Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3688 postów 1749 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Ta inna rewolucja…

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

SPÓR O GMO (03): Dyskusja, którą zaczęliśmy od GMO zatacza coraz szersze kręgi. Zamieszczam mój trzeci materiał w tym ciągu tematycznym.

W dyskusji na temat GMO pojawiła się wypowiedź, na którą czekałem. Pani Lotna, którą wysoko cenię za silny charakter i wiele celnych wypowiedzi, pisze tak: „To proste i logiczne: jeśli szkodliwe dla zdrowia są uprawy GMO, to również szkodliwa jest zielona rewolucja, która te rośliny wykorzystuje. Tu nie ma czego tłumaczyć. Trzeba rozpocząć inną zieloną rewolucję, aby wyżywić ludność, a możliwości są, bez rakoczynnych roślin i bez roślin, które powodują depopulację w trzecim czy nawet piątym pokoleniu. Zacząć należy od małych rodzinnych farm, uprawiających rośliny i hodujących zwierzęta, z których zrezygnowano na rzecz wielkich plantacji, np. kawy czy kakao, a wtedy będzie dość jedzenia dla wszystkich, z tym, że być może musiałby Pan zrezygnować ze swojej obranej kawusi.”

Wobec tak ekstremalnych przejawów kapitalizmu, jakie prezentuje firma Monsanto, wielu ludzi, podobnie jak pani Lotna, apeluje o powrót do tradycyjnych form rolnictwa. Ja też mam do niego ogromną słabość, ponieważ w szczęśliwym dzieciństwie w PRL spędzałem wakacje już to u stryja na wsi nad Bzurą, już to u wuja (brata matki) na Pomorzu i z tego okresu wyniosłem dużo pięknych wrażeń i sporo praktycznej wiedzy. Na poziomie emocji bardzo bym chciał, aby zielona rewolucja przebiegała  po tej właśnie linii i nawet sądzę, że w jakimś stopniu może się to w końcu okazać konieczne (i będę o tym pisał), ale na poziomie rozumu chcę zwrócić uwagę na  pewne pułapki takiego myślenia.

Zawiera się w nim romantyczne i mające starożytne korzenie przekonanie o niewzruszonej mądrości natury, której prawa należy respektować. Jedną z najbardziej dobitnych wypowiedzi na ten temat można znaleźć w Mein Kampf Adolfa Hitlera, który napisał tak: „Kiedy ludzie próbują buntować się przeciw żelaznej logice Natury, uderzają w zasady, którym zawdzięczają swe istnienie jako istoty ludzkie. Działania skierowane przeciw naturze powinny doprowadzić ich do upadku”.(Indem der Mensch versucht, sich gegen die eiserne Logik der Natur aufzubäumen, gerät er in Kampf mit den Grundsätzen, denen auch er selber sein Dasein als Mensch allein verdankt.So muss sein Handeln gegen die Natur zu seinem eigenen Untergang  führen).

Z takich postaw podśmiewał się już stary szyderca Voltaire: „Mon cul est bien dans la nature, et cependant je porte des culottes”  (Mój tyłek jest z pewnością częścią natury, ale gacie przecież noszę). Powstaje bowiem logiczne pytanie: Dlaczego mądrość natury mielibyśmy akceptować przy określaniu co uprawiać, a nie wtedy kiedy pozwolimy, aby dziecko umarło na odrę, silniejszy ograbił słabszego, a poród pozostał tylko sprawą rodzącej kobiety?  

