zarówno politycy, jak i zwykli ludzie chcieliby, by Rosjan było tam więcej. To mnie zaskoczyło, gdy miałem okazję odwiedzić Afganistan już w czasie obecności Amerykanów, po 2001 roku. Rozmawiałem z ludźmi z afgańskiego parlamentu, mówili, że Amerykanie nie mają tu nic do roboty, powinni wycofać się. Ich obecność nie jest tam akceptowana. Sytuacja dla USA w Afganistanie jest absolutnie dramatyczna — nie mogą wycofać się i nie mogą zostać. Wycofanie oznacza uznanie swojej porażki. Obecność — mają świadomość, że będą wydawane pieniądze, będą umierać Amerykanie, ale perspektyw zakorzenienia się w Afganistanie nie ma — niechęć afgańskiej ludności jest niezwykła" — powiedział Jewgienij Kożokin. 

 

*Przedstawiciele Kijowa w minioną środę w Mińsku na zebraniu politycznej podgrupy grupy kontaktowej ds. uregulowania sytuacji na wschodzie Ukrainy zablokowali omówienie „szczególnego statusu” Donbasu, poinformował RIA Nowosti przedstawiciel ŁRL w podgrupie Rodion Mirosznik. „Przedstawiciele Kijowa znów zablokowali omówienie „szczególnego statusu” republik Donbasu, zmienił się tylko powód blokady. Teraz Kijów czeka,  kiedy zostanie zaproponowany projekt implementacji „formuły Steinmeiera”  przez ekspertów „formatu normandzkiego”. Zgodnie z zaleceniami doradców dyplomatycznych, zatwierdzony projekt ma zostać przekazany do grupy kontaktowej do końca września” – wyjaśnił Mirosznik. „Formuła Steinmeiera” (prezydent Niemiec, były przewodniczący OBWE, były szef MSZ Niemiec Frank Walter Steinmeier) określa mechanizm wprowadzenia ustawy o szczególnym ustroju lokalnego samorządu w obwodzie donieckim i ługańskim na zasadzie tymczasowej w dzień wyborów i na zasadzie stałej po opublikowaniu raportu OBWE o wynikach wyborów. Rozmówca agencji sprecyzował, że blokowanie procesu przedwyborczego z powodów politycznych, między innymi na podstawie wprowadzenia w życie „szczeólnego statusu” jest bezpośrednim ignorowaniem przez Kijów międzynarodowych zobowiązań, a takie stanowisko Kijowa powinno zostać ocenione przez wspólnote międzynarodową. 

 

*Obywatele Rosji przechowują w offshorach aktywa o równowartości 75% dochodu narodowego - odpowiada to mniej więcej ilości aktywów zarejestrowanych wewnątrz kraju - piszą autorzy raportu opracowanego przez amerykańską organizację non-profit Państwowe Biuro Badań Gospodarczych. „Jak wynika z naszych wstępnych szacunków, według stanu na rok 2015 skoncentrowane w offshorach bogactwo miało równowartość 75% dochodu narodowego" — czytamy w raporcie. Według danych rosyjskiej państwowej agencji statycznej Rosstat, produkt krajowy brutto w 2015 roku wyniósł ponad 81 trylionów rubli. Suma aktywów zgromadzonych w rajach podatkowych przewyższa zatem oficjalny rozmiar rezerw walutowych. Ogółem rzecz ujmując, z raportu wynika, że Rosjanie przechowują mniej więcej tyle samo aktywów w kraju i w offshorach. Autorzy raportu zauważają przy tym, że granice między różnymi formami niezarejestrowanych i nie do końca zarejestrowanych aktywów są rozmyte, a to z powodu braku jasności w finansach międzynarodowych. „My wiemy jednak na pewno, że skala nagromadzonych nadwyżek w handlu i łączne niezarejestrowane bogactwo w latach 1990-2015 jest wyjątkowo wysoka i wynosi co najmniej 200% dochodu narodowego Rosji. Ciężej ustalić, kto jest właścicielem tego bogactwa i w jakiej formie" — czytamy w raporcie. Autorzy zauważają, że od początku lat 90. XX wieku Rosja osiąga nadwyżki w handlu, głównie za sprawą eksportu ropy i gazu. Ta nadwyżka wahała się w przedziale od 5% dochodu narodowego w latach 1993-1998 do 20% w latach 1999-2000, a następnie utrwaliła się na poziomie 10% dochodu narodowego rocznie — czytamy w materiale. „Innymi słowy co roku, na przestrzeni ponad 30 lat, rozmiary rosyjskiego eksportu były o 10% większe niż rozmiary importu. Mając na uwadze to, że początkowa finansowa pozycja kraju w 1990 roku była bliska zera (bardzo mało zagranicznych aktywów i bardzo mało zagranicznych długów wobec Rosji), musiało to doprowadzić do znaczącej koncentracji zagranicznych aktywów przez rosyjskich rezydentów (rząd, gospodarstwa domowe i korporacje)" — wyjaśniają analitycy. „Paradoks polega na tym, że zgromadzone przez Rosję zagraniczne aktywa są zadziwiająco niskie: na początku 2015 roku wyniosły około 25% dochodu narodowego — piszą amerykańscy badacze i wyciągają wniosek, że brakujące aktywy skoncentrowane są w oazach podatkowych. Autorzy raportu oceniają jako bardzo wysoki poziom nierówności w Rosji, bo na przechowywanie aktywów w offshorach mogą sobie pozwolić wyłącznie bogaci Rosjanie. Eksperci uważają, że choć pułap wynagrodzenia na najwyższych stanowiskach jest wyższy w Rosji niż w USA, to nierówności ekonomiczne rosną tu nawet szybciej niż w ChRL, nie mówiąc już o innych krajach byłego bloku radzieckiego. Z ich badania wynika, że do najbogatszych Rosjan (10% społeczeństwa) należy około 45% dochodu narodowego, a do arcybogatych (1% społeczeństwa) — około 20% dochodu narodowego. Do „średniostatystycznych" Rosjan (40%) należy około 39% dochodu narodowego, a do najbiedniejszych 50% Rosjan — tylko 18% dochodu narodowego — piszą analitycy. Tym sposobem, zgodnie z ich podliczeniami, najbogatsza dziesiąta część rosyjskiego społeczeństwa jest w posiadaniu ponad trzykrotnie większych aktywów, niż biedniejsza połowa społeczeństwa.

