Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3705 postów 1762 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Strategie życia Zanussiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Wywiad Iriny Czajko z Krzysztofem Zanussim

 

Reżyser Krzysztof Zanussi przybył do Moskwy, aby wziąć udział w retrospekcji jego filmów fabularnych w ramach 10. festiwalu „Wisła", który odbywać się będzie od 25 maja do 11 czerwca. Natomiast już 22 maja w księgarni Moskwa przedstawił on rosyjski przekład swej książki pod tytułem „Strategie życia, czyli jak zjeść ciastko i je mieć".

Jej ideę wyjaśnił następująco: „Ciągle jeszcze zadaję pytania, miast dawać mentorskie odpowiedzi i chciałbym właśnie, żeby ta książka dotyczyła pytań — tych najprostszych i najważniejszych. Moje doświadczenie zaś ma posłużyć jako przykład, że poszukiwanie odpowiedzi na nie zajmuje myślącemu człowiekowi całe życie".

W książce autor wspomina swoje dzieciństwo, lata młodości i rodziców, snuje refleksje na temat miłości i kariery, nauki i religii, zaopatrując swoją narrację w zabawne historie i rozważania nad poważnymi sprawami życia. Więcej szczegółów korespondentka radia Sputnik Irina Czajko dowiedziała się z rozmowy telefonicznej z Krzysztofem Zanussim.   

 

Czy Pan uważa siebie za człowieka sukcesu? Teraz dla wielu ludzi „człowiek sukcesu" oznacza po prostu bardzo bogatą osobę…

Zawsze lepiej jest być zdrowym, bogatym, pięknym i młodym, niż starym, biednym, brzydkim i chorym. Ale to są takie żartobliwe przeciwstawienia. Wiemy świetnie, że sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, jeśli jest tylko wyłącznym sukcesem, to znaczy, że tylko w jednej dziedzinie nam się powiodło, na przykład w życiu zawodowym, materialnym, a nie powiodło się w życiu osobistym, to już sukces nie jest pełny. Życie jest w ogóle przygodą niebezpieczną, w której wielu ludzi ponosi klęskę. Więc, jeśli człowiek klęski nie poniósł, to już powinien uważać, że to jest sukces.

 

W swojej książce napisał Pan: „Żyjemy w przekonaniu, że wszystko, co się dzieje w materialnym świecie, jest wynikiem łańcucha przyczyn i skutków, a wobec tego jest konieczne, musi się zdarzyć i modlitwa nic nie pomoże…". Ale przecież ludzie się modlą i chcą cudów. Dlaczego? Ze strachu przed życiem albo ze strachu przed śmiercią?

Naprawdę świat nie jest wynikiem łańcucha przyczyn i skutków. To jest przestarzałe przekonanie. To jest determinizm iluministów. To jest przekonanie Newtona i Voltaire'a. Wszystko poszło dzisiaj już do archiwum. Dziś jest świat probabilistyczny, jak uczy nas fizyka, dlatego i modlitwa nie jest niczym absurdalnym i wiara w to, że można modlitwą wpłynąć na losy świata, nie jest wcale tak dziecinna jak wydawało się Voltaire'owi.

 

5 lat temu, w sierpniu 2012 roku, odbyła się pierwsza wizyta w Polsce Patriarchy Moskiewskiego i Wszech Rusi Cyryla. Wówczas przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Józef Michalik i Patriarcha Cyryl podpisali Orędzie o pojednaniu Polaków i Rosjan. Pan przecież był na podpisaniu tego dokumentu w Warszawie…

Zgadza się, i byłem tym bardzo przejęty, i myślę, że wiele rzeczy posuwa się w tę stronę. Tylko to są procesy historyczne, które muszą trwać bardzo długo. Ja szukam najlepszych modeli na Sybirze dlatego, że tam w największym stopniu Polacy i Rosjanie znajdowali wspólny język. Byłem niedawno na Zabajkalu, w Irkucku i widzę, jak tam dobrze ta pamięć jeszcze działa — pamięć jakiejś wspólnej walki ze złem i wielkiego starania o wspólne dobro.

 

Czy Pana zdaniem w przyszłości może dojść do połączenia katolicyzmu i prawosławia w obliczu zagrożenia ze strony islamu? Czy chciałby Pan tego zjednoczenia?

To byłaby strata dla wszystkich. Ja w ogóle nie marzę o tym, żeby nastąpiło zjednoczenie, tylko marzę, aby po prostu wzajemnie odnaleźć tę miłość, którą kiedyś siebie darzyliśmy, ale z całym bogactwem różnorodności, które chrześcijaństwo wypracowało.