Podejrzewam, a nawet sądzę, że idea powrotu do upraw organicznych  w skali indywidualnego rolnika, czy nawet w skali wspólnoty wiejskiej, wynika w większości przypadków z braku orientacji. Nie mając dostatecznie przekonywującego planu i nie ufając systemowi, który nam podsuwa swe rozwiązania, szukamy ucieczki do wyidealizowanej przeszłości. Mechanizmy te sprawdzały się jednak  wtedy, gdy przyroda była samograjem, a ludzi było trzy, pięć, dziesięć razy mniej. Mając już do nakarmienia miliony – nigdy one nie wystarczały i nie wystarczą. Od dawna zwracam uwagę i zbieram materiały na temat różnych wspólnot – ekologicznych, plemiennych, religijnych itp. – które wybierają taki powrót do natury i realizują taki model życia. Takich eksperymentów jest na świecie zdumiewająco wiele i sporo z nich wygląda na udane, ale chodzi tu o ochotników – ludzi, którzy świadomie tego chcą i nawzajem wspierają się w realizacji. Najlepiej to wygląda u grup integralnych w innych wymiarach, np. kulturowo-etnicznej, językowej itp., albo o silnej motywacji np. religijnej, które w dodatku potrafią się odgrodzić od reszty świata, a często i od rynku: Amisze, Herrnhuci, Mennonici lub Indianie Pueblo w Ameryce, Bisznoi w Indiach, oazy Mzabitów na Saharze, etc. Natomiast kibuce w Izraelu już tego warunku nie spełniają, bo są nastawione na rolnictwo wielkotowarowe. Grupom takim chciałbym zresztą poświęcić na moim blogu więcej uwagi.

W stosunku do większości pozostałych ludzi model ten nie ma szans się sprawdzić. Obrońcy tego typu rolnictwa podkreślają często, że stanowi ono antidotum na bezrobocie, gdyż zatrudnia o wiele więcej ludzi. W praktyce jednak znaczy to, że chcą oni ich uwięzić wbrew ich woli w zajęciach uważanych za niewdzięczne i beznadziejnie archaiczne, których nie musieliby przecież wykonywać, bo są maszyny i środki, które robią to wydajniej i lepiej. W dodatku byłoby to pozostawieniem ich blisko granicy przetrwania: zabiedzonych, niedożywionych, zapomnianych „ludzi jednorazowego użytku”  - single use people – jak ich określił Lester R. Brown w swojej książce „Full Planet, Empty Plates: The New Geopolitics of Food Scarcity”, wydanej w Nowym Jorku w 2012 roku. .  

Istnieją sposoby, aby produkować dużo więcej dobrej żywności przy dużo mniejszym wysiłku – mniejszym zatrudnieniu, mniejszym wyzysku, większej swobodzie wykorzystania czasu i przestrzeni na inne zajęcia. Problem w tym, ze sposób ten został dziś zawłaszczony przez wielkie korporacje ponadnarodowe, podobnie jak efekty tej produkcji. W tej sytuacji niektórzy, nie widząc szans na sprawiedliwe rozdzielenie produktu wychodzą z założenia, że lepiej jest utrzymywać stan powszechnej biedy niż wytwarzać bogactwa, które w rezultacie i tak trafiają do rak nielicznych spryciarzy.  Nie produkujmy, bo owoce naszej pracy zostaną i tak przywłaszczone przez bogatych. Podobne głosy pojawiły się także w naszej dyskusji na Neonie:„Będzie dość jedzenia dla wszystkich, z tym, że być może musiałby Pan zrezygnować ze swojej kawusi” – pisze pani Lotna, a pan Rysio dodaje; „nie ma takiej potrzeby, żeby podnosić wydajność, bo nawet obecna pozwala wyżywić całą ludzkość”. Być może takie tezy można jeszcze głosić w społeczeństwach sytych, do których należy i nasza błogosławiona przez Boga Ojczyzna, ale takie stanowisko jest bardzo trudne do obrony w krajach biednych, których jest nadal większość.  

Pod płaszczykiem idei powrotu do tradycyjnych metod uprawy ludzie ukrywają lub usiłują ukryć swoją bezradność, rezygnacje z planowania innej przyszłości niż ta, którą nam zgotował i pzewiduje globalistyczny kapitalizm. Oddali mu monopol na „projekt przyszłości” a sami okopują się w ideach dawnych dobrych czasów. Takie zwracanie się ku przeszłości to często jest lęk w czystej postaci, ucieczka do tyłu. Nie poradzimy sobie, więc schrońmy się w pradawnej puszczy. W związku z tym przywracamy do łask rzeczy cywilizacyjnie niedopuszczalne: nieludzki wysiłek monotonnej pracy, archaiczne narzędzia, nisko wydajne rośliny… Co to jest za kierunek drogi i co w tym wszystkim jest warte zachowania? (BJ)  

 

PS. Ani Hitler, ani Voltaire, ani Lester R. Brown nie są moimi idolami, ale właśnie dlatego ich cytuję, bo cytaty czerpane z daleka mają (czasem) większą wiarygodność w sprawie.