 

*Rosja przygotowuje odpowiedź na amerykańskie sankcje - oznajmiło MSZ Rosji.Politolog Wiaczesław Smirnow na antenie radia Sputnik wyraził opinię, że zostaną podjęte odczuwalne a jednocześnie adekwatne kontrśrodki.  Jaka może być odpowiedź strony rosyjskiej? „Powinna być odczuwalna, ale adekwatna, ponieważ są to sankcje personalne przeciwko osobom, których biznes jest związany z Koreą Północną. Odpowiednio kontrśrodki będą spersonalizowane w stosunku do amerykańskich biznesmenów lub polityków.  Specjalnej reakcji na ten dodatek północnokoreańskich sankcji nie będzie. Ale nie można pozostawiać bez odpowiedzi jakichkolwiek sankcji" — powiedział Wiaczesław Smirnow.  Według niego amerykańskie sankcje, które odzwierciedlają konflikt wewnętrzny, w najbliższym czasie nie zostaną złagodzone.  „Sankcje nakładane przez Kongres i to, co proponuje Departament Stanu, to różne sankcje. Trump i parlamentarzyści grają w różne gry. Parlamentarzyści próbują odebrać Departamentowi Stanu część pełnomocnictw i Rosja jest tu narzędziem. Natomiast Trump chce sformułować dla opinii publicznej takie stanowisko: nie zawdzięcza swojego zwycięstwa Rosji i odczuwa wobec niej jeszcze więcej niechęci, niż jego oponenci. Za jakieś pięć lat dialog się wznowi. Ale dopóki w USA trwa wewnętrzna konfrontacja, przeciwko Rosji mogą być wprowadzane także ostrzejsze sankcje. Kiedy zmieni się tam prezydent, prawdopodobnie elity znajdą ciekawszy temat do pracy z opinią publiczną i innego wroga, na przykład, Chiny. Wówczas może się okazać, że amerykańskie media będą «wyznawać Rosji miłość»" — podkreślił Wiaczesław Smirnow. 

 

*Prokuratura Generalna Ukrainy przygotowuje się do powiadomienia o podejrzeniu o finansowanie terroryzmu lidera LDPR Władimira Żyrinowskiego, poinformowała w środę służba prasowa resortu.Według prokuratury Żyrinowski w marcu-kwietniu 2014 roku stworzył i stanął na czele grupy deputowanych Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej, która organizowała zbiórkę środków na wsparcie materialne proklamowanych w trybie jednostronnym Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. „Na podstawie tych faktów działalności przestępczej… Prokurator Generalny Ukrainy wydał komunikat o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na podstawie części 3 artykułu 27, część 3 artykułu 258-5 (finansowanie terroryzmu) kodeksu karnego Ukrainy” — czytamy w oświadczeniu. Według resortu dochodzenie podejmuje niezbędne środki w celu ustalenia wszystkich osób zaangażowanych w tę działalność i pociągnięcia ich do odpowiedzialności.

 

*W dzisiejszej „Rzeczpospolitej" ukazał się felieton Andrzeja Talagi  pt. „Lepiej z Banderą niż z Moskwą".Czytamy w nim: „W defiladzie upamiętniającej niepodległość Ukrainy będą defilowali także polscy żołnierze. Być może przyjdzie im maszerować w rytm pieśni banderowskich… Pamięć o polskich ofiarach na Wołyniu i w Galicji każe nam ostro protestować. Racja stanu jednak nakazuje milczeć i budować najbliższe relacje z Kijowem pomimo gloryfikacji OUN i UPA…".

 

*Ukraina będzie robić wszystko co możliwe, by stać się członkiem UE i NATO - oznajmił prezydent państwa Petro Poroszenko podczas uroczystości z okazji Dnia Flagi Państwowej.„Wytrwale pracując, będziemy przybliżać dzień, gdy w perspektywie Ukraina stanie się zarówno członkiem UE, jak i NATO" — cytuje jego słowa Interfaks Ukraina. Jak podkreślił Poroszenko, na drodze do eurointegracji Kijów osiągnął znaczne sukcesy.  „Zwróćcie uwagę, jak dobrze wygląda nasza flaga obok flagi UE. Dwa i pół miesiące temu wywalczyliśmy możliwość swobodnego podróżowania do Europy, wdrażając w tym celu wszystkie niezbędne reformy" — oznajmił ukraiński przywódca. Przypomniał także, że 1 września w życie wchodzi umowa stowarzyszeniowa Ukrainy z UE. Wcześniej Petro Poroszenko wyraził pewność, że Ukraina wejdzie do NATO i UE.

 

*Komisja Europejska, krytykując Polskę za zagrożenie dla praworządności, nie obawia się jej wyjścia z Unii Europejskiej, powiedział pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franz Timmermans.W środę rada eurokomisarzy omówiła reformę sądownictwa w Polsce. „Krótka odpowiedź — nie” — powiedział dziennikarzom Timmermans, odpowiadając na pytanie, czy nie obawia się wyjścia Polski z UE. Według niego „to niemożliwe, aby Polacy poparli rząd, który opowiadałby się za wyjściem z UE”. „Polska jako członek Unii Europejskiej jest znacznie silniejsza. Po raz pierwszy od stuleci historii Polska sama decyduje o swoim losie, po części jest to zasługą Unii Europejskiej. Nie sądzę, aby Polacy chcieliby rozstać się z nią” — powiedział pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

 

*Ambasador Kataru w Rosji Fahad Mohamed al-Attija poinformował w wywiadzie dla RIA Novosti, że jego państwo rozpatruje Kreml jako kluczowego partnera w handlu zagranicznym. Eksperci uważają, że Katar może stać się sojusznikiem Rosji w sferze gazowej i dużym nabywcą broni — w przypadku, jeśli strony uzgodnią stanowiska w kwestii Bliskiego Wschodu. Ambasador Mohamed al-Attija oznajmił, że jego państwo potrzebuje „dywersyfikacji" gospodarki, dla której tworzy się „szczególny plan". Pewną rolę w zachodzących w emiracie zmianach ma odegrać także Moskwa, która, jak uważa al-Attija, mogłaby stać się gwarantem niezależności państwa bliskowschodniego od Arabii Saudyjskiej. Trudna sytuacja, w której znalazł się Katar, może stymulować rozwój wspólnych z Rosją projektów gazowych, które wcześniej były hamowane z powodów politycznych. Zarówno Moskwa, jak i Doha są zainteresowane wysokimi cenami paliwa, przy czym nie są bezpośrednimi konkurentami na rynku. Eksperci zgadzają się co do tego, czym może zaowocować ocieplenie stosunków między Moskwą i Katarem. Zdaniem dyrektora Centrum Badania nad Państwami Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Semiona Bagdassarowa już dzisiaj chodzi o odczuwalne wpływy finansowe bliskowschodniego państwa do rosyjskiej gospodarki. „Jakiś czas temu Katar już kupował akcje Rosnieftu na dużą kwotę. Są zapowiadane inwestycje szacowane na 5 mld dolarów. Czyni to Katar dużym inwestorem. Ten kraj planuje zakup rosyjskiej broni, a poza tym możliwy jest postęp w sferze gazowej" — mówi. Jak twierdzi Bagdassarow, USA „wykręcają Katarowi ręce". „Amerykanie narzucają zakup swojego sprzętu bojowego, którego państwo nie specjalnie potrzebuje. Na dodatek Trump nie udziela Katarczykom wsparcia w konfrontacji z Arabią Saudyjską, raczej odwrotnie, stanął po jej stronie" — ocenia politolog. Jak podtrzymać poprawiające się stosunki z Katarem, nie poruszając więzi historycznych z Egiptem to problem, który w równym stopniu niepokoi Katar. „Historycznie Katar jest ściśle związany z USA, w tym niewielkim państwie znajduje się największa amerykańska baza" — mówi szef Centrum Analizy Konfliktów Bliskowschodnich Instytutu USA i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk Aleksander Szumilin. Według niego perspektywa rosyjsko-katarskiego zbliżenia będzie zależeć od zawarcia kontraktów na dostawy broni, a w tym drażliwym temacie Doha powinna brać pod uwagę opinię Waszyngtonu. „Z tego powodu, mimo że Rosja jest dla państwa bliskowschodniego perspektywicznym partnerem, trudno cokolwiek zapowiadać, dawne przymierza dominują" — podsumowuje orientalista. 