 

Kiedyś Pan podkreślił, że dla Pana film nie jest monologiem, a tym bardziej kłótnią, ale zawsze polemiką. Pan w ogóle lubi polemizować i często przyjeżdża do Rosji — do Moskwy, Irkucka, Petersburga, na Sachalin — na spotkania ze studentami i widzami, przede wszystkim młodymi. Przypomnijmy, że po raz pierwszy Pan przyleciał do Nowosybirska w latach 60. Jak to było?

To była w ogóle moja pierwsza wizyta jako autora filmowego. Trafiłem do miasteczka akademickiego „akademgorodka". To było zachwycające. To było tak wspaniałe towarzystwo, tak wysoki poziom dyskusji. Po prostu zobaczyłem na własne oczy tę legendę o inteligencji rosyjskiej. Ona pokazała się w najlepszych swoich przejawach. Akademgorodok był miejscem wielkiej wolności, to były czasy Chruszczowa.  Dlatego dobrze to zapamiętałem i właściwie sympatia do Pani kraju gdzieś z tamtych lat się wywodzi.

 

Kogo z rosyjskich filmowców uważa Pan za najbardziej interesujących, wpływowych?

Wybór jest zupełnie subiektywny. Wymienię od razu Tarkowskiego, który był geniuszem i po prostu wyrasta ponad wszystkich. Ze starych filmowców rosyjskich chyba najbliższy był Czuchraj. Ja sobie tego Czuchraja z tamtych lat bardzo wysoko sobie cenię. Potem Szypitko czy Klimow. A w dzisiejszym filmie rosyjskim to Sokurow, German… Widzę, że i Konczałowski utrzymuje się w dobrej formie. Robi rzeczy interesujące. Kino rosyjskie jest ciągle żywe. Znajduję w nim również swoich dawnych studentów, bo bracia Kotowie to też są ludzie, których twórczość śledzę z uwagą, których niektóre filmy bardzo mi się podobają.

 

Pan znał osobiście reżysera Andrieja Tarkowskiego. W „Strategiach życia" napisał Pan o nim. Jaki był Tarkowski widziany z bliskiej odległości?

Był trudnym człowiekiem, skonfliktowanym ze światem, skonfliktowanym ze sobą, jak to bywa u wielkich artystów. Był geniuszem, bez wątpienia. Na pewno był człowiekiem mało tolerancyjnym, to znaczy nie miał czasem wyrozumiałości dla ludzkich słabości. Był człowiekiem  wielkiej pasji, wielkiego temperamentu, i wielkim artystą, przez co był bardzo czystym człowiekiem, bo tę sztukę traktował naprawdę jak świętość. Dzięki temu jego decyzje były słusznymi decyzjami.

 

Co z jego twórczej spuścizny do dzisiaj jest aktualne i ważne?

Wszystko jest aktualne i ważne. Żaden z jego filmów nie zestarzał się, nie rozminął się z czasem. Ja jestem szczególnie wielkim entuzjastą jego ostatnich filmów, tych zrobionych na Zachodzie. Dla mnie były to jego najpiękniejsze, najdojrzalsze filmy, ale to jest mój wybór. Można wybierać inne.

 

W „Strategii życia" napisał Pan: „Kiedy staram się zawrzeć w jednym słowie, co stanowi sens życia, to odpowiadam z przekonaniem — kultura".

Kultura to jest zawsze wyraz pozytywnego rozwoju, coś, co jest niedobre, nie jest kulturą.

 

A czy istnieje kultura polityczna?

To też jest właśnie kwestia, jak się dogadujemy między sobą. Jak znajdujemy szlachetne kompromisy? To wszystko bardzo by mnie interesowało.

 

Nad czym Pan teraz pracuje?

W sierpniu zaczynam zdjęcia do filmu, który nazywa się „Eter" i jest koprodukcją środkowoeuropejską, bo powstaje we współpracy z Litwinami, Węgrami, Ukraińcami, a możliwe, że także Włochami. Jesteśmy w trakcie przygotowań obsadowych, scenograficznych, produkcyjnych i to jest moje zadanie na ten rok. To jest moja wersja „Fausta", trochę inaczej opowiedziana. Akcja dzieje się przed I wojną światową i jest historią człowieka, który uwierzył, że nauka jest tą ostateczną odpowiedzią na problemy człowieka. A ja mówię, że nie jest. Bardzo cenię naukę, ale wiem, że ona ma swoje miejsce i nie jest wartością taką zupełnie uniwersalną na każdą okazję i w każdej sprawie.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę nowych sukcesów, nowych podróży!

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31