 

 

KOMENTARZE

  • prawda jest jedna
    Próżne gadki i lamenty. Każda próba udowodnienia sobie racji prowadzi tylko do jednej konkluzji. Na planecie Ziemia rozmnożyło się za dużo ludzi.
    To ludzie poprzez swoją populację generują dla siebie problem. Nie chodzi
    tu tylko o żywność ale także i o surowce, czystość powietrza jak i wody.
    Niszczymy własną Matkę Ziemię i posuwamy się z tym w zastraszającym tempie. Gdy spędzał Pan wakacje nad Bzurą było nas troszkę ponad 3 miliardy. Teraz jest nas już miliardów ponad siedem. Jeżeli nie zajmiemy się tą sprawą Ziemia sama zacznie się bronic. Tylko czy na planecie będzie wtedy dla ludzi miejsce?

    PS: dawno temu słuchałem rozmowy od dawna mieszkającej w Polsce
    Hinduski. Mówiła że Indie są tak bardzo przeludnione iż nie ma tam przyjemności z życia. W Polsce jest tak cicho i bezludnie że dla niej jest to prawdziwy ziemski raj (tak się wyraziła). Nareszcie zauważa innych ludzi.
  • Dobrodzieje od ludzkości
    Panie, tu nie ludzkość. W Polsce nie ma problemu głodu. W Afryce, czy Indiach, gdzie jest taki problem, GMO sieje więcej spustoszenia niż pożytku. Ale niech sobie sadzą. Zielona rewolucja to rośliny uprawne uodparniane genetycznie na RoundUp? Dla tych 5% większej wydajności mamy przeprowadzać eksperyment na nas, potomkach i reszcie ekosystemu? Niech opanują najpierw technologię tak, by "przeszczep" odpowiednich genów był naturalniejszy (kłania się osławiony dokument o Monsanto, którego zdaje się nikt nie raczy nawet obejrzeć), to raz, a dwa - nie po to by można było sikać litrami chemii. Bo to prędzej rewolucja RoundUpa niż zielona. Nie wspominając o monopolizacji i uzależnieniu się od nasion (jedne nasionka dla wszystkich, na każdy rejon geograficzny).

    Jest udowodnione, że obszar wielkości Ukrainy wyżywiłby całą planetę z nawiązką. Także - jeśli ludzkość ma się dogadywać to może w inny sposób - faktycznie się dogadując. Bayer/Monsanto to żaden dobrodziej ludzkości. GMO w Polsce w żaden sposób nie poprawi sytuacji w Indiach, gdzie jest powszechne (powszechne jak samobójstwa rolników), czy Afryce.
  • Widzę, że się Pan dwoi i troi, żeby przekonać do GMO
    Czyli farmy rodzinne i tradycyjne rolnictwo to "romantyzm" i "brak orientacji". A tysiące hektarów upraw monokulturowych i wprowadzanie kancerogennych roślin i trujących pestycydów to co? To zielona rewolucja i sposób na wyżywienie ludzkości. Z pewnością Voltaire w swoich cuchnących gaciach by się bardzo ucieszył z takiego rozumienia rzeczy.

    Na przykład, małe 1,5 ha gospodarstwo w "romantycznym" stylu kierujące się "brakiem orientacji" i uważające, że nie ma wydajnych upraw bez hodowli, w gorącym klimacie, gdzie są cztery zbiory plonów rocznie, wystarcza na kompletne i samowystarczalne wyżywienie 15 osób. Słownie: piętnaście osób wyżywi się na maleńkim skrawku pola. Te biedne kraje, które z dobroci serca Autor chce obdarzyć zieloną rewolucją w stylu Monsanto, zazwyczaj leżą w gorących klimatach i z pewnością nie jest to przykład odosobniony.

    Problem polega na tym, że te kraje nie mogą uprawiać ziemi zgodnie z własną wolą i doświadczeniem, bo dobry Bank Światowy, chcąc je wydźwignąć "z zacofania", tudzież zajęć "żmudnych, niewdzięcznych i archaicznych", udzielił im pożyczek, które muszą spłacać przeznaczając większość ziemi na wielkie plantacje, które wiadomo, że nikogo w tych krajach nie wyżywią.
    Plantacje, na których niewolnicza praca, także dzieci, jest normą; z pewnością każdy pracujący na tych plantacjach bardzo by sobie życzył "niewdzięcznego" i "archaicznego" zajęcia na swojej "romantycznej" farmie, nawet ryzykując bycie postrzeganym jako kompletnie "pozbawiony orientacji".