 

* Według doniesień prasowych, władze Iraku zawarły z Rosją kontrakt na dostawy broni pancernej w znacznej ilości. Jego sumaryczna wartość może przekraczać miliard dolarów, co oznacza w praktyce setki zamówionych czołgów. Upublicznione wcześniej informacje (m.in. roczny raport rozliczeniowy kompanii Uralwagonzawod) świadczą o zawarciu przez władze w Bagdadzie umowy na dostawę 73 czołgów T-90S. Najprawdopodobniej doszło więc do znaczącego rozszerzenia pierwotnego zamówienia irackiego. Na chwilę obecną wojska irackie użytkują zarówno stare wozy T-72 (zakupione jeszcze w czasach Saddama Husajna) oraz dostarczone przez USA M1 Abrams (wersja uboższa, eksportowa). Natomiast dziś rosyjskie media poinformowały o tym, iż iracki wicepremier al-Maliki zawarł porozumienie z Rosją  w kwestii współpracy w dziedzinach energii elektrycznej, rozbudowy sieci energetycznej, handlu ropą, współpracę naukowej (w tym stypendiów i współpracy akademickiej), w dziedzinie ekonomii i handlu, jak również w kwestiach politycznych i wojskowych. Jednak jak się okazuje, nie jest to jedyny „policzek” wymierzony USA przez rząd premiera Abadiego i popierające go kręgi polityczno-wojskowe: wcześniej, na początku lipca br., rzecznik irackich Sił Mobilizacji Ludowej Karim al-Nour ogłosił, że siły amerykańskie mają niewielki wkład w wyzwolenie Mosulu (w rzeczy samej, liczby świadczą na korzyść jego wersji). Podkreślił za to wysiłek strony irańskiej, nie tylko w operacji mosulskiej ale w całej wojnie przeciwko ISIS, w której zasłużył się szczególnie irański generał Kassem Solejmani. Tym samym rzecznik al-Nour zadał cios propagandzie, mozolnie konstruowanej przez zachodnie media – stąd też nieprzypadkowo jego wypowiedź została przez nie przemilczana. Ponieważ ze strony rządowej nikt temu nie zaprzeczył, był to jeden z sygnałów sygnalizujących radykalny zwrot w stosunkach z USA. Przedłużająca się walka z tzw. Państwem Islamskim, niska efektywność wsparcia ze strony USA i państw tzw. Koalicji oraz próby rozgrywania Kurdów przeciwko Arabom wpłynęły na obecny odwrót władz irackich od wiernopoddańczej wobec USA polityki – która we wcześniejszych latach była jednym z powodów radykalizacji mas sunnickich w Iraku, co w konsekwencji przełożyło się na szybką ekspansję Daesz.

 

* Iran i Irak podpisały porozumienie o rozszerzeniu współpracy wojskowej i walce z „terroryzmem i ekstremizmem” (w domyśle: wahabickim), co bezpośrednio uderza w interesy USA i Izraela w regionie. Według irańskiej agencji, memorandum podpisane w Teheranie o porozumieniu między ministrami obrony obu krajów dotyczy również bezpieczeństwa na granicy, wzajemnego wsparcia technicznego i militarnego oraz współpracy w zakresie rekrutacji i szkolenia wojsk. Porozumienie podpisano pomimo nasilającej się amerykańskiej retoryki wojennej wobec Iranu.

 

*Odmowa Grecji przyjęcia punktu widzenia estońskich władz na komunizm i wydarzenia z ubiegłego wieku zmusiła Tallin do wprowadzenia poprawek do oficjalnych tekstów.Międzynarodowy skandal zmusił aparat przedstawicielstwa republiki bałtyckiej w UE do wprowadzenia zmian do komunikatu na oficjalnej stronie o zaplanowanej na 23 sierpnia konferencji poświęconej pamięci ofiar reżimów totalitarnych i autorytarnych. Po tym, jak przedstawiciel Grecji minister Stavros Kontonis odmówił udziału w tym wydarzeniu, Tallin postanowił wprowadzić poprawki do sformułowania, jednocześnie nie zmieniając treści estońskiej interpretacji historii. Nowy tekst o konferencji umieszczony na stronie estońskiego przedstawicielstwa różni się od pierwszej wersji, ale nadal wypacza treść rezolucji zatwierdzonej przez Parlament Europejski 2 kwietnia 2009 roku.  Dokument zatwierdzony przez Europarlament wzywa do ogłoszenia 23 sierpnia dniem pamięci „ofiar wszystkich reżimów totalitarnych i autorytarnych". Mimo że chodzi w nim o zbrodnie popełnione przez niektóre reżimy komunistyczne w Europie, ostateczne sformułowanie nie zawiera słowa „komunizm". W szeregu państw europejskich partie komunistyczne mają dość silną pozycję i ich aktywiści uważają, że potępienie tej ideologii jako takiej i przyrównanie jej do „stalinizmu" a tym bardziej nazizmu jest niesłuszne. Parlamentowi Europejskiemu w odróżnieniu od Estonii nie zabrakło tolerancji i zręczności dyplomatycznej, by wziąć to pod uwagę. Początkowa wersja przygotowanego przez Tallin tekstu zawierała sformułowanie: „Konferencja pamięci ofiar komunizmu i nazizmu: spuścizna Europy XXI wieku — przestępstwa popełnione przez reżimy komunistyczne". Dwukropek w nazwie tematu konferencji daje podstawę do myślenia, że autorzy uważają nazizm za jedną z odmian komunizmu. Jednocześnie poza nawiasem sformułowania został hiszpański frankizm i włoski faszyzm — podkreśla agencja informacyjna. Grecja złożyła oficjalny protest i oskarżyła Estonię o próbę odrodzenia atmosfery zimnej wojny i podeptanie wartości UE. 

