Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Viagra z Tybetu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ZDROWIE I MEDYCYNA (45): Obszerny, krytyczny esej o yartsa gunbu - „grzybku gąsienicowym”, sensacyjnym leku tradycyjnej chińskiej medycyny TCM.

 

W połowie maja granica śniegu w tybetańskiej prefekturze Yushu cofa się na szczyty stromych dolin. Nomadzi, którzy spędzili zimę na ich dnie pędzą teraz swoje stada jaków i kóz do wyższych pastwisk, gdzie pierwsze pędy zieleni zastępują zimową  biel. Krajobraz jest wciąż ponury i groźny. Wilki grasują. Uderzenia piorunów terroryzują i nierzadko zabijają tych, co dali się zaskoczyć na gołych stokach.

Yushu to rozległy obszar gór i hal, większy od Syrii, ale zamieszkany przez mniej niż 400.000 ludzi. Około 95% z nich stanowią Tybetańczycy, którzy po swojemu nazywają ten obszar Yulshul. Dla osób mieszkających poza miastami czyli więcej niż połowy z nich, maj to najbardziej pracowity okres w roku. Gdzie indziej, w Chinach nizinnych, w gęsto zaludnionym wnętrzu wielkiego kraju, dzieci mają krótką przerwę, aby uczcić Święto Pracy 1 maja. Ale w Yushu, podobnie jak w wielu innych osiedlach wiejskich w całym Tybecie, który jest słabo zaludnionym regionem wielkości całej Europy Zachodniej, uczniowie otrzymują dodatkowe cztery tygodnie wakacji w maju i czerwcu, co potem muszą nadrobić skróconym okresem wakacji letnich. Ale te majowe wakacje to bynajmniej nie jest dla nich okres  przeznaczony na zabawę lub wypoczynek.

Dzieci są najważniejszą formacją w przeszukiwaniu  na kolanach górskich hal Tybetu, na które z początkiem maja wyrusza cała zdatna fizycznie ludność tybetańskich wiosek. Szukają  w trawie tego, co po tybetańsku nazywają „yartsa gunbu”, a co po chińsku nosi nazwę冬虫夏草 [dōngchóng xiàcǎo], czyli dosłownie „zimą owad, latem trawa”, a co dobrze oddaje wygląd i istotę poszukiwanego obiektu.

Latem unoszące się w powietrzu zarodniki grzybka znanego jako  Ascordyceps sinensis (lub Ophiocordyceps  sinensis) atakują gąsienice różnych gatunków ciem z kosmopolitycznej rodziny niesóbkowatych (Hepialidae), dość dużych bladych owadów, które chwiejnym motylim lotem przemykają  nad pastwiskami o zmierzchu i wczesną nocą. Samce tych ciem, które różnią się od samic wyglądem tak bardzo, że robią wrażenie jakiegoś odrębnego gatunku, wybierają miejsce w możliwie obfitej trawie i siadają w niej trzepocząc pracowicie skrzydełkami. W ten sposób rozsiewają w powietrzu feromony o nieco kozim zapachu, którymi wabią ku sobie samice. Po kopulacji samce spadają i giną, a samice schodzą na ziemię i składają do niej jajeczka, bo gąsienice tej rodziny łuskoskrzydłych żywią się przyziemnymi i podziemnymi częściami roślin.

 

Zakażone pylistymi zarodnikami grzybka Ascordyceps sinensis gąsienice ciem Hepialidae  zakopują  się w glebie, aby przezimować, i tam w większości  giną, kiedy przyjdzie ostrzejsza zima, co na tej wysokości i w tamtejszym klimacie jest regułą. Wiosenne ciepło ożywia jednak potem grzyb, który rośnie aż do wypełnienia całego ciała martwej już gąsienicy, pozostawiając jedynie jej  zewnętrzną powłokę. Jest to jakby korzeń  grzybka zamknięty niczym w doniczce w nienaruszonej skórce z gąsienicy. Natomiast noga naszego grzybka - wrzecionowaty, brązowy pęd, wyłania się z głowy gąsienicy i przeciska się przez glebę do światła dziennego. Wystając nad ziemię grzybki te są ciemne, cienkie, niepozorne, wyrastają  tylko na cztery lub pięć centymetrów i często są tak bardzo oddalone od siebie, że potrzeba  najlepszych  oczu, aby je dostrzec.