    Jest to więc typowy przykład działania możnych tego świata: stwarzanie problemu, czyli zadłużanie państwa pod pozorem "pomocy" i narzucanie typu upraw, a potem "rozwiązywanie" tego problemu za pomocą uraczania uprawami GMO, bo panuje głód. Jak ma głód nie panować, skoro ludzie nie mogą uprawiać ziemi? A banki i korporacje zarabiają: na pożyczkach, na uprawach, na niewolniczej pracy ludności tubylczej i na dodatek na uprawach GMO. A jak ludność choruje to i na szczepionkach, też "wielkim dobrodziejstwie" ludzkości z piekła rodem.

    GMO niczego z pewnością nie rozwiąże, wręcz przeciwnie, doda więcej chorób, problemów i nieszczęść w tych biednych krajach, nad którymi Autor pochyla się z głęboką troską, co do której mam poważne wątpliwości.
  • @
    W dyskusji nt. GMO i zjawisk towarzyszących doszliśmy do końca pewnego etapu, w którym pojawiły się ślepe uliczki. Stara Baba postuluje zmniejszenie liczby ludności świata do 1/3 obecnego stanu, Paulus Aquarius widzi wyjście w powszechnej diecie wegańskiej, a pani Lotna w powszechnym powrocie do rolnictwa organicznego i rodzinnego. Wielu dyskutantów nadal przypucowuje mi obstawanie w obronie Roundupa i krypto-reklamę Monsanto oraz pomawia o fałszywą troskę o biednych w Trzecim Świecie. Dostrzegam w tym – u wszystkich, ze mną włącznie - niemożność intelektualnego uporania się z problemem w takiej postaci, w jakiej on występuje, oraz skłonność do ucieczki w argumenty i receptury nadmiernie uproszczone. Taka niemożność może wynikać ze złożoności tematu, który wymaga głębszej refleksji w samotności. Proponuję, abyśmy się w tym miejscu wszyscy zatrzymali, zrobili krok albo dwa do tyłu, trochę ochłonęli z agresji i wzajemnej niechęci, jaka w takich sytuacjach nierzadko na dnie duszy powstaje, i wrócili do tematu – który jest i wielki i bardzo ciekawy – po jakimś czasie, może niejeden raz, ale startując ze świeżego poziomu emocjonalnego i z nowego rozpoznania. Obiecuję, że o poszukiwaniu sposobów na wyżywienie i ochronę przyrody jeszcze niejednokrotnie będę pisał. Na razie, korzystając z praw gospodarza blogu, ze swej strony zamykam temat i dziękuję wszystkim uczestnikom za kulturalny i na ogół rzeczowy udział w dyskusji. BJ
  • @Bogusław Jeznach 12:25:17
    "Stara Baba postuluje zmniejszenie liczby ludności świata do 1/3 obecnego stanu... ".
    Hmmm.... gdzie Pan te 1/3 wyczytał? Nie podawałem numerów. Jak już to o 1/3 i to naturalnie, na przestrzeni dekad, a nie przez "wojenne zabiegi". Tu nie chodzi tylko o żywność lecz o trucie i nadmierne eksploatowanie naszej Planety. Polak mówiąc o tym temacie widzi przed oczyma Polskę. Na ironie kraj nasz demograficznie się zmniejsza. Problem tkwi w innych regionach świata.
    No i te na siłę pomaganie setkom milionów ludzi w biednych regionach świata. Przecież te różne charytatywne organizacje w przypadku tych biednych są większymi mordercami niż sama bieda. To oni poprzez swój biznes w usługach "charytatywnej" pomocy (bo to jest biznes) powielają biedę i zabijają większą ilość ludzi niż sama w tamtych regionach bieda.
    Taka jest prawda.
  • Korporacyjny zysk a przede wszystkim depopulacja.
    Nie zastanawia was fakt krociowych cen za naturalny rozwój np. warzyw, pod płaszczykiem ekologii, a właściwie dzięki tzw. gmo zarabiają ludzie, którzy leją gnój na pole i tam za zebraną marchewkę żądają krotności ceny tej wyhodowanej na pestycydach i sztucznych nawozach też kosztujących przecież niemało ?
    Jestem przeciw GMO, dla jasności.
  • @Bogusław Jeznach 12:25:17
    Proszę jeszcze raz przeczytać, to, co napisałam, a powiedziałam wyraźnie, że małe rodzinne farmy powinny być jedną z form rolnictwa przyjętej w tej "innej zielonej rewolucji", a "jedna z" nie znaczy "jedyna". Powiedziałam, cytuję:
    "Trzeba rozpocząć inną zieloną rewolucję, aby wyżywić ludność, a możliwości są, bez rakoczynnych roślin i bez roślin, które powodują depopulację w trzecim czy nawet piątym pokoleniu."
    Powiedziałam, że od tego trzeba zacząć, co nie znaczy, że miałyby to być jedyne formy upraw, choćby z tego względu, że nie wszyscy mieszkają na wsi i mają kawałek pola za domem.