 

*W 2023 roku mają ruszyć prace nad rozbudową Kolei Transsyberyjskiej do centralnej Europy.Jak informuje rosyjski portal Lenta.ru, powołując się na Ministerstwo Transportu, Innowacji i Technologii Austrii, połączenie Kolei Transsyberyjskiej z centralną Europą stanie się możliwe za sprawą budowy kolei szerokotorowej od słowackich Koszyc do stolicy Austrii, Wiednia. Inwestycje w projekt oceniane są na poziomie 6,5 mld euro — czytamy w uzasadnieniu gospodarczym projektu „szerokiej kolei" Koszyce-Wiedeń przygotowanym przez austriackie ministerstwo transportu.  „Austria stanowi logiczny bieg końcowy Kolei Transsyberyjskiej, która uzyska na naszym terytorium połączenie z europejską siecią kolejową, żeglugą (rzeczną — red.) i wiedeńskim lotniskiem" — oświadczył szef resortu Jörg Leichtfried. Jak powiedział austriacki minister, projekt może zostać zrealizowany w latach 2023-2033. Uczyni on z Austrii w „logistyczne ogniwo Europy" — podkreślił Leichtfried, dodając, że decyzję o budowie odcinka o długości 400 kilometrów z Koszyc do Wiednia należy podjąć bezzwłocznie. Austriackie władze uważają, że sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji nie zdołają przeszkodzić w realizacji tego projektu, bo UE opowiada się za przedłużeniem kolei, ktore pozwoli na wydłużenie biegu pociągów od Wiednia do Władywostoku. W projekt mogą zaangażować się spółki z Austrii, Słowacji, Ukrainy i Rosji. Na obecną chwilę największą przeszkodą w utworzeniu jednolitego korytarza transportowego jest różnica w szerokości kolei między Rosją i państwami Europy Zachodniej. W Rosji, państwach byłego ZSRR i Finlandii standardowa szerokość torów wynosi 1520 mm. W państwach Europy wykorzystywane są tory o szerokości 1435 mm.

 

* Nie ma już wolnej prasy lokalnej na Węgrzech. Wszystkie gazety zostały już wykupione przez oligarchów - alarmują Reporterzy bez Granic. Po przejęciu ostatnich pięciu - do tej pory niezależnych od rządu - tytułów, już cała lokalna prasa znalazła się pod kontrolą osób powiązanych z rządemViktora Orbána. Za zakupem stoją biznesmeni, którzy w kampanii wyborczej wspierali finansowo partię Fidesz i doprowadzili w 2016 r. do zamknięcia krytycznego wobec władz, największego na Węgrzech liberalno-lewicowego dziennika "Népszabadság". Ostatnio w ręce tych samych ludzi bliskich Orbánowi trafiły regionalne gazety we wszystkich 19 województwach na Węgrzech. Komentatorzy podkreślają, że to kolejny krok w walce rządu z niezależnymi mediami. Po podporządkowaniu sobie mediów publicznych to właśnie przejęcie lokalnej prasy było priorytetem rządu, ponieważ Węgrzy są mocno przywiązani do lokalnych tytułów. W przyszłym roku na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne i to - zdaniem komentatorów - stanowi powód szybkiego przejmowania mediów. Ich zdaniem Fidesz chce mieć kontrolę na przekazem medialnym, co zresztą sam Orbán potwierdził na ostatnim kongresie partii, mówiąc, że trzeba stoczyć walkę z mediami, które kreują na Węgrzech "zachodni przekaz". 

 

* Lewicowa niemiecka partia Die Linke wystosowała do niemieckiego rządu zapytanie poselskie w sprawie aktów przemocy wymierzonych w muzułmanów. Wyniki przeprowadzonego badania opublikował dziennik "Neue Osnabrücker Zeitung". W drugim kwartale 2017 roku niemieckie służby odnotowały 192 przestępstwa wymierzone w muzułmanów i muzułmańskie instytucje. Były to m.in.: listy z pogróżkami, uszkodzenia mienia, nazistowskie napisy na fasadach budynków, ataki na muzułmańskie kobiety w chustach lub mężczyzn na ulicach. W wyniku aktów przemocy rannych zostało 16 osób, podczas gdy w pierwszym kwartale jedynie dwie. Większość sprawców przestępstw pochodziła z radykalnych, prawicowych środowisk. Ponadto w Internecie prowadzono słowną nagonkę i wzywano do aktów agresji przeciwko muzułmanom. Dane na temat przemocy na tle islamofobicznym niemieckie służby bezpieczeństwa analizują dopiero od początku 2017 roku Nie można ich zatem porównać z poprzednimi latami. Do tej pory podobne badania regularnie przeprowadzały jedynie niemieckie media.

 

*Wiceprzewodniczący partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) Alexander Gauland opowiedział się za ostatecznym uznaniem Krymu za część Rosji. Krym nigdy nie powróci do Ukrainy. Sankcje nic nie dadzą — powiedział Gauland w wywiadzie dla „Berliner Morgenpost". — Rosja jest potęgą w Europie, musimy ją włączyć w europejski porządek. Należy skończyć z przeciwstawianiem sobie Rosji i NATO — podkreślił. Jest to kolejny głos w dyskusji o polityce Niemiec wobec Rosji. Na początku sierpnia szef FDP Christian Lindner powiedział, że Zachód powinien złożyć prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi propozycje, które pozwoliłyby mu na zmianę obecnej polityki „bez utraty twarzy". Jego zdaniem należy na jakiś czas „zamrozić" kwestię Krymu i rozwijać stosunki z Rosją.    

