Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3828 postów 1806 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Festiwal psiego mięsa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PLANETA ZWIERZĄT (33) W Chinach rośnie spożycie psiego mięsa, ale również i opór przeciw temu zwyczajowi.

Fot.1 Wiezione na ubój

 

Pod koniec czerwca w chińskim mieście Yulin w południowej części prowincji Guangxi, odbywa się doroczny festiwal psiego mięsa – po chińsku: 狗肉[gǒuròu jié]. Impreza, na którą przybywają tysiące gości i turystów, cieszy się złą sławą na całym świecie. Obrońcy zwierząt twierdzą, że każdego roku 15 000 psów jest tam wtedy poddawanych ubojowi w nieludzkich warunkach. Niektóre są gotowane żywcem, co potem ułatwia skórowanie i patroszenie.

Festiwal jest również kontrowersyjny w samych Chinach. Tysiące ludzi protestuje przeciwko tej imprezie i domaga się, aby mięso psów w ogóle było w Chinach nielegalne, tak jak to stało się już na Tajwanie - w kwietniu br. wyspa ta stała się pierwszym krajem Azji, gdzie zakazano jedzenia i handlu mięsem psów i kotów. Sprzedawcy psiego mięsa w Yulin odpowiadają na to, że jedzenie psów nie różni się co do istoty od zabijania i konsumowania mięsa innych zwierząt domowych. Władze Yulin lawirują między tymi skrajnymi poglądami. Pojawiły się plotki, że w tym roku zamkną festiwal. W końcu jednak do tego nie doszło. Organy państwowe cytowały lokalnych urzędników, twierdzących, że takiego rozporządzenia nie wydano. Miasto jest właściwie znane tylko z tego tytułu i ma poważny dylemat: festiwal ściąga co roku tysiące gości i napędza sporą kasę, a innych atrakcji tam nie ma.

W tradycyjnych wiejskich Chinach psy były stróżami obejścia lub pomocnikami pasterzy, ale niezbyt często jedzeniem. Obecnie w większych miastach wzrasta liczba psów, kotów i innych zwierząt trzymanych w domach dla przyjemności i rośnie dbałość o dobrostan zwierząt. Ale w tych częściach Chin, które nie są ani tradycyjne, ani nowoczesne, gdzie przepisy są elastyczne, a przestępczość jest powszechna, rynek psiego mięsa rozkwita. Jest to klasyczny przypadek niedokończonej modernizacji.

Chińczycy tradycyjnie nie znają żadnych tabu wobec mięsa, tak jak w cywilizacji żydowsko-zachodniej, i jedzą wszystko co się rusza, także węże, szczury, koty, wróble, ślimaki, pasikoniki i wszelkie robactwo. Ponieważ Chińczycy genetycznie nie trawią mleka ani sera, głównym pożytkiem uzyskiwanym ze zwierząt wszystkich gatunków jest ich mięso. Ale jak twierdzi pani Guo Peng z uniwersytetu w Shandong, jedzenie mięsa psów było zawsze rzadkie, z wyjątkiem części prowincji południa i wśród mniejszości koreańskiej, która liczy 2,3 miliona osób i przeważnie mieszka na północnym wschodzie. Wielu Chińczyków uważa natomiast  狗肉[gǒuròu] psie mięso, za rodzaj lekarstwa, które podobno rozgrzewa i jest zalecane np.  przy przeziębieniach. Niekiedy na wsiach z psów wytapia się łój, który w stanie płynnym, pity na ciepło, jest uważany za tradycyjny lek na gruźlicę. Ale nigdzie nie traktuje się psiego mięsa jako głównego ani ważnego źródła białka. Taką postawę potwierdzają badania przeprowadzone przez Dataway Horizon w 2016 r., chińską organizację pozarządową działającą na rzecz dobrostanu zwierząt. Około 70% Chińczyków deklaruje, że nigdy nie jadło psiny. Z tych, którzy przyznali się, że jedli, większość twierdziła, że ​​nie był to ich czynny wybór, ale że mięso to zostało im podane z okazji jakiegoś spotkania lub okazji towarzyskiej.

Zdaniem pani Guo, w ostatnich dwudziestu latach, mięso psów, podobnie jak narkotyki, stało się źródłem nielegalnych i rosnących dochodów. Sprzedawcy w Yulin i gdzie indziej na ogół twierdzą, że ich mięso pochodzi ze specjalnych hodowli psów. Kiedy jednak grupy zajmujące się dobrostanem zwierząt – bo policja tego procederu nie ściga - starały się kontrolować takie fermy, zwykle nie były w stanie w ogóle ich znaleźć. Pod koniec czerwca działacze ci przechwycili ciężarówkę przewożącą do Yulin 1300 psów, najwyraźniej przeznaczonych na ubój i sprzedaż jako mięso. Podejrzewają, że wiele z tych zwierząt zostało po prostu skradzionych.