    Trochę dziwne, że dla Pana rodzinne rolnictwo jest tak problematyczne, natomiast wielkoobszarowe, monokulturowe uprawy, o których nie zająknął się Pan ani razu, najwyraźniej problemu nie stanowią, choć to one właśnie, w dużym stopniu - co nie znaczy wyłącznie - przyczyniają się do głodu w krajach trzeciego świata.

    Oczywiście, że rolnictwo powinno być organiczne. Każdy może sobie sprawdzić w swoim ogródku fakt, że istnieją rośliny, które posadzone razem z innymi sprzyjają ochronie i większym plonom tych drugich i w tym kierunku - między innymi - powinny iść badania, a nie w kierunku pozyskiwania coraz to nowych rodzajów sterylnych, opatentowanych przez wielkie korporacje trujących roślin - potworków.

    Żywność, zgodnie z nazwą, powinna żywić - odżywiać, pożywiać, dodawać sił witalnych i utrzymywać w dobrym zdrowiu jak najdłuższe lata, a nie powodować choroby, przedwczesną śmierć i na dalszą metę - depopulację, jak to się dzieje w przypadku GMO.
  • @Lotna 15:16:25
    No, to teraz Pani widzi jak to jest, kiedy się coś komuś zamaszyście przypisuje. Od mnie Pani wymaga, abym z większą dbałością wczuł się w Pani zdanie „Trzeba rozpocząć inną zieloną rewolucję, aby wyżywić ludność, a możliwości są, bez rakoczynnych roślin i bez roślin, które powodują depopulację w trzecim czy nawet piątym pokoleniu" i zrozumiał, że chodziło Pani o to, że „od tego trzeba zacząć, co nie znaczy, że miałyby to być jedyne formy upraw”. OK, nie zrobiłem tego, i poleciałem po całości. Przepraszam.
    Muszę jednak zauważyć, ze w stosunku do mnie Pani takich skrupułów jednak nie ma. Imputuje mi Pani, że „dwoję się i troję, żeby przekonać do GMO” i że chcę kogoś „obdarzyć zieloną ewolucją w stylu Monsanto”, pisze Pani o mnie, że „dla Pana rodzinne rolnictwo jest tak problematyczne, natomiast wielkoobszarowe, monokulturowe uprawy, o których nie zająknął się Pan ani razu, najwyraźniej problemu nie stanowią”, a w zdaniu „GMO niczego z pewnością nie rozwiąże, wręcz przeciwnie, doda więcej chorób, problemów i nieszczęść w tych biednych krajach, nad którymi Autor pochyla się z głęboką troską, co do której mam poważne wątpliwości”, ocenia Pani z góry moje intencje jako nieszczere i niegodziwe. Tymczasem każde średnio uważne wczytanie się z normalnie dobrą wolą w mój tekst, nie mówiąc już o ocenie mojej postawy, jaka mogłaby wynikać z moich publikacji w ogóle, powinno uświadomić Pani, że powyższe twierdzenia są nieprawdziwe i że w ten sposób polemizuje Pani z błędnym, własnym wyobrażeniem. Na naszym portalu jest to, niestety, normą, także w innych kontekstach i między innymi osobami. Wobec niektórych dyskutantów nie mam większych oczekiwań i spuszczam nad nimi zasłonę milczenia, ale Panią – jak już to stwierdziłem kilka razy – uważam za osobę na tyle inteligentną, a chciałbym też wierzyć że równie etyczną, iż wymagałbym nieco więcej. Nie piszę tego, aby Pani dokuczyć albo i zawstydzić, ale raczej w ten sposób chcę Panią namówić na wypalenie fajki pokoju, co już raz nam się kiedyś udało. Mamy szanse?