 

*Nie można zapędzać Federacji Rosyjskiej w kąt i mieć nadzieję, że popadnie w ruinę, powiedział w wywiadzie z gazetą Neue Osnabrücker Zeitung deputowany Bundestagu, jeden z liderów niemieckiej Partii Zielonych Jürgen Trittin. „Rosji nie można zapędzać w kąt, z którego  się  nie wydostanie — stwierdził polityk. — Rosja nie jest naszym wrogiem ani partnerem. Rosja jest naszym sąsiadem. Sąsiadem ze 170 milionami mieszkańców i bronią nuklearną. Nie można liczyć, że popadnie w ruinę. Jednak sądząc po wszystkim, pewne osoby w Kongresie USA chcą tego. Jest to niedopuszczalne i zagraża naszemu bezpieczeństwu w Europie”. Według Trittina Zachód musi utrzymać sankcje wobec Moskwy, ale jednocześnie prowadzić współpracę polityczną i gospodarczą. „Jesteśmy uzależnieni od siebie nawzajem” — podkreślił deputowany Bundestagu. Niemiecki polityk zwrócił także uwagę na to, że Stany Zjednoczone wprowadziły nowe sankcje nie dlatego, aby przyspieszyć proces wdrażania porozumień z Mińska. „Przede wszystkim oni chcą pozbyć się swojego gazu łupkowego. Dlatego chcą też nałożyć sankcje na europejskie firmy. Nie będziemy brać w tym udziału” — zapewnił Jürgen Trittin.

 

* Zamordowany brat przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una, Kim Dzong Nam, mógł współpracować z wywiadem amerykańskim – pisze japoński dziennik „Asahi”, powołując się źródła malezyjskie. Według gazety podczas oględzin rzeczy Kim Dzong Nama znaleziono dużą sumę pieniędzy – 120 tys. dolarów w gotówce. Policja ustaliła, że nie wypłacał on pieniędzy z żadnego z lokalnych banków. Malezyjscy specjaliści przypuszczają, że otrzymał on pieniądze od Amerykanina, który prawdopodobnie jest związany z amerykańskimi służbami specjalnymi. Tę wersję potwierdza to, że Kim Dzong Nam wcześniej kilkukrotnie spotykał się z tym mężczyzną.  Brata Kim Dzong Una mógł więc zamordować wywiad północnokoreański, by zmusić go do milczenia.   13 lutego Kim Dzong Nam został zabity na lotnisku w Kuala Lumpur gazem bojowym VX. Jest to bardziej trująca wersja paralityczno-drgawkowego sarinu. VX został zaklasyfikowany przez ONZ jako broń masowego rażenia. Atak został nagrany na kamerach monitoringu.

 

*Amerykańscy medycy przypuszczają, że przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un może brać sterydy powodujące agresywne zachowanie - podaje portal Page Six.„W środowiskach medycznych jest szeroko omawiana teoria, że Kim Dzong Un cierpi na artretyzm" — poinformował dziennikarzy lekarz Rock Positano ze szpitala chirurgii specjalistycznej w Nowym Jorku.  Artretyzm jest znany z dawnych czasów jako „choroba epikurejczyków i królów", ponieważ jedną z jej przyczyn jest niezrównoważona dieta. Do leczenia artretyzmu są między innymi zapisywane  sterydy — podkreślił medyk. „Ten facet może przejawiać «sterydową wściekłość»" — podkreślił Positano, powołując się na znane w medycynie zjawisko drażliwości, agresji i wybuchów gniewu związanych z przyjmowaniem sterydów anabolicznych.  

 

*Rozpoczęcie dochodzenia USA wobec Chin w sprawie naruszenia praw własności intelektualnej może doprowadzić do „wojny handlowej” między dwoma krajami, pisze w poniedziałek gazeta China Daily.Według badacza z Instytutu Międzynarodowej Współpracy Gospodarczej i Handlowej przy Ministerstwie Handlu Chin Mei Sinyui jednostronne działania ze strony USA „mogą doprowadzić do wojny handlowej”. Wcześniejsze gazeta Politico, powołując się na źródła w amerykańskiej administracji, poinformowała, że prezydent USA Donald Trump planuje w poniedziałek wezwać do wszczęcia dochodzenia wobec ChRL pod zarzutem naruszenia amerykańskich praw własności intelektualnej i transferu technologii. Zaznaczono, że Trump zamierza wykorzystać artykuł 301 Traktatu Handlowego z 1974 r. Pozwala on USA jednostronnie ustalać bariery w eksporcie towarów, co, jak pisze gazeta, może doprowadzić do wzrostu taryf importowych. Mei Sinyui dodał, że artykuł 301 ma pewne odgraniczenia. Według analityka w okresie od 1989 do 2009 roku wobec chińskich firm prowadzono mnóstwo dochodzeń, „a mimo tego chińska gospodarka aktywnie i pewnie rozwijała się”.„Zastosowanie przez Stany Zjednoczone artykułu 301 nie wpłynie silnie na to, w jaki sposób będzie postępować rozwój gospodarczy Chin” — dodał ekspert.

 

* Rosyjski ekspert Władimir Wasiliew nie przecenia deklaracji Bannona o wojnie handlowej z Chinami. W wywiadzie dla radia Sputnik wyraził on opinię, że doradca amerykańskiego prezydenta retorycznie wyolbrzymił ostrość sytuacji. „Jest to kontynuacja tej samej retoryki, która rozbrzmiewa obecnie wokół  Korei Północnej. Na razie są to słowa. Jest to kontynuacja gróźb pod adresem Pekinu: jeśli Chiny nie wywrą teraz nacisku na Pjongjang, to Waszyngton zacznie zakrojoną na szeroką skalę wojnę przeciwko Chinom. Bo jakie są fakty? W poniedziałek Donald Trump podpisał memorandum, w którym powierza przedstawicielowi handlowemu USA skontrolowanie praktyk handlowych Chin, aby wyjaśnić, w jakim stopniu ten kraj wykorzystuje nielegalnie zapożyczoną własność intelektualną Ameryki do swojego rozwoju gospodarczego. Amerykańscy komentatorzy podkreślają, że przygotowanie takiego raportu może zająć od miesiąca do roku. Dlatego na razie są to tylko groźby" — powiedział Władimir Wasiliew. Jego zdaniem chodzi o kontynuację taktyki wywierania nacisku politycznego i psychologicznego na Chiny ze strony USA. „Myślę, że na razie są to po prostu słowa, wypowiadane w różnych celach strategicznych i taktycznych. Stany Zjednoczone chcą jeszcze raz wywrzeć presję psychologiczną i polityczną na Chiny, aby one wpłynęły z kolei na Koreę Północną" — uważa prof. Władimir Wasiliew.