Pani Guo przeprowadziła z własnej inicjatywy unikalne badania nad rynkiem psiego mięsa, koncentrując się na nadmorskiej prowincji Shandong. Większość znalezionego tam przez nią mięsa pochodziła od przestępców, którzy jeździli od wsi do wsi, i używając kusz z zatrutymi strzałkami strzelali do napotkanych psów. Niektórzy z myśliwych byli wyposażeni w noktowizory i celowniki w podczerwieni co oznacza, że polowali nocą, kiedy psy na wsiach spuszcza się z uwięzi. Inni używali na wabia kawałka nadpsutego mięsa, które ciągnęli przez wieś za samochodem i czekali potem na drodze aż psy podejdą na strzał. W latach 2007-2011 jedna trzecia psów w jednej wiosce, Yaojia, została skradziona w ten sposób. Prawie każde gospodarstwo domowe straciło co najmniej jedno zwierzę. Trucizna wprawdzie skaża mięso, ale ponieważ biznes jest nieuregulowany, dla hycli i handlarzy nie ma to znaczenia. Jest to prawdopodobnie neurotoksyna, która działa podobnie jak kurara: błyskawicznie, po dostaniu się do krwi paralizuje mięśnie. Polowanie jest w ten sposób ciche, szybkie i dla kłusowników łatwiejsze. Pies pada, nie może wydać głosu i dusi się nie mogąc nabrać do płuc powietrza, ponieważ pierwszym mięśniem, który ulega zablokowaniu jest przepona. Hycle zwykle podejmują go w takim stanie, wyjmują strzałkę i nie dobijając, żywego, dopóki się nie udusi, wrzucają do samochodu. Jeśli konsument nie ma owrzodzeń ani ran w ustach i przełyku, trucizna z mięsa jest niegroźna ponieważ najpierw obróbka termiczna a potem także kwasy żołądkowe szybko ją rozkładają.

Dużo psów łapie się tradycyjnie na przynętę do klatek lub we wnyki. Łowcy dostają około 10 juanów (1,30 USD) na kilogram żywca (lub „trupca” zależnie od tego w jakim stanie towar zostanie dowieziony), więc średniej wielkości pies może być wart 70-80 juanów. Jeden z hycli przesłuchanych przez panią Guo był młodym mężczyzną zbierającym w ten sposób pieniądze na ślub. Zarabia na tym procederze 200 juanów dziennie, co w Chinach oznacza przeciętny dochód. Uważa się obecnie, że łowcy z prowincji Shandong i z sąsiedniej prowincji Henan dostarczają lwią część psiego mięsa na rynek w Yulin. Ponieważ jest to mięso kradzione, to jest tanie w pozyskaniu. Jest wprawdzie droższe od wieprzowiny lub kurczaka, ale jest dostępne dla przeciętnego amatora.

To połączenie braku przepisów i przyjaznych dla konsumentów cen przyczyniło się do stworzenia znacznie większego rynku na psie mięso niż kiedykolwiek miało to miejsce w przeszłości. Festiwal Yulin odzwierciedla właśnie ten bardzo niedawny rozwój rynku i zjawiska. Chociaż jego zwolennicy nazywają go wydarzeniem tradycyjnym, to pierwszy taki festiwal odbył się dopiero w 2009 roku. Z roku na rok biznes ten się rozkręca. Część jego zwolenników argumentuje, że w ten sposób Chiny z widocznym pożytkiem pozbywają się nadmiaru psów i oczyszczają środowisko z ryzyka wścieklizny.