Jest to czas corocznej, istnej „gorączki złota”  w Tybecie. Yartsa gunbu jest w chińskiej medycynie tak wysoko ceniony jako lek, że często sprzedaje się go drożej niż jego waga w żółtym kruszcu. Posiada ponoć wiele cennych  właściwości medycznych, począwszy od zapobiegania rakowi do leczenia bólu pleców. Ale to co sprawia, że​​ jest ceniony najbardziej, to jego niezwykła moc jako  środka na wzmaganie potencji, jako że w Chinach praktycznie każdy lek musi być także afrodyzjakiem. Yartsa  gunbu jest więc opisywany często jako „viagra z Himalajów”, niemal cudowny lek na zaburzenia erekcji u mężczyzn, a u kobiet  również i na niskie libido. Niewielka postura i dobry wzrok czynią właśnie z dzieci najlepszych wyszukiwaczy grzybków między źdźbłami trawy i przytulonymi do ziemi łodygami pięciornika, który wkrótce, gdy słońce mocniej przygrzeje,  ozdobi stoki wzgórz swymi jasnymi, żółtymi kwiatami. To nie jest jednak praca dla tych, którzy nie przywykli do rozrzedzonego powietrza na płaskowyżu. Grzyby gąsienicowe, jak yartsa gunbu  są zazwyczaj nazywane w językach europejskich (ang. caterpillar fungus; franc. champignon de chenille; niem. Rauppilz; ros.гриб гусеница; hiszp. hongo de oruga; port. fungo de lagarta; włos. bruco fungo) na ogół znajduje się na wysokości powyżej 4000 metrów. To wyżej niż leży Lhasa, stolica Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (TRA), który  graniczy z Yushu i zajmuje około połowy płaskowyżu. Na tej wysokości, gdzie w powietrzu jest 40% mniej tlenu niż na poziomie morza, z Tybetańczykami nikt nie może konkurować. Ich krew jest znacznie bogatsza  w hemoglobinę, są genetycznie odporniejsi na zimno i mają wyjątkowo zwinne nogi i mocne stawy. Tam, gdzie białemu serce wali nie mogąc nasycić się powietrzem, Tybetańczycy chodzą po stokach i wspinają się na skały przez cały dzień, w dodatku śmiejąc się i żartując.

 

Urobek z dobrego dnia.

Przez cały maj każdego roku setki mieszkańców płaskowyżu  przeszukują skąpą roślinność hal w poszukiwaniu cennego grzybka. Na początku sezonu, wytrawny zbieracz znajduje jednego grzybka co 15 minut lub częściej. Pod koniec sezonu trafia sie jeden  na kilka godzin.

Kopanie wyśledzonego grzybka również wymaga żmudnych wysiłków i wielkiej staranności. Używa się niewielkiego, tępego kołka, aby wydobyć grzybek w całości zachowując także całą gąsienicę. Połamane i oddzielne kawałki nie mają wartości, bo są mniej wiarygodne; yartsa gunbu suszy się bowiem i spożywa w całości. Jakość grzyba  ocenia się na podstawie długości ciała gąsienicy względem długości nadziemnego kiełka, a to jest niemożliwe, jeśli nie ma pewności, że przedtem stanowiły całość.

Poszukiwacze grzybków  często obozują  i nocują w górach. Śniadanie z twardego suszonego mięsa jaka i chiński makaron błyskawiczny (to produkt współczesnego rynku - tradycyjną normą kulturową dla Tybetu są kulki z prażonej mąki jęczmiennej zwane tsampa) oraz herbata z masłem i solą trzyma ich na jednym posiłku od świtu do zmierzchu. Wieczorem jest jeszcze skromniejsza kolacja. Folia z tworzywa sztucznego zapewnia prowizoryczne schronienie przed deszczem. Suszone łajno jaka i uschnięte łodygi pięciornika  - a tych obu na stokach nie brakuje - stanowią opał do gotowania.

Poszukiwanie yartsa gunbu może być trudne, a czasami niebezpieczne. Bywa, że spotyka się wilki albo i niedźwiedzia, groźnego i bardziej agresywnego gatunku zwanego himalajskim lub tybetańskim (Ursus thibetanus). Ale jest to i tak znacznie bardziej opłacalne niż hodowla jaków, które zapewniają co najwyżej utrzymanie się przy życiu. Dochody wieśniaków w Tybecie były zawsze jednymi z najniższych w Chinach. Pasterze żyją z dnia na dzień, bez żadnych rezerw, a przynajmniej tak było do roku 1990, kiedy cena yartsa gunbu zaczęła wzrastać. Od tego czasu eksplozja popytu, prawie w całości z innych części Chin, spoza Tybetu, przekształciła gospodarkę na dużych połaciach płaskowyżu. Yartsa gunbu związała gospodarkę płaskowyżu z resztą  Chin w sposób, który niewiele innych produktów miałoby szansę doścignąć. Tybet nie wytwarza zbyt wielu rzeczy cieszących się popytem.