 

*Zdaniem politologów mentalność czasów „zimnej wojny" nie pozwoliła nowej administracji Stanów Zjednoczonych na rezygnację ze wspólnych z Koreą Południową ćwiczeń marynarki wojennej. Pjongjang traktuje je jako prowokacyjną próbę inwazji Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej na swój kraj.Tym razem przed rozpoczęciem ćwiczeń Pjongjang przeprowadził testy dwóch międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Następnie zagroził zaatakowaniem nimi amerykańskiego terytorium, później jednak odwołał swoją pogróżkę, ostrzegając, że będzie działać w zależności od następnego kroku ze strony Waszyngtonu. Na tle aktualnego kryzysu rakietowego na Półwyspie Koreańskim ryzyko przekształcenia się każdego, zakrojonego nawet na niedużą skalę lokalnego incydentu w masowy konflikt zbrojny  wydatnie się nasiliło. Przed ćwiczeniami Pekin dyplomatycznie, aczkolwiek niedwuznacznie dał sygnał Waszyngtonowi i Seulowi, dając do zrozumienia, że nie warto prowokować zaognienia sytuacji. Wzywający do zdrowego rozsądku apel Pekinu nie został należycie odebrany w Waszyngtonie. W rezultacie tak samo jak w okresie „zimnej wojny" obecnie w KRLD testowane są plany likwidacji wrogów — uważa ekspert do spraw Półwyspu Koreańskiego Akademii Nauk Społecznych prowincji Liaoning Liu Zhao.  „Chociaż ćwiczenia Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej nazywa się «kolejnymi», w ostatnich latach wspólne manewry różnią się od siebie pod względem treści. Ponadto, ciągle zwiększa się skala uczestniczących w nich sił. Podobne działania stwarzają dla KRLD powód do traktowania ich jako zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, czyli skłaniają do jeszcze bardziej wytrwałego i ukierunkowanego rozpracowywania ataków nuklearnych. Można powiedzieć, że wspólne amerykańsko-południowokoreańskie ćwiczenia wojskowe, tak samo jak testy rakietowo-jądrowe KRDL, są wyzwaniem dla bezpieczeństwa i stabilności na Półwyspie Koreańskim, są to działania bardzo ryzykowne. Aktualne ćwiczenia prowadzone są na tle wysokiej skali napięć na Półwyspie Koreańskim, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że kłótnia między Stanami Zjednoczonymi i KRLD osiągnęła punkt krytyczny. Jeśli skala rozpoczętych ćwiczeń wywoła nowy wybuch irytacji ze strony KRLD, to bardzo prawdopodobnym staje się nowe zaognienie napięć na Półwyspie Koreańskim" — oświadczył politolog. W Pentagonie oświadczono, że w manewrach weźmie udział do 40 tysięcy wojskowych, a także specjaliści południowokoreańscy w dziedzinie obrony cywilnej. Wcześniej Seul zdementował doniesienia o tym, że wspólne manewry będą zakrojone nie na tak szeroką skalę jak te, które odbyły się w 2016 roku, aby nie wywoływać silnego niezadowolenia Pjongjangu.  Według agencji Renhap uczestnicy manewrów rozpatrują plany przerzucenia na półwysep, i prawdopodobny udział w ćwiczeniach, amerykańskich samolotów bojowych. Agencja cytuje również wypowiedź wysokiego rangą oficera armii południowokoreańskiej, który przestrzegł przed bezlitosnym odwetem za każdy atak.

 

* W mieście Gorakhpur w stanie Uttar Pradesh w północnych Indiach doszło do niezwykłej tragedii. W miejscowym szpitalu zmarło 60 dzieci. Prokuratura wszczęła śledztwo. Przyczyną miała być przerwa w dostawie tlenu. Na oddziale pediatrycznym miejscowego szpitala większość dzieci leczono na zapalenie opon mózgowych. Świadkowie relacjonują, że w pewnym momencie dla małych pacjentów zabrakło tlenu. Personel szpitala rozdał opiekującym się nimi krewnym torby do ręcznej resuscytacji. Mieli oni liczyć do trzech i naciskać torby. Dzieci umierały na oczach swoich matek i ojców. Ostatecznie zmarło 60 dzieci, w tym 34 niemowląt. Najstarsza ofiara miała 12 lat. Według danych zebranych przez "Washington Post" co najmniej 20 zgonów spowodował niedobór tlenu. Rodzice podejrzewają, że tlen się skończył, ponieważ szpital zalegał z zapłatą dostawcy. Natomiast dyrekcja szpitala broni się, utrzymując, że zwracała się do władz stanowych o pomoc finansową. Tej wersji zdarzeń nie potwierdza minister zdrowia Sidharth Nath Singh (BJP). Przez dwie godziny występował brak butli ratunkowych. Przez ten czas prowadzono ręczną resuscytację - wyjaśniał. Tragedia wstrząsnęła 200-milionowym Uttar Pradesh i całymi Indiami. Opozycja żąda ustąpienia nacjonalistycznych władz stanu. Ten rząd jest mordercą - stwierdził  Raj Babbar, znany aktor i lokalny lider socjaldemokratycznego Kongresu Narodowego. 

 

* W Meksyku nasila się fala morderstw i krwawych porachunków pomiędzy gangami narkotykowymi, a także nimi i policją. W lipcu w pobliżu Mazatlan  w starciu z siłami bezpieczeństwa zginęło 17 gangsterów, a 14 innych zginęło w strzelaninie między rywalizującymi kartelami w prowincji Chihuahua. 

 

* W Brazylii policja aresztowała w końcu osobnika o nazwisku Luiz Carlos da Rocha, poszukiwanego od 30 lat szefa sieci przemytu narkotyków obejmującej także Boliwię, Kolumbię i Peru, która produkuje 5 ton kokainy miesięcznie. Detektywi musieli go zidentyfikować używając komputerowej analizy fotografii  jako że twarz  ściganego była kilkakrotnie zmieniana w wyniku chirurgii plastycznej.

 

* Brazylijski Najwyższy Trybunał Wyborczy zadecydował o pozostawieniu na stanowisku prezydenta Michela Temera. Za głosowało czterech sędziów, przeciwko było trzech. Prezydent Temer został oskarżony w związku z podejrzeniem o finansowanie kampanii prezydenckiej prezydent Dilmy Rousseff w 2014 roku ze źródeł pochodzących od koncernu Petrobras.  Trybunał, uwalniając od zarzutów Temera, jednocześnie uniewinnił także Rousseff.  Aresztowany został z kolei były minister turystyki, Henrique Eduardo Alves z Partii Ruchu Demokratycznego Brazylii (z której wywodzi się prezydent Temer). Został oskarżony w śledztwie dotyczącym korupcji podczas budowy na Mundial w 2014 roku stadionu piłkarskiego Arena das Dunas w mieście Natal.

 

* W Burundi, 10 lat po straszliwej masakrze plemienia Tutsi przez Hutu, którą zorganizował rząd, szybko narasta groźba powtórki  tej historii. Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka (IFHR) ostrzega, że władze tego kraju dokonują  czystek  wśród resztek oficerów Tutsi w burundyjskiej armii i policji, gdzie dominują obecnie Hutu i gdzie narasta ich polityczny szowinizm.