Tymczasem bogatsze części Chin, głównie wielkie miasta, przyjmują bardziej zachodnie postawy i zwyczaje. W ostatnich latach w Pekinie nastąpił ogromny wzrost populacji psów. Ich miłośnicy często kłócą się z łowcami psów i sprzedawcami mięsa, których nawet w stolicy nie brakuje. W czasach Mao posiadanie psa w mieście zostało potępione jako "symbol dekadencji" (颓废的象征,[tuífèi de xiàngzhēng]), a napotykane w miastach psy były odstrzeliwane przez policję. W Pekinie zakaz psów obowiązywał do 1994 r., a  do 2003  posiadanie psa było ściśle reglamentowane przez Biuro Bezpieczeństwa Publicznego (公安局 [gōng'ān jú]), które wydaje stosowne pozwolenia i prowadzi rejestrację zwierząt. Rozluźnienie tych zasad spowodowało silny wzrost liczby psów o 25% rocznie, z takim skutkiem, że w 2016 r. liczba psów zarejestrowanych w stolicy przekroczyła  dwa miliony. Według Mary Peng z organizacji charytatywnej pn. Międzynarodowe Centrum Usług Weterynaryjnych, zarejestrowanych jest jednak tylko 50-60% psów w samym mieście i 30% na przedmieściach. Według niej, w Pekinie może być obecnie nawet 4-6 milionów psów, czyli ponad pięciokrotnie więcej niż w Londynie czy Nowym Jorku. „Niedługo będziecie nas prosić abyśmy was uwalniali od tego inwentarza jak od plagi” – odgrażają się handlarze z Yulin atakowani przez aktywistów z wielkich miast. Także w mediach i we władzach ujawnili się przeciwnicy psów, powołujący się na charakterystyczne dla Chin konfucjańskie zasady utylitaryzmu, gdzie godne ochrony są tylko te zwierzęta, które hoduje się na mięso i dla bezpośrednich korzyści: świnie, bawoły, kaczki, kury, karpie… Ale nie psy.

Często podnosi się kwestię zagrożenia, jakim jest „choroba szalonych psów” 狂犬病 [kuángquǎnbìng], czyli wścieklizna. W śródmieściu Pekinu pozwolenie na psa kosztuje 500 juanów rocznie - prawie dziesięć razy więcej niż w Nowym Jorku. Cena obejmuje szczepienie przeciw wściekliźnie, ale nadal jest uważana za zaporową. Wielu właścicieli unika więc rejestracji psów, co prowadzi do obaw o pojawienie się chorób. Według Światowej Organizacji Zdrowia, Chiny mają drugą (po Indiach) najwyższą na świecie liczbę zgonów wśród ludzi wskutek zarażenia wścieklizną - około 2000-3000 rocznie. W celu zmniejszenia liczby psów i ograniczenia tego ryzyka, w chińskich miastach prowadzi się politykę „jedna rodzina - jeden pies”.

W walce z psim mięsem najbardziej aktywne są organizacje wolontariuszy. Usiłując zablokować ciężarówki przewożące psy na ubój w Pekinie spowodowali oni kilka głośnych korków, za co zostali ukarani. W listopadzie ubiegłego roku przekonali oni największe chińskie przedsiębiorstwo cateringowe do zaprzestania rozwożenia dań z psiego mięsa. W maju Zhang Xiaohai, przedstawiciel AITA, pierwszej oficjalnej organizacji obrony praw zwierząt w Chinach, udał się do Yulin, aby zainicjować lokalny sprzeciw wobec festiwalu. Urzędnicy z Yulin powiedzieli mu jednak, że wiedzą iż to  wydarzenie szkodzi reputacji miasta i przyczynia się do rozprzestrzeniania się wścieklizny, ale nie chcieli go zakazać ze względu na skalę dochodów, jakie się z tym wiążą dla ludności. Samorządy deklarują tylko,  że same nie uczestniczą w festiwalu.

W Chinach nie ma krajowego prawa dotyczącego dobrostanu zwierząt. Od wielu lat parlament chiński debatuje w tej kwestii, ale bez rezultatu.  W tym roku, jeśli oceniać komentarze na stronie internetowej rządu, idea takiego prawa uzyskała więcej poparcia publicznego niż jakikolwiek inny projekt legislacyjny. Ale nadal w praktyce nic z tego nie wyszło. Wychodzi na to, że miłośnicy psów i amatorzy psiego mięsa nadal będą na siebie w Chinach warczeć i to coraz głośniej.  (BJ)

 

 

Fot.2 To dokąd mam dostarczyć towar?

 

Fot.3 Przed poćwiartowaniem

 

 

Fot.4 Osobie, która ma w ręku tasak, każdy pies wydaje się…

 

Fot.5 …smacznym daniem.