Jest to tym bardziej godne uwagi, za to, że  yartsa gunbu pozostaje  wciąż specjalnością  niemal wyłącznie lokalną. Pomimo wielu starań i wysiłków, nikomu jeszcze nie udało się uzyskać większej ilości yartsa gunbu należytej jakości  w warunkach sztucznych ani w innym regionie świata. Oznacza to spore zyski dla Tybetańczyków. Wartość detaliczna ponad 50 ton yartsa gunbu zebranych w Tybecie w 2015 roku wyniosła około 7,5 mld juanów (1,2 mld dolarów), co odpowiada prawie połowie  dochodów Tybetu z turystyki. Całkowita roczna produkcja tego grzybka wokół płaskowyżu, ale też raczej lokalnie, w większości w Chinach, ale również w Nepalu i Bhutanie, jest warta kilka razy więcej.

Yartsa gunbu jest wszechobecna: na lotnisku w Xining, stolicy prowincji Qinghai, ogromne ogłoszenia  reklamujące yartsa gunbu wypełniają halę przylotów. Ulice i uliczki turystycznych dzielnic miast w całym tym regionie są pełne sklepów, które sprzedają ten specyfik. Sklep pamiątkarski w Yushu sprzedaje suszone  mięso jaka; cena wydaje się zbójecka, gdyby nie napis na pudle wielkimi chińskimi znakami:喂毛虫真菌 (wypasane na yartsa gunbu). W ostatnich latach na dużych obszarach Tybetu około 40% rocznych dochodów pieniężnych ludności wiejskiej zostało wygenerowane przez cudowne grzybki. Przychody Tybetańczyków z rolnictwa, do czego wlicza się także zbieranie yartsa gunbu wzrosły szybciej niż dochód mieszkańców wsi w innych częściach Chin.

Ten boom jest wynikiem szybkiego pojawienia się klasy średniej w innych częściach Chin, a wraz z nim wielki wzrost siły nabywczej i skala wydatków na produkty zdrowotne, w tym w znacznej mierze takie, które mają wzmagać erekcję. W kwestii takich leków Chińczycy nie podzielają zakłopotania  ludzi Zachodu. Intensywne życie seksualne jest u nich postrzegane jako dowód na ogólny dobry stan zdrowia. W Pekinie jest eksluzywna restauracja, która  specjalizuje się w potrawach z penisów zwierząt, których zjadanie ma zwiększyć męskość.  Goście z Zachodu odwiedzają ją jako curiosum, a chińscy biznesmeni  aby zaimponować swoim klientom. Na stronie  tego lokalu w internecie można przeczytać  że penis jaka to luksusowy prezent dla bliskich przyjaciół  (牦牛阴茎是亲密朋友的奢侈礼物) [máoniú yīnjīng shì qīnmì péngyǒu de shēchǐlǐ]. Książka  zawierająca  传统保健食谱 [chuántǒng, bǎojiàn shípǔ] (tradycyjne receptury dla zachowania zdrowia) sprzedawana w jednej z największych księgarń państwowych Pekinu zawiera następujące remedium na impotencję i przedwczesny wytrysk: 18 克毛虫真菌;一个新鲜的人胎盘。 别洗涤毛虫真菌和胎盘。 放在一个平底锅里,用水。 在高温下炖,直到胎盘煮熟。每周一次饮用人胎盘汤一两个星期,查看结果。(Weź 18 gramów yartsa gubnbu i 1 świeże łożysko ludzkie. Grzybki i łożysko umyć oddzielnie, włożyć do garnka z wodą. Gotować w wysokiej temperaturze, aż łożysko się rozgotuje. Pić tę zupę raz w tygodniu, a już po dwóch tygodniach będą  wyniki.)