 

* Nigeryjska bojówka terrorystycznej organizacji islamskiej Boko Haram dokonała kolejnego wypadu przez granicę do sąsiedniego Nigru, gdzie zabiła 9 osób i uprowadziła 37 kobiet.

 

* W ciągu kolejnych 15 lat liczba ludności wzrośnie o prawie 1,2 mld. W rezultacie za 20 lat mieszkańcy Ziemi będą potrzebowali o 50% więcej energii niż dzisiaj - pisze Publico.  W artykule czytamy, że Europa straci swoje światowe znaczenie, a pierwsze miejsce zajmie gospodarka chińska. Poza tym wzrost zapotrzebowania na światowe zasoby wykazują Indie. Podkreślono, że w ciągu kolejnych 10 lat około 90% rosnącego popytu na energię będzie przypadało na państwa rozwijające się. Właśnie dlatego w najbliższych dziesięcioleciach na świecie należy się spodziewać zakrojonej na dużą skalę zmiany sfer wpływów zgodnie ze strefami kontroli nad źródłami energii. Zdaniem autora artykułu w przyszłości głównym przedmiotem sporów będą zasoby energetyczne i naturalne. Jednocześnie jednym z głównych ognisk napięć, w których wyniku może wybuchnąć globalny konflikt, będzie Azja Środkowa, w tym basen Morza Kaspijskiego. Poza tym taką strefą może stać się Arktyka. Szczególny niepokój budzą główne szlaki morskie, którymi są transportowane ropa naftowa, surowce i towary. 

 

* Słowacja jest zdecydowana wstrzymać import produktów spożywczych gorszej jakości niż ich odpowiedniki w krajach Europy Zachodniej sprzedawanych na Słowacji w takich samych opakowaniach jeśli Komisja Europejska do jesieni nie podejmie kroków zmierzających do rozwiązania tego problemu. Już wcześniej problem sygnalizowały władze Bułgarii, które zbadały jak bardzo różni się żywność przeznaczona dla krajów wschodniej Europy, od tej która trafia na rynki Europy Zachodniej.  Jak powiedział premier Słowacji Robert Fico – „Temat ten zaczyna być nadzwyczajnym tematem politycznym. Zaczyna się to rozrastać w wielki międzynarodowy skandal, wyczuwam taką samą atmosferę w okolicznych państwach. Nie możemy akceptować, by z obywateli Republiki Słowackiej robiono obywateli jakiejś drugiej kategorii”. Fico zapowiedział także, że sprawa podwójnej jakości artykułów spożywczych będzie jednym z tematów poruszanych podczas dzisiejszego spotkania Grupy Wyszehradzkiej w Budapeszcie. Premier Słowacji zapowiedział także, że w ramach grupy istnieje możliwość zebrania miliona podpisów pod inicjatywą obywatelską w tej sprawie, którą musiałyby się zająć organy Unii Europejskiej. Póki co słowacki premier liczy jednak na odpowiedź szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera.

 

* Republikanie w Izbie Reprezentantów i co najmniej jeden członek administracji Donalda Trumpa wezwali sekretarza skarbu USA Stevena Mnuchina do przeprowadzenia śledztwa w sprawie domniemanego finansowania przez Rosję organizacji ochrony środowiska, opowiadających się przeciwko wydobyciu ropy łupkowej w drodze szczelinowania hydraulicznego. Pisze o tym gazeta Politico. Pod koniec czerwca szef komisji ds. nauki Izby Reprezentantów Lamar Smith i kongresmen Randy Weber poprosili Mnuchina o sprawdzenie, czy Kreml przyznaje pieniądze na kampanię Zielonych przeciwko szczelinowaniu hydraulicznemu. Teraz ich inicjatywa znalazła poparcie wśród Republikanów pomimo absurdalności takich oświadczeń — pisze gazeta. Politico przypomina, że to właśnie technologia szczelinowania hydraulicznego pozwoliła USA na dogonienie Rosji w wydobyciu gazu. Jednocześnie pogłoski o tym, że Moskwa rzekomo finansuje działalność Zielonych krążą od dłuższego czasu — taki punkt widzenia podzielają nie tylko kongresmeni, ale również niektórzy członkowie rządu. Departament Energetyki nie skomentował przypuszczeń Smitha. Z kolei Zieloni odparli wszystkie zarzuty.  „To nieprawda. Nie mamy żadnego związku z Rosją i efektywnie walczymy o ochronę środowiska przez ponad 45 lat. To jest niczym innym, jak tylko próbą odwrócenia uwagi od szeroko nagłaśnianego w mediach tematu związku kampanii Trumpa z Rosją i ingerencji w wybory" — oznajmił przedstawiciel grupy The League of Conservation Voters David Willlett. Szczelinowanie hydrauliczne jest zakazane w szeregu państw europejskich, na przykład, we Francji i Holandii. W USA poszczególne stany (Nowy Jork i Vermont) również wprowadziły ograniczenia na wykorzystywanie tej technologii wydobycia ropy łupkowej. 

 

* Gazeta Financial Times poinformowała o prawdopodobnej reakcji UE na kolejne sankcje USA przeciwko Rosji. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wezwał do pilnego omówienia prawdopodobnej reakcji UE w przypadku nałożenia przez USA nowych sankcji na Rosję — pisze Financial Times. Do redakcji gazety trafił dokument proponujący kilka wariantów współpracy z USA, który Komisja Europejska rozpatrzy na posiedzeniu w środę. Gazeta podkreśla, że Juncker wezwał do niezwłocznego rozpatrzenia prawdopodobnych działań Brukseli na wypadek, jeśli europejskie spółki energetyczne i inne zostaną zagrożone sankcjami omawianymi w Kongresie USA. W przygotowywanym dokumencie czytamy, że UE „powinna być gotowa do działań w najbliższych dniach".  Według danych Financial Times Bruksela zamierza zażądać od Waszyngtonu „oświadczenia publicznego lub pisemnego", iż nowe sankcje nie dotkną europejskich interesów. Jeszcze jeden wariant wspomniany w dokumencie Komisji Europejskiej przewiduje możliwość zastrzeżenia, że amerykańskie obostrzenia nie obowiązują na terytorium UE.  Poza tym UE nie wyklucza możliwości wprowadzenia kontrśrodków odpowiadających  normom WTO — podkreśla periodyk.  W sobotę do wiadomości publicznej podano, że Republikanie i Demokraci z obu izb amerykańskiego Kongresu uzgodnili tekst projektu ustawy w sprawie sankcji przeciwko Rosji i Iranowi. Głosowanie odbędzie się w najbliższych tygodniach, po czym dokument zostanie przedłożony prezydentowi do podpisu. Jednocześnie w niedzielę szefowa biura prasowego Białego Domu Sarah Sanders oznajmiła, że administracja Donalda Trumpa „popiera twardość wobec Rosji oraz między innymi wprowadzenie sankcji". UE nazwała projekt jednostronnymi działaniami Waszyngtonu i ostrzegła przed negatywnymi skutkami. Amerykański projekt ustawy zawiera punkty dotyczące sankcji w energetyce, między innymi przeciwko Gazociągowi Północnemu 2. 