    PS. A w sprawie GMO, zanim podejmę dalszą dyskusję, chcę najpierw przeczytać książkę F. Williama Engdahla pt. „Seeds of Destruction. The Hidden Agenda of Genetic Manipulation”, która m.in. wyjaśnia dlaczego Rosja zakazała GMO na swoim terytorium. Przeczytałem przedmowę do tej książki w sieci i wydaje się ona bardzo interesująca.
    Pozdrawiam. BJ
  • @Lotna 15:16:25
    Masz racje.Badania pozywienia powinny isc w kierunku korzystnym dla ludnosci a nie jak dotychczas w kierunku maksymalizacji zysku kapitalu ktory jeszcze kieruje mediami i wymiarem sprawiedliwosci i moze blokowac niekorzystne dla niego badania i publikacje a promowac(granty) te ktore sa korzystne dla kapitalu.
  • @
    Co do Hitlera to nikt w historii rodzaju ludzkiego nie osiągnął tak dużo w tak krótkim czasie.

    Cytat który Pan przywołał jest wyrwany z kontekstu. Jeżeli Pan nie czytał Mein Kampf to proponuję przeczytać i uczciwie dopisać czego on dotyczy.

    W odróżnieniu od Hitlera, bolszewicy uważali genetykę za naukę kontrrewolucyjną. Żydowski marxizm wyznawał (wyznaje) pogląd, że człowiek to rezultat czynników środowiskowych - ekonomicznych i społecznych w szczególności. Na tej podstawie, komuniści wierzyli, że mogą stworzyć nowego człowieka, kolektywnego proletariusza, wolnego od "indywidualistycznych cech burżuazyjnej ery". Ta teoria mogłoby zostać obalona, jeśliby przyznano, że człowiek posiada wewnętrzną, niepowtarzalną strukturę, że istnieje w swojej własnej naturalnej formie, a nie tylko jest zbiorem atomów, które można dowolnie kształtować i mechanicznie obrabiać zgodnie z kolektywnym, marxistowskim "widzimisię".
    http://arjanek.neon24.pl/post/131368,amerykanizm-marxizm-i-sprawa-wawilowa

    Należy upodmiotowić i postawić Naród przed jednostką, a Takie Monsanto będzie musiało stosować się do zasad "zielonej rewolucji" a nie zysku.
  • Ludziom sie nie chce wstawac przed wschodem slonca, ruszac sie
    caly dzien i isc spac o 9 tej wieczor.Ludzie chca siedziec i ogladac jakies bzdury na ekranie.I to jest caly problem.
  • @staszek kieliszek 00:22:32
    //Ludzie chca siedziec i ogladac jakies bzdury na ekranie.I to jest caly problem.//

    Specjalnie dla Ciebie, co byś nie zasnął przed ekranem.
    https://www.thesun.co.uk/news/3222051/rare-adolf-hitler-propaganda-pictures-posing-with-kids/
  • @Bogusław Jeznach 16:15:56
    No cóż, skoro zarzuca mi Pan brak etyki, jestem zmuszona odpowiedzieć.
    Otóż wyprodukowanie trzech notek związanych z tematyką GMO w przeciągu doby czy półtorej doby, uważam za bardzo usilne przekonywanie czytelników do tych upraw. W drugiej notce powiedział Pan wyraźnie, że opowiada się za GMO.
    Poparł Pan również zieloną rewolucję pomimo stosowania GMO.
    Natomiast fakt, że zignorował Pan argumenty komentatorów wskazujących na fatalne i tragiczne w skutkach dla zdrowia ludności i ekonomii ubogich krajów efekty upraw GMO i stosowania pestycydów, a zamiast tego kontynuował swój cykl - zrodził we mnie wątpliwości co do intencji, bo według mnie, według tego, co ja uważam za etyczne postępowanie - cel nie uświęca środków i tragedie osobiste, wcale zresztą nie odosobnione, nie powinny być ignorowane, nawet dla idei ( albo raczej ideologii) wyżywienia ludzkości.