 

 

 

W otwartym cyklu PLANETA ZWIERZĄT na moim blogu ukazały się dotychczas:

01.Kusa hibari (16.10.2011)

02.Sievert jako Darwin (12.05.2012)

03.Milczenie pszczół (6.03.2013)

04.Rekiny z Wyspy Wielkanocnej (7.03.2013) /film/

05.Kocica znad Okawango (11.04.2013) /film/

06.Wolność dla złotej rybki (22.12.2013)

07.Pomniki zwierząt (19.05.2014)

08 Lato owadów (6.07.2015) /film/

09.Węże w kieszeni (13.07.2015)

10.Papuzi kontynent (19.07.2015) /film/

11.Migracja na sawannie (27.07.2015) /film/

12.Inwazja głośnej żabki (27.07.2015)

13.Tu jest sęp pogrzebany (10.08.2015)

14.Matka guźców (17.08.2015) /film/

15.Fifilijo, Zofijo (24.08.2015)

16.Beksa na bagnach (31.08.2015)

17.Zwierzęta po alkoholu (7.09.2015) /film/

18.Ojczyzna antylop (12.10.2015) /film/

19.Arapaima, królowa Amazonii (26.10.2015)

20.Dlaczego kura nie siusia? (2.11.2015)

21.Głuptaki w kaloszach (16.11.2015)

22.Niedźwiedź, władca gór (23.11.2015)

23.Inteligencja ośmiornicy (14.12.2015)

24.Ginące gatunki zwierząt (21.12.2015)

25.Niezwykłe pająki (11.01.2016)

26.Miłość w przyrodzie 911,04,2016)

27.Mit rosomaka (2.05.2016)

28.Rok Świni (25.07.2016)

29.Mały sukces wielkiej pandy (10.04.2017)

30.Chińskie podróbki zwierząt (17.04.2017)

31.Fermy krokodyli (15.05.2017)

32.Trzy skręty kudu (22.05.2017)

33.Festiwal psiego mięsa (21.08.2017)

 

 

KOMENTARZE

  • Moim marzenie było tam jechać
    Teraz wybiłem sobie to z głowy 8-)))

    ZDROWIA
  • @Husky 21:43:54
    Mając taki nick i takie zdjęcie jak Pańskie, byłoby to zaiste szaleństwem. Pozdrawiam pogodnie. BJ
  • Pies najlepszym przyjacielem człowieka.Jest członkiem rodziny!
    Zjeść przyjaciela?
    Chyba nawet ludożercy nie zjadali swoich przyjaciół!
    To jedzenie psów (i kotów też) to nie tylko w Chinach, także w Wietnamie, Laosie, Korei, ot tamtejsze azjatyckie strony.
  • @lorenco 22:30:09
    A przeciez dla Hindusa zjedzenie "swietej krowy" jest rowne swietokradztwu.Zas dla muzulmanina kotlet wieprzowy jest najgorszym obrzydlistwem.
    Uwielbiane we Francji udka zabie wzbudzaja niechec nie tylko Polakow.. Slimaki gotowane zywcem, rozne malze, kraby i inne stwory morza takze maja swoich przeciwnikow..
    Zas swoja droga nie zjadlabym pieczeni z psa czy kota, zas moja corka nie tknie kaczki - bo przeciez nie zjada sie przyjaciol...Osobiscie mam opory przed jedzeniem miesa krolika, nie mowiac juz o koninie, ktora zajadaja sie Wlosi ...
    Smacznego !
    https://www.youtube.com/watch?v=hHdFQlqSBA4
    https://www.youtube.com/watch?v=lLu4YGCjDww
    https://www.youtube.com/watch?v=mRgrX9gSero
  • @lorenco 22:30:09
    A może to był w tamtych rejonach wynik skrajnej biedy?
    W końcu o ile kojarzę, to w Chinach dopiero komuniści uruchomili skutecznie program "miski ryżu dla każdego"...
  • No cóż
    Chyba należy się cieszyć, że chociaż ludzi nie jedzą.
  • @Bogusław Jeznach 22:00:21
    Ha, ha, ha!
  • Oferta dla Azjatow
    Super tanio, ale czy jadalny 8-))))

    https://pbs.twimg.com/media/DH3OwTAW0AAkLhJ.jpg
  • @Husky 23:22:04
    O jejku, jejku.
    Ugotowany barani bebech wypchany podrobami, kaszą i brukwią obficie polany sosem miętowym to oferta dla Ciebie.
  • @fretka 07:43:08
    a jak to smakuje
    jaka Twoja opinia.
    Daj dokladny przepis 8-))))
  • @Husky 07:50:12
    Nie wiem, jest to potrawa Europiejska. Szkoci to lubią.
    Swoją drogą czemu hot - dog nazywa się hot - dog?
  • @Husky 07:50:12
    https://www.youtube.com/watch?v=wxrxwSCB31U
  • @fretka 08:00:18
    nie wiem, nigdy tego nie jadlem
  • @Husky 15:23:15
    To się nazywa haggis i trochę przypomina kaszankę na gorąco. Wygląda nieszczególnie, ale smakuje lepiej, zwłaszcza jak ktoś jest zmarznięty, zdrożony i wygłodniały, a o to w Szkocji nietrudno, zwłaszcza zimą.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930