 

* Eurostat podał porównawcze dane na temat wskaźnika PKB na osobę (mierzonego w parytecie siły nabywczej) w Unii Europejskiej w 2016 roku.  Zgodnie z raportem największe PKB w UE mają Luksemburg – 267% średniej unijnej, Irlandia – 177%, Holandia – 128, Austria – 126%, Dania – 125, Szwecja – 124%, Niemcy – 123%. Najmniejszy PKB na osobę w ubiegłym roku miały Bułgaria – 48%, Rumunia i Chorwacja – po 59%, Łotwa – 65%, Węgry i Grecja – po 67%, Polska – 69%. Eurostat przedstawił też porównawcze dane dotyczące indywidualnej konsumpcji w krajach UE. Tutaj również przewodzi Luksemburg – 132% średniej unijnej, Niemcy – 122%, Austria – 118%, Wielka Brytania – 115%, Dania i Finlandia – po 114%, Belgia – 113%. Najniższa konsumpcja jest w Bułgarii – 53%, Chorwacji – 59%, Rumunii i na Węgrzech – po 63%, Łotwie – 67%, Estonii – 71%, Polsce i Słowenii – po 75%.

 

* Kilku prezesów największych firm w Stanach Zjednoczonych zrezygnowało z udziału w radzie przemysłowej Donalda Trumpa, a także w forum strategii i polityki, dwóch organów doradczych, po nieprzyjaznej reakcji prezydenta na przemoc w Wirginii. Odeszło tak wielu doradców, że Trump został zmuszony do rozwiązania obu ciał doradczych.  

 

* Stany Zjednoczone poinformowały, że wydaliły dwóch kubańskich dyplomatów z Waszyngtonu, po tym jak kilku Amerykanów pracujących w ambasadzie w Hawanie musiano zabrać na leczenie do Miami gdy skarżyli się na  zawroty i bóle głowy oraz utratę słuchu. Amerykańscy urzędnicy uważają, że objawy te były spowodowane przez tajne użycie fal dźwiękowych, rodzaju broni akustycznej. Komunikat USA stwierdza, że władze kubańskie mają długą historię podobnego nękania amerykańskich pracowników w Hawanie.

 

* Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że​​liczba przypadków cholery w ogarniętym wojną Jemenie osiągnęła pół miliona. Conajmniej2000 osób już zmarło z powodu choroby. Liczba nowych przypadków podobno powoli maleje, ale epidemia pozostaje poważnym problemem w kraju.

 

* Prezydent Iranu, Hassan Rouhani, powiedział, że jego kraj może "w ciągu kilku godzin" zrezygnować z umowy dotyczącej programu nuklearnego, podpisanej w 2015 roku z Ameryką, Wielką Brytanią, Chinami, Niemcami i Rosją jeśli Donald Trump zastosuje nowe sankcje wobec jego kraju. Irański parlament przegłosował zwiększenie wydatków militarnych o 500 milionów dolarów, przy czym większość pieniędzy przeznaczano na pociski, chociaż decyzja nie została jeszcze wdrożona.

 

* Dżihadyści otworzyli ogień w kawiarni w Ouagadougou, stolicy Burkina Faso, zabijając co najmniej 18 osób. W ubiegłym roku  podobni ekstremiści islamscy urządzili podobną strzelaninę na tej samej ulicy. Kilka godzin po ataku, inna grupa  uzbrojonych napastników ostrzelała misję ONZ w Mali, zabijając siedem osób.

 

* Na Tajwanie wystąpiła awaria sieci energetycznej i ogromny spadek mocy, który pozbawił  5,9 mln gospodarstw domowych klimatyzacji i prądu do lodówek w szczycie letnich upałów. Tajwański minister gospodarki Lee Chih-kung, przyjął odpowiedzialność za ten incydent i podał się do dymisji.

 

* Napięcie między USA  a Koreą Północną nieco zelżało po tym jak oficjalna agencja informacyjna Północy poinformowała, że​​dyktatorKim Jong Un wstrzymał  plany odpalenia pocisków w stronę amerykańskiego terytorium wyspy Guam na Pacyfiku. Prezydent Trump pochwalił Kima za roztropność a jego decyzję nazwał „bardzo mądrą i dobrze uzasadnioną”.

 

* Raport Eurostatu, Europejskiej Agencji Statystycznej, potwierdził ożywienie gospodarcze strefy euro. Przekroczono szacunki, a gospodarka 19 krajów dzielących wspólną walutę wzrosła w ciągu trzech miesięcy do końca czerwca o roczną stopę procentową w wysokości 2,2%.

 

* Turcja zażądała ekstradycji tureckiego wykładowcy muzułmańskiej teologii z Niemiec: Adil Oksuz jest podejrzewany o to, że​​odegrał istotną rolę w zeszłorocznym nieudanym zamachu stanu. Turecka policja rozpoczęła nowe polowania na gulenistów, w ramach rządowego kryzysu bezpieczeństwa, który zaostrzył stosunki między Niemcami a Turcją.

 

* Kilka organizacji pozarządowych zatrzymało ratowanie migrantów na Morzu Śródziemnym po tym, jak rząd libijski zakazał obcych statków wpływania w strefę libijskiego  przybrzeża.  Trypolis zarzuca zachodnim organizacjom pozarządowym zachęcanie przemytników i ułatwianie przepływu imigrantów. Włochy, gdzie ostatecznie przybywa większość imigrantów, pochwalił działania  Libijczyków.

 

KOMENTARZE

  • Panie Boguslawie.Niech Pan nieco zwolni.Szkoda zdrowia a ludzie i tak
    Pana nie docenia.Daje Pan super kompendium wiadomosci swiatowych dzieku znajomosci wielu jezykow i wrodzonej madrosci.. Ja to podziwiam i wszystko czytam chlapczywie ale normalni ludzie rozumieja tylko pigulke i nie chca sie wdawac w trudne szczeguly.
    Panskie zdrowie to teraz jest wazniejsze niz bomby w jakims kraju.
    Pozdro z USA.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930