    Nie mam nic przeciwko wypaleniu fajki pokoju, bo ja żadnego topora wojennego nie odkopywałam; odpowiedziałam tylko na Pańskie artykuły, z którymi się nie zgadzam.
    Owszem, jest to dla mnie temat budzący emocje, bo sama jestem zmuszona jeść to świństwo na codzień i po prostu nie mieści mi się w głowie, jakim cudem człowiek tak inteligentny jak Pan, może agitować za żywnością modyfikowaną genetycznie. Ale to jest mój punkt widzenia, osoby, która idąc do sklepu spożywczego codziennie stoi przed dylematem co robić, co kupić do jedzenia, aby w jak najmniejszym stopniu podtruć swoją rodzinę i siebie.

    Pozdrawiam wzajemnie i życzę interesującej lektury.
  • @Lotna 12:53:44
    Zauważyłem. że Pan Jeznach jest gorącym zwolennikiem oficjalnej nauki i bardzo trudno go przekonać do punku widzenia opartego na innych badaniach. No trudno. Mnie osobiście nie zasmuca zbyt mocno przemysłowa uprawa żywności, bo po prostu nie ma od tego odwrotu. Postępu technicznego , technologicznego we wszelkich dziedzinach nie da się zatrzymać czy odwrócić. Taka jest prawidłowość procesów .
    90% procent ludzi na Ziemi to zwykli durnie nie mający świadomości procesów zachodzących wokół nich. Niech żrą GMO i szczepią się co tydzień - ich sprawa. Mnie niepokoi likwidowanie alternatyw i administracyjne niszczenie wszelkich innych form gospodarowania przymuszając nas do sposobów życia uznanych przez zarządców naszego ZOO za właściwe.
    Cóż nasz Stwórca pewnie popełnił jakiś błąd w akcie stworzenia ( lub mu ktoś namieszał) i jesteśmy jako ludzkość jacy jesteśmy. Pazerni, żądni władzy , pieniędzy dóbr, panowania nad innymi - nigdy nie nażarci. Stąd takie , a nie inne procesy społeczne i gospodarcze.

    Do Pana Jeznacha.
    Pan z tymi szczepieniami nie chce się nawrócić. Przywołuje Pan śmierć od odry . Chciałem Panu powiedzieć, że chorowałem 2 razy na tę chorobę. Drugi raz w wieku lat 18. I jakoś żyję i zdrowie mi dopisuje.

    Wiele chorób wieku dziecięcego uodparnia nas na ciężkie dolegliwości wieku dorosłego - o tym też trzeba pamiętać.
  • Autor, nazwa Zielona Rewolucja to manipulacja!
    Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na błędną w kontekście Monsanto, chemizacji czy GMO nazwę - Zielona Rewolucja!

    Zielona Rewolucja, to czystość, ekologia = ZDROWIE

    Tak powszechnie rozumiemy słowo ZIELONA oczywiście wraz ze zbitką słów, takich jak rewolucja, uprawa, plantacje etc, etc.
    Najprostszym odniesieniem do słowa ZIELONA jest Greenpeace.
    A Greenpeace to - przypomnę, niezależna międzynarodowa organizacja pozarządowa, działająca na rzecz OCHRONY ŚRODOWISKA NATURALNEGO.
    Niestety, Zielona Rewolucja w sposób nie budzący sporów NARUSZA ŚRODOWISKO NATURALNE?

    Zgoła niewinna i ekologiczna w swym znaczeniu nazwa Zielona Rewolucja jest moim zdaniem wymyślona, bo ma przykrywać chemizację i GMO oraz, a może przede wszystkim - przyciągać nieuświadomionych, naiwnych rolników/ogrodników do tej koncepcji, i jest to w moim rozumieniu nic innego jak MANIPULACJA.

    Nie zatrudnił się pan przypadkiem w Monsanto czy jej pokrewnej korporacji? Takie usilne (po wielokroć) promowanie nam tutaj GMO pod przykrywką "Zielonej Rewolucji" jest dla mnie mocno podejrzane.
    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031