Yartsa gunbu mogą nawet uratować także pasterski sposób życia w Tybecie, albo raczej to co z niego pozostało po rządowych akcjach przymusowego osadnictwa wielu koczowników. W pozostałej części Chin, mniej niż połowa ludności pracuje obecnie na roli. Jednak na płaskowyżu tybetańskim, który jest domem dla około 6 milionów  osób, udział zatrudnienia w rolnictwie i pasterstwie spadł tylko nieznacznie w latach 2000-2010, z 87% do 83%. Andreas Gruschke z Uniwersytetu w Lipsku mówi że yartsa gunbu dostarczył części pasterzy dość dodatkowych dochodów, aby opłacało się im pozostać przy tradycyjnej hodowli jaków. To z pewnością pomogło w Yushu po trzęsieniu ziemi w 2010 roku, które zniszczyło większość głównego miasta Gyegu (Yushu), w którym zginęło wtedy ponad 2600 osób. Aby ożywić mocno tym nadwyrężoną  gospodarkę tego obszaru, rząd uruchomił coroczny „Festiwal Kultury Gąsienicowego Grzybka” – rodzaj targów, który przyciąga kupców z zewnątrz i nabywców z całego płaskowyżu. Ceny są ustalane zakodowanym dotknięciem rąk schowanych w rękawie lub pod płachtą,  aby utrzymać rywali w nieświadomości.

Ale chmury wiszą nad całą branżą i wyglądają coraz bardziej złowieszczo. Podróbki, czasem niebezpieczne, stają się coraz bardziej powszechne, podrywając  zaufanie u konsumentów. Wiele z nich wykonuje się z rozmaitych mączek czasami nawet wymyślnie wypiekanych. Aby zwiększyć popyt i moc grzybka, niektórzy handlarze fałszują wyroby z niego Viagrą czyli Potężnym Bratem (伟哥 [weige] ) jak się ją nazywa w języku chińskim. Hurtownicy, a większość z nich w Qinghai należy do muzułmańskiej grupy etnicznej Hui, są zaskakująco szczerzy w wyrażaniu wątpliwości o tym, ile sam grzyb może rzeczywiście przyczynić się do zwiększenia libido.

Jeszcze bardziej kłopotliwa  dla  tego biznesu jest niezwykle ostra i długotrwała kampania prezydenta Xi Jinpinga przeciwko korupcji. Wiąże się z nią ograniczanie niegdyś powszechnej praktyki przekupywania  urzędników drogimi prezentami, a w tym grzybkami yartsa gunbu. Słoiczek zawierający około 80 sztuk pulchnych grzybków zgrabnie ze sobą powiązanych wciąż kosztuje  63,380 yuanów, czyli prawie $ 10.000 w aptece w Pekinie. Ale ceny spadły w ubiegłym roku aż o 20%, nawet jeśli podaż nadal pozostaje na tym samym poziomie.

Bardziej niepokojące dla władz jest jednak to, że yartsa gunbu rozbudza niepokój na płaskowyżu gdzie i tak wrze od niezadowolenia przeciwko chińskim rządom. Dobrą wskazówką nastrojów jest coroczny festiwal koni w Gyegu. Trzydniowe święto środku lata obejmuje pokazy jazdy konnej, śpiewu i tańca, w tym w 2007 roku tańca dzieci przebranych za yartsa gunbu. Przyciąga to co roku tysiące Tybetańczyków, z których wielu obozuje na łąkach nad wijącą się rzeką. Festiwal po raz pierwszy od trzęsienia ziemi wznowiono w 2014 roku. Na imprezie widziano wtedy wozy policyjne rozmieszczone w dużej liczbie w centrum miasta, niektóre wyposażone w gaśnice. Dwa wozy strażackie były zaparkowane obok głównej areny.

Takie środki ostrożności stosuje się w miejscach, gdzie gromadzą się Tybetańczycy, aby nikt z nich nie próbował  demonstracyjnie się podpalić: jest to tradycyjna forma protestu przeciwko chińskim rządom. Od roku 2009 w ten sposób popełniło samobójstwo  co najmniej 123 Tybetańczyków.  W imponująco odbudowanym mieście Gyegu w zeszłym roku na początku lipca, zaledwie kilka dni przed festiwalem koni, próbował zabić się w ten sposób na głównym placu 27-letni mnich tybetański. Policja ugasiła płomienie i przepędziła  go z miasta, ale różni podżegacze  których nie brak zwłaszcza na uchodźstwie twierdzą, że zmarł kilka dni później w szpitalu.

Yartsu gunbupośrednio podsyca takie napięcia. Przyczynia się bowiem w ostatnich latach do częstszych odwiedzin płaskowyżu, głównie przez etnicznych Chińczyków. Zaniepokojenie tym napływem oraz fakt, że obsługa i zaopatrzenie  turystów są również zdominowane przez Chińczyków (narodowość Han), były jedną z przyczyn wybuchu zamieszek w marcu 2008 roku, w tym w Lhasie, gdzie w ich wyniku zginęło kilka osób.

Yartsa gunbu  jest również bezpośrednią przyczyną starć i przemocy wśród Tybetańczyków, oraz pomiędzy Tybetańczykami a chińskiemi kłusownikami, usiłującymi zbierać grzybki w Tybecie. W części płaskowyżu, coroczny sezon zbioru  yartsa gunbu przypomina gorączkę złota i wyzwala złe instynkty. W raporcie komitetu KPCh  powiatu Nangqian w Yushu, cytowany urzędnik z terenu mówi tak: "Grzybki wyzwoliły w ludziach zło. Każą im myśleć tylko o pieniądzach i spowodowały, że tracą poczucie rodziny, przyjaźnie i ludzkie uczucia". Mnożą się skargi, że Tybetańczycy wydają zarabiane teraz pieniądze na hazard i alkohol.  Nie mają oni zresztą wielu możliwości znalezienia godziwej pracy w miastach, gdzie zatrudnia się zwykle Chińczyków (Han) albo członków muzułmańskiej mniejszości (Hui).

Zbieranie grzybków jest po trosze dyscypliną zespołową  i w zasadzie  mieszkańcy jednej wsi lub okolicy są dla siebie uprzejmi w tym zbiorowym wyścigu. Tak jednak nie jest pomiędzy rywalizującymi wsiami albo kiedy na ich teren wchodzą obcy kłusownicy. W 2013 roku w Qinghai zginęły dwie osoby, kiedy mieszkańcy ostrzelali  rywali zastanych na ich zboczach. Dalajlama, duchowy przywódca Tybetu na wygnaniu powiedział, że yartsa gunbu spowodował  „hańbę tybetańskiego narodu” i wywołał „kryzys moralny” na płaskowyżu.

Wszyscy zbierają…

Podczas tegorocznych żniw, siły bezpieczeństwa w niektórych częściach płaskowyżu ostrzegły, że zadanie „zachowania stabilności” ma charakter siłowy. W Shangri-la, tybetańskim mieście w prowincji Yunnan (nazwanym tak w 2002 roku, aby przyciągnąć więcej turystów), policja nakazała mieszkańcom zdać  ukrytą broń przed sezonem. W jednym z okręgów, mieszkańcom zagrożono zakazem zbioru yartsa gunbu  przez  rok, jeśli zatrudnią kogoś z zewnątrz do pomocy. Miało to częściowo zapobiec przemocy, która niekiedy wybucha między Tybetańczykami a ich chińskimi konkurentami.

Ubocznym efektem nagłego bogactwa był wzrost popytu na skóry tygrysów i lampartów, pochodzących z kłusownictwa i przemytu. Tybetańczycy lubią się w nie ubierać na większe uroczystości i zgromadzenia publiczne. Barbarzyński przepych takich strojów dodatkowo przyciąga turystów i dlatego miejscowe władze nie kwapią się ze zwalczaniem takich popisów. Regiony w niektórych częściach płaskowyżu tybetańskiego "rywalizowały aby pokazać swoje bogactwo poprzez nadmiar biżuterii i egzotycznych skór na ciele uczestników spotkań, często do tego stopnia, że mieli oni problemy z chodzeniem pod ich ciężarem" napisała Emily Yeh z Colorado w artykule opublikowanym w 2013 roku. Zjawisko miało tez i nieoczekiwaną odwrotną  stronę. W 2006 roku, podczas ceremonii modlitewnej w Indiach z udziałem tysięcy tybetańskich pielgrzymów, Dalajlama wezwał Tybetańczyków do zaprzestania noszenia futer zwierzęcych. Reakcja była natychmiastowa. W całym Tybecie zaczęto zbierać i palić sterty futer, co było demonstracyjnym okazaniem oddania dla Dalajlamy. Zaniepokojeni chińscy urzędnicy próbowali zakazać takich paleń i aresztowali ich organizatorów. W niektórych miejscach nawet nakazano Tybetańczykom noszenie futer na festiwalach.

Ale nakaz Dalajlamy trzyma się mocno. Pomimo kampanii wszczętej przez rząd w Pekinie w celu zdyskredytowania  żyjącego na emigracji duchowego przywódcy Tybetu, od czasu zamieszek w 2008 roku Tybetańczycy wydają się słuchać go jeszcze bardziej. Ochrona życia zwierząt jest dość oczywistym nakazem buddyzmu. Widać to na przykładzie populacji tygrysów w Indiach skąd pochodzi większość skór, najłatwiej przemycanych przez karawany w górach.  W roku 2002 liczono w Indiach  3.642 tygrysów. W roku 2006, gdy w Tybecie rozkwitł  wielki boom yartsa gunbu pogłowie tygrysów spadło do bardzo niskiego poziomu 1.411 sztuk. Od czasu apelu Dalaj-lamy pogłowie wzrosło jednak z  powrotem do 2.226. Na festiwalu w Yushu prawie nie widzi się już skór tych rzadkich zwierząt. W zaciszu domów u Tybetańczyków popularność Dalajlamy jest oczywista. Niejedno pudełko do zbierania grzybków gąsienicowych jest ozdobione portretem Dalajlamy (zakazanym w niektórych częściach Tybetu) i często przepasane  żółtą  wstążeczką na znak szczególnego szacunku.

Inne niepokojące oddziaływanie na środowisko, które musi zostać powstrzymane, ma miejsce na halach, gdzie zbiera się grzybki. Lokalne przepisy wymagają  od zbieraczy, aby po wykopaniu grzybka  przy pomocy małej drewnianej motyczki, uzupełnić potem darnią powstały dołek. Sami Tybetańczycy tak robią, gdyż jako lud pasterski znają wartość  litej murawy. Ale niektóre tybetańskie wioski zatrudniają do zbierania obcych, którzy są często mniej o to  troskliwi. Szacunki uszkodzeń  z tej przyczyny cienkiej przecież warstwy górskiej  gleby wahają się znacznie zależnie od regionu: od kilku kilometrów kwadratowych łąk rocznie do ponad 65 kilometrów kwadratowych w samej tylko prowincji Qinghai. To potęguje problemy juz i tak powodowane przez globalne ocieplenie, górnictwo, rozprzestrzenianie się gryzoni i - jak twierdzą chińscy urzędnicy - nadmierny wypas jaków, choć pasterze i ekolodzy raczej oskarżają  tu rząd o wyolbrzymianie tego problemu aby uzasadniać osiedlanie koczowników w miejscach, gdzie urzędnicy mogą lepiej ich kontrolować. Yushu jest źródłem trzech największych azjatyckich rzek: Huangho, Jangcy i Mekongu. Jakość murawy odgrywa istotną rolę dla regulacji spływu wody zwłaszcza po wiosennych roztopach.

 

W pozostałych częściach Chin, wszystkie te obawy wydają się niewiele obchodzić  bogatych nabywców niezwykłego grzybka. Yartsa gunbu jest tak wysoko ceniony w Chinach jako afrodyzjak, że jest wart więcej niż jego waga w złocie. Państwowe media nie lubią tematów, które mogłyby przedstawiać  życie na tybetańskim  płaskowyżu w negatywnym świetle. Działalność ekologiczna,  szczególnie związana z Tybetem i innymi obszarami zamieszkanymi  przez niespokojne mniejszości, jest utrzymywana na bardzo krótkiej smyczy. Władze obawiają się bowiem, że  te działania i kontakty mogą maskować akcje i plany separatystów.

Nie ma też kwestionowania czy yartsa gunbu jest lekiem skutecznym czy nie. Komunistyczna  Partia Chin jest zagorzałym obrońcą tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM), pomimo braku dowodów naukowych dla niektórych jej twierdzdeń. TCM głosi bowiem mityczną wiarę w życiodajną siłę Qi, która jakoby reguluje ciało w sposób nieznany współczesnej nauce. Ale KPCh postrzega siebie jako obrońcę chińskiego nacjonalizmu, a TCM jest postrzegana przez wielu patriotów i nacjonalistów jako istotny składnik „chińskości” i jej imponującej skądinąd cywilizacji.

To dziwne jednak, że ten grzybek stał się aż taką gwiazdą TCM, jaką jest dzisiaj. Nie ma o nim żadnych wzmianek w chińskich dziełach medycznych sprzed XVII wieku, czyli według standardów TCM stosunkowo niedawno. Już jednak w wieku XIX, grzybki te kojarzono ze statusem. Brytyjska gazeta „The Colonies”  doniosła  swoim czytelnikom w 1876 roku że ówże „caterpillar fungus” „…posiada ponoć właściwości wzmacniające i odnawiające; aliści ze względu na jego rzadkość  jest on używany tylko w pałacu cesarza lub przez najwyższych mandarynów".

Wcześni obserwatorzy zagraniczni byli nie mniej zdumieni wysoka ceną  yartsa gunbu. Brytyjski podręcznik grzyboznawczy (A Handbook of the Larger British Fungi) opublikowany przez British Museum w 1923 roku, podaje w przypisie: „Czarne, stare i zgniłe okazy są ponoć warte cztery razy swej wagi w srebrze". Przejęcie władzy przez maoistów  w 1949 roku, było jednak ogromnym ciosem dla tego biznesu. Zamożni Chińczycy, główni konsumenci yartsa gunbu, uciekli za granicę, a Zachód wprowadził embargo i handel upadł.

Grzybkowe ożywienie zaczęło się w 1993 roku, na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce w Stuttgarcie. Zespół mało znanych chińskich biegaczek  zdobył złote medale  na dystansach 1500 m, 3000 m i 10000 m. Miesiąc później ten sam zespół wygrał na tych samych dystansach w czasie igrzysk ogólnochińskich w Pekinie, ustanawiając rekordy świata we wszystkich tych kategoriach. Jedna z biegaczek, Wang Junxia, ​​pobiła poprzedni rekord na  10000 m  aż o 42 sekund. Zaledwie rok wcześniej, zajmowała ona zaledwie 56. miejsce w światowym rankingu.

Ma Junren, trener zespołu, zdradził, ze „tajną bronią” ich sukcesu było połączenie intensywnego treningu wysokogórskiego w Tybecie, żółwiej krwi, żeń-szenia i toniku z yartsa gunbu. Fani yartsa gunbu  wolą zatrzymać się w tym miejscu opowiadając tę historię, bagatelizując  dowody, jakie pojawiły się kilka lat później, że inni zawodnicy szkoleni przez Ma Junrena brali zakazane substancje, w tym testosteron (czemu on zaprzecza).  Podobno obecnie sam Ma Junren ma już inne zajęcie: zajmuje się  hodowlą  mastyfów tybetańskich.

 

Niezły plon

Aluzja Ma Junrena przyszła  w odpowiednim dla grzybka  momencie. Podstawowa opieka zdrowotna na wsi rozpadło się w 1980 roku wraz z rozpadem  gmin ludowych, jakie ustanowił Mao Zedong. Także  w miastach wiele przedsiębiorstw państwowej służby zdrowia balansowało na krawędzi upadku, a wraz z nimi podstawowe usługi medyczne, które kiedyś świadczyły. Obywatele musieli płacić za leczenie, a poważna choroba mogła łatwo pogrążyć rodzinę w skrajnej nędzy. Zaczęło wzrastać zapotrzebowanie na środki TCM, z ich słynnymi właściwościami profilaktycznymi.  Wprawdzie yartsa gunbu już z definicji jakby mierzyły w grubsze portfele, ale TCM oferuje wiele leków, które były i są tańsze niż importowane zachodnie. Związane z TCM  na wpół mistyczne praktyki, takie jak qigong, obejmujące ćwiczenia oddechowe i medytacje, mogą  podobno wyleczyć nawet poważne choroby bez większych kosztów.

To, że nie ma wyraźnych dowodów  cudownych właściwości, jakie przypisuje się grzybkom yartsa gunbu nie ma większego znaczenia. W latach 1998-2008 (rok globalnego kryzysu finansowego) cena wzrosła ponad 17-krotnie do prawie 70.000 juanów za kilogram. W 2003 wybuchła epidemia SARS, śmiertelnej nierzadko choroby dróg oddechowych, która dała grzybkowi kolejny impuls promocyjny: lekarze TCM twierdzili, że  yartsa gunbu pomógł niektórym pacjentom szybciej niż leki medycyny zachodniej. Dziennik Ludowy (人民日 [Rénmín rìbào]), tuba Chińskiej Partii Komunistycznej, stwierdził, że w walce z SARS, tradycyjna chińska medycyna, kiedyś uważana za przestarzałą i skuteczną tylko w przypadku chorób przewlekłych, okazała się być „jedną z najpotężniejszych broni”.

Istnieją jednak i sceptycy. W 2014 roku w Pekinie działacz występujący przeciwko szalbierstwom i mitom  medycznym zaoferował nagrodę 50.000 juanów dla dowolnego lekarza TCM, który mógłby osiągnąć wskaźnik sukcesu co najmniej 80% w rozpoznawaniu ciąży u kobiet, jedynie sprawdzając puls kobiety (który jest kluczowym narzędziem diagnostycznym w TCM). Swym wyzwaniem wzbudził duże zainteresowanie mediów w Chinach. Było kilka głośnych prób, które  się nie powiodły, i w sumie nikt nie zdobył nagrody. Jednak już w październiku  2015 lekarka TCM, prof. Tu Youyou, otrzymała nagrodę Nobla za odkrycie artemisininu, cennego ale przecież tradycyjnego leku przeciw malarii. Premier Li Keqiang, powiedział wtedy, że nagroda ta wykazała „wielki wkład tradycyjnej medycyny chińskiej do sprawy zdrowia ludzkiego”  (中医药对人类健康事业的巨大贡献 [Zhōng yīyào duì rénlèi jiànkāng shìyè de jùdà gòngxiàn])

Na szczęście dla rządowego budżetu, yartsa gunbu nie figuruje na liście leków refundowanych przez państwo w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Chętni muszą polegać na własnym portfelu, kiedy udają się do kliniki TCM np. w centrum Pekinu, prowadzonej przez firmę Tongrentang jednego z największych w Chinach detalistów produktów TCM, założoną w 1669 roku. Kuracja na cokolwiek przy uzyciu yartsa gunbu zaczyna się tam od sumy 4.600$. Jak dla mnie jest to najprostszy dowód na to, że jednak lepiej być zdrowym niż bogatym. (BJ)

 

Dwa dorodne, wzorcowe okazy yartsa gunbu

 

 

W otwartym cyklu ZDROWIE I MEDYCYNA na moim blogu ukazały się dotychczas:

01.Wyścigi komórek (29.07.2011)

02.Szczepi Melinda, płaci Bill (4.08.2011)

03.Dializa na rynku (30.08.2011)

04.Zmierzch antybiotyków (27.09.2011)

05.Chorować w Hiszpanii (14.10.2011)

06.Chorować w Japonii (15.10.2011)

07.Udar mózgu: jak ratować? (25.03.2012)

08.Tomograf w prosektorium (27.03.2012)

09.Roentgen u dentysty (19.04.2012)

10.Wdzięk i prostata (16.05.2012)

11.Leczenie depresji (1.06.2012)

12.Wróżenie z palców (21.07.2012)

13.Ryzyko starego ojca (29.08.2012)

14.Leki przeprogramowane (14.09.2012)

15.Grypa znów śmiertelna? (3.10.2012)

16.Bakterie w człowieku cz.I (11.10.2012)

17.Bakterie w człowieku cz.II (12.10.2012)

18.Krwinki malowane (3.11.2012)

19.Matka jest tylko jedna?(16.11.2012)

20.Mniej plemników (18.12.2012)

21.O antybiotykach inaczej (29.10.2013) /film/

22.Dżuma, wiek XIV (film)

23.Rakotwórcza słodycz Aspartam (17.12.2013) /film/

24.Ebola zaboli (1.08.2014)

25.Oczy bioniczne? (13.03.2015)

26.Rywale antybiotyków (15.03.2015)

27.Tajemnica pląsawicy(27.03.2015)

28.Alergia: czyja wina? (14.04.2015) /film/

29.Choroby na sprzedaż (6.05.2015) /film/

30.Ukrywane lekarstwo na raka (7.05.2015) /film/

31.Ofiary toksycznej mody (14.05.2015) /film/

32.Wszystko o eboli (43:39) /film/

33.Społeczeństwo na psychotropach (10.09.2025) /film/

34.Nobel za stare zioła (15.10.2015)

35.Wojny plemników (19.11.2015)

36.Riszta pokonana (6.02.2016)

38.Kleszcze i borelioza (14.04.2016)

39.Powrót żółtej febry (4.08.2016)

40.Szczepić czy nie? (11.08.2016)

41.Medizinische Aberglaube? (15.09.2016)

42.Ku zdrowszej starości (5.01.2017)

43.Nowe leczenie depresji (13.04.2017)

44.Zatoka przeduszna (25.05.2017)

45.Viagra z Tybetu (1.06.2017)

 

 

 

KOMENTARZE

  • Panie Boguslawie.Tu gdzie mieszkam czosnek swietnie sie udaje.
    Tak samo szparagi, fasolka szparagowa, pomidory, cebula, kartofle,pietruszka, marchew,gruszki, buraki, itp.W sklepach nie zobaczy Pan miejscowej zywnosci. Wszystko jest przywiezione z kadez albo przylecialo samolotem.Czosnek z Tybetu, Made in China, kroluje. W sezonie , gdy nasze warzywa dojrzewaja te importy tak opuszczaja ceny, ze czlowiek sie zniecheca by otworzyc wieksza produkcje na handel miejscowy bo to kupi?
  • To bardzo interesujacy temat z tym grzybem.Z przypadku to powstalo?
    Wedlug zyda Darvina musialo to ewaluowac z bakterii jakos, albo z ryby albo z ptaka.Gdzie sa posrednie ewulucje? Oczywizda niet.Jak pisalem poprzednio:Pan Bog byl najwiekszym artysta ale mial tez poczucie humoru.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930